Czerwone szpilki - Liz Fielding - ebook

Czerwone szpilki ebook

Liz Fielding

3,3

Opis

Lucy Bright nie wierzyła własnemu szczęściu, gdy ona – zwykła sekretarka – została narzeczoną multimilionera. Niestety okazało się, że ich związek to jedynie trick medialny. Na konferencji prasowej Lucy zrywa z „narzeczonym”, a uciekając przed dziennikarzami, wpada w ramiona przystojnego Nathaniela Harta. Kiedy Lucy znika w tłumie, Nathaniel postanawia za wszelką cenę ją odnaleźć. Czy pomoże mu w tym jej zgubiony czerwony pantofelek?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 154

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Liz ‌Fielding

Czerwone ‌szpilki

Tłumaczenie:Elżbieta ‌Chlebowska

PROLOG

Środa, ‌1 grudnia.

Kalendarz ‌panny Lucy Bright:

9.30 – ‌kosmetyczka

12.30 – lunch ‌z Marji ‌Hayes, redaktorką naczelną „Celebrity”

14.30 ‌– ‌sesja ‌zdjęciowa dla ‌„Celebrity” ‌(z mamą!)

16.00 – Serafina ‌March, organizacja wesela

20.00 – ‌kolacja w Ritzu, lista ‌gości w załączniku.

Pamiętnik Lucy ‌Bright: ‌Chciałabym być na konferencji ‌prasowej anonsującej otwarcie sieci ‌salonów Lucy B, ale ‌– cytując tę ‌koszmarną sekretarkę Ruperta ‌– zaproszono ‌dziennikarzy gospodarczych, a nie ‌plotkarską ‌prasę, więc mojej ‌obecności się ‌nie przewiduje. Jednym słowem, ‌zostałam dość brutalnie ‌sprowadzona na ziemię. ‌Nie mogłam się ‌poskarżyć ‌Rupertowi, bo przyleci dopiero ‌po południu. Wykręcił się ‌też ze spotkania z Serafiną ‌March, choć mnie ‌na jej widok język ‌kołowacieje ze strachu. A właściwie ‌dlaczego? ‌Przecież to ‌także jego ślub?

Głupie ‌pytanie. ‌Jest ‌zbyt ‌zajęty, by znaleźć godzinkę ‌na podobne bzdety. ‌W zeszłym tygodniu ‌więcej ‌czasu spędził w podróżach zagranicznych ‌niż ze mną. ‌Jeśli dalej tak pójdzie, ‌sama ‌będę kroczyła do ‌ołtarza.

Na ‌dzisiejszej kolacji jestem – ‌wszyscy ‌mi ‌to powtarzają ‌– gościem ‌honorowym. Historia jak ‌z bajki: rano ‌kosmetyczki i fryzjerki zadbają o moją ‌urodę, potem zjem ‌lunch w towarzystwie takiej osobistości ‌jak naczelna ‌„Celebrity”, wreszcie ‌spotkam się z osobą, która ‌organizowała ‌wesela największych gwiazd, a teraz ‌planuje moje. Moje ‌– Lucy Bright. I to ‌moje imię – ‌Lucy ‌B – będzie na ‌szyldach stu ‌najmodniejszych w nadchodzącym wiosennym ‌sezonie salonów, otwartych w prestiżowych centrach handlowych. Dlaczego czuję się tak, jakbym to wszystko oglądała z zewnątrz, przytykając nos do szyby?

Lucy machinalnie potarła oczko swojego pierścionka zaręczynowego, aż zamigotał wielki brylant. Jej romans z Rupertem Henshawe'em nie wyglądał tak fantastycznie, jak to przedstawiały kolorowe pisma. Jednak nie było czasu na ponure refleksje. Pora wpisać kilka notek na Twitterze, by czytelnicy wiedzieli, jakie ma plany na dalszą część dnia.

Hej wszyscy! Jadę sobie wyprostować loczki. Pospadacie z krzeseł z wrażenia! #Kopciuszek

Lucy B, środa 1 grudnia 8.22

Włosy proste. Boski lunch w Ivy. Same gwiazdy. Pędzę spotkać mamę. Potem sesja zdjęciowa. #Kopciuszek

Lucy B, środa 1 grudnia 14.16

Oglądaj w internecie na żywo konferencję prasową na stronie Ruperta. Punkt 16.00. Supernewsy. #Kopciuszek

Lucy B, środa 1 grudnia 14.18

– Bardzo jesteśmy spóźnieni? – jęknęła Lucy.

