Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie Kategoria: Humanistyka Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 346 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Czechy - Marzena Matla

Początki państwa czeskiego to trudna droga do chrystianizacji, do nowej kultury łacińskiej, a przez to do Europy. Każdą z tych ścieżek dotarcia do świata kultury zachodniej, kultury chrześcijańskiej Przemyślidzi wykorzystali.

Skąd się wzięli Przemyślidzi? Jak zbudowali swoje państwo? Pasjonująca opowieść o tym, jak rodziło się jedno z państw środkowoeuropejskich. Autorka w bardzo przystępny sposób odkrywa przed czytelnikiem tajemnice związane z przybyciem Słowian do Kotliny Czeskiej w barwny sposób opisuje lata panowania Borzywoja i jego synów oraz Brzetysława I, czeskiego Achillesa, który zostawił swoim synom państwo czeskie ustabilizowane zewnętrznie i mocne wewnętrznie, z którym liczyły się największe ówczesne potęgi.

Opinie o ebooku Czechy - Marzena Matla

Fragment ebooka Czechy - Marzena Matla

Od autorki

Pisząc o genezie państwa czeskiego warto już na wstępie wspomnieć o jednej ważnej okoliczności. W przeciwieństwie chociażby do historii XIX czy XX w., kiedy historyk w zasadzie musi dokonywać selekcji, które źródła uwzględni, a które są mało istotne, wczesne średniowiecze nie daje nam takich możliwości. Źródeł pisanych mamy zazwyczaj niewiele. Słowianie po przybyciu do Europy Środkowej nie interesowali zbytnio swoich sąsiadów, u których kwitła kultura pisma. A i później, kiedy już dojdzie do pierwszych kontaktów Czechów z państwem frankijskim, sporadyczne informacje dotyczą głównie wzajemnych konfliktów czy ich rozwiązywania. Kiedy pojawią się i w Czechach źródła pisane, będą to początkowo legendy hagiograficzne – ich autorów interesował święty, wykazujący wszelkie cnoty ewangeliczne, nie zaś realia historyczne. Pierwszy czeski kronikarz Kosmas pisał dopiero w początku wieku XII, więc choć próbował zbierać wszelkie źródła pisane i podania ustne, jego obraz początków Czech pokazuje, że nie był to róg obfitości. A i on sam czasem nie grzeszył obiektywizmem, co było często przypadłością ówczesnych kronikarzy. Pierwsze roczniki przynoszą nam suche daty i informacje, zainteresowanie ich autorów dziejami państwa nie jest zbyt wielkie – zresztą nawet nie dochowały się w pierwotnej postaci. Dokumenty w owych czasach można w zasadzie wyliczać na palcach. Dlatego sięgać musimy po roczniki, kroniki czy dokumenty krajów sąsiednich, a także źródła arabskie, hebrajskie itd. Najwcześniejsze początki pozwalają nam też poznać źródła archeologiczne, ale i one przynoszą tylko okruchy przeszłości. Musimy więc mieć świadomość, że przedstawienie początku państw jest właśnie zbieraniem takich okruchów, zatem wiele obszarów życia ówczesnych ludzi umyka naszemu poznaniu.

Państwo Przemyślidów to sąsiad, z którym łączy nas wielowiekowa historia – nie tylko wzajemne konflikty o ziemie, o które zawsze najłatwiej, ale przejściowo wspólni monarchowie – Bolesław Chrobry, Wacław II i Wacław III Czeski. Stamtąd przybywały małżonki polskich książąt (stąd w żyłach Piastów płynie również przemyślidzka krew), ślady czeskiej kultury i języka odnajdujemyw naszym języku i naszej kulturze. W średniowieczu w Czechach chętnie podkreślano – oczywiście zazwyczaj w konkretnym interesie politycznym – „Polska bowiem we współbrzmieniu języka zgadza się z nami. [...], również i jednością krwi łączy się z namii wiąże węzłem pokrewieństwa”, a nawet więcej, że „ci, którzy mówią tym samym językiem, zwykle związani są ze sobą więzami ściślejszej miłości”. Oczywiście, ta miłość wzajemna obu narodów była, przyznajmy, dość problematyczna. Pierwszy polski kronikarz Gall narzekał, że „Czesi, nawykli do życia z łupów i grabieży”, „wierność czeska jak koło się toczy”, są więc „zdradliwi i wiarołomni”, pełni „zuchwałości i buty” i mają „karki harde”.

Tymczasem Czesi nie byli ani wyjątkowo źli, ani tylko i wyłącznie rycerscy, jak każdy naród. Problem zresztą w tym, że o tym narodzie, zwłaszcza warstwach najniższych, niewiele wiemy. W źródłach mamy do czynienia głównie z dynastią, Przemyślidami, potomkami legendarnego Przemysła Oracza, rodem, który zbudował swoje państwo w Kotlinie Czeskiej, panował zaś około 430 lat, do 4 sierpnia 1306 r., kiedy w Ołomuńcu zamordowany został ostatni jego męski przedstawiciel Wacław III. Wyjaśnijmy od razu, że określenie Przemyślidzi nie jest nazwą średniowieczną, nikt wówczas się taką nie posługiwał. Wymyślili ją historycy w XIX w. według pierwszego znanego przedstawiciela rodu – w końcu jakoś ich trzeba było określać. Ale dodajmy, tak powstało wiele nazw dynastii, na przykład pobliskich Piastów, węgierskich Arpadów.

