Broken Silence Tom 2 - Natasha Preston - ebook
Opis

Od wyjazdu Oakley, jej mamy i brata do Australii minęły już cztery lata. Nieuchronnie jednak zbliża się data procesu sądowego i Oakley postanawia wrócić do Anglii, by ostatecznie zamknąć makabryczny rozdział swojej historii. Teraz będzie musiała stawić czoła dwóm mężczyznom, którzy ją skrzywdzili… i jednemu, którego skrzywdziła ona. Jej miłość do Cole’a nigdy nie wyblakła, ale jego uczucia mogły się przecież zmienić. Czy dla tego związku jest jeszcze jakaś nadzieja? UWAGA! Książka zawiera bonus dla czytelniczek serii Silence: Silent Night – specjalne opowiadanie o dalszych losach głównych bohaterów!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 365

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Podziękowania

Dziękuję Ci, Sofie Hartley, za uratowanie mi tyłka i stworzenie tak wspaniałej nowej okładki w tak krótkim terminie. Wymiatasz, dziewczyno!

Moja utalentowana redaktorko, Jovano Shirley, dziękuję ci za to, że zabrałaś się za mój maszynopis i TAK BARDZO zmieniłaś go na lepsze.

I równie ważne: dziękuję ci, moja wspaniała przyjaciółko, na którą zawsze mogę liczyć. Kirsty, dosłownie nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła!

Rozdział 1

Oakley

Mówi się, że to tylko kwestia czasu, zanim po rozstaniu zapomnisz o swoim byłym, że w końcu serce przestanie cię boleć i otworzą się przed tobą drzwi, przez które przejdziesz ku świetlanej przyszłości. Mówi się także, że miłość trwa wiecznie, że to wyjątkowe uczucie, które zostanie z tobą na zawsze. Ale kiedy dojdzie do zerwania, nagle miłość staje się czymś, co łatwo zapomnieć, kiedy tylko minie trochę czasu. To olbrzymia sprzeczność. A ja teraz właśnie znalazłam się w samym jej środku.

Szłam tą samą trasą, co zwykle – brzegiem plaży, z sandałami w dłoni, żeby czuć między palcami stóp miękki złoty piasek. Każdej nocy spacerowałam pięknym australijskim wybrzeżem. Panował tu taki spokój. Potrzebowałam go po tym wszystkim, co się wydarzyło. Powietrze było ciągle ciepłe, a odbicie księżyca na tafli oceanu tworzyło na wodzie falujące cienie. Westchnęłam i uśmiechnęłam się do tego pięknego widoku.

Idąca przede mną para wpatrywała się w siebie z radością. Mężczyzna pochylił się i pocałował swoją towarzyszkę w skroń. Ze zmierzwionymi włosami i zalotnym uśmiechem przypominał mi Cole’a. Przełknęłam ślinę i wyminęłam ich z opuszczoną głową.

Serce mi się lekko ścisnęło, kiedy moje myśli powędrowały do Cole’a. Znowu. To nie stanowiło jednak wielkiej niespodzianki – większość rzeczy przypominała mi o nim. Jego oczy miały ten sam odcień niebieskiego co niebo wczesną nocą. Drzewo naprzeciwko naszego domu, z jedną gałęzią przygiętą na bok jak litera L, miało ten sam kształt, co drzewo, z którego spadł, ratując kota. Pies sąsiadów miał na białym ogonie brązową łatę w tym samym kolorze, co włosy Cole’a w lecie, kiedy odrobinę jaśniały od słońca.

Zaraz po moim wyjeździe wymienialiśmy SMS-y, ale coraz ciężej przychodziło mi odrzucanie jego próśb o to, byśmy to siebie wrócili, więc całkowicie zerwałam kontakt. To była jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiłam. Pragnęłam jedynie powiedzieć mu, żeby wskoczył w pierwszy samolot do Australii. Ale w Anglii trzymało go tyle spraw: nie chciałam stanąć na przeszkodzie jego wymarzonym studiom i pracy, a zachęcanie go do przeprowadzki z dala od całej jego rodziny byłoby zbyt egoistyczne. Za bardzo go kochałam, żeby pozwolić sobie na egoizm.

Nie rozmawiałam z nim wcale przez ostatnie trzy lata i osiem miesięcy. Z czasem wcale nie zrobiło się to łatwiejsze. Prawie codziennie przyłapywałam się na tym, że niemal wybieram jego numer. Wiedziałam, że mama i Jenna wciąż utrzymywały kontakt – pisały do siebie maile, bo tak było im łatwiej ze względu na różnicę czasu. Wiedziałam w każdym razie, że Cole ma się dobrze. Poszedł na studia, na które wybierał się od zawsze, a potem dostał wymarzoną pracę. Mama nigdy nie wspominała nic o żadnej dziewczynie lub, co byłoby gorsze, narzeczonej czy żonie. Nie chciałam wiedzieć. Za bardzo by mnie to bolało, ale z całego serca miałam nadzieję, że Cole jest szczęśliwy.

Kiedy tylko wróciłam do domu, natychmiast zjawił się Jasper. Odkąd prawda wyszła na jaw, prawie mnie nie opuszczał. Jego nadopiekuńczość wzrosła tak bardzo, że prawie się dusiłam. Nikt nie mógł do mnie podejść na odległość dziesięciu metrów, bo obok zaraz wyrastał Jasper, żeby sprawdzić, co to za człowiek. A ja nie potrzebowałam opiekuna jak jakieś małe dziecko. Przeprowadziłam się na drugi kraniec świata, żeby poczuć się wolna.

Brat stanął przede mną i pochylił głowę, żeby spojrzeć mi prosto w oczy. Sprawdzał, czy wszystko gra.

– W porządku?

– Tak, Jasper – westchnęłam i weszłam do kuchni.

Mama stała przy blacie i robiła gorącą czekoladę. To był teraz taki nasz mały rytuał – każdego wieczoru po moim powrocie z plaży siadywaliśmy w trójkę w salonie, piliśmy czekoladę i rozmawialiśmy. Nawet Jasper nie opuszczał tych spotkań. Cztery lata temu zaśmiałby się na sam pomysł i poszedł bawić się w klubie. Teraz staliśmy się sobie naprawdę bliscy. Kochałam to, ale też nienawidziłam wyrzeczeń, które musieli z mamą dla mnie ponieść.

– Rozmawiałaś dzisiaj z Milesem? – zapytałam mamę z niewinnym uśmiechem i oparłam się o kuchenną wyspę.

Jasper posłał mi ostrzegawcze spojrzenie i zmrużył oczy. Chciał, żebym odpuściła ten temat, ale ja nie zamierzałam. Mama poznała Milesa trzy lata temu w pracy i naprawdę przypadli sobie do gustu, ale ona nie chciała dać mu szansy. Rozumiałam, czemu zaufanie komuś nowemu przychodzi jej z trudem, ale wszyscy widzieli, że się w nim zakochała – a on w niej.

Westchnęła.

– Nie, Oakley, nie rozmawiałam.

Przygryzłam wargę.

– No to czemu nie zaprosisz go jutro na kolację?

– Skarbie, proszę cię. Do niczego między nami nie dojdzie. Daj już spokój.

Wpatrzyłam się w parę unoszącą się znad napoju.

– Nie każdy facet jest jak tata, przecież wiesz – wyszeptałam.

– Nie nazywaj go tak! – warknął Jasper przez zaciśnięte zęby. Tak mocno ścisnął ucho kubka, że zbielały mu kłykcie. Odkąd dowiedział się o wszystkim, przy tych rzadkich okazjach, kiedy w ogóle mówił o tacie, określał go wyłącznie jako „tego chorego dupka”.

– Wiem. Miles to świetny facet, ale wolę być sama.

„Wcale nie”. Mama zasługiwała na szczęście. Nie chciałam, żeby ojciec rzucał cień także na resztę jej życia, a w każdym razie nie do tego stopnia, żeby odmawiała sobie prawa do nowego związku. Westchnęłam pokonana i poszłam za nią i bratem do salonu, gdzie usiedliśmy. Nie poddam się, nie dopóki mama znowu nie będzie szczęśliwa.

