Burdubasta bis - Stanisław Tekieli - ebook
Opis

Kontynuacja mającej znakomite recenzje książki „Burdubasta albo skapcaniały osioł, czyli łacina dla snobów”.

Sentencje i powiedzenia łacińskie wyłożone w sposób jak najprostszy, z pretensjonalnymi cokolwiek przypisami filologiczno-kulturowymi.

 

Tym razem Stanisław Tekieli bierze pod lupę, poza antycznymi, także przysłowia i zwroty z łaciny średniowiecznej i późniejszej, aż po wiek XX. Opisuje rzymskie zabobony i antyczne zwyczaje. W formie zabawnych wierszyków i historyjek wyjaśnia 313 przysłów, zwrotów i terminów łacińskich, od  absinthium do zythum.

Burdubasta bis” to świetna propozycja dla wszystkich: od gimnazjalistów po dorosłych czytelników.

 

Dowiemy się między innymi, że:

 

- Zwrot „Cicer cum caule” nie ma nawet 70 lat, a wymyślił go Julian Tuwim.

 

- „Mól książkowy” wywodzi się od hulaki, rozpustnika, utracjusza, ale także smakosza.

 

- Słówko „spiritus” nie oznaczało w antyku spirytusu

 

- Benedyktynów z rugbystami łączy więcej, niż moglibyśmy przypuszczać

 

„To książka dla erudytów z dużym poczuciem humoru, którzy cenią do tego mowę wiązaną. Te trzy zalety chętnie sobie przypisujemy, ale co jakiś czas powinniśmy sprawdzać, czy zasłużenie. A ten osioł nie jest skapcaniały. Sapienti sat.”

 

profesor Jerzy Bralczyk

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 114

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


BURDUBASTA BIS CZYLI KOLEJNA PORCJA ŁACIŃSKICH SENTENCJI OBJAŚNIONYCH PRZEZ SKAPCANIAŁEGO OSŁA
Redakcja: KATARZYNA TOMASZUK
Projekt okładki i ilustracje: AGNIESZKA ŻELEWSKA
Korekta: TAMARA KSIĄŻCZAK-PRZYBYSZ
Skład: JOANNA RENIGER
All rights reserved Copyright © for this edition by Poradnia K, 2016 Text © Stanisław Tekieli
Wydanie I, Warszawa 2016
ISBN 978-83-63960-52-0
Poradnia K sp. z o.o. ul. Wilcza 25 lok. 6, 00-544 Warszawa e-mail: poradniak@poradniak.pl www: www.poradniak.pl księgarnia internetowa: sklep.poradniak.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Non enim tam praeclarum est scire Latine quam turpe nescireNie tyle bowiem chwalebną rzeczą jest znać łacinę, ile haniebną jej nie znać

Powyższe słowa napisał Cyceron w dialogu Brutus, poświęconym historii retoryki rzymskiej. Chodziło mu rzecz jasna nie o samą znajomość łaciny – tę przecież on i ludzie z jego otoczenia wyssali z mlekiem matki – lecz o umiejętność pięknego się nią posługiwania. Dziś z kondycją łaciny jest jakby trochę gorzej, ale nie traćmy wiary w sens studiowania czy nawet używania tego języka na co dzień – ludzie robią tysiące pozornie nieprzydatnych do niczego rzeczy[1], a jakoś świat się od tego nie zawalił.

Autor Burdubasty próbuje przełamać niechęć współczesnych Polaków do zajmowania się łaciną, udowadniając, że można uczyć się tego „martwego” języka przez zabawę. Ponownie zatem nasz „skapcaniały osioł”[2] proponuje Państwu wycieczkę drogami i (częściej) bezdrożami, którymi przed nami po Europie i świecie wędrowały antyczne powiedzonka. Jak w pierwszej części, tak i tu wstępem do omówienia każdej sentencji będą śmieszne (w zamierzeniu autora przynajmniej) wierszyki. Tym razem większa niż poprzednio ilość łacińskiej frazeologii pochodzi z czasów poklasycznych, aż po nam współczesne (jak cicer cum caule[3]), a w kilku przypadkach są to nie tyle przysłowia/powiedzenia, ile terminy naukowe (jak plica Polonica[4]) czy im podobne. Być może znajomość wszystkich tych zwrotów nie jest do przyswojenia sobie łaciny niezbędna, ale... porządny snob[5] powinien je znać – zawsze będzie czym błysnąć w towarzystwie.

