Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Dwa lata temu Julia Stoner zmarła w zamkniętym od środka pokoju. Zdążyła jeszcze wykrzyczeć zagadkowe słowa: „cętkowana wstęga!”. Teraz jej siostra Helena, przerażona i bliska załamania, przybywa na Baker Street. W posiadłości Stoke Moran w hrabstwie Surrey znów słychać nocą tajemniczy gwizd, a ona sama musiała przenieść się do pokoju, w którym umarła Julia. Jej ojczym, porywczy doktor Grimesby Roylott, trzyma w domu egzotyczne zwierzęta i nie cofnie się przed niczym.
Sherlock Holmes i doktor Watson podejmują śledztwo, zanim historia się powtórzy. Jedno z najsłynniejszych opowiadań detektywistycznych z cyklu Przygody Sherlocka Holmesa to klasyczna zagadka zamkniętego pokoju. Mroczny dwór, klimat gotyckiej grozy i mistrzowska dedukcja trzymają w napięciu do ostatniej, dosłownie mrożącej krew w żyłach nocy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 44
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Przygody Sherlocka Holmesa
Cętkowana Wstęga
Arthur Conan Doyle
Przetłumaczyła Bronisława Neufeldówna
Przebiegając swoje notatki, dotyczące siedemdziesięciu spraw ciekawych, wktórych toku studiowałem przez lat osiem sposób postępowania swego przyjaciela Sherlocka Holmesa, znajduję wiele bardzo tragicznych, nieco komicznych, aznaczną liczbę po prostu dziwacznych. Żadna znich wszakże nie jest banalna, co pochodzi stąd, że Holmes, pracując raczej przez miłość dla sztuki niż zchęci zarobku, nie rozpoczynał nigdy śledztwa wsprawie, która nie zakrawałaby na oryginalną, anawet na fantastyczną. Pośród tych wszystkich spraw wszakże nie znajduję ani jednej oryginalniejszej niż ta, która dotyczy dobrze znanej whrabstwie Surrey rodziny Roylottów ze Stoke Moran.
Wypadki, które opowiedzieć zamierzam, zaszły wpoczątkach mojej przyjaźni zHolmesem, gdy, kawalerami będąc, mieszkaliśmy razem przy Baker Street. Byłbym mógł ogłosić je wcześniej, gdybym nie przyrzekł, że zachowam je wtajemnicy; wubiegłym miesiącu dopiero zwolniła mnie zdotrzymania słowa śmierć niespodziewana tej, której je dałem. Nadeszła chwila podania tych wydarzeń do wiadomości powszechnej, albowiem doniesiono mi zpewnego źródła, że ośmierci doktora Grimesby’ego Roylotta rozeszły się pogłoski nadające tej sprawie charakter jeszcze poważniejszy, niż miała wistocie.
Było to wpoczątkach kwietnia 1883 roku; budząc się pewnego ranka, ujrzałem przed łóżkiem Sherlocka Holmesa już zupełnie ubranego. Nie był on zazwyczaj rannym ptakiem, aponieważ zegar na kominku wskazywał dopiero kwadrans na ósmą, przeto spojrzałem na Holmesa ze zdumieniem iz pewną urazą, że mi zakłócił sen.
– Przykro mi bardzo, że cię muszę obudzić, Watsonie – rzekł – ale taki nas wszystkich los dzisiaj. Pani Hudson puściła wruch cały dom; ponieważ musiała zerwać się niespodzianie złóżka, więc zemściła się na mnie ina tobie.
– Ale co jest? Pali się?
– Nie, jest klientka, młoda dziewczyna, która przybyła wstanie najwyższego wzburzenia ichce koniecznie widzieć się ze mną. Czeka wbawialni. Otóż, gdy młode dziewczęta wychodzą na miasto otej godzinie iwyrywają ludzi ze snu, znaczy to, że mają jakiś bardzo nagły interes. Jeśli zaś ta przynosi nam ciekawą sprawę, chciałbyś, jestem pewien, śledzić jej bieg od początku. Ztego względu postanowiłem cię obudzić, byś nie stracił nadarzającej się sposobności.
– Mój drogi, byłbym zrozpaczony, gdybym nie mógł zniej korzystać.
Nic nie roznamiętniało mnie do tego stopnia, co śledzenie Holmesa wjego badaniach ipodziwianie szybkości iintuicji, zjaką wysnuwał wnioski, przy których pomocy rozwiązywał najzawilsze zagadki. Ubrałem się śpiesznie iw kilka minut później wchodziłem razem ze swym przyjacielem do bawialni.
Znaleźliśmy się wobec kobiety wczarnym stroju, ztwarzą zakrytą gęstą woalką; na nasz widok wstała zkrzesła, na którym siedziała przy oknie.
– Dzień dobry pani – rzekł Holmes uprzejmie. – Nazywam się Sherlock Holmes, aoto doktor Watson, mój najlepszy przyjaciel iwspólnik, wobec którego może pani mówić tak szczerze, jak gdybym był sam. Niech pani zechce łaskawie zbliżyć się do ognia, aja każę pani podać filiżankę gorącej kawy, bo widzę, że pani drży zzimna.
– To nie zzimna – odparła kobieta głosem cichym, zmieniając miejsce.
– A zczego?
– Ze strachu, panie Holmes, powiedziałabym nawet zprzerażenia.
To mówiąc, podniosła woalkę ispostrzegliśmy, że była istotnie wstanie niesłychanego wzburzenia: twarz miała zapadniętą, cerę śmiertelnie bladą, oczy niespokojne, wylękłe, jak ścigana zwierzyna. Wyglądała na kobietę lat trzydziestu, ale włosy jej posiwiały przedwcześnie, aw całej postaci przebijało się wielkie znużenie. Sherlock dostrzegł to wszystko od razu jednym przenikliwym rzutem oka.
– Niech się pani nie boi – rzekł życzliwie, pochylając się ku niej idotykając dłonią jej ramienia – wyświetlimy to szybko, jestem pewien. Zdaje mi się, że pani przyjechała koleją?
– Pan mnie zna?
– Nie, ale widzę bilet powrotny wlewej rękawiczce pani. Wyruszyła pani zdomu wcześnie ijechała długo dwukółką złymi drogami do stacji.
Kobieta drgnęła izdumiona spojrzała na mego towarzysza.
– Nie ma wtym żadnej tajemnicy, kochana pani – rzekł zuśmiechem. – Lewy rękaw żakietu pani jest obryzgany błotem wsiedmiu miejscach: znaki są jeszcze świeże: tylko dwukółka może ochlapać wten sposób, zwłaszcza, jeżeli się siedzi zlewej strony woźnicy.
– Jakakolwiek jest metoda pańskich wywodów, odgadł pan trafnie – rzekła. – Opuściłam dom przed szóstą, przybyłam do Leatherhead oszóstej dwadzieścia, ado Waterloo pierwszym pociągiem. Panie, ja dłużej nie wytrzymam, zwariuję, jeśli to potrwa. Nie mam nikogo, do kogo mogłabym się udać, absolutnie nikogo; jedyny człowiek, którego mój los zajmuje, nie może mi przyjść zpomocą. Słyszałam opanu, panie Holmes, od pani Farintosh, której pan dopomógł wsprawie bardzo trudnej. Od niej mam pański adres. Ach! Panie, czy pan sądzi, że imnie będzie pan mógł dopomóc, że zdoła pan przynajmniej rzucić nieco światła wten zamęt, który mnie otacza? Na razie nie mogłabym wynagrodzić pańskich usług, ale za miesiąc lub dwa wyjdę za mąż, będę rozporządzała swoim majątkiem, awtedy przekona się pan, że nie jestem niewdzięczna.
Holmes podszedł do biurka, wyjął notatnik izajrzał.
– Farintosh – rzekł. – Ach! tak, przypominam sobie, chodziło odiadem zopali. Zdaje mi się, że to jeszcze nie ztwoich czasów, Watsonie. Mogę panią zapewnić, że zcałą ochotą zajmę się sprawą pani, jak zająłem się sprawą jej przyjaciółki. Nie mówmy ohonorarium, proszę pani; mój zawód przynosi sam wsobie nagrodę. Zwróci mi pani koszty, jakie ewentualnie poniosę, kiedy pani będzie dogodnie. Ateraz niech pani zechce opowiedzieć nam swoją sprawę, nie opuszczając ani jednego szczegółu, który mógłby nas objaśnić.
– Niestety – odparła przybyła – groza mego położenia wynika stąd, że obawy moje są takie nieuzasadnione, amoje podejrzenia oparte na podstawach tak słabych, iż nawet ten, od którego mam prawo żądać pomocy irady uważa je za urojenia kobiety nerwowej. Nie mówi tego, ale ja to odgaduję zjego odpowiedzi pocieszających, zjego spojrzeń pełnych litości. Ale powiedziano mi, panie Holmes, że pan umie czytać wgłębi serca ludzkiego, może pan zdoła mi dać radę wobec niebezpieczeństw, jakie mi grożą.
– Zamieniam się cały wsłuch.
