Wydawca: Goneta Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2011

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 256 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Chabelita - Janusz Przetacznik

Historia pewnej miłości. Każdy z nas może pochwalić się taką historią miłosną, ale... „Chabelita” to odpowiednik imienia Izabelle stosowany w Meksyku, którego kulturę bohaterka bardzo ceni i pozostaje pod dużym jej wrażeniem. Bohaterka dostaje szansę wyjazdu do USA i Meksyku właśnie. Zanim tam pojedzie, rusza najpierw na podbój Internetu w poszukiwaniu szczegółów o Meksyku. Na swej wirtualnej drodze spotyka J., człowieka w sile wieku, o ugruntowanej pozycji społecznej i rodzinnej, ojca dwóch starszych od Chabelity córek i dziadka wnuków. J. życzliwie chce pomóc dziewczynie. Z tego krótkiego kontaktu rozwinie się romans, romans w wirtualnym świecie. Całość przedstawiona jest jako listy nagrywane na taśmy magnetofonowe.

Książka niniejsza to perypetie związane z namiętnością, która zrodziła się pod wpływem wymiany myśli, to opowieść o zakazanej miłości, o walce z nią, o próbach przezwyciężenia jej rozsądkiem. Internet jest rzeczą o nieprzeciętnych możliwościach, zbliża ludzi i zmniejsza odległości na ziemi. Okazuje się, że, jeśli emocje się pojawiają, to potrafi nawet zniwelować różnicę wieku i pozwala zapomnieć o normach wartości stosowanych w naszym społeczeństwie. A czy to jest dobre, czy złe, to musicie Państwo sami ocenić według własnych norm wartości.

Czy może to być przestroga? Nie tylko bowiem dzieci, młodzież... a nawet i my sami możemy ulec urokowi tego kogoś po drugiej stronie.

Chabelita” to historia prawdziwa opowiedziana przez Autora ku przestrodze, żeby nie dać się ponosić emocjom podczas kontaktów internetowych, żeby historia jednego szczęścia nie skończyła się nieszczęściem innych.

 

Janusz Przetacznik — urodzony i zamieszkały w Krakowie, z wykształcenia i zawodu prawnik. Zainteresowania: literatura, sztuka, muzyka, podróże. Wiersze pisuje od wielu lat, w większości tylko „do szuflady”. Tematyka tych wierszy jest różnorodna: religijna, patriotyczna, rodzinna, liryczna. Wcześniej autor stosował w swych wierszach różnorakie formy: od sonetu poprzez tzw. biały wiersz do prostych rymowanek, które mogłyby stanowić teksty piosenek. Niektóre z tych wierszy zostały opublikowane (najczęściej pod pseudonimem) w prasie, w kilku antologiach poezji, a także w niektórych internetowych witrynach literackich.

W 2000 roku autor wydał w USA tomik, a właściwie swoją antologię, zatytułowaną „Dotykanie Ziemi” (Wydawnictwo Wici, Chicago, 2000), zawierający wybór jego wierszy z całego okresu ich powstawania.

W kwietniu 2010 roku Goneta.net wydała tomik pt. „Pozostało”. Jest to swoisty dialog Autora z poetami tej miary co Baudelaire czy Rilke. Zadaje też pytania egzystencjalne Stwórcy.

W przedmowie do „Pozostało” pojawiła się deklaracja o chęci wydania prozy poetyckiej z pobytu Autora we Francji. Pod koniec listopada 2010 roku zrealizowane zostały te zamiary. „BARBIZON, listopad” pojawiło się w sklepie wydawnictwa Goneta.net właśnie w listopadzie 2010 roku. W grudniu zaś 2010 roku wydawnictwo Goneta.net wydało kolejny e-book autorstwa pana Janusza Przetacznika, pt. „Opowiadania krótsze i dłuższe”. Jest to minizbiorek trzech wspaniałych opowiadań o różnej tematyce, ale posiadających jedną wspólną myśl przewodnią — życie jednostki ludzkiej stawianej ponad wszystko.

Opinie o ebooku Chabelita - Janusz Przetacznik

Fragment ebooka Chabelita - Janusz Przetacznik

Chabelita

Janusz Przetacznik

Copyrights to:

Wirtualne Wydawnictwo „Goneta” Aneta Gonera

www.goneta.net

ul. Archiwalna 9 m 45, 02-103 Warszawa

Korekta: Katarzyna Kwiatkowska

katadr@interia.pl

Okładka: Janusz Przetacznik

Redakcja: Aneta Gonera

wydawnictwo@goneta.net

ISBN: 978-83-62041-41-1

Wydanie I

Warszawa, sierpień 2011

Tekst w całości ani we fragmentach nie może być powielany ani rozpowszechniany za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych, w tym również nie może być umieszczany ani rozpowszechniany w postaci cyfrowej zarówno w Internecie, jak i w sieciach lokalnych bez pisemnej zgody wydawnictwa „Goneta” Aneta Gonera.

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

Od redakcji:

 Janusz Przetacznik — urodzony i zamieszkały w Krakowie, z wykształcenia i zawodu prawnik. Zainteresowania: literatura, sztuka, muzyka, podróże. Wiersze pisuje od wielu lat, w większości tylko „do szuflady”. Tematyka tych wierszy jest różnorodna: religijna, patriotyczna, rodzinna, liryczna. Wcześniej autor stosował w swych wierszach różnorakie formy: od sonetu poprzez tzw. biały wiersz do prostych rymowanek, które mogłyby stanowić teksty piosenek. Niektóre z tych wierszy zostały opublikowane (najczęściej pod pseudonimem) w prasie, w kilku antologiach poezji, a także w niektórych internetowych witrynach literackich.

W 2000 roku autor wydał w USA tomik, a właściwie swoją antologię, zatytułowaną „Dotykanie Ziemi” (Wydawnictwo Wici, Chicago, 2000), zawierający wybór jego wierszy z całego okresu ich powstawania.

W kwietniu 2010 roku Goneta.net wydała tomik pt. „Pozostało”. Jest to swoisty dialog Autora z poetami tej miary co Baudelaire czy Rilke. Zadaje też pytania egzystencjalne Stwórcy.

W przedmowie do „Pozostało” pojawiła się deklaracja o chęci wydania prozy poetyckiej z pobytu Autora we Francji. Pod koniec listopada 2010 roku zrealizowane zostały te zamiary. „BARBIZON, listopad” pojawiło się w sklepie wydawnictwa Goneta.net właśnie w listopadzie 2010 roku. W grudniu zaś 2010 roku wydawnictwo Goneta.net wydało kolejny e-book autorstwa pana Janusza Przetacznika, pt. „Opowiadania krótsze i dłuższe”. Jest to minizbiorek trzech wspaniałych opowiadań o różnej tematyce, ale posiadających jedną wspólną myśl przewodnią — życie jednostki ludzkiej stawianej ponad wszystko.

„CHABELITA” — to historia pewnej miłości. Każdy z nas może pochwalić się taką historią miłosną, ale... „Chabelita” to odpowiednik imienia Izabelle stosowany w Meksyku, którego kulturę bohaterka bardzo ceni i pozostaje pod dużym jej wrażeniem. Bohaterka dostaje szansę wyjazdu do USA i Meksyku właśnie. Zanim tam pojedzie, rusza najpierw na podbój Internetu w poszukiwaniu szczegółów o Meksyku. Na swej wirtualnej drodze spotyka J., człowieka w sile wieku,  o ugruntowanej pozycji społecznej i rodzinnej, ojca dwóch starszych od Chabelity córek i dziadka wnuków. J. życzliwie chce pomóc dziewczynie. Z tego krótkiego kontaktu rozwinie się romans, romans w wirtualnym świecie. Całość przedstawiona jest jako listy nagrywane na taśmy magnetofonowe.

Książka niniejsza to perypetie związane z namiętnością, która zrodziła się pod wpływem wymiany myśli, to opowieść o zakazanej miłości, o walce z nią, o próbach przezwyciężenia jej rozsądkiem. Internet jest rzeczą o nieprzeciętnych możliwościach, zbliża ludzi i zmniejsza odległości na ziemi. Okazuje się, że, jeśli emocje się pojawiają, to potrafi nawet zniwelować różnicę wieku i pozwala zapomnieć o normach wartości stosowanych w naszym społeczeństwie. A czy to jest dobre, czy złe, to musicie Państwo sami ocenić według własnych norm wartości.

Czy może to być przestroga? Nie tylko bowiem dzieci, młodzież... a nawet i my sami możemy ulec urokowi tego kogoś po drugiej stronie.

„Chabelita” to historia prawdziwa opowiedziana przez Autora ku przestrodze, żeby nie dać się ponosić emocjom podczas kontaktów internetowych, żeby historia jednego szczęścia nie skończyła się nieszczęściem innych.

CZĘŚĆ I.

1.

Szanowny panie! Przede wszystkim chcę panu podziękować za zgodę na taką właśnie formę naszej korespondencji. Powinnam także jakoś bliżej wytłumaczyć się, skoro zamierzamy nadal tę korespondencję kontynuować (jeżeli można to nazwać korespondencją w ścisłym tego słowa znaczeniu), dlaczego zaproponowałam taką właśnie formę komunikowania się z panem. Z mojej tylko strony, oczywiście.

Otóż, urodziłam się i wychowałam, a także i studiowałam w Kanadzie, we francuskim Quebecu, w rodzinie wywodzącej się z Francji, gdzie takie tradycje jak poczucie przynależności do europejskiej, a zwłaszcza francuskiej kultury, języka etc. były zawsze silnie zakorzenione. W naszym domu w zasadzie mówiło się tylko po francusku, czytało francuskie książki i prasę. No tak, ale przecież mieszkałam w tej części Kanady, gdzie głównym językiem codziennym i urzędowym jest angielski. Stąd moja równoległa biegła znajomość obu tych języków. Na montrealskim uniwersytecie studiowałam literaturę francuską. Podczas studiów i jeszcze przez kilka lat później, czyli do czasu przeniesienia się na stałe do Francji, próbowałam tłumaczyć na angielski wybrane utwory prozy i poezji francuskiej.

Wspominam o tym, aby wytłumaczyć dlaczego, mogąc się z panem kontaktować bez trudu po angielsku, skoro nie zna pan francuskiego, będę w przyszłości — jeśli to pana nie znudzi (a zależy mi na pańskiej szczerości!) — sięgać do moich własnych przekładów tekstów francuskich, które stały się obecnie przedmiotem naszego wspólnego zainteresowania. Dla obojga nas z tych samych powodów.

Powinnam jeszcze bliżej wyjaśnić zaproponowany panu sposób mojego kontaktowania się z panem, czyli nagrywania się na kasetę magnetofonową, a nie po prostu pisania listów. Nie zrobiłam bowiem tego w trakcie naszej jedynej, dość krótkiej rozmowy telefonicznej, po której napisał pan do mnie ten drugi, bardzo obszerny list, wyjaśniający mi i niejako usprawiedliwiający się przede mną z prośby o próbę wyjaśnienia panu tego, co przypadkowo i bardzo cząstkowo odkrył pan w swoim komputerze. Otóż cierpię od dłuższego już czasu na postępującą chorobę stawów, która niesłychanie utrudnia mi pisanie ręczne. Ale przecież istnieje coś takiego jak staromodna maszyna do pisania lub współczesny komputer. Racja, tylko że ja nigdy nie nauczyłam się pisać na klawiaturze żadnego z tych urządzeń. Trudno mi samej dzisiaj w to uwierzyć, ale moja awersja do nauczenia się pisania na klawiaturze była tak silna, że chociaż kilkakrotnie próbowałam ją zwalczyć, zwłaszcza czując coraz większe trudności w utrzymaniu w palcach pióra czy długopisu, że nigdy nie posiadłam tej jakże popularnej sztuki przelewania swych myśli na papier. Toteż jestem panu wdzięczna za cierpliwość wysłuchiwania mojego głosu, w końcu jednak zawsze można przesunąć taśmę z nagraniem do przodu i słuchać tylko bardziej interesujących fragmentów.

Tak więc nagrywane przez dyktafon kasety, jeśli uzbiera się ich więcej, ponumeruję i wyślę panu pocztą.

