Wydawca: Armoryka Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 168 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Cliges - Chretien de Troyes

Średniowieczny starofrancuski utwór "Cligès", powstał w wieku XII, jego autor Chrétien de Troyes połączył w nim tematykę arturiańską z bizantyńską. W pierwszej części utworu syn cesarza bizantyńskiego szuka przygód na dworze króla Artura i ostatecznie poślubia córkę Gawajna, po czym wraca z żoną do Bizancjum. Druga część opowiada o dziejach ich syna Cligèsa, pozbawionego tronu przez starego stryja. Co więcej, stryj żeni się z zakochaną w Cligèsie z wzajemnością Fenice, córką cesarza niemieckiego. Fenice broni się przed natarczywością starca, ale nie wiąże się z Cligèsem, bowiem związek z dwoma mężczyznami poniża kobietę. Wreszcie zaczarowany napój pozornie pozbawia ją życia. Po pogrzebie Cligès przywołuje ją do życia. Ukrywających się Cligèsa i Fenice odnajduje stryj, kończy jednak życie w szaleństwie. Cligès i Fenice mogą się pobrać, zostając nie tylko małżonkami, ale i kochankami i przyjaciółmi. (z Wikipedii). Ze wstepu do "Cligesa": "Ten, który napisał „Ereka i Enidę”, przełożył na język francuski fragmenty dzieła Owidiusza „Sztuka Kochania”, napisał „Shoulder Bite”, skomponował dzieło traktujące o Królu Marku i urodziwej Izoldzie oraz inne o przemianie „Czajki, Jaskółki i Słowika”, opowie inną historię o pewnym żyjącym w Grecji i pochodzącym z rodu Króla Artura młodzieńcu. Zanim o nim wspomnę, usłyszycie opowieść o życiu jego ojca, jego pochodzeniu i jego rodzinie. Był on na tyle śmiałym i ambitnym człowiekiem, że ośmielił się opuścić Grecję i osiedlić w Anglii, zwanej niegdyś Brytanią, w celu zdobycia sławy. Historię, którą zamierzam wam przytoczyć, możemy odnaleźć w jednej z bardzo starych ksiąg w bibliotece mego pana, Świętego Piotra z Beauvais. To z niej Chretien zaczerpnął wiedzę, którą przemienił w słowo pisane. Z takich właśnie zachowanych ksiąg dowiadujemy się o czynach ówczesnych ludzi i czasach, w których przyszło im żyć. Dzięki jednej z nich wiemy, że nasza rycerskość i wiedza były niegdyś atrybutami Greków. Nieco później ta pierwsza powędrowała do Rzymu, a wiedza przeniosła się na terytorium Francji. Być może Bóg sprawi, iż kiedyś do nas powrócą. Greków i Rzymian jednak już nie ma, ich chwała przeminęła, a ich żarzące się niegdyś prochy przestały się już tlić."

Opinie o ebooku Cliges - Chretien de Troyes

Fragment ebooka Cliges - Chretien de Troyes

Chrétien de Troyes

CLIGES

przełożył Piotr Żyra

Armoryka

Sandomierz

Seria: BIBLIOTEKA TRADYCJI EUROPEJSKIEJ, Nr 46

Redaktor serii: Andrzej Sarwa

Redaktor tomu: Piotr Żyra

Projekt okładki: Juliusz Susak

Autor:Chrétien de Troyes

Tytuł: Cliges

Przełożył: Piotr Żyra

Podstawa przekładu:

CHRETIEN DETROYES: ARTHURIAN ROMANCES,

(Trans: W.W. Comfort; Everyman’s Library, London, 1914)

Na pierwszej stronie okładki wykorzystano fragment średniowiecznej miniatury:

Bergner von Horheim in the Codex Manesse (early fourteenth century), licecja public domain,

źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Codex_Manesse_Bernger_von_Horheim.jpg

Copyright © 2013 by for the Polish translation by Piotr Żyra 

Copyright © 2013 for the Polish edition by Wydawnictwo „Armoryka” 

