Wydawca: Nasza Księgarnia Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 120 Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 3 godz. 35 min Lektor: Janusz Gajos

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 3 godz. 35 min Lektor: Janusz Gajos

Opis ebooka Chatka Puchatka - A. A. Milne

Wzruszające, pełne liryzmu przygody Krzysia i jego przyjaciół - pluszowych zabawek - w Stumilowym Lesie. Obdarzone ludzkimi cechami charakteru zwierzątka śmieszą i bawią z jednej strony naiwnością, z drugiej - filozoficznym podejściem do życia. Niezwykłe ilustracje Ernesta H. Sheparda oraz doskonały przekład Ireny Tuwim sprawiają, że od wielu lat książeczki o Krzysiu, Puchatku, Kłapouchym i Prosiaczku należą do ulubionych lektur dzieci i dorosłych.

Opinie o ebooku Chatka Puchatka - A. A. Milne

Fragment ebooka Chatka Puchatka - A. A. Milne

Zajrzyj na strony:

www.nk.com.pl

Znajdź nas na Facebooku

www.facebook.com/WydawnictwoNaszaKsiegarnia

Przedmówka–Wymówka

Przedmowa służy do tego, żeby przedstawić rozmaite osoby, o których będzie się mówiło w książce. Tymczasem w tamtej książce[1] Krzyś i jego przyjaciele zostali już wam przedstawieni, znacie ich dobrze, i w tej książce będą się z wami żegnać. Więc w tym wypadku będzie to coś wręcz przeciwnego. Gdyśmy spytali Puchatka: „Powiedz, Puchatku, co jest Przeciwieństwem Przedmówki, to znaczy małej Przedmowy?”, Puchatek nie zrozumiał i zapytał: „Co jest czym czego?”, i to nam wcale nie wyjaśniło sprawy tak, jakeśmy się tego spodziewali. Ale na szczęście Sowa ma głowę nie od parady i powiedziała, że Przeciwieństwem Przedmówki, drogi Puchatku, będzie Pospolita Wymówka; a ponieważ Sowa jest specjalistką od trudnych słów, więc jestem pewien, że jest naprawdę tak, jak powiedziała.

A dlatego jest Wymówka, bo w zeszłym tygodniu, gdy Krzyś mnie zapytał: „A kiedy opowiesz mi historyjkę, którą miałeś mi opowiedzieć o tym, co przytrafiło się Puchatkowi, kiedy...”, odpowiedziałem bardzo szybko: „A ile jest dziewięć razy sto siedem?”. A kiedyśmy już załatwili tę sprawę, okazało się, że trzeba załatwić jeszcze sprawę krów, które wracały z pola przez furtkę po dwie na minutę, a krów było trzysta, więc ile ich zostało po półtorej godzinie? To wydało nam się bardzo wzruszające i kiedyśmy się już dostatecznie wzruszyli tymi krowami, zwinęliśmy się w kłębuszek i zasnęliśmy... A Puchatek siedział trochę dłużej na swym krzesełku koło łóżka i po głowie snuły mu się Wielkie Myśli o Niczym, aż wreszcie i on zamknął oczy, łebek przechylił na bok i poszedł za nami na paluszkach do Lasu. A w Lesie wciąż zdarzają nam się czarodziejskie przygody, jeszcze bardziej niezwykłe niż te, jakie wam kiedykolwiek opowiadałem. A gdy budzimy się z rana, cudowne przygody znikają, zanim zdążymy je schwytać. Jak to się ostatnia z nich zaczynała? „Pewnego razu, gdy Puchatek przechadzał się po Lesie, sto siedem krów stało przed furtką...” Nie, to nie to. Widzicie, poplątało nam się wszystko... A zdaje mi się, że ta historyjka była najlepsza. Ale prócz niej są jeszcze inne... A nasze pożegnanie, o którym mówiłem, nie jest, naturalnie, prawdziwe, bo Las zawsze będzie stał na swoim miejscu i każdy, kto lubi puchate misie, może do niego trafić i spotkać w nim wszystkich dobrych znajomych z tej i z tamtej książki.

AUTOR

[1] Mowa o książce A.A. Milne’a „Kubuś Puchatek”.

Rozdział Iw którym powstaje Chatka Puchatka

Pewnego dnia, gdy Puchatek nie miał nic do roboty, pomyślał sobie, że warto byłoby coś zrobić. Więc postanowił pójść do Prosiaczka zobaczyć, co Prosiaczek porabia. Śnieg wciąż sypał z nieba, gdy Puchatek dreptał po białej ścieżynce leśnej i, idąc, wyobrażał sobie, że zastanie Prosiaczka w domu, grzejącego sobie pięty przy kominku. Ale jakże się zdziwił, gdy zobaczył, że drzwi jego mieszkania są otwarte. Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było.

– Wyszedł – powiedział smutno Puchatek – ot co. Nie ma go w domu. Będę więc musiał odbyć Przechadzkę Zadumy sam. Masz ci los!

Ale nim poszedł, pomyślał sobie, że może by tak bardzo mocno zastukać do drzwi, żeby się CAŁKOWICIE upewnić... I gdy czekał na to, żeby Prosiaczek się nie odezwał, podskakiwał sobie dla rozgrzewki i gdy tak sobie podskakiwał, przyszła mu nagle do głowy nowa mruczanka, która mu się wydała Dobrą Mruczanką, taką, którą się mruczy ku Pokrzepieniu Serc.

Im bardziej pada śnieg,

Bim–bom,

Im bardziej prószy śnieg,

Bim–bom,

Tym bardziej sypie śnieg,

Bim–bom,

Jak biały puch z poduszki.

I nie wie zwierz ni człek,

Bim–bom,

Choć żyłby cały wiek,

Bim–bom,

Kiedy tak pada śnieg,

Bim–bom,

Jak marzną mi paluszki.

– A teraz wiem, co zrobię – powiedział Puchatek. – Najpierw pójdę do domu zobaczyć, która godzina, włożę ciepły serdaczek, a potem pójdę do Kłapouchego i zaśpiewam mu nową Mruczankę.

Popędził z powrotem do domu, lecz po drodze głowę miał tak zajętą nową Mruczanką, którą miał zaśpiewać Kłapouchemu, że gdy nagle ujrzał Prosiaczka rozpartego w najwygodniejszym fotelu, jaki miał, stanął w drzwiach zdumiony. I drapiąc się w głowę, zastanawiał się, w czyim też on jest domu.

– Dzień dobry, Prosiaczku! – powiedział. – Myślałem, że wyszedłeś.

– Nie – odparł Prosiaczek. – To ty wyszedłeś, Puchatku.

– Masz rację – powiedział Puchatek. – Wiedziałem, że któryś z nas wyszedł.

To mówiąc, spojrzał na zegar, który przed kilku tygodniami zatrzymał się na pięć minut przed jedenastą.

– Dochodzi jedenasta – rzekł Puchatek wesoło. – Akurat nadszedł czas na małe Conieco. – I wsadził łebek do spiżarni. – A potem wyjdziemy, Prosiaczku, i zaśpiewamy Kłapouchemu moją nową Mruczankę.

– Jaką Mruczankę, Puchatku?

– Tę, którą zaśpiewamy Kłapouchemu.

Zegar wciąż jeszcze wskazywał za pięć jedenastą, gdy Puchatek z Prosiaczkiem ruszyli w drogę. Wiatr ustał i płatki śniegu kołowały w powietrzu, próbując schwytać się wzajemnie w locie, aż wreszcie, zmęczone, z delikatnym trzepotem opadały w dół, chcąc znaleźć miejsce, gdzie mogłyby odpocząć. I czasem tym miejscem był nos Puchatka, a czasem nie. Po krótkiej chwili Prosiaczek, opatulony w biały szalik dokoła szyi, czuł się bardziej zaśnieżony niż kiedykolwiek przedtem.

– Puchatku – odezwał się Prosiaczek trochę nieśmiało, ponieważ nie chciał, żeby Puchatek pomyślał, że mu specjalnie na tym zależy – tak sobie myślę, co by to było, gdybyśmy teraz na przykład wrócili do domu, prześpiewali sobie dla wprawy twoją Mruczankę, a Kłapouchemu zaśpiewali ją jutro – albo, albo, powiedzmy, któregoś innego dnia, kiedy go spotkamy.

– Prześpiewać Mruczankę dla wprawy... – zastanawiał się Puchatek. – Wiesz, Prosiaczku, że to jest dobra myśl. Możemy urządzić małą próbę teraz, po drodze, ale pójść po to do domu – co to, to nie, bo jest to zupełnie wyjątkowa Mruczanka z Nadworu, czyli taka, którą śpiewa się na dworze, kiedy pada śnieg.

– Czy jesteś tego pewien? – spytał Prosiaczek z niepokojem.

– Zresztą sam się przekonasz, Prosiaczku, kiedy ją usłyszysz. Posłuchaj tylko, jak się zaczyna:

Im bardziej pada śnieg, bim–bom...

– Bim co? – spytał Prosiaczek.

– Bom – odpowiedział Puchatek. – Jest to specjalna wstawka, żeby to brzmiało bardziej mruczalnie. Im bardziej prószy śnieg, bim–bom, tym bardziej...

– Czy nie mówiłeś: pada śnieg?

– Tak, ale to było przedtem.

– Przed bimbomem?

– To był inny bim–bom – odparł Puchatek lekko zmieszany. – Zaśpiewam ci to porządnie i wtedy zobaczysz.

Więc zaczął jeszcze raz:

Im bardziej

PADA ŚNIEG, bim–bom,

Im bardziej

PRÓSZY ŚNIEG, bim–bom,

Tym bardziej

SYPIE ŚNIEG, bim–bom,

Jak biały puch z poduszki.

I nie wie

ZWIERZ NI CZŁEK, bim–bom,

Choć żyłby

CAŁY WIEK, bim–bom,

Gdy pada

TAKI ŚNIEG, bim–bom,

Jak marzną mi paluszki.

Zaśpiewał to w ten sposób, co jest chyba najlepszym sposobem śpiewania tej Mruczanki, i gdy skończył, czekał, aby Prosiaczek powiedział, że ze wszystkich Mruczanek z Nadworu na Śnieżną Pogodę ta właśnie jest najlepsza. A Prosiaczek, po gruntownym przemyśleniu tej sprawy, powiedział uroczyście:

– Puchatku, tylko zamiast PALUSZKI, powinno być USZKI.

Wreszcie dotarli do Ponurej Gęstwiny, gdzie mieszkał Kłapouchy. A ponieważ Prosiaczek miał za uszami pełno śniegu i był tym bardzo zmęczony, skierowali się do małego sosnowego lasku i usiedli na płocie, który go otaczał. Teraz byli osłonięci od śniegu i wiatru, ale wciąż było bardzo zimno, więc dla rozgrzewki prześpiewali sobie Mruczankę Puchatka raz po raz sześć razy. Prosiaczek wykonywał bim–bomy, a Puchatek – resztę i obydwaj w odpowiednich miejscach wybijali takt patyczkami. Wkrótce zrobiło im się cieplej i znów mogli rozmawiać.

– Tak sobie myślę i myślę, i ot, co pomyślałem – odezwał się Puchatek. – Pomyślałem sobie o Kłapouchym.

– A co o Kłapouchym?

– A to, że biedny Kłapounio nie ma gdzie mieszkać.

– Oj, nie ma.

– Ty masz dom, Prosiaczku, i ja mam dom, i są to bardzo wygodne domy, i Krzyś ma dom, i Sowa, i Kangurzyca, i Królik – wszyscy mają domy i nawet krewni–i–znajomi Królika też mają domy czy coś w tym rodzaju. Tylko biedny Kłapounio nie ma domu. Więc tak sobie pomyślałem: „Zbudujemy mu dom”.

– To jest Wspaniała Myśl, Puchatku – powiedział Prosiaczek. – A gdzie go zbudujemy?

– Zbudujemy go tutaj, tuż pod laskiem osłoniętym od wiatru, bo tutaj o tym sobie pomyślałem. I nazwiemy to miejsce Zakątkiem Puchatka. I zbudujemy z patyków Chatkę Puchatka dla Kłapouchego w Zakątku Puchatka.

– Strasznie dużo patyków jest z tamtej strony lasku – powiedział Prosiaczek. – Widziałem je. Bardzo, bardzo dużo. Wszystkie złożone razem.

– Dziękuję ci, Prosiaczku – rzekł Puchatek. – To, coś teraz powiedział, będzie dla nas Wielką Pomocą i mógłbym nazwać to miejsce Zakątkiem Prosiaczkopuchatka, gdyby Zakątek Puchatka nie brzmiało lepiej jako krótsze i bardziej zakątkowe.

Więc zeszli z płotu i poszli naokoło, na drugą stronę lasku, żeby nazbierać patyków.

* * *

Krzyś przez całe rano siedział w domu, podróżując do Afryki i z powrotem. Właśnie opuścił statek i zastanawiał się, jaka może być pogoda, gdy... kto to się nagle zjawia i puka do drzwi? Kłapouchy.

– Dzień dobry, Kłapousiu! – powiedział Krzyś, gdy otworzył drzwi i Kłapouchy wszedł do pokoju. – Co słychać?

– Wciąż pada śnieg – odpowiedział Kłapouchy posępnie.

– A tak, pada.

– I mróz bierze.

– Naprawdę?

– Tak – rzekł Kłapouchy. – Jednakże – ciągnął, rozpogadzając się trochę – nie mieliśmy ostatnio trzęsienia ziemi.

– Nie rozumiem cię, Kłapouszku...

– Nic, nic, Krzysiu. Nic ważnego. Czy nie widziałeś gdzieś przypadkiem chatki czy czegoś w tym rodzaju?

– Jakiej chatki?

– Po prostu chatki.

– A kto w niej mieszka?

– Ja. A przynajmniej zdawało mi się, że mieszkałem. Ale już nie mieszkam. Zresztą nie każdy może mieć własną chatkę.

– Ależ, Kłapousiu, nic o tym nie wiedziałem. Zawsze mi się zdawało...

– Ach, muszę ci powiedzieć, Krzysiu, że ten śnieg i to i owo na mojej łączce, nie mówiąc już o soplach lodu, wszystko to nie sprawia, aby o trzeciej nad ranem było tam tak Ciepło, jak to się niektórym zdaje. Nie jest tam Ciasno – jeśli wiesz, co mam na myśli, a w każdym razie nie do tego stopnia, żeby tam było Niewygodnie. Ani specjalnie Duszno. Słowem, Krzysiu – mówił głośnym szeptem – niech–to–zostanie–między–nami–i–nie–mów–o–tym–nikomu: tam jest Zimno.

– Ach, biedny Kłapousiu!

– I powiedziałem sobie: są tacy, którzy zmartwiliby się, gdybym zmarzł z zimna. Ale oni zamiast Mózgów mają tylko szary puch, który przez pomyłkę został wdmuchnięty w ich głowy. Oni po prostu Nie Myślą. I jeśli śnieg będzie padał jeszcze przez sześć tygodni, to może któreś z nich sobie pomyśli: „Kłapouchemu nie jest tam chyba za Gorąco o trzeciej nad ranem”. I wtedy okaże się, co się stało. I będzie im Żal.

– Ach, Kłapousiu! – zawołał Krzyś, czując, że już mu jest żal.

– Nie ciebie mam na myśli, Krzysiu, ty jesteś inny. Więc chodzi o to, że zbudowałem sobie małą chatkę koło sosnowego lasku.

– Naprawdę? Ach, to cudownie!

– Najbardziej cudowne jest to – mówił Kłapouchy swym najbardziej melancholijnym głosem – że kiedy wychodziłem dziś rano, moja chatka stała sobie na miejscu, a kiedy wróciłem, już jej nie było. Znikła z powierzchni, a przecież była to sobie tylko chatka Kłapouchego. I właśnie to mnie dziwi.

Krzyś także się zdziwił. Szybko włożył swój nieprzemakalny płaszczyk, nieprzemakalny kapelusik i wysokie buty i powiedział:

– Chodźmy zaraz, Kłapouszku, będziemy jej szukać!

A Kłapouchy ciągnął ponuro:

– Czasami, kiedy ktoś już skończył rozbierać czyjś dom, zostawia jakieś dwa lub trzy patyczki, których nie warto zabierać, i jest raczej zadowolony, że ktoś je sobie weźmie, jeśli wiesz, o co mi chodzi. Więc myślałem, że gdybyśmy tak poszli...

– Chodźmy – powiedział Krzyś. I popędzili co tchu. Wkrótce byli już na skraju łąki obok sosnowego lasu, gdzie chatki Kłapouchego właśnie już nie było.

– Tutaj – rzekł Kłapouchy. – Nie zostawili ani patyczka! Oczywiście – dodał gorzko – mam jeszcze spory zapas śniegu, z którym mogę zrobić, co zechcę. Nie mogę narzekać.

Ale Krzyś nie słuchał tego, co mówił Kłapouchy. Słuchał całkiem czego innego.

– Czy słyszysz? – zapytał.

– Co to jest? Ktoś się śmieje?

– Słuchajmy.

I obaj zaczęli nasłuchiwać... I usłyszeli czyjś głęboki, mrukliwy głos nucący o tym, że im bardziej pada śnieg, tym bardziej sypie śnieg, i wysoki głosik, bimbujący między jedną a drugą strofką.

– To Puchatek – rzekł Krzyś z przejęciem.

– Możliwe – powiedział Kłapouchy.

– I Prosiaczek – dodał Krzyś z przejęciem.

– Prawdopodobnie – powiedział Kłapouchy.

Słowa piosenki nagle się zmieniły:

– Skończyliśmy już DOM! – nucił mrukliwy głos.

– Bim–bom – śpiewał piskliwy głosik.

– Przepiękny, nowy DOM...

– Bim–bom.

– Gdyby to nasz był DOM...

– Bim–bom...

– Dwaj tacy mali SĄ...

– Bim–bom.

– Co bardzo tego CHCĄ...

– Bim–bom...

– Puchatku! – zawołał Krzyś.

Śpiewacy na płocie nagle zamilkli.

– To Krzyś! – rzekł Puchatek radośnie.

– Tak – potwierdził Prosiaczek, strzygąc uszkiem – to Krzyś. Słyszę jego głos z tamtej strony lasku, z tego miejsca, skąd przynieśliśmy nasze patyczki.

– Chodźmy – rzekł Puchatek.

Zleźli z płotu i popędzili brzegiem lasku dookoła, a Puchatek przez całą drogę wydawał powitalne pomruki.

– Co?! I Kłapouchy też przyszedł?! – zawołał Puchatek, gdy skończył ściskać i obejmować Krzysia. I porozumiewawczo trącił Prosiaczka łokciem, a Prosiaczek jego trącił łokciem i obydwaj pomyśleli, jaką miłą niespodziankę przygotowali Kłapouchemu.

– Jak się masz, Kłapouchy?

– Jak groch przy drodze – odparł ponuro Kłapouchy.

Zanim Puchatek zdążył zapytać, dlaczego groch i dlaczego przy drodze, Krzyś zaczął opowiadać smutne dzieje zaginionej chatki Kłapouchego. A Prosiaczek z Puchatkiem słuchali i oczy ich z każdą chwilą stawały się coraz większe i większe.

– Gdzie była, powiadasz? – spytał Puchatek.

– O tu, na tym miejscu – odpowiedział Kłapouchy.

– Zrobiona z patyczków?

– Tak.

– Ach! – westchnął Prosiaczek.

– Co? – spytał Kłapouchy.

– Nic. Powiedziałem tylko „ach” – rzekł Prosiaczek niespokojnie.

I żeby się wydać zupełnie spokojnym i zrównoważonym, zanucił raz czy dwa razy bim–bom trochę znudzonym głosem.

– Czy jesteś pewien, że to była prawdziwa chatka? – spytał Puchatek. – To znaczy, czy jesteś pewien, że twoja chatka stała właśnie tutaj?

– Naturalnie, że tak – rzekł Kłapouchy i mruknął do siebie: – Bez śladu mózgu są niektórzy z nich.

– A co takiego? O co ci chodzi, Puchatku? – spytał Krzyś.

– Więc, tego... – powiedział Puchatek.

– Otóż... – powiedział Puchatek. – Otóż więc... – powiedział Puchatek. – Widzisz... – powiedział Puchatek. – Otóż więc widzisz... – powiedział Puchatek i coś zdawało mu się mówić, że nie tłumaczy się dość jasno, więc znów trącił łokciem Prosiaczka.

– Jest zupełnie taki sam – powiedział prędziutko Prosiaczek. – Tylko trochę cieplejszy – dodał po głębszym namyśle.

– Kto jest cieplejszy?

– Dom Kłapouchego, z tamtej strony Lasu.

– Mój dom? Moja chatka? – spytał Kłapouchy. – Moja chatka była tutaj.

– Nie – odparł Prosiaczek stanowczo – z tamtej strony Lasu.

– Bo tam jest cieplej – wyjaśnił Puchatek.

– Ja chyba lepiej powinienem wiedzieć, gdzie jest moja chatka...

– Więc chodź i zobacz – zadecydował Prosiaczek i poprowadził wszystkich leśną dróżką. – Nie miałeś chyba dwóch chatek – mówił po drodze do Kłapouchego – i to nie jedną obok drugiej.

Okrążyli zagajnik i z drugiej strony, na skraju Lasu, stała sobie chatka Kłapouchego jakby nigdy nic.

– Proszę – powiedział Prosiaczek – oto jest.

– Taka sama wewnątrz jak i zewnątrz – rzekł z dumą Puchatek.

Kłapouchy wszedł do środka... i znów wyszedł.

– To nie do wiary – powiedział. – Jest to moja własna chatka i ja ją zbudowałem, więc tylko wiatr musiał ją tutaj przywiać. Frunął z nią razem ponad laskiem i w tym miejscu opuścił ją na ziemię. I właśnie tu sobie stoi tak, jakby tu zawsze stała. I naprawdę w lepszym miejscu.

– W dużo lepszym! – rzekli zgodnie Puchatek z Prosiaczkiem.

– To tylko dowodzi, co można zdobyć za cenę niewielkiego wysiłku – powiedział Kłapouchy. – Widzisz, Puchatku? Widzisz, Prosiaczku? Po pierwsze, Rozum, a po drugie, Ciężka Praca. Spójrzcie na to! Tak się buduje Domy – rzekł dumnie Kłapouchy.

I zostawili go w tym domu. A Krzyś wrócił na obiad ze swymi przyjaciółmi, Puchatkiem i Prosiaczkiem, którzy opowiedzieli mu po drodze o Okropnej Pomyłce, jaką popełnili. I gdy Krzyś przestał się śmiać, wszyscy trzej zaśpiewali Mruczankę z Nadworu specjalnie ułożoną na Śnieżną Pogodę i śpiewali ją przez całą resztę drogi aż do domu. A Prosiaczek, który wciąż nie był pewien swego głosu, wstawiał tylko swoje bimbomy.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

Rozdział II w którym Tygrys przybywa do Lasu i zjada śniadanie

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział IIIw którym zostaje zorganizowane poszukiwanie Małego i Prosiaczek znów spotyka Słonia

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział IVw którym okazuje się, że Tygrysy nie łażą po drzewach

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział V w którym Królik ma dzień pełen zajęć i w którym dowiadujemy się, co Krzyś robi przed południem

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział VI w którym Puchatek wymyśla nową zabawę, a Kłapouchy bierze w niej udział

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział VII w którym Tygrys zostaje odbryknięty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział VIIIw którym Prosiaczek zdobywa się na bohaterski czyn

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział IX w którym Kłapouchy znajduje Sowjufkę, a Sowa się do niej przenosi

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział X w którym Krzyś i Puchatek przychodzą do Zaczarowanego Miejsca i tam żegnamy się z nimi

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału angielskiego

The House at Pooh Corner

Published by Methuen and Co., London

Text by A.A. Milne and line illustrations by E.H. Shepard

Copyright under the Berne Convention

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo „Nasza Księgarnia”

Text © Copyright by Fundacja im. Juliana Tuwima i Ireny Tuwim, Warszawa 2006

Dochody Fundacji im. Juliana Tuwima i Ireny Tuwim pochodzą jedynie z honorariów z tytułu praw autorskich do dzieł jej Patronów i przeznaczone są w całości na pomoc dzieciom niepełnosprawnym i na popularyzację twórczości obojga Autorów.

www.Tuwim.org

Projekt okładki Agnieszka Kucharz-Gulis

Opieka merytoryczna Magdalena Korobkiewicz

Redakcja Małgorzata Grudnik-Zwolińska

Korekta plików po konwersji Irmina Garlej

ISBN 978-83-10-12773-0

Plik wyprodukowany na podstawie Chatka Puchatka, Warszawa 2012

www.naszaksiegarnia.pl

Wydawnictwo NASZA KSIĘGARNIA Sp. z o.o.

02-868 Warszawa, ul. Sarabandy 24c

tel. 22 643 93 89, 22 331 91 49,

faks 22 643 70 28

e-mail: naszaksiegarnia@nk.com.pl

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl