Bożek na kurhanie - Wiktor Suworow - ebook + audiobook

Bożek na kurhanie ebook

Wiktor Suworow

0,0
49,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Wielki powrót Wiktora Suworowa.

Wiktor Suworow analizuje wydarzenia sprzed ponad osiemdziesięciu lat i znajduje zaskakujące analogie do ogólnej sytuacji związanej z wojną w Ukrainie. Zaczyna od na pozór niewinnego pytania o to, dlaczego w Związku Radzieckim jedna i ta sama wojna miała dwie nazwy – „wielka wojna ojczyźniana” i „II wojna światowa”. Dlaczego pierwsza z nich była niezwykle ważna, a o tej drugiej obywatele niewiele wiedzieli? W jaki sposób towarzysz Stalin umniejszał jej znaczenie, żeby szerzyć własną wizję świata i zaszczepić ją w społeczeństwie? Jak Stalin dzięki swoim manipulacjom skłonił Hitlera do rozpętania wojny w Europie? Co tak naprawdę działo się w „miłującym pokój” Związku Radzieckim w przededniu napaści na Polskę i Finlandię? W komunistycznym raju na ziemi słowa i propaganda stały się ważniejsze od rzeczywistości. Do nagłaśniania stalinowskich iluzji wciągnięto polityków, historyków, ludzi kultury i dziennikarzy pilnowanych przez służby, ale czasami mimochodem popełniano błędy i niedopatrzenia, które ujawniały prawdziwy stan rzeczy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 277

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Polecamy

Tego autora

nakła­dem Domu Wydaw­ni­czego REBIS uka­zały się:

SAMO­BÓJ­STWO

OCZYSZ­CZE­NIE

CIEŃ ZWY­CIĘ­STWA

COFAM WYPO­WIE­DZIANE SŁOWA

LODO­ŁA­MACZ

DZIEŃ „M”

OSTAT­NIA REPU­BLIKA

OSTAT­NIA DEFI­LADA

KLĘ­SKA

AKWA­RIUM

GRU

WYZWO­LI­CIELE

KON­TROLA

WYBÓR

ŻMI­JO­JAD

SPEC­NAZ

TATIANA – TAJNA BROŃ

UPA­DEK

MATKA DIA­BŁA

ALFA­BET SUWO­ROWA

SZPIEG, CZYLI POD­STAWY SZPIE­GOW­SKIEGO FACHU

Dedykacja

Dla Tatiany

Motto

Ludzie wolni nie powinni się bać wła­snej histo­rii.

Muszą odważ­nie przy­jąć oczy­wi­stość.

I podzie­lić ze swoim kra­jem całą odpo­wie­dzial­ność1..

MARK SOŁO­NIN, WIO­SNA ZWY­CIĘ­STWA. ZAPO­MNIANA ZBROD­NIA STA­LINA

Mark Soło­nin, Wio­sna zwy­cię­stwa. Zapo­mniana zbrod­nia Sta­lina, w: Nic dobrego na woj­nie, przeł. Anna Paw­łow­ska, Dom Wydaw­ni­czy Rebis, Poznań 2011, s. 310. [wróć]

Prolog

Jeszcze Polska nie zginęła!

Rosja­nie mogą poko­nać każ­dego na chwilę mie­czem, lecz ni­gdy za pomocą myśli; a naród nie­ma­jący nic do zaofe­ro­wa­nia innym ludziom, tym, któ­rych chce pod­bić, tylko przez bar­dzo krótki czas będzie miał prze­wagę.

MAR­KIZ ASTOL­PHE DE CUSTINE, LISTY Z ROSJI

1

1 wrze­śnia 1939 roku pan­cerne hordy Hitlera nie­spo­dzie­wa­nie wtar­gnęły na zie­mie Pol­ski. Potężne ciosy zadano z trzech róż­nych stron.

Z pół­nocy, Prus Wschod­nich – na Brześć.

Z zachodu, ze środ­ko­wych rejo­nów Nie­miec – na War­szawę i Kra­ków.

Z połu­dnia, z tery­to­rium oku­po­wa­nej Cze­cho­sło­wa­cji – na Lwów.

I tylko z czwar­tej strony, ze wschodu, wróg nie zaata­ko­wał Pol­ski.

Na wscho­dzie znaj­do­wał się neu­tralny i miłu­jący pokój Zwią­zek Radziecki, z któ­rym 25 lipca 1932 roku na okres trzech lat pod­pi­sano pakt o nie­agre­sji.

5 maja 1934 roku umowę prze­dłu­żono na kolejne dzie­sięć lat – do 31 grud­nia 1945 roku. Tak więc od wschodu dla Pol­ski nie było zagro­że­nia.

Dla­tego w poło­wie wrze­śnia na gra­nicy ze Związ­kiem Radziec­kim pozo­stało nie­wiele pol­skich oddzia­łów. Wszyst­kie siły skie­ro­wano do walki z Niem­cami.

