Wydawca: Armoryka Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2008

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 199 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Czarnoksięstwo i mediumizm - Ignacy Matuszewski

Znakomita, ciągle aktualna książka opisująca zagadnienia czarnoksięstwa i mediumizmu na przestrzeni stuleci, zawierająca liczne niezwykle interesujące opisy niezwykłych zjawisk i osób.

Opinie o ebooku Czarnoksięstwo i mediumizm - Ignacy Matuszewski

Fragment ebooka Czarnoksięstwo i mediumizm - Ignacy Matuszewski

Ignacy Matuszewski CZARNOKSIĘSTWO I MEDIUMIZM

Ignacy Matuszewski

Armoryka SANDOMIERZ 2009

Redaktor: Władysław Kot Projekt okładki: Juliusz Susak

Tekst książki według edycji: Ignacy Matuszewski,CZARNOKSIĘSTWOIMEDYUMIZM. Studium historyczno-porównawcze,Nakładem Gebethnera i Wolffa, Warszawa 1896 Pisownię uwspółcześniono w znacznym zakresie.

Ilustracja na okładce: John William Waterhouse (1849-1917) -Magic Circle(1886),

(licencjapublic domain),źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:John_William_Waterhouse_-_Magic_Circle.JPG

Copyright © 2009 by Wydawnictwo i Księgarnia Internetowa ARMORYKA

Wydawnictwo ARMORYKA ul. Krucza 16 27-600 Sandomierz tel (0-15) 833 21 41

e-mail:wydawnictwo.armoryka@interia.pl

http: / / www.armoryka.strefa.pl /

ISBN 978-83-60276-15-0

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

WSTĘP

W dzisiejszych czasachoficjalniew czarnoksięstwo ni mediumizm prawie nikt nie wierzy. Oficjalnie prawie każdy stara się uchodzić za tego „postępowego”, „oświeconego” ślepo ufając rozmaitej maści „autorytetom naukowym”, które nie mając pojęcia o owych zagadnieniach wygłaszają sądy, iż wszystko już zostało poznane, zbadane i wyjaśnione, że nie ma w otaczającej nas rzeczywistości żadnych zagadek i tajemnic. I przeciętny zjadacz chleba tak rzeczywiście myśli. A jeśli go przyprzeć do muru podając jeden, drugi, dziesiąty fakt, którego zrozumieć nie sposób, odpowie: „- No dobrze, ja może tego wyjaśnić nie potrafię, ale profesor X czy Y oczywiście wszystko wie na ten temat.” Tymczasem profesor X czy Y jest równie ciemny w tychże kwestiach jak ów przeciętny zjadacz chleba, chociaż oczywiście często nawet sam przed sobą będzie udawał, że wszystko wie i wszystko można „naukowo” wyjaśnić, w taki sam sposób odbijając piłeczkę: „- No dobrze, ja może nie potrafię tego wytłumaczyć, ponieważ nie należy to do moich zainteresowań badawczych, ale profesorowie Z czy V, bez trudu mogą owe rzeczy wyjaśnić”. I tak to idzie. Od XVIII wieku. Od „wieku Oświecenia”, gdy dogmaty religijne zastąpiono dogmatami „naukowymi”.

Tymczasem ani wszystkiego nie wiemy, ani wszystkiego pewnie się nigdy nie dowiemy. A świat materii, w którym funkcjonujemy nie jest jedynym realnym światem… Zaś człowiek nie jest jedyną inteligentną istotą we wszechświecie, bo są też w nim i inne realne byty tak widzialne, jak i niewidzialne. Zaś świat trójwymiarowy nie musi być jedyną realną rzeczywistością…

Dotyczy to zarówno Boga, jak i stworzonych przez Niego istot duchowych – zarówno dobrych i przychylnych człowiekowi, jak i złych, nienawidzących naszego rodzaju – zawsze i wszędzie starających się nam zaszkodzić.

Martin Kobialka w swojej niezwykle interesującej pracy „Przybysze z innych światów” tak pisze na ten temat:

„Jak nie potrafimy zdefiniować ani wyjaśnić słowa „duch”, tak nie można zrozumieć do końca ani zobaczyć transcendentnego, wszędzie obecnego Boga. „Niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być (…) oglądane w działach i poznane umysłem” (Rzym. 1, 20). „To co o Bogu wiedzieć można, jest (…) jawne, gdyż Bóg (…) to objawił”. (Rzym. 1, 19).

On nazwany jest nieśmiertelnym i niewidzialnym, „którego nikt z ludzi nie widział i widzieć nie może” (I Tym. 1, 17; 6, 16). On jest Bogiem niewidzialnym, który stworzył wszystko, co „widzialne i niewidzialne” (Kol. 1, 15.16). W tekstach tych przedstawione są dwie strony stworzenia: rzeczy widzialne i to, co niewidzialne (patrz II Kor. 4, 18). Jedno i drugie jest realne. Nie jest to świat pozorny. Nie ma tu żadnej sprzeczności, rzeczywistości i fantazji, tylko dwie rzeczywistości istniejące obok siebie.

Wyobraźmy sobie czwarty wymiar na przykładzie. Najpierw piszemy na kartce papieru: „1 cm” i robimy kreskę długości 1 centymetra. Potem -1 cm2" i rysujemy odpowiedni kwadrat. Następnie – 1 cm3", czego obrazem jest figura trójwymiarowa, ale my możemy ja nanieść na płaszczyźnie tylko jako figurę trójwymiarową. Teraz piszemy „1 cm4”. Jest to figura czterowymiarowa, której nie potrafimy narysować ani jej sobie wyobrazić, gdyż wraz z ta formułą matematyczną opuszczamy nasz świat, w którym znamy takie wymiary, jak długość, szerokość i wysokość.

Gdy będziemy próbowali ową czterowymiarową figurę jakoś przedstawić, powiedzie nam się tak samo jak w przypadku naniesienia figury trójwymiarowej na papier, który ma tylko długość i szerokość, ale brak mu wysokości, a więc nie ma na nim miejsca na sześcian. Teraz wyobraźmy sobie dwuwymiarowy świat, całkiem taki jak nasz, tylko uboższy o jeden wymiar, świat, w którym znana jest tylko długość i szerokość. Jest to świat płaski. Gdyby w takim świecie żyły istoty dwuwymiarowe, nie miałyby pojęcia o wysokości. Istoty te nie byłyby w stanie nas zauważyć, bo patrzylibyśmy na nie z góry. My natomiast moglibyśmy tych „płaskoludów” widzieć wszystkich naraz, na całej długości i szerokości. I coś jeszcze więcej: potrafilibyśmy widzieć ich całe wnętrze, ponieważ nic by ich od „góry” nie zasłaniało, byliby „otwarci”. Gdybyśmy jakiś przedmiot z ich świata podnieśli nieco do góry, zniknąłby zaraz z ich pola widzenia. Gdyby naszą trójwymiarową figurę umieszczono w dwuwymiarowym świecie, poznano by ją tylko w zarysie, jako twór dwuwymiarowy. Dla „płaskoludów” przybysz ze sfery trójwymiarowej byłby w ich pojęciu taki sam jak oni. Dla zobrazowania tego przedziurawmy ołówkiem kartkę papieru. „Płaskolud” na papierze zauważy tylko kółko, żadnych strzępów papieru wystających ponad płaszczyznę nie dostrzeże.

Teraz wyobraźmy sobie, że my, ludzie w świecie trójwymiarowym, jesteśmy z istniejącego na zewnątrz czwartego wymiaru tak samo obserwowani, jak my obserwowaliśmy „płaskoludów”. Istoty „czterowymiarowe” mogłyby widzieć nas także „z góry”, bylibyśmy dla nich „otwarci”. Gdybyśmy np. połknęli gwóźdź, który stanąłby w poprzek naszego żołądka, widziano by go „z góry”, z czwartego wymiaru bez przeszkód. Gdyby przeniesiono go jednym ruchem do czwartego wymiaru, byłby dla nas natychmiast niewidzialny. Tak zwani „uzdrowiciele”, pochodzący z czwartego wymiaru, mogliby w tej sytuacji dokonywać z łatwością „cudownych” uzdrowień. Osobnik z czwartego wymiaru wtargnąłby do nas, a my widzielibyśmy go tylko naszym trójwymiarowym wzrokiem. Mimo to byłby dla nas rzeczywisty, tak jak my jesteśmy sami dla siebie, i to pod każdym względem. (…)

