Co Pan na to Doktorze z sieci? - Anna Krysiukiewicz-Fenger, Katarzyna Koper - ebook
Opis

Kto jest najpopularniejszym pediatrą na świecie?!

Lekarz pediatra z olbrzymim doświadczeniem oraz dziennikarka specjalizująca się w tematach o zdrowiu rozprawiają się z diagnozami wprost z sieci.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 138

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


WSTĘP

Dr Google – tak brzmi nazwisko najsłynniejszego lekarza na świecie. Jego popularności nie przebije żaden medyk z realu. Dr Google jest niesamowity! Potrafi odpowiedzieć na każde, nawet najtrudniejsze pytanie, nigdy nie bywa przemęczony, poirytowany, sfrustrowany. Nigdzie się nie spieszy, jest dostępny przez całą dobę, a w dodatku za swoje porady nie pobiera honorarium.

Co robić, gdy dziecko gorączkuje w środku nocy? Niepokój młodych rodziców w takich sytuacjach potrafi sięgnąć zenitu. Szczególnie jeśli problem dotyczy niemowlęcia, które w dodatku jest ich pierwszym dzieckiem. Nasi rodzice w takich kryzysowych sytuacjach pytali o radę swoje matki lub babki, które mieszkały z nimi pod jednym dachem i zwykle wychowały już niejedno dziecko. My jesteśmy skazani na samych siebie. Nie mamy kogo poprosić o wskazówki. Po pierwsze dlatego, że od rodziców często dzieli nas dystans dziesiątek lub setek kilometrów. Po drugie, wcale nie chcemy pytać ich o radę, bo ich wiedza wydaje się nam przestarzała.

Co zatem robią rodzice? W kryzysowej sytuacji wielu z nich włącza komputer i szuka wskazówek w sieci.

To jasne, że każdy w takiej sytuacji wolałby po prostu zadzwonić do lekarza rodzinnego i poprosić o fachową poradę. Niestety, w polskich warunkach instytucja lekarza rodzinnego nie funkcjonuje w ten sposób. Oczywiście, zawsze można zapakować malca do samochodu i zawieźć na SOR do najbliższego szpitala, gdzie jest oddział dziecięcy. O ile oczywiście w pobliżu jest szpital… Jeśli go nie ma albo akurat zepsuł nam się samochód, albo mamy pod opieką także inne dzieci, zostajemy sami ze swoim zwierzęcym lękiem o zdrowie dziecka, aż do następnego dnia rano, kiedy otworzą się podwoje najbliższej przychodni. Do tego czasu sami musimy podejmować decyzje.

I w takich sytuacjach dr Google nigdy nie zawodzi! Wystarczy wstukać do przeglądarki hasło „gorączka u niemowlęcia”, a wyświetli się co najmniej kilkadziesiąt rekordów powiązanych z tym hasłem. Wśród nich znajdziemy fachowe medyczne artykuły, z których prawdopodobnie niewiele zrozumiemy, oraz całą masę tekstów rozmaitych autorów, którzy nie są ekspertami. Na rodzicielskich forach znajdziemy na pewno mnóstwo postów rodziców, którzy kiedyś znaleźli się w sytuacji takiej jak my i zapytali innych rodziców, co robić. Oczywiście, dobrze jest się dowiedzieć, że wcale nie jesteśmy najgorszymi rodzicami na świecie, że inni też mają wątpliwości, nie wiedzą, co robić, wpadają w panikę, proszą o radę innych. To zdejmuje z nas odrobinę napięcia, ale czy naprawdę w sieci znajdziemy rzetelną wiedzę, na której możemy się oprzeć?

To zależy, na jakie strony trafimy. Warto mieć świadomość, że dr Google ma bardzo wiele twarzy. Może nim być pediatra pasjonat prowadzący bloga dla rodziców swoich pacjentów, serwis parentingowy, który publikuje wyłącznie informacje potwierdzone przez fachowców, dziennikarz publikujący swoje artykuły (konsultowane lub nie z lekarzem), inni rodzice, którzy dysponują jakimś doświadczeniem rodzicielskim i pragną się nim podzielić. Dr Google to także cała rzesza samozwańczych ekspertów od rozmaitych terapii naturalnych, którzy będą próbowali nas przekonać, że klasyczna medycyna zmierza donikąd. Dr Google to również armia występujących incognito specjalistów od marketingu zachwalających suplementy diety, produkty pielęgnacyjne, rozmaite testy czy zabiegi dostępne wyłącznie komercyjnie. Być może po lekturze tych postów pomyślicie, że oto wreszcie znaleźliście sposób na rozwiązanie problemów zdrowotnych waszego dziecka. Uważajcie! Pomimo olbrzymiego postępu, jaki dokonuje się w diagnostyce i terapii na naszych oczach, są dolegliwości i choroby, z którymi medycyna ciągle sobie nie radzi. Wokół nich wyrastają jak grzyby po deszczu firmy oferujące naturalne metody terapii, testy, diety, zabiegi o niepotwierdzonej skuteczności, które mają uwolnić osoby chore od trapiących ich dolegliwości. Trudno nazwać ich działalność inaczej niż zwyczajnym żerowaniem na ludzkiej bezradności i niewiedzy. Dlatego zanim kupicie w sieci jakiś cudowny specyfik albo dacie się skusić na zachwalaną cudowną terapię, zadajcie sobie trochę trudu, by dowiedzieć się, czy ich skuteczność i bezpieczeństwo potwierdzają badania. Sprawdźcie, kim jest osoba, której zamierzacie powierzyć los swojego dziecka, jakie są jej kwalifikacje i doświadczenie. Chęć pomocy innym to bardzo szlachetny odruch, ale radzenie wprost w kwestiach zdrowia, w których nie jesteśmy kompetentnymi fachowcami, to szarlataneria. Niestety, nierzadko rodzice poważnie chorych dzieci w obliczu niemocy klasycznej medycyny decydują się zaufać obiecującym cuda znachorom i zrezygnować z konwencjonalnego leczenia. Zdarza się, że z fatalnym skutkiem.

