Wydawca: MUZA SA Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 52

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Chłopiec szybki jak strzała - Sally Gardner

Magiczne dzieci to seria książek dla dzieci 6+.

Są to wzruszające opowieści o zwykłych dzieciach, posiadających niezwykłą moc.

Sally Gardner, utytułowana wieloma nagrodami autorka książek dla najmłodszych, jest mamą trojga dzieci i mieszka w Londynie. Napisane przez nią książki zostały przetłumaczone na 25 języków, a w Wielkiej Brytanii sprzedały się w łącznym nakładzie 2 milionów egzemplarzy. Jest laureatką wielu prestiżowych nagród literackich, a ostatnio Costa Children’s Book Award.

Timmy Twinkle, porzucony przez matkę mały chłopiec, objada się słodyczami i wkrótce staje się obiektem kpin kolegów. Wszystko się zmienia, kiedy dziadek opowiada mu o wujku Vernonie, wspaniałym piłkarzu. Timmy nie wie, czy to magia, czy nie, ale z pomocą dziadka, papugi Szeryfa i instruktorki fitnessu zaskakuje wszystkich swoimi umiejętnościami na boisku. Jest szybki jak strzała i podkręca piłkę niczym David Beckham. To historia o chłopcu, którego nieszczęśliwe życie zostaje odmienione dzięki ukrytemu talentowi.

Opinie o ebooku Chłopiec szybki jak strzała - Sally Gardner

Fragment ebooka Chłopiec szybki jak strzała - Sally Gardner

Tytuł oryginału: The Boy with the Lightning Feet

Przekład: Katarzyna Lipnicka-Kołtuniak

Projekt okładki i stron tytułowych: Grażyna Faltyn

Redaktor prowadzący: Sławomira Gibka

Redakcja techniczna: Karolina Bendykowska

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Zespół

Ilustracje: Lydia Corry

Text © Sally Gardner 2006

Illustrations © Lydia Corry 2006

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2014

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu bez pisemnej zgody posiadaczy praw.

ISBN 978-83-7758-608-2

MUZA SA

Warszawa 2014

Wydanie I

Dla Lydii z wyrazami miłości.

1

Timmy Twinkle, co by nie mówić, był raczej pulchnym gościem. Kochał piłkę nożną, a największym jego marzeniem było umieć dobrze grać. O rany! Nie najlepiej szło mu w sporcie. Za to, jak sam uważał, był beznadziejny we wszystkich konkurencjach poza jedzeniem.

Tyle że Timmy Twinkle jeszcze wówczas nie wiedział, że jego palce u stóp mają magiczną moc.

Timmy nie zawsze był grubaskiem. Zaczął się w niego przeistaczać, kiedy jego babcia nagle zmarła podczas kupowania ziarna dla ptaków. I wówczas, zupełnie niespodziewanie, ni z tego, ni z owego, mama Timmy’ego, która zawsze mogła polegać na swoich rodzicach pomagających jej w wychowywaniu chłopca, postanowiła zacząć nowe życie w Hiszpanii i to bez własnego syna. W dodatku nikogo nie poinformowała o swoich planach. Powiedziała dziadkowi Twinkle, że jedzie do Hiszpanii na wakacje, żeby złapać trochę słońca.

– Tato – tłumaczyła dziadkowi – byłam bardzo młoda, kiedy urodził się Timmy, i jak do tej pory nie zasmakowałam życia.

– Aha – odpowiedział dziadek, który po tych wszystkich przejściach przestał mówić całymi zdaniami i tylko od niechcenia rzucał „aha” i „ee”, zupełnie jak kowboje w starych westernach, które jego wnuk tak bardzo lubił oglądać.

– To co, zajmiesz się Timmym przez parę tygodni? – zapytała mama, obracając na drzwiach kawiarni Kettle’s Teashop zawieszkę stroną na „ZAMKNIĘTE”.

– Aha – odparł dziadek.

– Kiedy wrócę i już nie będzie mnie nigdzie gnać, znów otworzymy kawiarnię – zaproponowała mama.

I to by było na tyle. Włożyła swoją błyszczącą, różową koszulkę i udała się na lotnisko, trzymając w ręku bilet w jedną stronę.

Kiedy po dwóch tygodniach nadal jej nie było, Timmy poczuł nagły głód. Po roku od jej wyjazdu już bezustannie był głodny. A po dwóch latach stał się prawdziwym grubaskiem. Odkrył, że jedzenie zapełnia mu pustkę po dawnym i bezpowrotnie minionym poczuciu bezpieczeństwa i bycia kochanym.

Timmy miał wówczas siedem lat. Od mamy dostał jedynie trzy kartki pocztowe. Na pierwszej napisane było: „Szkoda, że cię tu nie ma. Spodobałoby ci się tutaj”. W drugiej mama informowała go, że pracuje w hiszpańskim tapas barze. A z trzeciej dowiedział się, że mama właśnie bierze ślub. Timmy schował wszystkie pocztówki do pudełka po butach wraz z kapeluszem matadora i zdjęciem ślubnym mamy. Mimo to za każdym razem, gdy o niej pomyślał, robił się głodny.

2

Koledzy zaczęli się z niego wyśmiewać w drugiej klasie, gdy doszedł do niej Mickey Morris, znany wszystkim jako Mickey Łoś. W trzeciej klasie nic się nie zmieniło, nadal mu dokuczano. Wszyscy bali się Mickeya Łosia. Był najlepszym strzelcem w szkole, gwiazdą piłki nożnej na szkolnym boisku. Lubił o sobie myśleć jako o tajnej broni całej drużyny.

A potem, w czwartej klasie, kiedy wydawało się, że nie może już być gorzej, do klasy dołączył Freddy Hammer. Obaj z Mickeyem bezustannie znęcali się nad Timmym, co sprawiało, że chłopiec czuł się bardzo samotny i nieszczęśliwy.

Timmy całe dnie marzył o tym, żeby móc znaleźć się wszędzie, byle nie w szkole. Marzył tak na każdej lekcji. Nawet nauka zaczęła sprawiać mu problemy. Okropnie bał się przerw, podczas których Freddy Hammer i Mickey Łoś przyciskali go do ściany, dając mu kuksańce, kopiąc i wyzywając: „Pączek bączek” albo „Grubas marudas”.

Dwa razy Timmy poszedł nawet na wagary. Zszedł do kanału przy starym, nieużywanym od lat, zarośniętym chwastami boisku, mimo że nie wolno mu było samemu nigdzie chodzić. Zjadł tam swoje drugie śniadanie, snując marzenia, jak kiedyś zdobędzie gola dla drużyny Anglii. Zajadał batony czekoladowe, które kupił za pieniądze z kieszonkowego, i nie mógł się już doczekać popołudnia, kiedy będzie mógł wrócić do dziadka na domowe ciasto.

Timmy nigdy nikomu nie mówił o swoich kłopotach w szkole. Nie było okazji, bo przecież poruszenie takich problemów wymaga prawdziwej rozmowy, czegoś zdecydowanie więcej niż dziadkowe „aha” i „ee”.

W tej sytuacji wyglądało na to, że może być już jedynie gorzej. Los jednak nagle się odmienił, gdy chłopiec znalazł rodzinny album ze zdjęciami.

3

Dziadek był piekarzem i cukiernikiem. Kiedyś piekł chleb i ciastka do kawiarni babci. Teraz nie było już ani babci, ani mamy Timmy’ego, a kawiarnia stała zamknięta. Dziadek natomiast nadal wypiekał ciasta. Tylko to bowiem umiał robić. Problematyczne było jednak to, że jego jedynym klientem był Timmy, a ciasta stanowiły ostatnią rzecz, jakiej chłopiec potrzebował.

Każdego dnia Timmy nie mógł doczekać się momentu, kiedy otworzy drzwi do domu i poczuje unoszący się w powietrzu słodki zapach ciasta. Dziadek serwował wtedy podwieczorek: domowe słodkie bułeczki z bitą śmietaną i dżemem truskawkowym własnej roboty, a następnie biszkopt, który wydawał się być wypełniony miłością i polukrowany nadzieją.

Timmy i dziadek niewiele ze sobą rozmawiali. Nawet papuga Szeryf, która za czasów świetności kawiarni była duszą towarzystwa i witała wszystkich klientów wesołym: „Jak się masz, kowboju? Gdzie zgubiłeś swojego konia?”, czym bawiła wszystkich do łez, siedziała teraz cicho. Po śmierci babci nawet ptak zamilkł i nie chciał wydać z siebie żadnego dźwięku.

– Może papuga znowu zaczęłaby gadać, gdybyśmy otworzyli kawiarnię? – głośno zastanawiał się Timmy.

– Aha – odpowiedział na to dziadek.

A jednak kawiarnia pozostawała zamknięta. Papuga nie siadała już na ramieniu dziadka i przestała oglądać stare filmy o kowbojach. Większość dnia spędzała na swoim drążku w pustej kawiarni, chowając głowę pod skrzydłem.

– Czy myślisz, że wszystko z nią w porządku? – spytał Timmy, kiedy Szeryfowi zaczęły wypadać pióra.

– Ee – odpowiedział dziadek.

– Bardziej teraz przypomina oskubanego kurczaka niż papugę – stwierdził Timmy.

– Aha – przytaknął dziadek.

– A może trzeba pójść z nią do weterynarza? – dopytywał Timmy.

– Aha – zgodził się dziadek i zapakował ptaka do klatki, po czym ruszył do miasta swoim starym morrisem.