– Trochę, proszę pani. – Szofer Ruperta trzymał nad nią parasol, przeprowadzając ją do samochodu.

Niestety, Lucy nie bez powodu się niepokoiła. Fotograf tak długo ustawiał ją, by uzyskać najlepszy efekt, że teraz miała zaledwie dwadzieścia minut, by dotrzeć na spotkanie z organizatorką wesel – a raczej na audiencję u projektantki uroczystości ślubnych. Wszyscy przymkną oko, jeśli panna młoda spóźni się kwadransik na własny ślub, jednak Serafina March nie toleruje spóźnień, gdy w grę wchodzi jej cenny czas.

– Nie ma czasu na powrót do domu po teczkę z projektami i planami, Gordonie. Wpadniemy po drodze do biura. – Sekretarka Ruperta jest profesjonalistką i przechowuje w biurku duplikaty dokumentów. Można je będzie pożyczyć.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Kłamca!

W sali konferencyjnej zapanowała cisza jak makiem zasiał. Rupert Henshawe – okrzyknięty przez prasę księciem z bajki – stał jak wryty, gdy Lucy – Kopciuszek – cisnęła mu w twarz pierścionek zaręczynowy.

– Oszust!

Wszystkie obiektywy skierowały się na policzek Ruperta. Diament niczym brzytwa przeciął skórę.

Na konferencji prasowej zgromadziły się liczne ekipy telewizyjne, redaktorzy wiadomości, komentatorzy gospodarczy, eksperci finansowi. Wszyscy wstrzymali oddech. Zaprosiła ich korporacja Ruperta Henshawe'a. Zazwyczaj to, co się działo w korporacji, trafiało na pierwsze strony gazet. Dla jej akcjonariuszy to oznaczało dobre wiadomości. Inaczej rzecz się miała z udziałowcami konkurencyjnych spółek, które Henshawe postanowił wyeliminować z rynku.

Jednak ostatnio miliarder starał się poprawić swój medialny wizerunek. Wiele pisano o tym, że znany z bezwzględności i balansujący na granicy prawa biznesmen odmienił się całkowicie, gdy zakochał się w obecnej narzeczonej. Rekin giełdowy zamienił się w czarującego księcia z bajki.

I stał się śmiertelnie nudny.

Nareszcie dzieje się coś ciekawego.

– Dlaczego? – krzyknęła Lucy, ignorując flesze, kamery i mikrofony. Na wielkich ekranach przesuwały się jej zdjęcia w strojach zaprojektowanych na otwarcie salonów mody Lucy B, ale tego też zdawała się nie dostrzegać. – Dlaczego mi to zrobiłeś?

Głupie pytanie. Odpowiedź znalazła w poufnych dokumentach. Wszystko czarno na białym. Raporty, co oczywiste, nie były przeznaczone dla jej oczu.

– Lucy, moja kochana – Rupert użył swego najbardziej aksamitnego tonu. – Tu są sami nadzwyczaj zajęci ludzie i każdego z nich gonią nieprzekraczalne terminy. Przyszli, żeby się dowiedzieć, jakie mam... jakie mamy plany związane z rozwojem przedsiębiorstwa. Nie ma teraz czasu na prywatne sprzeczki.

Uśmiechał się czule, z troską. Gdyby mu uwierzyła, łatwo byłoby znowu wejść w utarte koleiny. Jest tylko jedna przeszkoda – wszystko, co do tej pory brała za prawdę, okazało się fikcją.

– Nie mam pojęcia, co cię wyprowadziło z równowagi, ale w tym stanie powinnaś szybko wrócić do domu i odpocząć. Porozmawiamy później, dobrze?

Hipnotyzował ją swoim głosem. Czas się otrząsnąć z uzależnienia. Czas wyzwolić się z własnych słabości. Z wiary w bajki, które spełniają się w życiu.

