Opis

139 sentencji i powiedzeń łacińskich w sposób jak najprostszy wyłożonych, z pretensjonalnymi cokolwiek przypisami filologiczno-kulturowymi.

Dla tych, którzy uważają, że w XXI wieku nadal warto wyznawać się jako tako na łacińskich sentencjach.

Pytanie tylko, czy dziś, w XXI wieku, rzeczywiście „wypada” jeszcze wyznawać się jako tako na łacińskich sentencjach?

 

 

Burdubasta to jedno z bardziej niesamowitych łacińskich słówek, o niejasnym, choć niewątpliwie plebejskim pochodzeniu. Oznacza starego osła lub też, prześmiewczo, podstarzałego gladiatora, niezbyt już radzącego sobie z bronią. Jego stan wyraźnie przypomina kondycję dzisiejszej, stojącej nad grobem łaciny – ale w naszej mocy jest trochę przedłużyć poczciwej bestii życie.

 

Jak? Niezwykle prosto: otwórzmy się na ten piękny język, a celne powiedzonka i maksymy dzięki towarzyszącym im wierszykom same powinny powskakiwać nam do głowy.

 

Czy wiesz, że:

 

* Homo ludens nie jest terminem antycznym, ma nieco ponad 70 lat.

 

* Et tu, Brute, contra me? - powiedział nie Juliusz Cezar, a William Szekspir.

 

* Rosyjscy kibice tatuują sobie z upodobaniem na przedramieniu pewną sentencję z komedii Plauta.

 

O tych i im podobnych dziwactwach jest ta książeczka.

 

 

 

Stanisław Tekieli chciałby, aby łacina była zrozumiała nawet dla dzieci. To zresztą byłaby we współczesnym świecie cudowna ekstrawagancja - dziecko mówiące po łacinie! Bardzo mu w tym kibicuję. 

Autor wie jednak, że najpierw z łaciny musimy zacząć rozumieć coś my, rodzice. Zapoznając się z tą uroczą książeczką możemy - i powinniśmy! - zrobić to pod pozorem edukacji swoich dzieci. Bez wstydu i jeszcze z jaką przyjemnością.”

/Michał Ogórek/

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 62

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


BURDUBASTA ALBO SKAPCANIAŁY OSIOŁ CZYLI ŁACINA DLA SNOBÓW
Redakcja: ADAM PLUSZKA
Projekt okładki i opracowanie graficzne: AGNIESZKA ŻELEWSKA
Korekta: SERGIUSZ OLEJNIK
Skład: Dobra Strona
All rights reserved Copyright © for this edition by Poradnia K, 2015 Text © Stanisław Tekieli
Wydanie I, Warszawa 2015
ISBN 978-83-63960-15-5
Poradnia K sp. z o.o. ul. Wilcza 25 lok. 6, 00-544 Warszawa e-mail: [email protected] www: www.poradniak.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Quidquid Latine dictum sit, altum videturCokolwiek powiesz po łacinie, brzmi wzniośle

Czy trzeba lepszej zachęty dla snoba? Snoba – jakkolwiek by to brzmiało – w dobrym sensie słowa, czyli takiego, który nie zniesie myśli, że mógłby nie wiedzieć czegoś, co wiedzieć „wypada”. I włoży pewien – czasem wręcz niemały – wysiłek, by się tego dowiedzieć.

Pytanie tylko, czy dziś, w XXI wieku, rzeczywiście „wypada” jeszcze wyznawać się jako tako na łacińskich sentencjach. I gdy ktoś w towarzystwie powie na przykład Medice, cura te ipsum („Lekarzu, ulecz się sam”), zachęcając nas, byśmy poradzili sobie sami w jakiejś trapiącej nas sprawie, na której z racji naszej wiedzy czy stanowiska powinniśmy się znać, czy wypada wówczas odpowiedzieć frazą Medicus curat, natura sanat („Lekarz leczy, natura uzdrawia”), Primum non nocere („Po pierwsze nie szkodzić”) czy też może Nec Hercules contra plures („I Herkules nie poradzi przeciw wielu”[1]), wymawiając się tym samym od wykonania tego, do czego nakłania nas rozmówca? Takie dialogi, które pięćdziesiąt lat temu (zatem stosunkowo niedawno) byłyby jeszcze całkiem na miejscu, dziś się już chyba nie zdarzają. Niemniej zdarza się nam, i to nawet często, natknąć się w mediach, zwłaszcza pisanych, na przykład na zwrot persona non grata, choć nikt go już dziś nie będzie odmieniał przez przypadki czy liczby – i jeśli takich „person” jest dwie lub trzy, nie zmienią się raczej w personae non gratae, choć takiej formy użyć dawniej by wypadało.

