Czas - Rudiger Safranski - ebook
Opis

Najnowsza książka niemieckiego historyka idei Rüdigera Safranskiego (ur. 1945) traktuje o czasie w najróżniejszych postaciach. Safranski, badacz niemieckiego romantyzmu, a także współczesnej niemieckiej filozofii, od tej właśnie strony podchodzi do doświadczenia czasu, a matematyczno-fizyczna interpretacja temporalności nie gra tu głównej roli. Czas przeżywamy poza pomiarami za pomocą zegarów pewnej liniowej, jednokierunkowej wielkości. Jego żywe doświadczenie, opisywane w poszczególnych rozdziałach, wyraża się w przeżyciu nudy, początku czy troski. Dopiero Czas uspołeczniony posługuje się zegarem. W gospodarce Czas staje się pieniądzem, nabiera zróżnicowanego tempa. Zarówno jednak Czas własnego ciała, jak i Czas kosmiczny, eschatologiczny czy literackiej narracji mają osobne wymiary odległe od wymiaru mierzalnego, zegarowego. W ten sposób autor, wybitny erudyta i sprawny narrator, zapewnia czytelnikowi panoramę rozumień czasu w dzisiejszym świecie. Pod tym względem jest to wyjątkowa książka, obejmująca liczne dziedziny, w których Czas się pojawia, i chociaż po jej lekturze nadal nie umiemy zdefiniować, czym on jest, to umiemy powiedzieć o wiele więcej o nim jako doświadczeniu i jako zjawisku.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 223

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Rüdiger Safranski

Czas

Co czyni z nami i co my czynimy z niego

Przekład Bogdan Baran

Czytelnik

Przedmowa

„Czas – twierdziła Marszałkowa z Kawalera srebrnej róży Hofmannsthala – to osobliwa rzecz. / Jest niczym, gdy się ot tak żyje, / jednakże potem nagle / czuje się tylko jego”1.

Czas „jest niczym” nie tylko wtedy, gdy się „ot tak” żyje. Szczególne jest to, że wydaje się „niczym” także wtedy, gdy skupić na nim uwagę. Każdy może się o tym przekonać, wystarczy tylko zważyć na swoiste przepływanie czasu. Czegoś jeszcze przed chwilą obecnego już nie ma, a przyszłego – jeszcze nie ma. Czas sprawia, że zamieszkujemy wąski pasek teraźniejszości otoczony po obu stronach nie-bytem: już-nie przeszłości i jeszcze-nie przyszłości. Można się temu dziwić, a nawet odczuwać niepokój. Św. Augustyn w każdym razie wdał się w rozmyślania nad tym dwojakim niebytem niesionym ze sobą przez czas i napisał w słynnym rozdziale XI Wyznań: „Czymże więc jest czas? Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeśli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem”2.

Gdyby czas był jedynie tym, co mierzą zegary, to odpowiedź na pytanie o niego przyszłaby szybko. Byłby on właśnie tylko mierzalnym trwaniem wydarzeń. Łatwo jednak odnieść wrażenie, że nawet nie dotykamy tym jego prawdziwego znaczenia. Dlatego obieram inną drogę. Zbliżam się do czasu śladem jego skutków, opisuję więc, co on czyni z nas i co my czynimy z niego.

Droga przez labirynt naszych doświadczeń czasu zaczyna się od nudy, nigdzie bowiem czas tak nie rzuca się w oczy jak tam, gdzie nie chce przeminąć, gdzie się korkuje. Na pierwszy plan wybija się jego upływ jako taki, nawet jeśli przesłaniają go z rzadka wydarzenia. Ten w pewnej mierze pusty czas, choć odczuwany bezpośrednio z taką udręką, stanowił zawsze wyzwanie dla literatury i filozofii, ponieważ uzasadniony jest domysł, że można szczególnie dobrze poznać, co się dzieje z człowiekiem, kiedy poza tym nic się nie dzieje (rozdział 1).