Książka, którą mają Państwo w ręku, będzie więc przede wszystkim o Przemyślidach – o tym skąd się wzięli i jak zbudowali swoje państwo. I czemu to właśnie oni je budowali? Skąd pomysł, aby władca się ochrzcił i jak przyjęła to pogańska społeczność Czech, której dotychczasowy porządek świata został wywrócony, zaś obawa przed starymi bogami została. Opowiemy o władcach budowniczych, którzy troszczyli się o zapewnienie jak największych dochodów dla swego skarbu i tych, którzy mieli żyć ascetycznie i nad podziw chrześcijańsko oraz umrzeć śmiercią męczeńską. „Tworzenie męczenników” było zresztą czeską specjalnością początku X w. – w końcu nie każda dynastia może się pochwalić pozyskaniem dwóch świętych z dynastii (Wacława i Ludmiły) i to jeszcze zasługą innych członków tejże dynastii (synowej czy brata). Będzie o bezwzględnych politykach, którzy krwią wyznaczyli drogę do tronu, ale potrafili zbudować potęgę (jak Bolesław I) i tyranach, którzy nie wahali się nakazać zamordować czy wykastrować braci, ale politykami byli marnymi (Bolesław III Rudy). Zobaczymy, jak daleko sięgały ambicje Przemyślidów i jakich metod używano, żeby zbudować potęgę, a potem przetrwać w zmieniających się i nie zawsze korzystnych warunkach międzynarodowych. I jak to się stało, że taką potęgę można było błyskawicznie roztrwonić. Na koniec wreszcie pokażemy, że z każdego upadku można się podnieść, jeśli u steru władzy stanie wystarczająco zdolny i wytrwały polityk, jak na przykład „czeski Achilles” Brzetysław I. Powiemy nieco, jak książęta czescy radzili sobie z żądnymi władzy i spiskującymi możnymi, ale znacznie więcej, jaką strategię obierali w polityce zewnętrznej – w końcu wiecznie nienasycone apetyty Rzeszy (najpierw frankijskiej, potem ottońskiej) do panowania nad Słowianami wymagały niemałych talentów, aby je powstrzymać. O tych, którzy nie potrafili lub nie chcieli ich powstrzymywać, składając niezależność państwa na ołtarzu chęci panowania, również tutaj będzie.

Ale dzieje Czech i ich władców to nie tylko czysta polityka i wojny – zdarzały się i niepolityczne czy niemoralne zachowania, jak chociażby związek panującego księcia z zamężną chłopką i prawie romantyczne akcje – porwanie przyszłej małżonki. Historia państwa czeskiego to wreszcie trudna droga chrystianizacji, droga do nowej kultury łacińskiej, przez oba te czynniki droga do Europy. Każdą z tych ścieżek dotarcia do świata zachodniej kultury łacińskiej, kultury chrześcijańskiej, Przemyślidzi wykorzystali.

I na koniec nieco o chronologii. Książka ta obejmuje okres od przybycia Czechów do Kotliny aż do śmierci Brzetysława I (1055), która zamyka pewną epokę – epokę budowania i umacniania państwa. Książę zostawił po sobie bogactwo synów (5) oraz niefortunną decyzję w sprawie sposobu przejmowania tronu, która wprowadziła Czechy w okres księstw dzielnicowych i nieustannych walk o władzę. Ale to już rzecz na odrębną książkę.

Rozdział I

CZESI

w przededniu powstania państwa

1. Wprowadzenie: trochę geografii i nazewnictwa

Pierwszy czeski kronikarz Kosmas tak opisywał swoją ziemię: „W Europie leży Germania, w której końcu ku północnej równinie jest miejsce nader rozległe, zewsząd w krąg otoczone górami, które w dziwny sposób ciągną się wokół całej krainy tak, że na pozór jakby jedna i nieprzerwana góra całą ową krainę okrążała i broniła”. Opis ten, stworzony według uczoności antycznej, jest oczywiście opisem geograficznym Kotliny Czeskiej, kolebki państwa Przemyślidów. Kiedy czytamy różne dokumenty czy inne przekazy średniowieczne, patrzymy na późniejsze mapy kartograficzne opisujące państwo czeskie, to właśnie owe góry i rozległe pasma lasów będą podstawowymi sposobami wymierzania granic. I rzeczywiście, Šumava, Krušné Hory (czyli Rudawy), Sudety, Wysoczyzna Czesko-Morawska stanowią niemal idealne granice. Zresztą pamiętać trzeba, że średniowiecze nie znało dokładnych, nowoczesnych sposobów opisu granic. Stosowano szersze jednostki geograficzne, wiodąc je właśnie pasmami górskimi, biegiem rzek, używano nazw grodów, które służyły też czasem do określenia podporządkowanych im regionów (np. Kraków dla ziemi krakowskiej, Ołomuniec dla północnych Moraw), wreszcie w starszym okresie również nazw „plemion”. Bardzo częstym określeniem, które pojawi się w źródłach, będzie zwrot, że granica biegła „środkiem lasu”, jako że góry te czy wysoczyz­ny porastały lasy, przy czym zazwyczaj rozumiano wtedy, że każdemu z sąsiadów przypada po połowie owego lasu. Nie trzeba dodawać, że takie sposoby opisu musiały powodować, i powodowały, że między sąsiadującymi państwami dochodziło do sporów terytorialnych, bo ową granicę każdy z nich mógł rozumieć nieco inaczej. Zwłaszcza w okresie intensywniejszej kolonizacji zdarzało się, że osadnicy, szukając nowych miejsc do osiedlenia, łatwo przekraczali te – w gruncie rzeczy niestrzeżone zbytnio – pograniczne pasma.

Doskonale wyznaczone przez naturę granice Kotliny Czeskiej miały swoje plusy, ale i minusy. Plusem była ich obronna rola. Góry i lasy utrudniały – choć niestety, nie można powiedzieć, że zupełnie uniemożliwiały – wkroczenie obcych wojsk czy próby oderwania drobniejszych terytoriów pogranicznych. Oczywiście obronność ta była też dodatkowo wzmacniana czy to budową przesiek, utrudniających przemarsz wojsk, zwłaszcza przy bramach ziemskich (czyli miejscach w przesmykach górskich, którymi biegły drogi), czy wznoszeniem pogranicznych grodów, wreszcie zlecaniem „straży”, czyli pilnowania pogranicznych lasów, dróg, wspomnianych bram ziemskich. Minusem owych przeszkód naturalnych było to, że utrudniały nieco handel i kontakty, choć oczywiście nie na tyle, aby Czechy, a zwłaszcza Praga już w X w. nie stała się jednym z najważniejszych centrów handlowych spośród ziem słowiańskich. Utrudniały też utrzymanie nowych zdobyczy terytorialnych, które Przemyślidzi wytrwale usiłowali pozyskać poza swoimi naturalnymi granicami.

Zaznaczmy jednak, w odniesieniu do współczesnego obrazu geograficznego Czech, że jakkolwiek w ogólnych zarysach odpowiadał on sytuacji X w., to należy uczynić drobne korekty. Nie należał na przykład do państwa Przemyślidów obszar ­Chebu, choć słowiański, to pozyskany dopiero w XIII w., na trwałe zaś w wieku XIV. Natomiast w stosunku do dzisiejszej Austrii posiadłości czeskie rozciągały się głębiej w okolice Weitry nad górną Lužnicą, utracone dopiero w końcu XII w. Ponadto na północy państwo sięgało w rejon Kłodzka.

Współczesne Czechy składają się jednak z dwóch integralnych elementów: Kotliny Czeskiej i Moraw. Te musieli Przemyślidzi dopiero w X w. zdobyć, potem stracili je przejściowo na rzecz Bolesława Chrobrego, by w końcu, od XI w., stały się równorzędnym członem jądra czeskiego państwa – Kotliny. Obszar Moraw właściwych również podlegał przemianom. Północna i północno-wschodnia granica, ograniczana w ogólnym zarysie przez Sudety Wschodnie, Jesioniki i Góry Odrzańskie, wykraczała nieco poza granicę współczesną. Pierwotne południowe Morawy, zgodnie ze słowiańskim osiedleniem, sięgały aż po Waldviertel czy Weinviertel, momentami nawet do Dunaju. Dopiero w połowie XI w., za Brzetysława I, linia graniczna ustanowiona została na rzece Dyji, co nie było zbyt dobrym zabezpieczeniem południowej strony państwa. Od tworzącego się państwa Arpadów w wieku X będą oddzielać Morawy Przemyślidów Jaworniki i Białe Karpaty.

Nie będziemy tu omawiać wszystkich, mniej lub bardziej trwałych czeskich zdobyczy terytorialnych poza Kotliną – a zaznaczymy, że Przemyślidzi robili co mogli, by swój stan posiadania jak najbardziej rozbudować. Oczywiście, nie byli w tym odosobnieni, w końcu nowe podboje to jedna z dość podstawowych aspiracji większości panujących, nie tylko w średniowieczu.

Przypomnijmy tylko, że w dobie największego rozkwitu terytorialnego władza Przemyślidów potrafiła sięgać na południu po północną Italię (za Przemysła Ottokara II), a na północy po Bałtyk (gdy Wacław II stał się królem Polski), a w międzyczasie i w rejon Łużyc. To już jednak odrębna historia.

Jeśli chodzi o nazwę, to warto pamiętać, że wczesnośredniowieczne państwa nie zawsze posiadały ją już od początku swego tworzenia się. Na przykład w przekazie żydowskiego podróżnika Ibrahima ibn Jakuba z połowy X w. państwo piastowskie jest państwem Mieszka, zaś ówczesne państwo czeskie opisano za pomocą trzech nazw, mianowicie Bolesław czeski był królem Pragi, Bohemii i Krakowa. Średniowieczna nazwa państwa czeskiego – Bohemia, Boemia, która w źródłach frankijskich pojawia się od schyłku VIII w. – początkowo odnosiła się nie tyle do państwa, ile do samej Kotliny Czeskiej. Dopiero później złączy się integralnie z budującym się władztwem Przemyślidów. Jej pochodzenie jest dość starożytne – wiąże się z nazwą Bojów, dawnych celtyckich mieszkańców Kotliny (czyli starożytne Boiohaemum to nic innego jak ziemia Bojów). Wspomniany już uczony kanonik praski Kosmas, tworząc historię swojego ludu, wywiódł ową nazwę od niejakiego „Bohemusa”, czyli Czecha, legendarnego protoplasty Czechów. W rzeczywistości jednak to jego słowotwórstwo miało odwrotny kierunek, inaczej mówiąc „Bohemus” zyskał prawdopodobnie swoje imię dzięki starszej nazwie „Bohemia”, o czym powiemy dalej. Sami zaś zainteresowani, czyli mieszkańcy Kotliny, określali się już w wieku X Czechami. Jak zapisali bowiem słowiańscy autorzy legend o księciu czeskim i pierwszym męczenniku św. Wacławie, jego ojciec Wratysław panował „v Čechach”. Nazwa ta musiała być znacznie starsza, ponieważ dziś już nie umiemy jej wyjaśnić – nie znaczy to oczywiście, że nie podejmuje się takich prób. Dotychczas stworzono już kilkanaście interpretacji. Realnie musimy jednak przyjąć, że – tak jak i inne dziś niezrozumiałe nazwy Serbów, Chorwatów, Antów, Obodrytów – po prostu jest to stara nazwa, powstała gdzieś w czasach przed wędrówkami.

2. Mityczne początki Czech

Jest rzeczą naturalną, że ludzie zadają sobie pytania – tak w średniowieczu, jak i współcześnie – o to skąd pochodzą, kim byli ich przodkowie. Średniowieczni dziejopisowie, idąc naprzeciw takim oczekiwaniom, dawali w swych kronikach różne wykłady początków swoich ludów. Nawiązywali przy tym chętnie do tradycji biblijnych (łączono poszczególne ludy z biblijnymi opowieściami o pochodzeniu narodów i genealogią potomków Noego: Sema, Chama i Jafeta), włączano w to mity pogańskie (czasem nawet u narodzin dynastii i jej ludu stały jakieś pogańskie bóstwa), jeśli się dało, ubarwiano dzieje bohaterami antycznymi. Czy jednak każda z tych opowieści jest tylko mitem, owocem bujnej wyobraźni i uczoności autora kroniki? A może to jednak opowieści, jakie żyły w ludzie, o którym mówiły? Czy są w nich w ogóle ślady prawdziwych wydarzeń? Prawda jest jak zwykle skomplikowana, jednak zanim przejdziemy do realiów historycznych, warto cofnąć się na chwilę do mitycznych początków państwa czeskiego i jego dynastii. Dla jednych będą to oczywiście tylko dzieje bajeczne, inni szukają tu jakiegoś jądra prawdy o tych odległych czasach, które przechowały się w podaniach ludowych. Ostatnio historycy odkrywają, że rzeczywiście stare podania, choć mocno upiększone i zniekształcone przez późniejszych dziejopisów, niosą jakieś elementy tradycji.

Opowieść o przybyciu Czechów w najpełniejszej postaci przynosi pierwsza kronika czeska, pochodzące z lat 1110-1125 dzieło kanonika i dziekana praskiego Kosmasa, o której więcej powiemy w innym miejscu. Zatem w czasach, kiedy Kotlina Czeska była pusta i nieosiedlona, nietknięta pługiem, bez śladu człowieka, „Skoro w te pustkowia wszedł ów człowiek, kimkolwiek był – nie wiadomo, w ile dusz – szukając miejsc dogodnych na ludzkie osiedla, przejrzał bystrym wzrokiem góry, doliny, knieje i jak sądzę, koło góry Řip, między rzekami Ohrzą i Wełtawą założył pierwsze siedziby i zbudował pierwsze domy i radował się postawionymi na ziemi bożkami […] Wtedy starszy, któremu inni towarzyszyli jakby panu, między innymi tak przemówił do idących za nim: […] to jest owa ziemia, którą często wam, jak pamiętam, obiecywałem, ziemia nikomu nie podległa, pełna zwierzyny i ptactwa, mlekiem i miodem płynąca […]. Tu niczego wam nie zabraknie, ponieważ nikt wam nie wejdzie w drogę; […] pomyślcie, jaka by była stosowna nazwa tej ziemi”. Towarzyszący mu lud miał postanowić, na cześć swego pana i przewodnika o imieniu Czech (łac. Bohemus), nazwać ową krainę Czechy (Bohemia).

Dopiero późniejszy kronikarz Dalimil, piszący po 1314 r. (w języku czeskim), poda nam nieco więcej szczegółów o bohaterze tej wędrówki. Mianowicie wedle niego żył w Chorwacji lech o imieniu Czech, który musiał stamtąd uciekać, ponieważ dopuścił się zabójstwa. Powędrował więc z sześcioma braćmi oraz swoją czeladzią i wkroczył do Czech. Tu zatrzymał się przy górze Řip, po czym – jak już opowiadał Kosmas – rozejrzawszy się z góry dookoła, dostrzegając bogactwo zwierza, ryb, ptaków, pszczół, nie pozwolił już swojemu ludowi iść dalej. Finał historii jest więc ten sam. Jednak pisarze nie byliby pisarzami, gdyby nie poddawali mitów dalszym przeróbkom. Dla nas Polaków interesująca jest wersja opowieści zawarta w kronice Přibíka Pulkavy z Radenína (powstałej przed 1380 r. na zamówienie cesarza Karola IV), ponieważ podobną opowieść o pochodzeniu Polaków zawarł też nasz kronikarz wielkopolski: „Był w Chorwacji pewien człowiek imieniem Czech, który z powodu zabójstwa jakiegoś wielmoży w tych krajach, opuścił Chorwację i ze swymi braćmi i towarzyszami szedł szukać nowej ojczyzny [...] przyszedł do ziemi, która się po łacinie nazywała Boemia [...] Boemia jest zaś wedle imienia pierwszego mieszkańca w języku słowiańskim nazywana Czechy. Ten zaś Czech ze swymi braćmi i towarzyszami zobaczył, że w owej ziemi nie ma żadnych mieszkańców i osadników, że ta ojczyzna jest pełna lasów i zwierząt i usadził się na jakiejś górze, która się nazywa Říp [...] Brat Czecha lub towarzysz, imieniem Lech, który przyszedł z nim, przeszedł zaś zaśnieżone góry, które dzielą Czechy od Polski. I kiedy zobaczył olbrzymią równinę, ciągnącą się ku brzegom morza, osiadł tam i zaludnił ją swoim rodem. [...] Oprócz tego niektórzy z jego rodu przeszli na Ruś, Pomorze i Kaszuby oraz do królestwa duńskiego i północnym brzegom morskim, i zaludnili całą ziemię ruską”. Zaś nasz kronikarz wielkopolski, pisząc że Panonia jest kolebką wszystkich ludów słowiańskich, podaje: „Z tych więc Panończyków pochodzili trzej bracia, synowie Pana, władcy Panończyków, z których pierworodny miał imię Lech, drugi Rus, trzeci Czech. I ci trzej wydawszy potomstwo z siebie i ze swego rodu, posiadali trzy królestwa: Lechitów, Rusinów i Czechów”, po czym dalej opisuje przybycie Lecha na ziemie polskie i założenie Gniezna. O Słowianach, którzy mieli pochodzić znad Dunaju (czyli Panonii) mówi też autor ruskiej Powieści lat minionych, spisanej w XII w.

Już porównanie tych wszystkich opowieści pozwoliło niektórym historykom przyjąć, że leżąca u ich podstaw tradycja ustna była stara, bardzo stara, może jeszcze z doby wędrówek Słowian i przez stulecia żyła własnym życiem, przekraczając nawet niekiedy granice państwowe (została odnotowana również w jednym źródle niemieckim). Z czasem tradycja ta posłużyła – odpowiednio przerobiona, czasem zniekształcona – dziejopisom (i ich władcom, czyli zleceniodawcom) do realizacji swoich celów, w tym do uzasadnienia starożytności ludu czy praw do ziemi. Oczywiście są wątpliwości, kto od kogo opowieść o Lechu jako bracie Czecha zapożyczył, wydaje się jednak, że to właśnie Czechom ją zawdzięczamy. Z drugiej jednak strony wzmianka o Panonii w Kronice wielkopolskiej wydaje się bliższa rzeczywistości – stamtąd, czyli znad Dunaju przybyła najpewniej druga fala osadników słowiańskich do Kotliny Czeskiej. Nie będziemy się tu zastanawiać, skąd w ogóle pochodzili Słowianie – jest to skomplikowany problem i badacze sami nie są co do tego zgodni. Od razu jednak musimy wyjaśnić jedną podstawową rzecz – Kotlina Czeska nie był pusta podczas przybycia Słowian, lecz zasiedlona – były tu jeszcze pozostałości starszego germańskiego osiedlenia. A ponieważ mit w swojej pierwotnej postaci najwyraźniej mówił o Słowianach (Czechach) przybyłych z Panonii, to – jak zaraz powiemy – już wcześniej w Kotlinie znajdowali się inni Słowianie. Ale taka okoliczność do mitu o początku zdecydowanie nie pasowała – bo to mogłoby oznaczać również prawa tych innych ludów do ziemi. Tymczasem nową ziemię należało albo zdobyć (wszystko jedno siłą czy podstępem), albo zająć pustą – mit czeski postawił na prostszy wariant drugi – może, jak się przypuszcza, dlatego że nie brzmiałoby zbyt dobrze zdobywanie nowej ojczyzny na „swoich”.

Praojciec Czech to jednak nie jedyna mityczna postać czeskiej historii. To była opowieść o początku ludu, obok której mamy również podanie o początku władzy i dynastii. Kolejny epizod w owym pierwszym, wedle Kosmasa, „szczęśliwym wieku” wiąże się z Przemysłem i Libuszą, co prowadzi nas do okoliczności powstania pierwszej dynastii czeskiej – Przemyślidów. Najpierw był więc czas – jak go idealizuje Kosmas, chcąc zapewne skrytykować czasy sobie współczesne – kiedy „nikt nie znał słowa «moje»”, lecz wszystko było „nasze”, „nie było ani złodziei, ani rabusiów, ani żebraków”, obyczaje ludzkie były prawe, pełne prostoty, uczciwości i miłosierdzia, ludzi cechowała wstrzemięźliwość, skromność, czystość. Kronikarz miał świadomość, jak ten idylliczny opis musiał nierealistycznie brzmieć – sam stwierdza, że „gdyby ktoś współczesnym ludziom wręcz przeciwne rzeczy naśladującym usiłował to opowiadać szczegółowo, w wielkie by popadł lekceważenie”. Ale dobrostan nie trwa nawet w mitach zbyt długo, więc i w owej społeczności szybko pojawiła się żądza posiadania, rodząc różnorodne zło, toteż potrzebowano sędziów, którymi stawali się co znakomitsi spośród nich. Jednym z nich był sprawiedliwy sędzia Krok, który nie miał synów, jedynie trzy córki. Tym zaś „natura dała nie mniejsze bogactwo mądrości, niż zwykła dawać mężom”. Najstarsza z nich – Kazi – była zielarką, druga – Tetka – oddawała się kultowi pogańskiemu, czyli była kapłanką, najmłodsza zaś – Libusza – była wieszczką, ponieważ zaś „przepowiedziała ludowi liczne i prawdziwe przyszłe zdarzenia”, ten – po śmierci Kroka – po naradzie powierzył jej po ojcu rolę sędziego.

Mądra Libusza sądy sprawowała sprawiedliwie – zacytujmy piękną charakterystykę Kosmasa: „Była zupełnie wyjątkową kobietą między kobietami, przezorną w radzie, obrotną w mowie, czystą ciałem, prawych obyczajów, nikomu nie ustępującą w wydawaniu wyroków na sądach ludowych, dla wszystkich miła, lecz więcej miłowania godna, ozdoba i chwała płci niewieściej, rozstrzygająca przewidująco sprawy należące do mężczyzn”. Ów ideał rządzącej kobiety, jak pokazuje dalej kanonik praski, nie został jednak doceniony przez współplemieńców. Kiedy bowiem zaistniał spór o granicę pól między dwoma możnymi, Libusza, leżąc na wygodnych poduszkach, wydała wyrok wprawdzie zgodnie z prawem, jednak nie spodobał się on temu, który sprawę przegrał. Sprzeciwił się on więc „babskim prawom”, bo: „krzywda mężom nie do zniesienia! Dziurawa kobieta męskie sądy sprawuje zdradliwym umysłem! Wiemy, zaiste, że kobieta czy stojąc, czy zasiadając na tronie niewiele ma rozumu, a o ileż mniej, gdy leży na poduszkach? Zaprawdę, wtedy bardziej zdatna jest do przyjęcia małżonka niż do dyktowania praw mężom. Pewne jest bowiem, że kobiety mają długie włosy, a rozum krótki. Lepiej jest umrzeć mężom niż to znosić!”

To miał być początek końca, mówimy tu o końcu czasów wolności. Urażona Libusza zapowiedziała ludowi, że mogą wybrać sobie pana, którego ona weźmie na męża. Po czym, naradziwszy się z siostrami, zwołała wszystkich na zgromadzenie (wiec) ubolewając, że jej lud chce zrezygnować z wolności i zginać kark pod surowymi rządami księcia. Uprzedziła też, z czym nowa władza książęca będzie się wiązać. Powiedziała więc: „Najpierw łatwo jest księcia ustanowić, lecz trudno ustanowionego usunąć, albowiem w tej chwili jest w waszej mocy, czy ustanowicie go księciem, czy nie, skoro zaś będzie ustanowiony, wy i wszystko wasze będzie w jego mocy. Na jego widok trząść się będą wasze kolana i niemy język przylgnie do suchego podniebienia. Na jego głos z powodu zbyt wielkiego strachu odpowiecie «Tak panie, tak panie», gdy on samym swoim skinieniem, bez waszego osądzenia, tego skaże na śmierć, tego na obcięcie członków, tamtego rozkaże uwięzić, owego powiesić na szubienicy. Was samych i z waszych tych, których mu się podoba, uczyni jednych niewolnikami, innych chłopami, innych płatnikami, innych poborcami, innych oprawcami, innych wołaczami, innych kucharzami czy piekarzami albo młynarzami. Ustanowi sobie również naczelników, setników, włodarzy, robotników uprawiających winnice i role, żniwiarzy, płatnerzy, kuśnierzy i szewców. Waszych synów i córki weźmie na swoją służbę, z wołów również i koni czy klaczy, czy trzód waszych najlepsze zabierze według swojego upodobania. Wszystko wasze, co jest lepszego we wsiach, na polach, na rolach, na łąkach, w winnicach, porwie i obróci na swój użytek”. Po czym dodała: „Jeżeli obstajecie przy zamiarze i nie będziecie niewierni pragnieniu waszemu, wskażę wam już i imię księcia, i miejsce, gdzie przebywa”. Ponieważ „niegodny tłum […] bezładnym krzykiem” domagał się księcia, Libusza wskazała kierunek. Posłów poprowadził koń Libuszy, który zresztą niejednokrotnie przebywał tę drogę. Powiódł on poselstwo nad rzekę Bílinę, do wsi Stadice, gdzie przyszły książę imieniem Przemysł orał ugór pługiem zaprzężonym w dwa woły. Przemysł wysłuchał posłów, ugościł ich swoją skromną strawą (spleśniały chleb i kawał sera z wodą), po czym przebrał się w szaty i obuwie książęce i ruszył z posłami. „Jednak nie zapominając o swoim stanie zabrał ze sobą swoje chodaki, w całości zszywane z łyka, które kazał zachować na przyszłość [i które] są przechowywane w Wyszehradzie w izbie księcia do dziś i na wieczne czasy” – relacjonuje Kosmas. Miały one przypominać jego potomkom, sprawującym rządy, skąd pochodzą „i aby zawsze żyli trwożliwi i czujni, czy ludzi powierzonych sobie od Boga przez pychę niesprawiedliwie nie uciskają, ponieważ z natury wszyscy jesteśmy równi”. Tak więc tegoż Przemysła przywiedli na męża Libuszy i swego nowego księcia. On zaś „poskromił prawami to dzikie plemię i nieokiełznany lud okiełznał władzą i przywiódł do poddaństwa, którym teraz jest ujarzmione, i wszystkie prawa, według których ta ziemia żyje i jest rządzona, sam z samą Libuszą podyktował”. Jego potomstwo, wedle proroctwa wróżki – „miało na wieki panować w czeskiej ziemi i poza nią”. Dalej jeszcze kronikarz dodaje, że Libusza w wizji proroczej nakazała swemu ludowi założenie Pragi. Kosmas przytacza tu jeszcze jedną opowieść, mianowicie w jaki sposób niezależne niegdyś kobiety w Czechach (żyjące jak Amazonki) dostały się pod panowanie mężczyzn, ale ten mit już pominiemy, choć też mówi o zaprowadzaniu nowego porządku społecznego.

Tak brzmi wersja mitu początku państwa i dynastii u Kosmasa. Opowieść ta pod wieloma względami jest bardzo nielogiczna, więc Kosmasowi już od dawana zarzucano tutaj nadmiar fantazji i posługiwanie się różnymi wątkami literackimi. Czy jednak znaczy to, że żadnego starego mitu o Przemyślidach, albo inaczej, o ustanowieniu władzy książęcej nie było? Nie, mit był, ponieważ jego starszą, choć znacznie uboższą wersję podaje legenda Krystiana, pochodząca z końca X w. Tu też znacznie sensowniej wytłumaczono przyczynę, dla której Czesi wybrali sobie władcę. Wedle Krystiana Słowianie czescy żyli pierwotnie jak „koń nieokiełznany uzdą”, bez księcia, prawa czy miasta, tkwiąc w pogaństwie, żyjąc jak bezrozumne zwierzęta. Dopiero dotknięci zgubnym morem zwrócili się do jakiejś wieszczki o radę i wróżbę. Gdy ją otrzymali, zbudowali gród Pragę i znaleźli jakiegoś najbystrzejszego i najroztropniejszego męża imieniem Przemysł, który się dotychczas zajmował orką, którego ustanowili swoim księciem, dając mu za żonę ową wieszczkę dziewicę. I wyzwoleni z moru od tej pory ustanawiali swojego księcia spośród potomstwa owego Przemysła.

Jak widać, każdy z autorów inaczej kreśli przyczyny powołania dynastii i czasy ją poprzedzające. Archaiczne społeczeństwa powstanie cywilizacji przedstawiały na dwa sposoby: albo najpierw był „złoty wiek”, który wskutek ułomności ludzi się pogarszał, albo na początku był czas ludzi żyjących jak zwierzęta, potem pojawiał się bohater, który przynosił nowinki cywilizacyjne, na przykład ogień (jak grecki Prometeusz), sztukę uprawy roli, stwarzał prawa itd. To już zasługa antyku. O społecznościach pogańskich wiemy zaś, że znały szereg rytuałów magicznych, które gwarantowały właściwy bieg spraw ludzi, płodność, ochronę przed chorobami, złem i wszelkimi nieszczęściami. Niestety, nie znamy ani czeskiego panteonu bóstw, ani dokładnie owych pierwotnych, magicznych pogańskich rytuałów, ponieważ autorzy chrześcijańscy (a później tylko takich mamy), nie byli zainteresowani ich opisywaniem i wyjaśnianiem. Niewątpliwie Przemysł i Libusza (może pierwotnie bogini) byli postaciami z takiego magicznego mitu, który historycy, filologowie, etnolodzy próbują w różny sposób wytłumaczyć, szukając podobieństw do rytuałów, które przetrwały na innych obszarach. Może, jak wykazuje czeski historyk Dušan Třeštík, do którego będziemy tu nawiązywać, wiązał się on z rytuałami zapewniania płodności, ochrony przed chorobami (w których często była praktykowana rytualna „święta orka”). Jego bohaterowie Przemysł Oracz i Libusza byli obdarzeni siłami magicznymi, zaś ich „święte małżeństwo” i wiążące się z tym ustanowienie Oracza księciem gwarantowało społeczności dobrobyt i ochronę oraz zaprowadzało nowy porządek społeczny. W tym micie powołanie księcia wynikało z tego, jak uzasadnia czeski badacz, że tylko on mógł zapewnić dobrobyt i ochronę przed śmiercią – tylko on mógł wykonywać odpowiednie rytuały.

To oczywiście duży skrót i uproszczenie, z naszej perspektywy jest jednak ważniejsze, że mit ten początkowo, jak wskazują jego badacze, wcale nie musiał się odnosić do książąt środkowoczeskich, czyli późniejszych Przemyślidów. Sam motyw założenia Pragi czy innych grodów przez bohaterki Kosmasa (np. Libusza miała założyć Libušín, Tetka Tetín) zostały dołączone do mitu później – najpewniej w X w., bo grody te powstały dopiero na przełomie IX i X w. Najpewniej w X w. przekształcono jednak to stare, pogańskie podanie, pochodzące może z VIII-IX w., mówiące o narodzinach władzy książęcej. Stworzono z niego „mit dynastyczny”, który został odniesiony do Przemyślidów, środkowych Czech i Pragi. Cel tego przekształcenia i swoistego uhistorycznienia jego bohaterów był oczywisty – chodziło o uzasadnienie, że władza książęca w Kotlinie Czeskiej jest związana z rodem Przemyślidów, od Przemysła po Borzywoja (pierwszego historycznego księcia środkowych Czech), potem jego następców. Powstał zapewne przed Krystianem, który go dosyć skrócił, a inspiracje – jak możemy przypuszczać – zapewne wyszły ze strony nowej, zwycięskiej dynastii.

A potem każdy z autorów mógł też wykazać się swoją uczonością. Bliższa owemu żyjącemu w tradycji ustnej podaniu jest wersja Krystiana, choć i on – mnich chrześcijański, piszący na dokładkę legendę o pierwszych czeskich świętych – nie chciał za dużo przedstawiać z owych pogańskich czasów. Jednak ponieważ sam był Przemyślidą (bratem księcia Bolesława II), a dwóch pierwszych świętych czeskich, o których pisał, także pochodziło z tego rodu, postanowił w skrócie odnotować legendę o pochodzeniu dynastii. Być może dlatego wykorzystał tradycję antyczną o zakładaniu miast jako początku cywilizowanego życia ludzkości, że czeski mit mu ją przypominał – też był tu mądry bohater, który przynosił nowe prawa. Z kolei Kosmas poszedł inną drogą, bo też miał inny cel – przypuszcza się, że chciał stworzyć swoisty traktat o władzy książęcej, a za wzór posłużyła mu Biblia i pojawienie się władzy królewskiej u Żydów (czasy proroka i sędziego Samuela, jego synów oraz powołanie Saula na króla). Oparł się również na owym ustnym podaniu, krążącym w Czechach już zapewne w przerobionej na potrzeby Przemyślidów formie, ale nie byłby sobą, wykształconym erudytą, gdyby jej nieco nie ubarwił. Dodał zapewne elementy jakichś zmodyfikowanych mitów starożytnych, różnych opowieści epickich pojawiających się w średniowiecznej Europie, do tego parę ocen, zwłaszcza własnej wykładni władzy książęcej, którą włożył w usta mitycznej Libuszy. Oczywiście jest to opowieść o władzy książęcej w czasach Kosmasa, nie zaś zamierzchłych początkach, co zresztą pozwala nam zajrzeć w system organizacji państwa przemyślidzkiego schyłku XI i początku XII w. Jest to również swoista legitymizacja panowania Przemyślidów, co jednak warte uwagi, to przekonanie kronikarza, że ustanowienie nowego ustroju jest suwerenną decyzją Czechów (dziś pewnie powiedzielibyśmy w tym kontekście, że niemądrą). Zatem nowy ustrój (państwo) to rodzaj umowy społecznej między ludem czeskim a rządzącą dynastią, w której poddany lud miał teoretycznie świadomie i z własnej woli ustanowić władzę książęcą. Jednocześnie, jakkolwiek nieodwracalna, jest to umowa dwustronna, obowiązująca tak lud, jak i księcia. Wprawdzie lud oddał swoją wolność osobistą (a tym samym i swoją własność) pod władanie, ale każdy kolejny książę był zobowiązany, aby władać sprawiedliwie, jak wynika ze słów Przemysła.

Jak więc widać, stare pogańskie mity społeczności plemiennych nie były bez znaczenia – przejmowano je w nowych czasach, przerabiając i używając do uzasadnienia nowego porządku społecznego. Dlatego, choć nie są one historyczne w tym sensie, że nie przedstawiają realnych wydarzeń, warto o nich pamiętać, ponieważ stały się ważną częścią świadomości społecznej kolejnych pokoleń, zwłaszcza dynastii. Już w drugiej połowie XII w. wśród imion dynastycznych historycznych Przemyślidów pojawia się po raz pierwszy Przemysł. Około 1134 r. w znojemskim kościele św. Katarzyny i Panny Marii, we wnętrzu rotundy, dzielnicowy książę znojemski (południowo­morawski) Konrad II kazał wymalować „cykl przemyślidzki”. Mianowicie przedstawiono tu wszystkich historycznych książąt z rodu Przemyślidów, poczynając właśnie od mitycznego Przemysła Oracza i jego powołania od pługa. Podkreśl­my, że pług i woły również tu się znalazły, nie odżegnywano się więc od prostego pochodzenia rodu. Na Wyszehradzie, jak wspomina Kosmas, przechowywano za jego czasów rzekome chodaki z łyka Przemysła Oracza, był on też zapewne etapem ceremoniału intronizacji nowego władcy. W XIV w. czeski król i cesarz rzymski Karol IV z dynastii Luksemburgów, który dużą wagę przywiązywał do tradycji czeskiej, formalne uczczenie pamiątek po założycielu rodu Przemyśle włączył do oficjalnego ceremoniału koronacyjnego królów czeskich. Toteż bez względu na to czy mit był historyczny, czy nie, czy jego pierwotni bohaterowie byli, czy nie pogańskimi bóstwami lub postaciami mitycznymi – zrósł się on nieodłącznie z ideologią władzy Przemyślidów i ich następców.

3. Słowianie w Kotlinie Czeskiej, czyli co zrobić z plemionami?

Przybycie Słowian do Kotliny Czeskiej czy na sąsiedni obszar morawski nie zostało odnotowane w żadnych, w miarę im współczesnych, źródłach pisanych. Również archeologia nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytania o chronologię tych wydarzeń. Przyjmuje się zatem, że nastąpiło to w VI w., w pierwszej albo drugiej jego połowie. Z ową falą osadników słowiańskich łączy się w archeologii tak zwaną kulturę praską, dość prostą, która była typowa dla społeczności rolniczych, niemających kontaktów ze światem antycznym. Nowi osadnicy mieszkali w otwartych osadach, zajmowali się rolnictwem i chowem bydła. Nie był to jednak koniec migracji, dalsze fale docierały tu w końcu zapewne i w VII w. Na owe wędrówki wpływała sytuacja nad środkowym Dunajem, gdzie przybycie Awarów w połowie VI w. i ich uciążliwa dominacja oraz wewnętrzne kryzysy zmuszały słowiańską ludność z Panonii i okolic do szukania sobie nowych siedzib. Nowe grupy nieco różniły się od poprzednich, w swoich starych siedzibach weszły w kontakt ze spuścizną kultury antycznej, co nie pozostało bez wpływu na ich kulturę materialną, która była na nieco wyższym poziomie. W przeciwieństwie do pierwszej fali, która osiedlała się w dolinach rzek, z dobrymi glebami, nowo przybywający na ziemie czesko-morawskie wybierali obszary pagórkowate i zalesione. Niemniej obie fale osadników się też mieszały i integrowały (nie wiadomo jednak, czy zawsze była to integracja pokojowa), zwłaszcza że – jak się przypuszcza – nowi przybysze, będąc świeżo po wędrówkach, mogli mieć deficyty kobiet. Przybywanie Słowian wpłynęło zapewne na zanik starszego, niesłowiańskiego osiedlenia.

Przypomnijmy na marginesie, że konflikty z Awarami doprowadziły do pierwszych prób organizowania się Słowian, jedną z nich było chociażby państwo Samona (623-658), o którym donosi nam Fredegar, frankijski kronikarz z VII w. Nazwa państwa pochodzi od frankijskiego kupca Samo, który stanął na jego czele i okazał się nader skutecznym dowódcą, zadając Awarom klęski, w wyniku czego wybrany został później na władcę. Samona nie zdołał nawet podbić władca frankijski Dagobert, który się przeciw niemu wyprawił na przełomie 631 i 632 r. Do tego to tworu politycznego przyłączyło się szereg plemion słowiańskich. Obszar państwa Samona nie jest znany, przypuszcza się jednak, że obejmował obszar Moraw, Karyntii, a peryferyjnie zapewne i Czechy, potem przyłączyli się Serbowie z Połabia. Jego centrum mogło być na Morawach południowych, niektórzy wskazują na Mikulčice, jedno z center późniejszego państwa wielkomorawskiego. Nie było to jeszcze państwo, jak my je obecnie rozumiemy, ale szereg niezależnych plemion z własnymi władcami, uznających zwierzchność Samona. Dodajmy, że ów Samo miał 12 żon – wedle niektórych były one gwarantami tych politycznych związków z poszczególnymi plemionami. Ten zadziwiający twór zanikł wraz ze śmiercią frankijskiego kupca. Być może już nie było politycznej potrzeby jego istnienia, albo zabrakło równie zdolnego organizatora – widać żadne z dzieci Samona (a miał mieć z owych żon 22 synów i 15 córek) nie odziedziczyło talentów politycznych ojca.

Po zaniku państwa Samona nastąpiły zapewne jakieś procesy konsolidacyjne i tworzenie się struktur plemiennych, ale umyka to całkowicie naszemu poznaniu. Podobnie jak w odniesieniu do przedpiastowskich początków Polski, w nauce czeskiej od XIX w. toczą się spory, jak wyglądała najstarsza organizacja tej przedpaństwowej społeczności oraz podziały plemienne. W pierwszych naukowych opracowaniach dominowała koncepcja, zapoczątkowana przez nestora historiografii czeskiej, Františka Palackiego. Traktował on Czechy jako obszar zasiedlony przez jeden naród, od dawna zjednoczony politycznie pod władzą książąt, których już dla IX w. uważał za członków rodu Przemyślidów.

Wkrótce dominować jednak zaczęła teoria plemienna, w świetle której obszar Kotliny zamieszkiwał szereg niezależnych plemion, które przywędrowały tu oddzielnie i które przez rozwój ewolucyjny łączyły się w większe całości, by w ciągu X w. ulec zjednoczeniu pod władzą Przemyślidów. Na podstawie wzmianek źródeł pisanych, Václav Novotný w początku X w. wyodrębnił ich cały szereg, między innymi: na południu Kotliny plemię Dulebów, sąsiadujących z nimi Nietoliców i Domażliców, powyżej nich zlokalizował Łuczan w okolicach Žatca, Sedliczan w późniejszym Loketsku oraz Cheban. W północno-zachodnich Czechach umieszczał pierwotnie Lemuzów, którzy później mieli zmienić nazwę na Litomierzyców i Deczan, a których sąsiadami byliby Pszowianie na Mielnicku. Północno-wschodnią część Kotliny zajmowali, wedle niego, Chorwaci, w pobliżu na obszarze Kurzymska byliby Zliczanie, wreszcie centrum Kotliny Czeskiej było zasiedlone przez plemię Czechów.

Dyskusje i spory trwały zresztą przez cały wiek XX, idąc w kierunku rozszerzania czy zawężania liczby plemion, ewentualnie ich odrzucenia. Teorię plemienną próbowano wspierać również za pomocą archeologii, poszukując różnic w kulturze materialnej i duchowej poszczególnych obszarów, czyli sposobie budowy grodów, różnicach w obrządku pogrzebowym czy typie wytwarzanej ceramiki itd. Pozwoliło to archeologowi Rudolfowi Turkowi potwierdzić, że obszar Kotliny Czeskiej obok plemienia Czechów zamieszkiwały plemiona Dulebów, Łuczan, Sedliczan, Lemuzów, Deczan, Pszowian, dwa odłamy Chorwatów – zachodnich i wschodnich – oraz Zliczanie. Dodajmy, że w rzeczywistości wykazywane przez niego różnice w kulturze materialnej nie były tak duże, by istnienie owych odrębnych plemion miało mocną podbudowę.

Te i dalsze drogi mnożenia plemion spotkały się z krytyką późniejszych historyków. Generalną próbę rozprawienia się z nimi podjął Dušan Třeštík, który wychodząc z klasycznej ­definicji plemienia uznał, że na obszarze Kotliny Czeskiej mamy do czynienia tylko z jednym plemieniem, które samo zwało siebie Czechami, a które źródła zewnętrzne IX w. znają jako:Boemani, Bohemi. Powstało ono prawdopodobnie, tak jak inne wielkie plemiona, z różnych grup słowiańskich w okresie wędrówki ludów. Ta pierwotna jedność plemienia Czechów rozpadła się w początkach IX w., wówczas pojawiają się książęta czescy, którzy obsadzili grody i podporządkowali okoliczne terytoria, jednak nadal występowali wspólnie przeciw zagrożeniu zewnętrznemu i wspólnie podejmowali decyzje istotne dla losów całego plemienia.

Podsumowując ten bardzo skrótowy przegląd, zaznaczmy, że jednak w źródłach, które dotyczą Kotliny Czeskiej w IX-X w., obok niewątpliwie dominującego plemienia Czechów, zaznaczali swą odrębność – nie tylko etniczną, ale najwyraźniej i polityczną – także Chorwaci w północno-wschodnim obszarze oraz – znacznie słabiej – Dulebowie na południu. Jakieś pozostałości Serbów na obszarze Pszowskim zostały chyba naj­wcześniej, bo zapewne już w drugiej połowie IX w., wchłonięte przez księstwo środkowoczeskich Przemyślidów. Niewątpliwie jednak ton wszystkim działaniom i akcjom politycznym Słowian na tym obszarze, w tym kontaktom – a przede wszystkim konfliktom – nadawało plemię najsilniejsze, Czesi, dlatego na przykład źródła frankijskie dla okresu IX i X w. mówią przy okazji Kotliny Czeskiej ogólnie o „książętach czeskich”.

Jeśli chodzi o sposób funkcjonowania społeczności plemiennych w Kotlinie Czeskiej, to niestety również nie dysponujemy żadnymi źródłami, które pozwoliłyby nam go rozpoznać. Zapewne jednak mieszkańcy ziem czeskich nie różnili się od innych plemion na pozostałych obszarach Europy. Jak to ostatnio wykazał Karol Modzelewski, elementy ustroju plemiennego tak u Słowian, jak i Germanów były podobne. Spróbujmy więc w ogólnych zarysach pokazać rozpoznany dotychczas sposób funkcjonowania takiego plemienia.

Plemię było niegdyś traktowane