Opis

Finałowy tom serii, w której miłość jest silniejsza od śmierci!

Od kiedy Zuza wróciła z mrocznej Guerry, nie może zapomnieć o cierpiących tam duszach. W jej snach zagościł też Bjor, który rzuca wyraźny cień na jej obecny związek z Patrykiem. Larysa i Gabriel wreszcie mogą założyć rodzinę, a niedawno wykupione przez nich schronisko dla zwierząt sprawia, że zaprzyjaźniają się z Leą – nowo zrodzoną Guardianką.

Kiedy wszystko wydaje się zmierzać w dobrym kierunku, Zuza postanawia wyruszyć do Guerry i uwolnić jej więźniów. Wie, że nie da rady zrobić tego w pojedynkę. Znajduje jednak tajemniczych Ludzi Cedyno, którzy mogą jej w tym pomóc. Ich Lider Jordan nie jest jednak osobą, z którą można sobie pogrywać.

Czy misja Zuzy i pozostałych Wysłanników się powiedzie? Co czeka na nich w Guerrze? Czy Ludziom Cedyno można zaufać?

__

O autorce

Melissa Darwood – pisarka pochodzi z urokliwego miasteczka w środkowej Polsce. Wychowała się w otoczeniu lasów, które emanują mrocznością, czarem i tajemniczością. Klimat ten wyczuwalny jest również w jej powieściach. Autorka pisze książki dla siebie i wszystkich czytelników, którzy poszukują w literaturze miłosnych uniesień, nieprzewidywalności, wątków nadprzyrodzonych, odrobiny filozofii i psychologii. To romantyczka, rozmiłowana w przyrodzie, zwierzętach i książkach.

W swojej twórczości posługuje się pseudonimem, aby zatrzeć granicę między fikcją literacką a rzeczywistością. W 2013 roku z sukcesem zadebiutowała powieścią Larista, która obecnie została wznowiona i uzupełniona o nowe rozdziały.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 300

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Dla Gabriela. Pamiętaj, że jesteś wyjątkowy

1 Dwa lata wcześniej

Co bolało ją najbardziej, gdy stała się Guardianką? Cierpienie innych.

W czwartym roku posługi Larysa zwątpiła, czy wytrzyma choćby jeszcze jeden miesiąc. Przygnębiała ją niesprawiedliwość świata, przytłaczała rola, jaką pełniła. Czuła taki smutek, że nie było chwili, by nie wylewała łez nad cierpieniem, z jakim spotykała się na co dzień.

Nie potrafiła odciąć się od widoku umierających ludzi. Za każdym razem, gdy przychodziło jej stoczyć walkę o ludzkie życie, czuła, że traci cząstkę siebie. Jakby umarli zabierali ze sobą fragment jej duszy, radości, beztroski, jaka powinna ją cechować w wieku dwudziestu dwóch lat.

Wtedy sądziła, że nie nadawała się do roli, jaką powierzył jej Bóg. Miała wrażenie, że tkwi w sytuacji bez wyjścia. A jedyne, co trzymało ją wciąż przy życiu, to miłość do bliskich jej ludzi i nadzieja, że w końcu nabierze dystansu do tego, co zsyła jej los.

Powinna walczyć o cudze życie, ale gdy widziała ludzi cierpiących w agonii, w chorobie, których jedynym marzeniem było odejście z tego świata, to traciła poczucie sensu jakiegokolwiek działania. Gdy słyszała ciche modlitwy rodzin, proszących Boga, by pozwolił usnąć ich najbliższym na wieki, bo nie byli w stanie znieść ogromu cierpienia, jakiego doświadczają ich bliscy, nie widziała sensu walki. Niejeden raz zjawiała się za późno, by rozbudzić w nich nadzieję na wyzdrowienie, oni bowiem stracili ją już dawno temu. Tak jak ona straciła nadzieję na normalne życie.

Mimo to starała się dalej funkcjonować. Nie poddawała się, szukała pozytywnych stron, chociaż rzadko ich doświadczała. Nie ponosiła samych porażek. Czasami udawało jej się zawalczyć skutecznie o duszę cierpiącego, który wygrał ze śmiercią. Ale to jej nie wystarczało. Zbyt mocno przeżywała niepowodzenia, zbyt silnie angażowała się w odejście umierających. Co więcej, z chwilą, gdy przychodził ich koniec, dla niej oznaczało to początek cierpienia.

– Lara, czy ciebie już kompletnie popieprzyło? – Ciemnie oczy Zuzki spojrzały na nią z monitora laptopa.

– O co ci chodzi? – Larysa wstawiła wodę w czajniku i usiadła naprzeciwko komputera.

– Po kolorze twojego stroju wnioskuję, że znowu wybierasz się na pogrzeb. Sama się torturujesz.

– Nie mogę nie iść.

– Możesz i powinnaś. Co na to Gabriel?

– Jedzie ze mną.

– Daleko?

– Do Pragi.

Zuzka przewróciła oczami.

– Ten chłopak się z tobą wykończy. Ktoś wreszcie powinien ci uświadomić, że łażenie na pogrzeby ludzi, których życie przegrałaś, jest idiotyzmem.

– Nic nie rozumiesz.

– Masz rację, nie rozumiem. Mogę się domyślać, że bycie Guardianką jest do kitu i porządnie daje w kość. Uważam jednak, że powinnaś chronić swoją psychikę. Wszystko tkwi w twojej głowie. Jesteś Wysłanniczką, i to tylko twoja praca, za którą dostajesz wynagrodzenie – będziesz żyła kilka razy. Wiem, że się o nią nie prosiłaś, chociaż być może podświadomie jednak chciałaś stać się Guardianką, żeby na zawsze być z Gabrielem… Nieważne. Bycie Wysłannikiem to jedno, twoje prywatne życie to inna bajka. Jedziesz na wezwanie, robisz swoje najlepiej jak potrafisz, wracasz do domu. Koniec. Po każdym zleceniu powinnaś postawić za sobą mur, który oddzieli cię od przeszłości, od złych doświadczeń. Powinnaś się zrelaksować, napić, obejrzeć jedną z tych idiotycznych komedii romantycznych, które uwielbiasz, a których ja mimo naszej wieloletniej przyjaźni wciąż nie jestem w stanie strawić. Musisz wyluzować, pójść ze swoim facetem do łóżka, wyskoczyć z nami na koncert czy choćby posłuchać nas na próbie. Naucz się wreszcie oddzielać sferę zawodową od osobistej, bo zwariujesz.

– Nie potrafię – odpowiedziała Lara. – Jestem za słaba, nie mogę przestać myśleć o tych wszystkich ludziach, nie mogę wymazać z pamięci ich twarzy. Chcę wierzyć, że trafili do dobrego miejsca, chcę zapewniać ich rodziny o tym, że ich śmierć nie poszła na marne, choć sama nie wiem już, w co powinnam wierzyć. Tak bardzo bym chciała chociaż na chwilę się spotkać z tymi, których dusze przegrałam z Ramoną. Przeprosić ich za to, że ich zawiodłam, zapytać, gdzie są, czy ich dusza cierpi, przekazać ich bliskim, że trafili do lepszego miejsca… – Jej głos się załamał.

Zuzka popatrzyła na nią ze współczuciem.

– Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy, skoro i tak wiesz, że to niemożliwe? Nawet jeśli zapalisz na ich grobach tysiące zniczy i będziesz codziennie odmawiać modlitwę za ich dusze, to nie uzyskasz odpowiedzi na swoje pytania. Nie dowiesz się, gdzie trafili, co robią, czy jest im dobrze, czy źle. Nie ukoisz cierpienia ich rodzin, oni sami muszą się uporać z żałobą, przeżyć ją i podążać dalej własną ścieżką. Odpuść, Lara, bo się wykończysz. Nie masz wpływu na to, co się dzieje z tymi ludźmi po śmierci. Jedyne, co możesz robić, to walczyć z Ramoną o ich dusze najlepiej jak potrafisz. A ja wierzę, że starasz się najmocniej jak potrafisz. Zresztą wszystko robisz całą sobą. Taka już jesteś. Ale musisz przystopować, bo albo trafisz do czubków, albo zrobisz sobie coś głupiego, bo nie będziesz już widzieć sensu dalszego życia.

