Człowiek z Transparentną Głową - Matt Mayevsky - ebook

Człowiek z Transparentną Głową ebook

Matt Mayevsky

0,0
1,70 zł

lub
Opis

Czy przekleństwo może okazać się błogosławieństwem? Życie Davida Dowdy to koszmar na jawie. Z odległości dwóch metrów każdy może odczytać jego myśli. Pomimo piekielnej dysfunkcji próbuje nadać swojemu życiu sens…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 29

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



MATT MAYEVSKY

Człowiek z Transparentną Głową

Foreknowledge Ltd

London

Copyrighted Material

Copyrighted Material

Człowiek z Transparentną Głową

First Edition

Published by Foreknowledge Ltd

90 Kingston Road, London, SW20 8DN, United Kingdom.

For more information visit www.mattmayevsky.com

Copyright © 2014 by Matt Mayevsky

All rights reserved. No part of this book may be reproduced, scanned, or distributed in any printed or electronic form without permission. Please do not participate in or encourage piracy of copyrighted materials in violation of the author's rights. Purchase only authorized editions.

ISBN: 978-1-312-34131-9

Projekt okładki: Tomasz Pląskowski

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Nota

Ta publikacja opiera się na wymyślonej historii. Nazwy, postaci, miejsca i zdarzenia są wytworami wyobraźni autora lub są wykorzystywane fikcyjnie. Wszelkie podobieństwo do rzeczywistych zdarzeń, mieszkańców, lub osób żywych lub martwych jest całkowicie przypadkowe.

Znacie takich, którzy mówią dokładnie to, co myślą? Idioci. Kompletni idioci, do których sam się zaliczam. Jednak mój problem jest o wiele głębszy, bo ja nie muszę nic mówić. Mam specyficzny antydar umożliwiający czytanie w moich myślach. Ta opcja jest jednokierunkowa. Nie wiem, co myślą inni, za to wszyscy wiedzą, o czym ja myślę. Jestem wybrykiem natury, przeciwieństwem telepaty, z dysfunkcją skazującą mnie na społeczną izolację. Ograbiony z intymności, narażony na wchodzenie do mojej głowy każdego, kto ma tylko na to ochotę.

Największy koszmar przeżyłem w wieku szkolnym. Transparentność wobec nauczycieli nie była nawet najgorsza. To akurat mobilizowało mnie do sumienności w przygotowaniu się do lekcji, odrabianiu prac domowych i skupieniu na realizowanym temacie. Oczywiście nie udało zachować się w tajemnicy mojej dysfunkcji. To nie było nigdy możliwe. Wieść o moim upośledzeniu rozeszła się dość szybko po wszystkich klasach i stałem się wkrótce lokalną rozrywką. Kilku kolesi ze starszych roczników zamykało mnie często w szatni, zadając idiotyczne pytania, przed którymi nie mogłem uciec myślami. Pobudzali moją wyobraźnię chorymi insynuacjami, kpiąc i zaśmiewając się do łez na widok uruchamianych przeze mnie obrazów. Mój strach, panika i psychiczny ból tylko prowokowały ich do dalszego znęcania się nade mną. Moje próby koncentracji uwagi blokujące niechciany tok myśli nie przynosiły żądanego efektu. Zawsze znajdowali sposób, przebijając się przez dziecinną gardę chroniącą dostęp do mojego umysłu. Uczucie gorsze od nagości. Wlepione, rozgorączkowane spojrzenia penetrujące umysł. Nie mogłem się schować, zakryć, obronić. Nie mogłem nic. Przywiązywali mnie do krzesła i gapili jak w odbiornik telewizyjny, wymyślając coraz to nowe prowokacje. Często zakładali się między sobą, w którą stronę moje myśli uruchomią bieg, jakie obrazy we mnie wywołają. Inną formą zabawy, której stałem się centralnym punktem, stanowiły różnego typu prywatki. Nikt nie zawracał sobie głowy oficjalnym zapraszaniem mnie na organizowane imprezy. Po prostu wywabiano mnie podstępem z domu i porywano. I znowu dla zabawy sadzano w centralnej części pokoju wypełnionego zazwyczaj po brzegi nie tyko kolegami, ale, o zgrozo, koleżankami. W takim mniej więcej klimacie upłynęło mi szkolne życie. Nigdy nie miałem nawet odrobiny prywatności. Zawsze wszyscy wszystko o mnie wiedzieli. Moi rodzice, kuzyni, nauczyciele, koledzy, koleżanki, a nawet lokalni pijaczkowie, bezdomni, kierowcy autobusów szkolnych, policjanci, wszyscy bez wyjątku, kiedy tylko pojawiłem się w pobliżu. Dużo czasu i wysiłku zajęło mi wypracowanie mechanizmów ochronnych. Moi rodzice, oczywiście, wiedzieli, jak to wszystko przeżywam, i próbowali temu w jakiś sposób zaradzić. Jednak czy można poważnie taktować protoplastów kogoś takiego jak ja? Piętno dziwoląga objęło także ich swoim zasięgiem. Nie pomogli nam nauczyciele, nie pomogła też policja. Nie pomaga się dziwolągom. Wskazuje się ich palcami, szydzi, rzuca kamieniami i przechodzi na drugą stronę ulicy. Dziwolągi nie mają takich praw jak normalni. Normalni z kolei muszą wykazać swoją odrębność od dziwolągów i wyższość nad nimi.

Kiedyś rodzice