Wydawca: Wydawnictwo RM Kategoria: Styl życia Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 213 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Cristiano Ronaldo - Santiago Siguero

Cristiano Ronaldo jest sportowcem, który spełnił swoje marzenie: przeszedł do historii piłki nożnej. Kiedy miał 23 lata, poprowadził Manchester United do podwójnego zwycięstwa w Premiership i Champions League, strzelając 42 gole – nieprawdopodobny wynik na pozycji skrzydłowego. W tym samym roku zdobył Złotą Piłkę.

W Realu Madryt jego wyniki jeszcze się poprawiły. W zaledwie trzy i pół sezonu stał się legendą klubu, który ma za sobą – bagatela – 111 lat historii. W białej koszulce Ronaldo strzela średnio jednego gola w każdym meczu. Ta cudowna skuteczność, „złota średnia” piłki nożnej pozwala zaliczyć Ronaldo w poczet klubowych legend, takich jak Puskás czy Di Stéfano. Nic dziwnego, że niewielu madridistas żałuje wydanych na niego w największym transferze w dziejach 96 milionów euro.

Książka opisuje karierę Cristiano, nie pomijając momentów kontrowersyjnych i frustracji, ale pokazując także zalety, wśród nich niemalże obsesyjny perfekcjonizm, który zaczął się rozwijać w Quinta do Falcao, dzielnicy na ojczystej Maderze, jak również zdolność pokonywania przeszkód poza boiskiem, takich jak przedwczesna śmierć ojca czy nienawiść całej Anglii po incydencie z Waynem Rooneyem na Mundialu 2006. Mieszanka wybuchowa talentu, charakteru i ambicji czyni z niego już teraz jednego z najbardziej kompletnych napastników w historii piłki nożnej, choć przed nim jeszcze wiele lat sportowej kariery. To piłkarz, który zapisze się – a raczej już zapisał – złotymi zgłoskami w dziejach tej dyscypliny.

Opinie o ebooku Cristiano Ronaldo - Santiago Siguero

Fragment ebooka Cristiano Ronaldo - Santiago Siguero

Cristiano Ronaldo. Perfekcyjna gwiazda

Santiago Siguero

Tłumaczenie: Emilia Skibicka

Originally published in Spanish as CRISTIANO RONALDO, LA ESTRELLA TENAZ Copyright © Santiago Siguero With the participation of Página Tres Agencia Literaria S.L. and Al Poste Ediciones

Copyright for the Polish edition © by Wydawnictwo RM, 2017 All rights reserved.

Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 rm@rm.com.pl, www.rm.com.pl

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.

Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.

Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

ISBN 978-83-7773-343-1 ISBN 978-83-7773-758-3 (ePub) ISBN 978-83-7773-343-1 (mobi)

Redaktor prowadzący: Longina KaliszRedakcja: Mikołaj AdamiecKorekta: Ewa RóżyckaProjekt okładki: Maciej JędrzejecZdjęcia: Shutterstock.comOpracowanie wersji elektronicznej : Marcin FabijańskiWeryfikacja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl

Spis treści

Prolog: Cristiano to Futbol

Wstęp: Cristiano Ronaldo – kochasz czy nienawidzisz?

Madera – chuderlak z wielkimi marzeniami

Sporting Lizbona – szkoła życia

Manchester United (2003–2009) – od pucybuta do milionera

Real Madryt (od 2009 do dziś) – prawdopodobnie najbardziej opłacalny transfer w historii

Portugalia – marzenie nawigatora

Atleta i celebryta

Czas teraźniejszy. A przyszły?

Bibliografia

O autorze

Składam podziękowania Nuno Luzowi, autorowi filmu dokumentalnego „Planeta Ronaldo” (SIC, 2007), Pepe, piłkarzowi klubu Real Madryt, oraz Carlosowi Carbajosie,

PROLOG

Cristiano to Futbol

Bar­dzo ła­two mi na­pi­sać wstęp po­świę­co­ny Cri­stia­no Ro­nal­do. Po pierw­sze, po­nie­waż jest to czło­wiek, któ­re­go nie trze­ba przed­sta­wiać, ale przede wszyst­kim dla­te­go, że mogę opi­sać go w trzech sło­wach: Cri­stia­no to Fut­bol.

Po­zna­łem Cri­stia­no, kie­dy gra­łem w klu­bie Ma­ríti­mo[1]. Cie­ka­we było to, że naj­pierw po­zna­łem jego ro­dzi­nę, a do­pie­ro póź­niej jego sa­me­go. Już na pierw­szy rzut oka zo­rien­to­wa­łem się, że ten chło­pak ma wszyst­ko co trze­ba, żeby stać się jed­nym z naj­lep­szych. Czas nie­co zwe­ry­fi­ko­wał te prze­czu­cia, bo nie jest jed­nym z naj­lep­szych, ale po pro­stu naj­lep­szym pił­ka­rzem na świe­cie. Fut­bol i Cri­stia­no to jed­ność – cu­dow­na jed­ność. Dużo mogę po­wie­dzieć o jego ge­niu­szu, jego spraw­no­ści, jego zdol­no­ści do po­świę­ceń, jego gi­gan­tycz­nym ta­len­cie, jego pra­gnie­niu sta­łe­go utrzy­my­wa­nia szczy­to­wej for­my fi­zycz­nej i psy­chicz­nej na tre­nin­gach i za­wo­dach. Ale może czy­tel­nik le­piej mnie zro­zu­mie, je­śli po­wiem po pro­stu, jak się cie­szę, że nie jest on moim prze­ciw­ni­kiem. Bo Cri­stia­no jest osza­ła­mia­ją­cym na­past­ni­kiem.

