Wydawca: Wydawnictwo Kobiece Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 530 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Bracia Slater. Alec - L.A. Casey

Drugi tom gorącej serii erotycznej, o wydanie której prosiły czytelniczki z całej Polski

Uważana za czarną owcę Keela czuje się niedoceniona nawet przez własną matkę. Całe życie rywalizuje z kuzynką Micah, która niedługo bierze ślub i cała uwaga skupia się jak zwykle na niej.

Kiedy Keela poznaje Aleca Slatera prosi go, aby poszedł na wesele i udawał jej chłopaka. To beztroski przystojniak, który kobiety traktuje jak przygody na jedną noc. Mimo że Alec zgadza się zostać partnerem rudowłosej ślicznotki, podkreśla, że nie robi nic za darmo. Przysługa, której oczekuje wykracza poza granice przyzwoitości. Jednak dziewczyna nie ma wyboru.

Alec zatrzymuje to, co posiada.

__

Naprawdę nie jestem w stanie zdecydować, kogo wolę – Dominica czy Aleca. Obaj są niesamowicie pewni siebie, irytujący i bezmyślni. I dla jednego i drugiego stracisz głowę.

– Gemma Reads Too much, blog literacki

Wszystkie działania głównych bohaterów oscylują gdzieś przy granicy moralności i czytając zastanawiałam się, gdzie jest policja! Jednak te nieprzyzwoite zwroty akcji powodują, że można poczuć się jak w kinie. Z łatwością wyobrazisz sobie sceny tej książki. Mamy tam stąpanie po cienkim lodzie, seksualne napięcie, szaloną fabułę, a to wszystko składa się na fantastyczny obraz!

– Total Book Geek, blog literacki

___

L.A. Casey – bestsellerowa autorka „The New York Times” i „USA Today”. Pochodzi z Irlandii, mieszka w Dublinie. Jej życie składa się z dwóch podstawowych elementów: wychowywania cudownej córeczki oraz „czarowania” kolejnych powieści. Uwielbia rozmawiać ze swoimi fankami na Facebooku. Zainspirowana literaturą erotyczną ciężko pracowała nad własną książką i determinacją wywalczyła jej wydanie. Całe szczęście! Tak powstał kultowy Dominic z serii Bracia Slater. Choć miała zaledwie dziewiętnaście lat, przygodę z pisarstwem rozpoczęła od hitu. Dominic według recenzji sklepu internetowego Amazon to spektakularny sukces i bestsellerowa książka.

Opinie o ebooku Bracia Slater. Alec - L.A. Casey

Fragment ebooka Bracia Slater. Alec - L.A. Casey

Dla moich dziewczyn.

Dla mojej rodziny.

Dla moich przyjaciół.

Dla moich czytelników.

To dla was.

Rozdział 1

Panno Daley? Proszę otworzyć! Wiem, że tam jesteś, widzę twój samochód na parkingu!

Jęknęłam, słysząc donośny głos, otworzyłam oczy i od razu szybko je zamknęłam. Dopiero po kilku chwilach byłam w stanie znowu je otworzyć. Gdy mi się to udało, okazało się, że nie widziałam zbyt dobrze. Zmrużyłam powieki, by lepiej widzieć w ciemności. Odczekałam, aż moje oczy przywykną do mroku. Kiedy w końcu mi się to udało, dostrzegłam grubego, chrapiącego męskiego osobnika, który leżał obok mnie. Popchnęłam go, mając nadzieję, że zrzucę go z łóżka, ale zamiast tego pierdnął i przewrócił się w moją stronę, a potem poczułam na ustach jego mokry, gorący pocałunek.

– Storm! – krzyknęłam i wytarłam usta. Starałam się powstrzymać mdłości, co było naprawdę trudne, bo okropnie śmierdziało mu z ust.

Wstał leniwie, przeciągnął się, wydając z siebie jakieś dziwne dźwięki, a potem położył się na mnie brzuchem, przez co nie mogłam oddychać. Storm, mój dwuletni owczarek niemiecki, musi przejść na dietę… Inaczej któregoś dnia ten tłuścioch udusi mnie w trakcie snu.

– Złaź! – wysapałam i popchnęłam go, chcąc zrzucić go z siebie.

Storm posłuchał mnie i podniósł się, jednak nie zszedł na podłogę. Zamiast tego przewrócił się na swoją część łóżka – dokładnie tak, mój pies miał swoją część łóżka – jak zwykle. Ruszał się ochoczo tylko podczas pory śniadania, lunchu, kolacji lub ogólnie w każdej chwili, gdy wiedział, że dostanie jedzenie.

– Jesteś żałosnym psem obronnym – wymamrotałam, gdy znowu rozległo się głośne pukanie do moich drzwi.

W odpowiedzi Storm znowu pierdnął, więc musiałam otworzyć okna, zanim wyszłam z sypialni i udałam się w kierunku drzwi. Po drodze uderzyłam się w mały palec u stopy o jedną z zabawek Storma. Przeklinałam w myślach osobę, która stała na korytarzu, za to, że musiałam wyjść z łóżka. W środku nocy, na miłość boską!

– Już idę, nie gorączkuj się tak! – krzyknęłam, gdy w końcu dotarłam do drzwi i zaczęłam otwierać wszystkie zamki. Było ich łącznie pięć, bo w miejscu, w którym mieszkałam, jeden to było za mało. Zapaliłam światło w korytarzu i podskoczyłam przestraszona – żarówka wybuchła nagle, a korytarz znowu spowiły ciemności. Westchnęłam i ponownie obróciłam się w stronę moich drzwi wejściowych. Mimo że domyślałam się, kto stoi za drzwiami, na wszelki wypadek wyjrzałam jeszcze przez judasz.

Kiedy już miałam pewność, że po drugiej stronie stoi mój sąsiad, otworzyłam ostatni zamek i popchnęłam drzwi. Przede mną stał Pan Zbok – naprawdę nazywał się pan Doyle. Był to mężczyzna w średnim wieku, który mógłby otrzymać tytuł zboczeńca roku. Był naprawdę niepokojący i szczerze nie znosiłam otwierać mu drzwi, mając na sobie tylko koszulę nocną, bo gapił się na mnie wtedy tym swoim zachłannym wzrokiem.

– W czym mogę pomóc, panie Zbo… Panie Doyle? – zapytałam. Musiałam ugryźć się w język, by nie zaśmiać się głośno przez swoją pomyłkę.

Mężczyzna przestał gapić się na moje nogi i skupił wzrok na mojej twarzy. Odchrząknął i podał mi kopertę, którą trzymał w ręce. Patrzyłam przez chwilę na list, a potem znowu skupiłam spojrzenie na Panu Zboku. Okazało się, że jego oczy znowu powędrowały w kierunku innego miejsca na moim ciele. Uderzyłam pięścią w futrynę, przez co podskoczył przestraszony, a ja prychnęłam w myślach. Gdy znowu patrzył mi w oczy, skinęłam głową w kierunku koperty i uniosłam brwi pytająco.

Odchrząknął znowu i powiedział:

– Nie było mnie kilka tygodni. Przed chwilą wróciłem i znalazłem ten list w mojej skrzynce. Został zaadresowany do ciebie, ale na kopercie jest mój numer mieszkania.

Miałam ochotę mu przyłożyć. Obróciłam się i spojrzałam w kierunku zegara znajdującego się w głębi mojego mieszkania. W tamtym pomieszczeniu światło działało, więc mogłam zobaczyć, że było już po trzeciej w nocy.

Czy on nie mógł poczekać do rana, żeby dać mi ten list? Co za przeklęty idiota!

Westchnęłam i spojrzałam ponownie na Pana Zboka, który po raz kolejny przyglądał się mojemu ciału. Wyciągnęłam rękę i wzięłam od niego kopertę. Musiałam szarpnąć nią lekko, by wyrwać mu ją z dłoni.

– Dzięki, doceniam, że szedł pan tu taki kawał tylko po to, bym mogła odzyskać swój list. – Uśmiechnęłam się do niego sztucznie i schowałam się za drzwiami, by Pan Zbok nie mógł mnie już dłużej oglądać.

Mężczyzna zamrugał powoli, a potem skupił wzrok na mojej twarzy, bo teraz tylko to był w stanie dostrzec.

– Żaden problem, złociutka.

Złociutka? O nie!

– Dobranoc.

– Dob… – Zamknęłam mu drzwi przed nosem, zanim zdążył się pożegnać.

Wzdrygnęłam się i ponownie zamknęłam wszystkie zamki, a na koniec zabezpieczyłam drzwi zasuwą. Odetchnęłam z ulgą, gdy usłyszałam na korytarzu kroki Pana Zboka, który po chwili wszedł do swojego mieszkania i zatrzasnął za sobą drzwi. Spojrzałam na kopertę, którą trzymałam w ręce, i postanowiłam ją otworzyć. Ciekawiło mnie, co było w środku. Nie widziałam zbyt dobrze, bo w korytarzu było ciemno, ale wiedziałam, że to nie rachunki. Ta koperta wyglądała zupełnie inaczej – była grubsza. I z tego, co widziałam, ładniejsza niż ta, w której przychodziły rachunki. Bardziej wyrafinowana.

Udałam się do kuchni, która była również moim pokojem dziennym. Zapaliłam światło i rzuciłam kopertę na stół kuchenny, a następnie podeszłam do szafek w poszukiwaniu noża do papieru. Odnalazłam go dość szybko, ale musiałam go odłożyć, bo nagle usłyszałam telefon. Dźwięk dobiegał z sypialni. Zmarszczyłam brwi zdziwiona.

Kto, do cholery, mógł dzwonić do mnie dwadzieścia minut po trzeciej w nocy?

– Aideen – powiedziałam na głos do siebie i poszłam w kierunku sypialni.

Aideen Collins była moją najlepszą przyjaciółką. Traktowałam ją niemal jak siostrę i bardzo ją kochałam, ale były momenty, kiedy cholernie mnie irytowała. I taka chwila nadeszła właśnie po trzeciej w nocy.

Kiedy odnalazłam telefon w sypialni, odebrałam połączenie i powiedziałam:

– Lepiej, żebyś miała dobry powód, skoro dzwonisz do mnie w środku nocy, Aideen. W przeciwnym razie tak ci skopię dupę, że zobaczysz na niej wszystkie kolory tęczy!

Usłyszałam głęboki, dudniący śmiech.

– Ma dobry powód, więc nie musisz skopywać jej dupy – odpowiedział męski głos, a ja zadrżałam przerażona. Tego się nie spodziewałam.

– Kim jesteś? Gdzie jest Aideen? Dlaczego masz jej telefon? – zapytałam, a potem sapnęłam głośno i wykrzyknęłam: – Jeśli skrzywdzisz moją przyjaciółkę, nieważne jak, to ci przypierdolę!

Nieznajomy zaśmiał się i odparł:

– Czy to obietnica, kotku?

Że co proszę?

– Gdzie jest Aideen? Lepiej od razu odpowiedz, bo inaczej…

– Mi przypierdolisz? Tak, już do mnie dotarło. – Znowu się zaśmiał, a potem, zanim powiedział coś jeszcze, usłyszałam w słuchawce inny męski głos. – Prosiłem cię, żebyś zadzwonił do jej przyjaciółki, Alec. Czemu trwa to tak długo, do cholery?

Zapamiętałam imię „Alec” na wszelki wypadek, gdybym musiała dzwonić na policję.

– Rozmawiam z jej przyjaciółką, ale jeszcze nie miałem okazji przekazać jej, z jakiego powodu dzwonię. Laska jest zbyt skupiona na grożeniu, że mi „przypierdoli”, jeśli zranię jej przyjaciółkę – odpowiedział ze śmiechem dzwoniący mężczyzna.

Byłam zła i przestraszona, bo nie wiedziałam, gdzie była Aideen i kim byli ci mężczyźni. Z pewnością nie pochodzili z Irlandii ani Anglii – ich akcent był zupełnie inny. Nie mogłam jednak stwierdzić jednoznacznie, bo w tle rozbrzmiewały jakieś szumy. Brzmiało to trochę jak muzyka.

– Po prostu przekaż jej to, co kazałem ci powiedzieć, żeby w końcu mogła tu przyjechać – oznajmił tamten drugi facet do tego, który do mnie zadzwonił.

Mężczyzna przy telefonie westchnął i powiedział:

– Keela, dzwonię, żeby ci powiedzieć, że twoja przyjaciółka Aiden wdała się w bójkę i musisz po nią przyjechać. Powiedziała mi, że mam do ciebie zadzwonić.

– Ona ma na imię Aideen, nie Aiden. Wymawia się to „ejdiin” – wyjaśniłam, a potem wytrzeszczyłam oczy, gdy w końcu dotarło do mnie, co powiedział. – Czy wszystko z nią w porządku? Co się stało? Jest ranna? – krzyknęłam.

– Uspokój się, złośnico. Wszystko gra. Musisz tylko przyjechać i ją zabrać. Wyjaśnię wszystko, gdy już tu będziesz.

– „Tu”, czyli gdzie? – warknęłam. Znalazłam buty i założyłam je w biegu, a potem wzięłam ze stolika nocnego kluczyki od samochodu. Ramieniem przytrzymywałam telefon przy uchu.

– Klub nocny Playhouse. To niedaleko obwodnicy Tallaght…

– Wiem, gdzie to jest. Będę za pięć minut – powiedziałam i rozłączyłam się.

Trzymając telefon i kluczyki w jednej ręce, drugą zamknęłam okno w sypialni. Powiedziałam Stormowi, że ma się zachowywać, ale miałam wrażenie, że mówię do ściany, bo pies nie obudził się ani nawet nie drgnął. Pobiegłam korytarzem, otworzyłam wszystkie zamki i zasuwę, a potem wyszłam na korytarz. Zamknęłam za sobą drzwi i rzuciłam się biegiem, jakby goniły mnie ogary z piekła rodem. Zbiegłam dwa piętra w dół i w końcu znalazłam się na parkingu przed budynkiem, w którym mieszkałam. Sprintem pokonałam drogę do samochodu. Dopiero gdy poczułam na skórze chłodny wiatr, od którego zadrżałam, dotarło do mnie, że mam na sobie tylko koszulę nocną.

– Kurwa! – krzyknęłam i otworzyłam samochód. Wsiadłam do niego i uruchomiłam silnik.

Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby się przebrać. Wiedziałam, że muszę tylko założyć buty i dostać się do samochodu. Nie miałam zamiaru wracać, by założyć coś innego. Musiałam odnaleźć Aideen i upewnić się, że wszystko z nią w porządku, więc trzeba było wstrzymać się ze zmianą ubrania. Ale to nic takiego, i tak nie pokazywałam niczego przykuwającego uwagę. To prawda, że halka do spania była nieco przykrótka, ale była też czarna, więc nie musiałam martwić się, że będzie prześwitywać. Przynajmniej w tej kwestii miałam trochę szczęścia. Po prostu po wyjściu z samochodu będę musiała trzymać za brzeg koszulki, by nie podjeżdżała mi do góry, w razie gdybym musiała gdzieś biec.

Wyprowadziłam samochód z miejsca parkingowego i wjechałam na główną drogę, by udać się prosto do klubu. Byłam już całkowicie rozbudzona, ale nadal ze zmęczenia czułam piasek pod powiekami. Spałam zaledwie cztery godziny, gdy obudził mnie Pan Zbok. A wcześniej byłam na nogach od dwudziestu siedmiu godzin. Pracowałam w pobliskim supermarkecie. Nazywał się Super Value. Byłam spłukana i musiałam pracować tyle, ile się dało, więc wczoraj przepracowałam jedenastogodzinną zmianę, a po powrocie do domu, zamiast położyć się od razu do łóżka, usiadłam do pisania i zarwałam nockę.

Od zawsze uwielbiałam tworzyć historie w mojej głowie i przelewać je na papier lub ekran komputera. Zazwyczaj były to krótkie historyjki, nigdy nie napisałam całej powieści. Na moje szczęście Aideen kopnęła mnie w dupę – dosłownie – i właśnie tego potrzebowałam. Powiedziała mi, że powinnam chociaż spróbować, bo inaczej nie dowiem się, czy moje pisanie odniosłoby sukces. Po moim przebudzeniu, które miało miejsce trzy tygodnie temu, zabrałam się za to poważnie i zaczęłam pisać swoją pierwszą książkę. Wczoraj, mimo że byłam niesamowicie wykończona, miałam wenę i po prostu musiałam pisać. Przepełniało mnie wiele słów, których musiałam się pozbyć, bo inaczej bym eksplodowała. Więc pisałam, pisałam i jeszcze raz pisałam. Brak snu i oczy piekące od zbyt długiego patrzenia się w ekran dawały mi w kość, a teraz czułam się jak trup i miałam wrażenie, że nawet wyglądam jak martwa.

Gdy stanęłam na czerwonym świetle, spojrzałam w lusterko i skrzywiłam się. Cofam, co powiedziałam. Porównanie mnie do trupa było zbyt łagodne. Białka wokół moich zielonych tęczówek były tak przekrwione, że wyglądały jak mapa piekła. Moje ogniście rude włosy lekko się przetłuściły i były ściągnięte w niechlujnego koka. Spojrzałam na moje długie, białe, gołe nogi i pokręciłam głową.

Dlaczego jestem taka wysoka? Gdybym była niższa, moja halka do spania nie odkrywałaby tak wiele ciała!

Zamknęłam ze złością daszek samochodowy, gdy światło zmieniło się na zielone. Popędziłam w kierunku klubu nocnego, w którym znajdowała się Aideen z jakimiś facetami. Dotarłam tam w pięć minut, bo sygnalizacja świetlna mi sprzyjała i ruch uliczny o tej porze był niewielki. Skręciłam w stronę parkingu przed wejściem do klubu i po chwili zobaczyłam dwóch potężnych mężczyzn, którzy patrzyli z góry na drobną kobietę siedzącą na chodniku kilka metrów od wejścia. To była Aideen, wiedziałam to. Zaparkowałam naprzeciwko nich, wyskoczyłam z samochodu i zatrzasnęłam za sobą drzwi, po czym pobiegłam w stronę przyjaciółki.

Kiedy usłyszeli moje kroki na chodniku, obaj mężczyźni spojrzeli na mnie, lecz nic nie powiedzieli, gdy się do nich zbliżyłam. Kiedy już znalazłam się przy Aideen, przyklęknęłam i przytuliłam ją do siebie. Zignorowałam twardą i szorstką powierzchnię chodnika, która raniła mi kolana, i po prostu dalej tuliłam mocno przyjaciółkę.

– Wszystko w porządku? Co się stało? – zapytałam, a potem odsunęłam się nieco, bym mogła na nią spojrzeć.

Aideen obróciła twarz w moją stronę, a ja sapnęłam, gdy zobaczyłam, jak wyglądała. Nad brwią miała niewielkie rozcięcie, a jej szczęka po prawej stronie wyglądała na opuchniętą.

– Jakaś suka na mnie naskoczyła – wymamrotała.

– Kto? – warknęłam. – Ja ją, kurwa, zabiję!

Byłam zaskoczona moimi słowami, bo brzmiałam tak, jakbym naprawdę mogła spełnić tę groźbę.

A przecież żadna ze mnie wojowniczka.

To znaczy potrafiłabym się obronić, gdyby była taka potrzeba, ale żaden ze mnie Mike Tyson.

W całym swoim życiu brałam udział tylko w jednej walce i to tylko dlatego, że moja młodsza kuzynka, Micah, uderzyła mnie w twarz, gdy byłyśmy małe. Zrobiła to dlatego, że chciała zobaczyć, czy moja krew jest niebieska. Mówiła wszystkim, że mam niebieską krew i jestem kosmitką z dalekiej planety – mogła to udowodnić, tylko uderzając mnie w twarz, by polała się krew. Zgodziłam się, bo nie myślałam, że będzie bolało. Myliłam się, bo to było cholernie bolesne.

Micah uderzyła mnie i z mojego nosa pociekła czerwona krew – potwierdziłyśmy, że rzeczywiście jestem człowiekiem. Naskoczyłam wtedy na nią, bo bardzo cierpiałam, i uznałam, że muszę ukarać ją za to, że mnie zraniła. Jednak zamiast ją trafić, sama skończyłam z podbitym okiem i ukruszonym zębem. Micah skopała mi dupę i to właśnie był pierwszy i ostatni raz, gdy się z kimś biłam. Ale mimo mojej nietolerancji na ból, jeśli ktokolwiek zrani Aideen lub Storma, to zmienię się w Bruce’a Lee i zmiażdżę drania.

Takie były fakty.

Aideen uśmiechnęła się i znowu się do mnie przytuliła.

– Wiem, że byś to zrobiła, ale teraz chcę po prostu już wracać. Czy mogę zostać u ciebie?

Dlaczego ona w ogólne o to pyta?

Potrząsnęłam nią.

– Oczywiście, że tak, ty cholerny głąbie.

Aideen zaśmiała się. Mężczyźni stojący za nami również. Nie wiedziałam, jak to się stało, ale zupełnie zapomniałam, że tam byli. Wstałam więc szybko i pociągnęłam Aideen za sobą. Nie była pijana, tylko co najwyżej lekko wstawiona. Nie musiałam jej podtrzymywać ani nic z tych rzeczy, ale na wszelki wypadek trzymałam ją mocno.

– To jest Alec – powiedziała Aideen i unosząc rękę leniwie, wskazała na mężczyznę po prawej stronie, który taksował mnie od stóp do głów. – I Kane. – Gdy zobaczyłam Kane’a, od razu mocniej ścisnęłam przyjaciółkę. Był tak wysoki i umięśniony jak ten dupek, który się na mnie gapił, ale wyglądał przerażająco. Przy ustach miał dużą bliznę, a kilka innych przypominających szramy po pazurach szpeciło jego skroń i kończyło się w okolicy włosów. Wyglądało to tak, jakby to miejsce było w taki sposób specjalnie wygolone.

– Cześć – wymamrotałam, unikając kontaktu wzrokowego.

– Kane uratował mnie, gdy dziewczyna Aleca mi przyłożyła – wyjaśniła Aideen i uśmiechnęła się do Kane’a, który odwzajemnił uśmiech.

– To była tylko dziewczyna, którą zaliczyłem w zeszłym tygodniu, a nie moja dziewczyna. No i przeprosiłem za to, co zrobiła – oznajmił Alec, wzdychając.

Zignorowałam Aleca, tego idiotę, który właśnie się odezwał, i spojrzałam na uśmiechającego się Kane’a. Od razu się rozluźniłam, bo gdy się uśmiechał, w ogóle nie wyglądał na tak strasznego. Zmarszczyłam jednak brwi, kiedy w końcu dotarły do mnie słowa Aideen. Bez namysłu puściłam przyjaciółkę i popchnęłam Aleca tak mocno, jak tylko potrafiłam. Nie spodziewał się tego, więc stracił równowagę i upadł z jękiem na dupę.

– To za to, że twoja cizia skrzywdziła moja przyjaciółkę. Jeśli się dowiem, kim jest ta wywłoka, to ją, kurwa, zabiję! – wrzasnęłam.

Aideen pociągnęła mnie za rękę i zaczęła błagać, żebym przestała, podczas gdy Alec patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami, a potem skupił spojrzenie na swoim towarzyszu, który również miał oczy jak spodki i otwarte ze zdziwienia usta. Po chwili jednak obaj wybuchnęli śmiechem, jakby to, co właśnie się stało, było najzabawniejszą rzeczą na świecie. Wściekłam się i próbowałam znowu uderzyć Aleca, lecz Aideen stanęła przede mną i mnie odepchnęła, trzymając za ramiona.

– Mówiłem ci, stary, ta laska jest niezłą złośnicą! – zaśmiał się Alec i złapał za rękę Kane’a, który pomógł mu wstać.

Kane śmiał się dalej, kręcąc głową.

– Żałuję, że bliźniaki tego nie widzieli. Dominic pomógłby jej cię bić, a Damien by to wszystko nagrał.

Nie miałam pojęcia, o czym ani o kim mówili. Wycelowałam groźnie palcem w stronę Aleca i warknęłam:

– Możesz się dalej śmiać, pięknisiu, ale wtedy podrapię ci tę twoją śliczną buźkę! – ostrzegłam.

Alec zrobił krok w moją stronę. W kącikach jego ust czaił się uśmiech.

– W tej chwili bardzo mi się podobasz. Chcesz iść do mnie, skoro już i tak jesteś ubrana jak do łóżka?

Szczęka mi opadła. Aideen również. Obróciła się i popchnęła go, celując w pierś, ale nie udało się jej go powalić na ziemię.

– Odwal się! Doceniam, że oboje mi pomogliście, ale nie pozwolę, żebyś traktował moją przyjaciółkę, jakby była jedną z twoich klientek, Alec. Ona jest dobrą dziewczyną!

Jakich klientek?

Co to, do cholery, miało znaczyć?

Alec uśmiechnął się do Aideen, a potem skupił spojrzenie na mnie.

– Och, założę się, że gdzieś głęboko skrywa w sobie niegrzeczną dziewczynkę. Tylko będę musiał użyć palców, języka i fiuta, by ją odnaleźć i zachęcić do zabawy.

Co jest, kurwa?

– Za kogo ty się masz, do cholery? – warknęłam.

Uśmiechnął się i puścił do mnie oczko, mówiąc:

– Alec Slater. To ze mną zaliczysz następne, albo i jedyne, zajebiste ruchanie.

Czy on mówił poważnie?

– A ty zostaniesz następną ofiarą morderstwa, jeśli nie zamkniesz tej dziury w swojej gębie! – odparowałam.

Kane wybuchnął śmiechem i złapał Aideen za ramię, przyciągając ją do siebie i odsuwając ode mnie.

– Proszę, nie wtrącaj się. Nigdy nie widziałem, by jakaś kobieta, poza Bronagh, tak się do niego odzywała – powiedział do Aideen, a potem odgarnął jej z oczu blond włosy. To chyba sprawiło, że moja przyjaciółka rozpływała się w środku, sądząc po tym, jak się w niego wtuliła.

Przewróciłam oczami, a potem spojrzałam na Aleca, który zbliżył się do mnie.

– Tylko spróbuj mnie dotknąć, a już nigdy nie będziesz mieć dzieci. Ostrzegam cię – warknęłam.

Alec uśmiechnął się i skrzyżował ręce na swojej szerokiej piersi. Zauważyłam, jak napinają się przy tym wszystkie jego mięśnie. Najwyraźniej postanowił się nie odzywać, ale bezczelnie obrzucił moje ciało spojrzeniem. Skupiał się głównie na moich nogach i z tego powodu czułam się niekomfortowo.

– Przestań się na mnie gapić, ty obleśny gnoju! – krzyknęłam.

Spojrzał mi w oczy.

– Dlaczego wyszłaś tak ubrana, skoro nie chcesz, żeby ludzie na ciebie patrzyli? – zapytał.

Zacisnęłam dłonie w pięści i zrobiłam krok w jego stronę. Musiałam odchylić głowę, by na niego spojrzeć, bo był znacznie wyższy ode mnie, mimo że sama mierzyłam metr siedemdziesiąt trzy. Gdy to do mnie dotarło, poczułam się onieśmielona, ale nie miałam zamiaru się wycofać.

– Przyjechałam tu ubrana w ten sposób, bo moja przyjaciółka mnie potrzebowała i jakoś nie przeszło mi przez myśl, żeby się przebrać, gdy do mnie zadzwoniłeś, ty zasrany idioto!

Alec uśmiechnął się do mnie szeroko.

– Brzmisz jak dziewczyna mojego brata. Ona też często nazywa mnie idiotą.

Spojrzałam na niego i wykrzywiłam usta w obrzydzeniu.

– To chyba jest dla ciebie zbyt miła, bo istnieją inne słowa, które pasowałyby do ciebie lepiej. Na przykład ciota – warknęłam, a potem obróciłam się w kierunku Aideen. Zobaczyłam, że całuje się z Kane’em. A właściwie to nie było tylko całowanie: oni się obmacywali. Podeszłam do niej, chwyciłam za ramię i brutalnie pociągnęłam w swoją stronę.

Kiedy przyjaciółka stała już przy mnie, ścisnęłam ją za rękę i warknęłam:

– Nie pamiętasz filmu o niebezpiecznych nieznajomych, który oglądałyśmy kiedyś w szkole?

Aideen posłała mi poirytowane spojrzenie, a potem prychnęła pod nosem i pokręciła głową.

– Oni nie są niebezpieczni. Kane uratował mnie przed niebezpieczeństwem.

Wskazałam ręką za siebie.

– Tak, a przez laskę tamtej cioty znalazłaś się w niebezpieczeństwie, więc lepiej już chodźmy.

– Odnoszę wrażenie, że nazywasz mnie gejem – odezwał się stojący obok mnie Alec.

Zacisnęłam szczękę i pociągnęłam Aideen, która zmarszczyła brwi, patrząc mi przez ramię.

– Nazywa cię gejem, ale nie mówi tego w obraźliwy sposób ani nic z tych rzeczy – powiedziała do niego. – Nie jest homofobem, powiedziała tak tylko dlatego, że chciała cię wkurzyć.

Naprawdę?

– Nie musiałaś mu tego mówić, Ado! – warknęłam.

– Ado? Podoba mi się to zdrobnienie – usłyszałam zadowolone mruknięcie Kane’a.

I wymówił Ado we właściwy sposób. „Ejdoł”.

Popchnęłam Aideen za siebie, ignorując jej narzekania, a potem posłałam Kane’owi wrogie spojrzenie.

– Posłuchaj. Dzięki, że pomogłeś mojej przyjaciółce, gdy została ranna, ale ona nie odwdzięczy ci się, tańcząc dla ciebie na rurze, więc odpuść sobie te flirty.

Kane uniósł brwi i spojrzał mi przez ramię, pytając Aideen:

– Jesteś striptizerką?

– Nie, jestem nauczycielką – obruszyła się Aideen. – A jeśli nie ma tańca na rurze, to nie ma też bzykania.

Kane zaśmiał się.

– Twoja przyjaciółka zakazuje ci uprawiać ze mną seks?

– Tak – powiedziałyśmy z Aideen jednocześnie.

– I ty się na to zgadzasz? – zapytał Alec Aideen, obchodząc nas dookoła, by oprzeć się o samochód, o który opierał się również Kane.

Wyglądali jak para modeli fitness. Wkurzyłam się, że w ogóle tak pomyślałam.

– Tak – westchnęła Aideen. – Keela nie uprawia seksu z nieznajomym… I ja również nie.

Kane spojrzał Aideen głęboko w oczy, a potem uśmiechnął się, mówiąc:

– Jaka szkoda.

– Mhm – zgodziła się Aideen, wzdychając smutno.

Westchnęłam i powiedziałam:

– Zatrzymamy się w jakimś sklepie całodobowym po drodze, żebyś mogła sobie kupić baterię do swojego wibratora. Jakoś przetrwasz tę noc. Będzie dobrze.

– Keela! – krzyknęła zszokowana Aideen i klepnęła mnie w tyłek. Pisnęłam i podskoczyłam zaskoczona.

Faceci wybuchnęli śmiechem i pokręcili głowami, nie przestając na nas patrzeć. Zaczynałam się irytować, więc powiedziałam do przyjaciółki:

– Może oni też powinni zostać członkami Klubu Zboczeńców? Doskonale by tam pasowali, bo tak się na nas gapią.

Aideen zaśmiała się i znowu klepnęła mnie w tyłek.

– Że co proszę? – zapytał Alec.

Aideen parsknęła śmiechem i wyjaśniła:

– Sąsiad Keeli, pan Doyle, bardzo często gapi się na kobiety, więc nazwałyśmy go Panem Zbokiem i wymyśliłyśmy, że jest szefem Klubu Zboczeńców.

Zmrużyłam oczy, gdy te dwie hieny znowu zaczęły się śmiać. Najwyraźniej bardzo lubili to robić.

Wkurzyłam się i wyciągnęłam rękę, by złapać Aideen, która nadal stała za mną.

– Dobra, idziemy. Muszę wrócić do domu, do Storma.

– Storm? – zapytał Alec.

– Storm to jej…

– Chłopak – wtrąciłam z uśmiechem i posłałam przyjaciółce spojrzenie mówiące, że ma grać ze mną w tę grę. Gdy odwzajemniła spojrzenie, dostrzegłam w jej oczach rozbawienie. Pokiwała głową i spojrzała na Aleca.

– Storm jest w stosunku do niej bardzo opiekuńczy – powiedziała.

Alec uniósł brew wysoko.

– Skoro tak, to jakim cudem pozwolił jej wyjść z mieszkania w takim stroju?

Powiedział to tak, że zabrzmiało, jakby moja koszulka nocna była zbyt skąpa!

Prychnęłam pod nosem i ruszyłam się, by podejść do Aleca i temu zaprzeczyć, jednak Aideen szybko stanęła między nami i powiedziała:

– Storma jest bardzo trudno obudzić w nocy. Pewnie nawet nie słyszał, jak wychodziła, ale poza tym jest świetnym… facetem.

Uśmiechnęłam się do siebie w myślach.

– Tak. I skopie ci dupę, jeśli jeszcze raz zaproponujesz mi seks! – oznajmiłam.

Alec wychylił się zza Aideen i spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem.

– Jestem kochankiem, nie wojownikiem.

Doskonałe wieści!

– Lepiej się ode mnie odwal, bo to ja ci przypierdolę, a nie Storm! – warknęłam.

Alec zagryzł dolną wargę, uśmiechając się szeroko. Wiedziałam, że myślał o zboczonych rzeczach, więc posłałam mu złowrogie spojrzenie, co tylko rozbawiło Kane’a.

– Czy możemy ją zatrzymać? Podoba mi się to, że ustawia cię do pionu. A co ważniejsze, jest kobietą i najwyraźniej nie masz na nią żadnej władzy, stary. Chyba straciłeś swój czar. – Kane zachichotał pod nosem i żartobliwie szturchnął Aleca ramieniem, gdy ten wrócił do samochodu, o który się wcześniej opierali.

Alec wciąż się do mnie uśmiechał, mówiąc do Kane’a:

– Jest jeszcze za wcześnie na takie stwierdzenia. Daj mi trochę czasu.

– Ja cię, kurwa, zastrzelę – wymamrotałam. Aideen parsknęła śmiechem, sięgając po moją rękę.

– To było dość… interesujące spotkanie. Ale Keela ma rację. Lepiej już pójdziemy.

– Dzięki Bogu – powiedziałam z zadowoleniem, rozbawiając tym Kane’a.

Kane uśmiechnął się szeroko do Aideen i oznajmił:

– No to do zobaczenia, Ado.

Zmrużyłam oczy.

– Tylko ja mogę tak na nią mówić.

Kane spojrzał na mnie i uśmiechnął się.

– Lubię cię.

Moja twarz przybrała czerwony kolor, ale wyprostowałam się i powiedziałam:

– Cóż, ale ja nie lubię ciebie ani twojego zboczonego przyjacie…

– Brata. Jestem jego zboczonym bratem – wtrącił Alec, a Aideen parsknęła śmiechem.

Szturchnęłam ją i spojrzałam groźnie na Aleca, a potem znowu na Kane’a, który wciąż przyglądał mi się z rozbawieniem w oczach. Odchrząknęłam i oznajmiłam:

– Nie lubię ciebie ani twojego zboczonego brata. Obaj najwyraźniej przysparzacie ludziom problemów, skoro osoby, z którymi się trzymacie, atakują dziewczyny bez powodu. A poza tym obaj jesteście cholernie nieuprzejmi!

Obróciłam się i chwyciłam Aideen za rękę, odciągając ją od braci. Udałyśmy się w stronę mojego samochodu.

– Co to ma być? Żadnego buziaka na pożegnanie? I kto tu jest nieuprzejmy? – zawołał za nami Alec, rozśmieszając tym Aideen.

Jęknęłam głośno.

– Pieprz się! – krzyknęłam, nie obróciwszy się.

– Podaj tylko czas i miejsce, kotek – odkrzyknął Alec, a Aideen wybuchnęła gromkim śmiechem.

Kotek?

Gotowałam się ze złości w milczeniu, dosłownie ciągnąc Aideen siłą w kierunku mojego samochodu.

– „Podaj tylko czas i godzinę, kotek” – powtórzyłam pod nosem, naśladując głos Aleca. Aideen śmiała się jeszcze głośniej niż przed chwilą, gdy zapinała pas bezpieczeństwa.

Zapięłam swój pas i uruchomiłam silnik. Szybko opuściłam parking. Chyba dopiero gdy znalazłyśmy się na obwodnicy Tallaght, zaczęłam normalnie oddychać i się uspokoiłam.

– Co za popieprzony dupek! Dasz wiarę? – warknęłam.

Aideen prychnęła pod nosem.

– Ja uważam, że ta cała rozmowa była niesamowicie zabawna.

Pokręciłam głową.

– Cóż, nie powinno cię to bawić. Spójrz tylko na swoją twarz, Aideen!

Aideen westchnęła.

– Wiem, ale to nie do końca ich wina. Po prostu dobrze się bawiliśmy, gdy znikąd pojawiła się tamta laska i rzuciła się na mnie.

Tak mocno ścisnęłam kierownicę, że pobielały mi knykcie.

– Dlaczego w ogóle z nimi byłaś? – zapytałam ze złością.

Nie byłam zła na nią, tylko na tę sukę, która ją skrzywdziła.

– Nie byłam z nimi. Dopiero dziś ich poznałam. Byłam z Branną. Urządzali małą imprezę z okazji urodzin Bronagh. Branna, Ryder, Nico i Bronagh niedawno wyszli. Zostałam z Kane’em i Alekiem, gdy nagle pojawiła się tamta pijana laska i oskarżyła mnie o to, że jestem kolejną dupą Aleca, z którą się pieprzył. Alec zaczął się śmiać, ale nie zaprzeczył, a wtedy ona się na mnie rzuciła.

Jęknęłam cicho.

Branna Murphy była przyjaciółką Aideen. Znały się jeszcze z przedszkola. Aideen była ode mnie kilka lat starsza, więc znała Brannę dłużej niż mnie. Jako dorosła kobieta nie byłam zazdrosna o ich przyjaźń. Branna to całkiem fajna dziewczyna. Jej siostra Bronagh również była w porządku. Byłam tylko dwa lata starsza od Bronagh, która dzisiaj kończyła dwadzieścia jeden lat. Ja też zostałam zaproszona na ich imprezę, a Aideen męczyła mnie, żebym przyszła, ale musiałam odmówić, bo czułam się fatalnie po ciężkiej pracy.

Uspokoiłam się na tyle, by poluźnić uchwyt na kierownicy, ale nadal trzęsłam się ze złości.

– Powinnaś była pozwolić mi go uderzyć.

Aideen zachichotała, a potem uniosła rękę, by przyłożyć ją sobie do pokiereszowanej twarzy.

– Złamałabyś sobie nadgarstek! Nie widziałaś, jaki był potężny?

Jęknęłam i pokiwałam głową.

– Jego brat był jeszcze bardziej muskularny. Czy oni mieszkają na siłowni?

Aideen parsknęła pod nosem.

– Branna mówi, że mają siłownię w domu. Pamiętasz, jak mówiłam ci, że Branna zamieszkała z Ryderem, a starszy bliźniak Nico wprowadził się do domu dziewczyn?

Pokiwałam głową.

– Tylko że Branna nie zamieszkała jedynie z Ryderem, ale też z Alekiem i Kane’em. Mówiła, że zamiast salonu mają siłownię i że wszyscy ciągle trenują. Powinnaś zobaczyć Nico. Chociaż ma dwadzieścia jeden lat, to jego ciało jest niesamowicie wyrzeźbione. Jest bokserem czy coś.

Spojrzałam na nią szeroko otwartymi oczami.

– Dlaczego, do cholery, trzymasz się z chodzącymi czołgami, Aideen?

Aideen zaczęła głośno chichotać. To mnie tylko jeszcze bardziej wkurzyło.

– Oni są uroczy… Potężni i straszni, ale wciąż uroczy.

Zadrżałam, gdy przypomniałam sobie twarz Kane’a. Nie nazwałabym tego faceta „uroczym”.

– Jak myślisz, skąd Kane ma te blizny na twarzy? Wyglądają na dość poważne.

Aideen westchnęła.

– Nie mam pojęcia, co mu się stało, ale i tak jest boski!

– Lubisz też jego akcent, co? – zapytałam.

Aideen zamruczała niczym kot.

– O mój Boże, mogłabym go słuchać cały dzień! Wystarczyło, że powiedziałby do mnie „cześć”, a już miałabym mokro w majtkach.

Uniosłam brwi.

– Jezu, ty chyba myślisz fiutem.

Aideen zaśmiała się.

– Chyba chciałaś powiedzieć, że myślę cipką.

– Tak, ale „myślenie fiutem” brzmi lepiej.

Znów zachichotała, a potem syknęła z bólu, przykładając rękę do swojej obolałej twarzy. Podczas naszej pięciominutowej drogi do mojego mieszkania zerkałam na nią co kilka chwil. Zaparkowałam na miejscu, które zazwyczaj zajmowałam, i wysiadłyśmy z samochodu. Szybko przeszłyśmy przez parking i udałyśmy się do budynku, w którym mieszkałam. Biegłyśmy po dwa stopnie na raz, aż dotarłyśmy na piąte piętro. Otworzyłam drzwi wejściowe z prędkością światła, bo nie chciałam, żeby usłyszał nas Pan Zbok. Znowu gapiłby się na mnie i moją halkę.

Na szczęście nikt nas nie zauważył. Ja i Aideen udałyśmy się do łazienki. Odszukałam apteczkę, podczas gdy ona ściągnęła majtki i usiadła na sedesie.

Właśnie otwierałam paczkę z chusteczkami nasączonymi preparatem antyseptycznym i patrząc na przyjaciółkę w lustrze, zapytałam:

– Myślisz, że faceci też tak robią?

Aideen otworzyła oczy i uśmiechnęła się leniwie, mówiąc:

– Bez przymusu wchodzą z drugim facetem do toalety? Nie, bo jeszcze zaczęliby się wyzywać od gejów.

Zaśmiałam się i skupiłam wzrok na apteczce, podczas gdy Aideen skończyła się załatwiać. Obróciłam się, gdy usłyszałam dźwięk spłukiwanej wody i poczekałam, aż przyjaciółka umyje ręce, bo chciałam opatrzyć jej twarz. Była niższa ode mnie o dziesięć centymetrów, więc gdy stała przede mną bez wysokich szpilek, mogłam o wiele łatwiej przytrzymać jej głowę.

– Auć! – wrzasnęła nagle, przez co z mojego pokoju dobiegło nas warknięcie psa.

– Wracaj do spania, ty tłusty gnoju! – krzyknęła Aideen, a ja zaczęłam przecierać rozcięcie nad jej brwią chusteczką nasączoną środkiem odkażającym.

– Zostaw go w spokoju – zganiłam ją. – Nie jest gruby, tylko ma gęstą sierść.

Aideen zaśmiała się przez zęby.

– Jasne, chyba grubą warstwę tłuszczu…

Posłałam jej karcące spojrzenie.

– Nie obrażaj mojego maleństwa, kiedy cię opatruję. Może mi się ześlizgnąć palec i dziabnąć cię w oko.

Aideen spojrzała na mnie niepewnie, a ja dokończyłam oczyszczać ranę. Potem przyjaciółka udała się do sypialni, by wziąć sobie moją piżamę, a ja poszłam do kuchni po szklankę wody. Zapaliłam światło w pomieszczeniu i podeszłam do zlewu, by odkręcić kran i napełnić szklankę. Wypiłam szybko wodę i obróciłam się. Ujrzałam leżącą na stole kuchennym kopertę, którą przyniósł mi wcześniej Pan Zbok. Jeszcze nie miałam okazji jej otworzyć.

– Storm, złaź z łóżka… Albo chociaż się przesuń! – usłyszałam krzyk Aideen dochodzący z sypialni.

Potarłam ręką kark i westchnęłam. Spojrzałam raz jeszcze na kopertę i pokręciłam głową, a potem zgasiłam światło w kuchni. Ruszyłam w kierunku powarkiwania i krzyków i postanowiłam, że użeranie się z Aideen i Stormem to wystarczające atrakcje jak na jedną noc.

Cokolwiek było w tej kopercie, będzie musiało poczekać do rana.

Rozdział 2

Gdy się obudziłam, czułam się tak, jakbym miała najgorszego w historii kaca, chociaż poprzedniej nocy nawet nie tknęłam alkoholu. Po prostu źle się czułam z powodu braku snu i wiedziałam, że będzie mi to doskwierać przez cały dzień, przez co byłam zrzędliwa. Poza tym nie można było mnie nazwać rannym ptaszkiem, więc obudzenie się z bólem głowy dodatkowo pogorszyło mój nastrój.

Jęknęłam, gdy usłyszałam trzaśnięcie w kuchni, po którym rozległo się szczekanie. Niezbyt pomogło mi to załagodzić pulsujący ból, który czułam pod czaszką.

Było zdecydowanie za wcześnie na tego typu rzeczy.

– Co za cholerne gnoje – wymamrotałam i odrzuciłam kołdrę na bok.

Usiadłam i pokręciłam głową powoli, by moje myśli trochę się rozjaśniły, a potem wstałam i przeciągnęłam się tak, że coś strzyknęło mi w plecach. Szurając nogami, ruszyłam korytarzem w stronę kuchni. Skrzyżowałam ręce na piersi i ziewnęłam, a mój brzuch zaburczał, gdy poczułam przepyszny zapach czegoś smażonego. Nie ma nic lepszego niż irlandzkie śniadanie – kiełbaski, bekon, jajka i kaszanka. Oparłam się o blat w kuchni i z rozbawieniem obserwowałam scenę rozgrywającą się przede mną.

– Posłuchaj mnie, ty przerośnięty grubasie. Ten bekon należy do mnie i Keeli. Tobie nie wolno tego jeść!

Tak, Aideen właśnie kłóciła się ze Stormem.

Storm warknął na Aideen i podszedł do niej bliżej. Moja przyjaciółka trzymała w ręce nóż do masła i celowała nim w psa.

– Nawet się nie waż! Ostrzegam cię. Bo zrobię z ciebie pieczeń!

Zaśmiałam się, co przyciągnęło uwagę Aideen i psa. Gdy Storm mnie usłyszał, zupełnie zapomniał o Aideen. Zaczął skakać i szczekać, a potem ruszył w moją stronę. Jęknęłam głośno, kiedy zderzył się z moimi nogami, a potem wybuchnęłam śmiechem, kiedy podniósł się, stając na tylnych łapach, przednie kładąc mi na ramionach i liżąc mnie po twarzy. Był dużym psem, więc gdy stał w pozycji pionowej, dorównywał mi wzrostem.

– Na dół. Dobry piesek. – Zachichotałam, kiedy opadł na cztery łapy i zaczął ocierać się łbem o moje nogi.

Spojrzałam na Aideen, która przyglądała się psu gniewnym spojrzeniem.

– Nienawidzę go.

Uśmiechnęłam się szeroko.

– Myślę, że on w pełni odwzajemnia twoje uczucia.

Aideen wyszczerzyła zęby w uśmiechu i podeszła do kuchenki, by przewrócić bekon smażący się na patelni. Potem dorzuciła tam jeszcze kilka tłustych kiełbasek.

Aż ślinka mi pociekła.

– O co kłóciliście się tym razem? – zapytałam po chwili.

Aideen obruszyła się.

– Próbował podskoczyć i zabrać jedzenie z blatu, gdy nie patrzyłam. Co za chciwy, gruby dupek.

Spojrzałam na psa i pogłaskałam go po głowie.

– Z ciebie jest sama skóra i kości, skarbie. Mówię ci.

Aideen prychnęła i pokręciła głową. Podeszłam do niej i pochyliłam się, by przyjrzeć się jej twarzy. Miała posiniałą kość policzkową, podobnie jak dolną wargę, na której gościła też opuchlizna.

Zmarszczyłam brwi.

– Mam nadzieję, że ta suka, która ci to zrobiła, dostanie okresu akurat wtedy, gdy będzie miała na sobie białe spodnie.

Aideen wybuchnęła śmiechem, a ja się uśmiechnęłam.

– Ja też – odpowiedziała i śmiejąc się, zaczęła podawać śniadanie.

Umyłam ręce, wytarłam je i ziewając, ruszyłam do stołu kuchennego. Potarłam oczy i pokręciłam lekko głową, widząc magazyny rozłożone na blacie. Aideen miała bzika na punkcie magazynów. Nie mogła czytać jednego na raz. Musiała mieć przed sobą co najmniej dziesięć, by mogła z nich coś wybrać.

– Wiesz, że możesz pobierać gazety od razu na Kindle’a, którego ci kupiłam? – wymamrotałam.

Podrapałam się po głowie i obejrzałam okładki, by zdecydować, co sama chciałabym przeczytać.

– Wiem, ale gdy czytam, lubię trzymać papier w rękach – odparła Aideen i wyłączyła kuchenkę, po czym zaczęła rozkładać jedzenie na talerzach.

Spojrzałam na nią podejrzliwie. Wyglądała na zbyt pobudzoną i świeżą.

– To trochę dziwne, że nigdy nie masz kaca – powiedziałam, gdy przyjaciółka postawiła przede mną talerz pełen jedzenia.

Aideen usiadła naprzeciwko mnie i wzruszyła ramionami.

– Po prostu chyba mam szczęście.

Pokiwałam głową i sięgnęłam po ketchup, który stał na okładce magazynu. Otworzyłam butelkę i nalałam na talerz obfitą porcję sosu, a potem wstałam i podeszłam do chlebaka.

– Jak tam twoja dieta? – zapytała Aideen z uśmiechem i włożyła do ust kawałek kaszanki.

Spojrzałam na nią groźnie i usiadłam na swoim krześle.

– To jest jedyny posiłek w tym tygodniu, który nie spełnia założeń diety, więc daj mi spokój, bo chcę się nim cieszyć.

Aideen uniosła ręce w poddańczym geście.

– Ja cię przecież nie osądzam – powiedziała z pełnymi ustami.

– Jesteś obleśna! – warknęłam na nią.

Aideen zaśmiała się i przełknęła jedzenie.

– Przepraszam.

W ogóle tego nie żałowała.

Skrzywiłam się z obrzydzeniem.

– Chyba zostałaś wychowana przez zwierzęta.

Aideen uśmiechnęła się szeroko.

– To nie moja wina, że mama umarła przy porodzie mojego brata i zostawiła mnie z trzema starszymi i jednym młodszym bratem oraz ojcem. Oni wszyscy są jak jaskiniowcy.

Parsknęłam śmiechem.

– Nie próbuj mnie zmiękczyć, używając argumentu z matką, która umarła przy porodzie. Nie będę ci z tego powodu teraz współczuć. Miałaś cudowne dzieciństwo. Znacznie lepsze niż ja, a moja mama nadal żyje i ma się dobrze.

– Niestety – wymamrotała Aideen, a ja sapnęłam głośno, słysząc to.

Aideen westchnęła i powiedziała:

– Przepraszam, Kay. To było podłe z mojej strony. Wiem, że to twoja mama, ale na Boga, czasem mam ochotę jej przyłożyć za to, jak cię traktuje.

Wzruszyłam ramionami.

– Nie myśl o niej. Po prostu rób to, co ja. Udawaj, że ona i moja stuknięta rodzina nie istnieją.

Aideen prychnęła, a ja znowu zjadłam kawałek kaszanki.

– To niemożliwe. Twój wujek jest powodem, dla którego się masturbuję.

Zakrztusiłam się kaszanką, więc Aideen zerwała się z krzesła i podbiegła do mnie. Poklepała mnie trzykrotnie po plecach, a właściwie waliła w nie tak mocno, że moje żebra chyba zaczęły się o siebie obijać. Jedzenie wyleciało mi z gardła i wylądowało na talerzu przede mną.

– Nic mi nie jest – wydusiłam z trudem.

Zamknęłam oczy i stłumiłam napad kaszlu. W przeciwnym razie resztki jedzenia w moich ustach znalazłyby się na podłodze w ciągu kilku sekund.

– Dobrze się czujesz? – zapytała Aideen wysokim i spanikowanym głosem.

Nie odpowiedziałam jej. Skupiłam się i zaczęłam oddychać przez usta. Po kilku chwilach otworzyłam oczy i zamrugałam. Pokiwałam głową i powiedziałam:

– Jest okej – wychrypiałam, a następnie sięgnęłam po szklankę soku, którą Aideen nalała mi do śniadania.

Gdy upłynęła kolejna minuta, wstałam i podeszłam do zlewu. Napełniłam szklankę wodą i wypiłam wszystko duszkiem.

– Przepraszam. Nie chciałam cię zabić, a prawie to zrobiłam – odezwała się stojąca za mną Aideen.

Zakaszlałam cicho i obróciłam się do niej. Założyłam ręce na piersi i uniosłam brwi.

– Mówienie mi, że masturbujesz się, myśląc o moim wujku, gdy jem, może doprowadzić wyłącznie do śmierci, Ado.

Aideen potarła dłońmi twarz, na której dostrzegałam cień uśmiechu.

– Ale on naprawdę jest seksowny. Nic na to nie poradzę.

Zadrżałam.

– Brandon to mój wujek, moja rodzina… Przestań tak mówić.

Aideen zaśmiała się.

– Wielka szkoda, że jest tylko twoim wujkiem. Rzadko mam okazję go widywać. Wyobrażasz sobie, co by było, gdyby był twoim tatą, a nie tatą Micah?

Pokiwałam głową i oznajmiłam:

– Tak, wyobrażam sobie. Byłabym rozpieszczoną suką, która grozi wszystkim swoim ojcem.

Aideen wzruszyła ramionami.

– Gdyby twój tata był uznawany za szefa niebezpiecznej organizacji, to pewnie też byś się tym przechwalała.

Prychnęłam pod nosem.

– Wątpię. Za każdym razem, gdy byłam u Micah w domu, mówiono mi, że mam nie zwracać uwagi na to, co tam usłyszę. Micah powtarzano to samo. Do dzisiaj nie wiem, czym zajmuje się mój wujek i wolałabym, żeby tak zostało. Lubię go najbardziej z całej rodziny, ale gdybym dowiedziała się, że robi coś złego, jego wizerunek w mojej głowie zostałby zakłócony. Cieszę się, że nic nie wiem. Poza tym, na pewno nie chodzi o coś tak złego, jak myślisz.

Aideen przeciągnęła się i powiedziała:

– Właściwie nawet jeśli Micah rzeczywiście grozi, że naśle na kogoś swojego ojca, gdy tylko wpadnie w jakieś kłopoty, to on nie bierze w tym udziału. Pamiętam, jak Gavin powiedział mi kiedyś, że kilka lat temu Micah pobiła Bronagh Murphy przed szkołą. A kiedy Nico, chłopak Bronagh, kazał Micah się odwalić i uderzył jej chłopaka Jasona, nic się mu nie stało. Brandon nikogo nie skrzywdził.

Na wspomnienie jego imienia poczułam nieprzyjemny skurcz w żołądku.

Jason Bane był dupkiem i jego nazwisko doskonale do niego pasowało*. Dosłownie był zmorą mojego życia, nie tylko okropnym człowiekiem, ale również szumowiną, która potrafiła wykorzystać swój urok osobisty i dobry wygląd, by dostać to, czego chciała. Przez jakiś czas to ja byłam tym, czego pragnął. Zamknęłam oczy, gdy wspomnienie naszego pierwszego spotkania wypełniło mój umysł.

– Czy to miejsce jest zajęte?

Uniosłam wzrok, by zobaczyć, kto się do mnie zwraca, a potem pokręciłam przecząco głową bez słowa. Był to chłopak, na oko mniej więcej dwudziestoletni, znacznie wyższy ode mnie. Miał kruczoczarne włosy i ciemnoniebieskie oczy, a usta pełne i różowe. Jego skóra wyglądała na lekko opaloną. Chyba właśnie zobaczyłam najprzystojniejszego faceta, jakiego w życiu widziałam.

– Jak masz na imię, piękna? – zapytał seksowny nieznajomy.

Obejrzałam się przez ramię, by sprawdzić, czy za mną nie siedziała jakaś modelka, do której mógł się zwracać. Kiedy nikogo nie ujrzałam, uznałam, że najwyraźniej musiał mówić do mnie.

Odkrzyknęłam.

– Eee, Keela… Keela Daley.

Nieznajomy uśmiechnął się.

– Miło mi cię poznać, Keelo Daley. Jestem Jason Bane.

Poczułam, że się rumienię, gdy wyciągnął rękę w moim kierunku. Uniosłam ramię i uścisnęłam jego dłoń. Chciałam nią potrząsnąć na powitanie, ale on pochylił się i pocałował mnie delikatnie, dotykając ustami wierzchu mojej dłoni.

O… Mój… Boże!

– Mnie również miło cię poznać – odparłam niepewnym głosem.

Jason uśmiechnął się do mnie.

– Powiedz mi zatem, dlaczego tak piękna dziewczyna jak ty siedzi sama w barze w piątkowy wieczór?

Czułam, że rumieńce na moich policzkach nie odpuszczały. Zmusiłam się jednak do uśmiechu, żeby nie wyjść na tak zdenerwowaną i nieporadną, na jaką się czułam.

– Czekam na przyjaciółkę. Niedługo mamy się tu spotkać.

Jason uśmiechnął się do mnie szeroko.

– W takim razie, będę musiał tu poczekać i dotrzymać ci towarzystwa, dopóki ona się nie pojawi.

Gdy to usłyszałam, w moim żołądku pojawiły się motyle.

Zwilżyłam usta i powiedziałam:

– Och, wszystko w porządku. Nie musisz tu ze mną siedzieć.

– Ale chcę.

Wytrzeszczyłam oczy.

– Naprawdę?

Czy on mówił poważnie?

– Tak – odpowiedział i pokiwał stanowczo głową.

Och, wow.

– Eee… w takim razie okej – odparłam z uśmiechem.

Jason zawołał barmana.

– Poproszę duże piwo, a dla tej damy…

Jason spojrzał na mnie, a moje serce podskoczyło. Chciał kupić mi drinka! Nikt nigdy wcześniej nie kupił mi drinka.

– Poproszę wódkę z colą – odpowiedziałam. Miałam problemy z oddychaniem.

Jason obrócił się w stronę barmana i zapytał:

– Słyszałeś, stary?

Barman pokiwał głową i zajął się przygotowywaniem naszego zamówienia.

– Dzięki za drinka. – Uśmiechnęłam się, kiedy Jason odwrócił się w moją stronę.

Chłopak machnął ręką.

– To nic takiego.

Nie dla mnie.

– A więc co cię tu dzisiaj sprowadza?

Jason wskazał kciukiem na coś znajdującego się za jego ramieniem, więc podążyłam wzrokiem w tamtym kierunku i ujrzałam grupę chłopaków siedzących po drugiej stronie pubu.

– Wraz z chłopakami postanowiliśmy wpaść tu na kilka piw, zanim uderzymy do klubu. Zauważyłem cię przy barze i musiałem przyjść się przywitać, bo inaczej nigdy nie dostałbym takiej szansy. Nie każdego dnia ktoś tak zjawiskowy jak ty staje na mojej drodze.

Że co?

On mówił poważnie?

– Żartujesz? – wypaliłam.

Jason uniósł brwi.

– Nie. Dlaczego tak sądzisz?

Pokręciłam głową.

– Bo to ty jesteś zjawiskowy.

Miałam ochotę umrzeć, gdy na twarzy Jasona pojawił się szeroki uśmiech.

– Cieszę się, że to powiedziałaś, bo uważam, że jesteś olśniewająca.

Zaczynałam się pocić. Tak bardzo się rumieniłam.

Jason zaśmiał się i zmienił temat na bardziej przyziemny. Jakiś czas później kolega z jego grupy podszedł do niego i szturchnął go łokciem.

– Stary, wychodzimy. Idziesz z nami?

Jason nieustannie patrzył mi w oczy, gdy odpowiadał:

– Nie, stary. Zostanę tutaj.

Jego kumpel zaśmiał się i puścił do mnie oko.

– Wiedziałem, że to powiesz. Do zobaczenia jutro. Pa, piękna.

Dzisiaj dwóch chłopaków nazwało mnie piękną!

Aż dwóch!

– Nie musisz ze mną zostawać. Jestem pewna, że moja przyjaciółka niedługo…

– Chcę tu z tobą zostać i mam nadzieję, że ta przyjaciółka jednak nie przyjdzie. Chcę mieć cię całą dla siebie.

O mój Boże!

Jak na zawołanie odezwał się mój telefon. Sięgnęłam po niego natychmiast, bo i tak nie wiedziałam, co powinnam odpowiedzieć Jasonowi.

Wygrzebałam telefon z torebki i odebrałam.

– Gdzie jesteś? – zapytałam Aideen.

– Za pięć minut wychodzę. Utknęłam w szkole, bo musiałam pilnować uczniów, którzy siedzieli za karę w kozie – odpowiedziała zirytowana Aideen.

– Nie spiesz się, mam towarzystwo – oznajmiłam, a Jason uśmiechnął się i wziął łyk piwa.

– Facet czy dziewczyna? – dopytywała Aideen.

– Facet.

– Czy on słyszy, co mówimy?

– Tak – odparłam i uniosłam palec, dając tym samym znać Jasonowi, że jeszcze minuta i skończę rozmawiać. Chłopak pokiwał głową i uśmiechnął się do mnie.

– Jest przystojny?

– Tak bardzo, że byś nie uwierzyła – odpowiedziałam, wywracając oczami.

Aideen krzyknęła tak głośno, że musiałam odsunąć telefon od ucha z sykiem.

– Jednak nigdzie nie idę. Zostań z nim i baw się dobrze. Słyszysz mnie, Keela? Baw się!

Byłam tak przerażona, że wszyscy w tym przeklętym klubie słyszeli mój krzyk.

– Co to ma znaczyć? Jak to nie przyjdziesz?

Jason uśmiechnął się i pochylił, muskając przy tym moje nagie kolano swoim palcem. Spięłam się i spojrzałam mu w oczy. Mój oddech przyspieszył, puls również.

– Idź się bawić! Dzwoń, jeśli będziesz mnie potrzebowała! – Z tymi słowami Aideen rozłączyła się. Miałam ochotę znaleźć się teraz przy niej i jej przyłożyć. Przecież Jason równie dobrze mógłby być mordercą, a ona zostawiła mnie z nim samą!

Odwróciłam wzrok od Jasona i spojrzałam na telefon, marszcząc brwi.

– Moja przyjaciółka nie przyjdzie.

Jason uśmiechnął się do mnie.

– Nie martw się. Ja się tobą zajmę.

Uśmiechnęłam się, słysząc, że ze mną flirtował.

– A skąd mam wiedzieć, że jesteś w stanie się mną zająć? – zapytałam.

Sapnęłam, zaskoczona, gdy Jason nagle szarpnął stołkiem, na którym siedziałam, i przyciągnął go do siebie. Otoczył mnie prawą ręką w talii, a jego twarz znalazła się tuż przy mojej.

– Jestem idealnym kandydatem do tego zadania – powiedział i polizał moją dolną wargę. – Zaufaj mi.

Zaufałam temu dupkowi i to był największy błąd mojego życia. Zmarszczyłam brwi, kiedy o tym myślałam, i Aideen to zauważyła. Westchnęła i potarła ręką swój posiniaczony policzek.

– Przepraszam, Kay. Nie powinnam była wspominać o nim czy Micah. Zapomniałam.

Wzruszyłam ramionami.

– Nie przepraszaj. Będę musiała przywyknąć do jego imienia. Przecież niedługo się z nią ożeni.

Aideen skrzywiła się.

– Nie mogę uwierzyć, że wykorzystał cię, by odzyskać Micah, kiedy ze sobą zerwali, a teraz biorą ślub. Nienawidzę ich.

– Ja też ich nienawidzę.

Aideen uspokoiła się i zajęła miejsce przy stole, lecz gdy zerknęła na swój talerz, znów poderwała się z krzesła. Zaczęłam się śmiać, gdy dotarło do mnie, co się stało.

– Ty dupku! Ty gruby, chciwy dupku! – wrzasnęła Aideen, szukając wzrokiem Storma.

Spojrzałam na nasze puste talerze, a Aideen zawzięła się, że skręci Stormowi kark. Wiedział, co się święci, bo się ukrył.

– Gdzie jesteś? – krzyknęła Aideen, doprowadzając mnie do śmiechu.

Storm był dużym psem. Naprawdę wielkim. Więc bawiło mnie to, że potrafił się schować w moim maleńkim mieszkaniu. Zaczęłam się śmiać jeszcze głośniej, gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami w sypialni. Aideen zerwała się z miejsca i pobiegła korytarzem w stronę pokoju. Ruszyłam za nią, nie mogąc przestać się śmiać.

– Nie do wiary, że zjadłeś całe nasze śniadanie! Jesteś zachłannym psim skurwielem! – krzyknęła Aideen do Storma, który właśnie leżał na moim łóżku.

Pies nastawił uszy w odpowiedzi na wrzask Aideen, ale poza tym nie zrobił absolutnie nic, czym jeszcze bardziej ją rozwścieczył.

– Jak ja go, kurwa, nie znoszę! Jest dosłownie jak facet: gruby i bezużyteczny.

Storm pierdnął w odpowiedzi. Aideen i ja natychmiast wypadłyśmy z pokoju – ja wciąż się śmiałam, a Aideen gotowała się ze złości.

– Dlaczego traktujesz go jak dziecko? To tylko żałosny pies, Keela. On się dosłownie do niczego nie nadaje!

Wzruszyłam ramionami.

– Pies nie musi być użyteczny, jeśli chcę go mieć, Ado.

Aideen wyrzuciła ręce w powietrze.

– Kupiłaś go po to, by był psem obronnym.

Uśmiechnęłam się.

– Broni swojego jedzenia. To już coś… Prawda?

Moja rozzłoszczona przyjaciółka udała się do salonu i usiadła na fotelu.

– Jesteś niemożliwa!

Zaśmiałam się i usiadłam na krześle obok niej.

– Ale i tak wciąż mnie kochasz, co nie?

Aideen wzruszyła ramionami.

– Teraz już tylko pół na pół.

Szturchnęłam ją i powiedziałam:

– Suka.

Aideen prychnęła pod nosem i rozluźniła się w fotelu.

– A co do wczoraj… To była szalona noc, nie?

W moim umyśle pojawiła się twarz Aleca Slatera i cała się spięłam.

– Tak, szalona.

Aideen odchrząknęła i powiedziała:

– Nie wierzę, że tak na niego napadłaś…

Obróciłam się w jej stronę i popatrzyłam na nią.

– Że co?

Aideen wzruszyła ramionami.

– Popchnęłaś Aleca i upadł na ziemię. A przecież on ma chyba z metr dziewięćdziesiąt. Jest wysoki, nawet w porównaniu z tobą, a to już coś mówi, więc nie wiem, jak udało ci się go powalić.

Uniosłam palec i oznajmiłam:

– Po pierwsze, popchnęłam go, a nie rzuciłam nim o ziemię, więc to się nie liczy jako napaść fizyczna. – Uniosłam drugi palec. – Po drugie, zaskoczyłam go i to dlatego tak łatwo stracił równowagę. Nie spodziewał się tego. – Uniosłam trzeci palec. – A po trzecie, zrobiłam to, żeby cię chronić. To przez jego pannę twoja twarz wygląda tak, jak wygląda!

Aideen wyciągnęła rękę i dotknęła twarzy. Syknęła z bólu i opuściła ramię.

– To nie była jego panna, po prostu raz ją przeleciał.

Obruszyłam się.

– Co za różnica, i tak była z nim powiązana.

Aideen westchnęła.

– Ale oni naprawdę mi pomogli, Kay… Kane w szczególności.

Jęknęłam głośno.

– Przestań. Nie mów o nim jak o jakimś bohaterze. Ten facet równa się kłopoty.

Aideen zmarszczyła brwi.

– Nie oceniaj książki po okładce. Czy to, że ma blizny, musi od razu oznaczać, że jest niebezpieczny?

Otworzyłam usta, ale po chwili zamknęłam je zrezygnowana.

Aideen uśmiechnęła się do mnie, a ja posłałam jej wrogie spojrzenie. Wybuchnęła śmiechem.

– Wiem, że jesteś zła, bo zostałam ranna. Kocham cię za to, że się martwisz, ale nie musisz wyżywać się na braciach Slater.

Jęknęłam.

– Dobra, niech będzie. Nie będę na nich o to zła, ale i tak jestem wkurzona na Aleca za to, co mi powiedział.

Aideen pokiwała głową.

– Nie dziwię ci się. Zachował się jak skończony kutas i prymityw.

Uniosłam ręce wysoko.

– Dziękuję!

Aideen zaśmiała się.

– Nie mogę uwierzyć, jaka waleczna się stałaś. Nigdy taka nie byłaś. Zazwyczaj byłaś trochę jak takie… popychadło.

Zmarszczyłam brwi i skuliłam się nieco.

– Jestem taka przy mojej rodzinie, bo przy nich lepiej siedzieć cicho, ale wczoraj zostałaś ranna i się wkurzyłam… Nic nie mogłam na to poradzić. Poza tym to nie tak, że kogoś zamordowałam.

Aideen posłała mi uśmiech.

– Ale twoje groźby były poważne.

Spojrzałam na nią srogo.

– Przymknij się.

Zachichotała cicho, a ja uśmiechnęłam się na ten dźwięk. Ziewnęłam i przeciągnęłam się, po czym zerknęłam w kierunku stołu kuchennego. Wstałam i ruszyłam do kuchni. Aideen posprzątała ze stołu i włożyła naczynia do zlewu. Umyła je, a następnie odłożyła na suszarkę do naczyń.

Skupiłam się na stole i zaczęłam zbierać z niego magazyny. Gdy już ułożyłam je w stos, zauważyłam kopertę, którą Pan Zbok przyniósł mi wczoraj w nocy. Westchnęłam, obróciłam ją i otworzyłam gwałtownie, nie dbając o to, co było w środku.

Obróciłam kartkę w dłoni, gdy wyciągnęłam ją z koperty. Otworzyłam piękną okładkę i przeczytałam pierwszą linijkę tekstu. Natychmiast rzuciłam kartę na stół i cofnęłam się.

– O mój Boże! – wykrzyknęłam, patrząc na blat.

– Co? – zapytała Aideen i podeszła do mnie. Wskazałam na kartkę, nie odrywając od niej wzroku.

Przyjaciółka obeszła stół, wzięła kartkę i przeczytała ją.

– Ja, kurwa, nie wierzę!

Pokiwałam głową na znak tego, że się z nią zgadzałam.

– Zaprosili cię na swój ślub? Co za podłe, pieprzone świnie! – warknęła Aideen.

Poczułam lekkie zawroty głowy, więc usiadłam na krześle. Pochyliłam się i oparłam głowę o blat. Pozwoliłam łzom popłynąć.

– Dlaczego mi to robią?

– Bo są podli. Są wcieleniem zła, do cholery!

Płakałam głośno, gdy Aideen czytała na głos zaproszenie na ślub Micah i Jasona. W połowie przestała, podarła kartkę, wyciągnęła z torebki zapalniczkę i podpaliła papier. Usiadłam wyprostowana i patrzyłam, jak przyjaciółka idzie w kierunku zlewu i wrzuca do niego płonące zaproszenie, a następnie polewa je wodą. Unoszący się w pokoju dym uruchomił alarm przeciwpożarowy, więc Aideen stanęła na krześle i wyjęła baterię z urządzenia. Następnie wstała i otworzyła okna, by przewietrzyć pomieszczenie.

Gdy to robiła, ja ani drgnęłam. Byłam w stanie tylko siedzieć i płakać.

– Nadal nie mogę uwierzyć, że nie poznałam się na Jasonie. Jestem taka głupia. Kiedy poderwał mnie w klubie w zeszłym roku, myślałam, że naprawdę mu się spodobałam. Był ze mną przez sześć tygodni tylko po to, by odegrać się na Micah za to, że go zdradziła. Ten drań celowo sprawił, że się w nim zakochałam!

Aideen podeszła do mnie i przyklęknęła obok.

– Nigdy wcześniej nie widziałaś Jasona na oczy. Nie bywałaś wtedy w domu Micah. W ogóle. Widziałaś co najwyżej zdjęcia na jego profilu na Facebooku. Przefarbował włosy na czarno i po liceum zaczął częściej chodzić na siłownię. Nie był tą samą osobą, którą ty widziałaś na Faceboku. Wygląda zupełnie inaczej, więc to nie jest twoja wina. Oszukał cię. Ten popierdoleniec odebrał ci dziewictwo!

Gdy zaczęłam szlochać, pochyliłam się i objęłam Aideen.

– Będziemy udawać, że nigdy nie dostałaś tego zaproszenia, okej? Zostaniemy dzisiaj w mieszkaniu. Ja się zajmę przygotowywaniem planu zajęć dla uczniów, którzy będą uczęszczać do szkoły letniej, a ty zabierzesz się za pisanie książki. Co ty na to?

Jęknęłam i odsunęłam się od niej.

– Nawet nie jestem w stanie w tej chwili myśleć o pisaniu. Chcę iść do łóżka i nigdy więcej z niego nie wstawać.

Kiedy Aideen uderzyła mnie w twarz, dopiero po kilku chwilach poczułam ból i dotarło do mnie, co zrobiła.

– Za co to było? – warknęłam i uniosłam rękę, by przyłożyć ją do pulsującego policzka.

– Za użalanie się nad sobą z powodu gnoja, który na to nie zasługuje! – oznajmiła.

Zmarszczyłam brwi, pocierając policzek.

– Przepraszam – powiedziałam.

– Nie przepraszaj, nie musisz tego robić. Okej?

Pokiwałam głową i znowu przytuliłam Aideen, a gdy się od siebie odsunęłyśmy, oznajmiłam:

– Muszę iść na ten ślub. Wiesz, że moja mama będzie mnie gnębić, dopóki nie zmienię zdania. A jeśli pójdę i usiądę gdzieś na tyłach kościoła i na przyjęciu też się ukryję, to nie będzie jej to obchodzić.

Aideen mruknęła z niezadowoleniem.

– Nie znoszę twojej matki.

Uśmiechnęłam się, a Aideen zachichotała.

– Żałuję tylko, że będę musiała iść sama. To tylko jeszcze bardziej pogorszy ten dzień.

– Właściwie to będzie cały weekend. Ślub odbędzie się na Bahamach i musisz wyjechać za kilka dni.

– Że co? – wrzasnęłam.

Aideen pokiwała głową.

– Tak było napisane w zaproszeniu.

– Kurwa! – jęknęłam i zwiesiłam głowę.

Przez chwilę siedziałyśmy w milczeniu, a potem Aideen sapnęła dramatycznie, sprawiając, że podskoczyłam ze strachu.

– Co? – zapytałam.

Spojrzała na mnie i powiedziała:

– Zabijesz mnie, ale wiem, jak rozwiązać tę sytuację. Nie będziesz musiała iść na ten ślub jako singielka.

Uniosłam brwi wysoko.

– Tak? Niby jak?

Aideen uśmiechnęła się łobuzersko i oznajmiła:

– Rozwiązanie to Alec Slater.

*Bane – ang. zmora, trucizna (przyp. tłum.).

Rozdział 3

O co chodzi z tym Alekiem Slaterem? – zapytałam dociekliwie.

Aideen wyglądała, jakby nie mogła uwierzyć, że się nie domyślam. Westchnęła i powiedziała:

– Może towarzyszyć ci na ślubie Jasona i Micah. To oczywiste!

Czy ona mówiła poważnie?

Wybuchnęłam śmiechem.

– Taa, jasne.

Szturchnęła mnie w ramię.

– Ja nie żartuję, on się tym zajmuje. Cóż, nie do końca tym, ale mniej więcej.

Przewróciłam oczami sfrustrowana.

– Ado, nie mam zielonego pojęcia, o czym mówisz.

Aideen chwyciła palcami za grzbiet nosa i wypuściła oddech powoli, a potem skupiła się i oznajmiła cichym głosem:

– Alec jest facetem do towarzystwa, Keela.

Patrzyłam jej w oczy przez kilka sekund, a potem znowu wybuchnęłam śmiechem. Aideen jęknęła i uderzyła mnie w ramię, bym przestała się śmiać. Po minucie rzeczywiście mi przeszło.

– Ja nie żartuję! – krzyknęła Aideen.

– Nie wierzę – powiedziałam, śmiejąc się lekko.

Aideen założyła ręce na piersi.

– Keela, przysięgam na swoje życie, że nie robię sobie z ciebie jaj. Jestem śmiertelnie poważna. Alec naprawdę jest męską prostytutką.

Moje ciało przestało drżeć, a chichot ucichł. Zamrugałam powiekami i spojrzałam Aideen w twarz. Nie zobaczyłam tam ani cienia uśmiechu. Nic nie wskazywało na to, że ze mną pogrywa, i to mnie trochę przerażało.

– Mówisz poważnie? – wyszeptałam.

Aideen pokiwała głową.

– Tak, ja też nie uwierzyłam za pierwszym razem, gdy pijana Branna powiedziała mi o tym pewnej nocy. Lecz gdy powtórzyłam jej to następnego dnia, wkurzyła się i kazała mi obiecać, że nigdy nikomu o tym nie powiem.

Wskazałam na nas ręką.

– I tak dotrzymujesz obietnicy?

Aideen prychnęła i machnęła ręka.

– Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, więc się nie liczy.

Oto logika Aideen w pełnej krasie.

Zagryzłam dolną wargę, odchyliłam głowę i spojrzałam w sufit.

– Okej, wierzę ci, ale nie rozumiem, jak to, że Alec jest prostytutką, miałoby mi pomóc. Spędziłam z nim jakieś pięć minut i już nie mogę go znieść. To kutas.

Aideen zaśmiała się.

– No i co z tego? Jest boski, więc pokazanie się z kimś takim na weselu będzie niezłym ciosem dla Jasona i Micah. Jason nienawidzi Dominica Slatera, więc bardzo możliwe, że nie darzy sympatią również jego braci. No dalej, Keela. Tylko pomyśl, jak bardzo Jason się wkurzy, gdy pojawisz się na jego ślubie z jednym ze Slaterów.

Wyobraziłam sobie twarz Jasona wykrzywioną w gniewie i uśmiechnęłam się szeroko.

– Okej, przyznaję, byłoby świetnie, gdybym przeparadowała przed Jasonem z kimś, kogo on nienawidzi, ale wątpię, by Alec się na to zgodził. Przecież popchnęłam go i przeze mnie się przewrócił, a potem nazwałam go pedałem.

Aideen poruszyła brwiami sugestywnie.

– Jest tylko jeden sposób, by się dowiedzieć, czy zostanie twoim partnerem.

– Jaki?

Aideen puściła do mnie oko.

– Musisz go zapytać.

Usiadłam wyprostowana.

– Chcesz, żebym zapytała go, czy pójdzie ze mną na ślub kuzynki po tym, co mu powiedziałam i co mu zrobiłam wczoraj w nocy?

– Tak – odpowiedziała Aideen natychmiast.

Ona była niemożliwa!

Jęknęłam.

– A jeśli odmówię?

Aideen wzruszyła ramionami.

– Zadzwonię do niego i poproszę go w twoim imieniu.

Co za złośliwa krowa!

Sapnęłam.

– Nie odważysz się!

Aideen uśmiechnęła się złowieszczo.

– Przekonajmy się, Kay.

Pisnęłam cicho.

– Nienawidzę cię.

– Też cię kocham.

Zamknęłam oczy i przemyślałam to.

Czy podobało mi się to, czego do tej pory dowiedziałam się o Alecu Slaterze?

Czy chciałam przebywać z nim cały tydzień, jeśli zgodziłby się pojechać ze mną na Bahamy na ślub Micah i Jasona?

Za cholerę nie.

Czy chciałam go znowu zobaczyć po naszym spotkaniu zeszłej nocy?

Ja pierdzielę, zdecydowanie nie.

Pomijając te punkty, czy chciałam, żeby ktoś taki jak on udawał mojego chłopaka przed rodziną i Jasonem?

Tak, Boże, tak!

Trzasnęłam otwartą dłonią w stół, gdy podjęłam decyzję.

– Dobra, zapytam go.

– Zwycięstwo! – zawołała wesoło Aideen.

Parsknęłam śmiechem, patrząc, jak skacze z radości.

– Uspokój się, tygrysie, co tak skaczesz?

Aideen zbliżyła się do mnie, chwyciła moją rękę i pociągnęła mnie do pionu.

– Idź pod prysznic. Załatwimy to wszystko w godzinę.

Co proszę?

Poczułam, jak skręca mnie w żołądku.

– Dzisiaj? Czy to nie może poczekać do poniedziałku?

Aideen pokręciła głową.

– Wylatujesz na Bahamy za niecały tydzień i musimy jeszcze iść na zakupy, bo potrzebujesz letnich ubrań, żeby wyglądać bosko. Potem musimy zarezerwować lot i zadzwonić do pracy, by powiedzieć im, że jesteś chora, dzięki czemu nie będziesz musiała pojawiać się tam przez tydzień. Mamy wiele do zrobienia i ja już zadbam, żebyś na tym ślubie wyglądała zachwycająco. Ponadto jak najszybciej musimy zwerbować Aleca.

Z trudem przełknęłam gulę, która zaczęła rosnąć w moim gardle.

– Och, Boże… Chyba nie dam rady.

Aideen chwyciła mnie za rękę i wyciągnęła z kuchni, a następnie zaprowadziła do łazienki.

– Masz wziąć prysznic i kropka. Zrobimy to małymi kroczkami.

– Tak, ale…

– Przestań gadać – przerwała mi Aideen. – Nie rozmyślaj tyle nad tym wszystkim.

Gdy skończyła mówić, wyszła z łazienki, zostawiając mnie samą. Jęknęłam i zaczęłam się rozbierać. Odkręciłam wodę w kabinie i poczekałam, aż woda się ociepli. Gdy już miałam pewność, że nie dostanę hipotermii, weszłam pod prysznic i zamknęłam oczy.

Nie ruszałam się przez kilka minut, bo rozmyślałam, jak to zazwyczaj dzieje się pod prysznicem. Zastanawiałam się, co miałabym zrobić i powiedzieć, kiedy stanę twarzą w twarz z Alekiem. Nie potrafiłam wymyślić niczego, co mogłabym mu powiedzieć po naszym spotkaniu zeszłej nocy, więc postanowiłam po prostu pójść za ciosem. Jeśli będę rozmyślać o tym zbyt długo, to w końcu nie pójdę, a wtedy Aideen się na mnie wkurzy. I ja też będę na siebie zła, bo gdy daję komuś słowo, zawsze go dotrzymuję.