Nie, wcale nie uważamy, że należy zabronić pisania w sieci o zdrowiu, choć wielu lekarzy otwarcie twierdzi, że byłoby to najlepsze rozwiązanie. Uważamy, że wręcz przeciwnie – jest całkiem sporo serwisów oferujących rodzicom solidną, sprawdzoną i na bieżąco aktualizowaną wiedzę, która pozwala przygotować się do wizyty lekarskiej, daje podstawy do partnerskiej rozmowy z pediatrą i formułowania pytań na przykład na temat możliwości zastosowania najnowocześniejszych terapii. Pod względem edukacji rodziców dr Google odwalił kawał dobrej roboty.

Same często wykorzystujemy publikowane w sieci informacje, jednak czerpiemy je tylko z wiarygodnych źródeł. Dzięki czemu potrafimy bez trudu odróżnić rzetelną wiedzę od fake newsów, których w sieci jest cała masa. A propos, zdrowie to jedna z tych dziedzin, w których pojawia się ich najwięcej…

Wcale nie zniechęcamy was do korzystania z wiedzy dr. Google’a, a jedynie przestrzegamy przed bezrefleksyjnym stosowaniem się do jego zaleceń.

Nie wiecie, jak pomóc niemowlęciu, które w środku nocy zaczęło gorączkować, bo nigdy wcześniej nie byliście w takiej sytuacji? Zamiast radzić się wirtualnego doktora, po prostu zadzwońcie do Pogotowia Ratunkowego i poproście, aby połączono was z lekarzem dyżurnym. Być może doktor z realu was ofuknie, być może da wam do zrozumienia, że powinniście wiedzieć, co robić. Ale może się zdarzyć, że usłyszycie w słuchawce krótkie: natychmiast wysyłam karetkę!

Autorki

Antybiotyki

Moje pięcioletnie dziecko po antybiotyku X (tu handlowa nazwa leku) dostało tików w postaci zaciskania powiek, tak jakby je szczypały oczy. Nie bierzcie tych antybiotyków!!! One niszczą i wykańczają organizm.

(gość)

Zapalenie oskrzeli i krtani można wyleczyć bez antybiotyków. Na szczęście jest homeopatia!

(pomocna_mama)

Zosia znowu złapała ostre zapalenie zatok. Pomógł nam osteopata. Polecam osteopatię wszystkim, których dzieci mają obniżoną odporność. Ci lekarze potrafią zdziałać cuda!

(Milka32)

CAŁA PRAWDA O ANTYBIOTYKACH

Dzieci chorowały, chorują i będą chorować. To jeden ze sposobów (obok szczepień), w jaki ich niedojrzały układ odpornościowy nabywa kompetencji. Dla malca w wieku przedszkolnym norma to nawet dziesięć infekcji górnych dróg oddechowych w roku! Oczywiście nie chodzi o ciężkie zakażenia typu zapalenie płuc czy angina, ale wirusowe, z którymi organizm radzi sobie sam przy wsparciu preparatów łagodzących uciążliwe objawy, takie jak gorączka, kaszel, katar. Dziesięć infekcji rocznie oznacza, że wyłączając okres letni, dziecko ma prawo chorować nawet raz na miesiąc… Dla rodziców to jest szokujące, jednak nie bez kozery o przedszkolakach mówi się często „smarkacze”. Problem w tym, że leczenie infekcji wirusowej trwa od tygodnia do dwóch, a w tym czasie dziecko jest marudne, traci apetyt i nie chodzi do przedszkola. Rodzice muszą brać zwolnienie albo sprowadzić na pomoc babcię, ciocię lub opiekunkę. Wiele mam i wielu tatusiów uważa, że w takiej sytuacji najlepiej podać dziecku antybiotyk, który „skróci czas choroby do kilku dni”. Dziecko szybko wyzdrowieje, wróci do przedszkola i wszyscy będą zadowoleni. Tacy rodzice najchętniej podawaliby swoim dzieciom antybiotyki za każdym razem, gdy tylko pojawi się katar lub kaszel. Niektórzy tak długo chodzą z przeziębionym dzieckiem od lekarza do lekarza, aż wreszcie znajdą takiego, który ugnie się pod naporem ich żądań i wypisze receptę na antybiotyk. Inna sprawa, że w poczekalniach pediatrycznych malec w końcu ma szansę złapać coś, co sprawi, że antybiotykoterapia stanie się koniecznością…

Rodziców przekonanych o cudownym działaniu antybiotyków w każdej sytuacji nie przekonują argumenty, że ich nadużywanie szkodzi nie tylko ich dziecku, ale całej ludzkości. Bakterie, które często stykają się z konkretnym antybiotykiem, stają się oporne na jego działanie, czyli wykształcają mechanizmy, dzięki którym udaje im się przeżyć. Co to oznacza w dłuższej perspektywie? To, że dostępne antybiotyki stracą skuteczność i nie będzie nas i naszych dzieci czym leczyć.

Dla odmiany jest także rosnąca grupa rodziców, którzy są zagorzałymi przeciwnikami antybiotyków. Oponują przeciwko ich przepisaniu nawet wtedy, gdy są ku temu kategoryczne wskazania, na przykład angina czy zapalenie ucha. Twierdzą, że antybiotyki obniżają odporność organizmu, wyniszczają florę bakteryjną jelit, co jest początkiem wielu poważnych chorób. Na internetowych forach piszą na przykład: „Leczenie antybiotykiem to wyganianie diabła belzebubem albo zabijanie much w pokoju kilogramem trotylu”. Pytają, po co truć dziecko chemią, skoro można leczyć naturalnie i bezpiecznie choćby czosnkiem, syropem z cebuli lub homeopatią? Fora internetowe kipią od „dobrych” rad typu: „Zamiast antybiotyku podawaj sok z połówki cytryny zalany gorącym mlekiem 2 razy dziennie przez 10 dni. Podobno wytwarza się z tego naturalna penicylina – robi się taki serek, który trzeba zjeść”. Inni internauci zalecają kropelki homeopatyczne, propolis lub mieszankę 7 ziół.

Na internetowych forach rodzicielskich można znaleźć wątki poświęcone działaniom niepożądanym związanym z przyjmowaniem określonych antybiotyków. Niektórzy rodzice zanim wykupią w aptece przepisany przez pediatrę antybiotyk, godzinami wertują opinie innych rodziców o jego skuteczności. Niestety, często są wobec tych opinii bezkrytyczni. Sami zobaczcie, co można tam wyczytać:

Mój synek po podaniu X od dwóch dni ma straszliwą biegunkę. Przeczytałam, co piszecie o tym antybiotyku, i podjęłam decyzję. Odstawiam. Nigdy więcej nie podam tego świństwa mojemu dziecku.

Mój 3-letni synek od 2 dni skarży się na ból nóżek, mrowienie, nie chce chodzić, płacze. Kojarzę to tylko z podaniem mu X (tu nazwa antybiotyku). Czy to przejdzie samo?

To dobrze, że rodzice stawiają pytania. Problem w tym, że niewłaściwie je adresują. Jeśli mają wątpliwości dotyczące zasadności zaleconej kuracji lub niepokoją ich działania niepożądane związane z podawanym antybiotykiem, powinni natychmiast skontaktować się z lekarzem prowadzącym. Problem w tym, że to w naszych realiach bywa naprawdę trudne. Pediatra z przychodni rzadko dzieli się z rodzicami numerem swojego telefonu albo wyłącza go po godzinach pracy. Co robić w takiej sytuacji? Cóż, jeśli przychodnia jest nieczynna, a sytuacja wydaje się naprawdę niepokojąca, można skorzystać z nocnej pomocy lekarskiej, pojechać z dzieckiem do najbliższego szpitala lub zadzwonić po karetkę. To z pewnością lepsze rozwiązanie niż sugerowanie się radami przypadkowych osób, na które natrafimy w sieci.

Dlaczego antybiotyk nie leczy przeziębienia?

Sprawcą ponad 80 proc. przeziębień i innych zakażeń górnych dróg oddechowych są wirusy. Antybiotyki są lekami przeciwbakteryjnymi, które nie działają na wirusy, dlatego nie leczą chorób przez nie wywołanych. Nawet wysoka gorączka, złe samopoczucie czy długi czas trwania infekcji wirusowej nie są uzasadnieniem do zastosowania antybiotyku.

Jak odróżnić infekcję wirusową od bakteryjnej?

Infekcje wirusowe trwają średnio od 7 do 10 dni i mimo że rozpoczynają się ostrymi objawami, takimi jak wysoka gorączka, dreszcze, złe samopoczucie, osłabienie, ból głowy, brak apetytu, nie należy sięgać po antybiotyk, dopóki lekarz nie potwierdzi zakażenia bakteryjnego.

Aby stwierdzić, czy infekcja ma charakter wirusowy, czy bakteryjny, lekarz musi zbadać małego pacjenta i zebrać szczegółowy wywiad lekarski.

Złotym standardem potwierdzającym obecność bakterii jako przyczyny choroby są posiewy materiałów biologicznych pobranych z miejsca podejrzewanego o infekcje: posiew wymazu z gardła, płynu z ucha, moczu czy kału. Można także zrobić dziecku badanie krwi oceniające parametry stanu zapalnego, takie jak morfologia z rozmazem krwi czy białko stanu zapalnego CRP. W warunkach szpitalnych można oznaczyć także stężenie prokalcytoniny, która jest bardzo czułym parametrem. Jeżeli dodatni posiew koresponduje ze stanem klinicznym i wysokimi parametrami zapalnymi – rozpoznajemy infekcję bakteryjną i wdrażamy do leczenia antybiotyk. W przypadku wątpliwości pomocne są także badania obrazowe, takie jak USG jamy brzusznej oraz RTG klatki piersiowej.

Jak antybiotyk działa na organizm, gdy jest podawany bezzasadnie?

Podany niepotrzebnie nie przyniesie poprawy, a tylko uszkodzi naturalną florę fizjologiczną przewodu pokarmowego, stanowiącą płaszcz ochronny zapobiegający namnażaniu się bakterii chorobotwórczych. Stymuluje on dodatkowo układ immunologiczny do produkcji przeciwciał oraz innych substancji obronnych oraz współuczestniczy w metabolizmie i wytwarzaniu substancji niezbędnych do prawidłowego rozwoju, takich jak: witamina K czy witaminy z grupy B. Ponadto niepotrzebnie podany antybiotyk naraża pacjenta na ryzyko działań niepożądanych, niekiedy bardzo poważnych.

Co robić, kiedy mamy wrażenie, że lekarz przepisał dziecku antybiotyk „na wyrost”?

Przebieg kliniczny niektórych chorób jest na tyle charakterystyczny, że dla doświadczonego pediatry diagnoza jest oczywista. Dla przykładu stwierdzenie nagle pojawiającego się bólu gardła, trudności w przełykaniu, gorączki powyżej 38 st. C, typowych zmian zapalnych w gardle, takich jak zaczerwieniony język, obłożony białym nalotem, powiększonych, obrzękniętych migdałków z zapalnymi białymi nalotami, rozpulchnionej, zaczerwienionej tylnej ściany gardła i podniebienia, powiększonych, tkliwych węzłów chłonnych na szyi, pozwala podejrzewać anginę paciorkowcową. Dodatkowym potwierdzeniem jest wiek powyżej 3. roku życia, występowanie – najczęściej późną jesienią, zimą i wczesną wiosną, oraz brak typowych dla infekcji wirusowych objawów, jak nieżyt nosa, chrypka, kaszel. Stwierdzenie podobnych objawów w gardle u dziecka w wieku 18 miesięcy, u którego stan zapalny gardła jest konsekwencją trwającego od kilku dni przeziębienia z katarem, kichaniem, gorszym apetytem, często stanem zapalnym spojówek czy bólem brzuszka, pozwala z dużym prawdopodobieństwem podejrzewać infekcję wirusową górnych dróg oddechowych. W pierwszym przypadku antybiotyk jest potrzebny, w drugim nie.

Jeśli rodzice mają wątpliwości, czy leczenie antybiotykiem jest konieczne, powinni poprosić pediatrę, aby wyjaśnił, dlaczego go przepisał. Można też poprosić o zlecenie badań dodatkowych, które ostatecznie rozstrzygną, czy infekcja ma charakter bakteryjny, czy wirusowy. Można też zasugerować lekarzowi wykonanie szybkich testów pozwalających rozróżnić zakażenie bakteryjne od wirusowego. W powszechnym użyciu znajdują się: test punktowy oceniający poziom białka stanu zapalnego CRP z kropli krwi pobranej po nakłuciu opuszki palca. Wynik otrzymujemy już po 5 minutach. Kolejny to szybki test wykrywający antygen Streptococcus pyogenes w wymazie z gardła lub migdałków. Wynik uzyskujemy po 10 minutach. Dodatni potwierdza anginę bakteryjną. Dodatkowo posiłkujemy się szybką diagnostyką zakażeń wirusami grypy typu A i B oraz zakażeń wirusem RSV, wywołującym ciężkie zapalenia oskrzelików i płuc zwłaszcza u noworodków i małych niemowląt. Materiał na oba typy testów pobieramy z noska dziecka.

Rodzice są często źli na lekarzy, że opóźniają wdrożenie antybiotykoterapii. Mówią: „Kilka dni temu doktor zalecił tylko syrop, choć już wtedy sytuacja wyglądała poważnie. Dopiero po kilku dniach, gdy stan się pogorszył, przepisał antybiotyk”. Dlaczego lekarze wolą obserwować rozwój sytuacji?

Nawet 80 proc. infekcji występujących w wieku dziecięcym to infekcje wywołane przez wirusy. Dzieje się tak dlatego, że układ odpornościowy dziecka jest dla nich łatwym celem. Dopiero uczy się on swoich kompetencji i nie posiada jeszcze broni w postaci przeciwciał skierowanych przeciwko konkretnym wirusom. Często wysoka gorączka, osłabienie, złe samopoczucie, bóle mięśni czy brzuszka dosłownie zwalają malca z nóg, co ma prawo niepokoić rodziców. Myślą, że skoro dziecko czuje się tak źle, że nie wstaje z łóżka i odmawia jedzenia, to musi być coś poważnego. Otóż niekoniecznie. Złe samopoczucie w przypadku zakażenia wirusowego ma prawo utrzymywać się przez kilka dni (większość tego typu zakażeń trwa 7–10 dni, a sporo nawet do 14 dni). Jeżeli jednak do objawów choroby dołączają nowe, na przykład rozpierający ból w okolicy nosa czy czoła z wysoką gorączką czy wysłuchiwane nad płucami zmiany zapalne, którym towarzyszy uporczywy kaszel, dziecko nie odzyskuje formy, a osłabienie się nasila – maluch wymaga ponownego zbadania. Powyższe objawy mogą sugerować nadkażenie bakteryjne, czyli sytuację, gdy osłabiony przedłużającą się infekcją wirusową organizm zostaje zaatakowany przez bakterie. Wówczas należy zastosować antybiotyk. Rodzice myślą w takiej sytuacji, że lekarz podczas pierwszej wizyty postawił błędną diagnozę. A gdyby od razu przepisał antybiotyk… Otóż nie, postąpił on zgodnie ze sztuką lekarską: przepisał antybiotyk dopiero wtedy, kiedy okazał się niezbędny. Niestety, żyjemy w potwornym pośpiechu, który skłania wszystkich do działań „na skróty”. Rodzice chcą, aby dziecko wyzdrowiało jak najszybciej. Długie zwolnienie z powodu choroby dziecka jest źle widziane w pracy, dziecko opuszcza zajęcia szkolne i musi nadrabiać zaległości, trzeba zrezygnować z planów na weekend… Oto dlaczego zniecierpliwieni rodzice nalegają na przepisanie antybiotyku, chociaż nie ma ku temu podstaw. Pamiętajmy jednak, że każda przechorowana „o własnych siłach” infekcja to dla organizmu dziecka kolejna lekcja odporności.

Niektórzy rodzice są zdeklarowanymi przeciwnikami antybiotyków. Czy można wyleczyć anginę lub zapalenie ucha bez antybiotyku? Co ryzykujemy, nie podając w takiej sytuacji dziecku przepisanego przez lekarza antybiotyku?

Wszystko zależy od kondycji organizmu dziecka. Jeżeli maluch urodził się z prawidłowej, donoszonej do terminu porodu ciąży, miał prawidłową masę ciała i punktację w skali Apgar, został zaszczepiony przeciwko najczęstszym chorobom bakteryjnym i wirusowym, nie choruje na żadne choroby przewlekłe, rozwija się prawidłowo, nie jest eksponowany na kontakt z wirusami (żłobek, przedszkole), ma „wyćwiczoną” odporność – u takiego pacjenta możemy spróbować poobserwować rozwój choroby, nawet jeżeli wiemy, że może mieć ona tło bakteryjne. Stosujemy wówczas leki objawowe, naturalne substancje bakteriobójcze zawarte w czosnku czy cebuli, napary i herbatki ziołowe pobudzające układ immunologiczny do walki z drobnoustrojami, obficie poimy i pozostawiamy dziecko w domu, aby mogło regenerować siły do walki z chorobą. W tym czasie wnikliwie obserwujemy, czy stan jego zdrowia się nie pogarsza i nie trzeba sięgnąć po intensywniejsze leczenie. Natomiast jeżeli dziecko jest obciążone dodatkowymi czynnikami, takimi jak na przykład wcześniactwo, wada wrodzona czy nabyta, przewlekła choroba, sięgamy po antybiotyk, gdy tylko podejrzewamy chorobę bakteryjną. Szybkie podjęcie leczenia chroni osłabiony narząd czy układ przed poważnymi konsekwencjami infekcji bakteryjnej, która może go dodatkowo osłabić. Antybiotykoterapię zlecamy także, niezależnie od stanu odporności, zawsze gdy podejrzewamy bakteryjną infekcję w tak zwanym układzie wewnętrznym, na przykład dolnych drogach oddechowych (płuca) czy górnych drogach moczowych (nerki). Oczywiście zlecamy także badania dodatkowe: badania biochemiczne krwi i posiewy, rentgen klatki piersiowej czy USG jamy brzusznej. Decyzji o wdrożeniu antybiotykoterapii nie można odkładać na później, bo przez układy i narządy wewnętrzne, takie jak nerki, płuca, serce czy przewód pokarmowy, nieustannie przepływa cała krew organizmu, co stanowi ryzyko rozniesienia się bakterii poprzez krew z miejsca zakażonego do innych układów i tkanek i może doprowadzić do zagrażającej życiu infekcji uogólnionej zwanej sepsą. Newralgicznymi miejscami są także zatoki oboczne nosa, głównie zatoki sitowe, czy ucho środkowe. Są one połączone z innymi przestrzeniami wewnątrz mózgowia i oponami mózgowymi. Ich zakażenie bakteryjne może mieć bardzo poważny przebieg i konsekwencje.

Wśród rodziców panuje przekonanie, że konkretni lekarze mają swoje „ulubione” antybiotyki, które przepisują wszystkim pacjentom. Jak jest naprawdę? Jakimi względami kieruje się doktor, wybierając antybiotyk?

Dobór antybiotyku nie jest dziełem przypadku, a już na pewno nie powinien wynikać z „mody” na jakiś konkretny preparat. Decyduje o nim szereg czynników, takich jak lokalizacja stanu zapalnego, potencjalna bakteria lub bakterie, które mogą wywołać zakażenie, wiek dziecka (inna flora bakteryjna najczęściej zakaża noworodka, a inna przedszkolaka) oraz przebieg choroby. Uwzględniając te wszystkie czynniki, lekarz w sposób empiryczny wybiera antybiotyk, który najbardziej odpowiada konkretnej infekcji, czyli mówiąc językiem medycznym, swoim spektrum obejmuje potencjalne patogeny. Idealnym rozwiązaniem i tak zwanym złotym standardem jest pobranie materiału z miejsca zakażenia na posiew bakteriologiczny, z którego dowiemy się, jaki konkretnie patogen wywołał zakażenie i na jakie antybiotyki jest wrażliwy. To badanie ma tylko jedną wadę: na jego wyniki trzeba czekać nawet kilka dni. Mimo to warto je zrobić. Czasem jego wynik pokazuje, że odpowiedzialne za zakażenie bakterie nie są wrażliwe na antybiotyk, który przepisaliśmy, wówczas trzeba go jak najszybciej wymienić na taki, który je pokona.

Rodzice dzielą się czasem ze mną uwagą, że ich lekarz rodzinny przepisuje swój „ulubiony” antybiotyk niezależnie od rodzaju infekcji. Otóż może się zdarzyć, że dziecko dostanie ten sam lek na zapalenie ucha, zatok, oskrzeli czy płuc oraz na zakażenie układu moczowego, ropień skóry czy szkarlatynę. W takiej sytuacji sięgamy najczęściej po antybiotyki beta-laktamowe, do których należą często stosowane u dzieci penicyliny czy cefalosporyny. Mają one bardzo szerokie spektrum działania (większość bakterii chorobotwórczych u dzieci jest na nie wrażliwa). Dlatego lekarz sięga po nie przy różnych schorzeniach. I nie wynika to z jego upodobań, tylko z właściwości antybiotyku. Wybierając lek dla danego pacjenta, lekarz kieruje się wiedzą akademicką, własnym doświadczeniem, ale także wytycznymi zawartymi w Narodowym Programie Ochrony Antybiotyków. Jest to zbiór rekomendacji dotyczących leczenia najczęstszych szpitalnych i pozaszpitalnych zakażeń, uwzględniający aktualną sytuację epidemiologiczną, najnowsze informacje o mechanizmach oporności bakterii na antybiotyki, nowych antybiotykach i sposobach leczenia.

Jak szybko powinna nastąpić poprawa stanu dziecka podczas antybiotykoterapii? Kiedy rodzice mają podstawy, by podejrzewać, że przepisany antybiotyk nie działa?

Poprawa z reguły jest zauważalna około trzeciej doby leczenia. Nawet jeżeli dziecko nadal kaszle czy ma niewielką gorączkę, nie oznacza to, że antybiotyk nie działa. Gorączka w pierwszych dniach infekcji bakteryjnej bywa wysoka, zazwyczaj powyżej 38, 39 st. C. O skuteczności leczenia antybiotykiem świadczy wydłużanie się czasu pomiędzy kolejnymi skokami gorączki, obniżanie jej amplitudy, aż do jej ustąpienia (z reguły 4.–5. dnia choroby). Ponadto dziecko odzyskuje formę, staje się coraz bardziej aktywne, powraca apetyt. Także kaszel, ból gardła, ból brzucha z każdym kolejnym dniem leczenia zmniejszają się, występują rzadziej w ciągu dnia i z czasem zupełnie ustępują. O braku skuteczności zastosowanego antybiotyku świadczy natomiast utrzymywanie się gorączki, osłabienie dziecka, pojawienie się kolejnych objawów ze strony innych układów, odmowa przyjmowania pokarmów i płynów. W takiej sytuacji należy skonsultować się z pediatrą. Z reguły zbiega się to z czasem odbioru wyników badań bakteriologicznych, które umożliwiają tak zwaną terapię celowaną, czyli wymierzoną w konkretny drobnoustrój.

Czy to prawda, że antybiotyki obniżają odporność? Jeśli tak, to na jak długo? Kiedy po zakończeniu leczenia można wysłać malca znowu do przedszkola?

Antybiotyki same w sobie nie obniżają odporności, ale – szczególnie jeśli są podawane niepotrzebnie – mogą sprzyjać powstaniu oporności bakteryjnej, czyli uodpornieniu się patogenu na tę konkretną substancję czynną zawartą w podanym antybiotyku. W praktyce oznacza to, że gdy następnym razem tenże antybiotyk zostanie podany w zasadnej sytuacji, może nie zadziałać. Antybiotyk może też niszczyć fizjologiczną florę bakteryjną przewodu pokarmowego oraz wywoływać szereg działań niepożądanych.

