Wydawca: Wydawnictwo Św. Stanisława BM Kategoria: Religia i duchowość Język: polski

Chusta Chrystusa. Naukowcy na tropie zmartwychwstania ebook

Michael Hesemann  

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Chusta Chrystusa. Naukowcy na tropie zmartwychwstania - Michael Hesemann

Opinie specjalistów, najnowsze metody badawcze, zakulisowe dysputy i historyczne zagadki – to wszystko znajdziemy w tej książce, której autor szuka nie tyle sensacji, co prawdy.

Jego pełne pasji dochodzenie wskazuje na to, że krwawa chusta czczona od lat w hiszpańskim Oviedo to jedno z płócien odnalezionych w pustym grobie Chrystusa w poranek zmartwychwstania. Relikwia poddana skrupulatnym badaniom za pomocą najnowocześniejszych metod kryminalistycznych wykazuje cechy autentyczności oraz zadziwiająco wiele zgodności z Całunem Turyńskim: plamy krwi na obu płótnach pochodzą niewątpliwie z tych samych ran, a wniosek ten dodatkowo potwierdza fakt, że grupa krwi człowieka, któremu je zadano, jest jednakowa w przypadku obu chust. Na obu płótnach znaleziono też te same pyłki roślinne pochodzące z okolic Jerozolimy. Te i inne zaskakujące wyniki prowadzą do jednoznacznej konkluzji: obie relikwie miały kontakt z martwym ciałem tego samego człowieka – chusta (zwana dziś Sudarium z Oviedo) była owinięta wokół głowy ukrzyżowanego mężczyzny, który w chwilę potem został pochowany w całunie (znanym jako Całun Turyński). Człowiekiem tym musiał być Jezus Chrystus...

Opinie o ebooku Chusta Chrystusa. Naukowcy na tropie zmartwychwstania - Michael Hesemann

Fragment ebooka Chusta Chrystusa. Naukowcy na tropie zmartwychwstania - Michael Hesemann

Michael Hesemann

Chusta Chrystusa

Naukowcy na tropie zmartwychwstania

Tłumaczyła Emilia Skowrońska

Książkę tę dedykuję wszystkim, którzy poszukują ludzkiego oblicza Boga, oraz towarzyszom moich podróży: o. Louisowi i Yuliyi.

Kraków 2013

Tytuł oryginałuDas Bluttuch Christi. Wissenschaftler auf den Spuren der Auferstehung

Zdjęcia © Archiwum Michaela Hesemanna © Centro Español de Sindología (CES) © Juan Manuel Miñarro López © Yuliya Tkachova

RedakcjaJoanna Kocik

Konwersja do epub Adam Urbanik

Korekta Zofia Smęda

Copyright © 2010 by F. A. Herbig Verlagsbuchhandlung GmbH, München Copyright © 2014 by Wydawnictwo św. Stanisława BM

ISBN 987-83-7422-611-0

Wydawnictwo św. Stanisława BM 31-101 Kraków, ul. Straszewskiego 2 tel. 12 429 52 17

Prolog Poranek w Jerozolimie

Jerozolima, prefektura Judei, 9 kwietnia 30 roku

Niedługo nad Górą Oliwną miały rozbłysnąć pierwsze promienie słońca. Niedaleko wspaniałego pałacu Heroda, będącego w owych dniach rezydencją namiestnika rzymskiego Poncjusza Piłata, wyszły z domu trzy kobiety w żałobnych szatach. Niewiasty zakryły swoje głowy, upodabniając się w ten sposób do kruków. Każda z nich trzymała w dłoni szklaną buteleczkę, którą przyciskała delikatnie do siebie, jakby znajdowała się w niej jakaś cenna zawartość. Niosły ze sobą również chusty, jak gdyby chciały coś umyć. Szybkim krokiem przemknęły przez wąskie i wciąż ciemne uliczki miasta – nie chciały, żeby ktokolwiek je widział. Ich celem była prowadząca do ogrodów w północno-zachodniej części miasta brama Gennath oraz teren starego kamieniołomu, w którego ścianie wykuto niedawno nowe groby. Tutaj, blisko miejsca kaźni ich ukrzyżowanego Mistrza, pobożny radca Józef z Arymatei kazał wykuć nowy grób, który w spontanicznym geście podarował, by zapewnić Nazarejczykowi godny pochówek – bądź co bądź pochodził On z rodu Dawida i nawet dla faryzeusza był wielkim prorokiem i mądrym nauczycielem o nieziemskiej mocy. Jego koniec był zbyt niepojęty, by wyrobić sobie o nim jakąkolwiek opinię.

Należał Mu się więc chociaż godny pochówek. Nie zostało wiele czasu – możliwe było tylko szybkie złożenie ciała do grobu przed szabatem, w którym prawo Mojżesza zabraniało wykonywania wszelkiej pracy. Kobiety, które podążyły za Nim z Galilei do Jerozolimy, trzeciego dnia rano chciały wykonać pozostałe czynności: namaścić ciało, a następnie owinąć je lnianymi płótnami. Był to żydowski zwyczaj, który teraz stał się dla nich smutnym obowiązkiem. Do tego czasu mężczyźni, słudzy Nikodema, oraz najmłodszy z uczniów Jezusa zamknęli grotę, blokując wejście olbrzymim głazem.

Wkrótce kobietom udało się w półmroku odnaleźć grób. Najpierw zauważyły, że obaj przysłani przez Piłata strażnicy najwyraźniej zasnęli. Współczuły im, ponieważ za spanie na służbie groziła Rzymianom kara śmierci. Z drugiej strony mogły mieć pewność, że strażnicy odsuną im kamień zagradzający grotę, by w ten sposób kupić sobie ich milczenie. Jednak w tym samym momencie kobiety stanęły jak rażone piorunem, a z przerażenia brakło im tchu. Ogromny głaz był już odsunięty – ktoś więc wszedł do grobowca przed nimi!

Podbiegły do grobu, weszły po schodach do pierwszej komory i zajrzały do głównej groty. Ciało ich Mistrza zniknęło bez śladu! Zamiast niego po prawej stronie siedział młody mężczyzna w białych szatach. Ujrzawszy go, trzy kobiety przeraziły się. Może był on rabusiem, a może sługą arcykapłana? Czy to on odsunął głaz i ukradł ciało? „Nie bójcie się!” – przemówił do nich mężczyzna. – „Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego. Powstał, nie ma Go tu”.

Przelęknione kobiety wybiegły z pustego grobowca, nie zastanawiając się nad słowami mężczyzny. Przy całym przerażeniu tylko jedna z nich próbowała zachować jasny umysł, była nią Maria Magdalena. Bogata wdowa, którą Jezus uwolnił od złego ducha, wiedziała, gdzie ukryli się uczniowie. Pobiegła do domu w górnej części miasta, w którym schronienie znaleźli Piotr i Jan, i tak długo waliła pięściami w drzwi, aż ją wpuszczono. Prawie bez tchu wyrzuciła z siebie: „Ktoś ukradł z grobu ciało Pana! Nie wiemy, dokąd je zabrano! Chodźcie, szybko!”. Nie zadając zbędnych pytań, dwaj mężczyźni pobiegli za nią do grobu. Jan, młodszy, przybył na miejsce jako pierwszy. Nie odważył się jednak wejść do środka, ponieważ czuł, że powinien puścić przodem starszego Piotra, który stał na czele uczniów Jezusa. Mimo to pozwolił sobie na zerknięcie do wnętrza grobu. Przechylił się do przodu i ujrzał porzuconą chustę oraz płótna, którymi była ona związana. Wszystko leżało tak jak przedtem na ławie, na której on i dwaj faryzeusze ułożyli Nazarejczyka w piątkowy wieczór. Jednak ciało zniknęło bez śladu.

Podczas gdy Jan wciąż próbował zrozumieć to, co zobaczył, do pustego grobu przybył Piotr. Zrozpaczony przez dwa dni kłócił się sam ze sobą, ponieważ wyrzekł się swego ukochanego Mistrza na dziedzińcu pałacu Kajfasza, i teraz również czynił sobie wyrzuty z tego powodu. Nie zwlekając, wszedł do skalnej komnaty, by przyjrzeć się sytuacji. To, co tam ujrzał, zostało opisane w Ewangelii św. Jana w tajemniczy sposób:

(...) ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył (J 20,7-8)1.

Co takiego ujrzeli Piotr i Jan tego wielkanocnego poranka, że uwierzyli? Co stało się z „płótnami” i „chustą”, które zostały w grobie? I co mówią nam one dzisiaj, po dwóch tysiącach lat, o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa? W niniejszej książce podjęto próbę odpowiedzi na te pytania...

1 Wszystkie cytaty biblijne pochodzą z: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, wyd. Pallottinum, Poznań 2002.

Tajemnica Drogi św. Jakuba

Santiago de Compostela, Galicja, Hiszpania, 20 września 2006 roku

Mżyło, a niebo było zachmurzone. Chłodny wiatr był dowodem na to, że właśnie zaczęła się jesień. Mimo to nie chcieliśmy odmówić sobie przejścia na piechotę chociażby ostatnich kilometrów Drogi św. Jakuba. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że w ten sposób nie kwalifikowaliśmy się do żadnego odpustu dla pielgrzymów, ale na dłuższą wędrówkę po Camino de Santiago po prostu brakowało nam czasu. Ojciec Louis, który wpadł na pomysł podróży na północny zachód Hiszpanii, w następnym tygodniu musiał już być w Rzymie, wzywały go obowiązki. Jako jednego z czterdziestu kościelnych prawników Kongregacji Nauki Wiary, zadaniem o. Louisa było rozpatrywanie aktualnych przypadków możliwych wykroczeń przeciwko kodeksowi prawa kanonicznego, zwłaszcza z obszaru Azji. Aż do owego doniosłego kwietnia 2005 roku, czyli wyboru Benedykta XVI, jego szefem i prefektem był kardynał Joseph Ratzinger.

Od maja tego samego roku pracował dla kardynała Williama Josepha Levady, Amerykanina. Ojciec Louis pochodzi ze stanu Kerala w południowo-zachodnich Indiach i przybył do Rzymu, żeby studiować teologię na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim. Profesorowie szybko zauważyli bystry umysł młodego Hindusa i po święceniach kapłańskich doradzili mu kontynuowanie nauki w dziedzinie prawa kościelnego. Była to dla niego najlepsza możliwość posługi w samym sercu Kościoła, w Watykanie. Oprócz tego ojciec doktoryzował się z archeologii chrześcijańskiej.

Szczupłego, ciemnoskórego księdza poznałem w 1995 roku zupełnie przypadkiem, podczas lotu do Kolonii. Spotkanie to zaowocowało ożywioną dyskusją na temat kwestii związanych z historią Kościoła. Byliśmy w kontakcie. Cenił mnie jako historyka o czasami niekonwencjonalnym sposobie postępowania. W 1998 roku pomógł mi w zaprezentowaniu papieżowi Janowi Pawłowi II wyników moich badań na temat napisu na krzyżu Jezusa, w styczniu 2001 roku wyruszyliśmy przed papieską pielgrzymką do Grecji w poszukiwaniu śladów św. Pawła, w sierpniu tego samego roku w ciągu jednego tygodnia przejechaliśmy 4500 kilometrów przez tereny Turcji, by stworzyć raport o stanie chrześcijan w państwach Azji Mniejszej. W kwietniu 2005 roku dołączyła do nas Yuliya Tkachova, wybitnie uzdolniona Ukrainka, która studiuje dzisiaj w Düsseldorfie historię i historię sztuki. Wspólnie napisaliśmy wtedy biografię Benedykta XVI na Światowe Dni Młodzieży w Kolonii. Wcześniej wprowadziłem ją w kręgi watykańskie.

Gdy w marcu 2006 roku siedzieliśmy w restauracji w Rzymie, o. Louis zaproponował, żebyśmy razem udali się w podróż do Santiago. Spontanicznie się zgodziliśmy. Domniemany grób apostolski na północnym zachodzie Hiszpanii interesował mnie od zawsze. Ogromny sukces bestsellera Hape Kerkelinga Ich bin dann mal weg (Na szlaku do Composteli) sprawił, że Droga św. Jakuba odnalazła swe miejsce w nowoczesnej popkulturze, a pielgrzymki przeżywały swój renesans. Gdy do tego czasopismo „ARD Buffet”, dla którego pracuję, zleciło mi napisanie czegoś o Drodze św. Jakuba, nadszedł odpowiedni czas na realizację naszych planów.

Ojciec Louis Thevalakara i autor przed katedrą w Santiago de Compostela, 20 września 2006 roku.

Kiedy szliśmy śladami dosłownie milionów pielgrzymów, którzy wybrali się w tę tak długą, trudną i często niebezpieczną drogę, towarzyszyło nam wzniosłe uczucie. Wszystko zaczęło się 1200 lat temu. Mówią, że około roku 818 pewien pustelnik ujrzał błyszczącą gwiazdę nad polem. Podczas jednej z wizji miał objawienie, że tutaj znajduje się grób apostoła Jakuba. Jego wyznawcy zabrali niegdyś ciało apostoła „na koniec świata”. Po trzydniowym poście pustelnik rzeczywiście odkrył marmurowy sarkofag z czasów rzymskich, a obok niego znajdowały się groby dwóch towarzyszy. Gdy król Alfons II, zwany Cnotliwym, dowiedział się o znalezisku, kazał wznieść kościół nad tym grobowcem – dzisiaj stoi w tym miejscu gotycka katedra. Król miał nadzieję, że w ten sposób zyska błogosławieństwo św. Jakuba w wojnie z Maurami, którzy sto lat wcześniej podbili większość terenów Hiszpanii. W 844 roku pod Clavijo, podczas decydującej bitwy z muzułmańskim okupantem, apostoł walczył ponoć na rumaku po stronie rycerzy chrześcijańskich. W ten sposób Santiago de Compostela – „Święty Jakub z Pola Gwiazd” – stał się symbolem hiszpańskiej rekonkwisty, walki przeciwko obcym panom z północnej Afryki. Kult wokół legendarnego grobu apostoła stał się popularny dopiero w XI wieku. Po Rzymie i Jerozolimie Santiago stało się trzecim najważniejszym miejscem pielgrzymek chrześcijan. Wkrótce cały kontynent pokrył się siecią szlaków prowadzących do „prawdziwego Jakuba”, grobu apostoła w Santiago. Dlatego zostały one nazwane „drogami Jakuba”. Cztery takie główne drogi we Francji zostały opisane w przewodnikach z XII wieku, trzy z nich przebiegają przez przejście w Roncesvalle, większość pielgrzymów przekraczała tam Pireneje. Później, po stronie hiszpańskiej, droga znowu dzieliła się na część północną, biegnącą wzdłuż morza przez Oviedo, i coraz bardziej popularną część południową, biegnącą przez Burgos i Leon. Pieśni pielgrzymkowe odzwierciedlają religijny zapał, ale także obawy i niepokoje średniowiecznych pielgrzymów. Dlatego w podróż do Santiago powinni byli wybierać się tylko ci, którzy mieli załatwione wszystkie sprawy w domu. W czasie długiej i trudnej drogi pielgrzymom groziły choroby i śmierć, niebezpieczni byli również zdradzieccy gospodarze i zbójcy, czyhający na pieniądze pielgrzymów. O higienie w owych czasach świadczy natomiast jedynie Botafumeiro, największa kadzielnica na świecie, która we wnętrzu katedry w Santiago miała wonią kadzidła łagodzić zapach pielgrzymiego potu.

Z nastaniem czasów nowożytnych liczba pielgrzymów zmalała, a z miejsca kultu pozostał prawie zapomniany relikt przeszłości. Mimo to zachowano wszystkie zwyczaje pielgrzymów, pozostawiono schronisko, w którym pątnicy mogli podstemplować swój „paszport pielgrzyma”, świadczący o tym, że rzeczywiście przebyli tę drogę i zasłużyli sobie na odpust, gwarantowany przez Kościół podczas odwiedzin w świątyni. Ubywało ich z każdym rokiem – w 1973 roku było ich tylko 37. Jednak w 1982 roku Jan Paweł II odwiedził to miejsce i ogłosił swoją pielgrzymkę symbolem porozumienia między narodami oraz wspólnego kulturowego dziedzictwa Europy. W 1989 roku papież zaprosił pielgrzymów do Santiago na Światowe Dni Młodzieży – przybyły setki tysięcy wiernych. Wśród młodych ludzi zapanowała nagle moda na chodzenie na pielgrzymki – traktowali to jako pewnego rodzaju ekstremalne doświadczenie lub sposób na poszukiwanie sensu życia. Bestsellery Shirley MacLaine i Paula Coelho sprawiły, że miejsce to stało się popularne również wśród niekatolików. Gdy w 2004 roku Santiago obchodziło rok święty, prawie 180 tysięcy ludzi przebyło na Drodze św. Jakuba „minimalną trasę”, wynoszącą 100 kilometrów. Od tamtej pory liczba pielgrzymów się nie zmniejsza.

Wspięliśmy się na Monte del Gozo – ostatnie wzgórze przed naszym celem – i ujrzeliśmy, że przed nami znajdowało się prawie całkowicie spowite mgłą Santiago wraz ze swoją potężną katedrą. Dla pielgrzymów było to Montjoie, Góra Radości, ponieważ dotarł­szy aż tutaj wiedzieli, że ich cel jest już bardzo blisko. Teraz już nic nie mogło powstrzymać ich przed modlitwą przy grobie apostoła. Wkrótce również my wkroczyliśmy do przedmieścia, zostawiliśmy za sobą mury i szukaliśmy drogi pośród krętych uliczek starego miasta. Nagle ukazała się przed nami, zaskakująca w swej szerokości, jakby chciała pomieścić wszystkich pielgrzymów ostatniego tysiąclecia: Plaza del Obradoiro, wielki plac rozciągający sie przed katedrą. Przed nami piętrzyła się barokowa fasada katedry w Santiago, strzeżona przez posągi świętych i apostołów, nad którymi górował posąg Jakuba, ubrany w tradycyjny kapelusz i płaszcz pielgrzyma, z laską na której się podpierał. Osiągnęliśmy cel przyświecający tysiącletniemu nieprzerwanemu strumieniowi pielgrzymów i jednocześnie dziwiliśmy się, że plac był tak pusty. Powodem takiego stanu rzeczy musiała być deszczowa pogoda.

Dopiero gdy weszliśmy do katedry przez zachodni portal, barokowy przepych ustąpił miejsca romańskiej surowości. „Nową fasadę” dobudowano do niedokończonego średniowiecznego frontu dopiero na początku XVIII wieku. Pozdrawiający pielgrzymów przy wejściu posąg Jakuba ma prawie 1000 lat. Bogato zdobiony filar, na którym stoi, przedstawia Drzewo Jessego i stanowi część szczególnego rytuału pielgrzymkowego. Na kamiennych bruzdach należy położyć dłoń jak do przysięgi i trzy razy uderzyć głową w potężny cokół. Czynność ta symbolizuje wyznanie wiary. Nad bogato zdobioną kolumną góruje Pórtico de la Gloria, Portal chwały, wykonany przez Mistrza Mateo w XII wieku, przedstawiający powrót Chrystusa w otoczeniu ewangelistów, apostołów, zbawionych i 24 starców Apokalipsy. Brama była wspaniała, a jednak stanowiła jedynie niedoskonałe odzwierciedlenie tego, co zastaniemy w niebie. Ledwo weszliśmy w mistyczny półmrok katedry, a już z drugiej jej strony wyjrzał ku nam pełen przepychu, barokowy ołtarz główny z posągiem apostoła. Połyskiwał złotem i srebrem, a nad nim górował bogato zdobiony baldachim otoczony aniołami. Pod nim, w krypcie, znaleźliśmy otoczony kratą grób. We wnęce leżał skromny, srebrny sarkofag. Gwiazda i dwie muszle św. Jakuba zdobiły tabliczkę z brązu, która każdemu, kto jeszcze tego nie wiedział, mówiła, że oto tutaj czci się Sepulcrum Sancti Iacobi Gloriosum – grób okrytego chwałą św. Jakuba. Przy wyjściu znajdował się jeszcze jeden pomnik: święty siedział na koniu, w dłoni trzymał miecz i był przedstawiony jako Matamoros, „Pogromca Maurów” spod bitwy pod Clavijo. Jakby chodziło o odparcie jakiejś nowożytnej fatwy lub nawet ataku terrorystycznego. Rośliny nie pozwalały dojrzeć powalonych muzułmanów, a posąg otoczony był potężną kratą. Wychodząc z katedry, nie mogliśmy się nadziwić przekorze i niepoprawności politycznej odważnych kanoników.

Wkrótce Yuliya znalazła na starówce rustykalną restaurację serwującą ryby, w której zakończyliśmy dzień, delektując się krewetkami, langustami i tutejszymi muszlami św. Jakuba. Dopiero teraz o. Louis poruszył temat, który zajmował nas przez cały dzień: w jaki sposób grób św. Jakuba dostał się aż na zachodnie wybrzeże Hiszpanii? Możemy zgodnie stwierdzić, że Grób Święty w Jerozolimie rzeczywiście jest miejscem zmartwychwstania naszego Pana. W Rzymie czcimy groby apostołów w przekonaniu, że Piotr i Paweł głosili w tym mieście Ewangelię, zanim ponieśli męczeńską śmierć i zostali pochowani przez pierwszych chrześcijan. Ale przecież Jakub prawdopodobnie nigdy nie był w Santiago. Dzieje Apostolskie wyraźnie mówią, że zginął śmiercią męczeńską w Jerozolimie około 41 roku. Wyraźnie napisano, że nowy król, Herod Agryppa I, „ściął mieczem Jakuba, brata Jana” (Dz 12,2). Piotr również został pojmany, ale udało mu się uciec „i udał się gdzie indziej” (Dz 12,18). Prawdopodobnie zbiegł do Rzymu. Dopiero wtedy rozpoczęła się „misja zagraniczna” apostołów; wcześniej działali jedynie w kraju Żydów. Skąd pochodzi więc tradycja Santiago de Compostela?

Zanim odpowiedziałem, wchłonąłem szybko jeszcze jedną langustę.

– Najpierw była jedynie wizja pustelnika, cudowne odnalezienie relikwii około 818 roku. Dopiero później spróbowano wyjaśnić to, w jaki sposób zwłoki Jakuba dostały się do Hiszpanii. Najstarsze źródło jest jeszcze całkiem rzeczowe. Około roku 830, czyli ponad dekadę później, anonimowy pisarz uzupełnił martyrologium (spis świąt wszystkich świętych i męczenników) Florusa z Lyonu dopiskiem o dniu św. Jakuba, obchodzonym 25 lipca. Dosłownie napisał (pogrzebałem w leżących obok dokumentach): „Święte szczątki błogosławionego apostoła Jakuba, które zostały przeniesione do Hiszpanii, są czczone na zewnętrznym krańcu kraju, na wybrzeżu Morza Bretońskiego i mieszkańcy otaczają je szczególnym kultem”. Nie ma więc ani słowa o odnalezieniu zwłok, ani przede wszystkim o działalności Jakuba w Hiszpanii. Jest tylko wzmianka o tym, że relikwie zostały tutaj przeniesione. To jest najstarsza informacja. Wieki IX, X i XI nie przynoszą żadnych dodatkowych szczegółów. Ówczesne kroniki wspominają oczywiście o kościele w Compostela, apostole i „marmurowym grobowcu, w którym, jak wiadomo, pochowano jego ciało”, ale to wszystko. Dopiero w XII wieku znajdujemy różne i jeszcze niespójne próby wyjaśnienia okoliczności, w których szczątki znalazły się w Hiszpanii. Starsza jest teoria, jakoby św. Jakub schrystianizował Hiszpanię. Jednak od samego początku uczeni Kościoła zdecydowanie zaprzeczali tym pogłoskom...

– W 15 lat po męczeńskiej śmierci Jakuba św. Paweł pisał w swoim Liście do Rzymian, że chce głosić chrześcijaństwo w Hiszpanii. Oznacza to, że do tamtej pory nikt tego jeszcze nie robił – przerwał mi o. Louis.

– Właśnie! A to sprawiło, że propagandziści Santiago de Compostela musieli wyjaśnić tę sytuację. Decydującym faktem było to, że nie istniała nawet miejscowa tradycja. W czasach Wizygotów żyło przecież kilku wykształconych duchownych, przede wszystkim św. Izydor z Sewilli, który w VII wieku zebrał całą wiedzę swych czasów i zawarł ją w dwudziestotomowej encyklopedii. Albo weźmy na przykład Grzegorza z Tours z sąsiedniej Francji, który spisał historię Kościoła z VI wieku i posiadał rozległą wiedzę na temat Hiszpanii. Także Prudencjusz, poeta chrześcijański z IV wieku, który bądź co bądź był Hiszpanem, ale nic nie wiedział o znajdującym się w jego ojczyźnie grobie apostoła. O tej tradycji nie wiedział nawet Idiatus, który przecież w V wieku był biskupem leżącego w pobliżu Aquae Flaviae. Gdy wtedy, jeszcze przed „odnalezieniem” relikwii, pojawiła się plotka, że Jakub głosił Ewangelię w Hiszpanii, to właśnie hiszpańscy uczeni zdecydowanie jej zaprzeczyli, a na ich czele stanął Julian z Toledo.

– Jak więc ta legenda zyskała popularność? – spytała Yuliya.

– Ponieważ świetnie nadawała się do propagandy politycznej – odpowiedziałem. – Gdy w latach 711 i 712 muzułmańscy Maurowie podbili większość Hiszpanii, potrzebny był mit, który zjednoczyłby chrześcijan i jeszcze mocniej przywiązał ich do wiary. Zaistnieć apostołowi pomógł Beatus z Liebany, quasi-teolog na dworze asturyjskiego króla. Na pół wieku przed „odnalezieniem” szczątków apostoła w Santiago, czyli w 776 roku, w pierwszym wydaniu swoich słynnych, bogato ilustrowanych Komentarzy do Apokalipsy, określił Jakuba jako patrona i apostoła Hiszpanii. W jaki sposób apostoł mógł pozostawić niewierzącym kraj, który osobiście nawrócił na wiarę chrześcijańską? Do pogromcy Maurów z bitwy pod Clavijo był już tylko mały krok...

– I w tym czasie nagle pojawiły się relikwie?

– Otóż to! Jednak dopiero w XII wieku ktoś wpadł na pomysł połączenia obu legend, tej o działalności Jakuba w Hiszpanii i cudownym odnalezieniu jego grobu w Santiago de Compostela. To wtedy napisano Historia compostelana . Liber Sancti Jacobi, czyli Księgę św . Jakuba, oraz tak zwany Codex Calixtinus, które rozwinęły mit. W tekstach tych napisano, że Jakub głosił Ewangelię w Hiszpanii już około 40 roku n.e., następnie wrócił do Jerozolimy i tam został zamordowany. Dwaj jego uczniowie, Teodor i Atanazy, zabrali potem jego ciało „na koniec świata” i pogrzebali je w Compostela.

– Co jest nie do pomyślenia, ponieważ Żydzi natychmiast chowali swoich zmarłych! – wtrącił o. Louis.

– Oczywiście. Ciało, jako źródło wszelkich możliwych zanieczyszczeń, uchodziło u nich za nieczyste. A przecież wszyscy apostołowie byli wcześniej wierzącymi Żydami. Nigdy nie dopuściliby do tego, żeby martwy Jakub odbywał jeszcze jakąś podróż po świecie. W innej wersji legendy uczniowie apostoła ze strachu przed zbezczeszczeniem zwłok włożyli je do łódki bez załogi i powierzyli morzu. Sam Bóg poprowadził łódź do wybrzeży Hiszpanii. Jednak w tym przypadku już samo założenie jest nieprawidłowe: Żydzi nigdy nie zbezcześciliby w ten sposób zwłok. Nawet niemający skrupułów Herod Agryppa nie dopuściłby się takiego występku w przypadku swoich braci w wierze.

– Czyli to wszystko to jedno wielkie oszustwo, a relikwie są nieprawdziwe? – Yuliya spróbowała podsumować moje słowa, a być może chciała mnie tylko sprowokować.

– Niekoniecznie – odparłem – ponieważ istnieje jeszcze trzecia wersja historii o Jakubie. Według niej apostoł uświęcił ziemię hiszpańską, a jego szczątki znalazły tutaj miejsce wiecznego spoczynku. Jednak najpierw pochowano go w Jerozolimie. Następnie cesarz Justynian kazał przenieść jego ciało do nowo wybudowanego klasztoru św. Katarzyny na Synaju. Do Aleksandrii, a w końcu do Galicji zostało ono zabrane dopiero około 640 roku, gdy muzułmanie podbili półwysep. Ten scenariusz miał przynajmniej sens. Być może rzeczywiście wiedziano, w jaki sposób w odpowiednim czasie wykorzystać prawdziwe relikwie jako propagandę, a nawet jako quasi-dowód na tak przydatną legendę. W rzeczy samej mamy dowody na takie częste i dalekie przewożenie relikwii: w Oviedo, stolicy Asturii, wciąż czci się Arca Santa, skrzynię, w której w VII wieku przewieziono wszystkie cenne relikwie z Jerozolimy przez północną Afrykę do Hiszpanii.

– Dlaczego akurat do Oviedo? – spytała Yuliya.

– Wcale nie do Oviedo! – poprawiłem ją. – Miasto to zostało założone przez króla Alfonsa II Cnotliwego jako nowa stolica Królestwa Asturii dopiero w 812 roku. W VII wieku nie istniało jeszcze również Santiago de Compostela. Kościół pielgrzymkowy, wokół którego później powstało miasto, został zbudowany między rokiem 818 i 830, również przez Alfonsa II. Chociażby z tego powodu można stwierdzić, że historia obu tych miast jest ze sobą ściśle powiązana. Wcześniej skrzynię z relikwiami z Jerozolimy ukryto na Monsacro, górze oddalonej od Oviedo o 10 kilometrów na południe. Gdy w latach 711–712 Maurowie podbijali Hiszpanię, przywieziono ją tam z Toledo, aby ukryć ją przed muzułmanami. Dopiero Alfons II kazał wybudować dla relikwii pierwowzór dzisiejszej katedry z Oviedo z wąską piwnicą – Cámara Santa.

– Możliwe więc, że kazał przywieźć szczątki Jakuba do Santiago de Compostela – wywnioskowała Yuliya.

– Właśnie do tego zmierzam – potwierdziłem. – Koniec końców wszystkie tak zwane legendy translacyjne, czyli historie opisujące sposób przybycia ciała Jakuba na północno-zachodnie wybrzeże Hiszpanii, są niezadowalające, żeby nie powiedzieć bardzo podejrzane. Zabranie szczątków z Jerozolimy miałoby sens dopiero w VII wieku. Dlatego uważam, że były one przeniesione w tym samym czasie co Arca Santa. Alfons II rozdzielił skarb pomiędzy różne świątynie. Jeśli za pomocą relikwii Jakuba chciałby udowodnić mit opowiadany przez Beatusa z Liebany, sensowne byłoby oddzielenie ich od innych. W przeciwnym razie zbyt łatwo można byłoby się zorientować, że one również dopiero co przybyły z Jerozolimy. Utworzenie grobu apostoła na końcu znanego wówczas świata było częścią planu. Król wiedział, że to przyciągnie pielgrzymów. Do swojego zagrożonego przez Maurów królestwa chciał zwabić ludzi z całej zachodniej części Europy. Nie wolno było utracić ani zapomnieć Asturii i Galicji.

Twarz o. Louisa wyrażała sceptycyzm.

– A co z historią o odkryciu grobu apostoła, o gwieździe, którą zobaczył pustelnik? Miasto to zawdzięcza jej przecież swoją nazwę Campostela – campus stellae, pole gwiazd!

– Albo campus stelae – pole stel, może również compustum – cmentarz. Udowodniono, że znajdowało się tutaj cmentarzysko położonego nieopodal rzymskiego obozowiska – odparłem prawie butnie – więc łatwo było przekręcić nazwę i wymyślić piękną legendę o odnalezieniu szczątków, podczas gdy rzymski, marmurowy grób stał się grobem apostoła. Jak już wspomniano, całą historię o cudownym odnalezieniu grobu spisano dopiero 250 lat później. Zresztą jest ona nieistotna. Decydująca jest tu autentyczność szczątków, a ta zależy od autentyczności pozostałych relikwii z Jerozolimy, będących częścią tego samego transportu. Aby jednak skończyć już ten temat – wiele przemawia za tą autentycznością!

– To dlaczego król Alfons nie zabezpieczył relikwii najważniejszych dla swojej stolicy? – spytała Yuliya.

– Zabezpieczył – odpowiedziałem – ponieważ w Oviedo czczone są relikwie Chrystusa, między innymi rzekome płótno z pustego grobowca. Dlatego najstarsza droga pielgrzymów do Santiago prowadziła przez Oviedo. Dopiero w XII wieku, gdy Maurowie zostali odparci, trasa wiodąca przez popularne dzisiaj Camino (przez Burgos i Leon) stała się podstawową drogą, ponieważ była wygodniejsza i bezpieczniejsza niż droga przez górzystą północ. Popularność Oviedo zmalała po raz pierwszy, ale powstało hasło:

Quien va a Santiago

Y no a San Salvador

Scive al criado

Y deja al Señor.

„Jeśli idziesz do Santiago, a nie do San Salvador” – tak do dzisiaj nazywa się poświęcona Zbawicielowi katedra w Oviedo – „odwiedzasz sługę, zapominając o Panu!”. Hasła tego trzymał się jeszcze św. Franciszek z Asyżu. Gdy w 1214 roku pielgrzymował do Santiago de Compostela, pojechał oczywiście Drogą Północną i modlił się w Oviedo.

– A Hape Kerkeling?– wtrąciła Yuliya z nieukrywaną ironią.

– Poszedł popularną trasą. Tak jak wielu nowożytnych „pielg­rzymów Jakuba”, dla których sama droga jest ważniejsza od celu. Oviedo nie jest nawet zaznaczone na mapie opublikowanej przez Kerkelinga w dodatkach do jego książki – odparłem z lekkim żalem.

– Po prostu zbyt mało ludzi wie o tym, że w Oviedo czczone są tak ważne relikwie i że dlatego to tędy niegdyś przebiegała Droga św. Jakuba – stwierdził o. Louis.

– Niestety, kult relikwii ma dzisiaj niewielkie znaczenie – potwierdziłem. – Zbyt często wmawiano nam, że fragmentów prawdziwego krzyża było więcej niż drzew w lesie, co zresztą, jak udowodnił to Francuz Rohault de Flury, wcale nie jest prawdą. Ale przez długi czas ich kult uchodził za niezgodny z duchem czasu. Dopiero kilka dekad temu znowu zaczęto interesować się relikwiami, po tym, jak naukowcy udowodnili, że niektóre z nich mogą być autentyczne.

– Tak, kochana nauka, religia naszych czasów! – o. Louis westchnął głęboko. – Czy relikwie Jakuba z Santiago zostały w ogóle kiedykolwiek przebadane?

– Nie za pomocą nowoczesnego sprzętu – odparłem – ale w 1884 roku Stolica Apostolska kazała przeprowadzić ich inspekcję. W napisanej przez siebie bulli papież Leon XIII określił je potem jako autentyczne. Oczywiście, Watykanowi chodziło raczej o potwierdzenie tradycji, ponieważ ani wtedy, ani dzisiaj nauka nie umożliwia pewnego przyporządkowania szczątków danej postaci historycznej. W końcu świątynia została zbudowana nad rzymskim cmentarzem dla legionistów. Nawet jeśli można określić, że kości pochodzą z I wieku, sceptycy zawsze będą argumentować, że pochodzą one od strażnika rzymskiego. Jedyną możliwością jest zbadanie samego podania. Czy to możliwe, że prawdziwe relikwie apostoła zostały przywiezione do Santiago około 800 roku? I na to pytanie chciałbym odpowiedzieć twierdząco!

– Bez wątpienia gruntownie zająłeś się tą kwestią – stwierdził o. Louis.

– Badam ją od siedmiu lat – przyznałem wówczas (od tamtej pory minęło już dziesięć!) – dokładnie od maja 1999 roku. Przypominasz sobie jeszcze konferencję na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim, na której po raz pierwszy zaprezentowałem wyniki moich badań nad napisem na krzyżu Jezusa? Spotkałem na niej dwóch Hiszpanów, prof. Jorge Manuela Rodrígueza i Carlosa Izquierdo, z którymi do dzisiaj łączy mnie przyjaźń. Reprezentowali oni Centro Español de Sindonología, Hiszpańskie Centrum Syndologii (powołane do badań nad Całunem Turyńskim i innymi relikwiami męki Pańskiej). Opowiedzieli mi wtedy o powiązaniach między Chustą, główną relikwią z Oviedo, i Całunem. Rok później, w Wielki Piątek 2000 roku, poleciałem do Oviedo, żeby obejrzeć tę chustę. Publicznie pokazywana jest ona tylko trzy razy w roku, w Wielki Piątek oraz 14 i 21 września, gdy arcybiskup miasta błogosławi nią wiernych. Jutro nastąpi to podczas uroczystej sumy o godzinie 11.00. Dlatego jutro bardzo wcześnie rano jedziemy do Oviedo – podróż trwa trzy i pół godziny! Powinniśmy też poszukać hotelu, który dla nas zarezerwowałem. Mamy jutro bardzo napięty plan dnia!

Poprosiłem o rachunek i zapłaciłem za posiłek. Następnie wyruszyliśmy w drogę przez ciemne uliczki starego miasta w Santiago de Compostela. Nasza pielgrzymka dopiero się zaczęła.