W okre­sie wspól­ne­go gra­nia w Re­alu Ma­dryt i re­pre­zen­ta­cji Por­tu­ga­lii czę­sto zda­rza­ły nam się sy­tu­acje, dzię­ki któ­rym sta­li­śmy się nie tyl­ko do­bry­mi ko­le­ga­mi, ale wręcz przy­ja­ciół­mi. To bar­dzo waż­ne, bo mo­głem po­znać go jako czło­wie­ka. Z dumą mogę stwier­dzić, że jest to mło­dzie­niec o ogrom­nej wraż­li­wo­ści. My­ślę, że wła­śnie ta skłon­ność do od­bie­ra­nia wszyst­kich sy­gna­łów oto­cze­nia zbu­do­wa­ła wspa­nia­łe­go czło­wie­ka. Nie je­stem na­wet w sta­nie wy­li­czyć wszyst­kich ak­cji cha­ry­ta­tyw­nych, ja­kie zre­ali­zo­wał w cią­gu ka­rie­ry.

Pa­mię­tam, jak pod­czas kon­fe­ren­cji pra­so­wej zor­ga­ni­zo­wa­nej w trak­cie to­ur­née Re­alu Ma­dryt po Sta­nach Zjed­no­czo­nych ktoś go spy­tał, czy trud­no jest być Cri­stia­no Ro­nal­do. On, któ­ry mu­siał po­ko­nać nie­skoń­cze­nie wie­le prze­szkód spo­łecz­nych i ro­dzin­nych, od­po­wie­dział, że w żad­nym ra­zie. Ale ja mogę stwier­dzić – i na pew­no się nie mylę – że bar­dzo trud­no być Cri­stia­no Ro­nal­do, i że tyl­ko oso­ba o po­sta­wie we­wnętrz­nej i spor­to­wej po­dob­nej do jego zdol­na jest god­nie no­sić opi­nię mi­strza nad mi­strza­mi, a jed­no­cze­śnie sta­le osią­gać do­sko­na­łe wy­ni­ki.

Mamy do czy­nie­nia ze spor­tow­cem, któ­ry się nie kry­je ze swo­imi pra­gnie­nia­mi, nie tai ich i nie umniej­sza. Cri­stia­no ni­ko­go nie oszu­ku­je, jest przej­rzy­sty i to jesz­cze bar­dziej wy­róż­nia jego po­stać w świe­cie, w któ­rym więk­szość woli od­wró­cić gło­wę i uda­wać, że nie wi­dzi. Jako za­wo­do­wy pił­karz je­stem dum­ny nie tyl­ko z tego, że dzie­lę szat­nię z jed­nym z naj­więk­szych spor­tow­ców w dzie­jach. Każ­de­go dnia cie­szę się, że moja ka­rie­ra może prze­bie­gać rów­no­cze­śnie z jego ka­rie­rą, a ja mam przy­wi­lej by­cia świad­kiem roz­wo­ju ge­nial­ne­go przed­sta­wi­cie­la mo­je­go ulu­bio­ne­go spor­tu i mo­je­go za­wo­du. Cris to fut­bol.

Pepe

Zawodnik klubu Real Madryt i reprezentacji Portugalii

WSTĘP

Cristiano Ronaldo – kochasz czy nienawidzisz?

Otrzy­ma­ne z wy­daw­nic­twa Al Po­ste za­da­nie na­pi­sa­nia książ­ki o Cri­stia­no ode­bra­łem jako wy­róż­nie­nie. Przy­ją­łem je bez wa­ha­nia, cho­ciaż jesz­cze tego sa­me­go dnia za­czę­ły tar­gać mną wąt­pli­wo­ści: jak po­dejść do książ­ki o pił­ka­rzu, któ­ry wy­wo­łu­je naj­wię­cej kon­tro­wer­sji na świe­cie?

Na po­cząt­ku 2009 roku Ro­nal­do był twa­rzą agre­syw­nej kam­pa­nii Nike: CR Love/Hate. Cho­ciaż re­kla­my nie do­tar­ły do Hisz­pa­nii, to sam udział Cri­stia­no i for­ma prze­ka­zu wy­wo­ła­ły bu­rzę. Tyl­ko naj­bar­dziej za­go­rza­li ki­bi­ce Pre­mier Le­ague zna­li jej praw­dzi­wy wy­miar, czy­li hi­sto­rię dzie­cia­ka, któ­ry przed sze­ściu laty po­ja­wił się na Old Traf­ford i pod okiem Fer­gu­so­na stał się naj­lep­szym za­wod­ni­kiem na świe­cie.

