Choroby z autoimmunoagresji a ciało - umysł - dusza - dr Ewa D. Białek - ebook
Opis

Choroba Hashimoto, Alergie i nietolerancje pokarmowe oraz Fibromialgia stają się we współczesnych czasach chorobami epidemicznymi. Jeśli dotyczy Cię któraś z nich, to szczególnie sięgnij po tę książkę!

Autorka przywołuje dziesiątki prac naukowych i opracowań, ale drąży temat znacznie głębiej, włączając nie tylko ciało, ale umysł i duszę. Z tej wielkiej syntezy wyłania się nie tylko obraz nas samych jako wielowymiarowych, ale także przyczyn tego, dlaczego chorujemy i co możemy zrobić, aby temu zapobiec dla siebie i na kolejne pokolenia. Ignorancja bowiem tych problemów już zbiera "żniwa" w postaci tzw. "złamanego mózgu", który ogarnia już biliony osób na świecie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 257

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Ewa ‌Danuta Białek

Choroby ‌z autoimmunoagresji

a ‌ciało - umysł ‌- ‌dusza

Co mają wspólnego?

Copyright by: ‌Ewa Danuta Białek

Wszelkie prawa ‌zastrzeżone

Instytut Psychosyntezy®

Żadna ‌część tej książki ‌nie ‌może ‌być w ‌żaden ‌sposób ‌użytkowana,

przetwarzana, kopiowana ‌bez ‌pisemnej zgody Autorki.

Powyższe opisy ‌służą wyłącznie celom ‌informacyjnym i edukacyjnym.

Podstawowym odniesieniem ‌jest ‌własny organizm i ‌konsultowanie

swego stanu zdrowia ‌z odpowiednim specjalistą.

Redakcja: Sasha ‌Wronsky

Okładka i przygotowanie do ‌druku: Barbara ‌Zając

Zdjęcie na okładce: ‌Anna Jędrzejewska

ISBN 978-83-63428-86-0

Wydanie pierwsze

Warszawa ‌2018

Konwersja do ‌epub A3M Agencja ‌Internetowa

Medycyna stała ‌się ‌w praktyce leczenia bezsilna,

widząc ‌chory narząd, a nie ‌człowieka,

będącego jednością i ‌całością.

&

Duchowy aspekt doświadczeń ‌ludzkich

zjednoczy ‌się nie tylko ‌w medycynie ‌jutra,

ale także w zintegrowanych ‌naukach technicznych, ‌biologicznych i humanistycznych oraz ‌ścisłych.

Prof. dr n. ‌med. Julian Aleksandrowicz

&

Imwiększe w ‌człowieku ‌wewnętrzne ‌rozbicie,

poczucie własnej słabości, ‌niepewności i lęku,

tym ‌większa tęsknota ‌za czymś,

co go ‌z powrotem scali,

da ‌pewność i wiarę w ‌siebie.

Prof. dr n. ‌med. Antoni Kępiński

KILKA SŁÓW ‌O KSIĄŻCE

Książka powstała jako ‌odzew na powtarzanie w ‌środowiskach ‌związanych ‌z medycyną, dawno obalonej ‌„prawdy”, że choroby w ‌większości nie mają znanych ‌przyczyn. ‌Dotyczy to szczególnie ‌chorób z autoimmunoagresji.

Już ponad ‌30 ‌lat ‌temu, pracując ‌naukowo w medycynie, nie ‌mogłam ‌uwierzyć twierdzeniom, ze ‌przyczyny chorób ‌są nieznane. Czy to ‌w ogóle jest ‌możliwe? Kto ‌głosi takie „prawdy”? Kto ‌zatwierdza taką fikcję? Gdzie ‌jest ‌nauka? Od ‌czego jest nauka? Czyżby nie od tego, aby dochodzić do prawdy, poszukiwać zrozumienia tego, co nieznane? Czy istotnie tego nie bada? A może istnieje ogromna luka w wiedzy powszechnej i zjawisko istniejące w całym społeczeństwie – fakt, że ludzie w większości nie czytają – odnosi się też do osób związanych z medycyną, szczególnie lekarzy? A przecież ich obowiązkiem jest uczyć się nieustannie!

A może wreszcie nauka nie używa wszystkich narzędzi badawczych do odkrycia tego co subtelne, ignorując np. badania fizyki kwantowej, podobnie jak intuicję, wglądy, prekognicję, a wreszcie emocje i myślenie, przyjmując „stadne myślenie” za swoje i powtarzając oklepane poglądy przez długie lata? Kto widział drzewa rosnące bez korzeni? Kto widział skutek bez przyczyny?

Czy indywidualna świadomość zatrzymała się ponad 300 lat temu, kiedy przyjęto za dogmat, że człowiek to tylko ciało fizyczne, bezduszna maszyna? Gdzie odnajdujemy się w tym obrazie my, jako jednostki (świadome podmioty), z naszym mózgiem, ale też strukturami przetwarzającymi dane elektryczne na biochemiczny metabolizm? Czy nikt nie myśli, a ten, który odważy się myśleć, jak np. Włodzimierz Sedlak – twórca bioelektroniki, zostaje „wykopany” z niej i nie znajduje w niej miejsca nawet wiele lat po śmierci, bo miał odwagę myśleć „inaczej”?

Wiele lat temu, przebywając w jednej z wiosek ekologicznych – Findhorn Foundation – w tamtejszej księgarni zauważyłam książkę dr Ursuli Anderson, (brytyjskiej lekarki o dwóch specjalizacjach: psychiatrii i pediatrii, długoletniej przedstawicielki przy WHO) – IMMUNOLOGY OF THE SOUL. THE PARADIGM FOR THE FUTURE. Będąc immunologiem, sięgnęłam po nią natychmiast. Wykształcona jednak w starym paradygmacie, a więc tylko fizyczności, nie zdawałam sobie sprawy, że dusza – moja dusza – w jakiś sposób może być związana z immunologią. Po pierwszym przeczytaniu tej książki już wiedziałam, że jest inaczej.

Ale stare nawyki, poglądy, uwarunkowania są wrośnięte w społeczną tkankę i muszą być z niej wyplenione oraz zastąpione innym paradygmatem, gdyż nie pasują do współczesności, do epoki rozwoju duchowego, zrozumienia istoty Życia i ratowania go przed zagładą czynioną ręką ludzką – w ignorancji ich skutków. Już wtedy byłam psychosyntetykiem - „uprawiałam” psychologię z duszą. Natomiast specjalizacja – immunologia była częścią mnie znacznie wcześniej. Musiałam ją zweryfikować na samej sobie, zrozumieć, po co mi ona była, uświadomić sobie, że nie jestem tylko ciałem, ale całą moją głębią, pokoleniową głębią, a przede wszystkim przekazaną mi pamięcią – skąd przychodzę, kim jestem i dokąd zmierzam?

Dr Ursulę Anderson poznałam osobiście w Oksfordzie, gdzie na World Forum w 2012 roku wygłaszała po mnie wykład o „edukacji dla przyszłości” (którą zajmowałam się od lat). Obydwie mówiłyśmy o sprawach podobnych – o traumie dzieci: ja – o swojej – jak wpłynęła na jakość mojego życia i moje badania z tym związane, a ona – o setkach, a może tysiącach innych dzieci, które z powodu swoich traum, zamiast otrzymywać wsparcie i uzdrowienie na poziomie ich duszy – immunizację duszy – są leczone środkami z poziomu fizyczności – nieskutecznie. Pogarsza to dramatycznie ich fizyczny i psychiczny stan, powodując zresztą społeczne zagrożenia w postaci kopiowania pokoleniowych wzorców. O tym pisałam w poprzedniej książce p.t. „Lustra na pokolenia”. A przecież ten problem powstał na innym poziomie, niż ten, na którym „leczone” są jego skutki – dlatego otrzymujemy takie efekty – brak efektów!

Istnieje na świecie wiele przypowieści, mówiących o tym, gdzie Bóg zakopał w człowieku sekret jego istnienia, istoty życia – miłości. Szukamy ciągle na zewnątrz, ponieważ trudno nam zrozumieć samemu, że on jest zakopany w każdym z nas – w naszej duszy.

Jako immunolog oraz wieloletni naukowiec „z pasji” mam „w genach” poczucie, że stale „wiem, że nic nie wiem”. W związku z tym potrzebuję nieustannie dokształcać się, aby „być na bieżąco”, kopać głębiej, docierając w końcu do istoty problemu – jego przyczyny, pierwszej przyczyny.

Tymczasem wielu absolwentów studiów medycznych kształcenie kończy na studiach, gdzie w podręcznikach znajduje dawno zdezaktualizowane informacje, nieadekwatne do nieustannego postępu wiedzy, natomiast kontynuuje szkolenie w firmach farmaceutycznych, które ukierunkowane są na sprzedaż leków. W czasach moich studiów i pracy zawodowej nie było możliwym, a wręcz nieetycznym, aby lekarz czy farmaceuta zajmował się reklamą leków, gdyż służyły one wyłącznie chorym na określone schorzenia i były „z przepisu lekarza”. Pozostałe produkty apteczne wspomagały proces leczenia, będąc dostępnymi bez recepty, i można o nich było zasięgnąć informacji u farmaceuty w aptece.

Teraz jest inaczej – całe społeczeństwo leczy się samo, a telewizja stała się źródłem informacji o lekach – do stosowania na co dzień, jak też ludzie robią w każdej, nawet dramatycznej sytuacji. A przecież sami nie wiedzą, czy to nie doprowadzi ich do tragicznych skutków na wielu poziomach własnego „ja”!

W przeciągu mojego życia z pewnym niepokojem, a następnie z przerażeniem obserwowałam, jak zawody medyczne same się deprecjonowały, a ich przedstawiciele stawali się sprzedawcami, a wręcz „naganiaczami” do zakupu leków, które przecież nie są zwykłymi produktami, jak np. żywność czy kosmetyki, a ponadto mają wiele objawów ubocznych i niepożądanych. Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy są przyjmowane „hurtowo”, od kilku różnych specjalistów. Ci specjaliści nie znają przecież wszystkich preparatów i nie są świadomi nie tylko tego, co przyjmuje pacjent od kogoś innego, ale również tego, jakie mogą zachodzić pomiędzy lekami interakcje. Ponadto ważnym elementem „leczenia” jest wiek pacjenta, i to zarówno dziecka, jak i starszej osoby. Każdy z leków ma tutaj swoje ograniczenia, szczególnie używany „w zespole”.

Z tymi samymi negatywnymi odczuciami obserwowałam przeklasyfikowanie np. środków przeciwbólowych, mających szczególnie wiele wspominanych wyżej ograniczeń, do tzw. preparatów OTC – ogólnodostępnych dla każdego człowieka bez recepty. Ludzie przyzwyczaili się „leczyć samych siebie” oraz rodzinę (w tym dzieci!!!). Serwują im środki, które dawniej były absolutnie zabronione w dawkach, w których obecnie są używane, które również nie były podawane dzieciom ze względu na ich niekorzystne działania na ich rozwój i wpływ na przemiany metaboliczne. Podobnie było z antybiotykami, które lekarze przepisywali przy każdej okazji na przeziębienie czy wirusowe infekcje!

Na skutki nie trzeba było długo czekać. Mamy obecnie kolejne generacje antybiotyków, które nie działają, ponieważ na przestrzeni lat mało kto zlecał badanie zwane antybiogramem. Mamy też „nieznane pokłady” antybiotyków w mięsie drobiu i innych zwierząt rzeźnych, które pobudzają nie tylko antybiotykooporność, ale także są przyczyną wielu alergii i to odzywających się już w kolejnych pokoleniach. A wszystko to miało miejsce w imię skutecznego „leczenia”, jak również pod sztandarem „nauki”, zresztą licznych jej dziedzin.

W przeszłości nauka, a szczególnie medycyna, nie była finansowana przez firmy farmaceutyczne. Każdy naukowiec „uprawiał” naukę, jako część swoich zainteresowań. To był jego zawód, za który dostawał pieniądze w ramach swojej pensji. Obecnie nie dość, że robi to na zlecenie, to dodatkowo otrzymywane wyniki mają być zgodne z oczekiwaniami, co zostaje wynagrodzone dodatkowymi profitami. Gdzie zostały zgubione moralne aspekty pracy, gdzie podziała się etyka osób, które za pieniądze są w stanie zrobić wszystko, nawet zaprzeć się siebie, swojej duszy?

Jest to zarówno tragiczne, jak i żenujące, ponieważ podstawową zasadą medycyny jest przysięga Hipokratesa – „primum non nocere”, a więc etyczne działanie względem człowieka, któremu trzeba pomóc i zrobić wszystko we własnej mocy, aby „nie szkodzić”. Podstawowym wymogiem więc jest nieustanna edukacja, trwająca przez całe życie zawodowe: jest ona etycznym wymogiem względem samego siebie. Dotyczy to szczególnie absolwenta, kończącego studia, który bierze na siebie ogromną odpowiedzialność za jakość życia, a nawet życie czy śmierć drugiego człowieka.

Moje wieloletnie dociekania, dotyczące problemów zdrowia/choroby i ich uwarunkowań leżących w różnych sferach życia, doprowadziły do sytuacji, w której moja wiedza i refleksja, a szczególnie praktyka znacznie oddaliły się od tego, co proponuje się nadal pacjentowi, uwikłanemu w przeróżne indywidualne życiowe sytuacje. Tymczasem właśnie pacjent - niepowtarzalna jednostka ze swoją historią - otrzymuje „pomoc” w postaci zbiorowego działania dla grupy „astmatyków, alergików, cukrzyków” itp., opartą na likwidowaniu objawów.

Warto, aby świat medycyny przyjął do wiadomości, że każdy choruje inaczej. Osobiste doświadczenie pacjenta, jego historia życia i przodków, sposób myślenia o sobie i świecie oraz emocjonalnego reagowania mają zasadniczy wpływ na to, jak długo choroba zasiedla się w jego ciele i czy w ogóle jest szansa na jej zlikwidowanie. Może też istnieć ryzyko przekazania jej kolejnemu pokoleniu i konieczność przemyślenia, jak temu zapobiec.

W medycynie przyjęło się bowiem za „leczenie” – usuwanie objawu danego problemu, nawet, gdy znika on jedynie na kilka godzin. W konsekwencji prowadzi to do przyjmowania leków „przewlekle” do końca życia. Warto by uświadomić sobie, czy to jest leczenie? – Czego? Jeśli objaw pojawia się za kilka godzin? Ponadto sama forma używanego czasownika „leczenie” urąga procesowi: jest to bowiem forma niedokonana, wiecznie trzymająca pacjenta w poczuciu „trwającego procesu”, ale nigdy nie osiągającego „ukończenia”.

Z punktu widzenia psychologicznego słowo „leczenie” (podobnie zresztą jak „pacjent” – osoba podległa, przyporządkowana, nieudolna, niesamodzielna), to umocowywanie osoby w chorobie, myśleniu o niej, złudnej nadziei na coś, co nie chce przyjść i nigdy nie przyjdzie, bo on – pacjent - ma w umyśle zakodowane, że jest „leczony” – ale efektu nie doczeka się nigdy. Jaki to daje wizerunek tego, co/kto leczy, całej medycyny jako przywracającej zdrowie, którego pacjent nigdy nie ogląda? Dlaczego tymczasem pojawiają się jak grzyby po deszczu nowe zawody, jak np. coachów zdrowia, których zadaniem jest uświadamianie klientom, że ich sposób myślenia ma zostać zmieniony na „sprawczy”, pozytywny, odpowiedzialny za swoje zdrowotne wybory? Co one pokazują medycynie – co dopełniają, a może coś odbierają? A może warto zainteresować się tą przestrzenią, włączyć ją do sfery „służby zdrowiu”, zamiast okopywać się na swoich, dawno już nieefektywnych pozycjach „leczenia” chorób?

Może warto także zwrócić uwagę na pedagogów, psychologów zdrowia, absolwentów wychowania fizycznego, rehabilitantów, socjologów, doradców zrównoważonego rozwoju w sferze ekologii, weterynarzy, rolników, biologów, technologie sprzyjające zdrowiu, chroniące przed smogiem, w tym elektromagnetycznym, uzdatnianie wody, powietrza, gleby, ochrony roślin i zwierząt przed masową chemizacją, aby nie szkodzić sobie i innym. Te wszystkie dziedziny rozwijają się równolegle i nie są oddzielone od medycyny, ponieważ nie są odizolowane od człowieka i warunków w jakich żyje, czym oddycha, czym się też odżywia. Warto więc pomyśleć o medycynie jako części wielkiego systemu ŻYCIA, wspierającej Życie jako całość i zrekonstruować ją, włączając specjalistów z różnych dziedzin w SŁUŻBĘ ZDROWIU, a nie chorobie.

Życie, podobnie jak i zdrowie, a szczególnie człowiek ma wiele wymiarów siebie. Człowiek to przecież trój-jednia – ciała, umysłu i duszy. Nie sposób o nich zapomnieć, żyjąc; nie powinno się też zapominać o tym, lecząc chorych.

Dotychczasowy paradygmat nauki, w tym także medycyny, zagubił tymczasem te wszystkie wymiary, nie dopuszczając ich do siebie już od kilku co najmniej pokoleń. Choć w starożytności uważano, że ciało i dusza stanowią jedność, współczesne czasy nadal nie zaakceptowały, że jesteśmy wielopoziomowi; że to, co stanowi o człowieku to także, a może szczególnie jego duchowy wymiar.

A przecież oddzielone od człowieka jego sfery duchowe znalazły się podobno w psychologii. Ona jednak ograniczyła duszę do zachowań, natomiast duchowy wymiar życia przekazała religii, tym razem oddzielając człowieka od duchowego wymiaru we własnym wnętrzu. Wiara stała się więc czymś poza człowiekiem, do czego on sięga „od święta”, lub odkłada to na bliżej nieokreślony czas w przyszłości; a tymczasem dusza w sferze psychologii zubożała do weryfikowalnego ludzkiego zachowania. Pozostała prawdziwa duchowa pustka, a duchowość nie znajduje swojej przestrzeni w codziennym życiu człowieka, nie łącząc go ani z innymi ludźmi, ani szczególnie z Kosmosem czy wreszcie Bogiem, którego jest przecież emanacją, lub dzieckiem.

Można by zadać pytanie – czy na przestrzeni tylu setek lat człowiek pozostał niezmienny, podobnie jak jego środowisko życia? Dlaczego, mimo tak wielkiego postępu technologicznego oraz tworzenia coraz to nowych leków i procedur medycznych, życie i zdrowie człowieka podupada, a ilość chorób rośnie w postępie geometrycznym? Czemu mimo odkrycia tylu leków na choroby nowotworowe czy psychiczne wzrasta liczba chorych, a nowe pokolenia żyją coraz krócej, borykając się z alergiami czy nowotworami już od najmłodszego wieku? Co człowiek robił i robi nadal, że zamiast poprawiać jakość życia, stale ją pogarsza? Dotyczy to zarówno sfery własnego zdrowia, podobnie jak życia w rodzinie, społeczności i świecie. Jak doprowadziliśmy do tego, że teraz borykamy się ze zmianami klimatu, terroryzmem, agresją i przemocą w domu, szkole i na ulicach?

Na te i kolejne pytania będę starała się odpowiedzieć w tej książce, przyglądając się sposobom „wyrażania się” chorób, szczególnie tych z autoimmunoagresji. To one mogą pokazać, gdzie kumulują się negatywne emocje (energia!) i jaki mają wpływ na funkcjonowanie człowieka w jego indywidualnym i zbiorowym życiu oraz jak są one „kalkowane” na kolejne pokolenia.

Wszystkie te odpowiedzi można znaleźć w przebogatej literaturze naukowej, pochodzącej z różnych dziedzin, szczególnie obcojęzycznej. Bycie „na bieżąco” pozwala na szerokie spojrzenie na życie, podobnie jak na refleksję nad kondycją człowieka i świata i kierunkiem, w którym zmierza człowiek i dokąd steruje światem. Wymaga to zarówno indywidualnej świadomości, odkopywania pamięci i zaangażowania własnej energii, jak i zbiorowego zrozumienia, co robimy sobie i na pokolenia?

Mimo, że my sami odejdziemy zanim zaistnieją wszelkie możliwe scenariusze katastrof i zagłady samego człowieka, warto zastanowić się jaki los zgotujemy następnym pokoleniom – pokoleniom naszych wnuków i prawnuków? A my i tak zdamy rachunek tam, skąd przyszliśmy – bo przecież wierzymy w nieśmiertelność duszy, o której mówią religie?

Ale ona, dusza jest nie tam, gdzieś daleko – i do tego przypominana o sobie od święta. Ona jest w nas, każdego dnia, w każdej chwili naszego życia i odpowiadamy za nią, za jej wzrastanie. Jeśli tego nie robimy, doświadczamy zresztą tego konsekwencji. O tym także będę pisać w dalszej części książki.

W międzyczasie warto ustanowić fundamentalny wymóg dla siebie – nieustannej, całożyciowej edukacji, a przede wszystkim samo-edukacji, polegającej na śledzeniu pojawiającej się literatury i wyciąganiu wniosków dla siebie i swojego podejścia do człowieka-podmiotu, zamiast „przedmiotu” do leczenia. Nasze życie jest tego warte, zarówno przy cząstkowym, jak i całkowitym bilansie życia. Musimy o tym myśleć już teraz.

Tego też życzę wszystkim, którzy sięgną po tę książkę, gdyż dzięki niej zaczną rozumieć nie tylko przyczyny chorób z autoimmunoagresji, ale przede wszystkim to, czego mają się z tego nauczyć dla siebie i na pokolenia i zacząć tym żyć już od zaraz.

Autorka

Fizjologia i patologia układu hormonalnego i immunologicznego

Jest zagadnieniem ciekawym, wręcz fascynującym, jak poszczególne układy fizjologiczne są współzależne, i oddziaływanie na jeden wywołuje ewidentne skutki w drugim. Nie ma układu działającego odrębnie od reszty. Tymczasem medycyna podzieliła nas na części i „leczy” każdą z nich z osobna. W ten sposób człowiek, nieświadomy własnej struktury, zaczyna działać przeciw sobie i wywołuje kaskadę negatywnych skutków, jak w walącym się domku z kart.

Czy ktoś kiedyś nas tego uczył – wiedzy o współzależnościach? Czy uczy się tego w domu, na jakimkolwiek etapie kształcenia w szkole? Czy biologia, fizyka, chemia, biochemia, anatomia, fizjologia – ma odniesienia do mnie – indywidualnej osoby, do tego, jak żyję, myślę, co robię, czy jestem zdrowa, czy choruję? A przede wszystkim czy to, co dzieje się na poziomie fizycznym, ma jakiekolwiek odniesienia we mnie na głębszych poziomach i czy likwidowanie objawu uwalnia mnie od problemu w głębi mnie samej?

Rozpocznę więc od pewnych wyjaśnień istotnych dla zrozumienia zdrowia i choroby, a więc szczególnie od pojęcia homeostazy oraz dwóch współzależnych systemów odpowiedzialnych za dobrostan organizmu: odpornościowego i hormonalnego. Głębsze przyjrzenie się mechanizmom pozwoli na uświadomienie sobie, jak wszystko jest misternie „pomyślane” i oparte na zasadach akcji i reakcji.

Zastanawiając się nad przestrzeniami istnienia człowieka musimy brać pod uwagę jego ciało fizyczne – jako sferę biologii i objawów (w tym mieszczą się poszczególne układy i narządy); myślenie – a więc m.in. nawyki i przekonania, emocje i ich zdrowe czy chore wyrażanie oraz sferę duchową, w której jesteśmy w stanie poszukać sensu.

Homeostaza to harmonia na poziomie ciała (wszystkich układów). Może ona zaistnieć jedynie, gdy każdy z nich jest w równowadze z innymi. Wszystkie poziomy muszą być jednak w harmonii, a więc współzależnościach. Fizyka kwantowa mówi o istnieniu ukrytego porządku (jest, a go nie widać). Podstawową przyczyną zaistnienia jakiegoś zjawiska (także porządku, homeostazy) jest obecna w systemie właściwa informacja / energia. Jeśli pojawia się dysharmonia, to znaczy, że informacja czy energia wymaga zmiany.

W prawidłowo funkcjonującym organizmie wszystkie układy pracują harmonijnie i są w równowadze. Energia życiowa wytwarzana w procesach biochemicznych przepływa bez przeszkód (energia=materia).

Informacja o tym, jak ma pracować organizm jest zawarta w nim samym. Gdy procesy energetyczne są zaburzone – organizm choruje (prowadzi to do zmian w biochemii – parametrach krwi). Z tego powodu homeostaza jest zaburzona, niemniej dzieje się to na wszystkich poziomach siebie, nie tylko biochemii.

Układ odpornościowy, zwany inaczej immunologicznym – to zespół narządów i układów, które pozwalają na zaistnienie mechanizmów obrony przed substancjami szkodliwymi dla organizmu. W jego skład wchodzą narządy limfatyczne, naczynia chłonne, komórki zaangażowane w reakcje immunologiczne, wreszcie przeciwciała czy cytokiny, warunkujące niszczenie patogenów czy komórek nowotworowych. To wszystko dotyczy fizjologii na poziomie biologii – fizycznego wymiaru siebie – mnie samej.

Wspominając o fizyczności, będę stale mieć na względzie „całość” mnie, przypominać, że „ja” jestem nie tylko ciałem, a wszystko we mnie krąży wszędzie i oddziałuje zarówno na ciało, umysł, jak i duszę. Dlatego wiadomości o części fizycznej będę starała się ograniczać do minimum, bo o niej znaleźć można informacje w każdej naukowej i popularno-naukowej książce.

Informacji o duszy i ciele z duszą trzeba szukać już znacznie dłużej, bo tego rodzaju wiedza nie jest popularna dla przeciętnego czytelnika, a wręcz nieuświadamiana, że jest potrzebna. A tymczasem jest ona nawet niezbędna na dzisiejsze czasy, aby przetrwać i nie poddać się wszechobecnym chorobom cywilizacyjnym, które stają się epidemiczne.

Wracając do układu immunologicznego, stanowi on na poziomie fizycznym barierę ochronną dla organizmu przed wieloma chorobami. Identyfikuje on i likwiduje szkodliwe dla niego substancje. Cechą charakterystyczną jego działania jest odróżnianie zdrowych komórek i tkanek własnego organizmu od szkodliwych patogenów (obcych dla niego).

Ze względu na wyjątkowe zróżnicowanie współczesnego świata i różnorodność szkodliwych substancji, wykrywanie ich przez organizm staje się coraz bardziej skomplikowane na skutek zmian w środowisku ekologicznym i niezbędne czynniki przystosowawcze. Dotyczy to też samego człowieka, jego zachowań, diety, stylu życia, także nałogów.

Należy przy tym mieć na uwadze, że zdrowie i choroba nie dotyczą jedynie fizyczności, a więc ciała. Są zależne od istniejącej mozaiki energii i genów, ale i od otoczenia, w którym funkcjonuje jednostka. Warty uświadomienia sobie jest także fakt, że każda osoba indywidualnie może zmieniać swoje otoczenie. Styl życia, odżywianie i postawy są bowiem zasadniczymi składowymi wspierania własnej odporność. Tymczasem w dzisiejszych czasach szczególną uwagę przykłada się do fizycznego zdrowia. Mało kto zdaje sobie sprawę, że to nie wszystko.

Jak pisałam powyżej, ciało dysponuje układem odpornościowym, u podstaw działania którego leży umiejętność odróżniania komórek własnych od „ nie ja” – tego, co obce. W pewnych okolicznościach może się zdarzyć, że ciało nie będzie w stanie odróżnić siebie od tego, co nie jest nim. Kiedy tak się dzieje, ciało wytwarza autoprzeciwciała, które przez pomyłkę atakują prawidłowe komórki własnego organizmu. W tym samym czasie komórki, zwane limfocytami T nie wykonują swoich zadań utrzymania prawidłowego działania układu odpornościowego. W wyniku nieprawidłowego niszczenia własnych komórek, następuje ich uszkodzenie, które nazywane jest chorobą autoimmunologiczną lub chorobą z autoimmunoagresji.

Dotychczas opisano ponad 80 typów chorób z autoimmunoagresji. Klasyfikacja części z nich jest nadal poddawana wątpliwościom, zależnie od ich objawów. Uważa się bowiem, że same nie są chorobami autoimmunologicznymi (tak opisano np. fibromialgię), chociaż wiele ich objawów wchodzi w zakres chorób z autommunoagresji. Niemniej to już powinno zapalać w nas „czerwoną lampkę”, gdyż z racji kompleksowego oddziaływania „wszystkiego na wszystko” warto jest zastanowić się, czy przypadkiem objawy nie dotyczą jakiegoś wspólnego czynnika, kryjącego się „pod spodem”.

Choroby autoimmunologiczne – jak sama nazwa wskazuje odnoszą się do problemów z układem odpornościowym, który staje się mniej wydolny, lub nadmiernie reaktywny. Choroby te mogą dotyczyć niemal każdej części ciała.

Zastanawiającym faktem jest, że choroby autoimmunologiczne są powszechne, dotykając np. ponad 23 miliony Amerykanów. Uważa się, że są przyczyną śmierci i niepełnosprawności znacznej części tych chorych. Niektóre choroby mogą występować rzadko, a inne, takie jak choroba Hashimoto, dotyczą wielu ludzi.

Chociaż każda choroba jest odmienna, pewne znamienne objawy powtarzają się w wielu z nich, takie jak zmęczenie, bóle głowy, stawów czy mięśni, także objawy nieustającego niepokoju. Często towarzyszyć im może podwyższona temperatura. W przypadku wielu chorób autoimmunologicznych objawy pojawiają się na krótko i znikają lub mogą być łagodne i utrzymywać się przez długi czas. Ustąpienie objawów na jakiś czas nazywa się remisją. O kilku przykładach chorób z autoimmunoagresji będę pisać jeszcze w dalszej części niniejszej książki.

Układ limfatyczny stanowi główną część układu odpornościowego. Jest to sieć węzłów chłonnych i naczyń chłonnych. Naczynia limfatyczne są cienkimi rurkami, które występują w całym ciele, niosącym limfę. Limfa to płyn tkankowy, odpady metaboliczne, ale i komórki układu odpornościowego. Węzły chłonne to małe skupiska komórek układu odpornościowego o kształcie ziarnka fasoli, które są połączone w cały system przez naczynia limfatyczne. Zawierają one białe krwinki, które zatrzymują wirusy, bakterie i inne patogeny, w tym komórki rakowe. Białe krwinki są komórkami układu odpornościowego. Komórki macierzyste krwi (w tym białe krwinki) są produkowane w szpiku kostnym. Do narządów limfatycznych zalicza się też śledzionę i grasicę.

Układ odpornościowy, obok wielu rodzajów komórek, tkanek czy narządów, składa się także z pewnych rodzajów białek, które oddziałują na siebie jako dynamiczny system. Ze względu na nieustanne zmiany środowiskowe, układ przystosowuje się dla bardziej skutecznego rozpoznawania poszczególnych patogenów i substancji obcych. Wyjątkowo istotnym elementem tej adaptacji jest powstanie pamięci immunologicznej. Tego rodzaju pamięć jest szczególnie ważna w procesie swoistej odporności, która jest czynnikiem działającym w szczepieniach ochronnych przeciw konkretnym chorobom zakaźnym.

Kiedy układ odpornościowy nie działa tak, jak powinien, nazywa się to zaburzeniem układu odpornościowego. Gdy osoba rodzi się ze słabym układem odpornościowym określa się to pierwotnym niedoborem odporności.

Jeśli jakaś choroba osłabia układ odpornościowy uważa się to za nabyty niedobór odporności. System odpornościowy może być zbyt aktywny, np. w przypadku reakcji alergicznej. Gdy układ odpornościowy zwraca się przeciwko gospodarzowi powstaje choroba autoimmunologiczna.

Układ odpornościowy ochrania organizm przed infekcją na kilku poziomach. Na poziomie fizycznym zapobiega dostaniu się do wnętrza ciała bakterii czy wirusów, dzięki nieswoistej odpowiedzi immunologicznej, zapewnionej przez odporność wrodzoną. Tego rodzaju ochronę otrzymuje noworodek i niemowlę od matki, karmione jej mlekiem – jako tzw. miejscową ochronę błon śluzowych.

Kolejnym etapem ochrony jest tzw. adaptacyjny układ odpornościowy, a więc powtórne rozpoznanie patogenu i jego usunięcie. I tutaj ważną rolę odgrywa pamięć immunologiczna. Układ zapamiętuje bowiem dany patogen i kolejnym razem jego działanie jest znacznie szybsze. W ten sposób powstaje nabyta odporność (swoista).

Oba rodzaje odporności - wrodzona i adaptacyjna - polegają na zdolności układu odpornościowego do rozróżniania tego, co własne od tego, co obce.

Ochrona organizmu przed infekcjami może dotyczyć np. jedynie zewnętrznych barier, których działanie może być mechaniczne, chemiczne i biologiczne. Skóra jest przykładem mechanicznej bariery, będącej pierwszą linią obrony przed infekcją. Na obszarze ciała znajdują się tymczasem inne mechanizmy, np. w płucach, jelitach czy drogach moczowo-płciowych. Łzawienie oczu i oddawanie moczu powoduje mechaniczne usuwanie zbędnych substancji, natomiast śluz wydzielany przez drogi oddechowe i przewód pokarmowy stanowi pułapkę dla mikroorganizmów, a kaszel i kichanie mechanicznie wyrzuca patogeny i inne podrażnienia z dróg oddechowych.

Przed infekcją chronią również  bariery chemiczne. Skóra i drogi oddechowe wydzielają peptydy antybakteryjne podobne działanie mają enzymy, zawarte w ślinie, łzach i mleku kobiecym, np. lizozym . W żołądku znajduje się kwas solny i proteazy, stanowiące chemiczną obronę przed patogenami. Podobne działania ochronne mają wydzieliny pochwy czy sperma.

Istnieje także bariera biologiczna, którą tworzy flora znajdująca się wewnątrz przewodu pokarmowego i dróg moczowo-płciowych. Nagminne stosowanie antybiotyków, które w większości nie działają na grzyby, doprowadziło np. do nadmiernego ich wzrostu, powodując kandydozę pochwy .

Zaburzenia w funkcjonowaniu systemu odpornościowego mogą wywoływać liczne choroby, np. na skutek powracających i zagrażających życiu infekcji. Mogą też wystąpić z powodu choroby genetycznej lub w wyniku stosowania leków lub objawić się w formie tzw. zespołu nabytego niedoboru odporności (AIDS, na skutek zakażenia retrowirusem HIV).

Zapalenie pojawia się jako jeden z pierwszych elementów odpowiedzi układu odpornościowego na infekcję. Rozpoczyna się od zaczerwienienia i spuchnięcia, wynikłego na skutek zwiększonego przepływu krwi w tkance. Początkowo pojawiają się cytokiny, uwalniane przez uszkodzone albo zainfekowane komórki, które włączają kolejno nowe komórki odpornościowe w zainfekowaną przestrzeń, prowadząc do naprawy zniszczonej tkanki, gdy patogeny zostaną już usunięte.

Warto teraz poświęcić trochę uwagi układowi hormonalnemu, a szczególnie głównym narządom wydzielającym hormony.

Układ hormonalny inaczej  wewnątrzwydzielniczy, dokrewny,  endokrynny – to układ narządów, składający się z gruczołów dokrewnych i wyspecjalizowanych komórek warunkujących wydzielanie hormonów.

Do narządów wydzielniczych zalicza się: podwzgórze, przysadkę mózgową, szyszynkę, tarczycę, przytarczyce, grasicę, trzustkę (wyspy Langerhansa), nadnercza, gonady (czyli jądra, jajniki) oraz komórki dokrewne występujące w nabłonku przewodu pokarmowego.

