Wydawca: Burda Książki Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 403 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Boss - Sierra Cartwright

Jeszcze pikantniejsza od „Pięćdziesięciu twarzy Greya”! – Mail Online

tom trzeci z serii Rodzina Donovanów

Jego erotyczne wymagania wystawiają na próbę wszystko, w co wierzyła.

Może się okazać, że zażądał od niej zbyt wiele…

Kiedy pewny siebie, charyzmatyczny Nathan Donovan zostaje jej szefem, życie Kelsey Lane całkowicie się zmienia. Multimilioner pragnie mieć ją u swego boku, ale jego wymagania na tym się nie kończą.

Kelsey unika angażowania się w miłosne związki, zwłaszcza z tak przebojowymi mężczyznami jak Nathan. Szybko jednak odkrywa, że jego zainteresowanie i zmysłowe pragnienia rozpalają coś ukrytego głęboko w niej samej, pchają ją ku przygodzie, która wystawi na próbę wszystko, w co dotąd wierzyła.

Nathan, młodszy, odważniejszy z energicznych braci Donovanów, przywykł, że dostaje wszystko, czego zapragnie. Teraz jego uwagę przyciągnęła bystra, seksowna Kelsey Lane. Szybko odkrywa, że dziewczyna jest inna od wszystkich kobiet, jakie dotąd znał.

Spotyka się z nim, pożądaniem odpowiadając na pożądanie, dociera głęboko do jego wnętrza, łamiąc bariery, którymi otoczył swoje serce.

Jednak Nathan zastanawia się, czy Kelsey zechce dać mu to jedno, czego się od niej domaga…

Opinie o ebooku Boss - Sierra Cartwright

Fragment ebooka Boss - Sierra Cartwright

Tytuł oryginału: Boss

Copyright © by Sierra Cartwright, 2016

Originally published in the English language as Boss by Totally Bound Publishing, a subsidiary of Totally Entwined Group Limited, Lincoln.

Published in Poland by arrangement with Prava i prevodi Literary Agency and Bonnier Zaffre, London.

Osobiste prawa autorskie zostały zabezpieczone.

Copyright for the Polish edition © by Burda Publishing Polska Sp. z o.o., 2017

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Redaktor prowadzący: Marcin Kicki

Tłumaczenie: Anna Maria Szulc

Redakcja: Paulina Zyszczak/eKorekta24.pl

Korekta: Katarzyna Szajowska/Melanż, Maria Talar

Skład i łamanie: Beata Rukat/Katka

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Projekt okładki: Katarzyna Ewa Legendź

Zdjęcie na okładce: BDLM/Getty Images

ISBN: 978-83-8053-221-2

Ostrzeżenie:

Powieść zawiera treści o charakterze jednoznacznie seksualnym, przeznaczone wyłącznie dla dorosłych czytelników.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.burdaksiazki.pl

Skład wersji elektronicznej: Marcin Kapusta

Wszystkim nowym przyjaciołom, zwłaszcza tym z grupy Wicked Wine Run. Bardzo sobie cenię waszą przyjaźń. Barbaro, jesteś spoiwem, które nas łączy. A ty, Joy, jesteś promykiem słońca! April Nichols Wilson, dziękuję ci za to, że odpowiadasz na moje pytania znacznie szerzej, niż oczekiwałam! Katherine Deane, dziękuję ci za twoje spostrzeżenia. Sandi Klemencic Fusser, zdecydowanie okazałaś się „moim człowiekiem”. Cassandro Caress, jesteś cholernie inspirująca i zabawna. I oczywiście nigdy nie skończyłabym książki bez BAB. Tak, czekałam na ciebie. Czytelnicy, uwielbiam dostawać od was wiadomości i być z wami w kontakcie. Codziennie mnie inspirujecie. Proszę, niech tak pozostanie.

PROLOG

– Czy to Kelsey Lane?

Zaskoczony Nathan Donovan podniósł wzrok znad ekranu telefonu i spojrzał na swego starszego brata Connora.

– Tak. Właśnie dostałem jej teczkę personalną.

– W sobotni wieczór? – Connor uniósł brwi. – Kiedy obchodzimy stulecie rancza? Lepiej, żeby dziadek nie zobaczył, że pracujesz.

Nathan wymknął się po cichu do narożnika ogromnego namiotu, mając nadzieję, że tam nikt nie będzie mu przeszkadzał. Liczba gości sięgała tysiąca, więc powinien był zdawać sobie sprawę, że jeśli będzie pracować zamiast udzielać się towarzysko, zostanie na tym przyłapany.

– Jest coś ciekawego? – zapytał Connor, rozejrzawszy się dokoła.

Widząc, że brat nie zamierza odejść, Nathan wygasił ekran i włożył telefon z powrotem do kieszeni.

– Ma tytuł magistra. Pracowała dla Newman Inland Marine w sumie około sześciu lat, razem ze stażem. Lojalna. Godna zaufania. Wzorowe osiągnięcia. Awansowała szybciej, niż się spodziewano.

Connor kiwnął głową, jakby ta informacja nie była dla niego nowa.

– Co o niej wiesz? – zapytał Nathan.

– Niewiele. Kilka dni temu jej nazwisko przewinęło się przez moje biurko. Rekruter szukał talentów dla BHI.

Żona Connora była właścicielką BHI, a on sam zasiadał w radzie nadzorczej. Jako prezes zarządu Lara liczyła na poparcie ze strony Connora i jego opinie.

– Ciekawe – stwierdził Nathan.

Ponieważ ich firmy się rozrosły, tego rodzaju konflikty były nieuniknione. Kłopotliwe, ale nieuniknione. Wiedział, że BHI prowadzi działalność biznesową w obszarze żeglugi i logistyki, ale ponieważ zajmowali się głównie obsługą lotniczą i naziemną, w najlepszym razie stanowili dla niego niewielką konkurencję.

– O jakich kompetencjach mówimy?

– Ropa i gaz – odparł Connor.

– Interesujące.

– Nie musimy się przy niej upierać.

Nathan nie chciał stanąć Kelsey Lane na drodze do kariery w innej firmie. Jeśli jej umiejętności przyniosłyby korzyść BHI, zasługiwaliby na szansę, by o nią zabiegać.

– Możecie ją sobie wziąć – powiedział.

Connor najwyraźniej przestał go słuchać, więc Nathan podążył za wzrokiem brata. Jego żona Lara rozmawiała z wysokim facetem o wyglądzie kowboja, który się nad nią pochylał. Zbyt nisko, jeśli sądzić po nagłym grymasie gniewu na twarzy Connora.

– Przepraszam – rzucił Connor przez zaciśnięte zęby. Nie czekając na odpowiedź, ruszył w stronę żony.

Dzięki Bogu Nathan znów mógł zostać sam.

Wyjął telefon z kieszeni i ponownie otworzył informacje na temat Kelsey.  I n f o r m a c j e?  Jeśli miał być szczery, ciekawił go nie tylko jej życiorys. Chciał zobaczyć zdjęcie.

Jej uśmiech wydawał się nieco wymuszony, jakby nie miała cierpliwości dla fotografa. Piwne oczy, pełne usta i długie ciemne włosy nie były przez to mniej piękne.

Wszystko mu się w niej podobało.

Jeśli przejęcie firmy się uda, zachwycająca Kelsey Lane zostanie jego asystentką.

Właśnie po to warto pracować ciężej i dłużej.

Dwoje gości, których nazwisk nie mógł sobie przypomnieć, przystanęło, aby zamienić z nim parę słów. Ukrywając irytację, schował telefon i uścisnął dłoń mężczyzny.

Minęło pełne pięć minut, zanim skierowali uwagę w inną stronę, przeprosili i odeszli. Zastanawiał się, ile jeszcze razy będzie zmuszony się uśmiechnąć, zanim wreszcie uda mu się stąd uciec. Niewiarygodne, ale wciąż przybywali nowi goście. Niektórzy nawet w limuzynach, co było nadzwyczaj niepraktyczne na ranczu, nie tylko z powodu wiejskich gruntowych dróg, ale również przez wzgląd na odległość od miasta.

Jednocześnie rozdrażniony i zniecierpliwiony rzucił okiem na zegarek. Tak naprawdę nie tyle zegarek, nawet jeśli wskazywał czas z dokładnością zegara atomowego, co raczej minikomputer. Nie wymagał ładowania, ponieważ zasilały go ruchy ciała. Oprócz tego czerpał energię ze światła. Dzieło sztuki zaprojektowane przez Juliena Bondsa nie tylko było obdarzone intuicją, ale często wyprzedzało działanie Nathana.

Urządzenie zawibrowało. Nathan musnął palcami szafirowe szkiełko wyświetlacza, na którym pojawił się mały hologram jego bratowej Sofii, a pod nim tekst. Kolejne słowa przesuwały się naprzód, w miarę jak je odczytywał. Sofia pisała:

Nathan, nie ma jeszcze ósmej. Oczekujemy, że zostaniesz z nami co najmniej dwie godziny. Dla przypomnienia: poproś matkę do tańca. I jeszcze jedno: Connor właśnie mi powiedział, żebym odcięła ci wi-fi do jedenastej, również w domku gościnnym, więc nawet jeśli zwiejesz, nie będziesz mógł się zalogować. Mówi, że to dla twojego własnego dobra.

Co to ma być, do cholery? Już miał wygasić ekran, kiedy Sofia znów się odezwała:

Możesz również się odprężyć, wziąć coś do picia i się bawić. Pa, pa!

Pomachała do niego w radosny, nieco irytujący sposób i jej obraz zniknął.

Jęknął.

Wszyscy oczywiście wiedzieli, że wolałby być wszędzie, tylko nie tu. Pieprzone przyjęcia. Strata czasu. I jeszcze większa strata pieniędzy.