Myślę, że może wystarczą panu te wyjaśnienia wywołane pańskim listem, na który początkowo nie wiedziałam jak i czy w ogóle odpowiedzieć.

Pański list oczywiście ogromnie mnie zaskoczył; nieznane mi zupełnie nazwisko na kopercie wysłanej gdzieś z końca świata, no a przede wszystkim treść samego listu. Długo nie mogłam się w tym wszystkim połapać, no bo skąd znał pan moje nazwisko i adres? Kim jestem dla pana, że postanowił pan zwrócić się do mnie w tak osobistej, żeby nie powiedzieć: intymnej sprawie? Ale po dwukrotnym przeczytaniu pańskiego listu poczułam, że muszę jakoś na niego odpowiedzieć, nie podejrzewając jeszcze, że ta odpowiedź stanie się tak długim moim monologiem, że zajmie mi to — kto wie? — może nagranie niejednej kasety...

Sposób odnalezienia mnie i nawet powód nawiązania ze mną kontaktu wyjaśnił pan w drugim liście, a pomimo to wciąż jeszcze jestem pod jego wrażeniem. Wyczułam, bo wprost pan tego nie pisze, że chyba stoczył pan walkę z samym sobą, żeby się przełamać i spróbować wyjaśnić jakoś dręczącą pana zagadkę, zwracając się w tej sprawie do zupełnie nieznanej panu osoby, która nie wiadomo czy na to zareaguje, a jeśli tak, to w jaki sposób. Ale kto wie, może było warto? Ja w każdym razie „dałam się w to wciągnąć” (proszę mi wybaczyć ten zwrot, ale nic innego w tej chwili nie przychodzi mi do głowy) i teraz już w miarę obszernie i konsekwentnie postaram się zrelacjonować panu całą tę dziwną i istotnie bardzo zagadkową historię.

Tę kasetę nagrywałam przez dwa wieczory. Nie wiedziałam od czego zacząć moją relację, jak uporządkować materiał, z którym zapoznałam się niedawno. Zaklejoną paczkę zawierającą teczkę z wieloma zadrukowanymi stronami odkryłam dopiero po otrzymaniu pańskiego listu. Wcześniej sądziłam, że są to sterty niepotrzebnych papierów zalegające szuflady biurka w jednym z pokoi domu i nie zamierzałam otwierać tej zaklejonej paczki. Być może kiedyś wyrzuciłabym ją, nawet do niej nie zaglądając.

Od czegóż miałabym zacząć tę opowieść i jak ją dalej poprowadzić, jeśli po otrzymaniu tej kasety zechce pan nadal wysłuchiwać moich relacji czy raczej mojego przekładu z oryginału na język angielski? Sądzę, że po prostu najlepiej będzie zacząć od początku. Teksty w teczce są ułożone chronologicznie, co wynika z widniejących na nich dat.

Pisze pan, że niedawno zupełnie przypadkowo natrafił w swoim komputerze na zachowany na twardym dysku, w jakimś mało używanym folderze, zapis tekstu będącego wysłanym kiedyś mejlem. (Od razu wyjaśniam, że bardzo słabo orientuję się w terminologii komputerowej, gdyż w zasadzie nie używałam tego urządzenia, dlatego proszę mi wybaczyć, jeśli coś nieściśle określam). I właśnie treść tego mejla tak bardzo pana poruszyła, że postanowił pan rozszyfrować adresata, co jak widać, z niemałym trudem, ale w końcu się udało. Z tym tylko, że to nie ja jestem i nigdy bym nie była adresatem tego mejla. To przypadek raczej zrządził, że jestem wciąż jeszcze w posiadaniu komputera z zarejestrowanym tamtym adresem odbiorcy.

Ten mejl, który spowodował wysłanie pańskiego do mnie listu, oczywiście także znajduje się w owej teczce zawierającej wydruki z całej internetowej korespondencji między nimi. Powiedziałam „korespondencja”, ale teraz wiem, że to nie była zwykła korespondencja i pan to słusznie wyczuł. Nie dziwię się teraz, że sprawa ta nie daje panu spokoju.

Jak to wynika z pierwszego i kilku następnych ich listów poznali się, surfując w Internecie po różnych witrynach czy portalach w tym także literackich (uff! ta okropna komputerowa terminologia) i było to zupełnie przypadkowe, całkowicie wirtualne zetknięcie w rodzaju takich, z których potem nic nie wynika. Ona zamieściła w jakimś portalu zapytanie wiążące się z treścią pisanej przez nią na uniwersytecie pracy, a on akurat coś o tym wiedział, a raczej wskazał jej jakiś adres internetowy. I na tym powinna była zakończyć się ta wirtualna znajomość...

Myślę, że od razu powinnam panu powiedzieć o najważniejszym, bo i tak to wynika z pierwszych ich listów, a mianowicie o ogromnej różnicy wieku, jaka ich dzieliła. To była różnica niemal dwu pokoleń! On wówczas osiągał już wiek emerytalny, ona kończyła studia uniwersyteckie. Różnica wieku między nimi wynosiła czterdzieści dwa lata! Napisał jej zresztą o tym zaraz na początku ich znajomości, gdy ona z czystej kobiecej ciekawości, przy okazji podziękowań za jego odpowiedź na jej apel internetowy, koniecznie chciała się o nim czegoś dowiedzieć. No to jej powiedział, że za kilka miesięcy przechodzi jako sędzia karny w stan spoczynku, jest żonaty, ma dwie dużo starsze od niej córki oraz dwóch wnuków. Tak więc sytuacja pod tym względem od samego początku była zupełnie jasna. Ale skoro mam tłumaczyć panu ich listy, postaram się ograniczyć streszczenia i komentarze.

Geograficznie dzielił ich nie aż tak wielki dystans. On mieszkał w Paryżu, a ona, jak pan wie doskonale, w Lyonie, czyli jakieś trzy godziny jazdy pośpiesznym TGV lub cztery samochodem.

Teraz przeczytam panu, oczywiście po angielsku, kilka pierwszych listów. Postaram się przetłumaczyć, ile się da, żeby zmieścić się na taśmie magnetofonowej w tej kasecie. Jednakże sądzę, że nie ma potrzeby tłumaczyć absolutnie całościowo tekstów z wszystkich wydruków tej internetowej korespondencji, na przykład jakichś detali dotyczących funkcjonowania komputera, aktualnie panującej pogody i tym podobnych. Z pewnością zgodzi się pan ze mną?

Pierwsze listy, krótkie zresztą, to jak gdyby zapoznawanie się, informacje o so-bie, swoich rodzinach, to o czym już wcześniej panu wspomniałam. Ona dziękuje mu za podanie linków do interesującej ją witryny o Meksyku, o którym pisze pracę dyplomową i dokąd wybiera się na wakacyjne praktyki (studiuje przecież stosunki międzynarodowe), on przedstawia jej swoją najbliższą rodzinę — obie córki i dwóch wnuków, wymieniając ich imiona i wiek. Wspomina też, że obie córki wyszły za mąż za cudzoziemców, starsza za Meksykanina, stąd między innymi jego zainteresowania tym krajem. Wspomina również o rozstaniu córki z mężem i jej powrocie do Paryża oraz o tym, że jego wnuk, jest właśnie na rocznym pobycie u ojca w Meksyku. Młodsza córka już od lat mieszka ze swoim angielskim mężem w Londynie. Wspomina także o swoich pozazawodowych zainteresowaniach,  a zwłaszcza o poezji.

Wkrótce po nawiązaniu ich internetowej korespondencji przychodzą Święta Wielkanocne, więc są i wzajemne życzenia, i opis jak je spędzili. On w górach  z rodziną. Kolejny list on kończy życzeniami miłego pobytu w Meksyku, najwyraźniej sądząc, że na tym zakończy się ich korespondencja.

Ale już po kilku dniach ona znowu do niego pisze:

Musisz być bardzo wartościową i ciekawą osobą. Uwielbiam wiersze. Pozdrawiam serdecznie i do następnego e-maila!

Już następnego dnia znowu dostaje od niej list:

Cieszę się, że chcesz ze mną utrzymywać kontakt, ponieważ bardzo Cię polubiłam. Jesteś bardzo sympatycznym i wartościowym człowiekiem. Wspomina także, że w ubiegłym roku była na praktyce wakacyjnej w Kalifornii i że jedzie tam w najbliższe wakacje ponownie, a stamtąd wybiera się do Meksyku. Nawiązuje do jego rodziny: jesteście artystycznie uzdolnieni; Ty masz duszę poety, córka jest plastykiem, a Twój wnuk muzykiem. (uczęszczał we Francji do szkoły muzycznej) Jestem pod wrażeniem! Dziękuję za przesłanie mi zdjęć Twoich wnuków. Możesz być z nich dumny. Są naprawdę wspaniali. Jeden czarny jak typowy Meksykanin,  a drugi jaśniutki, ale obaj są śliczni. Kiedy zeskanuję swoje zdjęcia, to Ci je wyślę. Pozdrawiam serdecznie i czekam z niecierpliwością na odpowiedź. Z wyrazami sympatii — Isa.

W następnym, wysłanym po trzech dniach liście pisze:

Nie uważam, że mogłabym się mylić co do Twojej osoby. Ktoś, kto ma tak wrażliwą duszę na otaczający go świat, musi być wartościowym człowiekiem. A poza tym myślę, że jesteś sympatyczną osobą, choćby dlatego, że znajdujesz czas i masz ochotę, aby ze mną korespondować. Mimo że jestem młodsza od Ciebie, to traktujesz mnie na równi. Jestem Ci za to bardzo wdzięczna!

Zwróćmy uwagę, że nie napisała, jak bardzo jest od niego młodsza, lecz z młodzieńczą dezynwolturą zadaje mu pytanie, ile on właściwie ma lat. Chociaż on nieco wcześniej dokładnie podał jej swój wiek. Zapewne wynika to z jej młodzieńczego roztrzepania, co zresztą wyjdzie z jej listów jeszcze niejeden raz. Na przykład zaraz na początku ich korespondencji pomyliła jego imię, co go rozbawiło, skoro napisał: Kładę to na karb Twojego młodzieńczego roztrzepania, co w moim wieku nazywa się już sklerozą. A więc nie przepraszaj za omyłkę i nadal prowadźmy naszą korespondencję w tym samym koleżeńskim tonie, pomimo tak znacznej pomiędzy nami różnicy wieku.

W tym samym liście ona nawiązuje do innej jego pasji — podróży. Dziwi się, że zwiedził tyle krajów i wyznaje, że i jej marzeniem są podróże, choć i tak już zdążyła  w tak młodym wieku zobaczyć kawałek świata. Zaraz potem pyta:

Czy podróżujesz ze swoją żoną? Cudownie jest mieć bliską osobę, z którą można dzielić przeżyte wrażenia. Ja niestety nadal szukam tej drugiej połówki. Czy wiersze „Kochać w Paryżu” i „Tahiti” napisałeś o swojej żonie, czy dla niej? Jeśli tak, to już jej zazdroszczę! Pod koniec maja wybieram się do Twojego miasta, aby załatwić sprawy mojego wyjazdu do USA i Meksyku. Wpadnę tylko na jeden dzień, ale chciałabym zobaczyć miejsce, które Ty uważasz za najpiękniejsze, najbardziej warte zobaczenia. Czy jest takie miejsce? Wyślę Ci na pewno moje zdjęcia, jak tylko je zeskanuję.

P.S. Bardzo lubię długie e-maile. Trzymaj się serdecznie i czekam  z niecierpliwością na odpowiedź! — Isa.

Teraz wymiana listów nabiera jeszcze większego przyśpieszenia. Po datach widać, że piszą do siebie prawie codziennie, czasami nawet i częściej, bo zwłaszcza on lubi nocami siedzieć przy komputerze, co nie pozostanie bez znaczenia dla rozwinięcia się ich przedziwnej — to określenie zapożyczyłam z ich tekstów — znajomości. Czas wreszcie przeczytać panu jego listy, czy choćby tylko co istotniejsze ich fragmenty. Oto jego list będący odpowiedzią na ten, który przed chwilą przytoczyłam. Podaję go w skrócie:

Czy będzie okazja spotkać się? Ależ oczywiście, że będzie, skoro w maju wybierasz się do Paryża. A jakie najpiękniejsze miejsce chciałbym Ci tu pokazać? Ja mam wiele ulubionych miejsc w swoim mieście. Przed naszym spotkaniem musimy jednak potrafić się rozpoznać, czyli znać swoje wizerunki. Dlatego widzę, że i ja powinienem wysłać Ci swoją fotografię. Kończąc, tym razem nie mam wyrzutów, co do długości tego listu, skoro piszesz, że lubisz obfitszą korespondencję (ja zresztą także). Pozdrawiam Cię najserdeczniej! — J.

Teraz skończę już nagrywanie tej kasety, mimo że pozostało na niej jeszcze trochę miejsca, ale zrobiło się późno, a ja jestem już zmęczona. Ciąg dalszy ich korespondencji zacznę nagrywać jutro na następnej kasecie. Pozdrawiam!

2.

I znowu większy fragment jego kolejnego listu:

Peszysz mnie tak wysoką i niezasłużoną opinią o mojej osobie; przecież w ogóle mnie nie znasz. A jak się pisze wiersze? Nie mam pojęcia. To zależy od tak wielu czynników leżących w sferze emocjonalnej, intelektualnej, estetycznej. Także od przeżyć własnych lub nawet cudzych, doznanych wrażeń, tak zwanych okoliczności obiektywnych etc. Inspiracją do napisania wiersza bywają najczęściej — choć nie zawsze — uczucia. Na przykład do drugiego człowieka, do kraju, miasta, przyrody. Albo na przykład podróże, jeśli się je we właściwy sposób umie przeżyć, takie powiedzmy spotkania z wielką Sztuką. Oczywiście także sprawy transcendentalne, czyli po prostu wiara, doznania natury religijnej. A wtedy to „coś”, najczęściej w najmniej odpowiednim momencie zmusza Cię do zapisania tego wszystkiego, choćby na dorwanym właśnie strzępku gazety. No i wtedy zaczyna się męka, bo nie zawsze udaje Ci się przelać to „coś” na papier, a nawet gdy to już zrobisz, widzisz, że chyba trzeba wnieść do tekstu wiele poprawek, poczynić skróty, zmiany albo inaczej spuentować. A wtedy już może ulotnić się wena albo następuje zwyczajne zniechęcenie. A jeszcze bywa i tak, że najgłębszego uczucia czy najintensywniejszego doznania nie możesz w żaden sposób ująć w wiersz i wtedy po prostu trzeba z takiego tematu zrezygnować i to raz na zawsze. Uff! Ale Ci zrobiłem wywód o sztuce i męce tworzenia. Ale sama tego chciałaś! Z tych próbek, które Ci przesłałem, możesz sobie wyrobić jakieś zdanie o tych moich inspiracjach poetyckich. Myślę, że nie zanudziłem Cię doszczętnie tym przydługim listem, a więc teraz kolej na Ciebie. Nie zapomnij wysłać mi wreszcie obiecanego zdjęcia! Serdeczności! — J.

A teraz kolejny jej list, wysłany następnego dnia po otrzymaniu jego wiadomości. Tłumaczy się w nim ze swojej pomyłki w jego imieniu i zaczyna go od „Drogi J.!”:

Mam szczęście, że masz poczucie humoru! Mam nadzieję, że nie pomyślałeś sobie, iż zapomniałam jak masz na imię. To nie tak! Ja rzeczywiście jestem troszkę roztrzepana i nie wiem, jak mogłam popełnić taką gafę. Obiecuję się poprawić! Ostatnio chodzę z głową w chmurach i myślami jestem w Meksyku i przy mojej pracy magisterskiej. Jeszcze nigdy nie zależało mi na czymś tak bardzo. Twój wiek nie zaskoczył mnie. Domyślałam się, że możesz mieć tyle lat. Najbardziej zaskakuje mnie to, że mimo różnicy wieku dobrze mi się z Tobą „rozmawia”. Wydaje mi się, że jesteśmy rówieśnikami. Nie czuję tej różnicy. Jestem pewna, że gdyby nasza znajomość zaczęła się od osobistego spotkania, to wyglądałaby inaczej. Na pewno nie ośmieliłabym się zwrócić do Ciebie po imieniu, a formuła „pan” tworzy jednak pewną barierę. Nie mogłabym wtedy poznać Cię tak, jak teraz. Może to, co piszę, wydaje Ci się naiwne, ale tak to czuję. Zastanawiam się, dlaczego chcesz utrzymywać ze mną znajomość. Ty możesz wnieść w moje życie dużo wartościowych rzeczy — swoją wiedzę, doświadczenie, talent. A ja? Ja nie mam na swoim koncie jeszcze niczego, co mogłoby Cię zainteresować. Dlatego tym bardziej cieszę się, że jednak korespondujesz ze mną i nawet chcesz się ze mną spotkać. Czekam na Twoje zdjęcie i przesyłam tysiące serdecznych uścisków! — Isa.

On jej odpisuje niemal natychmiast:

Moja Droga! Jesteś jednak niegrzeczną dziewczynką, bo nie słuchasz starszych. Prosiłem przecież, żebyś nie przepraszała za to nie moje imię, a Ty pół listu temu poświęciłaś. Wcale nie pomyślałem, że zapomniałaś mojego imienia, tylko podejrzewałem, że jest — a może właśnie zjawił się? — w Twoim życiu ktoś o tym imieniu. Czy się mylę? To dobrze, że masz tak zaprzątniętą głowę swoją pracą dyplomową i czekającym Cię wyjazdem do Meksyku i że tak Ci na tych obu sprawach zależy. Dzięki temu wszystko pójdzie Ci dobrze i efekty obu tych przedsięwzięć będą z pewnością znakomite. Do wszystkiego przecież należy włożyć dużo serca, nawet jeśli czasami skutki okazują się nie takie, jakich się spodziewaliśmy. Inaczej naszych marzeń nie warto by było realizować. Właśnie zorientowałem się, że daję Ci tak zwane nauki życiowe, ale w końcu sama wspomniałaś coś o pożytkach płynących ze znajomości z doświadczonym życiowo starcem. To oczywiście nie są dokładnie Twoje słowa, więc może raczej  „z mężczyzną z przeszłością”. Ale bez żadnych dwuznacznych konotacji!

