Opis

Człowiek z zegarkami. The Man with the Watches. Książka w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej. A dual Polish-English language edition. Fragment książki: „Niejeden zapewne pamięta jeszcze zagadkową sprawę, o której pod tytułem: ˝Tajemnica w Rugby˝, rozpisywały się dzienniki na wiosnę roku 1901. Ponieważ zdarzenie to przypadło w okresie wyjątkowej posuchy pod względem wiadomości politycznych i bieżących, więc może więcej ściągnęło uwagi, niż nawet było warto, i silnie pobudziło wyobraźnię ogółu. Zainteresowanie zmniejszyło się jednakże, gdy po całych tygodniach daremnych dochodzeń, nie znaleziono ostatecznego rozwiązania faktów, tak, że wypadek ten musiano zaliczyć do rzędu zbrodni niewytłumaczonych i nieukaranych. W ostatnich czasach nadesłano jednak, z niewątpliwie wiarogodnego źródła wyjaśnienie tajemnicy, której podstawowe fakty dobrze będzie dla przypomnienia powtórzyć... W Rugby uwagę urzędników zwróciła okoliczność, że drzwi jednego z przedziałów pierwszej klasy były otwarte. Zbadanie tego przedziału i sąsiedniego wykazało rzeczy dziwne.” Zachęcamy, by dowiedzieć się co będzie dalej!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 64

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Arthur Conan Doyle

Człowiek z zegarkami The Man with the Watches

Książka w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej A dual Polish-English language edition

przekład anonimowy

Armoryka Sandomierz

Projekt okładki: Juliusz Susak 

Na okładce: Arthur Conan Doyle, The Man with the Watches (1898), Illustration by Frank Craig (1874-1918), in The Strand Magazine licencja: public domain, źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:The_Man_with_the_Watches_01.jpg 

Copyright © 2016 by Wydawnictwo „Armoryka”

Wydawnictwo ARMORYKA

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

tel +48 15 833 21 41

e-mail:[email protected]

http://www.armoryka.pl/

Człowiek z zegarkami

Niejeden zapewne pamięta jeszcze zagadkową sprawę, o której pod tytułem: ˝Tajemnica w Rugby˝, rozpisywały się dzienniki na wiosnę roku 1901. Ponieważ zdarzenie to przypadło w okresie wyjątkowej posuchy pod względem wiadomości politycznych i bieżących, więc może więcej ściągnęło uwagi, niż nawet było warto, i silnie pobudziło wyobraźnię ogółu. Zainteresowanie zmniejszyło się jednakże, gdy po całych tygodniach daremnych dochodzeń, nie znaleziono ostatecznego rozwiązania faktów, tak, że wypadek ten musiano zaliczyć do rzędu zbrodni niewytłumaczonych i nieukaranych. W ostatnich czasach nadesłano jednak, z niewątpliwie wiarogodnego źródła wyjaśnienie tajemnicy, której podstawowe fakty dobrze będzie dla przypomnienia powtórzyć. 

Dnia 18 marca r. 1901 o godzinie piątej po południu wyruszał pociąg ze stacji Euston do Manchester. Był to wietrzny, dżdżysty dzień; ku wieczorowi pogoda pogorszyła się jeszcze, tak, że już chyba ten tylko wybierał się w podróż, kto koniecznie jechać musiał. A jednak był to ulubiony pociąg mieszkańców Manchesteru, dojeżdżający do Londynu za interesami, gdyż szedł tylko cztery godziny i dwadzieścia minut, a zatrzymywał się tylko trzy razy. To też pomimo okropnej pogody, dosyć stosunkowo był zapełniony owego wieczora. Konduktor tego pociągli był to zaufany, dawny urzędnik Towarzystwa, mający za sobą dwadzieścia dwa lata nieposzlakowanej służby. Nazywaj się John Palmer. 

Zegar stacyjny wskazywał punkt piątą i konduktor miał właśnie dać maszyniście zwykły sygnał do odjazdu, gdy zauważył biegnących wzdłuż peronu dwóch spóźnionych podróżnych. Jednym z nich był mężczyzna, wyjątkowo wysokiego wzrostu, ubrany w długi płaszcz z barankowym kołnierzem i barankowymi wyłogami przy rękawach. Wieczór był przejmująco zimny, to też wysoki podróżny z wysoko podniesionym, ciepłym kołnierzem osłaniał gardło przed marcowym wiatrem. Konduktorowi, na szybki rzut oka, wydał się człowiekiem w wieku między pięćdziesiątką a sześćdziesiątką, który zachował sporo młodzieńczej rześkości i żywości w ruchach. W ręku niósł brunatną, skórzaną, ręczną walizkę. Towarzyszką jego była kobieta wysoka i prosta, idąca elastycznym i szybkim krokiem, tak, że wyprzedzała nawet swego towarzysza. Miała na sobie długi, popielaty płaszcz podróżny, czarny, przystający do głowy toczek i ciemną woalkę, która zakrywała większą część jej twarzy. Można ich było wziąć za ojca i córkę. Szli pośpiesznie wzdłuż rzędu wagonów i zaglądali do okien, dopóki ich John Palmer, konduktor, nie dogonił. 

– Niech państwo wsiadają prędko, pociąg odchodzi! – upomniał. 

– Pierwsza klasa – odpowiedział mężczyzna. 

Konduktor nacisnął klamkę najbliższego przedziału. W przedziale tym siedział drobny mężczyzna z cygarem w ustach. Wygląd jego upamiętnił się widocznie w umyśle konduktora, gdyż później gotów był opisać go i stwierdzić tożsamość osoby. Mógł mieć lat około trzydziestu czterech lub pięciu, miał na sobie popielate ubranie, twarz czerstwą, ogorzałą i małą, czarną, krótko przystrzyżoną bródkę. Podniósł oczy, gdy się drzwi otworzyły. Wysoki mężczyzna, z nogą już na stopniu wagonu, przystanął. 

– To przedział dla palących. Ta pani nie znosi dymu – rzekł i obejrzał się na konduktora. 

– I owszem! Proszę, tutaj! – rzekł John Palmer. Zatrzasnął drzwi przedziału dla palących, otworzył następny, który był pusty i wskazał miejsca podróżnym. W tej samej chwili gwizdnął i pociąg ruszył z miejsca. Pan z cygarem w ustach stał w oknie swojego coupé i przemówił coś do konduktora, w chwili, gdy go mijał, słowa te jednak zagłuszył hałas i turkot odjazdu. Palmer wskoczył do brankardu, gdy ten podjechał blisko i więcej już o całym tym zajścia nie myślał. 

W dwanaście minut po wyruszeniu pociąg zatrzymał się na stacji Willesden; stał tam krótką chwilę. Przegląd biletów stwierdził z pewnością, że nikt tam wtedy nie wsiadł ani nie wysiadł; nie widziano też żadnego podróżnego, wychodzącego na peron. O 5.14 pociąg stanął w Manchester, a w Rugby o 6.50, ponieważ ekspres spóźnił się o pięć minut. 

W Rugby uwagę urzędników zwróciła okoliczność, że drzwi jednego z przedziałów pierwszej klasy były otwarte. Zbadanie tego przedziału i sąsiedniego wykazało rzeczy dziwne. 

Przedział dla palących, w którym widziano niskiego, rumianego pana z czarną bródką, był pusty. Oprócz, do połowy spalonego cygara, nie pozostało żadnego śladu po podróżnym, który zniknął. Drzwi przedziału były zamknięte. W sąsiednim przedziale, na który najpierw zwrócono uwago, nie było również ani śladu pana w barankowym kołnierzu, ani młodej damy, która mu towarzyszyła. Wszyscy trzej podróżni zniknęli. Zamiast nich znaleziono na podłodze tego przedziału, którym jechał wysoki pan z młodą damą – młodego człowieka, modnie ubranego i eleganckiej powierzchowności. Leżał, z podciągniętymi kolanami, z głową, opartą o dalsze drzwi, z łokciami na oba siedzeniach. Kula przebiła mu serce; śmierć musiała nastąpić natychmiastowo. Nikt nie widział, aby podróżny taki wsiadał do pociągu, żadnego też biletu kolejowego nie znaleziono w jego kieszeni; na bieliźnie jego nie było żadnych znaków, nie miał przy sobie ani papierów, ani niczego takiego, co mogłoby wskazać, kim był. To też kim on był, skąd przybył i jakim sposobem śmierć znalazł – wszystko to było równie zagadkowym, jak to, co się stać mogło z trojgiem ludzi, którzy półtorej godziny temu w tych dwóch przedziałach wyruszyli z Willesden. 

Powiedziałem, że nie było przy nim żadnej osobiste własności, która by mogła dopomóc do rozpoznania, kim był; to nie jest zupełnie ścisłe, co prawda. Zauważono bowiem u tego młodego człowieka pewną osobliwość, o której wiele w swoim czasie mówiono. W kieszeniach jego znaleziono nie mniej jak sześć cennych złotych zegarków: trzy w rozmaitych kieszonkach kamizelki, jeden w kieszonce do biletów, jeden w kieszeni na piersiach, a jeden mały, oprawiony w skórzany pasek, ujmujący lewą rękę w kostce. Nasuwającemu się na pierwszą myśl tłumaczeniu, że ten człowiek był złodziejem kieszonkowym i że to był jego łup – przeczyła ta okoliczność, że wszystkie te zegarki były fabryki amerykańskiej i typu bardzo w Anglii rzadkiego. Dalsza zawartość jego kieszeni składała się ze scyzoryka z korkociągiem, oprawnego w kość słoniową, z małego, okrągłego lusterka o calu średnicy, z biletu do teatru w Lyceum, srebrnego pudełka do zapałek z zapałkami, brązowej skórzanej cygarnicy i dwóch funtów czternasta szylingów monety. Jasnym było przeto, że jakiekolwiek były motywy tego zabójstwa, rabunek nie był tu celem. Jak już wspomniałem, znaków na bieliźnie nie było, bielizna wydawała się nową, także i na paltocie nie było firmy krawca. Z powierzchowności zabity był młody, nie wysoki, o gładkich policzkach i delikatnych rysach. W jednym z jego przednich zębów świeciła złota plomba. 

Skoro