Wydawca: Wydawnictwo Krytyki Politycznej Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 280 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Bracia polscy. Przewodnik Krytyki Politycznej - Opracowanie zbiorowe

Podobno nigdy nie stworzyliśmy żadnej istotnej dla światowej historii religii herezji. My, Polacy, Słowianie, lud prosty, słudzy Maryi, rodacy Popiełuszki, Faustyny Kowalskiej i Wojtyły. Dla nas święcone wigilijne karpie, pierwsze komunie, papieskie makatki, dziewczynki sypiące kwiaty na procesjach, nie namiętne doktrynalne spory, śmiałe teologiczne tezy, wolność myślenia o najwyższych stawkach: Bogu, zbawieniu, źródłach objawienia.

W książce Bracia polscy. Przewodnik Krytyki Politycznej pokazujemy, że to tylko stereotyp. Cofając się do XVI stulecia, do początków epoki nowożytnej, odkrywamy w polskiej myśli religijnej herezję odważną, nowoczesną, najsilniej odpowiadającą naszym współczesnym etycznym intuicjom – polski arianizm, braci polskich.

Ich chrześcijaństwo nie było chrześcijaństwem rytuału i transcendencji, ale żywej etycznej międzyludzkiej wspólnoty. Czytani na całym kontynencie, bracia polscy mogą być traktowani jako prekursorzy wczesnego Oświecenia – linii myśli, która od Spinozy wiedzie ku najbardziej radykalnej współczesnej myśli demokratycznej. Przypominamy teksty teologów z XVI i XVII wieku i zestawiając je ze współczesnymi komentarzami, odkrywamy urwaną ścieżkę polskiego Oświecenia.

Opinie o ebooku Bracia polscy. Przewodnik Krytyki Politycznej - Opracowanie zbiorowe

Cytaty z ebooka Bracia polscy. Przewodnik Krytyki Politycznej - Opracowanie zbiorowe

I rozpoczyna od ważniejszych przykazań drugiej tablicy, mianowicie od mężobójstwa i cudzołóstwa, które acz zakazane były przez Mojżesza i karą śmierci zawarowane, serce jednak i język, które zabijały, i oko, które cudzołożyło, nie były
błahych powodów zezwalał Mojżesz dla twardości ich serca, wedle świadectwa Chrystusa (abyś wiedział, że nie rozprawia się z rozwodami faryzejskimi) zostaje tutaj ograniczony i dozwolony jedynie i wyłącznie z przyczyny cudzołóstwa.
Podobnie i Jakub apostoł znosi wszelką przysięgę, nauczając, że tylko mowa: tak – tak, nie – nie, dozwolona jest wiernym i potępieniem tym grozi, którzy by się ważyli przekroczyć to przykazanie. Również przysięgi sądowe nie mogą mieć żadnego zastosowania, skoro i same sądy, czyli procesy sądowe, zakazane są wiernym, jak o tym zaraz dowiemy się ze słów samego Chrystusa i Apostoła.
przez sędziów, przytaczając najpierw prawo Mojżesza, które zezwalało na zemstę. Z kolei przeciwstawia mu siebie i swoje słowa, większej swych uczniów nauczając doskonałości niż pod Mojżeszem. Mojżesz nauczał, że oko za oko, ząb za ząb w odwet brać trzeba, i to przez sędziów. Żadnej natomiast zemsty osobistej nie przepisał ani jej nie dopuścił. Chrystus przeciwnie – potępia zemstę prawną, nauczając wiernych, że zemsta zakazana absolutnie jest, że nie wolno wyłupywać oka za oko albo odpłacać złem za złe, ale zamiast to czynić, trzeba raczej znieść także inną krzywdę, co wyraża mówiąc o nadstawianiu drugiego policzka, raczej ustąpić ze swego i więcej użyczyć,
W kościele korynckim nie było również żadnego urzędu z prawem miecza, a ponieważ nie mieli tam chrześcijańskich sądów, przed pogańskimi toczyli spory, co im przygania Paweł. Tymczasem jednak nie każe tam obierać urzędu spośród wiernych, wprost przeciwnie, wyraża życzenie, żeby raczej cierpieli krzywdę, niż żeby uciekali się do władz pogańskich lub wyznaczali sobie sędziów. Dla
Gdyby to było wykroczeniem (według mniemania tych mędrków), natenczas ty byś owych obelg i oszczerstw był najniewątpliwszą przyczyną, jako żeś tyle praw przyrodzonych stargać i złamać rozkazał, które dla wszystkich, nawet dla zwierząt najdzikszych, są święte i nienaruszone.
najpierw wyjaśnić ogólnie, co sądzimy o zwierzchności, a następnie, czy chrześcijanin może sprawować urząd zwierzchni. 1. Co się tyczy pierwszego zagadnienia, to utrzymujemy, że wszelka władza, bez żadnego wyjątku, pochodzi od Boga i z boskiego zrządzenia,
tylko racją, aby ich nie posądzono o to, że przez płacenie tego podatku wyrazili zgodę na prowadzenie wojny. Otóż racją tą nie można się kierować z tego powodu, że nakazano nam, i to nakazano w sposób bezwzględny, płacić podatek zwierzchności, a nie powiedziano nic, z czego można by wnioskować, na jaki cel podatek ten ma być użyty, a na jaki nie (zob. Rz 13, 7). Gdyby bowiem
zwierzchność nie może istnieć, gdyż jej obowiązkiem jest karać zło i strzec oraz chronić swych poddanych przed wrogiem, a tego nie można dokonać bez wojny i przelewu krwi. Na to odpowiadamy, iż tam, gdzie byłoby rzeczą pewną, że urzędem zwierzchnim nie można kierować bez przelewu krwi i wojny, z całą pewnością chrześcijanin nie powinien być zwierzchnikiem.
jeśli chodzi o pierwszą sprawę, nie widzimy żadnych racji, a więc rozumnych powodów, dla których złoczyńcy nie mogliby być karani inaczej, jak tylko z przelewaniem krwi, to jest śmiercią, i w ten sposób
jakim rozkoszować się może obecnie, jeśli tylko zechce, pod panowaniem Chrystusa, króla najmędrszego, najsprawiedliwszego i najłagodniejszego? Czyż można w ogóle wyobrazić sobie jakiś element składowy szczęścia, którego brakowałoby chrześcijaninowi naprawdę pobożnemu i posłusznemu z całego
gdyby zarząd Kościołem był niedoskonały bez władzy wymuszającej, sprawowanej przez ludzi, to byłoby bezwzględnie konieczne, by ów najmędrszy prawodawca chrześcijański wydał prawa dokładne, jasne i wyraźne, które by pouczały, jaką karą albo jakim rodzajem śmierci należałoby karać każde przestępstwo. Ponieważ
najpokorniejszym sługą i najmniejszym ze wszystkich, nikogo by nie zabijał ze względu na popełnione przestępstwa, nikomu nie rozkazywałby z przemocą, ale przez pokorę przygotowywałby sobie drogę do królewskiego majestatu, który miałby osiągnąć kiedyś w przyszłości, o czym mówiono już dostatecznie dużo poprzednio. Gdy zaś chodzi o nazwę euepyezrję [dobroczyńca], to władcy pogan chcą przypisywać

Fragment ebooka Bracia polscy. Przewodnik Krytyki Politycznej - Opracowanie zbiorowe

Bra­cia pol­scy. Prze­wod­nik Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej.

War­sza­wa 2012

© Co­py­ri­ght by Wy­daw­nic­two Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej, 2012

Re­dak­tor pro­wa­dzą­cy: Ja­kub Maj­mu­rek

Re­dak­cja: Ze­spół KP

Ko­rek­ta: Mo­ni­ka Ples

Wy­da­nie I

Prin­ted in Po­land

ISBN 978-83-63855-12-3

Se­ria Prze­wod­ni­ki Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej, tom XXXII

Pro­jekt ty­po­gra­ficz­ny: xdr / rze­czy­obraz­ko­we.pl

Pro­jekt okład­ki i skład: rze­czy­obraz­ko­we.pl

Do­fi­nan­so­wa­no ze środ­ków Mi­ni­stra Kul­tu­ry i Dzie­dzic­twa Na­ro­do­we­go.

Wy­daw­nic­two Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej

ul. Fok­sal 16, II p.

00-372 War­sza­wa

re­dak­cja@kry­ty­ka­po­li­tycz­na.pl

www.kry­ty­ka­po­li­tycz­na.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

BRA­CIA POL­SCY

PRZE­WOD­NIK KRY­TY­KI PO­LI­TYCZ­NEJ

WSTĘP

Jakub MajmurekDLACZEGO BRACIA POLSCY?

Dla­cze­go bra­cia pol­scy? Oso­by za­zna­jo­mio­ne z dzia­łal­no­ścią śro­do­wi­ska Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej bez wąt­pie­nia mogą za­da­wać so­bie to py­ta­nie. Gdzie no­wo­cze­sna le­wi­ca XXI wie­ku, a gdzie nie­wiel­ka na­wet w swo­jej epo­ce, wy­gna­na z kra­ju po szwedz­kim po­to­pie pro­te­stanc­ka gru­pa re­li­gij­na? Gdzie Brzo­zow­ski, Marks, Ku­roń, La­can, Ži­žek, a gdzie An­drzej Wi­szo­wa­ty, Szy­mon Bud­ny, Sa­mu­el Przy­pkow­ski – po­sta­cie poza spe­cja­li­sta­mi zaj­mu­ją­cy­mi się hi­sto­rią re­for­ma­cji nie­zna­ne więk­szo­ści na­wet bar­dzo wy­kształ­co­nej pu­blicz­no­ści.

Uzna­li­śmy jed­nak, że te­mat ten jest tak fa­scy­nu­ją­cy i waż­ny, że war­to się nim za­jąć. Nie tyl­ko dla­te­go, że hi­sto­ria pol­skich arian oba­la ste­reo­typ Po­la­ka ka­to­li­ka, ste­reo­typ płyt­kiej, nie­re­flek­syj­nej, ain­te­lek­tu­al­nej pol­skiej du­cho­wo­ści. Nie tyl­ko dla­te­go, że myśl arian wy­prze­dza­ła swo­je cza­sy, za­po­wia­da­jąc idee praw czło­wie­ka, to­le­ran­cji re­li­gij­nej, ra­cjo­nal­ne­go po­dej­ścia do prawd wia­ry i lek­tu­ry Pi­sma. Przede wszyst­kim dla­te­go, że ich myśl po­strze­ga­my jako cią­gle in­te­lek­tu­al­nie i po­li­tycz­nie żywą część do­rob­ku pol­skie­go du­cha – ak­tu­al­ną za­rów­no w kon­tek­ście współ­cze­snych pol­skich spo­rów, jak i na­sze­go my­śle­nia o re­la­cjach łą­czą­cych re­li­gię i no­wo­cze­sność.

Na­wet je­śli pro­jekt etycz­no-po­li­tycz­ny bra­ci pol­skich był – jak uczci­wie po­ka­zu­je­my w tej pu­bli­ka­cji – pew­ną klę­ską, to wła­śnie w swo­jej klę­sce jest on dla nas waż­ny i cie­ka­wy.

KIM BYLI ARIA­NIE?

Kim byli bra­cia pol­scy, pol­scy aria­nie? Gru­pą, któ­ra w dru­giej po­ło­wie XVI wie­ku wy­ło­ni­ła się z ko­ścio­ła kal­wiń­skie­go. Naj­bar­dziej ra­dy­kal­ni kal­wiń­scy du­chow­ni, z któ­rych re­kru­tu­ją się pierw­si ka­zno­dzie­je bra­ci, do­pro­wa­dzi­li do lo­gicz­ne­go koń­ca re­for­ma­tor­ską za­sa­dę „tyl­ko Pi­smo”. Uważ­nie, nie oglą­da­jąc się nie tyl­ko na oj­ców Ko­ścio­ła, ale tak­że na pro­te­stanc­kich mi­strzów (Lu­tra, Kal­wi­na, Me­lanch­to­na, Zwin­gle­go), czy­ta­jąc Pi­smo, od­rzu­ci­li do­gmat o Trój­cy Świę­tej i bo­skiej na­tu­rze Chry­stu­sa. Przy­ję­li wia­rę w jed­ne­go Boga, któ­ry Je­zu­so­wi (wy­bra­ne­mu przez nie­go czło­wie­ko­wi) po­wie­rzył mi­sję na­ucza­nia lu­dzi za­sad do­bre­go ży­cia, a każ­de­mu czło­wie­ko­wi dał ro­zum, tak by ten sam mógł za jego po­mo­cą od­kry­wać etycz­ne za­sa­dy i praw­dy wia­ry.

Aria­nie – w okre­sie naj­więk­sze­go roz­kwi­tu gru­py – stwo­rzy­li pręż­ny ruch spo­łecz­no-re­li­gij­ny pro­wa­dzą­cy oży­wio­ną dzia­łal­ność in­te­lek­tu­al­ną, edu­ka­cyj­ną i wy­daw­ni­czą (ze słyn­ny­mi ośrod­ka­mi ariań­skie­go na­ucza­nia w Piń­czo­wie i Ra­ko­wie). Ich wspól­no­ta ko­ściel­na opie­ra­ła się na de­mo­kra­tycz­nej in­sty­tu­cji sy­no­du i za­rzą­dza­nej przez sa­mych wier­nych gmi­ny.

W więk­szo­ści re­kru­to­wa­li się ze śred­nio­za­moż­nej szlach­ty, ale były tak­że pro­mi­nent­ne po­sta­cie tego ru­chu wy­wo­dzą­ce się z miesz­czań­stwa i chłop­stwa.

Bra­cia pol­scy two­rzy­li jed­ną z naj­bar­dziej wy­kształ­co­nych i ko­smo­po­li­tycz­nych grup Rzecz­po­spo­li­tej szla­chec­kiej. Kształ­ci­li się na naj­lep­szych uni­wer­sy­te­tach w Niem­czech, we Wło­szech i w Szwaj­ca­rii, ich księ­go­zbio­ry za­wie­ra­ły naj­now­sze pu­bli­ka­cje z ca­łe­go kon­ty­nen­tu. Ruch bra­ci pol­skich przy­cią­gał wy­bit­ne umy­sły z ca­łej Eu­ro­py. Wło­si Gio­van­ni Bian­drat­ta (zna­ny w Pol­sce jako Je­rzy Blan­dra­ta) i Fau­styn So­cyn, au­striac­ki ba­ron Jan Lu­dwik Wol­zo­gen, nie­miec­ki ma­te­ma­tyk Jo­achim Steg­man – wszy­scy oni dzia­ła­li w Pol­sce, two­rząc bo­ga­tą kul­tu­rę in­te­lek­tu­al­ną i teo­lo­gicz­ną pol­skich arian.

Bio­gra­fie wie­lu przy­po­mi­na­nych tu przez nas au­to­rów to czę­sto ma­te­riał na fa­scy­nu­ją­cy film przy­go­do­wy w hi­sto­rycz­nym ko­stiu­mie. Wspo­mnia­ny już Blan­dra­ta był oso­bi­stym le­ka­rzem kró­lo­wej Bony. Po za­koń­cze­niu służ­by dla kró­lo­wej wy­je­chał do Szwaj­ca­rii, gdzie za­po­znał się naj­pierw z kal­wiń­ską re­for­ma­cją, a na­stęp­nie z ide­ami wło­skich an­ty­try­ni­ta­rzy (teo­lo­gów od­rzu­ca­ją­cych wia­rę w Trój­cę Świę­tą), któ­re przy­jął. Za gło­sze­nie swo­ich po­glą­dów zo­stał wy­gna­ny z kal­wiń­skiej Ge­ne­wy, po czym wró­cił do Ma­ło­pol­ski. Za nim szły li­sty od Kal­wi­na, prze­strze­ga­ją­ce jego wy­znaw­ców w Rzecz­po­spo­li­tej przed nie­bez­piecz­nym, prze­czą­cym bo­sko­ści Chry­stu­sa he­re­ty­kiem. Blan­dra­ta za­ło­żył zbo­ry ariań­skie na Li­twie, a w koń­cu udał się do Sied­mio­gro­du, gdzie słu­żył Ste­fa­no­wi Ba­to­re­mu, po­ma­ga­jąc mu zdo­być ko­ro­nę pol­ską.

Z ko­lei po­eta Erazm Otwi­now­ski za­sły­nął szcze­gól­nie go­rą­cą ma­ni­fe­sta­cją swo­ich re­li­gij­nych prze­ko­nań: na pro­ce­sji Bo­że­go Cia­ła w Lu­bli­nie wy­rwał księ­dzu mon­stran­cję z ho­stią, rzu­cił ją na zie­mię i po­de­ptał. Pro­ce­sję, ry­tu­ał Prze­mie­nie­nia Pań­skie­go i po­bu­do­wa­ne dla nie­go oł­ta­rze uwa­żał bo­wiem za bluź­nier­stwo i bał­wo­chwal­stwo. Przed są­dem Otwi­now­skie­go bro­nił Mi­ko­łaj Rej, sam kal­win, oj­ciec na­sze­go ję­zy­ka na­ro­do­we­go. Sąd ska­zał po­etę na grzyw­nę wy­no­szą­cą rów­no­war­tość kosz­tow­nej mon­stran­cji, uzna­jąc, że na­ru­sze­nie pro­ce­sji mie­ści­ło się w ra­mach wol­no­ści su­mie­nia. Dziś wy­rok z pew­no­ścią nie był­by tak oświe­co­ny.

Bra­cia sta­no­wi­li in­te­lek­tu­al­ną awan­gar­dę XVI- i XVII-wiecz­nej Eu­ro­py. Nie tyl­ko, jak pol­ska in­te­li­gen­cja w póź­niej­szych cza­sach, po­pu­la­ry­zo­wa­li w Pol­sce wy­pra­co­wa­ne gdzie in­dziej idee, ale sami ini­cjo­wa­li klu­czo­we dla wcze­snej no­wo­żyt­no­ści de­ba­ty: na te­mat wol­no­ści re­li­gij­nej, de­mo­kra­cji po­li­tycz­nej, rów­no­ści lu­dzi, re­la­cji wia­ry i ro­zu­mu. Z pu­bli­cy­sty­ką bra­ci po­le­mi­zo­wa­ły naj­wy­bit­niej­sze umy­sły kon­ty­nen­tu, oni sami bez kom­plek­sów dys­ku­to­wa­li z Lu­trem, Kal­wi­nem i Kar­te­zju­szem. Idee bra­ci po­dró­żo­wa­ły do Eu­ro­py – jak twier­dzi wy­bit­ny znaw­ca ich hi­sto­rii Zbi­gniew Ogo­now­ski, in­spi­ro­wa­ły one wcze­sne eu­ro­pej­skie oświe­ce­nie: myśl Spi­no­zy czy Joh­na Loc­ke’a, z klu­czo­wy­mi dla nich ide­ami praw czło­wie­ka, umo­wy spo­łecz­nej, re­li­gij­nej to­le­ran­cji, roli ro­zu­mu w spra­wach wia­ry. Ariań­skie ko­le­gium w Ra­ko­wie sta­no­wi­ło je­den z naj­cie­kaw­szych ośrod­ków aka­de­mic­kich wcze­sno­no­wo­cze­snej Eu­ro­py.

Choć­by już dla­te­go war­to przy­po­mnieć ich myśl. Je­śli chce­my, by pol­ska pro­duk­cja in­te­lek­tu­al­na wy­do­by­ła się z za­leż­ne­go, pe­ry­fe­ryj­ne­go sta­tu­su, to war­to pa­mię­tać o je­dy­nej pol­skiej my­śli, któ­ra rze­czy­wi­ście sta­no­wi­ła część głów­ne­go nur­tu umy­sło­we­go za­chod­niej Eu­ro­py. To pro­duk­cja in­te­lek­tu­al­na dłu­go za­po­mnia­nej w na­szej kul­tu­rze sek­ty w za­sa­dzie jako je­dy­na (może obok szko­ły lwow­sko-war­szaw­skiej w fi­lo­zo­fii, szko­ły hi­sto­ry­ków Ma­ria­na Kuli i Lu­dwi­ka Ma­ło­wi­sta) wnio­sła do kul­tu­ry eu­ro­pej­skiej istot­ny, ory­gi­nal­ny wkład.

RO­ZUM I WIA­RA

Bra­cia pol­scy nig­dy nie sta­no­wi­li jed­no­li­tej for­ma­cji: spie­ra­li się o kwe­stie Trój­cy Świę­tej, uży­cie ro­zu­mu w re­li­gii, pańsz­czy­znę i pra­wo chrze­ści­jan do udzia­łu w woj­nie i sto­su­ją­cej prze­moc wła­dzy.

Ja­kie te spo­ry mają zna­cze­nie dla nas? Więk­sze, niż mo­gło­by się wy­da­wać. Weź­my choć­by trak­tat Pio­tra z Go­nią­dza O po­nu­rza­niu chrze­ści­jań­skim – pe­łen pa­sji, eru­dy­cji i in­te­lek­tu­al­nej pre­cy­zji trak­tat prze­ciw­ko chrzcze­niu nie­mow­ląt. XVI-wiecz­ny teo­log prze­ko­nu­je, że chrzest dzie­ci, nie­zdol­nych zro­zu­mieć zna­cze­nia sa­kra­men­tu, w ja­kim bio­rą udział, nie jest waż­ny i nie po­wi­nien być prak­ty­ko­wa­ny. Tezy trak­ta­tu brzmią ra­dy­kal­nie na­wet dziś, gdy mimo kon­sty­tu­cyj­ne­go za­pi­su gwa­ran­tu­ją­ce­go każ­de­mu swo­bo­dę wy­bo­ru re­li­gii, za zu­peł­nie na­tu­ral­ną uzna­je­my ce­re­mo­nię, w ra­mach któ­rej ni­cze­go nie­świa­do­me nie­mow­lę­ta przy­łą­czo­ne są do re­li­gij­nej in­sty­tu­cji, któ­rej za­sad nie są w sta­nie zro­zu­mieć i do któ­rej być może w przy­szło­ści wca­le nie będą chcia­ły na­le­żeć.

Więk­szość po­le­micz­nych wy­sił­ków pu­bli­ko­wa­nych tu przez nas tek­stów spro­wa­dza się do obro­ny swo­bod­nej lek­tu­ry Pi­sma Świę­te­go i po­słu­gi­wa­nia się ro­zu­mem, jako osta­tecz­ną mia­rą w jego in­ter­pre­ta­cji i w spra­wach wia­ry w ogó­le. Pol­ska wspól­no­ta nig­dy nie prze­szła na­praw­dę ani przez re­for­ma­cję, ani przez dzie­ło od­no­wy, ja­kie Ko­ściół ka­to­lic­ki pró­bo­wał pod­jąć w XX wie­ku. Po­sta­wa ra­cjo­nal­nie mie­rzą­ce­go się Pi­smem, wy­eman­cy­po­wa­ne­go spod wszel­kich fi­gur au­to­ry­te­tu (nie tyl­ko oj­ców Ko­ścio­ła i pa­pie­stwa, ale tak­że wiel­kich mi­strzów re­for­ma­cji) chrze­ści­ja­ni­na, jest bar­dzo po­trzeb­na pol­skiej de­mo­kra­cji dziś. Zwłasz­cza je­śli nie chce­my, by je­dy­ną for­mą re­la­cji mię­dzy de­mo­kra­cją a wia­rą była kon­fron­ta­cja (jaką wy­mu­sza wia­ra au­to­ry­tar­na, opar­ta o mi­strzow­skie fi­gu­ry – obo­jęt­nie czy będą nimi Jan Pa­weł II, czy Da­laj­la­ma).

PO­RO­NIO­NA TEO­LO­GIA WY­ZWO­LE­NIA?

Dla le­wi­co­we­go śro­do­wi­ska Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej szcze­gól­nie in­te­re­su­ją­ca jest myśl spo­łecz­na pol­skich arian. Tu tak­że nie sta­no­wi­li oni mo­no­li­tu. Naj­bar­dziej ra­dy­kal­ny nurt bra­ci pol­skich gło­sił cał­ko­wi­tą to­le­ran­cję re­li­gij­ną, rów­ność wszyst­kich istot ludz­kich, ko­niecz­ność znie­sie­nia pańsz­czy­zny i in­nych form do­mi­na­cji czło­wie­ka nad czło­wie­kiem, kwe­stio­no­wał uży­cie prze­mo­cy i wszel­ką ar­bi­tral­ną, po­słu­gu­ją­cą się prze­mo­cą wła­dzę. Wśród pew­nej czę­ści arian chrze­ści­jań­stwo zna­la­zło swo­ją re­ali­za­cję w jak naj­bar­dziej ho­ry­zon­tal­nym, ziem­skim pro­jek­cie etycz­nym – pro­jek­cie rów­nej wspól­no­ty wol­nych lu­dzi złą­czo­nych przez po­li­tycz­nie ro­zu­mia­ne po­ję­cie mi­ło­ści bliź­nie­go. Po­dob­ne po­li­tycz­ne idee od­na­leźć moż­na w ra­dy­kal­nej, ma­te­ria­li­stycz­nej li­nii eu­ro­pej­skie­go oświe­ce­nia, wio­dą­cej od Spi­no­zy do współ­cze­snych ra­dy­kal­nych teo­rii de­mo­kra­tycz­nych, z Rzecz­po­spo­li­tą Hard­ta i Ne­grie­go na cze­le.

Teo­lo­gia po­li­tycz­na bra­ci pol­skich, ich pro­gram spo­łecz­ny może być trak­to­wa­ny jako pierw­szy pro­gram teo­lo­gii wy­zwo­le­nia, w któ­rej chrze­ści­jań­stwo wy­peł­nia swo­ją isto­tę jako plan etycz­ne­go i po­li­tycz­ne­go prze­kształ­ce­nia świa­ta.

Pro­jekt ten nig­dy się nie po­wiódł, na­wet we wspól­no­cie sa­mych bra­ci. Nurt ra­dy­kal­ny był wśród nich od sa­me­go po­cząt­ku mar­gi­nal­ny. Więk­szość z nich wy­wo­dzi­ła się ze śred­nio­za­moż­nej szlach­ty i wsią­kła w jej do­mi­nu­ją­cą w Pol­sce XVI i XVII wie­ku kul­tu­rę. Aria­nie bra­li udział w woj­nach, wal­czy­li o urzę­dy i utrzy­my­wa­li pod­da­nych, wy­ko­nu­ją­cych na rzecz ariań­skich pa­nów przy­mu­so­wą pra­cę w ra­mach in­sty­tu­cji pańsz­czy­zny. Mimo to jed­nak ten prze­gra­ny, nig­dy nie­speł­nio­ny i nie­zre­ali­zo­wa­ny pro­jekt sta­no­wi dziś bez­cen­ny za­sób w dys­ku­sjach o pol­skiej mo­der­ni­za­cji. Nie tyl­ko jako bez­po­śred­nia wska­zów­ka etycz­na, nie tyl­ko jako ra­dy­kal­na tra­dy­cja wpi­su­ją­ca się w hi­sto­rycz­ny li­ne­aż pol­skiej le­wi­cy. Spo­ry mię­dzy umiar­ko­wa­nym a ra­dy­kal­nym skrzy­dłem arian są tak­że cie­ka­we z punk­tu wi­dze­nia spo­rów o tak­ty­kę wszel­kich ru­chów eman­cy­pa­cyj­nych w Pol­sce w XXI wie­ku. Czy, jak twier­dzi w swo­im tek­ście Mi­chał Po­spi­szyl, po­wo­dem klę­ski arian (i re­pre­zen­to­wa­ne­go przez nich oświe­ce­nio­we­go im­pul­su) nie była wła­śnie sła­bość ich ra­dy­kal­ne­go nur­tu? Czy nie sta­no­wi to wska­zów­ki dla nas, jak od­no­sić się do bar­dzo kon­ser­wa­tyw­ne­go pol­skie­go sta­tus quo?

ARIA­NIE POST­SE­KU­LAR­NI

Choć od pra­wie stu lat spu­ści­zna bra­ci sta­no­wi przed­miot ba­dań wy­bit­nych hi­sto­ry­ków, ta­kich jak Lu­dwik Chmaj, Lech Szczuc­ki, Zbi­gniew Ogo­now­ski czy Ja­nusz Ta­zbir, w pu­blicz­nej pa­mię­ci ta pol­ska ścież­ka do oświe­ce­nia po­zo­sta­je za­tar­ta, za­po­mnia­na, urwa­na. Chce­my ją tu przy­po­mnieć, pu­bli­ku­jąc ten wy­bór, przy­po­mi­na­ją­cy zna­ne już w na­uko­wym obie­gu tek­sty. Li­czy­my, że ich pu­bli­ka­cja pod zna­kiem Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej wy­wo­ła de­ba­tę, na jaką za­słu­gu­ją.

De­ba­ta ta może być tak­że szan­są na prze­my­śle­nie re­la­cji mię­dzy re­li­gią i no­wo­cze­sno­ścią w ca­łej pol­skiej wspól­no­cie ko­mu­ni­ka­cyj­nej. Dzie­dzic­two bra­ci jest tym mo­men­tem pol­skiej my­śli, któ­ry po­zwa­la wyjść poza opo­zy­cję re­li­gia – no­wo­cze­sność. Klu­czo­wa dla eu­ro­pej­skie­go oświe­ce­nia myśl bra­ci pol­skich po­zwa­la spoj­rzeć na no­wo­cze­sność poza pa­ra­dyg­ma­tem se­ku­la­ry­za­cji, a tym sa­mym – do­strzec ją jako pro­ces zno­sze­nia re­li­gii w świec­ką fi­lo­zo­fię, ety­kę, pra­wo, no­wo­cze­sne pań­stwo. Zno­sze­nia w sen­sie he­glow­skim – a więc ta­kie­go, któ­re za­wsze za­cho­wu­je to, co zno­si, po­zo­sta­jąc z nim w ożyw­czym, dia­lek­tycz­nym, nie­prze­rwa­nym na­pię­ciu.

Osta­tecz­ny po­ży­tek ze spo­tka­nia z my­ślą XVI-wiecz­nej sek­ty jest taki, że daje ona szan­sę na wyj­ście z klin­czu, w jaki wpy­cha­ją nas z jed­nej stro­ny spóź­nie­ni epi­go­ni Wol­te­ra, z dru­giej ka­zno­dzie­je rzu­ca­ją­cy gro­my na współ­cze­sną „cy­wi­li­za­cję śmier­ci”.

I LEKCJA HISTORII

Z Januszem Tazbirem rozmawia Jakub Majmurek KRÓTKI KURS HISTORII ARIAN

Kim byli bra­cia pol­scy, pol­scy aria­nie? Kie­dy ta gru­pa wy­od­ręb­ni­ła się z in­nych nur­tów pol­skiej re­for­ma­cji?

Aria­nie byli jed­nym z naj­bar­dziej ra­dy­kal­nych ru­chów pol­skiej re­for­ma­cji. Jako osob­na for­ma­cja re­li­gij­na ruch ten wy­ło­nił się w la­tach 1562–1565 z Ko­ścio­ła kal­wiń­skie­go. Roz­łam na­stą­pił na tle sto­sun­ku do do­gma­tu o Trój­cy Świę­tej. Aria­nie uzna­wa­li bo­skość Boga Ojca, ale już nie Je­zu­sa z Na­za­re­tu. Na­wią­zy­wa­li do na­uki an­ty­try­ni­ta­rzy wło­skich, uwa­ża­ją­cych, że Duch Świę­ty jest tyl­ko jed­nym z aspek­tów Boga, a Chry­stus był czło­wie­kiem wy­bra­nym przez Boga i ob­da­rzo­nym przez nie­go spe­cjal­ną mi­sją. In­spi­ro­wa­li się tak­że my­ślą nie­miec­kich ana­bap­ty­stów. Ana­bap­ty­ści byli prze­ko­na­ni, że tyl­ko do­ro­słe, świa­do­me oso­by są w sta­nie świa­do­mie przy­jąć chrzest świę­ty. Od­rzu­ca­li chrzest nie­mow­ląt, a sami po­now­nie przyj­mo­wa­li, tym ra­zem już świa­do­mie, chrzest. Dla­te­go też po nie­miec­ku zwa­no ich Wie­der­täu­fern – po­now­nie chrzczo­ny­mi. Pol­scy aria­nie in­spi­ro­wa­li się ich po­ko­jo­wym, od­rzu­ca­ją­cym prze­moc nur­tem. Dla­te­go też nig­dy nie na­wo­ły­wa­li do oba­le­nia siłą ist­nie­ją­ce­go ustro­ju, ale wzy­wa­li do bu­do­wy no­wych, wzo­ro­wych, chrze­ści­jań­skich wspól­not. Tak jak hut­te­row­cy1, któ­rzy wcze­śniej dzia­ła­li na Mo­ra­wach, a na­stęp­nie za­czę­li się osie­dlać w Pol­sce.

W czym prze­ja­wiał się spo­łecz­ny ra­dy­ka­lizm arian?

Wo­kół ich ra­dy­ka­li­zmu na­ro­sło wie­le mi­tów, w tym ten o bra­ciach pol­skich pa­ra­du­ją­cych, w ra­dy­kal­nym sprze­ci­wie wo­bec wszel­kie­go sto­so­wa­nia prze­mo­cy, z drew­nia­ny­mi sza­bla­mi na sej­mach. Nie jest to do koń­ca praw­da, ra­dy­kal­ny spo­łecz­nie nurt nie do­mi­no­wał wca­le wśród sa­mych bra­ci pol­skich, a z drew­nia­ną sza­blą pa­ra­do­wał, z tego co wiem, przede wszyst­kim je­den z nich, nie­ja­ki Sa­mu­el Przy­pkow­ski.

Tak jak cały nurt ra­dy­kal­ny, Przy­pkow­ski nie uzna­wał pod­dań­stwa i pańsz­czy­zny. Dał wol­ność swo­im chło­pom, ale po­tem zmie­nił zda­nie i ści­gał ich, by z po­wro­tem ścią­gnąć ich do swo­je­go ma­jąt­ku. Jed­nak wśród masy arian ra­dy­ka­lizm się nie przy­jął. Nie po­zby­wa­li się ma­jąt­ków ziem­skich, nie od­ma­wia­li spra­wo­wa­nia urzę­dów. Uni­ka­li je­dy­nie przyj­mo­wa­nia tych, któ­re wią­za­ły się z ko­niecz­no­ścią wy­da­wa­nia wy­ro­ków śmier­ci. Pod ko­niec XVI wie­ku he­ge­mo­nicz­ną po­zy­cję w krę­gu bra­ci zdo­by­ła dok­try­na spo­łecz­na przy­by­łe­go z Włoch teo­lo­ga Fau­sty­na So­cy­na. Gło­si­ła ona do­pusz­czal­ność wo­jen obron­nych (co w Rzecz­po­spo­li­tej wal­czą­cej z Tur­ka­mi i Ta­ta­ra­mi było szcze­gól­nie waż­ne). W XVI wie­ku to wła­śnie ten umiar­ko­wa­ny nurt, poza So­cy­nem re­pre­zen­to­wa­ny przez ta­kich my­śli­cie­li jak Szy­mon Bud­ny, bie­rze górę na ariań­skich sy­no­dach. Bud­ny do­pusz­czał tak­że po­sia­da­nie przez chrze­ści­jan pod­da­nych. W tym dok­try­na spo­łecz­na arian ni­czym się już szcze­gól­nym nie róż­ni­ła od na­ucza­nia Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go, któ­re­go przed­sta­wi­cie­le po­ucza­li szlach­tę w ka­za­niach, by trak­to­wa­ła pod­da­nych so­bie chło­pów „po ludz­ku”.

Pro­wa­dzi­łem kie­dyś se­mi­na­rium na te­mat arian i je­den z mo­ich stu­den­tów otrzy­mał za za­da­nie zba­da­nie udzia­łu arian w woj­nach. Oka­za­ło się, że wie­lu z nich bra­ło udział w wy­pra­wach Ste­fa­na Ba­to­re­go, a póź­niej Wła­dy­sła­wa IV. W Rzecz­po­spo­li­tej szla­chec­kiej osten­ta­cyj­na, wy­ni­ka­ją­ca z przy­czyn ide­owych od­mo­wa udzia­łu w po­spo­li­tym ru­sze­niu wią­za­ła się z groź­bą wy­klu­cze­nia ze sta­nu szla­chec­kie­go, a na­wet utra­ty ma­jąt­ku. Choć do tej pory ani ja, ani ża­den z mo­ich ko­le­gów ba­da­ją­cych dzie­je re­for­ma­cji w Pol­sce nie zna­leź­li­śmy żad­ne­go przy­pad­ku aria­ni­na, któ­re­mu rze­czy­wi­ście ode­bra­no ma­ją­tek za od­mo­wę udzia­łu w służ­bie woj­sko­wej.

Aria­nie re­kru­to­wa­li się głów­nie ze szlach­ty?

Tak, w lwiej czę­ści była to śred­nio­za­moż­na szlach­ta. Bar­dzo do­brze wy­kształ­co­na, dys­po­nu­ją­ca bo­ga­ty­mi księ­go­zbio­ra­mi, z książ­ka­mi spro­wa­dza­ny­mi z Ni­der­lan­dów i An­glii. Aria­nie byli naj­bar­dziej oświe­co­ną czę­ścią szlach­ty.

A ma­gna­te­ria? Wie­lu ma­gna­tów przyj­mu­je w XVI wie­ku kal­wi­nizm. Czy część z nich po­szła za brać­mi pol­ski­mi, wspie­ra­ła ich?

W XVI zna­my przy­najm­niej je­den taki przy­pa­dek: kasz­te­la­na wi­leń­skie­go Jana Kisz­kę. W XVII wie­ku przy­kła­dem może być kre­so­wy moż­no­wład­ca, Je­rzy Nie­mi­rycz, wła­ści­ciel po­nad 50 wsi i 14 miast, je­den z naj­bar­dziej wpły­wo­wych po­li­ty­ków na Rusi. W koń­cu, z przy­czyn po­li­tycz­nych, przy­jął jed­nak pra­wo­sła­wie. W ogó­le na Rusi dro­ga tam­tej­szej szlach­ty i ma­gna­te­rii do pol­sko­ści czę­sto wio­dła w ten spo­sób, że jej przed­sta­wi­cie­le naj­pierw, w XVI wie­ku na­wra­ca­li się na któ­reś z wy­znań pro­te­stanc­kich (po­rzu­ca­jąc dla nich pra­wo­sła­wie), a do­pie­ro na­stęp­ne po­ko­le­nia z Ko­ścio­łów pro­te­stanc­kich prze­cho­dzi­ły na ka­to­li­cyzm.

Czy wśród arian byli chło­pi?

Wa­cław Urban zna­lazł kil­ka ta­kich przy­pad­ków. Moim zda­niem, wy­ni­ka­ło to głów­nie z na­śla­do­wa­nia wia­ry pa­nów. Aria­nie, jak cała szlach­ta, żyli z wy­zy­sku chło­pów, ale w ich wy­pad­ku, jak na stan­dar­dy rzecz­po­spo­li­tej szla­chec­kiej, był to dość „hu­ma­ni­tar­ny wy­zysk”. Gdy wy­jeż­dża­li ze swo­ich ma­jąt­ków na Wo­ły­niu, chło­pi roz­pa­cza­li, że opusz­cza­ją ich „do­brzy pa­no­wie”. Nie­wiel­ką licz­bę arian moż­na było zna­leźć wśród ra­czej dość ubo­gie­go miesz­czań­stwa z ma­łych mia­ste­czek, na przy­kład na Są­dec­czyź­nie.

O ja­kich w ogó­le licz­bach mó­wi­my, ile było arian w XVI i XVII wie­ku?

W okre­sie naj­więk­sze­go roz­kwi­tu aria­ni­zmu w Pol­sce licz­bę ich oce­niam na 10 ty­się­cy, mak­sy­mal­nie 12 ty­się­cy. Źró­dła z epo­ki mó­wią o „ty­sią­cach arian stu­diu­ją­cych w Ra­ko­wie”, ale trze­ba ostroż­nie pod­cho­dzić do tych liczb. Sam Ra­ków li­czył w XVI–XVII wie­ku nie wię­cej niż kil­ka ty­się­cy miesz­kań­ców – gdzie by po­mie­ścił tych wszyst­kich stu­den­tów? Je­śli w li­te­ra­tu­rze z epo­ki pada sło­wo „ty­sią­ce”, to nie­ko­niecz­nie ozna­cza rze­czy­wi­ste ty­sią­ce, tyl­ko „bar­dzo dużo” – sto­su­nek do liczb był wte­dy dość nie­fra­so­bli­wy.

Jak spo­łe­czeń­stwo rzecz­po­spo­li­tej szla­chec­kiej przyj­mo­wa­ło bra­ci pol­skich? Czy nie byli oni gra­ni­cą jego to­le­ran­cji?

Nie. Szlach­ta utrzy­my­wa­ła z nimi sto­sun­ki to­wa­rzy­skie, ro­dzin­ne, bra­cia pol­scy bra­li udział w wy­stą­pie­niach prze­ciw kró­lo­wi – na przy­kład w ro­ko­szu Ze­brzy­dow­skie­go (1606–1609). To była gru­pa bar­dziej wy­kształ­co­na niż resz­ta szlach­ty, oby­ta w świe­cie, zna­ją­ca ję­zy­ki. Dla­te­go czę­sto wy­ko­rzy­sty­wa­no ich do służ­by dy­plo­ma­tycz­nej – tak­że na wie­lu ma­gnac­kich, na­wet ka­to­lic­kich dwo­rach. Tak jak w ca­łym sta­nie szla­chec­kim, wśród arian pro­ble­mem był nad­miar szlach­ty. Szlach­ty było zbyt wie­le, by mo­gła się ona utrzy­mać z ma­jąt­ków ro­dzin­nych, więc ariań­ska szlach­ta za­cią­ga­ła się na służ­bę do za­moż­nych pa­nów in­nych wy­znań, za­strze­ga­jąc tyl­ko, że za­cho­wa­ją wła­sną wia­rę.

Gru­pą spo­łecz­ną, któ­ra naj­bar­dziej nie­na­wi­dzi­ła arian i naj­sil­niej prze­ciw nim agi­to­wa­ła, było du­cho­wień­stwo róż­nych wy­znań. Nie tyl­ko ka­to­lic­kie­go, tak­że pro­te­stanc­kie­go. Ak­tyw­ni, dużo pi­szą­cy po pol­sku bra­cia pol­scy, po pro­stu „kra­dli im wier­nych”.

Aria­nie po­dzie­la­li do­mi­nu­ją­cą kul­tu­rę szla­chec­ką, wła­ści­we im prze­ko­na­nia i styl ży­cia?

W du­żej mie­rze tak. W Pol­sce, w prze­ci­wień­stwie do na przy­kład Fran­cji, nig­dy nie wy­two­rzy­ła się wy­raź­nie od­ręb­na od ka­to­lic­kiej pro­te­stanc­ka for­ma­cja spo­łecz­na. We Fran­cji hu­ge­no­ci (i do pew­ne­go stop­nia wi­dać to do dziś) na co dzień po­stę­po­wa­li, żyli zu­peł­nie in­a­czej niż resz­ta szlach­ty. Pol­skiej re­for­ma­cji się to nie uda­ło: nie wy­two­rzy­ła się ani kal­wiń­ska, ani lu­te­rań­ska, ani ariań­ska for­ma­cja spo­łecz­na.

Szlach­ta wy­two­rzy­ła bar­dzo sil­ną, bo­ga­tą kul­tu­rę zie­miań­ską, opie­wa­ją­cą uro­ki ży­cia na wsi, go­spo­da­ro­wa­nia na wła­snym, śred­nim go­spo­dar­stwie, gdzie szlach­cic żyje w har­mo­nii z przy­ro­dą, cie­sząc się da­ra­mi bo­ży­mi. Do­wol­ny utwór li­te­ra­tu­ry zie­miań­skiej po­wie­la te ob­ra­zy – nie­waż­ne, czy pi­sał go ka­to­lik, kal­win, czy aria­nin.

Bar­dziej niż sty­lem ży­cia, po­glą­da­mi na ży­cie do­cze­sne, aria­nie róż­ni­li się po­glą­da­mi na ży­cie po śmier­ci. Od­rzu­ca­li wia­rę w pie­kło, wie­rzy­li, że du­sze lu­dzi, któ­rzy nie do­stą­pi­li zba­wie­nia, po pro­stu się roz­ta­pia­ją.

Jak wy­glą­da­ła ko­ściel­na or­ga­ni­za­cja arian?

Wspól­no­ty ko­ściel­ne bra­ci pol­skich nie mia­ły żad­ne­go na­czel­ne­go zwierzch­ni­ka. Każ­da wspól­no­ta wy­bie­ra­ła słu­żą­ce­go jej du­cho­we­go przy­wód­cę. On pro­wa­dził mo­dli­twy, pi­sy­wał trak­ta­ty mo­ral­ne, brał udział w spo­rach do­gma­tycz­nych. Ogół szlach­ty ariań­skiej nie wda­wał się zbyt­nio w teo­lo­gicz­ne spo­ry. Przy­po­mi­nał w tym szlach­tę ka­to­lic­ką, któ­rą do­gma­ty­ka też nie in­te­re­so­wa­ła. Nie na­le­ży za­po­mi­nać, że wśród pol­skich róż­no­wier­ców pa­no­wał przez dłu­gi czas nurt przy­chyl­ny po­jed­na­niu z ka­to­li­cy­zmem – po­stu­lu­ją­cy stwo­rze­nie osob­ne­go ob­rząd­ku pol­sko-pro­te­stanc­kie­go, dzia­ła­ją­ce­go na ana­lo­gicz­nej za­sa­dzie, co ob­rzą­dek grec­ko-ka­to­lic­ki.

Aria­nie z ca­łej Pol­ski zjeż­dża­li się co rok, dwa, cza­sem co trzy na sy­no­dy, na któ­rych po­dej­mo­wa­no de­cy­zje do­ty­czą­ce ariań­skiej po­li­ty­ki wo­bec pań­stwa, wy­da­wa­nia tych, a nie in­nych dzieł. Sy­nod był pod­sta­wo­wą in­sty­tu­cją in­te­gru­ją­cą spo­łecz­ność bra­ci pol­skich.

Jak wy­glą­da­ła ich dzia­łal­ność wy­daw­ni­cza?

Była bar­dzo ak­tyw­na. Każ­dy szlach­cic na swo­ich wło­ściach mógł czy­nić prze­cież, co chciał, w tym bu­do­wać dru­kar­nię – i czę­sto ariań­ska szlach­ta tak czy­ni­ła. Pró­by ogra­ni­cze­nia dru­ku ariań­skich tek­stów od XVII wie­ku nie były zbyt sku­tecz­ne. Na­wet gdy z roz­ka­zu try­bu­na­łów za­my­ka­no dru­kar­nie i wy­pę­dza­no du­chow­nych, oni wra­ca­li po kil­ku mie­sią­cach, gdy tyl­ko szum ucichł.

Kie­dy koń­czą się dzie­je arian w Pol­sce?

Bra­cia pol­scy dzia­ła­li na te­re­nie Rzecz­po­spo­li­tej do 1658 roku, gdy zo­sta­li wy­gna­ni de­kre­tem sej­mu. Ci, któ­rzy chcie­li zo­stać, mu­sie­li na­wró­cić się na kal­wi­nizm. Po­tem uzna­no, że jako kal­wi­ni i tak będę wy­zna­wać w ukry­ciu swo­ją wia­rę, i zde­cy­do­wa­no, że zo­stać mogą tyl­ko ci, któ­rzy przyj­mą ka­to­li­cyzm. Resz­cie skon­fi­sko­wa­no ma­jąt­ki. Sta­ni­sław Kot pi­sał, że aria­nie po­pa­dli wte­dy w bie­dę, żyli, utrzy­mu­jąc się z rze­mio­sła. Nie jest to do koń­ca praw­da. Więk­szość z nich ob­cho­dzi­ła prze­pi­sy, na przy­kład sprze­da­jąc przed kon­fi­ska­tą ma­ją­tek naj­bliż­szym, ka­to­lic­kim krew­nym. Więk­szość bra­ci pol­skich opu­ści­ła wte­dy Rzecz­po­spo­li­tą, ale krew­ni po­sy­ła­li im do­cho­dy z ma­jąt­ków. Część wra­ca­ła, na­wra­ca­jąc się na ka­to­li­cyzm. Za przy­kład może po­słu­żyć brat wspo­mnia­ne­go Je­rze­go Nie­mi­ry­cza, Ste­fan. Po śmier­ci na emi­gra­cji w Niem­czech żony, za­go­rza­łej arian­ki, przy­jął ka­to­li­cyzm, za­czął ro­bić po­li­tycz­ną ka­rie­rę, a na­wet zo­stał wo­je­wo­dą ki­jow­skim.

Gdzie aria­nie uda­li się na wy­gna­nie?

Do Sied­mio­gro­du i Prus Ksią­żę­cych, część da­lej do Ni­der­lan­dów, stam­tąd do An­glii i Sta­nów. Ja sam spe­cjal­nie jeź­dzi­łem na te­re­ny Sied­mio­gro­du, dziś Ru­mu­nii, do miej­sco­wo­ści Klusz-Na­po­ka , by ba­dać ży­cie ariań­skich emi­gran­tów. Bra­cia pol­scy żyli tam przez dłu­gi czas, stop­nio­wo ma­dzia­ry­zu­jąc się. Ostat­ni akt roz­wią­za­nia tam­tej­szej gmi­ny spi­sa­ny był już w ję­zy­ku wę­gier­skim. Choć bar­dzo dłu­go za­cho­wa­ła ona swo­ją au­to­no­mię. Bra­cia, któ­rzy wy­je­cha­li do Ni­der­lan­dów czy An­glii, szyb­ciej prze­cho­dzi­li na kal­wi­nizm.

Po­dró­żo­wa­li nie tyl­ko lu­dzie, ale tak­że idee. Jak twier­dzi Zbi­gniew Ogo­now­ski, aria­nie wy­war­li wpływ na wcze­sne eu­ro­pej­skie oświe­ce­nie XVII wie­ku, przede wszyst­kim po­przez po­stu­lat ra­cjo­nal­ne­go trak­to­wa­nia spraw wia­ry i żą­da­nie to­le­ran­cji – swo­bo­dy wy­bo­ru wia­ry. Wy­ni­kał on z ich głę­bo­kie­go prze­ko­na­nia, że wszel­kie prze­śla­do­wa­nia re­li­gij­ne są głę­bo­ko sprzecz­ne z du­chem Ewan­ge­lii. Bra­cia pol­scy byli praw­dzi­wie wstrzą­śnię­ci tym, co w okre­sie wo­jen re­li­gij­nych dzia­ło się w Eu­ro­pie Za­chod­niej.

Dla­cze­go wy­gna­no arian z Rzecz­po­spo­li­tej?

Po­wszech­na opi­nia mówi, że za karę za sprzy­ja­nie Szwe­dom w okre­sie po­to­pu. Ale tak na­praw­dę bra­cia pol­scy nie wy­róż­nia­li się tu ni­czym szcze­gól­nym, w pierw­szym eta­pie po­to­pu szwedz­kie­go lwia część szlach­ty sprzy­ja­ła na­jeźdź­com. Aria­nie, któ­rych de­le­ga­cja spo­tka­ła się z kró­lem szwedz­kim Ka­ro­lem Gu­sta­wem je­sie­nią 1655 roku na Wa­we­lu, nie byli pod tym wzglę­dem wy­jąt­kiem.

Co więc ta­kie­go się sta­ło, że na­gle ta to­le­ran­cja spo­łe­czeń­stwa szla­chec­kie­go dla bra­ci pol­skich, o któ­rej Pan Pro­fe­sor mó­wił, na­gle się skoń­czy­ła?

Po­top szwedz­ki. Nie do­ce­nia­my dziś roli, jaką ode­grał on w zbio­ro­wej psy­chi­ce Rzecz­po­spo­li­tej szla­chec­kiej. To był o wie­le więk­szy wstrząs dla ów­cze­sne­go spo­łe­czeń­stwa niż na przy­kład pierw­szy roz­biór Pol­ski. Pierw­szy roz­biór uwa­ża­no po pro­stu za ko­lej­ne okro­je­nie te­ry­to­rium. Fakt, że tak mały kraj jak Szwe­cja w pierw­szym okre­sie po­to­pu za­jął prak­tycz­nie całą Rzecz­po­spo­li­tą, że więk­szość szlach­ty wła­ści­wie pod­da­ła się Szwe­dom, był praw­dzi­wym szo­kiem dla spo­łe­czeń­stwa szla­chec­kie­go. Uzna­no, że musi to być kara bo­ska za ła­ma­nie przy­ka­zań, w tym za to­le­ro­wa­nie he­re­zji. I że he­re­ty­ków trze­ba uka­rać. Ani Ży­dów, ani nie­licz­nych mu­zuł­ma­nów nie uwa­ża­no za he­re­ty­ków. Mu­sia­ło paść na któ­reś z wy­znań pro­te­stanc­kich, a aria­nie byli jed­nym z naj­słab­szych, naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­nych i ra­dy­kal­nych. Ich pu­bli­ka­cje kwe­stio­nu­ją­ce bo­skość Chry­stu­sa i ist­nie­nie Trój­cy Świę­tej bu­dzi­ły po­wszech­ne zgor­sze­nie. W do­dat­ku, w prze­ci­wień­stwie do lu­te­ran i kal­wi­ni­stów nie mie­li po­ten­cjal­nych pro­tek­to­rów w pań­stwach ościen­nych, któ­rzy ich prze­śla­do­wa­nie mo­gli uznać za pre­tekst do in­ter­wen­cji.

Co za­baw­ne, gdy już wy­gna­no arian, a Pol­ska w la­tach osiem­dzie­sią­tych po­no­si­ła klę­ski w woj­nach z Mo­skwą, w pu­bli­cy­sty­ce szla­chec­kiej dało się sły­szeć gło­sy typu: „jak­że to tak, wy­gna­li­śmy arian, tych naj­więk­szych bluź­nier­ców, a Rzecz­po­spo­li­ta cią­gle po­no­si klę­ski”.

Wy­gna­nie arian to kres to­le­ran­cji re­li­gij­nej Rzecz­po­spo­li­tej?

Tak, pi­szę o tym w swo­jej książ­ce Pań­stwo bez sto­sów2. Trze­ba pa­mię­tać, że dzie­sięć lat po wy­gna­niu arian do kon­sty­tu­cji sej­mo­wych wpi­sa­no za­kaz apo­sta­zji, czy­li po­rzu­ca­nia re­li­gii pa­nu­ją­cej, ob­wa­ro­wu­jąc go sank­cja­mi kar­ny­mi. Co cie­ka­we, za­kaz ten utrzy­ma­no w Kon­sty­tu­cji 3 maja, na co jej współ­cze­śni wy­znaw­cy nie zwra­ca­ją uwa­gi.

Jak wy­glą­da­ła re­cep­cja hi­sto­rii i my­śli arian w Pol­sce?

Po ich wy­gna­niu na dłu­gi czas ury­wa się. Pol­skie oświe­ce­nie cią­gle od­no­si się do nich nie­chęt­nie, za­rzu­ca­jąc im brak pa­trio­ty­zmu. Fał­szy­wa teza o szcze­gól­nym sprzy­ja­niu Szwe­dom po­wszech­nie się wte­dy przy­ję­ła, au­to­rzy oświe­ce­nia uwa­ża­li, że wo­bec ta­kiej zdra­dy trud­no było bra­ci pol­skich nie wy­gnać z oj­czy­zny.

Do­pie­ro na prze­ło­mie XIX i XX wie­ku za­czął ich wy­da­wać Alek­san­der Brück­ner, uzna­jąc ich wkład w kul­tu­rę. Póź­niej re­cep­cja oży­wa za spra­wą Sta­ni­sła­wa Kota, jako waż­na tra­dy­cja kul­tu­ral­na, nie ści­śle re­li­gij­na.

1 Hut­te­row­cy – ana­bap­ty­ści mo­raw­scy, ucznio­wie J. Hut­te­ra. W XVI wie­ku osie­dla­li się na Mo­ra­wach, żyli we wspól­no­tach opar­tych o wspól­ną wła­sność.

2 Por. Ja­nusz Ta­zbir, Pań­stwo bez sto­sów. Szki­ce z dzie­jów to­le­ran­cji w Pol­sce w XVI i XVII wie­ku, Pań­stwo­wy In­sty­tut Wy­daw­ni­czy, War­sza­wa 1967.

II DALEKO OD RZYMU

Ze Stanisławem Obirkiem rozmawia Jakub Majmurek SŁABI CHRZEŚCIJANIE

Pol­scy aria­nie byli naj­bar­dziej ra­dy­kal­ną gru­pą pol­skiej re­for­ma­cji. Na czym po­le­gał ich ra­dy­ka­lizm teo­lo­gicz­ny?

Ruch arian wy­pły­wał z XVI-wiecz­nej re­for­ma­cji. Przy­po­mi­nam, że po­wstał jako pro­test prze­ciw za­własz­cze­niu teo­lo­gicz­nej wy­kład­ni Pi­sma Świę­te­go przez rzym­ski ka­to­li­cyzm. Jego po­czą­tek łą­czy­my sym­bo­licz­nie z wy­stą­pie­niem Mar­ci­na Lu­tra. Pol­scy aria­nie po­szli naj­da­lej. Jak wszy­scy pro­te­stan­ci (a dla ści­sło­ści li­de­rzy tego ru­chu, któ­rzy byli zna­ko­mi­cie wy­kształ­co­ny­mi teo­lo­ga­mi), aria­nie za­czę­li czy­tać Pi­smo Świę­te w ory­gi­na­le i zo­ba­czy­li, że to, co jest w nim na­pi­sa­ne, bar­dzo luź­no po­kry­wa się z tym, co gło­si Ko­ściół ka­to­lic­ki. Aria­nie w swo­jej lek­tu­rze Pi­sma Świę­te­go szli naj­da­lej i naj­bar­dziej kon­se­kwent­nie, w po­rów­na­niu z nimi lu­te­ra­nie i kal­wi­ni­ści za­trzy­ma­li się w pół kro­ku, od­rzu­ca­jąc wła­dzę Ko­ścio­ła, pa­pie­ża i jego bi­sku­pów, ale za­cho­wu­jąc pod­sta­wo­we do­gma­ty. Tym­cza­sem bra­cia pol­scy za­kwe­stio­no­wa­li więk­szość do­gma­tów, ja­kie Ko­ściół ka­to­lic­ki przy­jął w pierw­szych wie­kach swo­je­go ist­nie­nia, w okre­sie za­koń­czo­nym przez so­bór chal­ce­doń­ski (451 r.). Aria­nie od­rzu­ci­li naj­bar­dziej klu­czo­we do­gma­ty, w tym ten o Trój­cy Świę­tej i po­dwój­nej – bo­skiej i ludz­kiej – na­tu­rze Chry­stu­sa. Brzmia­ło to wów­czas bar­dzo ob­ra­zo­bur­czo, ale to jest wła­ści­wa wy­kład­nia ewan­ge­licz­na.

Kim w ta­kim ra­zie był dla nich Je­zus?

Uj­mu­jąc rzecz tro­chę ahi­sto­rycz­nie, po­wie­dział­bym, że aria­nie już w XVI wie­ku po­strze­ga­li Je­zu­sa w po­dob­ny spo­sób, jak Le­szek Ko­ła­kow­ski w swo­im gło­śnym wy­kła­dzie w war­szaw­skim KIK-u w la­tach sześć­dzie­sią­tych XX wie­ku. Czy­li jako re­for­ma­to­ra, ra­dy­kal­ne­go dzia­ła­cza po­li­tycz­ne­go. Dla nich to było pod­sta­wo­wą in­spi­ra­cją. Dla­te­go też tak po­waż­nie, do­słow­nie bra­li sło­wa Je­zu­sa, za­ka­zu­ją­ce sto­so­wa­nia prze­mo­cy pod ja­kim­kol­wiek po­zo­rem. Dla­te­go no­si­li drew­nia­ne sza­ble, od­ma­wia­li służ­by woj­sko­wej. Je­zus nie był dla nich Bo­giem, bo też w sa­mym No­wym Te­sta­men­cie nic nie ma o jego bo­sko­ści. Dużo jest za to o kry­ty­ce nie­spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej – i to na­praw­dę było waż­ne dla bra­ci pol­skich. In­spi­ra­cją były dla nich czy­ny i sło­wa Je­zu­sa, nie jego śmierć i przy­pi­sy­wa­ny jej przez Ko­ściół ka­to­lic­ki zbaw­czy wy­miar. Je­śli śmierć Je­zu­sa mia­ła dla nich ja­kieś zna­cze­nie, to znów na pla­nie spo­łecz­nym i etycz­nym. Je­zus zo­stał za­mor­do­wa­ny, gdyż jego etycz­ne prze­sła­nie było zbyt ra­dy­kal­ne, by mo­gło zna­leźć miej­sce w swo­ich cza­sach. Tak samo było z aria­na­mi – oni też po­nie­kąd prze­wi­dzie­li swój los, swo­je przy­szłe wy­gna­nie. To prze­cież była gru­pa od­rzu­ca­na i znie­na­wi­dzo­na przez wszyst­kich, tak­że nowo po­wsta­łe Ko­ścio­ły re­for­mo­wa­ne.

Ogól­nie rzecz bio­rąc, myśl arian jest przede wszyst­kim my­ślą re­for­my spo­łecz­nej. Czy­sta teo­lo­gia, zwią­za­ne z nią kwe­stie zba­wie­nia, kon­cep­cja Boga, mają dla nich zde­cy­do­wa­nie dru­go­rzęd­ne zna­cze­nie. Sama ich teo­lo­gia nie jest tak cie­ka­wa, jak etycz­ne i po­li­tycz­ne kon­se­kwen­cje, ja­kie wy­cią­ga­li z lek­tu­ry Pi­sma.

Co było w tym ta­kie­go no­wa­tor­skie­go?

Przede wszyst­kim, znów mó­wiąc ahi­sto­rycz­nie, skraj­nie dia­lo­gicz­na i to­le­ran­cyj­na kon­cep­cja chrze­ści­jań­stwa. Opie­ra­ją­ca się na za­ło­że­niu, że każ­dy, z mocy sa­me­go uro­dze­nia, ma pra­wo de­cy­do­wać o tym, jak wie­rzy, kon­stru­ować wła­sną wy­kład­nię Pi­sma. Mamy więc odej­ście od au­to­ry­tar­nej, hie­rar­chicz­nej wy­kład­ni, w któ­rej jest ja­kiś urząd usta­la­ją­cy, co jest or­to­dok­sją, a co he­re­zją. Po­dej­ście bra­ci pol­skich za­kła­da­ło, że to ja czy­tam Pi­smo, ja ro­zu­miem je na swój spo­sób i to jest naj­waż­niej­sze. Mamy więc do czy­nie­nia z wy­prze­dza­ją­cą znacz­nie swo­je cza­sy in­dy­wi­du­ali­za­cją i su­biek­ty­wi­za­cją prze­ży­cia re­li­gij­ne­go. Pro­wa­dzą­cą do wnio­sku, że do zro­zu­mie­nia wia­ry wy­star­czy mój wła­sny ro­zum; że nie­po­trzeb­ny jest ża­den ze­wnętrz­ny au­to­ry­tet – bo każ­dy ma swo­ją wła­sną wy­kład­nię Pi­sma, wła­sne cząst­ko­we ro­zu­mie­nie tego, czym jest re­li­gia, i do­pie­ro ze spo­tka­nia, ne­go­cja­cji tych cząst­ko­wych ro­zu­mień wy­ła­nia się ja­kaś praw­da. Mamy tu do czy­nie­nia z ra­dy­kal­nym hu­ma­ni­zmem, sta­wia­ją­cym w cen­trum czło­wie­ka i jego wol­ność – nie do­gmat, au­to­ry­tet i struk­tu­ry spo­łecz­ne.

W za­sa­dzie nie­po­trzeb­ny jest więc i Ko­ściół…

Na pew­no trze­ba go zu­peł­nie in­a­czej zde­fi­nio­wać. Jako wspól­no­tę roz­mo­wy, lu­dzi, któ­rzy de­cy­du­ją się wspól­nie usiąść, tak jak my przy tym sto­le, i roz­ma­wiać, wspól­nie stu­dio­wać Pi­smo. Co znów jest bar­dzo ewan­ge­licz­ne. „Tam, gdzie dwóch lub trzech spo­ty­ka się w imię moje, tam ja je­stem”, czy­ta­my prze­cież w Ewan­ge­lii. I to wy­star­czy, nie trze­ba bu­dyn­ków, nie trze­ba struk­tur, czy­taj­my i wy­cią­gaj­my wnio­ski waż­ne dla na­szej co­dzien­no­ści. Stoi to na zu­peł­nie od­mien­nym bie­gu­nie niż pi­sar­stwo Pio­tra Skar­gi, któ­ry w tym sa­mym cza­sie pi­sał o Ko­ście­le, uży­wa­jąc me­ta­for woj­sko­wych: ge­ne­ra­ło­wie, puł­kow­ni­cy, het­ma­nie. Skar­ga ra­dził swo­im słu­cha­czom, by słu­cha­li i czy­ta­li jego ka­za­nia, a nie Pi­smo Świę­te, któ­re jest dla nich za trud­ne. Dla wraż­li­wo­ści arian nic nie mo­gło być bar­dziej obce. Dla nich re­li­gia była sfe­rą wol­no­ści.

Kon­cep­cja wol­no­ści re­li­gij­nej była wte­dy no­wa­tor­ska. Kie­dy za­ak­cep­to­wał ją Ko­ściół ka­to­lic­ki?

W Ko­ście­le ka­to­lic­kim mo­del kontr­re­for­ma­cyj­ny utrzy­mu­je się do po­ło­wy XX wie­ku, do So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II. Do­pie­ro wte­dy Ko­ściół ak­cep­tu­je ideę wol­no­ści re­li­gij­nej, wy­da­je w tej spra­wie bar­dzo kró­ciut­ki do­ku­ment Di­gni­ta­tis hu­ma­nae, de­kla­ra­cję o god­no­ści ludz­kiej, w któ­rej w isto­cie mowa jest o wol­no­ści re­li­gij­nej. W Pol­sce do­ku­ment ten wła­ści­wie nie miał on re­cep­cji. Je­śli się ro­zej­rzy­my wo­kół nas, to zo­ba­czy­my, że dys­kurs re­li­gij­ny Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go skon­stru­owa­ny jest w ten spo­sób, że moż­na w nim zna­leźć wszyst­ko, tyl­ko nie sza­cu­nek dla in­ne­go spo­so­bu my­śle­nia, dla wol­no­ści su­mie­nia. To, co jest praw­dzi­we i w co na­le­ży wie­rzyć, jest usta­la­ne przez bi­sku­pów i księ­ży, wier­ni mają słu­chać, a nie dys­ku­to­wać.

Ja­kich ar­gu­men­tów uży­wa­no prze­ciw­ko aria­nom w XVI i XVII wie­ku?

Trud­no tu mó­wić o ar­gu­men­tach. Ko­ściół kontr­re­for­ma­cyj­ny sprzy­mie­rzył się po pro­stu z wła­dzą i dzię­ki temu zy­skał środ­ki do tego, by osta­tecz­nie po­zbyć się arian z Pol­ski. Ja sam zaj­mo­wa­łem się po­le­micz­ną li­te­ra­tu­rą teo­lo­gicz­ną je­zu­itów, w któ­rej sta­ra­li się oni prze­ciw­sta­wiać ar­gu­men­tom teo­lo­gów re­for­ma­cyj­nych. Do­mi­nu­je tam ton po­gar­dy, od­rzu­ce­nia, nie­chę­ci wej­ścia w ar­gu­men­ty ad­wer­sa­rza. Po­le­mi­ści ka­to­lic­cy do­ma­ga­li się po pro­stu roz­wią­za­nia kwe­stii re­for­ma­cji przy po­mo­cy pań­stwa. Naj­częst­szy ar­gu­ment ka­to­li­ków w spra­wie bra­ci pol­skich był krót­ki i pro­sty: „Wy­pę­dzić!”.Je­śli po­ja­wia się pew­na ar­gu­men­ta­cja teo­lo­gicz­na, jest