Pozwoliła się zamienić w postać medialną. Miała na Facebooku swoje konto – Lucy B – które regularnie odwiedzały tysiące fanów. Pół miliona czytelników śledziło każdy jej wpis na Twitterze. Była współczesnym Kopciuszkiem – dziewczyną znikąd, usmoloną podkuchenną przeniesioną w cudowny sposób do pałacu. Jej szmaty jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamieniły się w jedwabne suknie. Jednak wszystkie poczynania księcia z bajki obliczone były na uszczęśliwienie publiczności, a nie wybranki serca. Wiadomo przecież, że tłumy kochają królewskie śluby.

Sprytna specjalistka od reklamy z pewnością potraktowałaby to jako niepowtarzalną szansę autopromocji.

– Porozmawiamy? – prychnęła. Ktoś podstawił jej pod nos mikrofon, więc jej głos zabrzmiał donośnie. – Nie będę z tobą rozmawiać! Nie pokazuj mi się na oczy! – Podniosła do góry segregator z dokumentami. – Wiem o wszystkim!

Ledwo padły te słowa, Lucy poczuła, że atmosfera w sali uległa zmianie. Wszystkie oczy były w nią wlepione. Nikt nie patrzył na Ruperta. Ukradła mu przedstawienie. Wpadła do hotelu wściekła, nawet nie miała czasu się zastanowić, co powinna zrobić. Właśnie się dowiedziała, że jej sen z bajki rodem – ekscytujące plany, zaręczyny, sesje zdjęciowe – wszystko to było elementem precyzyjnie zaplanowanej strategii marketingowej. W świetle reflektorów zerwała ze swoim fikcyjnym narzeczonym, a teraz nie miała pojęcia, co dalej.

Pewne było jedno: Rupert Henshawe jest draniem bez serca. A to znaczy, że publiczne zdemaskowanie go naraża ją na nieprzewidywalne konsekwencje.

Podczas całego szalonego romansu ze swoim szefem, miliarderem i obiektem zainteresowania mediów, Lucy przyzwyczaiła się do natarczywości dziennikarzy. Do tej pory byli jej niezwykle przychylni i nie atakowali jej – zarówno w wywiadach na tematy osobiste, jak i wtedy, gdy pytania dotyczyły jej roli jako twarzy nowego przedsięwzięcia biznesowego korporacji Henshawe'a: salonów mody Lucy B.

Wpadła na konferencję prasową kierowana gwałtownym, acz nieprzemyślanym impulsem – zamierzała w niewybrednych słowach powiedzieć Rupertowi, co o nim myśli. Okłamał ją i wykorzystał jej naiwność. Teraz, pod ostrzałem dziennikarskich mikrofonów i kamer, miała w głowie jedną tylko myśl: trzeba wziąć nogi za pas. Uciec jak najdalej od kłamstw, które ją oplotły. Rozpłynąć się.

Postąpiła krok do tyłu i potknęła się o czyjąś nogę. Przytrzymała się klapy marynarki nieznajomego mężczyzny. Rozległ się trzask rozdzieranego materiału. Usiłowała przeprosić pechowego właściciela zniszczonej marynarki, gdy nagle spostrzegła, że tłum ciekawskich przedstawicieli prasy blokuje jej wyjście z sali.

Mężczyzna coś jej krzyczał do ucha, reporterzy przepychali się, by zadać dziesiątki pytań, a fotoreporterzy pokrzykiwali, by spojrzała w ich stronę, i zawzięcie pstrykali. Zapomniała o przeprosinach, wymierzyła kuksańca przedsiębiorczemu dziennikarzynie, który usiłował wyrwać jej segregator i wymachując energicznie ciężką torbą, zdołała przedrzeć się przez tłum.

Ktoś usiłował ją przytrzymać, chwytając za kołnierz płaszcza. Szarpnęła, odleciał guzik. Zachwiała się na wysokich szpilkach i z trudem zachowała równowagę. Widok dwóch ochroniarzy Ruperta, torujących sobie drogę łokciami, podziałał jak niespodziewany zastrzyk adrenaliny. Do tej pory miała do czynienia z Rupertem łagodnym jak baranek i uważała go za dżentelmena. Jednak zawartość segregatora świadczyła, że pod baranią skórą kryje się człowiek podstępny i nienawykły do oporu. Z pewnością nie pozwoli jej zniknąć z obciążającymi materiałami. Ochroniarze to profesjonaliści. Będą udawali, że wyprowadzają ją z tego kotła dla jej własnego bezpieczeństwa. Tymczasem od momentu jej publicznego wybuchu są po przeciwnej stronie barykady.

Dostrzegła morderczy wyraz oczu Ruperta, znała prawdę kryjącą się za jego słodkimi słówkami. Fałszywy narzeczony zrobi wszystko, by ją uciszyć.

Wywijała torbą niczym maczugą, choć ktoś próbował chwycić ją za przegub. Boleśnie nadziała się głową na obiektyw i gwałtownie odskoczyła w bok. Rozległ się wrzask, na tyle głośny, by słychać go było w ogólnym gwarze, gdy ostrym obcasem szpilki dziabnęła w ludzką stopę. Poszkodowany mężczyzna klął kwieciście, ludzie na moment rozstąpili się i ta chwila wystarczyła, by Lucy zanurkowała w lukę i wreszcie wydostała się z tłumu.

Boże Narodzenie. Czas zakupów dla jednych, a zarobków dla drugich.

Nathaniel Hart zatrzymał się przy balustradzie z nierdzewnej stali i spojrzał w dół na nieprzebrane rzesze kupujących kłębiące się w domu towarowym wzniesionym dwieście lat temu przez innego Nathaniela Harta. Identyczne sceny powtarzały się teraz we wszystkich domach towarowych Hastings & Hart, we wszystkich większych miastach kraju. Ludzie chętnie wydawali pieniądze na niewielkie luksusowe upominki. Perfumy, biżuteria, jedwabne szale i apaszki – wszystkie te towary zostały wyeksponowane na stoiskach na parterze, by zdesperowani mężczyźni poszukujący prezentów dla swoich kobiet nie musieli się długo zastanawiać.

Kobiety celebrowały kupowanie. Chętnie wjeżdżały szklanymi windami na wyższe piętra. Światło, lustra, szyby, wszystko to dzięki wizji architektów tworzyło iluzję wstępowania do nieba.

Dobrze wiedział, że to iluzja – sam ją zaprojektował. Wiedział też, że ten rozświetlony budynek jest w istocie klatką. A on jest uwięziony w środku.

Lucy pchnęła z całej siły drzwi wyjścia awaryjnego. Zabolało ją ramię, ale to jej nie powstrzymało.

Gnała wąskimi mrocznymi uliczkami na tyłach hotelu. Nie miała pojęcia, gdzie się schronić, wiedziała tylko, że musi uciec przed ludźmi, którzy z różnych powodów depczą jej po piętach.

– Au! – Długi obcas szpilki od Christiana Louboutina uwiązł w kratce ściekowej. O mało nie skręciła sobie nogi w kostce. Nie było czasu na wyciąganie zakleszczonego buta, więc porzuciła nieszczęsny pantofelek i zaczęła rozglądać się za taksówką. Jak to jest, że kiedy są potrzebne, nie ma w pobliżu żadnej?

Idiotka, idiotka, idiotka... Wymyślała sobie, kuśtykając po lodowatym chodniku. Zrobiła największy błąd w życiu. Drugi z kolei. Pierwszy był wtedy, gdy wpadła w pułapkę zastawioną przez księcia z bajki.

Nazwanie Ruperta kłamcą i oszustem na jego konferencji prasowej nie było rozsądnym posunięciem. Co jednak ma zrobić dziewczyna, kiedy to, co brała za wizję świetlanej przyszłości, pęka niczym bańka mydlana?

Może powinna się wpierw zastanowić, a potem działać? Zgromadzić wokół siebie sojuszników, zadać cios z bezpiecznej odległości? Ale to nie pasuje do Lucy, którą Rupert kochał – rzekomo – za jej spontaniczność i serce na dłoni.

Jest jedna różnica między Lucy – medialną kreacją z okładki „Celebrity” a Lucy – dziewczyną z krwi i kości. Ta druga jest prawdziwa. Odczuwa nie tylko radość, ale i ból. Pod wpływem silnych emocji zadziałała irracjonalnie – skoczyła na główkę, nie sprawdzając, czy w basenie jest woda. Zgadza się, idiotka z niej. Ale kto zachowuje się rozsądnie, gdy przez przypadek odkryje, że stał się obiektem paskudnej, całkowicie cynicznej manipulacji?

Nie znajdzie sprzymierzeńców. Prasa przekupiła nawet koleżanki ze szkolnej ławy i sąsiadów z dzieciństwa. Każdy, kto kiedykolwiek miał z nią kontakt, czuł się upoważniony, by sprzedać swoją historię. Jej życie stało się własnością publiczną, a czego ludzie nie wiedzieli, to zmyślili. Rupert położył na wszystkim łapę.

Wszystkich, którzy w ostatnim okresie powtarzali jej, jaka jest wspaniała i zabiegali o kontakt, podejrzewała teraz o umowę z jego agencją reklamową. Nie ufała nikomu. A co do matki... Szkoda gadać.

Na całym świecie nie ma jednego człowieka, który by jej pomógł, jednego bezpiecznego miejsca. Nogi się pod nią ugięły. Instynktownie skierowała się tam, gdzie błyszczały świąteczne dekoracje i rozbrzmiewała radosna muzyka. Wmieszała się w tłum zajęty świątecznymi sprawunkami.

Jeszcze chwila, a ją dopadną. Wzdrygnęła się na samą myśl. W powietrzu zawirowały wielkie białe płatki śniegu. I wtedy niczym latarnia morska wyrósł przed nią rozświetlony budynek przypominający asymetryczną szklaną piramidę, kończącą się tuż pod ołowianym niebem. Dom towarowy Hastings & Hart.

Była tu wczoraj, by kupić eleganckie upominki dla współpracowników Ruperta. Paparazzi, którzy towarzyszyli jej wszędzie, zrobili dziesiątki zdjęć.

Jak się okazało, był to kolejny element planu. Należało ją czymś zająć, by nie miała czasu zastanawiać się i zadawać niewygodnych pytań.

Budynek przed nią jest ogromny, ma wiele pięter i zakamarków, w których można się ukryć. Będzie tam bezpieczna, przynajmniej przez jakiś czas. Rzuciła się na oślep przez ulicę, uskakując przez nadjeżdżającymi samochodami. Stropiła się dopiero na widok szwajcara pilnującego drzwi wejściowych.

Wczoraj powitał ją ukłonem, przykładając palce do daszka czapki. Dzisiaj nie wysiadła z limuzyny, kuleje i jest potargana. Szczelnie otuliła się płaszczem, zarzuciła torbę na ramię i zerknęła niepewnie na bosą stopę. Portier z pewnością spiorunuje ją wzrokiem.

– Dział z butami znajduje się na parterze, proszę pani – poinformował ją konspiracyjnie szwajcar, otwierając przed nią drzwi i przykładając palce do czapki.

Nat miał doskonały widok na parter ze swojego mostka kapitańskiego na górnym tarasie. Jego uwagę przykuli dwaj barczyści mężczyźni w ciemnych garniturach, którzy stanęli w wejściu, rozglądając się wokół. Nie wyglądali na takich, którzy szukają prezentu dla domowników.

Mężczyźni raczej nie wybierają się parami na zakupy, a ci zdecydowanie nie weszli tutaj w poszukiwaniu perfum dla swoich ślubnych. Na pierwszy rzut oka można było rozpoznać stróżów prawa lub ochroniarzy.

Portier, przyzwyczajony do wizyt różnych osobistości, od członków rodziny królewskiej po gwiazdeczki muzyki rozrywkowej, zawiadomił zapewne szefa ochrony o przybyciu jakiejś ważnej persony. Nat przyglądał się, zaciekawiony, o kogo tym razem chodzi.

Przez drzwi przepływał strumień zwykłych klientów. Nie było nikogo, żadnej znanej twarzy. Mężczyźni na dole wymienili parę słów, rozdzielili się i zaczęli przeczesywać parter, najwyraźniej kogoś szukając.

Chyba zgubili osobę, którą mieli chronić.

Lucy miała nadzieję, że zniknie w tłumie kupujących, którzy gromadzili się przy stoiskach z luksusowymi towarami i po kolejnych nabytkach odhaczali następne osoby na swoich listach. Ludzie byli zbytnio zaabsorbowani gromadzeniem prezentów pod choinkę, by zwracać uwagę na otoczenie. A jednak tu i ówdzie jakieś głowy się odwracały w jej kierunku, jakby przechodnie próbowali sobie przypomnieć, gdzie ją już widzieli.

Odpowiedź brzmiała – wszędzie.

Rupert był oczkiem w głowie „Celebrity”. Historia ich romansu została tam opisana w najdrobniejszych szczegółach. Fotoreporterzy wszędzie towarzyszyli Lucy, dokumentując jej życie publiczne i prywatne. Nic dziwnego, że jej twarz zapadła czytelnikom w pamięć.

Jak na ironię komórka w głębi torby zaczęła wygrywać musicalową piosenkę „Jestem zakochana we wspaniałym facecie”. Czy mogła wybrać coś mniej stosownego? Albo głośniejszego? Miała wrażenie, że nad jej głową zaświecił się neon: „Uwaga, głupia blondynka!”.

Wyłowiła ten przeklęty telefon, ale zdążył się przełączyć na pocztę głosową. Czekało na nią z sześć nieodebranych wiadomości i parę esemesów. Znów poczuła się jak zaszczuty zając.

Pora wjechać wyżej i znaleźć bardziej zaciszne miejsce. Nonszalancko zrzuciła drugi pantofel i wsadziła go do torebki. Ubyło jej z dziesięć centymetrów, więc nie będzie się rzucała w oczy.

Na trzecim poziomie w damskiej toalecie jest dodatkowe pomieszczenie, gdzie można usiąść i poprawić makijaż. Jeśli się tam przedostanie bez zwracania na siebie uwagi, będzie mogła się odświeżyć i zastanowić, co dalej. Od tego trzeba było zacząć.

Szklane windy i schody ruchome odpadają. Jej czerwony płaszcz za bardzo rzuca się w oczy. Ochroniarze, którzy ruszyli za nią w pogoń, są profesjonalistami. Na pewno wpadli na właściwy trop. Ruszyła w kierunku klatki schodowej. Plan wydawał się dobry, jednak już na pierwszym piętrze zaczęło ją kłuć w boku, a w głowie nadal jej się kręciło od zderzenia z twardym obiektywem.

Zgięła się, by złapać oddech.

– Czy dobrze się pani czuje? – Miła starsza pani nachyliła się nad Lucy.

– Świetnie – skłamała. – To tylko kolka. – Gdy nieznajoma zniknęła jej z oczu, schowała się za dekoracją ze srebrnych i białych śnieżynek. Przysiadła na podłodze i rozmasowała stopy. Rajstopy w strzępach. Trudno, w tej chwili nic na to nie poradzi.

Zamiast tego czas się zająć telefonem. Najnowszy model, pełen rozlicznych udogodnień. W krótkim czasie się od niego uzależniła. Miała tam wszystkie adresy i telefony oraz kalendarz spotkań. Prowadziła też pamiętnik, w którym nagrywała zachwyty i nieliczne wątpliwości, którymi nie chciała się z nikim dzielić.

Z niezrozumiałych dla siebie powodów miała tysiące fanów. Zaglądali na jej profil na Facebooku, recenzowali filmiki zamieszczane na YouTube, odwiedzali jej konto na Twitterze, by przeczytać ostatnie notki.

Marketingowcy Ruperta nie byli zadowoleni, gdy się okazało, że sama założyła sobie ostatnie konto internetowe. Zabawne, ale zainspirował ją do tego gadatliwy fryzjer, który w czasie, gdy czekała, aż utrwalą się pasemka, pokazał jej, jak korzystać z tego serwisu i wprowadzać króciutkie notki.

Ich niechętna reakcja powinna jej uświadomić, że są ludzie, którzy traktują ją jak manekina i którym przeszkadza, że potrafi samodzielnie myśleć.

Jej konto na Twitterze okazało się strzałem w dziesiątkę, a wtedy ci sami marketingowcy polecili jej zapisywać tam każdą myśl i opatrywać ją słowem #Kopciuszek. Dzięki temu jej fani mogli śledzić na bieżąco kolejne etapy przemiany Kopciuszka w księżniczkę.

Sprzedawała iluzję tysiącom ludzi. Odwalała czarną robotę za agencję reklamową Ruperta.

Ale kij ma dwa końce. Jej skrzynka pękała od wpisów od zaniepokojonych internautów, którzy widzieli na żywo konferencję prasową i zamieszanie, jakie powstało po jej wtargnięciu.

@LucyB Torebka jako broń, super! Co jest grane?

#Kopciuszek

Wiedźma, [+]środa 1 grudnia 16.08

@LucyB Co ci zrobił ten sukinsyn?

#Kopciuszek

jenpb, [+] środa 1 grudnia 16.09

@LucyB DM Podaj kontakt prywatny. Służę pomocą.

#Kopciuszek

prguru, [+] środa 1 grudnia 16.09

Jasne, będę potrzebowała pomocy, ale nie od ciebie, pomyślała. „Prguru” czyli Pan PR, jest znany z tego, że wyszukuje wstydliwe tajemnice znanych osób i sprzedaje je szmatławym pisemkom i plotkarskim stronom internetowym. Wszystko jedno, czy chodzi o modelkę na kuracji odwykowej, znanego polityka przyłapanego na sypianiu z sekretarką, czy ofiarę tragedii. Pan PR wymieni cię na gotówkę i z dnia na dzień staniesz się bohaterem brukowej prasy.

Hieny. Już nigdy nie zaufa specom od reklamy, marketingu i PR.

Trudno przewidzieć, ile czasu będzie działała jej komórka. Rupert zablokuje jej numer, gdy tylko sobie o nim przypomni. Powinna umieścić nowy wpis na stronie, dopóki ma jeszcze szansę. A przy okazji doda kolejną kartkę do pamiętnika. To także była rada fryzjera. Dziennik nowej generacji: prywatne nagranie przechowywane w wirtualnej szufladzie.

– Potraktuj to jako polisę ubezpieczeniową, księżniczko – doradził jej.

Uznała go za cynika, ale posłuchała i zaczęła nagrywać na własny użytek pamiętnik, w którym szczerze opisywała swój stan ducha.

Pamiętnik Lucy B: Wszystko się zawaliło, gdy po sesji zdjęciowej wpadłam do biura, by pożyczyć od R kopię projektów weselnych. Jego sekretarka, czyli osobisty Cerber, towarzyszyła mu na konferencji prasowej Lucy B, jej asystentka jest na urlopie, więc za biurkiem zastałam dziewczynę wypożyczoną z agencji pracy czasowej. Bez oporów dała mi klucze do szafy z dokumentami.

Już miałam w rękach teczkę podpisaną „Wesele”, gdy dostrzegłam segregator z naklejką „Projekt Kopciuszek”.

Oczywiście, zajrzałam do środka. Kto by się powstrzymał? No i w jednej chwili wszystkie plany zostały odwołane. Żadnych przygotowań do wesela. Żadnych uroczystych kolacji w Ritzu. A ślub? Po moim trupie!

Czas zaćwierkać do moich ptaszków.

Dzięki, kochani. Bajka skończona. Pocałowałam księcia, mam żabę. Ślub odwołany. #Kopciuszek

Lucy B, [+] środa 1 grudnia 16.41

Gdy wysyłała wiadomość, znowu odezwał się irytujący sygnał dźwiękowy. Pospiesznie wyciszyła głos.

Na pewno jest ktoś, kto jej pomoże. Ktoś godny zaufania. Trzeba go tylko zlokalizować. Nie powinna się rozsiadać na schodach, bo wreszcie przypadkowy przechodzień ją skojarzy. Najwyższy czas pomyśleć o zmianie wyglądu. Rano była w świetnym bożonarodzeniowym nastroju, więc włożyła czerwony płaszcz, z daleka rzucający się w oczy. Teraz chętnie dodałaby czapkę niewidkę.

Gdyby można było zrzucić z siebie przybraną osobowość, wrócić do swej prawdziwej natury, do dziewczyny, którą była, zanim zaczęła odgrywać rolę wymyśloną przez innych, nie zastanawiałaby się ani przez chwilę. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.

Jeszcze rano miała wszystko, o czym można marzyć. Teraz cały jej dobytek składa się z tego, co ma na grzbiecie, a zapowiada się mroźna noc.

Zdjęła płaszcz i zwinęła go tak, by widać było tylko czarną podszewkę. Przydałoby się jakieś nakrycie głowy, pomyślała. Nie ma nawet szalika. Nie był jej potrzebny, bo wszędzie zawożono ją limuzyną, a kierowca niósł nad nią parasol, jakby mogła się rozpuścić w pierwszych kroplach deszczu. Nic dziwnego. Zainwestowano w nią dużo czasu i pieniędzy, a Rupert – ten prawdziwy, a nie bohater jej marzeń – oczekiwał, że każda inwestycja przyniesie sowite zyski.