Jest jednak tak, że w momentach szczególnych i podniosłych sięgamy czasem po łacinę: dla podkreślenia rangi wypowiedzi, wydarzenia czy chwili. Kiedy na przykład w październiku 2004 roku przedstawiciele rządów państw członkowskich Unii Europejskiej po niezwykle burzliwych negocjacjach podpisali w Rzymie traktat powołujący konstytucję UE, na rzymskim Kapitolu wystawiono udające traktat grzbiet i okładki księgi z napisem Constitutio Europaea. Łacińska nazwa traktatu (który, jak wiemy, ostatecznie nie wszedł w życie) miała pogodzić przedstawicieli 25 państw, mówiących 23 językami, z których każdy upierałby się pewnie, by na okładce znalazła się jego wersja językowa.

Półtora wieku wcześniej, w 1848 roku, Szwajcarzy posługujący się trzema, a właściwie czterema językami – niemieckim, francuskim, włoskim i retoromańskim – po krótkiej wojnie domowej na tle religijnym (katolicy przeciw protestantom) powołali do życia nowe ustrojowo państwo, które nazwali po łacinie Confoederatio Helvetica (Konfederacja Szwajcarska) i jest to do dziś podstawowa oficjalna nazwa tego kraju, czego skutkiem choćby samochodowy kod państwa (CH) czy międzynarodowe oznaczenie franka szwajcarskiego (CHF).

Ale wróćmy do teraźniejszości: w roku 2011 swoją najnowszą płytę grupa Behemoth zatytułowała Abyssus abyssum invocat. Jest to cytat z Księgi Psalmów i znaczy mniej więcej „Piekło wzywa na pomoc piekło”. Ciekawe, że akurat ten – wydawałoby się, całkiem dziś już niemodny – cytat wybrał na tytuł kompilacji swoich nagrań demoniczny Nergal.

Nieco wcześniej, w 1998 roku, baron de Ramsey powiedział w brytyjskiej Izbie Lordów, utyskując na stan spraw w brytyjskim państwie: Semper in excretis sumus, solum profundum variat („Ciągle tkwimy w łajnie, tylko jego głębokość się zmienia”). Czy ktoś z obecnych go zrozumiał, nie wiadomo, ale niewiele wcześniej królowa Elżbieta II kończący się 1992 rok określiła mianem annus horribilis („rok fatalny”, bo miały w nim miejsce: separacja Karola i Diany, rozwód księżniczki Anny, separacja księżnej Yorku i jej męża, a także pożar zamku Windsor). Frazy tej w kręgach brukselskich urzędników używano później także w odniesieniu do roku 2005, kiedy Francja i Holandia odrzuciły w referendach wspomnianą wyżej Constitutio Europaea.

No i te wszystkie inskrypcje, patetyczne najczęściej maksymy wyryte na murach gmachów użyteczności publicznej (Legem brevem esse oportet , „Ustawa powinna być zwięzła” – Sąd Najwyższy w Warszawie), w kontekście swym niekiedy także żartobliwe (Laboremus pro patria, „Ponośmy trudy dla ojczyzny” – na tzw. Bramie Słoniowej browaru Carlsberga w Kopenhadze) lub zagadkowe (Alieno splendore nitescit, „Lśni cudzym blaskiem” – Accademia degli Spiritosi we włoskiej Piacenzie), dewizy instytucji międzynarodowych (Fiat panis „Niech stanie się chleb” – FAO) czy szyldy wielkich korporacji (Ars gratia artis, „Sztuka dla sztuki” – Metro-Goldwyn-Mayer).

Wreszcie motta herbowe, często wielce zaskakujące, na przykład Cygnis insignis („Słynąca z łabędzi”), czyli zatwierdzone w 1969 roku motto stanu Australia Zachodnia – okazuje się, że kraj ten, słynący przede wszystkim z kangurów, jest również największą na świecie wylęgarnią czarnego łabędzia (bez łaciny byśmy tego pewnie nie wiedzieli). Albo Semper fidelis („Zawsze wierny”), motto amerykańskich marines; skądinąd w armii amerykańskiej czy brytyjskiej chyba każda jednostka ma za punkt honoru znaleźć sobie na motto jakąś łacińską maksymę (czasem dość zaskakującą, jak Accipe_hoc – „Pogódź się z tym” – 848. dywizjonu lotnictwa morskiego RAF). Podobnie rzecz się ma z anglosaskimi (i nie tylko) uczelniami czy nawet szkołami średnimi, uparcie prącymi do światła, jak w przypadku oksfordzkiego Ad_lucem – „Ku światłu” czy Arduus ad solem – „Wytrwały w dążeniu do słońca” Uniwersytetu Manchesterskiego. Praktyka nadawania takich nazw trwa zdaje się do dziś, a w każdym razie trwała do niedawna, skoro na przykład w 1987 roku amerykański stan Oregon przybrał sobie motto Alis volat propriis („Leci na własnych skrzydłach”). Zapomnieliśmy może o czymś? A, no tak – Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, pod herbem której od 1997 roku widnieje napis Draco dormiens numquam titillandus – „Nigdy nie należy łaskotać śpiącego smoka”.

Plus oczywiście wszelkie inne nieprzewidziane okoliczności, jak abdykacja papieża, o czym tenże zawiadomił osłupiały świat po łacinie. Takie rzeczy zdarzają się jednak rzadko, częściej mamy już igrzyska olimpijskie z ich hasłem Citius, altius, fortius! („Szybciej, wyżej, silnej!”) czy rosyjskich kibiców, którzy z trudnych do zrozumienia powodów tatuują sobie w różnych miejscach napis wzięty z komedii Pers Plauta: Faciam, ut mei memineris („Sprawię, że mnie popamiętasz”).

Doprawdy, ten martwy język otacza nas dziś zewsząd, nawet jeśli pewne obszary pozostają nadal niewykorzystane. Tak na przykład, udzielający pożyczek-chwilówek powinni się pewnie reklamować hasłem Bis dat qui cito dat – „Kto szybko daje, dwa razy daje”, a producenci plecaków używać przejętej przez łacinę z greki dewizy życiowej stoika Biasa z Cyreny Omnia mea mecum porto – „Wszystko, co moje, noszę ze sobą”, na przykład ze ślimakiem w logo. Ale nie narzekajmy, i tak jest nieźle.

No, a że czasem ktoś powie (lub, co gorsza, napisze w gazecie) ad hop (zamiast ad hoc „doraźnie”)[2],opus magnus zamiast opus magnum („dzieło życia”), sparafrazuje Sienkiewiczowskie Quo vadis, domine? („Dokąd idziesz, panie?”) na Quo vadis, homine (zamiast Quo vadis, homo? – „Dokąd idziesz, człowieku?”), albo też stwierdzi, że ktoś był modus vivendi („sposobem życia”) jakiejś akcji czy inicjatywy (zamiast jej spiritus movens, czyli „siłą sprawczą”)... No cóż, dziś takie błędy nie uchodzą już nawet za obciach, w każdym razie nie taki, po którym wypadałoby się powiesić. Choć snob oczywiście powinien się ich wystrzegać...

Burdubasta to jedno z bardziej niesamowitych łacińskich słówek, o niejasnym, choć niewątpliwie plebejskim pochodzeniu. Oznacza starego, zdychającego osła lub też, prześmiewczo, podstarzałego gladiatora, niezbyt już radzącego sobie z bronią. Jego stan wyraźnie przypomina kondycję dzisiejszej, stojącej nad grobem łaciny – ale w naszej mocy jest trochę przedłużyć poczciwej bestii życie. Jak? Niezwykle prosto: otwórzmy się na ten piękny język, a celne powiedzonka i maksymy dzięki towarzyszącym im wierszykom same powinny powskakiwać nam do głowy.

I jeszcze parę uwag na temat wymowy. W jej zapisie postanowiłem stosować się do przyjętej w Polsce wymowy łaciny na modłę niemiecką, warto natomiast pamiętać, że Rzymianie stosowali inną. Zatem pozdrowienie wodza czy cesarza Ave, Caesar!, które my wymawiamy awe cezar, w ustach Rzymian brzmiało ałe kajsar, a powszechnie znany zwrot vice versa (wymawiany dziś przez nas wice wersa), brzmiał w Rzymie łike łersa. W ślad za Niemcami dźwięcznie wymawiamy „s” między łacińskimi samogłoskami (na różę mówimy roza), choć Rzymianie wymawiali je bezdźwięcznie (rosa). Jest też problem „i” przed samogłoską, które w klasycznej łacinie tworzyło (w większości przypadków) oddzielną sylabę – na przykład słowo familia (rodzina) miało w ustach Rzymianina cztery sylaby (fa-mi-li-a), a patria (ojczyzna) trzy (pa-tri-a); ponieważ jednak dziś wymawia się tak sylabotwórcze „i” w zasadzie tylko przy starannej recytacji tekstów klasycznych (zwłaszcza poezji), postanowiłem nie być świętszym od papieża i zapisywać wymowę takich słów „normalnie” (familia ma u nas trzy sylaby, patria dwie). Wyjątek zrobiłem dla rzeczowników czwartej deklinacji, w których zawsze podkreśla się sylabotwórcze „i” (dies czytane jako di-es). Pamiętajmy też, że w łacinie „i” nie zmiękcza stojącego przed nim „c” i „s”, zatem sylab „ci”, „si” nie czytamy z polska, miękko (jak w „ciocia” czy „sito”), ale twardo, jak w „cito” (z recept lekarskich), czy „sigma” (nazwa litery greckiej).

[1] Czyli po naszemu: „Siła złego na jednego”. Albo dosadniej: „I Herkules dupa, kiedy ludzi kupa”.

[2] Skądinąd ad hop świetnie oddaje sens!

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki