Wydawca: AGORA SA Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 332 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Brudna piłka. Z archiwum Football Leaks - Michael Wulzinger, Rafael Buschmann

John, tajemniczy przywódca Football Leaks, łączy siły z dziennikarzami z „Der Spiegel” i innych redakcji, by razem wyciągać na widok publiczny większe i mniejsze grzechy piłkarzy, menedżerów i prezesów piłkarskich. Dzięki autorom zaglądamy za kulisy wielkiego piłkarskiego biznesu. Czytamy o wielkich gwiazdach, które oszukują na podatkach, mimo że pieniędzmi mogłyby palić w piecu; o piłkarskich kontraktach, w których wszystko jest wycenione: nie tylko bramki i wygrane mecze, ale też dobre i złe zachowania poza boiskiem. Poznajemy świat, w którym właściwie każda kwota jest sprawą umowną: cena piłkarza, wysokość jego pensji, wysokość menedżerskiej prowizji. I niemal wszystko da się obejść jakąś tajną klauzulą. Świat, w którym najważniejsze jest to, żeby „z brutto zrobić jak najwięcej netto”. Świat stworzony do prania brudnych pieniędzy.

„«Brudną piłkę» czyta się jak świetny kryminał. Futbol to wielkie emocje, olbrzymi wysiłek i poświęcenie, to szczere uczucia kibiców, ale też szemrane interesy, nieuczciwi prezesi, przekręty podatkowe, łapówki i gangsterskie porachunki. Futbol potrafi uzależnić, a «Brudna piłka» naprawdę wciąga. Polecam – nie tylko wielbicielom futbolu” – PAWEŁ \u001F WILKOWICZ \u0016 \u001F SPORT\u0015 PL

RAFAEL \u001FBUSCHMANN to syn Polaków, którzy wyemigrowali do Niemiec. Obsługuje największe piłkarskie turnieje jako reporter towarzyszący niemieckiej reprezentacji. To on był autorem głośnego jesienią 2017 roku wywiadu z Robertem Lewandowskim o polityce transferowej Bayernu i ograniczeniach Bundesligi. Rafael to jeden z najlepszych dziennikarzy młodego pokolenia, nie tylko sportowych. W „Spieglu” pisał też o tematach społecznych, aferach gospodarczych. Wielu dziennikarzy zabiegało o zaufanie Johna, ale udało się właśnie Rafaelowi. To przed nim John odsłonił trochę siebie, choć nadal ukrywa się pod pseudonimem.

MICHAEL\u001F WULZINGER – studiował historię, nauki polityczne, język niemiecki oraz literaturę na uniwersytecie Albrechta i Ludwika we Fryburgu. Jako dziennikarz pracował dla takich pism jak „Frankfurter Rundschau”, „FAZ”, „Süddeutsche Zeitung”, „Rheinpfalz” oraz „Badische Zeitung”. Zajmował się tematyką sportową i ekonomiczną. W październiku 1997 roku dołączył do redakcji „Der Spiegel” w Hamburgu, najpierw jako dziennikarz, potem kierownik działu sportowego. Obecnie pracuje w dziale krajowym, gdzie koncentruje się na dziennikarstwie śledczym.

JOHN – tajemniczy Portugalczyk, który jest mózgiem Football Leaks, ukrywa się przed światem. Na jego tropie są nie tylko policjanci, ale też prywatni detektywi i zwykli gangsterzy nasłani przez tych, którym John ujawnianiem sekretów nadepnął na odcisk lub, co gorsza, przykręcił kurek z pieniędzmi. Dla tych, którzy go ścigają, John ma złą wiadomość: system Football Leaks działa tak, że jeśli John zniknie i nie będzie mógł przez dłuższy czas uruchomić komputera, ten automatycznie roześle wszystkie zgromadzone tajemnice do WikiLeaks i największych redakcji na świecie.

Opinie o ebooku Brudna piłka. Z archiwum Football Leaks - Michael Wulzinger, Rafael Buschmann

Fragment ebooka Brudna piłka. Z archiwum Football Leaks - Michael Wulzinger, Rafael Buschmann

Przełożył z niemieckiego

Michael Sowa

Tytuł oryginału:
Football Leaks. Die schmutzigen Geschäfte im Profifußball by Rafael Buschmann und Michael Wulzinger
Redakcja: Paweł Sajewicz
Korekta: Monika Ochnik
Konsultacja merytoryczna: Paweł Wilkowicz
Projekt graficzny okładki: Krzysztof Rychter
Projekt makiety i skład: Elżbieta Wastkowska
ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa
www.wydawnictwoagora.pl
WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:
DYREKTOR WYDAWNICZY Małgorzata Skowrońska
REDAKTOR NACZELNY Paweł Goźliński
KOORDYNACJA PROJEKTU Magdalena Kosińska
© copyright by Agora SA 2017
© 2017 by Deutsche Verlags-Anstalt, a division of Verlagsgruppe Random House GmbH, München, Germany and SPIEGEL-Verlag, Hamburg.
Wszelkie prawa zastrzeżone
Warszawa 2017
ISBN: 978-83-268-2061-8 (EPUB); 978-83-268-2062-5 (MOBI)
Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

PROLOG

2 grudnia 2016 roku strona tytułowa „Spiegla” opatrzona została dwiema różnymi okładkami. Na jednej z nich była twarz Cristiano Ronaldo, na drugiej Mesuta Özila, dwóch gwiazd światowego futbolu. W ich oczach mieniły się symbole euro, tytuł zaś brzmiał Mistrzowie kasy (Die Geldmeister). W środku numeru można było znaleźć artykuły opisujące ich cokolwiek wątpliwą moralność w kwestii odprowadzania podatków.

Kolejny numer został opatrzony nagłówkiem ujawniającym tajemnicze kontrakty piłkarzy niemieckiej Bundesligi. Dziesiątki dalszych artykułów zamieszczonych w wersji papierowej, w portalu internetowym Spiegel Online czy w magazynie telewizyjnym Spiegel TV ukazały czytelnikom oraz widzom ciemną i brudną stronę obracającego miliardami przestępczego biznesu zwanego potocznie piłką nożną.

Dotyczyły sportowej agencji marketingowej, która ubija interesy z najbardziej znaczącymi klubami europejskimi, utrzymując jednocześnie ścisłe kontakty ze światem przestępczym z południowo-wschodniej Europy. Dotyczyły agentów występujących w imieniu najbardziej znanych południowoamerykańskich zawodników grających w takich klubach jak Real Madryt, Juventus Turyn czy Manchester United. Przy udziale podstawionych słupów inkasowali oni kilkudziesięciomilionowe honoraria, kiedy dochodziło do transferów sportowców i prolongat kontraktów. Pieniądze szmuglowano potem na konto pewnej firmy na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych – w raju podatkowym na Karaibach. Artykuły opisywały też szczególnie odrażający handel nieletnimi talentami z krajów Trzeciego Świata, marzącymi o wielkiej karierze młodymi sportowcami, którzy, niestety, trafili na niewłaściwych ludzi. W kolejnych tekstach chodziło o sponsorów inwestujących bez skrupułów w prawa do transferu poszczególnych piłkarzy, przy czym jedynym celem takiej transakcji było wyciągnięcie jak największego zysku z inwestycji. Wiele artykułów traktowało o pozornie zwykłych interesach związanych z piłką nożną, która stała się jedną z najbardziej nieprzejrzystych branż przemysłu rozrywkowego. Interesy te jednak udokumentowano w niejawnych umowach dodatkowych, przysługach za sześcio- i siedmiocyfrowe sumy, umowach nienegocjowalnych, sprzeniewierzeniach, oszustwach. W każdym z tych przypadków zawsze chodziło o pieniądze i u podstawy każdego leżała chciwość.

Światło w ciemnej norze zawodowej piłki nożnej rozbłysło za sprawą platformy internetowej Football Leaks, która we wrześniu 2015 roku zaczęła zamieszczać na swojej stronie dokumenty z tej branży – oryginały kontraktów, ściśle tajne klauzule, potwierdzenia przelewów pieniędzy. W pewnym momencie na stronie zrobiło się cicho. Jeden z jej współtwórców zdecydował się na współpracę ze „Spieglem” i przesłał czasopismu olbrzymią porcję danych: 1,9 terabajta. Skąd pochodzą te dokumenty? Tego nie da się jednoznacznie stwierdzić. Otrzymano je z różnych krajów, najprawdopodobniej nadawcami są rozmaite związki, kluby sportowe, agencje promotorskie, koncerny. Jedno jest jednak pewne – dokumenty nie pochodzą tylko z jednego źródła. Z punktu widzenia Football Leaks ostatecznym argumentem za udostępnieniem danych była nie tylko możliwość upublicznienia pojedynczych pism, ale również to, że przedstawione liczby i kontrakty można było zaopatrzyć w obszerny komentarz.

Ze względu na niemałą ilość danych (18,6 miliona dokumentów) „Spiegel” postanowił podzielić się tym skarbem ze swoimi partnerami z European Investigative Collaborations (EIC) – europejskiej organizacji dziennikarstwa śledczego. W jej skład wchodzą: francuski „Mediapart”, holenderski „NRC Handelsblad”, duński „Politiken”, belgijski „Le Soir”, włoski „L’Espresso”, hiszpański „El Mundo”, serbski „Newsweek”, austriacki „Falter” oraz rumuński „CRJI/The Black Sea”. Projekt wsparły również „The Sunday Times” w Wielkiej Brytanii i „Expresso” w Portugalii.

Sześćdziesięciu dziennikarzy i researcherów oraz garść informatyków i prawników jak nigdy dotąd pracowało przez siedem długich miesięcy, prześwietlając miliardowy piłkarski biznes. Ta książka opisuje ten proces. Opowiada również historię informatora, który wszedł w konflikt z najmożniejszymi przedstawicielami tej pozbawionej zahamowań i coraz bardziej wpływowej branży. Jest nim młody człowiek z Portugalii, przebywający bez stałego meldunku gdzieś w Europie Wschodniej. Inteligentny, śmiały, impulsywny, ambitny, czasem nieustraszony, czasem zrezygnowany, romantyk futbolu, zagorzały kibic.

Jak sam o sobie opowiada, nie potrafi pogodzić się z tym, że łapę na futbolu położyli pozbawieni sumienia spekulanci. Jako jeden z głównych powodów swojego uczestnictwa w Football Leaks, największym wycieku danych w historii piłki nożnej, wskazuje wściekłość. Wściekłość na beneficjentów brudnych pieniędzy, które futbol jak magnes przyciąga, a potem wprowadza w ruch. Ci ludzie to w jego mniemaniu „wrogowie gry”, przeciw nim rozpoczął swoją krucjatę, pragnie ich kompromitacji, chce ich zdemaskować i udowodnić im winę. I to z pomocą niezbitych dowodów: kontraktów, dodatkowych porozumień ograniczających konkurencję, wyciągów z konta, rachunków. Wrogowie gry okazali się jednak również jego osobistymi wrogami – z łowcy stał się po jakimś czasie ofiarą.

Zawodowa piłka nożna zawsze była podejrzaną branżą; taką, która sama szybko zapomina i której szybko się wybacza. Jeśli bohaterowie klubu popełniają przestępstwa podatkowe, to jest to dla kibiców coś innego, niż gdyby podobnych oszustw dopuścił się któryś z polityków lub ludzi biznesu. Pasja, jaką widzimy w grze, obawa przed porażką bądź nadzieja na wygraną, presja otoczenia, tęsknota za zwycięstwem, emocjonalne perpetuum mobile – za wszystkim tym kryje się uwodzicielska moc, która hamuje zdolność logicznego myślenia. Bo jakoś przeczuwaliśmy, że menedżerowie napełniają swoje kieszenie gotówką. Bo i tak sądziliśmy, że kwoty transferu lądują w rajach podatkowych, i niby wiedzieliśmy, że fachowcy powymyślali skomplikowane systemy firm, przez które płyną pieniądze z reklam.

Piłkarski biznes może czuć się zagrożony z powodu publikacji Football Leaks, ponieważ dokumenty zamieszczone na tej stronie wyraźnie pokazują różnicę między wyobrażeniami pojedynczego kibica a rzeczywistością. Poznając fakty z oryginalnych dokumentów, nagle każdy zaczyna rozumieć, jak zmurszałym systemem jest zawodowy futbol, jak groteskowo przepłacani są gracze i ich opiekunowie, do jakiego stopnia skorumpowani są działacze klubowi. Ten teatr iluzji oddala się coraz bardziej od codzienności zwykłych miłośników piłki nożnej. Niech się więc nie zdziwi, kiedy kibice pokażą mu niebawem swoje plecy.

Piłka nożna to przepiękny sport. Ale cierpliwość ludzi, którzy ten sport kochają i utrzymują, ma granice.

HAMBURG, KWIECIEŃ 2017 ROKU

RAFAEL BUSCHMANN I MICHAEL WULZINGER

DEMASKATORZY

Oto on, Niewidzialny, Fantom, człowiek, który nie zostawia śladów. W końcu. Miesiącami mogliśmy ze sobą tylko korespondować. Najpierw w ogóle nie odpowiadał, potem z wahaniem i nieregularnie. Jego mejle zawierały tylko to, co najważniejsze, krótkie zdania, prawie żadnych szczegółów.

Nie obdarza innych zaufaniem zbyt szybko. Nie można mu tego brać za złe. Bądź co bądź ukrywa się przed światem przestępczym, przed prywatnymi detektywami, przed policją. Każdy błąd może go zdemaskować. Zrozumiałe, że ktoś taki potrzebuje czasu, aby wyściubić nos z kryjówki. Teraz, w lutym 2016 roku, jak pisze, musi omówić z nami pewne osobiste sprawy. To pilne.

Do naszego pierwszego spotkania dochodzi w pewnym wschodnioeuropejskim mieście. Na zewnątrz leży śnieg, wewnątrz, w małym hotelowym pokoiku, jest gorąco i duszno. Nie można przykręcić ogrzewania. W takiej atmosferze nie sposób czuć się dobrze.

Jak mamy się do niego zwracać? Nawet nie powiedział, jak się nazywa.

– Mówcie mi John – oznajmia.

Więc tak się to zaczyna, przygoda prowadząca w czeluście świata piłki nożnej. John tworzy Football Leaks. Z pomocą tej małej platformy, która od jakiegoś czasu denerwuje wiele osób, komunikuje się ze światem. Jego materiały są jego mocą, głosem na pustyni, i to od pierwszego dnia, gdy się ukazały.

Football Leaks pojawia się w internecie jakby znikąd. Początkowo nic nie wskazuje na Johna bądź jego współtwórców, brak tam jakiegokolwiek manifestu czy deklaracji. Po prostu strona internetowa z dokumentami. Pod koniec września 2015 roku ukazują się pierwsze kontrakty, które dokumentują dzikie przekręty transferowe z młodymi piłkarzami, wskazują na podejrzane porozumienia między prezesami klubów i agentami sportowców. Część z nich podzieliła się między sobą prowizjami – a w zasadzie łapówkami. Od dawna można było podejrzewać, że brudne interesy są nieodłączną częścią tej branży. Teraz potwierdzenie znajduje się w sieci.

Najpierw na celowniku jest Portugalia. Dokumenty, które ot tak ukazały się na stronie Football Leaks, pochodzą z wewnętrznych źródeł Benfiki Lizbona i Sportingu Lizbona, później również FC Porto, czyli trzech wiodących klubów portugalskich. Materiały wydają się prawdziwe, są zaopatrzone w podpisy, parafy, pieczątki. Ich treść jest ściśle poufna: tajemnice firmowe, tajne listy, papiery trzymane pod kluczem. Skąd oni to wszystko mają?

Football Leaks nie komentuje, zamiast tego na ich stronie pojawia się coraz więcej dokumentów, do przeczytania i ściągnięcia dla każdego użytkownika internetu. Te wycieki stanowią dla branży piłkarskiej nie tylko prowokację, ale również silne zagrożenie. „Nikt dokładnie nie wie, co się tam aktualnie dzieje, ale każdy zdaje sobie sprawę z tego, że to właśnie on może być następny” – oznajmia „New York Timesowi” jeden z działaczy pewnego europejskiego klubu. Swojego nazwiska nie chce jednak ujawnić – nie potrzebuje nikogo drażnić.

John, nieznajomy z odmętów internetu, siedzi w tym czasie gdzieś przed swoim komputerem i ma niezły ubaw. Czyta na różnych forach i w mediach spekulacje – kto lub co może kryć się za Football Leaks: jedna osoba, grupa, ktoś zatrudniony w portugalskiej lidze, były pracownik FIFA? A może faktycznie jeden z niegdysiejszych menedżerów, który w ten sposób pragnie odpłacić swym konkurentom, a nawet całej branży? Jakie są motywy osób za to odpowiedzialnych? Zemsta? Chciwość? Obłęd? Potrzeba prowokacji? Dużo pytań, mnóstwo koncepcji. Ale jedno jest niepodważalne – wycieki z Football Leaks mają olbrzymią siłę rażenia. To frontalny atak na miliardowy biznes zwany piłką nożną.

W gospodarce i polityce, nawet we wspólnotach wyznaniowych dochodziło w przeszłości do leaków, czyli wycieków olbrzymiej ilości danych, które zostały upublicznione i stały się przyczyną medialnego zamętu. Ale w sporcie? W piłce nożnej? Demaskacje Football Leaks są precedensowe, a atak sygnalistów trafia branżę całkiem nieoczekiwanie. Czytając te dokumenty, można stwierdzić, że profesjonalny futbol nigdy się nie liczył z możliwością ujawnienia opinii publicznej jego brudnych tajemnic.

W ostatnich latach branża piłkarska coraz wyraźniej stawała się światem równoległym, rzeczywistością z własną interpretacją prawa i praworządności, przyzwoitości i moralności. Miliony i miliardy, które wpłynęły na rynek od kibiców, sponsorów i stacji telewizyjnych, musiały w końcu doprowadzić do arogancji i zupełnego przecenienia własnej wartości – do perfekcyjnej megalomanii.

Przemysł rozrywkowy, jakim jest piłka nożna, zyskał w społeczeństwie znaczenie, które sięga o wiele dalej niż same rozgrywki sportowe. Jeżeli tematem są polityczne i gospodarcze interesy branży, niemal zawsze dochodzi do kontaktów ludzi świata polityki z futbolowymi lobbystami – wszystko jedno, czy na agendzie jest kwestia prawa podatkowego, nowych przepisów dotyczących płatności dla spółek kapitałowych, czy dotacji dla nowo budowanych stadionów.

Widać, jak dyscyplina sportu zbliża się z władzą i możnymi tego świata, a granica oddzielająca ją od gospodarki i polityki jest płynna. Kanclerz Niemiec Angela Merkel odwiedza niemiecką reprezentację. W wyborze nowego prezydenta Niemiec biorą udział trener reprezentacji Joachim Löw i szef Niemieckiej Ligi Piłki Nożnej Reinhard Rauball. Prezes Niemieckiego Związku Piłki Nożnej Reinhard Grindel był posłem do Bundestagu, a szefowie zarządów Deutsche Telekom i Audi zasiadają w Radzie Nadzorczej Bayernu Monachium. Natomiast kiedy FIFA wybiera gospodarza mistrzostw świata, kraje kandydujące przywożą na decydujące starcie swoich przywódców, a czasem i koronowane głowy.

Jednak jeśli polityka i gospodarka prawie wszędzie na świecie szukają kontaktu z profesjonalnym futbolem, aby zabłysnąć w jego świetle, to kto właściwie sprawuje kontrolę nad tą branżą? Media? Świat futbolu zwalcza niezależne dziennikarstwo. Nierzadko jesteśmy bezwzględnie traktowani i spotyka nas wykluczenie. Biura prasowe zezwalają na rozmowy z zawodnikami i menedżerami tylko wtedy, jeśli pod koniec przeczytają każde zanotowane słowo, z opcją jego zmiany w razie wątpliwości. Bezpośredni, otwarty kontakt z osobami ze środowiska sportowego prawie nie istnieje, zwłaszcza że często osobistym medialnym doradcom i agentom sportowców zależy na tym, aby samemu współtworzyć przeznaczony dla publiczności image piłkarza.

Na reporterów, którzy nie dają się zjednać, którzy węszą za dużo, którzy starają się opisać rzeczywistość, a nie misternie konstruowany wizerunek, wywierana jest presja. Zawodowy futbol potrafi być bardzo niemiły, można nawet powiedzieć: intrygancki. Krytycznie usposobionym dziennikarzom często nie udziela się wywiadów, nie zaprasza się ich do studia. Zdarza się również, że kluby bez wcześniejszego ostrzeżenia cofają akredytacje. Lojalni sprawozdawcy nie mają takich problemów. Ale innym grozi zakaz wstępu.

Sytuacja jest prosta: piłka nożna stała się w międzyczasie taką potęgą, że nie potrzebuje już mediów. Wszystko to, co związki sportowe, kluby, włodarze i gracze mają do powiedzenia, można znaleźć na YouTubie, Twitterze i Facebooku. Ponadto co weekend miliony fanów siadają na stadionach i przed telewizorami, gdzie serwuje się im taką rzeczywistość, jaką akurat chce im pokazać branża. Unia Europejskich Związków Piłkarskich (UEFA) posuwa się nawet do wycinania ze sprawozdań z mistrzostw Europy kibolskich burd. Bo szkodzą produktowi.

[...]