Człowiek w futerale - Anton Czechow - ebook

Człowiek w futerale ebook

Anton Czechow

0,0
6,49 zł

lub
Opis

Człowiek w futerale” to opowiadanie Antoniego Czechowa, jednego z najsłynniejszych rosyjskich pisarzy i dramaturgów. Uznawany jest powszechnie za mistrza małych form literackich.


Człowiek w futerale” to satyra przedstawiająca losy Bielikowa, nauczyciela z małego miasta, który był zawsze starannie pozapinany, aby nie przekroczyć swoim postępowaniem granic wyznaczonych przez zwierzchników.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 22

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Wydawnictwo Avia Artis

2020

ISBN: 978-83-8226-097-7
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

CZŁOWIEK W FUTERALE

Na samiutkim końcu wsi Mironosicze w stodole sołtysa Prokopa zanocowało dwóch zapóźnionych myśliwych: weterynarz Iwan Iwanowicz i nauczyciel gimnazyalny Burkin. Iwan Iwanowicz nosił dość osobliwe nazwisko — Czymsza Himalajski, ale że zgoła doń nie pasowało, więc cała gubernia nazywała go poprostu Iwanem Iwanowiczem; mieszkał pod miastem przy stajni zarodowej, a teraz przyjechał na polowanie dla odpoczynku i świeżego powietrza. Burkin zaś każde wakacye gościł u hrabstwa P. i był w tej okolicy, jak u siebie w domu.

 Nie spali. Iwan Iwanowicz wysoki szczupławy jegomość z długimi wąsami siedział na progu i ćmił fajkę — księżyc go oświecał. Burkin leżał wewnątrz na sianie i niktby go po ciemku nie zobaczył.  Gawędzili po trochu o tem i o owem, że naprzykład, Marta, sołtysowa, tęga i wcale nie głupia baba przez całe życie nie przestąpiła granic swej wsi, nigdy nie widziała ani miasta, ani kolei żelaznej, a ostatnie lat dziesięć stale spędzała za piecem, zaledwie nocami wychodząc na świat Boży.  Cóż w tem dziwnego! — powiedział Burkin. Masę mamy ludzi, coby chcieli, jak rak­‑pustelnik, albo ślimak zamknąć się w swojej skorupie. Może to nawet zjawisko atawizmu, powrót do tej epoki, kiedy przodek człowieka nie był jeszcze zwierzęciem towarzyskiem i samotnie pędził żywot w swoim barłogu; a może to tylko jedna z modyfikacyj ludzkiego charakteru — któż to może wiedzieć? Nie jestem przyrodnikiem i co mi tam do tego: to nie moja rzecz. Chcę tylko powiedzieć, że tacy ludzie jak Marta — to zjawisko nie rzadkie. Po co daleko szukać! Dwa miesiące temu umarł w naszem mieście niejaki Bielibow, nauczyciel języka greckiego, mój kolega. Słyszał pan o nim naturalnie, znany był z tego, że zawsze, choćby w najpiękniejszą pogodę wychodził w kaloszach i z parasolem i z zasady w palcie zimowem, na wacie. A parasol musiał mieć w futerale, zegarek w futerale zamszowym szarym, a gdy wyjmował scyzoryk, aby zatemperować ołówek — to i scyzoryk miał w futeraliku, i twarz zdawało się także nosi w futerale, gdyż ją wiecznie chował w podniesiony kołnierz od palta. Nosił ciemne okulary, koszulkę trykotową, uszy zatykał watą a wsiadając do doróżki, niezmiennie wydawał dyspozycye podniesienia budy. Słowem ten człowiek okazywał konsekwentne i niezachwiane dążenie do otoczenia się jakąś błonką, do stworzenia sobie rodzaju futerału, któryby go izolował, zabezpieczył od działań zewnętrznych. Rzeczywistość drażniła go, straszyła, utrzymywała w ciągłej bojaźni i być może dlatego, aby umotywować tę swoją bojaźliwość wiecznie chwalił to co już było, lub czego nigdy nie było, a języki starożytne, które wykładał, były dlań w istocie rzeczy tak samo kaloszami i parasolem, dokąd się skrywał od życia realnego.  — O jakże dźwięcznym, jakże pięknym jest język grecki, mówił ze słodkim wyrazem twarzy; następnie przymróżał oczy, podnosił palce i wymawiał: Antropos.  I myśli swe