Przeciągnął palcem wewnątrz kołnierzyka koszuli. Chociaż to październik, na rodzinnej farmie Running Wind w południowym Teksasie było goręcej niż w piekle.

Gdyby mógł wybierać, zostałby w Houston, żeby pracować nad przejęciem Newman Inland Marine. Zbliżał się decydujący moment. Sypiał coraz krócej, wyzwania i możliwości stanowiły paliwo, które go napędzało. To było upajające. Działało na niego jak narkotyk. I niemal drżał z pragnienia, by dać sobie w żyłę.

Jakby na zawołanie przechodzący obok kelner przyszedł mu na ratunek, niosąc różne wina z lokalnych winnic.

– Bardzo dziękuję. – Nathan chwycił kieliszek z czerwonym trunkiem.

– Zadowolony, że nie puściliśmy domu z dymem?

Odwrócił się i ujrzał swoją siostrę Erin.

– Jeszcze nie jest na to za późno, prawda? – zapytał.

– Przestań, ty sknero. To jest zabawa.

– Zabawa? – „Może dla paru osób” – pomyślał.

– Sofia odwaliła kawał cholernie dobrej roboty.

Nawet on musiał to przyznać, chociaż koszty były ogromne. Po cichu pokpiwał z jej pomysłu, żeby postawić na ranczu namioty, a głośno zastanawiał się, czy to wszystko aby nie wygląda jak cyrk. Wnętrze nie przypominało jednak namiotu. Konstrukcja była masywna, z oknami i przeszklonymi francuskimi drzwiami, stały w niej stoły, mieścił się parkiet do tańca i szczęśliwie miała klimatyzację. Sofii udało się nawet namówić grupę Matthew Martina, żeby przerwała krajową trasę i dała występ. Była na światowym poziomie. Grała wszystko – od coverów po swoje własne największe przeboje, od ballad po country swing i nawet kilka obowiązkowych tańców liniowych. Nieźle jak na zespół, który w ciągu pięciu ostatnich lat trzy razy zdobył najbardziej prestiżową nagrodę w kategorii muzyki country.

– Dziadek mówi, że to się przysłuży interesom.

– Nie jestem pewien, jak to będzie możliwe, skoro mamy odcięte wi-fi.

– Na miłość boską, Nathan, ty nawet umrzesz z telefonem w ręku. Zawsze byłeś takim nudziarzem? Kiedyś lubiłam spędzać z tobą czas. – Zmarszczyła brwi. – Przynajmniej tak mi się wydaje. Chyba że pamięć płata mi figle.

Dziś wieczorem w pewnym momencie zdjęła buty. Włosy miała wysoko upięte, z wplecionymi w nie małymi białymi kwiatkami. Wybrała interesujący strój – krótką skórzaną spódnicę i czarny gorset. Oczywiście.

– Ubrałaś się tak, żeby zrobić mi na złość?

– No proszę cię. – Przewróciła oczami. – Wbij sobie wreszcie do swojej tępej głowy, że nie wszystko kręci się wokół ciebie.

To była ta sama stara sprzeczka. Mieli z Erin różny stosunek do pieniędzy. Upierała się, że Nathan jest nadmiernie ostrożny i nienowoczesny, wręcz na granicy sztywności. Nie obchodziły go te zarzuty. Kiedy umarł ich ojciec, Connor odziedziczył przedsiębiorstwo, które chyliło się ku upadkowi. Nathan widział, jak niewiele brakowało, aby Donovanowie stracili zdobytą ciężką pracą spuściznę przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Kiedy został mianowany dyrektorem finansowym, przysiągł, że będzie dobrze zarządzał majątkiem firmy, aby przyszli Donovanowie mieli coś, z czego będą dumni.

Erin wolała cieszyć się chwilą, myśląc o tym, co dobrego może zrobić dla świata. Była marzycielką. Nathan planował. Kiedy zwróciła się do niego, by zainwestował w sklep gorseciarski jej przyjaciółki, odmówił. Niezrażona wyłożyła pieniądze z własnego funduszu powierniczego, by jej pomóc.

– I co, podoba ci się? – zapytała, przerywając jego rozmyślania.

– Co mi się podoba?

– Moja kreacja. – Obróciła się. – Demonstruję ją. Jako modelka.

– Robisz co?

– Pomagam zrobić reklamę sklepowi, pokazując, jak uniwersalne zastosowanie ma ten strój. Można go włożyć na każdą okazję, nawet na elegancką imprezę. Gorsety nadają się nie tylko do sypialni.

– A powinny.

Albo do klubu BDSM, gdzie, jego zdaniem, było dla nich najlepsze miejsce. Lubił sznurować je z całej siły na uległej, sub, i napawać się widokiem jej ściśniętych piersi.

Erin klepnęła go po ramieniu.

– A naszyjnik…? To też demonstrujesz?

– Ach, to? – Dotknęła pięknego i, jak się domyślał, cholernie drogiego naszyjnika z zawieszką w kształcie łzy. – Nie, to kupiłam sobie na poprawę nastroju.

– Był jakiś powód, żeby wyrzucać pieniądze na ekstrawagancką biżuterię?

Erin odziedziczyła po prababce skarb w postaci kasety pełnej biżuterii. Mogłaby po prostu oprawić na nowo któryś z tych kamieni.

– Kupiłam to tuż po przyjęciu weselnym Connora – odparła wymijająco.

Zanim zdążył zadać kolejne pytanie, upiła wina.

– Dobre – stwierdziła z uznaniem i pociągnęła następny, głębszy łyk. – No a dlaczego ty kogoś nie przyprowadzisz? Byłoby ci łatwiej.

Spojrzał na nią.

– Na to galowe przedstawienie?

Wzruszyła ramionami.

– Rozumiem, co masz na myśli – odparła.

Ponieważ wszyscy członkowie rodziny pojawili się w piątek i zamierzali zostać do niedzieli, odrzucił pomysł, aby kobietę, którą ledwie znał, zabrać na spotkanie z krewnymi, gdzie znosiłaby niekończące się pytania i dzieliła z nim przestrzeń.

W jego życiu było niewiele miejsca na związek i dobrze się z tym czuł. Uwielbiał uległe kobiety w Deviation, interesującym klubie BDSM, który niedawno otwarto w mieście. Sporadyczne wizyty zaspokajały jego podstawowe potrzeby. Kiedy po kilku godzinach wracał do domu, był jeszcze bardziej skupiony na interesach. Sesje w klubie nie tylko tłumiły dziką stronę jego natury, ale też dodawały mu energii.

Z kieliszkiem w ręku podszedł do przyrodniego brata Cade’a, który stał nieopodal, rozmawiając ze swoją matką Stormy.

Chociaż Nathan był trochę zaskoczony, że przyjęła zaproszenie, ucieszył się, że ją widzi. O ile było mu wiadomo, to pierwsze przyjęcie u Donovanów, na którym się pojawiła.

– Stormy – powiedział i uścisnął jej dłoń.

– Nathan – odparła. – Zawsze miło cię widzieć.

Kobieta była wysoka, smukła i ubrana dokładnie tak, jak oczekiwał. Precz z konwenansami. Obcisłe dżinsy wsunęła w kowbojskie buty, na których, prawdopodobnie własnoręcznie, wytłoczyła wzór. Pod kamizelkę z brązowej skóry włożyła obcisły biały T-shirt. Miała szeroki uśmiech, stanowczy uścisk dłoni i bezpośrednie spojrzenie. Nathan rozumiał, dlaczego jego ojciec, Jeffrey, zakochał się w Stormy, chociaż miał się ożenić z jego matką.

Ranczo Running Wind nie byłoby tym, czym jest, gdyby nie rady Stormy. A prowadzący je Cade, najstarszy z braci Donovanów, wykonał cholernie dobrą robotę. To Stormy wywalczyła spadek dla swego syna z nieprawego łoża i zaszczepiła w jego sercu miłość do ziemi. Chociaż Nathan był mało zainteresowany tą częścią rodzinnego biznesu, inteligencja Cade’a i jego ciężka praca przyniosły finansowy sukces. A Nathan to doceniał.

– Spójrzcie, kogo tu mamy – przerwał im Cade i zagwizdał przeciągle.

Nathan spojrzał przez ramię i w szklanych drzwiach namiotu dostrzegł Juliena Bondsa.

– Nie wiedziałem, że został zaproszony – powiedział.

Bondsa otoczyła grupa ludzi, zasłaniając go i chroniąc przed zawsze wścibskimi kamerami telefonów komórkowych.

– Connor nalegał, żeby wysłać mu zaproszenie – odparł Cade. – Tak naprawdę nikt nie wierzył, że się zjawi, ale Sofia na wszelki wypadek zarezerwowała dla niego domek gościnny. Domyślam się, że przyleciał z Houston helikopterem. – Wzruszył ramionami. – Wciąż chciałbym zobaczyć jego sztywniacki tyłek na koniu.

– Będę mu dawać lekcje. – Stormy zgłosiła się na ochotnika.

Spędziła wiele lat jako kowbojka i była wytrawną amazonką. O ile Nathan dobrze pamiętał, to właśnie ona nauczyła jego ojca jeździć konno. Było to prawdopodobnie tego lata, kiedy się w sobie zakochali.

– Chciałbym zapytać go o kilka funkcji w zegarku – powiedział.

– W zegarku? Masz zegarek Bondsa? – Cade był zdumiony.

Nathan machnął mu nadgarstkiem przed oczami.

– Ja pierdzielę – powiedział Cade. – Jak go, do cholery, zdobyłeś?

