Czarna, Klifkai tajemnice z dna morza - Barbara Gawryluk - ebook

Czarna, Klifkai tajemnice z dna morza ebook

Barbara Gawryluk

4,3

Opis

Po rozwodzie rodziców świat Ivana się rozpada. Nie ma wsparcia w smutnej mamie, odsuwa się od kolegów. W ramach specjalnego programu zaczyna pomagać w schronisku dla zwierząt. Stopniowo zaprzyjaźnia się z opiekunami, zabiera także jedną ze swoich podopiecznych – Czarną, do domu. Któregoś ranka podczas spaceru znajdują na plaży fokę. Chłopak coraz lepiej czuje się w świecie przyrody, która za jego uwagę odwdzięcza mu się niezapomnianymi przeżyciami. Rozpoczyna się przygoda Ivana z morzem.

Powieść o pomaganiu słabszym i podążaniu za marzeniami oparta na prawdziwych zdarzeniach.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 157

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Okładka

Strona tytułowa

Barbara Gawryluk

Czarna, Klifka i tajemnice z dna morza

Ilustracje: Magdalena Kozieł-Nowak

Strona redakcyjna

Barbara Gawryluk

Czarna, Klifka i tajemnice z dna morza

© by Barbara Gawryluk

© by Wydawnictwo Literatura

Okładka i ilustracje: Magdalena Kozieł-Nowak

Korekta: Lidia Kowalczyk, Joanna Pijewska

Wydanie I

ISBN 978-83-7672-342-6

Wydawnictwo Literatura, Łódź 2014

91-334 Łódź, ul. Srebrna 41

[email protected]

tel. (42) 630-23-81

faks (42) 632-30-24

www.wyd-literatura.com.pl

Dedykacja

Mamie

Czarna, Klifka i tajemnice z dna morza

Siedział sam w ostatniej ławce pod oknem. Często wyłączał się z lekcji i gapił przez nie. W oddali widać było wypływające w morze statki. Coraz mocniej czuł, że chce się znaleźć na pokładzie któregoś z nich.

Teraz właśnie, w czasie długiej przerwy, obserwował wielki, biały prom z napisem „PRINCESSA”. Statek powoli wychodził w morze. Ivan miał wrażenie, że słyszy buczenie syreny i widzi ludzi machających z górnego pokładu...

– Masz zrobione ćwiczenia z matmy? – usłyszał ciche pytanie. Odwrócił głowę i zobaczył Nikolę, szczupłą brunetkę z końskim ogonem, która kilka tygodni temu przyszła do ich klasy.

– No mam, bo co? – odburknął zły, że przerwała mu planowanie rejsu.

– Mogę odpisać dwa ostatnie? Nie zdążyłam zrobić, a Wąsacz na pewno dzisiaj będzie sprawdzać.

Wąsacz, czyli nauczyciel matematyki, faktycznie zapowiadał, że tym razem nikomu nie odpuści i weźmie wszystkie zeszyty do sprawdzenia.

– Mam już jedynkę i minusa za brak zadania – szepnęła Nikola. – Pomożesz?

– Jasne, pisz – Ivan podsunął jej swoje ćwiczenia, a Nikola usiadła obok niego w ławce. Szybko przepisała ćwiczenia, a potem z kieszeni wyjęła niewielki batonik.

– Dziękuję. Mam nadzieję, że lubisz – podsunęła go Ivanowi.

– Aaa! Mamy was! – usłyszeli nagle wrzask nad głowami. – Zakochana para! Ivan i Nikola, ale się dobrali! Uuuu! – wył Michał.

– No, daj jej buzi! Nie wstydź się, Ivanku! – wtórował mu Krzysiek. – Ona to polubi, dawaj! – zaczął popychać Nikolę w kierunku Ivana.

Ivan nie wytrzymał. Zerwał się z krzesła i przyskoczył do Krzyśka.

– Daj jej spokój. Odczep się. I ode mnie też się odczep. Nie chcę mieć z wami nic wspólnego!

– Ty nie chcesz? – roześmiał się Michał. – Nie ty tu decydujesz, chłopczyku. To my nie chcemy się z tobą zadawać, mięczaku. Podobno nawet ojciec cię olał i zostawił?

Ivan widział tylko rozdziawioną, paskudną gębę Michała. Prawa ręka jakby sama, bez jego udziału, podniosła się i wymierzyła mocny cios prosto w nos chłopaka. Potem druga poprawiła od dołu w podbródek. I jeszcze raz z prawej, potem z lewej. Ivan nie słyszał krzyków, nie widział nic dookoła. Wymierzał karę, wyładowywał złość, która gromadziła się w nim od wielu tygodni. Przestał bić, kiedy Michał upadł.

– Dość! Spokój! – Powoli docierały do niego krzyki kolegów i jeden gruby głos nieuchronnie się zbliżający. To Wąsacz wpadł do klasy wzywany przez przerażonych uczniów. – Co tu się dzieje?! Co to za awantura?! Michał, do gabinetu pielęgniarki! Ivan! Natychmiast do dyrektora!

Z nosa Michała lała się krew. Miał podbite oko, z trudem zbierał się z podłogi.

– Zresztą nie – zarządził Wąsacz. – Lepiej, żeby pielęgniarka przyszła tu do ciebie. Nie ruszaj się. Niech ktoś po nią pobiegnie.

Kiedy pielęgniarka zajęła się Michałem, Wąsacz zaprowadził Ivana do dyrektora. Po drodze próbował dowiedzieć się szczegółów.

Ale Ivan milczał. Co miał mu powiedzieć? Przecież wszyscy wiedzieli, że Michał z Krzyśkiem dokuczali słabszym uczniom. Od czasu do czasu ich rodzice byli wzywani do szkoły, na chwilę był spokój, a potem nękanie zaczynało się od nowa. Jeszcze do niedawna Ivanowi to nie przeszkadzało. A przynajmniej udawał, że mu nie przeszkadza. Ale teraz znalazł się po drugiej stronie. To on stał się obiektem ich drwin i poszturchiwań. Tylko co im zawiniła Nikola?

– Co masz mi do powiedzenia? – zapytał dyrektor.

Ivan wzruszył ramionami. Nie chciało mu się gadać. To i tak nic nie zmieni.

– Zadzwoniłem już po twoją mamę. Będzie tu za pół godziny. Do tego czasu poczekasz w sekretariacie. W tej szkole nie ma miejsca dla chuliganów. Twój kolega został odwieziony do szpitala. Jest podejrzenie wstrząśnienia mózgu. Zdajesz sobie sprawę z tego, co zrobiłeś?

Ivan milczał. Nie potrafił wytłumaczyć, co w niego wstąpiło. Nie miał siły opowiadać całej historii. Przecież to, co wywrzeszczał Michał, to była prawda: ojciec olał go i zostawił. Czekał na mamę i czuł, że sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Ivan mieszkał z rodzicami w starym domu w spokojnej dzielnicy Gdyni Orłowie. To znaczy dom był stary jak na Gdynię, postawiono go, kiedy budowano miasto. Mieszkali w nim najpierw pradziadkowie, potem dziadkowie Ivana. Wychowywała się w nim mama i jej dwoje rodzeństwa. Dziadków Ivan nigdy nie poznał, umarli przed jego urodzeniem. Wujka też nie znał, ciocia, siostra mamy, mieszkała w Krakowie. Tata przebudował dom, na dole urządził salon, a kiedy Ivan poszedł do szkoły, dostał własny pokój w specjalnej przybudówce na parterze. Miał nawet swoją łazienkę. Najbardziej lubił wielki ogród otoczony wysokim żywopłotem. Kiedy był mały, spędzał w nim całe dnie, bawił się w poszukiwacza skarbów, pirata albo tropiciela.

Kilka lat temu ojciec zapisał go na lekcje tenisa.

Regularnie odwoził go na treningi, jeździł z nim na zawody. Planował zrobić z niego wielkiego tenisistę. Dopiero niedawno okazało się, że ten pomysł można włożyć między bajki. Kontuzja barku, rehabilitacja, nieudane próby powrotu na kort, ból. Wszystko na nic. Ojciec chciał mieć w domu gwiazdę tenisa. Zawsze mówił, że skoro jemu się kiedyś nie udało, to jego marzenia zrealizuje syn.

– Stać mnie na to, żeby wychować nowego Ivana Lendla – powtarzał za każdym razem, odbierając go z treningu. – Moi rodzice nie mieli pieniędzy, więc nie było szans na profesjonalne treningi. Ty masz wszystko, musisz się tylko przyłożyć.

A kiedy zaczęły się kłopoty z kontuzjami, był wściekły. I długo nie mógł pogodzić się z szybkim końcem kariery syna.

– Ech, Ivan – kręcił głową. – Tylko imię sportowe ci zostało.

A Ivan swojego imienia nie cierpiał. Ciągle musiał tłumaczyć, że tak, jest Polakiem, że Ivan pisze się przez „v”. Od przedszkola były z tym kłopoty. Że też nie mogli mu dać na imię normalnie, na przykład Krzysiek albo Piotrek czy Michał.

Ivan widział, że w domu nie dzieje się dobrze. A sobotnie wieczory coraz częściej kończyły się kłótnią, rodzice przekrzykiwali się, trzaskali drzwiami, czasem dochodził do niego płacz mamy. Rodzice byli sobie coraz bardziej obcy. Ojca całymi tygodniami nie było w domu, zjawiał się tylko na weekendy. Ivan bał się, że któregoś dnia usłyszy, że się rozchodzą. Ale podczas ostatniej wigilii ojciec, składając mu życzenia, przytulił go mocno i powiedział:

– Jesteś dla mnie najważniejszy. Pamiętaj. Zawsze będziemy razem.

A mama wtedy dziwnie się zaśmiała i wyszła do kuchni. Długo nie wracała, potem, przy kolacji, niewiele mówiła. Tata był w świetnym humorze, wyjmował spod choinki wielkie, kolorowe pudła, rozpakowywał je, ale Ivan nie cieszył się ani z nowej deski snowboardowej, ani z kasku.

– Przecież ty i tak nie masz czasu, żeby ze mną jeździć w góry – popatrzył na ojca.

– No, może się nam uda, a jak nie, to pojedziesz na ferie na jakiś obóz sportowy.

Ale nic nie wyszło ani z wyjazdu z ojcem, ani z obozu. Za to mama coraz częściej płakała.

Aż któregoś poniedziałku ojciec wyjechał jak zwykle o świcie. Zapakował do bagażnika dwie wielkie walizy. I nie zjawił się w następny weekend. Ani w kolejny. Kilka tygodni później, kiedy Ivan wrócił ze szkoły, zobaczył, że znikły pozostałe rzeczy ojca. W salonie straszył pusty blat – ojciec zabrał też sprzęt komputerowy. Mama była smutna, często zamykała się w sypialni i rozmawiała przez telefon. W końcu stało się to, czego Ivan domyślał się i bał od dłuższego czasu. Mama przyszła do jego pokoju, usiadła na łóżku i cicho powiedziała:

– Pewnie już wiesz, że między nami, to znaczy między mną a tatą, nie dzieje się ostatnio dobrze. Zdecydowaliśmy, że na razie tata nie będzie tutaj mieszkał.

– Zdecydowaliście? Razem? Przecież on to już zrobił dawno temu! – Ivan nie mógł powstrzymać się od krzyku. – Ty myślisz, że ja nie wiem, co się dzieje? To on zdecydował! Zostawił nas! Nic go nie obchodzimy!

– To nie tak, synku – próbowała tłumaczyć mama. Ale nie bardzo jej to wychodziło. Nie była przekonująca. A Ivan nie miał złudzeń.

– Słyszałem, jak się ciągle kłóciliście! Też nie umiałaś się z nim dogadać. Od dawna było wiadomo, że mu tu nic nie pasuje. – Odwrócił się do mamy plecami i udał, że rozwiązuje zadania z matematyki. Po chwili usłyszał, jak za mamą cicho zamykają się drzwi.

Ale przede wszystkim walczył ze łzami napływającymi mu do oczu. Nie będzie płakać. Nie przez ojca. „Jesteś dla mnie ważny” – tak mówił jeszcze kilka tygodni temu. Ta wigilijna kolacja to była totalna ściema. Co za kłamca! Po co to mówił? Po co?

Ivan rzucił się na łóżko. Wtulił twarz w poduszkę. Nie potrafił sobie poradzić z żalem i wielkim rozczarowaniem.

Dni zaczęły się wydłużać, w ogrodzie pojawiły się pierwsze krokusy, ale mama, która zawsze tak czekała na wiosnę i wyraźnie odżywała w te pierwsze słoneczne dni, zupełnie się zmieniła. Nic jej nie cieszyło, z pracy wracała wykończona, pytała tylko o lekcje, czasem rzuciła nieobecne: „Co tam w szkole?”, nawet nie bardzo słuchając jego odpowiedzi, a potem znikała w swoim pokoju. Widywał ją wieczorami, jak z czerwonymi oczami siedziała przed telewizorem albo godzinami rozmawiała z przyjaciółkami przez telefon. Od ojca nie było znaku życia. Mówiła, że zamieszkał w innym mieście. Że musi sobie na nowo ułożyć życie. Że trzeba dać mu czas. I że na pewno się odezwie.

Ivan nie mógł jej zrozumieć. Ojciec okazał się takim draniem. Okłamał ich. Podobno miał drugą rodzinę. Ivan podsłuchał jedną z rozmów mamy. Opowiadała swojej przyjaciółce o jakiejś kobiecie, z którą ojciec mieszkał od kilku lat, kiedy nie było go w domu. Od kilku lat! Również wtedy, kiedy mówił Ivanowi, że jest dla niego najważniejszy, że nigdy go nie opuści. I co były warte te jego obietnice?

Odechciało mu się wszystkiego. Coraz częściej rano tylko udawał, że wychodzi do szkoły. Włóczył się po mieście, a kiedy zrobiło się ciepło, łaził na plażę. Lubił całe godziny spędzać w porcie. Marzył o wyrwaniu się z Gdyni, o podróży na koniec świata. Zazdrościł ludziom wsiadającym na odpływające z portu promy. Kiedyś też przejdzie po trapie i zostawi za sobą to wszystko, co teraz tak bolało.

Niestety, wychowawca zadzwonił do mamy.

– I wiesz, czego się dowiedziałam? – pytała potem ze łzami w oczach. – Wiesz, prawda? Że nie byłeś w ciągu ostatnich dwóch tygodni cztery razy w szkole i że podrabiałeś zwolnienia. Ivan, co się dzieje?

– Nic się nie dzieje – wzruszył ramionami. – Nie martw się. Po prostu nie chciało mi się siedzieć w klasie.

– To się nie powtórzy, obiecaj mi – prosiła. – Nie mam odwagi nawet myśleć o tym, co robiłeś w tym czasie. Przecież mogło ci się coś stać!

– Mamo, nie przesadzaj. Musiałem sobie przemyśleć różne sprawy. Nic złego nie robię. Okej, nie będę się już urywał z lekcji, obiecuję.

– Twój wychowawca powiedział, że będzie teraz miał cię na oku. Ivan, czy nie dość mamy problemów?

Było mu głupio. Nie chciał, żeby mama martwiła się z jego powodu. A karę sam sobie wymyślił. Codziennie po obiedzie zmywał naczynia, chociaż nie cierpiał tego robić. Mamie ten pomysł oczywiście bardzo się spodobał, bo też nie lubiła zmywania.

Ojciec nadal nie dawał znaku życia. Ivan każdego wieczoru łapał się na tym, że czeka na jego telefon. Sprawdzał skrzynkę mejlową kilka razy dziennie.

Na wagary już nie poszedł. Ale w klasie coraz trudniej było mu udawać, że jest tak jak dawniej. Krzysiek i Michał dopytywali ciągle, kiedy mogą przyjść i pograć w jakąś nową grę. I już nie miał pomysłów, co im na odczepnego odpowiadać.

Aż w końcu stało się. Nie zdążył uprzedzić mamy, żeby ich nie wpuszczała. Zadzwonili do drzwi po południu, właśnie kiedy wróciła z pracy. Akurat zmywał po obiedzie i usłyszał tylko, jak mówiła:

– O, jak miło, chłopcy! Dawno was nie było. Ivan na pewno się ucieszy. Wejdźcie, zapraszam.

Szybko zdjął fartuch. Krzysiek i Michał z niewyraźnymi minami poszli z nim do pokoju.

– Ty, a gdzie sprzęt? – zapytał Michał. – Luknęliśmy do salonu, a tam pusto. Co jest grane?

Klapnęli na stojącą w rogu sofę.

– Co ty taki dziwny jesteś? Nie pogadasz z ziomkami? Pograć chcieliśmy. – Krzysiek nie wysiedział długo i zaczął się kręcić po pokoju Ivana. – To ty teraz taki komputerek masz? – zaśmiał się, widząc stary model laptopa na biurku. – Przecież na tym się nie da grać. Stary, co jest?

– Nie wasza sprawa – odburknął Ivan. – Grać się nie da, ale najważniejsze, że jest internet. Mnie to wystarczy.

– Jak to wystarczy? Miałeś takie ekstragry, a teraz... Co jest grane?

– Nic! Odczepcie się. Nie ma kompa, nie ma gier, nie ma i nie będzie. Spadajcie, skoro tylko po to przyszliście.

– Jasne, że spadamy, Ivanku. – Michał usiłował trzepnąć go w głowę, kierując się do drzwi, ale Ivan się uchylił. – Czuliśmy, że ściemniasz, stąd nasza wizyta. Już ostatnia!

– I bardzo dobrze! – krzyknął za nimi Ivan, kiedy bez pożegnania trzasnęli drzwiami. Przez okno widział, jak dobiegli do furtki, coś pokrzykiwali do siebie i śmiali się, pokazując sobie jego okno. Debile!

– Ivan! – zawołała z góry mama. – Możesz przyjść na chwilę?

Poszedł, powłócząc nogami. Nie miał najmniejszej ochoty na rodzinne rozmowy.

– Co się stało? Dlaczego tak szybko poszli?

– A co mieliśmy robić?! – wykrzyczał. – Przecież nie mamy na czym grać! Ojciec wszystko zabrał. Te cholerne gry, tylko o nie im chodziło!

– O gry?... – cicho spytała mama. – To nie są chyba prawdziwi przyjaciele. Przychodzili nie do ciebie, tylko żeby pograć, tak?

– Ale przychodzili! – dalej krzyczał Ivan. – A teraz nie mają po co. Wszystko przez niego! Jak mogłaś mu na to pozwolić?! Dlaczego mu pozwoliłaś?!

– Ivan – odpowiedziała zrezygnowanym głosem mama. – Mnie też nie jest łatwo. Sam widzisz, co się dzieje. Nie zachowuj się jak małe dziecko, jesteś już dużym chłopcem. Czasem nie mamy wpływu na to, co robią inni ludzie. Ojciec postąpił źle, ale to jest nasze życie i teraz musimy je sobie na nowo poukładać. I komputer naprawdę nie jest najważniejszy. Kiedy staniemy finansowo na nogi, o tym też pomyślimy.

„Kiedy staniemy finansowo na nogi”! Mama nareszcie głośno to powiedziała. Odkąd ojciec ich zostawił, z pieniędzmi też zaczęło być krucho, mimo że mama pracowała coraz więcej. A teraz wyszła z nową propozycją.

– Chciałam z tobą porozmawiać o pomyśle, który może trochę podreperować naszą sytuację finansową. Mam zamiar wynająć pokój na dole jakiemuś studentowi.

Jego pokój? Jasne, jeszcze to miał oddać? Jedyne miejsce, w którym czuł się u siebie?

– No a ja? Gdzie mam się podziać? – zapytał.

– Myślę, że trzeba uporządkować pokój na strychu. Będziesz miał o wiele więcej miejsca, strych można naprawdę fajnie urządzić. Trudno udostępniać go komuś obcemu, do tego idealnie nadaje się pokój na parterze. Przeniesiemy z dołu twoje meble, a pokój dla studenta urządzimy tym, co mamy na strychu, może coś jeszcze dokupię. Zgadzasz się? – zapytała niepewnie mama. – To jedyny sposób, żebyśmy mogli zostać w naszym domu. Jest za duży i za drogi dla naszej dwójki. Ale ja nie wyobrażam sobie życia gdzie indziej.

Głos jej się załamał i schowała się szybko w gabinecie. Ivan zamyślił się. Czyli było naprawdę źle. Mamie brakowało pieniędzy. Możliwe, że będą musieli sprzedać dom, który przecież nie był wcale taki wielki, a na pewno daleko mu było do luksusowej willi. Stara przedwojenna architektura, ale ich trójce zupełnie wystarczał. Tylko że trójki już nie było, zostali we dwoje. Czasem czuł, że tęskni za ojcem, ale najczęściej był na niego wściekły. I na wszystkich, którzy stawali mu na drodze.