Cień Ulicy - Paweł Giergowski - ebook

Cień Ulicy ebook

Giergowski Paweł

0,0

Opis

Jest rok 1890. Ludzie i jeże żyją w spokoju i ładzie i nic nie zwiastuje niebezpieczeństwa. Młoda Nowojorczanka musi stawić czoła największemu niebezpieczeństwu jakie widział świat. Pochłonięty żądzą mordu czarny jeż nie cofnie się przed niczym, by zniszczyć całą ludzkość i swoją rasę. Jedynie Jane z pomocą przyjaciół może stawić mu czoła.Czy zdoła go pokonać i przywrócić ład? Mieszanka akcji i przygody z nutką horroru i fantasy. Życie, epickość i przygoda przeplatające się wzajemnie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 1288

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0

Popularność




Paweł Maciej Giergowski

Cień Ulicy

© Paweł Maciej Giergowski, 2020

Jest rok 1890. Ludzie i jeże żyją w spokoju i ładzie i nic nie zwiastuje niebezpieczeństwa. Młoda Nowojorczanka musi stawić czoła największemu niebezpieczeństwu jakie widział świat. Pochłonięty żądzą mordu czarny jeż nie cofnie się przed niczym, by zniszczyć całą ludzkość i swoją rasę. Jedynie Jane z pomocą przyjaciół może stawić mu czoła.Czy zdoła go pokonać i przywrócić ład? Mieszanka akcji i przygody z nutką horroru i fantasy. Życie, epickość i przygoda przeplatające się wzajemnie.

ISBN 978-83-8221-624-0

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Rozdział 1 Bitwa o Nowy Jork i Long Island

W 1890 roku świat zaczął się powoli zmieniać. Kraje trzeciego świata zaczęły powoli wychodzić z kryzysów gospodarczych i ekonomicznych. W krajach tych zaczęły zmieniać się struktury rządowe i układy rządu. Komunistyczni prezydenci pod wpływami społeczeństwa wycofali się ze swoich stanowisk a ich miejsce zajęli uczciwi i demokratyczni przywódcy.

Od początku 1890 roku Afryka, Azja, Tajwan a nawet Maroko i Kuba pod wpływem zmiany rządów zaczęły się powoli rozwijać. Afryka i Azja po długich i wyniszczających wojnach, które trwały od 1860 do 1890 roku, Afryka, która walczyła z Rosją i Azja, która walczyła z Francją zaczęły po wojnach powstawać na nowo. W Afryce zaczął rozwijać się przemysł rolniczy, farmaceutyczny i ciężki. W Azji i Afryce rozwijał się również przemysł lekki, który pozwolił opanować głód. Powstały tam sklepy z żywnością, artykułami spożywczymi takimi jak chleb, ryż, mleko, ser, jogurty i inne artykuły potrzebne do życia. Sklepy te oferowały bardzo niskie i przestępne ceny za które każdy mógł kupić pożywienie. Organizowały one również zbiórki pieniędzy i żywności dla najbiedniejszych rodzin i dzieci.

Obok Afryki i Azji rozwinęła się również wyspa Madagaskar, która odzyskała niepodległość w połowie 1890 roku. Na Madagaskarze do połowy 1890 roku rządzili Anglicy. Po odzyskaniu niepodległości kraje te utrzymywały poprawne stosunki z krajami Europy.

Irak i Iran od początku 1890 roku toczyły ze sobą krwawe wojny religijne i etniczne. Podczas tych wojen które trwały do 1908 roku zginęło ponad 3 miliardy ludzi w tym 1,5 miliarda cywilów. Dopiero po podpisaniu pokoju w Bagdadzie w 1908 roku kraje te zaczęły powoli stawać na nogi.

W tym okresie Europa również zaczęła się rozwijać. Jeszcze przed 1890 rokiem we Francji panowała wojna domowa między organizacjami politycznymi białymi rewolucjonistami a czerwonymi demokratami. Wojnę domową we Francji zakończyła abdykacja króla w 1889 roku. Po abdykacji króla rządy przejął jeden z czerwonych, który chcąc ratować kraj wprowadził ustawy o chłopach, rolnictwie i szkolnictwie. Dzięki tym ustawom chłopi mogli wyjeżdżać do miast do pracy, powstało wiele nowych dróg, szkół, urzędów i budynków. Po wprowadzeniu ustaw zdrajców i wszystkich, którzy należeli do białych zgilotynowano lub powieszono a prezydenta posadzono w pałacu. Od tamtej pory Francja stała się krajem demokratycznym i nigdy nie atakowała bez powodu innych krajów.

Sprawa polski w tym okresie wyglądała zupełnie inaczej. Na początku tego roku zaborcy mający problemy ekonomiczne i polityczne zaczęli wycofywali się z ziem polskich i pomogli ją odbudować. Austria, Prusy i Rosja wycofując się z ziem polskich zdjęli swoje urzędy, administrację oraz ich języki urzędowe. Na początku lata wojska polskie na czele z Józefem Piłsudskim wkroczyły do polski i odbiły ostatnie warownie, miasta i zamki strzeżone przez zaborców. Wyruszył na tę kompanię z Włoch. Wraz ze swoim wojskiem Legionami pokonał góry i dotarł do Polski. Z pomocą przyszedł mu jeszcze jednak tajemniczy jeż, który pomógł mu pokonać przeszkody i uciekł głęboko w góry do jaskiń. 17 lipca 1890 roku marszałek odbił warszawę a dwa dni później Kraków. Następnie przekonał zaborców listami aby pomogli mu odbudować kraj a pomagali mu w razie konfliktu. Po kilku dniach generał otrzymał pozytywną odpowiedz a dzień później w Warszawie podpisał wraz z zaborcami Akt Przyjaźni. W akcie tym Polacy, Rosjanie, Prusacy i Austriacy zobowiązali się do obrony własnych krajach i przyjaciół w razie niebezpieczeństwa. Rosjanie, Prusacy i Austriacy pomogli zbudować gospodarkę kraju, budowali również warownie i zamki według polskiego prawa. Kraje te pomogły również odbudować drogi, linie kolejowe, autobusy i budynki mieszkalne. Dostarczali oni również prąd, wodę, gaz, żywność oraz środki czystości. We wrześniu tego roku Polską zaczął rządzić Józef Piłsudski i jego towarzysze, którzy wprowadzili demokrację i prawa człowieka oraz prawa do urlopów i prawo pracy. Od tej pory polska była ważnym krajem na arenie międzynarodowej.

W Anglii i Szkocji sprawa rządów wyglądała jeszcze inaczej. Anglia i Szkocja od ponad dwóch wieków były ze sobą skłócone. Było to spowodowane ciągła agresją Anglii na Glasgow, Edynburg i inne Szkocję miasta. Henryk IX wprowadził w Anglii rządy absolutne kilka miesięcy przed planowaną bitwą ze Szkocją. Rządy te nie pozwalały mieszkańcom spać spokojnie. Po posadzeniu króla na tron w kraju zapanował terror. Za byle przestępstwo ludzie byli wieszani lub torturowani. Panowało również niewolnictwo i masowe aresztowania. Panowała również dyskryminacja innych ras i narodowości w tym Czechów, jeży, polaków, i ludzi o czarnym kolorze skóry. Szkoci powoli zaczęli się buntować jednak planowane obalenie i zamach na króla nie udał się a sprawcy zostali ścięci lub aresztowani albo umierali w angielskich więzieniach. Większość ludzi nie mający pieniędzy umierali w swoich domach lub na ulicy, gdzie próbowali przeżyć. Przestępczość w kraju wzrosła o 60 procent. Anglicy kradli, zabijali i napadali na banki i inne urzędy aby zdobyć pieniądze na jedzenie. Wywołało to w Szkocji wielką burzę. Szkoci odpierali rożne ataki Anglików jednak Henryk IX zarządzał przerzutu wojsk przed granicę Szkocji na Bałkany a następnie do Moskwy. Prezydent Szkocji chcąc uniknąć napadu Anglii zebrał w Edynburgu RBNIW( Rada Bezpieczeństwa Narodu i Spraw Zagranicznych ) aby omówić problem. Zebranie to odbywało się w pałacu prezydenckim. Pałac prezydencki nie był wielki. Jest wysokość wynosiła 10 metrów a szerokość 15 metrów. Był to metalowy budynek stworzony w 1870 roku przez budowniczych i architekta. W środku budynku w holu znajdowała się recepcja, kilka kanap i siedzenia dla gości. Budynek zajmował 5 pięter a na samej górze znajdował się pokój i mieszkanie prezydenta. Większość pięter zajmowały pokoje a dla gości a na ścianach zawieszone były różne obrazy znanych artystów. W podziemiach budynku znajdował się dwupoziomowy garaż dla samochodów oraz jedna winda, która pozwalała dostać się na poszczególne pietra. Mieszkanie prezydenta zajmowało jedynie 68 metrów kwadratowych. Właśnie w tym mieszkaniu odbywały się narady, uroczystości oraz tworzono tam różne kampanie np. jak pomóc ludziom czy mieszkania za połowę ceny dla biedniejszych.

W zebraniu uczestniczyli wszyscy najważniejsi przedstawiciele władzy. Byli to między innymi prezydent Szkocji Abraham Binn premier kraju Oswald oraz dwie partie. Prezydent kraju był wysokim mężczyzną o długiej brodzie i jaskrawo niebieskich oczach. Prezydent był na urzędzie od 5 lat. Nie miał żony był singlem od lat nastoletnich. Ważył 69 kilogramów. Miał 40 lat. Premier natomiast był średniego wzrostu mężczyzną o oczach brązowych. Ważył 58 kg i miał 35 lat. Miał żonę od 15 lat. Był uważany za najlepszego premiera od 20 lat. Pierwszą z nich reprezentowali tak zwani niebiescy obrońcy a drugą brązowi sprawiedliwi. Niebiescy obrońcy byli partią pacyfistów, którzy nigdy nie brali udziału w żadnej wojnie ani nie chcieli w niej uczestniczyć. Cechowali się oni skłonnością do pacyfikowania przemocy, otwartych protestów oraz zdejmowania ze stanowisk przeciwników politycznych.

Partią tą dowodził Petr Inkos, który od 10 lat był jej szefem. Początkowo po odzyskaniu niepodległości przez Szkocję partia ta odnosiła sukcesy polityczne i gospodarcze, jednak zaczęli oni ostro przegrywać z brązowymi.

Po drugiej stronie sali obrad przy 200 osobowym i pięknym stole siedziała druga z partii brązowi sprawiedliwi. Byli oni totalnym przeciwieństwem niebieskich.

Sprawiedliwi charakteryzowali się między innymi dużymi wpływami i znajomościami w mieście. Byli oni również bardzo bogaci i posiadali potężne majątki. Egzekwowali oni również prawa do wojen i obrony koniecznej kraju.

Partią tą dowodził Francis Ink, który od 15 lat był szefem partii. Brązowi zawsze chętnie pchali się do wojen i konfliktów wojennych. Po wygranej z niebieskimi partia jeszcze bardziej się rozrosła i liczyła ponad 2000 tysiące osób.

Sala obrad w której się znajdowali została zbudowana w stylu neoromańskim. Wewnątrz Sali znajdowały się piękne obrazy znanych artystów, witraże, piękne malunki ręczne, żyrandole i szafy ze srebra, oraz pięknie zbudowane ze złota okna i firanki. W Sali znajdował się również potężny zbudowany z drewna i akwamarynu stół.

Stół ten zbudowano specjalnie na obrady. Liczył on sobie 200 lat. Skonstruowany i zbudowany w 1790 roku przez Michała Anioła był jedynym takim stołem w europie. Pozostałe trzy stoły znajdowały się w Stanach w Nowym Jorku, W Izraelu w Jerozolimie i w Iranie w Bagdadzie.

Kiedy wszyscy zebrani usiedli do stołu czując zapach kawy i napoleonki prezydent wszedł na ambonę, ustawił mikrofon i donośnym głosem powiedział :

— Witajcie moi drodzy Panowie. Jestem wdzięczny za przybycie w tak licznym gronie i wasze wsparcie. Dzisiaj przy tym stole znaleźliśmy się Panowie aby omówić pewien problem. Wiecie doskonale o tym co dzieje się w Anglii. Panuje tam terror, ludzie zbierają ostatki aby przeżył, szerzą się gangi i panuje chaos a król nic sobie z tego nie robi. Nie obchodzi go to co się dzieje z ludźmi i innymi rasami. Myśli tylko o bogactwach i o sobie. Jeże są katowane. Umierają na ulicy lub w więzieniach. Odbywają się publiczne egzekucje palenie żywcem czy obdzieranie ze skóry. Dodatkowo Anglicy planuje unieważnić pokój i nas zaatakować. A ten ich niby król planuje zdobyć nasze ziemię i nas zniszczyć. Nie możemy na to pozwolić.