Gdy czas grozi skostnieniem, gdy nic już się nie przemieszcza, pomaga tylko wyruszenie, próba ustanowienia nowego początku. Pozostawienia przeszłości za sobą. Czar zamieszkujący każdy nowy początek polega na tym, że korkujący się czas rusza, staje się wielce obiecujący, porywa jednostkę ze sobą. Oczywiście są tu też problemy. Dochodzi do wyparć, zniszczeń, bezwzględności wszelkiego rodzaju. Mimo to czas oferuje człowiekowi dużą szansę na to, by przestał on być ofiarą przeszłości i pozostawił ją za sobą. Wcześniej inni robili coś z jednostką, teraz ona poczyna coś ze sobą. Jest to uskrzydlający czas zaczynania. Jestem nie tylko Ja, jestem też Innym, wyjaśnia poczynający (rozdział 2).

Czas zaczynania orientuje się ku przyszłości, i to ufnie. Z reguły jednak w orientacji na rzeczy przyszłe dominuje troska we wszystkich jej formach – od troskliwości po profilaktykę. Ponieważ nie tylko żyjemy w czasie, lecz także uświadamiamy go sobie, nie sposób uniknąć sytuacji, gdy otworzy się przed nami cały horyzont przyszłości, do którego odnosimy się z troską i profilaktycznie. Troska stanowi służbowy organ naszego doświadczenia czasu. Ogarnia obszary życia, ponieważ we wszystkim, co czynimy i czym jesteśmy, podlegamy upływowi czasu. Troska indywidualizuje człowieka, ale zarazem skupia go w zbiorowość społeczną, która we współczesnych warunkach pojmuje siebie jako społeczeństwo ryzyka (rozdział 3).

Czas ulega uspołecznieniu. W tym momencie zaczyna się panowanie zegara. Zegar to nic innego jak pewna instytucja społeczna. Za pomocą regularnych zdarzeń, co do których porozumiano się społecznie – od zegarów słonecznych po atomowe – mierzy się trwanie wydarzeń nieregularnych. Procesy w społeczeństwie łączy się w sieć temporalną. W epoce maszyn zegar staje się dominującym narzędziem, a wraz z rozwojem kolejnictwa powstaje konieczność ponadregionalnej koordynacji biegu czasu. Na koniec nowoczesna technika umożliwiła komunikację w czasie rzeczywistym między punktami odległymi przestrzennie. Pozwala to doznawać globalnej jednoczesności. Tego w dziejach ludzkości jeszcze nie było i stanowi to dramatyczne wyzwanie dla dotychczasowego typu człowieka, pewnie nawet go przerastające. Możliwe, że znajdujemy się w fazie jakiejś kulturowej mutacji (rozdział 4).

Uspołeczniony czas jest także czasem zagospodarowanym. Czasem się handluje. Czas staje się pieniądzem. Działania społeczne i gospodarcze ogromnie przyspieszają. W społeczeństwie tworzą się regiony o zróżnicowanej prędkości, na przykład gospodarka finansowa działa szybciej niż demokracja, która potrzebuje więcej czasu na swoje decyzje. Polityczne walki o władzę toczą się wokół kwestii: kto nadaje tempo? Czas się upolitycznia. Wraz z przyspieszeniem zużywa się więcej przyszłości, a przeszłość szybciej się dewaloryzuje. Czasy współczesne obciążają przyszłość swoimi odpadami i zużywają zasoby naturalne, które kształtowały się przez miliony lat: atak współczesności na resztę czasu (rozdział 5).

Nawet jeśli powstaje niekiedy wrażenie, że pozostajemy zupełnie zamknięci w czasie uspołecznionym i zagospodarowanym, to sfera ta nie jest jeszcze wszystkim. Spoglądamy w stronę czasu światowego, który nieskończenie przerasta nasze osobiste żywoty, a także czasokresy całych społeczeństw i kultur. Od bardzo dawna próbowano połączyć w sensowną relację czas życia z czasem świata. Cykle pór roku, epoki kosmiczne, chrześcijańska historia zbawienia, idea postępu realizowanego przez kolejne pokolenia, wreszcie ewolucja jako historia wyższego rozwoju – służą za schematy mające wypędzić absurd z ogromnych przestworów czasu i przydać im jakiegoś sensu (rozdział 6).

Coraz trudniej wszakże o to, gdy rzeczywiście zajmujemy się czasoprzestrzenią świata. Wraz ze stworzonymi przez Einsteina teoriami względności zagadkowość czasu jeszcze wzrosła. Wprawdzie nie wszystko jest względne, ale też nie wszystko istnieje w tym samym czasie. Przyrodoznawstwo stwierdziło, że czas nie jest wielkością absolutną. Ma zapewne początek i koniec jak wszystko inne i w ogóle stanowi tylko zjawisko z pierwszego planu. Także jednak wtedy, gdy rozwija się teorie o iluzyjnym jakoby charakterze czasu, czas upływa (rozdział 7).

Wracamy z kosmosu do własnego czasu ciała i jego rytmów: do spotkania z czasem doświadczanym na własnym ciele. Do własnego czasu należy też wewnętrzny czas świadomości. W świadomym zaś przeżywaniu upływu czasu następuje tajemnicza zupełna przemiana tego, co rzeczywiste, w nierzeczywiste. Gdzie są rzeczy przeszłe, gdy nie ma po nich już żadnych materialnych śladów? Czy świadomość to jedyna ich przechowalnia? A gdy wkradnie się zapomnienie i rzeczy przeszłe znikną też ze świadomości, będzie tak, jakby nigdy nie istniały? Dotyczy to nie tylko ogółu, lecz także każdej jednostki. Każdy jest ostatnim świadkiem czegoś, co wraz z nim nieodwołalnie przepadnie. Nowoczesne środki rejestracji nic tu nie dają, gdyż przechowują zewnętrzne ślady, a nie stany wewnętrzne. Świadomość czasu odkrywa furię zanikania. Wytrzymujemy to tylko dlatego, że na scenę naszej świadomości prą nowe rzeczywistości, nawet jeśli każde wrażenie, choć jednoczesne, wkracza w świadomość nieco opóźnione (rozdział 8).

Pozostajemy nieodwołalnie pod władzą czasu. Zwłaszcza że umiemy się przynajmniej nim bawić. Potrafimy, opowiadając, swobodnie się po nim poruszać – w przód i w tył. Na tym może polega w ogóle sekret atrakcyjności literatury. Opanowujemy w zabawie czas, którego władzy skądinąd podlegamy. Igrając z czasem, uzyskujemy chwilową suwerenność – zarówno w literaturze, jak i w świecie obrazów czy w muzyce. Gra z czasem zmieniła się raz jeszcze w dobie technicznej odtwarzalności tekstów, obrazów i dźwięków. To jedno wszakże pozostaje: życie nie ma przycisku „replay” (rozdział 9).

Zabawa czasem ma do czynienia z czasem wypełnionym, a wypełniony czas może służyć za przedsmak czegoś, co nazwano wiecznością. Wieczność nie jest czasem bez końca, lecz czymś różnym od czasu. Wieczność to symbol ludzkiej tęsknoty do nieśmiertelności lub – jak w wierze chrześcijańskiej – do zmartwychwstania ciała i duszy. Wszystkie te skrajnie zróżnicowane wyobrażenia krążą wokół nierozwiązalnej chyba sprzeczności, która polega na tym, że można postrzegać siebie z zewnątrz i dlatego wie się o śmierci, od wewnątrz natomiast nie można siebie odmyśleć. Nie sposób po prostu wyobrazić sobie własnego nie-bycia – co ma pewne konsekwencje (rozdział 10).

Rozdział 1

Czas nudy

O przywileju możności nudzenia się. Zdarzenia przechodzą, czas przychodzi. Nieznośna liniowość czasu. Czekanie. Godot. Kultura jako spędzanie czasu. Cienka zasłona zdarzeń nie pozwala zajrzeć w nicość czasu. Metafizyczne szumy uszne. Romantyczne rozpoznania nudy. Trzy akty dramatu „nuda”. Kiedy nic nie idzie, trzeba samemu ruszyć w drogę. Wolność a poczynanie. Czasowanie czasu

W odróżnieniu od zwierzęcia człowiek jest istotą zdolną do nudzenia się. Chociaż troszczy się o rzeczy niezbędne do życia, pozostaje mu jeszcze pewien nadmiar uwagi, która gdy nie znajdzie odpowiednich zdarzeń ani czynności, kieruje się na sam upływ czasu. Zwykle gęsto utkany dywan zdarzeń, osłaniający ten upływ przed postrzeżeniem, staje się wtedy prawie niewidoczny i odsłania widok na rzekomo pusty czas. To paraliżujące spotkanie z czystym upływem czasu nazywamy nudą.

Nuda pozwala nam ujrzeć pewien doniosły aspekt czasu, ale w paradoksalny sposób, ponieważ w nastroju nudy czas właśnie nie chce upływać, korkuje się, nieznośnie wlecze. Czasu, mówi Arthur Schopenhauer, doświadczamy w nastroju nudy, nie w trakcie zabawy. Chcąc przeto pojąć, czym jest czas, najlepiej zwrócić się najpierw nie do fizyki, lecz do doświadczenia nudy.

Nuda, jak opisuje ten stan William James, występuje wtedy, „gdy z racji względnie nikłej zawartości jakiegoś odcinka czasowego zwracamy uwagę na sam upływ czasu”3.

Nie ma czasu rzeczywiście pozbawionego zdarzeń; zawsze coś się dzieje. Bez zdarzeń w ogóle nie ma czasu, ponieważ czas jest trwaniem zdarzeń i dlatego, ściśle biorąc, nie może być pusty. Odczucie pustki pochodzi stąd, że do wydarzeń nie dołącza żadne żywe zainteresowanie. Powód może tkwić po stronie podmiotu lub przedmiotu, zwykle zaś tkwi po obu stronach. Jeśli chodzi o podmiot, bywa że przeżywa on w sposób przytępiony, osłabiony. Za mało postrzega i dlatego szybko się nudzi. Nie może jednak być zbyt przytępiony, bo wtedy nie zauważałby, że czegoś mu brakuje. Podsypia. Nuda wymaga więc pewnego minimum otwartości, zaciekawienia i gotowości do przeżyć.

Jeśli chodzi o stronę przedmiotową nudy, to bywa, że spotykana rzeczywistość faktycznie oferuje zbyt mało i zbyt słabo pobudza, na przykład w przypadku monotonii mechanicznych procesów. Coś zrazu uroczego zwykle traci powab wskutek rutyny, nawyku. Atrakcja w końcu się znudzi. „Regularny powrót rzeczy zewnętrznych” – pisze Goethe – to właściwie niebiańskie „dary” życia zapewniające poczucie bezpieczeństwa i „radości życia”. Może się jednak zdarzyć, że taka błogość nawyku przerodzi się w nudę, a ta rozrośnie się w znużenie i rozpacz. „Opowiadają o pewnym Angliku – kontynuuje Goethe – że powiesił się, żeby nie być zmuszonym ubierać się i rozbierać codziennie”4.

Gdy słabną lub znikają zewnętrzne pobudzenia, pełen fantazji, przytomny człowiek będzie sobie przez chwilę pomagał procesami wewnętrznymi – jak wspomnienia, myśli, fantazje – ale niezbyt długo, a potem i jemu czas zacznie się dłużyć, aż się na koniec znudzi.

Schopenhauer wiązał skłonność do nudzenia się z okresem życia. W młodości, wyjaśniał, ma się świadomość bardziej chłonną, stale pobudzaną przez nowość przedmiotów. Świat wydaje się gęsty, pełen wrażeń. Dlatego dzień jest długi nie do przeniknięcia, nie będąc nudnym, a ciąg dni i tygodni staje się na poły wiecznością. Dorosłego spotyka to tylko w szczególnych przypadkach, przy pełnej zaangażowania pracy albo w podróży. Ponadto z wiekiem czas coraz bardziej ulatuje. „[J]eżeli każdy dzień jest taki sam jak wszystkie – czytamy w Czarodziejskiej górze Thomasa Manna – to wszystkie one są jak jeden dzień, i przy zupełnej jednostajności najdłuższe życie wydałoby się całkiem krótkie i uleciałoby niepostrzeżenie”5. Takie przepływające obok życie wydaje się jednak krótkie tylko w retrospekcji, w danej chwili zaś może daną osobę nudzić właśnie z racji swojej ulotności. Zostawia człowieka pustym.

W miarę rozwiewania się zdarzeń uwidacznia się czas. Powstaje wrażenie, jakby wychodził z ukrycia, gdyż przed naszym zwykłym postrzeganiem skrywa się za zdarzeniami i nie jest nigdy przeżywany tak bezpośrednio i natarczywie. Zatem prześwit w zasłonie, a za nim zieje czas. Rzut oka na zegar wzmacnia jeszcze nudę, ponieważ trwanie z interpunkcją regularnego tykania czy ruchu wskazówek odbiera się jako jeszcze uboższe w zdarzenia i trudno je znieść, wskutek czego na przykład stałe kapanie kropel w pustej celi stosuje się jako torturę. Już bezsenność pozwala zaznajomić się z torturą pustego czasu. E.M. Cioran, notorycznie cierpiący na bezsenność współczesny filozof, pisze o tym doświadczeniu: „Trzecia nad ranem, mija jedna sekunda, mija druga; podliczam każdą minutę. Jaka tego przyczyna? – Fakt, żem się narodził. Podważanie sensu własnych narodzin ma źródło w bezsenności szczególnego rodzaju”6.

Do doświadczenia nudy nie wystarcza jednak, że blakną wewnętrzne lub zewnętrzne zdarzenia. Na zasadzie kontrastu musi występować wewnętrzny niepokój, jakieś niejasne pragnienie, które czujemy, choć ono nas nie wypełnia. Nudę cechuje to, że nie sposób się w niczym pogrążyć, całkowicie oddać chwili, lecz stale wychodzimy poza aktualny moment, doświadczamy pewnego czasowego odcinka, choć nie tyle jako czegoś wyzwalającego i uskrzydlającego, ile jako rzeczy budzącej przerażenie. Przeraża perspektywa konieczności zrobienia wszystkiego samodzielnie, samodzielnego nadania treści własnemu życiu. Znudzony w ten sposób będzie pytał z irytacją: czy dziś znów mam robić to, czego sam chcę!? Niecierpliwie czeka się na coś, nie wiedząc na co. Pusty obrót jako tętno wewnętrznego czasu. Chwila płynie za chwilą, wir czasu wciąga, a zarazem przeraża.

Patologia czasu zna zjawisko temporalnej nerwicy natręctw7. Pewna pacjentka tak streściła to podczas wizyty u psychiatry Viktora Emila von Gebsattela: „Muszę nieustannie myśleć, że czas upływa”. Ledwie potrafi jeszcze dostrzec zdarzenia, ciągle zaś narzuca się jej sam tylko obraz obejmującego je odcinka czasu i ta jednakowość odcinków czasu wpływa na przeżywanie świata. Pacjentka relacjonuje dalej: „Kiedy usłyszę pisk ptaka, muszę pomyśleć: «trwał sekundę». Kapanie kropel wody jest nie do zniesienia i doprowadza mnie do szału, ponieważ ciągle muszę myśleć: teraz znów upłynęła sekunda, teraz znów sekunda”.

W tej monotonii są powracające punkty czasowe, które rozpinają linearny ciąg czasu. Michael Theunissen zaproponował, by ten rodzaj przeżywania czasu przez nudę rozumieć jako „uzależnienie od liniowego porządku czasowego wskutek rozpadu porządku wymiarowego”8. Oznacza to: trójwymiarowy porządek czasowy złożony z przeszłości, współczesności i przyszłości, który można rozmaicie przebudowywać w refleksji, zawęża się do tik-tak liniowego upływu czasu. Jest to przymusowe zawężenie postrzegania likwidujące możliwe bogactwo doświadczenia czasu. Wspomnienia i oczekiwania wnikające w przeżycie teraźniejszości nadają czasowi objętość, rozległość, głębię i długość. Kiedy zaś górę bierze jego liniowy ciąg, czas kurczy się do następstwa punktów czasowych i nastaje monotonny powrót tego samego: teraz i teraz, i teraz. Jest to zła nieskończoność nudy, przy której oczekuje się, że w końcu zdarzy się coś innego niż tylko to teraz i teraz, i teraz. Puste oczekiwanie.

Podczas czekania wszakże nie zawsze musi być nudno, ponieważ odnosimy się do pewnego zdarzenia, z czego płynie niejakie napięcie. Nawet gdy czas się dłuży, nie przebija się na pierwszy plan, ponieważ świadomość wypełniają oczekiwane zdarzenia.

Na przykład randka. Ktoś siedzi w kawiarni i czeka na nią lub na niego, wyobraża sobie tysiąc rzeczy; w grze są żądza, ekscytacja, ciekawość. Jest pod ich władzą. Oczekiwana osoba spóźnia się. Czekający nabiera wątpliwości, czy znajduje się we właściwym miejscu. Odczuwa lekką urazę, ponieważ czuje się uzależniony. W trakcie takiego czekania to i owo daje o sobie znać, irytacja, uraza, zawód, furia – ale nudy tam raczej nie ma.

Tak dzieje się w przypadku pożądanych zdarzeń. Także jednak niepożądane, których się spodziewamy, tworzą całą grupę przeczuć niepozwalających z reguły pojawić się nudzie. Inaczej w urzędach. Tam jednostka może mieć poczucie, że się jej kradnie czas i przeszkadza w sensownym spożytkowaniu go.

Nie każde więc czekanie wiąże się z nudą, lecz, na odwrót, wszelka nuda zawiera też czekanie, nieokreślone czekanie, czekanie na nic. Czekanie zawarte w nudzie jest intencją pustą, jak to nazywają fenomenologowie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

H. von Hofmannsthal, Der Rosenkavalier (1911), akt I. [wróć]

Św. Augustyn, Wyznania (397–401), przeł. Z. Kubiak, Kraków 1997, s. 266. [wróć]

W. James, The Perception of Time (1886), cyt. za: W.Ch. Zimmerli et al., Klassiker der modernen Zeitphilosophie, Darmstadt 1993, s. 50. [wróć]

J.W. Goethe, Z mojego życia. Zmyślenie i prawda, przeł. A. Guttry, Warszawa 1957, t. 2, s. 154. [wróć]

T. Mann, Czarodziejska góra (1924), przeł. J. Kramsztyk, Warszawa 1961, t. 1, s. 141. [wróć]

E. Cioran, O niedogodności narodzin (1973), przeł. I. Kania, Warszawa 2008, s. 5. [wróć]

M. Theunissen, Negative Theologie der Zeit, Frankfurt am Main 1991, s. 218. [wróć]

V.E. von Gebsattel, cyt. za: M. Theunissen, Negative Theologie.., dz. cyt., s. 227. [wróć]

Strona redakcyjna

TYTUŁ ORYGINAŁU: Zeit. Was sie mit uns macht und was wir aus ihr machen

© Carl Hanser Verlag, München 2015

PROJEKT GRAFICZNY OKŁADKI: Lijklema Design. Karolina i Hans Lijklema

REDAKCJA: Anna Suligowska-Pawełek

Wydanie I elektroniczne

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela jest zabronione.

Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik” ul. Wiejska 12a, 00-490 Warszawawww.czytelnik.pl

© Copyright for the Polish translation by Bogdan Baran, 2017

© Copyright for the Polish edition by Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 2017

ISBN 978-83-07-03423-2