Bzyczące - Thor Hanson - ebook + książka

Bzyczące ebook

Thor Hanson

5,0

Opis

Pszczoły są jak tlen: wszechobecne, niezbędne do życia, a jednak najczęściej niezauważane. Wszyscy wiemy, że istnieją, lecz mało kto o nich myśli – dopóki nie odczuje ich braku.

W Bzyczących znany i lubiany autor książek Thor Hanson zabiera nas w podróż po świecie i w głąb historii naturalnej, kiedy to około 125 milionów lat temu pewna osa przeszła na wegetarianizm, karmiąc swoje młode pyłkiem. Opowiada o różnych gatunkach pszczół, nie tylko o pszczołach miodnych i trzmielach, ale też o mniej znanych, takich jak porobnice, miesierki czy murarki. W zajmującym stylu, łącząc biologię z historią, kulturą i reportażem, przedstawia osobiste spojrzenie na zagrożony wyginięciem świat pszczół, stawiając nas oko w oko z coraz bardziej ponurą sytuacją tych bezcennych owadów, narażonych na pestycydy, patogeny i zmiany klimatyczne. Budzi przy tym w czytelniku ciekawość i zachwyt, potrzebę, by wyjść w plener, znaleźć pszczołę posilającą się na kwiatku i zacząć spokojnie ją obserwować. Póki to jeszcze jest możliwe

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 333

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




TYTUŁ ORYGINAŁU: Buzz. The Nature and Necessity of Bees

Copyright © 2018 by Thor Hanson All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem do reprodukcji w całości lub we fragmencie w jakiejkolwiek formie

Copyright © for the Polish edition and translation by Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o., 2019

ISBN 978-83-8074-211-6

KONSULTACJA MERYTORYCZNA: Marcin Kadej

PROJEKT OKŁADKI: Paweł Cesarz ILUSTRACJA NA OKŁADCE: Flicr REDAKCJA: Daria Demidowicz-Domanasiewicz KOREKTA: Urszula Włodarska REDAKCJA TECHNICZNA: Adam Kolenda

WYDAWCA: Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o. ul. Sokolnicza 5/76, 53-676 Wrocławwww.bukowylas.pl, e-mail: [email protected]

WYŁĄCZNY DYSTRYBUTOR: Dressler Dublin Sp. z o.o. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 e-mail: [email protected] www.dressler.com.pl

Od autora

Choć na następnych stronach wielokrotnie wspominam o pszczołach miodnych, chciałbym z góry zaznaczyć, że nie jest to książka wyłącznie o nich. Nie ma tu szczegółowych opisów rojenia, tańca pszczół czy innych związanych z nimi fascynujących zjawisk z tego prostego powodu, że tematy te zostały już wyczerpująco omówione w literaturze. Pisarze, począwszy od Wergiliusza i łącznie z co najmniej dwoma zdobywcami Nagrody Nobla, stworzyli setki wybitnych dzieł w całości poświęconych pszczołom miodnym. W przeciwieństwie do nich ja chciałbym oddać hołd wszystkim pszczołowatym, od miesierek i trzmieli po murarki, pszczolinki, porobnice, zadrzechnie, makatki i inne. Pszczoły miodne stanowią tylko część całej historii i tak jak w naturze muszą podzielić się sceną z pozostałymi.

Ponadto, mimo że mogę zirytować moich kolegów entomologów, na użytek tej książki postanowiłem stosować niezbyt formalny język, na przykład nazywając robakami różne owady, nie tylko te z rzędu pluskwiaków. Fachowe terminy, których nie udało się uniknąć, wyjaśniam w słowniku na końcu książki. Znajduje się tam również ilustrowany przewodnik po rodzinie pszczół, bibliografia wartych uwagi pozycji oraz przypisy do wszystkich rozdziałów. Przypisy polecam szczególnie, ponieważ można w nich znaleźć mnóstwo ciekawostek, które wypadły z głównego nurtu narracji – na przykład opowieści o złodziejach nektaru, daktylowym miodzie czy pochodzeniu angielskiej nazwy kornutki koniczynowej (fuzzy-horned bumblebee).

