Cienie mojego życia. Pamiętnik zbrodni Los Angeles - James Ellroy - ebook
Opis

Tym razem James Ellroy prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa własnej matki, udu­szonej latem 1958 roku. Zabójcy nigdy nie znaleziono. Ta śmierć wywarła na pisarza ogromny wpływ – jako nastolatek mieszkał na ulicy, dopuszczał się drobnych włamań i nie stronił od alkoholu. Zabójstwo matki sprawiło także, że Ellroy rozwinął w sobie obsesyjne zamiło­wanie do prozy kryminalnej, lecz dopiero po latach odważył się powrócić do przeszłości. Krótko po wydaniu przełomowej Białej gorącz­ki postanowił wrócić do Los Angeles i z pomo­cą emerytowanego śledczego Billa Stonera spróbować rozwiązać zagadkę dokonanego przed 38 laty morderstwa. Efektem tego amatorskiego śledztwa jest jedna z najbardziej wyjątkowych pozycji łą­czących kryminalną literaturę faktu z auto­biografią, jakie ukazały się w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Cienie mojego życia są zapisem hipnotyzują­cej wyprawy w głąb amerykańskiego pół­światka i udręczonej duszy człowieka. „Jako mistrz własnego języka nie jest w żadnej mierze konwencjonalnym twórcą powieści historycznych… Sprawia, że czytelnik czuje się podłączony do nieprzyjemnego sennego marzenia całej kultury”. „Guardian”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 575

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginalu:My Dark Places

Copyright © 1996, James Ellroy

All rights reserved

Copyright © 2019 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Copyright © 2019 for the Polish translation by Wydawnictwo Sonia Draga

Projekt graficzny okładki: Mariusz Banachowicz

Redakcja: Mariusz Kulan

Korekta: Aneta Iwan, Iwona Wyrwisz

ISBN: 978-83-8110-821-8

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórców i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o.o.

ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

e-mail:[email protected]

www.soniadraga.pl

www.facebook.com/wydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2019

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

DLA

Helen Knode

CZĘŚĆ IRuda

Zabiła Cię zwykła sobotnia noc. Umarłaś głupio i brutalnie, nie mając nic, co pomogłoby Ci zatrzymać drogocenne życie.

Ucieczka w bezpieczne miejsce na krótko odroczyła egzekucję. Ukryłaś mnie, żebym przyniósł Ci szczęście. Zawiodłem Cię jako talizman – więc teraz staję jako Twój świadek.

Twa śmierć definiuje moje życie. Chcę znaleźć miłość, której nigdy nie zaznaliśmy, i eksplikować ją w Twoim imieniu.

Chcę ujawnić Twoje tajemnice. Chcę unicestwić dzielący nas dystans.

Chcę przywrócić Ci oddech.

1

Znalazły ją dzieciaki.

Gracze młodzieżowej ligi baseballu szli poćwiczyć odbicia. Za nimi podążali trzej dorośli trenerzy.

Chłopcy ujrzeli jakiś kształt w bluszczu rosnącym przy krawężniku. Mężczyźni ujrzeli zerwane perły na chodniku. Przez całą grupę przeszedł telepatyczny wstrząs.

Clyde Warner i Dick Ginnold cofnęli chłopców kawałek, żeby nie przyglądali się z bliska. Kendall Nungesser przebiegł przez Tyler Avenue i znalazł budkę telefoniczną przy straganie z nabiałem.

Zadzwonił na posterunek szeryfa w Temple City i powiedział dyżurnemu, że znalazł zwłoki. Leżą przy samej drodze obok boiska szkolnego Liceum Arroyo. Sierżant kazał im zostać na miejscu i niczego nie ruszać.

Przez radio nadano: niedziela, 22.06.1958, godzina 10.10. Zwłoki na rogu King’s Row i Tyler Avenue, El Monte.

Radiowóz szeryfa dotarł w niecałe pięć minut. Załoga Wydziału Policji El Monte przybyła kilka sekund później.

Zastępca szeryfa Vic Cavallero zgarnął trenerów i dzieciaki. Funkcjonariusz policji Dave Wire przyjrzał się ciału.

Była to biała kobieta. Miała jasną cerę i rude włosy. Lat około czterdziestu. Leżała płasko na wznak w bluszczu kawałek od krawężnika przy King’s Row.

Prawą rękę miała wygiętą do góry. Prawa dłoń spoczywała tuż obok głowy. Lewa ręka była zgięta w łokciu i ułożona przy talii. Lewa dłoń – zaciśnięta w pięść. Nogi – wyciągnięte prosto.

Ubrana była w błękitno-granatową sukienkę z głębokim dekoltem, bez rękawów. Granatowy płaszcz na podszewce z tego samego co sukienka materiału przykrywał dolne partie ciała.

Wystawały tylko stopy i kostki. Prawa stopa była goła. Wokół lewej kostki marszczyła się zwinięta nylonowa pończocha.

Sukienka była w nieładzie. Ślady ukąszeń owadów pokrywały ręce. Twarz była posiniaczona, a z ust wystawał język. Rozpięty stanik został podciągnięty nad piersi. Szyję oplatała nylonowa pończocha i bawełniany sznurek. Jedno i drugie mocno zaciśnięte.

Dave Wire połączył się przez radio z dyżurnym Wydziału Policji El Monte. Vic Cavallero połączył się z posterunkiem w Temple. W eter poszedł alarm o znalezieniu porzuconych zwłok:

Sprowadzić koronera z Biura Szeryfa Hrabstwa Los Angeles. Sprowadzić techników kryminalistycznych i fotografa. Powiadomić wydział zabójstw Biura Szeryfa i kazać im wysłać ekipę.

Cavallero stał przy zwłokach. Dave Wire podbiegł do straganu z nabiałem i zarekwirował kawał sznura. Cavallero pomógł mu go rozciągnąć wokół miejsca zbrodni.

Rozmawiali o dziwnym ułożeniu ciała. Wydawało się przypadkowe i zamierzone zarazem.

Zaczęli schodzić się gapie. Cavallero cofał ich na chodnik przy Tyler Avenue. Wire spostrzegł perły na drodze i każdą z nich otoczył kredowym kółkiem.

Do policyjnego kordonu podjechały służbowe wozy. Policjanci w mundurach i po cywilnemu przeszli pod sznurem.

Z Wydziału Policji El Monte przybyli: komendant Orval Davis, kapitan Jim Bruton, sierżant Virg Ervin. Z Biura Szeryfa w Temple przyjechali: kapitan Dick Brooks i porucznik Don Mead oraz sierżant Don Clapp. Zastępcy szeryfa zajęli się gapiami i zwyczajnie zaciekawionymi policjantami na służbie i po służbie.

Dave Wire dokładnie określił usytuowanie ciała: dziewiętnaście metrów na zachód od pierwszej zamykanej na klucz szkolnej bramy / sześćdziesiąt centymetrów na południe od krawędzi jezdni King’s Row. Przybył fotograf z Biura Szeryfa i cyknął kilka fotek King’s Row i boiska Liceum Arroyo.

Było południe i temperatura przekraczała trzydzieści stopni.

Fotograf szeryfa zrobił zdjęcia zwłok z góry i z boków. Vic Cavallero zapewnił go, że kolesie, którzy je znaleźli, niczego nie dotykali. Zjawili się sierżanci Ward Hallinen i Jack Lawton i zaraz podeszli do komendanta Davisa.

Davis powierzył im śledztwo na mocy układu stanowiącego, że wszystkie zabójstwa na terenie El Monte podlegają wydziałowi zabójstw Biura Szeryfa Hrabstwa Los Angeles.

Hallinen podszedł do zwłok. Lawton sporządził w notesie szkic okolicy.

Tyler Avenue prowadziła z północy na południe. King’s Row przecinała ją, biegnąc wzdłuż południowej granicy terenu szkoły. King’s Row ciągnęła się przez jakieś sto sześćdziesiąt metrów na wschód. Kończyła się przy Cedar Avenue, stanowiącej wschodnią granicę terenu szkoły. Była to jedynie utwardzona droga dojazdowa.

W miejscu, gdzie King’s Row łączyła się z Cedar Avenue, znajdowała się brama. Kolejna brama odgradzała niskie domki przy głównych zabudowaniach Liceum Arroyo. Na King’s Row można było dostać się tylko z Tyler Avenue.

King’s Row miała cztery i pół metra szerokości. Boisko sportowe znajdowało się po jej północnej stronie. Od południa ciągnęło się zarośnięte krzewami ogrodzenie z siatki i szeroki na niecały metr bluszczowy gąszcz. Zwłoki leżały niecałe siedemdziesiąt metrów na wschód od skrzyżowania Tyler z King’s Row.

Lewa stopa ofiary znajdowała się pięć centymetrów od krawężnika. Pod ciężarem zwłok ugiął się bluszcz dookoła.

Lawton i Hallinen wpatrywali się w ciało. Zaczynało się stężenie pośmiertne – zaciśnięta pięść ofiary zdążyła zesztywnieć.

Hallinen dostrzegł pierścionek ze sztuczną perłą na serdecznym palcu. Lawton stwierdził, że może on pomóc im w ustaleniu tożsamości.

Twarz nieco już zsiniała. Wyglądało to na klasyczne nocne porzucenie zwłok.

Vic Cavallero kazał trenerom i baseballistom iść do domu. Dave Wire i Virg Ervin rozmawiali z cywilami. Sierżant Harry Andre z wydziału zabójstw Biura Szeryfa, choć nie był na służbie, przyjechał, żeby pomóc.

Zjawili się dziennikarze. Przybyło paru zastępców szeryfa z Temple, żeby obejrzeć miejsce zbrodni. Przybyła też połowa z dwudziestosześcioosobowej załogi Wydziału Policji El Monte – trup białej kobiety dziwnie przyciągał.

Zjawił się koroner. Fotograf powiedział mu, że może zbadać ofiarę.

Hallinen i Lawton przecisnęli się, żeby popatrzeć. Koroner zdjął płaszcz z dolnej części ciała.

Ofiara była bez halki, pasa do pończoch i majtek. Sukienkę miała podciągniętą nad biodra. Brak majtek i brak butów. Tylko ta jedna pończocha zwinięta wokół lewej kostki. Sińce i drobne otarcia po wewnętrznej stronie ud. Ślad ciągnięcia po asfalcie na lewym biodrze.

Koroner przewrócił ciało. Fotograf pstryknął kilka zdjęć. Plecy ofiary były mokre od rosy i zaczęły się na nich pojawiać pierwsze plamy opadowe.

Koroner stwierdził, że zgon nastąpił prawdopodobnie osiem do dwunastu godzin temu. Zwłoki porzucono przed wschodem słońca – rosa na plecach wyraźnie na to wskazywała.

Fotograf zrobił jeszcze kilka zdjęć. Koroner i jego pomocnik podnieśli ciało. Było wiotkie – broniło się jeszcze przed pełnym stężeniem pośmiertnym. Zanieśli ofiarę do furgonetki i położyli na noszach.

Hallinen i Lawton przeszukali bluszczowe zarośla i przylegający do nich chodnik.

Na drodze znaleźli złamaną antenę samochodową. W przygniecionym bluszczu w miejscu porzucenia zwłok leżał zerwany sznur pereł. Pozbierali perły z kredowych kółek i uzupełnili naszyjnik. Zobaczyli, że jest cały.

Zapięcie pozostało nietknięte. Naszyjnik był zerwany pośrodku. Włożyli całość do torebki na dowody rzeczowe.

Nie znaleźli majtek ofiary, butów ani torebki. Nie znaleźli śladów opon na żwirze przy krawężniku. Nie było śladów wleczenia na nawierzchni całej King’s Row. Bluszcz otaczający miejsce porzucenia nie wyglądał na zdeptany.

Była 13.20. Temperatura podskoczyła do trzydziestu pięciu stopni.

Koroner pobrał próbki włosów z głowy i łona ofiary. Obciął jej paznokcie i umieścił je w małej kopercie.

Rozebrane ciało leżało na wznak na noszach.

Na wewnętrznej stronie prawej dłoni ofiary znajdowała się niewielka ilość zaschniętej krwi. Mniej więcej pośrodku czoła widniało niewielkie otarcie.

Kobieta nie miała prawego sutka. Otoczka była pomarszczona i pokryta białą tkanką bliznowatą. Wyglądało to na przeprowadzoną dawno temu amputację.

Hallinen zdjął ofierze pierścionek. Koroner za pomocą miarki ustalił wzrost na sto sześćdziesiąt osiem centymetrów i oszacował wagę na mniej więcej sześćdziesiąt pięć kilogramów. Lawton pojechał przekazać te dane dyżurnemu i sekcji osób zaginionych w Biurze Szeryfa.

Koroner wyjął skalpel i wykonał głębokie piętnastocentymetrowe cięcie na brzuchu ofiary. Palcami rozchylił płaty mięsa i wetknął termometr w wątrobę. Temperatura wynosiła trzydzieści dwa stopnie. Oznajmił, że zgon nastąpił pomiędzy 3.00 a 5.00 nad ranem.

Hallinen oglądał pętle. Pończocha i bawełniany sznurek oplatały szyję ofiary – każde z osobna. Sznurek przypominał linkę do wieszania bielizny albo do podciągania żaluzji.

Węzeł znajdował się na karku ofiary. Zabójca zacisnął go tak mocno, że linka się zerwała – strzępy i nierówne długości końcówek dowodziły tego niezbicie.

Pończocha na szyi była identyczna jak ta zwinięta na lewej kostce ofiary.

Koroner zamknął furgonetkę i zawiózł ciało do Kostnicy Hrabstwa Los Angeles. Jack Lawton nadał przez radio:

Do wszystkich jednostek w dolinie San Gabriel – uważać na podejrzanych mężczyzn ze świeżymi skaleczeniami i zadrapaniami.

Ward Hallinen zebrał kilku reporterów radiowych. Kazał im nadać na lokalnej antenie:

Znaleziono zwłoki białej kobiety. Czterdzieści lat, rude włosy, piwne oczy, metr sześćdziesiąt osiem wzrostu, sześćdziesiąt pięć kilo wagi. Osoby, które mają jakieś informacje, powinny zgłosić się do Wydziału Policji El Monte i na posterunek szeryfa w Temple City…

Komendant Davis i kapitan Bruton pojechali na komendę Wydziału Policji El Monte. Dołączyli do nich trzej oficerowie z wydziału zabójstw Biura Szeryfa: inspektor R.J. Parsonson, kapitan Al Etzel i porucznik Charles McGowan.

Rozpoczęła się burza mózgów. Bruton obdzwonił wydziały policji w Baldwin Park, Pasadenie, Covinie i West Covinie i skontaktował się z Biurem Szeryfa w San Dimas. Podał wszędzie rysopis ofiary i wszędzie uzyskał tę samą odpowiedź: nie pasuje do opisu żadnej ze zgłoszonych w ostatnim czasie zaginionych kobiet.

Zastępcy szeryfa i policjanci z El Monte sprawdzali teren Liceum Arroyo. Hallinen, Lawton i Andre szukali świadków.

Rozmawiali z przechodniami i z ludźmi wygrzewającymi się w słońcu na własnych podwórkach. Rozmawiali z klientami w długiej kolejce do straganu z nabiałem. Opisywali ofiarę i słyszeli zawsze tę samą odpowiedź: nie wiem, o kim mówicie.

Okolicę stanowiło osiedle mieszkalne trochę przypominające wieś – małe domki, a pomiędzy nimi puste działki i całe kwartały niezabudowanych pól i łąk. Hallinen, Lawton i Andre uznali, że poszukiwanie tu jakichkolwiek świadków będzie daremne.

Pojechali na południe, kierując się ku głównym drogom średnicowym El Monte: Ramona, Garvey i Valley Boulevard. Sprawdzili cały szereg kawiarni i kilka koktajlbarów. Pytali o rudą, lecz w odpowiedzi słyszeli same przeczące odpowiedzi.

Poszukiwanie świadków na tym etapie dobiegło końca.

Przeszukiwanie terenu szkoły też.

Żadna załoga radiowozu nie doniosła o podejrzanych mężczyznach ze skaleczeniami i zadrapaniami.

Na policję w El Monte zadzwoniła kobieta. Powiedziała, że słyszała wiadomość w radiu. Opis kobiety, którą znaleźli przy szkole, pasuje do jej lokatorki.

Dyżurny połączył się przez radio z Virgiem Ervinem: pogadajcie z kobietą z Bryant Road 700.

Był to adres w El Monte – może półtora kilometra na południowy wschód od Liceum Arroyo. Ervin pojechał tam i zapukał do drzwi.

Otworzyła kobieta. Przedstawiła się jako Anna May Krycki i oświadczyła, że opis martwej kobiety pasuje do jej lokatorki Jean Ellroy. Jean wyszła ze swego domku na działce Kryckich około 20.00. Całą noc jej nie było i jeszcze nie wróciła.

Ervin opisał płaszcz i sukienkę ofiary. Anna May Krycki powiedziała, że tak wyglądał ulubiony strój Jean. Ervin opisał bliznę na prawej piersi ofiary. Anna May Krycki powiedziała, że Jean jej tę bliznę pokazywała.

Ervin wrócił do wozu i przez radio przekazał informację dyżurnemu w El Monte. Dyżurny wysłał radiowóz po Jacka Lawtona i Warda Hallinena.

Załoga radiowozu znalazła ich w niecałe dziesięć minut. Pojechali prosto do domu Kryckich.

Hallinen od razu wyciągnął naszyjnik ofiary. Anna May Krycki rozpoznała go jako należący do Jean Ellroy.

Lawton i Hallinen poprosili, żeby usiadła, i zaczęli pytać. Anna May Krycki powiedziała, że jest mężatką. Ma męża George’a i dwunastoletniego syna Gaylorda z poprzedniego małżeństwa. Jean Ellroy nosiła nazwisko męża, ale rozwiodła się z nim przed kilkoma laty. Jej pełne imię brzmiało Geneva. Na drugie miała Odelia, z domu Hilliker. Jean z zawodu była pielęgniarką. Pracowała w fabryce części do samolotów w Los Angeles. Razem z dziesięcioletnim synem mieszkała w małym kamiennym domku w głębi podwórza Kryckich. Jeździła czerwono-białym buickiem, rocznik 1957. Jej syn spędzał akurat weekend z ojcem w L.A. i miał wrócić do domu za kilka godzin.

Pani Krycki pokazała im zdjęcie Jean Ellroy. Twarz na zdjęciu była twarzą ofiary.

Pani Krycki powiedziała, że widziała, jak Jean wychodzi z domku wieczorem, około 20.00. Była sama. Wyjechała samochodem i już nie wróciła. Samochód nie stał ani na podjeździe, ani w garażu.

Pani Krycki oświadczyła, że ofiara wraz z synem wprowadziła się do domku cztery miesiące wcześniej. Oświadczyła też, że chłopiec w ciągu tygodnia mieszkał z matką, a w weekendy z ojcem. Jean pochodziła z małego miasteczka w Wisconsin. Była pracowitą, spokojną, raczej zamkniętą w sobie kobietą. Miała trzydzieści siedem lat.

Ojciec chłopca przyjechał po niego taksówką wczoraj rano. Po południu widziała, jak Jean krząta się po podwórku. Porozmawiały przez chwilę, ale Jean nie wspomniała nic o swoich planach na sobotnią noc.

Virg Ervin zapytał o samochód ofiary. Gdzie go serwisowała?

Pani Krycki powiedziała, żeby spytał na pobliskiej stacji obsługi Union 76. Ervin zdobył numer, zadzwonił na stację i porozmawiał z właścicielem. Mężczyzna sprawdził jego dane i wrócił do telefonu z numerem rejestracyjnym: Kalifornia / KFE 778.

Ervin podał numer dyżurnemu z El Monte. Dyżurny przekazał go załogom wszystkich radiowozów policji i Biura Szeryfa.

Kontynuowali przesłuchanie. Hallinen i Lawton drążyli jeden temat: relacje ofiary z mężczyznami.

Pani Krycki powiedziała, że Jean prowadziła dość ograniczone życie towarzyskie. Zdawało się, że nie ma żadnego faceta. Czasem wychodziła sama – i zwykle wracała do domu dość wcześnie. Nie piła dużo. Często powtarzała, że chce być wzorem dla syna.

Zjawił się George Krycki. Hallinen i Lawton zapytali, co robił w sobotni wieczór.

Powiedział im, że około 21.00 Anna May poszła do kina. On został w domu i śledził w telewizji zapowiedzi walk bokserskich. Widział, jak ofiara wyjeżdża pomiędzy 20.00 a 20.30, ale nie widział ani nie słyszał, żeby wróciła do domu.

Ervin poprosił Kryckich, by pojechali z nim do Kostnicy Hrabstwa Los Angeles. Musieli dokonać ostatecznej identyfikacji zwłok.

Hallinen zadzwonił do podległego Biuru Szeryfa laboratorium kryminalistycznego i kazał przysłać technika od odcisków palców na Bryant Road 700 w El Monte – do małego domku za większym domem.

Virg Ervin ruszył z Kryckimi do Gmachu Sprawiedliwości w L.A. – prawie dwudziestokilometrowa przejażdżka autostradą San Bernardino. Biuro koronera i kostnica znajdowały się w podziemiach pod wydziałem zabójstw Biura Szeryfa.

Ofiara leżała na metalowym stole w chłodzonej komorze. Państwo Krycki widzieli ją – każde z osobna. Oboje zidentyfikowali ją jako Jean Ellroy.

Ervin spisał oficjalne zeznanie i odwiózł Kryckich do El Monte.

Spec od odcisków palców spotkał się z Hallinenem i Lawtonem przed domkiem Ellroyów. Była 16.30 i nadal panowały upał i duchota.

Wzniesiony z kasztanowej barwy drewna i otoczaków domek był mały. Stał za domem Kryckich, na końcu wspólnego podwórza. Na podwórzu rosły rzucające cień palmy i bananowce, a pośrodku niego znajdowało się kamienno-betonowe oczko wodne. Oba budynki były usytuowane w południowo-wschodnim narożniku Maple i Bryant. Domek Ellroyów miał adres Maple Avenue.

Drzwi od frontu wychodziły na oczko wodne i na tylne drzwi Kryckich. Składały się ze szklanych listewek wprawionych w drewnianą ramę. Jednej takiej listewki w pobliżu zamka brakowało. Drzwi nie dało się zamknąć na klucz ani od wewnątrz, ani z zewnątrz.

Hallinen, Lawton i technik weszli do środka. Wnętrze było ciasne: dwie maleńkie sypialnie, do których przechodziło się z wąskiego pokoju dziennego, mała kuchnia, kącik śniadaniowy i łazienka.

Było schludnie i czysto. Zdawało się, że nic nie zostało naruszone. W łóżku ofiary ani w łóżku jej syna ostatniej nocy nikt nie spał.

W kuchni znaleźli kieliszek częściowo napełniony winem. Sprawdzili szuflady w sypialni ofiary i znaleźli dokumenty osobiste. Dowiedzieli się, że pracowała w Airtek Dynamics przy South Figueroa 2222, L.A.

Dowiedzieli się, że były mąż ofiary nazywa się Armand Ellroy. Mieszka przy Beverly Boulevard 4980, L.A. Numer telefonu: Hollywood 3-8700.

Zauważyli, że sama ofiara nie miała telefonu.

Technik sprawdził kieliszek z winem i parę innych przedmiotów, na których mogły zostać odciski palców, ale nie ujawnił żadnych czytelnych śladów daktyloskopijnych.

Hallinen przeszedł do domu Kryckich i zadzwonił do byłego męża ofiary. Czekał przy telefonie dość długo, ale nikt nie odebrał.

Wszedł Virg Ervin. Powiedział, że Dave Wire znalazł wóz ofiary – zaparkowany za barem przy Valley Boulevard.

Bar nazywał się Pustynna Karczma. Mieścił się przy Valley Boulevard 11721 – trzy kilometry od miejsca porzucenia zwłok i półtora kilometra od domu ofiary. Był to parterowy budynek z płaskim dachem krytym czerwoną dachówką i z markizami nad oknami od frontu.

Na tyłach działka graniczyła z szeregiem tanich, tynkowanych parterowych domków. Cztery rzędy miejsc parkingowych przedzielał pośrodku pas trawy z posadzonymi platanami. Z trzech stron otaczał je niski płotek z siatki.

Czerwono-biały buick parkował przy ogrodzeniu po zachodniej stronie. Obok niego stał Dave Wire. Jim Bruton i Harry Andre stali przy radiowozie Biura Szeryfa.

Był też Al Etzel. Był Blackie McGowan.

Hallinen i Lawton wjechali na parking. Virg Ervin i technik od odcisków palców wjechali, każdy swoim wozem.

Dave Wire podszedł i zdał relację.

Usłyszał komunikat z numerem rejestracyjnym i zaczął sprawdzać boczne uliczki i parkingi. Znalazł samochód ofiary o 15.35. Nie był zamknięty na klucz i nie wyglądał na splądrowany. Sprawdził przednie siedzenia i kanapę z tyłu, ale nie znalazł kluczyków ani torebki ofiary, ani jej bielizny i butów. Znalazł za to kilka puszek po piwie. Były zawinięte w szary papier i związane sznurkiem.

Hallinen i Lawton obejrzeli samochód. Wydawał się nieskazitelnie czysty zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Technik zrobił zdjęcia najpierw wewnątrz, potem na zewnątrz i sprawdził drzwi i deskę rozdzielczą, szukając odcisków palców. Nie ujawnił żadnych czytelnych śladów daktyloskopijnych.

Przybył zastępca szeryfa z Temple. Przejął wóz i pojechał nim do pobliskiego dilera Forda, gdzie samochód miał zostać zabezpieczony.

Jacyś ludzie wylegiwali się na trawniku. Wire wskazał Roya Dunna i Ala Manganiella – dwóch barmanów z Pustynnej Karczmy.

Andre i Hallinen poszli z nimi porozmawiać. Dunn powiedział, że pracował ostatniej nocy; Manganiello powiedział, że pracuje tylko na dziennej zmianie. Hallinen pokazał im zdjęcie ofiary, które dostał od pani Krycki. Obaj mężczyźni oznajmili, że nigdy jej nie widzieli.

Nigdy też nie widzieli czerwono-białego buicka. Dunn był wczoraj na zmianie, ale tkwił za barem i nie widział, jak klienci wchodzą czy wychodzą. Obaj stwierdzili, że buick stał tam zaparkowany przez cały dzień, może nawet i przez całą noc.

Andre zapytał ich, kto jeszcze pracował na nocnej zmianie. Dunn odpowiedział: Niech pan pogada z szefem, Ellisem Outlawem.

Hallinen i Andre weszli do środka. Kapitan Etzel i porucznik McGowan ruszyli za nimi.

Pustynna Karczma była wąska i miała kształt litery L. Wzdłuż ścian ciągnęły się boksy z siedzeniami obitymi sztuczną skórą. Naprzeciwko wejścia i stolików w trzech rzędach znajdował się bar z krzesłami. Lada, gdzie wydawano zamówienia do stolików, i kuchnia były tuż za nim. Parkiet do tańca i podest dla orkiestry tworzyły krótsze ramię litery L.

Dorwali Ellisa Outlawa i pokazali mu zdjęcie ofiary. Outlaw powiedział, że nigdy jej nie widział – ani jej, ani tego buicka ’57 na parkingu. W zeszłą noc miał wolne, ale wie, kto pracował.

Podał im parę nazwisk.

Swojej żony: Alberta „Bert” Outlaw. Swojej siostry: Myrtle Mawby. Obie są teraz u niego w domu. Jedźcie na osiedle Royal Palms – Mildred Avenue 321, West Covina. I zadzwońcie jeszcze do Margie Trawick – Gilbert 8-1136. Pracuje dorywczo jako kelnerka w Pustynnej Karczmie i podobno była tu zeszłej nocy.

Hallinen zapisał informacje i wyszedł za pozostałymi gliniarzami na dwór. Na parkingu roiło się od policjantów z El Monte, którzy starali się nadążyć za rozwojem sytuacji. Inna grupa stróżów prawa czekała u zbiegu Bryant i Maple, aż zjawi się eksmąż ofiary z dzieciakiem.

Była 18.30 i zaczęło się trochę ochładzać. Był długi dzień wczesnego lata i nic jeszcze nie zapowiadało zmierzchu.

Radia w policyjnych wozach zatrzeszczały wszystkie naraz.

Dzieciak i eks wrócili. Osobnymi radiowozami jechali teraz na posterunek w El Monte.

Eksmężowi brakowało tygodnia do sześćdziesiątki. Był wysoki i atletycznie zbudowany. Zdawało się, że panuje nad emocjami.

Syn ofiary był pulchny i wysoki jak na dziesięciolatka. Denerwował się, ale w żadnym razie nie wyglądał na zrozpaczonego.

Chłopiec przyjechał do domu taksówką sam. Poinformowano go o śmierci matki, a on przyjął tę wiadomość spokojnie. Powiedział zastępcy szeryfa, że jego ojciec jest na dworcu autobusowym w El Monte, czeka na autobus powrotny do L.A.

Wysłano radiowóz, który zabrał Armanda Ellroya. Ojciec i syn nie widzieli się, odkąd pożegnali się na dworcu. Teraz trzymani byli w osobnych pokojach.

Hallinen i Lawton najpierw przesłuchali eksmęża. Ellroy oświadczył, że rozwiódł się z ofiarą w 1954 roku i w ten weekend korzystał z przysługującego mu prawa do kontaktów z dzieckiem. Przyjechał po chłopca taksówką w sobotę o dziesiątej i nie widział się z byłą żoną. Razem z synem pojechał autobusem do swojego mieszkania w Los Angeles. Zjedli lunch i poszli do kina Fox-Wilshire na film pod tytułem Wikingowie. Seans skończył się o 16.30. Zrobili zakupy w spożywczym i wrócili do domu. Zjedli kolację, pooglądali telewizję i między 22.00 a 23.00 poszli spać.

Rano wstali dość późno. Pojechali autobusem do śródmieścia i zjedli lunch w Clifton’s Cafeteria. Przez kilka godzin spacerowali i oglądali wystawy sklepowe, po czym autobusem wrócili do El Monte. Na dworcu wsadził syna do taksówki i usiadł, by zaczekać na autobus powrotny do L.A. Podszedł do niego policjant i przekazał wiadomość.

Hallinen i Lawton zapytali Ellroya, jak układało mu się z byłą małżonką. Powiedział im, że poznali się w 1939 roku, a pobrali w 1940. W 1954 wzięli rozwód – coś się popsuło i zaczęli się nienawidzić. Proces rozwodowy pełen był jadu i wzajemnych oskarżeń.

Hallinen i Lawton wypytali Ellroya o życie towarzyskie jego eksżony. Powiedział, że Jean była skryta i dyskretna. Kłamała, gdy jej to pasowało, i tak naprawdę miała czterdzieści trzy lata, a nie trzydzieści siedem, jak twierdziła. Była rozwiązła i za dużo piła. Syn kilka razy zastał ją w łóżku z obcym mężczyzną. Ostatnia przeprowadzka do El Monte musiała być ucieczką od albo do jakiegoś menela, z którym akurat się spotykała. Ukrywała przed wszystkimi swoje życie towarzyskie, bo wiedziała, że on zamierza udowodnić, iż ona nie nadaje się na matkę, i uzyskać prawo do pełnej opieki nad synem.

Hallinen i Lawton poprosili Ellroya, by wymienił jakichś facetów swojej eks. Powiedział, że zna tylko jedno nazwisko: Hank Hart, robotnik bez jednego kciuka.

Hallinen i Lawton podziękowali Ellroyowi za współpracę i przeszli do pokoju przesłuchań w głębi korytarza. Paru gliniarzy po służbie pilnowało tam dzieciaka ofiary.

Chłopiec nieźle się trzymał. Przez cały czas zachowywał się jak mały twardziel.

Hallinen i Lawton postępowali z nim delikatnie. Chłopiec w najdrobniejszych szczegółach potwierdził relację swego ojca z ich wspólnego weekendu. Powiedział, że zna nazwiska tylko dwóch mężczyzn, z którymi spotykała się mama: Hanka Harta i nauczyciela z jego szkoły, Petera Tubiola.

Była 21.00. Ward Hallinen dał chłopcu batonik i odprowadził go korytarzem do ojca.

Armand Ellroy uściskał syna. Chłopiec uścisk odwzajemnił. Obaj wyglądali, jakby im ulżyło, i wydawali się dziwnie szczęśliwi.

Chłopiec został oddany pod opiekę Armanda Ellroya. Jeden z gliniarzy odwiózł ich obu na dworzec autobusowy w El Monte. Zdążyli na autobus do L.A. o 21.30.

Virg Ervin zawiózł Hallinena i Lawtona na osiedle Royal Palms. Pokazali fotkę i zadali Bert Outlaw i Myrtle Mawby serię standardowych pytań.

Obie kobiety rozpoznały osobę ze zdjęcia. Obie stwierdziły, że ofiara nie bywała w Pustynnej Karczmie regularnie, chociaż przyszła tam zeszłej nocy. Siedziała ze szczupłym mężczyzną o prostych czarnych włosach i pociągłej twarzy. Wyszli z Karczmy jako ostatni, kiedy już zamykano, czyli o 2.00 nad ranem.

Obie kobiety stwierdziły, że nigdy przedtem nie widziały szczupłego mężczyzny.

Myrtle Mawby powiedziała, że powinni zadzwonić do Margie Trawick. Siedziała tamtego wieczoru przy barze i mogła mieć coś do dodania. Jack Lawton wybrał numer, który dał im Ellis Outlaw. Margie Trawick podniosła słuchawkę.

Lawton zadał jej kilka wstępnych pytań. Margie Trawick nie miała wątpliwości – zeszłej nocy widziała atrakcyjną rudowłosą kobietę siedzącą w grupie innych gości. Lawton poprosił, żeby za pół godziny spotkała się z nim na posterunku policji w El Monte.

Ervin odwiózł Hallinena i Lawtona z powrotem na posterunek. Margie Trawick już na nich czekała. Sprawiała wrażenie podenerwowanej i skorej do pomocy.

Hallinen pokazał jej zdjęcie Jean Ellroy. Rozpoznała ją od razu.

Ervin ruszył do Pustynnej Karczmy, żeby pokazać zdjęcie bywalcom. Hallinen i Lawton pozwolili Margie Trawick poczuć się swobodnie i mówić nieprzerwanie.

Powiedziała, że nie jest zatrudniona w Pustynnej Karczmie, ale od dziewięciu lat czasami robi tam za kelnerkę. Przeszła niedawno poważną operację i teraz lubi tam sobie pójść dla czystej przyjemności.

Zeszłego wieczoru zjawiła się o 22.10. Usiadła przy stoliku blisko baru i wypiła kilka drinków. Ruda stanęła w drzwiach około 22.45, może 23.00. Towarzyszyła jej krępa ciemna blondynka z kucykiem. Blondynka miała około czterdziestki, tak samo jak ruda.

Ruda i blondynka usiadły przy stoliku. Zaraz podszedł do nich mężczyzna wyglądający na Meksykanina i pomógł rudej zdjąć płaszcz. Ruszyli na parkiet i zaczęli tańczyć.

Mężczyzna, między trzydzieści pięć a czterdzieści lat i około metra osiemdziesięciu wzrostu, był szczupły, miał śniadą cerę, głębokie zakola i ciemne włosy zaczesane do tyłu. Ubrany był w ciemny garnitur i białą koszulę rozpiętą pod szyją.

Wyglądało na to, że mężczyzna zna obie kobiety.

Inny mężczyzna poprosił do tańca samą Margie. Miał około dwudziestu pięciu lat, jasne włosy, był średniego wzrostu i średniej budowy. Wyglądał niechlujnie i nosił tenisówki. Był pijany.

Margie odmówiła. Pijak obraził się i odszedł. Po chwili zobaczyła go, jak tańczy z ciemną blondynką.

Jej uwagę przyciągnęło co innego. Wpadła na znajomego i postanowiła się z nim przejechać. Wyszli o 23.30. Pijak siedział wtedy z rudą, blondynką i Meksykaninem.

Wcześniej nigdy nie widziała rudej ani blondynki. Nigdy nie widziała też Meksykanina. Mogła widzieć pijaka – wydał się jej znajomy.

Lawton i Hallinen podziękowali Margie Trawick i odwieźli ją do domu. Zgodziła się przyjechać i w ciągu kilku najbliższych dni złożyć formalne zeznanie. Dochodziła północ – dobra pora, by przycisnąć barowych bywalców.

Wrócili do Pustynnej Karczmy. Był tam Jim Bruton – atakował pytaniami stałych klientów. Lawton i Hallinen odciągnęli go i przekazali relację Margie Trawick.

Mieli już trochę użytecznych danych. Chodzili od stolika do stolika i rzucali przynętę po całej sali. Coś wzięło od razu.

Ktoś skojarzył, że pijakiem może być jeden błazen o nazwisku Mike Whittaker. Robił na budowach i miał metę gdzieś w South San Gabriel.

Bruton poszedł do samochodu i przez radio nadał zapytanie do Wydziału Komunikacji i Transportu Stanu Kalifornia. Szybko otrzymał informacje:

Michael John Whittaker, biały, urodzony 1.01.1934, wzrost 175 cm, waga 97 kg, włosy brązowe, oczy niebieskie. Zamieszkały przy South Gladys Street 2759, South San Gabriel.

Pod podanym adresem mieścił się zapuszczony dom z pokojami do wynajęcia. Właścicielką była Meksykanka o nazwisku Inez Rodriguez.

Hallinen, Lawton i Bruton przy drzwiach pokazali jej odznaki. Powiedzieli, że szukają Mike’a Whittakera, potencjalnie podejrzanego o popełnienie zabójstwa.

Kobieta powiedziała, że Mike nie wrócił na noc do domu. Być może przyszedł i znowu wyszedł w ciągu dnia – tego nie wiedziała. Dużo pił. Przez większość czasu przesiadywał w Melodii przy Garvey Boulevard.

Wzmianka o zabójstwie wystraszyła Inez Rodriguez.

Hallinen, Lawton i Bruton pojechali do Melodii. Przy barze siedział mężczyzna odpowiadający opisowi Mike’a Whittakera.

Otoczyli go i pokazali odznaki. Mężczyzna potwierdził, że jest Mikiem Whittakerem.

Hallinen powiedział, że mają kilka pytań odnośnie do miejsca jego pobytu zeszłej nocy. Lawton i Bruton obszukali go i zawlekli do wozu.

Whittaker nie protestował przeciw tak szorstkiemu potraktowaniu.

Zawieźli go na posterunek w El Monte. Wepchnęli do pokoju przesłuchań i stanęli naprzeciwko.

Whittaker śmierdział. Był roztrzęsiony i na wpół pijany.

Przyznał, że był zeszłej nocy w Pustynnej Karczmie. Powiedział, że szukał babki do pociupciania. Był nieźle nawalony, dlatego może nie pamiętać wszystkiego zbyt dokładnie.

Powiedz nam, Michaelu, co pamiętasz.

Pamiętał, że podszedł do baru. Pamiętał, że poprosił do tańca dziewczynę, ale go spławiła. Pamiętał, że dosiadł się do jakichś ludzi przy stoliku. Była ich trójka: ruda babka, jeszcze jedna dziewczyna i facet wyglądający na Włocha. Nie znał ich imion, nigdy wcześniej ich nie widział.

Lawton oznajmił mu, że ruda została zamordowana. Whittaker wydawał się autentycznie wstrząśnięty.

Tańczył z rudą i z tą drugą dziewczyną. Chciał się umówić z rudą na niedzielę. Spławiła go, mówiąc coś o dzieciaku wracającym po weekendzie u ojca. Włoch też tańczył z rudą. Był z niego dobry tancerz. Chyba powiedział, że ma na imię Tommy – ale za dobrze nie pamiętam.

Powiedz nam, Michaelu, co pamiętasz.

Michael pamiętał, że spadł z krzesła. Michael pamiętał, że nadużył gościnności siedzących przy stoliku. Michael pamiętał, jak cała trójka wyszła z knajpy, żeby się od niego uwolnić.

Usiadł przy barze i nawalił się jeszcze bardziej. Poszedł do baru dla zmotoryzowanych U Stana, żeby coś zjeść. Załoga radiowozu Szeryfa zgarnęła go na Valley Boulevard. Mundurowi stwierdzili, że jest kompletnie pijany, i zawieźli go na posterunek w Temple City.

Tamtejsza wytrzeźwiałka była zapchana. Gliniarze przetransportowali go do aresztu w Gmachu Sprawiedliwości. Jakieś meksyki zwinęły mu buty, gdy spał.

Strażnik izby wytrzeźwień rano go wypuścił. Whittaker poszedł boso z powrotem do South San Gabriel – jakieś osiemnaście kilometrów. Był upał jak diabli. Chodniki poparzyły mu stopy, dostał wielkich, czerwonych bąbli. Wstąpił do swojego pokoju, chwycił jakąś kasę, parę butów i skarpety. Poszedł do Melodii i postanowił się upić.

Bruton wyszedł z pokoju i zadzwonił na posterunek Szeryfa w Temple City. Jeden z zastępców potwierdził zeznania Whittakera: mężczyzna był w izbie wytrzeźwień od godziny 0.30. Miał alibi na czas, kiedy prawdopodobnie nastąpił zgon ofiary.

Bruton wrócił do pokoju przesłuchań i przekazał wiadomość. Whittaker był wniebowzięty. Mogę już iść do domu? – spytał.

Bruton poinformował go, że w ciągu czterdziestu ośmiu godzin będzie musiał złożyć formalne zeznanie. Whittaker zgodził się. Jack Lawton przeprosił za szorstkie potraktowanie i zaproponował podwózkę do domu.

Whittaker propozycję przyjął. Lawton zawiózł go na miejsce i wysadził na chodniku.

Właścicielka domu wywaliła jego rzeczy na trawnik przed budynkiem. Drzwi do pokoju były zamknięte na klucz.

Nie chciała pod swoim dachem żadnych, kurwa, podejrzanych o zabójstwo.

Była 2.30, poniedziałek, 23 czerwca 1958. Sprawę Jean Ellroy – sygnatura akt Z-483-362 w wydziale zabójstw Biura Szeryfa – prowadzono od szesnastu godzin.

2

Dolina San Gabriel była zadupiem hrabstwa Los Angeles – rozciągającym się na długości czterdziestu pięciu kilometrów obszarem zrośniętych ze sobą, zapyziałych miasteczek na wschód od właściwego L.A.

Północną granicę stanowiły góry San Gabriel. Na południu dolinę zamykały wzgórza Puente-Montebello. Przez środek płynęły muliste rzeki i biegły tory kolejowe.

Wschodni kraniec nie był jednoznacznie określony. Gdy okolica piękniała, znaczyło to, że dolina już się skończyła.

Dolina San Gabriel była płaska i miała kształt pudełka. Zbocza gór tkwiły w pułapce smogu. Poszczególne miasteczka – Alhambra, Industry, Bassett, La Puente, Covina, West Covina, Baldwin Park, El Monte, Temple City, Rosemead, San Gabriel, South San Gabriel, Irwindale, Duarte – zlewały się ze sobą i tylko tablice z nazwami pozwalały je odróżnić.

W dolinie San Gabriel panowały upał i wilgoć. Paskudny wiatr zwiewał kurz ze stoków wzgórz na północy. Nieutwardzone chodniki i odpady ze żwirowni – wszystko to sprawiało, że piekły oczy.

Ziemia w dolinie była tania. Płaski teren idealnie nadawał się pod niską zabudowę jednorodzinną i autostradę. Im dalej od L.A., tym więcej ziemi dało się kupić za te same pieniądze. Można było polować na szopy parę przecznic od głównej ulicy i nikt się nie czepiał. Można było ogrodzić podwórze i hodować na nim kurczaki i kozy na mięso. Można było puszczać dzieciaki na ulicę w zasranych pieluchach.

Dolina San Gabriel to był Raj Białej Hołoty.

Hiszpańscy odkrywcy natknęli się na dolinę w 1769 roku. Pozbyli się miejscowych Indian i założyli misję w pobliżu miejsca, gdzie autostrada Pomona łączy się z Rosemead Boulevard. La Misión del Santo Arcángel San Gabriel de los Temblores o dziesięć lat wyprzedziła pierwsze osiedla Los Angeles.

W 1822 roku doliną zawładnęli meksykańscy rabusie. Wygnali Hiszpanów i przywłaszczyli sobie ziemie należące do misji. W 1846 roku pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem wybuchła krótka wojna. Meksykanie przegrali i musieli oddać Amerykanom Kalifornię, Nevadę, Arizonę, Utah i Nowy Meksyk.

Biały Człowiek rozkręcił interes. W dolinie San Gabriel rozpoczął się rolniczy boom. Po wojnie secesyjnej zwolennicy konfederacji przenieśli się na zachód i wykupili sporo tutejszej ziemi.

W 1872 roku dolinę przecięła linia kolejowa, czego następstwem był gwałtowny rozwój osiedli. Liczba mieszkańców doliny wzrosła o 1000%. Los Angeles stawało się sporym miastem. Dolina finansowo na tym korzystała.

Spekulanci na rynku nieruchomości podzielili dolinę na małe miasta. Budowlany boom, który wtedy nastąpił, trwał do końca lat dwudziestych XX wieku. Populacja miast rosła w szalonym tempie.

W całej dolinie wprowadzono restrykcje związane z gospodarką mieszkaniową. Meksykanie zostali zepchnięci do slumsów i dzielnic nędzy pełnych mizernych bud o blaszanych dachach. Murzynów obowiązywał zakaz wychodzenia po zmroku na ulice.

Zbiory orzechów włoskich były obfite. Zbiory cytrusów też. Farmy mleczne okazały się istnymi kopalniami pieniędzy.

Wielki kryzys zahamował rozwój doliny San Gabriel. Druga wojna światowa pomogła jej się podźwignąć. Powracającym żołnierzom spodobał się kierunek na zachód. Przedsiębiorcom budowlanym spodobało się ich upodobanie.

Pojawiły się drogi i domy. Orzechowe i cytrusowe gaje zostały wycięte, by zrobić miejsce kolejnym osiedlom. Granice miast przesuwały się coraz dalej.

W latach pięćdziesiątych liczba mieszkańców wciąż szybko rosła. Rolnictwo zaczęło podupadać. Rozkwitał przemysł lekki i wytwórczy. Ze śródmieścia L.A. do El Monte pobiegła autostrada San Bernardino. Koniecznością stało się posiadanie samochodu.

Pojawił się smog. Powstało jeszcze więcej osiedli. Rozwój gospodarczy zmienił wygląd doliny – w żadnej mierze jednak nie pozbawił jej charakteru Dzikiego Zachodu.

Mogłeś tu spotkać uchodźców z Wielkich Równin, którzy uciekli przed niespotykanymi burzami piaskowymi1, i ich nastoletnie dzieci. Mogłeś spotkać pachuco2 o włosach zaczesanych w kaczy kuper, w koszulach z krótkimi rękawami i w zwężanych spodniach. Przybysze z Wielkich Równin nienawidzili meksyków tak samo, jak dawni kowboje nienawidzili Indian.

Napłynęła masa ludzi o psychice zrytej przez drugą wojnę światową i wojnę w Korei. Zatłoczone przedmieścia sąsiadowały z obszarami rolniczymi. Mogłeś pójść wzdłuż potoku Rio Hondo i nałapać ryb gołymi rękami. Mogłeś wskoczyć do zagrody z bydłem w Rosemead i ustrzelić krowę. Mogłeś na miejscu wyciąć sobie piękny, świeży stek.

Mogłeś pójść się napić. Czekały na ciebie Asy, Pochodnia, Ship’s Inn, Wee Nipee, Sala Zabaw, U Suzanne, Kit Kat, Kapelusz, Bonie Rae czy Dzbanuszek. Mogłeś sprawdzić, co się dzieje w Podkowie, Coconino, Pasacie, w Pustynnej Karczmie, w Krótkiej Przerwie, w Jet, Lucky X czy Alibi. Fajnie było we wschodnim Hollywood. Ubaw, Synkopa, Manger, Błękitny Pokój i Francuski Bask były spoko. Tak jak Kobra, U Lalo, Tęsknota, Melodia, Grota, Sportsman, Pionier, 49, Palma i Twister.

Mogłeś wychylić kilka głębszych. Mogłeś kogoś poznać. W latach pięćdziesiątych liczba rozwodów sięgała zenitu. Mogłeś łowić w wielkim stawie pełnym chętnych kobiet.

El Monte w 1958 roku stanowiło rozrywkowe centrum doliny. Pierwsi osadnicy nazywali je „końcem świata”. Na tym kompletnym zadupiu można było jednak nieźle się zabawić. Nowsi osadnicy nazywali je „Miastem Rozwódek”. Panował w nim zgiełk i wyraźnie wyczuwalna westernowa atmosfera.

Liczba mieszkańców oscylowała wokół dziesięciu tysięcy, z czego 90% stanowili biali, a 10% Meksykanie. Powierzchnia miasta wynosiła trzynaście kilometrów kwadratowych. Otaczały je ziemie hrabstwa.

W sobotnie noce liczba ludności się zwiększała. Mieszkańcy innych okolic przyjeżdżali, żeby pochodzić po koktajlbarach przy Valley i Garvey. Miejscowy stadion gościł Cliffiego Stone’a i Hometown Jamboree3, co transmitowano na żywo w KTLA-TV.

Publiczność ubrana była po kowbojsku: mężczyźni w stetsony i obcisłe spodnie, kobiety w spódnice szyte z koła na krochmalonych halkach. W te soboty, gdy Cliffie Stone nie występował, stadion trząsł się od tańców do muzyki doo-wop4, a na parkingu pachuco i biała hołota regularnie załatwiali między sobą porachunki.

El Monte przecięła autostrada San Berdoo. Zmotoryzowani zjeżdżali z niej i kierowali się na wschód wzdłuż Valley Boulevard. Przystawali, by zjeść coś w Drive-In U Stana albo w Hula-Hut. Przystawali, by napić się w Pustynnej Karczmie, Sali Zabaw albo Podkowie. W sobotnie noce Valley było obowiązkową arterią komunikacyjną. Kierowcy zmierzający na wschód kończyli tutaj, snując się po knajpach, czy to sobie wcześniej zaplanowali, czy nie.

Pas rozrywki kończył się przy Five Points – w miejscu, gdzie łączyły się Valley i Garvey. Drive-In U Stana i Sala Zabaw znajdowały się na najważniejszym, północno-wschodnim rogu skrzyżowania. Po drugiej stronie jezdni stał Crawford’s Giant Country Market. W pobliżu tłoczyło się chyba jeszcze ze dwanaście restauracji i barów.

Część mieszkalna El Monte rozciągała się od tego miejsca na północ, południe i zachód. Domy wzniesiono w dwóch stylach: stały tu pseudorancza albo otynkowane kostki. Meksykanie skupili się w pasie o nazwie Medina Court i w dzielnicy nędzy zwanej Ćwokowem.

Medina zajmowała trzy przecznice. Tamtejsze domy wznoszono z pustaków i odzyskanego drewna. Ćwokowo znajdowało się po drugiej stronie torów Pacific-Electric. Tamtejsze domy nie miały podłóg, tylko klepiska, i były zbudowane z desek oderwanych ze starych wagonów towarowych.

W 1954 roku w Ćwokowie nakręcono film pod tytułem Czarna Carmen. Meksykański slums zagrał w nim murzyński slums. Scenografowie nie musieli niczego zmieniać.

Medina Court i Ćwokowo wypełniali pijacy i ćpuny. Popularnym sposobem na dokonanie morderstwa w Ćwokowie było upicie ofiary i położenie jej na torach, żeby nadjeżdżający pociąg towarowy odciął jej głowę.

Wydział Policji El Monte patrolował ulice i zajmował się wszystkimi przestępstwami oprócz morderstw. Na liście płac było dwudziestu sześciu funkcjonariuszy, strażniczka aresztu dla kobiet i człowiek kontrolujący opłaty za parkowanie. Wydział cieszył się niezłą reputacją. Miejscowi sklepikarze przypochlebiali się chłopcom, dając im jedzenie i trunki. Gliniarze z El Monte zawsze robili zakupy w mundurach.

Chłopcy jeździli na patrole w pojedynkę. Atmosfera w pracy była bardzo przyjacielska – kapitanowie i porucznicy pili ze zwykłymi krawężnikami. Praca w Wydziale Policji nie miała sobie równych – mogłeś pomagać ludziom albo lać meksykańskich roboli, albo chronić panienki, zależy, na co miałeś ochotę.

Chłopcy nosili mundury w kolorze khaki i jeździli fordami interceptorami rocznik 1956. Odzyskiwali samochody dla miejscowych dilerów i razem z ludźmi Szeryfa psioczyli na różne duperele. Połowa chłopaków trafiała tu z polecenia starszych funkcjonariuszy. Połowa przechodziła ze służby cywilnej.

Wydział Policji przekazywał sprawy morderstw do wydziału zabójstw Biura Szeryfa. Jak na tak niespokojne miasto, trupów mieli niewiele.

Dwie wyglądające na lesby kobiety 30 marca 1953 roku zabiły w El Monte malarza pokojowego. Mężczyzna nazywał się Lincoln F. Eddy.

Eddy i Dorothea Johnson przez cały tamten dzień chlali w kilku barach El Monte. Późnym popołudniem poszli do Eddy’ego. Eddy zmusił pannę Johnson do seksu oralnego. Panna Johnson wróciła do domu i omówiła sprawę ze swoją współlokatorką, panną Violą Gale. Kobiety dorwały skądś karabin i poszły z powrotem do Eddy’ego.

Zastrzeliły Lincolna Eddy’ego. Dwaj chłopcy grający w piłkę na dworze widzieli je, jak wchodziły i wychodziły. Zostały aresztowane nazajutrz rano. Zostały osądzone i skazane na długi pobyt w więzieniu.

W dniu 17 marca 1956 roku pan Walter H. Depew wjechał samochodem we frontową ścianę Karczmy U Raya przy Valley Boulevard.

Dwaj mężczyźni zginęli na miejscu. Skutkiem szarży pana Depew była ponadpięciometrowa wyrwa w murze od frontu i prawie siedmiometrowa na tyłach lokalu. Kilku innych klientów baru zostało poważnie rannych.

Wcześniej tego samego dnia pan Depew pił U Raya. Jego żona była tam barmanką. Pan Depew wdał się w awanturę z właścicielem. Właściciel wyrzucił pana Depew kilka godzin przed zdarzeniem.

Pana Depew natychmiast aresztowano. Osądzono go i skazano na krótki pobyt w więzieniu.

Oba śledztwa prowadził wydział zabójstw Biura Szeryfa. Ostatnie trzy morderstwa w El Monte zostały wyjaśnione w zajebiście rekordowym tempie.

Sprawa Jean Ellroy już ciągnęła się dłużej.

3

„Times”, „Express” i „Mirror” zamieściły parę zdań na drugiej stronie. Jakieś pięć sekund zajęła wzmianka w wiadomościach lokalnej telewizji.

Ruda znaczyła tyle co nic. Zabójstwo Johnny’ego Stompanata5to było coś. W kwietniu córka Lany Turner wbiła Johnny’emu nóż w plecy. Ich historia wciąż stanowiła gorący temat.

W „Mirrorze” ukazało się zdjęcie uśmiechniętej rudej. W „Timesie” ukazało się zdjęcie dzieciaka tuż po tym, jak policjanci przekazali mu wiadomość. Jean Ellroy była dwunastą ofiarą morderstwa w hrabstwie w 1958 roku.

W poniedziałek wczesnym rankiem Armand Ellroy pojechał do biura koronera.

Zidentyfikował zwłoki i podpisał dokumenty umożliwiające przeniesienie ciała do kostnicy zakładu pogrzebowego Utter-McKinley. Doktor Gerald K. Ridge przeprowadził sekcję zwłok: sygnatura akt koronera 35339-6/23/58.

Jako przyczynę zgonu podał „uduszenie przez zadzierzgnięcie”. W podsumowaniu wspomniał o „podwójnej pętli zaciśniętej z maksymalną siłą na szyi ofiary”. Zauważył, że ofiara była w trakcie miesiączki. Badanie wymazu z pochwy wykazało obecność plemników. W tylnym sklepieniu pochwy tkwił tampon.

Wspomniał też o „chirurgicznie usuniętym” prawym sutku ofiary. Na rysunkowym schemacie zaznaczył otarcia na biodrach i kolanach oraz sińce po wewnętrznej stronie ud. Opisał ciało jako należące do „dobrze rozwiniętej, dobrze odżywionej, niezabalsamowanej białej kobiety”. Zapiski z oględzin zewnętrznych dotyczyły głównie dwóch pętli:

Na szyi znajduje się podwójna, mocno zaciśnięta pętla, która spowodowała powstanie głębokiej bruzdy w tkance miękkiej. Jedną jej część stanowi kawałek sznurka, prawdopodobnie do wieszania bielizny, który najwyraźniej został umieszczony na szyi ofiary jako pierwszy i ciasno zawiązany z tyłu, po lewej stronie. Jeden koniec sznurka jest bardzo krótki, prawdopodobnie zerwał się przy zawiązywaniu, podczas gdy drugi, średniej długości, zwisa. Na pierwszą pętlę nałożono nylonową pończochę i, podobnie jak sznurek, ciasno zawiązano po lewej stronie karku. Pończocha przykrywa w tym miejscu dłuższą końcówkę sznurka. Wydaje się, że najpierw została umocowana za pomocą prostego węzła, a następnie, podczas formowania drugiego węzła, jeden koniec został przewleczony przez częściowo ruchome wiązanie, które mocno zaciśnięto.

Doktor Ridge usunął pętle i odnotował obecność „głębokiej, bladej bruzdy” wokół szyi. Ogolił głowę ofiary i opisał pokrywającą ją tkankę jako „mocno cyjanotyczną, o ciemnej sinoniebieskiej barwie”. Rozciął skórę głowy aż do kości i rozsunął płaty. Na rysunku zaznaczył jedenaście urazów i podpisał je jako „intensywnie czerwone, głębokie wybroczyny”.

Doktor odpiłował fragment czaszki i zbadał mózgowie. Zważył je i nie stwierdził „żadnych obrażeń ani wrodzonych nieprawidłowości”. Rozciął żołądek ofiary i znalazł w nim niestrawioną fasolę, skrawki mięsa, pomarańczowożółtą treść wyglądającą na marchew oraz gęstą żółtą masę wyglądającą na ser.

Dokonał oględzin reszty ciała i nie znalazł żadnych innych obrażeń. Pobrał próbkę krwi do analizy chemicznej i wyciął po fragmencie z narządów wewnętrznych, żeby ewentualnie zbadać je pod mikroskopem.

Pobrał także próbki zawartości żołądka, by przeprowadzić ich analizę. Zamroził wymaz z pochwy w celu zbadania plemników i określenia grupy krwi.

Toksykolog na podstawie próbki krwi określił zawartość alkoholu w organizmie. Nie była wysoka: 0,8‰.

Ciało obejrzał chemik. Znalazł małe, białe włókienka, podobne do takich z dywanu, pod paznokciem prawego środkowego palca ofiary, i zabezpieczył je w foliowej torebce jako dowód rzeczowy. Zabrał obie pętle, suknię ofiary, prawą pończochę i stanik do laboratorium kryminalistycznego Biura Szeryfa. Odnotował, że postrzępiony sznurek miał czterdzieści trzy centymetry długości, a fragment zaciśnięty na szyi ofiary – zaledwie siedem i pół centymetra.

Doktor Ridge zadzwonił do Warda Hallinena i przedstawił mu wyniki swoich badań. Potwierdził, że przyczyną zgonu było uduszenie, a ofiara została co najmniej sześć razy uderzona w głowę. Możliwe, że kiedy ją duszono, pozostawała nieprzytomna. Trochę wcześniej odbyła stosunek płciowy. Godzinę albo dwie przed śmiercią najwyraźniej spożyła syty posiłek. Prawdopodobnie danie meksykańskie – w żołądku znajdowały się częściowo strawione fasola, mięso i ser.

Hallinen zapisał informacje i zadzwonił do sekcji metropolitalnej Biura Szeryfa. Przedstawił wszystko, czego dowiedział się w sprawie, szefującemu wydziałowi zabójstw porucznikowi i poprosił, aby dwóch ludzi sprawdziło bary na terenie El Monte / Rosemead / Temple City. Porucznik powiedział, że wyśle Billa Vickersa i Franka Godfreya. Hallinen podkreślił, że powinni zwrócić uwagę na trzy rzeczy:

W sobotni wieczór albo w niedzielę nad ranem ofiara zjadła meksykański posiłek. Mogła przebywać w towarzystwie Meksykanina albo białego mężczyzny o latynoskim typie urody, prawdopodobnie o imieniu Tommy. Ofiara miała rude włosy – taka para musiała rzucać się w oczy.

Porucznik obiecał potraktować sprawę priorytetowo. Hallinen oznajmił, że sam też pojedzie popytać.

Lawton i Hallinen spotkali się na posterunku w El Monte. Rozdzielili się i zaczęli rozpytywać, każdy gdzie indziej.

Jim Bruton dołączył do kapitana Ala Etzela. Pojechali na Bryant 700 i przesłuchali George’a i Annę May Kryckich. Pani Krycki trzymała się swojej wersji: Jean nie piła / Jean nie prowadzała się z facetami. Powiedziała, że Jean odpowiedziała na ogłoszenie w gazecie i wynajęła od niej domek pod wpływem impulsu. Spodobało się jej ogrodzone podwórze i gęste krzewy. Stwierdziła, że miejsce wydaje się bezpieczne. Państwo Krycki odnieśli wrażenie, że Jean chciała się w El Monte ukryć.

Jean nie miała telefonu. W przypadku rozmów miejscowych korzystała z telefonu Kryckich, zaś pozostałe połączenia wykonywała z pracy. Państwo Krycki odebrali kilka telefonów do niej. Chodziło wyłącznie o sprawy służbowe.

Bruton zapytał panią Krycki, czy ma jeszcze jakieś zdjęcia Jean. Dała mu sześć kolorowych fotek. Etzel poprosił, żeby poszła z nim do domku. Musieli zinwentaryzować rzeczy Jean i ustalić, jakie buty i torebkę wzięła w sobotni wieczór.

Pani Krycki wprowadziła Brutona i Etzela do domku i przejrzała dobytek ofiary. Z torebką im się nie poszczęściło, ale pani Krycki stwierdziła, że brakuje butów z przeźroczystego plastiku na wysokich obcasach.

Bruton i Etzel pojechali na posterunek w El Monte i zostawili zdjęcia, żeby wykonano ich odbitki.

Hallinen spotkał się z Lawtonem.

Ich rozpytywanie nie przyniosło efektów. Byli w wielu barach i nocnych klubach, ale nikt nie pamiętał rudowłosej kobiety i śniadego mężczyzny w sobotnią noc.

Pojechali do fabryki Airtek Dynamics. Znajdowała się na południe od śródmieścia L.A. – wielka, sześciokondygnacyjna budowla. Kierowniczka działu personalnego nazywała się Ruth Schienle.

Słyszała już o zabójstwie. Powiedziała, że w związku z nim w całym Airteku aż huczy. Powiedziała, że kolegowała się z Jean. Jean była bardzo lubianą pracownicą Airteku.

Airtek był oddziałem Packmeyr Gun Company. Wytwarzał okna do samolotów wojskowych. Jean była zakładową pielęgniarką. Zatrudniła się we wrześniu 1956.

Pani Schienle powiedziała, że wie bardzo mało na temat prywatnego życia Jean. Hallinen i Lawton naciskali.

Powiedziała, że Jean miała niewielu bliskich przyjaciół. Nie była duszą towarzystwa, a piła tylko okazjonalnie. Przyjaźniła się głównie z niemłodymi parami, które znała jeszcze w czasach swego małżeństwa.

Hallinen i Lawton opisali blondynkę i śniadego mężczyznę. Pani Schienle stwierdziła, że nie przypominają nikogo z pracowników Airteku – ani nikogo ze znajomych, o których opowiadała jej Jean. Imię „Tommy” też nic jej nie mówiło.

Hallinen i Lawton zostawili wizytówkę i powiedzieli, że będą w kontakcie. Kazali jej dzwonić, gdyby natrafiła na coś podejrzanego.

Pani Schienle zapewniła ich o swojej gotowości do współpracy. Hallinen i Lawton ruszyli z powrotem do El Monte.

Sekcja metropolitalna była jednostką „na wynajem”. Miała jedną funkcję: pomagać wydziałowi śledczemu w prowadzeniu większych spraw. Przydzieleni do niej zastępcy szeryfa chodzili po cywilnemu i wprawnie pozyskiwali informacje.

Frank Godfrey dołączył do sprawy Jean Ellroy w poniedziałkowe popołudnie. Bill Vickers miał zacząć wkrótce.

Godfrey chodził po lokalach ze zdjęciem ofiary. Przepytywał kelnerki, obsługę knajp dla zmotoryzowanych, barmanów, szefów restauracji i koktajlbarów. Dokładnie wypytywał o rudowłosą kobietę, blondynkę i śniadego mężczyznę, który mógł mieć na imię Tommy. Mówił, że ruda prawdopodobnie zamówiła meksykańskie danie albo hamburgera z chili i serem.

Wpadł do Staat’s Cafe na rogu Meeker i Valley. Kelnerka stwierdziła, że ruda wygląda znajomo. Powiedziała, że czwórka ludzi przyszła w sobotni wieczór i zamówiła burgery z chili. Obsługiwała ich Pearl Pendleton.

Pearl miała tego dnia wolne. Godfrey zdobył jej numer u szefa i zadzwonił. Pearl wysłuchała jego pytań i odpowiedziała, że nikt z obsługiwanych przez nią w sobotnią noc gości nie przypominał ludzi z jego opisu.

Godfrey wpadł do Drive-In U Dicka u zbiegu Rosemead i Las Tunas. Nikt z obecnych nie pracował w sobotę na nocnej zmianie. Szefa nie było akurat w lokalu.

Kelnerka obsługująca samochody podała mu parę imion: Marlene, Kathy, Kitty Johnson, Sue z bufetu. Wszystkie miały nockę z soboty na niedzielę i teraz ich zmiana przypadała w środę.

Godfrey przeszedł na drugą stronę ulicy i sprawdził Pod Zegarem. Szef powiedział, że nikt z obecnej zmiany nie pracował późnym wieczorem w sobotę ani w niedzielę nad ranem. Sprawdził w grafiku datę 21 czerwca i rzucił kilka imion i numerów telefonu: dwóch kelnerek obsługujących stoliki, kierowniczki sali, dziewczyny z bufetu i czterech kelnerek obsługujących samochody.

Godfrey pojechał do Five Points i zajrzał do Drive-In U Stana. Kierownik powiedział, że wszystkie dziewczyny pracujące z soboty na niedzielę mają akurat wolne. Godfrey zanotował ich nazwiska i numery telefonów:

Eve McKinley – ED3-6733, Ellen „Nicky” Nichols – ED3-6442, Lavonne „Pinky” Chambers – ED7-6686.

Była 16.00. Godfrey skręcił na południe w Garvey i zatrzymał się przy Melodii.

Właściciel przedstawił się jako Clyde. Wysłuchał pytań Godfreya i poradził mu skontaktować się z Berniem Snyderem, nocnym barmanem. Bernie zamykał lokal w niedzielę o 2.00 nad ranem. Niech pan zadzwoni do Berniego i z nim pogada.

Wtrącił się jeden z gości. Powiedział, że był tutaj z soboty na niedzielę i widział uczesaną w kucyk blondynkę z ciemnowłosym facetem. Facet miał jakieś trzydzieści, trzydzieści pięć lat. I on, i blondyna zachowywali się bardzo nerwowo.

Clyde stwierdził, że blondynka z kucykiem może być stałą klientką, na którą mówią Jo. Pracowała w Dun & Bradstreet w L.A. Określił ją jako „naciągaczkę”. Śniady mężczyzna nie wydał mu się znajomy.

Godfrey zapisał nazwisko i numer telefonu gościa. Clyde przypomniał mu, żeby zadzwonił do Berniego Snydera – Bernie znał wszystkie twarze.

Godfrey zadzwonił z baru. Odebrała żona Berniego. Powiedziała, że Bernie będzie w domu po 17.30 – proszę wtedy spróbować.

Była 16.30. Większość nocnych lokali w okolicy otwierano nie wcześniej niż o 18.00, 19.00. Godfrey zaczął wydzwaniać do osób z długiej listy.

Pustynna Karczma była zwykłą speluną. Wcześniej nosiła nazwy Dżungla i Rendezvous U Cheta. Myrtle Mawby kupiła ją dla swojego młodszego brata Ellisa Outlawa. Ellis zmienił nazwę na Kryjówka Outlawa.

Ellis ciągle pakował się w kłopoty z gliniarzami i pieprzoną skarbówką. Federalni zamknęli mu raz knajpę za przywłaszczenie zaliczek na podatek z pensji pracowników – a potem pozwolili mu ją z powrotem otworzyć, żeby mógł spłacić dług. Jeszcze w 1955 Ellis butelką rozwalił łeb Alowi Manganiellowi i ledwo uniknął odsiadki. Najzwyczajniej nie umiał uczynić z Kryjówki źródła stałego dochodu.

Odsprzedał ją Chetowi Williamsonowi. Chet przemianował lokal na Pustynną Karczmę i pozwolił Ellisowi prowadzić go dalej. Prowadzenie barów było u Ellisa rodzinną tradycją. Jego siostra Myrtle strzeliła kiedyś mężowi w ucho i w wyniku rozwodu, który potem nastąpił, przypadły jej dwa koktajlbary.

Ellis był właścicielem parterowych domków przy parkingu Pustynnej Karczmy. Jego kumpel Al Manganiello wynajmował tam od niego metę. Na tyłach baru Ellis prowadził małe biuro bukmacherskie. Przyjmował zakłady o wyniki wszystkich gonitw na torach Hollywood Park i Santa Anita.

W maju 1957 Ellis został przymknięty za jazdę po pijanemu. Dwóch gliniarzy z El Monte mówiło, że próbował dać im w łapę – obiecywał wielką forsę za skasowanie raportu z zatrzymania. Paru kumpli wspomogło go jeszcze własnymi łapówkami.

Dla gliniarzy to były psie pieniądze. Wybuchła niezła małomiasteczkowa afera.

Ellisa skazano za jazdę po pijaku. Przez rok migał się od kratek dzięki apelacjom. I on, i jego kumple uniknęli kary za próbę przekupstwa.

Ostatnia rozprawa odbyła się 19 czerwca. Sędzia ostatecznie oddalił apelację. 27 czerwca Ellis miał rozpocząć odbywanie kary.

Pustynna Karczma była speluną dla szanujących się meneli – i to niezłej klasy jak na standardy El Monte.

Spade Cooley6 grywał tam w drodze powrotnej z lokalnej telewizji. Popłuczyny po Ink Spots7 dawały koncerty po sukcesach w Vegas.

Czarnuchy były przepędzane. Meksyków przyjmowano z pewną ostrożnością – o ile nie przychodzili w grupie.

Pustynna Karczma sprawdzała się jako miejsce, gdzie można wypić i załapać bzykanko. Pustynna Karczma była bezpieczna i cywilizowana – jak na standardy El Monte 1958.

Jim Bruton spotkał się z Hallinenem i Lawtonem w barze. Była 18.30.

Uderzyli do Ala Manganiella po księgę meldunkową domków za Pustynną Karczmą. Al pokazał im rejestr pełen nazwisk i adresów. Przejrzeli go i znaleźli dwóch mężczyzn o imieniu Tom.

Tom Downey: Azusa Canyon Road 4817, Baldwin Park. Tom Baker: North Larry Street 5013, Baldwin Park.

Al powiedział, że nie zna Toma Bakera. Tom Downey nawet wyglądał na gościa, którego szukali – szczupły, ciemnowłosy, jak ten, który podobno tańczył z rudą.

Hallinen, Lawton i Bruton pojechali do Downeya. Otworzyła im kobieta i przedstawiła się jako pani Downey.

Powiedziała, że Tom jest jeszcze w pracy – handlował fordami w El Monte Motors. Powinien być w domu za kilka minut.

Powiedzieli jej, że wrócą później, i rozpoczęli obserwację domu z samochodu Brutona. „Kilka minut” przeciągnęło się do dziewięciu i pół godziny.

O 5.00 nad ranem dali sobie spokój. Bruton połączył się przez radio z posterunkiem i kazał przysłać patrol, żeby ich zmienił.

Radiowóz przyjechał pięć minut później. Bruton zawiózł Hallinena i Lawtona z powrotem do Pustynnej Karczmy, gdzie zostawili swoje samochody. Wszyscy rozjechali się do domów.

Chłopcy z patrolu obserwowali dom Downeyów. Tom Downey zjawił się w ciągu dwudziestu minut od rozpoczęcia ich zmiany.

Chłopcy zwinęli go. Przez radio kazali dyżurnemu z El Monte obudzić kapitana Brutona.

Tom Downey był wkurzony i zdziwiony. Chłopcy z patrolu przywieźli go na posterunek w El Monte i wprowadzili do pokoju przesłuchań.

Wszedł Jim Bruton. Jego pierwsze wrażenie na temat Toma Downeya: facet jest zbyt krępy jak na naszego podejrzanego.

Bruton zaczął zadawać pytania. Downey oznajmił, że próbował wyrwać jakąś dupę – o rany, ależ on jest zmęczony. Bruton kazał mu opowiedzieć, co robił w sobotnią noc.

Downey powiedział, że dwa razy zaglądał do Pustynnej Karczmy. Za pierwszym razem między 20.00 a 21.00. Dosiadł się do stolika Bena Grissmana i jeszcze jednego kolesia, jak jedli kolację.

Ben i tamten drugi wyszli. On został jeszcze ze dwadzieścia minut. Potem wpadł do paru innych knajp, a następnie wrócił do Pustynnej Karczmy i wypił dwa drinki. Wymienił u barmana na gotówkę czek na dwadzieścia dolarów i wyszedł tuż przed północą. Poszedł do innego baru i spotkał kumpla. Pojechali do restauracji ze stekami w Covinie i zjedli kolację. Wrócił do domu naprawdę późno.

Bruton opisał ofiarę, blondynkę i śniadego faceta i powiedział, że byli w Pustynnej Karczmie mniej więcej wtedy co Downey. Downey odparł, że nie widział nikogo, kto pasowałby do opisu.

Bruton zapisał „Ben Grissman” i zapytał Downeya o nazwisko drugiego z kumpli. Uprzedził Downeya, że mogą chcieć z nim pogadać ludzie Szeryfa.

Downey obiecał, że będzie współpracował. Bruton kazał odwieźć go radiowozem do domu.

We wtorek rano na posterunek w El Monte przyszedł list. Był nabazgrany na odwrocie bankowego dowodu wpłaty i karty ewidencji czasu pracy.

Do Komendanta Policji El Monte

23.06.58

Szanowny Panie,

w związku z prowadzoną przez Was ostatnio sprawą gwałtu i zabójstwa (o której czytałem w gazecie) sugeruję, żeby Pan przesłuchał E. Ponce’a, mieszkającego w Monterey Park fachowca od naprawy telewizorów z zakładu Dorna. To niedaleko od El Monte, a moja żona oskarża go o gwałt w kwietniu bieżącego roku, do którego doszło u mnie w domu. Nasza sprawa jest w tej chwili w sądzie. W tamtym czasie Ponce groził też mnie i reszcie rodziny. Jest to wysoki, szczupły Meksykanin, mówiący z bardzo wyraźnym akcentem. Niech powie, co robił, kiedy doszło do tamtego zdarzenia czy innych podobnych, skoro ma takie skłonności.

Zapytajcie Ponce’a, czy znał tamtą zgwałconą i zamordowaną pielęgniarkę. Dowiedzcie się, czy kupowała telewizor albo załatwiała coś innego u Dorna i czy Ponce nie naprawiał jej odbiornika albo innych urządzeń. Przyjrzyjcie się jego godzinom pracy u Dorna. Niech wyspowiada się, co robił w noc przestępstwa. I niech poprze to dowodami. Poproście mnie, żebym go zidentyfikował, tak jakbym był osobą, która widziała go z zamordowaną. Pozwólcie mi dobrze się przyjrzeć.

List podpisano: „Lester A. Eby, Cires Avenue 17152, Fontana, Kalifornia”. Sekretarka komendanta zadzwoniła do wydziału informacji i uzyskała numer telefonu nadawcy: VA2-7814. Zapisała go u dołu perforowanej karty ewidencji czasu pracy, po czym zadzwoniła do informacji raz jeszcze.

Poprosiła o listę wszystkich „E. Ponce” z Monterey Park. Operator z centrali podał jej tylko jeden wynik: Emil Ponce, East Fernfield Drive 320, PA1-3047. Zapisała tę informację pod nazwiskiem informatora i włożyła kartkę do przegródki kapitana Brutona.

We wtorek rano Ruth Schienle zadzwoniła do wydziału zabójstw Biura Szeryfa. Zostawiła bardzo szczegółową wiadomość dla Warda Hallinena i Jacka Lawtona. Dyżurny zapisał ją na odwrocie paska z dalekopisu.

P. Schienle informuje, że Henry Kurtz, zam. Irving Pl 4144, Culver City, tel. NE8-5888, nie stawił się wczoraj wieczorem do pracy i zadzwonił, że nie będzie go też dziś wieczorem (24.06.58). Henry F. Kurtz / biały / lat 39–42 / wzrost 173 / waga 110 / włosy brązowe.

Dyżurny włożył pasek do przegródki Jacka Lawtona.

We wtorek rano Jim Bruton zadzwonił do Franka Godfreya. Powiedział mu, żeby pognał do Brea i porozmawiał z młodą Meksykanką, niejaką Carmen Contreras. Dostali cynk, że zna stałego bywalca Pustynnej Karczmy o imieniu Tommy. Dziewczyna mieszkała przy South Poplar 248.

Godfrey pojechał do hrabstwa Orange i znalazł podany adres. Matka dziewczyny odesłała go do Beckman Instrument Company – miejsca zatrudnienia Carmen.

Godfrey porozmawiał z Carmen. Carmen powiedziała, że zna mężczyznę o imieniu Tommy – ale nie wie, jak on się nazywa. Był biały, miał między trzydzieści a czterdzieści lat i metr siedemdziesiąt parę wzrostu. Był śniady, miał brązowe oczy i ciemne, kręcone włosy.

Carmen zdawało się, że mieszka w Baldwin Park. Był żonaty – ale próbował uzyskać rozwód. Jeździł mercurym coupé, rocznik 1957, białym na dole, różowym u góry. Mówił jej, że kiedyś miał oldsa, rocznik 1952. Pracował w firmie montującej podłogi w Temple City. Przesiadywał w Ivanhoe w Temple City i w Pustynnej Karczmie w El Monte. Przeważnie zajmował miejsce przy barze albo wędrował od stolika do stolika. Kilka razy zabrał ją do włoskiej knajpki przy Valley. Dłuższy czas już Tommy’ego nie widziała.

Godfrey dał jej wizytówkę. Poprosił, żeby zadzwoniła, gdyby przypomniała sobie nazwisko Tommy’ego. Carmen powiedziała, że tak zrobi.

Godfrey zadzwonił do Jima Brutona i zrelacjonował mu rozmowę. Bruton powiedział, że sprawdzi w Ivanhoe.

We wtorek rano anonimowy informator zadzwonił na posterunek w Temple City. Powiedział, że taki jeden „Johnny” może być tym, który udusił pielęgniarkę.

Powiedział, że Johnny bywał w Pustynnej Karczmie. Jeździł różowo-białym oldsem holiday i uważał się za casanovę. Był biały, średniej budowy, miał między trzydzieści a trzydzieści pięć lat i jakiś metr siedemdziesiąt wzrostu. Miał czarne włosy i śniadą cerę. Kiedyś chodził z dziewczyną o nazwisku Patricia Fields.

Dyżurny sierżant przekazał wiadomość Billowi Vickersowi. Vickers zdobył w informacji numer telefonu i zadzwonił do Patricii Fields.

Panna Fields powiedziała mu, że Johnny od grudnia pracuje za granicą. Piszą do siebie od tamtej pory. Vickers zapytał ją, czy jest w stanie jakoś to potwierdzić. Panna Fields kazała mu zadzwonić do Peggy Narucore. Jej numer telefonu to GI3-2638.

Vickers zadzwonił. Peggy Narucore potwierdziła słowa panny Fields.

Było popołudnie.

Frank Godfrey i Bill Vickers sprawdzali bary i restauracje. Ward Hallinen i Jack Lawton ponownie przesłuchiwali byłego męża ofiary i jej syna.

W ich małym mieszkaniu było gorąco. Siedzieli wokół niewielkiego kuchennego stołu.

Armand Ellroy wspomniał o pogrzebie w przyszłym tygodniu. Załatwił duchownego i pochówek na cmentarzu w Inglewood. Siostra Jean i jej mąż mieli przylecieć z Madison w Wisconsin. W następny poniedziałek Armand zamierzał pojechać z synem do El Monte po jego rzeczy.

Hallinen i Lawton zadali chłopcu kilka pytań.

Czy twoja mama znała blondynkę z kucykiem? Czy widziałeś ją kiedyś z Meksykaninem albo śniadym mężczyzną o europejskim wyglądzie? Z kim kolegowała się w pracy? Czy zawarła jakieś przyjaźnie od czasu przenosin do El Monte? Dlaczego przeniosła się do El Monte?

Chłopiec powiedział, że jego matka kłamała w sprawie przenosin do El Monte. Mówiła, że chce, aby on mieszkał w domu, a nie w mieszkaniu. Wiedział, że kłamała.

Podobało mu się w Santa Monica. El Monte go przerażało. Nie rozumiał, dlaczego przenieśli się tak daleko.

Nie znał żadnej blondynki. Nie znał żadnego białego mężczyzny o śniadej karnacji ani Meksykanina. Nie znał znajomych mamy z pracy. Mówił im już o Hanku Harcie i Peterze Tubiolu. Pani Krycki przyjaźniła się z matką – tyle wiedział.

Lawton zapytał, czy jego matka piła alkohol.

Chłopiec odpowiedział, że piła dużo bourbona Early Times.

We wtorek wieczorem Jim Bruton otrzymał wiadomość przez telefon. Ludzie Szeryfa z Temple dali cynk: Tommy zjawił się właśnie w Ivanhoe.

Bruton poprosił, żeby patrol szeryfa zawiózł go na posterunek w El Monte. Przygotował pokój przesłuchań z fenickim lustrem i zadzwonił po Myrtle Mawby. Ta zgodziła się przyjechać i zobaczyć podejrzanego.

Dwaj zastępcy szeryfa wprowadzili Tommy’ego. Był to Tom Baker z księgi meldunkowej w Pustynnej Karczmie. Bruton kazał mu opowiedzieć, co robił w sobotnią noc.

Baker odpowiedział, że wybrał się na wyścigi w Hollywood Park. Doczekał do siódmej gonitwy, a potem pojechał do restauracji na rogu Florence i Rosemead. Zjadł burgera i udał się do mieszkania, które wynajmował w Baldwin Park. Resztę wieczoru spędził, oglądając telewizję z właścicielem mieszkania i jego synem. W sobotnią noc w ogóle nie zaglądał do Pustynnej Karczmy.

Myrtle Mawby przyjrzała się Tomowi Bakerowi. Powiedziała Brutonowi, że to nie on jest mężczyzną, którego widziała z rudą.

Tom Baker został zwolniony. Radiowóz odwiózł go do Ivanhoe.

Była 20.00.

Vickers i Godfrey siedzieli w Temple – wydzwaniali do domów barmanów i kelnerek obsługujących samochody. Hallinen i Lawton wydzwaniali z posterunku w El Monte.

Próbowali namierzyć Margie Trawick i Mike’a Whittakera. Musieli dziś wieczór uzyskać od nich formalne zeznania.

Margie znaleźli w domu jej rodziców. Mike’a znaleźli w Melodii i powiedzieli mu, że wysyłają po niego samochód. Ściągnęli na posterunek stenografkę z Biura Szeryfa.

Przeszkodził im dyżurny sierżant. Powiedział, że dostali właśnie cynk – kelnerka obsługująca samochody U Stana mogła widzieć coś w sobotnią noc.

Lavonne Chambers miała na sobie czerwono-złoty uniform. Hallinen i Lawton przesłuchali ją w kantorku menedżera.

U Stana miało kształt koła i nowoczesny, wręcz kosmiczny wygląd. Na dachu sterczała neonowa iglica. Parking za budynkiem był duży – kierowcy mogli stawać samochodami w trzech rzędach i mrugać światłami, by wezwać obsługę.

Lavonne powiedziała, że słyszała ogłoszenie w radiu. Wahała się przez jakiś dzień czy dwa, aż w końcu powiedziała kierownikowi zmiany o tym, co wiedziała. To on zadzwonił w jej imieniu na posterunek.

Hallinen i Lawton trochę ją zachęcili. Lavonne się odprężyła i opowiedziała, co wie.

Rozpoznała kobietę z opisu w radiu. Pamiętała rudą – od sukienki aż po pierścionek z perłą. Była pewna, że obsługiwała rudą i jej towarzysza dwukrotnie – w sobotni wieczór i w niedzielę nad ranem.

Przyjechali krótko po 22.00. Kobieta zamówiła kanapkę z grillowanym serem, a mężczyzna kawę. To mężczyzna siedział za kierownicą. Przyjechali oldsem sedanem rocznik 1955 albo 1956 w dwóch odcieniach zieleni – chyba jaśniejszym u góry. Mężczyzna był bardzo chudy, miał około trzydziestu pięciu, czterdziestu lat i czarne włosy zaczesane do tyłu. Z pochodzenia mógł być Włochem albo Grekiem.

Kobieta zachowywała się bardzo beztrosko. Mogła być pod wpływem alkoholu. Mężczyzna wydawał się znudzony i wycofany.

Zjedli i odjechali. Wrócili między 2.00 a 2.45 nad ranem. Zaparkowali znowu na jednym z obsługiwanych przez nią miejsc.

Ruda zamówiła chili z fasolą. Mężczyzna zamówił kawę. Ona wciąż była beztroska. On wciąż był znudzony i wycofany. Zjedli, zapłacili i odjechali.

Hallinen i Lawton pokazali płaszcz ofiary z przyczepionymi teraz etykietami techników. Lavonne Chambers od razu rozpoznała podszewkę. Równie szybko rozpoznała ofiarę na zdjęciu. Zgodziła się złożyć nazajutrz formalne zeznanie – ale tylko u siebie w domu. Nie mogła zostawić dzieci.

Hallinen i Lawton umówili się na spotkanie o 15.30. Lavonne nie przestawała mówić o rudej – była taka ładna i wydawała się taka miła.

Formalne zeznanie Mike’a Whittakera to był jeden wielki bełkot.

Cały czas twierdził, że był pijany. Pomylił rudą po czterdziestce z dwudziestoparoletnią brunetką. Za blondynkę z kucykiem wziął jakąś młodą Meksykankę.

Jego relacja była pogmatwana i pełna luk. Co rusz zaprzeczał własnemu zeznaniu złożonemu w niedzielny wieczór. Jedyny sensownie opowiedziany fragment dotyczył chwili, kiedy spadł z krzesła.

Przesłuchanie zakończyło się o 21.35.

Mike Whittaker wyszedł. Weszła Margie Trawick.