– Wyraziłem zainteresowanie inwestycją, ale odmówił. Twierdzi, że nie chce wchodzić na giełdę i pozwalać, żeby jakaś rada nadzorcza wtrącała się w jego twórcze idee. – Facet był na najlepszej drodze, by stać się posiadaczem jednej z największych na świecie prywatnie zarządzanych firm. – Na pocieszenie wysłał mi zegarek do testowania.

– I co?

– Jest zdumiewający. Ale…

– Ale?

– Dziwaczny.

Cade zmarszczył czoło z zaciekawieniem.

– Wygrywa temat muzyczny, kiedy się włącza. A hologram…

– Ma hologram?

– To sam Bonds. Wita cię osobiście i doradza, jak możesz poprawić swoje życie.

To było zdumiewające. W zeszłym tygodniu Bonds radził mu, żeby kładł się nieco wcześniej i budził później, tłumacząc, że dłuższy sen w fazie REM korzystnie wpływa na długość życia. Bonds dodał, że śpiąc o dwadzieścia procent dłużej, Nathan byłby dwukrotnie efektywniejszy. Zdaniem tego geniusza znaczyłoby to, że dobrze zainwestował swój czas.

Od tej chwili Nathan zaczął zdejmować to cholerstwo niemal codziennie po powrocie z biura do domu. Problem w tym, że zegarek był tak użyteczny, że wtedy od razu zaczynał odczuwać jego brak.

– Kto z nim jest? – zapytał.

– Meredith Wolsey. – Cade pociągnął łyk piwa. – Słyszałem, że przyprowadził ją na wesele Connora.

– Co? Bonds tam był?

Cade przytaknął.

– Byli na patio. Tylko kilka osób ich widziało, ale ja nie. Dowiedziałem się o tym od Sofii.

– Podstępny sukinsyn.

Do ich grupki podeszła Erin. Mars na czole nadawał jej twarzy wyraz zdecydowania.

– Zatańcz ze mną – powiedziała. Chwyciła Nathana za nadgarstek i pociągnęła go w stronę przedniej części namiotu.

– Właśnie miałem przywitać się z Julienem i Meredith. Idziesz ze mną? Dawno go nie widziałaś, prawda? Od tego wieczoru w…

– Nathan, proszę – przerwała mu.

– Czy to nie może zaczekać? – Skrzywił się.

Erin to wspaniała gospodyni i Nathan był gotów się założyć, że porozmawiała z każdym gościem na przyjęciu. Teraz jednak z takim błaganiem w oczach prosiła go, by z nią zatańczył, że nie miał wyboru. Zawsze była utrapieniem, małą siostrzyczką, która umiała skłonić starszych braci, by zrobili niemal wszystko, czego pragnęła. Od kiedy po śmierci ich ojca załamała się i na wiele tygodni zamknęła w swoim pokoju, zaczęli pobłażać jej jeszcze bardziej.

Cade wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć „lepiej, że to ty, a nie ja”.

– Chodź już. Wybaczcie nam – zwróciła się do Stormy i Cade’a.

Ledwie Nathan zdążył odstawić kieliszek z winem, Erin pociągnęła go za sobą.

– Przestań mnie szarpać – zaprotestował.

Ściskała go kurczowo, wbijając paznokcie w jego rękę. Nie cierpiał tańczyć, ale ruszył za nią.

– Prowadź – powiedział.

Na parkiecie zaczęli tańczyć w spokojnym rytmie na dwa.

– Skąd ta panika? – zapytał.

– Nie ma żadnej paniki – odparła z szerokim, słonecznym uśmiechem.

Gdyby nie zauważył, w jaki sposób spojrzała w głąb namiotu, na Juliena i Meredith w otoczeniu tłumu gości, sądziłby, że po prostu chciała zatańczyć. W końcu znów włożyła swoje dziesięciocentymetrowe szpilki.

Zamilkła, a jemu to odpowiadało, więc nie podtrzymywał rozmowy.

Piosenka się skończyła i Erin podziękowała mu, po czym przeprosiwszy, skierowała się do stolika, przy którym siedziała ich matka razem z kilkorgiem przyjaciół i ich ciotką Kathryn… możliwie jak najdalej od Stormy.

Gdy Nathan dotarł do Juliena i Meredith, witający ich z zachwytem tłum się przerzedził i teraz stali, rozmawiając z Cade’em.

Cade przedstawił Nathana Meredith, zatrudnionej przez siebie prawniczce z prestiżowej kancelarii z północnej Kalifornii. Dłoń Juliena spoczywała nisko na jej plecach, co Nathan uznał za objaw swobodnej poufałości. Na jego oko łączyło ich dużo więcej niż zawodowa relacja. A od kiedy zaczął podejrzewać, że Bonds przynajmniej próbował BDSM, mogła w tym być również zaborczość posiadacza.

Tworzyli niezwykle piękną parę – Bonds w obcisłych, dopasowanych dżinsach, frakowej koszuli, skórzanej marynarce, z wąskim krawatem i w okropnych markowych sportowych butach, a Meredith w czarnej sukni bez pleców. Była blond odpowiednikiem swego ciemnowłosego partnera. Ostatnio jedno z czasopism o celebrytach ogłosiło ich najnowszą wpływową parą.

– Co myślisz o moim arcydziele? – zapytał Julien, kiedy uścisnęli sobie ręce.

– Jest… – Jak ma powiedzieć twórcy, co myśli o jego zegarku?

– Uwielbiasz go, prawda? Ale muszę dopracować jeszcze parę rzeczy w hologramie.

– Jeśli chodzi o…

– Ton mojego głosu nie jest najlepszy, kiedy podaję nowe informacje. – Pokręcił głową. – Inżynierowie nie przeprowadzili poprawnie syntetyzowania.

– Czy to jest jego zadanie? – zapytał Nathan sceptycznie. – Mówić mi, żebym dłużej spał?

Julien spojrzał gniewnie na rozmówcę.

– Oczywiście. Właśnie po to ludzie będą go kupować.

– Rozumiem.

Naprawdę myślał, że jacyś ludzie chcieliby, żeby nimi rządził? Nathan zastanawiał się, czy facet jest stuknięty, czy genialny.

– A ogólnie? – nalegał Julien.

– Jest absolutnie niezbędny.

Chmurne spojrzenie błyskawicznie zniknęło i uśmiech powoli rozjaśnił twarz Juliena.

– Niezbędny – powtórzył. – Tak.

Potem dotknął ekranu własnego urządzenia. Pojawił się jego obraz.

– Użyj słowa „niezbędny” w materiałach reklamowych.

Obraz Juliena ukłonił się mu.

– Tak jest, geniuszu.

Ton głosu był perfekcyjny.

Inżynierowie z pewnością wiele razy słyszeli to słowo.

Julien musnął powierzchnię szafirowego szkła i hologram zniknął.

– Gdzie jesteśmy? Chciałbym złożyć życzenia Pułkownikowi.

Cade wskazał mu stół.

Zanim odszedł, Julien powiedział:

– W przyszłym tygodniu wgram ci najnowsze oprogramowanie.

– To znaczy, że mam je sobie ściągnąć?

– Nie. To się zrobi automatycznie.

– Jak bardzo będzie wścibskie?

– Sprawdź swoje tętno, kiedy zobaczysz piękną kobietę, i wtedy mnie zapytaj. – Julien ukłonił się uprzejmie i odszedł.

– Uważam, że on chce rządzić światem – odezwała się Sofia, podchodząc do nich. – Usłyszałam jego ostatnie słowa.

– Rządzić? – zapytał Nathan. – Raczej dominować.

Cade wzruszył ramionami.

Zespół niepostrzeżenie zaczął grać szybszą piosenkę i zapowiedział kolejny taniec.

– Pokaż mi, jak to się robi, panie Donovan – powiedziała Sofia. – Podjęłam się tej pracy tylko po to, żeby zobaczyć, jak tańczysz country. Pamiętasz?

Cade uchylił kapelusza. Było widać, jak bardzo jest w niej zadurzony.

– Dla mojej pani wszystko.

Z tymi słowami, jakby na całym świecie nie istniał nikt oprócz nich, ruszyli w stronę parkietu.

Nathan wrócił w poprzednie miejsce i oparł ramię na barowym stoliku.

Wysoka brunetka w obszytej cekinami sukience, tak opiętej, że powinna uniemożliwiać poruszanie się, minęła go rozkołysanym krokiem. Pochwyciła jego wzrok i się uśmiechnęła. Wszystko w niej było doskonałe – włosy, makijaż, figura.

Przystanęła, żeby wziąć kieliszek wina, i obejrzała się na Nathana pewna, że dostrzegł jej zainteresowanie.

Zamiast zareagować spojrzał na zegarek. I swoje tętno.

Julien najwyraźniej się mylił w sprawie zegarka, który nie pokazał żadnej reakcji na widok seksbomby sygnalizującej swoją dostępność.

Nathan podniósł wzrok i zauważył, że dziewczyna ruszyła w stronę kogoś, kto doceni ją zdecydowanie bardziej.

To pozwoliło mu na nowo zebrać myśli. Nic nie sprawiało mu większej przyjemności niż opracowywanie strategii. Z wyjątkiem pogoni za tym, co chciał zdobyć.

ROZDZIAŁpierwszy

Zręcznie trzymając w rękach dwa duże papierowe kubki kawy z czekoladą i dodatkową porcją bitej śmietany, elektroniczny klucz, torebkę i sportową torbę z butami i ubraniem treningowym, Kelsey Lane wyszła z windy i skierowała się w stronę dwuskrzydłowych drzwi na końcu korytarza. Ponieważ nawet nie minęła siódma, miała dla siebie niemal cały budynek. Lubiła to, zwłaszcza w poniedziałkowe poranki. O tak wczesnej porze, jeśli sama prowadziła samochód, zwykle nie musiała przebijać się przez korki na ruchliwych ulicach Houston. Jeśli jechała kolejką, zawsze mogła znaleźć wolne miejsce do siedzenia. Niezależnie od tego lubiła rozpocząć tydzień pracy wcześniej od innych, by wszystko zorganizować i przygotować, zanim telefon zacznie dzwonić.

Światła w biurze były włączone, więc nacisnęła klamkę, mając nadzieję, że ekipa sprzątająca wciąż pracuje w środku i że gabinet jest otwarty. Na szczęście był.

– Dzień dobry! – zawołała, żeby nikogo nie zaskoczyć swoim nagłym pojawieniem się.

Pchnęła stopą drzwi i zamknęła je za sobą.

Podeszła do swojego biurka, postawiła na nim kawę i położyła klucze, a torebkę i sportową torbę rzuciła na pokrytą wykładziną podłogę. Obróciła się, by odsłonić żaluzje i za chwilę zobaczyć, jak w blasku wschodzącego słońca zalśnią ściany sąsiednich wieżowców. To był jeden z największych plusów jej pracy. Spektakularna panorama Houston oglądana z wysokości czterdziestego piętra.

Odwracając się, zauważyła w rogu donicę z żółtym hibiskusem. Nie stał tam, kiedy opuszczała biuro w piątkowy wieczór. Był piękny, ale Samuel Newman nie przyniósłby tu kwiatu.

– Dzień dobry.

Zaskoczona spojrzała w stronę, z której dobiegł ją męski, bardzo seksowny baryton, zupełnie nieprzypominający głosu jej szefa.

Gwałtownie wstrzymała oddech na widok nieznajomego mężczyzny stojącego w otwartych drzwiach. Miał niewiarygodnie szerokie ramiona. Nosił białą koszulę z długimi rękawami i podwójnymi mankietami. Jasnoszary krawat luźno zawiązał pod szyją. Stał z ramionami skrzyżowanymi na piersi, patrząc na nią spod lekko zmarszczonych brwi.

Strach i niepewność przyspieszyły jej tętno do galopu.

– W czym mogę panu pomóc? – Sięgnęła do telefonu, aby zawiadomić ochronę o obecności intruza, chociaż zastanawiało ją, jak ktoś mógł przejść niezauważony obok strażników w holu.

– Pani jest Kelsey Lane. I zapewniam, że nie musi pani dzwonić po pomoc.

Spojrzała na niego gniewnie.

– Wygląda na to, że ma pan nade mną przewagę, panie…

– Donovan. Nathan Donovan.

Wypuściła oddech i odsunęła rękę od telefonu. Oczywiście. Chociaż nigdy nie spotkała żadnego z braci Donovanów, znała ich reputację. Zimni. Bezkompromisowi. Wyrachowani.

Nathan, jeśli dobrze pamiętała z licznych artykułów, które czytała w biznesowym tygodniku wychodzącym w Houston, był najmłodszym synem. Podobno miał niesamowity talent do liczb, do inwestycji. Jako finansowy mózg w rodzinie Donovanów bezwzględnie przejmował spółkę za spółką, usprawniał ich działanie, niektóre wyprzedawał, a z innych czerpał zyski, redukując zatrudnienie i eksploatując tych pracowników, których nie zwolnił. Ale jedno firmy miały ze sobą wspólnego – zanim się ich pozbył, wszystkie stawały się dochodowe.

– Widzę, że pani o mnie słyszała.

– Któż by nie słyszał? – odparła.

Mówiło się, że Nathan Donovan ma pozornie przyjacielski sposób bycia, maskujący jego prawdziwą, makiaweliczną osobowość. Nie wolno było go nie doceniać. Ale ważniejsze pytanie brzmiało: co on, u diabła, robi przed siódmą rano w biurze Samuela Newmana?

– Czy coś z tego było pozytywne? – zapytał.

– Coś z…?

– Z tego, co pani słyszała.

Spojrzał na nią zaskakująco zielonymi oczami, a intensywność jego wzroku sprawiła, że przeszedł ją dreszcz. Głos Donovana był barytonem o bogatej, głębokiej barwie. Chociaż domyślała się, że jego słowa miały brzmieć lekko i zachęcać do rozmowy, żołądek skurczył się jej z niepokoju.

– Czy pan Newman jest w biurze?

Wykręciła się od odpowiedzi na jego pytanie. Przechyliła głowę, starając się zajrzeć do drugiego pomieszczenia, ale Nathan przesłaniał jej widok.

Po jego twarzy przemknął grymas niezadowolenia.

– Sądziłem, że pani mnie oczekuje.

Chwilę wcześniej wydawał się wyluzowany, przyjazny. Teraz jego twarz przybrała wściekły wyraz. Z zaciśniętymi szczękami zrobił krok w jej stronę.

– Nie dzwonił do pani? Nie kontaktował się w żaden sposób?

Pokręciła głową.

Drgnęła, gdy zaklął ordynarnie.

– Newman powinien był panią uprzedzić – powiedział.

– Uprzedzić mnie o czym? – Nogi się pod nią ugięły i żeby nie upaść, przysiadła na krawędzi wypolerowanego do połysku biurka.

– Że już tu nie pracuje.

– Ale… – Chwyciła torebkę i wyjęła z niej komórkę. To było po prostu niemożliwe. – Co pan ma na myśli, mówiąc, że tu nie pracuje? To jego firma.

Newman Inland Marine miała prawne i finansowe problemy, ale nie było to nic, czego nie dałoby się przezwyciężyć. A przynajmniej tak jej się wydawało. W piątek została w biurze do późna, żeby przejrzeć jeszcze pewne papiery, i powiedziała szefowi, że nie ma planów na weekend, więc jeśli będzie potrzebował pomocy w jakiejkolwiek sprawie, może w każdej chwili do niej zadzwonić i poprosić, żeby przyjechała.

Newman spojrzał na nią wtedy znad okularów, posłał jej zdawkowy uśmiech i podziękował. Gdy się z nim pożegnała, w żaden sposób nie dał jej do zrozumienia, że dzieje się coś niezwykłego.

Wstukała kod w telefonie, żeby przejrzeć wiadomości. Nie było żadnych esemesów ani nieodebranych połączeń.

Nathan stał tam, wielki dosłownie i w przenośni, pozwalając jej powoli rozeznać się w sytuacji.

– Obawiam się, że czegoś nie rozumiem. – Nie chciała nazwać go kłamcą, ale…

– Proszę go zapytać. – Ruchem głowy wskazał jej telefon.

Zgodziła się i wybrała numer. Odezwała się poczta głosowa pana Newmana.

Nagranie było głośne i widziała, że Nathan je słyszy. Zostawiła krótką wiadomość, a potem wysłała jeszcze esemes. Nie żeby spodziewała się, że Samuel odpisze. Wolał bezpośrednią rozmowę z ludźmi. Wiele razy powtarzał, że pisanie esemesów i e-maili jest absurdalnie bezosobowe i nigdy nie będzie w ten sposób robił interesów. Był dumny z tego, jak Newman Inland Marine traktuje klientów. Telefony odbierali żywi ludzie, a nie automatyczna sekretarka.

I dlatego jego obecne zachowanie było jeszcze bardziej zagadkowe.

– Pani powinna być powiadomiona jako jedna z pierwszych osób.

Odłożyła telefon na biurko.

– Panie Donovan, obawiam się, że dopóki nie usłyszę, że jest inaczej, pozostanę lojalna wobec pana Newmana. I proszę, żeby opuścił pan jego biuro.

Nieznacznie skinął głową.

– Kiedy pani czeka na to, żeby oddzwonił, czemu nie spojrzy pani na oznakowanie drzwi?

Spojrzała na niego gniewnie, zsunęła się z biurka i podeszła do drzwi.

Przy każdym kroku czuła, że Nathan Donovan uważnie bada ją wzrokiem.

W korytarzu spojrzała na mosiężne tabliczki.

Zabrakło jej tchu.

Kiedy wychodziła stąd w piątkowy wieczór, górna tabliczka nosiła napis „Newman Inland Marine”. Teraz widniało tam „Donovan Logistics”.

Druga tabliczka – ta z wygrawerowanym nazwiskiem jej szefa – została zastąpiona inną, z nazwiskiem Nathana. Metal błyszczał, nowy i obiecujący.

Nie mogąc się powstrzymać, drżącym palcem obwiodła literę D.

I co teraz?

Wszystko, co powiedział Nathan, wydawało się prawdą. Niezależnie od tego, jak potężni byli, Donovan Worldwide nie dostałoby zezwolenia, aby wejść do budynku w weekend, wymienić oznakowanie i uzyskać dostęp do biura kierownictwa firmy. Fakt, że pan Newman z nią nie porozmawiał, najwyraźniej nie miał znaczenia. To nią wstrząsnęło. Uchodziła za jego najbliższą powiernicę, wtajemniczoną we wszystko, co działo się w firmie. Czego jeszcze nie wiedziała?

Wyprostowała ramiona, opuszczone pod wpływem przygnębienia. Nie miała innego wyjścia niż stawić czoło swojej przyszłości. Co nie znaczyło, że musi jej się to podobać.

– Zadowolona? – zapytał.

Stał pośrodku pokoju – jej pokoju – z rękoma skrzyżowanymi na szerokiej piersi i lekko rozstawionymi nogami. Wyglądał imponująco, władczo, był odprężony i swobodny. Jakby był właścicielem całego tego pieprzonego miejsca. Na co zresztą wyglądało.

– Jestem zakłopotana – przyznała.

Obchodząc go, ruszyła do swojego biurka. Miękka wykładzina tłumiła odgłos jej kroków. Aż do tej chwili nie zauważała, jak mało było tu miejsca. Gdy nosiła szpilki, niewielu mężczyzn zdolnych było sprawić, że czuła się drobna. Ale przy potężnym ciele Nathana mającego dobrze ponad metr osiemdziesiąt wzrostu wszystko wydawało się karłowate.

Poczuła się trochę nieswojo, więc usiadła za biurkiem w zaprojektowanym na zamówienie, ergonomicznym fotelu i sięgnęła po kawę.

Ponieważ stał przed nią i nad nią górował, pożałowała, że to zrobiła.

– Czy byłby pan uprzejmy wyjaśnić mi, co się dzieje? – zapytała.

– Może przeszlibyśmy do mojego gabinetu?

W pierwszym odruchu chciała powiedzieć, że ten gabinet nie należy do niego. W drugim, że wolałaby zostać w swoim pokoju. Wtedy ciekawość wzięła górę.

Trzymając w jednej ręce kubek z kawą, drugą chwyciła komórkę i ruszyła za nim.

Na widok biura wstrzymała oddech. W ciągu dwóch dni całkowicie się przeobraziło.

Zniknęły wszystkie oprawione fotografie rodziny i przyjaciół Samuela. Ogromnego zdjęcia, na którym z uśmiechem ściskają sobie dłonie z gubernatorem Teksasu, nie widziała nigdzie. A to był dopiero początek zmian.

Bibeloty i pamiątki usunięto. Jeszcze w piątek każdy ważny moment w życiu Samuela był tu w jakiś sposób upamiętniony, przez wycinki z gazet i trofea, certyfikaty i nagrody.

A teraz… Półki na książki zostały rozebrane. Kusząco wygodne skórzane fotele zniknęły sprzed biurka. Dwa niskie, modernistyczne, stały teraz daleko pod ścianą i wyraźnie nie zachęcały, by się w nich zasiedzieć.

Żaluzje zastąpiono ekranami na szyby, a na parapecie postawiono minimalistyczne terrarium wypełnione kaktusami. Nawet zapach dymu z cygar został w jakiś sposób usunięty. Zamiast przytulnej zieleni ściany pokrywała chłodna i praktyczna stalowa szarość. Nazwę Donovan Logistics namalowano na niej grubymi czarnymi literami za pomocą szablonu. Zniknął wszelki ślad po Samuelu Newmanie i jego przyjaznej, radosnej osobowości.

Nathan przysunął jej fotel.

– Proszę, niech pani usiądzie.

Kelsey nadal stała. To nie przeszkodziło mu zapaść się w fotel o futurystycznym kształcie, kunsztownie wykonany ze stali i pokryty oddychającą siatkową tkaniną. Jego biurko i bufet w tym samym stylu dominowały w pomieszczeniu. To było najodpowiedniejsze słowo: dominowały. Meble były masywne.

Nathan miał ogromny, podwójny płaskoekranowy monitor z logo Bonds Electronics. Jego telefon komórkowy stał na podpórce, więc nawet nie musiał opuszczać wzroku, żeby zobaczyć, kto dzwoni. To wyglądało na miejsce, z którego Nathan Donovan mógł rządzić imperium.

Oparł się w fotelu i bez słowa czekał na jej decyzję.

Kelsey usiadła. Fotel nie był tak niewygodny, na jaki wyglądał.

Na biurku Nathana zauważyła stos papierowych teczek. Ta leżąca na górze była otwarta. Kelsey rzuciła na nią okiem. Jej własna teczka personalna.

Serce jej zamarło. Aż do tej chwili niepokoiła się tylko o Samuela, jednak teraz uświadomiła sobie, że Nathan prawdopodobnie zamierza usunąć również ją. Oczywiście jej profil zawodowy nie był ostatnio uaktualniany. W obecną pracę zainwestowała kilka lat, rozwijając firmę i relacje z jej pracownikami. Szczerze mówiąc, prawdopodobnie poświęciła zbyt wiele, również jeśli chodzi o życie osobiste.

– Było już wiele zmian – powiedział, gdy napotkała jego stanowcze spojrzenie. – A Samuel uświadomił Donovan Worldwide, jak ważna pani będzie, aby przejęcie firmy przyniosło sukces.

Nie użył słowa „fuzja”. To znaczyło, że sprawy nie mają się najlepiej. Westchnęła.

– Jeśli nadal chce pani tu pracować, panno Lane, jest pani moją nową asystentką.

– Pańską… – Rzadko zdarzało się, aby Kelsey zabrakło słów, więc upiła łyk kawy, aby zyskać na czasie. – Pan Newman jest dla mnie kimś więcej niż szefem. Jest mentorem. Pracowałam tu jako stażystka podczas studiów i zatrudnił mnie, kiedy zdobyłam dyplom magistra. Bardzo wiele mu zawdzięczam.

– I może się pani za to zrewanżować, pozostając tu, przynajmniej na razie.

Skrzyżowała nogi w jedną, potem w drugą stronę.

– Nie mogę niczego przyrzec, dopóki nie porozmawiam z panem Newmanem.

– Oczywiście.

Myśli kotłowały się w jej głowie. Jeśli ona nie wiedziała, co się wydarzyło, zapewne nikt inny nie wiedział. Pozostało tylko czterdzieści pięć minut, zanim reszta pracowników pojawi się w biurze.

– Dlaczego nie spróbuje pani jeszcze raz do niego zadzwonić?

To nie było podobne do pana Newmana. Zawsze odbierał telefony od niej. Z drugiej strony wszystko, co się wydarzyło przez ostatnie dziesięć minut, było surrealistyczne. Wybrała numer i tym razem usłyszała dźwięk połączenia. Kiedy już była pewna, że znów odezwie się automatyczna sekretarka, Newman odebrał.

– Kelsey. – Głos miał cichy, przygnębiony.

Nie musiał nic dodawać. Zrozumiała, że wszystko, co Nathan powiedział, było prawdą. Zderzyła się z rzeczywistością, której próbowała zaprzeczyć.

Nie potrafiła rozmawiać, kiedy Nathan jej się przyglądał, więc wróciła do swojego biurka i ciężko usiadła w fotelu.

– Jestem tchórzem – powiedział Newman.

Tchórzem?

– Miałem zamiar zadzwonić do ciebie wczoraj. Ale… – Usłyszała zmęczone westchnienie. – Wybacz mi.

Poczucie zdrady i konsternacja wytrąciły ją z równowagi. Jak mógł to zrobić? Nie chodzi tylko o nią, ale o całą firmę, setki ludzi.

– Potrzebuję twojej pomocy.

Zacisnęła powieki. Na to absolutnie nie była przygotowana.

– Kelsey…

Obudził się jej biznesowy instynkt i odsunęła na bok osobiste uczucia.

– Czy jest… czy był plan, żeby powiedzieć o tym pracownikom?

– Miało być inaczej… – Przerwał. – Zamierzałem przyjść i spotkać się ze ścisłym kierownictwem i przedstawić Nathana. Mieliśmy iść do doków, żeby mógł oficjalnie spotkać się z ludźmi. Był tam już wcześniej, kilka tygodni temu.

– Okay. Jaka jest nowa strategia?

Usłyszała jakiś ruch, a potem kobiecy głos.

– Kelsey?

– Pani Newman?

– Kochanie, jesteśmy w szpitalu.

Kelsey poczuła, że szczęka jej opada.

– Chodzi o serce.

Zanim Kelsey zdążyła wydobyć z siebie słowo, Holly kontynuowała:

– Lekarze mówią, że z tego wyjdzie. Ale…

Niech to szlag.

– Firma cię potrzebuje.

Przez ostatnie kilka lat Kelsey wiele razy rozmawiała z panem Newmanem, podkreślając, że konieczny jest plan sukcesji. Zachęcała go, by szkolił kadrę menedżerów gotowych przejąć kierownictwo albo pomyślał o ściągnięciu kogoś z zewnątrz. Był uparty. Miał zamiar żyć wiecznie i twierdził, że było jeszcze mnóstwo czasu.

Zamrugała, żeby nie wybuchnąć płaczem. Nie było więcej czasu. Newman Inland Marine miała nowego właściciela, a stres załamał Samuela.

Samuel i Holly coś do siebie szeptali, w tle było słychać syk i pikanie szpitalnej aparatury.

– Samuel chce, żebym ci powiedziała, że na ciebie liczy. Chce, żeby Donovan odniósł sukces.

Głos Holly był napięty pod wpływem emocji, być może frustracji, gniewu, a z pewnością także lęku.

– Mogę go odwiedzić?

Holly podała jej nazwę jednego z renomowanych szpitali w Houston i dodała:

– Ale nie dzisiaj, kochanie. Może jutro. Musi trochę odpocząć. Ale, Kelsey, szybciej poczuje się lepiej, jeśli będzie wiedział, że może ci zaufać. Boi się o pracowników, jestem pewna, że to rozumiesz.

Kiwnęła głową, chociaż Holly nie mogła tego widzieć.

– Możecie na mnie liczyć.

Po wymianie uprzejmości – głównie banałów – rozłączyła się.

Odłożyła telefon i potrząsnęła głową z westchnieniem, starając się ochłonąć. Kiedy uniosła wzrok, zobaczyła, że Nathan jest w pokoju.

– Jak długo pan tu stoi?

I jak wszedł tu tak cicho?

– Wystarczająco długo – powiedział i przysunął sobie fotel.

Ten kontrast ją zaskoczył. Jeszcze kilka minut wcześniej siedział za swoim biurkiem, władczy. Teraz pochylał się w jej stronę, ze złączonymi czubkami palców i brwiami ściągniętymi w wyrazie zatroskania. Był jakby mniej onieśmielający i przez to bardziej niebezpieczny.

– Atak serca? – zapytał.

– Pani Newman nie powiedziała tego wprost.

Znając swego szefa, wiedziała, że przekazanie interesu komuś tak bezwzględnemu jak Donovan mocno go poruszy. Nie była pewna, co do tego doprowadziło, ale wiedziała, że musiało to zabić coś w Samuelu. Ta myśl wywołała w niej gniew, poczuła wściekłość na Donovana.

Ponieważ to w niczym nie mogło pomóc, wzięła głęboki oddech, by opanować emocje.

– Podobno rokowania są dobre.

– Cieszę się, że to słyszę.

– Doprawdy? – odparła.

Zapewne to nierozsądne zrażać go do siebie, ale był jedynym ujściem dla jej gniewu i frustracji. W rzeczy samej wydawał się ich powodem.

Nathan opadł na oparcie fotela. Zatroskanie zniknęło zastąpione przez irytację, która zapłonęła w jego oczach gwałtownym płomieniem.

– Jak na kogoś, kto nie uczestniczył w negocjacjach, nie wie nic o mnie i moich relacjach z Newmanem, to zachowanie jest nie do przyjęcia.

– Mówi pan, że jestem ignorantką?

– Jest pani niedoinformowana – odparł. – I z pewnością panią oświecę, gdy będziemy razem pracować.

Stanowczość w jego głębokim głosie sprawiła, że dreszcz przebiegł jej po plecach. Ten facet dobrze zasłużył na swoją reputację. Był opanowany i nieustępliwy.

– Jest pani podporą tej firmy, panno Lane – mówił dalej.

Pokręciła głową przecząco.

– Pan Newman nią jest.

– Był. Mówiąc jego własnymi słowami, była pani jego najbardziej zaufanym doradcą. Nikt poza panią nie wie, kim jest każdy z pracowników, do czego się nadaje, jaka jest jego wartość dla firmy. A jeśli ta ma przetrwać, a tym bardziej rozwijać się i kwitnąć, będzie potrzebna pani pomoc.

– To wielka odpowiedzialność, jak na asystentkę prezesa.

– Jest pani kimś cholernie dużo ważniejszym niż asystentka prezesa, i dobrze pani o tym wie. Według tego, co jest w pani papierach i co mi powiedział Newman, pełni pani taką samą funkcję co członek ścisłego kierownictwa albo wiceprezes. Ma pani dyplom z… jak to się nazywa? Globalnego zarządzania energią?

Był dobrze poinformowany.

– Zaryzykuję twierdzenie, że wie pani o biznesie tyle samo co wszyscy tutaj. – Spojrzał na zegarek, dziwacznie wyglądający gadżet. Zauważyła, że jest czymś więcej niż czasomierzem. – Mamy około czterdziestu minut do rozpoczęcia dnia pracy – powiedział. – Niektórzy z kierowników wkrótce zaczną się tu schodzić. Pojawią się plotki. Prasa to odkryje. Musimy to wszystko uprzedzić.

Przeczesał ręką włosy.

Właśnie w tym momencie dostrzegła w nim omylną ludzką istotę. Liczył, że Samuel zawiadomi ludzi. Nie pojawił się w biurze dziś rano, żeby zająć się tym sam.

– Wchodzi pani w to, panno Lane? – zapytał z napięciem w głosie. – Zaoferuje mi pani swoją lojalność?

– To cholerna prośba, panie Donovan.

– To więcej niż prośba – odparł Nathan, starając się, by jego głos brzmiał spokojnie. – To żądanie. Otaczam się wyłącznie ludźmi, którym mogę bezwarunkowo ufać.

Chociaż widział zdjęcia i czytał akta osobowe, znał jej ambicje i słyszał od Newmana, jak jest inteligentna i niezastąpiona, Kelsey Lane była zupełnie inna, niż się spodziewał.

Dziś rano przyjechał tu krótko po piątej, a potem niewyraźnie usłyszał, jak wchodzi do swojego pokoju. „Dzień dobry” zawołała w taki sposób, że wyrwał się z zamyślenia, w którym był pogrążony, odkąd zaczął czytać profile zawodowe najważniejszych pracowników, od kapitanów holowników po dyrektora finansowego, starając się zapamiętać ich nazwiska i umiejętności i wyobrażając sobie, jak każda z tych osób może przyczynić się do sukcesu firmy. Właściwie zaskoczyła go nie tyle wesołość jej głosu, co jego ton. Był trochę niższy, niż się spodziewał, seksownie zachrypnięty i przywodził mu na myśl wszystko, tylko nie biznes.

Gdy stanął w drzwiach, jej widok na chwilę zbił go z tropu.

Włosy spływały jej z ramion do połowy pleców. Na zdjęciach, które widział, prawdopodobnie miała je upięte.

Była również znacznie wyższa, niż sądził. Jej biznesowy kostium wyglądał profesjonalnie. Dopasowana spódnica kończyła się tuż nad kolanem. Biała jedwabna bluzka opinała ciało, a żakiet wyraźnie był uszyty na miarę.

Wszystko tu było stosowne, poza jego myślami. Nosiła gładkie pończochy, które w wyobraźni zastąpił kabaretkami. Wysokie czółenka zamienił na sandały na szpilkach.

Potrząsnął głową, by powrócić do rzeczywistości.

Wtedy odwróciła głowę i napotkała jego wzrok, a jej oczy go urzekły. Były bardziej piwne niż zielone. Brwi miała ciemne, idealnie wyprofilowane.

Ale absolutnie najbardziej fascynujący – i najgroźniejszy – był w tej kobiecie seksualny magnes, który zadziałał na niego niczym uderzenie.

Chociaż często otaczały go piękne kobiety, tak w pracy, jak w Deviation, minęło dużo czasu – pewnie lata – odkąd zareagował w taki sposób. To go zaintrygowało. Kelsey nie wyglądała na osobę, którą łatwo onieśmielić, była wściekle lojalna i według tego, co mówił Newman, miała naturalną zdolność rozumienia, jak działa biznes. Nathan to szanował. Rozum, uroda i żadnego zainteresowania jego osobą.

Już było po nim.

Zegarek na jego nadgarstku zawibrował w zupełnie nowy sposób. Spojrzał na niego zirytowany i zaciekawiony. Ujrzał pulsującą ikonkę w kształcie różowego serca. Kiedy na nie patrzył, zaczynało bić coraz szybciej.

Kurwa.

Czyżby Bonds mówił serio? To coś mogło mu powiedzieć, kiedy jakaś kobieta go pociąga? Gdy trenował, ta przeklęta rzecz pokazywała słupki. Jak to możliwe, że zegarek potrafił odróżnić wysiłek fizyczny od pożądania?

A jednak nie było błędu. Żądza to mocne, precyzyjne określenie. I czuł ją na widok tej kobiety. Nie mógł się oprzeć jej obrazowi, jak klęczy, patrząc na niego wzrokiem pełnym oczekiwania i ufności, i być może oszałamiającej szczypty niepokoju w piwnych oczach.

Stanowczo odsunął tę myśl i obciągnął mankiet, by zakryć szkiełko zegarka. Milczał, podczas gdy Kelsey zastanawiała się nad odpowiedzią, jednak już zgadł, co usłyszy.

Dziś rano przyniosła tu dwie kawy, co znaczyło, że po drodze pomyślała o Newmanie. Nathan gotów był się założyć, że jej szczera troska o innych weźmie górę nad niechęcią do niego.

Musiał jedynie poczekać, aż sama dojdzie do wniosku, że to nieuniknione.

– Chcę postawić sprawę równie jasno – odparła w końcu, patrząc na niego. – Nie mogę i nie będę bez namysłu obiecywać panu swojej lojalności. To nie jest coś, co ślepo rozdaję. Trzeba na nią zasłużyć. – Leciutko uniosła głowę. – Lojalność to jest przedłużenie szacunku.

– Dobrze powiedziane – przyznał.

– Nie zrobię tego, dopóki pana bliżej nie poznam i nie dowiem się, jaką etyką pan się kieruje.

Głos jej się zniżył i Nathan dosłyszał w nim mieszankę emocji – zdenerwowanie, ale i przekonanie. Z pewnością sprawdzała go tak samo, jak on sprawdzał ją.

– Jeśli nie może pan tego zaakceptować, panie Donovan, to obawiam się, że będę musiała złożyć rezygnację.

– Zawsze stawia pani sprawę tak otwarcie, panno Lane?

– Uznałam, że jest pan człowiekiem, który będzie wdzięczny, dowiadując się, co naprawdę myślę. A prawda jest taka, że siedzę tu tylko dlatego, że poprosili mnie o to Newmanowie. Nie robię tego dla pana. Robię to dla nich i dla naszych pracowników. Uważam za wysoce nieodpowiednie, że weszłam do gabinetu i zastałam nowy napis na ścianie, a wszystkie rzeczy zostały usunięte. Samuel Newman jest tu kochany. Przez wszystkich, nie tylko przeze mnie – podkreśliła.

– Tak słyszałem.

I niekoniecznie było to dobre. Newman Inland Marine często pojawiała się na listach tych firm w Houston, które były najbardziej przyjazne dla pracowników. Nathan wiedział, że Newman uchodził za świętego, był życzliwy w sposób, z jakiego prezesi nie bywają znani. Ale to miało swoją cenę. Akceptował wykręty, kiedy nie powinien tego robić, wybaczał błędy, które powinny kosztować utratę posady, pozwalał pracownikom pobierać wynagrodzenie za więcej godzin, niż naprawdę przepracowali. A w końcu chronił szypra holownika, który był zamieszany w kosztowny w skutkach wypadek.

Prawda była taka, że Newman zwrócił się do Donovan Worldwide. To desperacki krok, aby zabezpieczyć przyszłość jego firmy. Z powodu tego wypadku stracił już dziesiątki tysięcy dolarów. Wyniki śledztwa miały zostać ogłoszone w ciągu miesiąca, a Newman był na tyle bystry, by przewidzieć, że orzeczenia mogą zniszczyć reputację firmy.