Cycero – który na kartach tej książeczki pojawi się kilkakrotnie – wytknąłby nam zapewne użycie w tytule słówka bis zamiast denuo, rursus czy porro: wszystkie te wyrazy znaczą „ponownie”, podczas gdy bis – „dwa razy, dwukrotnie”, ale to ostatnie słówko jakoś się w polszczyźnie zadomowiło, już choćby za sprawą bisów na widowni[6]. Jest tu też element głęboko osobisty: słówko bis towarzyszyło mi od wczesnego dzieciństwa, mimo że nie pochodzę z rodziny aktorskiej. Gdy bowiem w epoce gierkowskiej zbudowano w Warszawie Dworzec Centralny, połączono go z odległym Czerniakowem[7], gdzie się wychowałem, autobusem 180 bis, czyli linią dublującą na znacznej części trasę „prawdziwego” 180 (parę czy paręnaście lat później 180 bis przemianowano na istniejącą do dziś linię 131). Bis zapamiętałem zatem jako być może pierwsze w moim życiu słówko łacińskie; o jego sens podobno nawet nie pytałem – po prostu przyjąłem do wiadomości, że rzeczy powtórzone dostają przydomek bis.

Potem, w liceum, przyszła nauka łaciny i przysłowia: Non bis in idem (Nie [sądzić] dwukrotnie za to samo), Bis vincit qui se vincit (Dwakroć zwycięża, kto siebie zwycięża[8]), Bis pueri senes (Starcy to ponownie chłopcy), czy Bis ad eundem lapidem offendere (Dwukrotnie potknąć się o ten sam kamień, tj. nie uczyć się na własnych błędach[9]). No i to, które najłatwiej zapamiętała nastoletnia chłopięca głowa: Bis peccare in bello non licet (Dwa razy pomylić się na wojnie nie można), ponieważ jako żywo przypominało nasze, nieco dosadniejsze: Saper myli się tylko raz. Pamiętam też, jak nauczyciel tego strasznego i wówczas nienawistnego mi języka Arkadiusz Nelke tłumaczył, że biszkopt wziął się od bis coctus, „dwukrotnie wypieczony”. Można zatem powiedzieć, że słówko bis wiodło mnie pokrętnymi ścieżkami łaciny do zadurzenia się – w wieku już dorosłym – w pięknie tego języka, aż po obecne bisowanie z Burdubastą.

Podobnie jak w pierwszej części zachęcam Czytelników, aby otwierające poszczególne rozdziały wierszyki czytali na głos, tak jak czytali poezję Rzymianie, prozę zresztą najczęściej też. Wtedy, mam nadzieję, znikną wszelkie wątpliwości co do rytmu, średniówki itp. Na głos wszystko da się – mnie się przynajmniej udało – płynnie i rytmicznie przeczytać; gdy czytamy oczami, może być niekiedy trudniej.

W skrajnie uproszczonym zapisie wymowy oparłem się, podobnie jak w pierwszym Burdubaście, na tradycji polskiej, mimo że na świecie używa się powszechnie tzw. wymowy restytuowanej (powinien o niej wiedzieć każdy porządny snob!). Podaję zatem np. wymowę [in silwam ligna][10] czy [kwi pro kwo][11], mimo że według wszelkiej dostępnej nam wiedzy Rzymianie z czasów Cycerona wymówiliby te frazy odpowiednio: [in silłam ligna] i [kłi pro kło]. Na ogół nie uwzględniałem też „i” zgłoskotwórczego (tzn. takiego, które tworzy osobną sylabę), zatem np. nimium (w Omne nimium nocet[12]) ma u nas dwie sylaby (ni-mium), choć w ustach Rzymianina miałoby trzy (ni-mi-um). W dwóch wypadkach jednak zrobiłem tu wyjątek – chodzi o słówka scio (czyt. sci-o) i quieta (czyt. kwi-e-ta), bo tak przyjęło się je czytać.

Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy wspierali mnie w pracy, w tym zwłaszcza Kasi Kolanowskiej z wydawnictwa Poradnia K oraz dr Irce Zinserling. Ta ostatnia, poza wnikliwą lekturą powstającego dzieła oraz informacjami na temat twórczości Małgorzaty Musierowicz, dostarczyła licznych sugestii zmian w miejscach, gdzie sens był nie do końca jasny, a dwa razy podpowiedziała nawet cały dwuwiersz z rymem własnego autorstwa. Swoje domniemania na temat Cycerona potwierdzałem u Eli Sroczyńskiej, a z dr Agnieszką Lew rozmawialiśmy sobie miło przez internet o Arystofanesie. W kilku sprawach zasięgałem opinii członków mailowego forum dyskusyjnego Grex Latine Loquentium, najlepszej chyba dziś kuźni żywej łaciny na świecie[13]. Gruntowna redakcja tekstu przez Kasię Tomaszuk uwiarygodniła Burdubastę filologicznie i pozwoliła wyłapać błędy, których inaczej wstydziłbym się do końca życia; Kasia wprowadziła też kilka ulepszeń rytmicznych w tekstach wierszyków.

Szczególne podziękowania należą się profesorowi Mikołajowi Szymańskiemu, wraz z przeprosinami, że składam je dopiero teraz – już po wydaniu pierwszej części Burdubasty zdałem sobie sprawę, skąd mogła pochodzić inspiracja do klecenia tego rodzaju wierszyków[14]. Otóż bardzo prawdopodobne, że tym najwcześniejszym impulsem był opublikowany przed laty w miesięczniku Lampa wiersz Mikołaja, przytaczający rozmowę Mazura z Kurpiem, w której ni stąd ni zowąd pada łacińska sentencja:

Raz powiedział Kurp: – Mazurze,

masz na bucie łajno kurze!

Na to Mazur rzekł do Kurpia:

Naturalia non sunt turpia![15]

Przedzierać się przez istną dżunglę sentencji pomógł mi zbiór przysłów późnołacińskich pt. Crater dictorum[16] Christiana Helfera, publikowany w odcinkach w kwartalniku Vox Latina w latach 90. Innym wielce pomocnym źródłem okazał się wydany w Pradze w 2005 r. Slovník latinských citátů, autorstwa Josefa i Kristiny Čermáków, zawierający 4328 sentencji i zwrotów. Mnie, Polakowi, lektura tego ostatniego dzieła dostarczyła ponadto radości odkrywania tajników paremiologii czeskiej – dowiedziałem się np., że Czesi nie plotą piątego przez dziesiąte, a jedynie przez dziewiąte (Plést páté přes deváté)[17] i podczas gdy nam zdarza się żyć na kocią łapę, nasi sąsiedzi zza miedzy robią to na psią książeczkę (Žít na psí knížku)[18].

Aż 4151 powiedzeń antycznych (łacińskich i greckich), omówionych w dodatku po łacinie, zawierają słynne Adagia (Przysłowia) Erazma z Rotterdamu. Niby jest też dostępny, także w internecie, anglojęzyczny wyciąg z tego monumentalnego dzieła – wydane w Londynie w 1814 r. Proverbs: Chiefly Taken From the Adagia of Erasmus autorstwa Roberta Blanda – ale znajdziemy tam tylko odautorskie wyjaśnienie znaczenia, niewiele natomiast na temat pochodzenia sentencji. Już lepiej poduczyć się łaciny i sięgnąć po samego Erazma. Zresztą zbiorów łacińskich czy grecko-łacińskich sentencji, maksym, aforyzmów, powiedzeń, skrzydlatych słów, złotych myśli itd. powstały „na przestrzeni wieków” dziesiątki i zaczerniono nimi tysiące kart.

Na koniec wypada przestrzec Czytelnika przed niekiedy może bardziej frywolną niż w części pierwszej treścią wierszyków czy też jednym bądź dwoma niecenzuralnymi wyrazami, na jakie w tej książeczce można się natknąć. Autor ma jednak nadzieję, że w sięganiu po „grubiaństwa” nie przebrał ilościowej miary, a tam, gdzie są, służą one tylko temu, by rzecz czytała się śmieszniej.

Aha, jeszcze jedno. Publikacja pierwszego Burdubasty zaowocowała powstaniem bloga „o peryferiach łaciny, jak i o innych wymierających światach”[19], aktualizowanego prawie codziennie: http://burdubasta.blogspot.com/

Autor zaprasza również na swego łacińskojęzycznego bloga, który prowadzi od 2009 roku: http://iconoclastes2.blogspot.com/

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Przypisy

[1] Jak strzelanie z japońskiego łuku kyudo, lepienie bałwanów ze śniegu w przeddzień odwilży czy określanie stopnia krzywizny banana europejskiego.

[2]Burdubasta to słówko łacińskie pochodzenia galijskiego, które oznaczało starego, zramolałego osła, a przenośnie – podstarzałego gladiatora, już nie tak biegłego w posługiwaniu się bronią.

[3] Patrz, czyli po łacinie vide, s. 32.

[4]Vide s. 54.

[5] Przypominamy, że pierwsza część Burdubasty (Burdubasta albo skapcaniały osioł, czyli łacina dla snobów. 139 sentencji i powiedzeń łacińskich w sposób jak najprostszy wyłożonych, z pretensjonalnymi cokolwiek przypisami filologiczno-kulturowymi, Warszawa 2015) skierowana była do „snobów w dobrym sensie słowa”, czyli takich, którzy włożą sporo wysiłku w dowiedzenie się rzeczy, które wypada wiedzieć.

[6] Rzymianie, czy nawet średniowieczni i późniejsi łacinnicy, nadaliby raczej naszej książce tytuł Burdubasta Alter (drugi, wtóry) albo Burdubasta Novus (nowy).

[7] Którego nazwa, w przeciwieństwie do sąsiedniego Wilanowa, nie pochodzi z łaciny. Vide cz. I Burdubasty, s. 12.

[8] Przysłowie to, choć z usuniętym bis (Vincit qui se vincit), pojawia się w postaci napisu na witrażu zamkowym w disneyowskiej Pięknej i Bestii.

[9] Z Listów do przyjaciół Cycerona.

[10]Vide s. 16.

[11]Vides. 18.

[12]Vides. 80.

[13] Grupę założył w 1996 r. Konrad Kokoszkiewicz (obecnie doktor nauk humanistycznych, ówcześnie student Instytutu Filologii Klasycznej UW).

[14] Niezależnie od Żab łacinniczek Juliana Tuwima.

[15] To, co naturalne, nie jest szpetne. Przerobione objaśnienie Serwiusza do Georgik Wergiliusza: Turpis non est, quia per naturam venit (Nie jest szpetny, powstał bowiem w sposób naturalny).

[16]Krater powiedzeń (łacińskich). Chodzi tu oczywiście o krater – naczynie do mieszania wody z winem (picie czystego, niezmieszanego z wodą wina uchodziło wśród Greków i Rzymian za barbarzyństwo lub przejaw alkoholizmu). Od kształtu tego naczynia zaczęto później nazywać stożki gór wulkanicznych.

[17] My, Polacy, mawiamy też czasem: Ni w pięć, ni w dziewięć.

[18] Po łacinie z kolei taki związek nazywano nuptiae caninae – „psie gody, psie małżeństwo”; zwrot ten znajdujemy w jednym z listów św. Hieronima.

[19] Do pisania go namówił mnie, mimo że początkowo byłem oporny, mój syn, Aleksander Dobrzyński, któremu bardzo za to dziękuję: formuła „jak i o innych wymierających światach” pozwala na spisywanie praktycznie wszystkiego, co na mózg się ciśnie – miejsce na taką „twórczość” bardzo, jak się okazało, było mi potrzebne.