17 wrze­śnia 1939 roku, dokład­nie sto lat po uka­za­niu się wybit­nej książki Listy z Rosji, Armia Czer­wona nie­spo­dzie­wa­nie zadała Pol­sce cios w plecy. Napaść bez sta­wia­nia warun­ków i żądań. Bez uprze­dze­nia.

O pią­tej rano.

2

Nikt nie mówił, że to wojna. Użyto gór­no­lot­nego okre­śle­nia – kam­pa­nia wyzwo­leń­cza.

Napaść Armii Czer­wo­nej na Pol­skę została przy­pie­czę­to­wana mie­siąc wcze­śniej.

23 sierp­nia towa­rzysz Moło­tow, szef radziec­kiego rządu i jed­no­cze­śnie ludowy komi­sarz spraw zagra­nicz­nych, oraz Joachim von Rib­ben­trop, mini­ster spraw zagra­nicz­nych Nie­miec, w obec­no­ści towa­rzysza Sta­lina umó­wili się, że wspól­nie znisz­czą Pol­skę i podzielą ją na dwie czę­ści.

I oto 17 wrze­śnia przed świ­tem oddziały Armii Czer­wo­nej ścią­gają siatki masku­jące z dział i grzeją sil­niki, żeby ruszyć przez gra­nicę.

A w Moskwie o godzi­nie trze­ciej nad ranem, dwie godziny przed najaz­dem, towa­rzysz Wła­di­mir Pie­tro­wicz Potiom­kin, zastępca ludo­wego komi­sa­rza spraw zagra­nicz­nych, czyli zastępca Moło­towa, przy­jął pol­skiego amba­sa­dora.

Jako szef rządu i zwierzch­nik wszyst­kich dyplo­ma­tów Związku Radziec­kiego to towa­rzysz Moło­tow powi­nien poin­for­mo­wać o zerwa­niu sto­sun­ków dyplo­ma­tycz­nych i roz­po­czę­ciu wojny z Pol­ską.

Jed­nak towa­rzysz Moło­tow wolał, żeby zro­bił to za niego zastępca. Niby to Pol­ska nie jest warta tego, żeby roz­ma­wiał z nią tak poważny czło­wiek jak towa­rzysz Moło­tow.

3

Pol­ski amba­sa­dor oprócz fran­cu­skiego i nie­miec­kiego bie­gle posłu­gi­wał się jesz­cze co naj­mniej dwoma języ­kami: ukra­iń­skim i rosyj­skim. Ponie­waż swego czasu z dobrymi oce­nami ukoń­czył uni­wer­sy­tety we Lwo­wie i w Kijo­wie.

Zastępca Moło­towa, towa­rzysz Potiom­kin, odczy­tał doku­ment pod­pi­sany przez prze­ło­żo­nego.

Oto główne prze­sła­nie tego doku­mentu:

Pol­ska stała się dogod­nym miej­scem do róż­nego rodzaju przy­pad­ko­wych i nie­spo­dzie­wa­nych dzia­łań, które mogą sta­no­wić zagro­że­nie dla ZSRR. […]

Wła­dze radziec­kie nie mogą dłu­żej pozo­sta­wać obo­jętne wobec takiego stanu rze­czy. […]

W związku z powyż­szym radziecki rząd pole­cił Naczel­nemu Dowódz­twu Armii Czer­wo­nej wydać roz­kaz prze­kro­cze­nia gra­nicy i obję­cia ochroną znaj­du­ją­cej się tam lud­no­ści i jej mie­nia. […]

Jed­no­cze­śnie rząd radziecki zamie­rza pod­jąć wszel­kie środki w celu ochro­nie­nia lud­no­ści pol­skiej przed wojną, na którą lek­ko­myśl­nie nara­ziły ją wła­dze, i umoż­li­wić jej poko­jową egzy­sten­cję.

4

Przy­wódcą Związku Radziec­kiego był towa­rzysz Sta­lin.

Moło­tow nie­zmien­nie zaj­mo­wał dru­gie miej­sce w hie­rar­chii wła­dzy.

Sta­lin i Moło­tow byli kole­gami w ban­dyc­kim fachu.

Podział ról mię­dzy dwoma naj­waż­niej­szymi przy­wód­cami Impe­rium Zła był dokład­nie taki sam jak w przy­padku pary śled­czych NKWD.

Młod­szy śled­czy to okrutny sady­sta. Jego metody – znę­ca­nie się, tor­tury, chło­sta­nie bato­gami i piło­wa­nie zębów pil­ni­kiem.

A star­szy stop­niem jest miłym czło­wie­kiem o mądrych, nieco zmę­czo­nych oczach.

Młod­szy kat koń­czy pracę przed świ­tem i wycho­dzi, żeby dać odpo­cząć zakrwa­wio­nym łap­skom.

I nagle w celi, gdzie na beto­no­wej posadzce jęczy z bólu zmę­czony wię­zień, poja­wia się star­szy śled­czy, tro­skliwy i spra­wie­dliwy.

Dziwi się, kiedy sły­szy, że pod jego nie­obec­ność ktoś śmiał zła­mać zasady socja­li­stycz­nej pra­wo­rząd­no­ści.

Dokład­nie tak dzia­łali towa­rzy­sze Sta­lin i Moło­tow.

Moło­tow odgry­wał rolę młod­szego kata, a towa­rzysz Sta­lin był spo­koj­nym, miłym i mądrym przy­wódcą, genial­nym i wiel­kim wodzem.

Wszyst­kie okru­cień­stwa to dzieło Moło­towa.

Wszyst­kie zwy­cię­stwa to zasługa i kie­row­nic­two Sta­lina.

Wszystko, co Moło­tow robił, mówił i pisał, co komu­ni­ko­wał całemu światu, było wcze­śniej omó­wione i uzgod­nione ze Sta­li­nem. Każda myśl, słowo, litera zostały spraw­dzone przez Sta­lina, przez niego pod­po­wie­dziane, podyk­to­wane i zatwier­dzone.

Dla­tego wszystko, co zastępca Moło­towa, towa­rzysz Potiom­kin, odczy­tał nad­zwy­czaj­nemu i peł­no­moc­nemu amba­sa­do­rowi, było niczym innym jak szy­der­stwem skie­ro­wa­nym do oby­wa­teli i rządu Pol­ski przez samego Sta­lina.

Treść doku­mentu była obraź­liwa nie tylko dla każ­dego Polaka, ale dla każ­dego nor­mal­nego i roz­sąd­nego czło­wieka.

Prze­sła­nie: „nie­roz­ważni przy­wódcy” Pol­ski pono­szą winę za wybuch tej krwa­wej masa­kry. To oni wcią­gnęli swo­ich oby­wa­teli w wojnę.

A rząd Związku Radziec­kiego po pro­stu wydał Armii Czer­wo­nej roz­kaz prze­pro­wa­dze­nia „kam­pa­nii wyzwo­leń­czej”.

Cel Armii Czer­wo­nej (jeśli wie­rzyć towa­rzy­szom Sta­li­nowi i Moło­to­wowi) jest szczytny: dać naro­dowi pol­skiemu moż­li­wość zna­le­zie­nia pokoju i szczę­ścia.

5

Polacy, czego dowo­dzi tysiąc­let­nia histo­ria ich kraju, są odważ­nym, mądrym, dum­nym i miłu­ją­cym wol­ność naro­dem.

W tym cza­sie pań­stwo pol­skie repre­zen­to­wał w Moskwie amba­sa­dor nad­zwy­czajny i peł­no­mocny Wacław Grzy­bow­ski.

To jego towa­rzysz Potiom­kin wezwał na Kreml.

Amba­sa­dor Grzy­bow­ski miał prze­ka­zać pol­skiemu rzą­dowi drwiącą wia­do­mość, pocho­dzącą rze­komo od Moło­towa, a w rze­czy­wi­sto­ści od Sta­lina.

Plan Sta­lina pole­gał nie tylko na wbi­ciu Pol­sce noża w plecy w chwili, gdy wykrwa­wia­jące się woj­sko pol­skie boha­ter­sko zatrzy­my­wało marsz Hitlera na wschód, ale też na upo­ko­rze­niu pol­skiego rządu i oby­wa­teli poprzez oskar­że­nie ich, że są jedy­nymi win­nymi wybu­chu wojny.

Jed­nak obaj towa­rzy­sze się prze­li­czyli.

Amba­sa­dor uważ­nie wysłu­chał tre­ści odczy­ta­nego przez Potiom­kina tek­stu i kate­go­rycz­nie nie tylko odmó­wił jego przy­ję­cia, ale nawet nie zgo­dził się dotknąć ręką kartki, na któ­rej wydru­ko­wany był ten obrzy­dliwy, szy­der­czy i obraź­liwy tekst.

Takie zacho­wa­nie sta­now­czego amba­sa­dora obu­rzyło towa­rzy­sza Potiom­kina.

Ani towa­rzysz Sta­lin, ani towa­rzysz Moło­tow nie byli obecni na tym spo­tka­niu, ale znali wszyst­kie jego szcze­góły.

Zarówno Sta­lin, jak i Moło­tow oraz wszy­scy pozo­stali towa­rzy­sze, zjed­no­czeni w jeden nie­znisz­czalny mono­lit abso­lut­nej wła­dzy, głę­boko wie­rzyli, że w tam­tym momen­cie, 17 wrze­śnia 1939 roku, Pol­ska została znisz­czona raz na zawsze, że Pol­ska ni­gdy się nie odro­dzi, że kraj o nazwie Pol­ska ni­gdy wię­cej nie znaj­dzie się na mapie Europy i świata.

