Chłonę, jestem przestrzenią - Dagmara Strachota - ebook

Chłonę, jestem przestrzenią ebook

Dagmara Strachota

0,0
4,04 zł

lub
Opis

Jak sama autorka określa swoją poezję, jest to spacer ulicą pośród zwyczajnych ludzi z niezwyczajnymi problemami. Pasje łączy z działalnością charytatywną, która daje jej siłę do życia i tworzenia, podczas niekończącej się podróży przez fale błękitu pośród rajskich ptaków, którymi jest otoczona każdego dnia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 16




Dagmara Strachota

Chłonę, jestem przestrzenią

Undulatus Asperatus z cyklu: Podniebny Eter

© Dagmara Strachota, 2020

Jak sama określa swoją poezję, jest to spacer ulicą pośród zwyczajnych ludzi z niezwyczajnymi problemami. Pasje łączy z działalnością charytatywną, która daje jej siłę do życia i tworzenia, podczas niekończącej się podróży przez fale błękitu pośród rajskich ptaków, którymi jest otoczona każdego dnia.

ISBN 978-83-8221-569-4

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

miło że wróciłaś

długo cię nie było

gdybym to czuła bardziej

niż wiedziała

pewnie bym tęskniła

ktoś jednak pisał wiersze

za ciebie

z nich płynął spokój

jak krystaliczna łza

z oczyszczonego wnętrza

wprost do tunelu

o wielu twarzach

do którego doleciałaś

zostawiając puszysty balast

na progu

tego samego świata

o innej gęstości

gdzie lekkie skrzydło narodzin

i ciężkie prawe śmierci

unieść cię chciały

w przeciwnych kierunkach

zatrzymana na siatce

pod własnym napięciem

gubiłaś ciągle pióra

w oceanie wyschniętego atramentu

stąd wyglądały jeszcze piękniej

niczym oprószone śniegiem

gołębie

rozcieńczające ciemne niebo

nad wszystkim z czego

wszechświat cię namalował

czekając na autumn leaves

zakwitła zgodnie z naturą

przytulona odgłosami

rozwijającej skrzydła

wiosny

uwiła gniazdo

zbyt blisko gwiazd

by nas pomieścić

była silna jak orzeł

czujna jak sowa

taka o jakich tylko wcześniej

w książkach czytałam

gdy chmury z oczu przetarłam

byłam przez chwilę nią

ornamentalną wiśnią

tai haku od zawsze

wypatrującą

ciebie

przez okno z dala od domu

rzucającą białe jak

śnieg płatki

pod rozpędzony

wiatr niepewności

który gral na saksofonie

znany fragment

wspomnieniem

będziesz nazwana

częstotliwość w której

żyjesz nie uniosła kolejnej

duszy

zacieki miejskie

zachody słońca

nic nie zmienią kiedy

wciska się między nimi

wydeptana uliczna zebra

niegasnących

czerwonych świateł

niezarejestrowane poranki

zostawiają wiadomości

na zimnej rosie wtulonej

w skromny posag

nasiąknięty jak gąbka

osusza się na wietrze

w rękach natury

 jedynej matki