Wydawca: Burda Książki Kategoria: Sensacja, thriller, horror Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 181 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Cyngiel - Artur Górski

Albo zabijasz, albo sam stajesz się celem

Na Artioma jest zlecenie. Ktoś musi mendę odje…!

Na Ruskiego nie można dać zlecenia innemu Ruskiemu (choć zrobiłby to z sanitarną precyzją, po cichu i bez świadków), bo wiadomo – swój swojego nie ruszy. Albo ruszy i będą z tego kłopoty…

Dlatego trzeba wybrać naszego. Najlepiej takiego, koło którego psy w ogóle nie będą węszyć.

Jak zostać cynglem mafii?

Kto i kogo werbuje do wykonania egzekucji?

Jak zaplanować pierwsze morderstwo?

Za jakie pieniądze pracuje w Polsce egzekutor?

Artur Górski, autor głośnych, bestsellerowych wywiadów z pruszkowskim gangsterem MASĄ, po raz kolejny wprowadza nas w brudny, brutalny świat polskich gangsterów.

W tej opowieści opartej na faktach poznacie mafijne podziemie od strony początkującego egzekutora. Dowiecie się, jak z frajera zrobić kilera, który ma zdjąć publicznie rezydenta rosyjskiej mafii. Zrozumiecie, dlaczego wiele planowanych egzekucji kończy się fiaskiem bądź krwawą jatką.

Ta książka pozwoli wam poczuć emocje towarzyszące człowiekowi, który na zlecenie ma zabić innego człowieka.

Kilka reguł cyngla:

Cyngiel do ostatniego momentu nie wie, jaką broń dostanie do wykonania zadania.

Cyngiel nigdy nie patrzy prosto w oczy.

Jeśli Cyngiel opowiada, kogo sprzątnie, to wiadomo, że do zadania jest wyznaczony ktoś inny.

Opinie o ebooku Cyngiel - Artur Górski

Fragment ebooka Cyngiel - Artur Górski

Text copyright © by Artur Górski, 2017

Copyright © by Burda Publishing Polska Sp. z o.o., 2017

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Redaktor prowadzący: Marcin Kicki

Redakcja: Redaktornia.com

Korekta: Redaktornia.com, Maria Osińska (eKorekta24.pl)

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Projekt okładki: Mariusz Banachowicz

Zdjęcie na okładce: ostill/Shutterstock

ISBN: 978-83-8053-226-7

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.burdaksiazki.pl

Skład wersji elektronicznej: Marcin Kapusta

OD AUTORA

Bohater tej książki, gangster o pseudonimie Czerwony, nie istnieje, a jednak… istnieje. Jego historia to kolaż podobnych zdarzeń, które rozegrały się w polskim półświatku kryminalnym. Zdarzeń najcięższego kalibru, z udziałem mafijnych zabójców.

Jako dziennikarza śledczego zawsze interesował mnie ponury temat gangsterskich porachunków i egzekucji. Wprawdzie wojna pomiędzy grupami przestępczymi, która przetoczyła się przez Polskę w ciągu ostatnich dwudziestu lat, pochłonęła wielką liczbę ofiar, jednak mogło być ich znacznie więcej, gdyby kilerzy wykazywali się większym profesjonalizmem. Na szczęście wielu z nich nie nadawało się do tej wstrętnej roboty i wracało z miejsca egzekucji bez „łba” na koncie. Raz zawodziła broń, innym razem umiejętności strzeleckie, jeszcze innym – kiepskie rozeznanie w terenie.

Opowieść o Czerwonym została zainspirowana takimi właśnie nieudanymi egzekucjami – ci, którzy interesują się historią rodzimej kryminalistyki, rozpoznają zdarzenia relacjonowane swego czasu przez media. Oczywiście nie wszystkie spartaczone roboty trafiły do mediów – o niektórych dowiedziałem się podczas dziennikarskich spotkań z byłymi przestępcami. Jeśli wydały mi się na tyle interesujące bądź kuriozalne, by o nich wspomnieć, stały się również – oczywiście w nieco zmienionej formie – udziałem mojego bohatera.

W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim, których opowieści wzbogaciły moją wiedzę na temat mafii. Szczególnie przyczynili się do tego: Jarek, Rafał, Konrad, Artur, Szymon i Adam, a także wielu innych. Jeśli Cyngiel ma jakąś wartość dokumentalną, to głównie dzięki nim.

Niektóre postaci występujące w Cynglu także są wynikiem inspiracji osobami z rodzimego świata przestępczego, ale w na tyle luźnej formie, że należy je traktować wyłącznie jako bohaterów fikcyjnych.

Dlatego powieść ta, choć mocno osadzona w kryminalnych realiach III RP, należy do gatunku beletrystyki i nie należy jej traktować jako literatury faktu. A już na pewno nie jako dowód czy poszlakę w postępowaniach karnych.

Najchętniej określiłbym ją jako pozycję z gatunku „beletrystyka faktu”, ale po pierwsze taka kategoria nie istnieje, a po drugie nie ma sensu puszczać oka do czytelnika, że to wszystko prawda i tylko prawda, tyle że zawoalowana, by autor mógł uniknąć ewentualnych kłopotów.

Z całą pewnością Cyngiel to powieść z kluczem – kto będzie chciał się w niej doszukać autentycznych ludzi i zdarzeń, doszuka się. Jeden doszuka się tego, inny owego. A prawda będzie jeszcze gdzie indziej. Ważne, żeby obaj czytelnicy byli zadowoleni. A ja i tak się publicznie wyprę, że miałem na myśli konkretną osobę.

Może w prywatnej rozmowie przyznałbym, jak było naprawdę, ale do takiej rozmowy musiałoby dojść. A któremu czytelnikowi chce się szukać autora?

PROLOG

Biegnę za nim, a on wie, że jestem tuż za jego plecami. Ale się nie poddaje – ucieka na tyle szybko, że nie jestem w stanie złapać go za ramię. To oczywiście nie jest jakieś zawrotne tempo, zupełnie jakbyśmy przemierzali basen z kisielem, ale mój oddech wyraźnie przyspiesza. Powoli tracę siły.

Tyle że ja nie muszę go łapać za ramię – mam w kieszeni pistolet i za chwilę go użyję. To dlaczego do tej pory jeszcze tego nie zrobiłem? Przecież wystarczy wycelować i wypalić – gość jest o kilka kroków przede mną, nawet dzieciak nie miałby trudności z trafieniem.

Problem w tym, że ja nie mogę wydobyć „komina” z kieszeni płaszcza. Płaszcz jest w kolorze rdzy. Facet jest ubrany w czerwoną kurtkę, która ledwie zakrywa mu plecy. Ale kolory są tu bez znaczenia…

Nie mogę wydobyć pistoletu, bo lufa zahacza o kieszeń. Dali mi lugera P08 parabellum – starego grata z czasów II wojny. Nie jestem pewien, czy w ogóle jest sprawny i jak w końcu go wyciągnę, to czy wystrzeli. Dlaczego nie dostałem glocka albo sig sauera? Przecież jak ten gość zorientuje się, że dysponuję lugerem, to umrze ze śmiechu…

Wszystko jedno, niech sobie będzie luger, tylko niech go w końcu wyciągnę z tej pieprzonej kieszeni. Zamiast zrobić to, co trzeba, ja się szarpię z pistoletem, tracę siły, a tymczasem facet włączył trzeci bieg – odskoczył ode mnie na kilkanaście metrów. Będzie mi jeszcze trudniej go dopaść. Oczywiście jeśli w porę wyciągnę broń, szybkie nogi mu nie pomogą – pestki parabellum wyślą go w zaświaty.

No ale ja ciągle nie mogę strzelić – ten pieprzony pistolet chyba skleił się z kieszenią…

I gdy facet zaczyna znikać mi z oczu, z bocznej ulicy wyjeżdża ciężarówka i centralnie uderza w niego. Pada na jezdnię, a ja się zatrzymuję – ktoś wykonał za mnie moje zlecenie. Najwyżej strzelę mu w łeb dla formalności – ofiara zostanie mi zaliczona.

Ale wtedy on wstaje i jakby nigdy nic biegnie dalej.

Kurwa!

Budzę się cały spocony, a on biegnie dalej.

Choć wiem, że to sen, zamierzam go dalej ścigać…

TRYBIKI NIE GŁOSUJĄ

Nie pytaj mnie, czy wierzę w Boga. Albo – dlaczego w niego nie wierzę. Tak po prostu jest i tyle. Jedni wierzą, inni nie wierzą. Jedni mają sińce na kolanach od klęczenia w kościele, inni zdzierają sobie gardło, krzycząc, że Bóg nie istnieje. Ja nie należę do żadnej z tych kategorii – nie jestem ani fanatykiem religijnym, ani wrogiem Kościoła. Mam swoją drogę, która prowadzi w zupełnie innym kierunku, i mam w dupie to, że ludzie potrafią się zabijać o jakieś tam wierzenia. Można się zabijać o hajs, o kobietę, o szacunek… Ale żeby się zabijać o to, że ktoś wierzy w jakieś niebo, a ktoś inny to neguje? Kurwa, to przecież śmieszne…

Powtarzam: ja w Boga nie wierzę. Nie wierzę, ale to nie znaczy, że odrzucam możliwość istnienia jakiegoś większego, czy może: ważniejszego, bytu, który jest tam gdzieś ponad nami i rządzi całością.

Nie uważam, że jesteśmy tylko my, ludzie mieszkający na ziemi, otoczeni jakąś czarną dupą, do której spadamy i rozpływamy się jak masło na patelni. I koniec pieśni.

Owszem, czarna dupa jest, ale ona też z czegoś wynika.

Jestem pewien, że ponad nami istnieje jakaś może nie siła, ale inteligencja, która steruje całym tym burdelem. Powiedzmy, że wierzę w jakiś wyższy porządek; w jakąś logikę, która powoduje, że czarne jest czarne, a białe – białe. W logikę, która uzasadnia to, co się tu wydarza, i która robi porządek, jeśli te wydarzenia zmierzają w złą stronę.

Generalnie nie lubię filozofować, bo od tego robią się odciski na mózgu, ale czasami nie ma innego wyjścia. Szczególnie jeśli siedzisz w małym pokoju z czterema takimi samymi jak ty herbatnikami i jakimś cudem nie jesteście w stanie otworzyć drzwi. Wszyscy macie na tyle wysokie wyroki, że nie ma co liczyć, że zaraz pójdziecie do domu, więc trzeba jakoś sobie organizować ten nadmiar czasu wolnego. Jak długo możesz robić pompki? Jak długo możesz męczyć kabla? Jak długo możesz leżeć na koju i tępo gapić się w niebo przez żelazne firanki?

Czasami można, a nawet warto pomyśleć, zastanowić się nad życiem i tym, co po życiu. Bo to, chuj wie kiedy, może się przydać… Człowiek musi znać odpowiedzi na trudne pytania, nawet jeśli to on sam je sobie zadaje.

Kiedy tak leżysz na koju i akurat kabel cię nie swędzi, zaczynasz kombinować: jak to się stało, że jestem tu, a nie gdzie indziej? I nie chodzi o to, dlaczego leżysz pod celą, bo akurat odpowiedź na to pytanie dał ci najpierw prokurator, a potem sędzia, tylko o to, co w ogóle robisz na świecie. Na cholerę w ogóle zostałeś powołany do życia i dlaczego poszedłeś taką, a nie inną drogą. Jeśli wierzysz w Boga, w którego ja nie wierzę, to walisz się w piersi i błagasz o wybaczenie. Bo masz poczucie, że zrobiłeś coś bardzo złego i nie dość, że ukarano cię na ziemi, to jeszcze czeka cię nieprzyjemna dogrywka w zaświatach. Jakieś piekło, jakiś upierdliwy czyściec, jakieś głosy potępienia.

A jeśli, tak jak ja, wierzysz w najwyższą logikę, to nie pękasz, bo wiesz, że wszystko dzieje się według gdzieś tam ustalonego planu. Zostałem przestępcą, bo ktoś nim zostać musiał – jeden jest piekarzem, drugi klawiszem, trzeci baletmistrzem. Opcji są miliony, dla każdego coś miłego…

Dla mnie na przykład została napisana rola gangstera – czy tego chcę, czy nie – i ja się na to godzę. A nawet jeśli coś tam się we mnie buntuje, to umiem sobie wytłumaczyć, że kim innym po prostu nie umiałbym być. Jako lekarz, któremu ta logika nie napisała roli lekarza, narobiłbym jeszcze więcej szkód niż jako gangster. Każdy musi znać swoje miejsce w życiu. Zdarza się oczywiście, że zmieniasz skórę i nagle z przykładnego urzędnika stajesz się alfonsem, ale to też nie jest przypadek – tak widocznie zostało gdzieś postanowione. Gdzie jest to „gdzieś”? Gdzieś… Ja tego nie wiem, ty tego nie wiesz, być może nigdy się nie dowiemy. A po śmierci już w ogóle nie będzie nas to interesowało, bo spadniemy do czarnej dupy. Spadniemy, bo za naszą obecność na świecie wrzucono tyle a tyle żetonów i kiedy przestają działać, nikt już nie dorzuca kolejnych. Wypad!

Dlatego nie ma co się martwić, że tak zwani porządni ludzie uważają nas – przestępców – za wyrzutki społeczeństwa. Jesteśmy tym, na kogo się urodziliśmy. Tak samo profesorowie nie powinni się nadmiernie puszyć swoimi tytułami i mirem – gdyby ktoś im nie wyznaczył takiej roli, byliby zwykłymi gównojadami i o szacunku mogliby tylko pomarzyć.

Czy to znaczy, że świat jest niesprawiedliwy? Człowieku! A co to jest sprawiedliwość? Czy wiesz, ilu chłopaków niewinnie leży w chliwie na mocy tak zwanych sprawiedliwych wyroków? Bo ktoś się pomylił, bo ktoś pomówił, bo ktoś miał zły dzień…

Ale to jeszcze nie znaczy, że sprawiedliwość jest niesprawiedliwa. To nie jest tak, że wszystkie wybory i decyzje są dobre – żyjemy w niedoskonałej rzeczywistości i ten, kto to zaakceptuje, jest wygrany.

A poza tym od kiedy to trybiki zastanawiają się nad tym, czy machina służy dobrej sprawie? Trybiki mają zapierdalać i nie głosować!

Ja jestem trybikiem. Ty też. Oni też.

I tak jest dobrze…

ZLECENIE NA GŁOWĘ ARTIOMA

Kiedy szef powiedział, że trzeba odjebać Artioma, byłem spokojny – żaden ze mnie kiler, więc mnie to nie dotyczyło. Na Artioma znajdzie wielu chętnych, bo to wyjątkowa ruska menda i wpierdala się w nasz biznes, jakby był u siebie.

Nie można dać zlecenia innemu Ruskiemu – choć Ruski zrobiłby to z sanitarną precyzją, po cichu i bez świadków – bo wiadomo, swój swego nie ruszy. Albo ruszy, tylko że będą z tego kłopoty…