— Masz absolutną rację prezydencie my żyjemy w pokoju obywatele nie narzekają mamy niskie podatki i dodatkowo nie katujemy innych –dodał premier

— Jasne, że nie możemy na to pozwolić. Ile mamy wojska? — zapytał Francis Ink

— Około 50.000 tysięcy żołnierzy i kilka jednostek specjalnych oraz oddział kryzysowy.

— To za mało zdecydowanie za mało. Potrzebujemy dwa razy więcej. Pokażmy Anglikom gdzie ich miejsce –powiedział Francis dopalając cygaro

Po tej wypowiedzi wszyscy zastanawiali się co zrobić. Siedząc przy stole politycy rozmawiali również na inne tematy związane z krajem i granicą. Zajadali się oni również napoleonkami, pili kawę, palili cygara i puszczali wzrok za pięknymi kelnerkami. Większość polityków miało już żony i dzieci i pozostawali im wierni na zawsze. Żaden z obecnych na Sali polityków nie zdradził nigdy swojej żony i zajmował się dziećmi nie uciekając od obowiązków rodzicielskich. Byli to ludzie dla których nie liczyły się pieniądze lecz miłość ich żon i ich dzieci. Pomimo majątku większość z nich miała organizację lub pomagała jeżom i ludziom w więzieniach oraz biednym. Po dłuższej ciszy przywódca niebieskich Petr odezwał się mówiąc :

— A może rozwiążmy to pokojowo wyślijmy posłańca do króla Anglii.

— Nigdy kolego musimy mu wysłać ostrzeżenie o wojnie. Jeśli nie posłucha zaatakujemy przy granicy — odparł Francis, który brał łyk kawy.

— Nie myśl, że to wyjdzie na dobre Francis. Wojna do niczego nie prowadzi i są tylko ofiary. Lepiej wyślijmy depeszę.

— Nie masz racji a jeśli zaatakuje to co zrobimy? Ukryjemy się w domach.

— Nie lubię przemocy i nigdy nie lubiłem, ale naprawdę depesza będzie lepszym pomysłem.

— Lepiej idźmy na wojnę Petr.

— Skończyliście już ludzie? — zapytał prezydent

— Tak panie prezydencie co zdecydujesz ustosunkujemy się do twojej decyzji.

— Petr jak i Francis mają rację i dobre pomysły. Jeden sugeruje list drugi wojnę. Niestety nie wiemy tak jak mówił Francis czy król się ustosunkuje do listu. Pójście na wojnę natomiast oznacza ofiary, straty w żołnierzach i nie daj boże w cywilach. Henryk jest niezrównoważony. Mojego własnego przyjaciela jeża powiesił na drzwiach jego domu. Musimy się zastanowić nad decyzją. Po chwili z tłumu jeden ze starszych polityków zapytał :

— Czy mogę zabrać głos?

— Tak słuchamy cię — odparli jednocześnie prezydent i premier.

— Nazywam się Untruis i nie jestem człowiekiem. Jestem już starym jeżem i wiele widziałem w swoim życiu. Moim zdaniem osobiście ten król powinien już dawno zejść z tronu. Czemu dla niego jeż jest niebezpieczny a człowiek nie? Zawsze w krajach gdzie żyją ludzie jesteśmy tolerowani a tam nie? Powiem wam dlaczego. Król nienawidzi wszystkich, ponieważ w dzieciństwie przeżył traumę i to wielką. Umarła mu matka a ojciec nigdy nie wrócił z wyprawy. Ten człowiek nigdy się nie podniósł. Byłem tam na jego dworze i widziałem jak mieczem ściął wszystkich którzy mieli z tym cokolwiek wspólnego. Kończąc już moją wypowiedz jestem za tym aby wysłać list do króla. Będzie to lepsze rozwiązanie.

Wszyscy zamilkli i nie mogli uwierzyć w to co usłyszeli. Prezydent odezwał się mówiąc :

— Untruisie dziękuje za wypowiedz mam do ciebie takie pytanie osobiste.

— Słucham

— To prawda że żyjecie ponad 100 lat?

— Nie to nie prawda. Żyjemy jak ludzie maksymalnie 100 lat. Nie więcej — odparł Untruis

— Dziękuje a teraz Panowie bawcie się i dyskutujcie, jedźcie i pijcie dobrą kawę i nie tylko. Ja udaje się teraz do siebie i dam odpowiedz za kilka godzin dobrej zabawy — powiedział wychodząc z Sali prezydent.

Po bardzo długiej ponad 5 godzinnej naradzie, krzykach i groźbach oraz wypiciu kawy, soku i zjedzeniu ciast oraz słodyczy prezydent ostatecznie podjął decyzję o tym co zrobić. Po podjęciu decyzji prezydent wyszedł ze swojego pokoju ponownie wszedł na ambonę i powiedział :

— Posłuchajcie mnie panowie. Po długim namyśle, waszych głosach i dyskusji ostatecznie podjąłem decyzję odnośnie Anglii. Ten chory na umyśle król nie odważy się zaatakować. Wyślemy mu depeszę. Napiszę ją i dam posłańcowi.

— Dobrze panie prezydencie zgadzamy się — odparła cała sala

— To świetnie a teraz udajcie się już do domów. Późno już ściemnia się. Dziękuje wam za spotkanie moi drodzy Panowie. Do następnego razu.

— My również dziękujemy za gościnę.

Wszyscy po chwili wyszli z Sali obrad i udali się do swoich domów.

Jeszcze tego samego wieczoru prezydent napisał list do króla Anglii w którym prosił o pokój i zaprzestanie walk. Poprosił go również o dobrowolną abdykację z tronu oraz publiczne przeprosiny. Następnego dnia rano przybył posłaniec, który miał niecałe 20 lat. Wtedy ukłonił się przed prezydentem i powiedział :

— Jestem na wezwanie

— Dobrze dostarcz ten list na granicę Szkocji do króla Anglii. Powiedz mu że jesteś ode mnie.

— Rozumiem natychmiast ruszam w drogę.

— Powodzenia

Posłaniec otrzymał list, schował go do torby i natychmiast wyruszył na spotkanie z królem. Kilka dni później posłaniec dotarł na granicę Szkocji i dostarczył depeszę królowi mówiąc tylko :

— To list od prezydenta Szkocji dla ciebie królu.

Król wziął list do rąk i powiedział tylko:

— Dobrze dziękuje a teraz znikaj już i przekaż że będzie pokój.

Posłaniec po słowach króla natychmiast oddalił się i ruszył z powrotem do domu. Po otrzymaniu depeszy oraz porozumieniu się ze swoimi ministrami król był wściekły lecz powiedział :

— Nie będziemy ich atakować. Są za słabi nie potrzebuje ich ziem ani niczego i nie poddam się abdykacji bo oni tak chcą. Myślą że tak mogą. Będzie pokój, ale na tronie zostaje.

— Na pewno panie nie chcesz atakować Szkocji? — zapytał jeden z ministrów

— Na pewno nie chce. Podpiszemy pokój i będzie spokój.

— Czy mam wysłać posłańca do Szkocji?

— Nie trzeba — odparł ostrym tonem król

Po powrocie do prezydenta posłaniec powiedział :

— Przekazałem wiadomość. Będzie pokój lecz Henryk nie zrezygnuje z tronu.

— A to uparty osioł. Może to i dobrze

— Dlaczego? — zapytał posłaniec

— Bo w końcu młody ktoś go prędzej czy później zabije i będzie w końcu ład w Anglii. A i dziękuje za wieści.

— Proszę

Prezydent Szkocji i Król Henryk ostatecznie podpisali pokój na granicy obu krajów dwa dni później. Po oczach młodego 27 letniego króla Abraham prezydent Szkocji widział, jednak, że on nie poprzestanie.

Po podpisaniu pokoju król postanowił jednak zaatakować Nowy Jork I Long Island. Jeszcze tego samego dnia kiedy został podpisany pokój Henryk IX rozkazał zbudować flotę, sprowadzić żołnierzy z Anglii oraz wybudować działa i armaty. W ciągu miesiąca od wydania rozkazu angielska flota znacznie się rozrosła. Liczyła ona już ponad 280 tysięcy żołnierzy w tym również żołnierzy afrykańskich oraz plemion azjatyckich. W armii angielskiej znajdowali się również Chińczycy, Francuzi a nawet Polacy. Rzecznik króla w ciągu miesiąca wybudował 150 potężnych galer, 220 statków królewskich, 500 podwodnych galer o podwójnych żaglach i działach rozstawionych po bokach i na przodzie statku oraz 25 morgów na wypadek przegranej.

Armia ta była wyposażona również w karabiny maszynowe, szable, pierwsze na świecie RPG oraz pierwsze na świecie ręczne działko maszynowe, które strzelało 200 razy na minutę, miało pociski z ołowiu oraz prawdziwego srebra i diamentu. Na każdym statku znajdowało się stanowisko artylerii, działka oraz zapas broni.

Wszystkie angielskie statki były zbudowane z drewna i żelaza. Miały one dość mocno chroniony kadłub, rufę oraz boki. Każdy ze statków ważył 30 ton miały one również cztery żagle i miejsca dla żołnierzy. Statki te stworzono jako drugie na świecie. Ster na każdym statku również był z drewna. Zamocowany na rufie statku ster miał chronić sternika przed śmierci. Przed sterem znajdowała się również niewielka osłona.

W noc przed wypłynięciem 20 stycznia król wezwał do siebie rzecznika. Kiedy rzecznik wszedł do jego namiotu ten zapytał :

— Wszystko gotowe na jutro?

— Tak królu gotowe a coś się stało?

— Może nieważne boje się, że przegramy tą bitwę. Wiem jest młody, porywczy, ale nie wiem co się ze mną dzieje? Rozkaż mojemu zastępcy w Anglii i generałom, którzy tam zostali aby baczniej obserwowali inne narodowości i jeże. Zwłaszcza jeże. One najbardziej działają mi na nerwy. Są takie kurde niedobre wszystkie. A bitwę tę wygramy tak czy inaczej.

— Królu dlaczego się uwziąłeś na jeże? co one ci zrobiły takiego że każesz je zabijać? — zapytał rzecznik

— Nic, ale po prostu nienawidzę ich i tyle. Poza tym lubię patrzeć jak umierają.

— Rozumiem czegoś ci jeszcze potrzeba królu?

— Tak przyprowadzać mi dziewczynę do towarzystwa oraz idź do generałów i powiedz, że jak nie wykonają zadania to ich zabije wszystkich co do joty. Przekaż też sternikom żeby się wyspali bo czeka nas długa droga.

— Przekaże czy to wszystko?

— Tak idź już

Tak jak powiedział król rzecznik przekazał wiadomości oraz przyprowadził mu dziewczynę młodą Ukrainkę, która spędziła z nim noc. Następnego dnia o 5.00 rano król rozkazał załadował skrzynki i żołnierzy na statki. Kiedy wszyscy żołnierze byli już na swoich miejscach oraz zostały załadowane skrzynię a sternicy zajęli miejsca przy sterach król wszedł na głównodowodzący statek uniósł szablę w górę i powiedział

— Zmierzamy po zwycięstwo. Nowy Jork to zwykła dziura, którą można zdobyć jak każde inne miasto czy wieś. Pokonamy tych amerykanów i pokażemy im. Powiedziałem wam już ten kto zdradzi lub się wycofa zginie z moich rąk bez sądu i bez gilotyny w tle. Jestem królem Anglii mam władzę absolutną i nikt nie może tego podważyć nawet Bóg. Niedługo będziemy pić amerykańskie wino, uprawiać seks z dziewczynami i cieszyć się ze zwycięstwa. Bo któż zamierza mnie pokonać skoro mają jeszcze mniejszą armię niż ci durni Szkocji do boju żołnierze.

