Wydawca: Wydawnictwo Kobiece Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 467 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Bracia Slater. Kane - L.A. Casey

TRZECI TOM PIKANTNEJ SERII O GORĄCYCH BRACIACH SLATER

Aideen Collins to ognista dziewczyna, która potrafi postawić na swoim. Dorastała bez matki wśród samych mężczyzn, dlatego od zawsze umiała walczyć o swoje. To jedyna osoba, która umie postawić się Kane’owi Slaterowi i powiedzieć, co tak naprawdę o nim myśli.

Kane Slater to typ szorstkiego faceta, który nie przepada za ludźmi. Nikt go dobrze nie rozumie, a niektórzy się go boją z powodu blizn, które pokrywają jego twarz i ciało. Rozkoszuje się ich strachem i wie, że dzięki temu nikt nie będzie chciał go bliżej poznać.

Chociaż Aideen i Kane nie mogą się ze sobą dogadać, to obydwoje potrzebują się nawzajem, aby przetrwać. Aideen jest jedyną osobą, która mu się przeciwstawia, a on jest jedynym mężczyzną, który zna jej sekrety. Kiedy Kane ciężko choruje, Aideen otocza go opieką. Wkrótce okaże się, że los chce okrutnie z nich zadrwić, gdy z przeszłości powraca najgorszy demon, który go ściga.

Czy Kane znajdzie w sobie tyle siły, aby ochronić najbliższych i pokonać dawne lęki?

Kane pragnie Aideen. Kane bierze to, co chce.

__

Przesuń się Dominic, twoje miejsca właśnie zajął gorący Kane! Dominic był moją pierwszą miłością z serii Bracia Slater, Kane jest ostatnią

– KAT, goodreads.com

Bardzo dobrze mi się czytało tę książkę. Jest naprawdę zabawna i seksowna. Trudno się od niej oderwać

– Violina The Romance Lover, goodreads.com

__

L.A. Casey – bestsellerowa autorka „The New York Times” i „USA Today”. Pochodzi z Irlandii, mieszka w Dublinie. Jej życie składa się z dwóch podstawowych elementów: wychowywania cudownej córeczki oraz „czarowania” kolejnych powieści. Uwielbia rozmawiać ze swoimi fankami na Facebooku. Zainspirowana literaturą erotyczną ciężko pracowała nad własną książką i determinacją wywalczyła jej wydanie. Całe szczęście! Tak powstał kultowy Dominic z serii Bracia Slater. Choć miała zaledwie dziewiętnaście lat, przygodę z pisarstwem rozpoczęła od hitu. Dominic według recenzji sklepu internetowego Amazon to spektakularny sukces i bestsellerowa książka.

Opinie o ebooku Bracia Slater. Kane - L.A. Casey

Fragment ebooka Bracia Slater. Kane - L.A. Casey

Dla mniejszej wersji mnie

– za bycie takim

odlotowym dzieckiem

Rozdział 1

Bolała mnie głowa.

Dosłownie pękała.

Miałam ściśnięty żołądek i czułam lekkie zawroty głowy.

Czułam się beznadziejnie.

Czułam się tak, bo się bałam.

Tak potwornie się bałam… i to wszystko przez cholerny plastikowy patyczek!

Starałam się nie patrzeć na niego tak, jakby miał zadecydować o całym moim losie, gdy siedziałam w głównej łazience domu braci Slater. Skupiłam się na wykafelkowanej podłodze i na łączącej ją fudze, byle tylko nie patrzeć w górę. Liczyłam kafelki i za każdym razem docierałam tylko do dziesięciu lub jedenastu, zanim unosiłam głowę do góry.

Nie.

Syknęłam na siebie i uspokoiłam się przed zerknięciem. Nie chciałam wiedzieć, co pokaże ten durny patyk, ale musiałam. Zjadało mnie to od półtorej godziny. Spojrzałam w sufit i zamrugałam.

Chciałabym, żebyś tu była, mamo.

Potrzebowałam mamy – kogoś, komu mogłabym opowiedzieć o tym beznadziejnym dniu. Przełknęłam ślinę i wyobraziłam sobie swoją mamę stojącą przede mną i w myślach wszystko na nią przelałam.

Dzisiejszy dzień obfitował we wrażenia, łagodnie mówiąc.

To był dzień przeprowadzki Keeli i Aleca. Przeprowadzali się ze swojego maleńkiego mieszkania do pięknego domu na wprost domu braci w Upton. Jako przyjaciele pomogliśmy w pakowaniu – chowaliśmy do kartonów rzeczy w starym miejscu i wyjmowaliśmy w nowym.

Każdy miał frajdę przy pakowaniu rzeczy w mieszkaniu i rozpakowywaniu ich w domu, ale zaliczyliśmy też parę kłótni… i innych problemów, z którymi trzeba było sobie poradzić. Keela miała najwięcej zmartwień na głowie.

Moja przyjaciółka była zestresowana i zrzuciłam to na karb przeprowadzki, ale Keela wyjawiła, że nie radzi sobie dobrze i nie była to wyłącznie wina przeprowadzki. Miewała koszmary o tym, co wydarzyło się między jej wujem a braćmi trzynaście miesięcy temu. Keela nigdy nie lubiła rozmawiać o tym, co się wtedy stało. Znałam zarys wydarzeń, ale bez szczegółów. Nie wiedziałam, co tak bardzo ją przeraziło… Tak bardzo, że nadal miewała przez to koszmary.

