But w butonierce - Bruno Jasieński - ebook + książka

But w butonierce ebook

Bruno Jasieński

0,0
3,90 zł

lub
Opis

Tom jest sztandarowym przykładem polskiej poezji futurystycznej. W wierszach obecne są charakterystyczne cechy tego nurtu, jak antyestetyzm (Rzygające posągi), egotyzm (But w butonierce), zabawy słowem (Panienki w lesie), zainteresowanie miastem (Morga, Marsz), odwołania do kultury masowej (Przejechali, Trupy z kawiorem). Obecne są też nawiązania do rosyjskiego egofuturysty Igora Siewierianina. W zakresie wersyfikacji Jasieński wykorzystuje technikę sylabotoniczną, zwłaszcza metrum anapestyczne.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 28




Bruno Jasieński
But w butonierce

Wersja Demonstracyjna

Wydawnictwo Psychoskok Konin 2018

Bruno Jasieński „But w butonierce”

Copyright © by Bruno Jasieński, 1921

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2018

Zabrania się rozpowszechniania, kopiowania

lub edytowania tego dokumentu, pliku

lub jego części bez wyraźnej zgody wydawnictwa.

 Tekst jest własnością publiczną (public domain)

ZACHOWANO PISOWNIĘ

I WSZYSTKIE OSOBLIWOŚCI JĘZYKOWE.

Skład: Adam Brychcy

Projekt okładki: Adam Brychcy

Wydawnictwo: Klub Futurystów „Katarynka“

Warszawa, Kraków, 1921

ISBN: 978-83-8119-486-0

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

JAK INTRODUKCJA

Całując owrzodzone palce syfilitycznej

 kochanki dobrze jest słuchać ostrego

 śpiewu mijających tramwajów,

kiedy muzyka w sąsiednim szpitalu

 warjatów gra „dreaming”,

a w kinie na vis-a-vis,

onestepiąc czerwone walce

pod niebem water-sky

w zielonej gazowoalce

po raz 30 000

umiera Mia May...

ZYGAJĄCE POSĄGI

 Pani Sztuce.

Na klawiszach usiadły pokrzywione bemole,

Przeraźliwie się nudzą i ziewają Uaaaa...

Rozebrana Gioconda stoi w majtkach na stole

I napiera się głośno cacao-choix.

Za oknami prześwieca żółtych alej jesienność,

Jak wędrowne pochody biczujących się sekt,

Tylko białe posągi, strojne w swoją kamienność,

Stoją zawsze „na miejscu”, niewzruszenie correct.

Pani dzisiaj, doprawdy, jest klasycznie... niedbała...

Pani, która tak zimno gra sercami w cerceau,

Taka sztywna i dumna... tak cudownie umiała

Nawet puścić się z szykiem po 3 szkłach curaçao.

I przedziwnie, jak Pani nie przestaje być w tonie,

Będąc zresztą obecnie najzupełniej moderne. -

Co środy i piątki w Pani białym salonie

Swoje wiersze czytają Iwaszkiewicz i Stern.

A ja — wróg zasadniczy urzędowych kuluar,

Gdzie się myśli, i kocha, i rozprawia, i je,

Mam otwarty wieczorem popielaty buduar...

Platonicznie podziwiać Pani deshabillé...

Ale teraz, jednakże, niech się Pani oszali, -

Nawet lokaj drewniany już ośmiela się śmieć...

Dziś będziemy po parku na wyścigi biegali

I na ławki padali, zadyszani na śmierć.

A, wpatrując się w gwiazdy całujące się z nami,

W pewnym dzikim momencie po dziesiątym Clicôt,

Zobaczymy raptownie świat do góry nogami,

Jak na filmie odwrotnym firmy Pathé & Co.

I zatańczą nonsensy po ulicach, jak ongi,

Jednej nocy pijanej od szampana i warg,

Kiedy w krzakach widziałem ŻYGAJĄCE POSĄGI

Przez dwunastu lokajów niesiony przez park.

IPECACUARA

Na pierwszym moim koncercie,

(A może mi tylko śni się...)

Siedziała w trzecim rzędzie

Pani w niebieskim lisie.

I miała oczy wklęsłe,

Takie ogromnie dalekie.

I długie błękitne rzęsy.

I białe, zamszowe powieki.

Czytałem strofy rytmiczne.

Po myślach słukł się Skriabin.

Siedziały w krzesłach damy

Z welwetu i z jedwabiu.

Siedzieli w krzesłach panowie,

Patrzyli wzrokiem żabim...

Czytałem rytmiczne strofy.

Po myślach tłukł się Skriabin...

I było wszystko, jak wszędzie.

I było wszystko, jak dzisiaj.

I była w trzecim rzędzie

Pani w niebieskim lisie.

Pluskali miarowo w ręce.

Rozeszli się wolno po domach.

Została kremowa Nuda,

jak duża, ślizka sarkoma...

A potem księżyc stłukłem

I gażę chciałem we frankach,

I noc miała piersi wypukłe,

jak pierwsza moja kochanka...

A wieczór byłem maleńki...

Płakałem w kąciku do rana

O smutnej niebieskiej Pani

Z oczami jak ipecacuana...

MORGA

Przyjechali czarną, zamkniętą karetką.

(Był wieczór... jesienny wieczór...

Błoto — spleen — zapatrzenie...)

Wynieśli coś ciężkiego, nakrytego płachtą.

Postawili nosze na kamienie.

Robili rzecz zwinnie.

Lampa oświetlała ich jasno, biało.

Było cicho... Deszcz śpiewał w rynnie...

Konie cłapały kopytami...

(... Coś się stało... Coś się stało...)

Przystanęło kilku ciekawych.

Patrzyli. Pytali.

Dolatywały pojedyńcze słowa.

jakaś rozmowa urywana, krótka,

Prowadzona sciszonym staccatem...

... 25 lat... Prostytuka...

... sublimatem...

Podnieśli nosze. Weszli do sieni.

(Deszcz padał... krople tłukły o dach...)

Jeden świecił im z przodu latarnią.

(... Taniec cieni...)

Ponieśli wdół po lepkich, wyślizganych schodach

Do ogromnej, sklepionej piwnicy.

Nosze stały rzędem.

Coś czarnego mignęło ...przepadło...

Może szczur?... Może cień z ulicy?...

Jeden świecił latarnią.

Przystanął.

Postawili pod ścianą.

Wytarli głośno nosy.

Wyszli.

Klucz zgrzytnął w zamku...

Jeszcze ciche oddalone głosy...

Jeszcze kroki cichnące na górę...

(... Jak myśli... jak myśli...)

Potem turkot po bruku za bramą...

I nic...

Cisza...

Ciemno...

Zostawili SAMĄ, zupełnie SAMĄ...

Samą jedną na uboczu.

Nosze stały szeregiem nieruchome, nakryte.

Noga przy nodze.

Z kąta błysnęła para zielonkawych oczu...

Jedna... Druga...

Wpatrywały się długo, badawczo...

Coś szeleściało po mokrej kamiennej podłodze...

...........................

Na górze paliły się lampy.

Chodnikiem wlókł się jakiś pijany robotnik,

Wieczny po oceanach ulic argonauta.

Ulicą z świstem syren ścigały się auta.

Jerzemu, jeżeli chce.

Koniec Wersji Demonstracyjnej

Dziękujemy za skorzystanie z oferty naszego wydawnictwa i życzymy miło spędzonych chwil przy kolejnych naszych publikacjach.

Wydawnictwo Psychoskok