Burza - William Shakespeare - ebook
Opis

Burza to sztuka autorstwa Williama Szekspira. Dawniej uznawano ją za komedię, co jest jednak dyskusyjne z powodu elementów, które pomniejszają komediowy wydźwięk. Obecnie jest często uznawana za romans.

 

Burza jest jedną z ostatnich sztuk Szekspira, a zarazem jedyną, w której Szekspir zachował zasadę trzech jedności: czasu, miejsca i akcji. Przedstawione wydarzenia rozgrywają się w przeciągu kilku godzin na odległej wyspie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 74

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Wydawnictwo Avia Artis

2018

ISBN: 978-83-65922-37-3
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

Osoby

ALONSO, król neapolitański.SEBASTIAN, brat jego.PROSPERO, prawy książę Mediolanu.ANTONIO, brat jego, przywłaszczyciel księstwa.FERDYNAND, syn króla neapolitańskiego.GONZALO, poczciwy stary radca króla Neapolu.ADRIAN, FRANCISKO, panowie.KALIBAN, dziki i potworny niewolnik.TRYNKULO, trefniś.STEFANO, piwniczy, pijak.KAPITANBOSMANMAJTKOWIEMIRANDA, córka Prospera.ARIEL, duch powietrzny.IRIS, CERES, JUNO, NIMFY, ŻNIWIARZE, duchy.Inne Duchy posłuszne PROSPEROWI.

Scena: morze i okręt, później wyspa.

Akt I

Scena 1

Okręt na morzu. Burza, pioruny i błyskawice.

Wchodzą: Kapitan i Bosman.

KAPITAN

Bosman!

BOSMAN

Jestem, kapitanie. Co robić?

KAPITAN

Przemów do majtków, a manewruj żwawo; inaczej wpadniemy na skały. Żwawo, tylko żwawo!

Wychodzi — Wchodzi kilku Majtków.

BOSMAN

Dalej, moje dzieci! Śmiało i żwawo, moje serduszka! Zwinąć masztowy żagiel! Baczność na kapitańską świstawkę! — Dmijże, aż pękniesz!

Wchodzą: Alonso, Sebastian, Antonio, Ferdynard, Gonzalo i inni.

ALONSO

Dobry Bosmanie, daj baczność! Gdzie kapitan? Pokażcie się ludźmi odważnego serca.

BOSMAN

Błagam was, zejdźcie na dół!

ANTONIO

Gdzie kapitan, bosmanie?

BOSMAN

Czy go nie słyszysz? Zawadzacie nam tylko. Do kajuty! Pomagacie burzy.

GONZALO

Trochę cierpliwości, mój poczciwcze!

BOSMAN

Gdy ją mieć będzie morze. Precz stąd! Co dbają ryczące bałwany o imię królewskie? Do kajuty! Cicho! Nie przeszkadzajcie nam!

GONZALO

Bardzo dobrze; pamiętaj jednak, kogo masz na pokładzie.

BOSMAN

Nikogo, którego bym więcej kochał od siebie. Jesteś panem rajcą; jeżeli możesz nakazać milczenie żywiołom i ciszę sprowadzić, nie dotkniemy się więcej liny; użyj twojej powagi. Jeśli nie możesz, dziękuj, żeś żył tak długo, a przygotuj się w kajucie do wszystkiego, co nas za chwilę spotkać może. — Żwawo, moje chłopcy! Precz nam z drogi, powtarzam!

Wychodzi.

GONZALO

Zuch ten dodaje mi serca, bo nie widzę na nim piętna topielca; jemu szubienica patrzy z oczu. Dotrzymaj nam obietnicy, dobry losie! Zrób postronek jego przeznaczeń naszą kotwiczną liną, bo własna nasza nie na wiele się przyda. Jeśli się on do szubienicy nie urodził, smutna nasza dola.

Wychodzą — WchodziBosman.

BOSMAN

Spuścić maszt wierzchowy! Żwawo, żwawo! Niżej, niżej! Spróbujmy raz jeszcze koronnego żagla! (słychać krzyki na dole) Bodaj zaraza padła na te wycia głośniejsze od burzy i naszej roboty! (wchodzą: Sebastian, Antonio i Gonzalo) Znowu? Co tu po was? Mamyż opuścić ręce i utonąć? Czy gwałtem szukacie mokrej śmierci?

SEBASTIAN

Bodaj ci przegniło gardło, ty psie warczący, bluźniący, nielitościwy!

BOSMAN

To weź się za nas do roboty!

ANTONIO

Na szubienicę, ty kundlu! Na szubienicę, ty bękarcie! Zuchwały krzykaczu, mniej od ciebie boimy się utonąć.

GONZALO

Powtarzam, on nie utonie, choćby okręt nie był mocniejszy od łupiny orzecha, a był dziurawszy od cnoty niewstrzemięźliwej dziewki.

BOSMAN

Zmieńmy kierunek! Rozwinąć oba wielkie żagle! Idźmy pod wiatr!

MAJTKOWIE

Wbiegają zmoczeni.

Wszystko przepadło! Do modlitwy! Do modlitwy! Wszystko przepadło!

Wychodzą.

BOSMAN

Jak to? Mająż usta nasze na zawsze zastygnąć?

GONZALO

Król z księciem klęczą! I my uklęknijmy,

Bo los nasz wspólny.

SEBASTIAN

Straciłem cierpliwość.

ANTONIO

Wydrwili od nas życie ci pijacy.

Ten łotr dziurawy! Jakbym chciał go widzieć,

Mytego falą dziesięciu przypływów.

GONZALO

On będzie wisiał, choć przeciw mym słowom,

Zda się, że każda wód kropla przysięga,

Paszczę rozdziawia, ażeby go połknąć.

Pomieszane krzyki na dole: „Boże, zmiłuj się nad nami! Okręt się rozpada! Okręt się rozpada! Żegnam was, żono i dzieci! Żegnam cię, bracie! Okręt się rozpada! Rozpada! Rozpada!”.

ANTONIO

Tońmy wszyscy z królem!

Wychodzi.

SEBASTIAN

Pożegnajmy się z nim!

Wychodzi.

GONZALO

Dałbym teraz tysiąc łanów morza za jedno staje nieurodzajnego gruntu, długiego wrzosu, szarej paproci bądź czego. Niech się stanie wola boża! Wolałbym jednak umrzeć suchą śmiercią.

Wychodzi.

Scena 2

Wyspa. — Przed celą Prospera.

Wchodzą: Prospero i Miranda.

MIRANDA

Jeśliś twą sztuką tak fale te wzburzył,

Drogi mój ojcze, ukołysz je teraz!

Smołę śmierdzącą, zda się, lać chce niebo,

Tylko że morze, lic jego sięgając,

Ognie te gasi. Razem z cierpiącymi

I ja cierpiałam! Piękny, śmiały okręt,

Szlachetne pewno niosący istoty,

Przepadł w otchłaniach, a tonących krzyki

Znalazły echo w głębinach mej duszy.

Wszystkich zapewne pochłonęły fale.

O, gdybym bóstwa mogła mieć potęgę,

Przódy bym morze pogrążyła w ziemi,

Zanim by okręt tak piękny pożarło

I te, którymi ładowny był, dusze!

PROSPERO

Ukój się, powiedz litosnemu sercu:

Nic się nie stało złego.

MIRANDA

Ach!

PROSPERO

Nic złego.

Wszystko zrobiłem dla ciebie jedynie,

Dla ciebie, droga, dla ciebie, ma córko!

Ty nie wiesz jeszcze, kim jesteś; ty nie wiesz,

Skąd ja pochodzę; nie wiesz, żem jest więcej

Niźli Prospero, pan ubogiej celi

I nie bogatszy twój ojciec.

MIRANDA

Znać więcej

Nigdy w mej duszy nie postała żądza.

PROSPERO

Czas teraz, żebym powiedział ci więcej.

Dopomóż zdjąć mi odzież czarnoksięską.

Składa płaszcz.

Spocznij, ma sztuko. — Pociesz się, łzy otrzyj!

Straszne rozbicie, które w twoim sercu

Wszystkie potęgi litości zbudziło,

Tak mądrze moją sztuką urządziłem,

Że ani jedna nie zginęła dusza,

Nie, że nie zginął włosek nawet jeden

Z istot na statku, których pośród burzy

Krzyki słyszałaś, widziałaś tonięcie.

Siądź przy mnie; czas już, byś poznała więcej.

MIRANDA

Kto jestem, nieraz rozpoczętą powieść

Urwałeś nagle, a wszystkie pytania

Zbywałeś słowem: czekaj, nie czas jeszcze.

PROSPERO

Przyszła na koniec stanowcza godzina;

Otwórz więc uszy i słuchaj mnie pilnie.

Czy pomnisz czasy, które poprzedziły

Dzień, w którym cicha przyjęła nas cela?

Wątpię, bo wtedy i lat trzech nie miałaś.

MIRANDA

Pamiętam, ojcze.

PROSPERO

Ale co pamiętasz?

Czyli dom inny, czy inne osoby?

Powiedz mi obraz, który w twej pamięci

Przetrwał aż dotąd.

MIRANDA

Wszystko to dalekie

I jak sen raczej niźli rzeczywistość,

Za którą pamięć moja by ręczyła.

Miałamli kiedy pięć lub sześć służebnic?

PROSPERO

Miałaś i więcej. Lecz jakże w twej duszy

Obraz ten przetrwał? Mów, co widzisz więcej

Na tle zamglonym, na przepaściach czasu?

Gdy pomnisz rzeczy przed twym tu przybyciem,

Więc i przybycie nasze tu pamiętasz.

MIRANDA

Nie.

PROSPERO

Lat dwanaście, lat temu dwanaście

Ojciec twój księciem był Mediolanu,

Możnym był panem.

MIRANDA

Nie jestżeś mym ojcem?

PROSPERO

Wszystkich cnót obraz, święta matka twoja

Mówiła, żeś jest mą córką; twój ojciec

W Mediolanie potężnym był księciem;

A córka księcia, jedyna dziedziczka,

Z gorszego domu nie wywodzi rodu.

MIRANDA

O, Boże! Jakaż wygnała nas zbrodnia,

Albo czy było to błogosławieństwem?

PROSPERO

Jedno i drugie. Wygnała nas zbrodnia,

Błogosławieństwo przywiodło nas tutaj.

MIRANDA

Serce się krwawi na myśl o boleściach,

Których przyczyną byłam, choć ich pamięć

Już się zatarła. Proszę cię, mów dalej.

PROSPERO

Mój brat a stryj twój, nazwiskiem Antonio

(Patrz na występne brata wiarołomstwo),

Któregom kochał nad wszystko po tobie,

Brat ten z mej woli moim rządził księstwem,

Pierwszym godnością pomiędzy księstwami,

Jak pośród książąt pierwszym był Prospero;

Nikt w wyzwolonych sztukach mi nie sprostał,

Bo ku nim całą obróciłem pilność,

Rządzenia ciężar zwaliłem na brata

I byłem obcy dzielnic moich sprawom,

Tajemnych nauk odurzony szałem.

Twój stryj fałszywy — czy słuchasz?

MIRANDA

Najbaczniej.

PROSPERO

Gdy poznał sztukę, jak prośby przyjmować,

Jak je odrzucać, kogo wznieść nad drugich,

A kogo w zbytnim hamować zapędzie,

Lub nowych dworzan otoczył się kołem,

Lub zmienił dawnych sług moich uczucia,

Bo kluczem władzy wszystkie w kraju serca

Po woli ucha swojego nastroił,

Był bluszczem, który skrył pień mój książęcy,

Jego zieloność wyssał. — Ty nie słuchasz.

MIRANDA

O, słucham, ojcze!

PROSPERO

Proszę cię, uważaj.

Gdym ja, niepomny świata interesów,

Cały się oddał ulepszeniu myśli,

Sztuce, co gdyby mniej była tajemną,

Nad wszystkie tłumu wyższa jest poklaski,

W fałszywym bracie zła myśl się ocknęła

I ufność moja jak poczciwy ojciec

Spłodziła sobie fałsz, wyrodne dziecię,

Fałsz tak niezmierny, jak ma była ufność,

To jest, wyznaję, bez kresu i granic.

On, będąc panem nie tylko dochodów,

Ale i wszystkich praw moich książęcych,

Podobny kłamcy, który sam się zwodzi,

W końcu i pamięć swą do grzechu wciąga,

I własnym kłamstwom wierzy — on uwierzył,

Że był książęciem, nie mym namiestnikiem,

Nie wykonawcą praw i przywilejów,

Zewnętrznych znamion mojego wszechwładztwa.

Z dniem każdym chciwszy — lecz ty mnie nie słuchasz.

MIRANDA

Powieść twa zdolna głuchego wyleczyć.

PROSPERO

By znieść przegrodę między swoją rolą,

A tym, co w moim przedstawiał imieniu,

Zamierzył władzę i tytuł przywłaszczyć.

Dość wielkim państwem książki były dla mnie;

Nie byłem zdolny, dworakom powtarzał,

Nie byłem zdolny do światowych rządów.

Spragniony władzy, z królem Neapolu

Traktat zawiera, lenność mu przysięga,

Przyrzeka haracz, swą książęcą mitrę

Królewskiej jego poddaje koronie;

Niezgięty dotąd biedny Mediolan

Do podłej służby dumne ugiął czoło.

MIRANDA

Boże!

PROSPERO

Warunków posłuchaj i skutków,

I powiedz potem, czy mógł być mi bratem.

MIRANDA

Byłoby grzechem źle sądzić o babce:

Szlachetne łona złych rodziły synów.

PROSPERO

Słuchaj warunków. Wróg mój zastarzały,

Król Neapolu, przyjmuje ofiarę,

Za roczny haracz i za lenną służbę

Przyrzeka z księstwa mnie i moich wygnać,

Wszystkie honory, piękny Mediolan

Na brata przenieść. Zdrajców zebrał wojsko,

A pewnej nocy do czynu wybranej

Antonio bramy miasta mu otworzył

I śród ciemności grobowej siepacze

I mnie, i ciebie płaczącą unieśli.

MIRANDA

Co za niedola! Łez tamtych niepomna,

Zapłaczę teraz; na samo wspomnienie