– Oakley, pracujesz jutro? – zapytał Jasper z kwaśną miną. Oboje zatrudniliśmy się w tym samym barze z sokami niedaleko plaży. Dla żadnego z nas nie była to wymarzona ścieżka kariery, ale Jasper nie chciał się zwolnić ze względu na laski w bikini, które bywały częstymi gośćmi w barze, a ja nie miałam bladego pojęcia, czym chcę się zajmować.

Czułam się, jakbym ugrzęzła w czasie. Moje życie nie posuwało się naprzód, dopóki trwały procesy. Chociaż dzieliły nas tysiące kilometrów, potrzebowałam świadomości, że oni siedzą za kratkami, żeby spojrzeć w przyszłość. A w każdym razie miałam nadzieję, że zapadnięcie wyroku w końcu mi to umożliwi.

– Nie. Za to ty tak, prawda?

– Tak. Chcesz iść za mnie? – zapytał Jasper.

Spojrzałam na niego bez wyrazu.

– Nie.

– Masz jakieś plany, skarbie? – wtrąciła się mama.

„Czy ja kiedykolwiek miewam plany?”.

– Nie.

– To może zjesz ze mną lunch o trzynastej? Mogłybyśmy iść do tego baru kanapkowego niedaleko biura. Tego, za którym tak przepada Jasper.

– No cudnie po prostu – mruknął mój brat z sarkazmem. – Nie dość, że tyram jutro w cholernej robocie, to jeszcze ty zabierasz swoje ulubione dziecko do mojej ulubionej knajpy.

– Jesteś pewna, że on jest ode mnie starszy?

Mama uśmiechnęła się złośliwie.

– Nie psychicznie. – Jasper okropnie się skrzywił. – No przestań już, zamówimy ci na wynos kanapkę z mięsem – obiecała.

Jasper opadł na oparcie i uśmiechnął się zwycięsko.

– Świetnie. I przyniesiesz mi ją do pracy, co nie?

– Podrzucę ci ją w drodze do domu.

Skrzyżowałam nogi i upiłam łyk czekolady. Rozmowa szybko zeszła na procesy, które miały zacząć się już za dwa miesiące: najpierw taty, potem Franka. Swoje zeznania miałam złożyć podczas wideokonferencji, bo nie mogłam znieść myśli, że mam przebywać w tym samym pomieszczeniu co oni, ale im więcej o tym myślałam – albo mówiłam podczas terapii – tym bardziej czułam, że muszę wrócić i zmierzyć się z nimi twarzą w twarz.

Moja terapeutka, Martha, z milion razy dogłębnie poruszała ze mną temat przepracowania traumy. Prosiła mnie, żebym zastanowiła się nad tym, co musi się stać, żebym zostawiła za sobą przeszłość i zaczęła żyć na nowo. Zgodnie z jej wskazówkami, rozmyślałam o tym przez ostatni rok, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Nic, dopóki nie ustalono daty rozpoczęcia pierwszego procesu, a moja prawniczka nie poruszyła tematu składania zeznań na odległość, z Australii.

Martha sądziła chyba, że stanięcie z nimi twarzą w twarz powinno ułatwić mi uporanie się z przeżyciami z dzieciństwa, ale jednocześnie kazała mi przeanalizować, co zrobię albo jak się poczuję, jeśli zostaną uniewinnieni. Będę zdruzgotana. Przestraszona. Myśl, że sąd i ława przysięgłych mogliby dojść do wniosku, że sobie to wszystko zmyśliłam, była przerażająca.

Tata tyle razy powtarzał, że nikt mi nie uwierzy. Nie wiem, jak bym sobie poradziła, gdyby się okazało, że miał rację. Poza trzeba było rozważyć jeszcze coś… a raczej kogoś. Cole’a.

Małymi łykami popijałam gorący napój i słuchałam, jak mama i Jasper przewidują, że ławnicy nie dadzą się złapać na urok taty. Ale przez lata wszyscy się na niego łapali. Nawet najbliższe mu osoby. Jak obcy ludzie będą w stanie mu się oprzeć?

Nie mogłam tak myśleć. Na dysku taty znaleziono treści pornograficzne z udziałem dzieci.

Chciałam, żeby to się już skończyło. Po aresztowaniu taty i Franka do moich oskarżeń dołączyły inne dziewczyny. Pewna kobieta twierdziła, że tata wykorzystywał ją, kiedy była dzieckiem, a on – po dwudziestce. Wierzyłam w każde jej słowo.

Jeśli te kobiety mogły osobiście stawić mu czoła, ja też mogłam. Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się do mamy i Jaspera. Teraz albo nigdy.

– Muszę z wami o czymś porozmawiać – odezwałam się.

– O co chodzi? – zapytał przejęty Jasper.

– Chcę polecieć do Anglii i osobiście złożyć zeznania.

W pokoju zapadła cisza. Patrzyłam, jak układają to sobie głowie. Ani przez chwilę nie sądziłam, że będą mi towarzyszyć. Nie tylko ja przeszłam przez piekło, oni też. Rozumiałam, że mogą nie chcieć się zbliżać się do ojca.

Mogłam lecieć sama. Ciocia Ali i kuzynka Lizzie pomogą mi na miejscu. Moi dziadkowie też. Mama i Jasper stanowili dla mnie największe wsparcie, więc oczywiście chciałam, żeby tam byli, ale nigdy bym ich o to nie poprosiła.

W końcu mama skinęła głową.

– Rozumiem. Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz?

– Jestem.

Odstawiła kubek na stolik do kawy.

– W porządku. Zapytam Ali, czy będziemy mogli się u nich zatrzymać, i zabukuję nam loty.

„Mama chce lecieć ze mną?”.

– Nie musicie tam wracać. Nie mam nic przeciwko, jeśli nie chcecie.

Jasper się żachnął.

– Akurat damy ci lecieć samej.

– Mówię szczerze, Jasper. Jeżeli któreś z was nie chce tego robić, nie ma problemu. Rozumiem, jeśli nie chcecie więcej widzieć go na oczy. Po prostu… ja muszę.

– Kochanie, przejdziemy przez to wspólnie. Taką obietnicę złożyłam wam cztery lata temu i nie zamierzam jej teraz łamać.

– Dziękuję – wyszeptałam i przełknęłam gulę w gardle. Tyle dla mnie znaczyło, że wracali ze mną do Anglii. Wiedziałam, jakie to jest dla nich trudne, zwłaszcza dla mamy. Obwiniała się o to, że nigdy nie rozszyfrowała człowieka, którego poślubiła. Ale tata wszystkich oszukał. To, co się stało, było tylko i wyłącznie jego winą.

Jasper zacisnął zęby, jakby nie chciał, by coś mu się wymknęło. Wiedziałam, że nie chce więcej widzieć taty, i czułam się winna, że przez mnie będzie musiał.

– Jasper? Wszystko w porządku? – zapytała mama. – Oakley ma rację, nie musisz lecieć, jeśli nie chcesz.

– Zdecydowanie lecę – odparł, zaplatając ręce na piersiach na znak uporu. – Po prostu nie wiem, jakim cudem mam utrzymać nerwy na wodzy, kiedy zobaczę jego facjatę. – Wydaje mi się, że Jasper nienawidził taty bardziej niż ja.

– Może powinieneś pójść ze mną na terapię? Jestem pewna, że Martha znajdzie czas na sesję dla nas obojga.

– Nie, dzięki – wymamrotał w odpowiedzi.

Jasper zawsze odmawiał podjęcia terapii. Ja widywałam się z Marthą prawie od początku naszego popytu w Australii, a mama przez jakiś czas też miała swojego terapeutę. Jasper miał własny sposób na radzenie sobie z takimi sprawami: zdusić w sobie wszystko, a potem pozwolić, żeby wybuchło w napadzie agresji, albo utopić to na dnie butelki.

– Jasper, szukanie pomocy specjalisty to nie oznaka słabości.

Wstał.

– Nie potrzebuję pomocy. Potrzebuję pomóc wam dwóm.

Stanęło mi serce. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Jasper wyszedł, a ja miałam ochotę pobiec za nim, ale wiedziałam, że potrzebuje samotności, żeby ochłonąć. Dla niego prośba o pomoc była oznaką słabości i dlatego tego nie zrobi, bo musi być silny dla mnie i mamy. Mój głupi, słodki brat.

– Nic mu nie będzie. Na pewno zwróci się do kogoś po pomoc, kiedy do tego dojrzeje.

Kiwnęłam głową.

– Pewnie odpychanie tego od siebie jest dla niego łatwiejsze niż stawienie temu czoła.

Ja przez jedenaście lat udawałam, że wszystko w porządku, zanim przemówiłam i stanęłam oko w oko z tym, co się stało. Byłoby wielką hipokryzją z mojej strony, gdybym zmusiła brata, żeby zmierzył się z tym szybciej.

– Dasz znać Jennie, że wracamy? Chyba powinnaś ich uprzedzić.

Nie mogłam pojawić się tam ot tak i rzucić: „Hej, Cole, jak ci się wiedzie?”. Moja nieobecność trwała za długo, żeby zgotować mu taką niespodziankę.

Mama skinęła głową i opatuliła się kocem w szkocką kratę. Nie było zimno. Wręcz przeciwnie, było dość gorąco, ale sądziłam, że w ten sposób chciała ochronić się raczej przed tematem rozmowy, którą właśnie prowadziłyśmy, niż przed temperaturą.

– Dostałam od niej wczoraj wiadomość. Jeszcze nie odpowiedziałam, więc napomknę jej i o tym. Cieszysz się, że znowu zobaczysz Cole’a?

Wyjrzałam przez okno. Dźwięk jego imienia w czyichkolwiek ustach odbierałam zawsze jak cios w żołądek.

– Nie chcę o tym rozmawiać.

– Dobrze – powiedziała mama. – Zadzwonię do Ali, a ty przynieś laptopa i poszukaj lotów.

W ciągu godziny mama skończyła rozmowę z siostrą i zabukowałyśmy podróż. Za tydzień będziemy w Anglii. Wysłałam mail do mojej prawniczki, mecenas Lindy Rake, żeby ją poinformować, że zmieniłam zdanie i że następnego dnia do niej zadzwonię, żeby to przedyskutować. Moja decyzja powinna ją ucieszyć. Jakiś czas temu zasugerowała, że powinnam rozważyć osobiste stawienie się w sądzie, ale wtedy kategorycznie odmówiłam.

Jasper wrócił do salonu, kiedy mama poszła już na górę spać. Usiadł obok mnie.

– Naprawdę to robimy? Naprawdę wracamy?

– Tak. – Nie byłam już przerażonym dzieckiem. Mogłam stanąć oko w oko z tatą.

– A co z Cole’em?

Nie sądziłam, że Jasper poruszy temat Cole’a. Wiedział, że nie lubiłam o nim rozmawiać.

– Nic.

– Jasne. Czyli wracasz do miejsca, gdzie mieszka facet, którego kochasz, i nie zamierzasz nic z tym zrobić? – zapytał najbardziej sarkastycznym tonem, jaki słyszałam w życiu. Kiwnęłam w odpowiedzi głową. – Dajże spokój, Oakley. Od czterech lat usychasz tu z tęsknoty, nigdy nie widziałem, żebyś choćby rzuciła okiem na kogoś innego, a teraz naprawdę zamierzasz zmarnować taką szansę na szczęście?

Westchnęłam. Z nikim się nie związałam, bo odrzucała mnie sama myśl o tym, że mogłabym jeszcze do kogoś tak bardzo się zbliżyć. Problem nie leżał w tutejszych facetach, wszystko było z nimi w porządku. Po prostu nie czułam się z nimi pewnie i bezpiecznie. Ich uśmiechy, choćby najpiękniejsze, nie potrafiły sprawić, bym zapomniała o każdej obrzydliwej rzeczy, której doświadczyłam.

– I co, stanę na jego progu i wrócimy do siebie na czas procesu, a potem znowu go zostawię? Sam powiedziałeś: minęły cztery lata. Ułożył sobie życie. Nawet nie wiemy, czy się nie ożenił! – Rozpatrywanie scenariuszy, w których Cole wziął ślub, w stu procentach przypominało dźganie się nożem w serce.

– Jenna chyba raczej wspomniałaby o czymś takim. – Jasper uniósł brew.

No dobra, to prawda, na pewno by wspomniała. Ale to jeszcze nie znaczy, że on z nikim się nie spotyka. W końcu mówimy o Cole’u. Najbardziej niesamowitym, słodkim, atrakcyjnym, zabawnym, hojnym i troskliwym człowieku świata.

– Nieważne. Tak czy siak nie zamierzam robić nic głupiego i mieszać mu w życiu.

– No to może nie powinnaś go była wtedy zostawiać!

Pod powiekami zapiekły mnie wzbierające łzy. To był cios poniżej pasa.

– Cholera. Przepraszam cię – powiedział Jasper i skrzywił się, kiedy wstałam z sofy.

Uniosłam dłoń, żeby się zamknął.

– Nic się nie stało. Idę spać. Dobranoc, Jasper.

Jęknął sfrustrowany. Poszłam na górę. Prawda była taka, że mój brat miał wiele racji. Dlatego tak zabolały mnie jego słowa.

Weszłam pod kołdrę, jak tylko się umyłam. Niewiele zrobiłam tego dnia, ale czułam się wyczerpana. Ukryta pod poduszką po tej stronie łóżka, na której nie spałam, leżała bluza Cole’a – jedyna jego rzecz będąca w moim posiadaniu. Od dawna już nie pachniała jego płynem po goleniu, ale była jego i dlatego tyle dla mnie znaczyła.

W gardle rosła mi gula. Przełknęłam ślinę, żeby zdusić płacz, ale bez skutku. Wsadziłam twarz w tę bluzę i zaczęłam bezgłośnie płakać, żeby nikt mnie nie usłyszał.

Chociaż nigdy nie rozmawialiśmy o uczuciach, jakie żywiłam do Cole’a, mama i Jasper wiedzieli, że ciągle go kocham. Przy tych rzadkich okazjach, kiedy gdzieś wychodziłam, mama zachęcała mnie, żebym spróbowała poznać kogoś nowego, ale nie potrafiłam nie ulec pokusie porównywania tych ludzi z Cole’em – i te porównania nigdy nie kończyły się dla nich korzystnie. Przy nikim innym nie czułam się normalna.

Przez większość nocy nie zmrużyłam oka, rozmyślając o tym, co powiedział Jasper. Próbowałam nie pozwolić, żeby do mojego umysłu wkradło się wahanie, ale kiedy brat mówił mi takie rzeczy, nie umiałam się oprzeć wątpliwościom. Czy dobrze wtedy zrobiłam? Czy mama miała rację, kiedy sugerowała, że Cole mógłby skończyć studia w Australii? Mieli wybrany przez niego kierunek, ale to nie był wymarzony uniwersytet Cole’a. No i cała jego rodzina i wszyscy przyjaciele zostaliby w Anglii. Gdyby ze mną tu przyleciał, czy nie skończyłoby się tak, że by mnie znienawidził za to, że przeze mnie musiał z tego wszystkiego zrezygnować?

Jęknęłam i przeciągnęłam dłońmi po twarzy. Ponowne rozważanie tego wszystkiego w niczym nie pomagało. Podjęłam decyzję i musiałam z nią teraz żyć – podobnie jak Cole. Już niedługo miałam przekonać się, czy i on sądził, że dobrze zrobiłam, czy okaże się, że popełniłam straszny błąd, który wpłynął na życie nas obojga.

Zapakowaliśmy już walizki do bagażnika. Mama i Jasper robili jeszcze szybkie porządki przed wylotem, więc skorzystałam z ostatniej okazji, żeby zrobić coś, co, byłam pewna, mama pominęła.

– Niedługo wracam – krzyknęłam z progu, żeby nikt mnie nie zatrzymał pytaniami o to, gdzie idę.

Spacer brzegiem plaży – świadomość, że na jakiś czas żegnam z tym miejscem – przygnębił mnie. To tu uciekałam, kiedy potrzebowałam pobyć sama, i bardzo będzie mi w Anglii tego brakować.

Mieszkał niedaleko nas, więc dotarłam do jego domu w niewiele ponad pięć minut. Odetchnęłam głęboko, zapukałam do drzwi frontowych i czekałam.

– Oakley, cześć – przywitał mnie Miles, z zaskoczenia marszcząc lekko czoło. Znałam jego adres, ale nigdy wcześniej go nie odwiedziłam.

– Dzień dobry. Mogę wejść? Tylko na chwilę. – Miles się odsunął, żeby mnie przepuścić w drzwiach. – Czy mama powiedziała panu, że lecimy dzisiaj do Anglii? – zapytałam, postanowiwszy przejść prosto do sedna. Między nimi panowało wiele niedomówień, więc ja chciałam postawić sprawę jasno.

Widać było, że ta wiadomość sprawiła mu ból. Chciałam walnąć mamę za to, że pozostawała ślepa na uczucie, którym ewidentnie ją darzył.

– Nie, nic nie mówiła. Jak długo was nie będzie?

– Nie wiem. Pewnie tyle, ile potrwają procesy.

– No tak, oczywiście. Przepraszam.

Machnęłam ręką, żeby się nie przejmował

– Nic nie szkodzi. Pomyślałam po prostu, że powinien pan o tym wiedzieć. Proszę posłuchać, podoba się jej pan, ale musi pan wykonać pierwszy ruch. Mama się boi i jest uparta. Musi zobaczyć, jak bardzo panu na niej zależy.

Uśmiechnął się, pokiwał głową i przeczesał ręką ciemne, siwiejące włosy.

– Jak mam to zrobić?

Roześmiałam się na myśl, że mam radzić czterdziestokilkulatkowi w sprawach miłosnych.

– Mama uparła się zostawić tu komórkę, żeby, jak twierdzi, mogła bardziej się na mnie skupić. Ale ja wiem, że to ze strachu, więc proszę – podałam mu karteczkę – to mój numer. Dla niej te procesy też będą ciężkim przeżyciem i nawet jeśli nie chce się do tego przyznać, telefon od pana bardzo jej pomoże. Tylko proszę nie wysłać maili, bo je zignoruje.

– Rozumiem. – Uśmiechnął się. – Dziękuję. Obiecuję, że do niej zadzwonię. – Miles wziął karteczkę i wsunął ją do tylnej kieszeni spodni.

– Wiem, że tak. Inaczej Jasper nakopie panu do tyłka, kiedy wrócimy – zażartowałam.

Miles zaśmiał się cicho i pokręcił głową.

– Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy. Rany, czy to właściwa uwaga przed takim procesem? – zapytał z grymasem na twarzy.

– Nie jestem pewna, ale jak dla mnie, tak, jest w porządku. Dziękuję panu.

Odetchnął z ulgą i się uśmiechnął.

– No dobrze. Dasz mi znać, jak wam idzie?

Uśmiechnęłam się i uniosłam brew.

– Mama to zrobi, kiedy będziecie rozmawiać.

– W porządku – zachichotał. – W takim razie do zobaczenia po waszym powrocie?

Skinęłam głową i podeszłam do drzwi.

– Do widzenia.

– Cześć, Oakley.

Naprawdę miałam nadzieję, że zadzwoni. Mimo że mama się bała, zasługiwała na szczęście. Z Milesa był świetny gość. W niczym nie przypominał taty.

Jak zwykle, Jasper czekał na mnie przy drzwiach. Nie było mnie dwadzieścia minut.

– Wszystko w porządku – powiedziałam do niego, zanim zdążył zapytać.

– Dobrze, że już wróciłaś, skarbie! Jasper, masz paszport? – powiedziała mama, przekręcając klucz w drzwiach. Wsiadłam na tylne siedzenie samochodu, bo wiedziałam, że Jasper jęczałby jak dziecko, gdyby nie mógł siedzieć z przodu.

– Tak – odmruknął i usiadł przede mną. – Dlaczego nie spytałaś o to samo Oakley? – Mama posłała mu sarkastyczny uśmiech, który mnie rozbawił. – To nie fair – mruknął mój brat pod nosem.

– Napisałaś do Jenny, prawda? Na pewno wiedzą, że wracamy na trochę? – upewniłam się.

– Tak, napisałam do niej. – „To dobrze. W porządku”. Nie chciałam na nich wpaść bez uprzedzenia.

Część mnie ekscytowała się, że znowu zobaczę Cole’a. Od czterech lat tęskniłam za wszystkim, co z nim związane. Chciałam ponownie usłyszeć jego głos i zobaczyć jego uśmiech. Inna część mnie była przerażona. Tak bardzo bolała mnie myśl, że Cole mógłby mnie nienawidzić. Bałam się też, że będę musiała widywać go w towarzystwie kogoś innego, ale jeśli tak się stanie, będę mogła obwiniać jedynie siebie.

Rozdział 2

Cole

Mój tak zwany przyjaciel Ben westchnął.

– To żałosne.

– Wcale nie. To romantyczne – stwierdziła Kerry. Przynajmniej jedno z nich stało po mojej stronie.

– Romantyczne? Minęły cztery lata, a on ciągle zachowuje się jak nastolatka, która właśnie dowiedziała się że ten Justin-jak-mu-tam nie jest już singlem – odciął się Ben i wycelował we mnie palec, jakby istniała jakakolwiek wątpliwość, kogo miał na myśli. – Cole, poprzyj mnie. To żałosne, nie?

– Wielkie dzięki – mruknąłem. Nie byłem tak do końca żałosny. Odkąd Oakley wyjechała, poszedłem na kilka randek, ale nic z nich nie wyszło. Nieważne, jak bardzo próbowałem się do tego zmusić, nie chciałem związku z żadną inną kobietą. Co strasznie zjebało mi życie, bo Oakley wyjechała. Zerwała ze mną, a potem wyjechała.

Ben uniósł dłoń, kiedy Kerry otworzyła usta, żeby na nowo uzasadniać swój punkt widzenia.

– Mówię tylko, może nadeszła pora, żebyś dał szansę Chelsea. To świetna dziewczyna, no i mieszka w Anglii.

Westchnąłem i potarłem szczękę. Chelsea była świetną dziewczyną. Ładna, z fajnym poczuciem humoru i inteligentna – ale nie była Oakley. Poznałem ją pierwszego dnia na uczelni i przyjaźniliśmy się od tamtej pory. Kilka razy zasugerowała, że chciałaby czegoś więcej, ale nie potrafiłem jej zwodzić tylko dlatego, że może kiedyś w końcu dojrzeję do związku z nią.

Kerry walnęła Bena w klatkę piersiową wierzchem dłoni. Uderzenie zabrzmiało całkiem donośnie.

– Ben, nie namawiaj go do tego. Przecież to jasne, że Oakley jest mu pisana!

– Przypomnij mi, kto go rzucił, żeby przeprowadzić się na drugi koniec świata?

To zabolało jak cholera.

– Ale myślała, że robi to dla jego dobra! To on powinien był za nią polecieć. Właśnie w tej chwili mogliby się razem wylegiwać na słońcu na cudnej rajskiej plaży.

„Chciałem z nią lecieć. To ona tego nie chciała”.

– Ale tego nie zrobił! Minęły cztery lata. Ona pewnie sobie kogoś znalazła i to z nim wyleguje się teraz na słońcu na rajskiej plaży.

Zamknąłem oczy i odepchnąłem od siebie myśl o tym, że dotyka jej inny facet. Czy by mu na to pozwoliła? Mnie pozwoliła, ale my przyjaźniliśmy się od lat. Wiedziała, że nigdy bym jej nie skrzywdził. Jej zaufanie znaczyło dla mnie bardzo wiele i fakt, że czuła się ze mną na tyle dobrze i bezpiecznie, żeby w ten sposób się do mnie zbliżyć, sprawiało, że czułem się jak jakiś cholerny gigant.

Połowa mnie miała nadzieję, że Oakley nigdy nie pozwoli innemu mężczyźnie być ze sobą tak blisko, ale druga połowa miała nadzieję, że jednak to zrobi. Chciałem, żeby była szczęśliwa i żeby te dwa skurwysyny, które ją skrzywdziły, nie zmarnowały tym jej szans na ułożenie sobie życia.

Minęły cztery lata – a ja ciągle myślę o niej jak o swojej dziewczynie.

– Albo zmienicie temat, albo sobie pójdę – syknąłem.

Ich rozmowa przyprawiała mnie o mdłości. Kerry w jednym miała rację: powinienem był lecieć za Oakley. Najbardziej żałowałem właśnie tego, że tu zostałem, ale wydawało mi się, że nie chciała, żebym jej towarzyszył. Bałem się, że niespodziewanie stanę na progu jej domu, a ona każe mi wracać.

Esemesowaliśmy ze sobą przez pierwszych kilka tygodni. No dobrze: to przede wszystkim ja zalewałem ją morzem wiadomości. Ona raz za razem przepraszała mnie za wszystko i powtarzała, że powinienem o niej zapomnieć. Ale ja wiedziałem, że wyrzucenie jej z pamięci nigdy nie nastąpi – od naszego dzieciństwa stanowiła ważną część mojego życia.

Całkowicie rozumiałem, czemu nie może tu dłużej mieszkać. Po tym, co te skurwysyny jej zrobiły, było oczywiste, że nie chciała, żeby coś ciągle jej o nich przypominało. Ale myliła się całkowicie, twierdząc, że moje życie jest tu, i nie dała mi dość czasu, żebym ją o tym przekonał. Po prostu wyjechała. A teraz było już za późno.

– O czym rozmawiamy? – zapytała Chelsea, zajmując miejsce obok mnie. Nawet nie zauważyłem, kiedy weszła.

– Że z Cole’a jest prawdziwy romantyk – odpowiedziała jej Kerry w tym samym momencie, kiedy Ben stwierdził:

– Że Cole jest żałosny!

Kerry i Ben byli dla siebie stworzeni. Fraza „zmieńcie temat” ewidentnie dla obojga znaczyła coś zupełnie innego niż dla mnie.

– Wszystko jasne – zaśmiała się Chelsea i posłała mi przelotny uśmiech. – Wychodzimy wieczorem?

– Jak najbardziej! – odparła Kerry i zaczęła gadać o miejscu, gdzie się wybieraliśmy. Dzięki Bogu, to zakończyło temat mojej żałosnej tęsknoty za Oakley.

Zanim włączyłem się do rozmowy, wszystko już ustaliły. Spotkamy się całą grupą u mnie o ósmej i zamówimy taksówkę do miasta.

– Do zobaczenia potem! – powiedziałem, kiedy rozstawaliśmy się na parkingu.

– Cześć, frajerze! – krzyknął Ben. „Jak miło”.

Rodzice, moja siostra Mia i siostrzenica Leona – którą często nazywaliśmy Fifi ze względu na jej obsesyjną fascynacją Fifi Niezapominajką – siedzieli na sofie i oglądali Kopciuszka.

– Cześć, skarbie – powiedziała mama. Z trudem utrzymywała wiercącą się Leonę na kolanach.

Jedna rzecz, której się dowiedziałem po narodzinach siostrzenicy, to że dzieci są głośne. Często też robią olbrzymi bałagan i nie chcą siedzieć w jednym miejscu.

– Cześć – odpowiedziałem z grymasem. Nie podobało mi się, że wieku dwudziestu dwóch lat ciągle byłem nazywany „skarbem”.

Poszedłem do kuchni zrobić sobie herbaty i zaraz dołączyła do mnie Mia. „Raz, dwa, trzy…”.

– Znowu masz taki wyraz twarzy, jakbyś myślał o Oakley.

„To raczej mój normalny wyraz twarzy”.

– Nie chcę o tym gadać. Chcę iść mordować hordy ludzi na playstation, dopóki nie wyjdę wieczorem.

Mia uśmiechnęła się do mnie ze współczuciem.

– Z kim wychodzisz?

– Z Kerry, Benem i Chelsea.

– Chelsea też, hę?

– Jesteśmy tylko przyjaciółmi. – Przewróciłem oczami.

– Ja to wiem. A ona?

– A ona nie. Pomyślałem, że będę ją zwodzić, dopóki nie przestanę myśleć o Oakley przez cały cholerny czas – zacząłem z sarkazmem, ale pod koniec zdania byłem już szczery. Aż za szczery. Nadal myślałem o Oakley przez cały czas. To po prostu skończyło się tak nagle. W jednej minucie była tuż obok, a w następnej leciała bez najmniejszego ostrzeżenia do Australii.

– Cole, och…

Uniosłem rękę.

– Nic nie mów. – Nie potrzebowałem pełnych litości spojrzeń ani współczujących słów. Poradzę sobie. Nie mam wyboru. Wolałbym tylko, żeby Oakley skłamała i powiedziała, że nie chce dłużej ze mną być, że mnie już nie kocha. W ten sposób bym wiedział, że to definitywny koniec i że nie ma szans, żebyśmy do siebie wrócili.

Mia znów otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, chociaż poprosiłem ją, żeby milczała, ale na szczęście do kuchni w podskokach weszła Leona. Odgarnęła grzywkę z oczu.

– Wujek Ołl – krzyknęła i puściła się pędem w moim kierunku. Udało mi się ją chwycić i podnieść, zanim walnęła mnie w krocze. Po raz kolejny.

Leona ciągle miała problemy z wymawianiem „k”, więc zostałem ochrzczony wujkiem Ołl. Uśmiechnąłem się do niej i powiedziałem:

– A potrafisz wymówić „K-oul”?

– Ołl! – zaświergotała dumna z siebie. Zaśmiałem się. „No, prawie!”. Zabrałem ją do salonu, żeby uniknąć dalszej rozmowy z Mią o Oakley. Leona wierciła mi się na rękach, wymachując swoją lalką. Kilka razy prawie uderzyła mnie nią w twarz.

– Davidzie, czemu jeszcze tego nie naprawiłeś? – zapytała sucho mama, mocno stukając w laptop, jakby dzięki temu mógł w czarodziejski sposób zadziałać.

– To nie jest takie proste, Jenno! – odparł tata równie suchym tonem. „No cóż, przynajmniej nie kłócą się o to, czy jestem romantyczny, czy żałosny”.

– Co w tym takiego trudnego? Po prostu zadzwoń do ludzi od internetu, tam musi być ktoś, kto tym steruje.

Roześmiałem się. Mama odwróciła się do mnie i krzywo na mnie spojrzała. Leona też zachichotała, chociaż nie miała pojęcia, z czego się śmieje. Jeśli chodzi o sprawy techniczne, mama była zacofana jak cholera.

– Problem jest z routerem, nie z całym internetem. – Tata potrząsnął głową i poszedł do swojego gabinetu, gdzie stało urządzenie.

Stanąłem nad sofą i uniosłem Leonę w górę. Natychmiast zaczęła śmiać się i piszczeć, bo wiedziała, co zaraz zrobię.

– Gotowa? – powiedziałem wolno, a mała zapiszczała jeszcze głośniej. Rzuciłem ją na poduszki, a ona rozdarła się, jakbym ją mordował. Dzieciaki tak łatwo jest rozbawić – wystarczy trochę je potarmosić.

Leona całe przedpołudnie spędziła z tym dupkiem Chrisem, więc była na cukrowym haju. Wystarczyło tylko, żeby się do niego uśmiechnęła, a dawał jej wszystko, co chciała – najczęściej słodycze. Ale przynajmniej nie zniknął zupełnie z jej życia. To bardzo wszystkich zaskoczyło. Nie cierpiałem tego przyznawać, ale był dobrym tatą. Choć wciąż nie nasikałbym na niego, gdyby stanął w ogniu.

Porwałem listy do mnie ze stolika do kawy i uciekłem do swojego pokoju. Cieszyłem się, że Leona jest z nami, ale z drugiej strony wyczerpywała mnie jej energia. Miała jej aż za dużo. Opadłem na łóżko i rozdarłem pierwszą kopertę.

„Błagam, niech tu będzie coś sensownego”. Agentka nieruchomości przysłała mi propozycje kilka nowych domów do rozważenia. Obejrzałem już sześć, ale wszystkie były gówniane. Mogłem kupić coś do remontu, ale nie chciałem bawić się w burzenie ścian czy coś takiego.

Dwa domy z pięciu wyglądały w porządku. Planowałem umówić się, żeby je obejrzeć. Reszta wylądowała w koszu. Szukanie własnego domu to było coś, co miałem robić z Oakley. Kiedy byliśmy parą, myślałem o takich sprawach. Mieliśmy kiedyś razem zamieszkać. Nienawidziłem perspektywy życia w pojedynkę.

Ostatnio częściej niż wcześniej myślałem o Oakley. Sprawa sądowa niedługo się zacznie. Miałem nadzieję, że te ścierwa do końca życia będą gnić w pierdlu. Najpierw nie chciałem przysłuchiwać się procesowi. Nie chciałem znać żadnych szczegółów. Złożyłem zeznania, w których wyjaśniłem dokładnie, co zaszło tego dnia, gdy Oakley do mnie zadzwoniła. Zostaną odczytane w sądzie.

Teraz jednak zmieniłem zdanie. Chciałem tam być, przyglądać się ostatecznemu upadkowi tych dwóch. Potrzebowałem tego. No i pragnąłem zobaczyć Oakley. Będzie tylko twarzą na ekranie, ale to i tak lepsze od starych fotek. Usłyszę jej głos. Po tym, jak w końcu zaczęła mówić, miałem tylko dwa tygodnie, żeby jej słuchać, a to o wiele za mało.

– Hej – powiedziała Chelsea, wchodząc bez pukania do mojego pokoju. Cholera, była już za piętnaście ósma. Użalanie się nad sobą naprawdę sprawiało, że czas płynął szybciej!

Uśmiechnąłem się i usiadłem.

– Cześć. Ładnie wyglądasz.

Chelsea miała na sobie obcisłą czarną sukienkę z bardzo dużym dekoltem. Kiecka sprawiała wrażanie namalowanej na niej. Oakley nigdy by się tak nie ubrała. To nie w jej stylu, no i nie potrzebowała nic robić, żeby zwrócić na siebie uwagę.

Chelsea zaśmiała się i żartobliwie szturchnęła mnie w ramię, a potem przesunęła dłonią w dół mojej ręki.

– Dzięki. Ty wyglądasz tak samo jak wcześniej!

– No. Powinienem się przebrać. – Wstałem i chwyciłem parę dżinsów i czarną koszulę. Normalnie przebrałbym się w pokoju, ale Chelsea rozsiadła się na łóżku i ewidentnie nigdzie się nie wybierała. Była świetną laskę, ale coraz wyraźniej mnie podrywała, a ja nie chciałem robić jej fałszywych nadziei.

Zmieniłem ciuchy w łazience i wróciłem do pokoju, żeby ją zgarnąć i sprowadzić na dół, na bezpieczny teren. Kerry i Ben mieli się niedługo zjawić. Chelsea rozłożyła się na moim łóżku jak na swoim własnym. „Ależ proszę, rozgość się!”.

– Poczekajmy na nich na dole, na pewno zaraz tu będą. – Skinąłem brodą w stronę drzwi.

– Pewnie. – Opuściła nogi na podłogę i podniosła się.

Westchnąłem i poszedłem za nią na dół. Na szczęście moi rodzice poszli gdzieś na kolację, a Mia pewnie próbowała uśpić Leonę.

– Już tu są – powiedziała Chelsea, wyglądając przez okno. „Całe szczęście”. Kerry siedziała na tylnym siedzeniu. Jakby wiedziała, że będę chciał uniknąć ewentualnych niezręczności z Chelsea, bo rzadko pozwalała mi zająć przedni fotel.

– Gotowy na chlanie? – powiedziała, jak tylko wsiadłem do auta.

– Więcej niż gotowy – odpowiedziałem. Chciałem tak się urżnąć, żeby nie pamiętać imienia Oakley.

Zaraz po wejściu do klubu skierowaliśmy się z Benem do baru. Zamówiliśmy piwo, colę, kieliszek wina i obrzydliwy niebieski drink i zanieśliśmy to wszystko do stolika, który udało się zająć dziewczynom. Ciągle było dość wcześnie i klub nie był jeszcze przepełniony, ale i tak nasz stolik był ostatnim wolnym.

Chelsea rzuciła mi kolejne flirciarskie spojrzenie znad swojego drinka. Sączyła go wolno. Wiedziała, że jedyne, na co może liczyć z mojej strony, to przyjaźń. Sądziła, że zmienię zdanie, jeśli pokaże więcej skóry?

Tych kilka randek, na których byłem, odkąd Oakley wyjechała, skończyło się gównianie. Czułem się, jakbym ją zdradzał, co potwornie mnie wkurzyło, bo to w końcu ona zostawiła mnie tutaj. Oakley mnie rzuciła, a ja czułem, że nie wolno mi widywać się z nikim innym.

Wszyscy powtarzali mi, że muszę dać sobie spokój. No, wszyscy poza Kerry, która zachęcała mnie, żebym poczekał na Oakley.

– W swoim czasie wrócicie do siebie i będziecie żyć długo i szczęśliwie – mawiała. Wiedziałem, że to głupie mrzonki, ale i tak nie umiałem oprzeć się nadziei.

Trzy piwa, dwie whiskey z colą i pięć shotów później byłem zalany w trupa. Kobiety zrobiły się piękniejsze, a ja przestałem być smętną porażką, czekającą na kogoś, kto spieprzył na drugi koniec świata i tam został.

– Cole – wybełkotała Chelsea i złapała mnie za ramię, żeby mieć oparcie – zatańczymy?

Potrząsnąłem głową.

– Nie. Podoba mi się przy barze. – Oparłem się tułowiem o drewnianą ladę i uniosłem rękę, żeby zwrócić uwagę barmana. – Podwójna whiskey z colą. Chcesz coś, Chels?

– Nie, dzięki – prychnęła, odwróciła się na pięcie i odmaszerowała.

– Z czego się śmiejesz? – zapytał Ben, siadając obok mnie na barowym stołku.

Machnąłem dłonią.

– Nieważne. – Ciało mi ciążyło. Już od dawna nie byłem tak zalany.

– Zapijasz problemy, jak widzę. – Ben potrząsnął głową. – Chłopie, musisz się z nimi zmierzyć. Wprost.

– Masz rację, stary. Jestem żałosny.

Westchnął.

– Posłuchaj, musisz albo o niej zapomnieć, albo po nią pojechać.

– Pierwsze odpada, bo ją kocham. – Pomachałem mu palcem przed nosem, żeby dobrze mnie zrozumiał. – Zostaje mi Ameryka.

– Australia – poprawił mnie Ben.

Ze śmiechem potrząsnąłem głową. Pokój zawirował mi przed oczami i zrobiło mi się niedobrze.

– Ona jest w Australii. – Skrzywiłem się. – To wcale nie jest śmieszne. Wiesz dlaczego? – Czekałem na jego odpowiedź. Przewrócił oczami i dał mi znak, żebym mówił dalej. – Bo ją kocham. A wiesz, co się robi, kiedy się kogoś kocha? Leci się za tym kimś do Australii, ot co. Mam rację?

– Tak, Cole, masz rację – odmruknął Ben.

– Wiedziałem. – Walnąłem pięścią w blat. – Dobra, to jazda.

– Hola. – Ben złapał mnie za ramię i przyciągnął z powrotem do baru. – Musisz najpierw wytrzeźwieć. Odstawiam cię do domu, żebyś się przespał. – Zachwiałem się i musiałem się na czymś oprzeć. – Ani kropli alkoholu więcej. Znajdźmy dziewczyny i jedźmy.

Kerry i Chelsea tańczyły na skraju parkietu. Wyglądały jak nawiedzone, gdy wyrzucały w górę ramiona. Zachichotałem. Też się wstawiły. Chelsea spojrzała w naszym kierunku i otarła się całym ciałem o jakiegoś obcego faceta tańczącego za nią. Wzruszyłem ramionami. Nie uda się jej wzbudzić we mnie zazdrości.

– Wychodzimy – zawołał Ben na tyle głośno, żeby przekrzyczeć muzykę. Chelsea spojrzała na nas z niechęcią. Gość za nią się przesunął i złapał inną dziewczynę.

– Dobra – warknęła. Przepchnęła się koło grupy dziewczyn z najdłuższymi sztucznymi rzęsami, jakie widziałem w życiu. Wyglądało to tak, jakby na powiekach zdechły im pająki.

W samochodzie siedziałem z przodu, nieruchomy jak posąg. Każdy ruch sprawiał, że chciało mi się rzygać. Wiedziałem już teraz, że następnego dnia będę się czuł naprawdę gównianie. A alkohol i tak nie dał pożądanego efektu: i tak gadałem o Oakley.

– Ben, kurwa mać! – syknąłem. Miałem wrażenie, że przyjaciel specjalnie wjeżdża w każdą dziurę na drodze.

– Nic na to nie poradzę. Przestań marudzić jak dziecko.

Jęknąłem i przycisnąłem czoło do chłodnej szyby. „Chcę umrzeć”. Ben wjechał na mój podjazd, wysiadł i obszedł samochód dookoła, żeby mi pomóc. W drodze do domu opierałem się o niego.

– Jutro lecę do Australii – ogłosiłem, kiedy przekręcał klucz w zamku i wpychał mnie do środka.

Parsknął i zamknął za mną drzwi ze słowami:

– Baw się dobrze!

Mama, tata i Mia wpatrywali się we mnie z otwartymi ustami. Tata już miał coś powiedzieć, ale uniosłem dłoń.

– Nie natychmiast, nie martwcie się. Najpierw muszę się przespać – wymamrotałem i chwiejnym krokiem ruszyłem ku schodom.

Droga do mojego pokoju zajęła mi więcej czasu niż zazwyczaj. Korytarz się wydłużył.

Padłem na łóżko i zacisnąłem powieki, co skutecznie powstrzymało wirowanie ścian. Poczułem, jak materac się ugina, i wiedziałem, że ktoś przyszedł zapytać mnie, co to, do cholery, było.

– Dobrze się bawiłeś? – zapytała Mia.

– Australia leży naprawdę daleko, co nie?

Z westchnieniem położyła mi dłoń na ramieniu.

– Tak. Serio myślisz, żeby lecieć do Oakley, czy tak tylko pleciesz po pijaku? To chyba nie jest dobry pomysł, żeby się tam pokazywać bez zapowiedzi.

– Nie wiem. – Wzruszyłem ramionami. – Zostawiła mnie. Nie chciała, żebym się z nią przeprowadził. To boli – przyznałem.

– Wiem, że tak, ale musisz w końcu podjąć decyzję, Cole. Albo próbujesz ją odzyskać, albo o niej zapominasz.

– To samo mówi Ben.

– To już trwa za długo. Tak nie można żyć. Będę cię wspierać, cokolwiek postanowisz, ale pora podjąć decyzję. Nie mogę patrzeć, jak się tak męczysz. A teraz śpij.

Mia wyszła z pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Myślałem o tym, co mi powiedziała. „Odzyskaj ją albo zapomnij”. Próbowałem zapomnieć, ale nie potrafiłem. Oakley nie zerwała ze mną, bo mnie już nie kochała. Gdyby rzuciła mnie z takiego powodu, przynajmniej bym wiedział, że nie ma już dla nas szans, i nie robiłbym sobie nadziei. Ale Oakley mnie zostawiła, bo nie mogła dłużej tu żyć. Świadomość tego sprawiała, że nie mogłem przestać o niej myśleć.

Rozdział 3

Oakley

Zbliżaliśmy się do miejsca, gdzie dawniej mieszkaliśmy, a mnie zalewała fala wspomnień. Większość z nich dotyczyła Cole’a i rzeczy, które robiliśmy razem. Serce zaczęło mi szybciej bić. Byłam tak blisko niego. Skręciliśmy za róg i ukazał nam się jego dom. W żołądku zatrzepotały mi motyle. Mój stary dom stał tuż za jego, ale nawet nie spojrzałam w kierunku budynku, w którym spędziłam dzieciństwo.

– Oakley, ciągle możesz odmówić, jeśli chcesz – zaczęła mama. Ściągnęła stopę z gazu i samochód zwolnił. Wybałuszyłam oczy, kiedy zorientowałam się, co dokładnie ma na myśli.

– Co robisz? – zapytałam, starając się ukryć panikę w głosie.

– Nie widzieliśmy się od prawie czterech lat. Tęsknię za Jenną – wyszeptała. – Ale jeśli nie chcesz ich odwiedzić teraz, zrobimy to innym razem. Zrozumiem.

Wiedziałam, że nie próbowała wzbudzić we mnie poczucia winy, ale właśnie to się stało. To przeze mnie za nimi tęskniła. To przeze mnie od czterech lat nie widziała najlepszej przyjaciółki. Przełknęłam ślinę i spróbowałam odepchnąć od siebie obawy.

– Nie, w porządku. Też za nimi tęsknię. – Mogłam się ogarnąć i pozwolić mamie zobaczyć przyjaciółkę. „Cole’a pewnie nawet nie ma w domu”. – Jennie zrobiłoby się przykro, gdyby się dowiedziała, że byliśmy w okolicy i nie wpadliśmy z wizytą.

Mama uśmiechnęła się do mnie w lusterku i zatrzymała się przed ich domem.

– Dziękuję.

Jasper z werwą zapukał do drzwi. Było jasne, że jest równie podekscytowany perspektywą spotkania z Bensonami, co mama. Mnie ogarnęło przerażanie i chęć ucieczki, gdy tylko usłyszałam kroki po drugiej stronie drzwi.

Na szczęście to była Jenna. Z zaskoczenia aż zachłysnęła się powietrzem i natychmiast otworzyła drzwi na całą szerokość.

– O Boże! – krzyknęła.

Mama zrobiła krok naprzód i uściskały się, śmiejąc się jak nastolatki. Fajnie było znowu usłyszeć, jak mama tak się śmieje.

– Kiedy wróciliście? Na jak długo zostajecie? – pytała Jenna, poganiając nas, żebyśmy weszli do środka. Uściskała mnie i Jaspera równie entuzjastycznie jak mamę.

Dlaczego zadawała takie pytania? Przecież wszystko wiedzieli. Ścisnęło mnie w żołądku, kiedy uświadomiłam sobie, że nie dostała maila mamy.

Kątem oka zauważyłam, że mama marszczy brwi.

– Nie dostałaś mojej wiadomości?

Jenna sapnęła.

– Nie. Internet nam wysiadł. Tyle razy mówiłam Davidowi, żeby go naprawił, ale wiesz, jaki on jest! Tak się cieszę, że was widzę! – „O nie, to fatalnie!”. – Oakley, świetnie wyglądasz. Tak wyrosłaś! – Znowu mnie uścisnęła.

Uśmiechnęłam się, próbując ukryć narastającą we mnie panikę. Cole nie powinien mnie zobaczyć ot tak, bez uprzedzenia. Wizyta bez zapowiedzi była ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował.

Jasper zaśmiał się niewesoło.

– A mimo to jest równie niedojrzała jak zawsze.

– I kto to mówi, Jasper? Ty? – odcięłam się. Mój brat był wielkim dzieckiem ukrytym w ciele dorosłego mężczyzny i jednym z najbardziej niedojrzałych ludzi, jakich znałam.

Zmrużył oczy, przytrzymał mnie za ramiona i na siłę zmierzwił mi włosy.

– Odczep się! – krzyknęłam i odtrąciłam jego rękę. To naprawdę nie była dobra pora na przekomarzanki. Musiałam dowiedzieć się, czy Cole jest w domu, żeby postanowić, jak rozegrać nasze spotkanie. Nie było wyjścia, zobaczymy się na pewno, ale chciałam, żeby kiedy do niego dojdzie, wszystko odbyło się właściwie.

Odpychając Jaspera, spojrzałam przed siebie i zamarłam. Było za późno, żeby wyjść. Cole stał przede mną i wgapiał się we mnie z otwartymi ustami. „Nie, nie, nie!”. Z radości mocniej zabiło mi serce. Na jego widok zaparło mi dech w piersiach – to było niesamowite uczucie. Wcale się nie zmienił. Czesał się tak samo jak dawniej, tylko skrócił włosy o kilka centymetrów. Tyle że w moich wspomnieniach nie był aż tak przystojny.

Koło niego stała dziewczyna, której nie znałam. Przebiegł mnie dreszcz, a żołądek podszedł mi do gardła. Byli ze sobą? Na pewno. Wiedziałam, że najprawdopodobniej sobie kogoś znalazł, ale ni cholery nie chciałam naocznego dowodu.

Jasper mnie puścił i prawie upadłam na podłogę. Nie mogłam ustać na nogach. Chciałam wyjść, zanim na sto procent przekonam się, że ta laska to jego dziewczyna, ale nie potrafiłam się ruszyć.

– Ale niezręcznie – mruknął Jasper pod nosem. Chciałam go walnąć, ale ciągle nie mogłam ruszyć nawet palcem.

Było jasne, że dziewczyna, którą tak bez powodu od razu znienawidziłam, rozpoznała mnie. Patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami, równie zaskoczona, że mnie widzi. Czy Cole mówił jej o mnie? Czy byłam tą suką, która go zostawiła, a ona – najwspanialszą obecną partnerką? To wcale nie byłoby takie dalekie od prawdy.

– O ja cię kręcę! Oakley! – zawołała Kerry, wpadając do pokoju. Podskoczyła do mnie i zamknęła mnie w swoim żelaznym uścisku. Ben stał tuż za nią i przenosił wzrok to na mnie, to na Cole’a. – Naprawdę wróciłaś! Nie mogę w to uwierzyć! Jak długo zostajesz? Boże, ale się za tobą stęskniłam.

Swoje powitanie wymamrotałam na bezdechu, bo Kerry wyciskała całe powietrze z moich płuc.

– Ooo, ale masz seksowny, głęboki głos!

Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć, więc nie powiedziałam nic. Pewnie ciągle nie oswoiła się z faktem, że mówię. Cztery lata temu nie miałam okazji jej zobaczyć po tym, jak wszystko wyszło na jaw.

– Ben, przywitaj się! – rozkazała, ale zanim Ben zdążył to zrobić, kontynuowała: – Ach, a to Chelsea, nasza koleżanka.

Uśmiechnęłam się do Kerry, wdzięczna za niezbyt subtelny sposób, w który dała mi znać, że Chelsea i Ben nie są parą. Zalała mnie fala ulgi.

– Cześć, Chelsea!

– Hej – odpowiedziała.

Znowu spojrzałam na Cole’a, który ciągle stał jak posąg. Przez cały czas nie odrywał ode mnie wzroku, ale nie wiedziałam, czy to dobry znak, czy zły.

– Ciekawe, czy to możliwe, żeby ta sytuacja zrobiła się jeszcze bardziej niezręczna – zastanowił się na głos Jasper.

Spiorunowałam go wzrokiem.

– Impreza na plaży, Jasper – syknęłam. – Pamiętaj o imprezie.

Posłał mi wściekłe spojrzenie, ale zamknął jadaczkę. Byłam pewna, że to zrobi. Przypomnienie mu o tamtym incydencie zawsze działało cuda, kiedy potrzebowałam, żeby powściągnął jęzor.

– Co się stało na plaży? – zainteresowała się Kerry.

– Nic – pisnął Jasper. – Dobra, chodźmy stąd i dajmy Oakley pogadać z Cole’em.

I pomyśleć, że do tej pory przeżyłam dwadzieścia lat bez chęci zamordowania własnego brata!

– Pewnie, i tak chcę zobaczyć waszą mamę – powiedziała Kerry i zagoniła całe towarzystwo do kuchni.

Przygryzłam wnętrze policzka i rozpaczliwie spróbowałam wymyślić, co mogę powiedzieć. Cokolwiek innego niż: „Kocham cię, więc proszę, wybacz mi!”. Zbeształam się w myślach i zrobiłam krok naprzód. To ja go zostawiłam, więc to ja powinnam się pierwsza odezwać.

– Cześć – wyszeptałam.

Wargi Cole’a rozciągnęły się w delikatnym uśmiechu,

– Cześć!

Z radości mocniej zabiło mi serce. Tak bardzo stęskniłam się za dźwiękiem jego głosu. Bądźmy szczerzy: stęskniłam się za wszystkim, co dotyczyło Cole’a.

Po tej krótkiej wymianie słów znowu pogrążyliśmy się w milczeniu. Stałam nieruchomo i wpatrywałam się w niego, a on we mnie. Chciałam mu tyle powiedzieć, że nie wiedziałam, od czego zacząć. Jego wzrok wbijał się we mnie z taką siłą, że czułam się, jakbym była naga. Patrząc na niego teraz, nie miałam bladego pojęcia, jak udało mi się wyjechać bez niego.

Jego wzrok ześlizgnął się za moje ramię i Cole spiorunował wzrokiem coś za moimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam, że Jasper i Kerry wyglądają ukradkiem zza drzwi do kuchni. To mój brat zaproponował, żebyśmy zostali sami, a i tak nie mógł się powstrzymać przed podglądaniem nas.

Cole popatrzył na mnie i skinął brodą w kierunku drzwi do ogrodu na tyłach domu. Ruszyłam w tamtym kierunku, a on poszedł za mną. Przynajmniej jego gest nie oznaczał, że chce jedynie, żebym zniknęła mu z oczu.

Cole zamknął za nami drzwi i usiadł na schodku prowadzącym z podestu na trawnik. Usiadłam obok niego i wpatrzyłam się w przestrzeń, zbyt przestraszona, żeby tak od razu nawiązać kontakt wzrokowy. Ale jak tylko owiał mnie aromat jego płynu po goleniu połączony z zapachem jego ciała, poczułam się bezpiecznie – po raz pierwszy od czterech lat.

W końcu Cole odwrócił głowę i spojrzał na mnie.

– Na jak długo wróciłaś? – Nie tego pytania spodziewałam się najpierw.

– Eee, nie jestem pewna. To zależy, ile potrwają procesy.

Zmarszczył brwi i wpatrzył się w jakiś punkt ogrodu. O co mu chodzi?

– Wydawało mi się, że nie chcesz być na sali sądowej.

Wzruszyłam ramionami.

– Kiedyś tak było, ale niedawno zmieniłam zdanie. Wiesz, chcę w końcu rozliczyć się z przeszłością i zacząć nowe życie.

Może nie powinnam była wracać? Czy przez to będzie mu potem ciężej?

– Przepraszam, powinniśmy byli najpierw zadzwonić. Nie chciałam, żeby nasze pierwsze spotkanie tak wyglądało. Chciałam, żebyś wiedział, że przylatujemy. Mama napisała do twojej mamy, ale skoro wasz internet nie działa, to jasne, że nie dostaliście naszej wiadomości. Jeszcze raz cię przepraszam, powinniśmy byli się upewnić, że…

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki