Bulwary nad Sekwaną - Sarah Morgan, Julia James, Kate Hewitt - ebook
Opis

Mijają lata, a Paryż wciąż pozostaje mekką artystów, stolicą mody i miejscem romantycznych spotkań. Podobno tutaj łatwiej się zakochać i łatwiej odnaleźć utraconą miłość…

Paryż dla zakochanych

Gdy Damon Doukakis zostaje szefem agencji reklamowej, szybko orientuje się, że kryzys firmy wynika ze złego zarządzania, a mózgiem wszystkich  sukcesów jest Polly, asystentka byłego prezesa. Damon zwalnia wszystkich członków zarządu, czyni Polly swoją prawą ręką i zabiera do Paryża na rozmowy o nowym kontrakcie.

Zaręczyny w Paryżu

Aleksa dostaje prestiżowe zlecenie: ma  namalować portret Guya de Rochemont, milionera ze słynnej rodziny bankierów. Zna reputację tego playboya, dlatego próbuje trzymać się na dystans. Jednak urok Guya sprawia, że Aleksa nie jest w stanie dokończyć pracy. Chociaż to może zaszkodzić jej karierze, postanawia zrezygnować ze zlecenia. Spodziewa się awantury, tymczasem Guy zaprasza ją na kolację.

Spotkanie w Paryżu

Milioner Ammar Tannous, po tym jak cudem uratował się z katastrofy lotniczej, zaczął inaczej patrzeć na swoje życie. Zrozumiał, że największy błąd popełnił, porzucając dziesięć lat temu żonę. Odnajduje ją w Paryżu i prosi, by do niego wróciła, lecz głęboko zraniona Noelle nawet nie chce z nim rozmawiać. Ammar jednak nie należy do mężczyzn, którzy przyjmują odmowę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 457

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Sarah Morgan Julia James Kate Hewitt

Bulwary nad Sekwaną

Tłumaczenie:

Sarah Morgan

Paryż dla zakochanych

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Już jest! Przyjechał! Damon Doukakis wszedł do budynku!

Słysząc paniczne krzyki, Polly ocknęła się i uniosła głowę znad biurka. Oślepiło ją wlewające się przez okno światło słońca.

– Co? Co takiego? – Z trudem wynurzała się z mroku snu. Ból głowy, który w ciągu ostatniego tygodnia bezustannie jej towarzyszył, znów ścisnął czaszkę żelazną obręczą. – Chyba się zdrzemnęłam. Dlaczego nikt mnie nie obudził?

– Bo od kilku dni nie śpisz i trudno z tobą wytrzymać. Tylko nie wpadaj w panikę. Robię to za nas obie. Proszę, to cię ożywi. – Młoda kobieta kopniakiem zatrzasnęła drzwi, balansując z dwoma kubkami kawy i muffinem na talerzyku. – Kawa i węglowodany na dzień dobry.

Polly przetarła oczy i natychmiast spojrzała na ekran laptopa.

– Która godzina?

– Ósma.

– Coo? – Zerwała się na równe nogi, zrzucając na podłogę pióra i papiery. – Za piętnaście minut zaczyna się spotkanie. Czy sądziłaś, że wejdę tam i będę mówić przez sen? – Kliknęła „zapisz” i zamknęła dokument, nad którym pracowała całą noc. Gwałtownie wyrwana ze snu czuła, jak drżą jej ręce. Serce biło coraz gwałtowniej, a gardło ściskał lęk.

Sen niczego nie zmienił. Ciężar rzeczywistości był ponad jej siły. Odtąd wszystko się zmieni. To życie, które znała, dobiegło kresu.

– Tylko zachowaj spokój. – Debbie tanecznym krokiem podeszła do biurka, by postawić na nim dwa kubki i talerzyk. – Jeśli tylko wyczuje, że się boisz, zmiażdży cię jak czołg. Tacy są mężczyźni pokroju Doukakisa. Słabość to dla nich sygnał do śmiertelnego ataku.

– Wcale się nie boję – odparła Polly, lecz kłamstwo utknęło jej w gardle.

Bała się. Przerażała ją odpowiedzialność i konsekwencje porażki. A także on – Damon Doukakis. Tylko głupiec mógłby się go nie bać.

– Na pewno sobie poradzisz. Owszem, przyszłość stu osób leży w twoich rękach, ale to nie powinno wprawiać cię w zdenerwowanie.

– Naprawdę mnie uspokajasz, dzięki. – Polly szybko przełknęła łyk kawy i zerknęła na swój BlackBerry. – Zdrzemnęłam się na niecałe dwie godziny i już mam setkę mejli. Czy ci ludzie w ogóle śpią? – Szybko przejrzała pocztę, sprawdzając ważniejsze wiadomości. – Gerard Bonnel prosi, żebyśmy przesunęli nasze jutrzejsze spotkanie na wieczór. Czy możesz mi zamówić późniejszy lot do Paryża?

– Nie lecisz samolotem. Pociąg jest tańszy. Kupiłam ci już bilet na siódmą trzydzieści z St Pancras. Bez możliwości wymiany. Będziesz musiała zabić jakoś czas. – Debbie nachyliła się i oderwała kawałek muffina. – Możesz obejrzeć wieżę Eiffla albo kochać się z jakimś rozkosznym Francuzikiem na brzegu Sekwany, ooh la la.

Polly odpowiadała na mejle i nie podniosła nawet głowy.

– Publiczne uprawianie seksu to przestępstwo, nawet we Francji.

– Na pewno nie tak poważne jak zupełny brak seksu. Kiedy ostatnio byłaś na randce?

– Mam dość problemów, nie włączając w to seksu. – Wcisnęła „wyślij”. – Czy znalazłaś zamówienie na tę promocję w magazynie?

– Oczywiście. Czy ty kiedyś przestaniesz myśleć o pracy? Damon Doukakis zobaczy w tobie swoje odbicie.

– Pozostałe mejle muszą poczekać. – Polly zerknęła na telefon. – A niech to, chciałam jeszcze przejrzeć prezentację. No i muszę się uczesać. Nie wiem, co najpierw…

– Włosy. Wyglądasz jak mohikańska Barbie. – Debbie wyciągnęła z szuflady biurka prostownicę i włączyła ją do kontaktu. – Nie ruszaj się.

– Muszę się jeszcze umalować.

– Nie ma czasu. Ale spoko, wyglądasz świetnie. Uwielbiam cię taką. Genialnie łączysz rzeczy staroświeckie i nowoczesne. – Przeciągnęła prostownicą po włosach Polly. – Te różowe rajstopy są naprawdę super.

Wciąż trzymając głowę nieruchomo, Polly wyciągnęła rękę i wyłączyła laptop.

– Aż trudno uwierzyć, że tata wciąż nie dzwoni. Chcą zdziesiątkować jego zespół, a on znika. Wysłałam mu kilkadziesiąt wiadomości.

– Przecież wiesz, że nigdy nie włącza komórki. Nienawidzi jej. Proszę! – Debbie wyłączyła prostownicę. – Gotowe.

Polly zwinęła włosy i upięła je w niedbały węzeł z tyłu głowy. – Dzwoniłam wczoraj do kilku londyńskich hoteli, pytając, czy nie zatrzymał się tam mężczyzna w średnim wieku z młodą kobietą.

– To raczej kłopotliwe?

– Wyrosłam w kłopotliwych sytuacjach. – Wyciągnęła spod biurka botki. – Damon Doukakis urządzi tu rzeź, jeśli się okaże, że nie ma taty.

– Nadrobimy jego nieobecność. Wszyscy uwijają się od świtu jak pracowite pszczółki. Jeśli ten rekin myśli, że dopadnie tu jakiegoś trutnia, to się rozczaruje.

– Za późno. On już zdecydował, co z nami zrobić. – Panika ścisnęła jej krtań. Miał kontrolny pakiet w firmie jej ojca. Teraz się na nim zemści.

Ale furia skierowana ku ojcu dotknie nie tyle jego, ile bezbronnych ludzi, którzy nie zasługują na to, by stracić pracę. Przygniatał ją ciężar odpowiedzialności. Jako córka właściciela firmy powinna jakoś zaradzić temu, co nastąpi, ale w gruncie rzeczy była bezsilna. Nie miała żadnych praw.

Debbie znów nadgryzła muffina.

– Gdzieś czytałam, że ten facet pracuje dwadzieścia cztery godziny na dobę. Przynajmniej będziecie mieli coś wspólnego,

Po trzech bezsennych nocach Polly zupełnie nie mogła się skupić. Z trudem próbowała otrząsnąć się z otępienia.

– Zrobiłam zestawienia wyników. Oby tylko Michael Anderson poradził sobie z laptopem. Dobrze wiesz, jak to wygląda. Ostatnio wykasował całą prezentację, dlatego tym razem skopiowałam ją na trzech dyskach. Czy pozostali członkowie zarządu już są?

– Stawili się jednocześnie z nim. Ale milczą jak zaklęci. – Debbie z niechęcią wydęła usta. – Nikt z nich nie ma odwagi spojrzeć nam w oczy, od kiedy sprzedali swoje akcje temu demonicznemu Damonowi. Wciąż jednak nie rozumiem, dlaczego ten rekin finansjery chciał wykupić naszą malutką firmę. Uwielbiam tu pracować, ale to chyba oczywiste, że nie jesteśmy w jego stylu.

Polly przypomniała sobie, ile włożyła wysiłku, żeby wprowadzić agencję w dwudziesty pierwszy wiek.

– Nie, nie jesteśmy. – Pokiwała głową.

– Zatem co? Kupił nas dla zabawy? – Debbie przełknęła ostatni kęs muffina i oblizała palce. – A może to taka detaliczna terapia dla miliarderów? Inni kupują sobie buty, a on wyrzuca fortunę na małą agencję reklamową. Zapłacił członkom zarządu masę forsy.

Polly nie odezwała się ani słowem, ale przeszył ją lodowaty dreszcz.

Wiedziała, dlaczego kupił ich firmę, ale nie mogła nikomu o tym powiedzieć. Kilka dni wcześniej Doukakis zmusił ją do milczenia w trakcie mrożącej krew w żyłach rozmowy telefonicznej. Nikomu o tym nie wspomniała. Ta wiadomość nie mogła przedostać się na zewnątrz. Tak uważali oboje.

Zmusiła się, by zwolnić rytm oddechu.

– Nic dziwnego, że zarząd sprzedał swoje akcje. To chciwa zgraja. Tylko niedobrze mi się robi, jak słyszę, że jesteśmy nierentowni, płacąc jednocześnie za ich wystawne kolacje i bilety lotnicze pierwszej klasy. Są jak moskity. Wysysają naszą krew, by wpompować ją w swe tłuste cielska.

– Pol, to ohydne – jęknęła Debbie.

– To oni są ohydni. – Przebiegła w myślach całą prezentację. Czy czegoś nie zapomniała? – Byłabym spokojniejsza, gdybym sama mogła wystąpić.

– I powinnaś to zrobić.

– Michael Anderson nie pozwoli mi otworzyć ust. Boi się, że mogę powiedzieć, kto tu naprawdę pracuje. Przecież jestem tylko asystentką mojego ojca, cokolwiek to znaczy. Mogę najwyżej pilnować, żeby za kulisami wszystko idealnie funkcjonowało. – Była też boleśnie świadoma, że nie ma formalnych kwalifikacji. Zdobywała swoje umiejętności, obserwując, słuchając i zawierzając instynktowi. Wiedziała jednak, że większości pracodawców to nie wystarczy. Przycisnęła rękę do piersi, by uspokoić serce. Wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby wkraczała na konferencję jako absolwentka Harvardu z dyplomem MBA. – Doukakis ma własną superagencję reklamową. Nie potrzebuje naszego zespołu. Kłapnie tylko zębami i…

– Nie! – Debbie wyciągnęła rękę, otrząsając się z obrzydzeniem. – Dość tych proroctw. I żadnych opitych krwią moskitów. Właśnie zjadłam śniadanie.

– Mówię tylko, że…

– No to nie mów. A jeśli temu rekinowi aż tak zależy na agencji twojego ojca, uznaj to za komplement. Zakładasz, że wszystkich wyrzuci. A może nie? Czy po to kupuje firmę, żeby ją zniszczyć?

Bo chce mieć władzę, pomyślała Polly. Podczas gdy jej ojciec zachowuje się jak beztroski młodzieniec, jego firmę atakuje bezwzględny drapieżca. A ona samodzielnie musi stawić mu czoło.

– Rozchmurz się. – Debbie poklepała ją po ramieniu. – Może ten rekin nie jest taki straszny, jak mówią. Przecież nigdy go nie spotkałaś.

O tak, spotkałam…

Czując, że jej twarz przybiera kolor rajstop, Polly zamknęła laptop.

Spotkała go raz w życiu. W gabinecie dyrektora szkoły. W dniu, w którym wraz z koleżanką zostały wyrzucone z ekskluzywnej szkoły z internatem. Tak się jednak niefortunnie złożyło, że tą koleżanką była siostra Doukakisa. On zaś skierował na Polly cały swój gniew, uznając ją za prowodyra. Na wspomnienie tamtego dnia zadrżała jak liść na wietrze.

Nie, nie miała złudzeń, co ją czeka. Była dla niego wichrzycielką o zdeformowanej osobowości. Kiedy uniesie topór, jej głowa spadnie pierwsza.

Przesunęła dłonią po włosach. Z zemsty za zachowanie ojca domagał się ofiar, to pewne. Gdyby jednak sama złożyła wymówienie, może nie pozbawiłby pracy reszty zespołu? Niech tą ofiarą będzie ona.

Debbie zabrała pusty talerzyk.

– To z kim teraz randkuje twój ojciec? Z tą Hiszpanką, którą poznał na lekcjach salsy?

– Nie, ja… nie wiem. – Kłamstwo z łatwością spłynęło jej z ust. – Nie pytałam. – W zdenerwowaniu graniczącym z paniką chwyciła BlackBerry i wsunęła go do kieszeni sukienki. – To śmieszne. Wciąż nie mogę uwierzyć, że Damon Doukakis za chwilę zagarnie wszystko, co przez całe życie tworzył mój tata, a tymczasem on się zabawia w jakimś hotelu…

– Uprawiając małpi seks z kobietą zapewne dwa razy młodszą.

– Przestań! Nie chcę nawet myśleć, że mój ojciec uprawia seks, i to z kobietą w moim wieku. – A zwłaszcza z tą kobietą, dodała w myślach. Blokując wszystkie myśli o ojcu, wciągnęła botki. – Czy przygotowałaś kawę i ciastka w pokoju konferencyjnym?

– Jasne. Ale Damon Doukakis będzie wolał pożreć naszą załogę. Przypomina wielkiego białego rekina. – Debbie złożyła ręce w płetwę i zanuciła motyw z filmu Szczęki. – Sunie po gładkich wodach rynku, pożerając wszystko, co wejdzie mu w drogę. My natomiast jesteśmy zaledwie planktonem. Miejmy nadzieję, że zbyt małym, żeby służyć mu za przekąskę.

Polly objęła opiekuńczym spojrzeniem niewielkie akwarium stojące na jej biurku.

– Mów trochę ciszej. Denerwujesz Romea i Julię. Kryją się za rdestnicą. – Jakże pragnęła dołączyć się do tych rybek. Nigdy w życiu nie bała się tak jak teraz. Ostatnio niemal nie sypiała, dniem i nocą przygotowując raport, który mógłby uratować załogę. Nie miała złudzeń co do własnej przyszłości, ale ci ludzie byli jej rodziną i zamierzała stoczyć walkę w ich obronie.

Gdy na jej biurku zadzwonił telefon, podniosła słuchawkę z entuzjazmem skazańca, który rusza w stronę szubienicy.

– Polly Prince… – Rozpoznała nieco niewyraźny głos Michaela Andersona, zastępcy ojca i dyrektora kreatywnego. Pomimo wczesnej pory najwyraźniej był już po drinku. Słuchając polecenia, by się stawić w sali konferencyjnej, mocniej ścisnęła słuchawkę. Przeklęty gad. Wyssał z agencji wszystko, co mógł, a na koniec sprzedał swoje akcje Doukakisowi. Znów ogarnął ją gniew. Gdyby zarząd nie sprzedał swych akcji, sytuację można by opanować.

Trzasnęła telefonem i złapała laptop.

– Powodzenia. – Debbie zerknęła na jej nogi. – W takich butach można skopać komuś tyłek. I naprawdę jesteś wysoka.

– O to mi chodziło. – Kiedy ostatni raz widziała Doukakisa, czuła się przy nim mała pod każdym względem. Teraz spojrzy mu w oczy z tej samej wysokości.

Szła w stronę sali konferencyjnej jak na ścięcie. Niewiele pomagało, że co dwie sekundy zza kolejnych drzwi wysuwały się głowy, by dodać jej otuchy. Pokładali w niej tyle nadziei, a ona wiedziała, jak mało może zrobić. Miała wrażenie, że wyrusza w bój uzbrojona w suszarkę do włosów.

Zatrzymała się przed drzwiami sali konferencyjnej, by zaczerpnąć tchu. Złościło ją, że jest taka zdenerwowana. I nie chodziło tu o zarząd, który zasługiwał wyłącznie na pogardę, lecz o Damona Doukakisa. Wolno wypuściła powietrze z płuc, powtarzając sobie, że dziesięć lat to długi czas. Może zdołał wykształcić w sobie jakieś ludzkie cechy?

Energicznie zapukała, a potem otworzyła drzwi. W pierwszej chwili jej wzrok zarejestrował jedynie zadowolone twarze, niedbale rozstawione filiżanki z kawą i sylwetki w ciemnych garniturach, nieco ociężałe wskutek zbyt obfitych biznesowych lunchów. Typowy męski klub.

Mocno ściskając laptop, zmusiła się, by zrobić krok w przód. Gdy zamknęły się za nią drzwi, ogarnęła spojrzeniem siedzących przy stole mężczyzn. Pracowała z nimi od chwili, gdy w wieku osiemnastu lat ukończyła szkołę, ale żaden nie podniósł głowy, by spojrzeć jej w oczy.

Zły znak, pomyślała ponuro.

Patrząc na członków zarządu, z których każdy z dnia na dzień stał się multimilionerem, widziała stado hien gotowych obgryźć kości. Bez cienia wahania sprzedali jej ojca. A także swoich kolegów. Była tak wściekła, że dopiero po chwili dostrzegła mężczyznę siedzącego u szczytu stołu.

Z arogancką pewnością siebie zajmował miejsce jej ojca, przewodnicząc zebraniu z miną zdobywcy. Nie odzywał się i nie wykonywał żadnych ruchów, ale cała jego postawa tchnęła męską agresją.

Z bijącym sercem położyła laptop na lśniącym blacie. Czując na sobie spojrzenie przepastnych, czarnych oczu, zastanawiała się, jak to możliwe, by pomimo milczenia tchnął takim autorytetem. Wyraźnie dominował nad zebranymi w sali, a oszczędność w ruchach i słowach podkreślała jeszcze aurę władzy, która go otaczała.

Perfekcyjnie skrojony garnitur zgrabnie opływał jego sylwetkę, śnieżnobiała koszula podkreślała opaleniznę twarzy i szyi, a krawat związany w idealny węzeł dopełniał nienagannej elegancji. Uderzająco kontrastował z pozostałymi mężczyznami. Pod jego kosztownym garniturem kryło się bez wątpienia silne, muskularne ciało, rzeźbione ćwiczeniami z równie surową dyscypliną jak ta, którą stosował w życiu zawodowym. Kobiety musiały za nim szaleć. Był stuprocentowym samcem alfa, a także siłą napędową jednego z najbardziej dynamicznych przedsiębiorstw w Europie. W trudnych czasach gospodarczego kryzysu Doukakis Media Group świeciło jak gwiazda, która zwiastowała początki ożywienia.

Nie ma sprawiedliwości na tym świecie, pomyślała ze złością, otwierając laptop. O nie! Nie zwiedzie jej wytworny garnitur ani gładkie maniery. Nic nie zamaskuje prawdziwego oblicza tego człowieka, bezlitosnego w drodze do wyznaczonego celu.

Patrz mu w oczy, Polly. Prosto w oczy.

Trwało to zaledwie ułamek sekundy, lecz nagle poczuła przepływający między nimi prąd. Drżąc, z trudem odwróciła wzrok. Wiedziała, że ten mężczyzna może chcieć ją zastraszyć. Ale nie przewidziała tak silnej zmysłowej reakcji. Wytrącona z równowagi, włączyła laptop w rozpaczliwej nadziei, że Doukakis nie dostrzegł wyrazu jej twarzy.

– Panowie… – przerwała. – Panie Doukakis.

W kącikach jego ust czaił się niemal niedostrzegalny uśmiech rozbawienia, a ona, wbrew własnej woli, nie mogła oderwać wzroku od ich zmysłowego kształtu. Mówiono, że miłosne podboje przychodziły mu równie łatwo, jak transakcje biznesowe. W relacjach z kobietami był tak samo bezwzględny i wyrachowany jak w innych dziedzinach życia. Przyszło jej nagle na myśl, że może dlatego tak gorliwie chronił swoją siostrę. Dobrze wiedział, jacy są mężczyźni.

Ona też to wiedziała. Niepożądana reakcja zmysłów nie zmieni jej opinii.

Kiedy w końcu podniosła wzrok, słowa nagle uwięzły jej w gardle. W chwili krótkiej jak błyskawica uświadomiła sobie, że wiedział. Nieomylnie rozpoznał błysk oczu i drżenie ciała. Przecież działał tak na wszystkie kobiety.

– Panno Prince?

Chłodny, podszyty ironią ton wyrwał ją z odrętwienia. Jeśli miała choć cień nadziei, że zapomniał, jaką rolę odegrała w szkolnych perypetiach jego siostry, bardzo się myliła.

– Jak pan wie, Polly jest córką prezesa zarządu i dyrektora naszej firmy. – Niczego nieświadom Michael Anderson w końcu odważył się przemówić. – Ojciec zawsze zapewniał jej tu jakieś zajęcie.

Sens był taki, że gdyby nie pomoc ojca, nigdzie indziej nie znalazłaby pracy. Sposób, w jaki ją przedstawił, mocno ją zirytował. Ale gniew wyparł inne kłopotliwe reakcje. Z ulgą czując, że znów nad sobą panuje, nacisnęła klawisz laptopa i otworzyła dokument.

– Przygotowałam prezentację, która przedstawia strategię naszej firmy oraz jej perspektywy na przyszłość. W ciągu ostatniego roku pozyskaliśmy sześciu nowych klientów i dane te dotyczą…

– Nie będziemy tego słuchać, Polly – niecierpliwie przerwał jej Anderson. Jej palce zawisły nad klawiaturą. Prezentacja była konieczna. Bez niej pracownicy firmy nie mieli szansy na utrzymanie zatrudnienia.

– Ależ musicie…

– Za późno na to, Polly. – Patrząc porozumiewawczo na kolegów z zarządu, Michael Anderson odchrząknął. – Zdaję sobie sprawę, że jesteś w kłopotliwej sytuacji, ale twój ojciec nie kontroluje już tej firmy. Nawet dziś, słysząc pogłoski o jej przejęciu, nie raczył się zjawić. Potwierdza to jedynie słuszność decyzji zarządu, który postanowił odsprzedać swoje akcje. Doukakis Media Group wyznacza najnowsze trendy. Czas na radykalne zmiany. – Rzucił służalcze spojrzenie w stronę mężczyzny, który siedział w milczeniu u szczytu stołu. – Oczywiście nastąpi reorganizacja. Ogłosimy listę zwolnień później, ale pod nieobecność twojego ojca chciałem powiedzieć ci o tym osobiście. Wiem, że to trudne. – Jego twarz przyoblekła się w wyraz współczucia. – Ale cóż, takie są prawa biznesu.

Polly miała wrażenie, że wkroczyła w jakąś rzeczywistość równoległą. Kręciło jej się w głowie i szumiało w uszach.

– Chwileczkę – powiedziała mechanicznym głosem, który zupełnie nie przypominał jej własnego. – Mówicie o zwolnieniach ot tak, po prostu, bez żadnej dyskusji? Przecież powinniście bronić zespołu. Udowodnić panu Doukakisowi, że jest potrzebny.

– Rzecz w tym, Polly, że nie jest.

– Nie zgadzam się. – Panika ścisnęła jej krtań. – Wyniki, które zdołaliśmy uzyskać, osiągnęliśmy wspólnie. Jesteśmy dobrym zespołem.

– Zostaw nam twój laptop, Polly. – Michael Anderson postukał końcem pióra w blat. – Jeśli ktoś z pracowników pana Doukakisa zechce spojrzeć na tę prezentację, będzie mógł to zrobić.

Wszystkie oczy w sali skierowały się na nią, oczekując, że podda się i wyjdzie.

Firma jej ojca zostanie rozwiązana. Sto osób straci pracę.

– Jeszcze nie skończyłam. – Spojrzała w twarz Michaela Andersona, rozpaczliwie próbując przemówić do jego sumienia. – Musisz ją przedstawić.

– Polly…

– To twój obowiązek. Reprezentujesz tych ludzi. Powinieneś ich bronić. – Wyczerpanie i napięcie ostatnich tygodni sprawiły, że przestała nad sobą panować. – To dzięki ich pracy pławiłeś się w luksusach! Po co w takim razie prosiłeś, żebym przygotowała tę prezentację, skoro nie zamierzałeś jej wykorzystać?

– Niepokoiłaś się o tatę – odparł protekcjonalnym tonem. – Pomyślałem, że może cię to zajmie.

– Potrafię sama znaleźć sobie zajęcie, panie Anderson. Nie było to zbyt trudne, gdyż wszyscy na koszt firmy przesiadywaliście w najdroższych knajpach. – Nie bacząc na to, że pali za sobą wszystkie mosty, okrążyła stół. Z satysfakcją spostrzegła, że w oczach Michaela Andersona pojawiła się konsternacja.

– Co robisz? Widzę, że jesteś zdenerwowana, ale…

– Zdenerwowana? Nie jestem zdenerwowana. Jestem wściekła. Stu twoich pracowników gryzie tam palce z niepokoju. – Wskazała ręką drzwi. – Sto osób drży, czy zdoła utrzymać dach nad głową. A ty nawet nie zamierzasz się za nimi wstawić? Jesteś odrażającym tchórzem!

Anderson poczerwieniał, jakby groził mu wylew.

– Nie będę komentować twojego zachowania, bo wiem, jak trudny był dla ciebie ostatni tydzień. Chciałbym dać ci jednak kilka ojcowskich rad, gdyż własny ojciec najwyraźniej ich skąpił. Bierz swoją odprawę, wyjedź na długie wakacje i starannie przemyśl swoją przyszłość. Masz wprawdzie trudny charakter, ale poza tym jesteś miłą dziewczyną. I piękną. – Z trudem oderwał wzrok od jej nóg. – Przygotowujesz kontrakty tylko z powodu ojca. W każdej innej firmie byłabyś najwyżej sekretarką. Nie żebym miał coś przeciw sekretarkom – dodał pospiesznie, widząc jej zmienioną twarz. – Mówię tylko, że dziewczyna z twoją urodą nie musi spędzać całych nocy nad arkuszami kalkulacyjnymi. Mam rację, panowie?

W pokoju rozległ się szmer akceptacji. Jedynym człowiekiem, który się nie uśmiechał, był Damon Doukakis. Milczał z nieprzeniknioną twarzą, obserwując ich potyczki z odległego końca stołu.

Wściekłość niemal ją oślepiła.

– Nie waż się krytykować mojego ojca! I wypraszam sobie te seksistowskie uwagi. Wszyscy dobrze wiemy, kto odwalał tu całą robotę. Sprzedałeś akcje dla prywatnych korzyści. Teraz jesteś multimilionerem, a my nie mamy pracy. – Bezskutecznie próbowała panować nad głosem. – Gdzie twoje poczucie odpowiedzialności? Wstydź się. Wszyscy się wstydźcie!

– Za kogo ty się masz? – wykrztusił Anderson, otwierając usta z wrażenia.

– Za kogoś, komu zależy na przyszłości tej firmy i ludzi, którzy tu pracują. – Nagle uświadomiła sobie, że jest bezsilna. Jej gniew ostygł. Obróciła się i sztywnym krokiem ruszyła do drzwi. Niech to diabli! Dlaczego nie mogła zachować zimnej krwi jak te nadęte grubasy w garniturach. Zmęczona zawsze łatwo wpadała w złość.

Cisza, która zapadła w pokoju, dzwoniła jej w uszach. Ogarnęła ją skrajna rozpacz. A więc wszystko stracone.

– W porządku, wychodzę. I nie powiem nic więcej. Tylko proszę, nie zwalniajcie wszystkich. – Potwornie zawstydzona swoim zachowaniem zwróciła się do Doukakisa, który wciąż siedział nieruchomo. – Proszę, niech pan nie zwalnia nikogo z mojego powodu.

Czując ze zgrozą, że łzy napływają jej do oczu, zamknęła laptop i zamierzała już wyjść z pokoju, gdy odezwał się Doukakis.

– Chciałbym obejrzeć tę prezentację. Proszę mi ją przesłać – powiedział twardym, stanowczym głosem. Jego wzrok miał śmiertelną precyzję pocisku laserowego. – Chcę zobaczyć wszystko, co przygotowałaś.

Polly oniemiała z wrażenia.

Pierwszy ocknął się Michael Anderson.

– Ona pełni tylko funkcję sekretarki, Damon. Naprawdę nie musisz…

Ale Doukakis go zignorował. Nie odrywał wzroku od Polly.

– Proszę poinformować załogę, że ma trzy miesiące, by udowodnić swoją wartość. W tej chwili zwalniam jedynie zarząd.

W pokoju zawrzało, jakby wybuchła bomba.

Gdy znaczenie tych słów dotarło do Polly, zakręciło jej się w głowie. Nie zamierzał natychmiast zwalniać zespołu. Egzekucja została odroczona.

Wydając dziwny zduszony odgłos, Anderson próbował rozluźnić krawat.

– Nie możesz zwalniać członków zarządu. Jesteśmy motorem firmy.

– Gdyby mój samochód miał taki motor, od dawna byłby na złomie – odparł Damon surowym tonem. – Wykazaliście już swoją lojalność wobec pracodawcy, sprzedając mi udziały. Nie zatrudniam ludzi, których można kupić. Nie chciałbym również być oskarżony o dyskryminację kobiet, co nieuchronnie by mi groziło, gdybym was zatrzymał.

Polly miała ochotę wiwatować, ale Doukakis ciągnął, przedstawiając swoje warunki głosem pozbawionym emocji.

– Przenoszę działalność firmy do mojego londyńskiego biurowca. Mam tam dwa wolne piętra i zespół ludzi gotowych pomóc w przeprowadzce.

Polly poczuła, że radość gwałtownie ją opuszcza.

– Pracowaliśmy zawsze tutaj i…

– Nie zatrudniam nikogo na zawsze, panno Prince. W biznesie liczy się tylko dziś. Mój zastępca, Carlos, przejmie bieżące zarządzanie waszą firmą na najbliższy okres.

– Ależ tę funkcję pełnił Bill Benson przez…

– Zbyt długo – gładko dokończył zdanie. – Przez następne trzy miesiące będzie pracował z Carlosem. Jeśli się sprawdzi, zatrzymamy go w zespole. Nigdy nie rezygnuję z dobrych pracowników. Ale dokonuję wyboru, kierując się oceną ich kompetencji, a nie litością.

Twarz Andersona przybrała dziwny, szary kolor.

– Damon… – wykrztusił. – Ktoś musi cię wprowadzić w nasz system pracy. Wyjaśnić sposób prowadzenia firmy.

– Patrząc na wasz bilans, w ciągu kilku minut zrozumiałem, jak ją prowadzicie. Wręcz fatalnie. Wiem też, kogo zatrzymam, by wykorzystać jego wiedzę na temat pracy zespołu.

Michael wyraźnie odetchnął; na jego twarzy pojawił się uśmiech ulgi.

– Cieszę się, bo przez moment myślałem…

– I dlatego panna Prince będzie ze mną pracować przez następne trzy miesiące.

O nie! Tylko nie to!

– Jestem gotowa odejść, panie Doukakis.

– To nie wchodzi w rachubę. Zamierzam wszystko uporządkować z twoją pomocą. – Jego wypowiedź była celowo niejednoznaczna. Polly zastanawiała się, co chciał uporządkować. Chodziło mu o firmę, czy o relację między jej ojcem i jego siostrą?

– Ale…

– Moi ludzie będą tu za godzinę i zorganizują przeprowadzkę. Ci, którym to nie odpowiada, oczywiście mogą odejść.

– Chwileczkę… – Miała wrażenie, że miażdży ją coś ciężkiego. Desperacko pragnęła znaleźć się jak najdalej od Damona Doukakisa. – Ja rezygnuję…

Utkwił w niej wzrok.

– Jeśli zrezygnujesz, jeszcze dziś po południu zwolnię waszych pracowników.

Jego tłumiony gniew sprawił, że wszyscy obecni niemal się skurczyli.

– Nie! – Zgroza ścisnęła jej krtań. – Nie zasłużyli na to.

– Patrząc na wasz bilans, trudno w to uwierzyć. Nie mam wielkich nadziei, że wszyscy ci ludzie będą dla mnie pracować za trzy miesiące. Nawet na cmentarzu panuje większa aktywność.

Polly z trudem trzymała się na nogach. Pomyślała o Boris Cooper, która przez czterdzieści lat pracowała w dziale wysyłek. Ostatnio owdowiała i regularnie dostarczała korespondencję pod niewłaściwe adresy. Nikt jednak nie chciał sprawiać jej przykrości, toteż po cichu, gdy tego nie widziała, korygowano jej błędy. No i był jeszcze Derek Wills, który nie umiał prawidłowo się podpisać, ale roznosił codziennie dobrą herbatę, by nieco ich ożywić. Gdyby Polly odeszła, nie przetrwaliby trzech tygodni, nie mówiąc o miesiącach.

– W porządku – powiedziała zduszonym głosem. – Zostanę. Ale uważam, że pana zachowanie jest okropne.

– To mało prawdopodobne, by pani opinia o mnie była gorsza niż moja o pani. – Nagle stanął tuż przy niej. Siła jego gniewu omal nie zmiotła jej z nóg. Zastygła nieruchoma. Przerażało ją przenikliwe spojrzenie czarnych oczu i surowa siła tego mężczyzny. Czuła się przy nim mała pod każdym względem. Ale znacznie bardziej przerażały ją inne odczucia, które rozpaczliwie usiłowała ignorować – przyspieszony puls i dziwna słabość nóg.

– Jest pan niesprawiedliwy.

– Życie jest niesprawiedliwe – odparł surowym tonem. – Czy wam się to podoba, czy nie, jesteście teraz częścią mojej firmy. Witam w moim świecie, panno Prince.

ROZDZIAŁ DRUGI

Nigdy w życiu nie widział podobnie chaotycznej operacji. Ku swej irytacji stał się właścicielem firmy, która nie przynosiła żadnych zysków, a obojętność zarządu na los pracowników budziła w nim wściekłość. Niecierpliwym ruchem ręki odprawił zebranych. Przygnębiał go też fakt, że wdał się w to wszystko jedynie po to, by odnaleźć siostrę i uchronić ją przed konsekwencją jej błędów. Wciąż nie pojmował, co sprawiło, że podjęła tak przerażającą decyzję. Peter Prince! Czy wybierając tego mężczyznę, chciała udowodnić mu swoją samodzielność? Zrobić bratu na złość? Przez moment stał nieruchomo, przygnieciony odpowiedzialnością, której ciężar dźwigał od chwili, gdy jako nastolatek zmuszony był przejąć opiekę nad młodszą siostrą.

Widząc, że Polly Prince kieruje się do wyjścia wraz z członkami zarządu, ruszył w ślad za nią. Zatrzasnął drzwi za ostatnim z nich, po czym obrócił się do kobiety, której nie widział od dziesięciu lat.

– Gdziekolwiek się pojawisz, kłopoty są murowane.

Była wyższa, niż zapamiętał, ale poza tym niewiele się różniła od tamtej zbuntowanej nastolatki, która z krnąbrną miną stała w gabinecie dyrektora, słuchając wyroku.

Objął ją krótkim spojrzeniem od stóp do głów. Mimo że wszyscy przyszli na spotkanie w ciemnych garniturach, Polly z typową dla siebie nonszalancją pojawiła się w krótkiej sukience, ukazującej niewiarygodnie długie nogi w jaskraworóżowych rajstopach i krótkich czarnych botkach. Wyglądała świeżo, młodzieńczo i… seksownie.

Gwałtowna eksplozja pierwotnego pożądania była równie nieprzewidziana jak niepożądana. Damon szybko oderwał spojrzenie od ekstrawaganckich butów i przesunął je na dziewczęcą twarz. Nawykły do obcowania z kobietami, które ubierały się z dyskretną elegancją, z rozdrażnieniem stwierdził, że własne reakcje wymykają mu się spod kontroli. I choć zdawał sobie sprawę, że seksualny pociąg do dziewczyny o długich nogach uwłacza jego godności, walczył z gwałtownym pragnieniem, by zerwać marynarkę i zakryć ich kuszące kształty.

Tłumiąc niepożądane odruchy, skoncentrował się na tym, co najważniejsze. Związku jej ojca z jego siostrą.

– Gdzie on, do diabła, jest?

– Nie wiem.

– W takim razie powiedz mi, co wiesz.

Jej delikatne rysy zastygły w surowym wyrazie, gdy spojrzała mu prosto w oczy.

– Wiem, że wykupiłeś naszą firmę i że jesteś impertynenckim megalomanem.

Podsyciła jeszcze jego tłumioną wściekłość.

– Proszę nie nadużywać mojej cierpliwości, panno Prince. Jestem bezwzględny jako szef, ale jeszcze bardziej jako wróg. Radzę to zapamiętać. – Z satysfakcją dostrzegł, że zbladła. – Oczekuję wyłącznie odpowiedzi na moje pytania. Gdzie jest twój ojciec?

– Nie mam pojęcia.

Ta niewątpliwie szczera odpowiedź boleśnie go zawiodła. Przez cały czas liczył na to, że Polly mu to powie.

– Przecież musicie mieć jakiś kontakt. Jak się z nim porozumiewasz w sytuacji awaryjnej?

Wydawała się szczerze zdumiona tym pytaniem.

– Ojciec nauczył mnie samodzielności. W takich sytuacjach radzę sobie sama.

– Właśnie przejąłem jego przedsiębiorstwo. To dość niecodzienna sytuacja. I nie sądzę, byś mogła sobie z nią poradzić. Nigdy nie widziałem, by szef i właściciel firmy tak beztrosko lekceważył swoje obowiązki. – Nie była to prawda. Zetknął się już kiedyś z podobną sytuacją i bezpośrednio odczuł tragiczne konsekwencje niedbałości innego człowieka. Nigdy też o tym nie zapomniał. Nawet teraz, gdy odnosił sukces po sukcesie, to wspomnienie wciąż go prześladowało. Było motorem jego działania. A także powodem, dla którego wykluczył w pracy wszelką zależność od innych. Gdy uświadamiał sobie, że wciąż nie jest wolny od urazów doznanych w przeszłości, jego uwagę przyciągnął nagle kosmyk jasnoblond włosów wymykających się z niedbale upiętego koka. Nawet jej włosy wykazują buntownicze skłonności, pomyślał.

– Wykupiłeś akcje, znacznie zawyżając ich cenę, a członkowie zarządu po prostu sprzedali mojego ojca. Nie miałam na to wpływu. Moim obowiązkiem jest teraz zrobić wszystko, co się da, by chronić lojalnych pracowników przed twymi morderczymi instynktami.

– Daruj sobie. Oboje wiemy, że nie chodzi ci o pracowników. Jedynym powodem, dla którego bronisz tej firmy, jest twój własny interes. Nikt nie będzie tak głupi, by cię zatrudnić. Przez lata wysysałaś z agencji, ile mogłaś, ale to się skończyło. Odtąd weźmiesz się do roboty. A jeśli się okaże, że potrafisz tylko czyścić toalety, będziesz je czyścić.

Utkwiła w nim spojrzenie szafirowych oczu, a dźwięk, który wydała, dziwnie przypominał śmiech.

– Ty naprawdę nic nie wiesz o firmie, którą kupiłeś, prawda? Król mediów, który nigdy nie popełnił błędu w interesach, wszystkowidzący i wszystkowiedzący geniusz finansowy nagle oślepł.

Jej głos ociekał pogardą. Damon, który chlubił się zawsze zawodowym opanowaniem, uświadomił sobie, że chętnie by ją udusił.

– Interesuję się firmą twojego ojca wyłącznie dlatego, że chcę go zmusić do współpracy.

– Nie pozostaje ci nic innego, jak się nią interesować. Jesteś jej właścicielem. A swoją drogą, to dość ciekawe podejście.

– Zrobię wszystko, co możliwe, by chronić siostrę.

Opiekował się nią od piętnastego roku życia. Od pewnej zimnej nocy w lutym, kiedy do drzwi ich domu zapukał policjant, przynosząc straszliwą wiadomość. Utrata obojga rodziców w dramatycznych okolicznościach była miażdżącym ciosem, ale Damon nie poddał się rozpaczy. Powstrzymała go świadomość, że ktoś go potrzebuje. Arianna nie miała na świecie nikogo poza nim i to odpowiedzialność za nią, początkowo tak przerażająca, z czasem stała się siłą napędową wszystkich jego poczynań. Chronił ją równie odruchowo, jak oddychał. Nic nie mogło tego zmienić.

– Jeśli wiesz, gdzie oni teraz są, powiedz mi lepiej od razu, bo i tak ich znajdę.

– Nie mam pojęcia. Nie jestem stróżem mojego ojca.

– Arianna jest twoją przyjaciółką. – Z satysfakcją dostrzegł, że trafił w sedno.

– I twoją siostrą. Równie dobrze może zwierzać się tobie, jak i mnie.

– Nic nie wiem o jej życiu prywatnym – powiedział z goryczą. – Teraz rozumiem dlaczego. Najwyraźniej ma wiele do ukrycia.

– A może nie jest pan zbyt przystępny, panie Doukakis? Arianna ma dwadzieścia cztery lata. Jest dorosła. Może spróbujesz jej zaufać?

Obawy spotęgowały jeszcze jego gniew.

– Moja siostra jest rozpaczliwie naiwna.

– Gdybyś nie twoja nadopiekuńczość, może zdołałaby nabyć więcej zdrowego rozsądku.

Po raz kolejny uderzył go kontrast między jej delikatnym wyglądem a żelazną wolą, którą wyraźnie wyczuwał. Dziesięć lat temu była taka sama. Dobrze pamiętał, jak uparcie milczała w gabinecie dyrektora, odmawiając wszelkich wyjaśnień na temat przyczyn swego karygodnego zachowania. To z jej powodu Arianna musiała opuścić jedną z najlepszych szkół w kraju. Damon zabronił jej kontaktów z tą straszną Polly Prince, nie zdając sobie sprawy z reakcji siostry. Zakaz najwyraźniej jeszcze spotęgował jej buntownicze skłonności. Coraz więcej czasu spędzała z rodziną Prince’ów, a to z kolei powodowało liczne konflikty w domu Doukakisów.

– Arianna jest bardzo bogatą kobietą. I łatwym celem dla różnych pozbawionych skrupułów indywiduów.

– Nie jestem wprawdzie ekspertem w dziedzinie związków, ale wiem, że mój ojciec nie związał się z Arianną dla jej majątku.

– Czyżby? Nie masz zatem pojęcia, w jakiej sytuacji znajduje się jego firma. – Robił wszystko, by nie wyobrażać sobie młodszej siostry z podstarzałym playboyem.

– Czy nigdy nie przyszło ci do głowy, że mogła go ująć swym ciepłem i poczuciem humoru, no i że mogą się razem dobrze bawić?

Na myśl o rodzaju tych zabaw ogarnęła go nieposkromiona wściekłość.

– Zobaczymy. Wkrótce ta zabawa dobiegnie końca. – Tracąc resztki kontroli, wrzasnął: – Jak, do diabła, możesz spokojnie na to patrzyć? Powinnaś umierać ze wstydu! Ile lat ma twój ojciec? Pięćdziesiąt?

– Pięćdziesiąt cztery.

– I nie przeszkadza ci, że wciąż wlecze za sobą sznur młodych kobiet? Jest o trzydzieści lat starszy od Arianny. Czterokrotnie się rozwodził. To dowodzi braku równowagi.

– Albo wiecznego optymizmu – odparła lekko ochrypłym głosem. – On wciąż wierzy w miłość i sens małżeństwa.

Gdyby nie chodziło o jego siostrę, Damon parsknąłby śmiechem.

– Instytucja małżeństwa nie wymaga nieskończonych prób, panno Prince – warknął. – Po wyjściu stąd natychmiast złożę oświadczenie dla mediów. W ciągu godziny wiadomość o przejęciu waszej firmy znajdzie się w internecie. Kiedy twój ojciec usłyszy, kto ją kontroluje, z pewnością się odezwie. Chciałbym o tym widzieć. I to niezwłocznie.

– Ojciec nie znosi internetu. Twierdzi, że to hamuje rozwój relacji osobistych.

Na wzmiankę o relacjach osobistych pot wystąpił mu na czoło.

– Złe wiadomości szybko się rozchodzą, oboje o tym wiemy. A ja jestem ostatnią osobą, którą chciałby widzieć u steru swej agencji.

– Zgadzam się. Nie będzie zachwycony. Uważa cię za człowieka, którego jedynym celem jest zysk. Jeszcze w szkole nie pozwalał mi się z tobą zadawać.

Damon spojrzał na nią ze szczerym zdumieniem.

– Uważał mnie za nieodpowiednie towarzystwo?

– Ojciec nie toleruje ludzi, którzy widzą świat wyłącznie w kategoriach finansowych. Żyje zupełnie inaczej i inaczej prowadzi firmę. Sukces wiąże również z zadowoleniem tych, których zatrudnia.

– Wystarczył mi rzut oka na wasze finanse, by się o tym przekonać. Prince Advertising zachowuje płynność finansową wyłącznie dzięki szczęściu i kilku udanym kampaniom reklamowym. – Nie umknęło jego uwadze, że lekko zmarszczyła brwi. – Osiągacie niewielki zysk pomimo, a nie dzięki metodzie zarządzania. A co do pracowników, to ich liczba jest niepotrzebnie rozdęta i należy ją zredukować. Dźwigacie zbędny balast.

– Nie waż się określać tych ludzi mianem zbędnego balastu. Każdy z nich pełni jakąś rolę. – Jej głos zadrżał. – To wojna między tobą a moim ojcem. Nie możesz z jej powodu zwalniać niewinnych osób.

– W biznesie rada numer jeden brzmi: Nigdy nie pozwól, by przeciwnik wiedział, co myślisz – rzekł miękko. – To mu daje przewagę.

Gwałtownie się wyprostowała.

– Masz już przewagę. Wykupiłeś firmę mojego ojca. I nie boję się powiedzieć tego, co myślę. A myślę, że jesteś dokładnie tak bezwzględny i wyzbyty ludzkich uczuć, jak mówią. – Oczy Polly podejrzanie zalśniły.

Ulegając impulsowi, którego wolał nie analizować, wyciągnął rękę, by ująć jej podbródek. Czując miękkość jej skóry pod twardymi opuszkami palców, zmusił ją, by spojrzała mu w oczy.

– Masz rację. Jestem tak bezwzględny, jak mówią. Pamiętaj o tym. A poza tym nie lubię łez, panno Prince.

– Ja wcale nie płaczę.

Ale z trudem się powstrzymywała. Dostrzegł to nieomylnie, wyczuwając zdradzieckie drżenie jej brody. Była dokładnie w wieku Arianny, lecz jakże się różniły. Przez moment próbował wyobrazić sobie życie jedynaczki wychowywanej przez znanego playboya.

– Nie wziąłem nic, czego wasz zarząd z chęcią mi nie dał.

– Złożył im pan propozycję nie do odrzucenia.

Omal się nie uśmiechnął.

– Jestem Grekiem, nie Sycylijczykiem. A moi współpracownicy nigdy by mnie nie sprzedali, bez względu na wysokość oferty.

Odsunęła się nieco.

– Czy na tym kończymy? – Jej głos przywołał go do rzeczywistości.

– Kończymy? Jeszcze nie zacząłem. – Wolno spojrzał jej w oczy. Silnie na niego działała, ale ignorował to. Tam, gdzie w grę wchodziły kobiety, zawsze kierował się logiką, a nie libido. Gardził ludźmi niezdolnymi kontrolować impulsywne reakcje. – W tej chwili wasz zespół ma pracę. To, czy ją utrzyma, zależy od ciebie i twojego ojca. Na razie oczekuję cię w moim biurze o czternastej. Zaczniesz wreszcie pracować. I jeszcze jedno. Odwoływanie się do moich emocji to strata czasu. Nigdy nie podejmowałem decyzji pod ich wpływem.

– Czyżby? – Wbiła w niego spojrzenie szafirowych oczu, a on ujrzał w nich ten sam nieprzejednany upór, jaki zapamiętał sprzed lat. – To ciekawe, gdyż o ile mi wiadomo, przejąłeś firmę ojca, by móc wywrzeć na niego nacisk. Jeśli nie wpłynęły na to względy emocjonalne, to nie wiem co. A teraz przepraszam, ale muszę przygotować zespół do przeprowadzki. Jeśli koniecznie chcesz przenieść ten zbędny balast do waszego biurowca jeszcze dziś, to muszę przestać się lenić. – Zdecydowanym krokiem ruszyła do drzwi, a on widział tylko długie nogi, krótką, falującą na biodrach sukienkę i wysokie, cienkie obcasy czarnych botków, które miarowo stukały w podłogę.

Z trudem odrywając wzrok od jej zgrabnej sylwetki, stłumił gwałtowny poryw pożądania. Niekontrolowany odruch, by rzucić ją na stół i zatracić się w dzikim, pierwotnym seksie.

– I proszę zmienić ubiór. Thee mou, wyglądasz jak flaming w tych różowych rajstopach. Oczekuję, by ludzie, którzy dla mnie pracują, prezentowali się właściwie.

– Rozumiem. Nie podoba ci się to, co robię, ani to, jak wyglądam. – Nie odwracając się, zatrzymała się w miejscu. – Coś jeszcze?

Zastanawiał się, czy stoi do niego tyłem, by zademonstrować niechęć, czy dlatego, że ma w oczach łzy.

– Tak, panno Prince. Proszę o przekazanie moim pracownikom wszystkich haseł do systemu, tak by zapewnić im pełny dostęp. To wszystko. Możesz odejść.

Mógł jej powiedzieć, że uważa redukcję zatrudnienia za porażkę. I że rozumie odpowiedzialność pracodawcy lepiej niż ktokolwiek inny. Mógł, ale tego nie zrobił.

W końcu przyczyniła się do tak haniebnego stanu rzeczy. Niech teraz cierpi.

– Chciałabym go zabić… – W poczuciu zupełnej bezsilności Polly uderzyła pięścią w blat biurka. – Co te kobiety w nim widzą? To bezduszny, seksistowski potwór. – Nie chciała przyznać, że sama jego obecność wyzwala seksualne napięcie, któremu nie może się oprzeć.

– Nie wygląda mi na potwora. To cholernie seksowny facet. – Debbie rzuciła na podłogę stos pustych pudeł i zaczęła pakować do nich zawartość szafek. – No i wciąż mamy pracę. Spójrzmy prawdzie w oczy, wyniki są takie, że mógłby nas wszystkich wyrzucić i nikt by go nie winił.

– Może tak byłoby dla nas lepiej. – Polly uniosła głowę i spojrzała z rozpaczą na koleżankę.

– Chyba nie mówisz serio.

– Nie wiem, co mam myśleć. Ale wiem, że nie mogę pracować dla tego typa. – Próbowała wymazać z pamięci jego przystojną, zimną twarz. – Nie wytrzymam nawet tygodnia.

– Nie możesz odejść! Nasza przyszłość zależy od ciebie.

– Skąd o tym wiesz?

– Staliśmy pod drzwiami…

Polly osunęła się w krześle.

– Moglibyście się wstydzić.

– To sytuacja krytyczna. Chcieliśmy się dowiedzieć, czy natychmiast się zgłaszać do biura zatrudnienia, czy jeszcze nie.

– Mimo wszystko radziłabym się zgłosić. Nie popracujecie u niego długo. – Wyciągnęła szufladę i spojrzała na piętrzące się w niej rzeczy. – Muszę włożyć inne rajstopy. Najwyraźniej nie gustuje w jaskrawym różu. Nie mogę uwierzyć, że mam się ubierać pod dyktando jakiegoś faceta. Jak nisko można upaść?

– Nie podobały mu się twoje rajstopy? – Debbie uniosła brwi. – Czy wyjaśniłaś, że nosisz je dlatego, że…

– Powiedzieć coś? Jemu? – Nerwowo szperała w szufladzie. – Nikt mu niczego nie mówi. Wszyscy tylko słuchają jego rozkazów. To dyktatura, nie demokracja. Jak, do cholery, ten facet utrzymuje pracowników?

– Płaci najwyższe stawki i bosko wygląda. – Debbie wcisnęła książki do kolejnego pudła. – Wyluzuj. Wiem, że jesteś wściekła, ale spójrz na to z drugiej strony: w końcu wywalił cały zarząd. A ty byłaś wspaniała.

– Puściły mi nerwy, jak odezwał się ten debil Michael.

– Słyszałam. Dałaś mu nieźle popalić. – Debbie oderwała się od pakowania i zaczęła boksować powietrze, jakby chciała wymierzyć komuś sierpowy. – Masz, ty seksistowska świnio! Dość obleśnych spojrzeń na nasze nogi, dość parzenia ci kolejnych kaw i odwalania za ciebie całej roboty.

– Nie ma powodu do radości. Damon Doukakis to żądny władzy macho, który ma problem z kontrolą gniewu.

– Wiele można wybaczyć facetowi, który tak wygląda.

– Nie obchodzi mnie, jak wygląda.

– A szkoda. Jesteś młoda i wolna. Wiem, że ojciec skutecznie zniechęcił cię do małżeństwa, ale Damon Doukakis ma na seksometrze dziesięć punktów na dziesięć możliwych.

– Debbie!

– Och, wyhamuj. Przez cały tydzień żyłaś w napięciu. To fatalnie podnosi ciśnienie.

Polly znów zaczęła szperać w szufladzie.

– Nie mam żadnych czarnych rajstop.

– To włóż legginsy. Łap pudło i zacznij się pakować.

Zmusiła się do wolniejszego oddechu. Seksualne napięcie między nią a Damonem naprawdę ją przerażało.

– Nie dotknęłabym go nawet kijem. To facet bez uśmiechu, gotów zwolnić tłum niewinnych ludzi.

– Trudno oczekiwać uśmiechu od kogoś, kto przejmuje taki kram. – Debbie zamknęła jedno pudło i zabrała się do drugiego. – Przyznasz chyba, że nie jesteśmy zbyt konwencjonalni. Nic, co wiąże się z twoim ojcem, nie jest konwencjonalne.

– Nie przypominaj mi o tym.

– Kiedy w końcu wynurzy się z ukrycia, zastanie swój biznes w nienaruszonym stanie, tyle że przejęty przez kogoś innego. Gdyby Doukakis planował zwolnienia, nie zamawiałby dużej firmy transportowej, by nas przenieść z klasy ekonomicznej do swojego królestwa. – Debbie ostrożnie podniosła roślinę w doniczce. – Nie mogę się już doczekać. Zawsze chciałam zobaczyć ten jego biurowiec. Podobno w holu jest fontanna. Rośliny to uwielbiają. No i ryby. Szum wody koi nerwy. Musi dbać o swych pracowników, skoro zrobił im fontannę.

– Żeby mogli się utopić z rozpaczy. – Polly podeszła do tablicy na ścianie i zaczęła zdejmować fotografie.

– Zawsze mówiłaś, że w każdym drzemie coś dobrego.

– Myliłam się. Opancerzony czołg ma więcej uczuć niż ten facet.

– Ale to człowiek sukcesu.

Polly patrzyła na zdjęcie ojca stojącego przy stole podczas noworocznego przyjęcia. W jednej ręce trzymał kieliszek, a drugą obejmował biuściastą blondynę z działu księgowości.

– Po czyjej ty jesteś stronie?

– Jeśli mam być szczera, Polly, to po stronie tego, kto zapewnia mi pensję. Możesz mnie traktować jak korporacyjnego śmiecia, ale tak to jest, gdy człowiek ma płatności. Zasady są piękne, ale nie nadają się do jedzenia, a ja muszę wykarmić dwa koty. Uważaj na te fotografie. – Debbie zerknęła jej przez ramię i tęsknie westchnęła. – To było wspaniałe przyjęcie. Pan Foster wypił o jednego za dużo i od tamtego czasu jest dla mnie bardzo miły.

– To bardzo dobry człowiek, ale nie najlepszy księgowy. Nie przetrwa pięciu minut. – Ostrożnie wsunęła zdjęcia do koperty. – Doukakis na pewno zatrudnia w dziale finansów same brzytwy. Może się zdenerwować na widok pana Fostera z piórem i kalkulatorem. A dla niego utrata pracy będzie tragedią.

– Może mu się uda? Przecież uczyłaś go korzystać z arkuszy kalkulacyjnych.

– Owszem, ale to wolno idzie. Każdego ranka muszę zaczynać od tego, co robiliśmy dzień wcześniej. A mogę się założyć, że Doukakis słyszy każdy oddech swoich podwładnych.

– Hmm… nie jest to chyba najlepsza chwila, żeby ci powiedzieć, że Kim przyszła z dzieckiem do biura, bo opiekunka małej zachorowała. Kim zawsze tak robiła, ale… – Debbie zniżyła głos. – Pewnie ten Damon nie przepada za dziećmi.

Przerażona nawałem czekającej ją pracy, Polly wrzuciła zawartość szuflady do pudła, nie zadając sobie nawet trudu selekcji.

– Powiedz Kim, żeby po cichu wzięła na resztę dnia pracę do domu, ale niech się postara znaleźć na jutro jakąś opiekunkę.

– A jeśli nie da rady?

– Damy jej jakiś pokój, żeby się mogła zamknąć. Pewnie nie mam po co pytać, czy telefonował mój ojciec? Chyba go zaczipuję, jak się pojawi. Czy dzwoniłaś do któregoś z hoteli, które ci podałam?

– Do wszystkich. I nic.

– Nie zdziwiłabym się, gdyby skłonił jakąś blond menadżerkę, żeby go nie rejestrowała. – Włożyła fotografie do pudła. – Musimy się pospieszyć. Lada chwila spadną na nas barbarzyńskie hordy Doukakisa, żeby pomóc nam się przenieść.

– Przejęcie firmy ogłoszono już w BBC. Twój ojciec musi o tym wiedzieć.

Polly połknęła dwie tabletki od bólu głowy, popijając szklanką wody.

– Nie przypuszczam, by oglądał telewizję, Debs.

– Czy ty masz pojęcie, z kim jest tym razem?

Miała. Był z Arianną, dziewczyną, która mogłaby być jego córką. Na myśl o przewidywalnej reakcji otoczenia, oblała ją fala gorąca. Podobnie jak Damon nie była skora do dzielenia się tą informacją.

– Staram się nie myśleć o życiu erotycznym mojego ojca. – Unikając odpowiedzi, zamknęła pudło. – Nie wyobrażam sobie, jak można przenieść całe biuro w ciągu kilku godzin. Mam już dość. Chciałabym się położyć i zasnąć.

– To tak zrób. Dobrze wiesz, jak przyjaźnie odnosił się twój ojciec do elastycznego czasu pracy. Zawsze powtarzał, że jeśli pracownik nie chce tu siedzieć, nie ma powodu, żeby siedział.

– Niestety, Damon Doukakis jest równie przyjazny jak puszcza amazońska. Mam być w jego biurze punkt czternasta.

Debbie spojrzała na nią oczami okrągłymi ze zdumienia.

– Ale po co?

– Chce, żebym wreszcie zaczęła uczciwie pracować.

Koleżanka na chwilę zaniemówiła, a potem wybuchła śmiechem.

– Wybacz, ale to naprawdę śmieszne. Czy powiedziałaś mu, jak wygląda rzeczywistość?

– W jakim celu? I tak mi nie uwierzy, tym bardziej że za swą misję uznał zamianę mojego życia w piekło. – Oderwała kawał taśmy i przycisnęła stopą pudło, by je zamknąć. – Do tej pory idzie mu lepiej, niż mógłby sobie wymarzyć.

Debbie podniosła plik uniwersyteckich informatorów.

– Co mam z tym zrobić?

Spojrzała na broszury z dziwnym uczuciem smutku.

– Wrzuć je do niszczarki. – Gdyby Doukakis zobaczył te prospekty na jej biurku, pewnie by ją wyśmiał. – Nie powinnam ich w ogóle zamawiać.

– Zawsze mówiłaś, że niczego nie pragniesz bardziej, niż…

– Powiedziałam, zniszcz je. – Zwalczyła pokusę, by złapać prospekty i schować do pudła. Ale po co? To tylko głupie rojenia.

W odrętwieniu patrzyła, jak maszyna unicestwia jej marzenia.

Pięć godzin później, gdy przetransportowano już wyposażenie biura do nowej siedziby, a specjalnie podstawione autobusy przewiozły tam również załogę, Polly, wykończona nadzorem nad całą operacją, po raz pierwszy weszła do luksusowego holu Doukakis Tower. Pośrodku otwartej przestrzeni dyskretnie szumiała słynna fontanna – symbol korporacyjnego sukcesu – tworząc harmonijną całość z lustrzanymi taflami szkła i wszechobecnym marmurem. Olśniona mistrzowską architekturą zrozumiała teraz, dlaczego ten biurowiec wymieniano wśród najsłynniejszych londyńskich budowli.

Kiedy atrakcyjna blondynka siedząca za oryginalnie zaprojektowaną ladą recepcyjną skierowała ją na czwarte piętro, Polly ruszyła w stronę przeszklonej szybkobieżnej windy.

Wszystko wokół świadczyło o sukcesach Doukakisa. Nawykła do widoku zmurszałego fabrycznego muru za maleńkim oknem swego dawnego biura, znieruchomiała z zachwytu, gdy winda ruszyła, ukazując rozległą panoramę miasta. Za jej przeszklonymi ścianami Tamiza wiła się wstęgą przez Londyn, po chwili z prawej strony wyłoniło się słynne Koło Milenijne, a w dali sylwetka Parlamentu. Winda była w gruncie rzeczy olbrzymią kapsułą widokową, równie elegancką i nowoczesną jak całość budynku.

Przygnębiona kontrastem między triumfem Doukakisa a porażką firmy własnego ojca, odwróciła głowę, usiłując nie myśleć o pracy w tym luksusowym biurowcu. Zapewne wszyscy mają tu akademickie tytuły w dziedzinie ekonomii i zarządzania, stwierdziła ze smutkiem. A potem przyznała z niechęcią, że mimo swojego wrednego charakteru ten cholerny Doukakis ma wyjątkowo dobry gust.

Trudno się dziwić, że nie wzbudziła w nim zachwytu. Wciąż nie rozumiała, dlaczego nie zwolnił jej razem z zarządem. Zapewne liczył na to, że dzięki niej zdoła w końcu namierzyć ojca. A może po prostu chciał ją dręczyć.

Gdy zarząd ostatecznie opuścił biuro, wszyscy zaczęli wiwatować. O dziwo, myśl o przeprowadzce nikogo nie przygnębiała. Pracownicy wydawali się radośnie podnieceni perspektywą zmiany.

Jedyną osobą, która nie dzieliła ogólnego entuzjazmu, była Polly. Przez całe przedpołudnie uwijała się jak w ukropie, rozmawiając z klientami przez zestaw słuchawkowy, pakując rzeczy do pudeł i nadzorując całość operacji. Do tego w tym całym chaosie zdołała zdjąć swoje różowe rajstopy i zmienić je na czarne legginsy. Było to jedyne ustępstwo na rzecz surowych zasad ubioru obowiązujących w nowej firmie. Teraz zastanawiała się, czy nie powinna włożyć kostiumu. Usiłując zmobilizować resztki energii, poklepała się dłońmi po policzkach, by przywołać na nie kolory.

Pierwsze dni, pomyślała ponuro. Nienawidziła pierwszych dni. Były powrotem do szkolnych wspomnień. Szepty za jej plecami – czy to ona? Palące uczucie wstydu, gdy ojciec odwoził ją na lekcje swym ostentacyjnie luksusowym samochodem razem z siedzącą obok niego najnowszą, żenująco młodą żoną. Chichoty niosące się po całym dziedzińcu. Tajemnicze zderzenie w korytarzu, kiedy to jej książki rozsypały się wszędzie wokół, a ona stała, kuląc się pod pręgierzem dziesiątków rozbawionych oczu. Samotne miejsce w kolejce po lunch i stolik, do którego nikt się nie dosiadał. Próba zachowania pozorów, że jej samotność jest wyborem, a nie wyrokiem.

Spojrzała na swe odbicie w lustrze. Te dni nauczyły ją jednego – zdolności przetrwania. Bez względu na to, co się stanie, nie pozwoli Doukakisowi zamknąć firmy. Zastanawiając się, jak ma to właściwie zrobić, wcisnęła przycisk piętra dyrekcji i winda zaczęła się zamykać. Ale w ostatniej chwili pomiędzy drzwi wcisnęła się dłoń w skórzanej rękawicy i ponownie się rozsunęły. Jej nadzieje na dwie minuty spokoju gwałtownie prysły. Przylgnęła do tylnej ściany, gdy mężczyzna w skórzanym kombinezonie motocyklisty wkroczył do środka. Widząc zarys szerokich ramion, z miejsca zdała sobie sprawę, że to Damon Doukakis we własnej osobie. Ich spojrzenia się spotkały, a ona z trudem opanowała impuls, by wyskoczyć z windy i wbiec na górę po schodach. Temperatura w szklanej kapsule gwałtownie wzrosła. Nie musiał nawet otwierać ust. Przytłaczała ją sama jego obecność. Patrząc na skórzaną kurtkę, z irytacją rzuciła:

– Podobno obowiązują tu garnitury?

– Miałem spotkanie po drugiej stronie miasta. W takich wypadkach korzystam z motocykla. – Zmierzył ją wzrokiem. – Ale dostaniesz punkty za zmianę tych fluorescencyjnych rajstop na bardziej znośne.

Słysząc jego drwiący ton, poczuła, że dławi ją w gardle. Jej dłonie pokrywały pęcherze od dźwigania pudeł, bolały ją stopy i plecy, a w dodatku nie spała przez cztery noce. Najgorsze, że BlackBerry nagle przestał dzwonić. Przez cały ranek dobijali się do niej klienci, a teraz, gdy rozpaczliwie pragnęła mu udowodnić, ilu ich jest, zupełnie zamilkł.

– W wiadomościach o trzynastej określono cię mianem egzekutora.

– Świetnie. Może to wyciągnie twojego ojca z kryjówki. – Jego zmysłowe usta ułożyły się w cierpki uśmiech, gdy wcisnął przycisk panelu i winda poszybowała w górę.

Patrząc na jego męskie rysy, począwszy od mocno zarysowanych kości policzkowych, aż po cień zarostu na dolnej szczęce, Polly poczuła, że miękną jej nogi. Rozpaczliwie szukała w tej twarzy jakiejś skazy, ale jej nie znalazła.

– Mój ojciec się nie chowa.

– Panno Prince… – Jego głos brzmiał jak pomruk drapieżnego kota. – Jeżeli nie chcesz doświadczyć mojego gniewu w zamkniętej przestrzeni, nie nalegaj, bym się zastanawiał, co robi ten człowiek.

Polly instynktownie przylgnęła do szklanej ściany.

– Mówię tylko, że nigdzie się nie chowa. To wszystko. Nie jest tchórzem. – Podczas gdy Londyn stawał się coraz mniejszy, aż w końcu przypominał miniaturową makietę, napięcie w windzie gwałtownie rosło.

– Wolał dopuścić do upadku swojej firmy niż przeprowadzić konieczne cięcia. Nie umiał podjąć decyzji. Jeśli to nie tchórzostwo, to nie wiem, co takiego.

– Nie masz prawa osądzać czegoś, o czym nie masz pojęcia.

– Prowadzę międzynarodową korporację i każdego dnia podejmuję trudne decyzje.

– Zapewne daje ci to poczucie siły.

Stało się to tak szybko, że nie dostrzegła jego ruchu, ale w jednej chwili miała przed sobą rozległą panoramę miasta, a w drugiej zobaczyła jego szerokie ramiona i dwoje rozpalonych gniewem oczu.

– Nigdy dotąd nie musiałem się hamować z powodu kobiety… – Wciągnął głęboko oddech, walcząc z naporem furii. – Mogłabyś sprowokować świętego. Wierz mi, lepiej, żebyś nie doświadczyła demonstracji mojej siły.

Wpatrywała się w niego z pełną grozy fascynacją. Nie rozumiała, dlaczego wszyscy podkreślali jego chłód i opanowanie. Był najbardziej zmiennym człowiekiem, jakiego znała. Boże, niech się ode mnie odsunie, zanim ulegnę pokusie, by zanurzyć twarz w jego kurtce i tylko nim oddychać.

– Jesteśmy przyzwyczajeni do bardziej elastycznego podejścia. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak załoga zareaguje na rządy terroru.

Mocno zacisnął szczęki, a po chwili warknął:

– To elastyczne podejście doprowadziło was na krawędź bankructwa. Jeśli redukcja zatrudnienia okaże się konieczna, odpowiedzialność za to spadnie na ciebie i twojego ojca.

Odczuwała perwersyjną satysfakcję, widząc jego złość.

– Może następnym razem powinieneś się lepiej przyjrzeć ofierze, zanim ją pożresz – odezwała się słodko.

Odskoczył od niej równie szybko, jak przy niej stanął, wydając po grecku okrzyk, którego nie rozumiała, ale który zapewne nie był pochlebny.

– Dziennikarze już wyniuchali, że twój ojciec jest gdzieś z moją siostrą. – Podniósł rękę i gwałtownym szarpnięciem rozsunął zamek kurtki, jakby się w niej dusił. – Jeśli nie lubisz plotkować, radziłbym z nimi nie rozmawiać. Poleciłem pracownikom, by złożyli oświadczenie o przejęciu waszej firmy, koncentrując się na perspektywach dalszego rozwoju korporacji. Staramy się podkreślić, że wasza agencja wpisuje się logicznie w główny nurt naszej działalności.

– Chcesz powiedzieć, że jesteś hipokrytą, który nie potrafi publicznie przyznać, że wykupił firmę po to, by szantażować innego mężczyznę? – Sama jednak też była przerażona, że wiadomość przeciekła do prasy. Wolała nie myśleć, co to oznacza. Przeżyła to już raz i nie wyobrażała sobie powtórki tamtej sytuacji. Niekończące się wścibskie pytania, jak to jest mieć macochę w tym samym wieku, oburzenie i niezdrowe zaciekawienie komicznymi wyskokami jej ojca.

– Proszę przyjąć ode mnie pewną radę, panno Prince. – Jego gęste, ciemne rzęsy niemal przesłaniały oczy. – Nawet w czasach równouprawnienia płci żaden prawdziwy mężczyzna nie będzie się zadawać z awanturnicą czy babochłopem. Spróbuj wyrobić w sobie nieco kobiecości. Kto wie, może uda ci się w końcu kogoś znaleźć? Może nawet faceta z firmą, którą pozwoli ci rządzić?

– Nie interesują mnie mężczyźni, którzy boją się mocnych kobiet. – Musiał robić wywiad na temat mojego życia osobistego, pomyślała dotknięta.

– Mocne kobiety nie muszą być napastliwe, co zapewne stanowi przyczynę, dla której wciąż jesteś sama.

– Gdyby te drzwi otwierały się na zewnątrz, bez wahania bym cię wypchnęła – odparła, z trudem powstrzymując się przed wybuchem.

W jego śmiechu nie było rozbawienia.

– Gdybyś miała pracować ze mną dłużej, wolałbym sam wyskoczyć.

Nie zdołała odpowiedzieć, gdyż rozległo się dyskretne „ping” i drzwi windy bezszelestnie się rozsunęły, ukazując ogromne, zalane światłem wnętrze. Damon puścił ją przodem, a ona wkroczyła w przestrzeń biurową, jakiej nigdy dotąd nie widziała. Stanęła oniemiała. Wiele słyszała i czytała na temat wyposażenia siedziby korporacji Doukakisa, okazało się jednak, że zabrakło jej wyobraźni.

– Och… – westchnęła na widok rzędów biurek z wideofonami, laptopami i drukarkami. Większość stanowisk była zajęta i żadna z pochłoniętych pracą osób nie podniosła głowy, gdy weszli. – Gdzie… – Rozejrzała się wokół, ogarniając wzrokiem sterylną przestrzeń. – Gdzie są ich rzeczy? Gdzie trzymają książki, pisma, fotografie i przedmioty osobiste? To wygląda po spartańsku.

– Pracownicy nie są przypisani do biurek. Przychodzą i siadają na wolnym stanowisku. Powierzchnia biurowa to najbardziej kosztowny składnik majątku firmy, tymczasem większość przedsiębiorstw użytkuje ją zaledwie w pięćdziesięciu procentach. Wynajmujemy dziesięć niższych pięter tego budynku. To optymalny sposób wykorzystania inwestycji.

– Czyli nikt tu nie ma własnego biurka? – Z przerażeniem wyobraziła sobie swój zespół w tym sterylnym środowisku. – A jeśli ktoś chce postawić fotografię dziecka czy kogoś bliskiego?

– W pracy się pracuje. Dzieci można oglądać w prywatnym czasie. – Prowadził ją przez salę, od czasu do czasu zatrzymując się, by zamienić z kimś kilka słów. – Moi ludzie są elastyczni. Niektórzy wybierają ruchomy czas pracy, przychodzą później i kończą później. Zajmują stanowiska, gdy inni je opuszczają. Tak będą wyglądać instytucje przyszłości.

Przed oczyma stanęło jej biuro, które opuściła – ściany pokryte kopiami kampanii reklamowych i zdjęciami z licznych firmowych imprez. Pomyślała o swoim biurku, zagraconym przedmiotami, które poprawiały jej humor, a także o podwodnym świecie Romea i Julii. Tu nigdzie nie było ścian, na których można by powiesić fotografię. Ani przytulnego barku z miękkimi fotelami i bulgocącym ekspresem do kawy. Gdziekolwiek spojrzała, otaczało ją szkło, chrom i pełna skupienia cisza.

W nadziei, że ryby nie cierpią na lęk wysokości, rozejrzała się wokół.

– Zatem to ma być nasze piętro?

– Nie, pokazuję ci tylko przykład efektywnego działania. Dobrze mu się przyjrzyj. Tak powinna funkcjonować firma. Czujesz się tu zapewne jak na obcej planecie. – Jego zmysłowe usta wygięły się ironicznie. – Żeby nie zakłócać pracy innym działom, przeznaczyłem dla was osobne piętro.

Nie czekając na odpowiedź, pchnął drzwi i ruszył po schodach w górę, przeskakując po dwa stopnie. Z trudem za nim nadążała, podziwiając jego kondycję. Weszli przez kolejne drzwi na piętro o przeszklonych ścianach zewnętrznych, za którymi rozciągała się panorama miasta. Niemal całe wyposażenie starego biura zostało już przeniesione i załoga Prince Advertising, śmiejąc się i żartując, rozpakowywała pudła. Gdy zaczęli do niej machać, Polly poczuła, że pieką ją oczy. Byli tacy radośni i pełni nadziei. Nie zdawali sobie sprawy, jak niepewna jest ich przyszłość.

– To wasze miejsce pracy. – Damon powiódł ręką wokół. – Dalej są pokoje konferencyjne, gdzie można prowadzić dłuższe rozmowy przez telefon, tak by nie zakłócać spokoju innym. – Gdy kończył mówić, winda otworzyła się i wyszły z niej Debbie i Jen, dźwigając kolejne pudła. Po licznych zachwytach na widok panoramy za oknem postawiły je na podłodze.

– To już wszystko. Teraz możemy się tu zadomowić. Choć nie powiem, żeby mój dom wyglądał podobnie – oznajmiła wesoło Debbie. – Gdzie jest czajnik?

Widząc przerażenie malujące się w oczach Doukakisa, Polly uświadomiła sobie, że jeśli ma uratować swój zespół, musi go trzymać jak najdalej od szefa.

– Nie miałam możliwości, by przesłać przygotowaną prezentację, toteż skopiowałam plik na pendrive’a. Możesz go przejrzeć w swoim komputerze. Debs, czy dopilnujesz tu wszystkiego?

– Jasne. Muszę tylko sprawdzić, które rośliny są światłolubne, bo wszędzie jest mnóstwo światła. – Zrzuciła buty i zabrała się do roboty. – Tutaj jest jak w bajce.

Ci ludzie stracili instynkt samozachowawczy, pomyślała Polly. Za długo pracowali u mojego ojca.

– Może moglibyśmy porozmawiać w twoim gabinecie? – spytała, gorączkowo usiłując odwrócić uwagę Doukakisa. – Na tym piętrze będzie straszne zamieszanie.

– To chyba twoje środowisko naturalne? Czy to są… – zareagował z opóźnieniem, gdy Debbie sięgnęła do kolejnego pudła i razem z Jen wyciągnęły duże wiadro – …ryby?

O Boże…

– Mieliśmy cztery godziny na spakowanie biura – bąknęła niepewnie. – Nie było ich gdzie umieścić. Ale zaraz ustawimy akwarium i nikt nic nie zauważy.

– Akwarium?

– Mieliśmy tu przenieść całe nasze biuro. Te ryby są jego integralną częścią.

– Trzymacie ryby?

– Nikomu nie przeszkadzają i nie trzeba im płacić. Motywują do pracy, nie podnosząc kosztów.

Nieśmiała próba rozładowania sytuacji nie przyniosła efektu. Damon Doukakis nie uśmiechał się. Gdy obrócił się w stronę Polly, wokół zapadła cisza. Karnawałowa atmosfera gwałtownie prysła.

– Proszę do mnie – warknął. – Natychmiast.

Tytuł oryginału: Doukakiss Apprentice

Forbidden or For Bedding?

The Husband She Never Knew

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2011

Harlequin Mills & Boon Limited, 2010

Harlequin Mills & Boon Limited, 2012

Opracowanie graficzne okładki: Madgrafik

Redaktor prowadzący: Grażyna Ordęga

Korekta: Maria Walter

© 2011 by Sarah Morgan

© 2010 by Julia James

© 2012 by Kate Hewitt

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

HarperCollins jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC.

Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce: Shutterstock.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.,

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-3140-4

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.