Larysa przesunęła dłońmi po twarzy. Tak bardzo chciała dowiedzieć się, co się stało z tymi wszystkimi ludźmi, których życie przegrała.

To było dwa lata temu. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że odpowiedź na jej pytanie nadejdzie w najmniej oczekiwanym momencie.

Gabriel nie spodziewał się, że prowadzenie własnego schroniska dla zwierząt będzie mu dawać tak wiele satysfakcji. Gdy rok temu ze starości odeszła Gala, Larysa kompletnie się załamała. Był solidnie wkurzony na Boga za to, że zbyt mocno ją doświadcza. Lara i tak tragicznie znosiła każde wezwanie, a śmierć psa jeszcze bardziej ją przygnębiła.

Zabrał ją więc do schroniska w jej rodzinne strony, żeby wybrała sobie nowego pupila. Sądził, że to pomoże ukoić jej ból po stracie Gali. Początkowo Larysa nie chciała słyszeć o żadnym szczeniaku na pocieszenie. Twierdziła, że nie zniesie kolejny raz straty zwierzęcia, które pokocha.

Gdy dotarli do podupadającego schroniska miejskiego na przedmieściach Mokrych, Gabriel przeklął w duchu swój idiotyczny pomysł. Gdy tylko Larysa zobaczyła pierwszego psa, który patrzył na nią wielkimi smutnymi ślepiami, z jej oczu wylała się kaskada łez. Z każdą mijaną klatką jej nastrój się pogarszał.

– Wszystkie te psy potrzebują domu, jak mam wybrać jednego? – Spojrzała na Gabriela zapłakanymi oczami tak, że ścisnęło mu się serce. – Zobacz, w jakich one żyją warunkach, jakie są zaniedbane.

Gabriel powiódł wzrokiem po zapuszczonych klatkach, w których gnieździły się po cztery psy. Budy wołały o pomstę do nieba, spróchniałe deski ledwo trzymały się szkieletu, a poupychane wewnątrz szmaty służyły za posłanie.

Przeszli do kolejnego kojca, w którym młoda dziewczyna sprzątała psie odchody. Przemawiała do każdego psa czułym głosem, jakby zwracała się do dzieci, które potrzebują ciągłego zapewniania o miłości i obecności któregoś z rodziców.

Gabriel przywitał się, a gdy dziewczyna na niego popatrzyła, od razu uderzyło go jej spojrzenie – przygaszone, nieco zlęknione, zmęczone. Zaczęli rozmawiać o złym stanie schroniska. Dziewczyna, która przedstawiła się jako Lea, oprowadziła ich po kolejnych boksach, zachwalając każdego zwierzaka, jakby był jej własnym.

W pewnym momencie, gdy pokazywała im drobnego szczeniaka, jej ciało zastygło w bezruchu, a wzrok powędrował w dal. Dziewczyna pośpiesznie odstawiła psa, zamknęła klatkę, przepraszając Gabriela i Larysę, że musi czym prędzej wracać do biura schroniska. Wtedy Gabriel zrozumiał, że Lea jest nowo zrodzoną Guardianką. Co więcej, był dumny, że Larysa również się tego domyśliła, choć zbytnio się tym nie zdziwił. Larysa była zawsze wrażliwa i potrafiła trafnie interpretować zachowanie ludzi, a kilkuletni staż Guardianki i wrodzona dociekliwość tylko wyostrzyły jej zmysł Wysłanniczki.

Postanowili wrócić do schroniska kolejnego dnia. Lea okazała się nad wyraz szczerą, delikatną i ciepłą osobą. Po długiej przemowie Gabriela i wtajemniczeniu Lei w podstawowe informacje na temat Wysłanników dziewczyna od razu się przed nimi otworzyła. Ta drobna siedemnastolatka o długich blond włosach i niewinnym spojrzeniu musiała przechodzić katorgę, którą Larysa sama niegdyś przeżywała. Lea była tak zagubiona w guardiańskiej posłudze, że obojgu zrobiło się jej żal. Postanowili wziąć dziewczynę pod swoje skrzydła i wprowadzić ją w meandry guardiańskiego życia.

Podczas spaceru po zarośniętym trawami polu, które rozpościerało się tuż za schroniskiem, dowiedzieli się, że dziewczyna od roku próbowała ratować podupadającą placówkę. Ludzka obojętność i brak środków finansowych miasta przyczyniały się do pogarszania stanu zdrowia psów i kotów. Brakowało pieniędzy na leki, weterynarza, remont, nawet na jedzenie. Długo rozmawiali o tym, jak można pomóc zwierzętom. Od razu znaleźli wspólny język.

Następnego dnia Gabriel złożył Urzędowi Miasta ofertę wykupu schroniska. Czuł, że robi to nie tylko dla Larysy, Lei i zwierząt, ale też dla siebie. Za rok miała minąć pięcioletnia karencja Larysy. Niczego nie pragnął tak bardzo jak dziecka ze swoją dziewczyną. Marzył o stabilizacji, o rodzinnym cieple i spokoju. O tym, by zaopiekować się swoim potomkiem, zapewnić mu byt, dobry start, obdarzyć go ojcowską troską i miłością.

Znał siebie na tyle dobrze, by domyślać się, że podarowanie skrzywdzonym psom ze schroniska nowego życia jest podświadomym dążeniem do spełnienia wewnętrznych potrzeb.

I tak stał się ojcem dla stu psów. Dawało mu to niewymowną radość.

2 Teraz

Powieki Tatiany opadały ze zmęczenia, gdy czytała po raz kolejny Antosiowi jego ulubioną bajkę na dobranoc. Nie miała żadnych planów na wieczór. Nauczyła się już, że nie ma sensu planować niczego, dopóki jej synek nie uśnie. Była wręcz przekonana, że dziecięcy umysł ma swoisty radar, który wyczuwa, kiedy mama myśli o czymś innym niż tulenie synka do snu. Gdy tylko chciała obejrzeć z Adzirem jakiś film, poczytać czy nawet posprzątać w kuchni, małemu Antosiowi ani w głowie było zaśnięcie przed dwudziestą pierwszą. Dlatego za każdym razem, gdy kładła się z synkiem do łóżka, nie zastanawiała się nad tym, co będzie robić po jego zaśnięciu. Skupiała się na tu i teraz. Wybierali razem książeczkę, najczęściej tę samą, o przygodach Tupcia, którą znała już niemal na pamięć, po czym Tatiana całą swoją uwagę poświęcała czytaniu synkowi na dobranoc. Zazwyczaj ciepłe ciałko dziecka, jego miarowy oddech i łagodne światło lampki nocnej sprawiały, że i ją ogarniała senność. Tak było i tym razem. Słyszała swój głos, jakby dobiegał z oddali. Miała świadomość tego, że już nie czyta, a z jej ust bezwiednie płyną słowa, które podpowiada jej pamięć, podsycana wyobraźnią balansującą na granicy jawy i marzenia sennego. Tatiana powoli odpływała do krainy snu, gdy nagle dotarły do niej urywki rozmowy z salonu. Początkowo sądziła, że to Adzir rozmawia przez telefon, lecz w pewnym momencie dobiegł ją znajomy baryton. Wysunęła się spod ramienia śpiącego synka, przykryła go kołderką i zaspana weszła do salonu.

– Tatiana! – Lara rzuciła jej się na szyję.

Nie widziały się od ponad pół roku, od pamiętnego koncertu Zuzki, kiedy ta straciła życie i odrodziła się jako Guardianka.

– Lara, Gabriel, co za niespodzianka. – Tatiana uścisnęła przyjaciółkę, po czym powiodła po niej wzrokiem. – Mój Boże! Czy ja dobrze widzę? – Popatrzyła na Larysę, po czym przeniosła pytający wzrok na przybranego brata.

– Będziesz ciocią – oświadczył dumnie Gabriel. – Dzisiaj byliśmy na kolejnych badaniach. Larysa chciała najpierw poinformować rodziców, a po wizycie u nich przyjechaliśmy od razu do was.

– To cudowna nowina! – Tatiana miała łzy w oczach. – Podejdź, Gabrielu, niech cię uściskam.

– Moje gratulacje. – Adzir przytulił Larysę.

Przez kolejną godzinę Gabriel z Larysą opowiadali o swoich planach, które zamierzają zrealizować do narodzin syna.

– Czyli to będzie chłopiec? – Tatiana postawiła na stole sałatkę warzywną, której jak zwykle miała w nadmiarze. Antoś ostatnio chciał jeść tylko rosół, a ona musiała coś zrobić z pozostałą po ugotowaniu zupy włoszczyzną. – Wybraliście już imię?

– Jeszcze nie. – Larysa pogładziła się po zaokrąglonym brzuchu. – Termin mam wyznaczony na wrzesień. Jest jeszcze sporo czasu…

– Na razie postanowiliśmy przeprowadzić się w rodzinne strony Larysy – oznajmił Gabriel. – Lara skończyła już studia, będzie miała czas na malowanie, zamierza sprzedawać swoje obrazy przez internet.

– Ach tak... – odezwała się Tatiana nieco przygaszonym głosem i popatrzyła zaniepokojonym wzrokiem na swojego męża, który od razu domyślił się jej obaw.

– Czy będziecie chcieli zamieszkać znowu we dworze? – zapytał wprost Adzir.

– Skądże znowu, Adzirze. Przecież to jest teraz wasz dom – zapewnił Gabriel. – Wybudujemy własny niedaleko rodziców Larysy.

– Jedna z działek z niedużym domkiem nieopodal mojego rodzinnego domu była do sprzedania – dodała Lara z ekscytacją w głosie. – Gabriel złożył ofertę kupna, którą właściciel przyjął. Myślę, że powinniśmy zdążyć z budową przed zimą.

– Mamy koniec kwietnia. Ale z was optymiści – stwierdził Adzir.

– Sporo już załatwiłem – wyjaśnił Gabriel. – Mamy zgodę na budowę, ekipa budowlana wchodzi w tym tygodniu... W dzisiejszych czasach pieniądz potrafi zdziałać cuda. Zresztą w każdych czasach potrafił.

– To prawda – potwierdził Adzir. – Chociaż mam wrażenie, że kiedyś ludzie byli mniej rozrzutni. Świat nie kusił tyloma dobrami. Nawet kiedy miało się sporo pieniędzy, to czasami nie wiadomo było właściwie, na co je przeznaczyć. Pamiętam, że nieruchomości były tak tanie, że mogłem sobie pozwolić na wiele inwestycji. To teraz procentuje. Dzięki Bogu, bo mamy za co żyć. A gdy wchodzę z Antosiem do supermarketu, to dostaję zawrotu głowy. – Sapnął ciężko. – Półki uginają się od nadmiaru dóbr, od produktów, których tak naprawdę nie potrzebujemy. Trudno wytłumaczyć małemu dziecku, że kolejna maskotka albo robot z plastiku są zbędne.

– Antoś ma zdecydowanie za dużo zabawek – potwierdziła Tatiana. – Już chyba sam nie wie, co ma w tych wszystkich pudłach w pokoju. Gry, puzzle, książeczki, kolorowanki, pluszaki, samochodziki… Mimo to ciągle prosi o coś nowego, gdy wchodzimy do sklepu. A jak przychodzi co do czego, to i tak woli bawić się z nami w chowanego. – Zaśmiała się.

– To zrozumiałe – dodał Gabriel. – Nie powinniśmy dziwić się dzieciom, skoro my, dorośli, sami jesteśmy bombardowani zewsząd pokusami. Coraz to nowe smartfony, komputery, samochody, atrakcyjne wczasy… Wszystkiego jest w bród.

– Aż mi się nie chce wierzyć, że jeszcze trzydzieści sześć lat temu moi rodzice musieli wyjechać na wycieczkę do Niemiec, by zasmakować prawdziwej czekolady z orzechami i kupić rowery górskie – wtrąciła Lara.

– Współczesne czasy mają swoje plusy i minusy – przyznał Adzir. – Śmiem twierdzić, że obecne są najbezpieczniejszymi i najwygodniejszymi, w jakich przyszło mi żyć.

– Chyba nie oglądasz wiadomości. – Lara zrobiła kwaśną minę.

– Wiadomości w moim odczuciu robią nam pranie mózgu – stwierdziła Tatiana. – Czy zauważyliście, że większość podawanych informacji jest przesiąknięta negatywnym wydźwiękiem i tragicznymi wydarzeniami? Ktoś kogoś zabił, gdzieś zginęli ludzie w wyniku trzęsienia ziemi, wydarzyła się kraksa na autostradzie ze śmiertelnymi ofiarami. Prawda jest taka, że żyjemy w najbezpieczniejszych czasach w historii ludzkości. Odsetek zgonów jest mniejszy niż kiedykolwiek. Medycyna ratuje życie chorych i ofiar zamachów i katastrof.

– Dlaczego więc media podają ciągle złe informacje? – dopytała Larysa.

– Bo to przyciąga publikę – odpowiedział Gabriel. – Duża liczba widzów to większa oglądalność reklam, a co za tym idzie, wysokie zyski dla stacji telewizyjnych.

– Czyli waszym zdaniem nie powinniśmy oglądać i słuchać wiadomości? Wyłączyć radio, odciąć się od internetu, odseparować od świata? – parsknęła Larysa, bo wydało jej się to wręcz niemożliwe.

– Nie do końca – powiedział Adzir. – Możesz sama decydować, jakie informacje do ciebie trafiają. Wybierać książki, które chcesz czytać, oglądać filmy, na które masz ochotę. A nie pozwalać innym robić sobie wodę z mózgu. To ty decydujesz, jakie treści są dla ciebie najlepsze – podsumował. – Ale odbiegliśmy nieco od najważniejszego tematu. Proponuję, żebyśmy skupili się na waszym potomku i wypili za to, aby jemu żyło się jeszcze lepiej niż nam. Tatiano, może otworzymy jedno z tych win z tysiąc dziewięćset szesnastego roku?

– Ja podziękuję – wtrąciła Lara.

– Dla ciebie, Laro, mam pyszny sok tłoczony z jabłek. Antoś go uwielbia – odezwała się Tatiana. Mam też lody bakaliowe… – Mrugnęła do przyjaciółki.

– O tak, lodów z pewnością nie odmówię.

Jeszcze tego samego wieczoru Lara z Gabrielem udali się do domku, w którym zamierzali mieszkać przez kolejne miesiące budowy. Mały, wzniesiony w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku, wyglądający jak klocek budynek mieścił dwa pokoje, kuchnię i niewielką łazienkę. Obrośnięty wokół starodrzewem i wysokimi na metr samosiejkami sprawiał wrażenie zaniedbanego i zapomnianego. Tak naprawdę były to pozory. Starszy samotny mężczyzna, który w nim mieszkał, zanim zdecydował się go sprzedać i przeprowadzić do bloków w Mokrych, bardzo dbał o swój dom. Wewnątrz było skromnie, ale czysto. Po wyprowadzce poprzedniego właściciela pozostało kilka niezbędnych mebli – lodówka, łóżko, meblościanka…

– Wiesz, teraz minidomy są w modzie – powiedział Gabriel, rozpakowując ich bagaże z samochodu przy świetle zamontowanej na budynku latarenki.

– Coś sugerujesz? – Lara wyjrzała przez kuchenne okno, które otworzyła, żeby przewietrzyć pomieszczenia.

– Chyba jestem zmęczony przepychem i konsumpcjonizmem współczesnych czasów. – Wyciągnął kolejną walizkę z bagażnika.

 – Powiedział facet z wypasionym autem i milionem na koncie. – Zaśmiała się i wytarła kurz z kuchennego blatu.

– Nie wiem, czy zauważyłaś, ale odkąd się poznaliśmy, ani razu nie wspomniałem o wymianie samochodu na nowszy model.

– A czy ten już jest stary? – Lara uniosła znacząco brwi.

– Nowy nie jest. Ale nie w tym rzecz. Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy nie obniżyć standardu naszego życia. – Gabriel postawił walizkę przed drzwiami, przysiadł na drewnianej ławeczce dostawionej do ściany budynku i utkwił wzrok w konarach drzew zlewających się z granatowym niebem. Lekki wiatr rozwiał mu włosy, które opadły swobodnie na czoło.

Lara dostrzegła zamyślony wyraz twarzy Gabriela. Wrzuciła szmatkę do zlewu, obmyła dłonie i wyszła na zewnątrz.

– Wszystko w porządku? – zapytała, podchodząc do narzeczonego.

Gabriel podniósł na nią wzrok.

– Nigdy nie było lepiej. – Przyciągnął ją do siebie i posadził sobie na kolanach.

– Twoje spojrzenie mówi coś zupełnie innego. – Zajrzała mu w oczy.

– Zastanawiam się, czy istnieje jakaś granica szczęścia. Mam wszystko, o czym człowiek mógłby zamarzyć. Odkąd się pojawiłaś, moje życie zmieniło się nie do poznania. A kiedy okazało się, że będziemy mieć dziecko, przewartościowałem cały mój światopogląd. Nic i nikt prócz was nie ma dla mnie teraz znaczenia. Jesteście dla mnie wszystkim. Wiem jednak, że Bóg bywa przewrotny w swojej sprawiedliwości. Nie poznałem jeszcze człowieka, który posiadałby wszystko – rodzinę, zdrowie, pieniądze, spokój. A ja to mam i… – Zawiesił głos i zmarszczył czoło, jakby obawiał się dokończyć zdanie.

– I pomyślałeś, że lepiej będzie z czegoś wcześniej zrezygnować, niż pozwolić Bogu, by ci to odebrał? – zapytała Lara.

– Nie chcę nawet o tym myśleć.

– To nie myśl. Przez cztery poprzednie życia nie mogłeś zaznać pełni szczęścia. Wierzę, że Bóg nie jest aż tak okrutny, by pozbawić cię go właśnie teraz, kiedy po tylu latach wyczekiwania wreszcie je znalazłeś.

Gabriel popatrzył na nią. Zadziwiające było to, że Lara, choć miała dwadzieścia cztery lata, zdawała mu się czasami dużo bardziej rozsądna niż niejedna Guardianka, która żyła już kilka razy.

– Kocham cię najbardziej na świecie – powiedział i ją pocałował. Pachniała sobą, mydłem waniliowym i wiatrem. Zupełnie tak samo jak wtedy, gdy pocałował ją pierwszy raz na ganku jej domu.

A teraz znów tu byli, w Starym Lesie, gdzie się poznali, gdzie się w sobie zakochali, gdzie zaczęło się ich wspólne życie.

3

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21

Redaktor prowadząca: Ewelina Sokalska

Opracowanie językowe tekstu: CAŁA JASKRAWOŚĆ, www.calajaskrawosc.pl

Projekt okładki: Łukasz Werpachowski

Zdjęcie na okładce: © Dean Drobot (Shutterstock.com)

Copyright © by Melissa Darwood, 2019

Copyright © 2019 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2019

ISBN 978-83-66338-61-6

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek