Brama - Żaneta Zgliczyńska - ebook
NOWOŚĆ

Brama ebook

Żaneta Zgliczyńska

4,3

32 osoby interesują się tą książką

Opis

Czy poszukując własnej drogi, można odkryć świat pełen magii, skrywający się tuż za pradawną bramą?

To historia o tęsknocie, próbie dojrzałości, roli kobiety w politycznych rozgrywkach mężczyzn oraz rodzącym się uczuciu. Jest opowieścią o dziewczynie, jej przemianie i trudnej walce w nowej rzeczywistości sześciu rodów arystokratycznych, pełnej intryg. W barokowym dworze krainy Venorei magia staje się codziennością, a pilnie strzeżone tajemnice wychodzą na jaw.

Olivia musiała zmierzyć się z dawnym dziedzictwem i zdecydować kim się stanie. Jako pierwsza w historii kobieta została wybrana na następczynie mitycznych Strażników, czyli pośredników między dwoma światami. Wszystko się komplikuje podczas szkolenia i nauki dworskiej etykiety, gdy pojawiają się uczucia, burzące dawny porządek.

Dwór nie był gotowy na przybycie Olivii. Czy ona była przygotowana na nich?

" Znalazł się w miejscu, niezależnym od niego, tak bliskim, by dotknąć miłości i nigdy jej nie wypuścić ze swoich palców."

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 334

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Pamięci Henryki i Hanny.

„Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma…”

Wisława Szymborska

Rozdział I

Olivia nie zapomni tego dnia do końca życia. Usiadła na miękkim siedzeniu i odgarnęła z czoła zbłąkane kosmyki ciemnorudych włosów. Uśmiechnęła się z pewnym roztargnieniem i schowała do portfela imienny bilet. Po raz kolejny upewniła się, czy na pewno znajdowała się w odpowiednim pociągu o właściwej godzinie.

Odłożyła na bok niewielką torbę, stanowiącą podręczny bagaż. Umieściła w niej kilka potrzebnych drobiazgów oraz książkę, która miała jej umilić nużącą podróż. Większa walizka dziewczyny leżała na półce, dzięki uprzejmości konduktora.

Olivia planowała odwiedzić ciotkę i spędzić u niej kilkanaście letnich dni. Chciała oderwać się od zwykłej codziennej rutyny. Potrzebowała przestrzeni, aby zebrać wszystkie myśli i na spokojnie zastanowić się nad własną przyszłością. Nie wiedziała czego tak naprawdę chce od życia. Nie zdecydowała się nigdy na odważny krok, bojąc się zaufać intuicji. Była zagubiona między wszystkimi oferowanymi możliwościami. Nie podjęła decyzji, czy chce rozpocząć studia na jednym z artystycznych kierunków, czy zrobić przerwę w nauce i poszukać własnej drogi na dalszą przyszłość. Bała się nieuchronnie zbliżającej się dorosłości.

Ukończenie osiemnastego roku życia nie sprawiło, że uwierzyła w tą mityczną pełnoletność, o jakiej od dawna dyskutowała w gronie szkolnych znajomych. Nie czuła się dorosła. Większość jej rówieśników wybierało pewne zawody, decydując się na techniczne kierunki, przez co Olivia nie była pewna, czy jej artystyczne plany nie są niepewną mrzonką, zamiast realnej rzeczywistości. Nie potrafiła sobie poradzić z poczuciem zagubienia, a co dopiero podejmować rozsądne i najlepsze dla niej decyzje.

Zaczerpnęła oddech i policzyła powoli do dziesięciu. Podróż jeszcze się dobrze nie rozpoczęła, a ją już ogarnął lekki niepokój, przez co jej tętno gwałtownie przyśpieszyło. Nie potrafiła tego zrozumieć. Wyjrzała przez okno na peron, by spojrzeć na bliską jej kobietę. Na stacji stała jej matka. Sprawiała wrażenie przygnębionej. Z trudem powstrzymywała napływające do oczu łzy. Zaniepokoiło ją to.

Olivia już dawno nie widziała jej w takim stanie. W tej chwili wyglądała na znacznie bardziej kruchą niż była w rzeczywistości. Odkąd sięgała pamięcią, odważnie stawiała czoła wszelkim przeciwnościom losu, szczególnie gdy kilka lat temu ojciec dziewczyny niespodziewanie zniknął z ich życia. Mimo trudnych chwil, kobieta nigdy się nie poddała. Walczyła do samego końca, by swoją obecnością zastąpić brakującą osobę i obdarzyć córkę miłością.

Zbliżała się godzina odjazdu pociągu, więc młoda pasażerka wstała ze swojego miejsca i otworzyła okno lekkim szarpnięciem. Do środka wpadło ciepłe powietrze, pachnące początkiem lata. Olivia spojrzała na bliską jej osobę, a następnie pod wpływem chwili szybko opuściła przedział i stanęła na peronie, tuż przy drzwiach prowadzących do pociągu. Chciała się pożegnać.

Mama cierpliwie znosiła jej wybuchy i trudne momenty. Była dla córki wszystkim, co jej pozostało w życiu. Pomimo różnic i problemów pojawiających się między nimi, była dla niej wtedy, kiedy jej najbardziej potrzebowała. Nawet wtedy, gdy myślała, że jest zupełnie inaczej i nie potrzebuje nikogo. Olivia nigdy nie posiadała tak silnej więzi z matką, jaką stworzyła w dzieciństwie z ojcem. Dopiero z czasem zaczęła się otwierać i budować trudną relację. Potrzebowała kobiecej rady w pierwszym zawodzie miłosnym, czy wtedy, gdy wybierała elegancką sukienkę, kupioną na szkolny bal.

– Martwię się o ciebie, Olivio.

– Nie masz żadnych powodów do obaw. Jestem już dużą dziewczynką. Poradzę sobie – uniosła zielone oczy i spojrzała łagodnie na bliską jej sercu kobietę. – To tylko kolejna podróż.

– Mam tylko ciebie. Ciągle się zastanawiam, czy nie dzieje ci się nic złego. Jesteś moją jedyną córką. Taka już rola matki. Nie da się wyłączyć naturalnego instynktu.

– To tylko niecały miesiąc. Nawet nie zauważysz, kiedy wrócę. Powinnam odkryć swoją własną drogę. Może u cioci uda mi się podjąć decyzję, co do dalszej przyszłości. Nic mi się przecież nie stanie. Nie musisz się o to martwić.

– Oby tak właśnie było – powiedziała cicho bez przekonania. – Będę na ciebie czekała w domu.

– Tak jak zawsze – odpowiedziała Olivia. Nie wiedziała jeszcze jak bardzo się myli. – Do zobaczenia.

Konduktor dał sygnał maszyniście. Dziewczyna pomachała matce na pożegnanie i weszła z powrotem do pociągu, zamykając za sobą drzwi. Przeszła szybkim krokiem do przedziału. Poczuła lekkie szarpnięcie do przodu, kiedy pociąg powolnym tempem zaczął opuszczać peron. Coś było nie tak, nie tak jak wcześniej planowała. Czuła niewyjaśniony niepokój, przez co nie potrafiła cieszyć się z odpoczynku.

Niemal podskoczyła, gdy drzwi do przedziału gwałtownie się otworzyły. Przymknęła okno. Odwróciła się powoli i zauważyła wysokiego blondyna, który z uśmiechem rozłożył się na siedzeniu najbliżej wyjścia. Zasłonił szyby cienką zasłoną. Oparł stopę o drzwi w taki sposób, aby kontrolować wejście i wyjście z przedziału. Olivia przyglądała mu się w zdziwieniu przez dłuższą chwilę, bezradnie stojąc między siedzeniami. W pierwszej chwili nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Nie mogła się zmobilizować do zrobienia nawet kroku do przodu. Jego pojawienie się zburzyło pozorny spokój.

– Czy możesz mnie przestać obserwować? – dodał młody chłopak ironicznie. – Nie mam na to ochoty, Olivio. Mówię całkiem poważnie. Będę ci za to bardzo wdzięczny.

– Przepraszam, zagapiłam się. Zupełnie przez przypadek – odpowiedziała szybko i usiadła na swoim miejscu tuż przy oknie.

Poprawiła dłonią róg sukienki. Sięgnęła do torby po książkę, aby zająć czymś ręce i ukryć zdenerwowanie.

Nie wiedziała czemu go obserwowała. Było w nim coś innego i tak charakterystycznego, co zwróciło jej uwagę. Nie wiedziała, czy chodziło o jego postawę, przesadną pewność siebie, czy o poczucie wyższości.

– Zdaję sobie z tego sprawę, jak działam na kobiety. Niestety, w chwili obecnej mam ważniejsze sprawy na głowie. Nie jest to odpowiedni czas.

– Przykro mi, ale muszę cię rozczarować – odpowiedziała szczerze rozbawiona. – Nie jestem ­zainteresowana.

– Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia.

Dziewczyna prychnęła pod nosem i przewróciła kilka pojedynczych kartek książki, by odnaleźć właściwą stronę i wrócić do przerwanej lektury. Jego bezpośredniość bardzo ją rozbawiła. Ten chłopak nie był nawet w jej typie i nie planowała przyciągnąć jego uwagi, a tym bardziej nie liczyła na niewinny flirt w pociągu. Dopiero po kilku dłuższych chwilach zdała sobie sprawę z jednej istotnej kwestii, która umknęła jej uwadze w całej tej absurdalnej sytuacji.

– Skąd wiesz, jak mam na imię? – zapytała stanowczym głosem, by ukryć zdziwienie.

– To jednak planujesz ze mną rozmawiać? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – Może to moja wyjątkowa intuicja. Może jednak fakt, że na szybie jest wywieszona rezerwacja, Olivio Moore – dodał ironicznie. – Trochę spostrzegawczości nikomu nie zaszkodzi.

– Dzięki za wyczerpujące wyjaśnienie. Twoja odpowiedź rozwiała wszystkie wątpliwości – powiedziała, próbując naśladować jego ton wypowiedzi. – Teraz już wiem, że mnie nie śledzisz. Z drugiej jednak strony, gdy patrzę na ciebie, to nie mam żadnej pewności.

– Proszę, proszę. Próbujesz być zabawna – dodał niemal cieplejszym tonem głosu.

– Uczę się od najlepszych – mruknęła pod nosem dziewczyna i obrzuciła go tym samym zuchwałym spojrzeniem.

– Kto wie, może się mylisz. Nie tylko w tej kwestii.

Towarzysz jej podróży założył na uszy słuchawki i wyciągnął długie nogi przed siebie. Nie zostawił jej czasu na odpowiedź. Olivii to odpowiadało, bo nie miała najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Wolała błogą ciszę i lekturę książki „Maybe Someday”, napisaną przez jej ulubioną autorkę Colleen Hoover.

Nie potrafiła wciągnąć się w fabułę, gdyż docierała do niej bijąca od chłopaka niechęć. Jeśli mieli przebyć całą trasę wspólnie, to czekała ich długa i niekoniecznie przyjemna podróż. Nie musiał nic mówić, ani nawet patrzeć w jej kierunku, a mimo to nie czuła się w pełni komfortowo w jego towarzystwie. Jego arogancka postawa burzyła jej równowagę.

Olivia wyjrzała przez szklane okno na zewnątrz, by podziwiać znaną jej panoramę. Mijali szklane wieżowce i widok tętniącego życiem miasta. Opuszczali rozległe centrum i dobrze znane dziewczynie klimatyczne kawiarnie, w których spędzała wolny czas, próbując nowych smaków kaw i aromantycznych herbat, oferowanych przez baristów. Ze swojego miejsca w pociągu mogła wszystko obserwować, jak budynki coraz bardziej oddalały się, rozmazując w jedną wielką smugę. Z chęcią namalowałaby ten widok. Chciała go jak najdłużej zapamiętać.

Z powodu braku miejsca w bagażu, musiała ograniczyć się jedynie do miękkiego ołówka, ciemnego cienkopisu i prostego szkicownika. Malowała wyłącznie dla czystej radości płynącej z pociągnięć pędzlem lub kredkami. Matka namawiała ją do zawodowego zajęcia się malarstwem lub wybrania projektowania jako główny kierunek, ale Olivia nie uważała się za wystarczająco dobrą. Nie wiedziała, czy nie wierzy w swoje umiejętności, czy po prostu boi się podjąć taki ważny krok, który zadecydowałaby o jej przyszłości. To, co dokładnie zaplanowała w myślach, była w stanie bez problemu przelać na papier bądź płótno. Natchnienie przychodziło samo, szczególnie wtedy, gdy najmniej się go spodziewała.

Dziewczyna oderwała się od swoich rozważań i rozejrzała po przedziale. Nieznany jej chłopak w dalszym ciągu słuchał muzyki. Miał przymknięte oczy. Nie była pewna czy śpi, czy udaje. Chciała odetchnąć i przejść się po pociągu. Nie mogła skupić się na czytaniu książki, a siedzenie w bezruchu spowodowało, że ścierpły jej nogi. Wstała z miejsca, odkładając na bok powieść. Planowała obudzić blokującego przejście chłopaka, aby przejść, ale gdy się do niego zbliżyła, sam wcześniej ściągnął stopy z przeciwległego siedzenia i zrobił jej miejsce. Olivia zdziwiła się lekko, ale nie skomentowała tego żadnym słowem.

Korytarz świecił pustką. Dziewczyna przeszła wolnym krokiem do końca wagonu, a następnie do kolejnego. Pociąg niemal w całości był pusty. Kilka pojedynczych miejsc zajmowała zaledwie garstka podróżnych.

Dostrzegła zaledwie jedną osobę przemieszczającą się po wąskim przejściu. Młody chłopak nieporadnie pchał ciężki wózek z napojami i przekąskami, starając się jednocześnie, by nic mu z niego nie spadło. Wyglądał na bardzo niezadowolonego ze swojej pracy. Był tak zajęty własnymi myślami, że nie zauważył stojącej przed nim dziewczyny.

– Czy możesz uważać na to, co robisz? – Niczego nieświadomy sprzedawca dotkliwie uderzył Olivię wózkiem. – To bolało.

Obrzuciła go gniewnym spojrzeniem i rozmasowała dłonią obolałą część ciała. Przestraszony chłopak odsunął się gwałtownie.

– Przepraszam. Ja… bardzo przepraszam – odparł i zaczął szybko układać na mobilnym stole przekąski, które spadły.

Sięgnął po papierowe kubki i ustawiał je w dużym pośpiechu według wielkości. Zawadził o jeden z nich ręką, przez co kubek przewrócił się. Oblał Olivię czarną kawą.

– To się nie dzieje naprawdę… – mruknęła cicho. Spojrzała ze smutkiem na nową sukienkę z mokrą plamą. – Nie dopisuje mi dzisiaj szczęście.

– Przepraszam ponownie… Może przyniosę mokrą ścierkę i spróbuję to jakoś zetrzeć?

– Po prostu odsuń się z tym wózkiem i pozwól mi przejść – dziewczyna westchnęła rozdrażniona.

Zauważyła, że policzki chłopaka oblały się ciemnym rumieńcem, a usta zaczęły niepokojąco drżeć. Chyba przesadziła ze swoją reakcją. Niepotrzebnie wyładowała na nim całą zgromadzoną irytację. Czasami zbyt szybko się denerwowała, szczególnie w sytuacjach stresujących. Emocje brały górę nad rozsądkiem. Próbowała z tym walczyć, ale ten dzień nie układał się tak, jak wcześniej planowała.

– To nie wytłumaczenie, ale mam dzisiaj naprawdę ciężki dzień – chłopak wydusił łamiącym się głosem i przesunął się na bok. – Nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo – dodał szeptem.

– Nie przejmuj się, nic się takiego nie stało. Nie chciałam cię zawstydzić – dodała łagodniej. – Pójdę się tym teraz zająć – skazała na dół sukienki.

– Dziękuję za zrozumienie i jeszcze raz przepraszam.

Plama nie zdążyła jeszcze zaschnąć, więc Olivia bez większego problemu zapanowała nad sytuacją. W nieco lepszym humorze wróciła do przedziału. Z ciekawości, a może również pewnej przezorności, zerknęła na szybę przed wejściem do środka.

Nie znalazła tam ani rezerwacji, ani tym bardziej jej danych osobowych. Jechała z obcą osobą, która dokładnie wiedziała kim ona była. Ta nowo nabyta wiedza nią wstrząsnęła. Cała zgromadzona do tej pory pewność siebie nagle ulotniła się. Zaczęła się bać dalszej wspólnej podróży.

W przedziale pojawiła się kolejna osoba. Przy oknie siedziała filigranowa dziewczyna o ciemnych, sięgających ramion włosach i delikatnych rysach twarzy. Olivia podejrzewała, że mogły być w podobnym wieku. Uśmiechała się do niej pogodnie i spoglądała ze szczerym zainteresowaniem. Wyglądała na zrelaksowaną i cieszącą się chwilą. Jej twarz wyrażała spokój i opanowanie, a w oczach gościły radosne iskierki.

– Dobrze, że już jesteś. Nazywam się Scarlett – wyciągnęła w kierunku pasażerki niewielką dłoń, by już za chwilę usiąść z powrotem na swoim miejscu.

– Miło mi ciebie poznać – odpowiedziała, zachowując ostrożność.

Dystans nie zraził jej. Nowa podróżująca rozejrzała się dokładnie po przedziale, zatrzymując nieco dłużej wzrok na milczącym chłopaku.

– Minęłaś się, Olivio, ze sprzedawcą rozwożący kawę. Zostawił coś dla ciebie –wskazała głową na znajdujący się przy oknie stolik.

Nie zdawała sobie sprawy, że Olivia jej się nie przedstawiła, a mimo to znała jej imię. Umknął jej ten jeden istotny element. Scarlett oblała jej test. Połknęła haczyk i tym samym potwierdziła jej wcześniejsze przypuszczenia.

– Spotkałam się z nim na korytarzu. Wiem o kogo chodzi – odpowiedziała, jakby jej odkrycie chwilowo niczego nie zmieniło.

W myślach zaczęła się zastanawiać, co powinna teraz zrobić. Nie miała zbyt wielu możliwości. Potrzebowała planu.

– Nie sądziłem, że gustujesz w młodszych – odezwał się znienacka blondyn, nie kryjąc rozbawienia.

– Na pewno nie w aroganckich typach, których nie powinno to interesować – odcięła mu się Olivia. – To nie twoja sprawa.

– Carl, daj spokój – powiedziała Scarlett. – Nie bądź niemiły.

– Carl, ach tak. Dobrze wiedzieć – mruknęła i sięgnęła po duży kubek, z którego unosił się aromatyczny zapach kawy.

Zostało na nim napisane jedno krótkie słowo: „przepraszam”. Dziewczyna uśmiechnęła się na ten widok i stwierdziła, że był to prosty, ale uroczy gest. Odstawiła pokrywkę i upiła kilka pojedynczych łyków gorącego napoju. Stopniowo zaczynała się odprężać, jakby ten płyn był lekarstwem na jej napięcie. Wyczuła, że pije latte macchiato z jej ulubionym syropem waniliowym. Zaczęła powoli sączyć kawę, którą uwielbiała. Kofeina pozwoliła zebrać jej myśli i trzeźwo spojrzeć na sytuację, w której się znalazła. Nie wyglądało to najlepiej.

Dwójka podróżujących z nią pasażerów najwidoczniej dobrze się znała. Wiedzieli również kim była Olivia, co stawiało ją na przegranej pozycji. Nie zdołała rozszyfrować, jakie mieli intencje, ani tego, co od niej chcieli. Nie potrafiła znaleźć żadnego sensownego wyjaśnienia. Było to najbardziej niepokojące. Nie pojawili się w tym pociągu bez ukrytego celu.

O wszystkim zaważył kolejny szczegół. Gdy wyjrzała przez okno, nie mogła poznać otaczającego ją krajobrazu. Nie przejeżdżali obok znanych jej miejscowości, mijanych po drodze do domu jej cioci. Pola uprawne zmieniły się w gęste lasy, otaczające tory po obu stronach. Gdzieniegdzie Olivia dostrzegła ukryte pojedyncze domy, pomalowane w charakterystycznym czerwonym odcieniu. Zaczęła się coraz bardziej niepokoić. Odliczała w myślach powoli do dziesięciu, by zapanować nad paniką. Otaczała ją natura i nic, poza tym. Została pozbawiona możliwości ucieczki.

– Czy na pewno jedziemy właściwą trasą? – zapytała Scarlett.

Jakkolwiek to mogło zabrzmieć, chciała się upewnić. Przed podróżą kilkakrotnie sprawdziła bilet, więc nie mogła pomylić pociągów.

– Bez obaw, z pewnością zmierzamy w odpowiednim kierunku – odpowiedziała ze spokojem.

– Mam, co do tego pewne wątpliwości. Coś mi się nie zgadza…

Scarlett wyglądała na odprężoną. Kończyła jeść ciastko z owocami, a Carl w dalszym ciągu słuchał muzyki, ponownie opierając stopę o drzwi prowadzące do ich przedziału. Olivia oparła głowę o zagłówek i zaczęła wpatrywać się bez większego zainteresowania w półki znajdujące się naprzeciw niej. Uczucie niepokoju nie przestało jej towarzyszyć. O odpoczynku mogła sobie tylko pomarzyć. Znajdowała się w otoczeniu nieznanych jej ludzi. W każdej chwili coś się mogło wydarzyć.

Usłyszała znienacka dźwięk otwieranych drzwi. Do przedziału wkroczyła kolejna osoba.

– Matt, nareszcie! Gdzie ty się podziewałeś? – Scarlett zaatakowała pytaniem nowo przybyłego pasażera. – Martwiłam się.

– Trochę czasu zajęło mi sprawdzenie wszystkich wagonów. Jak na razie teren jest czysty – odpowiedział, czym wzbudził zaciekawienie Olivii. – Nie mamy się czym niepokoić.

– Myślałam, że nastąpiła zmiana planów.

– Wszystko jest tak, jak wcześniej ustaliliśmy. Nie wprowadzono żadnych poprawek. Za jakieś… – przerwał i spojrzał na okrągłą tarczę zegarka – niecałe dziesięć minut będziemy przekraczali przejście.

Słowa chłopaka jeszcze bardziej zaniepokoiły podróżującą dziewczynę. Nie miała pojęcia, o czym on mówił, więc spojrzała na niego niepewnie. Przebiegła wzrokiem po jego twarzy, począwszy od piwnych oczu, nieco schowanych pod jasnobrązowymi włosami, po zarysowane kości policzkowe oraz kształtne usta, które dodawały mu charakteru.

– Mogę tutaj usiąść? – chłopak zwrócił się bezpośrednio do Olivii i wskazał na zajęte siedzenie tuż obok niej, na którym znajdowała się jej torba.

– Jasne, jest wolne – odpowiedziała i zabrała swoje rzeczy.

Przełożyła torebkę na kolana i poszukała palcami telefonu w taki sposób, żeby reszta pasażerów tego nie zauważyła. Wykorzystała chwilę zamieszania.

Chłopak usiadł na miejscu, przy okazji delikatnie muskając ramieniem rękę dziewczyny.

– Nic nie jest tak, jak być powinno – powiedział ze zdecydowaniem Carl. – Zaraz się przekonacie – dodał.

Wszyscy jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki spojrzeli na zaskoczoną Olivię. Zastygła, ściskając mocniej w palcach telefon.

– O co chodzi? Coś nie tak? – zapytała.

– Matt, ona o niczym nie wie – ciągnął blondyn i ponownie położył nogi na drugim siedzeniu.

Przybrał zupełnie spokojną i swobodną pozę, czekając na ich reakcje. Świetnie się przy tym bawił, w przeciwieństwie do reszty osób.

– Czego nie wiem? – kontynuowała niezrażona, przenosząc wzrok z Carla na Matta, siedzącego najbliżej niej.

Przypatrywał się jej wnikliwie i znajdował się zdecydowanie zbyt blisko. Mrugnęła, by ponownie zebrać myśli.

– Też to podejrzewałam – przytaknęła Scarlett.

– Olivio, mam do ciebie dwa zasadnicze pytania – powiedział spokojnie Matt. – Zdajesz sobie sprawę, dokąd jedziesz? Wiesz może, kim jesteśmy?

– Dobrze, sprawa wygląda następująco. Nie mam pojęcia kim wy jesteście i nie wiem czego ode mnie oczekujecie. Nie wiem też, czy mnie śledziliście, czy jakie mieliście i macie plany względem mojej osoby, ale jeśli za chwilę się tego nie dowiem, to dzwonię na policję – odpowiedziała pewnym głosem. – Mówię poważnie. Wcale nie żartuję.

– Możesz już odłożyć telefon, który próbujesz przed nami ukryć – rzucił luźno blondyn. – Pewnie i tak nie masz już zasięgu.

– Carl – rzucił ostrzegawczo Matt. – Nie pomagasz.

– To nie tak jak myślisz – powiedziała Scarlett i zmarszczyła brwi.

– Oficjalnie stwierdzam, że nieoczekiwanie pojawił się mały problem – westchnął Matt. – Domyślam się, co możesz czuć w tej chwili Olivio, ale musisz też zrozumieć, że i dla nas jest to pewne zaskoczenie. Byliśmy przygotowani na coś zupełnie innego. Nie zakładaliśmy takiego scenariusza.

– To się robi coraz bardziej zabawne – wtrącił rozbawionym głosem Carl. – Nie czujecie tego? Od dawna brakowało nam rozrywki.

– Dobrze, że chociaż ty odnajdujesz w tej sytuacji powód do radości. Też bym się pośmiał, z wielką chęcią – oznajmił Matt niezbyt zadowolonym głosem. – Jeśli nie chcesz pomóc, to chociaż tego dodatkowo nie utrudniaj.

– Żartuję przecież, wyluzuj.

– Co to oznacza dla mnie? – zapytała.

– Za moment przekroczymy portal, a później spróbujemy ci wszystko wyjaśnić. Możesz być spokojna Olivio, wszystko będzie dobrze – powiedział Matt, kładąc na moment dłoń na jej ramieniu. – Nie chcemy cię skrzywdzić.

Kiedy zorientował się, co zrobił, cofnął szybko rękę, ale mimo to zdążyła poczuć dotyk opuszków jego palców na skórze.

– Czemu nie teraz? – zapytała ponownie.

– Pierwszemu przejściu przez główną bramę do naszego świata towarzyszą różne reakcje – wyjaśniła jej Scarlett i poprawiła się na siedzeniu. – Zobaczymy jak ty sobie z tym poradzisz.

– Co takiego? Brama? Do waszego świata? – Olivia rozmasowała kciukami skronie, bo natłok niejasnych informacji zaczął ją przerastać. – Kiedy to nastąpi?

– Dokładnie za… – Matt zerknął po raz kolejny na zegarek, analizując przemieszczające się wskazówki – trzy sekundy, dwie, jedną, teraz! – powiedział szybko i nacisnął przycisk na wyświetlaczu.

Przez kilka długich chwil pełnych napięcia nie działo się nic. Widziała tylko przed sobą trzy pary oczu, wpatrujące się w nią z wyczekiwaniem i zainteresowaniem. Nagle poczuła senność. Wyprostowała plecy i oparła się o miękki zagłówek. Olivia próbowała walczyć z zamykającymi się powiekami, ale była skazana na klęskę. Opadała z sił wraz z każdą mijaną minutą. Traciła kontrolę nad własnymi myślami i ciałem. Nie wiedziała, ile wytrzymała w pełnej świadomości, aż w końcu odpłynęła i pochłonęła ją ciemność.

Rozdział II

Dziewczyna przesunęła delikatnie twarz na bok, czując wygodne zagłębienie, które idealnie dopasowało się do kształtu jej głowy. Znajdowała się gdzieś między jawą, a snem, a w oddali słyszała mgliste rozmowy.

– Zaczyna się budzić – doszło niewyraźnie do jej uszu.

– Nie musi się z niczym śpieszyć. Mamy czas.

– Zaraz będzie wśród nas – stwierdziła pierwsza osoba rzeczowym tonem.

– Olivio, słyszysz nas? – głos ten zabrzmiał tak blisko, niczym na wyciągnięcie ręki.

Słyszała go raz za razem, odtwarzając go w myślach. Poprowadził ją przez mgłę, która uniemożliwiała jej powrót do ciała. Przełamywał bariery i otaczające ją ciemności. Ukazał ścieżkę, którą powinna podążyć.

Olivia ocknęła się gwałtownie, jakby została niespodziewanie wyrwana z głębokiego snu. Uchyliła delikatnie powieki i stopniowo przyzwyczaiła tęczówki do światła. Gdy otworzyła oczy, spostrzegła, że nachylały się nad nią dwie osoby. Scarlett i Carl przypatrywali się jej w skupieniu, analizuj każdy jej gest. Zmienili dotychczasowe położenie, odsuwając się do tyłu, by dać jej trochę przestrzeni.

Była zaskoczona ich nagłym zainteresowaniem, jak również i półleżącą pozycją, jaką przybrała. Nie opierała się o zagłówek, tylko ułożyła głowę na ramieniu Matta. Potrzebowała dobrej chwili, żeby zrozumieć, w jakiej znalazła się sytuacji.

Otrząsnęła się z resztek sennego zamroczenia i odsunęła gwałtownie od chłopaka. Chociaż przesunęła się w róg siedzenia, to wciąż czuła bijące od niego ciepło, a do jej nozdrzy dochodził jego zapach, z leśnym akcentem mchu i dębu, z odrobiną lawendy i cynamonu, działający na jej zmysły.

– Przepraszam… – powiedziała cicho w kierunku Matta i odgarnęła z czoła kosmyki włosów.

Rozmasowała dłonią kark, czując dziwne odrętwienie na skórze.

– Nic się przecież nie stało – uniósł kąciki ust ku górze, co miało dodatkowo potwierdzić jego słowa. – Cała przyjemność po mojej stronie – dopowiedział, a Carl lekko parsknął śmiechem. – Jak się czujesz?

– Ja? – zapytała zdziwiona. – Całkiem dobrze. Tak mi się wydaje.

– Długo się opierałaś. Już myślałam, że udało ci się w pełni pokonać pierwsze skutki oddziaływania bramy, która wytwarza wokół siebie barierę ochronną – wtrąciła Scarlett i odsunęła się dwa kolejne kroki do tyłu, by dać jej więcej przestrzeni. – Zazwyczaj nie bywa to zbyt przyjemne. Ja niestety nie miałam tego szczęścia, co ty – spojrzała znacząco na Olivię. – Bardzo boleśnie wspominam tę przeprawę, mimo że byłam na nią przygotowana.

– Co się tak naprawdę stało i dlaczego znajduję się z wami w tym pociągu?

– Może przejdziemy do konkretów? – zaproponował Carl ku zdziwieniu Olivii. – Chociaż zostało jeszcze trochę czasu, to nie wiemy, co może nas spotkać podczas dalszej drogi.

– Z przykrością muszę ci przyznać rację – dodał od niechcenia Matt. – Jesteś gotowa?

– Miejmy to już za sobą.

– Nie znajdujemy się w tym wagonie przez przypadek, jak już wcześniej zauważyłaś. Nie jesteśmy też zwykłymi, losowymi pasażerami – zaczął Matt. – Służy temu jeden nadrzędny cel.

– Jesteśmy tutaj z jednego, jedynego powodu, który ma związek z tobą, Olivio – dopowiedziała Scarlett.

– Mamy zadbać, abyś bezpiecznie dotarła tam, gdzie cię właśnie zabieramy. Twoja obecność stała się koniecznością, szczególnie po ostatnich zdarzeniach – kontynuował Matt.

– Co się wydarzyło? – zapytała niepewnie.

Wyraz twarzy Matta i Scarlett nagle się zmienił. Byli poważni, skupieni, a w ich oczach pojawił się smutek.

– Jakby to najprościej opisać? – zastanowił się na głos Matt. – To właśnie twój ojciec Olivio jest kluczowym elementem w tej historii.

Dziewczyna spojrzała na chłopaka, a po jej plecach przeszedł zimny dreszcz, powodujący bolesny skurcz w sercu. Przez długą chwilę patrzyła na niego bez słowa. Nie chciała, by ból, który systematycznie odkładał się na jej sercu, znalazł teraz źródło ujścia.

– Wszystko w porządku? – zapytał zaniepokojonym głosem Matt.

– Mną się nie przejmuj. Jest dobrze – dodała, starając się, by jej słowa zabrzmiały prawdziwie. – Po prostu to powiedz.

– Przykro mi, że to ja muszę cię w to wtajemniczyć i to w takich okolicznościach. – Matt odwzajemnił spojrzenie Olivii, a chwilę później przeniósł wzrok na dwójkę pozostałych osób, które zgodnie pokiwały głowami na znak aprobaty. – Twój ojciec zajmuje jedną z najważniejszych pozycji w kraju. Kilka dni temu, gdy był na tajnej misji, przepadł i ślad po nim zaginął. Wszystko zostało tak przeprowadzone, że nie zdołaliśmy odkryć żadnych konkretnych śladów. Trop nagle się urywa. Nie ma powiązań z innymi sprawami. W ostatnim miejscu jego pobytu odkryto ciała ochroniarzy, pełniących przy nim służbę. Ciężko snuć jakiekolwiek domysły, lecz prawdopodobnie wpadli w zasadzkę. Przeciwnicy wykorzystali element zaskoczenia. Na chwilę obecną brakuje innych możliwych scenariuszy. Nie musisz poznawać szczegółów, tak będzie dla ciebie znacznie lepiej.

– Czy… on jeszcze żyje? Istnieją jakieś szanse, dające chociaż cień nadziei? – powiedziała drżącym głosem, czując niespodziewanie, jakby wszystko wokół niej zaczęło niebezpiecznie wirować.

Przytrzymała się dłonią siedzenia, by nie osunąć się z niego na podłogę. Przez te wszystkie lata, w których żyła bez ojca, miała nadzieję, że kiedyś nadejdzie taki dzień, kiedy ponownie się spotkają i wszystko wróci do normy. Wiele razy wyobrażała sobie tę chwilę, ale nigdy nawet nie przeszło jej przez myśl, że taty mogło po prostu zabraknąć. Takie rozwiązanie nie istniało nawet w najgorszych scenariuszach. Chciała poznać odpowiedzi, od dawna tego pragnęła, ale mogła już nie mieć na to szansy.

W przeszłości ojciec był jej obrońcą. Do niego przychodziła z płaczem, gdy spadła z roweru i potrzebowała pocieszenia. Przytulał ją mocno, dopóki ból nie ustąpił. Gładził ją po włosach i zapewniał, że wszystko będzie dobrze. Gdy chciała pochwalić się swoimi małymi sukcesami, zawsze znalazł dla niej czas, by jej wysłuchać i obdarzyć rodzicielskim zainteresowaniem. To właśnie jemu pokazała pierwszy dyplom za wygraną w konkursie plastycznym i wyróżnienie za udział w zawodach recytatorskich. Cieszył się jej szczęściem i wspierał w każdym nowo podjętym wyzwaniu.

– Olivio, nie możemy tracić nadziei – wtrąciła Scarlett pokrzepiającym tonem głosu. – Istnieje na to duża szansa. Nie znaleziono jego ciała ani żadnych wskazówek, które w jakikolwiek sposób potwierdziłyby jego śmierć. Nam zależy na jego życiu równie mocno jak tobie. Nie zdajesz sobie nawet sprawy, jak ważną jest osobą i co sobą reprezentuje. Zrobimy wszystko, aby go ratować.

– Powiedzcie mi tylko, co ja mam z tym wszystkim wspólnego? Nie widzę związku między zniknięciem taty a moją wyprawą. Nic o nim nie wiem. Od dawna go nie widziałam. Nie ma to dla mnie żadnego sensu.

– Uwierz, że nie tylko dla ciebie – wtrącił Carl, który do tej pory przysłuchiwał się rozmowie. – Też nie potrafię tego zrozumieć. Nie dałbym rady.

– Carl, co jest z tobą nie tak? – Scarlett obrzuciła go gniewnym spojrzeniem i szturchnęła w ramię. – Od kiedy jesteś taki uprzedzony?

– Chyba nie muszę odpowiadać na to pytanie, bo nie wszystkim to się spodoba.

– Jak możesz tak mówić? – Olivia przekierowała całe swoje negatywne emocje na chłopaka i zacisnęła mocniej palce. – Nie widziałam swojego taty od kilku lat, przed chwilą dowiedziałam się, że coś mu się stało, a ty nawet nie dajesz mi możliwości, abym poznała prawdę – napomknęła na jednym oddechu. – To niesprawiedliwe. Nie oczekuję od ciebie współczucia, ale czy mógłbyś mieć chociaż trochę przyzwoitości i się nie odzywać?

Blondyn otworzył usta i chciał już coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie i się wstrzymał.

– Skoro Olivia zdążyła już trafnie podsumować sytuację, to możemy kontynuować – powiedział Matt, celowo zmieniając temat.

– Ciężko to wszystko opisać w kilku prostych zdaniach, szczególnie jeśli posiadamy jedynie ograniczoną wiedzę – dodała Scarlett, która ponownie usiadła na swoim miejscu przy oknie. – Związek istnieje i to ogromny. Ojciec chciał cię odizolować od twojego przeznaczenia, ale ono i tak cię dopadło w najmniej oczekiwanej chwili. Trzymał cię z daleka, abyś nie poznała prawdy, skoro nie było wcześniej takiej konieczności. Od urodzenia było ci pisane, byś wróciła do tego miejsca, do którego prawowicie należysz – ciągnęła Scarlett, wyręczając Matta w wyjaśnieniach.

– Podejrzewam, że chciał dobrze, ale teraz przyniosło to zupełnie odwrotny skutek. Musisz wkroczyć w zupełnie nowe otoczenie bez podstawowej wiedzy. Zabrano ci możliwość, żebyś mogła się na to odpowiednio przygotować – Matt spojrzał na Olivię, która odwzajemniła jego spojrzenie. – Pochodzisz z jednego z sześciu najpotężniejszych rodów, rządzących krajem. To twoje dziedzictwo. Wywodzisz się z arystokracji. Twój tata zaginął i nie wiadomo, co się z nim stało. Był głową rodziny więc to właśnie ty musisz go zastąpić jako jego jedyna córka i spadkobierczyni. Miejsce w Radzie Królewskiej należy do ciebie.

Rozdział III

Olivia patrzyła na Matta szeroko otwartymi oczami. Nie wiedziała, jak powinna podejść do tej sprawy oraz czy traktować ją poważnie, czy może jako mało śmieszny żart współpasażerów. Lekko to ją przerosło. Czuła się szczerze zdumiona. W pierwszej chwili nie potrafiła skomentować tego, co usłyszała, nawet jednym pojedynczym zdaniem. Nic jej nie przychodziło na myśl.

Nie odnajdowała się w roli arystokratki z wyższych sfer. Nie wiedziała nawet, co to może oznaczać. Chcieli, by stanęła na czele rodu, ale o jego istnieniu nie miała nawet pojęcia. Dziewczyna pragnęła uporządkować swoje życie, zastanowić się nad przyszłością i nadać jej sens, ale te informacje wprowadziły do niej jeszcze większy chaos. Nie była już nawet pewna, kim tak naprawdę była.

– Potrzebuję chwili, by to w jakiś sposób uporządkować – powiedziała wciąż oszołomionym głosem Olivia. – To dużo informacji jak na jeden raz.

– To zrozumiałe – przytaknęła jej Scarlett.

– Co to oznacza? Czego ode mnie oczekujecie?

– Nie jesteśmy wystarczająco godni, by odpowiedzieć na to dręczące cię pytanie. Przykro mi – odpowiedział z lekką ironią Carl, co jasno wskazywało na to, jak bardzo się tym nie przejmował. – Zazwyczaj wszystko jest zachowywane w ścisłej tajemnicy i tylko Rada Królewska oraz osoby zajmujące najwyższe stanowiska są informowani o szczegółach misji oraz o kluczowych decyzjach dotyczących funkcjonowania królestwa. Niestety, nie należymy do elity.

– Z drugiej strony jest to pewnego rodzaju zabezpieczenie przed wyciekiem informacji i wybuchem paniki w społeczeństwie – dodał Matt, posyłając jednocześnie Carlowi ostrzegawcze spojrzenie. – W chwili obecnej ta sytuacja nam sprzyja i dzięki niej powinniśmy dotrzeć na miejsce bez żadnych większych problemów. Mamy przewagę. Nikt niepowołany nie wie o twoim przybyciu i niech tak jak najdłużej pozostanie. Zachowanie obecnego stanu rzeczy i tak jest wystarczająco trudne. Do czasu, aż nie uzyskamy ostatecznej pewności do tego, co się dokładnie stało, wiadomość o zaginięciu twojego ojca jest zatajona przed ludnością. Bardzo ciężko zapanować nad emocjami ludzi w tych niespokojnych czasach.

– Kim jest mój ojciec? – zapytała Olivia stanowczym głosem mimo oszołomienia. – Chciałabym wiedzieć. Muszę to wiedzieć. Może to mi pozwoli zrozumieć pewne wydarzenia, które ciągną się za mną od wielu lat.

– Co o tym sądzicie? – zwróciła się do swoich towarzyszy Scarlett.

– Powinna o tym wiedzieć. W końcu to jej najbliższa rodzina. Nie możemy o tym zapominać – wstawił się za nią Matt.

– Nie robi mi to żadnej różnicy. Możemy jej powiedzieć, jeśli naprawdę jest gotowa na prawdę. Przez tę decyzję będziemy mieli na karku całą Radę i ich ochronę, ale w końcu, co to dla nas? – Carl parsknął śmiechem, aby rozładować zgromadzone napięcie.

Nawet on musiał zdawać sobie sprawę, że dyskutowanie na te tematy wiązało się z pewnym ryzykiem.

– Zgadzam się z wami – przytaknęła Scarlett. – Powinna poznać prawdę. Może to jej ułatwi zrozumienie całej tej sytuacji. Później będziemy myśleli o konsekwencjach.

– O ile takie wystąpią – dopowiedział chłopak. – Pożyjemy, zobaczymy. Nigdy tak naprawdę nie wiadomo, ile nam pozostało czasu.

– Carl, w chwili obecnej to chyba nie jest najlepszy temat do rozmowy – upomniał go Matt i wskazał dyskretnie głową na Olivię, której cera zrobiła się o kilka tonów bledsza.

– Powinna być na to przygotowana. W naszym świecie wygląda to trochę inaczej. Wszystko dzieje się znacznie szybciej. Zagrożenie ukrywa się na każdym kroku. Nawet jeśli go nie widzimy, to gdzieś tam jest, czekając na odpowiedni moment. Nie mamy czasu, by zastanawiać się nad każdą podjętą decyzją. Nie musimy przed nią zatajać prawdy. Sama chciała ją poznać. Trzeba tak żyć, żeby niczego później nie żałować. Jako jej osobista straż, musimy być gotowi w każdej chwili oddać za nią życie albo zrobić wszystko co w naszej mocy, aby przetrwać. Jestem po prostu realistą. Zawsze taki byłem.. Mamy swoje obowiązki i zobowiązania.

– Carl, wystarczy. Nie jest to odpowiedni czas ani miejsce – powiedział na tyle stanowczo Matt, aby chłopak nie podważył jego słów.

Spojrzał ukradkiem na Olivię, jednak ona celowo unikała jego wzroku. Nie chciała, by dostrzegł, co czuła w chwili obecnej i jak balansowała na granicy udawanego spokoju. Miała wrażenie, jakby znalazła się na krawędzi, w której w każdej chwili może stracić równowagę i spaść w dół, do głęboko ukrytego smutku i chaosu.

– Żeby przejść do głównego tematu, muszę coś najpierw wyjaśnić. Chcę żebyś poznała, jak funkcjonuje cały nasz system. To nam wiele ułatwi – wtrącił Matt, wznawiając opowieść. – W naszym królestwie władza opiera się na dwóch równoważnych sobie osobach. Służą jednemu nadrzędnemu celowi. Dobru państwa. Każda funkcja jest oddzielna i nie ma możliwości, aby połączyć te dwa urzędy w jedną całość. Mają wpływ na władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Głową kraju jest król, wywodzący się z królewskiego rodu. Druga osoba to Strażnik, którego postać jest zazwyczaj obrośnięta pewną mistyczną formą, dzięki umiejętności posługiwania się pradawną magią. Jego wybór budzi najwięcej kontrowersji. Nie da się go przewidzieć. To właśnie przeznaczenie decyduje, kto nim zostanie po śmierci poprzednika. Wybiera się jednego dorosłego mężczyznę z sześciu arystokratycznych rodów. Wyróżnia się on unikatowym cechami i umiejętnościami, umożliwiającymi sprostanie wysokim oczekiwaniom.

Nikt nie wie kto nim zostanie do czasu, aż to nastąpi. Król i Strażnik sprawują władzę, ale posiadają również swoich przedstawicieli, by nie dochodziło do konfliktu interesów. Inni pomagają im w podejmowaniu decyzji niższego szczebla. Rada, czyli najbliżsi doradcy władcy, przedstawiciele wszystkich rodów oraz osoby piastujące ważne stanowiska w królestwie, mogą proponować zmiany, ale potrzebują akceptacji najwyższego szczebla. Są ważnym organem doradczym, wspierającym i kontrolującym pracę całego kraju.

Wracając do postaci Strażnika, to typowanych jest kilku kandydatów, którzy w danym czasie mają największą szansę na otrzymanie nowej funkcji. Te osoby dobrowolnie poddają się kilkuletniemu szkoleniu i są przygotowywane do objęcia stanowiska. Przekazywana im wiedza jest ograniczona, więc uczą się wymaganych podstaw i zasad panujących na dworze. Poprawiają również kondycję, wytrzymałość oraz sztukę posługiwania się bronią. Następuje to jeszcze za życia panującego Strażnika, by nowe osoby miały możliwość nauczenia się jak w przyszłości sprawować zaszczytny urząd. Daje to pewne zabezpieczenie, by tajemna wiedza nie wyginęła w przypadku nagłej śmierci. Chociaż wybór pada wyłącznie na jedną osobę i często nie na faworyta, to mimo to chętnych do zajęcia tego stanowiska nie brakuje.

– To właśnie mojego ojca wybrano w przeszłości, prawda? – zapytała cicho Olivia.

– Tak, to właśnie on pełnił i w dalszym ciągu pełni tę funkcję. Sama jego postać owiana jest tajemnicą. Ludzie wierzą w różne rzeczy, w te mniej i bardziej oczywiste. Mają nadzieję, że wybór jest słuszny. Ufają przeznaczeniu. Wiążą z tym swoją wiarę i ufność, co do lepszych dni, jakie mają nadejść.

Każdy Strażnik zostaje obdarzony wyjątkowym darem. Musi go samodzielnie w sobie odkryć. Jeśli tego nie uczyni, to niezauważona umiejętność zaniknie. Wskazuje, czy wybór Strażnika okazał się słuszny i czy dana osoba jest już w pełni gotowa. To pewnego rodzaju test. W ten sposób kandydat dowodzi swojej wartości. Pokazuje, jaką pracę włożył w szkolenie i własny rozwój. To los decyduje, kto zostaje mianowany nowym Strażnikiem, jednak to on definiuje kim się stanie i jaką drogą będzie podążał. Bierze odpowiedzialność nie tylko za społeczeństwo, ale przede wszystkim za siebie i dokonane wybory.

Jest w stanie podróżować między dwoma równorzędnymi światami i otwierać portale. Nikt inny nie potrafi ich stworzyć, a tym bardziej uaktywnić i sprawić, aby stały się czynne. Nasze krainy nie są identyczne, mimo wielu podobieństw, dlatego tak ważne jest zachowanie między nimi równowagi. Strażnik kontroluje bramy wejścia i wyjścia, chroni je i oddziela je od siebie. Jest jednocześnie pośrednikiem, który może przeniknąć z jednego miejsca w drugie. Miałaś już okazje Olivio korzystać z portalu, mniej lub bardziej świadomie.

– To niesamowite… – szepnęła zafascynowana.

Wypowiadane przez Matta słowa podziałały na jej wyobraźnię. Potrafiła urzeczywistnić te obrazy w swoich myślach. Miała wrażenie, jakby wszystko co usłyszała, wpasowało się w niewidzialne luki, które do tej pory były dla niej ukryte pod warstwami tajemnic sprzed kilkunastu lat. Wszystko nabrało sensu. Podobnie miała z malowaniem. Urzeczywistniała pewną wizję na kartkach papieru. Myśli zamieniały się w konkretne obrazy wydostające się spod jej palców.

Olivia starała sobie wyobrazić jej ojca właśnie w takiej roli. Jako mała dziewczynka wielokrotnie widziała go jako wyjątkowego mężczyznę, który nie boi się stawiać czoła wszelkim problemom. Chociaż minęło tyle lat od ich ostatniego spotkania, to w dalszym ciągu zdołała odtworzyć jego rysy twarzy, które z upływem czasu nie zdołały wyblaknąć i ulotnić się wraz z innymi wspomnieniami.

– Nie wiem czemu, ale wierzę w to, co mówisz. Czuję to. Czy to nie dziwne?

– Może od zawsze wiedziałaś, ale nie miałaś potwierdzenia – Scarlett posłała jej szczery uśmiech i odpowiedziała zamiast Matta. – Ta wiedza była na wyciągnięcie ręki. Nie zdawałaś sobie sprawy czego szukać i czy przyniesie to jakiś rezultat.

– To ma dla mnie sens, naprawdę. Niespodziewanie chociaż jeden niewiadomy element dopasował się do całej reszty układanki. Od zawsze pragnęłam poznać odpowiedzi na pytanie, dlaczego porzucił mnie ojciec i czemu przez tyle lat nie próbował się ze mną skontaktować. Do dzisiaj nie potrafiłam ich odnaleźć – dodała z przejęciem. – Szukałam w złym miejscu.

– Zobaczcie, dojeżdżamy do pierwszej bramy – powiedziała z entuzjazmem Scarlett, zapominając nagle o rozmowie, którą prowadzili.

Podniosła się z miejsca i podeszła do okna. Na jej twarzy pojawiła się ulga. Dziewczyna dotknęła dłonią szklanej tafli i spojrzała na rozprzestrzeniający się przed nimi krajobraz, pełen nietkniętej ręką człowieka natury.

– Co to za bramy? – zapytała Olivia Matta, siedzącego najbliżej.

– Są inne niż te, o których przed chwilą rozmawialiśmy. Te są widoczne gołym okiem. Mają materialną formę. Każda jedna symbolizuje konkretny ród arystokratyczny. Mijając każdą kolejną ma się świadomość, że jest się coraz bliżej celu podróży. Poza tym, zapewniają ochronę przed nieproszonymi gośćmi i ich potencjalnymi atakami. Wszystkie budowle są połączone ze sobą siecią komunikacyjną tak, aby umożliwić jak najszybszy przepływ informacji. Poza tym otaczają część terenów należących do miasta. Stanowią barierę ochronną. Im bliżej centrum, tym ich moc jest silniejsza.

– Zostało nam już tylko pięć do pokonania? – zadała pytanie z zainteresowaniem.

Chłonęła nową wiedzę, by jak najwięcej zapamiętać i wyciągnąć z ich podróży.

– Zgadza się. Istnieje pewna grupa osób, która sprawuje nad nimi kontrolę. Wkładają sporo wysiłku, aby wszystko należycie funkcjonowało.

– Olivio, jeśli chcesz zobaczyć bramę, to podejdź do okna. Właśnie ją mijamy – zawołała ją do siebie Scarlett.

Stanęła koło dziewczyny, by wszystko zobaczyć. Kiedy raz wyjrzała przez okno, nie mogła się powstrzymać, by nie zrobić tego po raz kolejny. Widok zawierał tyle uroku i nietkniętego piękna, że nie potrafiła oderwać wzroku.

Dostrzegła zielony las porastający delikatne wzniesienia, ciemne skały o ostrych brzegach oraz fragment półkolistej bramy, opadającej po prawej stronie torów i ciągnącej się dalej pomiędzy gęstymi drzewami. Wyglądała na masywną i niezwykle stabilną. Surowy beton był subtelnie zdobiony. Wygrawerowano na nim proste napisy, nieczytelne z jej miejsca.

– Najwidoczniej nie musieliśmy się niczego obawiać – oznajmił pewnym głosem Carl, przerywając ciszę. – Jesteśmy coraz bliżej miasta. Zaraz zacznie działać na nas jego ochrona. Możemy się trochę odprężyć.

– Lepiej nie zapeszaj. Jeszcze nie dotarliśmy na miejsce. Znajdujemy się za daleko od centrum – Scarlett odwróciła się od okna w stronę chłopaka i podparła łokciem o półkę. – To przynosi pecha. Musimy pozostać w ciągłej gotowości.

– Nie chcę wprowadzać niepotrzebnego zamętu, ale czy i wy to czujecie? Powietrze zrobiło się znacznie gęstsze niż dotychczas – zauważył Matt. Myślał nad czymś gorączkowo.

– Masz rację. Wyjdę na korytarz i rozeznam się w sytuacji – Carl pośpiesznie opuścił przedział i zniknął za drzwiami.

– Powinnam się czegoś obawiać? – zapytała Olivia.

Rozejrzała się zaniepokojona po przedziale, zatrzymując wzrok na twarzy Matta. Chłopak krył się z emocjami, by dziewczyna nie mogła z niego niczego odczytać. Był skupiony i myślał nad czymś gorączkowo.

– Nie jestem pewien. Ciężko mi coś stwierdzić. Potrzebujemy trochę czasu, by to rozszyfrować.

– Za szybko zaczęliśmy się cieszyć – wtrąciła ze zrezygnowaniem Scarlett. – Jeśli coś się wydarzy tutaj, nikt nie zdoła nam pomóc. Będziemy skazani wyłącznie na siebie. – Straciła cały entuzjazm.

Olivia nie wiedziała, czego może się spodziewać. Zaczęła obawiać się nieznanego zagrożenia. Oddziaływało na nią podenerwowanie Matta i zaniepokojenie dziewczyny. Wzmógł się jej lęk.

– Zachowaj spokój – poinstruował ją Matt. – Nie zakładaj od razu najgorszego scenariusza. Wydaje mi się, że to nie to, o czym myślimy. To coś zupełnie innego…

– Co masz na myśli?

– Są to zaledwie pewne podejrzenia… To mnie właśnie martwi. Nigdy nie zmierzyliśmy się z czymś podobnym.

– To dziwne, ale w innych wagonach nie zauważyłem podobnych odchyleń. – Carl wrócił do przedziału. – Coś gromadzi się w powietrzu i jest tego coraz więcej. Tak się dzieje tylko w naszym przedziale. Obejmuje zaledwie obszar najbliższych kilku metrów, które nas otaczają.

– Przygotujmy się. Nie mamy pojęcia, z czym będziemy musieli się zmierzyć.

– Poczekaj, Scarlett – powiedział szybko Matt, zrywając się z miejsca.

Zrobił kilka kroków do przodu, ale zanim zdążył dojść do Olivii, przedział wypełniło jasne światło, bijące oślepiającym blaskiem.

– Zasłońcie oczy! – krzyknął do pozostałej trójki i sam osłonił jedną ręką najbardziej wrażliwą część twarzy.

Próbował przedrzeć się przez kłęby gęstej mgły, ale światło uniemożliwiło mu dostanie się na miejsce. Powietrze wokół nich zafalowało i wydawało mu się, jakby czas na kilka dobrych sekund stanął. Gdy Matt wyrwał się z chwilowego zamroczenia, ruszył do przodu.

Panującą ciszę przerwały krzyki Olivii. Brzęczały w uszach pasażerów, odtwarzając się w kółko na nowo, bez przerwy. Wszystko nagle gwałtownie przyśpieszyło.

– To się nie dzieje naprawdę. To niemożliwe… – wydusił z trudem Matt, gdy warstwy mgły zaczynały stopniowo opadać na podłogę.

Dostrzegł szczupłą postać Olivii, która bezwiednie obsunęła się ku dołowi. Chwycił ją w ostatniej chwili, chroniąc przed zderzeniem z twardą powierzchnią. Dziewczyna już nie krzyczała, a jedyną oznaką bólu stały się wykrzywione w grymasie delikatne rysy twarzy. Rzucała się w jego ramionach, walcząc z niewidzialnym wrogiem, znajdującym się wewnątrz niej samej. Miotała po przedziale nieobecnym spojrzeniem. Zaciskała z siłą palce w pięść.

Chciała się jakoś obronić przed tą nieokreśloną torturą. Wydawało jej się jakby ktoś wbijał w jej lewy nadgarstek rozżarzone pręty. Paliły ją od środka i pochłaniały ogniem coraz to nowy kawałek skóry. Mimo jej próśb, ból nie ustępował. Promieniował od nadgarstka i rozprzestrzeniał się na po całym ciele. Ogarnął umysł i wszelkie myśli. Nie potrafiła tego powstrzymać. Było to zbyt trudne.

– Scarlett, Carl, chodźcie tutaj szybko! – powiedział podniesionym głosem Matt, patrząc z niepokojem na ­Olivię.