A zatem zarówno pan Grzy­bow­ski, jak i wszy­scy jego współ­pra­cow­nicy są dyplo­ma­tami nie­ist­nie­ją­cego pań­stwa, a ponie­waż odma­wiają pod­po­rząd­ko­wa­nia się woli towa­rzy­sza Sta­lina, immu­ni­tet dyplo­ma­tyczny pana Grzy­bow­skiego i jego współ­pra­cow­ni­ków od tej chwili nie obo­wią­zuje.

A skoro tak, to całemu per­so­ne­lowi amba­sady zaka­zano opusz­cze­nia Związku Radziec­kiego. Pol­scy dyplo­maci nie zostali jesz­cze aresz­to­wani i na­dal mogą spa­ce­ro­wać po moskiew­skich bul­wa­rach.

Ale nie pozwo­lono im wyrwać się spod wła­dzy Sta­lina.

Pol­skich urzęd­ni­ków cze­kał smutny los.

6

Nie­spo­dzie­wa­nie w obro­nie pol­skich dyplo­ma­tów sta­nął amba­sa­dor Rze­szy w Związku Radziec­kim Frie­drich-Wer­ner Graf von der Schu­len­burg.

Był nie tylko amba­sa­do­rem Nie­miec, ale także dzie­ka­nem kor­pusu dyplo­ma­tycz­nego, czyli naj­star­szym pod wzglę­dem akre­dy­ta­cji przed­sta­wi­cie­lem dyplo­ma­tycz­nym w Moskwie.

Dla­tego amba­sa­dor nie­miecki repre­zen­to­wał nie tylko inte­resy Nie­miec, ale także inte­resy wszyst­kich zagra­nicz­nych dyplo­ma­tów w Związku Radziec­kim.

Sta­no­wi­sko Schu­len­burga: tak, pań­stwo pol­skie jest roz­darte i znisz­czone. Nikt jed­nak nie uchy­lił immu­ni­tetu dyplo­ma­tycz­nego ofi­cjal­nym przed­sta­wi­cie­lom Pol­ski.

Schu­len­burg dopro­wa­dził do swo­bod­nego wyjazdu pol­skich dyplo­ma­tów ze Związku Radziec­kiego.

Pro­test nie­miec­kiego amba­sa­dora w pełni poparł amba­sa­dor faszy­stow­skich Włoch, Augu­sto Rosso, który przy­po­mniał radziec­kim towa­rzy­szom jedno z posta­no­wień kon­gresu wie­deń­skiego z 1815 roku: osoby, któ­rym nadano stop­nie dyplo­ma­tyczne, zacho­wują je doży­wot­nio.

Towa­rzysz Moło­tow (i towa­rzysz Sta­lin za jego ple­cami) nie pro­te­sto­wał. Ponie­waż cenili sojusz zarówno z Hitle­rem, jak i Mus­so­li­nim.

Pol­scy dyplo­maci, z amba­sa­do­rem Wacła­wem Grzy­bow­skim na czele, mogli bez prze­szkód wyje­chać do Fran­cji.

7

W 1944 roku oku­pa­cję nazi­stow­ską w Pol­sce zastą­piła oku­pa­cja sta­li­now­ska.

Amba­sa­dor nad­zwy­czajny i peł­no­mocny Wacław Grzy­bow­ski kate­go­rycz­nie odmó­wił powrotu do oku­po­wa­nej Pol­ski.

Dumny obrońca honoru tej Pol­ski, któ­rej żaden zdo­bywca przez tysiąc lat nie zdo­łał zmie­nić w posłuszną nie­wol­nicę, oświad­czył, że przy­je­dzie do War­szawy dokład­nie w dniu, w któ­rym ostatni sowiecki nie­pro­szony wyzwo­li­ciel opu­ści jego ojczy­znę.

Nie docze­kał tego dnia.

Amba­sa­dor nad­zwy­czajny i peł­no­mocny wol­nej Pol­ski Wacław Grzy­bow­ski zmarł w Paryżu 30 wrze­śnia 1959 roku w wieku 72 lat.

A trzy­dzie­ści lat póź­niej Pol­ska, któ­rej inte­re­sów dziel­nie bro­nił nie­ustra­szony dyplo­mata, odzy­skała wol­ność.

Teraz już na zawsze.

I bar­dzo szybko stała się zamoż­nym kra­jem o naj­wyż­szym wskaź­niku roz­woju w Euro­pie.

Prze­pra­szam bar­dzo, a gdzie się podział wielki, potężny i nie­zwy­cię­żony Zwią­zek Radziecki?

Nie ma go.

Zgnił, roz­padł się i roz­sy­pał.

Towa­rzy­szu Sta­lin, towa­rzy­szu Moło­tow i wszy­scy inni towa­rzy­sze, oby­ście pło­nęli w pie­kle na wieki wie­ków.

CZĘŚĆ I

WOJNA JEST JAK MATRIOSZKA

Z zapa­łem nie­prze­jed­na­nym

Do boju ruszamy śmiało,

Wie­rzymy – to naj­waż­niej­sze,

A w co, to już znacz­nie mniej.

JURIJ NIE­STIE­RIENKO, RUS­SKAJA IDIEJA

Rozdział 1

Dlaczego jedna wojna ma dwie różne nazwy?

