Wydawca: Centrum Kabbalah Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2013

Ciąg dalszy nastąpi... Reinkarnacja i cel naszego życia ebook

Karen Berg

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ciąg dalszy nastąpi... Reinkarnacja i cel naszego życia - Karen Berg

W książce Ciąg dalszy nastąpi... przeczytasz o Ravie – jest on moim mężem, mym nauczycielem, a zarazem moją bratnią duszą. Gdy jego nauczyciel Rav Brandwein zmarł w 1969 roku, odpowiedzialność za kierowanie Kabbalah Centre została powierzona mojemu mężowi. Kabbalah to wywodząca się ze starożytności duchowa mądrość, według tradycji właściwa starszym rangą uczonym. Jednak wspólnie z Ravem otworzyliśmy drzwi Kabbalah dla wszystkich ludzi na świecie, niezależnie od ich wieku, płci czy przynależności religijnej; dla wszystkich, którzy pragną zgłębić jej tajemnice. Choć mój związek z Ravem wydawał się mało prawdopodobny – pochodzę ze świeckiej, ale uduchowionej rodziny, a Rav z ortodoksyjnej – to łącząca nas wyjątkowa więź stworzyła podstawę Kabbalah Centre, które dziś możesz zobaczyć: otwarte forum dla osób jeszcze niewtajemniczonych w zakres Kabbalah, lecz pragnących zgłębić jej tajemnice i odnaleźć miejsce, w którym mogą to czynić bez bycia osądzanym czy ograniczanym.

W Kabbalah Centre studiujemy i stosujemy nauki Rava Izaaka Lurii, znanego również jako Ari lub Lew z Safedu, jednego z najwybitniejszych kabalistów w historii. Jest on autorem 18-tomowego klasycznego dzieła Kitvei HaAri (Pisma Ariego), w którym dokonuje interpretacji, syntezy i systematyzacji nauk Zoharu, świętego tekstu zawierającego głębokie treści; tekstu, który stanowi esencję Kabbalah. Co ciekawe, sam Ari napisał zaledwie niewielką część dzieła. Przekazane ustnie nauki Ariego zostały zebrane przez jego ucznia Rava Chaima Vitala, który opracował je i spisał. W mojej książce Ciąg dalszy nastąpi... będę bardzo często czerpać z luriańskich mądrości, a zwłaszcza z tomu znanego jako Bramy Reinkarnacji.

Jeśli jest to Twój pierwszy kontakt z nami, pragnę zaprosić Cię do wzięcia udziału w niniejszej kabalistycznej dyskusji o reinkarnacji. Moją nadzieją jest, aby wszystko, co tu znajdziesz, było źródłem bezpośrednich korzyści dla Ciebie i inspiracją do dalszego zgłębiania tajemnic Kabbalah.

Opinie o ebooku Ciąg dalszy nastąpi... Reinkarnacja i cel naszego życia - Karen Berg

Fragment ebooka Ciąg dalszy nastąpi... Reinkarnacja i cel naszego życia - Karen Berg

Ty­tuł ory­gi­na­łu: „… to be con­ti­nu­ed…”

Prze­kład z ję­zy­ka an­giel­skie­go: Ewa Kar­piń­ska

Pro­jekt gra­ficz­ny: HL De­sign (Hyun Min Lee)

www.hlde­si­gn­co.com

Opra­co­wa­nie gra­ficz­ne (skład): Mar­cin Fran­czak

Co­py­ri­ght © 2012 Kab­ba­lah Cen­tre In­ter­na­tio­nal

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Żad­na część ni­niej­szej pu­bli­ka­cji nie może być po­wie­la­na lub prze­ka­zy­wa­na w ja­kiej­kol­wiek for­mie lub w ja­ki­kol­wiek spo­sób, elek­tro­nicz­ny czy me­cha­nicz­ny, włą­cza­jąc ko­pio­wa­nie, na­gry­wa­nie lub prze­cho­wy­wa­nie w sys­te­mie udo­stęp­nia­nia in­for­ma­cji, bez pi­sem­nej zgo­dy wy­daw­cy, za wy­jąt­kiem re­cen­zen­ta, któ­ry ży­czy so­bie za­cy­to­wać krót­kie frag­men­ty w ra­mach re­cen­zji na­pi­sa­nej dla po­trzeb cza­so­pi­sma, ga­ze­ty czy au­dy­cji.

Do­dat­ko­we in­for­ma­cje pod ad­re­sem:

Fun­da­cja Kab­ba­lah Cen­tre

Tel. 22 625 00 93

Ad­res e-mail:po­land@kab­ba­lah.com

Stro­na in­ter­ne­to­wa: http://pl.kab­ba­lah.com

Wy­daw­ca

Fun­da­cja Kab­ba­lah Cen­tre

Wy­da­nie pierw­sze – maj 2013

ISBN – 978-83-89746-35-1

Cen­trum In­for­ma­cji Kab­ba­lah

www.kab­ba­lah.com

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Wszyst­ko po­wsta­ło z na­sie­nia Ada­ma.

Wszy­scy po­cho­dzi­my od Ada­ma.

(To za­baw­ne, dziś mó­wi­my,

że wszyst­ko za­czę­ło się od ato­mu.)