Rzeczywiście przez kilka dni po ustąpieniu objawów choroby dziecko znajduje się w tak zwanym dołku immunologicznym, czyli ma obniżoną odporność. To skutek zmęczenia układu odpornościowego dziecka walką z patogenem. W czasie infekcji wszystkie siły obronne organizmu są skupione na ograniczeniu ogniska zapalnego i walce o utrzymanie tak zwanych barier ochronnych, dzięki którym choroba nie rozprzestrzenia się do innych układów. W tym czasie odporność organizmu jest osłabiona, co sprzyja nadkażeniom innymi patogenami. W trakcie infekcji wirusowej może dojść do infekcji bakteryjnej (mówi się, że wirusy torują drogę bakteriom). W czasie infekcji bakteryjnej często dochodzi do nadkażenia innymi bakteriami, które kolonizują na przykład gardło czy przewód pokarmowy, ale nie wywołują dodatkowych objawów chorobowych. Do takich bakterii należą na przykład gronkowce złociste, które chętnie osiedlają się w dziecięcym nosogardle, czy bakterie jelitowe nienależące do fizjologicznej flory jelitowej.

Aby zapobiec takim sytuacjom, dobrze jest jeszcze przez kilka dni od ustąpienia objawów choroby potrzymać dziecko z dala od dużych skupisk ludzkich (żłobek, przedszkole, komunikacja miejska, kino, centrum handlowe), gdzie roi się od chorobotwórczych mikrobów. Poślijmy malca do żłobka czy przedszkola dopiero wtedy, gdy mamy pewność, że całkowicie odzyskał formę (jest aktywny, ma dobry apetyt, nie męczy się szybciej niż zwykle, tryska energią).

Jak podać antybiotyk dziecku, które odmawia jego przyjęcia? Czy można na przykład rozgnieść tabletkę i rozpuścić ją w soku malinowym?

Antybiotyki dla dzieci zazwyczaj mają postać zawiesiny, czyli proszku zawierającego substancję aktywną, do której dodaje się odmierzoną dawkę ostudzonej, przegotowanej wody. Uzyskaną w ten sposób zawiesinę podajemy doustnie. Niestety, smak nie jest mocną stroną antybiotyków. Wprawdzie producenci starają się go uatrakcyjnić, używając dodatków smakowych i zapachowych, ale efekty ich starań zwykle nie satysfakcjonują dzieci. Z tego powodu wiele maluchów odmawia przyjęcia kolejnej dawki. W takiej sytuacji można poprosić lekarza o przepisanie leku o większej gramaturze czy stężeniu substancji aktywnej w mniejszej objętości. Dzięki temu malec zamiast na przykład 5 ml będzie musiał połknąć tylko 2,5 ml niesmacznej zawiesiny, a dawka antybiotyku pozostanie ta sama.

Zdarza się jednak, że młody człowiek na widok leku stanowczo odmawia otwarcia buzi. Niektórzy rodzice aplikują lek strzykawką do przestrzeni miedzy policzkiem a brzegami języka, omijając w ten sposób kubku smakowe znajdujące się na języku i zmniejszając szanse na wyplucie czy zwymiotowanie leku. Nie zachęcam do rozpuszczania antybiotyku w większych objętościach wody czy herbatki, bo jego smak i tak zdominuje całość, a szansa na to, że dziecko wypije pół kubka niesmacznego płynu jest raczej niewielka. Nie polecam także mieszania antybiotyku z mlekiem, jogurtem, serkiem, sokami owocowymi czy innymi napojami, bo substancja aktywna leku może wejść w reakcję chemiczną ze składnikami tych produktów. To może z kolei zredukować wchłanianie leku w jelicie i obniżyć skuteczność leczenia. Dlatego do popicia antybiotyku najlepiej podać dziecku wodę lub słabą przestudzoną dziecięcą herbatkę (gdy chcemy od razu zamaskować smak leku). Jeśli te wszystkie zabiegi okażą się nieskuteczne i nie jesteśmy w stanie spowodować, by dziecko przyjęło kolejną dawkę antybiotyku, trzeba skontaktować się z lekarzem.

Co robić, jeśli po podaniu antybiotyku dziecko miało uporczywą biegunkę, wysypkę lub wymiotowało? Czy przerwać leczenie? Czy w przyszłości unikać tego konkretnego antybiotyku lub wszystkich preparatów zawierających tę substancję czynną?

Uporczywa biegunka, wymioty czy wysypka mogą być objawami nietolerancji leku i stanowić wskazanie do zmiany leczenia i wdrożenia antybiotyku tak zwanego drugiego rzutu. Nie zawsze jednak tak jest. Ważne, aby w takiej sytuacji rodzic na własną rękę nie przerywał antybiotykoterapii, ale jak najszybciej skontaktował się z lekarzem. Pewne objawy, których wystąpienie rodzice kojarzą z podaniem leku, w istocie mogą być elementem obrazu klinicznego choroby albo wynikać ze sposobu podania leku. Dlatego trzeba skonsultować się z lekarzem. Po analizie sytuacji doktor prawdopodobnie zaleci kontynuację antybiotykoterapii, a jeśli zajdzie taka konieczność, zmieni antybiotyk na należący do innej grupy.

Zwymiotowanie dawki antybiotyku zaraz po jego przyjęciu nie musi świadczyć u nietolerancji leku, ale o tym, że dziecko nie akceptuje jego smaku. Rodzice powinni znaleźć skuteczny sposób, jak je do tego zachęcić (patrz odpowiedź na poprzednie pytanie).

Biegunkę, która pojawia się w pierwszych dniach po antybiotyku, można załagodzić, podając dziecku dodatkowy probiotyk, dbając o właściwe nawodnienie, dietę zapierającą i uzupełnianie ewentualnej utraty elektrolitów. Wysypka po antybiotyku również nie zawsze musi świadczyć o uczuleniu na lek. Czasem podanie konkretnego rodzaju antybiotyku w skojarzeniu z infekcją wirusową może wywołać rumień czy wysypkę (dzieje się tak na przykład w przypadku mononukleozy zakaźnej). Ważne, żeby rodzice mieli świadomość, że jednorazowe wystąpienie objawów niepożądanych po antybiotyku nie oznacza, że dziecko jest nań uczulone. Dopiero jeśli podobne objawy wystąpią ponownie po podaniu tego samego antybiotyku i są bardziej nasilone, powinno to skłonić lekarza do wpisania do dokumentacji lekarskiej dziecka informacji o objawach, jakie dany lek u niego wywołuje.

Co innego gdy chodzi o ciężkie reakcje polekowe, takie jak pokrzywka, obrzęk, nagle pogorszenie samopoczucia, wymioty, ból i zawroty głowy. Lekarz powinien zamieścić informację o ich wystąpieniu w dokumentacji medycznej dziecka, jego książeczce zdrowia i poinformować rodziców o konieczności unikaniu danego antybiotyku w przyszłości w związku z reakcją alergiczną.

Nie wszystkie reakcje polekowe są alergiami, większość z nich ma charakter nadwrażliwości na daną substancję czynną. O alergii mówimy, gdy podanie leku uruchamia określoną reakcję w układzie immunologicznym. Układ immunologiczny po pierwszym kontakcie z alergenem (lekiem) zapamiętuje jego strukturę. W organizmie powstają komórki pamięci immunologicznej, które przy ponownym kontakcie z tym alergenem (w tym przypadku z lekiem) uruchamiają reakcję immunologiczną.

Słyszę często: „Lekarz przepisał antybiotyk na 10 dni, a moje dziecko już po 2–3 dniach jest całkiem zdrowe, więc przerwałam podawanie antybiotyku”. Dlaczego tak ważne jest, by zaleconą kurację zawsze doprowadzić do końca?

Rodzice nigdy nie powinni odstawiać antybiotyku przed końcem zaleconej przez lekarza kuracji! Jest to jedno z działań, które w bezpośredni sposób przyczynia się do wytworzenia oporności bakterii na dany antybiotyk. Zbyt krótki czas terapii powoduje, że zakażenie nie jest do końca wyleczone (zakażenie trwa dopóty, dopóki żyje ostatnia bakteria, która je wywołała), a bakterie uczą się produkować specjalne enzymy neutralizujące antybiotyk lub wykształcają mechanizmy usuwające go z komórki. Dlatego odpowiedni czas terapii ma ogromny wpływ na jej skuteczność.

Co możemy zrobić, aby ograniczyć ryzyko działań niepożądanych związanych z leczeniem antybiotykami? Jak podawać probiotyki?

Aby zminimalizować działania niepożądane, wszyscy, zarówno lekarze, jak i pacjenci, powinni stosować się do zasad racjonalnej antybiotykoterapii. Leczenie powinno być zgodne ze wskazaniami, wprowadzone po potwierdzeniu infekcji bakteryjnej dodatkowymi badaniami. Nie należy przerywać kuracji, nawet jeśli wydaje nam się, że dziecko jest już zdrowe. W trakcie antybiotykoterapii dobrze jest podawać także sprawdzony preparat probiotyczny, który uzupełni fizjologiczną florę przewodu pokarmowego przetrzebioną przez antybiotyk. Probiotykoterapię należy kontynuować przez kilka dni po zakończeniu leczenia antybiotykiem (więcej informacji w rozdziale o probiotykach).

Copyright for the Polish Edition

© 2017 Edipresse Polska SA

Copyright © 2017 by Anna Krysiukiewicz-Fenger, Katarzyna Koper

Edipresse Polska SA

ul. Wiejska 19

00-480 Warszawa

Dyrektor ds. książek: Iga Rembiszewska

Redaktor kreatywna projektu: Magda Mazur

Produkcja: Klaudia Lis

Marketing i promocja: Renata Bogiel-Mikołajczyk, Beata Gontarska

Digital i projekty specjalne: Katarzyna Domańska

Dystrybucja i sprzedaż: Izabela Łazicka (tel. 22 584 23 51);

Barbara Tekiel (tel. 22 584 25 73);

Andrzej Kosiński (tel. 22 584 24 43)

Biuro Obsługi Klienta

www.hitsalonik.pl

mail: [email protected]

tel.: 22 584 22 22

(pon.–pt. w godz. 8–17)

Redakcja: Marta Sadkowska

Korekta: Katarzyna Szajowska

Projekt okładki, skład i łamanie: Monika Zając

Zdjęcie Anny Krysiukiewicz-Fenger na I okładce: Tamara Pieńko;

na IV okładce: Marek Kępiński / archiwum prywatne autorki

Zdjęcie Katarzyny Koper na IV okładce: Hering Studio / archiwum prywatne autorki

Pozostałe zdjęcia i grafiki: Shutterstock

Retusz: Wojtek Kobalczyk

ISBN: 978-83-8117-298-1

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kodowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych w całości lub w części tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.