Wydawnictwo ARMORYKA

ul. Krucza 16

27–600 Sandomierz

tel +48 15 833 21 41

e–mail: wydawnictwo.armoryka@interia.pl

CLIGES1

CZĘŚĆ I: wersy 1-2278

1-44

Ten, który napisał „Ereka i Enidę”, przełożył na język francuski fragmenty dzieła Owidiusza „Sztuka Kochania”, napisał „Shoulder Bite”2 , skomponował dzieło traktujące o Królu Marku i urodziwej Izoldzie3 oraz inne o przemianie „Czajki4 , Jaskółki i Słowika”, opowie inną historię o pewnym żyjącym w Grecji i pochodzącym z rodu Króla Artura młodzieńcu. Zanim o nim wspomnę, usłyszycie opowieść o życiu jego ojca, jego pochodzeniu i jego rodzinie. Był on na tyle śmiałym i ambitnym człowiekiem, że ośmielił się opuścić Grecję i osiedlić w Anglii, zwanej niegdyś Brytanią, w celu zdobycia sławy. Historię, którą zamierzam wam przytoczyć, możemy odnaleźć w jednej z bardzo starych ksiąg w bibliotece mego pana, Świętego Piotra z Beauvais5 . To z niej Chretien zaczerpnął wiedzę, którą przemienił w słowo pisane. Z takich właśnie zachowanych ksiąg dowiadujemy się o czynach ówczesnych ludzi i czasach, w których przyszło im żyć. Dzięki jednej z nich wiemy, że nasza rycerskość i wiedza były niegdyś atrybutami Greków. Nieco później ta pierwsza powędrowała do Rzymu, a wiedza przeniosła się na terytorium Francji. Być może Bóg sprawi, iż kiedyś do nas powrócą. Greków i Rzymian jednak już nie ma, ich chwała przeminęła, a ich żarzące się niegdyś prochy przestały się już tlić.

45-134

Chretien rozpoczyna swą opowieść w tym samym momencie, co owa księga. Pewien władczy, bogaty i honorowy cesarz rządził Grecją i Konstantynopolem. U jego boku żyła cesarzowa, z którą władca ów miał dwoje dzieci. Ich starszy syn był o tyle starszy od swego brata, że mógł stać się już prawdziwym rycerzem i trzymać całe królestwo w ryzach. Starszego zwano Aleksandrem, młodszemu zaś nadano imię Alis. Imię ich ojca było takie samo, jak pierworodnego syna, a matce na imię było Tantalis. Nie powiem już ani słowa ani o cesarzu, ani o Alisie. Aleksander był tak śmiały i dumny, że nie chciał zniżyć się do zostania rycerzem w swym własnym kraju. Słyszał opowieści o rządzącym wówczas Królu Arturze oraz towarzyszących mu rycerzach, których wielce lękano się i sławiono na całym świecie. Nie wiedział on, co mógł przynieść mu los, lecz nikt i nic nie był w stanie powstrzymać go przed wyprawą do Brytanii. Ojciec Aleksandra musiał jednak wyrazić na to swą zgodę. Zacny i odważny młodzieniec udał się do pałacu cesarza, by prosić ojca o zgodę. Zdradził mu swe pragnienie i opowiedział, co chciał osiągnąć.

– Zacny panie – rzekł młody Aleksander – proszę cię o łaskę, którą pragnę niezwłocznie otrzymać.

Cesarz powiedział do siebie w myślach, że nic złego nie mogło się jego synowi przytrafić. Chciał, by jego syn stał się człowiekiem honoru.

– Zacny synu – rzekł – obdarzę cię nią. Powiedz mi, cóż chcesz ode mnie otrzymać.

Młodzieniec, osiągnąwszy swój cel, uradował się niezmiernie.

– Panie – odparł – chcesz wiedzieć, co mi przyobiecałeś? Chciałbym dysponować mnóstwem złota i srebra. Chciałbym, by towarzyszyli mi ci, których sam wybiorę. Pragnę opuścić twe ziemie i zaproponować mą pomoc władającemu Brytanią królowi, który mógłby mnie wtedy pasować na rycerza. Przysięgam, że dopóki Król Artur nie przepasa mnie łaskawie mym mieczem, nigdy nie wdzieję zbroi ani nie założę hełmu. On jest jedynym władcą, od którego przyjąłbym taki akt łaski.

Cesarz odpowiedział bez zawahania:

– Dobry synu, na miłość boską, nie mów tak! Cały ten kraj należy do ciebie tak samo, jak bogaty Konstantynopol. Nie myśl o mnie jak o skąpcu, gdyż gotów jestem wręczyć ci dar, o którym marzysz. Trwają przygotowania do twej koronacji, a rycerzem stać się możesz nawet jutro. Cała Grecja byłaby twoja, a twoi arystokraci złożyliby ci hołd oraz przysięgę wierności. Ten, kto by tego nie uczynił, postradałby zmysły.

135-168

Młody Aleksander wysłuchał obietnicy ojca, wedle której miał on po porannej Mszy pasować go na rycerza, lecz odpowiedział mu, że wolał poszukać szczęścia bądź niedoli na obcych ziemiach.

– Skoro chcesz spełnić mą prośbę, podaruj mi cętkowane, szare futra, kilka dobrych koni oraz jedwabne szaty, gdyż zanim stanę się rycerzem, chcę służyć Królowi Arturowi. Nie jestem jednak wystarczająco silny, by nosić zbroję. Nikt ani modlitwą, ani pochlebstwami nie przekona mnie, bym zrezygnował z mej wyprawy do obcych ziem, gdyż mym marzeniem jest spotkać króla, którego rycerze znani są ze swej odwagi i męstwa. Z powodu lenistwa wielu czcigodnych mężów straciło szansę na wielką chwałę, ponieważ nie chcieli podróżować po świecie6 . Wydaje mi się, iż spoczynek i chwała nie są sobie pisane. Bogacz nie dba o swą reputację, gdyż woli spędzać całe dnie na niczym. Męstwo zaś irytuje nikczemnego człowieka, a tchórzostwo ciężkim jest brzemieniem dla odważnego męża. Ten, kto zajmuje się jedynie pomnażaniem swych bogactw, staje się ich więźniem. Zacny ojcze, póki mam okazję i nie opuszczają mnie siły, pragnę poświęcić się i udać na poszukiwanie chwały.

169-234

Usłyszawszy te słowa, cesarz poczuł zarówno radość, jak i żal. Rad był, że syn pragnął postąpić w zgodzie z własnym honorem, lecz z drugiej strony był zasmucony, gdyż miał on go opuścić. Pomijając owe uczucia, jako prawy władca złożonej przysięgi musiał dotrzymać.

– Zacny synu – rzekł – nie mogę cię zawieść, gdy widzę twój honor. Z mojej skarbnicy podaruję ci dwie pełne złota i srebra barki, pamiętaj jednak, byś nie przemienił się w okrutnego skąpca.

Młodzieniec uradował się wielce na słowa ojca, który na pożegnanie nakazał przynieść obiecany skarb. Poprosił swego syna, by ten szczodrze z nim postępował, mówiąc:

– Dobry synu, uwierz mi, szczodrość jest królową wszystkich cnót, która okrywa chwałą inne przymioty. Dowodu na me słowa nie musisz szukać daleko. Gdzie mógłbyś odszukać człowieka, który nigdy nie doświadczył ziemskich bogactw i nawet będąc biedakiem, postępował szczodrze? Czyż mógłbyś także odnaleźć takiego, który pomimo swej nieuprzejmości dzięki największej z cnót nie zyskałby dobrej chwały? Człowiek staje się czcigodnym mężem właśnie dzięki hojności, nie zaś dzięki dobremu urodzeniu, uprzejmości, wiedzy, pretensjonalności, pieniądzom, sile, rycerskości, śmiałości, władzy, urodzie, czy jakiejkolwiek innej wartości7 . Szczodrość jest niczym róża, która kwitnąc przewyższa swym pięknem wszystkie kwiaty świata – wyrasta po pięćsetkroć ponad wszelkie ludzkie cnoty. Jej wartość jest tak wielka, że me słowa nie są w stanie opisać jej nawet w połowie.

Młodzieniec uradował się, że uzyskał to, co chciał. Jego ojciec przystał na wszystkie jego prośby. Cesarzowa, usłyszawszy o wyprawie syna, wielce się jednak zasmuciła. On jednak nie zważał na czyjkolwiek smutek oraz próby odwiedzenia go od jego zamiarów i nakazał przygotować statki najszybciej, jak to było możliwe, gdyż nie zamierzał w swym rodzinnym kraju spędzić ani dnia dłużej. Tej samej nocy załadowano je winem, mięsem i pieczywem.

235-338

Uczyniono to w tamtejszym porcie, a następnego ranka Aleksander udał się uszczęśliwiony na plażę, a towarzyszyli mu służący uradowani na myśl o czekającej ich przygodzie. Obok nich, pogrążeni w smutku, szli cesarz i cesarzowa. Morze było spokojne, wiatr lekki, a niebo czyste. Pożegnawszy się z ojcem i matką, której serce nie mogło przeboleć straty pierworodnego syna, Aleksander wsiadł do niewielkiej łodzi. Po nim to samo uczynili jego towarzysze, podpływając do statków trójkami i czwórkami. Wkrótce podniesiono kotwicę i rozwinięto żagle. Pozostali na brzegu ludzie obserwowali to wszystko z żalem i podążali za nimi wzrokiem tak długo, jak tylko mogli. Wspięli się później na szczyt wzniesienia, aby móc spoglądać na nich choć chwilę dłużej. Obserwowali stamtąd statki zatroskanym wzrokiem mając nadzieję, że Bóg pozwoli im bezpiecznie dotrzeć na miejsce przeznaczenia. Spędzili na morzu cały kwiecień i część maja. Bez żadnych przeszkód dotarli do portu w Southampton8 . Pewnego dnia, pomiędzy trzecią po południu a nieszporami, rzucili kotwicę i wyszli na brzeg. Młodzi towarzysze Aleksandra nie byli przyzwyczajeni do takich znojów i, wycierpiawszy wiele morskich trudów, stracili wigor. Nawet najwytrwalsi byli słabi i bezsilni. Mimo tego radowali się, że opuścili pokład statku i dotarli tam, gdzie zamierzali. Spędziwszy noc w pewnym schronieniu w Southampton, pytali tamtejszych mieszkańców, czy Król przebywał w Anglii. Odpowiadano im, że był w Winchester, miejscu niezbyt od nich oddalonym. Powiedziano im, że gdyby wyjechali o świcie i trzymali się głównej drogi, rychło by tam dotarli. Uradowali się oni niezmierne na te wieści i następnego ranka, tuż o świcie, zbudzili się wszyscy i przygotowali do drogi. Uczyniwszy to, wyjechali z Southampton i wedle słów ludzi jechali głównym traktem, póki nie dotarli do Winchester. Przed szóstą rano Grecy dotarli na jego dwór. Giermkowie pozostali wraz z końmi na dziedzińcu, podczas gdy młodzieńcy udali się przed oblicze najwspanialszego na świecie Króla. Ujrzawszy ich, wielce się on uradował. Zanim jednak podeszli do niego, zdjęli swe płaszcze, gdyż inaczej uznano by ich za źle wychowanych. Rozdziani, zbliżyli się do Króla, a wszyscy jego arystokraci obserwowali ich z boku, radując się na widok tylu urodziwych, młodych mężów. Podejrzewali, że byli oni synami baronów bądź królów, gdyż na to wskazywał zarówno ich wiek, szlachetna postawa, jak i szaty, które były tego samego kształtu i koloru. Przed oblicze Króla podeszło dwunastu młodzieńców. Aleksander wysunął się przed nich, po czym uklęknął, a po nim uczynili to pozostali.

339-384

Aleksander, który mógł poszczycić się pięknym i mądrym słowem, pozdrowił Króla, mówiąc:

– Królu, jeśli wieści o twej chwale są prawdziwe, od chwili stworzenia pierwszego człowieka nigdy nie narodził się mąż o takiej potędze jak twoja. Królu, twoja chwała przywiodła mnie na twój dwór, bym ci służył. Jeśli przyjmiesz mnie do siebie, zostanę u twego boku, póki nie pasujesz mnie na rycerza swą własną dłonią. Jeśli tego nie uczynisz, wyrzeknę się chęci bycia rycerzem. Zacny Królu, zatrzymaj nas na swym dworze, jeśli twą wolą jest, bym został na miejscu.

Król natychmiast mu odpowiedział:

– Przyjacielu, nie mogę odrzucić ani ciebie, ani żadnego z twych towarzyszy. Czujcie się tu jak u siebie w domu. Wydajecie się być synami czcigodnych mężów. Skąd do mnie przybywacie?

– Z Grecji.

– Z Grecji?

– Zaiste.

– Kto zaś jest twym ojcem?

– Panie, sam cesarz.

– Jak ci na imię, zacny przyjacielu?

– Na chrzcie świętym nadano mi imię Aleksander.

– Aleksandrze, mój przyjacielu, z wielką radością zatrzymam cię przy sobie. Zaszczyciłeś mnie samym przybyciem na mój dwór. Pragnę, byś doświadczył mych zaszczytów jako wolny wasal. Zbyt długo już klęczysz, na mój rozkaz udasz się z mym człowiekiem do swego domostwa. Dobrze się stało, że do nas dotarłeś.

385-440

Po tych słowach Grecy powstali uradowani, że Król tak ich powitał i pozwolił im zostać. Aleksander rad był, że uczynił właściwie, gdyż wszystko, czego pragnął, miało się ziścić. Na dworze nie było arystokraty, który nie pozdrowiłby go i nie zwróciłby się do niego z godnością. Był on na tyle mądry, że nie szczycił się tym ani nie przechwalał. Jako pierwszego poznał mego pana Gawaina i jego towarzyszy, a później dane mu było spotkać się z innymi rycerzami. Spotykały go z ich strony liczne zaszczyty, lecz to mój pan Gawain tak go polubił, że wybrał go na swego przyjaciela i towarzysza9 . W tym czasie pozostali Grecy wybrali na swe domy najwspanialsze budowle w mieście. Aleksander przywiózł ze sobą z Konstantynopolu mnóstwo bogactw, które miały przypominać mu o słowach Cesarza mówiących mu o właściwym ich rozporządzaniu. Czynił to słuchając głosu swego serca i poświęcał się temu w całości. Cały dwór zastanawiał się, gdzież skrywał on swe bogactwa, gdyż na każdym kroku chlubił się swymi wspaniałymi, pochodzącymi z Grecji końmi. Aleksander prezentował się tak wspaniale, że Król, Królowa oraz wszyscy arystokraci darzyli go wielką sympatią. Król Artur planował wówczas przemierzyć morze i postawić stopę na brzegu Bretanii. Wezwał w tym celu wszystkich swych baronów, aby ci doradzili mu, komu pod swoją nieobecność miałby pozostawić Anglię. Za powszechną aprobatą ufność została położona w Hrabim Angresie z Windsoru. Zasądzono, że w całym królestwie Króla nie było nikogo bardziej godnego zaufania. Gdy powierzono mu ziemie, Król Artur już następnego dnia wyruszył w drogę wraz ze swą Królową i jej damami. Mieszkańcy Bretanii, usłyszawszy wieści o wyprawie Króla i jego baronów, niezmiernie się uradowali.

441-540

Na statek, którym płynął Król, nie wpuszczono żadnego młodzieńca ani dziewicy poza Aleksandrem i Soredramorsą, która towarzyszyła Królowej. Niewiasta owa gardziła miłością, gdyż w swym życiu nigdy nie spotkała mężczyzny, którego zdołałaby pokochać, niezależnie od tego, jaki byłby urodziwy, władczy, czy też jakie byłoby jego pochodzenie. Mimo tego była tak piękna i urocza, że gdyby tylko chciała, mogłaby z łatwością nauczyć się miłości. Przez Miłość właśnie miała ona rozpaczać i mścić się za pychę i pogardę, z jaką Ta ją traktowała. Wycelowała strzałę prosto w jej serce, przez co dama zaczęła blednąć i drgać tak, że musiała się Jej poddać. Z wielkim trudem powstrzymywała się od spojrzenia w stronę Aleksandra, lecz musiała się mieć na baczności także przed swym bratem, a mym panem, Gawainem. Mimo że pokutowała za swą wielką pychę i lekceważenie, Miłość przygotowała dla niej gorącą kąpiel, która poparzyła jej ciało. Chciała, by dama Ją polubiła, lecz tak naprawdę była to zemsta. Miłość oskarżyła ją o zdradę, mówiąc10 :

– Me oczy, zdradziłyście mnie! Me serce, zwykle wierne, teraz z twojej winy żywi w sobie urazę. To, co widzę, smuci mnie. Czyż jednak smuci? Zaiste nie, raczej raduje. Jeśli widzę coś, co mnie smuci, czyż nie mogę panować nad mym wzrokiem? Ma siła mnie zawiodła i przez to straciłam szacunek do samej siebie, gdyż nie potrafiłam skierować mego wzroku tam, gdzie chciałam. Sprawię tak, by wprawić Miłość w zakłopotanie. Serce nie krwawi, gdy oko nie widzi. Jeśli nie spojrzę na tego mężczyznę, nie będzie w stanie mnie skrzywdzić. Nie kieruje on w mą stronę ni próśb, ni modłów, co czyniłby, gdyby mnie kochał. Skoro mnie nie miłuje ani nie szanuje, mam to czynić ja? Jego uroda wabi me oczy, dźwięk jego głosu nęci me uszy, przez wzgląd na to mam go pokochać? Nie, gdyż byłoby to zakłamanie. On nie ma prawa narzekać, a ja niczego nie oczekuję. Nie można kochać samymi oczami. Jakież przewinienie popełniły me oczy, skoro patrzą tylko na to, czego pragnę? Cóż uczyniły i jak zgrzeszyły? Mam je winić? Skądże. Kto zatem jest winny? Ja, gdyż należą do mnie. Me oko nie widzi nic poza pragnieniami mego serca. Ono z kolei nie winno pragnąć tego, co mogłoby mnie skrzywdzić, a jednak to czyni. Ból? Na mą wiarę, muszę być szalona, skoro aby ujarzmić serce pragnę tego, co sprawia mi przykrość. Jeśli bym tylko mogła, odrzuciłabym wszystko, co mnie smuci. Jeśli bym mogła? Szalona, cóż ja czynię? Zaiste, muszę mieć wątłe siły, skoro nie potrafię nad sobą zapanować. Czy Miłość zamierza zwieść mnie na tę samą ścieżkę, która prowadzi innych na manowce? Tych innych może prowadzić, ale nie mnie, gdyż nie zależy mi na nim. Nigdy nie będę jego damą, nigdy nie byłam i nie powinnam za wszelką cenę szukać w nim towarzysza.

Tak oto spierała się sama z sobą, kochając się i nienawidząc zarazem. Nie wiedziała, jaką obrać drogę. Chciała bronić się przed Miłością, lecz nie tego oczekiwała. Boże! Gdyby wiedziała, że Aleksander również o niej rozmyślał! Miłość obdarzyła ich uczuciem po równo. Potraktowała ich sprawiedliwie, jedno pokochało drugie z wzajemnością. Ich miłość byłaby prawdziwa, gdyby tylko wiedzieli o swych pragnieniach. On jednak tego nie wiedział, a ona nie znała przyczyny jego smutku.

541-574

Królowa widziała ich, jak na zmianę bledli, czerwienili się, wzdychali głęboko i drżeli. Nie wiedziała jednak, jaki był powód takiego zachowania, sądziła, że to wina morza. Myślę, że gdyby nie wytrąciło jej ono z równowagi, domyśliłaby się, lecz zaczęło ją zwodzić i okłamywać tak, że nie odkryła kwitnącego w ich sercach uczucia. To właśnie z miłości brał się ostry ból, przez który cierpieli. Ten, kto jest niewinny, winiony jest często za błędy innych. Królowa całą winę stale przypisywała morzu, lecz nie miała racji, gdyż nie uczyniło ono nic złego. Soredamorsa była zasmucona nawet wtedy, gdy statek przybił do portu. Jeśli chodzi o Bretończyków, wiadomym było, iż uradują się oni wielce na jego przybycie i z ochotą służyli mu jako jego panowie lenni. O Królu Arturze nie powiem już jednak ani słowa więcej. Zamiast tego opowiem wam, jak Miłość przygniotła tych, których tak niecnie zaatakowała.

575-872

Aleksander