Wła­ści­wie nazwać to wła­ści­wie zro­zu­mieć.

KON­FU­CJUSZ, V WIEK P.N.E.

1

Mia­łem szczę­ście uro­dzić się na Dale­kim Wscho­dzie, w gar­ni­zo­nie woj­sko­wym Bara­basz w rejo­nie cha­sań­skim w Kraju Nad­mor­skim.

Od połowy XIX wieku zie­mie Kraju Nad­mor­skiego i Cha­ba­row­skiego nazy­wano Zie­lo­nym Kli­nem czy też Zie­loną Ukra­iną.

Cza­sami Małą Ukra­iną. Żar­to­bli­wie. Powierzch­nia Zie­lo­nego Klina prze­kra­czała bowiem milion kilo­me­trów kwa­dra­to­wych. Czyli była więk­sza od tery­to­rium Ukra­iny nad Dnie­prem. Ukra­iny, która została w Euro­pie.

Więk­szość miesz­kań­ców sta­no­wili osad­nicy znad brze­gów Dnie­pru. Wiele wsi, w tym Bara­basz, miało ukra­iń­skie nazwy.

Bara­basz to stare ukra­iń­skie słowo. Ozna­cza „inte­li­gentny” lub „bystry”. Wśród osób, któ­rym nadano ten nobi­li­tu­jący przy­do­mek, są nawet dwaj ata­ma­no­wie Siczy Zapo­ro­skiej: Diem­jan Bara­basz w XVI wieku i Jakow Bara­basz w XVII wieku.

A w póź­niej­szych cza­sach dzielni Bara­ba­szo­wie zosta­wili swój ślad w histo­rii. W dru­giej poło­wie XIX wieku odle­głe pery­fe­ria impe­rium leżące nad Oce­anem Spo­koj­nym zostały zago­spo­da­ro­wane przez gene­rała majora Jakowa Fio­do­ro­wi­cza Bara­ba­sza.

Na brzegu rzeki nazy­wa­nej z kore­ań­ska Man­gu­gaj zało­żył obóz woj­skowy, który wkrótce prze­kształ­cił się w gar­ni­zon, nazwany póź­niej jego imie­niem.

W poło­wie XX wieku w tym gar­ni­zo­nie woj­sko­wym uro­dził się wasz pokorny sługa.

2

W cza­sach Związku Radziec­kiego w Kraju Nad­mor­skim skon­cen­tro­wane były olbrzy­mie masy wojsk.

Tam wła­śnie pod­czas wojny z Niem­cami od 23 czerwca 1941 roku do zwy­cię­skiego końca, a póź­niej jesz­cze wojny z Japo­nią do 2 wrze­śnia 1945 roku, w któ­rych to dostał trzy medale, odniósł dwie poważne rany i prze­szedł dwa wstrząsy mózgu, słu­żył mój ojciec, major Bog­dan Wasil­je­wicz Rezun, wraz ze swoją towa­rzyszką broni, pie­lę­gniarką Wierą Gorie­wa­łową, którą poznał w ewa­ku­acyj­nym szpi­talu polo­wym.

Wspól­nie prze­szli wojnę, odle­głe i bar­dzo odle­głe gar­ni­zony po woj­nie i pozo­stali razem aż do końca życia.

Dla­tego wła­śnie dwa lata po woj­nie uro­dzi­łem się nie w Wiel­kiej Ukra­inie – w Połta­wie, Kono­to­pie czy Czer­ka­sach – a w Małej Ukra­inie na Dale­kim Wscho­dzie, w gar­ni­zo­nie, któ­rego nazwa w tłu­ma­cze­niu z ukra­iń­skiego ozna­cza mądrą głowę.

Nie­stety jed­nak nie miało to na mnie prze­ło­że­nia.

Ponie­waż mądry raczej nie byłem.

Ten mój brak mądro­ści, bez­denny i bez­gra­niczny, prze­ja­wiał się już od naj­wcze­śniej­szych lat. Moi rówie­śnicy w tych odle­głych latach łapali wszystko w lot, tylko ja jeden nie mogłem zro­zu­mieć naj­prost­szych rze­czy.

3

Spę­dzi­łem dzie­ciń­stwo w odle­głych zakąt­kach wiel­kiego impe­rium. Po Bara­ba­szu – Jan­czi­cha, potem Sła­wianka, znowu Bara­basz, a następ­nie Ria­za­nowka.

Inte­re­so­wały mnie wojny. Wszel­kie. Przede wszyst­kim te, które toczyły się cał­kiem nie­dawno, czyli w epoce pocią­gów pan­cer­nych i samo­lo­tów, okrę­tów pod­wod­nych, kara­bi­nów maszy­no­wych i czoł­gów. Do pew­nego momentu w opo­wie­ściach i fil­mach o wal­kach i bitwach wszystko było jasne:

– naj­pierw wybu­chła pierw­sza wojna świa­towa,

– po niej druga,

– i jesz­cze – wielka ojczyź­niana.

Nie zagłę­bia­łem się w szcze­góły. Nie mia­łem poję­cia, kiedy się zaczęła i jak się zakoń­czyła I wojna świa­towa.

Także o II woj­nie świa­to­wej mia­łem mgli­ste poję­cie.

A na temat wiel­kiej wojny ojczyź­nia­nej wie­dzia­łem wię­cej.

Wie­dzia­łem, kto wtedy wal­czył: nasi i Niemcy.

Wie­dzia­łem, kto stał na czele. U nas – towa­rzysz Sta­lin. U wroga – Hitler.

Wie­dzia­łem, że wielka wojna ojczyź­niana roz­po­częła się w 1941 roku.

Nie tylko ja to wie­dzia­łem – moi kole­dzy też wie­dzieli. Jak mogłem nie wie­dzieć? Mój ulu­biony film – Śmiali ludzie. Opo­wiada o tym, jak nasz poko­jowo nasta­wiony naród wie­dzie szczę­śliwe życie i nie zamie­rza nikogo ata­ko­wać.

Nagle na ekra­nie na tle pożaru poja­wiają się cyfry „1941”.

A muzyka wzbu­dza grozę i lęk. Samo­loty z krzy­żami suną po sza­rym nie­bie i do naszej spo­koj­nej kra­iny wdzie­rają się hordy wroga.

4

W rejo­nie cha­sań­skim w Kraju Nad­mor­skim zawsze było dużo woj­ska. Za moich cza­sów były to pułki, bry­gady i dywi­zje LXXII Kor­pusu Strze­lec­kiego 5. Armii Dale­ko­wschod­niego Okręgu Woj­sko­wego.

Sztab kor­pusu był w Sła­wiance. Tutaj też mie­ścił się sztab 110. rejonu umoc­nio­nego, któ­rego beto­nowe schrony były roz­siane po wzgó­rzach wzdłuż wybrzeża.

Na wzgó­rzu z wido­kiem na ocean – posia­dłość dowódcy kor­pusu, gene­rała majora Leonida Michaj­ło­wi­cza Miła­jewa. Ma bliź­niaki – chłopca i dziew­czynkę. Alka i Lalkę. To przy­ja­ciele. O rok starsi.

W pobliżu sztabu kor­pusu są koszary i garaże pułku arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej. Miesz­czą się tu rów­nież koszary bata­lionu łącz­no­ści, roz­po­zna­nia i sape­rów, klub ofi­cer­ski, szpi­tal, maga­zyny zaopa­trze­nia i żyw­no­ści, biuro komen­danta i war­tow­nia.

Wia­domo, że wszy­scy chłopcy w każ­dym gar­ni­zo­nie w Kraju Nad­mor­skim bawili się tylko w wojnę i w nic innego. A roz­ma­wia­li­śmy też wyłącz­nie o woj­nie.

Oso­bi­ście wyobra­ża­łem sobie, że I wojna świa­towa miała miej­sce w odle­głej prze­szło­ści.

W moich wyobra­że­niach II wojna świa­towa toczyła się jakoś na początku XX wieku: pola są usiane lejami, pobruż­dżone oko­pami i rowami, gęste masy pie­choty for­sują drut kol­cza­sty, prąc na ogień kara­bi­nów maszy­no­wych, i giną na marne.

A potem wybu­chła wielka wojna ojczyź­niana:

Wcze­śnie rano o świ­cie,

Gdy spo­koj­nie spały dzieci,

Hitler wydał woj­skom roz­kaz

I posłał żoł­nie­rzy nie­miec­kich

Na wszyst­kich ludzi radziec­kich.

To zna­czy – na nas.

Auto­rem wier­szy był Sier­giej Michał­kow, ulu­biony poeta towa­rzy­sza Sta­lina.

Zna­łem te słowa w wieku czte­rech i pię­ciu lat. A jako sze­ścio­la­tek nagle natkną­łem się na coś nie­wy­tłu­ma­czal­nego i nie­zro­zu­mia­łego.

Mie­li­śmy w domu mnó­stwo ksią­żek o tema­tyce wojen­nej. Naj­bar­dziej ceni­łem książki o czoł­gach. Zwłasz­cza o tych pierw­szych, wiel­kich i strasz­nych.

Moja książka miała tytuł Czołg.

Napi­sał ją zespół pod kie­row­nic­twem gene­rała puł­kow­nika wojsk pan­cer­nych B. Korob­kowa.

Teraz wiem, jaki czło­wiek stał na czele zespołu autor­skiego, ale w tam­tych odle­głych cza­sach nie zasta­na­wia­łem się nad tym. Nie czy­ta­łem ksią­żek, głów­nie oglą­da­łem obrazki. Czy­ta­łem tylko pod­pisy pod nimi. A krót­kie frag­menty tek­stu czy­ta­łem oka­zjo­nal­nie, ponie­waż oprócz wszyst­kich swo­ich wad byłem na doda­tek leniwy.

Aż pew­nego dnia natra­fi­łem w mojej ulu­bio­nej książce na infor­ma­cję, która mną wstrzą­snęła: czołgi po raz pierw­szy poja­wiły się na polu bitwy pod­czas I wojny świa­to­wej… we wrze­śniu 1916 roku.

To zda­nie spra­wiło, że wszystko w mojej gło­wie się pomie­szało i wywró­ciło.

Skoro czołgi po raz pierw­szy poja­wiły się na polu bitwy w 1916 roku, pod­czas I wojny świa­to­wej…

A wielka wojna ojczyź­niana wybu­chła w 1941 roku…

To kiedy wybu­chła II wojna świa­towa?

Wyda­wać się mogło, że mię­dzy 1916 rokiem a rokiem 1941 nie wyda­rzyło się nic tak zna­czą­cego, co by można było okre­ślić jako II wojnę świa­tową.

Posta­no­wi­łem sam roz­wią­zać ten pro­blem, ale na­dal nic nie rozu­mia­łem. Dla­tego zde­cy­do­wa­łem się pod­dać temat ogól­no­po­dwór­ko­wej dys­ku­sji.

Dys­ku­to­wa­li­śmy długo.

Starsi kole­dzy wpa­dli na nie­do­rzeczny pomysł, że dwie wojny, II wojna świa­towa i wielka wojna ojczyź­niana, toczyły się rów­no­cze­śnie. Na tych samych tery­to­riach. W obu woj­nach wal­czyły te same woj­ska. Na czele stali ci sami przy­wódcy: Niemcy mieli Hitlera, nasi – towa­rzy­sza Sta­lina.

Gdyby spoj­rzeć sze­rzej, argu­men­to­wali, to II wojna świa­towa i wielka wojna ojczyź­niana były mniej wię­cej tym samym, co dwie drew­niane lalki matrioszki.

Ta więk­sza to II wojna świa­towa.

A mniej­sza wojna była ukryta wewnątrz dużej wojny i nazy­wana wielką wojną ojczyź­nianą.

5

Nie spo­sób było zaak­cep­to­wać takiej głu­poty: jaki roz­sądny czło­wiek z jed­nej wiel­kiej wojny wydzieli mniej­szą i nada obu – i małej, i dużej – różne nazwy?

Ale tak wła­śnie było w naszym wspa­nia­łym kraju: jedna wojna miała jed­no­cze­śnie dwie cał­ko­wi­cie ofi­cjalne nazwy.

Dla­tego wiele lat póź­niej, aby nie zostać czarną owcą, musia­łem pogo­dzić się z tą here­zją.

Dla zacho­wa­nia pozo­rów.

Ale jej nie zaak­cep­to­wa­łem.

Rozdział 2

Pytanie, którego nie wolno zadać

Nie odzy­waj się. Uznają cię za mądrego.

MĄDROŚĆ LUDOWA

1

W 1950 roku wojow­ni­cza Korea Połu­dniowa zaata­ko­wała poko­jową i dobrą Koreę Pół­nocną.

Wybu­chła wojna. Po stro­nie połu­dnio­wo­ko­re­ań­skiego agre­sora wal­czyły Stany Zjed­no­czone, Wielka Bry­ta­nia oraz wiele innych państw zachod­nich.

W tej woj­nie Zwią­zek Radziecki zacho­wy­wał (czy aby na pewno?) neu­tral­ność. Ofi­cjal­nie. Jed­nak armia pół­noc­no­ko­re­ań­ska od naj­wyż­szego dowódz­twa aż do naj­niż­szych szcze­bli była naszpi­ko­wana radziec­kimi dorad­cami woj­sko­wymi oraz wspie­rana przez nie­zli­czone rze­sze chiń­skich ochot­ni­ków.

Radzieccy piloci wal­czyli na nie­bie nad Koreą.

Na tery­to­rium Chin roz­miesz­czono lot­ni­ska Armii Radziec­kiej. W ciągu trzech lat w jatce wojny kore­ań­skiej wzięło udział sie­dem­na­ście radziec­kich dywi­zji: cztery dywi­zje arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej i trzy­na­ście dywi­zji myśliw­skich.

Armia pół­noc­no­ko­re­ań­ska była zaopa­try­wana koleją dwoma głów­nymi szla­kami.

Pierw­szy pro­wa­dził z Zabaj­kala przez Chiny połu­dniową odnogą Kolei Trans­sy­be­ryj­skiej. Zbu­do­wano ją na prze­ło­mie wie­ków na pole­ce­nie ostat­niego rosyj­skiego cara. Magi­strala nale­żała do Rosji, mimo że prze­bie­gała przez tery­to­ria innych państw.

Powstała w okre­ślo­nym celu: dzięki spry­towi i prze­kup­stwom car zagar­nął odci­nek wybrzeża, na któ­rym znaj­do­wała się licząca 2 tysiące lat chiń­ska osada.

Osada ta pod koniec XIX wieku została zdo­byta przez woj­ska bry­tyj­skie i nazwana na cześć jed­nego z bry­tyj­skich ksią­żąt Port Artur.

W 1898 roku wysłan­nicy rosyj­skiego cara wrę­czyli chiń­skim urzęd­ni­kom kilka zło­tych szta­bek. I Port Artur stał się rosyj­ski.

Car Miko­łaj zało­żył tam twier­dzę i bazę mor­ską, a do bazy wysłał potężną eska­drę pan­cer­ni­ków, krą­żow­ni­ków i nisz­czy­cieli.

Z roz­kazu cesa­rza zbu­do­wano odga­łę­zie­nie linii Kolei Trans­sy­be­ryj­skiej pro­wa­dzące do twier­dzy Port Artur. Plan był pro­sty: zbu­do­wać linię kole­jową przez tery­to­rium Chin, a następ­nie prze­jąć zie­mie wzdłuż magi­strali.

W tym cza­sie toczyły się nie­zli­czone wojny japoń­sko-chiń­skie. Rosja była rywa­lem Japo­nii w walce o chiń­skie tery­to­ria. Japoń­czycy nie byli zachwy­ceni powsta­niem rosyj­skiej twier­dzy i bazy mor­skiej. Tak więc wypo­wie­dzieli Rosji wojnę, roz­gro­mili jej flotę i zdo­byli Port Artur.

Linia kole­jowa łącząca Zabaj­kale i Port Artur przez ćwierć wieku pozo­sta­wała wła­sno­ścią Rosji, a póź­niej Związku Radziec­kiego. Następ­nie została prze­ka­zana Chi­nom.

A w 1950 roku pod­czas wojny w Korei znowu oka­zała się potrzebna wła­dzom Związku Radziec­kiego. Zaopa­try­wano poprzez nią Koreę Pół­nocną, Chiny i oddziały radziec­kie w Chi­nach.

Druga trasa ze Związku Radziec­kiego prze­bie­gała bez­po­śred­nio przez wspólną gra­nicę.

Pro­blem pole­gał na tym, że wspólna gra­nica mię­dzy Koreą i Związ­kiem Radziec­kim jest bar­dzo krótka: 39 kilo­me­trów i 400 metrów. Na gra­nicy był tylko jeden most kole­jowy – przez rzekę Tuman, w pobliżu mia­steczka Cha­san.

Most był wyko­rzy­sty­wany do trans­portu towa­rów. Ame­ry­ka­nom to się nie podo­bało, dla­tego inten­syw­nie go bom­bar­do­wali. Nie cały most, tylko odci­nek kore­ań­ski. Ale cza­sami obry­wał też odci­nek radziecki.

Mostu bro­niły bate­rie pułku arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej.

My, chłopcy z gar­ni­zonu woj­sko­wego w Sła­wiance, wie­dzie­li­śmy, że wojna toczy się bli­sko. W tym pułku prze­ciw­lot­ni­czym słu­żyli nasi ojco­wie.

Pułk był ogromny: pięt­na­ście bate­rii arty­le­ryj­skich, każda uzbro­jona w sześć dział kali­bru 85 mm. Dodat­kowo bate­rie dowo­dze­nia i liczne jed­nostki wspar­cia.

Na początku wojny sześć bate­rii arty­le­ryj­skich prze­nie­siono do Cha­sanu, do obrony mostu na gra­nicy. Bate­rie te miały prawo pro­wa­dzić ogień tylko w przy­padku naru­sze­nia prze­strzeni powietrz­nej przez wroga.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Strona redakcyjna

Tytuł ory­gi­nału: Idol na kur­ga­nie

Copy­ri­ght © Wik­tor Suwo­row, 2025

All rights rese­rved

Copy­ri­ght © for the Polish e‑book edi­tion by REBIS Publi­shing House Ltd., Poznań 2025

Infor­ma­cja o zabez­pie­cze­niach

W celu ochrony autor­skich praw mająt­ko­wych przed praw­nie nie­do­zwo­lo­nym utrwa­la­niem, zwie­lo­krot­nia­niem i roz­po­wszech­nia­niem każdy egzem­plarz książki został cyfrowo zabez­pie­czony. Usu­wa­nie lub zmiana zabez­pie­czeń sta­nowi naru­sze­nie prawa.

Redak­cja: Krzysz­tof Tro­piło

Pro­jekt i opra­co­wa­nie gra­ficzne okładki: Urszula Gireń

Foto­gra­fia na okładce

© AKG/BE&W

Wyda­nie I e‑book (opra­co­wane na pod­sta­wie wyda­nia książ­ko­wego: Bożek na kur­ha­nie, wyd. I, Poznań 2026)

ISBN 978-83-8338-568-6

WYDAWCA

Dom Wydaw­ni­czy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmi­grodzka 41/49, 60-171 Poznań, Pol­ska

tel. +48 61 867 47 08, +48 61 867 81 40

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer