Wydawca: Wydawnictwo Kobiece Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 159 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Bracia Slater. Keela - L.A. Casey

Pikantna kontynuacja drugiego tomu bestsellerowej serii o braciach Slater

Przed Keelą jeden z najważniejszych dni w życiu – przeprowadzka. Pragnie zamieszkać z narzeczonym i chce, aby wszystko poszło jak z płatka. Jednak kiedy jesteś zaręczona z jednym z braci Slater, musisz być przygotowana na szaleństwo. Spontaniczny Alec jak zwykle nie myśli o konsekwencjach i wybiera niefortunny moment na niespodzianki. Rozpętuje się piekło.

Nieproszeni goście. Alkohol. Kłótnie. Dzika namiętność. Wszystko, co kryje się pod jednym nazwiskiem – Slater. Keela musi podjąć bardzo ważną decyzję. Czy jest gotowa?

Keela troszczy się o to, co kocha.

___

L.A. Casey – bestsellerowa autorka „The New York Times” i „USA Today”. Pochodzi z Irlandii, mieszka w Dublinie. Jej życie składa się z dwóch podstawowych elementów: wychowywania cudownej córeczki oraz „czarowania” kolejnych powieści. Uwielbia rozmawiać ze swoimi fankami na Facebooku. Zainspirowana literaturą erotyczną ciężko pracowała nad własną książką i determinacją wywalczyła jej wydanie. Całe szczęście! Tak powstał kultowy Dominic z serii Bracia Slater. Choć miała zaledwie dziewiętnaście lat, przygodę z pisarstwem rozpoczęła od hitu. Dominic według recenzji sklepu internetowego Amazon to spektakularny sukces i bestsellerowa książka.

Opinie o ebooku Bracia Slater. Keela - L.A. Casey

Fragment ebooka Bracia Slater. Keela - L.A. Casey

Babuniu,

brakuje mi Ciebie. Bardzo za Tobą tęsknię. To już czternaście dni, odkąd nas opuściłaś, ale ja nadal nie potrafię zaakceptować tego, że już Cię tu nie ma. Wciąż czekam, aż zadzwoni mama i powie, że mam się szykować, bo jedziemy odwiedzić Cię w szpitalu. W pewnym sensie lubię myśleć, że wciąż tam jesteś, bo wtedy byłabyś z nami, mimo że gdzieś głęboko wiem, że odeszłaś do lepszego miejsca. Ubolewam, że już Cię tu nie ma, ale jednocześnie cieszę się, że Twój ból dobiegł końca i odnalazłaś ukojenie. Jestem niewyobrażalnieszczęśliwa, że ogarnął Cię spokój. Bóg wie, że naprawdę tak jest. Jesteś tam razem z Dziadkiem, Jasonem, ciocią Kay i Tanyą. Bóg pewnie nie ma pojęcia, co ze sobą zrobić, mając Was wszystkich wokół. Mogę sobie tylko wyobrażać, co tam wyczyniacie!

Każdego dnia oglądam filmy, które nakręciłam, odwiedzając Cię w szpitalu, by znów Cię zobaczyć i usłyszeć Twój głos. Płaczę i śmieję się równocześnie, oglądając je. Tamtej nocy wszystkich nas doprowadzałaś do łez, opowiadając różne historie. Bardzo się cieszę, że to nagrałam. Oglądanie tych miłych chwil sprawia, że czuję się lepiej. Szczerze mówiąc, sądziłam, że będę czuła się dobrze, gdy odejdziesz. Byłam pewna, że będę cieszyć się, że wreszcie odpoczywasz, i rzeczywiście tak jest, ale jednocześnie wcale nie jestem szczęśliwa. Po prostu mi Ciebie brak. Nie rozmawiam o tym z bliskimi, bo nie chcę ich martwić – kochają Cię i tęsknią za Tobą tak samo jak ja. Wiem, że w końcu, choć to wszystko potrwa, uda nam się przywyknąć do myśli, że odeszłaś. Ale i tak jest do bani.

Wiem jednak, że cały czas ze mną jesteś. Byłaś moim największym wsparciem w kwestii pisania. Wszystkim opowiadałaś o moich książkach, bez względu na to, czy byli tym zainteresowani, czy nie, opowiadałaś im o całej mojej karierze, o podpisanych kontraktach, o miejscach, w których byłam i do których miałam zamiar jechać. Byłaś ze mnie dumna, powiedziałaś mi o tym i, szczerze mówiąc, to najlepsza rzecz, jaką mogłaś mi powiedzieć. Teraz żyję tym, co mi mówiłaś: radziłaś mi próbować i to właśnie robię. Obiecuję, że wykorzystam każdą nadarzającą się okazję i będę ją łapać obiema rękami.

To wielka przyjemność móc nazywać Cię swoją babcią. Nie wydaje mi się, by były gdzieś lepsze babcie od Ciebie. Byłaś jedyna w swoim rodzaju i chcę tylko, byś wiedziała, że jesteś bardzo kochana i nigdy Cię nie zapomnę. Nigdy. Zadedykowałam Ci Frozeni bardzo Ci się spodobało, ale chciałabym także zadedykować Ci Keelę, mimo że oszalałabyś, gdybyś zobaczyła, co jest zapisane na stronach książki Braci Slater.

Zawsze będę Cię kochać.

To nie jest pożegnanie, zobaczymy się później.

Rozdział 1

Keela… Pomóż mi.

Otworzyłam oczy i usiadłam wyprostowana. Nie byłam w mojej sypialni ani nawet w moim mieszkaniu. To miejsce wydawało się znajome, ale nie potrafiłam go rozpoznać. Wyglądało na plątaninę korytarzy z licznymi zamkniętymi drzwiami.

Wstałam i nagle ścisnęło mnie w żołądku ze strachu. Oddychanie przychodziło mi z trudem.

– Keela? – Rozległ się jakiś głos tuż przy moim uchu, błagając mnie o pomoc z każdym słabym oddechem.

Moje serce gwałtownie przyspieszyło. Obróciłam się, szukając wzrokiem tego, kto mnie potrzebował, ale nie potrafiłam znaleźć źródła głosu.

– Gdzie jesteś? – krzyknęłam.

Usłyszałam męski szloch i przeraziło mnie to. Znałam ten dźwięk, ale nie byłam w stanie jednoznacznie wskazać, do kogo należał. W mojej głowie panował zamęt.

Zaczęłam biec przez ciemne korytarze. Skręciłam w lewo, potem w prawo, a następnie znów w lewo, szukając po drodze osoby, która mnie wołała. Każda ze ścian była podobna do poprzedniej, więc nie byłam pewna, czy nie skręciłam źle, wracając w jakiś sposób do miejsca, w którym otworzyłam oczy. Wszystko było dla mnie przerażająco znajome. Wiedziałam, że chodziłam już tymi korytarzami, ale nie mogłam przypomnieć sobie kiedy i dlaczego.

Pisnęłam, gdy otaczające mnie kremowe ściany korytarza zaczęły zmieniać kolor. Przechyliłam głowę i patrzyłam, jak na ścianach pojawiają się krwiste ślady układające się w kształt odcisku ludzkiej dłoni. Wyglądało to tak, jakby ktoś przycisnął zakrwawioną rękę do ściany i spokojnie szedł w dół korytarza, rozsmarowując za sobą ciemnoczerwoną substancję.

Wrzasnęłam z przerażenia i znów zaczęłam biec.

– Keela? – krzyknął ponownie tamten głos.

Dźwięk nadchodził z każdej strony, zupełnie jakby w korytarzu roznosiło się echo.

– Kim jesteś? – krzyknęłam wystraszona. – Gdzie jesteś?

Nagle wokół mnie zapanowała śmiertelna cisza.

Jedynym dźwiękiem, który potrafiłam wychwycić, był mój przyspieszony oddech.

Przestałam się ruszać i słuchałam.

Po kilku chwilach zupełnej ciszy usłyszałam dźwięk zamykanego zamka. Wywołał on wibrację podłogi pod moimi stopami i przez chwilę myślałam, że upadnę pod wpływem tego dźwięku. Jednak wibracje ustały tak szybko, jak się zaczęły, więc udało mi się odzyskać równowagę. Skrzypnięcie i jęk otwieranych drzwi wypełniły moje uszy kilka sekund później. Obróciłam się, by zobaczyć kto lub co tam było. Zmrużyłam oczy, gdy drzwi na końcu korytarza otworzyły się na oścież, ale jedynym, co zobaczyłam w środku, była ciemność.

– K-kto tam jest? – zawołałam drżącym głosem.

Usłyszałam męski jęk, a potem metaliczny dźwięk – był to dźwięk, który już znałam: brzęk odbezpieczanego spustu w pistolecie.

Przełknęłam gulę, która w tym momencie stanęła mi w gardle.

– Keela? – wyszeptał tuż za mną znajomy kobiecy głos. – Musisz pomóc Alecowi.

Alec?

Rozejrzałam się wokół, ale jak i poprzednim razem, nikogo tam nie było.

– Alec? – zawołałam.

– Keela! – rozległ się jego wrzask.

Czułam, że wpadam w panikę, gdy dotarło do mnie, że głos, który słyszałam wcześniej, należał do Aleca. Był to głos pełen bólu i strachu, który wzywał mojej pomocy.

– Gdzie jesteś? – krzyknęłam.

– W środku, musisz mu pomóc. – Tuż przy moim uchu znów rozległ się kobiecy szept, więc odwróciłam się w stronę drzwi prowadzących w ciemność. Niewiele myśląc, zaczęłam biec w stronę ciemnego pokoju, ale bez względu na to, jak szybko biegłam, pokój się nie przybliżał.

Krzyknęłam i odskoczyłam w przerażeniu, gdy pojawiła się przede mną czyjaś sylwetka pozostająca do tej pory w cieniu. Upadłam na plecy i pisnęłam, gdy postać ruszyła naprzód i zbliżyła się do mojej twarzy.

Mogłam zobaczyć jedynie połyskujące srebrne oczy, bez twarzy.

– Alec zginie, jeśli jej nie zatrzymasz – wyszeptał ten ktoś znajdujący się przede mną.

– Jej?Kogo? – krzyknęłam.

Postać rozpłynęła się i znów widziałam jedynie pokój, choć nie wyglądał już tak mrocznie. Był rozświetlony, a na środku klęczał Alec: wyciągał do mnie ręce, ale jego głowa wisiała bezwładnie. Zamrugałam, a gdy ponownie skupiłam wzrok, cień znów się pojawił, ale tym razem stał za Alekiem.

– Powstrzymaj ją, Keela! – Kobiecy głos rozlegał się ze wszystkich stron. – Walcz, by go ocalić!

Sapnęłam, gdy postać uniosła ramię i wskazała trzymanym przez siebie przedmiotem zwieszoną głowę Aleca. Zmrużyłam oczy, by zobaczyć, co to było, i gdy spostrzegłam srebrną lufę pistoletu, zerwałam się na równe nogi. Krzyknęłam do Aleca, by uważał, gdy biegłam w jego kierunku. Tym razem pokój zaczął się przybliżać, ale nawet biegnąc najszybciej, jak potrafiłam, byłam za wolna.

– Alec! – krzyknęłam, gdy głośny huk rozniósł się po korytarzu i zadzwonił mi w uszach.

Pistolet wystrzelił i ciało Aleca opadło na podłogę w tym samym czasie, gdy zatrzasnęły się drzwi prowadzące do pokoju. Dotarłam do nich sekundę później. Uderzyłam w nie, ale nie czułam żadnego fizycznego bólu, gdy się od nich odbiłam i ponownie upadłam na ziemię. Nie czułam nic poza dławiącym bólem w mojej piersi i łzami spływającymi mi po twarzy.

Ponownie stanęłam na nogach i próbowałam otworzyć drzwi, ale klamka ani drgnęła. Uderzyłam w nie obiema rękami i kopnęłam, ale nie przyniosło to żadnego rezultatu. Były zamknięte.

– Keela? – tuż za mną rozległ się inny znajomy głos.

Obróciłam się i sapnęłam.

Stali przede mną Nico, Ryder, Damien i Kane.

– Musicie pomóc…

– Dlaczego nie uratowałaś naszego brata, Keela? – przerwał mi Damien.

Zamrugałam.

– Próbowałam…

– Pozwoliłaś Alecowi umrzeć. Pozwoliłaś umrzeć naszemu bratu – przerwał mi Nico, patrząc na mnie.

Zaczęłam dyszeć ciężko, robiąc kilka małych kroków w tył, jednak zaraz wpadłam na drzwi, które bezskutecznie próbowałam otworzyć chwilę wcześniej.

– Biegłam. Próbowałam…

– Pozwoliłaś mu umrzeć, ponieważ go nie chciałaś, nie chcesz go żywego – przerwał mi Ryder. Jego głos brzmiał jak groźny pomruk.

– Nieprawda! – Zaczęłam łkać. – Kocham Aleca, pragnę go. Proszę, pomóżcie mi mu pomóc.

Kane cmoknął językiem.

– Kochał cię, Keela. Chciał cię poślubić, a ty pozwoliłaś mu umrzeć. Dlaczego?

Zamknęłam oczy.

– Dlaczego nie chciałaś naszego brata?

– Dlaczego go nie ocaliłaś?

– Dlaczego go nie kochałaś?

– Dlaczego, Keela?

Zakryłam uszy rękami i zaczęłam krzyczeć, by zagłuszyć słowa braci Slater, ale mimo to wyraźnie słyszałam każde ich słowo w mojej głowie.

Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

Otworzyłam oczy i krzyknęłam jeszcze głośniej, gdy czterej bracia ruszyli w moim kierunku z wyciągniętymi rękami. Opadłam na kolana i skuliłam głowę, czekając na ból, gdy zaczną mnie bić, ale ten nigdy nie nadszedł. Z wahaniem spojrzałam w górę i krzyknęłam, widząc, jak korytarze oddalają się razem z braćmi. Wszystko zmieniło się w ogromny pokój z dużym, okrągłym ringiem na środku pomieszczenia. Walczyli na nim dwaj mężczyźni pozbawieni twarzy, a wokół zgromadziła się grupa krzyczących i wiwatujących ludzi.

Gdy stanęłam na nogi, rozejrzałam się po pokoju i pojęłam, co tu się działo. Platforma, ludzie, parkiet, kabiny, bar… Wiedziałam, gdzie jestem… Byłam w klubie Darkness.

– Keela? Podejdź tu, złotko.

Rozejrzałam się wokół i spojrzałam na wujka Brandona.

– Dlaczego…? Jak…?

– Ciii – mruknął, podchodząc do mnie. – Wszystko będzie w porządku. Już ja zadbam o to, by wszystko było dobrze.

Odwróciłam się i przytuliłam się do niego, ale odsunęłam się, gdy jego dłonie ścisnęły moje plecy, a ja poczułam na sobie coś mokrego. Odsunąwszy się od szeroko uśmiechniętego wujka, położyłam sobie ręce na plecach i po chwili na nie spojrzałam.

Były poplamione czerwoną, gęstą substancją.

Jęknęłam, gdy poczułam metaliczny zapach krwi. Ponownie spojrzałam na wujka, ale krzyknęłam i cofnęłam się, bo osoba przede mną nie była moim wujkiem. To duch mojego koszmaru z przeszłości.

– Marco – jęknęłam.

Marco Miles uśmiechnął się do mnie diabolicznie i spojrzał na swoje dłonie.

Dłonie pokrytekrwią.

Cmoknął językiem i podniósł wzrok, by spojrzeć mi w oczy.

– Hm… Czyż to nie interesujące?

Próbowałam się od niego odsunąć, ale niezliczona ilość dłoni przytrzymała moje ciało i zmusiła mnie, bym uklękła. Spojrzałam w górę, potem rozejrzałam się na boki i wybuchnęłam płaczem.

Nico i Damien przytrzymywali mnie z prawej, a Ryder i Kane z lewej strony.

– Teraz – zamruczał Nico. – Spraw, by zapłaciła za cierpienie Aleca.

– To nie ja zadałam mu cierpienie! To nie byłam ja! – krzyczałam. – To wina cienia!

Do moich uszu dotarł znajomy dźwięk ładowanej broni.

Poczułam dotyk zimnego metalu, gdy przedmiot został przyciśnięty do mojego czoła. Oddychałam ciężko, szlochając, gdy uniosłam głowę i spojrzałam prosto w wycelowaną we mnie lufę pistoletu. Krzyknęłam z przerażeniem, kiedy zauważyłam, że broni nie trzymał Marco, lecz cienista postać.

– Ty! – zawyłam, a łzy spływały mi po policzkach. – Dlaczego to robisz?

Postać w cieniach zastygła i zmieniła się w osobę. Była ubrana w długą, czarną pelerynę z dużym kapturem zasłaniającym jej twarz.

– Odpowiadaj – krzyknęłam i zaczęłam wyrywać się z uścisków braci.

Cienista postać uniosła swoją wolną dłoń i odrzuciła kaptur.

Zamarłam, gdy zobaczyłam własne odbicie.

To byłam ja.

Ja byłam cienistą postacią.

– Nie zasługujesz na niego – powiedziała cienista wersja mnie i pociągnęła za spust.

Obudziłam się gwałtownie, zdyszana i zlana potem. Musiałam usiąść, by wziąć oddech, ale nie byłam w stanie.

Byłam przygnieciona.

Przygnieciona stoma kilogramami męskich mięśni.

Nie był to jednak Storm.

Mój narzeczony niczym niedźwiedź przyciskał mnie do materaca niemal całym swoim ciałem. Przyzwyczaiłam się do tego – rzadko zdarzało się, żeby Alec mnie nie obejmował, gdy spaliśmy, ale w chwilach, gdy czułam tak straszną potrzebę, żeby pójść do toalety, to było okropne.

I to był właśnie jeden z takich momentów.

Nie chciałam budzić Aleca, bo on potrzebował swoich pełnych ośmiu godzin snu, inaczej stawał się kapryśny jak niemowlak. Poza tym nie chciałam, by widział mnie w takim stanie.

Po koszmarze zawsze wyglądałam jak wrak człowieka.

Próbowałam wcisnąć się w materac i wyślizgnąć się z łóżka, jednak gdy tylko się ruszyłam, ramię Aleca mocniej zacisnęło się wokół mojego ciała.

No do jasnej cholery! Musiałam wstać.

– Alec – mruknęłam.

Nic.

– Alec.

Żadnej reakcji.

– Alec!

Alec obudził się gwałtownie, podskoczył i porwał ze sobą moją kołdrę. Uwolniłam się spod jego miażdżącego ciężaru, przeturlałam się szybko na lewą stronę i stanęłam na podłodze przy łóżku. Rozciągnęłam mięśnie szyi, rąk i nóg.

Od razu poczułam się o wiele lepiej.

– Wszystko dobrze? Czy coś się stało? – zapytał, pełznąc przez łóżko w moją stronę z paniką w oczach.

Uklęknął na naszym materacu i położył mi ręce na ramionach. W pokoju było ciemno, ale wpadające z korytarza światło pozwoliło mi zobaczyć przystojną twarz Aleca. Obserwowałam, jak mruży oczy i w ciemności przygląda się mojej twarzy. Odsunął mnie na długość ramion i przyjrzał mi się. Jego oczy analizowały każdy fragment mnie. Po chwili pozwolił mi odejść i przysiadł na piętach. Zmarszczył brwi.

– Wyglądasz w porządku – mruknął.

Nie mogłąc się powstrzymać, uśmiechnęłam się.

– Bo wszystko jest w porządku.

Była to deklaracja daleka od prawdy.

Alec przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, zanim w końcu mruknął:

– Dlaczego więc krzyczałaś moje imię?

Bo mnie miażdżyłeś.

Wzruszyłam ramionami.

– Musiałam iść do toalety, a ty przyciskałeś mnie do łóżka, więc próbowałam cię obudzić – skłamałam.

Alec przyglądał mi się z kamienną twarzą.

– Nie tylko wołałaś moje imię, wykrzykiwałaś je, jakby cię mordowali.

Wspomnienie strzelającej broni z mojego koszmaru znów mnie uderzyło, ale odepchnęłam je.

– Piszczałabym lub przynajmniej wrzeszczała jak typowa biała kobieta, gdybym była mordowana. Nie krzyknęłabym, gdybym wiedziała, że aż tak cię to zaniepokoi.

Alec wyglądał na wykończonego, gdy przesunął dłonią po swojej nieziemskiej twarzy.

– Czemu jak biała kobieta?

Znów wzruszyłam ramionami.

– To zwykle białe kobiety krzyczą najgłośniej, gdy są mordowane w horrorach.

Alec zamrugał zmęczonymi oczami, a potem odwrócił się ode mnie i opadł na swoją stronę łóżka.

Miła pogawędka.

Odwróciłam się i wymknęłam z sypialni. Udałam się wzdłuż korytarza i weszłam do łazienki. Poczułam ulgę i westchnęłam, gdy załatwiałam potrzebę. Kiedy skończyłam, podeszłam do umywalki i umyłam dłonie. Oblałam twarz odrobiną wody i spojrzałam w lustro.

– To był tylko sen – powiedziałam do siebie.

Gdy wyszłam z łazienki, odwróciłam głowę w kierunku kuchni i salonu i wytężyłam słuch. Ogarnął mnie spokój i wróciłam do sypialni, kiedy usłyszałam uspokajające chrapanie Storma. Zachowywałam się wobec niego jak niedźwiedzica, a od zeszłego roku, gdy został ranny, jeszcze się to wzmocniło. Zawsze gdy w nocy korzystałam z toalety, wytężałam słuch, by usłyszeć, jak chrapie, tylko po to, by upewnić się, że nadal oddycha. Uspokajało mnie, że wszystko było z nim w porządku.

Wróciłam do sypialni, wpełzłam na łóżko i wtuliłam się w swoją poduszkę. Z westchnieniem ulgi okryłam się kołdrą i zamknęłam oczy. Otworzyłam je chwilę później, gdy poczułam, jak coś przyciska się do moich pleców.

Natychmiast zmrużyłam powieki.

– Nawet o tym nie myśl.

Cisza.

Nie poruszyłam się, ale otworzyłam oczy szeroko i skupiłam się, słuchając ruchów Aleca. Nie dotarło do mnie nic poza jego oddechem, więc zmarszczyłam brwi.

Może dotknęłam kołdry…

– Alec! – krzyknęłam, przerywając swoje rozmyślenia.

Zachichotał jak nastolatek, gdy owinął ramiona wokół mojego ciała i przewrócił mnie tak, bym przyciskała się plecami do jego klatki piersiowej. Gdy tylko otarł się o mnie swoimi klejnotami, tak bym poczuła, jaki jest twardy, wiedziałam już, że ze spania nici. Pozwoliłam mu przewrócić mnie na plecy. Gdy obróciłam głowę w jego stronę, wyczułam uśmiech Aleca i pocałowałam najbliższą część jego ciała, którą tym razem był jego obojczyk.

– Wiedziałam, że to ty mnie dotykałeś – mruknęłam.

Alec pochylił się i potarł nosem o mój.

– Gdy tylko coś dotyka jakiejś części twojego ciała, kiedy jesteśmy w łóżku, na dziewięćdziesiąt dziewięć przecinek dziewięć procent szans jestem to ja, nie Storm, rozważający obmacywanie cię.

Zachichotałam.

– Nigdy nie mogę być do końca pewna, Storm parę razy przyszedł i szturchał mnie tak długo, dopóki nie wszedł do łóżka.

– Owczarek niemiecki z nadwagą nie powinien nigdzie wskakiwać. Mówię poważnie. Załóżmy kamery, chcę zobaczyć, jak podstępnie się tu kręci – zaszydził Alec.

Przepełniła mnie radość, gdy wygłupy Aleca odpędziły obawy i duszący lęk spowodowany moim koszmarem.

– To pies ninja – uśmiechnęłam się szeroko.

To moje nowe przezwisko dla Storma. Nadałam mu je, by wkurzyć Aleca.

– Tylko nie pies ninja, proszę cię. To bardziej pies podejrzliwy. Przysięgam, że w poprzednim życiu był człowiekiem.

Zaśmiałam się i zasłoniłam usta dłonią, by nie robić hałasu.

– Dlaczego starasz się być cicho? – zapytał Alec. – Jesteśmy sami.

Kiwnęłam głową w stronę korytarza.

– Storm śpi.

Alec nienawidził ciszy w sypialni.

– Mężczyzna powinien się martwić, gdy jego kobieta nie jest w sypialni wystarczająco głośna – westchnął.

Uśmiechnęłam się, ale nie wydałam żadnego dźwięku.

– Zamierzasz rozsunąć nogi i mi się oddać… Czy raczej zmusić mnie do błagania o to?

Udałam, że się zastanawiam.

– No dalej, kotek, Bóg jeden wie, ile zostało mi czasu, zanim pojawią się dzieci i seks stanie się dla mnie tylko wspomnieniem.

Przygryzłam dolną wargę, gdy uniosłam się i położyłam rękę na bicepsie Aleca. Przesunęłam ręką aż do jego ramienia i wróciłam do jego szyi, a następnie zbliżyłam swoją twarz do jego.

– Myślisz, że potrafisz sprawić, bym krzyczała, playboyu? – wymruczałam po tym, jak delikatnie go pocałowałam.

– Jestem tego cholernie pewien – mruknął Alec.

I w mgnieniu oka był już między moimi nogami.

Oblizałam wargi i uniosłam biodra tak, by Alec mógł zsunąć z mojego ciała bieliznę.

– Nie mam pojęcia, po co w ogóle zakładasz to do łóżka – mruknął do siebie Alec, gdy cisnął moimi majtkami przez ramię.

Pozbyłam się koszulki i rzuciłam ją gdzieś na podłogę. Byłam naga i miałam szeroko rozłożone uda, jakbym czekałam na Aleca. Przechylił się i włączył lampkę na jego nocnej szafce tak, by mógł mnie zobaczyć. Przez moment mrużył oczy, a potem uśmiechnął się do mnie. Jego uśmiech sięgał tych wielkich, błękitnych oczu, gdy wreszcie zobaczył mnie wyraźnie.

– Tu jest mój śliczny kotek.

Zarumieniłam się.

Alec przesunął się nieco i opuścił głowę nad moim brzuchem.

Westchnęłam, gdy pocałował miejsce nad moim pępkiem.

– Dlaczego zawsze najpierw całujesz mój brzuch? To jedyna część mojego ciała, której nienawidzę, a ty…

– Pokazuję ci, że uwielbiam go takiego, jaki jest.

Cisza.

Niech go szlag za bycie takim uroczym.

– Jest gruby. Ja jestem gruba.

Alec spojrzał na mnie z udręką w oczach, a potem przesunął mnie wyżej, aż mógł oprzeć się na łokciach, wisząc nade mną.

– Znowu będziemy o tym gadać?

Tak.

Westchnęłam.

– Przytyłam z sześć kilogramów, odkąd zaczęliśmy się spotykać, nie ściemniaj i nie próbuj mi wmawiać, że jest inaczej. Fakt, że nie dopinam się w moich ulubionych jeansach, jest tego najlepszym dowodem.

Alec opuścił głowę i potarł swoim nosem o mój.

– Nie jesteś gruba. Przybrałaś trochę na wadze, ale nie dość, by choćby otrzeć się o granicę bycia grubą. Wyglądasz zdrowo.

Prychnęłam i chwyciłam za swój brzuch.

– Wyjaśnij to.

Alec spojrzał w dół i wywrócił oczami.

– To po prostu odrobina skóry, która pozostała po czasie, gdy parę lat temu byłaś cięższa. Nie u każdego z nas skóra się kurczy, gdy tracimy na wadze, wiesz?

Nie musiał mi o tym mówić.

– Jasne, wiem – mruknęłam.

Miałam fałdy na dowód tego, jak dobrze to wiem.

Alec pocałował mnie w czoło.

– Jesteś piękna, wewnątrz i na zewnątrz, bez lub z odrobiną...

– Z fałdkami – poprawiłam go.

– Z twoimifałdkami lub bez nich. – Alec westchnął.

Zmarszczyłam brwi.

– Mówisz tak teraz, gdy żadna kobieta lub mężczyzna o idealnej figurze nie krąży wokół ciebie i nie zastanawiasz się, czemu nie jesteś z nią lub z nim zamiast z grubiutką mną.

Alec przeklął.

– Przestań, wkurzasz mnie tymi idiotyzmami. Jestem z tobą. Zaręczyliśmy się. Chcę mieć kiedyś z tobą dzieci. Z nikim innym. Jesteś dla mnie wszystkim i to ostatni raz, gdy słyszę twoje powątpiewania na ten temat, zrozumiałaś, Keela?

Zamrugałam, patrząc na niego.

– Powiedz, że rozumiesz. – Jego ton był ostry.

– Rozumiem. – Oblizałam wargi.

Pochylił się i przesunął swoimi ustami po moich.

– Co to za żarliwe spojrzenie?

Pożądanie, miłość, podziw.

– Jestem na ciebie strasznie napalona.

Alec uniósł brwi.

– Czyżby?

Pokiwałam głową.

Zachichotał i skubnął moje usta, zanim wrócił do całowania mojego ciała, nie pomijając żadnego kawałka skóry, który był w jego zasięgu, włączając w to wspomniane wcześniej fałdki. Chwycił w dłonie moje piersi, a potem wcisnął nos pomiędzy moje nogi i zaciągnął się.

Nienawidziłam, gdy to robił.

– To cipka, nie pieprzony kwiatek, dość tego wąchania – syknęłam.

Usłyszałam jego chichot i poczułam wibracje na skórze. Przygryzłam dolną wargę, gdy wsunął we mnie swój język i zakręcił kółko na łechtaczce. Cholera.

Moje biodra zaczęły mimowolnie się unosić, ale Alec położył na nich dłonie i zmusił je do powrotu na dół, tak że znów leżałam płasko na łóżku. Polizałam usta i chwyciłam za prześcieradło, gdy Alec ssał i lizał mnie tak długo, aż mój oddech stał się szybki i głośny.

– O Boże – jęknęłam, gdy zaczął kręcić głową z lewej strony na prawą.

Syknęłam, kiedy otarł się o mnie swoim kilkudniowym zarostem. Cmoknęłam z niezadowoleniem, a on zachichotał. Kontynuował torturowanie mnie, a jego ręce przesunęły się z moich bioder z powrotem na piersi. Chwycił je i szczypał moje sutki, jednocześnie ssąc łechtaczkę w ustach, przesuwając nimi w tę i z powrotem, sprawiając, że wygięłam się w łuk.

– Tu! Tu! Tu! – powtarzałam pozbawionym oddechu głosem, gdy gorące pulsowanie niosło się z każdego zakamarka mojego ciała wprost do miejsca między moimi nogami.

Gdy osiągnęłam orgazm, otworzyłam usta i wyrwał mi się z nich cichy jęk. Moje oczy wywróciły się w głąb czaszki, palce u stóp się zwinęły, a po kręgosłupie przebiegły dreszcze. Nie mam pojęcia, jak długo byłam nieświadoma miejsca, czasu i w ogóle tego, że żyję. Zagubiłam się w błogostanie… A trwał on nieprzerwanie do czasu, gdy mój mężczyzna przysunął swojego penisa do mojego wejścia i wszedł we mnie mocno.

– Za każdym razem – syknął Alec, gdy wstrząsnęły nim dreszcze przyjemności. – Czujesz taką euforię za każdym razem.

Owinęłam nogi wokół jego bioder i uniosłam ręce nad głowę, tak że mógł chwycić mnie za nadgarstki i tam je unieruchomić. Nie zdawał sobie z tego sprawy, ale lubił ten rodzaj kontroli nade mną w czasie seksu, więc proponowałam mu to sama. Uniosłam głowę w jego stronę, gdy się nade mną pochylił.

– Spraw, bym była obolała – wyszeptałam.

Alec mruknął i przygryzł mój policzek, zanim przesunął zębami po mojej skórze i lekko skubnął usta, co wywołało przyjemny ból. Wysunął się ze mnie i wsunął z powrotem, przyjmując powolny i stały rytm. Wygięłam się w łuk, tak że moje sutki ocierały się o jego klatkę piersiową przy każdym pchnięciu.

– Mów do mnie – wymruczał.

Odnalazłam jego spojrzenie i zauważyłam, że patrzy na mnie płomiennym wzrokiem.

Tylko na mnie.

– Mogę cię poczuć… takgłęboko we mnie – wyszeptałam, celowo wysuwając język i przesuwając nim po ustach, powoli i uwodzicielsko zapraszając Aleca, by mnie pocałował.

Stęknął, gdy opadł na mnie, sprawiając, że westchnęłam. Nakrył moje usta swoimi dokładnie w tym momencie, wchłonął moje westchnienie jak własne i przełknął je. Uwolnił jeden z moich nadgarstków i zbliżył rękę do mojej głowy. Chwycił w garść moje rude loki i pociągnął.

Syknęłam, nie z bólu, lecz w ramach pochwały.

– Chcę twojego tyłeczka – powiedział ze wzrokiem utkwionym we mnie.

Szukał w moich oczach jakichkolwiek wahań lub obaw. Wiedziałam, że jeśli zobaczyłby tam choćby cień tych uczuć, nie wziąłby mnie tak, jak chciał, lecz dalej kontynuował seks ze mną w tej pozycji. Nie bałam się seksu analnego, ale przerażało mnie to, jak będzie wyglądało nasze przyszłe życie erotyczne, jeśli by mi się on nie spodobał. Próbowaliśmy tego raz wcześniej, lecz nie trwało to wystarczająco długo, bym mogła ocenić, czy mi się podobało, czy też nie, więc rundka seksu analnego była czymś, na co chętnie się pisałam i na co czekałam.

– Więc go sobie weź – rzuciłam mu wyzwanie, a on uśmiechnął się ironicznie i wszedł we mnie mocno na dłuższą chwilę.

Westchnęłam z przyjemnością, a potem jęknęłam, gdy wysunął się ze mnie.

– Bezczelny – syknęłam.

Uśmiechnął się szeroko i klepiąc mnie w udo, powiedział:

– Odwracaj się.

Wykonałam rozkaz i odwróciłam się na brzuch. Oparłam dłonie na materacu i uniosłam górną część swojego ciała, klękając. Zakołysałam biodrami w formie zaproszenia.

Spojrzałam przez ramię na Aleca, którego wzrok utkwiony był w moim tyłku.

Parsknęłam.

– Na co czekasz? – zapytałam.

Alec spojrzał mi w oczy i rzucił mi piorunujące spojrzenie.

Mocno klepnął mnie w tyłek.

Krzyknęłam.

– Nie popędzaj mnie, nie chcę ci zrobić krzywdy.

– Właśnie mnie uderzyłeś – rzuciłam.

Zrobił to jeszcze raz.

– Tylko dlatego, że to uwielbiasz.

Nie powiedziałam nic więcej i uśmiechnęłam się – za dobrze mnie znał.

Poczułam, jak materac się poruszył, gdy Alec zszedł z łóżka i ruszył w stronę swojej części łóżka, gdzie znajdowała się szafka nocna, by otworzyć jej górną szufladę.

Zamknęłam oczy i położyłam głowę z powrotem na materacu. Pulsowanie między moimi udami powoli słabło, więc sięgnęłam między nie dłonią i potarłam kilkakrotnie moje wilgotne miejsce, wywołując parę dreszczy, zanim zaczęłam masować wrażliwą łechtaczkę. Oblizałam usta, gdy moje biodra drgały za każdym razem, gdy dochodziło do kontaktu z moimi palcami. Droczyłam się sama ze sobą, aż Alec odszedł od szafki i stanął przy krawędzi łóżka. Potwierdziłam to podejrzenie, gdy spojrzałam między nogami i zobaczyłam go stojącego niedaleko ode mnie.

– O kurwa – mruknął po chwili.

Zarumieniłam się i zamknęłam oczy.

Oglądał mnie.

Mogłam poczuć na sobie jego wzrok.

– Cholera, kotek – westchnął i wspiął się na łóżko za moimi plecami.

Poczułam jego dłonie na moich biodrach, po chwili otarł się o mnie.

– Jeśli będzie za bardzo bolało, od razu mi powiedz – rozkazał srogim tonem.

Pokiwałam głową i wysunęłam tyłek w jego stronę.

Syknął.

Wzdrygnęłam się lekko, gdy poczułam zimny żel wokół mojej tylnej dziurki, a potem napięłam się, kiedy Alec delikatnie wsunął we mnie palec. Zauważyłam, że się zatrzymał, więc postarałam się rozluźnić. Wzięłam głęboki wdech i pozwoliłam napięciu opaść z moich mięśni.

Alec delikatnie rozciągał mnie przy pomocy swojego palca, następnie dodał drugi, potem trzeci i szczerze mówiąc, nie wyglądało to dobrze. Było to po prostu wrażenie, jakby ktoś wpychał mi palce w tyłek. I właśnie tak było… Nie pozwoliłam sobie jednak na rezygnację i zamiast tego skupiłam się na oddychaniu i niemyśleniu o tym, co się działo.

– Chcesz pobawić się swoją łechtaczką? – zapytał Alec.

Tak!

– A mogę? – zapytałam.

Alec zachichotał i użył wolnej ręki, by klepnąć mnie w tyłek.

– Tak, doprowadź się dla mnie prawie na szczyt, ale nie dochodź, dopóki ci nie pozwolę.

Zrobiłam, jak mi kazał i zaczęłam pieścić się tak, by zacząć jęczeć, ale nie dochodzić. Drażniłam się i masowałam. Alec wybrał właśnie ten moment, by wsunąć we mnie główkę swojego penisa. Westchnęłam, gdy przebił się przez wąski pierścień mięśni i wszedł we mnie w całości.

– W porządku? – zapytał.

Bolało, ale nie było źle.

Tymczasem Alec brzmiał, jakby strasznie cierpiał.

– Wszystko w porządku. – Odetchnęłam. – A u ciebie?

Powoli wycofał się ze mnie do połowy, a potem znów we mnie wszedł.

– Jest… tak… cholernie… dobrze.

Mruknęłam z zadowoleniem i delikatnie wysunęłam się w jego stronę, gdy pchał.

– O Boże – westchnął.

Zaśmiałam się, bo nic nie mogłam na to poradzić.

– Brzmisz, jakbyś miał się rozpłakać.

– Mógłbym – syknął. – To takie… idealne. Ty jesteś idealna.

Mruknęłam pod nosem z zadowoleniem.

Dalej bawiłam się moją łechtaczką, a po minucie lub dwóch Alecowi coraz ciężej było utrzymać powolne i spokojne tempo pchnięć. Zaczął wchodzić we mnie coraz mocniej i szybciej. Byłam zaskoczona przyjemnością, jaką mi to dało.

– Tak… – mruknęłam.

Alec zacisnął ręce tuż nad moimi pośladkami i ścisnął je.

– Żałuj, że tego nie widzisz.

Wyobraziłam sobie, jak jego fiut wchodzi i wychodzi ze mnie i ten obraz wzmocnił przyjemność, jaką dawała mi zabawa z moją pulsującą łechtaczką.

– Keela – westchnął Alec.

Znałam to westchnięcie… Był już blisko.

– Teraz! – krzyknął. – Doprowadź się do orgazmu!

Mocniej wysunęłam się w jego stronę, a moje palce przyspieszyły. Sześć pchnięć później i mój mózg wypełnił się falą przyjemności, rozchodzącą się od łechtaczki aż do tyłka.

– Tak! – krzyknęłam i oddałam się temu doznaniu.

Wydaje mi się, że Alec wypowiedział moje imię, gdy jego szybkie ruchy przeszły w urywane, krótkie pchnięcia biodrami. Górna część mojego ciała leżała płasko na łóżku, a dolna część dołączyła do niej na chwilę przed tym, jak opadł na mnie Alec. Na wpół ześlizgnął się ze mnie, pozwalając, by nogi zwisały mu z końca łóżka, podczas gdy druga połowa jego ciała leżała na moich plecach.

– Było… ci… dobrze? – zapytał Alec, oddychając gwałtownie.

Byłam nim przyciśnięta i nie mogłam się ruszyć, nawet gdybym chciała.

Czułam się wyczerpana.

Mruknęłam coś niewyraźnie w odpowiedzi.

– Co to… znaczy? – zapytał Alec z twarzą wciąż wciśniętą w moje plecy.

Był wykończony, ale w jego głosie nadal mogłam usłyszeć obawę.

– To znaczy, że jeśli już odzyskasz oddech, możemy to zrobić jeszcze raz. – Uśmiechnęłam się do materaca.

Alec przez moment był cicho, a potem roześmiał się głośno.

Pocałował mnie w dół pleców.

– Boże, kocham cię.

– Ja ciebie też – mruknęłam. – Ale mówię poważnie, chcę jeszcze raz.

Alec zatrząsł się ze śmiechu.

– Daj mi minutkę.

– Pięćdziesiąt dziewięć, pięćdziesiąt osiem, pięćdziesiąt siedem…

Przerwał mi śmiechem, sprawiając, że wszystko podskoczyło we mnie z radości. Zamknęłam oczy, modląc się, bym codziennie mogła budzić się tak szczęśliwa. Modliłam się, by mój okropny koszmar trzymał się ode mnie z daleka.