Wydawca: Insignis Media Kategoria: Styl życia Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 445 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Brazylia - Michael Palin

Brazylia – nowe potencjalne supermocarstwo, rozciągający się na pół kontynentu tygiel kultur, religii i ras, kraina nieprzebranych bogactw, która ma do zaoferowania dużo więcej niż słońce, ocean i sambę. Leśne głusze, gdzie nie stanęła jeszcze ludzka stopa, tętniące życiem metropolie zamieszkiwane przez skrajnie ubogich i nieprzyzwoicie zamożnych… Brazylia to kraj szokujących kontrastów.

Jako gospodarz mistrzostw świata w roku 2014 i igrzysk olimpijskich w roku 2016 Brazylia ściąga na siebie uwagę całego świata, stając się przy tym nowym ulubionym kierunkiem wakacyjnych podróży. Poznajcie ten południowoamerykański kraj, który zachwyca niezliczonymi cudami natury i oszałamia niesamowitą różnorodnością oraz bogactwem kulturowym swoich mieszkańców. Przeczytajcie, jak to niezwykłe miejsce odkrywał Michael Palin.

Trasa jego podróży wiedzie od granicy z Wenezuelą po wodospady Iguaçu na pograniczu argentyńskim. Michael pływa łodzią po rzece Xingu, lata hydroplanem nad ogromnymi połaciami lasu deszczowego, zwiedza nowoczesną Brasílię, daje się porwać wielokulturowej atmosferze Rio i pieszo dociera do plemion ukrytych w sercu dżungli. Spotyka potomków afrykańskich niewolników, rdzennych mieszkańców żyjących w głębi lądu i dużą społeczność pochodzenia niemieckiego, która pielęgnuje swoje dziedzictwo na największym poza Monachium festiwalu piwa.

Oto Brazylia Michaela Palina: intensywna, odurzająca i tryskająca energią.

Opinie o ebooku Brazylia - Michael Palin

Fragment ebooka Brazylia - Michael Palin

Tytuł oryginałuBrasil

First published in Great Britain in 2012 by Weidenfeld & Nicolson The paperback edition published in 2013 by Phoenix, an imprint of Orion Books Ltd, Orion House, 5 Upper St Martin’s Lane, London WC2H 9EA An Hachette UK company www.orionbooks.co.uk

Copyright © Michael Palin 2012 Photographs copyright © Basil Pao 2012 All rights reserved.

Przekład Michał Jóźwiak

Redakcja i korekta Dominika Pycińska, Agata Czuj, Maria Brzozowska / textoria.pl

Konwersja Tomasz Brzozowski

Copyright © for this edition Insignis Media, Kraków 2014 Wszelkie prawa zastrzeżone. ISBN: 978-83-63944-53-7

Insignis Media ul. Szlak 77/228–229, 31-153 Kraków

Wprowadzenie

Po ukończeniu Nowej Europy uznałem, że mam wystarczająco dużo dobrych powodów, by zdjąć buty podróżnika i wygodnie wyciągnąć się na kanapie. Minęło prawie dwadzieścia lat, odkąd wyruszyłem w trasę, która miała mnie oprowadzić w 80 dni dookoła świata. Przez te dwa dziesięciolecia ja i moja niezmordowana ekipa postawiliśmy stopę na każdym z kontynentów i zobaczyliśmy tak wiele, że poczuliśmy potrzebę, by zrobić sobie przerwę i nacieszyć się tym, co osiągnęliśmy.

Tak się jednak składa, że kiedy już zaczniesz podróżować, to bardzo trudno przestać. Szybko zdałem sobie sprawę, że choćbym był nie wiem jak szczęśliwy w domu, to tak długo, jak będę miał dostęp do map, przewodników i rozkładów linii lotniczych, będę też beznadziejnie podatny na uroki bezkresnych dróg. I choć odwiedziłem wszystkie kontynenty, dużą część jednego z nich zajmowało państwo, o którym nie miałem najmniejszego pojęcia – Brazylia.

Poza tym, że wystąpiłem w wyreżyserowanym przez Terry’ego Gilliama filmie z 1985 roku pod takim tytułem, nic nie wiedziałem o Brazylii – kojarzyła mi się ze słońcem, oceanem, sambą i najlepszymi klubami piłkarskimi w historii. Tymczasem, kiedy kraje Zachodu pogrążyły się w kryzysie, Brazylia wypłynęła na arenę światową, pokazując swoją poważniejszą stronę. To właśnie ją oznacza „B” w BRICS – grupie krajów rozwijających się gospodarczo równie błyskawicznie, jak my się cofamy. W 2012 roku Brazylia przejęła miejsce Anglii jako piątej co do wielkości gospodarki świata. Nagle okazało się, że nie tylko możemy się czegoś nauczyć od Brazylijczyków, ale i ich kraj stanowi jeden z tych niezwykle nam potrzebnych rynków eksportowych. W pośpiechu zorganizowaliśmy delegacje handlowe i zapakowaliśmy je do pierwszych samolotów do Săo Paulo i Brasílii, w których znalazły się wolne miejsca. Ekonomiści wypełnili gazety entuzjastycznymi esejami o brazylijskim potencjale, a ekolodzy zaczęli z uznaniem kiwać głową. Kiedy Londyn ruszył z organizacją własnej olimpiady, do prasy trafiła nazwa gospodarzy następnej imprezy. Było to, oczywiście, Rio de Janeiro. Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w roku 2014 również mają się odbyć w Brazylii – kraju, który jak dotąd wygrał je najwięcej razy. Zaczęło wychodzić na to, że wszystkie drogi, które kiedyś prowadziły do Rzymu, teraz prowadzą do Rio. Pojawił się drugi Nowy Świat.

