Wydawca: Zielona Sowa Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2011

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 53 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Czaruś, mały uciekinier - Holly Webb

Zosia często widuje starszego pana wyprowadzającego na spacer labradora Czarusia. Dziewczynka od dawna marzy właśnie o takim szczeniaku! Energiczny, żywiołowy Czaruś uwielbia długie spacery, często wychodzi do ogrodu i ucieka, chociaż wie, że nie powinien. Pewnego dnia Zosia widzi Czarusia na ulicy bez właściciela. Myśli, że szczenię znowu uciekło, ale tym razem to coś zupełnie innego... W domu u pana Nowaka, stało się coś złego, ale jak szczeniak ma o tym powiadomić Zosię?

Wszystkich fanów książek Holly Webb i miłośników czworonogów zapraszamy na stronę:

www.zaopiekujsiemna.com.pl

Świetna zabawa dla wirtualnych opiekunów, forum i wiele konkursów!

Opinie o ebooku Czaruś, mały uciekinier - Holly Webb

Fragment ebooka Czaruś, mały uciekinier - Holly Webb

Tytuł oryginału:Buttons the Runaway Puppy

Przekład: Jacek Drewnowski

Redaktor prowadzący: Sylwia Burdek

Korekta: Marzena Kwietniewska-Talarczyk

Typografia: Stefan Łaskawiec

Skład i łamanie: GF Project s.c.

Copyright © for the Polish edition by

Wydawnictwo Zielona Sowa 2011

Wszystkie prawa zastrzeżone

Text copyright © Holly Webb, 2009

Illustrations copyright © Sophy Williams, 2009

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o.

ul. Cegielniana 4A, 30-404 Kraków

tel./fax 12-266-62-94, tel. 12-266-62-92

www.zielonasowa.pl

wydawnictwo@zielonasowa.pl

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

Dedykacja

Dla Phoebe

Czytaj inne książki Holly Webb:

Zagubiona w śniegu

W poszukiwaniu domu

Wróć, Alfiku!

Gdzie jest Rudek?

Kto pokocha Psotkę?

Mgiełka, porzucona kotka

Figa tęskni za domem

Mały Rubi w tarapatach

Kora jest samotna

Rozdział pierwszy

– Zaczekajcie na mnie! – zawołała Zosia za swoimi braćmi bliźniakami. Pedałowała najszybciej, jak umiała, ale byli od niej znacznie więksi, a na urodziny w zeszłym miesiącu dostali nowe, duże rowery górskie. Nie miała szans ich dogonić, o ile trochę nie zwolnią.

– Tomek! Michał! Zaczekajcie na mnie! Proszę!

Tomek i Michał zatoczyli koło, popędzili z powrotem w jej stronę, po czym zahamowali, wzbijając chmurę pyłu.

– Szybciej, Zosiu! Na pewno umiesz pedałować chociaż trochę szybciej – zwrócił się do niej ze śmiechem Michał.

– Oj, to nie w porządku, ona ma krótkie nóżki – Tomek uśmiechnął się do niej, a ona wykrzywiła się z niezadowoleniem.

– Możemy chwilę odpocząć? – poprosiła. – Chcę popatrzeć na psy, a to najlepsze miejsce na ścieżce rowerowej. Zobaczę, czy jakieś znajome pieski wyszły dziś na spacer.

– Nie mam nic przeciwko temu – zgodził się Tomek.

Michał przewrócił oczami.

– Ale tylko chwilę! Uwielbiasz psy i potrafisz je obserwować godzinami, Zosiu! – powiedział do niej z uśmiechem.

Przetoczyli rowery poza alejkę, po czym usiedli na ławce. Cała trójka patrzyła na łąkę, pełną psów pod opieką właścicieli. Było to bez wątpienia najlepsze miejsce na obserwację. Z niewielkiego pagórka rozciągał się widok na całą łąkę.

– Zobacz, Zosiu, jest ten rudy se-ter, którego tak lubisz – Michał wskazał psa, o ciemnej, rudawej sierści, połyskującej w promieniach słońca, który bawił się na jednej z alejek.

Dziewczynka zachichotała, patrząc, jak biega w kółko i aportuje patyki. Jego pan próbował nakłonić go do aportowania piłki, ale wielki pies w ogóle na to nie zważał.

Tomek westchnął rozmarzony.

– Gdybym miał psa, wytresowałbym go o wiele lepiej. Biedaczek nie wie, co ma robić.

– Myślę, że nie tak łatwo wytresować psa – stwierdziła Zosia.

– Pewnie, że nie – przyznał Tomek. – Dlatego jest tak wiele źle wychowanych psów. Ludzie nie zawracają sobie głowy właściwą tresurą i pozwalają im robić, co chcą, bo to łatwiejsze niż praca nad właściwym zachowaniem.

– Dobrze, wybieraj! Gdybyś mogła mieć każdego psa, jakiego zechcesz, jakiego byś wybrała? – zapytał Michał. – Mama i tata mówią, że pewnego dnia pozwolą nam mieć psa. Tata nie powiedział od razu „nie”, kiedy ostatnim razem o to spytałem.

Tomek gwizdnął przez zęby.

– Na pewno nie małego i hałaśliwego. Chciałbym psa, którego można zabierać na długie spacery. Może dalmatyńczyka.

– Mmm…, dla mnie mógłby być dalmatyńczyk. Albo golden retriever – myślał głośno Michał. – Czy nie cudownie byłoby wziąć teraz psa, tuż przed wakacjami? Mielibyśmy dużo wolnego czasu na bardzo długie spacery.

Tomek skinął głową.

– Nie licz na zbyt wiele. Jakiego psa ty byś chciała, Zosiu?

Dziewczynka patrzyła z powrotem na alejkę, którą przyjechali.

– Labradora. Ale czekoladowego, takiego jak Czaruś. Zdaje się, że to właśnie on. Ojej…

– Co znowu zrobił? – spytał Tomek.

Zosia zakryła dłonią usta, by stłumić chichot, gdy brązowe szczenię labradora zatańczyło wokół swojego właściciela, oplątując go smyczą.

– Ojć – mruknął Tomek, a Michał zeskoczył z ławki, by zobaczyć, co się dzieje.

– Auuu, to na pewno bolało. Myślicie, że powinniśmy podejść i pomóc?

Czaruś stał na ścieżce i zdezorientowany patrzył w dół na swojego pana. Zdawało się, że mówi: „Co ty robisz na ziemi?”. Mężczyzna z ponurą miną odplątał smycz ze swoich kostek i zaczął wydobywać się z krzaka jeżyn.

Zosia zerknęła na braci.

– Pewnie powinniśmy, ale właściciel Czarka to taki zrzęda i ponurak, że może na nas nakrzyczeć.

– Nazywa się pan Nowak – powiedział jej Tomek. – Słyszałem, jak rozmawiał z sąsiadem, kiedy przedwczoraj przechodziliśmy obok jego domu.

Michał skinął głową.

– Myślę, że Zosia ma rację, on pewnie liczy, że nikt go nie widział. Lepiej patrzmy w inną stronę, kiedy będzie obok nas przechodził.

Trójka dzieci spoglądała niewinnie w kierunku strumyka za łąką, udając, że nie widziały, jak Czaruś przewraca pana Nowaka.

– Dzień dobry! – odezwał się uprzejmie Michał, gdy starszy mężczyzna przeszedł obok, próbując prowadzić Czarusia przy nodze. Pan Nowak mieszkał przy następnej ulicy za Ziębami, a ich ogródki sąsiadowały z sobą, więc często go widywali. Mama zawsze mówi mu „dzień dobry”, kiedy się mijają.

– Mhm – mruknął pan Nowak i poszedł dalej.

– Widzicie? Co za zrzęda! – szepnęła Zosia, gdy się oddalił.

– Tak, ale ja też bym zrzędził, gdybym właśnie wpadł w krzak jeżyn – zauważył Tomek.

W każdym razie Czaruś docenił ich pozdrowienie. Odwrócił się i zaszczekał przyjaźnie, gdy pan Nowak gnał go naprzód. Lubił te dzieci. Zawsze uśmiechały się na jego widok, a raz dziewczynka grzecznie spytała, czy może go pogłaskać. Pan Nowak pozwolił, a ona powiedziała, że Czaruś jest śliczny, i jeszcze podrapała go za uchem.

– Chodź, Czarusiu – mruknął pan Nowak, a szczeniak westchnął. Znowu był na niego zły. Pies nie chciał go przewrócić. Na łące było mnóstwo ciekawych zapachów i nie mógł nic poradzić na to, że pachniało po obu stronach alejki. Musiał sprawdzić wszystkie zapachy, a smycz sama zaplątała się o nogi pana. To tylko dowodziło, że smycz to zły pomysł. Zdecydowanie wolał biegać bez niej. Zwłaszcza gdy w pobliżu były wiewiórki.

Doszli teraz na skraj parku i musiała tam być wiewiórka. Czaruś podniósł wzrok i zaszczekał z nadzieją.

– Nie, nie spuszczę cię ze smyczy, nieposłuszny psiaku – powiedział zdecydowanym głosem pan Nowak, ale jednocześnie poklepał go czule po głowie i Czaruś wiedział, że już się na niego nie gniewa. – Nie, bo pomkniesz daleko, zanim cię dogonię. Przykro mi, psinko, musimy wracać do domu. Moje nogi już nie są takie, jak kiedyś, zwłaszcza po tym, jak wciągnięto mnie w jeżyny. Chodź, idziemy do domu.

Czaruś zaskamlał ze smutkiem. Rozumiał niektóre słowa, między innymi „dom”. Do domu, tak szybko? Miał poczucie, że ten spacer w ogóle nie był długi. Pragnął wielu spacerów, najlepiej całodniowych, a do tego tylko paru przerw na krótkie drzemki i obfite posiłki. Tak by było najlepiej.

– Zobacz, mamo, Czaruś jest w swoim ogródku – Zosia szturchnęła mamę w ramię, gdy przechodziły obok domu pana Nowaka. Wakacje już się zaczęły, była piękna pogoda, więc szły się ochłodzić na basen. – Ciągle drapie w ogrodzenie, jakby chciał wyjść.

Robił tak wczoraj, kiedy szłam się pożegnać z Renatą. Słyszałam też, jak szczekał, kiedy byłam w ogródku.

Mama zatrzymała się i z namysłem popatrzyła na Czarka.

– Widziałaś ostatnio pana Nowaka? – spytała córki. – Bo ja nie, a zwykle spotykam go w sklepie na porannych zakupach.

Zosia pokręciła głową.

– Nie… od