Jej sny nie były jedynym problemem. Źle czuła się z tym, jak szybko rozwijał się jej związek z Alekiem. Ona chciała cieszyć się randkowaniem, podczas gdy on już myślał o ślubie i dzieciach.

Problem?

Alec nic o tym nie wiedział. Ani o jej koszmarach, ani o wątpliwościach dotyczących ich związku. Oczywiście wszystko wyszło na jaw… na parapetówce, którą zorganizował w tajemnicy. Keela nie była zadowolona, zaliczyła lekkie załamanie, a na domiar złego jej wujek, kuzynka Micah i jej mąż musieli się tam pojawić.

Rozumiesz, ten wujek, który jest prawdziwym bandziorem, kuzynka, która jest największą jędzą, oraz mąż kuzynki – największy dupek świata. Tak, właśnie oni. Przyjechali i wywołali kłótnie i bójkę… Doprowadzili nawet do wezwania policji. Dowiedzieli się o imprezie przez tego głąba, Gavina. Był jakoś powiązany z Brandonem i Jasonem. W każdym razie to wciąż zbyt świeży temat, by o tym myśleć. Potrzebowałam czasu.

Cała sytuacja nie wyglądała najlepiej, ale prawdziwą wisienką na torbie było to, co zrobiłyśmy razem z Branną, Bronagh i Alannah w łazience Keeli.

Zanim na to wpadłyśmy, wypiłyśmy trochę, by odpocząć po długim dniu ogarniania kartonów z rzeczami i pomyślałyśmy, że będzie zabawnie, jeśli zrobimy sobie testy ciążowe. I było zabawnie, dopóki Keela się nie pojawiła i nie strąciła testów do zlewu, mieszając je. Normalnie to nie byłby żaden problem, ale zgadnij, co pokazał jeden test.

Zgadłaś.

Jedna z nas była w ciąży – i nie miałyśmy pojęcia która.

Mogłyśmy podziękować za to Keeli.

Przeraziłam się jeszcze bardziej, gdy Alannah wykluczyła siebie z kręgu możliwości, bo nikt nie zaliczył jej od pół roku. Więc zostałam ja, Bronagh i Branna jako możliwe przyszłe mamy.

Ha. Fantastycznie.

Modliłam się, by były to Bronagh lub Branna, bo obie miały stałych facetów, a ja nie. Jedyny związek, w jakim tkwiłam, to ten oparty na nienawiści ze Stormem – a on był psem. I mnie nie znosił.

Chciałyśmy zrobić testy jeszcze raz, ale oczywiście nie miałyśmy ich więcej. Keela miała właśnie jechać po nowe, gdy wspomniani wcześniej goście się pojawili i wszystko skomplikowało się na godzinę lub dwie.

Gdy sytuacja się uspokoiła, Keela pojechała po nowe testy z Kane’em Slaterem. To ten, którego nie lubimy, mamo. Czekałam niecierpliwie, aż wrócą, podobnie jak reszta chłopaków.

Wszyscy trzej – Nico, Ryder i Alec – siedzieli w salonie i próbowali poskładać w całość stłuczony wazon. Wiedziałam, że była to przegrana sprawa, ale poszłam do domu Rydera po klej, gdy mnie o to poprosił.

Musiałam skorzystać z toalety i tak oto skończyłam, siedząc na podłodze i patrząc na test ciążowy. Znalazłam pudełko i zobaczyłam, że jednak został w nim jeszczcze jeden, ostatni. Wiedziałam, że Branna oczywiście chciałaby go użyć, ale ja musiałam wiedzieć, czy to nie ja jestem w ciąży.

Musiałam.

Zebranie się na odwagę, by sprawdzić wynik, było trudniejsze, niż sądziłam.

Miałam zerknąć na test, gdy zadzwoni mój telefon, co wydarzyło się już dziesiąty raz w ciągu ostatnich pięciu minut. Nie odebrałam za pierwszym sygnałem, bo myślałam, że to Gavin, ale gdy zerknęłam po chwili, okazało się, że była to Keela.

Odebrałam.

– Aideen! Nareszcie! – załkała Keela.

Zamarłam.

– Keela? Co się dzieje? Wszystko w porządku?

– Nie – sapnęła. – Kane, on zemdlał.

Serce zaczęło mi walić, żołądek się skurczył, w gardle narosła gula, a głowa pulsowała. Doskonale wiedziałam, jak się teraz czułam – byłam przerażona.

– Co to znaczy, że Kane zemdlał? – krzyknęłam do słuchawki po chwili ciszy.

– Dokładnie to, co słyszałaś. Byliśmy w Tesco i on upadł. Bez ostrzeżenia, tak po prostu upadł. Przyjechała karetka i sanitariusze wzięli go na nosze. Pojadę z nim do szpitala. Możesz iść i powiedzieć braciom, żeby zawijali tyłki do szpitala? Żaden z nich nie odbiera telefonu.

– A co z dziewczynami? Próbowałaś dzwonić do nich? – zapytałam chrapliwie.

Keela syknęła.

– One też nie odpowiadają. Zabiję ich wszystkich. Jestem przerażona na śmierć, a nikt, do cholery, nie odbiera.

Zamrugałam i z zaskoczeniem odkryłam, że po policzkach ciekną mi łzy.

Co, do diabła?

Szybko je otarłam i wzięłam kilka wdechów, by się uspokoić. W panice nikomu nie pomogę. Starałam się zachować względny spokój, a tymczasem moja przyjaciółka panikowała. Zacisnęłam oczy, gdy Keela pociągnęła nosem.

– Wszystko będzie w porządku, Kay – powiedziałam, mając nadzieję, że jej to pomogło, bo mi ani trochę.

– Po prostu powiadom braci i spotkajmy się w szpitalu, proszę.

Rozłączyła się i przez moment stałam w bezruchu, starając się przetrawić, co mi powiedziała, ale nie mogłam, po prostu nie mogłam. I dobrze, bo błyskawicznie podjęłam decyzję i wybiegłam z domu Slaterów, bez zbędnego zastanawiania się. Biegiem dostałam się na drugą stronę ulicy i wpadłam do domu Keeli i Aleca.

– Chłopaki! – krzyknęłam.

– Aideen! – Ryder chwycił mnie za ramiona, gdy wpadłam do pokoju. – Uspokój się i powiedz, co się stało.

Sapałam ciężko przez chwilę, próbując złapać oddech, a gdy mi się to udało, spojrzałam po braciach.

– Keela dzwoniła… ze sklepu.

Alec przysunął się bliżej.

– Czy wszystko z nią w porządku?

Pokiwałam głową.

– Z nią tak.

Nico też stanął bliżej.

– A z Kane’em?

Do oczu napłynęły mi łzy. Znowu.

Potrząsnęłam głową

– Powiedziała, że to się wydarzyło tak nagle. W jednej chwili stał obok niej, a sekundę później leżał na podłodze.

Wszyscy bracia otworzyli szeroko oczy, a Branna i Alannah wydały z siebie okrzyk przerażenia.

– Próbowała się do was dodzwonić, ale nikt nie odbierał – mówiłam dalej. – Jest z nim w drodze do szpitala, ale my też musimy tam jechać.

Następnych parę minut minęło mi jak we mgle, chłopcy krzyczeli, a dziewczyny płakały. Wszyscy wybiegliśmy z domu Aleca i Keeli i wsiedliśmy do samochodów. Pojechałam z Ryderem i Alekiem, a Nico razem z dziewczynami pojechał po Bronagh.

– Wyjdzie z tego, prawda? – zapytałam ich, gdy Ryder wyjechał na ulicę z Nikiem siedzącym mu na ogonie, który po chwili skręcił, by pojechać po swoją dziewczynę.

Poczułam uścisk na swoim ramieniu.

– Nic mu nie będzie.

Od dawna nie rozmawiałam z Bogiem, właściwie odkąd mama zmarła, gdy byłam mała, ale w drodze do szpitala modliłam się, by dowiedzieć się, co jest Kane’owi i czy wydobrzeje. Modliłam się intensywniej niż kiedykolwiek, błagałam go, by pozwolił Kane’owi wydobrzeć.

Podskoczyłam, gdy zadzwonił mój telefon.

Odebrałam natychmiast.

– Słucham?

– Gdzie wy jesteście? – zapytała Keela płaczliwie.

Była roztrzęsiona, słyszałam to w jej głosie.

Potwornie się zmartwiłam.

– Już niedaleko… Co z nim?

Bracia wstrzymali oddech, gdy zadałam pytanie, o którym wszyscy myśleli.

– Próbuję się dowiedzieć, ale nie jestem z nim spokrewniona, dlatego jego bracia muszą się tu zjawić – szlochała Keela.

– Dlaczego? – zapytałam, przerażona tym, co mogę usłyszeć.

– Bo nie chcą mi powiedzieć, czy on żyje, czy nie!

Rozdział 2

Kiedy zaparkowaliśmy przed wejściem do szpitalnego oddziału ratunkowego, bracia wysiedli i sprintem pognali do rozsuwanych drzwi, które prowadziły do miejsca, gdzie znajdowała się Keela… oraz Kane.

Siedziałam nieruchomo na siedzeniu. W ogóle nie mogłam się ruszyć. Keela powiedziała mi przez telefon, że nie wiedziała, czy Kane żyje, czy nie. To na pewno nie oznaczało najgorszego, ale najwyraźniej istniała taka możliwość i to wystarczająco mnie przerażało. Nie mogłam tam iść, by usłyszeć, że Kane umarł. Gdyby tak było, chyba bym zemdlała. Nawet nie potrafiłam w pełni wyjaśnić, dlaczego czułam się tak, a nie inaczej… Przecież Kane strasznie mnie wkurzał przez cały czas.

To dobrze, że nie pobiegłam do szpitala razem z braćmi, bo Ryder nie zaciągnął ręcznego i nie wyciągnął kluczyków ze stacyjki. W sumie nawet nie zamknął za sobą drzwi. On i Alec po prostu wybiegli z auta, jakby się paliło. Nie dziwiłam im się, bo przecież ich brat leżał gdzieś w szpitalu.

Spojrzałam na budynek, ale szybko spuściłam głowę. Nie znosiłam tego miejsca. Właściwie to ogólnie nienawidziłam szpitali. Moja mama tutaj zmarła. Mimo że byłam mała, gdy to się stało, to szpitale zawsze kojarzyły mi się ze strasznym miejscem, w którym zabiera się ludziom ich ukochanych. Wiedziałam, że to bez sensu, ale ten irracjonalny strach nie chciał mnie opuścić. Miałam tylko nadzieję, że gdy wejdę do środka, to nie wyjdę z niego z ludźmi, którzy będą musieli zająć się sprawami pogrzebowymi.

To by mnie chyba zabiło.

Kiedy pozbierałam swoje rzeczy, wślizgnęłam się na siedzenie kierowcy. Chwyciłam mocno za klamkę i zamknęłam drzwi z trzaskiem, a potem wycofałam samochód. Inni kierowcy znajdujący się tuż za mną zaczęli trąbić, ale ja nawet nie spojrzałam w lusterko. W ogóle nie zwróciłam na nich uwagi, mówiąc szczerze. Czułam się otępiała i znieczulona na wszystko, co znajdowało się dookoła… Mimo to usłyszałam, jak po chwili ktoś zaczął walić pięścią w moje okno.

Wrzasnęłam i mocniej chwyciłam za kierownicę.

– Musi pani odjechać! – Strażnik szpitala zmarszczył brwi, patrząc na mnie przez szybę. – Tutaj nie można parkować. Proszę odjechać.

Pierdol się.

Pokiwałam głową i wyjechałam. Zaczęłam powoli kierować się znakami i wjechałam na wielopoziomowy parking publiczny. Okazało się, że trzy pierwsze piętra były całkowicie zajęte.

Najwyraźniej wszyscy w dzielnicy Tallaght dzisiaj zachorowali.

Byłam już wkurzona, kiedy dotarłam na czwarte piętro parkingu, ale na szczęście znalazłam miejsce koło windy i schodów, więc nieco się rozluźniłam. Kiedy tu przyjechaliśmy, cieszyłam się, że chłopcy od razu pobiegli na oddział, ale nie było ich już ponad dziesięć minut i zaczynałam się lekko niecierpliwić. Musiałam wiedzieć, czy z Kane’em jest wszystko w porządku.

Musi wyzdrowieć… Nie ma innej opcji.

Gdy już zaparkowałam samochód, zaciągnęłam ręczny i odebrałam kartę parkingową z maszyny, a potem udałam się na oddział ratunkowy. Rozejrzałam się po szpitalu i z trudem przełknęłam ślinę. Byłam zdenerwowana.

Próbowałam odnaleźć chłopaków i Keelę, ale nigdzie ich nie widziałam.

– Cholera – wymamrotałam na głos.

I co ja teraz, do diabła, zrobię?

– Czy mogę pani w czymś pomóc? – zapytał ochroniarz stojący po mojej lewej stronie.

Pokiwałam głową i podeszłam do niego.

– Tak, proszę. Niedawno mój przyjaciel został przyjęty na oddział ratunkowy. Przyjechał tu karetką. Nazywa się Kane Slater. Wraz z nim przyjechała moja przyjaciółka Keela Daley, taka ruda dziewczyna. Kane zemdlał. Przed chwilą przyszli tu jego bracia, na pewno ich pan widział. Obaj są wysocy, a jeden z nich ma włosy krótko przycięte po bokach i dłuższe u góry, a na prawym ramieniu tatuaż. Jest naprawdę bardzo przystojny, jak jego…

– Ach, tak, chodzi pani o tych Amerykańców? – ochroniarz przerwał moją paplaninę. – Jestem pewny, że chłopak, którego pani opisała, groził, że złamie mi nos, jeśli nie wpuszczę ich, by mogli zobaczyć się z pacjentem.

Skrzywiłam się.

– Alec jest zazwyczaj bardzo miły. Przysięgam.

Ochroniarz prychnął pod nosem.

– Bez wątpienia tak jest, ale niestety nie mogę pani pomóc. Żeby tam wejść, trzeba być pacjentem lub jego rodziną.

Cholera.

– Cóż, to zabawne, że wspomina pan o rodzinie, bo…

– Aideen!

Podskoczyłam, gdy ktoś wykrzyknął moje imię. Obróciłam się i niemal zaczęłam skakać z radości, gdy zauważyłam Nica, który wbiegł na oddział przez główne drzwi, a za nim podążały Bronagh, Branna i Alannah.

– On jest rodziną! – poinformowałam ochroniarza. – Jest młodszym bratem Kane’a… to znaczy pacjenta.

Ochroniarz przyjrzał się Nicowi, który podszedł do mnie i położył mi rękę na ramieniu.

– Jakieś wieści? – zapytał mnie.

Pokręciłam głową.

– Dopiero co zaparkowałam samochód, a teraz próbowałam wejść na salę, ale nie mogę, bo nie jestem spokrewniona z Kane’em.

Nico spojrzał groźnie na ochroniarza.

– Ona należy do rodziny. Podobnie jak one wszystkie – powiedział i wskazał na dziewczyny stojące obok niego.

Ochroniarz jęknął głośno.

– I mam uwierzyć, że one wszystkie są…

– To moje żony – przerwał Nico mężczyźnie.

Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami, podobnie jak dziewczyny.

– Że co? – zapytał ochroniarz po chwili milczenia.

Nico z pokerową miną wskazał na mnie i na dziewczyny.

– To moje żony. Legalnie… Nie jesteśmy katolikami.

O. Mój. Boże.

Ochroniarz zamrugał zdezorientowany, a potem przyjrzał się mnie i dziewczynom. Po chwili wrócił wzrokiem do Nica i już byłam pewna, że chciał go wyśmiać i powiedzieć, że to zwykłe kłamstwo, jednak nie to usłyszałam.

– Szczęściarz z pana.

Że co proszę?

Nico pokiwał głową, w której jak zwykle gnieździły się dobre pomysły, i westchnął.

– Wiem. Cholernie trudno wybrać, z którą z nich będę spać danej nocy, ale żeby było sprawiedliwie, stworzyliśmy grafik. Wolałbym, żeby się nie kłóciły, chcąc zwrócić na siebie moją uwagę, rozumie pan? Poza tym ja ledwo za nimi nadążam. Seks z każdą z nich codziennie to duży wysiłek, ale ktoś to musi robić, prawda?

Poczułam, jak drga mi powieka, gdy słyszałam kłamstwa Nica, które przychodziły mu z taką łatwością. Mężczyzna patrzył na niego z szeroko otwartymi ustami, zupełnie jakby Nico był Jezusem Chrystusem w ludzkiej postaci.

– Jasna cholera – wysapał ochroniarz.

Spojrzałam na dziewczyny i zauważyłam, że wszystkie kręcą głowami i przewracają oczami w reakcji na słowa tego łatwowiernego ochroniarza.

– Tak – westchnął Nico. – Może nas pan przepuścić? Muszę zobaczyć się z bratem, a nie mogę zostawić ich tu samych. Gdy jedna kobieta strzela fochy, to już jest tortura, ale cztery? To jak wyrok śmierci, niech mi pan wierzy.

Och, któryś z braci Slater dzisiaj umrze, i mogłam się założyć o grubą kasę, że to nie będzie Kane.

– Ależ oczywiście – powiedział ochroniarz i poklepał Nica po ramieniu, jakby był jego kolegą. – Proszę wchodzić. Pana bracia są na końcu korytarza, siedzą w poczekalni po prawej.

Nico również poklepał ochroniarza po ramieniu i powiedział z udawaną wdzięcznością:

– Dziękuję. Naprawdę panu dziękuję.

Och, na litość boską!

Jęknęłam i chwyciłam Nica za wyciągniętą rękę. Miałam ochotę się uśmiechnąć, bo ten syknął nagle z bólu, kiedy Bronagh złapała go za drugą dłoń.

– Wszystko będzie w porządku, mężu – warknęła. – Będziemy dzisiaj dla ciebie bardzo wyrozumiałe.

– Tak – wtrąciłam, gdy ochroniarz przesunął kartą przez czytnik i otworzył nam drzwi. – Naprawdę dobrze się dzisiaj tobą zajmiemy, kochanie.

– Farciarz – mruknął za nami ochroniarz.

Szliśmy równo, dopóki nie usłyszeliśmy, jak zamykają się za nami drzwi. Wtedy dziewczyny zaczęły bić Nica, każda w inną część ciała.

– Auć, auć, kurwa, auć! – syczał, próbując od nas odskoczyć.

Obrócił się twarzą do nas i wycofał się, unosząc ręce w geście poddania.

– Nic innego nie przyszło mi na myśl, a musieliśmy się tu jakoś dostać.

Alannah zmrużyła oczy.

– Naprawdę nie stać cię na nic więcej niż bajer, że jesteśmy twoimi czterema żonami?

Nico zagryzł dolną wargę.

– Nie.

Kłamca.

Bronagh gotowała się ze złości, mrucząc coś pod nosem, jednak Nico nawet nie chciał na nią spojrzeć. To chyba była najmądrzejsza rzecz, jaką zrobił w ciągu ostatnich pięciu minut.

– Ale przecież dzięki mnie się tutaj dostaliśmy, prawda? Chodźmy w końcu odnaleźć moich braci i dowiedzmy się, co stało się z Kane’em – westchnął Nico i obrócił się. – W którym pokoju według tego ochroniarza są Ryder i Alec?

– W ostatnim po prawej – wymamrotałam.

Przyspieszyliśmy i w końcu dotarliśmy do wskazanego pomieszczenia. Nico wszedł do środka, a dziewczyny dreptały mu po piętach. Ja zawahałam się przed drzwiami, nie wiedząc dlaczego. Jeśli miałabym zgadywać, to obstawiałabym, że się bałam.

Cholernie się bałam i to mnie martwiło.

Nie miałam pojęcia, co to mogło oznaczać. Czy to, że zależało mi na Kanie, skoro tak się nim przejmowałam? Czy ja go lubiłam? Czy po prostu nie chciałam, by umarł, bo wtedy wszystkim byłoby smutno? Stwierdziłam, że chyba to ostatnie, bo tylko dzięki tej wersji w mojej głowie nie pojawiały się kolejne pytania.

Podskoczyłam, gdy Bronagh nagle wyjrzała na korytarz.

– Hej, wszystko okej?

Zamrugałam powiekami.

– Tak, nic mi nie jest.

Złapała mnie za rękę i pociągnęła do środka.

– No to chodź.

Pozwoliłam poprowadzić się do poczekalni i wtedy wszyscy na mnie spojrzeli. Wbiłam wzrok w buty i poczekałam, aż ktoś powie, co się stało z Kane’em. Bronagh położyła mi ręce na plecach i powiedziała:

– Jeszcze nie mamy żadnych informacji.

To mnie wkurzyło. Potrzebowałam usłyszeć, co się z nim działo… To znaczy my potrzebowaliśmy.

Zacisnęłam ręce w pięści.

– Dajcie mi chwilę – warknęłam.

Obróciłam się i otworzyłam drzwi. Wyszłam na korytarz, rozglądając się dookoła. W końcu zauważyłam pielęgniarkę, która szła w stronę recepcji, z której przyszliśmy, i wlepiała wzrok w jakieś dokumenty przyczepione do podkładki z klipsem.

– Przepraszam! – krzyknęłam i szybko podbiegłam do kobiety, która zatrzymała się i obejrzała przez ramię.

– W czymś pani pomóc? – zapytała, gdy zatrzymałam się przed nią.

– Tak, proszę – odparłam. – Przyjechałam tu z rodziną Kane’a Slatera i do tej pory nie otrzymaliśmy żadnych informacji na temat jego stanu zdrowia. Trafił na oddział jakieś dwadzieścia minut temu, a jego bracia siedzą w poczekalni i bardzo się niecierpliwią. Chciałam tylko dodać, że każdy z nich ma ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu i jest napakowany. Ważą pewnie tyle, co dorosły byk. Więc bardzo proszę przyjść i powiedzieć im, co się dzieje z ich bratem, zanim… się wkurzą.

Kobieta przełknęła ślinę i pokiwała głową.

– Dziękuję – odparłam, wzdychając. Poczułam ulgę, gdy uwierzyła, że bracia mogą być niebezpieczni.

Wiedziałam, że łatwo wpadali w szał, ale w szpitalu by im raczej nie odbiło. Na szczęście moje małe kłamstewko zapewni nam jakieś informacje, więc nie obchodziło mnie, co pomyślała sobie pielęgniarka.

Kiedy weszłam do pokoju, wszyscy na mnie spojrzeli, ale gdy tylko pojawiła się za mną pielęgniarka, skupili się na niej i natychmiast wstali.

– Ty – warknęła Keela do pielęgniarki.

Uniosłam brwi.

Czy o czymś nie wiedziałam?

– O, cholera – wyszeptała pielęgniarka.

– Powiedziałam, że chcemy innej pielęgniarki! – krzyknęła Keela.

Kobieta wzruszyła ramionami.

– Brakuje nam dziś personelu, więc albo ja, albo nikt.

– No to lepiej nikt, ty podła krowo! – odparła Keela z wrzaskiem.

Ja pierdzielę.

Keela była naprawdę wściekła.

Podeszłam do przyjaciółki.

– Co się stało? – zapytałam cicho.

– Ta suka nie chciała nas poinformować o stanie Kane’a. Gdy tylko przewieźli go przez podwójne drzwi na salę, kazała ochroniarzowi zatrzymać mnie w recepcji. Gdyby Alec i Ryder się nie pojawili, wciąż bym tam sterczała.

– Takie są zasady! – warknęła pielęgniarka. – Mówiłam, że to szpital ustala zasady, nie ja.

– Ja ci zaraz, kurwa, dam zasady – zagroziła Keela.

Stanęłam przed przyjaciółką.

– Uspokój się – mruknęłam, a potem ściszyłam głos do szeptu. – Przynajmniej dopóki nie powie nam, co z Kane’em.

Keela od razu się uspokoiła, ale widziałam, że nie była z tego powodu zadowolona.

Pokiwałam głową i obróciłam się do kobiety.

– A więc – zaczęłam. – Co z nim?

Gdy słowa opuściły moje usta, wstrzymałam oddech.

Pielęgniarka przewróciła kartki na swojej podkładce z klipsem i przeczytała kilka linijek, rozglądając się po pokoju.

– Stan pana Slatera jest stabilny. Podaliśmy mu tlen, podłączyliśmy do kroplówki, a teraz badamy mu krew, by znaleźć przyczynę omdlenia.

Zamrugałam i powoli wypuściłam oddech, gdy dotarły do mnie słowa pielęgniarki.

Stan Kane’a był stabilny! Żył!

Dzięki Bogu.

– To dlaczego nie mogłaś mi tego powiedzieć? – Keela nagle krzyknęła do pielęgniarki. Alec podbiegł do niej i otoczył narzeczoną ramionami, by nie zaatakowała kobiety. – Tak trudno było powiedzieć, że żyje? Jak, kurwa, śmiesz zatajać przede mną takie informacje?! Przez ciebie myślałam, że nie żyje! Przez ciebie musiałam powiedzieć jego braciom, że może nie żyć! Jak mogłaś?!

Pielęgniarka wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać. Nie wiedziałam, czy to przez fakt, że Keela na nią krzyczała, czy dlatego, że źle się czuła przez to, że nie poinformowała rodziny o stanie pacjenta. Ale tak naprawdę mnie to nie obchodziło – niech sobie płacze. Przez nią wszyscy umieraliśmy ze strachu, bo nie mogliśmy się niczego dowiedzieć, dopóki bracia nie udowodnili, że należą do rodziny.

– P-przepraszam – wymamrotała pielęgniarka.

Keela próbowała ją dopaść, wyciągając w jej stronę ręce.

– Przepraszasz? – wrzasnęła. – Dopiero zaczniesz mnie przepraszać!

Pielęgniarka cofnęła się.

– Proszę się uspokoić albo wezwę…

– Niech pani nawet nie próbuje – przerwałam pielęgniarce. – Nie wezwie pani ochrony, by wyrzucili nas ze szpitala, gdy członek naszej rodziny leży na oddziale. Jeśli pani to zrobi, to przysięgam, że sama znajdzie się pani w szpitalnym łóżku.

– Cholera – zaklął Nico i podszedł do mnie szybko. Stanął przede mną i położył mi ręce na ramionach, popychając mnie lekko w tył. Obejrzał się na pielęgniarkę przez ramię i powiedział: – Proszę już lepiej iść, bo pani obecność źle wpływa na moje dziewczyny.

Pielęgniarka wymamrotała coś i wybiegła z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.

– Powinieneś był pozwolić mi ją uderzyć! – krzyknęła Keela do Aleca, próbując się obrócić w jego ramionach. Alec nic nie powiedział, tylko ścisnął ją mocniej i trzymał, dopóki nie uspokoiła się na tyle, by się do niego przytulić.

Przez chwilę wszyscy milczeliśmy i wtedy powiedziałam:

– Wszystko z nim w porządku.

Nico otoczył mnie ramieniem, a ja wybuchnęłam płaczem. Gdy Bronagh podeszła do nas, Nico objął ją drugim ramieniem, tuląc nas do siebie. Odwzajemniłam uścisk, a łzy płynęły mi po twarzy.

Słyszałam, że dziewczyny również płaczą z ulgi. Dotarło też do mnie czyjeś dyszenie. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam, że Ryder opiera się czołem o głowę Nica i klepie go po ramieniu, wzdychając ciężko. Rozpłakałam się jeszcze bardziej, gdy ujrzałam łzy Nica spływające mu po policzkach.

Nigdy wcześniej nie widziałam, by płakał.

Odsunęłam się, by on i Bronagh mogli zostać sami. Wiedziałam, że w tej chwili potrzebował tylko jej, i cieszyłam się, że mają siebie nawzajem. Najgorsze było ciągle przed nami i potrzebowaliśmy siebie, by jakoś to przetrwać. Wiedzieliśmy już, że z Kane’em na razie było dobrze, ale nie mieliśmy pojęcia, co mu się stało i dlaczego.

Usiadłam na plastikowym krześle w poczekalni i oparłam łokcie na kolanach, ukrywając twarz w dłoniach. Zamknęłam oczy i skupiłam się na oddychaniu. Nagle zrobiło mi się niedobrze. Nie byłam pewna, czy to z powodu nagłej ulgi na wieść o stanie Kane’a, czy może przyczyna była zupełnie inna...

– Aideen?

Uniosłam głowę, gdy Keela mnie zawołała.

– Tak? – zapytałam.

Przyjaciółka usiadła obok mnie i położyła mi rękę na plecach.

– Nie wyglądasz zbyt dobrze.

Prychnęłam i usiadłam prosto.

– Mdli mnie. Myślę, że to przez nerwy. Tak strasznie się… bałam.

Keela oparła czoło o moje ramię.

– Wiem. Ja też. Kiedy upadł… Usłyszałam ten okropny dźwięk, gdy ciało zderzało się z podłogą. Nie wiedziałam, co mam robić.

Uciszyłam ją.

– Dzięki tobie trafił tutaj i to jest najważniejsze.

Keela pokiwała głową i pociągnęła nosem.

Zmarszczyłam brwi i obróciłam się, by otoczyć przyjaciółkę ramionami.

Z nas wszystkich ona najmniej potrzebowała dodatkowego stresu, jaką była choroba Kane’a. Miała wystarczająco dużo na głowie i bez tego. Tuliłam do siebie Keelę i szeptałam jej do ucha uspokajające rzeczy.

Alec po jakimś czasie podszedł do nas, więc poszłam przytulić innych znajdujących się w pomieszczeniu, a potem usiadłam na najbliższym krześle. Mijały godziny, a ja patrzyłam przez okno w poczekalni, obserwując księżyc przemierzający nocne niebo w powolnym tempie.

Gdy drzwi się otworzyły, zamrugałam powiekami i spojrzałam na nie. Do środka weszła pielęgniarka, którą Keela prawie pobiła. Byłam teraz jedyną dziewczyną, która nie spała. Bronagh położyła się na Nicu, Keela na Alecu, a Alannah i Branna oparły się głowami o uda Rydera i pochrapywały. Chłopaki oglądali w telewizji jakiś mecz futbolu amerykańskiego ze ściszonym głosem, jednak po pojawieniu się pielęgniarki wszyscy odwrócili się w jej stronę.

Kobieta przełknęła głośno ślinę.

– Moja zmiana właśnie się skończyła i mam państwu powiedzieć, że czas odwiedzin dobiegł końca, ale wiem, że jeszcze nie widzieliście się z członkiem waszej rodziny. Wykorzystałam to, że mam dług u pracowników nocnej zmiany i dogadaliśmy się. Pozwolą kilkorgu z państwa zostać w pokoju pana Slatera, a reszta poczeka tutaj. Później się zmienicie. W tej sposób pragnę przeprosić. Nie chciałam tak bardzo denerwować państwa przyjaciółki. Ja tylko wykonywałam swoją pracę.

Wyciągnęłam rękę i ujęłam dłoń pielęgniarki.

– Bardzo dziękuję i przepraszam. I przepraszam też w imieniu Keeli. Źle się zachowaliśmy. Po prostu jesteśmy…

– Wystraszeni? – dokończyła za mnie i uśmiechnęła się lekko.

Pokiwałam głową w odpowiedzi.

– Rozumiem – dodała i podała mi jakiś papier. – Tutaj macie nazwę oddziału, na którym znajduje się pan Slater, a także numer pokoju. Do rana musicie jednak opuścić ten pokój, bo będzie potrzebny dla rodzin innych pacjentów. Na tamtym oddziale również jest poczekalnia, pomieścicie się tam wszyscy, jeśli będzie taka potrzeba.

– Dziękuję – powiedziałam i odchrząknęłam. – Naprawdę to doceniam.

Pielęgniarka przechyliła głowę i uśmiechnęła się z napięciem, a potem wyszła z pokoju. Przez chwilę nikt nic nie mówił, aż w końcu odezwał się Alec:

– Powinniśmy częściej pozwalać Keeli grozić ludziom w ten sposób. Jest skuteczna.

Prychnęłam i pokręciłam głową. Przeczytałam kartkę, którą dała mi pielęgniarka.

– Kane leży na oddziale świętego Piotra w pokoju numer dziewięć – powiedziałam i spojrzałam na braci, a potem na dziewczyny. – Idźcie się z nim zobaczyć, a my tutaj zostaniemy. Później się zmienimy.

Ryder zamrugał, zaskoczony.

– Jesteś pewna?

Czy byłam pewna?

– Jasne – odparłam i zagryzłam wargę. – Jesteście przecież jego braćmi.

Chłopcy przez chwilę nic nie mówili, a potem pokiwali głowami na zgodę i delikatnie odsunęli dziewczyny śpiące im na kolanach, by móc wstać. Nico miał mały problem z uwolnieniem się od Bronagh, więc Alec musiał mu pomóc. Chciało mi się śmiać na ich widok. Zakryłam usta ręką, by zdusić śmiech. W końcu Nico wyrwał się z silnego uścisku śpiącej królewny.

Pocałował ją w głowę, ściągnął sweter i przykrył nim swoją dziewczynę. Podszedł do mnie i żartobliwie kopnął mnie w nogę, gdy zauważył moje rozbawienie.

– Nie osądzaj jej po rozmiarze. Ona tak naprawdę ma uścisk anakondy. Mimo małego wzrostu jest bardzo silna. Wierz mi.

– Nie wątpię w to, mężu – odparłam i puściłam do niego oko.

Nico prychnął. Gdy Alec i Ryder zapytali, dlaczego go tak nazwałam, uśmiechnęliśmy się z Nikiem szeroko.

Życzę powodzenia w wyjaśnianiu, kolego.

– Opowiem wam po drodze, a teraz chodźmy – powiedział Nico i wziął ode mnie kartkę, którą dostałam od pielęgniarki.

Ryder mrugnął do mnie, gdy mnie mijał, a Alec szturchnął mnie pięścią w ramię. Zamknęli za sobą drzwi najciszej, jak się dało, i w pokoju zrobiło się cicho. Słyszałam spokojne oddechy dziewczyn. Bronagh co kilka chwil pochrapywała lekko, lecz poza tym nie słyszałam nic.

Oparłam głowę o ścianę i westchnęłam. Podciągnęłam nogi, zamykając oczy i próbując się rozluźnić. Było mi niewygodnie, ale nie przez to miałam taki kiepski nastrój. To wszystko przez Kane’a i jego pobyt w szpitalu. Żył, a jego stan określono jako stabilny, więc nie narzekałam. Co prawda nie wiadomo, co mu dolegało, ale liczyło się to, że żył.

Wolałam, by żył, nawet chory, niż umarł.

Rozdział 3

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 4

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 5

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 6

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 7

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 8

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 9

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 10

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 11

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 12

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 13

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 14

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 15

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 16

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 17

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 18

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 19

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 20

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 21

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 22

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 23

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 24

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 25

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 26

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 27

Dostępne w wersji pełnej

Podziękowania

Dostępne w wersji pełnej

TYTUŁ ORY GINAŁU:

Kane

A Slater Brothers Novel

Redaktor prowadząca: Ewelina Sokalska

Redakcja: Monika Pruska

Korekta: Justyna Yiğitler

Opracowanie graficzne okładki: Łukasz Werpachowski

Cover Design by Mayhem Cover Creations

Copyright © 2015, L.A. Casey

Published by L.A. Casey

www.lacaseyauthor.com

Copyright © 2018 for Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for Polish translation by Sylwia Chojnacka

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2018

ISBN 978-83-66074-38-5

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: redakcja@wydawnictwokobiece.pl

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek