Wydawca: Wydawnictwo Czarne Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Bolszewicy i apostołowie. Osiem portretów ebook

Sylwia Frołow  

3 (1)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 357 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Bolszewicy i apostołowie. Osiem portretów - Sylwia Frołow

Bolszewicy i apostołowie to osiem fascynujących życiorysów i osiem postaci, które wywarły istotny wpływ na dzieje dwudziestowiecznej Rosji. Ich dzieje to opowieść o walce, polityce, rewolucji, miłości, wierze, bólu i śmierci. A ponad nimi tragiczne pytanie: „Czy było warto?”. Wielki pisarz Maksym Gorki, który stał się człowiekiem instytucją. Bracia Aleksander i Włodzimierz Uljanowowie, którzy byli niczym awers i rewers tej samej monety. Mikołaj II, czyli Hiob zasiadający na tronie cara. Aleksander Parvus – czerwony kapitalista, który kupił rewolucję. Borys Sawinkow, terrorysta i romantyk. Maria Spiridonowa, która stała się świętą pośród rewolucjonistów. I Aleksandra Kołłontaj – apostołka miłości, chcąca udowodnić kobietom, że w niczym nie są gorsze od mężczyzn.

Stali po przeciwnych stronach rosyjskiej barykady. „Rewolucjonista i wstecznik, ofiara i kat, zdrajca i zdradzony” – jak pisał Joseph Conrad. Zasługują na pamięć, abyśmy mogli z tej pamięci wyciągać wnioski na przyszłość.

Po bardzo udanej „biografii intymnej” Feliksa Dzierżyńskiego Sylwia Frołow wprowadza nas za kulisy prywatnego życia i działalności politycznej innych ludzi uwikłanych w rosyjską tragedię rewolucyjną: Maksyma Gorkiego, Lenina i jego brata Aleksandra, Mikołaja II, Aleksandra Parvusa, Borysa Sawinkowa, Marii Spiridonowej i Aleksandry Kołłontaj. Skąd taki dobór bohaterów? Wszyscy zasłużyli na złą lub dobrą pamięć.

prof. Andrzej de Lazari

Sylwia Frołow udanie prowadzi nas przez fascynujące i dramatyczne dzieje Rosji carskiej i sowieckiej, korzystając z autorskiego zestawu kluczowych postaci. Czyni to w sposób niebanalny i niewymuszony. Zadziwia znajomością źródeł i Rosji. Prowokuje do dyskusji, a całość czyta się znakomicie.

prof. Andrzej Chwalba

Opinie o ebooku Bolszewicy i apostołowie. Osiem portretów - Sylwia Frołow

Fragment ebooka Bolszewicy i apostołowie. Osiem portretów - Sylwia Frołow

Sylwia Frołow

Bolszewicy i apostołowie

Osiem portretów

Wstęp

Kiedy rodzili się bohaterowie tej książki, w Rosji święciła triumfy myśl Fiodora Dostojewskiego. On wiedział, na czym polega problem rosyjskiej duchowości – że jest rozdarta między religijnością i ateizmem, a to rozdarcie niesie ze sobą wyłącznie nieszczęście. Po latach znawca twórczości Dostojewskiego Nikołaj Bierdiajew wyciągnął z tego jednoznaczny wniosek, że Rosjanin ma tylko dwa wyjścia: zostać apokaliptykiem lub nihilistą. Przyjęłam to przekonanie za fundament mojej książki, która opowiada o losach ludzi tworzących historię Rosji początku XX wieku. Byli nieodrodnymi dziećmi swej ojczyzny. Nadszedł czas, kiedy również musieli wybierać: zostać bolszewikiem lub apostołem.

Lista bolszewików i apostołów jest długa. Każdy z życiorysów fascynujący, nie tylko ze względu na bogactwo przeżyć, ale też ze względu na kłopot z jedno­znaczną oceną. Dobro i zło pojawiają się bowiem w ich losach naprzemiennie, dzięki czemu mamy do czynienia z żywymi ludźmi. Choć oni pragnęli być czarno-biali, tworzyli rzeczywistość w przeróżnych odcieniach, i sami przez tę rzeczywistość w taki sposób byli formowani. Zdecydowałam się opowiedzieć historię ośmiu z nich, stojących po dwóch stronach tej samej barykady. Ale równie dobrze mogłoby być kolejnych ośmiu, kolejnych i kolejnych. Każdy z nich zasługuje na swoje pięć minut. Co nie oznacza, że musimy zgadzać się z ich przekonaniami i decyzjami. Prześledźmy ich losy, spróbujmy zrozumieć i wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Rosja znowu stoi u bram.

Wrzesień 2014

Mistrz i jego Małgorzata, czyli Maksym Gorki (1868–1936) i Maria Andriejewa

Mistrz i dyktatorzy

Rewolucja jest rewolucją jedynie wtedy, gdy wyzwala naturalną i potężną ekspresję twórczej siły ludu. Jeśli jednak jest po prostu uwolnieniem ludzkich instynktów nagromadzonych przez lata niewolnictwa i ucisku, wówczas nie można mówić o rewolucji, lecz o zwykłym buncie nienawiści i nikczemności.

Maksym Gorki, Niewczesne rozważania

Pewien dwudziestojednoletni młodzieniec pracujący na kolei pisze w kwietniu 1899 roku list do najsławniejszego pisarza w Rosji, Lwa Tołstoja. Pisze w imieniu większej grupy pracowników kolei, choć wypowiada się w pierwszej osobie.

Lwie Nikołajewiczu!

Byłem u Pana w Jasnej Polanie i w Moskwie; powiedziano mi, że Pan jest chory i nie może mnie przyjąć.

Postanowiłem do Pana napisać. Chodzi o taką sprawę: kilku pracowników Kolei Grazje-Caryńskiej, między innymi niżej podpisany, urzeczeni myślą o samodzielnej fizycznej pracy i życiu na wsi, postanowili zająć się rolnictwem. Jednakże, chociaż wszyscy pobieramy pensje (przeciętnie po trzydzieści rubli na miesiąc), osobiste nasze oszczędności są znikome i trzeba by bardzo długo czekać, zanimby urosły do sumy niezbędnej na założenie gospodarstwa.

Toteż postanowiliśmy uciec się do Pana o pomoc: Pan ma dużo ziemi, kt[ó]ra, jak powiadają, leży odłogiem. Prosimy, żeby Pan nam podarował kawałek ziemi.

Ponadto, oprócz pomocy czysto materialnej, liczymy, że Pan nam nie odmówi pomocy moralnej, liczymy na Pańskie rady i wskazówki, które ułatwiłyby nam pomyślne osiągnięcie celu; liczymy na to, że Pan nam nie odmówi i da nam swoje książki: Spowiedź, Moja wiara i inne, których sprzedaż jest zakazana1.

Wielki pisarz wówczas nie odpisał. Co mógł sobie pomyśleć o odważnym, by nie rzec: bezczelnym, młodzieńcu?

Rok później ów młokos pisze do kolejnego wielkiego pisarza, Antona Czechowa. Wręcz go poucza, co winno być rolą literatury.

Doprawdy, przyszedł okres potrzeby bohaterstwa: wszyscy chcą czegoś pobudzającego, barwnego, czegoś, wie Pan, co by nie było podobne do życia, lecz było od niego wznioślejsze, lepsze, piękniejsze. Trzeba koniecznie, żeby literatura współczesna zaczęła trochę upiększać życie, i z chwilą gdy to zacznie, życie stanie się piękniejsze, to znaczy ludzie będą żyć szybciej, barwniej2.

Młodzieniec nazywa się Aleksiej Maksymowicz Pieszkow. Zdąży osobiście poznać obu wielkich pisarzy. Przyjmą go do swego grona, dostrzegając nie tylko jego butę młodości, ale i wielce obiecujący talent. Starczy kilku lat, by przejął po nich miano mistrza. W Rosji ogłoszą go człowiekiem instytucją. Lecz jego czas nastanie w najgorszych czasach – kiedy wiek srebrny naprawiacze świata przekują w wiek żelazny. Ze wszystkich sił nowy mistrz będzie próbował literaturą upiększać życie. Jednak ono za nic nie będzie chciało stać się piękniejsze. Aby ocalić wiarę w moc sprawczą literatury, mistrz sięgnie po wzniosłe kłamstwo.

Gorzkie uniwersytety

Od początku drogi pisarza krzyżowały się z drogami dyktatora, z prądem rzeki Wołgi. Zaczynając od Niżnego Nowogrodu, przez Kazań i Astrachań. Tyle że dyktator wywodził się z dosyć zamożnego domu szlacheckiego, który zagwarantował mu miłość rodzicielską i dobrą edukację. Bez większego wysiłku mógł więc ukończyć gimnazjum oraz studia jako syn inspektora oświaty Ilji Uljanowa, nie martwiąc się o pieniądze na naukę. Tymczasem pisarz, pozbawiony opieki rodzicielskiej, bity przez dziadka, zmuszony od najmłodszych lat do ciężkiej pracy fizycznej, zdążył sięgnąć dna. Dlatego po latach pisarz w prywatnych rozmowach będzie nazywał dyktatora „szlachetką”, który traktuje lud jak rudę do przerobu, bo nie ma o nim zielonego pojęcia. Dyktator z kolei zawsze będzie pisarza cenił, zdając sobie sprawę, jaką moc ma jego sława w świecie i jakie niebezpieczeństwo ona ze sobą niesie. Dlatego w pewnym momencie dyktator uzna, iż lepiej pozbyć się pisarza z kraju.

Aleksiej Maksymowicz Pieszkow urodził się w 1868 roku w Niżnym Nowogrodzie, mieście malowniczo położonym nad dwiema rzekami – Wołgą i Oką. W domu mieszczańskim o rzemieślniczym rodowodzie, bo jego ojciec Maksym Sawwatiewicz był stolarzem, a matka Warwara Wasiljewna Kaszyrina – córką dosyć zamożnego farbiarza, wydaną za mąż bez miłości. Kiedy Aleksiej miał trzy lata, ojciec zmarł na cholerę. Stało się to w Astrachaniu, gdzie rodzina przeprowadziła się na jakiś czas. Owdowiała matka szybko wyszła ponownie za mąż, a nie czując silnego związku emocjonalnego z synem, oddała go pod opiekę swoich rodziców. W ten sposób Aloszka trafił pod dach apodyktycznego Wasilija Kaszyrina, który wszystko załatwiał za pomocą pięści i rózgi, targany złością z powodu nagłego bankructwa. Dosyć szybko bowiem utracił dorobek całego życia, z zamożnego farbiarza stając się bezrobotnym starcem. Znęcał się nad żoną Akuliną oraz nad wnukiem, którego chciał wyprowadzić na ludzi, jak twierdził. Przyszły pisarz dobrze zapamiętał sposób, w jaki edukował go dziadek.

Miałem sześć czy siedem lat, kiedy mój dziadek zaczął mnie uczyć czytania i pisania. Było to tak: pewnego wieczora dziadek wydostał skądś cieniutką książeczkę, trzepnął nią o swoją dłoń i o moją głowę i powiedział wesoło:

– No, gębo kałmucka, siadaj do abecadła3.

Po czym zaczęła się intensywna nauka, która dzisiaj może nam zjeżyć włos na głowie.

Zapamiętałem cały alfabet w ciągu trzech dni i oto nadszedł okres sylabizowania – układania słów z liter. […] Owa plątanina sylab męczyła mnie strasznie, mózg szybko się nużył i przestawał pracować, plotłem komiczne brednie i sam się z nich zaśmiewałem, a dziadek walił mnie po karku albo bił rózgami […] albo targał za włosy, aż dostawałem bólu głowy4.

Że po takich metodach pedagogicznych chłopak był w stanie pokochać książki – uznać można za cud. Ale być może ten cud wpłynie kiedyś na jego przekonanie, że tylko pracą można naprostować człowieka. I dlatego pobłogosławi sołowiecki gułag.

W latach 1876–1878 Alosza uczęszczał do szkoły parafialnej dla miejskiej biedoty, zdążył jeszcze zdać do trzeciej klasy, kiedy jego matka zmarła na gruźlicę. Już jako dziewięciolatek musiał zacząć na siebie zarabiać. Zajęciem dosyć podłym: zbierał szmaty i gwoździe, czasem też kradł drewno składowane na brzegu Wołgi. A po śmierci matki dziadek zadecydował, że czas, aby chłopak (miał jedenaście lat…) poszedł między ludzi. To oznaczało koniec edukacji i początek ciężkiej pracy. Był kolejno chłopcem na posyłki w sklepach, pracowniach i warsztatach, następnie pomywaczem na statku rzecznym, statystą w budzie jarmarcznej i pomocnikiem nadzorcy budowlanego. Jednocześnie czytał. Czytał jak szalony. I chciał koniecznie zdobyć wykształcenie. W 1884 roku przeniósł się do Kazania, gdzie pragnął wstąpić na uniwersytet. Niestety, wciąż zdany wyłącznie na siebie, nie był w stanie pogodzić nauki z pracą, zwykle dorywczą i wyczerpującą. Mimo to po latach napisze: „fizycznie urodziłem się w Niżnym Nowogrodzie, duchowo – w Kazaniu. Kazań to najulubieńszy z moich uniwersytetów”5. Ale w tym wyznaniu nie szło o uczelnię. Jego uniwersytetem stały się radykalne kółka młodzieżowe, w dużej mierze narodnickie.

Pieszkow urodził się w Niżnym Nowogrodzie, w którym na świat przyszło dwoje starszego rodzeństwa Włodzimierza Uljanowa, zwanego później Leninem – Anna i Aleksander. Potem mały Pieszkow z rodzicami przeniósł się do Astrachania, z którego wywodził się Ilja Uljanow, ojciec przyszłego dyktatora. Podczas pobytu Aloszy Pieszkowa w Kazaniu studentem tamtejszego uniwersytetu został Wołodia Uljanow. Był to pamiętny 1887 rok. W maju starszy brat Wołodii został powieszony za próbę zamachu na cara. W grudniu Wołodia wziął udział w demonstracji studenckiej, za co został wydalony z uczelni.

A dokładnie 12 grudnia 1887 roku Aleksiej Pieszkow, niedoszły student zatrudniony jako pomocnik w piekarni, pracując przez czternaście godzin na dobę, kupuje na kazańskim bazarze zardzewiały rewolwer, z którego oddaje do siebie strzał. Pozostawia list: „Za winowajcę mojej śmierci proszę uważać niemieckiego poetę Heinego, który wymyślił ból zębów w sercu”6. Mało kto pojmuje, o co temu chłopakowi chodzi… I na wszelki wypadek list zostaje przekazany do władz cerkiewnych, które wszczynają śledztwo. Tymczasem niedoszły samobójca opuszcza szpital po dziesięciu dniach. Kula przebiła płuco, które już do końca życia nie będzie sprawne, ale chłopak żyje i szybko dochodzi do siebie. Przynajmniej fizycznie. Bo psychicznie wciąż jest na skraju depresji. Nękany przez śledczych grozi, że powiesi się na drzwiach klasztornych. Dają mu więc spokój, lecz zostaje na siedem lat wykluczony z Cerkwi. To akurat jego najmniejsze zmartwienie.