Przedmowa

Jeśli jest to pierw­sza książ­ka wy­da­na przez Kab­ba­lah Cen­tre, jaką czy­tasz, mile wi­dzia­ne bę­dzie krót­kie wpro­wa­dze­nie. W książ­ce Ciąg dal­szy na­stą­pi… prze­czy­tasz o Ra­vie – jest on moim mę­żem, mym na­uczy­cie­lem, a za­ra­zem moją brat­nią du­szą. Gdy jego na­uczy­ciel Rav Bran­dwe­in zmarł w 1969 roku, od­po­wie­dzial­ność za kie­ro­wa­nie Kab­ba­lah Cen­tre zo­sta­ła po­wie­rzo­na mo­je­mu mę­żo­wi. Kab­ba­lah to wy­wo­dzą­ca się ze sta­ro­żyt­no­ści du­cho­wa mą­drość, we­dług tra­dy­cji wła­ści­wa star­szym ran­gą uczo­nym. Jed­nak wspól­nie z Ra­vem otwo­rzy­li­śmy drzwi Kab­ba­lah dla wszyst­kich lu­dzi na świe­cie, nie­za­leż­nie od ich wie­ku, płci czy przy­na­leż­no­ści re­li­gij­nej; dla wszyst­kich, któ­rzy pra­gną zgłę­bić jej ta­jem­ni­ce. Choć mój zwią­zek z Ra­vem wy­da­wał się mało praw­do­po­dob­ny – po­cho­dzę ze świec­kiej, ale udu­cho­wio­nej ro­dzi­ny, a Rav z or­to­dok­syj­nej – to łą­czą­ca nas wy­jąt­ko­wa więź stwo­rzy­ła pod­sta­wę Kab­ba­lah Cen­tre, któ­re dziś mo­żesz zo­ba­czyć: otwar­te fo­rum dla osób jesz­cze nie­wta­jem­ni­czo­nych w za­kres Kab­ba­lah, lecz pra­gną­cych zgłę­bić jej ta­jem­ni­ce i od­na­leźć miej­sce, w któ­rym mogą to czy­nić bez by­cia osą­dza­nym czy ogra­ni­cza­nym.

W Kab­ba­lah Cen­tre stu­diu­je­my i sto­su­je­my na­uki Rava Iza­aka Lu­rii, zna­ne­go rów­nież jako Ari lub Lew z Sa­fe­du, jed­ne­go z naj­wy­bit­niej­szych ka­ba­li­stów w hi­sto­rii. Jest on au­to­rem 18-to­mo­we­go kla­sycz­ne­go dzie­ła Ki­tvei Ha­Ari (Pi­sma Arie­go), w któ­rym do­ko­nu­je in­ter­pre­ta­cji, syn­te­zy i sys­te­ma­ty­za­cji naukZo­ha­ru, świę­te­go tek­stu za­wie­ra­ją­ce­go głę­bo­kie tre­ści; tek­stu, któ­ry sta­no­wi esen­cję Kab­ba­lah. Co cie­ka­we, sam Ari na­pi­sał za­le­d­wie nie­wiel­ką część dzie­ła. Prze­ka­za­ne ust­nie na­uki Arie­go zo­sta­ły ze­bra­ne przez jego ucznia Rava Cha­ima Vi­ta­la, któ­ry opra­co­wał je i spi­sał. W mo­jej książ­ce Ciąg dal­szy na­stą­pi… będę bar­dzo czę­sto czer­pać z lu­riań­skich mą­dro­ści, a zwłasz­cza z tomu zna­ne­go jako Bra­my Re­in­kar­na­cji.

Je­śli jest to Twój pierw­szy kon­takt z nami, pra­gnę za­pro­sić Cię do wzię­cia udzia­łu w ni­niej­szej ka­ba­li­stycz­nej dys­ku­sji o re­in­kar­na­cji. Moją na­dzie­ją jest, aby wszyst­ko, co tu znaj­dziesz, było źró­dłem bez­po­śred­nich ko­rzy­ści dla Cie­bie i in­spi­ra­cją do dal­sze­go zgłę­bia­nia ta­jem­nic Kab­ba­lah.

Wprowadzenie:Czy sprawiedliwość istnieje?

Pewien uczeń przy­cho­dzi do swo­je­go na­uczy­cie­la i pyta: „Na­uczy­cie­lu, po­wiedz mi, czy spra­wie­dli­wość ist­nie­je na tym świe­cie? Czy je­dy­nie sys­tem ze­msty: oko za oko, ząb za ząb?”

Na­uczy­ciel od­po­wia­da sło­wa­mi: „Idź ju­tro na plac w mie­ście i ob­ser­wuj to, co się tam dzie­je. Na­stęp­nie wróć i po­dziel się ze mną swo­imi prze­my­śle­nia­mi”.

Na­stęp­ne­go dnia uczeń uda­je się więc do mia­sta i znaj­du­je dys­kret­ne miej­sce do ob­ser­wa­cji bie­gu wy­da­rzeń. Wi­dzi męż­czy­znę, któ­ry pod­cho­dzi do ław­ki znaj­du­ją­cej się w nie­wiel­kim par­ku na środ­ku pla­cu mia­sta. Męż­czy­zna wsu­wa ogrom­ną wa­liz­kę pod ław­kę i otwie­ra ga­ze­tę. Jed­nak­że kie­dy do­strze­ga prze­cho­dzą­ce­go tuż obok zna­jo­me­go, pod­ry­wa się z ław­ki i przy­łą­cza do nie­go, po­zo­sta­wia­jąc swo­ją wa­liz­kę i ga­ze­tę.

Chwi­lę po­tem po­ja­wia się inny męż­czy­zna. Sia­da na ław­ce, do­strze­ga wa­liz­kę, po czym otwie­ra ją. Jego źre­ni­ce roz­sze­rza­ją się, kie­dy za­uwa­ża, że wa­liz­ka jest peł­na pie­nię­dzy. Roz­glą­da się pręd­ko do­ko­ła i wi­dzi, że w po­bli­żu nie ma ni­ko­go. Po­śpiesz­nie pa­ku­je więc za­war­tość wa­liz­ki do swo­je­go ple­ca­ka, a na­stęp­nie kop­nię­ciem wsu­wa wa­liz­kę z po­wro­tem pod ław­kę i ucie­ka ze świe­żo zna­le­zio­nym bo­gac­twem.

Po chwi­li po­ja­wia się trze­ci męż­czy­zna i sia­da na tej sa­mej ław­ce; od­chy­la się wy­god­nie, aby na­cie­szyć się pięk­nym dniem. Pierw­szy męż­czy­zna wra­ca i mówi: „Co pan zro­bił z moją wa­liz­ką?”.

„Nie za­uwa­ży­łem żad­nej wa­liz­ki” – od­po­wia­da trze­ci męż­czy­zna.

„O czym pan mówi? Jest tu­taj, pod ław­ką, a za­trza­ski są otwar­te. Co pan zro­bił z mo­imi pie­niędz­mi?”.

Wkrót­ce sprzecz­ka prze­ra­dza się w bój­kę. Pierw­szy męż­czy­zna moc­no oka­le­cza nie­for­tun­ne­go przy­by­sza, lecz nie do­wia­du­je się ni­cze­go wię­cej o swych skra­dzio­nych pie­nią­dzach. Wresz­cie, wy­czer­pa­ny i znie­sma­czo­ny, od­cho­dzi.

Tego sa­me­go dnia wie­czo­rem uczeń wra­ca do swo­je­go na­uczy­cie­la i opo­wia­da mu o tym, co za­ob­ser­wo­wał. „Jaki więc mo­żesz wy­cią­gnąć z tego wnio­sek?” – pyta na­uczy­ciel. Uczeń od­po­wia­da: „Po tym, co zo­ba­czy­łem, mogę je­dy­nie stwier­dzić, że nie ma cze­goś ta­kie­go jak spra­wie­dli­wość”.

„Masz oczy, a nie wi­dzisz! – mówi na­uczy­ciel. – W po­przed­nim ży­ciu pierw­szy i dru­gi męż­czy­zna byli biz­ne­so­wy­mi part­ne­ra­mi. Pierw­szy z nich ukradł dru­gie­mu for­tu­nę; do­pie­ro te­raz dru­gi męż­czy­zna od­zy­sku­je to, co zo­sta­ło mu za­bra­ne”.

„Ro­zu­miem – od­po­wia­da uczeń. – Ale co z trze­cim męż­czy­zną? Dla­cze­go zo­stał po­bi­ty?”.

„Kie­dy ci dwaj part­ne­rzy biz­ne­so­wi uda­li się do sądu, aby roz­strzy­gnąć spra­wę, ten trze­ci męż­czy­zna był ich sę­dzią, któ­ry nie­spra­wie­dli­wie sta­nął po stro­nie pierw­sze­go z męż­czyzn”.

Je­śli po­strze­ga­my świat bez zro­zu­mie­nia re­in­kar­na­cji, czę­sto wy­da­je się nam (po­dob­nie jak temu ucznio­wi), że ży­cie jest nie­spra­wie­dli­we. Jed­nak ta hi­sto­ria uwy­dat­nia głęb­szą praw­dę: cho­ciaż spra­wie­dli­wość może nie być wy­mie­rza­na od razu, lub też może nie być oczy­wi­sta, i tak w koń­cu zwy­cię­ży. Kar­ma – rów­no­wa­ga po­mię­dzy na­szy­mi czy­na­mi a ich kon­se­kwen­cja­mi, mię­dzy przy­czy­ną a skut­kiem – musi być za­cho­wa­na. Trze­ba je­dy­nie pa­mię­tać, że zrów­no­wa­że­nie kar­my może za­brać dużo cza­su. Mo­że­my nie do­cze­kać tego w obec­nym ży­ciu lub mo­że­my dzi­siaj do­świad­czyć kar­my z po­przed­nich wcie­leń. Ale w żad­nym z tych przy­pad­ków nie zdo­ła­my praw­dzi­wie okre­ślić, co się dzie­je, je­śli nie weź­mie­my pod uwa­gę re­in­kar­na­cji.

Gdy­by­śmy żyli, po­sia­da­jąc cał­ko­wi­tą wie­dzę o re­in­kar­na­cji i kar­mie, by­li­by­śmy w peł­ni świa­do­mi zna­cze­nia na­szych czy­nów i po­zby­li­by­śmy się uczu­cia by­cia ofia­rą w cha­otycz­nym, ka­pry­śnym świe­cie. Ży­cie na­bra­ło­by więk­sze­go sen­su i by­ło­by nie­skoń­cze­nie bar­dziej sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ce.

Po­dróż du­szy

Lu­dzie umie­ra­ją, a ich cia­ła się roz­kła­da­ją. Jak wy­ni­ka z pierw­szej za­sa­dy ter­mo­dy­na­mi­ki, ener­gię moż­na je­dy­nie prze­twa­rzać, nie da się jej stwo­rzyć lub uni­ce­stwić. W na­szym fi­zycz­nym świe­cie rze­czy nie zni­ka­ją ot, tak po pro­stu. Woda wy­pa­ro­wu­je, ale po­wra­ca do gle­by w po­sta­ci desz­czu. Góry za­mie­nia­ją się w ska­ły, a te z ko­lei w pia­sek. Na­wet śmierć sama w so­bie nie może przy­czy­nić się do za­ni­ku ener­gii, za­tem nie jest ona osta­tecz­nym za­koń­cze­niem ży­cia.

Co wię­cej, źró­dło na­sze­go ist­nie­nia – du­sza – nie jest na­wet czę­ścią na­sze­go fi­zycz­ne­go cia­ła. Po­myśl o fi­li­żan­ce i znaj­du­ją­cej się w niej wo­dzie. Obie ma­te­rie współ­ist­nie­ją, ale woda nie jest czę­ścią fi­li­żan­ki. Je­śli wy­le­jesz wodę z fi­li­żan­ki, za­rów­no ja­kość, jak i struk­tu­ra wody nie zmie­nią się. Cia­ło rów­nież jest ta­kim po­jem­ni­kiem, od­ręb­nym od du­szy, dla któ­rej sta­no­wi dom. Tak więc, gdy ktoś umie­ra, iskra świę­tej ener­gii, któ­rą jest na­sza du­sza, nie ga­śnie wraz ze śmier­cią cia­ła da­nej oso­by. Wra­ca do swo­je­go źró­dła, do Stwór­cy. Po czym, po przej­ściu przez pro­ces du­cho­we­go oczysz­cze­nia, du­sza ma moż­li­wość zna­le­zie­nia no­we­go po­jem­ni­ka, w któ­rym spę­dzi ko­lej­ne wcie­le­nie.

Po­dróż każ­dej du­szy po śmier­ci jest nie­po­wta­rzal­na, ale nie­mal wszyst­kie du­sze prze­cho­dzą pro­ces oczysz­cze­nia w miej­scu, któ­re ka­ba­li­ści na­zy­wa­ją „Ge­he­nom”. To pie­kło, jak opi­su­je Zo­har, nie jest ta­kim pie­kłem, któ­re za­zwy­czaj so­bie wy­obra­ża­my: nie ma w nim ognia ani siar­ki, ani żad­nych dia­błów, wi­deł lub udrę­czo­nych dusz. Nie ma ono na­wet sta­łej lo­ka­li­za­cji. Przy­po­mi­na ra­czej tym­cza­so­wą pral­nię sa­mo­ob­słu­go­wą; miej­sce, w któ­rym du­sze pra­ne są do czy­sta – oprócz tych, któ­re opusz­cza­ją swe cia­ła w dniu sza­ba­tu. Z uwa­gi na wy­jąt­ko­wą ener­gię mi­ło­sier­dzia, w jaką ob­fi­tu­je sza­bat, te du­sze nie prze­cho­dzą przez taki sam pro­ces.

Dla­cze­go du­sza od­ra­dza się wie­lo­krot­nie w róż­nych wcie­le­niach? Po­nie­waż ma za za­da­nie po­brać po­ucza­ją­ce i głę­bo­kie lek­cje. W jed­nym wcie­le­niu du­sza może prze­ja­wiać po­trze­bę na­uki o by­ciu bo­ga­tym, w ko­lej­nym zaś o by­ciu bied­nym. Może mieć po­trze­bę po­zna­nia siły lub sła­bo­ści, zło­ści lub współ­czu­cia, pięk­na lub brzy­do­ty. Z każ­dym wcie­le­niem du­sza po­wra­ca do fi­zycz­ne­go świa­ta, aby po­pra­wić swój inny aspekt. Dzię­ki temu na nowo gro­ma­dzi iskry Świa­tła, a wraz z nimi czę­ści swo­jej ukła­dan­ki. W na­stęp­nym roz­dzia­le opi­szę, w jaki spo­sób na­sze ży­cia two­rzą ukła­dan­kę i jak osta­tecz­nie, w chwi­li, gdy du­sza jest już ca­ło­ścią, po­wra­ca ona do źró­dła wszel­kie­go Świa­tła – do Stwór­cy.

Ko­rzy­sta­jąc z kon­cep­cji re­in­kar­na­cji jako prze­wod­ni­ka, ni­niej­sza książ­ka po­mo­że Ci od­kryć, że ce­lem Two­je­go ży­cia, z punk­tu wi­dze­nia Kab­ba­lah, jest wnie­sie­nie wkła­du do od­kryw­czej po­dró­ży Two­jej du­szy. Dal­sza część książ­ki po­dzie­lo­na zo­sta­ła na trzy czę­ści. Z czę­ści pierw­szej do­wiesz się o dy­na­mi­ce re­in­kar­na­cji, jak i dla­cze­go do niej do­cho­dzi. W dru­giej czę­ści od­kry­jesz, dla­cze­go ży­cio­we wy­zwa­nia sta­no­wią klu­czo­wą część po­dró­ży na­szej du­szy. Ostat­nia, trze­cia część, do­star­czy Ci prak­tycz­nych na­rzę­dzi opar­tych na sta­ro­żyt­nej mą­dro­ści Kab­ba­lah, w tym wy­ja­śni, czym są anio­ły, astro­lo­gia ka­bli­stycz­na oraz śla­dy mi­nio­nych wcie­leń, któ­re moż­na zna­leźć wy­ry­te na na­szych twa­rzach i dło­niach. Na­rzę­dzia te po­mo­gą Ci do­szu­kać się naj­waż­niej­szych wzor­ców w Two­im ży­ciu. W mia­rę tego, jak sta­jesz się co­raz bar­dziej świa­do­my du­cho­wych me­cha­ni­zmów dzia­ła­nia re­in­kar­na­cji, mo­żesz uży­wać tych na­rzę­dzi, aby od­kryć po­wód, dla któ­re­go je­steś tu­taj w obec­nym wcie­le­niu. Póź­niej, bo­gat­szy w tę wie­dzę, mo­żesz spo­żyt­ko­wać całą swą ener­gię na to, by po­móc swo­jej du­szy w od­by­ciu tej okre­ślo­nej po­dró­ży, któ­rą du­sza musi ukoń­czyć, za­nim po­now­nie po­łą­czy się ze Stwór­cą.

Część IUkładanka

Rozdział 1Nasza układanka

Stwór­ca każ­de­mu z nas daje du­szę, któ­rą lu­bię po­rów­ny­wać do ukła­dan­ki skła­da­ją­cej się z ty­się­cy ele­men­tów. Na­szym za­da­niem jest w cią­gu wie­lu wcie­leń uło­żyć wszyst­kie jej czę­ści tak, aby na nowo sta­no­wi­ły jed­ną ca­łość. Za­nim po­ja­wia­my się na świe­cie – kie­dy jesz­cze sta­no­wi­my jed­ność ze Stwór­cą – po­ka­zu­je On nam, jak wy­glą­da na­sza du­sza: ni­czym ukła­dan­ka ze wszyst­ki­mi ele­men­ta­mi we wła­ści­wych miej­scach. Tam, w nie­bie, gdzie praw­da Stwór­cy nie jest ni­czym prze­sło­nio­na, do­wia­du­je­my się, że je­dy­nie w ludz­kim cie­le mo­że­my kon­ty­nu­ować ukła­da­nie na­szych puz­zli oraz po­skła­dać tę część w ca­łość, któ­ra osta­tecz­nie musi po­wró­cić do Stwór­cy. Wów­czas mo­że­my zo­ba­czyć, co jesz­cze po­zo­sta­je do po­pra­wy w na­szej ukła­dan­ce. To pra­ca, któ­ra na­da­je cel i zna­cze­nie licz­nym wcie­le­niom na­szej du­szy, a tak­że i temu obec­ne­mu.

Kie­dy przy­cho­dzi­my na świat, kie­dy to na­sze du­sze zo­sta­ją ob­ja­wio­ne ziem­skie­mu świa­tu, nie mo­że­my już uj­rzeć po­now­nie tej uło­żo­nej ta­fli ukła­dan­ki ob­ra­zu­ją­cej na­szą du­szę. Wi­dzi­my je­dy­nie jej frag­men­ty, któ­re sami, po omac­ku, mu­si­my do­pa­so­wać. Za­tem roz­po­czy­na­my na­szą dro­gę, w pierw­szej ko­lej­no­ści wy­ty­cza­jąc ramy ukła­dan­ki: mat­kę, ojca, ro­dzeń­stwo, mę­żów, żony, dzie­ci (lub też brak tych osób). Pa­su­ją­ce do sie­bie skraj­ne ele­men­ty dają nam ogól­ny za­rys ukła­dan­ki. Wte­dy jed­nak przy­cho­dzi czas na wy­peł­nie­nie jej środ­ka, co sta­no­wi znacz­nie trud­niej­sze za­da­nie, gdyż nie zna­my prze­cież jesz­cze opo­wie­ści, któ­ra łą­czy wszyst­kie te ele­men­ty w ca­łość. Na­szą mi­sją jest za­tem jej od­kry­cie.

Nie­kie­dy znaj­du­je­my ele­ment, któ­ry w pierw­szej chwi­li wy­da­je się pa­so­wać w da­nym miej­scu, lecz póź­niej oka­zu­je się, że być może był nie­wła­ści­wy. Czy nie to samo dzie­je się w na­szym ży­ciu? Po­zor­nie ide­al­ny zwią­zek, któ­ry się roz­pa­da? Ka­rie­ra, dla któ­rej po­świę­ci­li­śmy lata przy­go­to­wań, nie czy­ni nas szczę­śli­wy­mi, gdyż po pro­stu nie jest od­po­wied­nia dla nas? Jak za­tem pra­wi­dło­wo za­brać się do ukła­da­nia tych puz­zli? Naj­pierw mu­si­my zro­zu­mieć, że ta wła­śnie pra­ca jest po­wo­dem, dla któ­re­go ży­je­my w tym wcie­le­niu, a na­stęp­nie po­świę­cić jej każ­dą mi­nu­tę i nie po­zwo­lić, by na­sze za­an­ga­żo­wa­nie choć na chwi­lę osła­bło. Bo ży­cie jest za­an­ga­żo­wa­niem. Bu­dzi­my się rano i mamy do czy­nie­nia z ludź­mi wo­kół nas. Pie­lę­gnu­je­my kon­tak­ty biz­ne­so­we. Roz­ko­szu­je­my się mi­ło­ścią i przy­jaź­nią. Na na­szej dro­dze spo­tka­my lu­dzi, któ­rzy nie roz­pa­lą w nas en­tu­zja­zmu, a po­mi­mo to bę­dzie­my pod­trzy­my­wać z nimi re­la­cje. Za­rów­no te, jak i inne for­my za­an­ga­żo­wa­nia – mniej­sze­go lub więk­sze­go – to ele­men­ty ukła­dan­ki, któ­re two­rzą isto­tę na­sze­go ży­cia.

Kie­dy pa­trzy­my na na­sze ży­cie jak na zbiór ele­men­tów ukła­dan­ki, za­czy­na­my uczyć się, jak ra­dzić so­bie w trud­nych sy­tu­acjach. Nie­daw­no mój przy­ja­ciel po­wie­dział mi, że był na ko­la­cji z kimś, kto stwier­dził: „Ka­ren Berg? Cóż za okrop­na oso­ba!”. Uwa­gi tego typu po­ja­wia­ły się po­now­nie, wy­peł­nia­jąc ich wspól­nie spę­dzo­ny czas. Kie­dy mój przy­ja­ciel po­dzie­lił się ze mną tą hi­sto­rią, mo­głam zde­ner­wo­wać się i po­wie­dzieć: „Jak on mógł mó­wić ta­kie rze­czy?”. Za­miast tego, uświa­do­mi­łam so­bie, że to do­świad­cze­nie też jest czę­ścią mo­jej ukła­dan­ki. To tyl­ko je­den ele­ment spo­śród wie­lu. I wca­le nie musi mnie okre­ślać, choć chcę użyć go, aby do­wie­dzieć się cze­goś o so­bie, aby zo­ba­czyć, jak ten ele­ment pa­su­je do więk­sze­go ob­ra­zu, ja­kim jest moje ży­cie.

Jest rów­nież hi­sto­ria o kró­lu Da­wi­dzie, któ­ra na­świe­tla po­dob­ne do­świad­cze­nie. Kie­dy król Da­wid był w po­dró­ży, pe­wien czło­wiek o imie­niu Kas­bi prze­klął go. Kró­lew­scy żoł­nie­rze zbli­ży­li się do nie­go, by go uka­rać, lecz król wte­dy rzekł: „Je­śli on mnie prze­kli­na, za­słu­gu­ję na to”. Mó­wiąc tak, miał na my­śli, że je­śli ist­nie­je w na­szym ży­ciu coś, co sta­no­wi wy­zwa­nie lub trud­ność, jak na przy­kład su­ro­wy oj­ciec, nie­uczci­wy współ­pra­cow­nik, po­waż­na cho­ro­ba czy oso­ba, któ­ra źle się o nas wy­po­wia­da – to też na­le­ży do nas (to jest to, na co za­słu­gu­je­my), gdyż w pe­wien spo­sób wpi­su­je się w wiel­ki plan, któ­ry na­sza du­sza ma za za­da­nie od­kryć. Nic nie jest przy­pad­ko­we: wszyst­ko, co dzie­je się wo­kół, ma udzie­lić nam lek­cji lub prze­ka­zać wia­do­mość. Do­słow­nie wszyst­ko.

Je­śli na prze­strze­ni licz­nych wcie­leń na­sza du­sza zdo­ła w koń­cu zro­zu­mieć wszyst­kie te lek­cje i po­skła­da ukła­dan­kę z po­wro­tem w ca­łość, wte­dy zwró­ci całe Świa­tło tam, gdzie ono na­le­ży – do Stwór­cy, do Źró­dła Wszel­kie­go Świa­tła. Wszyst­kie te frag­men­ty, ele­men­ty ukła­dan­ki, po­łą­czą się na nowo po prze­ży­ciu do­sta­tecz­nej licz­by żyć we wcie­le­niach na­zna­czo­nych in­ten­syw­ną pra­cą, przez sta­wia­nie czo­ła wy­zwa­niom, przed któ­ry­mi sto­imy: to wła­śnie sta­no­wi nasz cel, dla któ­re­go je­ste­śmy tu, na zie­mi.

Rozdział 2Czy reinkarnacjato czary-mary?

Nie je­stem tu po to, aby przed­sta­wiać ar­gu­men­ty po­twier­dza­ją­ce re­in­kar­na­cje. Wolę po­dzie­lić się z Tobą tym, co Kab­ba­lah ma do po­wie­dze­nia na te­mat re­in­kar­na­cji, wie­dząc, że ta wła­śnie mą­drość może po­móc wszyst­kim nam po­ko­nać prze­szko­dy, ja­kie na­po­ty­ka­my każ­de­go dnia. Praw­dą jest, że z ka­ba­li­stycz­ne­go punk­tu wi­dze­nia nie ma kom­plek­so­wej ar­gu­men­ta­cji na po­twier­dze­nie re­in­kar­na­cji. Re­in­kar­na­cja jest po pro­stu ży­cio­wym fak­tem. Ko­niec hi­sto­rii.

W dzie­le Bra­my Re­in­kar­na­cji Rav Iza­ak Lu­ria „Ari” opi­su­je róż­ne wcie­le­nia na­szych pa­triar­chów i mę­dr­ców – Ada­ma, Ja­ku­ba, Eza­wa, Moj­że­sza, Iza­aka – jak rów­nież po­wo­dy ich re­in­kar­na­cji, cze­go mie­li za za­da­nie się na­uczyć i co mu­sie­li po­pra­wić. Od sa­me­go Arie­go do­wia­du­je­my się, że był on iskrą Rava Szy­mo­na bar Yochai, au­to­ra Zo­ha­ru. Ari po­świę­ca ten je­den tom na wy­ja­śnie­nie naj­głęb­szych ta­jem­nic du­szy, w tym jak i dla­cze­go mo­że­my od­ra­dzać się jako zwie­rzę­ta, a na­wet nie­oży­wio­ne przed­mio­ty, ta­kie jak ka­mie­nie.

Po­mi­mo ka­ba­li­stycz­ne­go prze­ko­na­nia, że re­in­kar­na­cja jest pew­ni­kiem, nie­któ­rzy lu­dzie po­strze­ga­ją ją jako cza­ry-mary. Jed­nak bez uzna­nia tego pro­ce­su więk­szość z nas prze­cho­dzi przez ży­cie po omac­ku, ni­czym we śnie. Bu­dzi­my się, idzie­my do pra­cy, do szko­ły, wra­ca­my do domu, jemy, oglą­da­my te­le­wi­zję, kła­dzie­my się spać… i do­kład­nie to samo po­wta­rza­my na­stęp­ne­go dnia. Ogra­ni­cze­nie się je­dy­nie do in­for­ma­cji uzy­ska­nych za po­śred­nic­twem na­szych pię­ciu zmy­słów unie­moż­li­wia nam do­strze­że­nie głęb­sze­go zna­cze­nia ży­cia w da­nej chwi­li. Dla­te­go tak wie­lu z nas ma po­czu­cie, iż ży­cie jest czymś, co przy­tra­fia się nam lo­so­wo, jed­ne­go dnia przy­no­sząc ra­dość, a ko­lej­ne­go tra­gicz­ne wy­da­rze­nie. Po­dob­nie jak ten uczeń, któ­ry udał się na plac w mie­ście, nie za­uwa­ża­my, w jaki spo­sób po­szcze­gól­ne wy­da­rze­nia ma­ją­ce miej­sce w obec­nym wcie­le­niu wią­żą się ze zda­rze­nia­mi z po­przed­nie­go ży­cia. Kie­dy już zdo­ła­my zro­zu­mieć me­cha­ni­zmy rzą­dzą­ce re­in­kar­na­cją, po­zor­nie przy­pad­ko­we sy­tu­acje na­gle na­bie­ra­ją no­we­go zna­cze­nia.

Czę­sto, gdy pro­wa­dzi­my sa­mo­chód, ga­wę­dząc z na­szym pa­sa­że­rem, je­ste­śmy za­sko­cze­ni, że już do­tar­li­śmy na miej­sce. Gdy nie zwra­ca­my na coś uwa­gi, ste­ru­je nami au­to­ma­tycz­ny pi­lot. To samo do­ty­czy in­nych aspek­tów na­sze­go ży­cia, kie­dy to po­stę­pu­je­my we­dług do­brze nam zna­nych sche­ma­tów my­śle­nia i dzia­ła­nia, bez za­sta­na­wia­nia się nad tym, co w da­nej chwi­li ro­bi­my.

Za­wsze do­brze jest wy­ty­czać so­bie nowe ścież­ki, zwłasz­cza gdy sta­je­my się co­raz star­si. Nowe my­śli two­rzą nowe po­łą­cze­nia mię­dzy neu­ro­na­mi w mó­zgu, po­zwa­la­ją nam za­cho­wać czuj­ność i lot­ność umy­słu oraz zdol­ność kre­atyw­ne­go my­śle­nia. Bez no­wych ście­żek mózg z cza­sem na­bie­ra ten­den­cji do tra­ce­nia cen­nych funk­cji, po­dob­nie jak inne na­rzą­dy, mię­śnie, wią­za­dła czy ko­ści, któ­rych nie po­bu­dza­my do pra­cy. To samo do­ty­czy rów­nież stro­ny du­cho­wej.

Roz­waż do­świad­cze­nia astro­nau­tów. O ile da­lej mo­gli­by jesz­cze wyjść poza swo­ją stre­fę kom­for­tu? Nie­mniej przez zna­le­zie­nie się w su­ro­wych wa­run­kach pa­nu­ją­cych we Wszech­świe­cie – po wy­rwa­niu się z ziem­skiej stre­fy kom­for­tu – po­wra­ca­ją głę­bo­ko od­mie­nie­ni. Ka­ba­li­sta mógł­by po­wie­dzieć, że po­dróż w prze­strzeń ko­smicz­ną po­wo­du­je, iż astro­nau­ci czer­pią z du­cho­we­go źró­dła, łą­czą się ni­czym pę­po­wi­na ze stru­mie­niem Świa­tła Stwór­cy. Jak w nie­bie, tak i na zie­mi. Nie­któ­rzy twier­dzą, że ta du­cho­wa pę­po­wi­na, stwo­rzo­na z ener­gii, owo tchnie­nie ży­cia Stwór­cy, umoż­li­wia prze­pływ Świa­tła do na­sze­go świa­ta, wy­peł­nia­jąc nim każ­dy atom, czą­stecz­kę i ko­mór­kę na Zie­mi.

Wszech­świat jest czę­ścią tej pę­po­wi­ny. Kie­dy po­dró­żu­je­my w prze­strze­ni ko­smicz­nej, łą­czy­my się ze Świa­tłem i chcąc nie chcąc, po­wra­ca­my już od­mie­nie­ni.

Oczy­wi­ście, nie za­chę­cam Cię do zo­sta­nia astro­nau­tą. Ale pro­szę, abyś za­sta­no­wił się nad tym, że może rze­czy­wi­stość jest inna, niż od za­wsze my­ślisz. W tym wła­śnie du­chu chcia­ła­bym, że­byś cze­goś spró­bo­wał. Za­łóż przez mo­ment, że re­in­kar­na­cja jest fak­tem. Może ozna­czać to chwi­lo­we odło­że­nie na bok ra­cjo­nal­ne­go my­śle­nia. Cho­dzi o to, że­byś po­zwo­lił so­bie za­po­mnieć o tym, co my­ślisz, że wiesz, aby po­bu­dzić Two­ją świa­do­mość. Gdy to zro­bisz, je­stem pew­na, że zo­ba­czysz wie­le zna­ków do­ko­ła po­twier­dza­ją­cych tę zmia­nę.

Do­świad­cze­nia z po­gra­ni­cza ży­cia i śmier­ci

Lu­dzie, któ­rzy otar­li się o śmierć, czę­sto mó­wią rze­czy w sty­lu: „Wi­dzia­łem lu­dzi, któ­rych zna­łem, a któ­rzy już ode­szli, cze­ka­ją­cych na mnie na dru­gim koń­cu tu­ne­lu”. Czę­sto opi­su­ją tak­że sa­mych sie­bie idą­cych w kie­run­ku Świa­tła. Więk­szo­ści z nas nie jest dana moż­li­wość do­świad­cze­nia tego, jak to jest umrzeć i po­wró­cić do ży­cia. Jed­nak lu­dzie, któ­rzy otrzy­ma­li taką szan­sę, mo­gli czer­pać, ni­czym z pę­po­wi­ny, ze stru­mie­nia Świa­tła. W grun­cie rze­czy to Stwór­ca mówi im: „Zwró­ci­łem Ci ży­cie, po­nie­waż wciąż masz swo­ją mi­sję do wy­peł­nie­nia”. Więk­szość z nas musi cze­kać na wła­sne ko­lej­ne wcie­le­nie, aby kon­ty­nu­ować swo­ją du­cho­wą mi­sję, jed­nak ci bar­dzo nie­licz­ni, któ­rzy byli bli­scy śmier­ci, do­sta­li dru­gą szan­sę w tym sa­mym wcie­le­niu. Pe­wien uzdro­wi­ciel, któ­re­go znam, pra­co­wał kie­dyś jako in­ży­nier w du­żej kor­po­ra­cji. Zmarł pod­czas pro­ce­du­ry me­dycz­nej, a kie­dy opusz­czał swo­je cia­ło, usły­szał gło­sy z nie­ba mó­wią­ce: „Przy­wró­ci­my cię świa­tu. Ale tyl­ko po to, że­byś po­ma­gał in­nym. Do­sta­jesz szan­sę, abyś mógł spo­żyt­ko­wać dany ci dar uzdra­wia­nia”. Każ­dy ma moc ule­cze­nia sa­me­go sie­bie, a może na­wet i in­nych, lecz ten męż­czy­zna zo­stał ob­da­rzo­ny cu­dow­nym da­rem uzdra­wia­nia. Po­wie­dzia­no mu: „Te­raz wra­casz, aby użyć tego daru”. I zro­bił to.

Zna­mio­na i wady wro­dzo­ne

Dr Ian Ste­ven­son, pro­fe­sor psy­chia­trii na Uni­wer­sy­te­cie Wir­gi­nia, na­le­ży do czo­łów­ki świa­to­wych ba­da­czy re­in­kar­na­cji. W la­tach 1966-1971 dużo po­dró­żo­wał po świe­cie i zgro­ma­dził po­nad 2600 zgło­szo­nych przy­pad­ków lu­dzi ma­ją­cych wspo­mnie­nia z po­przed­nich wcie­leń. Więk­szość z tych osób sta­no­wi­ły małe dzie­ci. Dr Ste­ven­son opu­bli­ko­wał te ba­da­nia w swo­jej książ­ce Chil­dren Who Re­mem­ber Pre­vio­us Li­ves: A Qu­estion of Re­in­car­na­tion1. Wie­le z tych dzie­ci po­cho­dzi­ło z bud­dyj­skich i hin­du­istycz­nych kra­jów Azji Po­łu­dnio­wej, z szy­ic­kie­go Li­ba­nu i Tur­cji, z ple­mion za­miesz­ku­ją­cych Afry­kę Za­chod­nią oraz z pół­noc­no-za­chod­niej Ame­ry­ki.

Dr Ste­ven­son gro­ma­dził szcze­gó­ło­we in­for­ma­cje ze wspo­mnień dzie­ci, a na­stęp­nie do­pa­so­wy­wał je do da­nych do­ty­czą­cych ich po­przed­niej toż­sa­mo­ści, któ­rą twier­dzi­ły, że mia­ły – ich ro­dzin, miejsc za­miesz­ka­nia, przy­czyn śmier­ci. Sku­pił swo­ją uwa­gę na dzie­ciach, po­nie­waż nie były one zdol­ne do wy­my­śle­nia aż tak wie­lu szcze­gó­łów z po­przed­nie­go ży­cia (lub też, jak ujął­by to Rav, nie były ska­żo­ne do­ro­sło­ścią, tj. po­zo­sta­wa­ły jesz­cze bli­sko do­świad­czeń z prze­szło­ści). Ste­ven­son wie­rzył, że szcze­gól­nie trau­ma zwią­za­na z prze­mo­cą i śmierć w jed­nym ży­ciu, po­zo­sta­wia­ją fi­zycz­ne śla­dy w ko­lej­nym. Zi­den­ty­fi­ko­wał po­nad 40 przy­pad­ków dzie­ci i kil­ka osób do­ro­słych twier­dzą­cych, że zmar­li śmier­cią tra­gicz­ną w po­przed­nich wcie­le­niach i mie­li zna­mio­na w oko­li­cach ran, któ­re bez­po­śred­nio przy­czy­ni­ły się do ich śmier­ci. W swo­jej wie­lo­to­mo­wej książ­ce Re­in­car­na­tion and Bio­lo­gy: A Con­tri­bu­tion to the Etio­lo­gy of Bir­th­marks and Birth De­fects2 Ste­ven­son wy­szcze­gól­nił ba­da­nia po­świę­co­ne zna­mio­nom i wa­dom wro­dzo­nym.

Ste­ven­son opi­sał tak­że nie­zwy­kle in­te­re­su­ją­ce do­świad­cze­nia Jef­freya Ke­ene’a, któ­ry był za­stęp­cą ko­men­dan­ta stra­ży po­żar­nej w We­st­port, w sta­nie Con­nec­ti­cut. W dniu swo­ich 30-tych uro­dzin na­gle do­padł go upo­rczy­wy i na­si­la­ją­cy się ból szczę­ki. Na izbie przy­jęć prze­pro­wa­dzo­no sze­reg ba­dań, jed­nak le­ka­rzom nie uda­ło się okre­ślić źró­dła bólu. Osta­tecz­nie ból mi­nął. Ko­niec tej hi­sto­rii? Nie­zu­peł­nie.

Ja­kieś 14 lat póź­niej, kie­dy Ke­ene był na wa­ka­cjach, za­trzy­mał się w Sharps­bur­gu, w sta­nie Ma­ry­land, w miej­scu, gdzie w cza­sie woj­ny se­ce­syj­nej sto­czo­no bi­twę o An­tie­tam. Czuł się tak, jak­by pole bi­twy na­wo­ły­wa­ło go. Kie­dy spa­ce­ro­wał w oko­li­cy Sun­ken Road, coś wy­wo­ła­ło u nie­go sil­ną re­ak­cję emo­cjo­nal­ną i fi­zycz­ną, któ­rą opi­su­je w swo­jej książ­ce So­me­one Else’s Yester­day. The Con­fe­de­ra­te Ge­ne­ral and Con­nec­ti­cut Yan­kee: A Past Life Re­ve­aled3.

Fala żalu, smut­ku i gnie­wu prze­peł­ni­ła mnie ca­łe­go. Bez ja­kie­go­kol­wiek ostrze­że­nia, ni stąd „ni zo­wąd po­chło­nę­ły mnie dziw­ne do­zna­nia. Pa­lą­ce łzy spły­wa­ły po mych po­licz­kach. Nie mo­głem od­dy­chać. Z tru­dem ła­pa­łem po­wie­trze, sto­jąc zu­peł­nie spa­ra­li­żo­wa­ny w sta­rym ko­ry­cie dro­gi. Po dzi­siej­szy dzień nie je­stem w sta­nie po­wie­dzieć, jak dłu­go to trwa­ło, ale gdy tyl­ko wszyst­kie te uczu­cia, to emo­cjo­nal­ne prze­cią­że­nie ustą­pi­ło, po­czu­łem się wy­czer­pa­ny, tak jak­bym przed chwi­lą prze­biegł ma­ra­ton…

Ke­ene nie ro­zu­miał, dla­cze­go do­świad­czył ta­kich do­znań, ale przed opusz­cze­niem Sharps­bur­ga ku­pił cza­so­pi­smo trak­tu­ją­ce o cza­sach woj­ny se­ce­syj­nej, w któ­rym opi­sa­no bi­twę o An­tie­tam. Prze­glą­da­jąc pu­bli­ka­cję kart­ka po kart­ce wie­le mie­się­cy póź­niej, na­tknął się na zdję­cie ge­ne­ra­ła Joh­na Gor­do­na, do któ­re­go był za­dzi­wia­ją­co po­dob­ny (na fo­to­gra­fii obok ze­sta­wio­no ich rysy twa­rzy). Jef­frey do­wie­dział się, że ge­ne­rał Kon­fe­de­ra­cji zo­stał cięż­ko ran­ny na Sun­ken Road 17 wrze­śnia 1862 roku pod­czas bi­twy o An­tie­tam – od­niósł rany po­strza­ło­we w pra­wy po­li­czek, czo­ło i pod le­wym okiem. Miał wów­czas 30 lat, czy­li tyle samo co Ke­ene, gdy od­czu­wał ta­jem­ni­czy ból w szczę­ce. Co wię­cej, Ke­ene ma trzy cha­rak­te­ry­stycz­ne zna­mio­na w tych sa­mych miej­scach, w któ­re ge­ne­rał Gor­don zo­stał po­strze­lo­ny. (Zdję­cia po­rów­nu­ją­ce ich twa­rze moż­na zna­leźć w zbio­rach Bi­blio­te­ki Kon­gre­su Sta­nów Zjed­no­czo­nych oraz w Ar­chi­wum Sta­nów Zjed­no­czo­nych.)

Przy­pad­ki ta­kie jak Jef­freya Ke­ene’a po­ka­zu­ją, że kon­kret­ne rysy twa­rzy – na­wet gdy zo­sta­ną znie­kształ­co­ne w wy­ni­ku po­waż­ne­go ura­zu – po­zo­sta­ją nie­zmien­ne w ko­lej­nych wcie­le­niach. Spo­strze­że­nie to su­ge­ru­je, że du­sza wy­świe­tla sza­blon ener­gii, któ­ry na­da­je kształt na­sze­mu cia­łu, a przede wszyst­kim kształ­tu­je rysy twa­rzy. Opo­wiem wię­cej o tym zja­wi­sku w Czę­ści III.

Wspo­mnie­nia o mi­nio­nym ży­ciu i déjà vu

Kie­dy opusz­cza­my ten