Czerwona sukienka - Katarzyna Rebuś-Gumółka - ebook

Czerwona sukienka ebook

Katarzyna Rebuś-Gumółka

0,0
11,34 zł

lub
Opis

Czy los ma wpływ na wybór naszego partnera? Poznajcie Patrycję, właścicielkę czerwonej sukienki, która zastanawia się nad tą kwestią, analizując własny związek.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 32




Katarzyna Rebuś-Gumółka

Czerwona sukienka

© Katarzyna Rebuś-Gumółka, 2017

Czy los ma wpływ na wybór naszego partnera? Poznajcie Patrycję, właścicielkę czerwonej sukienki, która zastanawia się nad tą kwestią, analizując własny związek.

ISBN 978-83-8104-648-0

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Chciałabym szczególnie podziękować mojej kochanej koleżance Kasi K. za wsparcie i przywrócenie mi wiary w to, co robię:-)

Rozdział I

Dzień moich dwudziestych szóstych urodzin miał być zwykłym dniem. Wbrew zasadzie jaką przyjęłam, postanowiłam w tym roku pracować w dniu mojego święta. Byłam w wyśmienitym humorze i miałam nadzieję, że żaden upierdliwy klient nie zepsuje mojego nastroju. Przyznam ze zdziwieniem, że jak rzadko, czwartek mijał mi bez ekscesów. Na popołudnie byłam umówiona z przyjaciółką ze studiów w ulubionej Cukierni Wiedeńskiej na kawę i ciacho. Przebrałam się więc w normalne ciuchy w szatni firmy, w której pracowałam, poprawiłam makijaż, fryzurę i ruszyłam w miasto.

Jesień, liście spadające leniwie z drzew, dżdżysta pogoda, znikające w szybkim tempie ciepło i światło, dni naznaczone przemoczonymi butami, apaszkami, kurtkami i parasolkami. Może innym ludziom to nie odpowiadało, lecz ja nie należałam do tych, którzy narzekają na pogodę. Dobrze się czułam kiedy ciśnienie spadało, tak jak krople z nieba. Mogłam wtedy bezkarnie popłakać sobie i nikt nie zauważyłby czy tonę w ulewie, czy we łzach. Prawda była taka, że chwilami czułam się po prostu samotna. Całymi dniami przebywałam w towarzystwie ludzi, ale to wbrew pozorom utwierdzało mnie tylko w moim stanie ducha. Miałam kilkoro dobrych znajomych i w ich towarzystwie czułam się choć przez chwilę żywa, ale potem mrok znów zakradał się do mojego serca. A propos serca. Jak można było się już domyślić, od dłuższego czasu nie byłam w żadnym związku. Nie przeszkadzało mi to zbytnio, gdyż doszłam już jakiś czas temu do wniosku, że nie mam szczęścia do facetów i oni chyba do mnie też. Przedostatni związek zakończył się tym, że odrzuciłam oświadczyny, a ostatni był bardzo emocjonujący. Facet bardzo mnie intrygował na poziomie intelektualnym, fascynował mnie, ale na dłuższą metę w grę wchodziła manipulacja, a na to nie mogłabym sobie pozwolić. Pozwoliłam sobie natomiast na odpoczynek od mężczyzn, przynajmniej dopóki mojej samotności nie spuszczę ze smyczy, bo za bardzo chce mi wyrwać rękę z barku.

Przyszłam więc w umówione rzeszowskie miejsce i stosując się od lat do zasady, że lepiej być dwie godziny za wcześnie niż o minutę za późno, zamówiłam kawę i czekałam na Sabinę. Ta jak zwykle się spóźniała, ale do tego już przywykłam. Wszystkich znajomych zdążyłam przyzwyczaić do tego, jak ważna jest dla mnie punktualność, ale Sabina była najbardziej oporna ze wszystkich poznanych mi osób. W końcu z lekką obsuwą przyjaciółka dotarła na miejsce. Oczywiście weszła energicznym krokiem, z promiennym uśmiechem, który przyćmiewał jej ciężki charakterek. Uśmiech przyćmił także mężczyznę, który kroczył tuż za nią. Nie sądziłam, że przyszli razem, myślałam że to był przypadek i wspólnie weszli do cukierni. Nie przyszłoby mi do głowy, że bez uzgodnienia tego ze mną byłaby zdolna do przyprowadzenia kogoś na umówione spotkanie. Nie doceniałam jej.

Hejka, przepraszam za spóźnienie, ale sama wiesz jak ciężko mi się zebrać. Poza tym pomyślałam, że fajnie jakbyś w końcu poznała Bogdana. Pamiętasz? Opowiadałam ci o nim.

Rozdział II

„Pomyślałam, że fajnie jakbyś w końcu poznała Bogdana”? Co to w ogóle ma znaczyć? Gdybym chciała go poznać, to przecież poprosiłabym ją o wspólne spotkanie. To właśnie jest Sabina, która nie wie, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Pamiętam, że już kilka razy wspominała mi w rozmowach telefonicznych, że był sobie jakiś Bogdan, obracał się w kręgu tzw. metalowców, był menadżerem jednego z zespołów rockowych, studiował marketing i był idealnym kandydatem dla mnie, oczywiście według Sabiny. Jak mogła zaryzykować naszą przyjaźń takim wyskokiem, szczególnie w dniu moich urodzin.

Cześć, Bogdan, miło mi cię poznać.

Hej, Pati, mnie również jest miło.- Choć wcale jakoś specjalnie miło mi nie było.

No to już się znacie.- Zaszczebiotała przyjaciółka- To wy sobie pogadajcie, a ja pójdę zapalić.

No