Opis

Napisałam tę książkę dla mężczyzn, którzy zostali niedawno ojcami, a których partnerki/żony nagle zniknęły. Za to w ich miejsce pojawiły się zaniedbane, wiecznie zmęczone mamuśki.

Jeśli Twoja żona/partnerka jest w takim macierzyńskim amoku, a Ty chcesz ją odzyskać, to jest to książka dla Ciebie. Zawiera kilka prostych wskazówek, które pomogą przywrócić mamuśce, jej kobiecość. Skierowana jest do Ciebie (mężu/partnerze), ponieważ może nie zdajesz sobie nawet sprawy, jak wiele zależy od Ciebie i Twojego podejścia do matki Waszego dziecka. Wierz mi, że jeśli trafiłeś na beznadziejny przypadek "mamuśki", to warto, żebyś przeczytał, co napisałam. Nie jest to laborat. Kto by miał czas na powieści w tym skomplikowanym życiu ojca i męża/partnera?! Miłej lektury.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 52

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


KAROLINA STASZAK

CO TERAZ?MOJA UKOCHANA ZOSTAŁA MATKĄ!

Copyright © by Karolina StaszakWydawnictwo WasPos, 2018All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja i korektaAleksandra SzulcMarcin Kędzior

Projekt okładkiKarolina Staszak

Skład i łamanieWydawnictwo WasPos

Wydanie I

ISBN 978-83-950389-4-5

Wydawnictwo WasPosWarszawa, tel. 514–979–839,[email protected], www.waspos.pl

Dla moich synów na kiedyś, dla Ciebie na teraz.

Witaj

Jeśli trzymasz w dłoni tę książkę, to znaczy, że twoja ukochana niby jest, a jednak jej nie ma. To znaczy, że już jest źle, a jeśli nie zaczniesz działać, to będzie jeszcze gorzej. W końcu znaczy to również, że nie wszystko jeszcze stracone.

Jednak muszę ostrzec - nie jestem psychologiem, a już psychiatrą to brońcie mnie wszyscy razem i każdy z osobna.

Jestem kobietą, która została matką i utonęła w tym całym matkowaniu. Kobietą, która kochała najbardziej na świecie swojego Mężczyznę, swojego Partnera, do czasu aż pojawił się „ten drugi”. I nie mówię tu o dwudziestokilkuletnim, nieprzyzwoicie przystojnym, błękitnookim księciu na białym rumaku. Mówię o maleńkim, zaplutym, robiącym pod siebie człowieczku, który skradł me serce, gdy tylko dowiedziałam się o jego istnieniu. Absolutnie nie przestałam kochać tego pierwszego, ale został, jak to świetnie ujęła moja znajoma, zdetronizowany. Nastąpiło to dokładnie 25 czerwca 2009 roku, gdy usłyszałam pierwszy krzyk tego drugiego.

Drogi Mężczyzno, opowiem ci teraz pewną bajkę. Będzie krótka i, jak śmiem przypuszczać, dobrze ci już znana. Czytaj, proszę, jednak uważnie… Zobaczyłeś ją. Byłeś wtedy w kawiarni, pubie, bibliotece, na schodach wiodących pod tunel, na imprezie u znajomych. Była taka ładna. Miała świetne nogi, cudne włosy, piękne oczy czy co tam jeszcze. Poczułeś, że musisz do niej zagadać. Udało Ci się zdobyć jej numer, ba, nawet umówiliście się na randkę. Od pierwszego spotkania do kolejnego, do następnego i jeszcze jednego. Lub od pierwszej rozmowy do piątej, dziesiątej, trzydziestej. Nagle coś zrozumiałeś. Zrozumiałeś, że to ta. Zrozumiałeś, że chcesz od niej czegoś więcej. Pragniesz nie tylko jej ciała, ale też jej serca, umysłu i czasu.

Tak oto staliście się parą. Parą szaleńczo zakochanych w sobie ludzi. Nawet nie wiesz, kiedy twoje serce rozkazało Ci paść na kolana i prosić, by oddała Ci swoje życie. Ona, oczywiście ze łzami w oczach, wykrzyczała, wyłkała lub wyszeptała wymodlone przez Ciebie „tak”. Zapewne było to najbardziej stresujące i jednocześnie najszczęśliwsze doświadczenie w całym twoim dotychczasowym jestestwie…

I się zaczęło. Wir przygotowań.

Sala, suknie, goście, potrawy, alkohole, muzyka, kwiaty… Tygodnie, może nawet miesiące planowania. Planowania tego najważniejszego dnia, dnia ślubu. Było pięknie, prawda?

Chociaż może z twojej męskiej perspektywy nie wszystko było konieczne, ale w końcu dla niej zrobiłbyś wszystko i zgodziłbyś się ponownie na te cholerne naklejki na wódkę weselną. Zaczęliście wspólne życie. Może zaczęliście je już dużo wcześniej, a ślub stanowił jedynie koronację i przypieczętowanie waszej miłości aż po grób.

Czas mijał… i mijał… i mijał. Kochaliście się bardzo. Mimo rutyny i codziennego wychodzenia do pracy, było wam cudownie. Wypady na imprezy, fantastyczne wakacje, na które odkładaliście przez cały rok, wspólne wieczory, wspólne posiłki, wspólne łóżko. Były też sprzeczki, ale w jakim związku się nie zdarzają… Czasem nawet coś przeleciało przez kuchnię. Potem jednak sielanka wracała.