Wydawca: GWP Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Ciemna strona seksu. Gdy seks staje się nałogiem ebook

Kornelius Roth

4 (1)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 288 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ciemna strona seksu. Gdy seks staje się nałogiem - Kornelius Roth

Seksoholizm to poważne i przewlekłe uzależnienie, utrudniające codzienne funkcjonowanie i podstawowe czynności życiowe. Książka, obok informacji naukowych na ten temat, zawiera także opisy przypadków i zalecenia autora, który jako psychoterapeuta pracuje z osobami uzależnionymi od seksu. Dzięki niej:

- poznasz mity i stereotypy dotyczące seksoholizmu

- zyskasz rzetelną wiedzę dotyczącą tego uzależnienia

- dowiesz się, jak rozpoznawać jego symptomy

- zyskasz cenne wskazówki dotyczące efektywnej terapii.

Opinie o ebooku Ciemna strona seksu. Gdy seks staje się nałogiem - Kornelius Roth

Fragment ebooka Ciemna strona seksu. Gdy seks staje się nałogiem - Kornelius Roth

Tytuł oryginału: Sexsucht. Ein Ratgeber für Betroffene und Angehorige

Published by Christopher Links Verlag.

© Christopher Links Verlag GmbH, Berlin 2004.

Copyright © for the Polish edition by Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Sopot 2013.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w żaden sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.

Wydanie pierwsze w języku polskim

Przekład: Magdalena Wojdak-Piątkowska

Redakcja: Agnieszka Łysik, Patrycja Pacyniak

Korekta: Katarzyna Lendzion

Opracowanie graficzne i skład: Mirosław Tojza

Projekt okładki: Monika Pollak

Zdjęcie na okładce: © IMAGEMORE CO., LTD/Imagemore Co.,

Ltd./Corbis

ISBN 978-83-7489-487-6

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Sp. z o.o.

ul. J. Bema 4/1a, 81-753 Sopot

tel./faks 58 551 61 04

e-mail:gwp@gwp.pl

www.gwp.pl

www.wydawnictwogwp.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Przedmowa

Kornelius Roth jako pierwszy autor niemieckojęzyczny przedkłada czytelnikom książkę o seksoholizmie. Publikacja ta powstała przy aktywnym udziale osób, które same określają się mianem uzależnionych od seksu i znajdują się na drodze do wyjścia z nałogu. Jest to więc książka ważna i interesująca zarówno dla laików, uzależnionych oraz członków ich rodzin, jak i dla specjalistów.

Można zadać sobie pytanie, czy uzależnienie ze swymi wieloma obliczami i formami nie stało się zjawiskiem globalnym i powszechnym. Czyż wszyscy nie jesteśmy uzależnieni lub, posługując się przenośnią, czyż wszyscy nie jesteśmy alkoholikami? Czy nałóg nie jest tylko wyrazem, metaforą naszych deficytów i naszego ogólnego poczucia nieusatysfakcjonowania? Przychodzimy na ten świat, jesteśmy na niego zrzucani i zapraszani, by poczuć się tu jak u siebie. Ale czy w ogóle jesteśmy w stanie przyjąć rzeczywistość taką, jaka jest, nie zaś taką, jaka jawi się w naszych życzeniach lub wyobrażeniach? Czyż wszyscy nie znajdujemy się w stanie odurzenia, ba, nawet upojenia, który może eskalować aż do etapu samozagłady? Niemieckie słowo „uzależnienie” (Sucht) wywodzi się od staro – i średnio-wysoko-niemieckiego suht i oznacza chorobę. To pierwotne znaczenie odnajdujemy nadal w używanym niegdyś słowie siech (ang. sick). Wyrażenie Suchtkrank (uzależniony) jest więc w zasadzie pleonazmem: chory – chory.

Również uzależnienie od seksu jest wyłącznie jedną z form manifestacji naszego stanu chorobowego. Przy czym jak wszystkie inne nałogi nie tylko jest jednostką chorobową, lecz chorym bytem w ogólnym tego słowa znaczeniu. Zarówno w angielskim słowie „choroba” (disease), jak i we francuskim malaise wyraźnie uwypuklony jest ten sens. Słowa te odzwierciedlają wewnętrzne samopoczucie charakteryzujące się niezadowoleniem i nie-usa-tysfakcjonowaniem czyli disease i malaise. To stan niepewności w konfrontacji ze światem: często po prostu nie wiemy, jak się w nim odnaleźć.

Angielskie słowo addiction oznaczające uzależnienie pochodzi od łacińskiego addicere i oznacza „przyznać coś komuś”. Czasownika tego używano wyłącznie w kontekście handlu niewolnikami: przyznawano komuś niewolnika lub ktoś kupował sobie niewolników, by robili to, co w zasadzie powinno się wykonywać samodzielnie. Im więcej mamy niewolników, tym mniejszą mamy zdolność samodzielnego robienia tego, czego się od nas wymaga. Według tej koncepcji to nie uzależniony jest niewolnikiem narkotyku, lecz odwrotnie: uzależniony zatrudnia w swoim zastępstwie niewolników, sam bowiem nie potrafi stawić czoła życiu. Nałóg staje się więc synonimem życiowego kłamstwa, oszukiwania i mamienia siebie samego.

Każda forma zachowania nałogowego służy wywołaniu choćby krótkotrwałego uczucia, że odnalazło się swoje miejsce na Ziemi, że żyje się bezpiecznie i w harmonii ze światem. Przecież wszyscy poszukujemy bezpieczeństwa, miejsca, które daje nam schronienie. A ponieważ nie jesteśmy w stanie samodzielnie i wyłącznie o własnych siłach wywołać tego stanu, z czystej desperacji wybieramy uzależnienie. Daje nam ono, choćby tylko na kilka sekund, poczucie, że dotarliśmy do swojego miejsca. Pragniemy już zawsze tak się czuć, chcemy już na zawsze takimi pozostać, od tak dawna za tym tęskniliśmy! To wypełnienie treścią niezwykle silnej tęsknoty. W tym właśnie upatruję przyczyn uzależnienia i zachowań nałogowych.

A potem w pewnej chwili następuje przełom, rozczarowanie, olbrzymie nieszczęście, które nas otrzeźwia, ukazując nam ogrom naszego samooszukiwania się. Załamanie i kryzys to często punkty zwrotne i szansa na nowy początek. Budzimy się i dostrzegamy, czego tak naprawdę potrzebujemy. W toku długiego procesu ozdrowieńczego życie będzie nabierać nowej treści i uprości się do elementów zasadniczych. Stwierdzimy bowiem, że w zasadzie wszystko, co niezbędne, już w nas jest. Angelus Silesius (Anioł Ślązak), śląski lekarz i mistyk, sformułował to następująco: „Ach stójże, dokąd gonisz, niebo jest wszak w tobie”.

W 1954 roku, pracując jako lekarz batalionu w armii amerykańskiej, poznałem nieznany wówczas w Niemczech i Europie ruch Anonimowych Alkoholików (Alcoholics Anonymous – AA) i uczestniczyłem przez cztery lata w jego mityngach. Wysłuchane opowieści umożliwiły mi wgląd w dramatyczne życiowe historie o nałogu, uzależnieniu i totalnej przemianie, która dokonała się w tym czasie w poszczególnych ludziach. Opowiadali swoje historie, by inni mogli się z nimi utożsamić, by wiedzieli, że nie są sami, i by zainspirować ich do zainicjowania procesu wewnętrznej przemiany. W tamtych czasach po wszystkich tragediach, które musiałem przeżywać na wojnie jako żołnierz, bardzo żywa i silna była we mnie tęsknota za czymś zgoła odmiennym. Mimo że sam nie byłem alkoholikiem, od pierwszego mityngu – i to była kwestia kluczowa – przyjmowano mnie po prostu takim, jakim byłem. Niczego ode mnie nie wymagano, żadnego szczególnego nastawienia, żadnego wyznania wiary. To, czego doświadczyłem wtedy w ruchu Anonimowych Alkoholików, przeniosłem potem w zindywidualizowanej formie na grunt mojej praktyki lekarskiej. Choć w języku zakorzeniło się już pojęcie „grupy samopomocy”, powinniiśmy raczej – opierając się na tezach Ernesta Kurtza i Katheriny Ketcham – mówić o grupach, w których ludzie udzielają sobie wzajemnego wsparcia (mutual-aidgroups). Skłaniam się ku myśleniu w kategoriach podstawowego paradygmatu twórcy homeopatii Samuela Hahnemanna: Similia similibus curentur, czyli „Podobne leczy się podobnym”.

Gdy przed kilkoma dekadami powstawały w Niemczech pierwsze anonimowe grupy uzależnionych od seksu, poprosiłem twórcę ruchu Anonimowych Seksoholików (Sexaholics Anonymous – AS), Roya K., o wygłoszenie referatu w naszej klinice. Później miałem okazję uczestniczyć w Stanach Zjednoczonych w kilku mityngach seksoholików, otwartych również dla ludzi nieuzależnionych. W zasadach abstynencji seksualnej niektórych grup zauważyłem zapis, że osoby stanu wolnego nie powinny w ogóle wchodzić w żadną relację seksualną przed ślubem. Zadałem więc sobie pytanie, czy na powstanie tej zasady nie wpłynęły przypadkiem określone wyobrażenia i doświadczenia religijne, które tak naprawdę nie mają związku z przedmiotową materią.

Współczesne społeczeństwo w sposób przesadny akcentuje to, co seksualne, przy czym seksualność można porównać do wisienki na torcie. Dużo większy obszar zajmuje przecież zmysłowość. Nadal nie znamy nieskończonego bogactwa potencjalnych doświadczeń zmysłowych i nie uświadamiamy sobie, jak silną zmysłowością zostaliśmy obdarzeni. Szczególne przeżycia, na przykład podróże, ale również codzienne sprawy, takie jak jedzenie, picie, rozmowy czy kontakt fizyczny, intensywnie absorbują wszystkie z pięciu naszych zmysłów. Każdego dnia mamy więcej radości, niż sobie uświadamiamy.

W grupach wsparcia dużą rolę odgrywa również spirytualizm. Początkowo temat ten bardzo mnie odstręczał. Do gardła podchodziło mi wszystko, czego ze względu na moje protestanckie wychowanie nie byłem w stanie strawić. Ale siła, jaką ludzie z tego czerpią, jest na tyle uniwersalna, że działa na całym świecie, niezależnie od dominującej religii. Na trzecich urodzinach ruchu Anonimowych Alkoholików w Moskwie widziałem, jak młodzi ludzie, którzy po długoletnim wychowaniu w duchu komunizmu nie mieli prawa wiedzieć niczego o Bogu, odkrywali to źródło. I zupełnie obojętne było, jak je nazywali. Wiedzieli tylko, że schwycili lub dostali w darze coś, dzięki czemu są abstynentami, co ich przeobraziło i co dało im nową perspektywę – jak powiedział jezuita Ed Dowling do C. Chucka, anonimowego alkoholika: „Czasami wprost muszę wierzyć, że niebo to nic innego jak nowe okulary” (Chuck, 1984, s. 36). Grupy wsparcia są obecnie popularne w ponad 150 krajach i nie ma żadnego znaczenia, skąd pochodzą ich członkowie, w jakim państwie mieszkają, do jakiej warstwy społecznej należą i jakim mówią językiem.

Carl Gustav Jung napisał w styczniu 1961 roku, kilka miesięcy przed swoją śmiercią, do Billa Wilsona, współzałożyciela ruchu AA, o pacjencie Rowlandzie H., beznadziejnym przykładzie nałogowego pijaka: „Jego gwałtowny pociąg, ta tęsknota do alkoholu była tylko umiejscowionym na najniższym poziomie naszego bytu ekwiwalentem duchowego pragnienia kompletności i całości, mówiąc językiem średniowiecza: pragnienia jedności z Bogiem” (Lechler, 2003, s. 62). Pragnę czuć się jak spójna całość i pragnę być taką całością – to dążenie skrywa się za każdym rodzajem uzależnienia.

Walther H. Lechler

Glarus, Szwajcaria, grudzień 2003

Wstęp

Im więcej seksu, tym lepiej – taką wizję na co dzień podsuwają nam media, reklamy i seksbiznes. W naszym społeczeństwie uważa się, że osoby uprawiające mało seksu należy leczyć. W rzeczywistości jednak seksoholizm jest poważnym schorzeniem, na które według szacunkowych statystyk w samych Niemczech cierpi około pół miliona osób. Stanowi on najczęstsze zaburzenie kompulsywne występujące u mężczyzn. Nieujawniona liczba przypadków jest wysoka, ponieważ seksoholizm to temat tabu: uzależnieni nie mówią otwarcie o swoim „wstydliwym” nałogu, a osoby postronne się z niego podśmiewają. Nie dostrzega się cierpienia seksoholików i ich najbliższych.

Od ponad dwudziestu lat jako psychiatra, psychosomatyk i psychoterapeuta zajmuję się leczeniem pacjentów uzależnionych od seksu i mogę stwierdzić, że temat seksoholizmu staje się coraz bardziej aktualny. Wyrazem tego jest choćby gęsta sieć grup wsparcia dla osób uzależnionych od seksu, oplatająca szczelnie całe Niemcy.

Tym bardziej cieszy fakt, że niniejszy poradnik ma już swoje stałe miejsce wśród książek popularnonaukowych podejmujących tematykę uzależnień. Seks i nałóg były i nadal są dwoma najbardziej wstydliwymi tematami w naszym społeczeństwie. Dlatego uzależnienie od seksu, które łączy oba aspekty, jest uważane za nałóg ze wszech miar hańbiący. Z pewnością nie będzie przesadą stwierdzenie, że seksoholizm należy do tych form uzależnień, o których nie mówi się otwarcie, które się przemilcza, a także bagatelizuje. Często słyszy się komentarze: „Też bym chciał mieć taki nałóg”. Nie tylko sami uzależnieni najchętniej ukryliby przed światem swoją dysfunkcję, także w społeczeństwie budzi ona swoisty opór. Jak coś tak naturalnego, instynktownego i pięknego może w ogóle uzależniać? Ten i ów twierdzi, że seksoholizm nie istnieje, że stanowi wyłącznie wymysł psychoterapeutów gorączkowo poszukujących nowego dochodowego zajęcia. W ostatnich latach dyskusja o uzależnieniu od seksu skoncentrowała się na amerykańskich przedstawicielach świata „pięknych i bogatych” i na tezie, że pseudo-diagnoza seksoholizmu jest dobrą wymówką dla ludzi, którzy mogą sobie finansowo pozwolić na liczne romanse i zdrady.

Słynny seksuolog z Uniwersytetu Harwarda Martin Kafka przedstawił w 2009 roku niezwykle szczegółową propozycję klasyfikacji uzależnienia od seksu w nowym wydaniu podręcznika diagnostycznego Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorder (DSM-V), którego wydanie jest planowane na 2013 rok. „Zaburzenie hiperseksualne”, jak określa uzależnienie od seksu, miałoby zastąpić starą, nieprecyzyjną kategorię diagnostyczną „zaburzenie seksualne, bliżej nieokreślone”. Ponieważ w 2011 roku gremium naukowe nie mogło jednak dojść do ostatecznego porozumienia, zaburzenie to otrzyma prawdopodobnie miejsce w klasyfikacji tylko jako kategoria badawcza. To godne ubolewania, ponieważ klasyfikacja diagnostyczna mogłaby mieć ważne implikacje dla terapii tej formy uzależnienia. Moim zdaniem wyłącznie rozwinięta świadomość faktu, że seksoholizm jest chorobą, może pomóc uzależnionym i ich rodzinom wyjść z izolacji, uwolnić się od wiecznych sekretów, samotności i wstydu i skorzystać ze stosownego wsparcia.

W większym niż dotychczas stopniu uwzględniono jednak wyniki amerykańskich badań dotyczące klasyfikacji schorzeń psychicznych w obszarze zaburzeń zachowania. W DSM-V w tej kategorii ujęto patologiczny hazard jako pierwsze uzależnienie czynnościowe. To znaczący krok naprzód. Badania w najbliższych latach z pewnością wykażą, że obok zakupoholizmu, pracoholizmu i uzależnienia od komputera lub internetu również seksoholizm ma tu swoje należne miejsce.

Uzależnienie od seksu internetowego lub cyberseksu jako podgrupa seksoholizmu coraz bardziej rozpowszechnia się w kulturze „błyskawicznych nagród” charakteryzującej się szybkim tempem życia i ukierunkowaniem na zdobycze postępu technicznego. „W Niemczech z trzech rodzajów nałogów internetowych najliczniej reprezentowana jest grupa uzależnionych od seksu online” – podsumowuje swoje doświadczenia Gabriele Farke, założycielka portalu samopomocowego. Podkreśla ona, że jest to nadal temat tabu w sferze publicznej, ale coraz częściej traktuje się go również z należytą powagą w kategoriach rzeczywistego problemu1.

To przede wszystkim młodzi mężczyźni między dwudziestym trzecim a trzydziestym rokiem życia, czyli grupa wiekowa, która wyrosła na internetowych ofertach ostrego seksu, cierpią z powodu ograniczonej seksoholizmem zdolności do pracy zawodowej i budowania związków międzyludzkich, żyjąc niejednokrotnie znacznie poniżej możliwego standardu. Uzależnienie, jeśli nie powstrzyma się jego destrukcyjnego rozwoju, zajmuje bowiem coraz agresywniej właśnie te obszary ich życia. Konsekwencje z jednej strony obejmują przerwanie edukacji zawodowej lub zarzucenie studiów i oblanie egzaminów, z drugiej zaś rozpad kolejnych związków uczuciowych i wycofanie się z życia społecznego. Farke widzi w tym ogromne niebezpieczeństwo: „Mogę tylko potwierdzić, że uzależnieni po pewnym czasie odczują na własnej skórze psychiczne skutki swojego nałogu w postaci depresji lub podobnych zaburzeń. W wielu wypadkach uzależnienie od seksu online sprawia, że ludzie stają się zupełnie niezdolni do budowania związków”. Zawsze i wszędzie dostępna pornografia pozostaje dla nich nagrodą pocieszenia.

Pornografia zdaje się w naszym społeczeństwie coraz bardziej nabierać charakteru używki. Może to mieć bardzo negatywne konsekwencje. Dotychczas nadal zbyt mało rozpowszechniona jest wiedza, że pornografia ma w sieci największy potencjał uzależniający. Kay Uwe Petersen i Rainer Thomasius z kliniki uniwersyteckiej w Hamburgu-Eppendorf w swoim raporcie na temat ofert poradnictwa i terapii dotyczących patologicznego korzystania z internetu (2010 rok) konkludują: „Interaktywnym narzędziom, na przykład umożliwiającym odgrywanie ról seksualnych online i systemom komunikacji internetowej (czatom i komunikatorom internetowym), a zwłaszcza pornograficznym treściom zamieszczanym w internecie, przypisuje się w kontekście ryzyka patologicznego korzystania z internetu najwyższy potencjał uzależniający. O ile mężczyźni najczęściej skłaniają się do odgrywania ról i korzystają z pornograficznych treści publikowanych w internecie, o tyle kobiety preferują komunikatory internetowe”. Wykazano, że „kompulsywne korzystanie z pornografii internetowej jest najprawdopodobniej najtrwalszym, a tym samym najbardziej problematycznym zachowaniem przymusowym w internecie w grupie osób dorosłych”2.

Jedno jest pewne: dzieci i młodzież coraz wcześniej mają pierwszy kontakt z pornografią. Wielu nieletnich styka się z nią jeszcze przed osiągnięciem dojrzałości płciowej, czyli w okresie tak zwanego uśpienia seksualnego, kiedy nie potrafią jeszcze przetwarzać intensywnych bodźców seksualnych. Wcześnie inicjowane procesy kompensowania i warunkowania, na przykład w formie dziecięcej masturbacji, mogą stać się przyczynkiem do późniejszego uzależnienia od seksu. Nie budziło to dotąd należnej uwagi, a wskazuje na znaczenie wczesnej, dopasowanej do wieku edukacji seksualnej i pożyteczność oprogramowania blokującego internetowe strony zawierające treści pornograficzne oraz konieczność jego instalacji na wszystkich komputerach, do których dzieci mają swobodny dostęp.

Historie przedstawione w tej książce w przeważającej części pochodzą z wywiadów z uzależnionymi, którzy okazali gotowość współtworzenia tej publikacji, cytaty z reguły dosłownie odtwarzają ich słowa. Z szacunku dla nich i ich rodzin zmieniono niektóre szczegóły, by zagwarantować wystarczający stopień anonimowości. Również opisy dwóch przykładów (Samotny rytuał i Obce miasto) są oparte na autentycznych przypadkach; dokonałem jedynie swoistego podsumowania ich treści i wyciągnąłem stosowne wnioski.

Pragnę serdecznie podziękować wszystkim moim rozmówcom za współpracę i okazane zaufanie: dzięki swej uczciwości i otwartości nakreślili problem od wewnątrz, umożliwiając bardzo osobistą partycypację w opisywanych zdarzeniach i ożywiając tę książkę. Ich historie pokazują, że mimo trudnych warunków istnieje możliwość wyjścia z matni i szansa na odważną konfrontację z własnym nałogiem.

Kornelius Roth

Bad Herrenalb, grudzień 2011

Rozdział 1Seks jako uzależnienie

Każda rozkosz pragnie wieczności.

Fryderyk Nietzsche

Warunki społeczne

Zażywanie substancji zmieniających nastrój i świadomość jest elementem ludzkiej kultury. Również uzależnienie jako jedna z konsekwencji jest zjawiskiem szeroko rozpowszechnionym. Każde społeczeństwo w różnych okresach ulega rozmaitym nałogowym nawykom. Czynniki biologiczne, społeczne i osobowe tworzą pożywkę, dzięki której rozwijać się mogą tego typu zachowania. O ile na przykład palenie tytoniu było przed odkryciem Ameryki zupełnie nieznane na Starym Kontynencie, o tyle obecnie na całym świecie pali około jednej trzeciej wszystkich ludzi powyżej piętnastego roku życia.

Społeczeństwo nałogów

W niemal wszystkich zachodnich społeczeństwach przemysłowych występują podobne nałogi, a ogromną rolę w tym wzorcu odgrywają alkohol, nikotyna, lekarstwa i narkotyki.

Te substancje uzależniające w różny sposób oddziałują na człowieka, a ich zażywanie może doprowadzić do śmierci: w Niemczech około 42 tysięcy ludzi umiera rocznie wskutek nadużywania alkoholu, a około 110 tysięcy w konsekwencji palenia tytoniu. Tylko te dwie używki są odpowiedzialne za ponad jedną czwartą wszystkich zgonów. Jeśli spojrzeć na dane liczbowe, można bez wątpienia mówić o społeczeństwie nałogów. A jak duże są szkody psychologiczne, które czyni nałóg osobie uzależnionej i jej otoczeniu? Jak destrukcyjne mogą być konsekwencje dla związku, dzieci czy wydajności w pracy? Dlaczego więc nałogowiec mimo tak wielu negatywnych skutków nadal trwa przy swoim uzależnieniu? W jaki sposób jest ono w stanie utrzymać go w swych szponach?

Wszystko, co sprawia ludziom przyjemność, może ich również uzależnić. Oprócz nałogów związanych z przyjmowaniem substancji psychogennych (alkoholu, nikotyny, narkotyków i lekarstw) istnieją również nałogi niezwiązane z używkami, takie jak hazard, obżarstwo, pracoholizm, zakupoholizm i uzależnienie od seksu (por. Poppelreuter i Gross, 2000). W tym drugim przypadku rozwoju nałogu nie inicjuje substancja, lecz zmieniające nastrój doświadczenie, od którego z czasem człowiek coraz mocniej się uzależnia (por. Schneider i Weiss, 2001, s. 135). Może ono wywoływać zaburzenie kompulsywne połączone z coraz intensywniejszym korzystaniem z elementów wywołujących uzależnienie przy jednoczesnym spadku odczuwanej satysfakcji. Towarzyszą temu utrata kontroli, objawy odstawienia i zaburzenia będące konsekwencją uzależnienia (na przykład nadwaga przy nałogowym obżarstwie lub długi przy hazardzie). Zarówno w przypadku nałogów związanych, jak i niezwiązanych z przyjmowaniem substancji psychogennych człowieka w stanie upojenia przepełniają następujące emocje: odwaga, pewność siebie, radość życia, poczucie własnej wielkości i wartości, które na pewien czas wywołują iluzję wewnętrznej kompletności i szczęścia. Dzięki temu osoba uzależniona kompensuje swoje deficyty; jest w stanie odczuwać emocje, których bez „narkotyku” w ogóle nie czuje lub których doświadcza w bardzo ograniczonym stopniu.

Uzależnienie od seksu

Uzależnieni od seksu żyją w ukryciu. Jeszcze przed kilkoma laty woleli przemilczeć swój problem bądź go w ogóle nie widzieli. W ostatnim czasie wzrosło jednak zrozumienie ich trudności. Uzależnieni zaczęli dostrzegać swój nałóg i mówić o nim, mogą się również wykazać pokrzepiającymi sukcesami w walce z chorobą. Element uzależniający w sferze seksualności jest znany od dawna i był wielokrotnie opisywany przez wielu autorów. W podręczniku dla lekarzy i psychiatrów Rainer Tolle napisał: „Seksualność jest zagrożeniem, i to nie tylko w swym wariancie dewiacyjnym” (1985, s. 135). Już w roku 1896 Richard von Krafft-Ebing w pierwszym podręczniku z zakresu seksuologii opisywał zjawisko, które określał mianem seksualnej hiperestezji (Krafft-Ebing i Moll, 1924). Paul Matussek, znany niemiecki psychiatra, analizował ten temat z perspektywy psychologii głębi i mówił o nałogowej seksualności i seksualnej chwiejności, odróżniając przy tym nałogową masturbację i nimfomanię u kobiet od donżuanizmu i satyriasis u mężczyzn (Matussek, 1959 s. 188-212). Niemieckie grupy wsparcia dla Anonimowych Seksoholików określiły w roku 1983 w Białej Księdze swój problem mianem uzależnienia od seksu. Pojęcie to jest obecnie w powszechnym użyciu.

Dane liczbowe

Nieznana jest dokładna liczba osób uzależnionych od seksu, praktycznie niemożliwe jest bowiem zebranie rzeczywistych danych liczbowych przy tego rodzaju problemie. Zbyt powszechne są brak wiedzy, skłonność do wyparcia lub poczucie winy. Dla seksoholizmu brak również konkretnego oznaczenia w międzynarodowych klasyfikacjach chorób, dlatego nie można pozyskać stosownych danych ze statystyk chorobowych. Abstrahując od tych problemów formalnych, trzeba przyznać, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni wstydzą się zwrócić do kogoś z zewnątrz ze swym problemem i szukać profesjonalnej pomocy, co dodatkowo podwyższa liczbę nieujawnionych przypadków. Dane szacunkowe wskazują na 0,5-5% społeczeństwa niemieckiego. W Stanach Zjednoczonych zakłada się, że odsetek osób uzależnionych wynosi 6% (por. Wildmon-White i Young, 2002, s. 263). Moje szacunki wskazują, że liczba seksoholików w Niemczech, których należy poddać leczeniu, wynosi około pół miliona. W odniesieniu do seksoholizmu internetowego, czyli tak zwanego uzależnienia od cyberseksu, nowej kategorii seksualnego zachowania nałogowego, ta liczba jest jeszcze wyższa. W ramach amerykańskiego badania statystycznego prawie 10 tysięcy internautów zostało przepytanych o nawyki i przyzwyczajenia podczas surfowania w sieci: 8,5% respondentów zakwalifikowano jako uzależnionych od seksu, ponieważ poświęcali ponad 11 godzin tygodniowo na przeglądanie w internecie treści pornograficznych; 20% tych osób to kobiety (por. Schneider i Weiss, 2001, s. 10).

Nałóg może się rozwinąć wyłącznie wtedy, gdy udostępnia się odpowiednie używki. Po raz pierwszy w historii ludzkości istnieje niezwykle bogaty materiał, który zawiera kluczowe bodźce służące wzbudzaniu seksualnego pożądania i który dodatkowo jest tak łatwo dostępny. Obecnie nałogowy seksualizm wszędzie z łatwością znajdzie wystarczającą pożywkę.

Seks się sprzedaje

Zachodnie społeczeństwa przemysłowe cechuje nadzwyczaj wysoki stopień erotyzacji większości sfer życia, która często przybiera nawet charakter swoistej fetyszyzacji. Seks to współczesny towarzysz społeczeństwa konsumpcyjnego. Jest w różny sposób wplatany w ekonomię społeczną. Popęd seksualny człowieka można sztucznie wywołać, manipulować nim i wykorzystywać go jako element podnoszący sprzedaż określonego produktu. „Seks się sprzedaje” to znane każdemu hasło, które jest stosowane również w reklamie. Praktycznie nie ma produktu, którego nie promowano i nie sprzedawano bez wykorzystania aspektu seksualnego. Kreowane sugestie są coraz bardziej bezpośrednie i agresywne, a znane aktorki filmów porno reklamują w skąpym odzieniu nawet produkty codziennego użytku.

Seksbiznes

Sama seksualność stała się produktem konsumpcyjnym. Jest towarem, który oferuje się niemal wszędzie. Liczba ofert i usług seksualnych nigdy dotąd nie była tak duża, a oferty te nie były tak łatwo dostępne dla anonimowego odbiorcy3. Przemysł seksualny sprzedający seks i pornografię to również istotny czynnik gospodarczy. Już osiem różnych firm erotycznych wprowadziło swoje akcje na światowe giełdy. Notowana na giełdzie od roku 1998 spółka Beate Uhse, największa na świecie firma prowadząca wysyłkową sprzedaż artykułów erotycznych, dostarcza klientom ponad 2,5 miliona katalogów rocznie, przede wszystkim w krajach niemieckojęzycznych. Tylko w sektorze sprzedaży osiągnęła w roku 2002 obroty na poziomie 200 milionów euro4.

Zmiana norm seksualnych

Od wieków jednak obserwuje się właściwie niezmienną tendencję przeciwną, która zrodziła się przede wszystkim pod wpływem nauki poszczególnych Kościołów. Seksualność stała się tematem tabu, obłożonym licznymi restrykcjami, cnotliwość uznano za najwyższe dobro, a potrzeby seksualne zaczęły być postrzegane przez wszystkich jako niskie lub złe i służące w pierwszym rzędzie do prokreacji. Onanizm, życie seksualne przed zawarciem związku kościelnego lub poza małżeństwem, a także homoseksualność są uznawane za grzech i zjawisko godne moralnego potępienia. Takie nastawienie przekazuje się nie tylko w ramach religijnego wychowania. Występuje ono również w wielu rodzinach, w których przekonania religijne nie odgrywają znaczącej roli. Pełne napięć pole społeczne, na którym wyrasta nastawienie do seksualności, rozciąga się pomiędzy dwoma skrajnymi biegunami: z jednej strony seks jest dostępny zawsze i dla każdego, z drugiej zaś jest właściwy wyłącznie w małżeństwie pragnącym prokreacji.

W toku przemian kulturowych zmieniła się moralność seksualna, którą seksuolog Volkmar Sigusch określa mianem rewolucji neoseksualnej (Sigusch, 2002, s. 12). Po tak zwanej rewolucji seksualnej lat sześćdziesiątych XX wieku, wiążącej się z przecenieniem oswabadzającego z konwenansów oddziaływania, obecnie seksualność jest według Siguscha postrzegana jako „powszechna oczywistość, niczym egoizm czy mobilność”.

Na przykład liczba anonsów prasowych, w których wyraża się życzenie nawiązania kontaktów czysto seksualnych, w latach 1987-1994 się podwoiła (Jendrosch, 2000, s. 78).

Uwolnienie się od represyjnych norm seksualnych dopełnia obowiązek płciowego spełnienia. Jean Claude Guillebaud nazywa to zjawisko tyranią rozkoszy (Guillebaud, 1999). Oto jej konsekwencje: kobiety uznają się często za nie dość atrakcyjne, a mężczyźni obawiają się seksualnego blamażu. Obecne w mediach ideały piękna lub uświadamianie innych w kwestiach zachowań seksualnych wyzwalają silne normatywne wyobrażenia fizycznej estetyki lub rodzaju, częstotliwości i czasu trwania aktów seksualnych. Oba te zjawiska wywołują presję „łóżkowych osiągnięć”, a gdy się ich nie ma, również psychologiczny stres. Zawsze jednak można sobie pomóc: kobiety sztucznie podnoszą swą atrakcyjność seksualną, poddając się operacjom plastycznym. Seksualny „występ” mężczyzny zostaje, według reklamy, wydłużony dzięki zastosowaniu prezerwatywy zawierającej środek znieczulający. W Stanach Zjednoczonych wielu mężczyzn poddało się operacji powiększenia penisa z wykorzystaniem sztucznych implantów. Stajemy się więc coraz bardziej agresywni w stosunku do nas samych i naszego ciała. Tylko w Niemczech viagrę przyjmuje około 700 tysięcy mężczyzn (por. Felzer, 2001, s. 26-29). Jako lekarstwo stosuje się ją w terapii zaburzeń erekcji – dolegliwości, na którą jak dotąd nikt nie umarł. Tymczasem na świecie odnotowano ponad 1000 przypadków poważnych skutków ubocznych po zażyciu viagry skutkujących zgonem pacjenta, jednak w żadnym kraju nie złożono wniosku o cofnięcie zezwolenia na jej dystrybucję5.

Dyktat mody i wspierany medialnie wizerunek fizyczny skłaniają wielu ludzi do odrzucenia własnego ciała, a w niektórych przypadkach nawet do jego znienawidzenia. Jeszcze przed kilkoma dekadami kobiety w większości krajów europejskich postrzegały swoje owłosienie na nogach i pod pachami jako coś naturalnego, obecnie uznawane jest ono za obrzydliwe i niekobiece. Nawet niewielkie odstępstwa od normatywnego wzorca piękna, na przykład pryszcze, opryszczka czy cellulit, wywołują nieadekwatne problemy z poczuciem własnej wartości. „Niskie, grube i brzydkie” mają silne kompleksy, wstydzą się własnego ciała i obawiają powszechnego odrzucenia. W naszym społeczeństwie seksualność łączy się z atrakcyjnością fizyczną zamiast z tęsknotą, pasją, odwagą i zdolnością do miłości (por. Kasl, 1989, s. 258). Nauczyliśmy się postrzegać swoje ciało jako obiekt i stosownie oddzielać emocje seksualne od przeżyć duchowych.

Ponadto dzięki skutecznym środkom antykoncepcyjnym coraz efektywniej oddziela się seksualność od prokreacji6. Z uwagi na sposób odżywiania młodzież znacznie szybciej osiąga dojrzałość płciową. Także wiek inicjacji seksualnej bardzo się obniżył w porównaniu do lat ubiegłych7. W tym samym czasie onanizm stał się niezależną i odrębną formą życia seksualnego. Uwolnił się od piętna zastępczego zaspokojenia i jest praktykowany bez wyrzutów sumienia równolegle do współżycia w związku (por. Schmidt, Klusmann, Matthiesen i Dekker, 2002, s. 155). Badanie studentów płci męskiej wykazało, że pierwsze doświadczenia z masturbacją przeżyli oni statystycznie w wieku 14 lat, czyli inicjacja w tym zakresie zachodzi średnio o rok wcześniej w porównaniu do lat minionych8.

Latem 2002 roku szwajcarska telewizja w najlepszym czasie antenowym w programie prozdrowotnym Puls pokazała zbliżenia kobiet masturbujących się wibratorami przed kamerą. Przed telewizorami zasiadło około 650 tysięcy widzów, czyli 250 tysięcy więcej niż zazwyczaj. Aż 90% oceniło program pozytywnie: „Przecież widok sztucznego członka nie powinien już dzisiaj nikogo szokować” (Brüderlin i Merli, 2002, s. 46). Onanizm stał się produktem stylu życia: samozaspokajanie się jest modne. Niegdyś ostrzegano przed skutkami „samogwałtu” i „samozbrukania”, obecnie zaś masturbację zaleca się w celu odprężenia w przypadku stresu, bólu głowy i dolegliwości menstruacyjnych lub po prostu dla dobrej zabawy: „Erotyzm jest stylem życia nowego tysiąclecia. Jego elementem jest również autoerotyzm” (Brüderlin i Merli, 2002, s. 48). Prezes sieci sklepów internetowych z artykułami erotycznymi donosi o wzroście sprzedaży produktów służących samozaspokajaniu. Szacuje się, że na każde szwajcarskie gospodarstwo domowe przypada statystycznie około 1,5 wibratora.

Równolegle do opisanych zjawisk zmienia się również tradycyjna kultura rodzinna, przypisująca role charakterystyczne dla danej płci. Rosnąca aktywność zawodowa kobiet i intensywniejszy udział mężczyzn w sprawach rodzinnych skutkują relatywizacją i przekształceniem tradycyjnych ról. Jednocześnie tworzą się nowe związki partnerskie i więzi kompensujące układy rodzinne, które jednak wiążą się z postępującą izolacją i odosobnieniem9.

Seks i media

Media mają w społeczeństwie wysoką pozycję. W optymalnym przypadku kształcą, bawią i informują. Mają jednak również mroczną stronę: wypełniają niezagospodarowany czas w ciągu dnia i dzięki zewnętrznej stymulacji zachęcają do bierności lub nawet ucieczki od codzienności. Media mogą wyprzeć, zmienić i zastąpić aktywne życie człowieka, stając się psychiczną protezą rzeczywistości (por. Rogge, 2000, s. 277). Intensywne korzystanie z nowoczesnych mediów ogranicza (czasowo) możliwość kontaktów, umiejętność ich nawiązywania oraz wymianę informacji w świecie realnym.

Media informują o seksualności, uświadamiają i przyczyniają się znacząco do pozbawienia jej otoczki tabu. Jednak o ile wcześniej informowały o antykoncepcji, współżyciu płciowym i cudzie narodzin, o tyle obecnie przedstawiają publicznie przede wszystkim tak zwane perwersje: „W ten sposób dekonstruuje się dyskursywnie stare perwersje, instalując je na nowo jako znormalizowane żądze” (Sigusch, 2001, s. 31). Przy czym w mediach tak długo banalizuje się „doniesienia nauk psychologicznych, aż rozmyją się one w ogólnej gadaninie” (Sigusch, 2001, s. 301). Znaczenie seksu i nadmierne nim zainteresowanie medialne mogą wskazywać na fakt, że tak naprawdę seksualność nie jest oczywistością i tematem doskonale znanym.

Wnikanie wirtualności w sferę ludzkich przeżyć umożliwiają szczególnie skutecznie najmłodsze media, czyli komputer i internet. Ich bogactwo skłania zwłaszcza młodzież do poświęcania wielu godzin dziennie wirtualnemu graniu lub surfowaniu w sieci. Błyskawiczne zmiany obrazów w grach komputerowych mają swój ekwiwalent w krótkich sekwencjach ujęć stosowanych w technice przyspieszonego montażu przez współczesne telewizyjne stacje muzyczne. Takie rozwiązanie niezwykle utrudnia fizjologiczne i psychologiczne przetworzenie bodźców wizualnych. Wiele wideoklipów zawiera elementy napędzającej sprzedaż erotyki oraz aluzje seksualne, czyli rodzaj pornografii w tle (Kniebe, 2003, s. 70-75), co u widza może wywoływać trwałe erotyczne napięcie. Próżno w nich szukać wskazań na rzeczywistą bliskość, przyjaźń i intymność. Owe wirtualne, pozorne światy mogą stać się dla niektórych ludzi bliższe i wartościowsze niż świat realny – z takim zjawiskiem często spotykamy się w przypadku uzależnienia od seksu.

Reakcje na nadpodaż

Badania naukowe wykazały, że w odróżnieniu od wzrostu liczby osób uprawiających masturbację częstotliwość stosunków seksualnych w ostatnich dziesięcioleciach nieco spadła, mimo rosnącej erotyzacji społeczeństwa i komercjalizacji seksualności (por. Schmidt, Klusmann, Matthiesen i Dekker, 2002, s. 151). Czym należy to tłumaczyć? Ludzie zdają się różnie reagować na nadpodaż: jedni wycofują się z życia seksualnego, na innych prawdopodobnie nie ma to wpływu, jeszcze inni z kolei wpadają w wir seksualnych żądz i stają się ofiarami erotycznego opętania, od którego nie potrafią się uwolnić (por. Fritsch i Wolf, 2000, s. 28). Socjolog Zygmunt Bauman wskazuje na fakt, że podstawą integracji przeważającej większości ludzi w naszym kręgu kulturowym przestały być mechanizmy kontroli, indoktrynacja czy przepisy normatywne, a stały się budzenie potrzeb, uwodzenie i reklama (por. Bauman, 2002, s. 35). Wielu ludzi staje się poszukiwaczami mocnych wrażeń podatnymi na uwiedzenie z uwagi na pożądanie wciąż nowych i intensywniejszych przeżyć.

Kogo