– Większość z nich nie przyjmie dobrze faktu, że teraz pracują dla jednej ze spółek Donovanów – powiedziała.

Zacisnął szczęki, a potem, kiedy to sobie uświadomił, zmusił się, by wyluzować.

– I pomogę dziś panu ze względu na pana Newmana. Powiedział mi, że miał zamiar spotkać się z członkami ścisłego kierownictwa, żeby pana przedstawić. Rozumiem, że mieli panowie również wybrać się do doków.

Uznał za nieważne wszystko, co powiedziała, i koncentrując się na interesach, wprowadził ją w szczegóły.

– Newman miał się pojawić około siódmej. Przedstawiłby mi panią. Potem zaprosilibyśmy ścisłą kadrę kierowniczą na ósmą do sali konferencyjnej.

– To niewiele czasu. – Spojrzała na zegarek. – Ale da się zrobić. Czy dał panu listę nazwisk?

– Powinna była znaleźć się w mojej poczcie w sobotę w południe.

– Ale jej nie było?

– Dlatego przeglądałem dokumenty z działu HR.

Kelsey sięgnęła pod biurko, żeby włączyć komputer.

– Ponadto sugerował, żebyśmy po południu odbyli spotkanie ze wszystkimi pracownikami.

– Będziemy trzymać się tego planu. Jaki miał być komunikat?

– Że przechodzi na emeryturę.

Oczy jej się zwęziły.

– Spodziewaliście się, że ludzie w to uwierzą?

– Słucham?

Podniosła kubek z kawą i upiła łyk. Trudno było nie zauważyć, że nie zaoferowała mu drugiego kubka, ale nie chciał o to prosić. W rzeczy samej przydałaby mu się teraz kawa, i to tak bardzo, że byłby gotów wypożyczyć Thompsona, sekretarza swojego starszego brata Connora.

Procedury związane z przejęciem firmy Newmana trwały od kilku tygodni, co znaczyło, że wszystko poszło błyskawicznie, ale staranne przygotowania do niego zajęły mu miesiące, a nawet rok.

Poszerzenie działalności w obszarze logistyki stanowiło dla Donovan Worldwide naturalny kierunek rozwoju. Ich transportem zajmowały się firmy brokerskie. Przez większość czasu wszystko dobrze działało, ale jeśli sami pośredniczyliby dla innych, mogliby na tym zarabiać i Nathan od dawna rozglądał się za odpowiednią okazją.

Zawsze mogli otworzyć własny biznes w branży logistycznej, ale możliwość przejęcia spółki znajdującej się w kiepskiej kondycji wzbudziła entuzjazm jego i pozostałych członków rodziny. To jednak oznaczało, że od co najmniej kilku tygodni sypiał mniej niż cztery godziny dziennie.

– Pan Newman zawsze działał uczciwie. Transparentność to jedna z naszych podstawowych wartości.

– Zatem wszyscy wiedzą, że kapitan holownika miał już wcześniej wypadek?

Otworzyła usta, by odpowiedzieć, ale zaraz je zamknęła.

– Był wyczerpany. Niedawno urodziło mu się dziecko.

– No i co?

Twardo wytrzymała jego spojrzenie i zapytała:

– Panie Donovan, czy zawsze jest pan takim nieczułym łajdakiem?

Jej słowa zawisły między nimi, bardziej jako wyzwanie niż pytanie. Każdy inny pracownik zostałby wylany za niesubordynację i Nathan podejrzewał, że ona to wie. Ale ponieważ jej potrzebował i ponieważ usłyszał nutę prawdziwej emocji w jej głosie, utrzymał nerwy na wodzy.

– Panno Lane, nie chroni się jednej osoby, gdy zagraża to całej spółce. Czy nie nauczyła się pani tego w szkole biznesu?

– W życiu nie wszystko jest takie proste. Dał pan kiedyś komuś drugą szansę?

– Kiedy ktoś w księgowości się pomyli? Jasne. Ale kiedy ryzyko jest tak wysokie? Nigdy. – Przerwał na chwilę, żeby upewnić się, że zrozumiała jego stanowisko. – Kiedy jego żona urodziła, Seward mógł wystąpić o urlop. Są na to przepisy. Nawet płatny urlop. Zamiast tego brał tabletki, żeby nie zasypiać. To wyjdzie na jaw w śledztwie. A ponieważ Samuel go chronił – i nadal to robi – firma może zostać pociągnięta do odpowiedzialności.

Ramiona jej opadły.

– Grzywny mogą sparaliżować jej działanie. Seward powinien zostać zwolniony po pierwszym wypadku. Firma prowadzi politykę zerowej tolerancji dla narkotyków i alkoholu. Okazanie wyrozumiałości ustanawia zły precedens. Moją pierwszą decyzją jako prezesa rozwiązuję z nim umowę. Może pani zawiadomić dział HR albo ja to zrobię. Co pani woli?

Drżącą ręką odstawiła kawę na biurko.

Widział, że jej oczy zwęziły się, ledwie ukrywając gniew.

– Ja to zrobię. – Podniosła głowę.

– Donovan podejmuje tu ryzyko. Wielkie, pieprzone ryzyko, panno Lane.

– Proszę nie oczekiwać ode mnie albo od naszych pracowników, że to docenimy – odpowiedziała irytująco. – Przedstawiając pana Newmana jako łajdaka albo kogoś nieudolnego, jedynie zrobi pan złe wrażenie.

Pod tym względem miała rację.

– Więc co pani radzi? – zapytał.

– Powiemy, że pan Newman zdał sobie sprawę, że ma pewne problemy zdrowotne i że chce spędzać więcej czasu z rodziną. Pan działał zakulisowo, żeby zmiana odbyła się gładko. Trzeba było przyspieszyć terminy.

Kiwnął głową na zgodę.

– Zintensyfikował pan działania, żeby mu pomóc w trudnej sytuacji. Zrobimy wszystko, żeby pan dobrze wypadł. Jak bohater. – Wzruszyła lekko ramionami, jakby to było niemożliwe. Nie dając mu szansy odpowiedzieć, kontynuowała: – Na tym porannym spotkaniu ogłosimy datę bankietu z okazji oficjalnego przejścia pana Newmana na emeryturę. – Pokiwała głową i zaczęła robić notatki na podkładce. – Zorganizujemy imprezę dla wszystkich pracowników, barbecue albo coś innego, jak tylko pan Newman będzie w stanie w nim uczestniczyć.

– Musimy pilnować budżetu.

– Utrata kadr może pana kosztować dużo więcej niż bankiet – odparła. – Sugerowałabym, żeby nie pozbawiał pan ludzi okazji pożegnania się i oddania hołdu panu Newmanowi. Wielu z nich całe lata przepracowało w tej jednej firmie. To dziś niespotykane w środowisku biznesowym. Czy panu się to podoba, czy nie, będzie pan obiektem ich gniewu.

Wolałby jej nie ulegać. Po ślubie Connora i bankiecie z okazji stulecia istnienia rancza imprez wystarczyło mu na następne dziesięć lat. Wszystko, czego pragnął, to wieczór w Deviation dla doładowania energii. Z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że ona ma rację.

– Bardzo dobrze.

Kiwnęła głową.

– Będzie pan musiał wręczyć mu jakiś symbol uznania. Tablicę pamiątkową, nagrodę… – Postukała długopisem. – Cokolwiek. I będzie to dobry moment, żeby rozdać korporacyjne prezenty reklamowe. Koszulki, worki marynarskie, firmowe smycze i tym podobne.

– Budżet, panno Lane – powtórzył.

– Niech pan nie będzie pazernym sknerą, panie Donovan.

Ta kobieta… Przez wszystkie lata pracy w biznesie nigdy nie miał do czynienia z kimś, kto tak bardzo podważał jego autorytet.

– Często bywają tu bezsensowne zgromadzenia?

– Ma pan na myśli podnoszące morale? – poprawiła go niezrażona. – Tak. Dwa razy do roku dla całej firmy. I imprezy z pizzą po każdym kwartale, który przyniósł zyski.

– Pani mówi poważnie.

– Każdy zespół ma również wydatki uznaniowe na ten cel. Chodzi o budowanie kolektywu.

Westchnął. Przynajmniej zobaczył, w jakich obszarach będzie można w przyszłości ciąć koszty.

– Czy pani to organizuje?

– Nie. Na ogół wynajmuję firmę zewnętrzną.

– Dobrze. Firma mojej szwagierki, Encore Events, zajmie się tym. – Przynajmniej w ten sposób będzie miał nad tym pewną kontrolę. – Sofia Donovan. Proszę do niej zadzwonić, kiedy zaproponuje pani datę. Numer jest w moich kontaktach. I proszę to dodać do mojego kalendarza.

– Dał mi pan do niego dostęp?

Popukał w zegarek. Pojawił się denerwujący hologram Juliena Bondsa. Nathan go usunął.

– Co to jest, u licha?

– Produkt, który testuję – powiedział, nie podnosząc wzroku.

– Czy to był Julien Bonds? Jak on to zrobił? – mówiła, nie czekając na odpowiedź na pierwsze pytanie.

– To pewien rodzaj elektronicznych czarów. Gdyby nie było tak irytujące, byłoby najbardziej użytecznym narzędziem, z jakim pracowałem. – Ponieważ wprowadził już jej nazwisko i firmowy e-mail, wystarczyło dwa razy puknąć w ikonkę, by dać Kelsey dostęp do swoich dokumentów i kalendarza.

Na ekranie wyświetliła się wiadomość:

Czy chce pan dodać zdjęcie panny Lane? Jeśli tak, proszę dodać je teraz albo kliknąć, aby je zrobić. Albo znajdziemy jej zdjęcie w mediach społecznościowych. To może być interesujące.

Jak, u licha, program Juliena to robi? Cholernie dziwne.

Nathan kliknął, pochylił zegarek w stronę Kelsey i powiedział:

– Proszę uśmiechnąć się do aparatu.

Zachowała poważną minę.

Mimo to sfotografował ją.

Z surowo zaciśniętymi ustami i lekko ściągniętymi brwiami wyglądała bardzo pociągająco.

Ładowanie zakończone.

Spojrzał na zdjęcie i bijące serce znów przepłynęło przez ekran.

Rozdrażniony przeciągnął palcem, usuwając je z ekranu, i z gniewem dostrzegł, że zamiast zniknąć, jak sobie życzył, przesunęło się w prawy górny róg.

Panie Donovan, czy chce pan powiadomić pannę Lane, że ma już dostęp?

– Tak – odpowiedział.

Wiadomość wysłana.

Odezwał się telefon Kelsey. Dobrze wiedzieć, że firmowy e-mail ma w telefonie.

– Może pan rozmawiać z tym czymś? – zapytała.

– Ma intuicję pozwalającą komunikować się z nim w sposób, w jaki sobie życzymy.

Z wyjątkiem cholernego monitora tętna, który się zacina.

Spojrzała na swój telefon.

– Mój adres e-mail jest już zmieniony na Donovan Logistics – stwierdziła z niedowierzaniem.

– To załatwiono wczoraj.

Albo dziś wczesnym rankiem. Od piątkowego wieczoru wszystko działo się naraz.

– Szybko pan działa.

Przyjrzał się jej sponad złożonych dłoni.

– Może się pani tak wydawać. I przykro mi z tego powodu, ale sprawy były w toku już od pewnego czasu.

Oparła się bezsilnie w fotelu, jakby uszło z niej powietrze.

– Zasadą w interesach jest chwytanie okazji, ale ja nigdy nie ryzykuję. Działam metodycznie, upewniając się, że wszystko jest w porządku. – Zetknął palce wskazujące. – Czas nas gonił, ponieważ Samuel miał nadzieję, że zmiana własności pozwoli mu odroczyć albo obniżyć kary i grzywny. Gdyby pani spojrzała na to obiektywnie, stwierdziłaby pani, że to była cholernie dobra decyzja. I że nie jestem łajdakiem, jak mnie pani nazwała.

– To, panie Donovan, dopiero się zobaczy.

ROZDZIAŁdrugi

– Są granice mojej tolerancji, panno Lane. Nawet dla pani. Zwłaszcza dla pani. Czy to jasne?

Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach. Sposób, w jaki utkwił w niej surowe spojrzenie zielonych oczu, wprawił ją w zakłopotanie. Nigdy jeszcze żaden mężczyzna nie wywołał w niej tego rodzaju uczuć. Nie lubiła górować nad mężczyznami. Tak naprawdę robiła wszystko, żeby schodzić im z drogi. Dlatego to, czego doświadczyła w związku z Nathanem Donovanem, zbiło ją z tropu. Wzburzyło. Sprawiło, że chciała sprawdzić, ile jest gotów znieść. To było szalone, podniecające, budziło w niej strach.

– Jak wspomniałem, to wszystko pójdzie znacznie lepiej przy pani pomocy. Ale w Donovan Worldwide są osoby, które mogę sprowadzić na miejsce tymczasowej asystentki – kontynuował. – Jeśli chodzi o tę pracę, założę się, że za dobrą pensję mógłbym zatrudnić Teda Ramireza.

Gdy wymienił nazwisko jednego z wiceprezesów North Star Marine, zaskoczył ją, chociaż nie powinien. Donovan najwyraźniej znał tę branżę i ją przestudiował. North Star była największym konkurentem Newmana i Nathan bez wątpienia miał rację. Ted Ramirez był ambitny. Wkupienie się w łaski Donovanów byłoby perfekcyjnym zagraniem.

Ton głosu Nathana był surowy, a spojrzenie nieprzejednane. Na zakończenie powiedział:

– Ta rozmowa jest skończona. Albo pracuje pani dla mnie, ze mną, albo z radością przyjmę pani rezygnację. Dopilnuję, aby dostała pani godziwą odprawę.

Groźne drgnięcie jego szczęki ostrzegło ją, żeby nie przeginała.

Zwolnienie z tej pracy nie wyglądałoby dobrze w jej CV. Nawet gdyby powiedziała, że zakończono z nią współpracę w związku z przekształceniem własności firmy, wątpliwe, czy Donovan dałby jej dobre referencje. Nie miała wyboru. Musiała z nim pracować. Była to winna zarówno Newmanom, jak i zatrudnionym tu ludziom.

Całe życie przeciwstawiała się silnym, władczym mężczyznom… ojcu i dziadkowi, którzy mieli sztywne poglądy na temat roli kobiet. Po śmierci matki, mając trzynaście lat, Kelsey instynktownie zbuntowała się przeciwko temu, co uważała za opresję.

Chociaż opiekowała się młodszą siostrą, kiedy ojciec był w pracy, wywalczyła sobie stypendium i z sukcesem ukończyła studia.

Jak na ironię, podjęła pracę w przemyśle zdominowanym przez mężczyzn. Jednak dotychczasowe doświadczenia nie przygotowały jej na to, że będzie miała do czynienia z mężczyzną pokroju Nathana Donovana.

– Czekam.

Udając, że nie czuje, jak jej serce szaleńczo bije, kiwnęła głową.

– Rozumiem, panie Donovan. Ale nie przepraszam za nic, co dotychczas powiedziałam.

– Przyjąłem do wiadomości.

Zdała sobie sprawę, że nie zgodził się z nią, tylko stwierdził, że słyszał, co mówiła.

– A więc rozejm?

Z jej punktu widzenia nie było to łatwe. Minęło kilka sekund, zanim zdołała oderwać spojrzenie od jego wzroku.

Celowo nie zwracając uwagi na logo Donovan Logistics wyświetlone na ekranie, poruszyła myszką, żeby wznowić pracę komputera.

Wpisała hasło, otworzyła kilka dokumentów, w tym schemat organizacyjny firmy. Wydrukowała go i wręczyła Donovanowi.

Spojrzał na wydruk, położył go na biurku i wziął do ręki pióro.

– Kto powinien być na tym porannym spotkaniu?

Starała się nie myśleć o jego wyglądzie, przydługich włosach i silnie zarysowanej linii szczęki, które pociągałyby ją u każdego innego mężczyzny, i zdecydowanym tonem wyczytywała nazwiska. Stawiał przy nich znaczki dokładnymi, szybkimi ruchami pióra.

– Proszę mi podać nazwisko osoby, która jest ekspertem.

Spojrzała na niego z ukosa.

– Nie jestem pewna, co pan ma na myśli.

– W każdej firmie jest ktoś taki. Osoba, która, jak się wydaje, zna wszystkich i ich osobiste sprawy. Zawsze wie, co jest grane. Jest dobrze poinformowana.

– Zna wszystkie plotki? – zapytała.

Wzruszył ramionami.

– Ale jest ogólnie lubiana.

– Martha Leone. Sekretarka w dziale HR. – Kelsey kiwnęła głową, rozumiejąc, o co mu chodzi. Coraz wyraźniej dostrzegała, jaki był przebiegły.

Przeleciał wzrokiem schemat organizacyjny.

– Nie ma jej tu, ale może powinna być. Martha była u pana Newmana od początku. Pracuje tu dłużej niż ja. Kiedy była gotowa, by przejść na emeryturę, stworzyliśmy dla niej stanowisko z mniej wymagającymi godzinami pracy. Martha to typ babci i zna sekrety wszystkich w firmie. – W tym jeden czy dwa sekrety Kelsey. – Marthę zaprasza się na śluby i przyjęcia z okazji narodzin dziecka.

– Muszę spędzić z nią kilka minut.

– Powinniśmy też zorganizować wideokonferencję dla kilku osób. Zajmę się tym. O której?

Spojrzał na zegarek, o którym z pewnością marzyła większość ludzi na świecie.

– Chciałbym się trzymać pierwotnego harmonogramu. O ósmej?

To będzie wymagało cudu. Na szczęście pracując u pana Newmana na pełny etat przez cztery lata i wakacje, kiedy była tu stażystką, Kelsey wyspecjalizowała się w dokonywaniu cudów.

– Wezmę komunikat, który roześlemy do wszystkich, i przekażę informacje do działu IT.

Skinął głową i podniósł się z miejsca.

– Nie tak wyobrażałem sobie dzisiejszy ranek – powiedział.

– Ja też.

Spodziewała się, że pan Newman pojawi się i z uśmiechem wejdzie do gabinetu, wskaże kubek z kawą i zapyta „To dla mnie? Jesteś aniołem, Kelsey”. Zamiast tego był teraz w szpitalu, stracił firmę, a ona pracowała dla Donovan Logistics i musiała nazywać Nathana szefem.

Wyciągnął do niej rękę.

– Witamy w Donovan Logistics, panno Lane.

Nie potrafiła się zmusić, by odpowiedzieć w równie uprzejmy sposób, ale wstała i podała mu dłoń. Wtedy stwierdziła, że wolałaby tego nie zrobić. Jego uścisk był pewny i silny. Zdała sobie sprawę, jak bardzo Nathan nad nią górował. Była wysoka i na obcasach, które zawsze wybierała, sięgała co najmniej poziomu oczu większości mężczyzn, ale od niego była onieśmielająco niższa.

Gdy stali przy sobie tak blisko, czuła jego zapach. Władzy z subtelną nutą cytrusów. Był równie uwodzicielski, jak sugestywny.

Obawiając się, że straci pewność siebie i ulegnie poczuciu czystej kobiecej bezbronności, które ją ogarniało, lekko uniosła głowę.