Cień - Władysław Reymont - ebook

Cień ebook

Władysław Reymont

0,0
4,49 zł

lub
Opis

Cień„ to opowiadanie Władysława Reymonta, pisarza, prozaika i nowelisty, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury.

— Ósma, dopiero ósma!

I znowu rozpoczął wędrówkę po parku. Nic nie myślał, bo ta słodka, denerwująca troska czekania na ukochaną nękała go dziwnie obezwładniająco. Prześlizgiwał się tylko wzrokiem po wszystkiem — i biegł myślą aż tam, gdzie ona, i spochmurniał wnet, bo jakby ujrzał poprzez przestrzenie dobrą, przyjacielską twarz jej męża.

— Mąż — szepnął — gdyby nie ten mąż!...”

Fragment


Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 16

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Wydawnictwo Avia Artis

2021

ISBN: 978-83-8226-307-7
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

CIEŃ

Wiosna!... Świat był różowy od ogni poranku i przesycony ciepłem, śpiewami, wonią — co zewsząd biła falą upajającą. Strzępy mgieł rozsnuwały się nad stawami, i, niby wiry fioletowo-przejrzystej kurzawy, dymiły z dolin, jak z trybularzy — ku słońcu. Wszystko, co żyło, upajało się miłośnie słońcem, piło wszystkiemi porami ciepło i radość. Liljowe obłoki bzów rozkwitłych dyszały wonią. Niebo, ziemia i ludzie, drzewa i ptaki rozśpiewane w gąszczach — przenikał jakby spazm rozkoszy życia. Ogromną radość odradzania się obchodził świat przenikniętemi rozkoszą sercami. Czuć było jakieś nabrzmiewanie tętna życia powszechnego w tej gwałtownej pulsacji przyrody.  — Wiosna! — szeptał jakiś młody człowiek, przemierzający wzdłuż park ogromny, co, niby morze zieloności i powietrza, wdarł się pomiędzy szare, obrzydliwe siedziby ludzkie — i panował nad niemi majestatem piękna.  — Wiosna! — powtarzał, przeglądając poprzez drewniane kraty bramy ulicę miejską. I czuł tę wiosnę w sobie, miał ją w duszy, rozkołysanej szczęściem, przejmowała mu serce drżeniem wesela, omotywała mózg marzeniami, dyszał nią, jak i wszystko, co go otaczało. Nie zdawał się tylko wiedzieć o tem świadomie, bo wciąż chodził, przystawał, przepatrywał ulicę miejską i aleje parku z niecierpliwością, a czasami, niby obłoki szarawe, przysłaniała mu duszę obawa przed zawodem.  Po raz setny spojrzał na zegarek.  — Ósma, dopiero ósma!  I znowu rozpoczął wędrówkę po parku. Nic nie myślał, bo ta słodka, denerwująca troska czekania na ukochaną nękała go dziwnie obezwładniająco. Prześlizgiwał się tylko wzrokiem po wszystkiem — i biegł myślą aż tam, gdzie ona, i spochmurniał wnet, bo jakby ujrzał poprzez przestrzenie dobrą, przyjacielską twarz jej męża.  — Mąż — szepnął — gdyby nie ten mąż!...  Naraz zadrżał, zadygotał cały w sobie, wszystkie tętnice zahuczały mu z gwałtownością — zaledwie mógł oddychać, tak serce biło mu w cichem tempie pianissima zachwytu. Wzrok mu promieniał, ramiona mimowoli wyciągnęły się. Chwila jeszcze! — Widzi, jak ona bojaźliwie idzie woddali. Druga chwila, spotykają się już oczyma, całują spojrzeniem...  — Ello! moja