Przyszły dyktator Lenin po wydaleniu go z uniwersytetu wrócił do rodzinnego majątku Kokuszkino. Niedługo potem jego matka kupiła w Ałakajewce osiemdziesiąt hektarów ziemi. Tam Uljanowowie osiedli i tam Wołodia zaczął intensywnie przygotowywać się do studiów na Uniwersytecie Petersburskim. Jednocześnie pochłania dzieła Nikołaja Czernyszewskiego, Nikołaja Dobrolubowa, Nikołaja Niekrasowa i Karola Marksa. I już planuje, jak naprawić ten opanowany przez samodzierżawie świat.

A przyszły pisarz targany jest w tym czasie egzystencjalnymi wątpliwościami.

Widziałem, że niemal w każdym człowieku, kanciasto i byle jak obok siebie stłoczone, tkwią sprzeczności nie tylko słów i czynów, ale i uczuć; ich kapryśna zmienność szczególnie ciążyła mi na sercu. Dostrzegałem tę zmienność również w samym sobie i to było jeszcze cięższe do zniesienia. Pociągało mnie wszystko naraz: kobiety i książki, robotnicy i wesoła studenteria, ale nigdzie nie mogłem nadążyć i żyłem „ni tu, ni ówdzie”, kręcąc się jak bąk, a czyjaś niewidzialna, ale mocna ręka dotkliwie podcinała mnie niewidzialnym biczykiem7.

Aleksiej Pieszkow chce całkowicie wejść w lud. Wchodzi, płynąc z prądem Wołgi do wsi Krasnowidowo. Na tę podróż namawia go narodowolec Michał Romans. Obaj przybywają do wsi z idealistycznym przekonaniem, że lud rosyjski nosi w sobie gen socjalizmu, a więc powszechnej sprawiedliwości. Rozczarowanie przychodzi bardzo szybko. Pieszkow z przerażeniem odkrywa prawdę o ludzie – że jest dziki, bezwzględny i całkowicie zdemoralizowany. Że potrafi być jednocześnie agresywny jak wściekły pies i potulny niczym baranek. Że chodzenie do cerkwi nie przeszkadza ludowi w piciu i bezwstydnym parzeniu się (w tym kazirodczo). I że lud potrafi zabić z błahego powodu.

Wchodząc między lud, Pieszkow chciał odnaleźć Człowieka. Gdyż przekonany był, że Człowiek brzmi dumnie. Spotkał coś pomiędzy zwierzem a biesem… Po latach napisze:

W mojej młodości szukałem z uniesieniem tego człowieka po całej rosyjskiej ziemi i nie znalazłem go. Zawsze natrafiałem tylko na grubiańskiego realistę, chytrego wieśniaka, który udaje głupiego, gdy wydaje mu się to korzystne. Z natury swej ten chłop nie jest głupi i on o tym doskonale wie. Utworzył wiele smutnych pieśni, wiele surowych, dzikich i krwawych legend, wymyślił tysiące przysłów, w których wyraził swoje twarde życiowe doświadczenie. On wie, że „sam mużyk nie durak”, tylko „mór jak owca”, i że „świat mocny jak potok, a głupi jak świnia”. On powie: „Nie bój się czorta, a bój się człowieka” i „bij swoich, bój się obcych”. Nie ma respektu przed prawdą: „Prawdą się nie najesz” – powie8.

Lud rosyjski zaczyna przyszłego pisarza napawać odrazą. Jednak z pięknych idei pisarz zrezygnować nie chce. Zaczyna podziwiać Lwa Tołstoja i marzyć o założeniu kolonii tołstojowskiej. Do tego stopnia, że wyrusza do Jasnej Polany, aby oddać hołd „świętemu mężowi” i być może osiąść w jego pobliżu. Lecz Tołstoja nie zastaje. Powraca w rodzinne strony i zatrudnia się jako kancelista. Wciąż ma chorą duszę. Czuje, że będąc na dnie, musi namacalnie dotknąć tego dna, by móc go zrozumieć i później opisać. Dlatego zaczyna błąkać się po drogach Rosji niczym bosiak – włóczęga symbolizujący los ludzki. Włóczy się pośród złodziei, prostytutek, lumpów, robotników, pustelników i żebraków. To oni stają się nauczycielami jego kolejnych uniwersytetów. Naukę od nich wynosi gorzką. Kiedy decyduje się zostać pisarzem, już wie, jaki przybrać pseudonim – „Gorki”.

Wielki Maksym

Zaczyna od wierszy, w których stawia przeklęte pytania: „Co robić?” i „Jak żyć?”. Potem sięga po prozę – opowiadania, nowele, felietony w nowogrodzkich pismach. Ma niewątpliwy talent podsycany życiowym doświadczeniem. Podczas gdy inni pisarze muszą wyjść ze swoich wież z kości słoniowej, aby poczuć rzeczywistość, on jest samą rzeczywistością – wypisaną na słowiańskiej twarzy. Władysław Chodasiewicz, uznany po latach przez Gorkiego za najlepszego poetę srebrnego wieku, będzie wspominał, że „[Gorki] wszystkich beletrystyków podejrzewał o fałszowanie rzeczywistości. Traktując literaturę po części jako coś w rodzaju informatora o sprawach bytowych, wpadał w prawdziwą wściekłość, kiedy zauważył uchybienie wobec faktów”9. Bo Gorki fakty znał z doświadczenia.

Teraz już potrafi siec i uwodzić słowem. Do tego jest samoukiem, co dodaje mu romantycznego uroku. Zaczyna ubierać się na czarno – w rubaszkę przepasaną rzemieniem, szarawary, buty z wysoką cholewą i kapelusz z szerokim rondem. Włóczykij. A że jest bardzo wysoki, ten image wywołuje jeszcze lepsze wrażenie. Interesuje się nim mieszkający w Niżnym Nowogrodzie uznany pisarz Władimir Korolenko. Próbuje zaprezentować szerszej literackiej grupie, głównie środowisku petersburskiemu. Ale na razie bez skutku. Lecz zbliża się odpowiedni czas, przełom XIX i XX wieku, który żegna uznanych, a wita nowo przybyłych. W latach 1898–1899 zostają wreszcie wydane w wersji książkowej utwory Maksyma Gorkiego, pod wspólnym tytułem Szkice i opowiadania, w trzech tomach. Zwykle debiut młodego pisarza to tysiąc egzemplarzy w pierwszym wydaniu. Tym razem wydawca zdecydował się od razu na trzy tysiące. I słusznie. W tym czasie wciąż podziwiany przez Gorkiego Lew Tołstoj wydaje Zmartwychwstanie, uznane symbolicznie za ostatnią wielką powieść XIX wieku. A nadchodzący wiek XX miał należeć do takich jak Maksym Gorki. On sam ogłosił nowe założenia w opowiadaniu pod tytułem O pewnym poemacie. Oświadczył w nim, że: „potrzebne są takie słowa, które zabrzmiałyby jak dzwon na trwogę i, wstrząsając, pchnęły naprzód”10. Dostrzega go również Anton Czechow. Ceni, ale i krytykuje, chociażby już głośne Pieśń o zwiastunie burzy i Pieśń o Sokole.

Wiem, powiecie mi – polityka! Ale co to za polityka? Naprzód, bez strachu i zwątpienia – to jeszcze nie polityka. A dokąd naprzód – nie wiadomo?! Jeśli wzywa się naprzód, trzeba wskazać cel, drogę, środki. Samym szaleństwem mężnym w polityce nigdy i niczego jeszcze nie dokonano!11

Mimo tych zastrzeżeń Maksym Gorki już zdążył znaleźć swoje miejsce wśród literatów. I nie ma zamiaru siedzieć na tym miejscu spokojnie. Niejaki Piekar donosił w listopadzie 1899 roku w liście wysłanym z Petersburga do Zurychu:

Przyjechał do Petersburga Gorki. Kółko literackie obnosiło się z nim przez dwa tygodnie. Podobno się nudził, dusił i pluł z obrzydzenia na całą tę pospolitość […]. Kiedy nadarzyła się okazja, głośno naurągał na to wszystko, czemu u nas zazwyczaj kadzono. Wszyscy nasi literaci, cała nasza inteligencja zrobiła na Gorkim, który jest człowiekiem nowym w tym środowisku, wrażenie równie burżuazyjnej, zaśniedziałej i pospolitej, jak najniższe doły społeczne12.

W 1901 roku zostaje współudziałowcem spółki wydawniczej Znanije[1]. Zaczyna przewodzić grupie pisarzy skupionych wokół wydawnictwa. Grupa ta nazywana jest Gwiazdozbiorem Wielkiego Maksyma lub, przez bardziej złośliwych, Podmaksymowikami[2]. Należą do niej tacy pisarze jak Iwan Bunin, Aleksander Kuprin, Leonid Andriejew czy Stiepan Skitalec. No właśnie – Maksym już stał się wielki.

Jest jednocześnie coraz bardziej wywrotowy i niebezpieczny dla władz. Trzykrotnie aresztowany i zwalniany ze względu na gruźlicę, w 1902 roku zostaje wybrany na członka honorowego Rosyjskiej Akademii Nauk. Reaguje na to sam car, Mikołaj II. Z najwyższym oburzeniem każe anulować ten wybór. W ramach protestu wobec rozkazu carskiego zrzekli się wówczas swoich tytułów w Akademii pisarze Czechow i Korolenko.

A więc Aleksiej Pieszkow, teraz znany już jako Maksym Gorki, w wieku trzydziestu czterech lat staje się mistrzem. Wielu jest o tym przekonanych. Bo on uderza mocno w literackie struny i sięga po wartości najważniejsze. W głośnym dramacie Na dnie oświadcza, że „Kłamstwo to religia niewolników i panów”, a „Prawda – jest bogiem wolnego człowieka”13. Ta sztuka zdobywa europejskie sceny. Z nią i kolejne jego utwory, w dużej mierze dzięki Wydawnictwu Rosyjskiej i Północnej Literatury, założonemu w Berlinie przez Aleksandra Parvusa i Juliana Marchlewskiego, a więc ludzi z socjaldemokracji.

Równolegle z szeroką działalnością literacką i społeczną mistrz wiedzie życie prywatne. W 1896 roku poznaje o dwa lata starszą Jekatierinę Pawłowną Wołżynę. Jest korektorką w samarskiej gazecie. Szlachcianka z miasta Sumy, ładna i mądra, szybko podbija serce pisarza. 30 sierpnia 1896 roku biorą ślub. W następnym roku przychodzi na świat ich syn Maksym. Rok później córeczka Katia. Do 1903 roku mieszkają w jego rodzinnym mieście. Ale coś im się nie układa.

Sercem pisarza zaczyna władać druga kobieta. Mistrz odnajduje swoją Małgorzatę.

Boska Maria

Naprawdę jego przyszła Małgorzata nazywała się Maria Fiodorowna Jurkowska i pochodziła z artystycznej rodziny. Ojciec, Fiodor Fiodorow Jurkowski był dyrektorem i głównym reżyserem Teatru Aleksandrowskiego w Petersburgu. Matka, Maria Lelewoj-Jurkowska – aktorką tegoż teatru, tak jak jej siostra Nadieżda Jurkowska. A córka, która otrzymała imię po matce i w domu wołano na nią Maszeńka, od najmłodszych lat zapowiadała się na atrakcyjną, uzdolnioną artystycznie dziewczynę. Wychowywały ją trzy niezwykłe kobiety: babcia, matka i bezdzietna siostra. Wszystkie trzy o ciekawych urodach i osobowościach, przy tym czerpiące z życia wszystko to, co może czerpać dzięki swym walorom kobieta. Umiejętności te przekazały Maszeńce.

Dom zawsze był pełen znamienitych osobowości Petersburga – ludzi kultury i nauki, w tym wielu dziwaków i odszczepieńców o porywczych charakterach lub szalonych głowach. Maszeńka dzięki temu wyrastała na światową kobietę, otwartą na nowinki i najnowsze prądy. W tym czasie kultowym portrecistą stał się Ilja Riepin. Każdy, kto chciał coś w Rosji znaczyć, starał się o to, by zaistnieć na jego płótnie. Maszeńce przydarzyło się to kilkakrotnie od najmłodszych lat, gdyż zaczęła mu pozować już jako dziecko. A potem, w wieku piętnastu lat, została jego modelką podczas pracy nad ilustracjami do Gościa kamiennego Aleksandra Puszkina. Donna Anna otrzymała rysy zalotnej Maszeńki.

Maria ukończyła gimnazjum i petersburską szkołę dramatyczną, bo chciała pójść w ślady rodziców. Scena była jej domem od zawsze. A teraz w wieku osiemnastu lat stała się zawodową aktorką. Nie za wysoka, ale proporcjonalna, z ładną buzią, z ognistym temperamentem i wyjątkowym seksapilem. Miała też duże zdolności muzyczne – wybitny słuch i dobry głos. Z łatwością więc przykuwała uwagę widzów. I zaczęła być oblegana przez wielbicieli. Mogłoby się zdawać, że tak nowoczesna dziewczyna chętnie podda się tym urokom, pozostając na długo w stanie wolnym. Otóż nie. Maszeńka zdążyła wybrać już sobie kandydata na męża. Trudno powiedzieć, co nią kierowało. Czy potrzeba szybkiego założenia rodziny? Raczej nie. Prędzej potrzeba opuszczenia rodzinnego domu i wybicia się na niezależność. Tę, jak się Maszeńce zdawało, mógł jej zapewnić tylko mąż o wyrobionej pozycji zawodowej i majątkowej. Postawiła na Andrieja Aleksandrowicza Żelabużskiego, starszego od niej o osiemnaście lat. Był inspektorem kolejowym, głównym kontrolerem Kolei Kurskiej i Niżgorodzkiej, a jednocześnie członkiem Towarzystwa Sztuki i Kultury oraz Zarządu Rosyjskiego Towarzystwa Teatralnego. A więc urzędnik z artystyczną duszą. Dlatego pozwolił młodziutkiej żonie kontynuować aktorską karierę.

Urodziła Andriejowi dwoje dzieci, Jurija i Katię. Po czym Żelabużski został wydelegowany do Tyflisu[3]. Tam oboje natychmiast nawiązali stosunki z miejscowym środowiskiem artystycznym i Maszeńka zaczęła grać na deskach tyflińskich teatrów. Trwało to pięć lat. W Gruzji też przyjęła sceniczny przydomek „Andriejewa”, od imienia męża. Kiedy skończył mu się inspektorski kontrakt, wyjechali do Moskwy.

Marii, wciąż rozwijającej się aktorce, nic lepszego nie mogło się przydarzyć. Tu bowiem działa od 1898 roku Moskiewski Artystyczny Teatr Akademicki (MChAT) założony przez dwie niezwykłe osobowości – Konstantina Stanisławskiego i Władimira Niemirowicza-Danczenkę. Ona po przyjeździe do Moskwy najpierw wstępuje do konserwatorium i bardzo szybko dostaje angaż w MChacie. Staje się czołową aktorką tego teatru.

Mistrz, milioner i Małgorzata

Zyskuje sławę w środowisku moskiewskiej bohemy. Zaczyna też mieć poglądy polityczne. Coraz bliżej jej do socjalistów, a konkretnie do moskiewskiej grupy esdeków, czym wzbudza oburzenie wśród moskiewskich elit. Ale to jej nie zraża. Wręcz na odwrót, bo ma przekorną duszę i lubi walczyć. Płynie pod prąd opinii swego środowiska. Gra w proletariackich sztukach Gorkiego i czyta Kapitał Marksa. Zaczyna współczuć ludowi i nienawidzić cara, co jednocześnie nie przeszkadza jej utrzymywać stosunki towarzyskie z Jelizawietą Fiodorowną, siostrą carycy i żoną wielkiego księcia Siergieja Romanowa, czyli gubernatora Moskwy.

Dla partii w tej sytuacji może być niezwykle przydatna. Zaprzyjaźnia się z nią bolszewik Leonid Krasin, ulubieniec Lenina, jego ekspert od finansów i materiałów wybuchowych. Człowiek o dwóch twarzach. Z jednej strony, elegancki inżynier, brylujący na salonach bawidamek o niezwykłym uroku osobistym, który przyjaźni się z artystami i milionerami, nakłaniając ich do łożenia na partię. Z drugiej strony, inicjator akcji ekspropriacyjnych i zapalony konstruktor bomb. Według Lwa Trockiego marzyła mu się bomba wielkości orzecha. Krasin chętnie współpracuje z każdym, kto może „produktywnie” wykorzystać jego wynalazki. I tak w 1906 roku dostarczył eserom maksymalistom swe najnowsze dzieło, którym wysadzili w powietrze dom ministra spraw wewnętrznych Piotra Stołypina.

Leonid Krasin i Maria Andriejewa tworzą fantastyczny duet. Inżynier i aktorka. Oboje dosyć zwariowani, trochę ekscentryczni, atrakcyjni z wyglądu. Świetnie się rozumieją i działają w tym samym środowisku. Znają wszystkich, wszyscy uwielbiają Andriejewą. Swoim urokiem ta kobieta wamp jest w stanie zaczarować niemal każdego mężczyznę. Dzięki niej wiele męskich zamożnych kieszeni otwiera się na rzecz socjaldemokratów. A ona sama pomaga opozycjonistom, załatwiając im dokumenty i szukając pracy. W jej domu mogą zjeść i liczyć na nocleg. Uczestniczy także w kolportażu nielegalnej prasy oraz w pracach Czerwonego Krzyża, w którym działa żona Maksyma Gorkiego, Jekatierina Pawłowna.

Tymczasem w jej życiu prywatnym pojawia się rysa. Poszerza się z dnia na dzień. Maria przestała kochać męża. On początkowo był o nią zazdrosny, ale dosyć szybko znalazł na to lekarstwo – inną kobietę. Maria też ma kochanka, został nim korepetytor syna Jurija. Ostatecznie małżonkowie decydują się na rozstanie.

Jednym z dyrektorów MChAT-u jest w tym czasie milioner romantyk Sawwa Morozow, mecenas sztuki i dobroczyńca teatru. Stanisławski powie o nim: „­Teatr rosyjski znalazł swojego Morozowa, jak sztuka doczekała się swego Trietjakowa[4]”14. Morozow to postać nieprzeciętna. W swoich fabrykach robotnicom zapewnia płatne urlopy macierzyńskie, zdolnym funduje stypendia na naukę i zatrudnia u siebie prześladowanych za nieprawomyślność. Przekazuje też pieniądze na wydawanie esdeckich pism, jak „Iskra”, „Nowaja Żyzń” i „Walka”, i bierze udział w ich nielegalnym kolportażu w Rosji. Na deski MChAT-u wprowadza proletariackie sztuki Maksyma Gorkiego… Z przekonania jest prawdziwym socjalistą. Z tego powodu ma wieczne zatargi z matką, starowierką z wyznania i właścicielką pakietu kontrolnego Towarzystwa Nikolskiej Manufaktury, zasadniczą, władczą kobietą, uważającą syna za niespełna rozumu – co w końcu doprowadzi do ograniczenia jego prawa do dysponowania majątkiem rodzinnym. A to z kolei wpędzi go w depresję… Był nadwrażliwcem.

Milioner romantyk zakochuje się w Marii. Dalsze wypadki wskazują ponoć na to, że rozkochała go w sobie na polecenie partii, a dokładniej Krasina przy błogosławieństwie Lenina. Niekoniecznie musiało tak być. Maria żądna była komplementów i podarunków. A tych „zakochany Sawwuszka”, jak o nim mówiła, jej nie szczędził. W każdym razie są ze sobą, co tym bardziej umacnia jej pozycję w teatrze, na który on szczodrze łoży, i na moskiewskich salonach. Ku rozpaczy żony Morozowa Zinaidy oraz jego matki. Lecz Maria nie poczuwa się do winy wobec tych dam. Wręcz na odwrót – ma pretensje do Zinaidy, że przeszkadza ich wielkiej miłości…

Krytycy teatralni i dziennikarze rozpływają się w zachwytach nad grą Andriejewej. Ale drugi z założycieli teatru, Niemirowicz-Danczenko, wprowadza na deski MChAT-u aktorkę Olgę Knipper, swoją byłą uczennicę i obecnie żonę Antona Czechowa. Okazuje się zdolniejszą aktorką od Marii. Głębia jej gry przyćmiewa zalety atrakcyjnej koleżanki. Zaczynają się kłopoty oraz intrygi. Najpierw doprowadzają do niezdrowej atmosfery w dyrektorskich gabinetach – Morozow przestaje się odzywać do Niemirowicza-Danczenki. Przechodzą obok siebie sztywni, nadęci, nawet bez zdawkowego „dzień dobry”. Potem Andriejewa zaczyna oskarżać Stanisławskiego, że uznał ją za aktorkę banalną. On jej z kolei zarzuca romans z Morozowem, który jest przyczynkiem wszystkich konfliktów. W końcu Andriejewa odchodzi z MChAT-u w 1904 roku, z trzaskiem drzwi. Wraz z nią odchodzi i Sawwa Morozow. A ona pisze jeszcze do Stanisławskiego: „Teatr Artystyczny przestał być dla mnie najważniejszy. Nie mogę dłużej pozostawać tam, gdzie święcie i gorąco wierzyłam, że służę idei… Ja nie chcę być braminem i pokazywać, że ­służę swojemu bogu w jego kościele, kiedy wiem, że służę idolowi”15. W sprawę jest również zaangażowany Maksym Gorki, i staje po stronie Andriejewej. Z nim i Morozowem Maria postanawia otworzyć własny teatr. Ma do nich dołączyć ze swoją trupą aktorka Wiera Komissarżewska, również sprzyjająca esdekom. Niestety, plany spalają na panewce. Dlatego ostatecznie Maria postanawia poświęcić się polityce.

Obu kochanków, czyli Morozowa i Gorkiego, poznała jednocześnie – w 1900 roku. Z Gorkim na początku była to tylko znajomość oparta na jej wielkim szacunku do mistrza, w którego sztukach grywała i którego przekonania podzielała. Potem napisze: „Nasza przyjaźń coraz mocniej krzepła, wiążąc nas wspólnotą poglądów, przekonań i interesów. Stopniowo zaczęłam wchodzić w jego przedsięwzięcia, znałam wielu stojących bliżej lub dalej niego. Przysyłał do mnie ludzi z Niżnego z prośbami, aby ich ustawić, zrobić to lub co innego… Byłam dumna z jego przyjaźni, zachwycona nim bezwarunkowo”16. A jego reakcja podczas pierwszego spotkania w Sewastopolu, gdzie poznał ich ze sobą Czechow, była niezwykle spontaniczna: „Diabli wiedzą! Diabli wiedzą, jak pani wspaniale gra!”17 – wykrzykiwał, jednocześnie obcałowując jej dłoń.

Załóżmy, że przez dwa lata ich znajomość opierała się na jej szacunku i jego zachwycie – wyłącznie. Jednak w 1903 roku Morozow znalazł należący do kochanki egzemplarz poematu Człowiek Gorkiego z taką oto dedykacją: „U autora tego poematu jest twarde serce, z którego ukochana kobieta może zrobić obcasy dla swoich pantofelków”18. Sawwa już nie miał wątpliwości… Mimo to wciąż trwał przy ukochanej. Do tego stopnia, że zapisze jej pieniądze ze swojej śmiertelnej polisy, sto tysięcy rubli, w czeku na okaziciela.

W 1903 roku Gorki rozstał się z żoną, choć nigdy oficjalnie rozwodu nie otrzymał. Maria rozwiodła się z Żelabużskim, po czym oddała dwójkę swoich dzieci pod opiekę siostry, by całkowicie poświęcić się pisarzowi. Jemu w tym czasie zmarła córeczka Katia. To nie zbliżyło go do żony, wręcz przeciwnie. On chce być obcasem w pantofelku Marii. A Maria oświadcza: „Dopiero teraz czuję, jak mocno przez całe życie byłam skrępowana i jak bardzo było mi ciasno”19. Na co dzień mistrza czule nazywa Aloszą. Wyjeżdżają razem do Kuokkali w Finlandii. Tam przez jakiś czas wiodą rajskie życie wśród licznego grona bliższych i dalszych krewnych oraz przyjaciół. Jurij Annienkow wspomina, że Gorki uwielbiał organizować zabawy kostiumowe. Sam się przebierał i malował sobie twarz. Biegał z dziećmi po pokojach i korytarzach folwarku, gdzie mieszkali, prowokując do tego również dorosłych. Wieczorem grano w kręgle i puszczano fajerwerki. I tylko raz wtedy stracił humor, a nawet zapłakał – w dzień śmierci Antona Czechowa, 15 lipca 1904 roku.

Choć płakać to tak w ogóle lubił. Zwłaszcza podczas lektury. Rozczulał się nad własną twórczością i nad twórczością innych. Niejeden był przekonany, że stał się wybrańcem mistrza. Bo jego dzieło wywołało na twarzy Gorkiego łzy. Ale te łzy wywoływało dzieło niekoniecznie dobre. Sam fakt, że powstało, było dla mistrza wystarczającym cudem aktu twórczego. Dlatego płakał. Władimir Majakowski dla żartu ogłosił drukiem, że sprzeda tanio kamizelkę oblaną łzami Maksyma Gorkiego…

Dziewczyna, rewolucja i śmierć

Pół roku później dochodzi do wypadku. Maria jest ze swoim Aloszą w ciąży. Ale jeszcze przez jakiś czas grywa na scenach – raczej podrzędnych teatrów. W Rydze podczas spektaklu wpada do otwartego luku i doznaje poważnych urazów. Nie dość, że traci dziecko, to jeszcze przechodzi zapalenie otrzewnej. Cudem przeżywa, w dużej mierze dzięki Sawwuszce Morozowowi, który towarzyszy jej w chorobie i opłaca opiekę. Choć w gorączce Maria wzywa Aloszę…

W tym czasie historia zaczyna przyspieszać. Najpierw wybucha wojna rosyjsko-japońska. Potem zaczyna się rewolucja – prologiem „krwawej niedzieli”[5] z 9 stycznia 1905 roku. Dwa dni wcześniej Gorki staje na czele delegacji mającej nakłonić ministrów spraw wewnętrznych Siergieja Wittego i Piotra Światopełka-Mirskiego do negocjacji z demonstrantami. Nic to nie pomaga. I dochodzi do masakry… Stojący na czele demonstracji z 9 stycznia mnich Gieorgij Gapon musi gdzieś się ukryć. Znajduje schronienie w mieszkaniu Gorkiego, potem ucieka w przebraniu za granicę. A pisarz zanotuje w liście do Jekatieriny Pieszkowej, z którą mimo rozstania utrzymuje przyjacielskie kontakty: „Zginęli ludzie – lecz nie pozwól, by spędzało Ci to sen z powiek – jedynie krew może odmienić barwy historii”20. Potem zmieni stosunek do przelewu krwi. Za dwanaście lat, podczas kolejnej rewolucji, mistrz uzna, że przelew krwi to czysta przemoc, bunt nienawiści i nikczemności. Nic więcej.

Dwa dni później Gorki jedzie do Rygi zobaczyć się z chorą Marią, zostaje aresztowany i przewieziony jako więzień do Twierdzy Pietropawłowskiej pod zarzutem przynależności do „kongresu rewolucyjnego”. Jest już na tyle znany, że w jego obronie stają nie tylko twórcy i intelektualiści rosyjscy, również sympatyzujące z ruchami lewicującymi postaci Zachodu, we Francji, Włoszech i w Anglii. A Morozow wpłaca za niego dziesięć tysięcy rubli kaucji… Mistrz wychodzi na wolność w lutym.

W maju dochodzi do kolejnej tragedii. Po rodzinnym konflikcie Morozowów i decyzji matki, że odsuwa syna Sawwę od decyzji dotyczących ich fabryk i majątku, milioner doznaje poważnego wstrząsu psychicznego i wyjeżdża na wypoczynek do Francji. W tym czasie Gorki z Andriejewą wczasują w Jałcie. A w Cannes często bywa u Morozowa inżynier Krasin – wszak jest jego przyjacielem, jednocześnie też dyrektorem należącej do klanu Morozowów elektrowni. 26 maja 1905 roku Sawwa Morozow strzałem w serce popełnia samobójstwo6]. Żona potem zezna, że siedziała w swoim pokoju, gdy usłyszała wystrzał. Kiedy wbiegła do pokoju męża, zobaczyła go leżącego w kałuży krwi. Ujrzała też uchylone okno. Twierdziła, że przez to okno zdążyła dostrzec uciekającego mężczyznę. Natychmiast rozeszły się plotki, że to był Krasin. Czy rzeczywiście miał coś wspólnego ze śmiercią milionera – nie wiadomo. Podobno Maria Andriejewa na wieść o śmierci byłego kochanka zachowała się jak „królowa po stracie błazna”21 – tak o jej reakcji wyraził się jeden ze znajomych, naoczny świadek, Nikołaj Burienin. W każdym razie Maria otrzymuje pieniądze ze śmiertelnej polisy Morozowa. Po opłaceniu podatku oddaje je do partyjnej kasy. Nie na darmo od samego Lenina dostanie przydomek „towarzysz Fenomen”. Fenomenalnie przyczyniała się partii.

Emigracja

Maria poznała osobiście twórcę dyktatury proletariatu jakiś czas temu, przez Krasina. Teraz po raz pierwszy ma okazję uścisnąć mu dłoń mistrz, w Petersburgu, a dokładniej w redakcji „Nowej Żyzni” – jak donosi Andriejewa, towarzysząca mistrzowi podczas tego spotkania. Ten uścisk to początek zażyłości na kolejne lata. Drugim z dowodów coraz silniejszego związku pisarza z dyktatorem jest wstąpienie Gorkiego w szeregi Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji (SDPRR) w listopadzie 1905 roku. Trzecim – pomysł Lenina, aby mistrz, znany już w świecie, wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Tam miałby agitować na rzecz esdeków i zbierać pieniądze. Gorki zgadza się, ale zaznacza, że ma z nim jechać „przyjaciółka i towarzyszka Marusia”, którą uważa już za żonę. Dla Lenina to podwójna gratka. Pisarz i aktorka, intelekt i kobiecy czar… idealne połączenie. Wyjeżdżają w lutym 1906 roku.

Początkowo witani są przez Amerykanów hucznie. Mark Twain przemawia na bankiecie wydanym na cześć rosyjskiego pisarza. Lecz okazuje się, że w Stanach media, miast zająć się ich przekonaniami, zaczynają się skupiać na ich życiu prywatnym – że Gorki wciąż formalnie jest mężem Jekatieriny Pawłowny, a Maria Fiodorowna to tylko kochanka, na dodatek rozwódka z dwojgiem dzieci… Ponoć w ślad za nimi udali się do Stanów agenci ochrany i to oni zajęli się rozpowszechnianiem tych rewelacji. W takim razie precyzyjnie uderzyli w strunę amerykańskiej pruderii. Pisarz zostaje ogłoszony bigamistą, aktorka – kobietą upadłą. Są wytykani palcami na ulicy i wyrzucani z hoteli. Słyszą: „Tu nie Europa!”. W efekcie para musi wracać. Jednak w Rosji jest niebezpiecznie. Tym bardziej że ochrana już wie, iż w moskiewskim mieszkaniu kochanków Leonid Krasin produkował w grudniu 1905 roku bomby. I tym bardziej że pisarz zaczął pisać mocno nieprawomyślną powieść Matka, która natychmiast trafiłaby na indeksy w carskiej Rosji. Dlatego zmieniają kierunek. Jadą na Capri, gdzie jest sprzyjający klimat. A mistrz przecież cierpi na gruźlicę.

Ponoć w pobliżu tej włoskiej wyspy na Morzu Tyrreńskim Odyseusz usłyszał syrenie śpiewy, które go uwiodły i wydłużyły powrót na Itakę. Szczególnie hołubiona przez dwóch cesarzy rzymskich, Augusta i Tyberiusza, którzy tu mieli swoje wille, Capri stała się potem natchnieniem dla wielkich. Iwan Turgieniew w liście do pisarza Daniłowskiego nazywa Capri prawdziwym Kościołem Matki Natury. „Wiedz, iż wierzę w to, że nowe pokolenie rosyjskiej inteligencji wybierze wyspę Capri na miejsce pielgrzymek, i kto wie, czy z czasem nie zobaczymy tam silnej rosyjskiej kolonii składającej się z malarzy i pisarzy”22. Turgieniew napisał to w 1871 roku. Czy Gorki znał jego list? Trudno powiedzieć. W każdym razie trzydzieści pięć lat później wypełnił to proroctwo. Mistrz i jego Małgorzata osiedli w raju, tworząc tu kolonię dla inteligencji i… rewolucjonistów.

Pierwsza reakcja – zachwyt. „Tutaj jesteś odurzony, głupiejesz i niczego nie jesteś w stanie zrobić. Tylko patrzysz i się uśmiechasz”23 – dzielił się Gorki wrażeniami listownie z Leonidem Andriejewem. A Bunin we wspomnieniach zanotował takie oto słowa mistrza: „Gdybym był Bogiem, zrobiłbym sobie pierścionek, w który wprawiłbym Capri”24. Początkowo z Marią zamieszkali w hotelu Quisisana, następnie przenieśli się do willi Spinola, po wysiłkach Marii, aby zapewnić mistrzowi jak najlepsze warunki do pracy. Sam Gorki domagał się sprowadzenia pianina.

Robi się o nich głośno we Włoszech, prowadzą dom otwarty, do którego może zajrzeć każdy. Uwielbiają ruch i gwar, gościć i zabawiać przyjaciół, podobnie jak w Kuokkali. Zaczynają się przepowiedziane przez Turgieniewa pielgrzymki. Z jednej strony intelektualistów, kolegów Gorkiego po piórze, na czele z Iwanem Buninem, i artystów na czele z Fiodorem Szalapinem, który daje głośne wieczorne koncerty ściągające pod taras willi miejscowych. Z drugiej strony – ludzi prześladowanych przez carski reżim. Maria poświęca się całkowicie oczekiwaniom mistrza. Nie tylko dba o jego zdrowie i wygody. Staje się również sekretarką, menedżerką i tłumaczką jego dzieł, bo zna biegle kilka języków. Jednocześnie zapewnia odpowiedni komfort życia przybywającym wciąż do nich gościom. A że podobnie jak mistrz jest osobą szalenie towarzyską, sprawia jej to w naturalny sposób przyjemność. Jest tylko jeden problem. Gorki nie zerwał kontaktów z żoną Jekatieriną Pieszkową. Pisze do niej regularnie, nazywa w listach „przyjaciółką”. Dla Marii to bolesne. Obwinia o tę sytuację Jekatierinę. „Mogłaby wreszcie dać nam spokój…” – komentuje do znajomych.

Nie tylko rosyjscy milionerzy mieli słabość do rewolucjonistów. Kiedy Gorki wpada na pomysł założenia na Capri szkoły partyjnej dla robotników, wspomaga go w tym pomyśle syn Friedricha A. Kruppa, właściciela niemieckiego koncernu stalowego. Mistrz utrzymywał kursantów na swoim wikcie i opierunku w hotelu Blaesus, gdzie sam w tym czasie mieszkał. Wśród bajecznych widoków śródziemnomorskiej przyrody przywieziona z Rosji młodzież, specjalnie wyselekcjonowana przez rejonowe komitety partyjne, łykała rewolucyjne nauki przekazywane im przez bliskich mistrzowi ludzi. On sam wykładał historię literatury, Anatolij Łunaczarski – historię filozofii, Aleksander Bogdanow – ekonomię, a Michaił Pokrowski – krótki kurs historii Rosji. Ich ambicją było też wydanie piętnasto­tomowej encyklopedii robotniczej. Do tego spacery, łowienie ryb, gra w szachy (potem Gorki napisze, że Lenin po każdej przegranej obrażał się jak dziecko)… No i odmienność poglądów całej kapryjskiej grupy wobec stanowiska dyktatora proletariatu, z którym autor Matki mocno polemizował. Miejscowi rybacy dobrze sobie zapamiętali sceny ich wiecznych kłótni, zwłaszcza podczas długich spacerów, które Lenin zawsze lubił. Szybkim krokiem potrafił nawet wchodzić na Monte Solaro. Kapryjczyków jako głosicieli „religii pracy” uznał za heretyków i nazwał „bogostroicielami”, ponieważ rezygnowali z materialistycznej teorii poznania na rzecz mistycyzmu. A sam Gorki próbował wytłumaczyć Leninowi, że pod pojęciem „Boga” rozumie ograniczenie zwierzęcego egoizmu w człowieku, czyli – sumienie. Ten „mistyczny socjalizm” był religią bez Boga, ubóstwiał fizyczne i duchowe zdolności człowieka. Lecz dyktator proletariatu nie owijał w bawełnę – dla niego była to bzdura. Czepucha…

Reszta tekstu dostępna w regularniej sprzedaży.

Przypisy końcowe

Mistrz i dyktatorzy

^ Donald Fanger, Niezwykłe sprzeczności Maksyma Gorkiego, przeł. Jerzy Jarniewicz, „Literatura na Świecie” 1998, nr 10.^ Tamże.^ Maksym Gorki, Jak uczyłem się, przeł. Natalia Gałczyńska, Warszawa: Nasza Księgarnia, 1951.^ Tamże.^ Jerzy Lenarczyk, Wstęp, w: Maksym Gorki, oprac. Jerzy Lenarczyk, Warszawa: PZWS, 1966.^ Tamże.^ Maksym Gorki, Moje uniwersytety, przeł. Krystyna Bilska, w: tegoż, Dzieciństwo. Wśród ludzi. Moje uniwersytety, przeł. Krystyna Bilska, Warszawa: PIW, 1967.^ Maksym Gorki, Rosyjskie okrucieństwo, przeł. Piotr Gursztyn, „Fronda” nr 7, http://web.archive.org/web/­2008­1018111204/http:/www.niniwa2.cba.pl/gorki.htm, dostęp: 23.06.2014.^ Władysław Chodasiewicz, Gorki, przeł. Natasza Woroszylska, „Literatura na Świecie” 1998, nr 10.^ Jerzy Lenarczyk, Wstęp, w: Maksym Gorki, dz. cyt.^ Tamże.^Ze sprawozdania Departamentu Policji (1892–1900), przeł. J. Pański, w: Maksym Gorki, dz. cyt.^ Władysław Chodasiewicz, Gorki, dz. cyt.^ B. S. Lizunow, Минувшеепроходитпредомною, http://bogorodsk-noginsk.ru/atlas/24_lizunov.html, dostęp: 23.06.2014.^ Tatiana Iowlewa, 50знаменитыхлюбовниц, http://modernlib.ru/books/tatyana_iovleva/50_znamenitih_lyubovnic/read/, dostęp: 23.06.2014.^ Tamże.^ Aleksandra Tyrłowa, ТриженыМаксимаГорького, http://gazeta.aif.ru/_/online/dochki/348/42_01, dostęp: 23.06.2014.^ Tatiana Iowlewa, 50знаменитыхлюбовниц, dz. cyt.^ Tamże.^ Orlando Figes, Tragedia narodu. Rewolucja rosyjska 1891–1924, przeł. Beata Hrycak, Wrocław: Wydawnictwo Dolnośląskie, 2009.^ Walerij Chłyzow, Актриса,рожденнаяподзнакомкрысы, w: Врадостиипечали, Jekaterynburg 2010, http://www.proza.ru/2010/04/03/717, dostęp: 23.06.2014.^ M. Arias, ОдиссеяМаксимаГорькогона„островесирен”: „русскийКапри”каксоцио-культурнаяпроблема, „Toronto Slavic Quarterly”, http://www.utoronto.ca/tsq/17/arias17.shtml, dostęp: 23.06.2014.^ Tamże.^ Tamże.

Reszta tekstu dostępna w regularniej sprzedaży.

[1] W imieniu tegoż wydawnictwa Gorki w niedługim czasie podejmie współpracę ze Stanisławem Brzozowskim, wysoko ceniąc jego talent. Niestety, z chwilą gdy polski pisarz zostanie oskarżony o bycie szpiegiem ochrany, zerwie z nim kontakt i przestanie wspomagać finansowo. Zrobi to w 1908 roku pod wpływem Lenina, który go ostrzeże, że ma w środowisku donosiciela.

[2] Podmaksymowiki, czyli grzybki żyjące pod pniem dużego grzyba Maksyma.

[3] Dzisiejsze Tbilisi.

[4] Paweł Trietjakow (1832–1898) – przedsiębiorca i kolekcjoner sztuki, wraz z bratem Siergiejem założyciel Galerii Trietjakowskiej w Moskwie.

[5] 9 stycznia 1905 roku Stowarzyszenie Rosyjskich Robotników Fabrycznych na czele z mnichem Gaponem, niosąc ikony i krzyże oraz wznosząc religijne pieśni, udało się pod Pałac Zimowy z robotniczą petycją do cara i zapewnieniem lojalności. Pokojową demonstrację spotkały salwy z broni ostrej. Według oficjalnych danych zginęło na miejscu dziewięćdziesiąt sześć osób, raniono trzysta trzydzieści trzy, z czego zmarły kolejne trzydzieści cztery osoby. Nieoficjalnie mówiono nawet o tysiącu zabitych.

[6] Siostrzeniec Morozowa, Nikołaj Szmit, właściciel wielkiej fabryki mebli, też był esdekiem. W 1905 roku zorganizował strajk we własnej fabryce (sic!), za co wylądował w więzieniu, gdzie dwa lata później popełnił samobójstwo (wątpliwości wokół przyczyn śmierci są podobne jak w przypadku Morozowa). Publicznie twierdził, że majątek przepisał partii, lecz po otwarciu testamentu okazało się, iż dziedziczą go dwie siostry Nikołaja. Tu również zadziałała pomysłowość Krasina. Siostry były mocno nieurodziwymi pannami na wydaniu, więc podesłał im dwóch przystojnych bolszewików. Młodsza Jelizawieta była brzydsza, dlatego Lenin docenił wyjątkowe poświęcenie oddelegowanego do niej towarzysza Wiktora Taratuty, twierdząc, że to człowiek niezastąpiony, bo „nie cofnie się przed niczym”…

WYDAWNICTWO CZARNE sp. z o.o.

www.czarne.com.pl

Sekretariat: ul. Kołłątaja 14, III p., 38-300 Gorlice

tel. +48 18 353 58 93, fax +48 18 352 04 75

e-mail: mateusz@czarne.com.pl,

tomasz@czarne.com.pl, dominik@czarne.com.pl,

ewa@czarne.com.pl, edyta@czarne.com.pl

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

tel. +48 18 351 00 70

e-mail: redakcja@czarne.com.pl

Sekretarz redakcji: malgorzata.kur@czarne.com.pl

Dział promocji: ul. Hoża 42/1, 00-516 Warszawa

tel./fax +48 22 621 10 48

e-mail: agnieszka@czarne.com.pl, dorota@czarne.com.pl,

zofia@czarne.com.pl, marcjanna@czarne.com.pl

Dział marketingu: honorata@czarne.com.pl

Dział sprzedaży: piotr.baginski@czarne.com.pl,

agnieszka.wilczak@czarne.com.pl, urszula@czarne.com.pl

Audiobooki i e-booki: anna@czarne.com.pl

Skład: d2d.pl, ul. Sienkiewicza 9/14, 30-033 Kraków,

tel. +48 12 432 08 52, e­-mail: info@d2d.pl

Wołowiec 2014

Wydanie I