W Hisz­pa­nii pra­sa kon­cen­tro­wa­ła się na folk­lo­rze: ro­man­se, po­le­mi­ki, zmia­ny wi­ze­run­ku, nowe fer­ra­ri… Mi­ja­ją czte­ry lata, ale nie­któ­rzy wciąż ogra­ni­cza­ją się do tej po­wierz­chow­no­ści. I nie­na­wi­dzą Ro­nal­do. Jed­nak inni (w tym ja) na­uczy­li się go do­ce­niać: do­ce­niać nie­sa­mo­wi­te­go pił­ka­rza, na­past­ni­ka sie­ją­ce­go spu­sto­sze­nie, wiel­kie­go za­wod­ni­ka – i jest to oce­na czy­sto i ce­lo­wo su­biek­tyw­na – o wy­mia­rze hi­sto­rycz­nym.

Kie­dy Cri­stia­no tra­fił do Ma­dry­tu, cie­szył się już opi­nią naj­lep­sze­go na świe­cie. Trze­ba mieć od­wa­gę, aby twier­dzić, że jest nim na­dal. Eks­plo­zja ta­len­tu Leo Mes­sie­go w ostat­nich la­tach była po pro­stu nie­sa­mo­wi­ta. Jed­nak blask Mes­sie­go nie po­wi­nien przy­ćmić Cri­stia­no – by­ło­by to nie­spra­wie­dli­we wo­bec ich obu. Są bo­wiem jak dwie stro­ny tego sa­me­go me­da­lu; jin i jang współ­cze­sne­go fut­bo­lu. Ich nie­praw­do­po­dob­ne ka­rie­ry się do­peł­nia­ją. Po­wsta­łe mię­dzy nimi an­ta­go­ni­zmy są tak­że od­zwier­cie­dle­niem od­wiecz­ne­go kon­flik­tu mię­dzy ich klu­ba­mi. W tej glo­bal­nej woj­nie role są już od daw­na po­dzie­lo­ne. W roz­gryw­ce wi­ze­run­ko­wej Ro­nal­do jest dużo da­lej od swo­je­go prze­ciw­ni­ka niż na mu­ra­wie.

Do­tych­czas ni­g­dy nie trze­ba było zresz­tą wy­bie­rać. Di Stéfa­no, Pelé, Cruyff i Ma­ra­do­na byli ab­so­lut­ny­mi kró­la­mi w swo­ich epo­kach. Ża­den z nich nie mu­siał kon­ku­ro­wać z kimś, kto mógł­by im do­rów­nać. A to wła­śnie jest jed­na z wiel­kich cech wy­róż­nia­ją­cych Ro­nal­do. On chce być naj­lep­szy. To był jego cel od cza­su roz­gry­wek po­dwór­ko­wych na po­chy­łych zbo­czach Ma­de­ry i to po­zo­sta­nie w nim do koń­ca ka­rie­ry. On sam zresz­tą tego nie kry­je – prze­ciw­nie. Dla wie­lu jego bez­czel­ność jest rów­nie fa­scy­nu­ją­ca co styl gry.

Dla Cri­stia­no by­cie pił­ka­rzem to za mało. On chce być gwiaz­dą i an­ga­żu­je w to całe swo­je umie­jęt­no­ści tech­nicz­ne i siły umy­sło­we. Dzię­ki du­cho­wi ry­wa­li­za­cji wkro­czył na ścież­kę ka­rie­ry, któ­ra – na­wet gdy­by mia­ła za­koń­czyć się ju­tro – uzna­na by była za dzie­jo­wą. I w Man­che­ste­rze Uni­ted, i w Re­alu Ma­dryt, i w re­pre­zen­ta­cji Por­tu­ga­lii.

Nie cho­dzi o to, żeby go ko­chać albo nie­na­wi­dzić, ale by spoj­rzeć na nie­go w szer­szym kon­tek­ście. Z tym wła­śnie za­mia­rem przy­stą­pi­łem do spi­sy­wa­nia tego tek­su. Mam na­dzie­ję, że lek­tu­ra bę­dzie po­ży­tecz­na.

Cristiano Ronaldo podczas meczu Ligi Hiszpańskiej między Espanyolem i Realem Madryt na Estadi Cornella-El Prat w dniu 12 stycznia 2014

Madera – chuderlak z wielkimi marzeniami

„Moje ży­cie jest pa­smem wy­zwań”. Więk­szość tych, któ­rzy zna­ją Cri­stia­no Ro­nal­do – ro­dzi­na, ko­le­dzy, tre­ne­rzy, przy­ja­cie­le z dzie­ciń­stwa, oso­by z oto­cze­nia – tym zda­niem sa­me­go pił­ka­rza okre­śla­ją prze­bieg ży­cio­wej i za­wo­do­wej ka­rie­ry gwiaz­dy klu­bu Real Ma­dryt i re­pre­zen­ta­cji Por­tu­ga­lii. To spor­to­wiec, któ­ry przez całe ży­cie przy­go­to­wy­wał się, aby osią­gnąć obec­ną po­zy­cję. Jako trzy­dzie­sto­la­tek, Cri­stia­no dla więk­szo­ści ki­bi­ców i eks­per­tów od pił­ki noż­nej już za­pi­sał się w dzie­jach tego spor­tu. Mamy tu do czy­nie­nia z mie­szan­ką od­po­wied­nich pro­por­cji ta­len­tu, wy­trwa­ło­ści, zdol­no­ści sta­wia­nia czo­ła prze­ciw­no­ściom i odro­bi­ny szczę­ścia ko­niecz­ne­go do wspię­cia się na szczy­ty. To po­łą­cze­nie za­wa­ży­ło w de­cy­du­ją­cych mo­men­tach spor­to­wej ka­rie­ry, któ­ra – z dużą dozą praw­do­po­do­bień­stwa – jesz­cze się bę­dzie roz­wi­jać.

Ma­rzył o tym, żeby zo­stać gwiaz­dą pił­ki noż­nej i nie trze­ba wie­lu ar­gu­men­tów na po­twier­dze­nie tego, że mu się uda­ło. Ale nie była to ła­twa dro­ga. Po­mi­mo wro­dzo­nych wa­run­ków do gry w pił­kę mu­siał przejść pró­by nie tyl­ko ta­len­tu spor­to­we­go, ale tak­że cha­rak­te­ru i mo­ty­wa­cji. Były to chwi­le, kie­dy siła psy­chicz­na była istot­niej­sza niż zdol­no­ści spor­to­we. Te sy­tu­acje wy­ro­bi­ły oso­bo­wość, któ­ra może po­do­bać się bar­dziej lub mniej. Jed­nak dzię­ki niej osią­gnął po­zy­cję, któ­rą trud­no oba­lić ar­gu­men­ta­mi czy­sto spor­to­wy­mi: jest zna­ko­mi­to­ścią świa­to­we­go fut­bo­lu.

Zna­ne epi­zo­dy już z pierw­szych lat ży­cia Ro­nal­do świad­czą o jego chę­ci współ­za­wod­nic­twa, śmia­ło­ści i dziel­no­ści, za­rów­no w cza­sie gry w pił­kę, jak i poza bo­iskiem. Przy­wo­ły­wa­ne są tak­że sce­ny, któ­re po­ka­zu­ją dziec­ko ska­za­ne na prze­ży­wa­nie swo­je­go dzie­ciń­stwa z dala od ro­dzi­ny. Czę­sto ule­gał tę­sk­no­cie za do­mem oraz uro­kiem pro­ste­go i szczę­śli­we­go ży­cia na Ma­de­rze.

Ni­g­dy jed­nak nie zwąt­pił w swój ta­lent. Dla­te­go sta­wiał so­bie nowe wy­zwa­nia, któ­re z bie­giem cza­su prze­kształ­ci­ły się w ścież­kę ka­rie­ry: naj­pierw do­stać się do Na­cio­na­lu Ma­de­ra, na­stęp­nie przejść te­sty w Spor­tin­gu, za­cząć od słab­szych skła­dów i do­stać się do wyj­ścio­wej je­de­nast­ki; trans­fer do Man­che­ste­ru Uni­ted, żeby zo­stać oczkiem w gło­wie Fer­gu­so­na i osią­gnąć mi­strzo­stwo Pre­mier Le­ague, Eu­ro­py i zdo­być na­gro­dę w ple­bi­scy­cie Zło­tej pił­ki (Bal­lon d’Or); za­grać w Hisz­pa­nii, w Re­alu Ma­dryt. A póź­niej… Co ma być, to bę­dzie. Wie to tyl­ko Cri­stia­no.

Cri­stia­no sta­wiał pierw­sze pił­kar­skie kro­ki na uli­cach ro­dzin­nej Ma­de­ry. Są­sie­dzi wspo­mi­na­ją go jako chu­de­go i wy­so­kie­go chło­pa­ka z pił­ką przy­kle­jo­ną do nogi, za­wsze chęt­ne­go do zor­ga­ni­zo­wa­nia me­czu na łące, je­śli za­wod­ni­ków było wy­star­cza­ją­co dużo, albo na środ­ku dro­gi, z ka­mie­nia­mi usta­wio­ny­mi za­miast słup­ków. „Jak po­ja­wiał się sa­mo­chód, za­bie­ra­li­śmy ka­mie­nie, a kie­dy prze­je­chał, usta­wia­li­śmy je na nowo i da­lej gra­li­śmy” – wspo­mi­na pił­karz. Je­śli nie miał z kim po­grać, go­dzi­na­mi ko­pał pił­kę o ścia­nę.

Wi­dać było, że ma wa­run­ki. Wy­róż­niał się nie tyl­ko ta­len­tem, ale i od­wa­gą. Grał, żeby się ba­wić i ba­wić in­nych, ale ni­g­dy się nie wy­co­fy­wał, kie­dy mie­rzył się ze star­szy­mi od sie­bie. Na­wet wte­dy, gdy ob­ry­wał zde­cy­do­wa­nie za bar­dzo pod­czas pierw­szych dzie­cię­cych roz­gry­wek. Już wte­dy nie zno­sił prze­gra­nych. Sta­rał się uni­kać ich za wszel­ką cenę, dla­te­go wie­lo­krot­nie roz­strzy­gał me­cze sam (tej wady nie zdo­łał do dziś w peł­ni wy­ru­go­wać), ale kie­dy nie wy­gry­wał, ob­ra­żał się na cały świat: na prze­ciw­ni­ków, na ko­le­gów i na sa­me­go sie­bie. Cza­sem wy­bu­chał zło­ścią i inni chłop­cy się z nie­go na­śmie­wa­li. Na­zy­wa­li go „płacz­kiem”. To jed­nak tyl­ko po­bu­dza­ło go do dzia­ła­nia i sa­mo­do­sko­na­le­nia, by nie prze­cho­dzić po­now­nie ta­kie­go po­ni­że­nia. Nie ma zna­cze­nia, czy to pił­ka, te­nis, bi­lard czy ping-pong, któ­ry był i jest jego ulu­bio­ną roz­ryw­ką. W tej kwe­stii nic się nie zmie­ni­ło.

Nuno Luz, je­den z naj­bliż­szych Cri­stia­no por­tu­gal­skich dzien­ni­ka­rzy, au­tor fil­mu do­ku­men­tal­ne­go „Pla­ne­ta Ro­nal­do” (SIC, 2007), umiesz­cza mło­de­go Ro­nal­do w kon­tek­ście sy­tu­acyj­nym: „Wy­cho­wy­wa­ła go uli­ca, w bied­nej dziel­ni­cy mia­sta. Tu­taj, je­śli nie masz cha­rak­te­ru, to cię zje­dzą. Albo dep­czesz, albo cię zdep­czą. A on ni­g­dy nie po­zwo­lił się po­de­ptać”.

Ro­dzi­na za­wsze była dla Cri­stia­no miej­scem schro­nie­nia i punk­tem od­nie­sie­nia. Naj­młod­szy z czwór­ki ro­dzeń­stwa, przy­szedł na świat 5 lu­te­go 1985 roku w Fun­chal, sto­li­cy Ma­de­ry. Ro­dzi­na Ma­ríi Do­lo­res dos San­tos i José Di­ni­sa Ave­iro miesz­ka­ła pod ad­re­sem Qu­in­ta do Fal­cao w San An­to­nio, bied­nej dziel­ni­cy Fun­chal. Mia­sto jest cen­trum tu­ry­stycz­nym, ofe­ru­ją­cym przy­jezd­nym luk­su­sy nie­do­stęp­ne dla więk­szo­ści ze 100 000 miesz­kań­ców. Wśród nich była ro­dzi­na Dos San­tos Ave­iro, któ­ra wraz z po­ja­wie­niem się na świe­cie Ro­nal­do po­więk­szy­ła się do sze­ściu osób – dwie sio­stry, Cátia i Elma, oraz brat Hugo – i miesz­ka­ła w za cia­snym miesz­ka­niu ko­mu­nal­nym, ze zbyt cien­ki­mi ścia­na­mi i sła­bym azbe­sto­wym da­chem, któ­ry słu­żył do­dat­ko­wo za do­mo­wą pral­nię.

Mat­ka Do­lo­res była sprzą­tacz­ką i ku­char­ką. Oj­ciec José Di­nis był miej­skim ogrod­ni­kiem i już wte­dy za­czy­nał mieć pro­ble­my z pi­ciem. Nie prze­le­wa­ło im się. Mimo wszyst­ko pierw­sze lata Cri­stia­no były bar­dzo szczę­śli­wie. Szko­ła sta­ła na dru­gim pla­nie, ale mia­ła zna­cze­nie, po­nie­waż świad­czy­ła o sta­ra­niach ro­dzi­ców, żeby po­tom­stwo mia­ło lep­szą przy­szłość. Jed­nak pił­ka była na­pę­dem ży­cio­wym. My­ślał o niej, kie­dy otwie­rał oczy z rana i kie­dy kładł się spać z pił­ką obok po­dusz­ki. Cza­sa­mi „za­po­mi­nał” wró­cić na obiad czy ko­la­cję, bo roz­gry­wał mecz, albo ucie­kał przez okno w swo­im po­ko­ju, żeby nie słu­chać zrzę­dze­nia mamy, kie­dy zno­wu szu­kał ko­le­gów i prze­ciw­ni­ków do po­gra­nia „w gałę”. „Cią­gle gra­łem w pił­kę. To naj­bar­dziej lu­bi­łem ro­bić” – wspo­mi­na. „Kie­dy wra­cał do domu, py­ta­łam, czy ma coś za­da­ne i za­wsze od­po­wia­dał, że nic. Ła­pał jo­gurt albo owoc i ucie­kał, żeby grać. Wra­cał po nocy” – opo­wia­da Ma­ría Do­lo­res.

Cri­stia­no pół ży­cia spę­dzał na uli­cy, gra­jąc i ko­rzy­sta­jąc z ła­god­ne­go kli­ma­tu wy­spy. Są­sie­dzi i zna­jo­mi pa­mię­ta­ją go za­wsze z pił­ką przy no­dze i uśmie­chem na ustach.

„Wie­dzie­li­śmy, że ma ta­lent, to było oczy­wi­ste, ale ni­g­dy nie wy­obra­ża­li­śmy so­bie, że osią­gnie to, co osią­gnął” – mówi Elma, sio­stra pił­ka­rza. Ja­sne też było, że cała ro­dzi­na od sa­me­go po­cząt­ku roz­bu­dza­ła dzie­cię­ce ma­rze­nia Cri­stia­no. Mama, dwie sio­stry – Cátia i Elma, brat Hugo, a przede wszyst­kim oj­ciec, José Di­nis. To on na­le­gał, żeby Cri­stia­no miał na dru­gie Ro­nal­do, na cześć uwiel­bia­ne­go ak­to­ra, a na­stęp­nie pre­zy­den­ta Sta­nów Zjed­no­czo­nych Ro­nal­da Re­aga­na. Pierw­sze imię wy­bra­ła pra­cu­ją­ca w sie­ro­ciń­cu cio­cia ze stro­ny mat­ki.

Pił­kar­skie­go bak­cy­la zła­pał wła­śnie od swo­je­go ojca, za­pa­lo­ne­go ki­bi­ca, któ­ry – jak więk­szość miesz­kań­ców wy­spy – każ­dą wol­ną chwi­lę po­świę­cał pił­ce. W week­en­dy do­ra­biał na­wet jako od­po­wie­dzial­ny za sprzęt i po­rzą­dek w lo­kal­nej dru­ży­nie Clu­be de Fu­te­bol An­do­rin­ha. Przy­jaź­nił się z Fer­não So­usą, sze­fem dru­ży­ny, dla­te­go wy­brał go na chrzest­ne­go swo­je­go naj­młod­sze­go syna. W dniu chrztu roz­gry­wa­ny był mecz i – ku roz­pa­czy pro­bosz­cza – obaj spóź­ni­li się na uro­czy­stość. So­usa ode­grał też klu­czo­wą rolę w pierw­szych la­tach ży­cia Ro­nal­do.

Jako sze­ścio­la­tek mały Cri­stia­no za­mie­nił im­pro­wi­zo­wa­ne bo­iska as­fal­to­we na wspi­na­ją­cych się wy­so­ko ulicz­kach wo­kół domu na praw­dzi­wą mu­ra­wę z kre­do­wy­mi li­nia­mi i mniej wię­cej re­gu­la­mi­no­wy­mi bram­ka­mi w klu­bie CF An­do­rin­ha. Któ­re­goś dnia po­szedł ze swo­im ku­zy­nem Nuno na test i zo­stał od razu przy­ję­ty. Klu­bo­wi tre­ne­rzy zo­rien­to­wa­li się, że tra­fił im się wy­jąt­ko­wy dar z nie­ba: chło­pak z wro­dzo­nym ta­len­tem i za­dzi­wia­ją­cą, jak na ten wiek, wolą wal­ki. To mu zresz­tą zo­sta­ło. Po dwu­dzie­stu la­tach te dwie ce­chy naj­le­piej cha­rak­te­ry­zu­ją jego spo­sób gry.

Nie trze­ba było dłu­go cze­kać, żeby sta­ło się o nim na wy­spie gło­śno. Przy­zwy­cza­jo­ny do sta­wa­nia w szran­ki ze star­szy­mi i więk­szy­mi od sie­bie – na uli­cy nie ma ka­te­go­rii, są tyl­ko ry­wa­le – roz­bił obo­wią­zu­ją­cą w klu­bie An­do­rin­ha hie­rar­chię i na każ­dym kro­ku za­ska­ki­wał tre­ne­rów. Roz­wi­ja­ne zdol­no­ści da­wa­ły mu prze­wa­gę nad ko­le­ga­mi i prze­ciw­ni­ka­mi, ale pierw­szy tre­ner, Sar­din­ha Afon­so, wspo­mi­na, że naj­więk­sze wra­że­nie ro­bił jego cha­rak­ter: „To był praw­dzi­wy wo­jow­nik”.

Ruis San­tos, pre­zes klu­bu, po­twier­dza: „Bar­dzo nie lu­bił prze­gry­wać. Za­wsze chciał wy­gry­wać i pła­kał, kie­dy to się nie uda­wa­ło”. W do­dat­ku klub An­do­rin­ha nie za­li­czał się do sil­nych dru­żyn na wy­spie. Były me­cze, w któ­rych z góry za­kła­da­no prze­gra­ną, i to zna­czą­cą. Cri­stia­no nie chciał w nich uczest­ni­czyć, ale oj­ciec wie­dział, jak po­bu­dzić w nim du­cha ry­wa­li­za­cji: „Tyl­ko sła­bi dają za wy­gra­ną”. To zda­nie już za­wsze bę­dzie wy­brzmie­wać w jego gło­wie.

Kwe­stią cza­su było uzna­nie, że klub An­do­rin­ha sta­nie się dla nie­go za cia­sny. Jego dzie­cię­ce wy­czy­ny (jak ten, kie­dy po prze­gra­nej 0:2 pierw­szej po­ło­wie roz­pła­kał się w szat­ni i bez uzgad­nia­nia z kim­kol­wiek, do­pro­wa­dził – do­słow­nie sam – do wy­ni­ku 3:2) szyb­ko do­tar­ły do dwóch naj­waż­niej­szych klu­bów na wy­spie: Ma­ríti­mo i Na­cio­na­lu. Cri­stia­no prze­zy­wa­ny był już wów­czas psz­czół­ką (la abe­lin­ha) z po­wo­du nie­zmier­nej ru­chli­wo­ści, bły­ska­wicz­nych uni­ków i do­kucz­li­wo­ści dla li­nii obro­ny prze­ciw­ni­ków. I cho­ciaż jemu bar­dziej pa­so­wa­ło Ma­ríti­mo (sta­dion był bli­sko domu), osta­tecz­nie tra­fił do klu­bu Na­cio­nal, któ­ry oka­zał się szyb­szy w sfor­ma­li­zo­wa­niu spra­wy niż klub kon­ku­ren­cyj­ny, któ­re­go przed­sta­wi­ciel nie sta­wił się na osta­tecz­ne spo­tka­nie. Pierw­szy trans­fer Ro­nal­do – za któ­re­go za­pła­co­no ostat­nio 96 mi­lio­nów euro – kosz­to­wał dwa­dzie­ścia pi­łek i dwa peł­ne ze­sta­wy wy­po­sa­że­nia dla dru­ży­ny dzie­cię­cej An­do­ri­nii. Chrzest­ny Fer­não So­usa, kie­row­nik ju­nio­rów w Na­cio­na­lu, miał klu­czo­we znacz­nie w ca­łej ope­ra­cji. Zresz­tą nie po raz ostat­ni.

W klu­bie Na­cio­nal, do któ­re­go tra­fił jako dzie­się­cio­la­tek, szyb­ko od­kry­to ce­chy cha­rak­te­ry­stycz­ne za­wod­ni­ka. An­to­nio Men­do­nça, jego ów­cze­sny tre­ner, tak je okre­śla: „Szyb­kość ope­ro­wa­nia pił­ką, zwo­dów i strza­łu. Roz­gryw­ki ulicz­ne na­uczy­ły go sztu­czek, któ­re po­mo­gły mu grać z chło­pa­ka­mi star­szy­mi i sil­niej­szy­mi. Tam też wzmoc­nił swój cha­rak­ter. Był bar­dzo od­waż­ny”. W se­zo­nie 1995/96 w wie­ku dzie­się­ciu lat zdo­by­wa pierw­szy w swo­im ży­ciu ty­tuł w dzie­cię­cych mi­strzo­stwach re­gio­nal­nych.

Etap w dru­ży­nie Na­cio­nal był dla Cri­stia­no pierw­szym do­świad­cze­niem szko­le­nio­wym. „Przede wszyst­kim mu­sie­li­śmy sto­czyć wal­kę o to, żeby zro­zu­miał, że pił­ka to sport ze­spo­ło­wy. Po­tra­fił prze­chwy­cić pił­kę i sam dry­blo­wać do bram­ki prze­ciw­ni­ka. Miał tak sil­ne po­czu­cie wyż­szo­ści, że rzad­ko po­da­wał pił­kę. Po­zo­sta­li za­wod­ni­cy zno­si­li to, bo wy­gry­wa­li­śmy róż­ni­cą dzie­wię­ciu czy dzie­się­ciu bra­mek”. Stop­nio­wo tre­ne­rzy na­uczy­li się nim kie­ro­wać i na­ci­skać od­po­wied­nie gu­zi­ki. „Nie lu­bił pu­blicz­nej kry­ty­ki, był bar­dzo dum­ny. Trze­ba było zwra­cać mu uwa­gę na osob­no­ści. Wte­dy słu­chał i się do­sto­so­wy­wał” – przy­zna­je En­ri­que Te­lin­has, inny tre­ner umie­jęt­no­ści tech­nicz­nych pra­cu­ją­cy w no­wym klu­bie.

Ka­rie­ra w klu­bie Na­cio­nal tak­że nie trwa­ła dłu­go. Dzię­ki temu, że klub od­gry­wa zna­czą­cą rolę w hi­sto­rii por­tu­gal­skie­go spor­tu, mło­dy za­wod­nik zwró­cił uwa­gę naj­więk­szych łow­ców ta­len­tów, któ­rzy za­czę­li do­kład­niej przy­glą­dać się jego po­stę­pom. Nie trze­ba było dłu­go cze­kać, żeby klu­by FC Por­to i Bo­avi­sta za­czę­ły się nim in­te­re­so­wać. Jed­nak prze­wa­gę zdo­był Spor­ting, wy­ko­rzy­stu­jąc daw­ny dług za­cią­gnię­ty przez klub z wy­spy. W ope­ra­cji po­now­nie uczest­ni­czył chrzest­ny, Fer­não So­usa. Dru­gą waż­ną po­sta­cią był João Ma­rqu­ês de Fre­itas, pre­zes fan­klu­bu Spor­tin­gu na Ma­de­rze, gdzie miał za za­da­nie wy­ła­py­wać ta­len­ty dla dru­ży­ny z Li­zbo­ny.

To dzię­ki jego na­le­ga­niom dzia­ła­cze Spor­tin­gu zgo­dzi­li się na te­sty. Wła­ści­wie były to dwa spraw­dzia­ny, któ­re od­by­ły się w Wiel­kim Ty­go­dniu 1997 roku. Na dru­gi dzień przy­szedł przed­sta­wi­ciel szkół­ki Spor­tin­gu, Au­re­lio Pe­rei­ra, któ­ry nie mógł uwie­rzyć, że ten wy­so­ki i chu­dy chło­pak jest tak do­bry, jak twier­dzą tre­ne­rzy uczest­ni­czą­cy w pierw­szym dniu te­stów. To oni – Pau­lo Car­do­so i Osval­do Si­lva – pod­pi­sa­li się pod pierw­szą no­tat­ką o Cri­stia­no: „Gracz wy­bit­nie uta­len­to­wa­ny, bar­dzo wy­so­ki roz­wój tech­nicz­ny. Po­sia­da wy­róż­nia­ją­cą się umie­jęt­ność zwo­dów w ru­chu i w miej­scu”.

Ro­nal­do przy­stą­pił do spraw­dzia­nu z prze­ko­na­niem, że bę­dzie przy­ję­ty. „W noc po­prze­dza­ją­cą po­dróż w ogó­le nie spa­łem. Ni­g­dy nie le­cia­łem sa­mo­lo­tem. Po­je­cha­łem z mamą. By­łem bar­dzo zde­ner­wo­wa­ny, osła­bio­ny i chu­dy. To było do­bre do­świad­cze­nie. Czu­łem się pew­ny sie­bie i spo­koj­ny. Wie­dzia­łem, że mnie we­zmą, by­łem pew­ny, że im się spodo­bam”.

Jed­nak sama po­zy­tyw­na opi­nia nie wy­star­czy­ła, żeby Spor­ting osta­tecz­nie prze­pro­wa­dził trans­fer Cri­stia­no, bo wła­ści­wie o to wte­dy cho­dzi­ło. I nie była to ope­ra­cja ta­nia ani pro­sta. Uczest­ni­czy­li w niej i tre­ne­rzy tech­nicz­ni z aka­de­mii, i pre­ze­si klu­bu, po­nie­waż kwo­ta wy­no­si­ła oko­ło 22,5 ty­sią­ca euro. Na tyle klub Na­cio­nal był za­dłu­żo­ny po prze­ka­za­niu za­wod­ni­ka o na­zwi­sku Fran­co. Wo­bec opo­rów dy­rek­cji fi­nan­so­wej klu­bu Pe­re­ira mu­siał na­pi­sać nowe spra­woz­da­nie, w któ­rym za­pew­niał: „Pro­po­no­wa­na kwo­ta może wy­da­wać się prze­sad­na jak na dwu­na­sto­let­nie­go chło­pa­ka. Jed­nak ma on tak duży ta­lent, że na­le­ży to po­trak­to­wać jako waż­ną in­we­sty­cję na przy­szłość”. Osta­tecz­nie klub Lwów[2] umo­rzył dług Na­cio­na­lu w za­mian za chłop­ca z Ma­de­ry, cho­ciaż ni­g­dy wcze­śniej nie za­pła­cił ani gro­sza za gra­cza dru­ży­ny dzie­cię­cej. Pod ko­niec czerw­ca 1997 roku szef fi­nan­so­wy klu­bu z Li­zbo­ny, Si­mões de Al­me­ida, udzie­lił po­zwo­le­nia na prze­pro­wa­dze­nie ope­ra­cji. Na­wet nie wie­dział, że zro­bił je­den z naj­lep­szych in­te­re­sów w hi­sto­rii Spor­ting Clu­be de Por­tu­gal.

Sporting Lizbona – szkoła życia

Manchester United (2003–2009) – od pucybuta do milionera

Real Madryt (od 2009 do dziś) – prawdopodobnie najbardziej opłacalny transfer w historii

Portugalia – marzenie nawigatora

Atleta i celebryta

Czas teraźniejszy. A przyszły?

Bibliografia

O Autorze

Przypisy

[1] CS Marítimo – obecnie ważny portugalski klub na wyspie Madera (jeżeli nie zaznaczono inaczej, przypisy pochodzą od tłumacza).

[2] Taki przydomek nosi klub Sporting Lizbona.