Podziękowania

Mogłoby się wydawać, że pisanie książek to zajęcie, któremu człowiek oddaje się w samotności, tymczasem nie ma ono szans powodzenia bez pomocy i wsparcia wielu mądrych ludzi. Jak zawsze pragnę wyrazić wdzięczność mojej fantastycznej agentce i przewodniczce po literackim labiryncie Laurze Blake Peterson. Po raz kolejny miałem też szczęście pracować z T.J. Kelleherem oraz jego doborowym zespołem w Basic Books, w którego skład wchodzą Carrie Napolitano, Nicole Caputo, Isabelle Bleeker, Sandra Beris, Kathy Streckfus, Isadora Johnson, Betsy DeJesu, Trish Wilkinson oraz wielu innych. Dziękuję wszystkim naukowcom, rolnikom, sadownikom i innym specjalistom, którzy podzielili się ze mną wiedzą i przybliżyli charakter swojej pracy – odpowiedzialność za wszelkie błędne informacje zamieszczone w tej książce spada wyłącznie na mnie.

Wiele szlachetnych osób oraz organizacji wsparło mój projekt na różne sposoby (kolejność jest przypadkowa, przepraszam, jeśli kogoś niechcący pominąłem): Michael Engel, Robbin Thorp, Brian Griffin, Gretchen LeBuhn, Jerry Rasmussen, Jerry Rozen, Rigoberto Vargas, Laurence Packer, Sam Droege, Steve Buchmann, David Roubik, Connor Ginley, Butch Norden, Beth Norden, John Thompson, Seán Brady, Carla Dove, William Sutherland, Sophie Rouys, Patrick Kirby, Günter Gerlach, Gabriel Bernadello, Anne Bruce, Sue Tank, Graham Stone, Brian Brown, Alyssa Crittenden, Gaynor Hannan, George Ball, Mike Foxon, Towarzystwo Historyczne Lyminge, Martin Grimm, Robert Kajobe, Derek Keats, Jamie Strange, Diana Cox-Foster, Scott Hoffman Black, Ann Potter, Fundacja Ochrony Środowiska San Juan, Dean Dougherty, Rob Roy McGregor, Larry Brewer, Uma Partap, Eric Lee-Mäder, Matthew Shepherd, Mace Vaughan, Biblioteka Wyspy San Juan, Heidi Lewis, Biblioteka Uniwersytetu Idaho, Tim Wagoner, Mark Wagoner, Sharla Wagoner, Dave Goulson, Phil Green, Chris Looney, Jim Cane, Cameron Newell, Kitty Bolte, Stowarzyszenie Xerces, Bradley Baugher, Organiczna Farma Baugherów, Jonathan Koch, Steve Alboucq i Chris Shields.

Dziękuję też za nieustające wsparcie i cierpliwość mojej żonie, synowi, a także dalszej rodzinie i grupie wspaniałych przyjaciół.

Przedmowa   Lepsza pszczoła w garści

Z wesołym bzykiem muska wonne zioła, Dopóki żądło, póki miód ma pszczoła[1].

William Szekspir, Trojlus i Kresyda, ok. 1602

Kusza wystrzeliła z głuchym stuknięciem, a bełt zniknął wśród gałęzi nad naszymi głowami, ciągnąc za sobą żyłkę połyskującą w świetle słońca przenikającym przez listowie. Mój pomocnik uniósł wzrok znad celownika i z satysfakcją skinął głową, popuszczając żyłkę z kołowrotka przyczepionego taśmą do kolby. Dla niego było to zwykłe zajęcie, codzienna praca polegająca na pomaganiu biologom w rozmieszczaniu lin i ekwipunku wysoko w baldachimach drzew lasu deszczowego w Kostaryce. Dla mnie był to punkt zwrotny. Po chwili wciągnęliśmy na miejsce pułapkę na owady i po raz pierwszy w mojej karierze zawodowej oficjalnie rozpocząłem badania nad pszczołami. A przynajmniej usiłowałem.

Niestety, przedsięwzięcie nie szło zgodnie z planem. Całymi dniami strzelaliśmy z kuszy i umieszczaliśmy w koronach drzew różne wynalazki, lecz udało nam się złapać raptem garstkę okazów, głównie podczas jednego ekscytującego popołudnia, kiedy to rozkołysana pułapka uderzyła w gniazdo i cały rój ruszył do ataku. Narastała we mnie frustracja – nie tylko ze względu na stracony czas i wysiłek, lecz głównie dlatego, że wiedziałem, iż pszczoły gdzieś tam są. Dowodziły tego całe masy materiału genetycznego zebranego dokładnie z tych drzew, na których zastawialiśmy pułapki. Porównanie DNA dorosłych drzew oraz ich nasion ujawniało, że pyłek jest roznoszony po całej okolicy, nie tylko w obrębie sąsiadujących okazów, lecz także drzew odległych od siebie o ponad dwa kilometry. Ponieważ drzewa te należały do rodziny bobowatych, ich fioletowe kwiaty zebrane w pęki były zbudowane tak, by mogły zapylać je pszczoły – podobnie jak kwiaty wyki, koniczyny, groszku pachnącego oraz innych gatunków powszechnych w moim kraju. W końcu musiałem się pogodzić z porażką, ale to przeżycie rozpaliło we mnie ogień fascynacji, który nie chciał przygasnąć. Po powrocie do domu natychmiast zająłem się wyszukiwaniem kursów na temat taksonomii oraz zwyczajów pszczół. Od tamtej pory niestrudzenie gonię za pszczołami – zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. A czasami nawet udaje mi się kilka złapać.

Jak każdy człowiek interesujący się pszczołami z narastającym niepokojem obserwuję ich sytuację. Po raz pierwszy odnotowano masowe ginięcie pszczół (zjawisko powszechnie znane jako CCD, czyli Colony Collapse Disorder) w roku 2006, kiedy to miliony uli udomowionych pszczół miodnych wymarły niemal w mgnieniu oka. Badacze wskazali różne przyczyny, od pestycydów po pasożyty, a także odkryli gwałtowny spadek liczebności wielu dzikich gatunków. Doniesienia medialne, filmy dokumentalne oraz działania prezydenckiej grupy roboczej, która bije na alarm, spowodowały wzrost świadomości społecznej. Lecz co my tak naprawdę wiemy o pszczołach? Nawet specjaliści często gubią się w szczegółach. Pewnego razu podczas jazdy samochodem usłyszałem w radiu, jak szanowany przyrodnik opowiada o tym, że pierwsi osadnicy przybywający do Jamestown i Plymouth przywieźli ze sobą pszczoły z Europy. Gdyby tego nie zrobili, wyjaśnił, nie byłoby owadów, które zapylałyby uprawy. Niemalże wjechałem do rowu! A co z czterema tysiącami rodzimych gatunków wesoło bzyczących w całej Ameryce Północnej? Jednak nie była to najgorsza wpadka. Na półce w gabinecie trzymam tom Pszczół świata w twardej oprawie. Został opracowany przez uznanych entomologów i opublikowany przez renomowane wydawnictwo naukowe, tymczasem na okładce znajduje się urocze zbliżenie… muchy.

Często słyszy się stwierdzenie, że co trzeci kęs w diecie zawdzięczamy pszczołom. Niestety, podobnie jak na wiele cudów przyrody, od których jesteśmy zależni, prawie w ogóle nie zwracamy na nie uwagi. W roku 1912 brytyjski entomolog Frederick William Lambert Sladen stwierdził: „Wszyscy znają okrągłego, dobrodusznego trzmiela”. Być może tak było na wsi za czasów Sladena, lecz sto lat później więcej wiemy o ciężkim losie pszczół niż o nich samych. Prowadziłem kiedyś badania na nadmorskich nieużytkach rozciągających się przy drodze niedaleko mojego domu, gdyż otrzymałem niewielki grant na znalezienie odpowiedzi na jedno z najbardziej podstawowych pytań w biologii: co tam żyje? Mimo że mieszkam w odległości jednego dnia podróży od sześciu uczelni przyrodniczych w dwóch krajach, nadal nikt nie opracował pełnego katalogu miejscowych pszczół. Czterdzieści pięć okazów, które zebrałem w tamtym sezonie, to ledwie początek. Na szczęście dla nas wszystkich, aby spotkać pszczoły, wystarczy po prostu wyjść przed dom w słoneczny dzień, niezależnie od tego, gdzie mieszkamy. Gdyby wyciszyć hałas współczesnego życia, można by nadal usłyszeć ich bzyczenie – to wszędobylscy, choć niezauważani goście na każdym skrawku otwartego terenu, od sadów, farm i lasów po miejskie parki, niezabudowane działki, podwórka i zieleń w pasach drogowych. Na szczęście to, co już wiemy o pszczołach, składa się na fascynującą historię. Zaczyna się ona od prehistorycznych okazów zatopionych w bursztynie, następnie opowiada o ptakach uwielbiających miód, o pochodzeniu kwiatów, mimikrze, kukułkach, chmurach zapachowych, nieprawdopodobnej aerodynamice i, co całkiem możliwe, o ważnym kroku w ewolucji człowieka.

W obecnych czasach pszczoły niewątpliwie potrzebują naszej pomocy, ale co ważniejsze, potrzebują też naszego zainteresowania. Zgłębianie historii, budowy i zwyczajów tych niezwykle ważnych owadów może z każdego uczynić ich entuzjastę, i taki właśnie jest cel tej książki. Mam nadzieję, że nie tylko ją przeczytacie. Liczę na to, że następnego słonecznego dnia wyjdziecie z domu, znajdziecie pszczołę na kwiatku i usiądziecie, żeby się jej przyjrzeć. Może wtedy zdobędziecie się na odwagę, by złapać ją tak, jak mój synek łapie pszczoły od trzeciego roku życia – gołą ręką. Spróbujcie, a wy też poczujecie łaskotanie maleńkich nóżek i szeleszczący trzepot skrzydełek w dłoni, zanim powoli rozsuniecie palce, uniesiecie rękę i wypuścicie pszczołę na wolność.

1 Przeł. Leon Ulrich, Warszawa 1980.

Wprowadzenie   Szum wokół pszczół

Słuchać w półśnie, aż zmysłów gwar i szum Ucichnie, a z ciszy przypłynie tłum Brzęczących pszczół, miękkiego roju pieśń[2].

William Wordsworth, Oda do wiosny, 1817

Większość ludzi podejrzliwie traktuje zwierzęta posiadające egzoszkielet. Sam widok insektów i innych stawonogów budzi w ludzkim mózgu reakcję lękową widoczną podczas badań tomografem. Często równocześnie rozświetlają się synapsy związane z odrazą. Zdaniem psychologów te odczucia to wrodzona ewolucyjna reakcja na coś, co może ugryźć, użądlić lub przenieść chorobę. Niepokoi nas też uderzająca odmienność tych kruchych organizmów złożonych z segmentów: nawet z bezpiecznej odległości wiemy, że gdy na nie nadepniemy, rozlegnie się przyprawiający o mdłości chrzęst. Ssaki takie jak my należą do kręgowców, które bardzo przyzwoicie ukrywają swój szkielet, czyli układ kostny, wewnątrz ciała. Technicznie rzecz biorąc, wystawienie twardych elementów na zewnątrz być może jest lepszą strategią ewolucyjną – w końcu stawonogi mają nad kręgowcami przewagę liczebną w stosunku dwudziestu do jednego. Mimo to posiadacze egzoszkieletów budzą w ludziach grozę, zwłaszcza że często są też wyposażeni w oczy fasetkowe, chwiejące się czułki oraz mnóstwo odnóży wydających chroboczący dźwięk podczas ruchu. Doskonale o tym wiedzą twórcy filmów, dlatego też Ridley Scott wzorował przerażające potwory z Obcego na owadach i morskich bezkręgowcach, nie na szczeniaczkach, a najstraszniejszym stworem we Władcy pierścieni nie był podobny do świnki ork czy troll jaskiniowy, lecz gigantyczna pajęczyca Szeloba. Nawet profesjonaliści bywają przewrażliwieni na tym punkcie. Znany entomolog Jeffrey Lockwood w swojej książce Zakażony umysł (TheInfested Mind) wyznał, że porzucił pracę naukową – a następnie przeniósł się na wydział filozofii – po tym, jak podczas badań nagle obsiadł go nieprzebrany rój koników polnych.

Nasze interakcje ze stawonogami najczęściej kończą się machaniem rękami, a nawet wezwaniem odpowiednich służb. Wyjątek robimy zazwyczaj tylko dla robali, które wcale nie wyglądają jak robale – motyli zachwycających pięknymi kolorowymi skrzydłami, gąsienic radośnie wędrujących w swoich puchatych futerkach, biedronek uwielbianych za nieodparty urok. Lubimy też świerszcze, ale zapewne dlatego, że ich muzyki można słuchać z oddali w letni wieczór bez konieczności oglądania samych grajków. Natomiast z punktu widzenia gospodarki przydatne są jedwabniki, które wytwarzają cenne włókna, oraz małe azjatyckie czerwce, którym zawdzięczamy całą światową produkcję szelaku. Jednak tak naprawdę nasze podejście do owadów chyba najlepiej definiują globalne wydatki na pestycydy, które obecnie sięgają sześćdziesięciu pięciu miliardów dolarów rocznie.

Ryc. I.1. Lęk człowieka przed stawonogami znajduje odzwierciedlenie w wielu opowieściach, począwszy od biblijnej szarańczy przez Kafkowskiego żuka aż po koszmary przedstawione na okładkach popkulturowych czasopism z lat dwudziestych XX wieku. Wikimedia Commons.

Na tle tej powszechnej niechęci stosunek ludzi do pszczół jest zaskakująco pozytywny, mimo że wcale nie ukrywają one swojej inności – mają wielkie, wyłupiaste oczy, dwie pary błoniastych skrzydeł oraz pokaźne czułki. Do tego młode pszczoły wylęgają się w postaci wijących się larw, a po osiągnięciu dojrzałości niektóre gatunki roją się w liczbie dziesiątek tysięcy osobników, z których każdy może boleśnie użądlić. Krótko mówiąc, wyglądają dokładnie tak jak owady, których powinniśmy się bać. Tymczasem na przestrzeni wieków ludzie na całym świecie przezwyciężali lub ignorowali ten lęk, by nawiązać więź z pszczołami: obserwowali je, śledzili, oswajali, badali, pisali o nich wiersze i opowiadania, a nawet oddawali im cześć. Żadna inna grupa owadów tak się do nas nie zbliżyła, żadna nie stała się bardziej niezbędna ani nie jest bardziej szanowana.

Ryc. I.2. Pszczoły, ule i ludzie pojawiali się razem na malowidłach naskalnych od tysiącleci, czasami w dosłownym przedstawieniu polowania na miód, ale też i w symbolicznej formie. Tu kobieta wybierająca miód z gniazda pszczół na drzewie. Cuevas de la Araña, okolice Walencji, Hiszpania (8000–6000 p.n.e). Wikimedia Commons.

Nasza fascynacja pszczołami sięga głęboko w czasy prehistoryczne, kiedy to pierwsi Hominini przy każdej możliwej okazji usiłowali dostać w swoje ręce słodki dopalacz w postaci miodu. Migrując po całym globie, poszukiwali tego rarytasu, okradając pszczoły miodne, a także mnóstwo innych mniej znanych gatunków. Artyści epoki kamienia łupanego uwieczniali te starania w malowidłach naskalnych od Afryki i Europy po Australię, przedstawiając łowy z użyciem wysokich drabin i pochodni, a czasami wymagające niebezpiecznej wspinaczki. Dla naszych przodków wartość miodu równoważyła wysiłek i ryzyko kilku nieprzyjemnych użądleń.

Po łupieniu dzikich kolonii owadów przejście do zorganizowanego pszczelarstwa było logicznym krokiem niemalże wszędzie tam, gdzie ludzie zakładali osady rolnicze. Archeolodzy odnaleźli skorupy oblepione pszczelim woskiem w dziesiątkach neolitycznych gospodarstw w całej Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, niektóre pochodzące sprzed ponad ośmiu i pół tysiąca lat. Nie wiemy dokładnie, gdzie i kiedy pierwszy pszczelarz przeniósł rój do ula, lecz z całą pewnością Egipcjanie opanowali tę sztukę do perfekcji przed trzecim tysiącleciem przed naszą erą, hodując pszczoły w długich glinianych tubach, a nawet transportując je w górę i dół Nilu zależnie od harmonogramu upraw i pór kwitnienia. Ludzie zaczęli zajmować się pszczołami na długo przed tym, nim udomowili konie, wielbłądy, kaczki czy indyki, nie wspominając o tak popularnych uprawach, jak jabłka, owies, gruszki, brzoskwinie, groch, ogórki, arbuzy, seler, cebula czy kawa. Udomowienie przebiegało równolegle w odległych miejscach – Indiach, Indonezji i na półwyspie Jukatan, na którym majańscy bartnicy rozwinęli tradycję opieki nad „królewskimi paniami”, tropikalnym gatunkiem pszczół, które nie posiadają żądła, co jest bardzo miłe z ich strony. Zanim Hetyci przejęli rządy nad zachodnią Azją, pszczelarstwo zostało uświęcone prawem, a człowiek przyłapany na podbieraniu miodu mógł spodziewać się srogiej grzywny w wysokości sześciu srebrnych szekli. Grecy uchwalili podatki od miodu oraz nakazali zachowanie co najmniej dziewięćdziesięciometrowej odległości pomiędzy konkurencyjnymi pasiekami. Interes okazał się tak dochodowy, że zainspirował produkcję wyszukanych podróbek. Herodot pisał o przekonująco słodkim i gęstym substytucie wytwarzanym z „pszenicy i owoców tamaryszku”. Na przestrzeni wieków produkowano wiele tańszych alternatyw w postaci lepkich syropów warzonych z daktyli, fig, winogron i różnych żywic, lecz miód zajmował wiodącą pozycję aż do nastania epoki cukrów rafinowanych.

To, co zaczęło się od pierwotnej chętki na słodycze, rozwinęło się znacząco, gdy ludzie odkryli kolejne zastosowania dla produktów pochodzących z ula. Miód zmieszany z wodą i poddany fermentacji wkrótce dostarczył dodatkowej pokusy w postaci smacznego i niezawodnego środka odurzającego. Naukowcy uznają miód pitny za jeden z najstarszych napojów alkoholowych. Warzono go i spożywano w różnych wariantach przynajmniej od dziewięciu tysięcy lat, a zapewne nawet dłużej. Pijacy w starożytnych Chinach gustowali w wersji doprawionej ryżem oraz owocami głogu, Celtowie wzbogacali swój trunek orzechami laskowymi, natomiast Finowie preferowali posmak cytryny. W Etiopii nadal popularny jest napitek doprawiony gorzkimi liśćmi szakłaku. Jednak chyba najmocniejsze miody pitne powstawały w lasach deszczowych Ameryki Środkowej i Południowej, gdzie Majowie i różni szamani plemienni wytwarzali napój halucynogenny zaprawiany korzonkami i korą o właściwościach narkotycznych. Zresztą wszelkiej maści uzdrowiciele od dawna uznawali dobroczynne działanie pszczelich produktów, zalecając miód, również pitny, woskowe maści, propolis (inaczej kit pszczeli, czyli żywiczna substancja zbierana z pąków roślin przez niektóre pszczoły do budowy uli), a nawet jad, do leczenia różnych dolegliwości. Syryjskie dzieło z XII wieku, zatytułowane Księga medykamentów, stanowiące kompendium leków świata antycznego, zawiera tysiąc receptur, z których ponad trzysta pięćdziesiąt ma w składzie produkty pszczele. Anonimowy autor posunął się nawet do stwierdzenia, że woda miodowa jest niezbędnym codziennym środkiem wzmacniającym (gdy się ją zmiesza w odpowiednich proporcjach z winem oraz jedną drachmą nasion anyżu i rozgniecionych ziaren pieprzu).

Jednym słowem, historyczka Hilda Ransome nie przesadziła, pisząc o pszczołach: „Nie da się przecenić ich roli w historii człowieka”. Gdyby jednak słodycz, alkohol i właściwości lecznicze okazały się niewystarczające, to przypomnijmy, że pszczoły odegrały ważną rolę również w oświecaniu. Od czasów prehistorycznych po nastanie epoki industrialnej większość metod rozpraszania ciemności wiązała się ze sporą ilością wywołującego kaszel dymu – z ogniska, pochodni czy prostych lamp, kopcących potwornie podczas spalania oleju rybiego lub tłuszczu zwierzęcego. Tylko wosk pszczeli palił się czystym, stabilnym płomieniem, roztaczając przyjemny zapach. Przez całe tysiąclecia noc w noc rozjaśniał świątynie, kościoły i zamożne domostwa. Wosk posiadał wiele innych zastosowań – od impregnacji przez balsamowanie po metalurgię – lecz produkcja świec stworzyła nienasycony popyt, przez który częstokroć uznawany był za najcenniejszy produkt pszczeli. Gdy Rzymianie podbili Korsykę w II wieku przed naszą erą, wzgardzili słynnym miodem z wyspy na rzecz trybutu płaconego wyłącznie w wosku – w ilości aż dziewięćdziesięciu ton rocznie. Co więcej, skrybowie oraz urzędnicy nadzorujący pobieranie tej daniny zapewne prowadzili zapiski dzięki kolejnej innowacji, którą zawdzięczamy pszczołom: pierwszej na świecie wymazywalnej powierzchni. Bowiem na długo przed wynalezieniem tablicy korzystano z pokrytych woskiem tabliczek, na których pisano za pomocą rylca. Łatwo się je przechowywało i transportowało, a następnie można je było podgrzać, wygładzić i użyć ich ponownie.

Ryc. I.3. Aptekarz przedstawiony w tym arabskim tekście z XIII wieku przyrządza popularne panaceum na osłabienie i brak apetytu według receptury, która zawiera takie składniki, jak miód, wosk pszczeli i ludzkie łzy. Abdullah ibn al-Fadl, Przygotowanie lekarstwa z miodu (1224). Image © The Metropolitan Museum of Art.

Pszczoły towarzyszą nam od początku dziejów. Nic dziwnego, że jako źródło wielu udogodnień, czasami wręcz luksusów, znalazły swoje miejsce w opowieściach ludowych, mitologiach, a nawet religiach. Pszczoły w legendach często odgrywały rolę posłańców od bogów, ich daru dla nas postrzeganego jako przebłysk boskości. Egipcjanie widzieli w nich łzy boga Słońca Ra, a według dawnego francuskiego podania pszczoły powstały z kropel wody spadających z dłoni Chrystusa, gdy przyjmował chrzest w rzece Jordan. Bóstwa i święci, od Dionizosa po Walentego, byli patronami pszczół oraz ich opiekunami. W Indiach pszczoły tworzyły cięciwę łuku Kamy, boga miłości. Roje pszczół zwiastowały bitwy, susze, powodzie i inne znaczące wydarzenia w historii antycznej, symbolizując szczęście w Chinach, a w Indiach i Rzymie nieszczęście. Według Cycerona rój pszczół przepowiedział mądrość i elokwencję Platona, sadowiąc się na ustach filozofa, gdy ten był jeszcze niemowlęciem. Kapłanki, znane jako melissae, co po polsku oznacza pszczoły miodne, służyły w świątyniach Artemidy, Afrodyty i Demeter. Pszczoły odgrywały też ważną rolę w Delfach, gdzie osławioną kapłankę nazywano czasami Pszczołą Delficką.

Ryc. I.4. Według greckiej i rzymskiej mitologii tak się to wszystko zaczęło: od Dionizosa (Bachusa), który złapał pierwszy rój pszczół mieszkający w wydrążonym pniu drzewa. Piero di Cosimo, Odkrycie miodu (ok. 1499). Wikimedia Commons.

Nieziemsko słodka dieta pszczół także uznawana była za boski pokarm i pojawiała się w legendach niemal równie często jak one same. Matka Zeusa podobno ukryła syna w jaskini, w której dzikie pszczoły opiekowały się młodym bogiem, karmiąc go słodkim nektarem oraz miodem podawanym prosto do ust. Hinduskie bóstwa Wisznu, Kriszna i Indra dorastały na podobnej diecie i znane były powszechnie jako „zrodzone z nektaru”, natomiast w Skandynawii mały Odyn lubił miód zmieszany z mlekiem od świętej kozy. Czy serwowany w boskich kubkach niekapkach, czy jako składnik niebiańskich ciast, miód dominował w jadłospisach od Walhalli po Olimp, a nawet dalej – na całym świecie słodycz zbierana przez pszczoły kojarzona była z pożywieniem bogów. Dla wiernych występowała ona również w roli zasłużonej nagrody. Źródła tak różne jak Koran, Biblia, legendy celtyckie czy koptyjskie kodeksy podawały, że w raju znajdziemy rzeki miodem płynące.

Zarówno w symbolice, jak i w codziennym życiu wartość pszczół dla człowieka wynika z ich budowy. Dzięki współczesnej technologii wiemy, że pszczoła jest cudem inżynierii posiadającym zdolność panoramicznego widzenia w ultrafiolecie, dwie pary błoniastych skrzydeł, z których każda może się łączyć w jedną płaszczyznę, oraz niezwykle wrażliwe czułki wykrywające wszystko – od kwiatów róż przez bomby po raka. Pszczoły ewoluowały równolegle z roślinami kwitnącymi i najciekawsze cechy tych owadów rozwinęły się w kontekście tej relacji. Kwiaty dostarczają pszczołom składników na miód i wosk, a także bodźców do rozwoju nawigacji, komunikacji, współpracy, a w niektórych wypadkach również bzyczenia z odpowiednią częstotliwością. W zamian pszczoły świadczą im najbardziej fundamentalną i istotną usługę. Co dziwne, ludzie zaczęli to rozumieć – i doceniać – dopiero w XVII wieku.

Kiedy w roku 1694 niemiecki botanik Rudolf Jakob Camerarius po raz pierwszy opublikował wyniki swoich badań na temat zapylania, większość naukowców uznała koncepcję życia seksualnego roślin za absurdalną albo za obsceniczną, albo jedno i drugie naraz. Kilka dziesięcioleci później Philip Miller w swoim bestsellerze Słownik ogrodnika opisał wizyty pszczół w kwiatach tulipanów, nadal budząc zgorszenie. Po wielu skargach wydawca usunął ten fragment z trzeciego, czwartego i piątego wydania. A przecież koncepcję zapylania mógł sprawdzić każdy, kto miał dostęp do pola, ogrodu czy choćby doniczki. Wreszcie taniec pszczół i kwiatów zaczął fascynować największe umysły w biologii, łącznie z takimi luminarzami (i pszczelarzami) jak Karol Darwin i Grzegorz Mendel. Obecnie zapylanie jest przedmiotem ożywionych badań, ponieważ wiemy już, że to zjawisko nie tylko ciekawe, lecz po prostu niezbędne. W XXI wieku głównym źródłem słodyczy są cukry rafinowane, wosk stanowi produkt uboczny przetwarzania ropy naftowej, a światło pojawia się po wciśnięciu włącznika. Jednak jeśli chodzi o rozmnażanie się niemal wszystkich roślin uprawnych i dzikich, które nie są wiatropylne, nadal jesteśmy całkowicie uzależnieni od pszczół. Gdy ich zabraknie, konsekwencje na pewno będą głównym tematem wszystkich serwisów informacyjnych.

Ostatnio szum wokół pszczół jest znacznie głośniejszy niż ten, który one same czynią. Wymieranie zarówno tych dzikich, jak i udomowionych zagraża metodom zapylania, które od dawna przyjmujemy za oczywiste. Tymczasem opowieść o pszczołach to znacznie więcej niż dywagacje na temat pomoru i kryzysu. Zaczyna się w epoce dinozaurów i trwa nieprzerwanie przez okres eksplozji bioróżnorodności, określany przez Darwina „tajemnicą tajemnic”. Pszczoły pomogły ukształtować świat przyrody, w którym wyewoluował nasz gatunek, a ich historia często splata się z naszą. Podtytuł tej książki opisuje jej temat, czyli rozważania o tym, w jaki sposób natura pszczół czyni je niezbędnym elementem świata. Aby je zrozumieć, a w efekcie także im pomóc, powinniśmy się dowiedzieć nie tylko, skąd pochodzą i jak pracują, lecz również dlaczego są jedynymi owadami, które budzą więcej sympatii niż lęku. Opowieść o pszczołach dotyczy biologii, ale też mówi wiele o nas samych. Wyjaśnia, dlaczego od dawna żyjemy w bliskości z nimi, dlaczego twórcy reklam wykorzystują je, by zachęcać do kupna przeróżnych artykułów, od piwa po płatki śniadaniowe, i dlaczego najlepsi poeci pisali o „złotych księżniczkach ulów”, „pszczelich koncertach” i „polanach pełnych pszczół”. Naukowcy badają pszczoły, by lepiej zrozumieć takie zagadnienia, jak zbiorowe podejmowanie decyzji, uzależnienia, architektura czy transport publiczny. Jako zwierzęta społeczne przystosowane do życia w dużych skupiskach możemy wiele nauczyć się od stworzeń, które przynajmniej częściowo odnoszą w tej dziedzinie sukces od milionów lat.

W przeszłości ludzie na całym świecie słyszeli w bzyczeniu pszczół głosy zmarłych, niczym cichy przekaz ze świata duchowego. Ślady tych wierzeń można znaleźć między innymi w kulturach greckiej i egipskiej. Tamtejsze podania głosiły, że dusza opuszcza ciało w postaci pszczoły, którą można przez chwilę widzieć (i słyszeć), gdy rusza w drogę do innego świata. Choć współcześni postrzegają to żywe vibrato bardziej prozaicznie, nadal zachowuje ono potężną moc, zwielokrotnioną przez naszą podświadomość dzięki długotrwałej i bliskiej więzi. Jednak historia pszczół nie zaczyna się od pestycydów, niszczenia środowiska naturalnego i innych wyzwań, wobec których je stawiamy. Zaczyna się od ich pochodzenia i pradawnej lekcji na temat głodu i adaptacji. I choć nikt nie wie dokładnie, jaka sekwencja zdarzeń doprowadziła do powstania pszczół, wszyscy możemy się zgodzić przynajmniej co do tego, jaki towarzyszył mu dźwięk.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

2 Przeł. Tomasz Chalecki.