Stało się oczywiste, że w swoich podróżach co nieco pominąłem. Bardzo duże co nieco. To kraj o powierzchni dwukrotnie większej niż Indie, do diabła! Nie tylko musiałem pojechać do Brazylii, ale zdałem sobie sprawę, że pewnie będę miał to zrobić kilka razy, żeby zrozumieć wszystko, jak należy. A zważywszy na ogrom, skalę, piękno i żywiołowość miejsca, do którego postanowiłem się wybrać, wydało mi się dobrym pomysłem zabrać ze sobą ekipę telewizyjną. Zacząłem podpytywać tu i tam. Większość dawnej ekipy i kilka nowych osób nie chciało stracić takiej okazji. BBC skinęło głową na zgodę i w czerwcu 2011 roku wyjechaliśmy na pierwszy z czterech turnusów zdjęciowych. Ostatnie sceny sfilmowaliśmy w kwietniu 2012 roku.

Teraz już wiem, że Brazylia to kraj, który ma do zaoferowania dużo więcej niż słońce, ocean i sambę. Na jego terenie znajduje się największy na świecie las deszczowy, a także największy system rzeczny z najobfitszym rocznym przepływem wody, jak również największy zespół wodospadów. Jednak mimo obecności niezliczonych cudów natury, tym, co najbardziej uderzyło mnie w kontakcie z Brazylią, była niesłychana różnorodność i bogactwo kulturowe jej mieszkańców. Są wśród nich potomkowie ludzi, którzy skolonizowali te tereny tysiące lat temu. Są również potomkowie milionów niewolników przywiezionych z Afryki. Są wreszcie potomkowie portugalskich posiadaczy ziemskich, którzy za to niewolnictwo odpowiadali. Mieszkają też w Brazylii ci, którzy przyjeżdżają tu z własnego wyboru, w olbrzymiej liczbie, poczynając od końca XIX wieku. Polacy, Libańczycy, Niemcy, Japończycy, Koreańczycy i imigranci z wielu innych krajów wnieśli swoje umiejętności oraz kulturę i stali się częścią tego zachwycająco spójnego narodu. Brazylia nie jest luźną federacją ani wielojęzykowym konglomeratem. To zaskakująco sprawny kolektyw najróżniejszych ludzi, którzy z przyjemnością postrzegają siebie w pierwszej kolejności jako Brazylijczyków.

Ten proces integracji zaowocował jedną z najłatwiej dostrzegalnych cech Brazylii – tolerancją. Są też inne, jak głośna muzyka i bardzo zimne piwo, miękka, powolna wymowa, która sprawia wrażenie, jakby rozmówca dopiero co wyszedł z łóżka, a także panujące wśród większości Brazylijczyków przekonanie, że zabawa i praca są w należytej równowadze wtedy, gdy przewaga jest zdecydowanie po stronie zabawy.

W Brazylii funkcjonuje popularne powiedzenie: Para inglês ver, czyli „Do pokazania Anglikom”. Interpretuje się je gorzko, jako wyraz niefrasobliwego nastawienia do zasady, która wciąż kieruje postępowaniem wielu Brazylijczyków. Mimo to, szczególnie w zeuropeizowanej, południowej części kraju, w której skupia się boom gospodarczy, wyczułem, że być może nadchodzą nowe czasy i zmienia się nastawienie do narodowych stereotypów. Dobrobyt, dzięki któremu Brazylia znalazła się w grupie BRICS, oznacza też większą odpowiedzialność, silny głos w gospodarce światowej, a z czasem może i miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Zdaniem niektórych odpowiedzialność ta wymaga nowego poziomu dyscypliny i wyższej etyki pracy. Brazylia, kraj plaż i karnawału, jest jednocześnie krajem banków i miliarderów. Zastanawia mnie, czy upodobni się ona do świata zachodniego, pełnego bogatych, lecz permanentnie zmartwionych ludzi. Mam nadzieję, że nie. Sokrates – piłkarz, nie filozof – opisał swoich rodaków jako „przebiegły, próżny, wesoły naród”.

Moje spostrzeżenia z pewnością to potwierdzają i nie znam innej narodowości, do której lepiej pasowałyby te słowa. Witajcie w Brazylii.

Michael Palin

Londyn, czerwiec 2012 roku

Uwagi do tekstu

Numery dni odnoszą się wyłącznie do kolejnych dni filmowania. Dni wolne oraz spędzone na podróżach lotniczych nie zostały wliczone. Dla osób przywiązujących dużą uwagę do szczegółów albo zainteresowanych zobaczeniem Brazylii na własne oczy podaję daty turnusów zdjęciowych:

Amazonia i Brasília w styczniu 2011 – północny wschód w czerwcu i lipcu 2011

Minas Gerais i Rio w październiku 2011 – São Paulo i południe w kwietniu 2012

Część 1 | Amazonia i Brasília

Dzień 1 · Demini, stan Roraima

Pierwsze witają nas psy. Nasz pilot, Francisco, delikatnie wyhamowuje samolot na końcu wyboistego trawiastego lądowiska, a sfora pędzi w kierunku awionetki z dzikim ujadaniem, rozochocona hałasem silnika i przybyciem intruza. W tle, w drzwiach dwóch czy trzech budynków, które składają się na lotnisko w Demini, pojawiają się ludzkie sylwetki.

Tu, w odległym zakątku lasu deszczowego w północno-zachodniej Brazylii, każdy gość z nieba witany jest z nadzieją. Nie prowadzą w to miejsce żadne drogi ani nawet żeglowna rzeka. Jedyne połączenie ze światem zewnętrznym stanowią samoloty.

Na końcu lotniska stoi stacja paliwowa i niewielka klinika obsługiwana przez zmieniające się raz w miesiącu pielęgniarki. Do dyspozycji jest również kuchnia i sprzęt telekomunikacyjny. Czeka na nas świeżo parzona kawa.

W czasie gdy my wyładowujemy bagaże, z lasu, do którego prowadzi wąska ścieżka, wyłaniają się postaci. Pierwsi idą ciekawscy mali chłopcy w czerwonych szortach, którzy ze swoimi czarnymi włosami, ciemnymi oczami i jasnobrązową skórą byliby równie na miejscu po przeciwnej stronie Pacyfiku, w Indonezji albo nawet w Chinach. Za nimi podążają, nieco ostrożniej, młode dziewczęta, a wraz z nimi starsze kobiety, z których większość nie ma na sobie nic poza krótkim, ozdobnym, czerwonym fartuszkiem okrywającym biodra. Młodzi mężczyźni – jak to młodzi mężczyźni na całym świecie – wkraczają na scenę buńczucznym krokiem, który ma zamaskować brak pewności siebie. Mają przy sobie łuki i bardzo długie bambusowe strzały ze spiczastymi drewnianymi grotami. Podczas gdy kobiety przyglądają się z odległości, stojąc w cieniu rzucanym przez okap kliniki, mężczyźni otaczają naszą grupę kołem i oceniają nas z zainteresowaniem. Jeden z nich naciąga łuk i posyła strzałę wysoko w niebo, a następnie, wyczuwając zapewne, że się zbłaźnię, podaje mi broń i sygnalizuje, żebym powtórzył jego wyczyn. Uwolniona przeze mnie strzała przelatuje może pięć metrów, po czym uderza w ziemię z głuchym łoskotem, co wywołuje falę rechotu. Wydaje się jednak, że spodobało im się, że w ogóle spróbowałem. Kiedy wyciągam notes, zbierają się wokół mnie, bardzo zaciekawieni. Mężczyzna od łuku prosi o mój długopis, po czym płynnym pismem zapisuje na kartce coś w swoim języku. Innemu podoba się mój słomiany kapelusz i bez cienia żenady zdejmuje go z mojej głowy i zakłada na własną.

Przyjazne nastawienie moich nowych znajomych bardzo mnie uspokaja, bowiem należą oni do plemienia Janomamów, którego członkowie mają reputację nieustraszonych i często okrutnych wojowników. Janomamowie to jeden z około dwustu rdzennych ludów, które ostały się z czasów prekolumbijskich. Szacuje się, że kiedy Portugalczycy zaczęli osiedlać się tu na początku XVI wieku, na terytorium Brazylii żyło około pięciu milionów Indian. Dzisiaj, z powodu tragicznych skutków niewolnictwa, chorób oraz utraty ziemi na rzecz wycinki lasów, rolnictwa i górnictwa, zostało ich w najlepszym razie jakieś trzysta tysięcy.

Maloca (osada) tej konkretnej grupy Janomamów, w której spędzimy noc, leży trochę ponad trzy kilometry piechotą od kliniki. Opuszczamy więc lądowisko, a wraz z nim cywilizację, i wchodzimy w głąb lasu śladem naszych gospodarzy. Wrażenia ze spaceru są niezwykłe – światło delikatnie przesącza się przez korony drzew, a dookoła panuje nadzwyczajna cisza zakłócana jedynie przez przytłumione głosy i okazjonalne skrzeczenie ptaków. Po czterdziestu minutach na końcu ścieżki wyrasta nagle maloca. Widzimy podłużną, owalną konstrukcję wielkości niewielkiego boiska do piłki nożnej, która mimo imponujących rozmiarów z łatwością wtapia się w otaczający las. Tyłu budynku strzeże gładka, masywna wychodnia szarego granitu porośnięta chaszczami.

Olbrzymi okrągły dom stanowiący serce osady, który w miejscowym języku nosi nazwę yano, ma około czterystu metrów obwodu. Zewnętrzna ściana składa się z kłębowiska belek i desek, nad którym wyrasta dach z liści palmowych opadający pod ostrym kątem w kierunku centralnego placu wysypanego piaskiem. Dach przykrywa pas ziemi o szerokości około piętnastu metrów, a znajdująca się pod nim przestrzeń poprzecinana filarami i belkami służy za schronienie dla około stu osiemdziesięciu osób. Hamaki i przestrzenie mieszkalne znajdują się w głębi zadaszenia, natomiast część od strony placu służy do przemieszczania się. Nie ma ścian ani przepierzeń. W związku z tym nie ma też gdzie się skryć przed wzrokiem pozostałych mieszkańców kręgu. Brak osobnych pokoi nie przeszkadza jednak szanować cudzej prywatności i wcale nie czuję się obserwowany, kiedy gospodarze pomagają mi rozpiąć hamak.

Do lat pięćdziesiątych wiedziano o Janomamach bardzo niewiele. Izolacja pozwoliła im żyć w taki sposób, w jaki prawdopodobnie robili to od tysięcy lat – polując, łowiąc ryby i zbierając dziko rosnące w lesie rośliny takie jak banany, pochrzyn, maniok i kukurydza. Następnie, jak pisze John Hemming w Tree of Rivers, historii dorzecza Amazonki: „Ten spokój padł ofiarą trzech wynalazków: samolotu, piły łańcuchowej i buldożera”. Działalność korzystających z nich ludzi niemal doprowadziła do wyginięcia Janomamów. Co więcej, pod koniec lat osiemdziesiątych na te odległe tereny dotarła gorączka złota, która przyciągnęła do lasu garimpeiros – poszukiwaczy złota – w liczbie dającej im znaczną przewagę nad ludnością tubylczą. Wycięto mnóstwo drzew, a strumienie i rzeki zatruto rtęcią wykorzystywaną do wypłukiwania złota. Tej nowej inwazji towarzyszyły alkohol, prostytucja i nowe choroby, między innymi syfilis. Mimo wyznaczenia linii demarkacyjnej mającej na celu ochronę terenów plemiennych pogoń za kruszcem trwała w najlepsze do 1993 roku, kiedy zabójstwo znacznej liczby indiańskich mężczyzn, kobiet i dzieci oraz próba jego zatajenia przez spalenie ciał przekonały wreszcie rząd do podjęcia poważniejszych działań mających na celu usunięcie garimpeiros. Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat miejscowa organizacja pozarządowa w ścisłej współpracy z Janomamami doprowadziła do znacznej poprawy ich warunków życia. Przyszłość plemienia rysuje się w jaśniejszych barwach niż kiedyś, a jego liczebność, wliczając w to również populacje żyjące po drugiej stronie granicy z Wenezuelą, przekroczyła dwadzieścia tysięcy.

To, że mogłem tu tak po prostu przylecieć, wywołuje we mnie mieszane uczucia. Trzy godziny od drzwi hotelu w Boa Vista do drzwi maloki. Co prawda jedynym, co skłoniło mnie do przyjazdu, była chęć zobaczenia, jak ci ludzie żyją, ale odnoszę wrażenie, że nie mam nic, co mógłbym im zaproponować w zamian. Okazuje się jednak, że nie jest to do końca prawda. Wraz z upływem czasu Janomamowie nauczyli się doceniać wartość public relations. Zdają sobie sprawę, że jedni przyjezdni mogą zaszkodzić, a inni pomóc, a zatem powinni starać się imponować tym dobrym i odpędzać tych złych. Davi Kopenawa Yanomami, który przywitał nas w maloce pomalowany w tradycyjne wzory i ustrojony w ozdoby z piór, od dłuższego czasu pełni rolę rzecznika brazylijskich Indian na całym świecie. Doskonale wie, że ludzie mojego pokroju, którzy przyjeżdżają tu w dobrej wierze, najprawdopodobniej przedstawią światu zewnętrznemu atrakcyjny, sympatyczny obraz Janomamów, co im pomoże chronić się przed dalszymi prześladowaniami.

Gospodarze organizują dla nas tańce. Choć wszystko tutaj dzieje się w leniwym tempie, przygotowania same w sobie są fascynujące. Uczestnicy zaplanowanej na popołudnie uroczystości gromadzą się na słonecznej leśnej polanie – mężczyźni po jednej stronie, kobiety i dzieci po drugiej. Zastawiony szczotkami i farbami pieniek służy za stolik do makijażu. Na początek wszyscy, pomagając sobie nawzajem, nacierają się czerwonym barwnikiem ze zmielonych nasion kwiatu urucum, który pełni funkcję podkładu, a jednocześnie odstrasza owady i chroni przed poparzeniem słonecznym. Na to starannie nanoszą różne wzory. Twarze dzieci malują w równoległe pasy. Dużo uwagi poświęcają włosom, wykorzystując do tego lusterka w oprawkach z różowego plastiku. Starannie układają na piersiach naszyjniki z żółtych plastikowych kulek. Chłopcy, krążąc, ostrzą strzały; nosy i okolice ust mają przebite drewnianymi igłami, przez które wyglądają, jakby byli właśnie w trakcie zabiegu akupunktury. Mężczyźni przywdziewają na kostki i nadgarstki opaski ozdobione pękami piór tukana. Na koniec mężczyźni i chłopcy zdobią włosy białym puchem z piersi harpii wielkiej*.

Przygotowania posuwają się bez pośpiechu, ale w końcu orszak rusza ścieżką prowadzącą do maloki. Przodem idzie jeden z najmniejszych chłopców. Za nim suną kobiety, niektóre z dziećmi na barkach, a za nimi z kolei przybierający groźne pozy mężczyźni. Grupa najpierw zbiera się pod jednym z wielkich mangowców, a potem wchodzi na teren yano i pochód przeradza się w taniec. Prowadzą kobiety. Wdzięcznie okrążają dom, sześć kroków w przód, dwa kroki w tył. Mężczyźni, odgrywający rolę myśliwych, podążają za nimi, tupiąc, wymachując włóczniami i dziko skandując. Mimo że jest strasznie gorąco, taniec trwa dłuższy czas, a kiedy kobiety kończą swoją partię, mężczyźni ustawiają się w rzędzie pośrodku skąpanego w słońcu placu i zaczynają krzyczeć oraz podskakiwać. Na koniec wszystkich mieszkańców wioski, niezależnie od wieku, czeka nagroda – rozlewany z wielkich wiader gęsty, fermentowany sok z owoców wilhelmki wytwornej, zwanej po portugalsku pupunha. Jej jagody o czerwonej skórce i brzoskwiniowym miąższu są bogate w białko, skrobię i witaminy. Ten napój na pewno zawiera sporo alkoholu, a wśród mężczyzn panuje wyraźne współzawodnictwo w kwestii tego, komu uda się wlać w siebie najwięcej. Co ciekawe, nie dość, że nikt nikogo nie strofuje, że wypił za dużo, to dostarczaniem świeżych porcji starszym mieszkańcom zajmują się dzieci. Picie soku to wielka wspólna zabawa, więc kiedy otrzymuję propozycję, by go spróbować, z wdzięcznością ją przyjmuję. Kiedy odmawiam wypicia kolejnej napełnionej po brzegi miski, zainteresowanie naszą ekipą gaśnie, a grupka, która proponowała mi sok, przyłącza się do reszty biesiadników. To w końcu ich zabawa.

Dzień dobiega końca. Uczestnicy uroczystości rozeszli się do swoich hamaków, zmorzeni alkoholem. Niektórzy wcześniej sięgnęli do słoiczków porozwieszanych tu i ówdzie na drewnianych filarach i wciągnęli szczyptę bądź dwie chroniącej przed uczuciem głodu i pragnienia halucynogennej tabaki wytwarzanej z żywicy drzewa epena. Niejako parodiując nastrój panujący w yano, trzymany przez naszych gospodarzy młody leniwiec niezwykle powoli posuwa się wzdłuż jednej z belek dachowych. Jedyną osobą znajdującą się poza częścią sypialną jest rozzłoszczona kobieta z miotłą, uganiająca się za pokrytym czarną szczeciną pekari, które przez cały dzień pałętało się po domu, doprowadzając psy do szału. Kobieta w końcu wypędza je przez jedne z drzwi, a świnia stoi w nich przez chwilę, prychając z oburzeniem, po czym pochyla swój wielki, okrągły ryj i wraca do obwąchiwania ziemi w poszukiwaniu jedzenia.

Po zapadnięciu zmroku otacza nas niemal całkowita ciemność, przecinana tylko miejscami przez żar małych ognisk rozpalonych dookoła maloki w celu odstraszania owadów i zapewnienia odrobiny ciepła wczesnym porankiem. Śpię w hamaku, jak wszyscy. Mężczyzna obok mnie kołysze się delikatnie, mrucząc coś pod nosem. Ma zmierzwione włosy i żuje nieodłączny tytoń. Zwróciłem uwagę, że sprawia wrażenie nieco zagubionego i większość członków społeczności traktuje go trochę tak, jakby nie istniał. Wcześniej, podczas mycia zębów, słyszę karaluchy biegające wzdłuż ogrodzenia.

Budzę się w środku nocy. Jest bardzo ciemno i cicho, ale muszę załatwić potrzebę. Włączam latarkę i kieruję się do jednego z wyjść, okazuje się jednak, że wszystkie drzwi są solidnie pozamykane. Odblokowuję jedne z nich i ruszam w kierunku najbliższych krzaków. Dookoła mnie tańczą świetliki. Nagle gdzieś z niedaleka dociera do mnie odgłos pochrząkiwania i sapania, który sprawia, że zamieram w bezruchu. To wygonione wcześniej pekari stoi kilka kroków ode mnie i mierzy mnie nieprzyjaznym wzrokiem. Kiedy wracam do yano, w wejściu stoi jakaś kobieta. Wpuszcza mnie, uśmiecha się, po czym zamyka drzwi i zabezpiecza je skoblem. Dociera do mnie, że w otoczeniu maloki czają się zagrożenia i robi mi się wstyd, że swoim zachowaniem naraziłem całą społeczność na niebezpieczeństwo.

* Harpia wielka – najpotężniejszy ptak drapieżny Ameryki Łacińskiej, dorastający do dwóch metrów rozpiętości skrzydeł i ośmiu kilogramów wagi. Blisko spokrewniony z orłami (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza).

Dzień 2 · Demini, stan Roraima

Budzi mnie odgłos potężnej ulewy, który po chwili okazuje się dźwiękiem wydawanym przez wiatr targający strzechą z liści palmowych nad moją głową. Niedaleko mnie jeden z mężczyzn zaczyna mówić głośnym, wyraźnym głosem. Przemówienie trwa prawie pół godziny i brzmi jak kazanie, ale nie wywołuje żadnej reakcji u mieszkańców, a kiedy próbuję się później dowiedzieć, czego dotyczyło, nikt nie potrafi mi tego powiedzieć. Mężczyzna, który spał obok mnie, zniknął, a jego miejsce zajął ktoś inny. Wyskakuję z hamaka, zabieram ręcznik i torbę z przyborami toaletowymi i ruszam przez plac w kierunku strumienia płynącego na tyłach wioski. Jestem sam. Rozbieram się, zostawiam ubrania na granitowym głazie i kładę się na wznak w chłodnej, czystej, płytkiej wodzie. Żółte motyle fruwają, niemal dotykając powierzchni strumienia, a wysokie drzewa prowadzą mój wzrok w kierunku odległej, niebieskiej chusty nieba.

Kiedy pierwsi Janomamowie pojawiają się nad strumieniem, jestem już umyty i ubrany. Młodzi mężczyźni, chodzący z rękami skrzyżowanymi na piersiach, witają się ze mną z uśmiechem wskazującym na to, że ich bawię. Niektórzy mówią mi „dzień dobry” po portugalsku. Po powrocie do maloki odkrywam, że wypędzone w nocy pekari z powrotem się tam dostało . Usiłują go nękać psy, ale stwór stawia im czoła – jest brzydki, ponury i imponująco niewzruszony.

Dzisiejszego poranka członkowie społeczności sprawiają wrażenie wyczerpanych. Dowiaduję się, że większość młodych mężczyzn i kobiet poszła do ogrodów znajdujących się w pewnej odległości od osady. Dwie starsze kobiety zabrały się tymczasem za przygotowywanie manioku, jednej z podstaw wyżywienia Janomamów. Z niego wytwarza się między innymi mączkę zwaną kassawa. Maniok jest jedną z najstarszych roślin uprawnych znanych człowiekowi, ale ze względu na zawartość substancji toksycznych wymaga starannej obróbki. Doprowadzenie go do stanu, w którym może być bezpiecznie spożywany, pochłania wiele pracy i czasu. Polega na obieraniu, tarciu, mieleniu i gotowaniu. Gotową masę maniokową rozwalcowuje się w cienkie, okrągłe placki i wrzuca na dach do wysuszenia.

Jestem zaskoczony sprawnością, z jaką funkcjonuje maloca. Wszystko, co mieszkańcy posiadają, jest z założenia wspólne. Nie ma ścian, za którymi dałoby się chować rzeczy na własny użytek. Szczególnie silna wydaje się więź między matkami a dziećmi. Małe dzieci spędzają większość czasu w kontakcie cielesnym z matką i tylko sporadycznie zdarzyło mi się słyszeć odgłosy płaczu bądź karcenia, które w naszym oświeconym świecie traktujemy jako coś normalnego.

W maloce jest kilku mieszkańców starszych rangą, ale nie ma nikogo, kto miałby rzeczywistą władzę. Davi, szaman tej konkretnej społeczności i ambasador wielu plemion indiańskich, to człowiek, którego wyróżniają godność osobista i doskonała świadomość tego, co niesie przyszłość. Na rozmowę z nami, która rozpoczyna się dość niefortunnie, przychodzi ubrany w ozdobny pióropusz.

„Davi – zagajam – mieszkacie w jednym z najodleglejszych zakatków świata…”

Resztę moich słów zagłusza samolot przelatujący nisko nad drzewami. Wszyscy wybuchają gromkim śmiechem. Próbuję jeszcze raz.

„Davi, czy z racji tego, że jesteście tu tak odcięci od…”

„Przykro mi, ale będziemy musieli przerwać – mówi Seb, nasz dźwiękowiec. Wskazuje palcem w górę. – Następny samolot”.

Czekamy cierpliwie, aż uspokoi się nad tym węzłem lotniczym północno-zachodniej Brazylii , po czym pytam Daviego, czy w pierwszej kolejności uważa siebie za Brazylijczyka, czy Janomama. Choć odpowiada, że czuje się Janomamem, przyznaje też, że plemię bardzo skorzystało na pewnych aspektach integracji ze światem zewnętrznym. Szczególnie jeśli chodzi o opiekę zdrowotną. Dzięki klinice i lotnisku choroby takie odra czy malaria zbierają o wiele mniejsze żniwo niż kiedyś. Na malarię nikt nie umarł przez kilka ostatnich lat. Istnieją jednak inne zagrożenia. W Brazylii wciąż są ludzie, których zdaniem poszukiwacze złota mają takie same prawa do tej ziemi co Indianie. Rolnicy chcieliby zacząć wycinać las pod hodowlę krów, wojsku zależy na przejęciu i umocnieniu terenów granicznych, a państwo planuje budowę wielkich tam, które spowodują wyschnięcie rzek eksploatowanych przez Janomamów. Davi cieszy się, że przyjechaliśmy, żeby pokazać światu, jak żyje jego plemię, ale uważa też, że jeśli rzeczywiście zależy nam na ochronie ich kultury, to po powrocie do domu powinniśmy zacząć protestować przeciwko naszym rządom, bo to one zapewniają wsparcie firmom, które inwestują w Brazylii, nie przejmując się sytuacją rdzennej ludności.

„Jesteśmy ludźmi lasu – mówi cicho, ale z naciskiem. – To my wiemy, jak o niego dbać”.

Przed wyjazdem mamy okazję zobaczyć jeszcze jeden dowód na to, jak błyskawicznie kontakt ze światem zewnętrznym wpłynął na życie Janomamów. Niedaleko maloki mieszkańcy osady wycięli kawałek lasu, żeby zrobić miejsce na boisko do piłki nożnej. Nie należy ono do najrówniejszych, ale jest na nim wszystko, czego potrzeba – dwie bramki i dwie entuzjastycznie nastawione drużyny. Wyposażenie obejmuje obuwie (opcjonalne) oraz szorty. Pojawiają się też pasiaste koszulki i skarpetki – namalowane na skórze klatki piersiowej i łydek. Mimo nieubłaganego upału zawodnicy dają z siebie wszystko i chcą przechwycić każde podanie. Miło się na to patrzy, ale też stanowi to potwierdzenie, że obyczaje Janomamów uległy bezpowrotnym przemianom, a czasy izolacji dobiegły końca.

Wracamy na lotnisko, idąc nieśpiesznie przez emanujący spokojem las i rozmyślając nad tym, co zobaczyliśmy. Francisco, nasz pilot, już czeka, od czasu do czasu nerwowo spoglądając w niebo.

Wymieniamy ostatnie pożegnania i wdrapujemy się na pokład. Pas startowy i budynki lotniska znikają w oddali. Przez pierwszą godzinę z okien samolotu nie widać nic poza lasem deszczowym, który spowija pagórkowaty teren szczelną warstwą we wszystkich odcieniach zieleni, przerywaną miejscami przez jaskrawe kleksy fioletowego i żółtego kwiecia. Gdzieniegdzie prześwitują cienkie, meandrujące rzeczki, które chwilę później giną w gąszczu. Nie widzę niczego, co by przypominało ścieżkę albo szlak. Po pewnym czasie krajobraz ulega zmianie. Ziemia robi się płaska, las zastępują rozległe, pokryte trawą łąki i rozsypane tu i ówdzie uprawy soi, a na koniec naszym oczom ukazuje się lotnisko z prawdziwego zdarzenia. Chwilę później jesteśmy znów na ziemi.

Dzień 3 · Boa Vista, stan Roraima

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 4 · Nad brzegiem Rio Negro

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 5 · Hotel Ariaú Towers, Rio Negro

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 6 · Manaus

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 7 · Manaus – Santarém

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 8 · Fordlandia nad rzeką Rio Tapajós

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 9 · Belém

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 10 · Belém

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 11 · Belém

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 12 · Wioska plemienia Wauja, górny odcinek rzeki Xingu

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 13 · Wioska plemienia Wauja, górny odcinek rzeki Xingu

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 14 · Xingu – Brasília

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 15 · Brasília

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 16 · Brasília – Alto Paraíso de Goiás

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 17 · Alto Paraíso de Goiás

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 18 · Brasília

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Część 2 | Północny wschód

Dzień 19 · São Luís

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 20 · São Luís – Barreirinhas

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 21 · São Luís

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 22 · São Luís

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 23 · São Luís – Alcântara

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 24 · São Luís

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 25 · São Luís

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 26 · Olinda

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 27 · Recife

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 28 · Olinda i Recife

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 29 · Recife – Salgueiro

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 30 · Na zachód od Serrity

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 31 · Salvador

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 32 · Salvador

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 33 · Salvador

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 34 · Salvador

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 35 · Salvador

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 36 · Salvador

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 37 · Recôncavo

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 38 · Salvador

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Część 3 | Minas i Rio

Dzień 39 · Cardeal Mota, Park Narodowy Serra do Cipó

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 40 · Cardeal Mota, Park Narodowy Serra do Cipó

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 41 · Cardeal Mota, Park Narodowy Serra do Cipó

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 42 · Belo Horizonte

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 43 · Belo Horizonte – Ouro Preto

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 44 · Ouro Preto

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 45 · Ouro Preto

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 46 · Rio de Janeiro

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 47 · Rio de Janeiro

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 48 · Rio de Janeiro

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 49 · Rio de Janeiro

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 50 · Rio de Janeiro

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 51 · Rio de Janeiro

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 52 · Rio de Janeiro

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 53 · Rio de Janeiro

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 54 · Rio de Janeiro

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 55 · Rio de Janeiro

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 56 · Rio de Janeiro

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Część 4 | São Paulo i Południe

Dzień 57 · Barra da Tijuca

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 58 · Parati

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 59 · Parati

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 60 · Parati – São José dos Campos

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 61 · São José dos Campos

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 62 · São José dos Campos – São Paulo

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 63 · São Paulo

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 64 · São Paulo

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 65 · São Paulo

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 66 · São Paulo – Santos

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 67 · Santos

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 68 · Kurytyba

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 69 · Kurytyba – Morretes

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 70 · Blumenau

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 71 · Blumenau – Pomerode

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 72 · Pantanal

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 73 · Pantanal

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dzień 74 · Wodospady Iguaçu

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Zdjęcia

Tereny Mato Grosso do Sul, na których kiedyś znajdował się las, dziś pokrywają plantacje rzepaku.

Podziękowania

Jest wiele osób, bez których wiedzy i pomocy nie powstałby cykl Michael Palin w Brazylii. Wszystkim im ogromnie dziękuję. W przedsięwzięciu od początku uczestniczyli Steve Abbott i Paul Bird oraz inne osoby z mojego biura, szczególnie Sue Grant, Juliana Schuch, Lyn Dougherty i Mimi Robinson. Roger Mills, z którym wyruszyłem na pierwszą wyprawę jeszcze w 1988 roku, tym razem nas wspierał i udzielał wskazówek jako producent wykonawczy.

Dziękuję również Johnowi-Paulowi Davidsonowi i Frankowi Hanly’emu, moim dwóm reżyserom, którzy odegrali główne role w planowaniu i filmowaniu tej podróży przy nieocenionej pomocy Rebeki Harris, Dulce Continentino, Willow Murton i Roberty Fortuny. Moją wspaniałą ekipę filmową tworzyli Nigel Meakin i Sebastian Dunn. Przez całą podróż z cudownym entuzjazmem wspierali nas miejscowi mieszkańcy, których wielu uwieczniłem na kartach tej książki. Z całego serca dziękuję wszystkim Brazylijczykom, którzy poświęcili nam tyle czasu i energii.

Zaplanowanie i realizacja tego cyklu byłyby niemożliwe bez Charlotte Moore z BBC, Petera Meakina, który filmował wyprawę na północnym wschodzie, oraz Stevena Chew, który zaznajomił mnie z Brazylią.

Ta książka bardzo wiele zawdzięcza Michaelowi Doverowi, mojemu redaktorowi, oraz Basilowi Pao, który oprócz robienia wspaniałych zdjęć w czasie tej podróży tym razem dodatkowo przyjął rolę projektanta. Mary Spence spisała się doskonale, przygotowując mapy. Dziękuję też Alanowi Samsonowi, Linden Lawson oraz całemu zespołowi Weidenfeld and Nicolson i jak zawsze Angeli Martin.

W podróży do Brazylii nieodłącznie towarzyszyły mi przewodniki Footprint Guide oraz Rough Guide i jestem niezmiernie wdzięczny Johnowi Hemmingowi za jego nieocenioną serię książek na temat Amazonki i historii Brazylii. Bardzo pomocne były również Fordlandia Grega Grandina, God Is Brazilian Josha Laceya, Futebol. Brazylijski styl życia Alexa Bellosa, inspirująca Death in Brazil Petera Robbsa oraz Bradt Guide to Bahia i Time Out Guide to Rio.

O Autorze

Michael Palin zasłynął dzięki serialom Latający cyrk Monty Pythona i Nie ma mitu bez kitu. Zagrał również w kilku filmach stworzonych przez ekipę Monty Pythona, w Misjonarzu, Prywatnych zajęciach, Rybce zwanej Wandą (za rolę nieszczęsnego Kena otrzymał nagrodę Brytyjskiej Akademii Filmowej), Amerykańskich przyjaciołach i Lemurze zwanym Rollo. Z jego dokonań telewizyjnych warto wymienić udział w dwóch odcinkach serialu BBC Great Railway Journeys, w sztukach telewizyjnych East of Ipswich i Number 27 oraz w serialu Alana Bleasedale’a GBH. Michael Palin napisał osiem niezwykle popularnych książek towarzyszących jego serialom podróżniczym: W 80 dni dookoła świata, Od bieguna do bieguna, Wokół Pacyfiku, Michaela Palina przygoda śladami Ernesta Hemingwaya, Sahara, Himalaje i Nowa Europa. Jest też autorem kilku książek dla dzieci, sztuki Weekend, powieści Krzesło Hemingwaya i Prawda. W 2006 roku pierwszy tom jego dzienników, 1969–1979: The Python Years, spędził wiele tygodni na listach bestsellerów. W 2008 roku specjalne, zaktualizowane wydanie książki W 80 dni dookoła świata ukazało się równolegle z emisją W 20 lat dookoła świata, jego filmu dokumentalnego nakręconego dla BBC. Aby dowiedzieć się więcej, odwiedź jego stronę internetową pod adresem: www.palinstravels.co.uk

Zdjęcie autora na następnej stronie: © John Swanell

O Fotografie

Basil Pao rozpoczął karierę fotografa w 1980 roku, wróciwszy do Hong Kongu po dziesięciu latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych, gdzie pracował jako dyrektor artystyczny dla wytwórni Atlantic, Polygram i Warner Bros. Po raz pierwszy współpracował z Michaelem Palinem, projektując książkę towarzyszącą wyprodukowanemu przez grupę Monty Pythona filmowi Żywot Briana. Od tego czasu pracowali wspólnie nad książkami opartymi na ośmiu serialach podróżniczych Palina. W 2007 roku wydał album China Revealed: A Portrait of the Rising Dragon.

Polecamy książki Michaela Palina

Himalaje

Himalaje. Kraina śniegu. To największy łańcuch górski na świecie, nieprzerwana ściana skał ciągnąca się na przestrzeni bez mała 3000 km od granicy Afganistanu do południowo-zachodnich Chin.

Szlak, którym podróżnicy podążali bardzo rzadko, jeśli w ogóle, w czasie 6-miesięcznej wyczerpującej ekspedycji będzie wiódł Palina od przełęczy Chajber, przez ukryte doliny Hindukuszu, starożytnie miasta, takie jak Peszawar i Lahaur, niebotyczne szczyty: K2, Annapurnę i Everest, przełomy rzeki Jangcy, tereny plemienne na granicy Indii i Birmy, aż do rozległej delty Brahmaputry w Bangladeszu.

Palin nie tylko zmierzył się z podejściami na wysokości rzędu 5000 m n.p.m. i z jednymi z najgłębszych przełomów na świecie, ale pokonał również wiele politycznych punktów zapalnych, takich jak wysunięty na północny zachód odcinek granicy Pakistanu, rozdarty terroryzmem Kaszmir i góry Nagalandu, dopiero niedawno udostępnione turystom.

W czasie swojej podróży Palin spotka domorosłych rusznikarzy, wykąpie słonia, dostanie się w ręce stomatologa za 50 pensów, nauczy się jak doić jaka i dostąpi zaszczytu audiencji u Dalajlamy. Jako towarzysz podróży, Michael Palin jest po prostu niezrównany.

W 80 dni dookoła świata

„Człowiek ze wszystkimi klepkami w głowie nie powinien spędzać swego żywota na skakaniu z parowca na pociąg i z pociągu na parowiec pod głupim pretekstem, że chodzi o podróż dookoła świata w osiemdziesiąt dni.”

Juliusz Verne, W 80 dni dookoła świata

Podążając trasą obraną przed 115 laty przez Phileasa Fogga, Michael Palin wyruszył z klubu Reforma, aby okrążyć świat. Zasady były jasne, lecz poza nimi nic w tej podróży nie okazało się proste. Foggowi towarzyszył wierny, francuski służący - Obieżyświat, Palinowi zaś pięcioosobowa ekipa filmowa BBC, która dokumentowała każdy jego krok. Fogg przywiózł ze swojej podróży Audę, piękną Hinduskę; Palin - sporo rzeczy do prania i mnóstwo niezwykle ciekawego materiału, którym wypełnił tę książkę i serial telewizyjny.

Wycieczka po Wenecji na barce ze śmieciami, obserwowanie statków na Kanale Sueskim, rowerowa godzina szczytu i wężowe przekąski w Chinach... Ta książka to wspaniały hołd, złożony niezwykłej zdolności człowieka do utrudniania sobie życia.

Powodem, który sprawia, że 80-dniowa podróż Phileasa Fogga wciąż przemawia do naszej wyobraźni jest fakt, że te 80 dni to nadal najkrótszy czas potrzebny do okrążenia świata tak, by go faktycznie dostrzec; by go ujrzeć, poczuć i dotknąć.

Michael Palin

Prawda

Najnowsza powieść niezrównanego Michaela Palina, dowcipna i pełna ciepła. Zwykły zjadacz chleba, kusząca oferta, niesamowita podróż przez Indie.

Keith Mabbut – niespełniony pisarz i dziennikarz – znajduje się na życiowym zakręcie, kiedy los zsyła mu okazję, która może diametralnie odmienić jego byt: otrzymuje propozycję napisania bestsellerowej z założenia biografii nieuchwytnego Hamisha Melville’a, wpływowego aktywisty, ekologa i obrońcy praw człowieka. Próby poznania prawdziwej historii tej żywej legendy prowadzą dziennikarza do wschodnich Indii, gdzie staje się świadkiem rujnowania świata miejscowych plemion i niszczenia przyrody przez ściągający tam przemysł. Im więcej Mabbut dowiaduje się o działalności Melville’a, tym bardziej go podziwia i tym mocniej pragnie powrócić do własnych młodzieńczych ideałów. Ale czy jego idol rzeczywiście jest tym, za kogo się podaje? Jak odkrywa Keith, prawdą może być wszystko, co chcemy, by za nią uchodziło…

W swojej podnoszącej na duchu i pełnej subtelnego humoru powieści Michael Palin po mistrzowsku opisuje niezwykłe przeżycia zwykłego człowieka, którego życie ulega zupełnej zmianie w trakcie poszukiwań tytułowej prawdy.