Wszystkie one odgrywają zasadniczą rolę w funkcjonowaniu organizmu człowieka, mając wpływ na jego harmonijny rozwój w różnych okresach życia i sytuacjach.

Układ hormonalny w organizmach żywych pełni rolę regulacyjną w zapewnieniu homeostazy. Wraz z układem nerwowym i regulacją na poziomie tkankowym, układ hormonalny stanowi niezbędny mechanizm przystosowawczy reagujący na zmieniające się warunki środowiska zewnętrznego i wewnętrznego.

Układ dokrewny działa zwykle „na zlecenie” układu nerwowego, stąd często łączy się je pod wspólną nazwą układu neuroendokrynnego. Razem odpowiadają one za homeostazę organizmu (czyli stabilność jego środowiska wewnętrznego). Wydzielanie hormonów podlega więc zarówno kontroli na drodze sprzężeń zwrotnych jak i regulacji ze strony układu nerwowego.

Hormony to substancje chemiczne, które oddziałują na tkanki organizmu, regulując ich czynność. Ze względu na budowę chemiczną i sposób działania wyróżniamy trzy główne grupy hormonów: steroidowe, białkowe (polipeptydowe) oraz pochodne aminokwasów (aminy biogenne i hormony tarczycy).

Odnosząc się do tematyki tej książki, nie będę szeroko omawiać wszystkich układów i gruczołów wydzielania wewnętrznego. Informacje te znajdzie każdy w mniej lub bardziej specjalistycznych książkach lub w internecie. W tej części zajmę się tylko tymi narządami i przestrzeniami, które potencjalnie mogą mieć znaczenie dla zasadniczego wątku, który pragnę rozwinąć: podwzgórzem, przysadką, tarczycą i nadnerczami, mającymi istotny wpływ na choroby z autoimmunoagresji, ich wspólne objawy, ale także przyczyny zaburzeń homeostazy na głębokich – duchowych poziomach.

PODWZGÓRZE  to niewielka struktura w międzymózgowiu, poniżej wzgórza, która pełni wyjątkowo ważną funkcję w organizmie w kontrolowaniu gruczołów dokrewnych. Podwzgórze to główny ośrodek integrujący trzy różne funkcjonalności: somatyczną, wegetatywną (zależną od układu nerwowego) oraz hormonalną – mającą wpływ na wydzielanie hormonów. Swoje działania regulacyjne spełnia poprzez autonomiczny układ nerwowy (za pomocą pnia mózgu i rdzenia kręgowego), jak również układ limbiczny oraz wewnątrzwydzielniczy (w tym przez przysadkę).

Podwzgórze odpowiada za wiele procesów zachodzących w organizmie, w tym homeostazę, czyli równowagę wewnątrzustrojową, a więc np. utrzymanie optymalnej temperatury, dyspozycji zasobami energetycznymi, gospodarkę wodno-elektrolitową (uczucie pragnienia, niedopuszczanie do odwodnienia), pobieranie i przetwarzanie pokarmów (uczucie głodu i sytości), zarządzanie okresami snu i czuwania jak i wiele procesów neuropsychicznych. Podwzgórze odpowiada także za czynności seksualne (cykle układu rozrodczego, popęd).

W podwzgórzu dochodzi do komunikacji pomiędzy układem nerwowym i hormonalnym, czyli sygnały nerwowe zamieniane są na sygnały biochemiczne, dzięki czemu procesy psychiczne mają wpływ na zmianę funkcji biochemicznych organizmu. Dzieje się to z powodu obecności dwóch amin katecholowych: adrenaliny i noradrenaliny.

Podwzgórze można podzielić na część przednią, środkową, tylną i boczną, a te na poszczególne jądra. Każde z nich pełni swoje własne, bardzo ważne funkcje. 1. Przednia część - odpowiedzialna jest za synchronizację i regulację rytmów biologicznych (snu i czuwania); syntetyzuje i wydziela wazopresynę i oksytocynę oraz kortykoliberynę. Liberyny pobudzają przysadkę do wydzielania odpowiednich hormonów, np. somatokryniny, wpływając na zwiększenie wydzielania hormonu wzrostu (somatotropiny), a także na regulację tworzenia gonadotropin przez przysadkę; statyny – hamują wydzielanie niektórych hormonów przysadki, np. somatostatyna hamuje wydzielanie hormonu wzrostu z przysadki (somatotropiny).

2. Środkowa część wytwarza hormony hipofizjotropowe, które regulują czynność komórek przedniego płata przysadki.

3. Tylna część połączona jest z układem limbicznym i hipokampem, jak też odpowiedzialna za regulację temperatury.

Warto wspomnieć przy okazji, że kortykoliberyna, która zostaje uwolniona pod wpływem stresu, uaktywnia zachowania lękowe.

Nie sposób mówić o podwzgórzu, nie wspominając o przysadce mózgowej. Gruczoły te są ze sobą ściśle powiązane. Podwzgórze reguluje czynności organizmu właśnie za pośrednictwem przysadki. Współpracują one ze sobą na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Polega ono na tym, że podwzgórze kontroluje stężenie danego hormonu we krwi: przysadka przestaje więc wydzielać dany hormon i jego poziom stopniowo maleje. Jeśli z kolei jest za mało jakiegoś hormonu we krwi, to podwzgórze uwalnia do przysadki swoje hormony nadrzędne, pobudzając ją do wydzielania odpowiednich hormonów.

W podwzgórzu zlokalizowany jest ośrodek przyjemności. Przez podwzgórze do kory mózgowej przepływają bodźce czuciowe, dlatego podwzgórze nazywane jest podkorowym ośrodkiem czucia.

Podwzgórze uważane jest za centralny narząd, pełniący nadrzędną funkcję w kontrolowaniu gruczołów dokrewnych. To dzięki niemu może utrzymywać się homeostaza w organizmie. Niektórzy badacze przypisują mu rolę radaru i jednocześnie sterownika. Zbiera ono bowiem informacje z całego organizmu, docierające do niego dzięki neuroprzekaźnikom (np. serotoninie i dopaminie). Produkuje np. więcej tyreoliberyny (TRH) jeśli otrzyma sygnał o zbyt małej ilości hormonów tarczycy. TRH trafia do przysadki mózgowej i pobudza wydzielanie przez nią tyreotropiny (TSH). Wraz z krwią z kolei TSH dociera do tarczycy i stymuluje wytwarzanie przez nią takich hormonów jak: trójjodotyronina (T3) i tyroksyna (T4) czy kalcytonina, która reguluje gospodarkę wapniowo-fosforanową.

Dzięki podwzgórzu następuje więc regulacja autonomicznego układu nerwowego ale i gospodarki hormonalnej. Tak więc nerwowe impulsy zostają zamieniane na biochemiczny metabolizm.

CIAŁO MIGDAŁOWATE (łac. corpus amygdaloideum ,amygdala) – zaliczane jest do układu limbicznego wraz z PODWZGÓRZEM, ale i HIPOKAMPEM, choć jest to pojęcie bardziej fizjologiczne niż anatomiczne. Piszę o tych częściach mózgu dlatego, że układ limbiczny bierze udział w regulacji stanów emocjonalnych, np. strachu, zadowolenia, przyjemności itp. Gra też istotną rolę w procesie zapamiętywania, ale przede wszystkim w mechanizmach przewlekłego stresu.

HIPOKAMP – znajduje się w przodomózgowiu i jest odpowiedzialny głównie za pamięć. Przenosi on informację z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej. Może ulec uszkodzeniu pod wpływem silnego lub przewlekle utrzymującego się wewnątrz organizmu stresu, jak w przypadku zespołu stresu pourazowego (PTSD) ze względu na obciążenie osi przysadka-podwzgórze-nadnercza, prowadząc do nadmiernego stężenia kortyzolu, który uszkadza hipokamp.

Ciało migdałowate i hipokamp odgrywają ważną rolę w trakcie stresu. Ciało migdałowate, mając udział w pamięci emocjonalnej, jest zaangażowane w rozpoznawanie stresora. Szczególnie istotne są tu negatywne emocje, zwłaszcza strach. W tej reakcji współdziała także z podwzgórzem. Nadmierny lub przewlekły stres prowadzi do zahamowania czynności hipokampu. Hipokamp normalnie hamuje wydzielanie kortykoliberyny przez podwzgórze, jednak w wyniku stresu traci tę zdolność. Nadmierne wydzielanie glikokortykoidów utrzymują reakcję stresową na wysokim poziomie, prowadząc do dalszego uszkadzania hipokampu.

Większość przeżyć duchowych (wiadomo obecnie, że powstają one w płatach skroniowych) trwa zaledwie kilka sekund. Danah Zohar uważa, że płaty skroniowe są miejscem ich powstawania, a one są powiązane z układem limbicznym, który jest mózgowym centrum emocji i pamięci. Najważniejszym elementem układu limbicznego jest właśnie wspomniane wyżej jądro migdałowate, leżące w środkowej części układu, oraz hipokamp, który pełni decydującą rolę w utrwalaniu doświadczeń w pamięci. Dramatyczne doświadczenia mogą silnie i długotrwale naznaczyć emocjonalnie życie człowieka. Mówi się o nich, że „odmieniają życie”.

Hipokamp i ciało migdałowate to struktury układu limbicznego, regulujące uczucia i impulsy, które wraz z tzw. nową korą tworzą tzw. mózg emocjonalny. Udział układu limbicznego wskazuje jak ważny jest czynnik uczuciowy w religijnych i duchowych doświadczeniach, w odróżnieniu od przekonań, które w dużym stopniu mają intelektualny charakter.

Ciało migdałowate jest ośrodkiem kontroli uczuć. Zachowuje ono pamięć silnych emocji, szczególnie strachu, który gromadzony jest w tej części mózgu. Gdy jakaś nowa sytuacja przypomina wcześniejszą, skojarzoną ze strachem, dziecko odpowiada tym samym już zakodowanym odruchem czy zachowaniem na nową informację, wyszukując emocjonalne podobieństwa w kolejnych nowych bodźcach. Ciało migdałowate komunikuje swoją odpowiedź do części tylnej płatów skroniowych dla określenia najbardziej odpowiedniego działania. Tylna część płatów skroniowych rozwija się bardzo wolno, nawet jeszcze po 19 r.ż. Tym samym dzieci i nastolatki często czują i działają zanim pomyślą. Wybierają zachowania oparte na tym, co znane, ponieważ nie są zdolne rozróżnić co jest właściwe. Jeśli nie nauczą się świadomie odpowiednich zachowań, będą kontynuować niekorzystne wzorce do dorosłości.

Hipokamp jest odpowiedzialny za emocjonalne uczenie się i jest siedliskiem pamięci emocjonalnej. Ważną rolę odgrywają neuropeptydy (jak np. serotonina czy norepinefryna). W momencie pojawienia się emocji są one magazynowane w mózgu emocjonalnym, a następnie rozsyłane po całym organizmie. To one wpływają na towarzyszące stanom emocjonalnym reakcje ciała (przyspieszenie akcji serca, pocenie się, drżenie rąk, zaczerwienienie twarzy czy szyi) i impulsywne zachowania, których potem człowiek żałuje. Wysoka zawartość hormonu stresu - kortyzolu w hipokampie wskazuje powtarzające się epizody niepokoju.

Hipokamp komunikuje się z przednią częścią płatów czołowych dla określenia właściwej odpowiedzi. Gdy dziecko otrzymuje nową informację, hipokamp musi się zaadoptować i znaleźć najbardziej efektywną odpowiedź. W środkowej części hipokampu zbiegają się informacje z pozostałych części i tam właśnie następuje wybór zachowania. Gdy akcja serca jest niezrównoważona, osoba odczuwa strach, stres, a dokonany w takim stanie emocjonalnym wybór jest zupełnie odmienny od tego, który zostałby podjęty gdy czuje się miłość, bezpieczeństwo, harmonijną akcję serca.

Emocjonalny mózg ma bezpośrednie neuronalne połączenie z płatami przedczołowymi nowej kory. Ta część zaś odgrywa znaczącą rolę w połączeniu fizycznym mózg-serce, oddziałując na system umysł-ciało poprzez bezpośrednie neuronalne i hormonalne połączenia. To co dzieje się na poziomach energetycznych (oddziaływania bodźców) wpływa więc na wszystko w ciele, a więc tym samym na funkcjonowanie gruczołów wewnętrznego wydzielania, systemu immunologicznego, pamięci, uczenia się, a nawet aktywności DNA.

DNA nie determinuje wszystkich połączeń nerwowych, tworzą się one również przez doświadczenie i zewnętrzne wpływy. Gdy dziecko odczuwa brak miłości i nadmiar negatywnych bodźców jak strach, czy niepokój, staje się przeciążone wewnętrznym stresem. Jego zdolności adaptacyjne zmniejszają się. Gdy jest narażone na stres, wzorce neuronalne mózgu kształtują się jako wzorce odpowiedzi na stres.

Serce zdaje się być związane z najważniejszymi ludzkimi wartościami jak miłość, empatia, wybaczanie. Jest ono narządem równoważącym. Pomaga harmonizować autonomiczny system nerwowy i produkuje tzw. hormon równowagi (AN), mający swoje receptory w mózgu. Naukowcy z HeartMath Institute odkryli, że jeśli rytmy elektryczne serca są zrównoważone, wzrastają także zdolności uczenia się. Pozytywne uczucia miłości, troski, doceniania innych i życia oraz empatii tworzą harmonię rytmów w sercu. Poprzez miłość rytmy elektryczne mózgu i serca synchronizują się, a stąd większa moc i inteligencja stają się dostępne umysłowi. Serce wpływa tym samym na układ nerwowy, immunologiczny i hormonalny.

Nasz emocjonalny mózg ma bezpośrednie połączenie neuronalne z tzw. nowa korą, a ten związany jest z pojawianiem się „wyższych wartości” transpersonalnych, takich jak: miłość, empatia, przebaczanie, troska, dobroć, prawda, piękno. To „zdolność serca” pobudza mózg do ich ujawniania. Mimo, że predyspozycje do ich przejawiania są aktywne od najwcześniejszego okresu życia i określane jako tzw. zdrowy rozsądek czy moralność, niemniej dostęp do poziomu etycznego i rozwoju tej części mózgu dla ujawnienia się transpersonalnych wartości w codziennym życiu zależy od wsparcia niższych szlaków neurologicznych w trakcie dzieciństwa i okresu dojrzewania, gdy nie są one jeszcze strukturalnie rozwinięte. Wskazuje to, że znaczna część mózgu jest predysponowana do rozwoju w dorosłym życiu: nie ulega ona mielinizacji i stabilizacji do 21 roku życia, tak jak poprzednio sądzono.

PRZYSADKA MÓZGOWA – (łac. hypophysis, ang. pituitary gland) to gruczoł dokrewny umiejscowiony w zagłębieniu kości klinowych, które określane jest mianem siodła tureckiego. Ten maleńki narząd kontroluje wiele czynności ważnych dla życia organów, m.in. również przebieg procesów wzrostu. Do chorób doprowadzać może zarówno niedoczynność przysadki, jak i jej nadczynność.

Hormony przedniego płata przysadki to tzw. hormony tropowe, które mają wpływ na czynność innych gruczołów dokrewnych: tarczycy, nadnerczy czy też (odpowiednio dla danej płci) jajników i jąder.

W przednim płacie przysadki wyróżnić można 5 rodzajów komórek – każdy z nich produkuje inny hormon:

Somatotropowe: Stanowią najliczniejszą populację komórek przedniego płata przysadki (do 40% wszystkich komórek tej części gruczołu), wydzielają one hormon wzrostu (GH).

Kortykotropowe: ich udział w całej masie przysadki gruczołowej sięga około 20%, a produkują one kortykotropinę (ACTH), wpływającą na czynność nadnerczy.

Tyreotropowe: wydzielają one tyreotropinę (TSH), która kontroluje czynność tarczycy.

Gonadotropowe: produkują one  hormon luteinizujący - lutropinę (LH) oraz folikulotropinę (FSH), wpływające na czynność gonad (jajników i jąder).

Laktotropowe: mają wpływ na wydzielanie  prolaktyny (luteotropiny), hormonu odpowiedzialnego m.in. za stymulację tworzenia kobiecego pokarmu.

W szczątkowym płacie pośrednim (a także w przednim płacie przysadki) produkowana jest  melanotropina (MSH), wpływająca na czynność komórek barwnikowych w skórze.

Część tylna przysadki uznawana jest przez niektórych badaczy za element podwzgórza ze względu na jej połączenie z tym narządem. Z tylnego płata przysadki uwalniane są: oksytocyna , która wpływa na funkcje rozrodcze organizmu: wywołuje np. skurcze macicy, które przyspieszają transport plemników w drogach rodnych kobiety, jak i prowokują poród, wpływa także na ilość mleka wydzielanego przez kobietę karmiącą i wazopresyna  – hormon anty-diuretyczny (ADH), biorący udział w kontrolowaniu gospodarki wodnej organizmu, wzmagający wchłanianie zwrotne w kanalikach nerkowych, przez co organizm produkuje mniej moczu. Substancje te są jedynie magazynowane w przysadce, a następnie z niej uwalniane. Produkcja wazopresyny i oksytocyny odbywa się bowiem w podwzgórzu, z którego są transportowane właśnie do tylnego płata przysadki.

Oksytocyna i wazopresyna syntetyzowane są też w gonadach i korze nadnerczy, a oksytocyna występuje również w grasicy.

Wazopresyna uwalniana jest z zakończeń neuronów w tylnym płacie przysadki mózgowej. Do głównych czynników pobudzających uwalnianie wazopresyny należy wzrost ciśnienia osmotycznego krwi i płynu mózgowo-rdzeniowego, zmniejszanie się objętości krwi i ciśnienia tętniczego, jak też pobudzenie ośrodkowego układu nerwowego zaistniałe w wyniku stresu.

Działanie oksytocyny i wazopresyny na poziomie ośrodkowego układu nerwowego wiąże się głównie z regulacją procesów emocjonalnych i poznawczych. Oksytocyna odgrywa istotną rolę w kształtowaniu zachowań społecznych, w tym warunkuje między innymi przywiązanie między matką a dzieckiem.

W przeciwieństwie do wazopresyny, która podwyższa poziom lęku, agresji i stresu, oksytocyna obniża wszystkie trzy parametry. Proces ten zachodzi prawdopodobnie przy udziale ciała migdałowatego oraz jego połączenia z pniem mózgu i podwzgórzem. Oksytocyna pobudza neurony okolicy zewnętrznej i bocznej jądra migdałowatego, wazopresyna zaś okolicy przyśrodkowej. Ta grupa neuronów jest najprawdopodobniej odpowiedzialna za wyzwalanie odpowiedzi lękowej przy udziale wazopresyny. Hamowanie lęku odbywa się pośrednio przez oksytocynę.

Obserwowano wzrost poziomu oksytocyny u matek, które często dotykają swoje niemowlęta. Jednocześnie stwierdzono niższy poziom oksytocyny u osób, które w dzieciństwie doświadczyły przemocy lub innych silnie stresujących sytuacji. Oksytocyna bierze także udział w budowaniu zaufania.

Na wydzielanie hormonów przysadkowych wpływa nie tylko podwzgórze, ale i kontrolowane przez przysadkę gruczoły dokrewne. Odbywa się to na zasadzie tzw. pętli ujemnych sprzężeń zwrotnych. Na przykład niski poziom glukozy we krwi jest sygnałem do zwiększenia wydzielania hormonów nadnerczy. W takiej sytuacji podwzgórze uwalnia kortykoliberynę, co z kolei pobudza przysadkę do wydzielania kortykotropiny. Ten ostatni hormon stymuluje nadnercza do produkcji m.in. glikokortykosteroidów (GKS). Zwiększone ich stężenie we krwi wpływa na czynność podwzgórza i przysadki: w warunkach fizjologicznych prowadzi do tego, że oba gruczoły tropowe zaprzestają uwalniać substancje pobudzające nadnercza. Dzięki istnieniu takich mechanizmów samoregulacji organizm ma zdolność zachowania homeostazy i odpowiednio dostosowywać uwalnianie hormonów do aktualnego zapotrzebowania.

TARCZYCA - gruczoł tarczowy to niewielki gruczoł wydzielania wewnętrznego, znajdujący się w przednio-dolnej części szyi. Mimo swoich małych rozmiarów tarczyca odgrywa bardzo istotną rolę w funkcjonowaniu organizmu na poziomie fizycznym i psychicznym. Produkuje bowiem hormony, które sterują przemianą materii we wszystkich narządach i tkankach organizmu.

Tarczyca magazynuje produkowane przez siebie hormony. Zanim zostaną one uwolnione do krwi są przechowywane są w postaci przejściowej w żelu wypełniającym pęcherzyki.

Tarczyca wytwarza trzy hormony: trójjodotyroninę (T3), tyroksynę (T4) i kalcytoninę. Do ich produkcji tarczyca potrzebuje odpowiedniej ilości jodu. Jeżeli tarczyca wytwarza za mało lub za dużo hormonów, zaczynają się problemy ze zdrowiem. Znacznie częściej dotyczą one kobiet niż mężczyzn.

Tarczyca jest narządem podrzędnym: pracą jej steruje hormon TSH wytwarzany w przysadce mózgowej. Prawidłowe działanie tarczycy, a stąd produkcja hormonów, podlega podwójnej regulacji. Z jednej strony jest kontrolowana przez zlokalizowany w mózgu układ podwzgórze-przysadka, działający na zasadzie ujemnego sprzężenia zwrotnego – gdy tarczyca wydziela hormony, jednocześnie hamuje wypływ hormonów podwzgórza, pobudzających ją. Z drugiej zaś strony hormony tarczycy zostają wytwarzane na skutek pobudzającego działania układu nerwowego. Ma to miejsce w sytuacjach stresowych, przy nasileniu reakcji obronnej organizmu.

Stężenie trzeciego hormonu tarczycy – kalcytoniny jest skorelowane z poziomem wapnia we krwi. Gdy tarczyca wydziela zbyt mało lub zbyt dużo hormonów mówi się o niedoczynności lub nadczynności gruczołu.

Hormony tarczycy mają wpływ m.in. na ośrodkowy układ nerwowy, pracę serca (jego rytm) i krążenie oraz stopień zużycia tlenu w komórkach, także wątroby (przemianę tłuszczy i węglowodanów – nasilenie lipogenezy, glikogenolizy czy glukoneogenezy), syntezę białek, ale również gospodarkę wapniowo-fosforanową (mineralizację kości, metabolizm mineralny).

Niedobór hormonów może powodować takie objawy jak: zmęczenie, duszność wysiłkową, nadmierną senność, bóle stawów, sztywność mięśni, ochrypły głos, bóle głowy, wypadanie włosów, nadmierne odczuwanie zimna, depresję.

Tarczyca uważana jest za termostat ciała, regulujący jego temperaturę.

NADNERCZA - gruczoły nadnerczowe to parzyste narządy umiejscowione w jamie brzusznej. Jak sama nazwa wskazuje, znajdują się nad nerkami. To narządy wydzielania wewnętrznego, kontrolujące reakcję na stres, masę ciała, poziom cukru i pracę układu immunologicznego. Uważa się, że nadnercza są zaangażowane w produkcję ponad 50 różnych hormonów, które są bardzo ważne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu.

Wnętrze gruczołu dzieli się na korę oraz rdzeń. Kora nadnercza wydziela między innymi:

Glikokortykoidy – hormony zapewniające prawidłowy poziom cukru we krwi, regulują energię i metabolizm, pomagają radzić sobie ze stresem i wspierają układ odpornościowy (kortyzon, kortyzol). Hormon kortyzol jest odpowiedzialny za reakcję „walcz lub uciekaj”.

Mineralokortykoidy – hormony odpowiedzialne za prawidłowe ciśnienie krwi, nawodnienie organizmu, utrzymują elektrolity na prawidłowym poziomie. Do nich zalicza się aldosteron.

Hormony płciowe – estrogen i testosteron.

Rdzeń nadnercza wydziela katecholaminy czyli adrenalinę, noradrenalinę i dopaminę. Adrenalina  zapewnia harmonijne funkcjonowanie serca, zawiaduje prawidłowym dokrwieniem narządów oraz przekształceniem glikogenu w glukozę w wątrobie.

Funkcjonowanie nadnerczy, a przede wszystkim ilość wydzielanych przez nie hormonów, jest regulowane przez przysadkę mózgową.

W pewnych sytuacjach dysfunkcji - zwanych zmęczeniem nadnerczy dochodzi do niemożności radzenia sobie ze stresem.

PROBLEMY ZDROWOTNE ZWIĄZANE Z NIEWŁAŚCIWYM FUNKCJONOWANIEM POJEDYNCZYCH GRUCZOŁÓW LUB CAŁEJ OSI PODWZGÓRZE- PRZYSADKA-TARCZYCA-NADNERCZA

Mimo, że opisano jednostki chorobowe, którym przypisano pochodzenie od jednego gruczołu, warto jest mieć na uwadze fakt, że żaden narząd tak naprawdę nie istnieje w izolacji. Może się w nim objawić jedynie skutek, a więc efekt pewnych procesów metabolicznych sprzężonych ze sobą. Ograniczę więc do minimum część dotyczącą indywidualnych gruczołów, aby więcej miejsca poświęcić całemu systemowi współzależności i skutkom oddziaływań różnych czynników na ich funkcjonowanie.

PATOLOGIE W OBRĘBIE PODWZGÓRZA

Ze względu na budowę podwzgórza, a także jego sąsiedztwo z innymi ważnymi strukturami, jak przysadka, podstawa czaszki i komora III mózgu, objawy zaburzeń czynności tego gruczołu są ściśle związane z funkcjami międzymózgowia. Najczęściej występują zaburzenia widzenia, bóle głowy, ale także zaburzenia hormonalne, np. hiperprolaktynemia, niedoczynność przysadki, moczówka prosta oraz objawy neurologiczne.

CHOROBY PRZYSADKI MÓZGOWEJ

Zaburzenia jej czynności mogą prowadzić do wielu różnych stanów chorobowych, zarówno gdy przysadka produkuje zbyt mało swoich hormonów, jak i wtedy, gdy hormony przysadkowe uwalniane są w nadmiarze.

Jednymi z częstszych problemów chorobowych, które dotyczą przysadki, są zmiany nowotworowe w postaci guzów i gruczolaków przysadki, np. takich, które produkują w nadmiarze hormon wzrostu czy też wydzielają nadmierne ilości kortykotropiny.

NIEDOCZYNNOŚĆ TARCZYCY

Źródłem niedoczynności może być choroba samej tarczycy, ale przede wszystkim nieprawidłowe działanie przysadki czy podwzgórza, mających bezpośredni wpływa na funkcjonowanie tarczycy. Choroba może być też wynikiem nieprawidłowości w działaniu układu immunologicznego (choroba Hashimoto), jak również  leczenia nadczynności tarczycy jodem promieniotwórczym lub uszkodzenia operacyjnego.

Niedoczynność tarczycy dotyka przede wszystkim kobiet w wieku od 40 do 60 lat lub może wystąpić jako dysfunkcja przemijająca u 5% pań po ciąży. Osoby z niedoczynnością tarczycy przybierają na wadze i mają obniżoną temperaturę ciała, przez co intensywnie odczuwają zimno. Narzekają też na zmniejszenie efektywności pamięci krótkotrwałej, jak i depresyjne myśli. Niedoczynności towarzyszą też problemy skórne oraz pogarszający się stan włosów.

Przyczyny niedoczynności tarczycy mogą być różne - od choroby autoimmunologicznej po uraz mechaniczny. Często zdarza się, że pacjentki leczone są z powodu kilku różnych chorób (np. depresji, zbyt wysokiego poziomu cholesterolu, problemów skórnych czy sercowych), a dopiero później wiąże się je z niedoczynnością tarczycy. Dotyczy to zwłaszcza postaci subklinicznej niedoczynności, choć może też pojawić się w niedoczynności pełnoobjawowej. Utrudnia to jednoznaczne postawienie diagnozy.

U niektórych osób objawy niedoczynności tarczycy występują pojedynczo, u innych pojawia się cała gama sygnałów. Do objawów dołącza się męczliwość, duszność wysiłkowa, spłycenie oddechu, nadmierna senność, stałe odczuwanie zimna (nawet w upalne dni), sztywność mięśni, bóle stawów (które sugerują zmiany zwyrodnieniowe), osłabiona zdolność koncentracji, zaburzenia miesiączkowania, łamliwość i wypadanie włosów, sucha skóra, obniżenie nastroju i myśli depresyjne, a czasem psychozy, stąd pacjentki takie trafiają do psychiatrów.

Subkliniczna lub kliniczna niedoczynność tarczycy może pojawić się:

przy leczeniu jodem promieniotwórczym ;

jako polekowa niedoczynność tarczycy;

na skutek niedoboru jodu.

W przypadku subklinicznej niedoczynności tarczycy mogą występować:

stany obniżonego nastroju

depresja

zaburzenia gospodarki lipidowej

Wtórna niedoczynność tarczycy ma swoje przyczyny w przebiegu chorób przysadki, a trzeciorzędowa niedoczynność tarczycy spowodowana jest nieprawidłową pracą podwzgórza.

Choroba Hashimoto - to przewlekłe autoimmunologiczne (limfocytowe) zapalenie tarczycy, powoli niszczące ją i prowadzące do zmniejszenia produkcji hormonów (tzw. hipotyreoidyzm). O tym schorzeniu napiszę jeszcze poniżej znacznie więcej.

Nadczynność tarczycy - powoduje nadmiar krążących we krwi hormonów wytwarzanych przez ten gruczoł. Choroba atakuje około 2% populacji i występuje czterokrotnie częściej u kobiet niż u mężczyzn. Dochodzi do niej na skutek pobudzenia tarczycy przez grupę własnych przeciwciał (autoprzeciwciał).

Nadmiar hormonów tarczycy wywołuje: zmęczenie, niepokój, utratę wagi, biegunkę, problemy jelitowe, nietolerancję ciepła, utratę włosów, bóle mięśniowe, drżenia mięśni.

Hipertyreoidyzm – to nadmierna produkcja lub aktywność hormonalna, nazywana też chorobą Graves-Basedowa.

CHOROBY NADNERCZY

Najczęstsze choroby nadnerczy to:

zespół Cushinga - grupa objawów chorobowych, które są związane z podwyższonym poziomem kortyzolu we krwi,

zespół Conna  - pierwotny hiperaldosteronizm, czyli zbyt duża produkcja aldosteronu,

guz chromochłonny  - nowotwór wywodzący się z rdzenia nadnercza,

choroba Addisona - pierwotna niedoczynność kory nadnerczy.

O niedoczynności kory nadnerczy mówimy gdy w organizmie chorego znacznie obniża się poziom kortyzolu. Nieprawidłowość ta może być wynikiem pierwotnej niedoczynności kory nadnerczy (np. choroba Addisona, wada wrodzona bądź autoimmunologiczne zapalenie kory nadnerczy, bardzo rzadko stanowi powikłanie po gruźlicy) lub wtórnej niedoczynności. Wtórna niedoczynność jest  konsekwencją uszkodzenia lub zaburzeń w działaniu przysadki mózgowej. W tym przypadku winę najczęściej ponoszą przyjmowane leki (m.in. glikortykosteroidy, zwłaszcza w dużych dawkach), znacznie rzadziej powodem jest obecność guza lub uraz podwzgórzowo-przysadkowy.

Do najbardziej charakterystycznych objawów niedoczynności kory nadnerczy należą osłabienie oraz uczucie ciągłego zmęczenia. Pacjenci bardzo często skarżą się na bóle brzucha, nudności, wymioty. Dodatkowo obserwuje się niskie ciśnienie tętnicze i możliwe zasłabnięcia przy gwałtownym podnoszeniu się z pozycji leżącej. Pacjenci cierpią na nadmierny stres, niepokój, depresję, stałe zirytowanie, senność, przewlekłe zmęczenie, niemożność zasypiania, niemożność wstania i bycie zmęczonym rano, brak zainteresowania seksem, słabą pamięć i „mgłę” w umyśle (jak w fibromialgii), drżenia mięśniowe, problemy żołądkowe (refluks), zimne dłonie i stopy oraz dysfunkcje immunologiczne.

Pacjentom zwykle zaleca się przyjmowanie glikokortykosteroidów, mineralokortykosteroidów (najczęściej hydrokortyzon), znacznie rzadziej sięga się po androgeny. Bardzo często niedoczynność kory nadnerczy, szczególnie o podłożu autoimmunologicznym wymaga dalszej kontroli pod kątem cukrzycy typu 1 lub choroby tarczycy (m.in. choroby Hashimoto).

Choroby autoimmunologiczne są uważane za jedną z najczęstszych przyczyn zgonów u kobiet w wieku poniżej 65 lat. Pojawiają się one w wielu różnych odmianach, w tym reumatoidalnego zapalenia stawów, cukrzycy typu I, chorób tarczycy, tocznia, łuszczycy, stwardnienia rozsianego i wielu innych, i mogą powodować różne rodzaje objawów w całym ciele, od łagodnych po bardzo ciężkie.

Mimo, że istnieją różnorodne rodzaje chorób autoimmunologicznych i mogą one wpływać na wiele różnych narządów, u podstaw są one wszystkie podobne w tym, że odpowiedź immunologiczna prowadzi do ataku na własne ciało.

Tłumaczy się, że choroby autoimmunologiczne powstają, kiedy organizm nie jest w stanie odróżnić intruza od części własnego ciała. Powoduje to, że organizm tworzy przeciwciała przeciwko samemu sobie, siejąc spustoszenie w swoich narządach. Jest to w pewnym sensie wyjaśnienie, dotyczące jednego z poziomów reakcji organizmu na niesprzyjające okoliczności, jednak uwzględniające stale jeden tylko poziom – ciała. Nie wyjaśnia niczego, co dotyczy innych pominiętych przestrzeni funkcjonowania człowieka. A przecież już wiele objawów – typu zmęczenie, bezsenność, bezsilność świadczy o tym, że choroba drąży człowieka na głębszych poziomach. Jeśli jest niewłaściwie leczona bez dotarcia do jej istoty, penetruje nadal ciało, które znajduje się tak naprawdę na końcowym etapem skutków, a nie przyczyn. I tak np.:

stwardnienie rozsiane prowadzi do uszkodzenia mózgu i demielinizacji, 

toczeń  uszkadza serce, nerki oraz skórę,

choroba Leśniowskiego-Crohna powoduje uszkodzenie przewodu pokarmowego,

wrzodziejące zapalenie jelita grubego  wpływa na jelito grube,

bielactwo powoduje utratę koloru skóry, zwaną depigmentacją,

choroba Hashimoto  uszkadza tarczycę powodując zmniejszenie produkcji hormonów,

choroba Parkinsona  powoduje utratę komórek mózgowych,

sarkoidoza wywołuje powstanie ziarniniaków w płucach, wątrobie oraz sercu.

Nadaktywny układ odpornościowy

Niektórzy ludzie rodzą się z genami predysponującymi ich układ odpornościowy do reagowania na substancje w środowisku, które normalnie są nieszkodliwe. Substancje te nazywane są alergenami. Reakcja alergiczna jest najczęstszym przykładem nadaktywnego układu odpornościowego. Pył, pleśń, pyłki i pokarmy są przykładami alergenów.

Niektóre reakcje wywołane przez nadaktywny układ odpornościowy to:

astma – reakcja alergiczna w płucach może powodować kaszel, świszczący oddech i problemy z oddychaniem. Astmę może wywołać kurz, pyłki lub substancje drażniące, takie jak dym tytoniowy, a także smog (nadmierna ilość pyłów i substancji szkodliwych w powietrzu, drażniących drogi oddechowe),

wyprysk - alergen wywołuje swędzącą wysypkę znaną jako atopowe zapalenie skóry,

alergiczny nieżyt nosa - kichanie, katar, obrzęk nosa wywoływany przez alergeny, takie jak kurz, zwierzęta domowe, pyłki lub pleśnie.