Nasz trójwymiarowy świat, w którym żyjemy, jest tylko częścią czy funkcją czterowymiarowej przestrzeni. Kontynuując ten tok myśli, musielibyśmy powiedzieć, że przestrzeń czterowymiarowa jest znowu tylko funkcją przestrzeni pięciowymiarowej itd., aż do nieskończoności, w której nie jesteśmy w stanie pojąć. W obrazie tym wszystkie wymiary są tylko częścią nieskończoności."1

Wcześniej napisałem, że w dzisiejszych czasach prawie nikt oficjalnie nie wierzy w czarnoksięstwo i mediumizm, tymczasem liczba osób interesujących się tym zagadnieniem, a nawet w sposób mniej czy bardziej jawny i czytelny parających się czarami stale rośnie.

Szukających bezpośrednich kontaktów z „innym wymiarem” i istotami go zamieszkującymi jest już w skali globu setki tysięcy. Tyle, że w dzisiejszych czasach nikt ani takich zainteresowań, ani takich działań nie potępia. Choć są one niebezpieczne, bowiem przywoływane istoty są z natury złe, choćby nawet sprawiały pozór dobra.

Tymczasem tak jak przez wieki było ścigane przez prawo oddawanie czci Szatanowi, tak samo zakazywano uprawiania czarów, upatrując w tych praktykach również diabelskiego pazura. Zresztą, jeśli ktoś był satanistą, to równocześnie (posiadając wyższy stopień wtajemniczenia) parał się czarną magią.

We współczesnym – tak przecież „racjonalnym i racjonalistycznym” świecie – obserwujemy gwałtowny powrót do czarownictwa i do praktyk czarnomagicznych. Obecni czarownicy rekrutują się tak jak i przed wiekami z najrozmaitszych grup społecznych. Spotkać ich można wśród rolników, rzemieślników, gospodyń domowych, urzędników, ale także i pomiędzy ludźmi legitymującymi się posiadaniem tytułów naukowych.

Rolą czarowników jest – poprzez przekonanie ludzi obserwujących ich działania – udowodnienie sceptykom, że człowiek dzięki zdobyciu odpowiedniej wiedzy i przy zastosowaniu konkretnych praktyk, może posiąść władzę nad otaczającym go – tak ożywionym, jak i nieożywionym – światem.

Oczywiście musi to prowadzić (w sposób pośredni oczywiście, na podstawie wyciągania logicznych wniosków, do stwierdzenia: skoro mogę prawie wszystko, to w czym właściwie jestem gorszy od Boga?) do odrzucenia zwierzchności Stworzyciela i przez to ubóstwienie samego siebie.

Bardzo gruntownie badaniami współczesnego czarownictwa na terenie Francji w latach 80-tych XX wieku zajmował się znany etnolog Dominique Camus. Początkowo do zagadnień czarno – i białomagicznych obrzędów i rytuałów czarnoksięskich podchodził sceptycznie, traktując je jako przejaw folkloru i nic więcej. Gdy jednak głębiej wniknął w zagadnienie, gdy poznał środowisko czarnoksiężników, musiał zerwać ze swym „naukowym” sceptycyzmem i przyznać, iż niewyjaśnione siły magiczne jednak istnieją i można przy ich użyciu dokonywać rzeczy niezwykłych i niewytłumaczalnych.

Camus relacjonuje, że niektórzy z czarowników zaakceptowali go niejako i obdarzywszy zaufaniem poczęli nawet wtajemniczać w swoją wiedzę i umiejętności, lecz byli także i tacy, dla których jego osoba stanowiła (w ich mniemaniu oczywiście) zagrożenie i chcieli się pozbyć etnologa.

On zaś dopiero wówczas, kiedy przy pomocy niezwykłych sił usiłowano go zgładzić (na podstawie szczegółowej analizy zaistniałych zdarzeń musiał wykluczyć przypadkowość tego, co go spotkało), ostatecznie przekonał się, że z czarami, rzucaniem uroków itp. nie ma żartów.

Wtedy to sformułował pogląd, iż we Wszechświecie istnieje jakaś nieokreślona acz potężna siła, którą można (i wielu się to udaje) odpowiednio pokierować i wykorzystać dla własnych – złych, dobrych lub obojętnych moralnie – potrzeb. Mimo wielokrotnego stykania się z przejawami działania i wykorzystywania owej siły przez znajomych czarowników (przy stosowaniu odpowiednich rytuałów), nie udało mu się jej określić ani zdefiniować. Jest ona możliwa do zaobserwowania jedynie na podstawie wywołanych przez nią skutków.

Dominique Camus doszedł w trakcie swoich badań do jeszcze jednego, najbardziej chyba zdumiewającego wniosku. Ale o tym za chwilę. Najpierw chciałbym bowiem zwrócić uwagę Czytelników na próby wyjaśnienia przez świat ortodoksyjnej nauki niezwykłych zdarzeń w ten sposób, że jeśli kogoś spotykają nieszczęścia, lub odwrotnie – nagle, całkiem niespodziewanie zły los jaki człowieka prześladował się odmienia (np. przez cudowne, dokonane w mgnieniu oka uzdrowienie) tłumaczone jest w taki mniej więcej sposób:

Oto pod wpływem s i l n e j w i a r y w mające nadejść złe lub dobre zdarzenie, kierowani autosugestią (a propos: a co to takiego?!), rzeczywiście go doznajemy. Francuski badacz w tej kwestii jest akurat odmiennego zdania. Po przebadaniu niezliczonych przypadków rzucenia uroku czarno-magicznego przez złego człowieka mającego władzę nad nieznaną siłą, prawie zawsze osoba dotknięta klątwą n i e m a p o j ę c i a, iż ją na nią rzucono.

Dopiero wówczas, gdy nieszczęścia w życiu danego człowieka kumulują się i nie da się ich wyjaśnić w żaden racjonalny sposób, zaczyna on szukać tłumaczeń irracjonalnych. Przychodzi to jednak z ogromnymi oporami, ponieważ istota ludzka posiada psychikę tak skonstruowaną, że do końca będzie szukała wyjaśnień zgodnych z jej obrazem i pojmowaniem rzeczywistości. Aby zaś próbowała szukać pomocy u jakiegoś „odczyniacza” uroków, musi dojść do tego, że widzi iż własne życie wymknęło się jej z rąk i absolutnie nie jest w stanie kierować własnym losem i postępowaniem.

A zatem badania Dominique Camusa zdają się w niepodważalny sposób dowodzić, że to nie wiara w czary i rzucony urok prowadzi do nieszczęść, lecz odwrotnie: kumulacja nieszczęść i niepowodzeń zmusza – prawie do samego końca sceptycznych ludzi – do wiary w czarną magię.

Tak czy inaczej: eksperymentalnie – chociaż prawie wszyscy naukowcy w dalszym ciągu zaprzeczają realności magii – udowodniono możliwość destrukcyjnego wpływu na człowieka na odległość i to bez żadnego osobistego kontaktu. Stosowanie przez liczne osoby rytuałów magicznych, mimo iż przeważnie działają one w ukryciu, było i jest dość powszechne.

Tymczasem zajmowanie się tymi rzeczami nieodmiennie prowadzi człowieka do nieszczęścia, bowiem kontakt ze złymi inteligentnymi istotami z „innych wymiarów” bardzo często prowadzi do chorób zarówno w sferze fizycznej, jak i duchowej człowieka niejednokrotnie kończąc się samobójstwem.

Książka Ignacego Matuszewskiego – choć pochodząca z końca XIX wieku – prezentuje pewnie inne spojrzenie i inaczej wyjaśnia zagadnienie czarnoksięstwa i mediumizmu niż ja to czynię, niemniej godna jest przypomnienia, bowiem mimo wszystko niezbicie dowodzi, że świat pozamate-rialny manifestujący się w naszym materialnym świecie jest r e a l n ą rzeczywistością oraz przytacza wiele tego przykładów. Poza tym na jej kartach znaleźć można informacje o destrukcyjnym wpływie nieludzkich inteligentnych istot na ciało i duszę człowieka.

Andrzej Sarwa

Vouloir restreindre notre examen aux territoires deja a demi conquis. c'est tromper lafoi des hommes qui ont lutte pour le droit de libre examen, c'est trahir les esperances les plus legitimes de la science.

O. Lodge.

10

1 Martin Kobialka,Przybysze z innych światów,Warszawa 1999, s. 51-53.

ROZDZIAŁ I. POGLĄDY NA NATURĘ CZARNOKSIĘSTWA W RÓŻNYCH EPOKACH.

Wzrastające z każdym rokiem zajęcie się zarówno świata uczonego, jak i szerszego ogółu, sprawą mediumizmu, zrodziło cały szereg kwestii i problematów, wiążących się mniej, lub więcej ściśle z tą nową gałęzią wiedzy psychofizjologicznej. Prócz badań nad samym przedmiotem, które, dzięki współudziałowi poważnych uczonych oraz instytucji w rodzaju Londyńskiego Towarzystwa Psychologicznego, weszły nareszcie w ostatnich czasach na drogę czysto naukową, prócz tych eksperymentów i obserwacji bezpośrednich, poczęto także przeglądać krytycznie rozliczne dokumenty, świadectwa i akta, potwierdzające pośrednio realność owych zagadkowych objawów i rzucające pewne światło na ich istotę i charakter. Owo pośrednie badanie rozpadło się na dwa kierunki. Jedna, bardzo nieliczna dotąd, część uczonych rozpatruje mediumizm na gruncie etnograficznym, bada jego objawy u różnych ras i plemion i stara się wyśledzić związek, istniejący niewątpliwie pomiędzy fenomenami mediumicznymi z jednej, a kultem, mitologią, demonologią, oraz działalnością czarodziejów, szamanów, derwiszów, fakirów, z drugiej strony. Badania te znajdują się dopiero w zaczątku. Większego dzieła, poświęconego specjalnie temu przedmiotowi, niema, o ile wiemy, w żadnej literaturze, drobniejsze zaś studia i rozprawy są rozproszone po różnych miesięcznikach, oraz pismach i wydawnictwach specjalnych. U nas nad kwestią tą pracuje znany antropolog Ludwik Krzywicki.

Większa bez porównania liczba badaczów poświęciła się zgłębieniu historycznej strony mediumizmu, t. j. jego pokrewieństwa respektującego tożsamości ze starożytnym i średniowiecznym okultyzmem, z magią, teur-gią, nekromancją, czarnoksięstwem, słowem z tym wszystkim, co od czasów Voltaire było uważane za rodzaj subiektywnego zabobonu, pozbawionego wszelkiej przedmiotowej podstawy, a co przedtem kładziono uporczywie na karb interwencji diabelskiej Co prawda, to nawet w epoce największego prześladowania czarownic, podnosiły się głosy i zjawiały teorie, sprowadzające większość objawów okultystycznych do działalności organizmu ludzkiego. Tego zdania był uczony Agrippa von Nettesheym (1486 — 1535), autor słynnej „Philosophia Occulta”, w której starał się dowieść, że cała magia, razem z jej cudami, bierze początek w naszym wnętrzu duchowym:

Nos habitat, non tartara, sed nec sidera coeli.

Spiritus, in nobis qui viget, illa facit.

I wielki Paracelsus (1493 — 1541), i Van Helmont (1577 — 1644), i Jan Wier (1515 — 1588), i wielu innych uczonych lekarzy owoczesnych i późniejszych, przyznając fakty, których byli świadkami, odrzucali stanowczo teorię demoniczną, stawiając natomiast swoje własne hipotezy, oparte przeważnie na telepatycznym i telekinetycznym działaniu woli, w połączeniu z twórczym, ideoplastycznym, jakbyśmy powiedzieli dzisiaj, działaniem wyobraźni. Agrippa znał doskonale zarówno dobroczynną, leczniczą, jak i niszczącą, szkodliwą potęgę sugestii i autosugestii „Wiele potrafi uczynić nasz duch — powiada on w I-ej księdze swojej „Filozofii tajemnej” — przez wiarę, przez silną ufność i wytężoną uwagę. Wiadomo z doświadczenia, że silna wiara i pewna siebie nadzieja, tudzież przywiązanie do lekarza i zaufanie do leków, wiele się przyczyniają do wyzdrowienia chorego, więcej może nawet, aniżeli leki same. Oprócz siły leków bowiem działa i siła ducha samego lekarza, która jest dość potężna, by odmienić właściwości słabego ciała, zwłaszcza jeżeli chory ufa lekarzowi, robiąc się przez to zdolnym do przyjęcia jego siły duchowej jako lekarstwa." Teorię tę, którą mógłby śmiało podpisać każdy z dzisiejszych hipnotyzerów, rozszerza Agrippa na całą czarną i białą magię, twierdząc, że wszystkie ceremonie, formuły i zaklęcia, używane w praktyce czarodziejskiej, służą właściwie tylko do wzbudzenia i podtrzymania siły i pragnień duszy (I, 67).

To samo, mniej więcej, powiada i Van Helmont: „Jeżeli zdolność działania wolą, oraz możność poruszania za jej pomocą odległych przedmiotów winna być uważana za dar przyrodzony i pochodząc od Boga, to wiara w to, że diabeł może coś poruszać, zmieniać, lub unosić, jest po prostu niesmaczną i nierozsądną. — Nie będzie dobrym egzorcystą ten, kto nie umie wzbudzić magicznej siły swojego ducha. Owa magiczna, działająca na odległość, a naturalna siła duszy spoczywa uśpiona i oczekująca obudzenia we wnętrzu człowieka.”

Paracelsus znowu twierdzi: „Zawsze duch silniejszy zwycięży słabszego, przeto pierwszym warunkiem magicznego działania jest wzmocnienie woli.

Jeżeli w woli mojej noszę nienawiść dla kogoś, to owa nienawiść może się urzeczywistnić przez jakieś medium, t. j. jakiś corpus. Jest więc rzeczą prawdopodobną, że mój duch bez pomocy mego ciała i bez miecza zabije, lub zrani kogoś przez namiętne pożądanie tego. Działanie woli jest także ważnym punktem w lecznictwie."

Ta „wola”, „siła” działa często „jakby pijana”, czyli bez świadomości osoby, która jest niejako jej zbiornikiem. Dla tego też Wier, Goedelmann, Lerchheimer głosili, jeszcze w XVI-m i XVII-m w., „że czarownice należy raczej odsyłać do lekarza i kapłana, aniżeli do sędziego i ławnika.1"

Rozsądne te głosy były przytłumione na razie przez wrzask szalonych demonomanów w rodzaju Delrio, Bodin'a, Jakuba I-go Angielskiego, lub też słynnego sędziego Remigiusza z Lotaryngii, który spaliwszy kilkaset czarownic i opisawszy swoje bohaterskie czyny w ohydnej, ale ciekawej „Demonolatriae libri III”, oskarżył się wreszcie sam przed sądem o przestępstwo czarów i — został spalony.

Ta namiętna a uporczywa wiara w działalność i potęgę szatana wywołała z czasem reakcję, która, idąc zwykłym trybem każdej reakcji w ogóle, doprowadziła do absolutnego zaprzeczenia, nie tylko demonicznej teorii czarów, oraz związanym z nią bajkom i zabobonom, ale i wielu faktom niewątpliwie realnym, chociaż tłumaczonym fałszywie przez ciemny tłum i równie ciemnych a zaślepionych maniaków w doktorskich biretach.