Nie mów, że Ty, z racji swojego młodego wieku, nie masz niczego do zaoferowania drugiemu, nawet o wiele starszemu człowiekowi. Masz, i to ogromnie dużo. Teraz nie będę Ci tego wyliczał, ale na tyle, na ile się zorientowałem z dotychczasowych naszych bardzo jeszcze świeżych kontaktów — i to tylko internetowych — to jesteś nie tylko pełną radości życia, czasami zapewne wręcz entuzjazmu, ale także inteligentną, ambitną, w najlepszym tego słowa znaczeniu, ciekawą świata młodą osobą. A ja wyznaję wciąż jeszcze zasadę, że starzy wcale nie muszą być zawsze mądrzejsi od młodych, a już na pewno nie lepsi i wiele mogą się jeszcze nauczyć właśnie od młodych. Chociażby tylko patrzenia na zmieniający się wokół nas świat bez zgorzknienia, zgryźliwości czy niezrozumienia zachodzących zmian — te sławetne: „a za naszych czasów... a jak my byliśmy młodzi, to nie to co teraz... ach, ta dzisiejsza młodzież...” etc. Świat nigdy nie był gorszy ani lepszy od tego, w którym aktualnie przyszło nam żyć. Był po prostu inny, bo inni żyli w nim ludzie, którzy także wspominali swoją młodość jako świat lepszy od tego z ich starości. I dlatego wielu wspomina te czasy, choćby i najgorsze, jako lepsze od dzisiejszych. Bo wtedy byli młodzi, więc tylko z tym kojarzą sobie poprzednią epokę. Ale dosyć tych historiozoficznych rozważań. Czy jednak nie przesadziłem z długością tego listu? A co do mojego zdjęcia, to — aczkolwiek bez entuzjazmu, bo w pewnym wieku człowiek już nie lubi się fotografować — postaram się coś wyszukać, zeskanować i wysłać Ci mejlem. Ale może Ty zrobisz to pierwsza, to wtedy poczuję się zobowiązany do rewanżu i lepiej mi to pójdzie. Serdeczności i uściski! — J.

Ciekawi mnie, czy uważa pan, po dotychczasowej porcji ich korespondencji, że można już jakoś przeczuć, jak się dalej rozwinie ta wirtualna historia?

Przez kilka następnych dni wymieniają między sobą tylko bardzo krótkie wiadomości, bo ona przygotowuje się do testów z kilku języków obcych i zamierza zdawać egzaminy we wcześniejszym terminie z uwagi na planowany wyjazd do USA i Meksyku. Ale ich listy nabierają coraz cieplejszych barw, pojawiają się już coraz cieplejsze zwroty, zwłaszcza w nagłówkach i zakończeniach. Właśnie otrzymała jego fotografię przesłaną drogą internetową i pisze:

Kochany J.! Chciałam Ci tylko napisać, że wyglądasz świetnie i nie wiem dlaczego tak długo nie mogłeś się odważyć wysłać mi swojego zdjęcia. Czekam z niecierpliwością na odpowiedź. Serdecznie Cię pozdrawiam i ściskam! — Isa.

Czy jest szczera? Z pewnością nie bardzo w to uwierzył, ale w końcu to tylko mężczyzna, a taki komplement od młodej kobiety dla starszego pana to rzecz całkiem miła. Tym bardziej, że już po dwóch dniach dostaje następny list, w którym znajduje potwierdzenie tego komplementu:

Kochany J.! Cieszę się, że mogłam zobaczyć Twoje zdjęcie i szczerze mówiąc, jestem nim mile zaskoczona. Wyglądasz świetnie i wzbudzasz moje zaufanie i sympatię. Moje zdjęcie wyślę Ci w najbliższych dniach. Tylko mi nie przestawaj odpisywać. Wcale mi to nie przeszkadza w nauce. Wręcz przeciwnie, korespondencja z Tobą jest bardzo miłym wytchnieniem między zajęciami na uniwersytecie. Uwielbiam dostawać od Ciebie mejle, tym bardziej, że są one miłe, ciekawe i zabawne. Przesyłam najserdeczniejsze buziaki i uściski! — Isa.

W następnym liście J. wysyła jej fotografie swoich wnuków. A ona zadaje mu mnóstwo dość szczegółowych pytań na temat jego i jego najbliższej rodziny i zapewnia, że w jej życiu jak na razie nie zanosi się na miłość. Dodaje także:

Nie ukrywam, że bardzo mi było miło, kiedy czytałam Twoją opinię na mój temat, podniosło mnie to na duchu. Mam nadzieję, że nie będziesz miał okazji zmienić tego zdania. Wiesz co u Ciebie najbardziej lubię? Twoje poczucie humoru. Zawsze potrafisz mnie rozweselić. Przesyłam moc serdecznych uścisków i czekam na odpowiedź — Isa.

Musiał ją chyba rozbawić jego list, w którym pisze między innymi:

No więc (pamiętaj drogie dziecko, że nie zaczyna się zdania od „no więc” — już Ci kiedyś zwracałem na to uwagę!) dostałaś wreszcie mój wizerunek i jak widzę nawet niezbyt się przestraszyłaś. Co mnie znacznie uspokoiło, podobnie jak i wiadomość, że nie jesteś zaskoczona moim wiekiem. W każdym razie dobrze, że nie zmieniłem kolejności i nie wysłałem najpierw swojego zdjęcia, nie ujawniając swojego wieku, wmawiając, że mam tyle lat, na ile wyglądam. Mogłabyś bowiem powiedzieć: „Niemożliwe! Przecież ludzie tak długo nie żyją!”. Ale dlaczego Ty się ociągasz z wysłaniem mi swojego zdjęcia, może wyglądasz na nim jak przedszkolak? Mimo to wyślij mi je, i to bez żadnej charakteryzacji w postaci siwej peruki, sztucznych zmarszczek itp., por favor! (proszę) Pozdrawiam Cię najserdeczniej — J.

W następnym liście ona zapowiada, że wyśle swoje zdjęcia jeszcze tego samego dnia, co faktycznie uczyniła. Znowu powraca do jego pisarstwa, zapytując:

Mi carino! (mój drogi) Czy myślałeś tylko o pisaniu wierszy, czy również na przykład opowiadań? Chyba minąłeś się z powołaniem, zostając prawnikiem. Mio amico, (mój przyjacielu) jesteś artystą i masz talent! Zacznę chyba zbierać Twoje mejle, może kiedyś odsprzedam je za pokaźną sumkę? Dlaczego nie poznałam Cię wcześniej? W poprzednim semestrze miałam zajęcia z dziennikarstwa i na zaliczenie musiałam przeprowadzić wywiad z wybraną osobą. Gdybym wówczas miała wywiad z Tobą, zrobiłabym furorę. Wiesz, odkąd wróciłam z USA staram się myśleć pozytywnie, co pozytywnie wpływa na moje samopoczucie. Wyznaję zasadę: „ciesz się każdą chwilą, jaka została ci dana, przeżywaj ją, jakby miała być ostatnią”. Jeśli chodzi o wypowiadanie się na czyjś temat tylko na podstawie mejli i zdjęć, to... no cóż... zdaję sobie sprawę, że rozmowa w cztery oczy może wywołać inne wrażenia, ale przecież niekoniecznie gorsze. Nie zastanawiam się, co będzie, gdy... Mogę jedynie być pewną tego, co obecnie czuję i myślę.

A jak Ci się układa z żoną? Czy możesz powiedzieć, że jest miłością Twojego życia? Tylko nie pisz mi, że sam fakt, że przeżyliście ze sobą sporo czasu daje odpowiedź na takie pytanie. Ludzie bowiem są ze sobą z wielu powodów, nie zawsze z wielkiej miłości. A może na miłość trzeba pracować przez całe życie, może istnieją różne odcienie miłości? Czy istnieje coś takiego jak prawdziwa miłość?

Zazdroszczę Twoim wnukom, że mają tak wspaniałego dziadka. Każde dziecko chciałoby mieć dziadków, przy których będzie czuło się bezpiecznie, którzy będą je kochali bezinteresownie i obdarują je ciepłem swojego serca. Związek między dziadkami a wnukami jest zupełnie wyjątkowy. Chyba sam przyznasz, że dla swoich wnuków masz więcej cierpliwości i wyrozumiałości, niż miałeś dla własnych dzieci. Ja jestem typową córeczką tatusia. Kończę i czekam z utęsknieniem na Twój list. Przesyłam moc serdecznych uścisków. Co jak co, ale Twoje poczucie humoru uwielbiam! — Chabela (to moje imię po meksykańsku).

Otrzymawszy jej fotografie, J. pisze list utrzymany w dowcipnie archaizowanym stylu, z tłumaczeniem którego miałabym zbyt wielkie trudności, pomimo studiowania języka starofrancuskiego. Mam jednak braki w staroangielskim. Ale spróbuję przetłumaczyć panu chociaż fragmenty:

Jakże to miła siurpryza, a i ukontentowanie niemałe, kiedym po powrocie z krótkiej poza miasto exkursyi, otwarłszy komputerowe pudło moje, cóż ja w nim w skrzynce mojej odbiorczej znajduję? Ano konterfekty przecudnej urody panny Isabelle, internetowej przyjaciółki mojej, com ją o takowe z dawna już upraszał. Tedy cóż rzec mi się godzi, skoroś Panna widokiem swoim mowę na amen mi odebrała? Rzeknę jeno bez przesadności nijakiej, albo też i komplimentowania pustego — ślicznaś Ty moja Panno niczym boginka jakaś, czemu nikt zaprzeczyć by nie zdołał, a gdyby głuptak jakowyś zdanie inne wyrazić się odważył, tedy ze mną do czynienia mieć będzie. Sługa a wielbiciel panny Isabelle uniżony! — J.

Uff! Trochę się nabiedziłam, żeby jakoś możliwie wiernie oddać ten tekst w staroangielszczyźnie, ale — wyznaję szczerze — mocno go skróciłam. Ten tekst nawiązuje także do jej dalszych próśb o więcej szczegółów z jego życia, zwłaszcza rodzinnego, o którym on obiecuje wkrótce jej napisać.

Teraz już J. wie mniej więcej, na tyle, na ile można się zorientować z fotografii, jak ona, Chabela (wkrótce to jej imię zdrobni) wygląda. Mam przed sobą te trzy pierwsze jej zdjęcia. Śliczna młoda dziewczyna, ale na każdym z tych zdjęć inaczej wyglądająca, i to na tyle, że wydaje się, jakby na każdym z nich była inna osoba. Małe zdjęcie legitymacyjne, choć powinno być najmniej korzystne, jak to na takich fotografiach na ogół wypada, przedstawia młodą kobietę o długich, kręconych, rozpuszczonych, ciemnych, niemal czarnych włosach fotografowaną „en face”, o poważnym wyrazie twarzy i przyciągającej urodzie. Na drugim widać całą postać w pozycji siedzącej, zgrabną sylwetkę, poważną twarz, wokół której wiją się rozpuszczone do ramion kręcone włosy. Wygląda tu na osobę starszą, niż była w rzeczywistości. Trzecie ze zdjęć przedstawia łobuzersko roześmianą dziewczynkę w czapeczce typu „bejsbolówka”. Było zrobione w USA, gdy rok wcześniej pracowała tam w jakiejś piekarni. Zdjęcia te są jednak znacznie mniej „prawdziwe”, w każdym razie gorsze od tych, które Chabela przysłała mu już dużo później. Na tych późniejszych jest — staram się być obiektywna — naprawdę zachwycająca młoda dziewczyna, już studentka, co podkreśla jakaś książka w ręce, z lekkim, jakby nieco zamyślonym uśmiechem na ślicznej twarzy o pięknych niebieskawych, trochę marzących oczach. Cała twarz, nieco zagadkowa, jest jakby rozjaśniona wewnętrznym jakimś ciepłem. Całość z pewnością musiała mu się wydać urocza. Na drugim zdjęciu sfotografowana jest w jakimś urokliwym zakątku starego Lyonu, twarz rozjaśniona tym uroczym, młodzieńczym uśmiechem, już nie takim zagadkowym. Jej postać chyba uchwycona została w momencie, gdy się śmieje i pozdrawia kogoś uniesioną ręką. I pikantny szczególik — pomimo chłodnej pory roku, jej ciepła bordowa kurtka jest rozpięta, spod niej widoczny jest kawałek jej nagiego brzucha z widocznym w pępku małym srebrnym łańcuszkiem. Są także jeszcze dwa ostatnie zdjęcia, ale o nich później. Wszystkie te fotografie są oczywiście wpięte do wspomnianej przeze mnie na samym początku teczki z wydrukami ich internetowej korespondencji.

Opisuję panu w miarę dokładnie te fotografie, bo napisał pan przecież, że nie znał jej jeszcze w tamtym okresie jej życia i nawet wspomniał, że ciekaw jest na ile się później zmieniła także i fizycznie. Zresztą jeśli pan zechce, to mogę panu przesłać wszystkie te zdjęcia.

Po jego reakcji na jej fotografie ona pisze do niego jeden ze swych pierwszych długich listów. Przeczytam panu teraz tylko jego fragmenty, bo inne nawiązują do jego kolejnego listu, utrzymanego także w żartobliwej formie:

Kochany J.! Czy Ty chcesz, abym kompletnie zauroczyła się Twoją osobą!? Jestem zachwycona Twoją inwencją twórczą i onieśmielona, chociaż mile zaskoczona Twoim zdaniem na temat mojego wyglądu. Twój list zwalił mnie dosłownie z nóg. Jeszcze nigdy w życiu nie dostałam tak oryginalnego, romantycznego i przemiłego listu. A co dzisiaj widzę? Kolejny mejl, który utwierdził mnie w przekonaniu, że jesteś wspaniałym mężczyzną. Kto wie... gdyby nie to, że masz żonę — a na tym punkcie jestem przewrażliwiona, nigdy zajętych facetów! — to może mogłabym się zauroczyć Twoją osobą? Tylko nie mów mi, że spotkanie w cztery oczy może rozczarować, bo jeszcze w to uwierzę, a nie chciałabym. (...)Ściskam Cię mocno i przesyłam podziękowania za tak miłe, choć przesadnie entuzjastyczne odebranie moich zdjęć. Czekam z utęsknieniem na obiecaną mi odpowiedź. Jestem pod wrażeniem Twojej osoby i inwencji twórczej, jaką mnie wciąż na nowo karmisz — Chabela.

Teraz przeczytam panu fragment kolejnego z utrzymanych w żartobliwej formie listów J., w którym jednak porusza on wcale nie tak błahe sprawy. Jest to niby-oficjalne pismo jednej firmy do drugiej:

Odpowiadając na Wasze pismo z dnia... nr... łamane przez... — uprzejmie informujemy jak następuje. Prezes zarządu naszej firmy wyraża zadowolenie z faktu otrzymania od Was materiałów ikonograficznych stanowiących podstawę do prowadzenia dalszych negocjacji. Materiały te zamierzamy wykorzystać w szeroko zakrojonej kampanii reklamowej naszych partnerskich firm, a to w postaci billboardów ulicznych w największych miastach Europy, w programach komercyjnych stacji TV i radia oraz w fachowych czasopismach. Już bowiem, jak to wykazały badania naszych ekspertów, sam fakt przesłania Waszych materiałów (fotogramów) wpłynął na znaczną zwyżkę kursu naszych akcji na giełdach światowych. Nie musimy chyba dodawać, że powodzenie tej akcji związane jest przede wszystkim z wysoką jakością materiału ikonograficznego niezawierającego zbędnego retuszu w postaci charakteryzacji obiektu fotografowanego (jak siwa peruka, sztuczne zmarszczki itp.). Pragnęlibyśmy także poznać opinię Waszej Firmy o naszych materiałach ikonograficznych (fotografie wnuków pana prezesa) wysłanych Wam jako link do witryny internetowej. Teraz pragniemy ustosunkować się do kwestii poruszonych w Waszym ostatnim piśmie do nas. Otóż prezes zarządu naszej firmy istotnie rozminął się — jak słusznie zasugerowaliście — ze swoim profesjonalnym powołaniem. Nie chcemy przez to powiedzieć, że lepszy z niego poeta niż prawnik albo że jest on najlepszym prawnikiem wśród poetów. Tym bardziej, iż w swoim dorobku pozazawodowym posiada jakieś próbki literackie prozą. Niektóre z nich, zatytułowane „Miniatury” zostały zamieszczone w jego wydanym za granicą tomiku poetyckim. Książkę tę zamierzamy przesłać Waszej Firmie do oceny. Co do zawartych w Waszym piśmie sugestii zebrania drukiem dotychczasowego materiału korespondencyjnego naszych firm celem ich późniejszego odsprzedania z zyskiem, to pragniemy poinformować, że nasza firma od samego początku nawiązania z Wami kontaktów sporządza wydruki z tej korespondencji. Do chwili obecnej jesteśmy już w posiadaniu dosyć pokaźnego ich pakietu, który sukcesywnie zostaje przekazywany do naszego archiwum, po uprzednim opracowaniu go przez specjalnie powołany w tym celu zespół ekspertów. Według ich prognoz, wartość rynkowa takiego pakietu korespondencyjnego (oczywiście znacznie w przyszłości poszerzona) mogłaby stać się przedmiotem poważnych spekulacji finansowych — za około 250~300 lat. Tak więc operacja taka wydaje się nader korzystna. My również wyrażamy szczery żal z powodu tak późnego nawiązania kontaktu pomiędzy naszymi firmami, co — jak wykazały ostatnie badania sondażowe — przyniosło zwłaszcza naszej firmie niepowetowane straty. Na pozostałe poruszone w Waszym piśmie kwestie pan prezes odpowie odrębnym pismem o charakterze bardziej prywatnym i w formie adekwatnej do wagi i charakteru tych kwestii. Kończąc, zapewniamy Waszą Firmę o naszej lojalności partnerskiej i przesyłamy wyrazy szczerego podziwu. Z upoważnienia prezesa zarządu — podpis nieczytelny.

Wkrótce po