Żołnierze na znak zgody podnieśli broń w górę. Dokładnie o 5.45 rano z wybrzeża Anglii Armia Angielska wyruszyła na Nowy Jork. Trasa Angielskiej floty prowadziła przez ocean atlantycki. O tej porze roku ocean był bardzo spokojny wbrew prognozie. Nie było na nim gór lodowych, lodu ani bardzo dużych fal. Na oceanie nie znajdowały się śmieci. Było tam bardzo dużo ryb, wielorybów i innych zwierząt morskich, które żyły w oceanie. Żołnierze chcąc zabić nudę grali w karty, ćwiczyli strzelanie oraz odbywali spacery po statku krążąc dookoła. Pili oni również sporo bimbru i alkoholu mało spali w swoich kajutach. Dwa dni przed dopłynięciem część angielskich żołnierzy zaczęła bardzo poważnie chorować. Pierwszymi objawami ich choroby były wypadające zęby, włosy, czerwona twarz, szare usta oraz bardzo wysoka gorączka sięgająca nawet 41 stopni. Osoby te zaczęły również bardzo majaczyć i widzieć różne rzeczy z innych sfer w tym duchowych. Lekarz pokładowy po obejrzeniu chorych i przeanalizowaniu próbki płynu mózgowo-rdzeniowego oraz konsultacji w innymi lekarzami udał się do kapitana jednego ze statków. Walter i jego kolega Josh o 15.55 po obchodzie byli już w kajucie kapitańskiej. Kapitanem tego statku był były zastępca okrętowy oraz drugi doradca króla. Był on rosłym mężczyzną o krótkich włosach, lekkim zaroście i jasno brązowych oczach. Jego załoganci nazywali go Ornitek, ponieważ z wykształcenia był on ornitologiem i lubił obserwować przyrodę i ptaki. Wiedział o nich wszystko. Interesował się ptakami od dziecka. Miał on również obsesję na punkcie bocianów i ich życia. Jego prawdziwie imię brzmiało James Aston. James posiadał również tatuaż na prawym ramieniu przedstawiający pięknego czarnego jastrzębia. Po wejściu do niewielkiej kajuty kiedy Josh i Walter siedzieli już na krzesłach James zapytał :

— Chcecie może coś do picia? Piwo, herbatę, kawę, wódkę?

— Nie dziękujemy kapitanie. Jesteśmy tu w jednym celu. Chcemy ci powiedzieć co się dzieje z tymi ludźmi.

— Chodzi o tą chorobę tak? To jest straszne naprawdę. Powiedźcie mi co tu się do diaska dzieje? Dlaczego ci ludzie umierają?

— Tak chodzi o tę chorobę kapitanie. Sprawa jest bardzo poważna.

— Jak poważna? — zapytał

— Bardzo. Pobraliśmy próbki i przebadaliśmy je. Przebadaliśmy również większość członków załogi Ornitku. Podczas badania ludzi i próbki wykryliśmy jedną z bardzo rzadkich bakterii — odparł Walter

— To niezwykle rzadka i poważna choroba. Jej pierwszymi objawami są wymioty, blizny na ciele, wysoka gorączka oraz szare usta.

— Dobrze rozumiem, ale co to jest?

— Maloriskorb Ornitku. To niezwykle rzadkie połączenie malarii i szkorbutu. Nie spotyka się tego w Europie a ludzie nie są na to odporni. Częściej tą chorobę spotyka się w krajach gdzie jest ciepło np. w Afryce. Choroba jest przenoszona drogą powietrzną i kropelkową.

Słysząc to zbladł, po czym wypił drinka, odpalił cygaro i zapytał :

— Co teraz zrobimy? Jest na to w ogóle lekarstwo? Nawet żeby ci ludzie dłużej żyli

Lekarze popatrzyli po sobie i przez chwilę nie mogli odpowiedzieć. Po chwili Walter powiedział :

— Nie ma na to lekarstwa, lecz jedynym ratunkiem jest jak najszybciej dopłynąć do Nowego Jorku. Większość z tych ludzi nie przeżyje. W innym klimacie wirus nie będzie się tak szybko rozprzestrzeniał.

Ornitek był jeszcze bardziej załamany tym co usłyszał po czym zapytał jeszcze raz :

— Josh a co z ludźmi, którzy zdołają przeżyć?

— Kapitanie ci co zdołają przeżyć będą kalekami do końca życia. Choroba idzie prosto w neurony. Ci, którym się uda będą mieli uszkodzony mózg i część organów wewnętrznych w tym śledziona, nerki, i część serca. Będą musieli naprawdę się starać aby normalnie żyć.

— To okropne naprawdę. Oni nie będą mieli życia po tej chorobie — powiedział kapitan

— My nic nie możemy z tym zrobić radzimy ci przyśpiesz statek.

— Dobra.

Kapitan wyszedł z kajuty i krzyknął :

— Dobra ludzie każcie jeszcze bardziej rozwinąć żagle. Niech ten statek płynie szybciej

— Tak jest kapitanie

Po rozwinięciu żagli statek Ornitka rozwinął prędkość do około 17 węzłów.

Kilka dni później 27 stycznia 1890 roku flota angielska była już bardzo blisko Nowego Jorku. Znajdowała się ona niecałe 2 kilometry od miasta. Większość ludzi, która chorowała umarła przed dopłynięciem do miasta. Wiedząc, że są już blisko żołnierze przygotowali broń, załadowali ją, nałożyli mundury i czekali cierpliwie na rozkazy od króla. W tym samym czasie pewna grupa przyjaciół wybrała się na piknik na najwyższym wzgórzu miasta. Po dotarciu na miejsce rozłożyli oni koc, rozstawili na małym stoliczku piwa i usiedli na trawie.

Ze wzgórza na, którym się znajdowali rozciągał się piękny widok na miasto oraz okoliczne wioski i przedmieścia. Widok ten ukazywał wszystkie dzielnice miasta, najwyższy budynek Empire State Building oraz dwa wieżowce WTC. Ukazywał on również góry, które rozciągały się nad wzgórzami. Grupa przyjaciół po wypiciu kilku piw i półtora litra wódki położyła się spać. Po przebudzeniu dwie godziny później grupa ta zauważyła na horyzoncie Angielską Flotę. Chwilę później usłyszeli oni strzał z dwóch armat statku.

Dwie kule armatnie wystrzeliły jednocześnie. Jedna z nich trafiła prosto we wzgórze zabijać grupę na miejscu a druga z nich trafiła w port niszcząc budynek i fabrykę statków.

Następnie kiedy statki uziemiono na rozkaz króla żołnierze zaczęli wyskakiwać z galeonów i weszli na plażę. Król i prezydent Nowego Jorku widząc na plaży wojsko spotkali się w wieżowcu aby omówić temat ataku na miasto. Po dotarciu na miejsce i dojechaniu windą na najwyższe piętro król i Andrew Field prezydent miasta weszli do niewielkiego pokoiku.

Pokój ten był niewielki miał około 45 metrów kwadratowych. Znajdowały się tam jedynie dwa biurka i niewielka szafka z dokumentami o mieście, ludziach, jeżach i okolicznych wsiach. Pokój ten był wykorzystywany do rozmów o sprawach ważnych dotyczących Nowego Jorku i bezpieczeństwa. Po ustawieniu krzeseł król i Andrew zaparzyli sobie kawę i usiedli. Jako pierwszy odezwał się król mówiąc:

— Mamy bardzo poważny problem Andrew. Zaatakowali nas Anglicy i ich flota. Przypłynęli aby nas ograbić, zniszczyć, odbić miasto i zabić ludzi i jeże. Musimy coś zrobić i to natychmiast.

Andrew wyciągnął z kieszeni cygaro, naładował tytoń, odpalił je po czym puścił dym i odparł :

— Wiem Wasza wysokość, że musimy ich powstrzymać. Nie przepłynęli tu dla zabawy. Musimy zaangażować żołnierzy, oddziały Swat, policję a nawet elitarne jednostki specjalne żeby przepędzić anglików.

— Nasza armia nie jest duża. Liczy około 10.000 żołnierzy. Nie możemy posłać ich wszystkich na plażę na śmierć — powiedział król.

— Dlatego mam plan Tailis. Planowałem to w razie ataku.

— Słucham cię uważnie przyjacielu — odparł.

Andrew ponownie puścił dym z cygara i powiedział :

— Oskrzydlijmy ich. Przynajmniej spróbujmy. Nie spodziewają się ataku z dwóch stron. Niech żołnierze i Swat zajdą z lewej flanki a policja i elitarne jednostki z prawej. Co o tym myślisz?

— Myślę, że to dobry pomysł, lecz my też ruszymy do walki Andrew. Nie będziemy siedzieć jak durnie i patrzeć jak nasi umierają. Ja mam swój miecz a ty masz jakąś broń?

— Niestety nie mam królu. Mam mały pistolet.

— Słuchaj Andrew idź do arsenału i weź z niego karabin maszynowy i łuk. Ja polecę już na plażę. Spotkamy się tam oto klucz.

— Dobrze królu. A ja jeszcze w międzyczasie zadzwonię po ludzi.

— W porządku.

Władca i Andrew wstali z krzeseł i wyszli z pokoju. Wtedy rozdzieli się. Król zjechał windą na sam dół i jedząc po drodze żelki biegiem ruszył na plażę. Andrew natomiast zjechał na trzecie piętro. Po zjechaniu na to piętro prezydent otworzył arsenał specjalnym kodem i kluczem otrzymanym od niego. Kiedy otworzył drzwi nie mógł uwierzyć własnym oczom. W arsenale znajdowały się bowiem karabiny maszynowe, łuki, strzelby, RPG, granaty odłamkowe, błyskowe, dymne oraz potężne jak na tamte czasy działko maszynowe strzelające szybciej niż jakiekolwiek działko. Po wzięciu łuku i karabinu oraz kilku granatów odłamkowych Andrew zamknął arsenał na klucz wyszedł z budynku, zadzwonił po jednostki i wszystkich dostępnych ludzi a następnie pół biegiem ruszył mu na pomoc.

Po telefonie od prezydenta wszystkie jednostki Swat, policjanci, wojsko oraz elitarne jednostki NAC ( National American Corpus ) jadać samochodami przedzierali się przez miasto i dotarli na plaże już po kilkunastu minutach. Po dojechaniu na miejsce wszyscy wysiedli z samochodów i rozpoczęli atak na zmasowane siły Angielskie. Sierżant i Komendant policji po uzgodnieniu w drodze planu oraz zgodnie z planem prezydenta rozdzielili się.

Sierżant wraz ze swoimi żołnierzami ruszyli od zachodu a komendant wraz z policjantami i swat od wschodu. Komendant policji miał pod sobą około 15 tysięcy ludzi a sierżant tylko 10.000 tysięcy. Anglicy nie spodziewając się ataku z dwóch stron zaczęli nerwowo wyskakiwać z galeonów i strzelać z muszkietów.

Rozpoczęła się bitwa na plaży. Oddziały Swat i policjanci strzelali z pistoletów i karabinów raniąc i zabijając większość anglików. Anglicy broniąc się strzelali z muszkietów i atakowali z bliska szablami raniąc, zabijając i okaleczając Amerykanów w nogi i ręce. Następnie zaczęły padać strzały z armat statków, które na miejscu zabijały i rozcinały policjantów i swat na pół. Oddział Swat uderzając od tyłu zdołał dotrzeć do mniejszej Grupy anglików i rozgromił ją. Niedaleko statków wrogi drugi i trzeci oddział swat zdołał przebić się głębiej do głównych wojsk przeciwnika. Po dotarciu na miejsce i wbiciu się w główne siły dwa oddziały swat liczące około 4000 osób rozgromiły siły wojsk angielskich a część ich dowódców uciekła na statki. Bitwa trwała nadal lecz Amerykanie słabli i przegrywali coraz bardziej a wojska angielskie przedzierały się w głąb miasta. Reszta amerykanów z policji i swat, która przeżyła atak na plażę ruszyła w głąb miasta.

W tym samym czasie Król i Andrew wraz z garstką wojska zaatakowali galeony wroga. Używając swoich umiejętności i kolców zakradł się i zniszczył większość dział, które atakowały plażę. Następnie król usłyszał głośne jęki.

Były to jęki mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy byli zamknięci w klatkach i uwięzieni w łańcuchy. Przez całą podróż Angielscy dowódcy bardzo źle traktowali swoich niewolników. W ciągu całej drogi z Anglii dowódcy głodzili, bili i torturowali niewolników. Zmuszali ich do sprzątania statków, wiosłowania ciężkimi wiosłami oraz pracy przy uzbrojeniu. Kobiety natomiast zmuszano do seksu z żołnierzami. Większość niewolników po długiej i ciężkiej pracy oraz braku jedzenia zmarło z powodu szkorbutu i skrajnego wycieńczenia organizmu. Anglicy nie robili pochówku lecz wyrzucali ciała do morza. Władca podszedł bliżej i zapytał :

— Czy mówicie po angielsku?

— Tak sir — odparli niewolnicy

Wziął on głęboki oddech i zapytał ponownie :

— Dlaczego was uwięziono?

Jeden z mężczyzn podszedł najbliżej jak mógł i odparł :

— Jesteśmy z Kenii panie. Anglicy przybyli na nasze tereny, aby obrobić nas ze wszystkiego. Zostaliśmy z niczym. Podczas naszego święta wkroczyli do naszej wioski i wymordowali połowę mieszkańców. Nasze żony, matki, dziewczyny i dzieci zginęły. Te ładniejsze zabrano z nami. Wzięto nas do pracy i dla pieniędzy. Drugi z mężczyzn również podszedł bliżej i zapytał :

— Co z nami zrobisz sir?

Zapanowała cisza a wiatr zaczął ostrzej wiać. Po dłuższej chwili namysłu odpowiedział im :

— Nie zrobię wam krzywdy. Nazywam się Tailis i jestem Królem Nowego Jorku oraz jeżem. Wraz z moją żoną Sówką i prezydentem znieśliśmy całkowicie niewolnictwo w Ameryce. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie a zwłaszcza osoby z innych krajów. Uwolnię was. Od dnia dzisiejszego będziecie obywatelami Stanów Zjednoczonych.

— Królu, ale my nie mamy nic. Jesteśmy bez grosza przy duszy.

— Po uwolnieniu podpiszecie tylko dokumenty u mojej małżonki. Otrzymacie również dom, pieniądze i lekką pracę.

Po usłyszeniu słów króla wszyscy tubylcy uklęknęli przed królem a z ich oczu popłynęły łzy. Przez całe życie w Kenii afro amerykanie i ludność czarnych nigdy nie miała łatwo. Byli oni pod przywództwem Indian i Francuzów. Ludność Kenii, Kamerunu i innych krajów uzyskała wolność po pokonaniu Francuzów dopiero latem 1889 roku. Po tej bitwie wszystkie narody podpisały pokój. Po pokłonach i wiwatach na widok króla zapytał :

— Gdzie są klucze do klatek i co z łańcuchami?

— Z łańcuchami sobie poradzimy panie a klucze są w kajucie kapitana.

Król na środku zauważył niewielkie drzwi z napisem :

— Tu rządzi Ornitek Podpułkownik angielskiej armii. Widząc to król potężnym kopniakiem wyważył drzwi i zastał tam go. Na jego widok kapitan wyjął szablę i krzyknął :

— Wynocha ty amerykański psie. Już dość przelaliście naszej krwi. Niedługo będą tu posiłki i was zniszczą.

— Jakie posiłki o czym ty gadasz? — zapytał zaniepokojony

— 15 morgów zmierza w waszym kierunku. Są kilometrem od miasta. Lepiej uciekajcie i schowajcie się póki możecie.

Wściekły jeż wytrącił mu szablę z rąk, wbił kolec w przedramię, uderzył go mocno w twarz i zapytał :

— Dlaczego niby mam ci wierzyć?

— Królu ja nigdy nie chciałem mieć takiego życia. Zawsze chciałem i marzyłem o rodzinie i córeczce. Henryk zaproponował mi tą funkcję, ale widziałem jak to się skończy. Wpadł w szał zgwałcił mi dziewczynę, zabił ją i uciekł. Jestem kapitanem morskim a nie mordercą jak on. Widzę, że jesteś jeżem on cię zabije kolego bez wahania. Jest bezlitosny. Proszę daruj mi życie i wypisz z wojska. Nie chce już widzieć króla Anglii i tego kraju. Chce normalnie żyć a nie zabijać i patrzeć na trupy i truchła. Pomóż mi a ja pomogę tobie.

— Naprawdę nie chcesz tak żyć. Widzę to w twoich oczach i zachowaniu. Mogłeś mnie zabić przy wejściu do kajuty. Każdy powinien dostać od losu drugą szansą.

Władca wyciągnął rękę i podniósł go. Na znak zgody również podał mu rękę i powiedział :

— Jestem Ornitek

— A ja Tailis

— Wiem po co przyszedłeś. Dam ci klucze i pójdę z tobą. Zmienię się

— Jeśli mi obiecasz wybaczę ci

— Obiecuje.

Razem wyszli z kajuty. Ornitek potężnym kluczem otworzył wszystkie klatki, zdjął łańcuchy i uwolnił niewolników. Następnie niewolnicy zaczęli uciekać w stronę miasta a Brytyjczyk wyjąwszy szablę ruszył wraz z królem na plażę i w głąb miasta.

W mieście trwały zacięte walki jednak powoli amerykanie tracili coraz to kolejne dzielnice. Stracili oni wszystkie zachodnie, wschodnie i południowe dzielnice. Najdłuższe walki trwały w centrum miasta. Garstka Swat po prawie godzinie walki została całkowite rozbita a wojsko stracone. Żaden żołnierz nie przeżył bitwy ani na plaży ani w dzielnicach ani w centrum. Cała armia amerykańska została rozbita na amen a Morgowie, którzy przybyli z północy zabili wszystkich walczących jeszcze mieszkańców. Andrew, który widział i usłyszał o posiłkach zląkł się. Widział już, że nie wygrają oni tej bitwy. Prezydent rozkazał wycofać resztki policji z plaży. W ciągu kilku godzin walk zginęło ponad 200 tysięcy w tym policjanci, wojsko, odział Swat i ponad 100.000 tysięcy cywilów. Bitwa na Long Island i w Nowym Jorku zakończyła się porażką. Anglicy w ciągu kilku dni zajęli miasto. Król Angielski zamieszkał w hotelu z apartamentem i cieszył się ze zwycięstwa.

Po zajęciu miasta zrozpaczony król wezwał do pałacu Andrew. Po wejściu do komnaty królewskiej Andrew i Sówka pogładzili go po ramieniu i powiedzieli :

— Królu przegraliśmy a może mieliśmy przegrać. Ta bitwa była skazana na porażkę.

— Co teraz zrobimy? — zapytał paląc papierosa

Andrew wziął łyk wina i powiedział :

— Królu nie możemy wygrać wszystkiego. Gdyby nie te posiłki wygralibyśmy.

— Wiem Andrew, ale wpadłem na pewien pomysł

— Słuchamy cię uważnie — odparli jednocześnie Sówka i Andrew, którzy wzięli jeszcze po łyku wina.

— Świat się zmienił, większość krajów jest już demokratyczna. Zakończyło się większość wojen. Musimy poprosić o pomoc Europę, inaczej nie wygramy.

— Kogo chcesz poprosić o pomoc? — zapytała zaciekawiona Sówka.

— Wyślę listy do Prezydenta Polski, Francji,.Rosji i Prus. Oni powinni zaoferować nam swoją pomoc.

— A zatem postanowione.

— Owszem

Jeszcze tego samego dnia bardzo późnym wieczorem król napisał cztery listy do prezydentów licząc cicho na ich pomoc i wsparcie. Po nieprzespanej nocy wczesnym rankiem o 8.00 rano król wezwał do siebie posłańców.

Każdy z nich miał dostarczyć list do innego kraju. Posłańcami byli młodzi mężczyźni, którzy mieli po 17 lat. Byli to synowie pochodzący z biednych rodzin, którzy z pomocą króla pomagali rodzicom w utrzymaniu domu. Ci młodzi ludzie byli bardzo odważni. Nie bali się oni trudnych zadań a nawet podróży za granicę. Nie brali oni udziału z żadnej wojnie, lecz mieli odważne serce i byli gotowi poświęcić się dla kraju.

Po wejściu do pałacu wszyscy posłańcy ukłonili się przed nim i otrzymali do rąk listy od niego. Kiedy posłańcy otrzymali już swoje listy jeden z nich zapytał :

— Królu a co jeśli nam się nie uda i nie przybędzie pomoc?

— Tym będziemy się martwić później. Na razie dostarczcie listy. Jutro z portu odpływają statki do europy. Musimy wytrwać dacie radę. Wierzę w was.

— Nie zawiedziemy cię — odparli wzruszeni posłańcy.

Po wyjściu z pałacu młodzi posłańcy ruszyli do domów aby się spakować. Po zapakowaniu potrzebnych rzeczy posłańcy ruszyli do portu. Tam za niewielkie pieniądze czyli 50 dolarów wykupili oni bilety na statki do różnych krajów i następnego dnia rano popłynęli do Europy.

Po bitwie mieszkańcy Nowego Jorku byli przerażeni sytuacją. Anglicy zajęli praktycznie wszystko. Zajęli oni banki, hotele, agencje nieruchomości a nawet kluby czy port. Odgrodzili oni również murem East Side jedną z najbiedniejszych dzielnic miasta.

Tak jak mu obiecał król napisał list do dowódcy wojska aby zwolnił Ornitka ze służby. W ciągu kilku następnych dni został zwolniony ze służby i za pieniądze z wojska kupił i zamieszkał w małym domu między Time Square a West Side. Zapisał się on również na terapię psychologiczną i psychiatryczną aby przezwyciężyć traumatyczne wydarzenia z wojny i powoli stanąć na nogi.

Król dotrzymał również drugiej obietnicy danej tubylcom. Tubylcy, którzy byli uwięzieni w klatkach po podpisaniu stosownych dokumentów u Sówki otrzymali od niego nowe domy, stabilną pracę, obywatelstwo oraz akceptację mieszkańców miasta i sąsiadów. Większość tubylców z Kenii pracowała w bankach w sklepach spożywczych oraz farmach. Zarabiali oni porządne pieniądze, które wystarczyły na utrzymanie rodzin.

Nie spodziewał rewelacji, jednak oczekiwał, że pomoc nadejdzie i pomoże mu pokonać Anglików oraz ich króla, który zabił tylu jego rodaków.

Przez kilka następnych dni posłańcy na,,INTIKU”,, , MANTICU ‘’,,,WINTICU” i,,NANTICU” płynęli przez ocean atlantycki do Europy. Statki, którymi płynęli były wyposażone w cztery potężne śruby. Ich maksymalna prędkość wynosiła 28 węzłów (około 55 km na godzinę ).

Były to statki siostrzane i o podobnej budowie. Zostały one stworzone i zaprojektowane przez dominującą na rynku firmę BLUE SKY ENTERTAIMENT. Firma ta zaczęła debiutować na rynku w połowie 1888 roku. Przez pierwsze dwa lata firmie tej powodziło się bardzo dobrze i miała ona bardzo duże udziały na rynku. Jej szefem był Irtek Blanic Szkot z pochodzenia. Przybył on do Stanów w wieku 19 lat aby rozpocząć studia kierownicze. Po skończeniu studiów i poznaniu swojej żony zawsze osiadł się w Nowym Jorku i wraz z małżonką i swoim tatą w wieku 26 lat założył firmę BLUE SKY, która produkowała statki transportujące przez Atlantyk. Dla swoich pracowników Irtek i jego żona Luiza zawsze byli dobrzy i wyrozumiali. Nigdy nie traktowali ich źle, jednak niektórzy opuszczali firmę z powodu przepracowania, ponieważ stare przepisy mówiły iż długość pracy pracownika wynosi ponad 10 godzin bez przerwy.

Na początku 1890 roku firma popadła w poważne problemy finansowe. Ludzie odchodzili z pracy, zamówienia nie były dostarczane na czas a udziały spadały jak łeb na szyję. Wtedy załamał się i nie wiedział co zrobić. Dopiero po kilku miesiącach kiedy firma była na granicy bankructwa szef firmy w porozumieniu z szefem BHP i ministerstwem do spraw pracy postanowił całkowicie zmienić przepisy. Po dyskusji i debacie minister podpisał nową ustawę 27 lutego 1890, która zmieniała wszystko. Po dużych problemach finansowych szef firmy wprowadził nowe reguły pracy i przepisy BHP zgodnie z ustawą.

Pracownicy pracowali po 8 godzin, mieli dwie przerwy po 10 minut i jedną 20 minutową na posiłek i papierosa. Byli oni również wyposażeni w ubrania i kostiumy ochronne, kaski oraz specjalne liny do pracy na wysokościach, ponieważ pracowali oni na wysokości 20,25 piętrowego budynku. Po zmianie przepisów ludzie wracali do pracy, cieszyli się z niej a firma i stocznia zaczęły odnotowywać zwiększone akcje a BLUE SKY stało się największą firmą produkującą statki na świecie. W latach 1888 do 1890 roku firma ta wyprodukowała łącznie 20 statków w cztery bliźniaczo podobne statki. MINTIC, WINTIC, INTYK i NANTIC były budowane w tym samym czasie między 1889 a 1890 rokiem. Pomysłodawcą budowy był tata Irtka, który od zawsze chciał pływać na morzach, lecz nie mógł z powodu choroby morskiej. Po podpisaniu dokumentów na wszystkie cztery statki wydano łącznie 9 miliardów dolarów. Miały one zostać zbudowane w ciągu roku i pływać między Atlantykiem a Europą. Całą budowę statków miały śledzić media oraz gazety. Pierwszy kurs statków miał odbyć się 27 lipca 1890 roku. Miały one wypłynąć jednocześnie z portu w NOWYM JORKU. Były nazywane pięknymi porami roku oraz morskimi ferrari. Całe miasto i mieszkańcy czekali na pierwszy gwizdek ze statków.

Były to jak na tamte czasy największe statki na świecie. Mierzyły one 125 metrów długości oraz 115 metrów szerokości i ważyły 300 tysięcy ton. Każdy z nich na pokładzie mógł pomieścić 3500 osób w tym załogę oraz miał swoją nazwę i własne logo. Każdy z olbrzymów bo tak nazywał je szef firmy Irtek miał zamontowanych 45 szalup ratunkowych na wypadek katastrofy. Posiadały one również różne kolory w tym zielony, biały, brązowy i żółty oraz podwójne umocnienia rufy, kadłuba i śrub. Miały również specjalne piece, ponieważ były zasilane węglem grzewczym.

Ich nazwy wzięły się od rozmów pracowników na tematy społeczne i gospodarcze oraz języka jeży nazywanego przez ludzi jeżogrodzkim. Wszystkie cztery nazwy w tym języku oznaczały pory roku. Intic oznacza jesień wtedy kiedy wiatr wieje pada deszcz i jest chłodno. Oznacza również osobę pochodzącą z Indii i okolic. Jest to bardzo biedna osoba nie mająca środków do życia. Jest osobą, która stoi najniżej w hierarchii i nie może się sprzeciwić władzy. Opisywało to również obecną sytuacją w Indiach i w East Side, które było odcięte od świata i nie miało dostępu nawet do podstawowych rzeczy.

Mantic oznacza wiosnę, przyrodę budzącą się do życia, piękne lasy, krzewy czy zwiastujące wiosnę ptaki oraz piękną wiosenną pogodę. Oznacza również osobę skorumpowaną i nie znającą żadnej litości. Jest to windykator, sędzia, prokurator, policjant czy gangster, który ściąga długi przemocą fizyczną, psychiczną i groźbami. Nigdy nie był on złapany przez władzę czy swoich szefów, ponieważ przekupywał on wszystkich, których mógł. Osoby te zabijały, znęcały się czy przeprowadzały krwawe tortury aby ściągnąć swój dług.

Wintic oznacza zimę, śnieg, przebiśniegi i płatki. Było to zimno, chłód, niskie temperatury, choroby, wichury czy zamiecie śnieżne. Oznaczyło to również sezon zimowy oraz jazdę na nartach i snowboardzie. Winticiem był nazywany człowiek urodzony w zimie lub w krajach zimowych. Był to człowiek zarabiający przyzwoite pieniądze, mający rodzinę, żonę i dzieci oraz prawdziwych przyjaciół. Pomagał on innym ludziom w trudnych sprawach i ich problemach. Może to być również psycholog czy psychiatra. Nie jest to człowiek zdemoralizowany, nie popełnia przestępstw, jeździ samochodem przepisowo, nie kradnie i nie zabija.

Ostatnia nazwa Nantic oznacza lato, słońce, wysokie lub bardzo wysokie temperatury oraz plaże. Jest to czas odpoczynku, wakacji kiedy ludzie i nie tylko odpoczywają, piją sok i piwo, jedzą lody, pływają czy korzystają z żaglówek czy rowerów wodnych. Jest to również czas miłości, imprez czy pojechania do innego miasta na zwiedzanie. Nazwa wzięła się również od jednego ze sklepów w porcie. Sklep ten przez lata zmieniał swoje nazwy i przeznaczenie..Było kilka nazw ludzkich i jeżogrodzkich. Pierwszy portowy sklep powstał w 1843 roku i sprzedał on alkohol i specjalny syrop oraz leki. Sklep ten nazywał się sklepem monopolowo — farmaceutycznym. Następnie w 1859 roku sklep zmienił nazwą na meblarski. Był to sklep w którym sprzedano narzędzia, meble, kanapy, sofy, łóżka w tym piętrowe i małżeńskie, poduszki, szafy, szafki, półki ścienne a także wszelkiego rodzaju narzędzia do fabryk, pracy w domu. Sprzedawano tam również wszelkiego rodzaju rzeczy do ogrodu w tym piły mechaniczne, kosiarki, szczypce i wiele innych. W tamtym okresie był to znany i lubiany sklep. Jego nazwa brzmiała Ulratranis czyli trzy w jednym. Następnie w 1870 roku budowniczy i szefowie pasażu na plaży stworzyli ze sklepu lodziarnię i małą kawiarnię, którą nazwali Pod Palmami. W lodziarni tej zwłaszcza w lato ludzie kupowali lody, pili z rana kawę i rozmawiali o głupotach. Były tam lody, które pracownicy i szef lodziarni sami robili. W lodziarni znajdowały się siedzenia i krzesła. Ręcznie robione lody jak i kawa czy ciasta bardzo przypadały ludziom do gustu. Lody były podane w gałkach i w rożkach. Miały one różne smaki. Do kawiarni poza okresem letnim przychodzili bogaci, jak i zwykli obywatele, którzy chcieli tanio zjeść i napić się kawy czy koktajli, oraz gorącej czekolady czy herbaty. W okresie swojej działalności lodziarnia była największą w mieście i miała kilka oddziałów w całym Nowym Jorku. Ludzie byli tym bardzo zachwyceni. W tym również czasie w całych stanach i kanadzie rządzący podpisali ustawę w, której jeże nie były dyskryminowane, miały już pracę i mogły zawierać związki małżeńskie z ludźmi. Mogły również żyć wśród ludzi i w godnych warunkach. Przestrzegały one również praw ludzi zgodnie z ustawą i uczyły się ich języka.

Dopiero w 1890 roku kiedy lodziarnia zbankrutowała na jej miejsce otwarto tam sklep spożywczy nazwany po prostu NANTIC. Był to najsłynniejszy sklep na nowojorskiej plaży i w Stanach Zjednoczonych. Był to sklep spożywczy, w którym można było kupić praktycznie wszystko od alkoholu po chleb czy słodycze. Niestety po zajęciu miasta przez anglików sklep zmienił swoją nazwę na The ART. Sprzedawano tam już tylko angielskie produkty i farby malarskie, lakiery samochodowe oraz wino. Wpuszczano tam tylko bogatych obywateli, ponieważ sklep ten był bardzo drogi.

Podczas podróży do Europy przez kilka następnych dni posłańcy pod okiem swoich mentorów trenowali sztukę dyplomacji. Trenowali oni również mowy, jak ubrać się na spotkanie z prezydentem czy królem oraz sawuar wiwr czyli zasady jak zachowywać się przy stole, jak poprawnie ułożyć naczynia oraz jaką przyjąć postawę. Podczas podróży posłańcy i inni młodzi ludzie na statkach pomagali sprzątać pokład i naczynia, obserwowali przez lunetę i lornetki góry lodowe, pomagali kapitanów i sternikom oraz uczyli się od załogi jak zbudowany jest statek i jak przeprowadzić ewakuację. Kapitanowie statków codziennie zarządzali również uruchamianie łodzi ratunkowych na wypadek katastrofy czy innych wydarzeń. Organizowali również bale i przyjęcia dla gości i pasażerów statków oraz posłańców. Młodzi ludzie nie stronili od imprez, pisania listów do rodzin oraz papierosów i cygar. Podczas tych balów i przyjęć poznawali oni polityków, bankierów, znane gwiazdy mody, muzyki, filmu czy też scenarzystów, reżyserów i innych, którzy dla posłańców byli bardzo mili i przyjacielscy. Rozmawiali oni z nimi na różne tematy, wspólnie pili herbatę i whisky oraz tańczyli z kobietami i podrywali je. Imprezy te trwały od wieczora do rana. Podczas żadnej imprezy nie był uprawiany seks, nikt nie miał rano kaca i żadna hostessa i dziewczyna nie została skrzywdzona ponieważ imprezujący zachowywali się godnie i dobrze względem kobiet i dziewczyn.

Na jednej z imprez na Nanticu, który płynął do gdańska ostatniego dnia podróży posłaniec imieniem Jack podczas rozmowy z kapitanem zapytał :

— Kapitanie kiedy dotrzemy na miejsce?

— Już niedługo Jack. Jutro o 14.00 polskiego czasu będziemy już na miejscu i u celu. A tak w ogóle jak podróż ci upływa?

Jack po wzięciu łyku wody odparł :

— Jest świetnie kapitanie. Są ładne dziewczyny mam bardzo ładną kajutę nawet z drugiej klasy jest dobra. Widok morza jest niesamowity. Dużo też się tu uczę.

— Rozumiem to dobrze. Z twoich oczu widzę, że chcesz mnie o coś zapytać. Pytaj odpowiem na każde zadane mi pytanie.

— A co z górami lodowymi kapitanie? Jest ich pełno na Atlantyku.

Po wzięciu łyka whisky kapitan odpowiedział mówiąc :

— Jest ich dużo to prawda, lecz zmniejszyłem teraz prędkość do 15 węzłów. Jestem bardzo doświadczonym i ostrożnym kapitanem stąd moje przezwisko ostróżek. Możesz tak do mnie mówić mi to nie przeszkadza.

— Dobrze Ostróźku a jak ci naprawdę na imię? — zapytał zaciekawiony James

— Tak naprawdę nazywam się Jimmy.

Po chwili do stołu gdzie siedział Ostróżek wraz z Jamesem podeszły żona i córka kapitana. Były one ubrane w sukienki, małe obcasy. Na twarzy miały lekki makijaż. Mama Jasmine i żona Ostróżka miała 45 lat a wyglądem przypominała dwudziestolatkę. Jasmine była córką Ostróżka i miała 17 lat. Była to blondynka z włosami związanymi w dwa kucyki i niebieskimi oczami. Po podejściu kapitan pocałował się z żoną a jego córka pocałowała go w policzek i powiedziała :

— Cześć tato. Możemy się przysiąść?

— Jasne siadajcie i poznajcie posłańca Jacka.

— Miło nam

— Mi również jest miło — odparł Jack

— Mamy prośbę tato. Chcemy z mamą abyś opowiedział Jackowi naszą historię. Pewnie chętnie posłucha — odparła paląc cygaro dziewczyna.

— Tak bardzo chętnie, ale pod jednym warunkiem.

— Jakim? — zapytał przyjacielsko kapitan.

— Pana córka bardzo mi się podoba i jest nieziemsko ładna. Pozwolisz mi umówić się z nią na randkę i pokażesz jak dostać się do Warszawy stolicy Polski.

Po usłyszeniu tych słów dziewczyna zarumieniła się i posłała Jackowi miłe spojrzenie. Po dłuższej chwili namysłu, krótkiej rozmowie ze swoją żoną i wypuszczeniu kółeczek z cygara kapitan zapytał :

— A czemu chłopcze chcesz dostać się do Warszawy?

— Ja i moi koledzy zostaliśmy wysłani przez króla Tailisa z misją dostarczenia listów do krajów Europy. Nowy Jork został zaatakowany i zdobyty przez Anglików. Odbyła się tam krwawa bitwa, której nie wygraliśmy. Ja wiozę list do prezydenta Polski. Cała nasza armia została rozbita.

— A co z angielskimi podpułkownikami i generałami? — zapytała zaciekawiona żona Ostroźka

— Proszę pani z tego co wiem jeden z nich Ornitek przeszedł na naszą stronę. Słyszałem, że jak dostał obywatelstwo to strasznie płakał.

— Ten stary wyga. Bardzo dobrze, że przeszedł na waszą stronę. Po tym co mu się stało u króla Anglii. To straszne. Załamał się po tym bardzo. A tak inaczej mówiąc rozumiem młody. Dobrze powiem ci. Jak dopłyniemy do Gdańska wyjdź z portu, szukaj przystanku i wsiądź do CXa. To taki autobus, który kursuje między Warszawą a Gdańskiem. A co do randki jeśli moja córka chce pójść z tobą to ja i żona nie mamy nic przeciwko.

— Dziękuje.

— Nie ma sprawy

Po dopiciu soku Jack zapytał :

— Czy chcesz iść ze mną na randkę Jasmine?

— Jasne tak ty też mi się podobasz i to bardzo.

— To chodźmy.

Po kolacji u kapitana Jack wraz z nią udali się na romantyczną randkę po pokładzie statku. Spacerowali oni po pokładach, statku, zwiedzali różne sale, jadalnie, kuchnię, maszynownie, miejsca gdzie znajdują się śruby i kominy statku oraz mostek czy pokłady pierwszej, drugiej i trzeciej klasy. Rozmawiali oni również na różne tematy, pili wodę i intranusa specjalny sok jagodowy z mieszanką jabłka czy grali w klasy i gawędzili z pasażerami. Po długiej grze i trwającym ponad dwie godziny spacerze Jack i jego wybranka udali się do pokoju kapitana od drugiej strony.

Pokój ten był podwójny i miał dwa wejścia oraz dwa pokoje, które dzieliła jedna grubo ciosana ściana. W pokoju Ostróżka znajdowały się między innymi zdjęcia jego rodziny, sejf na zamek szyfrowy, czarne pasy z młodości kapitana, ręcznie robione plany statku, zdjęcie ze swoją żoną, rzeźbiona góra lodowa symbolizująca ocean, różowa wędka, żyrandol, podwójne łóżko oraz świecznik. Znajdowały się tam letnie krzesła, stół jadalny i dwie duże okna z widokiem na ocean. Cały pokój był pomalowany na niebiesko- czarny kolor, który symbolizował spokój ale i tragedię ludzi, którzy zginęli w katastrofach oceanicznych na statkach lub łódkach rybackich wypływających na Atlantyk. Po wejściu do kajuty Jack wyjął z szafki szklanki i wino i ustawił je na stole, przy którym siedziała już Jasmine. Następnie Jack nalał wina do szklanek i powiedział :

— Chciałbym wznieść toast za naszą randkę i miło spędzony czas.

— Ja też.

Jack i dziewczyna przybili się kieliszkami i wzięli łyk wina. Następnie zapytała go :

— Co sądzisz o moim tacie mój drogi? Uważasz, że jest ok. czy nie za bardzo?

Jack ze swoją pewnością siebie odparł :

— Uważam, że twój tata to dobry i miły człowiek. Lubię go bardzo naprawdę. To doświadczony kapitan i dobry ojciec dla ciebie moja droga

— Tak masz rację to prawda iż mój tatko dobrze mnie wychował na porządną dziewczynę. Zawsze miał dla mnie czas nawet jak wyjeżdżał wysyłał listy jak prawdziwy tata.

— Rozumiem chcesz jeszcze wina? — zapytał Jack

— Nie dziękuje

Jack zbliżył się do Jasmine i pocałował ją w usta. Nie opierała się ona lecz lekko przestraszona zapytała :

— Nie chcesz mnie chyba zaciągnąć do łóżka prawda?

Jack spojrzał jej prosto w oczy, dopił wino i powiedział :

— Pewnie, że nie. ja taki nie jestem. Nigdy nie uprawiam seksu na pierwszej randce. Nigdy tak nie robiłem i robił nie będę. Posiedzimy jeszcze chwilę pogadamy i pójdę do siebie nie bój się. Bądź spokojna.

Po bardzo długiej rozmowie na temat rodziców Jacka i jej. Jack po godzinie udał się do swojej kajuty. Wychodząc złapała go za ramię, pocałowała i powiedziała :

— Bardzo ci dziękuje Jack

— Za co? — zapytał zdziwiony.

— Za to jaki jesteś wobec kobiet. Jesteś normalny a nie jak większość, którzy od razu chcą to zrobić i za to ci dziękuje.

Następnego dnia wczesnym rankiem, kiedy na niebie wzeszło już słonce pasażerowie Nantica powoli budzili się ze snu a kapitan bardzo powoli udawał się już na mostek po nocnej warcie zastępującego go jednego z bosmanów. Zanim jeszcze się tam udał poprosił bosmana aby pozostał jeszcze chwilę na mostku, ponieważ chce zjeść ze swoją rodziną śniadanie. Bosman zgodził się bez wahania. Kapitan zaprosił do siebie rodzinę oraz Jacka i wszyscy razem zjedli oni śniadanie. Kucharz pokładowy ugotował im specjalnie na tą okazję jajecznicę z boczkiem, tosty oraz swoje ulubione i ukochane danie swojej mamy. Były to kotlety z ryby wraz z deserem czyli jeżogrodzkim ciastem z mieszanką jagód, truskawek, milin i wiśni ze specjalnym składnikiem oerpusem czyli szczyptą syropu znanego ludziom pod nazwą Malinowy Raj. Był to syrop tworzono na północy Ameryki i w Chicago przez firmę Oerpus stąd jego nazwa. Kucharz przyniósł swoje dania na tacy do kajuty kapitana. Wychodząc powiedział tylko smacznego i udał się z powrotem do swoich zajęć. Po odsłonieniu tac wszyscy wzięli się za jedzenie przysmaków przygotowanych przez kucharza. Wszyscy w czasie śniadania rozmawiali i śmiali się. Ostróżek wypytywał również Jacka i swoją córkę o ich randkę. Młodzi ludzie przełykając i pijąc sok odpowiedzieli cały przebieg randki. Tata i mama Jasmine po opowieści jednogłośnie odparli :

— Bardzo mądrze i bardzo ładnie zachowałeś się wobec naszej córki. To bardzo dojrzałe zachowanie, iż nie spałeś z nią od razu. To dobrze i uważamy iż naprawdę jesteś spoko. Nasza córka byłą zachwycona tą randką.

— Dziękuje wam za miłe słowa. Bardzo się cieszę, że jej się podobała ta randka i mi również. Tak wychowali mnie rodzice. Nigdy nie śpię z dziewczyną na pierwszej randce. Nie zamierzałem nawet tego robić.

— To bardzo spoko James, że nie chciałeś tego zrobić. Jestem ci za to bardzo wdzięczna naprawdę. Kocham cię James całym sercem

— Ja ciebie też.

Kobieta i jej wybranek pocałowali się przy jej rodzicach. Rodzice nic nie powiedzieli i byli brawo.

Po tej pięknej chwili do kajuty wpadł wściekły bosman i krzyknął :

— Kapitanie mamy problem i to duży. Jest pan potrzebny na mostku natychmiast.

— Dobra idę.

Ostróżek i pozostali natychmiast ruszyli z bosmanem na mostek. Z mostka wszyscy z oddali zobaczyli ląd i port. Był to piękny widok. Cały port Gdańska był największym portem w Polsce. Budowano tam statki, gabloty, meble, wyposażenie statków czy też znajdowała się tam fabryka broni. W całym porcie stało 28 małych statków i żaglówek oraz 3 potężne statki, które zostały zwodowane na czas nieokreślony. Było tam również widać stacje radiowe i operatorskie, troszkę miasta i kilka kościołów. Port ten został wybudowany między 1870 a 1890 rokiem. Jego budowa trwała 20 lat i zakończyła się dopiero niedawno. Pomysłodawcą projektu był pewien polak nieznanego nazwiska oraz jego przyjaciel Żyd. Po skonstruowaniu planów rozpoczęła się budowa portu. W trakcie budowy pracowało tam ponad 6000 osób. Nikt nie zginął, lecz zdarzały się wypadki połamania kręgów czy nóg. Robotnicy pracowali na małej wysokości, lecz niestety na starych i spróchniałych drabinach.,które nie były wymieniane przez lata. Z mostka kapitańskiego Ostróżek zobaczył również w porcie mnóstwo żołnierzy z karabinami, RPG czy też snajperek i ręcznych działek. Radio-operator po pięciu minutach odebrał wiadomość z Gdańska o treści :

— Macie natychmiast zawrócić, inaczej otworzymy ogień. Wiemy o waszej sytuacji, ale nie pomożemy wam. Mamy swoje problemy i nie obchodzą nas wasze. Nie mamy wojska ani środków, aby wyprawić wyprawę do Nowego Jorku. Dlatego macie nie wpływać do Gdańska, bo skończy się to dla was źle. Jeśli odważycie się wpłynąć zatopimy statek i aresztujemy wszystkich.

Kapitan słysząc to wściekł się. Natychmiast rozkazał siedzącemu przy radiu porucznikowi wysłać wiadomość zwrotną o treści :

— Mamy na pokładzie posłańca. Nie możecie otworzyć ognia to niezgodne z prawem. A mój kolor skóry o niczym nie świadczy.

Po chwili radiooperator otrzymał wiadomość zwrotną o treści :

— Nie obchodzi nas to, ani ta wiadomość. Wynoście się stąd.

Kapitan nie wiedział co zrobić. W końcu po długich przemyśleniach, kiedy port był naprawdę blisko a Nantic był 300 metrów od niego Ostróżek wezwał do siebie jednego z bosmanów i powiedział :

— Słuchaj nie chcą nas tu. To wredny naród.

— Co robimy kapitanie? — zapytał lekko przerażony bosman

— Zmniejsz prędkość do minimum i w skręć w lewo. Nie wpłyniemy do portu, ale okrążymy go. Jack wrzuci im tę wiadomość prosto pod nogi. A jak zaatakują to niech ich bóg broni.

— Tak jest.

Zgodnie z poleceniem kapitana oficer zmniejszył prędkość statku a sternik zaczął skręcać w lewo. Po chwili statek zaczął płynąc coraz wolniej i skręcił w lewo. Będąc już 20 metrów od portu Jack z prawej burty wrzucił wiadomość Polakom i w tym samym momencie dostał kulkę w szyję. Wtedy żołnierze zaczęli strzelać. Pasażerowie nie mieli się gdzie schować. Wystrzelone kule trafiały przez okna w pasażerów, członków załogi oraz kadłub statku i jego lewą cześć. Pod ostrzałem zaczął skręcać w stronę morza, lecz nie było to łatwe jak się na początku wydawało. Przy tym manewrze skrętu kule do połowy uszkodziły kominy, które po chwili spadły do wody od lewej strony oraz uszkodziły prawą cześć kadłuba na tyle, że powoli odrywała się ona od statku i popłynęła w morze. Żołnierze trafiali również w rufę i mostek kapitański oraz szalupy ratunkowe, które zostały oderwane z uchwytów i po kołysaniu się spadły do morza i odpłynęły w dal. Rufa również byłą uszkodzona w połowie. Następnie kiedy żołnierze zaczęli strzelać z ręcznych dział i działek stacjonarnych uszkodzili oni kolejny komin, który spadł, doszczętnie zniszczyli rufę statku i dwie przednie turbiny statku. W ostatniej chwili pomimo takich uszkodzeń statek zdołał wykręcić na morze, lecz strzał z RPG rozłamał kolejną turbinę na pół. Statek przez chwilę kołysał się na prawo i lewo, lecz zdołał odpłynąć na odległość kilometra od portu. Po odpłynięciu sam pułkownik wojska polskiego zdołał wycelować i ostatnim strzałem trafił w kajuty trzeciej klasy. Statek zdołał odpłynąć jeszcze półtorej kilometra dalej od Gdańska, ale nie mógł on płynąc dalej. Statek był poważnie uszkodzony a woda wlała się do 3 pomieszczeń. Części kadłuba i rufy leżały już w morzu a kominów już nie było. Na pokładzie pozostały nietknięte 2 kominy z 6 obecnych na statku. Miał też uszkodzone 4 turbiny z 7 obecnych na statku. Kapitan i cieśla rozejrzeli się po pokładzie oglądając uszkodzenia. Po wejściu po pokoi i kajut zobaczyli oni łącznie 980 ciał ludzi w tym kilkunastu oficerów i członków załogi nie żyjących po ostrzale w tym również na prawej burcie ciało młodego posłańca Jacka leżącego na wznak z zamkniętymi oczami. Kapitan był załamany podobnie jak jego córka widząc ciało. Obydwoje płakali nad Jackiem i innymi załogantami, którzy zginęli. Ksiądz, który był obecny na pokładzie za zgodą kapitana odprawił pogrzeb a następnie wrzucał ciała do morza mówiąc za każdym razem wieczny odpoczynek. Kapitan po pogrzebie i ocenie strat na swoim statku wezwał wszystkich oficerów załogi do siebie. Kiedy wszyscy już się zjawili w tym cieśla kapitan siedząc na tapczanie i paląc cygaro powiedział :

— Słuchajcie mnie panowie mam dobre i złe wieści odnośnie statku.

— Zamieniamy się w słuch kapitanie –odparli wszyscy

— Zacznę od dobrych wieści. Wieści są takie iż pomimo takich uszkodzeń,3 zalanych przedziałów i zniszczonego kadłuba zdołamy utrzymać się na wodzie i nie zatoniemy. Możemy płynąc, ale maksymalnie 10 węzłów.

— A jakie są złe wiadomości. Te gnojki prawie nas zabiły.

— Wiem kurde wiem. Złe wieści są takie. Nie zdołamy dopłynąć do Nowego Jorku w takim stanie. Gdybyśmy próbowali statek by nie wytrzymał i zatonął. Musimy zawinąć do najbliższego portu i naprawić Nantica. Najbliższy port jest w Moskwie tam zdołamy dopłynąć. Poza tym zginęło 980 osób w tym nasz posłaniec.

— Dobrze kapitanie rozumiemy, ale wyślemy wiadomość królowi prawda? Nie możemy tak tego zostawić.

Wściekły kapitan uderzył pięścią w stół, puścił dym z cygara i powiedział :

— Oczywiście, że wyślemy wiadomość Tailisowi. Te bezduszne mendy zapłacą za zniszczenia i za tych ludzi. A teraz panowie ruszajmy już do Moskwy.

Po rozmowie z oficerami kapitan rozkazał odpalić turbiny. Po odpaleniu turbin zaczął bardzo powoli płynąc z prędkością 10 węzłów do Moskwy.

Pozostałe statki nie miały już takich problemów jak Nantic z dopłynięciem do celu. Jeszcze tego samego dnia kiedy został zaatakowany pod Gdańskiem WINTIC, MINTIC i INTIK bezpiecznie dopłynęły do portów w Moskwie, Paryżu i Berlinie. Posłańcy w Paryżu i Berlinie bardzo szybko dostarczyli wiadomości i zostali przyjęci z otwartymi ramionami. Prezydenci Prus i Francji Oswald i Gerard obiecali pomoc amerykanom i natychmiast po wiadomości od posłańców szykowali swoje wojska do wyprawy. Dwóch posłańców jeden będący w Paryżu a drugi będący w Berlinie po kilku dniach pobytu w stolicach tych państw wrócili do Nowego Jorku pierwszymi statkami tam kursującymi. W Moskwie natomiast posłaniec imieniem Santis był oczarowany miastem. W tym bowiem czasie Moskwa była jednym z najpiękniejszych miast w europie. Panoramę miasta zdobiły potężne budynki, kościoły, cerkwie, stragany, targowiska a także piękne morze, jeziora i lasy. W centrum miasta pośrodku wielkiego placu znajdowały się sklepy z ciuchami, sklepy spożywcze, rusznikarze, sklepy zoologiczne czy też dom handlowy i sklepy z bronią białą i palną. Chłopak obserwował to wszystko z okna taksówki, którą zamówił z portu aby dojechać do hotelu i odpocząć po ciężkiej i wyczerpującej dla niego podróży.

Po dojechaniu do hotelu i przywitaniu się z obsługą posłaniec wjechał windą na górę, otworzył swój pokój, położył walizki, natychmiast padł na łóżko znajdujące się w środku i zasnął głębokim snem. Następnego dnia rano ubrany w swój zwykły strój Santis zamówił u obsługi śniadanie po czym zjadł je i udał się na spotkanie z prezydentem Rosji aby przekazać wiadomość. Szedł dość szybko i w ciągu 15 minut drogi od hotelu dotarł on zatłoczonymi tego ranka ulicami pod pałac prezydencki. Pałac ten został wybudowany jeszcze w dawnych czasach w stylu romańskim. Był to budynek na którym znajdowały się plakaty wyborcze prezydenta, oraz z dwóch jego stron drzwi, przy których zawsze stali strażnicy uzbrojeni w karabiny pilnujący porządku i aby nikt obcy ani nikt z zewnątrz nie mógł wejść do środka. Budynek ten był tylko dwupiętrowy. Na pierwszym piętrze znajdował się pokój prezydenta a pod spodem jego piwnica gdzie trzymał stare rzeczy, mała łazienka i prywatny pokój dla niego i jego przyjaciół. Na drugim piętrze budynku znajdowała się księgowość, która pomagała mu rozwiązywać problemy z dokumentami i papierami, które jego dotyczyły. Spostrzegł iż budynek powoli z powodu kory i szkodników rozpada się i jest po obu stronach dziurawy i nie remontowany od bardzo dawna. Santis podszedł do drzwi. Wtedy zobaczył go strażnik młody mężczyzna z długą brodą i zapytał :

— Jaką masz sprawę do naszego prezydenta?

— Jestem posłańcem od króla Nowego Jorku. Przynoszę wiadomość dla pana prezydenta.

— Dobrze w porządku możesz wejść.

Strażnik otworzył drzwi a on wszedł do środka. Będąc już w środku budynku chłopak zobaczył go, który jadł właśnie śniadanie. Na śniadanie miał on kanapki z szynką i dżemem oraz kawałek wołowiny. Dom prezydenta nie był duży. Przypominał on sklep. W środku znajdowały się obrazy, witraże, a także jeden stół i trzy pokoje w tym sypialnia, duży pokój i pokój dla gości. Po skończeniu śniadania Dimitri odniósł talerz do kuchni i umył go. Następnie będąc już na nogach usiadł ponownie na bujanym fotelu. Dostawca listu podszedł wtedy bliżej, skłonił się nisko i powiedział :

— Witaj panie prezydencie.

Prezydent po chwili nieuwagi odwrócił się i zobaczył posłańca. Prezydent Rosji był człowiekiem w średnim wieku około 50 lat z krótką brodą i długimi aż do pasa włosami. Miał brązowe oczy i był uważany za bardzo przyjaznego i wyrozumiałego prezydenta. Od zawsze wspierał on jeży i ich życie społeczne pośród ludzi. Prezydent bardzo lubił jeże i nie wstydził się tego. Nie wstydził się również wiary w boga, spotkań z księżmi w celu spowiedzi i spotkań ze swoimi przyjaciółmi w prywatnym pokoju. Nie miał on żony, lecz dużo czasu spędzał z przyjaciółmi. Po chwili milczenia prezydent powiedział :

— Cześć młody słyszałem, że masz dla mnie jakąś wiadomość.

— Tak proszę oto ona. Santis podał wiadomość Dimitrijowi. Rozwinął on ją i zaczął czytać. Po chwili oddał wiadomość posłańcowi i powiedział :

— O cholera niedobrze. Ci Anglicy powinni byli siedzieć u siebie. Dlaczego was tak po prostu zaatakowali?

— Nie wiem panie prezydencie. Po prostu zaatakowali. Może chcieli zdobyć nowe tereny albo nie mieli w ogóle powodu. Nie mam bladego pojęcia. Oni po prostu tacy są. Wziął duży łyk wina i zapytał :

— Broniliście się czy uciekaliście?

— My amerykanie nigdy nie uciekamy od walki proszę pana. Broniliśmy się jak tylko mogliśmy, lecz przybyły posiłki, Jacyś morgowie czy jakoś tak. I dlatego nie wygraliśmy.

— Morgowie to potężne statki większe od galeonów lub coś Ala roboty o budowie kulki. Nie dziwię się, że przegraliście. One mają potężną siłę ognia mogącą zniszczyć i zabić bardzo dużo ludzi oraz rozwalić budynek nawet ze stali. To straszne co musieliście przeżyć. Współczuje wam

— Dziękuje panie prezydencie i rozumiem. Moi drodzy koledzy rozmawiali już z innymi prezydentami. Prusy i Francja pomogą nam już szykują wojska. Teraz wszystko jest w pana rękach i zależy to od pana. Pomoże nam pan? — zapytał chłopak pijąc wodę.

Dimitri długo zastanawiał się nad odpowiedzą. W końcu po dłuższej chwili powiedział przyjaźnie :

— Młody wiem i mam świadomość, że inne narody mają nas za alkoholików i durniów. Wcale tak nie jest i mamy tego świadomość. My jesteśmy pomocnym narodem i nie uciekamy jak nasi sąsiedzi od odpowiedzialności za ludzki los. Jest mi też bardzo przykro z powodu Nantica, ale odpłacimy im za to. Nie martw się młody. Ci ludzie nie powinni tego w ogóle robić. Oczywiście, że pomożemy już szykuje wojsko. Za dwa dni będziemy gotowi do wypłynięcia.

— Jasne oczywiście a i dziękuje

— Nie ma za co płyniesz z nami? — zapytał na koniec.

— Tak jasne jestem gotów.

Dwa dni później z przygotowanym wojskim liczącym pół miliona ludzi Dimitri i Santis wyruszali o 5.00 rano z Moskwy do Nowego Jorku. Jeszcze przed samym odpłynięciem otrzymał on wiadomość od Francuzów i Prusów o treści :

— Elo Dimitri przyjacielu. Pokonamy razem i wspólnie tych anglików i pomścimy ofiary Nantica. My też już płyniemy. Spotkamy się w połowie drogi na Nowy Jork.

Wszystkie trzy armie liczyły łącznie 1.200.000 osób. Były to w tamtym czasie jedne z największych i najpotężniejszych armii na świecie. W armiach tych oprócz zwykłych żołnierzy znajdowały się również oddziały specjalne nazywane Krukami. Kruki były to wyszkolone oddziały specjalne, które zajmowały się atakowaniem wroga z ukrycia i zaskoczenia aby nie mógł widzieć co się dzieje i co się stało. Ravensi mieli również za zadanie chronić prezydentów lub rodzinę królewską przed atakiem. Sama podróż do Nowego Jorku przebiegała spokojnie i bez większych problemów. Problemów nie miał ani ocean ani żaden ze statków. Na Atlantyku nie było już wtedy gór lodowych, pływającego lodu czy też torped ani innych statków Anglików i innego morskiego niebezpieczeństwa.

Podczas podróży do Nowego Jorku większość żołnierzy odpoczywała, czytała książki i dużo rozmawiała ze sobą różnych sprawach. Rozmawiali oni o kobietach w wojsku, jeżach i ich krainie czy też o wszystkim co wpadło im do głowy. Oprócz tego iż czytali oni książki żołnierze sporo czasu spędzali również na szkoleniu się w broni oraz pokazywali swoim koleżankom sztukę samoobrony i broni. W armiach tych jak i oddziałach specjalnych były również kobiety. Byłe one traktowane na równi z mężczyznami spędzały one z nimi czas grając w karty, czytając książki czy na strzelnicy. Mężczyźni bardzo szanowali te kobiety, lecz nigdy nie spali z nimi bez ich zgody i zaangażowania w relację. Kobiety te wykazywały się niezwykłą dokładnością, odwagą i zaangażowaniem w wojsko podobnie jak mężczyźni. Były one dobrze traktowane przez kolegów i wyższych stopniem wojskowych.

Niedługo później mniej więcej w połowie drogi prezydent Rosji stając po prawej stronie statku wypatrzył przez lornetkę dwa potężne galerony, które miały na banderze flagę Prus i Francji. Prezydent widząc statki stanął obok na barierce i krzyknął :

— Hej wy tam witajcie

Uswald i Gerard stanęli na barierce, odwrócili się i krzyknęli jednocześnie :

— Cześć Dimitri. Co tam? Jak tam morale twoich ludzi?

— A w porządku. Morale są ok. jak zawsze a u was?

— U nas też dobrze mieliśmy dłuższą trasę niż ty, ale jesteśmy już blisko naprawdę — odparli jednocześnie Uswald i Gerard

— Co racja to racja Dimitri a jak tam u kobiet w armii? — zapytał Niemiec

— U kobiet naprawdę dobrze. Nigdy nie miałem lepszych kobiet w armii niż mam teraz. Są one takie bardzo w porządku. Naprawdę to zaszczyt płynąć z tymi kobietami i z wami obok mnie.

— My też jesteśmy zaszczyceni to co stary gotowy odbić Nowy Jork i utrzeć anglikom nosa? — ponownie zapytali jednocześnie Uswald i Gerard.

— Jasne ruszajmy.

Po tych słowach wszyscy rozkazali zwiększyć prędkość statków do maksimum czyli do 19 węzłów. Prezydent Prus Uswald był człowiekiem w średnim wieku. Miał około 32 lat. Miał on żonę i jedno dziecko córeczkę imieniem Nija. Był on niski, dość tęgi. Miał brązowe oczy, krótką brodę i duże czoło. Został on prezydentem w wieku 28 lat a kiedy ożenił się i urodziło mu się dziecko poczuł się naprawdę szczęśliwy. Część swojej prezydenckiej wypłaty przeznaczał na ciężko chore dzieci z porażeniem mózgowym, ich rehabilitację i kupienie sprzętów do niej. Pomimo posiada dużych pieniędzy prezydent nigdy nie czuł się bogaty. Od zawsze mówił on w oficjalnych wystąpieniach i innych iż pieniądze się nie liczą. Dla niego zawsze liczyła się rodzina, dzieci a nie bogactwo i życie w luksusach. Zawsze prezydent w ciągu całego roku odwiedzał również szpitale, więzienia czy okna życia oraz dom dla niepełnosprawnych ludzi i jeży w którym znajdował się między innymi jego tata, który był bardzo ciężko chory na zapalenie wątroby typu A. Zawsze łączyły go z tatą bardzo dobre relacje i dlatego odwiedzał go on w szpitalu, wtedy kiedy tylko mógł.

Prezydent Francji Gerard był natomiast 3 lata młodszy od swojego kolegi. Miał długie blond włosy, niebieskie oczy i był szczupły. Gerard miał żonę Sophie oraz dwójkę dzieci syna Joshue i córkę Nadię. Zostając prezydentem Gerard podobnie jak prezydent Prus nie marzył o bogactwie, lecz wszystkie zarobione pieniądze przeznaczał dla siebie i swojej rodziny a nie na cele społeczne czy zbiórki pieniędzy dla chorych i słabych. Zawsze starczało mu na podstawowe wydatki i potrzeby. Swoją żonę Sophie poznał w kwiaciarni na targu kwiatów w Paryżu. Był on dobrym ojcem, nigdy nie zrobił nic złego ani przykrego swojej żonie i dzieciom. Nigdy nie zdradził on żony z żadną kobietą ani nie był w agencji towarzyskiej i innych miejscach. Lubił on natomiast chodzić do lodziarni i na kręgle wraz ze swoją rodziną i przyjaciółmi, których znał od dziecka i przyjaźnił się z nimi już kilkanaście lat.

Po kilku dniach podróży oczom wszystkich prezydentów ukazał się na horyzoncie Nowy Jork. Wyspa widziana na horyzoncie była bardzo piękna. Było na niej dużo budynków w tym Empire State Building, trawy, polany, łąki, mury warowni i jedno więzienie dla ludzi oraz jeży i szyld wojskowy przedstawiający tamtejszą bazę ufortyfikowaną na jednym ze wzgórz. Będąc już tak blisko prezydenci trzech państw rozkazali żołnierzom aby przygotowali broń i byli przygotowani psychicznie i mentalnie na to starcie, które miało pomóc Amerykanom odbić miasto i uratować mieszkające tam jeże przed egzekucją i zagładą. Wszyscy żołnierze przygotowali broń. magazynki, pistolety, karabiny oraz maszynówki czyli dość potężne karabiny maszynowe, które kosztowały wojsko mnóstwo pieniędzy. Bronie te były najwyższej możliwej jakości, ponieważ zostały one wyprodukowane przez specjalistów od broni i najlepszych rusznikarzy w tych krajach. Rusznikarzami były z reguły starsze osoby po studiach rusznikarskich mające już doświadczenie z bronią jak i również światem przestępczym. Wielu ze sprzedawców broni oraz rusznikarzy miało już wnuki i rodziny gdyż po tym zerwali oni ze światem przestępczym i gangami. Odchodząc z gangów zostawiali oni swoje dobre imię, osobistą broń jak i rangę, którą mieli oni przez lata nielegalnej działalności. Byli oni również jednymi z najlepszych w swoim fachu. Po studiach z bronią osoby te zrobiły również specyfikację odnośnie uzbrojenia oraz badania, które pozwalały im legalnie i bez przeszkód posiadać w swoim domu lub arsenale broń. Były to badania psychologiczne, które miały wykazać w jakiem obecnie stanie psychicznym są te osoby oraz czy są one na tyle zdrowe i dojrzałe emocjonalnie aby posiadać broń. Po badaniach i stwierdzeniu poczytalności i pełnej dyspozycji psychicznej osoby te dopiero wtedy dostawały dokument, dzięki któremu mogły posiadać na własność broń i legalne dokumenty na nią.

Kiedy żołnierze przygotowywali broń wielu z nich uklęknęło na pokładzie i wspólnie z księdzem, który również był obecny modliło się do Boga. Większość żołnierzy czyli aż 75 % z nich we wszystkich trzech armiach było katolikami. Publiczne i bez większego oporu pokazywali i okazywali swoją wiarę nosząc krzyżyki, różance, miniaturki do broni a nawet mieli wytatuowane na ciele napisy o treści Jezus mnie kocha czy też nie wstydzę się i wierzę w boga. Dzięki tym ludziom i księżom na statkach jeszcze przed samym dopłynięciem za zgodą prezydentów chrzest przyjęło 280 tysięcy osób. Byli oni wrzucani na linach do oceanu i zanurzani w grupach do tułowia a następnie wyjmowani i eskortowani z powrotem na statek. W czasie ksiądz wypowiadał słowa: ja was chrzczę w imię ojca i syna i ducha świętego amen. Po przyjęciu chrztu ludzi ci płakali i pierwszy raz w swoim życiu byli szczęśliwi i mogli docenić obecność księży na statkach wojskowych, którzy zawsze byli obecni na takich statkach jak i na innych tego typu obiektach nie tylko wojskowych jak i cywilnych takich jak statki wycieczkowe czy zwykłe obiekty publiczne takie jak kluby, lodziarnie czy pałace i zamki dla turystów i innych. Żołnierze ci, którzy przyjęli chrzest jak i byli niewierzący zawsze cieszyli się z obecności księży kapelanów na statkach. Na statkach tych zawsze szanowano księży i ich zawód aby nawracać i pomagać ludziom.

Pół godziny później statki dopłynęły pod nowojorską plażę a żołnierze znajdujący się na nich zaczęli wyskakiwać i strzelać do znajdujących się na wzgórzu Anglików. Anglicy natychmiast odpowiedzieli ogniem niszcząc osłony i zabijając pierwszych żołnierzy. Jako pierwsze zaatakowały Prusy i nie dając za wygraną powoli zaczęli się oni przebijać niszcząc stanowiska działek oraz zabijając anglików z zaskoczenia. Prusy po zniszczeniu tych dział zaczęli się przebijać w głąb plaży i miasta. Jako drudzy z odsieczą wyskoczyli ze swoich statków i zaczęli atakować wschodnią część plaży powoli przedzierając się przez snajperów i działka artylerii zabijając po drodze każdego anglika. Anglicy bronili się jednak i nie dając się zaczęli strzelać z Rpg raniąc i zabijając Rosjan, którzy wykrwawiali się na śmierć i tracili kończyny w tym nogi, ręce czy klatkę piersiową. Rosjanie wymyślili jednak sposób aby się przedrzeć nad pozycjami i murowaną linią obrony Anglii. Atakując w grupach i z jednostkami specjalnymi Rosjanie po każdym strzale z Rpg chowali się za osłonami i strzelali pojedynczymi seriami aby ich koledzy i koleżanki mogli przedrzeć się kawałek dalej. Po kilku minutach będąc już dostatecznie blisko Rosjanie celnie rzucali granaty i strzelali ze specjalnych snajperek trafiając prosto w głowy, nogi, ręce i inne kończyny anglików zabijając ich na miejscu. Po następnych kilku minutach Rosjanom udało się złamać obronę Anglii i przebić się dalej w głąb miasta i do muru, który odgradzał East Side. Jako ostatni wyskoczyli ze statków Francuzi, którzy najdłużej przygotowywali się do ataku. Zaatakowali oni centralną plażę i bardzo szybko przedarli się do murów zabijając muszkietami i bronią palną anglików, którzy byli ostatnią linią obrony plaży. Po odbiciu tego obszaru Francuzi dotarli kawałek dalej i napotkali bardzo duży opór Anglii w drodze do centrum. Przedzierając się przed wąskie i bardzo ciasne uliczki francuscy żołnierze ginęli w ogniu karabinów i RPG jak kaczki wystawione na ostrzał. Tylko jednostki specjalne wraz z żołnierzami zdołały przebić się następny kawałek dalej w głąb. Taktyka francuzów zaplanowana na tą bitwę przez prezydenta była bardzo prosta. Francuzi atakowali całym wojskiem w środku wraz ze swoim prezydentem, który również posiadał broń czyli pistolet i karabin. Nie rozdzielali się oni nawet na minutę i razem ginęli oraz walczyli. Było to bardzo zżyte ze sobą wojsko, które naprawdę wykazywało się ogromnym poświęceniem i odwagą na wojnach i bitwach z wrogiem. Anglicy naprawdę stawiali potężny opór francuzów nie pozwalając im nawet na opatrzenie rannych, ponieważ nawet tych zabijali. Nie oszczędzali oni nikogo i w ciągu 40 minut zabili oni ponad 50.000 żołnierze i kilkunastu ludzi z jednostek specjalnych. Francuzi jednak nie poddawali się i walczyli dalej zdobywając powoli skrawek po skrawku okolicy i terenu pomiędzy budynkami i wąskimi jak i otwartymi ulicami oraz próbowali oni wydostać się ze śmiertelnej pułapki na jaką wpadli.

W tym samym czasie kiedy Francuzi mieli kłopoty Rosjanie napotkali niewielki opór na drodze do East Side. Jeden z żołnierzy przy celował i trafił z RPG w czołg. Pocisk wystrzelony z wyrzutni odbił się rykoszetem od ściany i trafił nie tylko w czołg, ale i również angielskich żołnierzy, którzy tam byli. Następnie rosyjscy żołnierze skrótami dotarli pod mury, które blokowały dzielnicę i dostęp do niej. Będąc już na miejscu pod samym murem Dimitri, który również był obecny powiedział :

— Rozwalcie ten mur i to już ludzie. Ci ludzie nie mają prawa tak żyć jak w więzieniu.

— Dobrze zniszczymy to a co z resztą? — zapytał jeden z żołnierzy

— To znaczy? o jaką resztę ci chodzi żołnierzu? — zapytał prezydent

— Panie prezydencie Francuzi nadal borykają się z problemami i ciężkim ostrzałem w centrum miasta. Nie możemy ich tak zostawić. Musimy im pomóc i to szybko

Po namyśle wezwał do siebie jednego z generałów i powiedział :

— Etrans wyślij część wojska na pomoc francuzom. Reszta ma zostać tutaj i pomóc tym ludziom się pozbierać.

— Dobre robi się Dimitri — odparł poważnie Etrans

Żołnierze odsunęli się na bezpieczną odległość. Jeden z nich strzałem z M Hammera zniszczył mur na wylot. Tak jak powiedział prezydent i generał część rosyjskich żołnierzy ruszyła na pomoc francuzom przed Manhattan a reszta pomagała ludziom wydostać się z muru. Żołnierze dawali im swoje własne jedzenie czyli racje żywnościowe, czyste ubrania również żołnierskie, picie w tym Coca Colę, wodę, herbatę, kawę oraz inne napoje oraz z własnej kieszeni dali im pieniądze na chleb i podstawowe rzeczy. W miejscu tym Rosjanie rozłożyli również namioty i stworzyli prowizoryczny szpital dla rannych żołnierzy i ludzi z muru. Cześć tych ludzi była poważnie ranna i musiała zostać opatrzona przez sanitariuszy i lekarzy gdyż groziło im niebezpieczeństwo utraty kończyn, rak czy nawet utrata życia. Po opatrzeniu ludzie ci wracali szybko do zdrowia a następnie do domów, które w końcu nie były zamurowane. Ludzie bardzo dziękowali żołnierzom za pomoc humanitarną i za zniszczenie muru, który odcinał ich od ich rodzin, znajomych i świata zewnętrznego. Ludzie zza muru bo tak byli nazywani w końcu poczuli się wolni i oddychali świeżym powietrzem szybciej i lepiej niż zakurzonym dymem duszącym od środka ich wolność. Po zniszczeniu muru i naradzie żołnierze i ludzie, którzy jeszcze przed chwilą mieszkali w zamknięciu razem wyrzucili na śmieci beton i części muru, które odpadły po strzale. Był to gest pokazujący iż wolności nie odzyskuje się tak łatwo i, że trzeba o nią walczyć nawet do śmierci. Rosjanie pomagali również uwalniać ludzi ze zniszczonych i zawalonych budynków i bloków. Po całej akcji prezydent rozkazał zrobić krótką przerwę żołnierzom aby odpoczęli i nabrali sił do dalszego wojowania. Jeden z nich rozpalił niewielkie ognisko, wyjął kiełbaski po czym nałożył sobie dwie na patyk i zaczął piec. Pozostali poszli w jego ślady i również zaczęli piec kiełbaski, bułki i chleb na ognisku. Ludzie również się dołączyli i piekli kiełbaski tak samo jak żołnierze. Żołnierze świętowali grilla przed dobre trzy godziny jedząc kiełbaski, pijąc wodę i Coca colę oraz rozmawiając ze sobą, ale i również z ludźmi. Rozmawiali oni o tym jak ciężko było się utrzymać się i pracować za mury, jak były tam traktowane jeże oraz o tym w jaki sposób król Anglii murując dzielnicę wprowadził tam terror i zagładę. Ludzie opowiadali różne historie na ten temat. Rozmawiali oni również o traktowaniu jeży przez króla Anglii i żołnierzy angielskich. Jeże za murami East Side, były katowane, brutalnie wieszane na szubienicy, drzwiach własnych domów, sklepów czy publicznych budynków. Nie miały one również żadnych praw i żyły w totalnej biedzie najczęściej na ulicy czy w zaułkach, gdzie żebrały o kromkę chleba czy kilka groszy aby przeżyć. Odbywały się tam również publiczne egzekucje jeży czy brutalne najczęściej kończące się śmiercią jeżycy gwałty gdzie były one bite, związywane na łańcuchami czy poddawane torturom i podduszeniem dla zabawy. Tylko niewielką cześć jeży z pomocą ludzi zdołała wydostać się poza mury i po tych przeżyciem próbowała żyć dalej. Żołnierze słysząc te historie byli jeszcze bardzo zmotywowani i gotowi pokonać anglików oraz zmusić do abdykacji ich króla, który tak traktował inne rasy od ludzi. Po grillu kilku żołnierzy zwiadowców wyruszyło na zwiad aby zobaczyć co się dzieje. Ku ich zdziwieniu w okolicy w, której byli panowała cisza i spokój. Nie było już wtedy strzelania ani lecących kul.

Kiedy