Fanatyzm demonomanów przypomina fanatyzm dzisiejszych sekciarzy-spirytystów, którzy więcej zaszkodzili naukowemu rozwojowi mediumi-zmu, aniżeli najbardziej krańcowi sceptycy.

Aczkolwiek jednak od końca „oświeconego” w. XVIII-go kwestię czarów uważano za zupełnie załatwioną, t. j. za nieistniejącą i niegodną poważnego rozbioru, negacja ta nie zdołała usunąć jej absolutnie z oblicza świata. Z jednej strony przytrafiające się tu i owdzie zagadkowej natury fakty, z drugiej wystąpienie Mesmera i wydobycie na światło dzienne starych, jak ludzkość sama, objawów tzw. magnetyzmu zwierzęcego, — wszystko to nie pozwoliło zamrzeć zupełnie wierze we względną realność „czarów”. Zwłaszcza w Niemczech zajmowano się tą sprawą bardzo gorliwie. Carl v. Eckart-shausen, G. C. Horst, Gorres, C. A. v. Eschenmeyer, G. H. v. Schubert, Ju-stinus Kerner, I. Ennemoser, Kieser, Schindler — oto szereg poważnych i uczonych pracowników na tym polu z pierwszej polowy XIX-go stulecia. Większość ich — nie wszyscy — starała się objaśnić niezwykłe zjawiska, opisywane przez pisarzów starożytnych, oraz przez średniowiecznych okul-tystów i demonografów, za pomocą działania magnetycznego, siły psychicznej, polaryzacji organizmu ludzkiego i t. p. Niektórzy obserwowali sami wiele bardzo faktów, należących do tej kategorii. Pierwsze miejsce wśród nich należy się czczonemu do dziś dnia w Niemczech lekarzowi i poecie, dr. Justynowi Kernerowi (1786 — 1862), który w swojej słynnej „Jasnowidzącej z Prevorst”2 zostawił obszerną i przewyborną monografię osobnika, obdarzonego niezwykłymi zdolnościami mediumicznymi. Wydawał on także rodzaj pisma, poświęconego tej kwestii, p. t. „Blatter aus Pre-vorst”, oraz „Magikon” — a to wszystko w epoce, kiedy jeszcze i w Europie i w Ameryce nikt o dzisiejszym spirytyzmie i mediumizmie nie słyszał. — Nie zawadzi także przypomnieć, że stary Kant poświęcił fenomenom tej kategorii sympatyczną rozprawkę z powodu Swedenborga, Schopenhauer zaś starał się tłumaczyć magię, magnetyzm i t. p. za pomocą działania przez „wolę” i twierdził, że niedowiarstwo w tych rzeczach równa się zwykłemu — nieuctwu3.

We Francji nowoczesnej kwestii magii i czarów dotykali w pismach swoich uczeni magnetyzerowie, którzy, prowadząc dalej doświadczenia Mesmera, natrafiali w praktyce swojej na coraz bardziej zagadkowe i zadziwiające wypadki. Jeden z nich, Cahagnet, napisał: „Magię magnetyczną, czyli traktat historyczno-praktyczny o czarach, urokach it. p.”, drugi, sławny baron du Potet wydał „Magię odsłonioną, czyli zasady wiedzy tajemnej”; książka ta wyszła w ograniczonej liczbie egzemplarzy, i autor, z obawy możliwych nadużyć, sprzedawał ją tylko zaufanym osobom.

Punktem wyjścia dla tej grupy badaczów były przede wszystkim ich własne doświadczenia i obserwacje; na innym, bo na historyczno-filozoficznym gruncie stał Eliphas Levi (Alfons Ludwik Contans), uczeń Hoene-Wrońskiego, a mistrz głośnego dzisiaj Sara Peladana, Guaity, Papusa i innych współczesnych okultystów francuskich. Główne dzieło Eliphasa Levi, noszące tytuł „Dogmaty i rytuał wysokiej magii”, jest niejako syntezą wszystkich starożytnych i średniowiecznych teorii filozoficzno-mistycznych.

Mniej