Bojąc się namiętności - Robyn Grady - ebook
Opis

Dex Hunter, szef studia filmowego w Los Angeles, przyciąga kobiety niczym magnes. Shelby także nie jest w stanie oprzeć się jego urokowi. Bojąc się ulec namiętności, ucieka do swego rodzinnego miasteczka w Oklahomie. Dex, zakochany w niej bez pamięci, rusza za nią. Tam, z dala od plotkarskiego Hollywood, dają się ponieść zmysłom...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 157

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Robyn Grady

Bojąc się namiętności

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Shelby Scott patrzyła oburzona na dwie osoby, które przed sławnym hotelem robiły z siebie widowisko. Dex Hunter całował kobietę, która reagowała z wyjątkowym entuzjazmem. Blask bijący od jej lśniącej sukni mógłby w czasie sztormu zastąpić latarnię morską. Pewnie to aspirująca gwiazdka, pomyślała Shelby, zważywszy, że Dex Hunter był właścicielem studia filmowego.

Gdy spotkali się wcześniej tego dnia, a ona niechcący oblała go kawą, obiecała sobie, że kelnerowanie będzie wyłącznie tymczasowym rozwiązaniem. Przyjechała do Kalifornii z postanowieniem szukania posady niani. Miała już doświadczenie w tej pracy i lubiła dzieci. Jeżeli szczęście jej dopisze, Dex Hunter ją zatrudni.

Potrzebował opiekunki dla małego przyrodniego brata, który miał go odwiedzić. Gdy dowiedział się, że Shelby chce być nianią, i odkrył, że przeczytała książki z ulubionych serii brata, a co więcej, odróżnia stegozaura od T.rexa, sprawiał wrażenie zainteresowanego. A ponieważ rano się spieszył, umówili się na wieczór.

Jednak to kiepskie przedstawienie, którego Shelby była świadkiem, zniweczyło szansę na współpracę. Kiedy z Australii przyleci jego pięcioletni brat, Dex Hunter będzie musiał poszukać innego rozwiązania. Shelby miała dosyć mężczyzn w typie Casanovy. W Hollywood czy w Mountain Ridge w Oklahomie, w dżinsach czy szytych na miarę spodniach – wszyscy byli tacy sami.

Tamci dwoje wreszcie się od siebie odkleili. Dex przeniósł wzrok i jakby przyciągnął go jakiś radar, spojrzał na Shelby. Emanował pewnością siebie samca, któremu żadna kobieta nie odmawia. Patrzył spod lekko przymrużonych powiek. W świetle latarni jego jasnobrązowe oczy można by wziąć za oczy lwa, inteligentnego i potencjalnie groźnego.

– Przyszła pani wcześniej – zauważył, poprawiając kołnierzyk.

– Przyszłam zgodnie z umową. Czy ma pan zwyczaj robić z siebie widowisko? – zapytała.

Dex ściągnął brwi, a potem, gdy się zorientował, o czym Shelby mówi, zerknął przez ramię i się uśmiechnął.

– Prawie się na mnie rzuciła, co?

– Och, a pan nie czuje się za to odpowiedzialny.

Dex spojrzał ostrzej, potem palcami przeciągnął po wargach. Kiedy opuścił rękę, jego uśmiech znikł.

– Źle. Zacznijmy od nowa.

– Niczego nie zaczniemy.

Odwróciła się i szybkim krokiem ruszyła do najbliższego przystanku autobusowego. Była w Los Angeles od dwóch tygodni. Poza krótkim pobytem przed laty w Oklahoma City dotąd nie opuszczała rodzinnego miasta. Wymyśliła sobie Kalifornię z powodu starego ukochanego filmu, którego bohaterka właśnie tu odnajduje szczęście. Teraz, gdy poczuła się znów samotna, zatęskniła za domem, za tym, co znane. Mountain Ridge to jej całe życie i wspomnienia – w większości dobre.

Ale niektóre bardzo złe. To przez nie obiecała sobie, że będzie się trzymać z dala od Mountain Ridge, że będzie silna. Nie zamierzała znosić pełnych litości, a nawet dezaprobaty spojrzeń ludzi, których od zawsze znała. Jeśli ktoś twierdził, że uciekła, jeśli znalazł się ktoś, kto śmiał sugerować, że stchórzyła… cóż, do diabła z nim.

Usłyszała za sobą kroki, a chwilę później Dex Hunter zablokował jej drogę.

– Obiecała pani zjeść ze mną kolację i porozmawiać o mojej propozycji.

– Jeżeli tak zachowuje się pan w miejscach publicznych, nie chcę wiedzieć, do czego posuwa się pan w czterech ścianach, w obecności czy nie, niewinnego małego chłopca. Nie będę w tym uczestniczyć.

– Ta kobieta to moja koleżanka.

– Chyba bliska?

– Żegnaliśmy się.

– Może pochodzę z prowincji, ale nie urodziłam się wczoraj. To nie były koleżeńskie objęcia.

– Bernice za dużo wypiła – wyjaśnił, doganiając ją. – Była umówiona ze znajomymi i chciała, żebym jej towarzyszył. Powiedziałem, że mam inne plany. – Podrapał się w ucho. – Próbowała mnie przekonać.

– A pan strasznie się opierał.

– Mogłaby być moją narzeczoną, ale nie jest.

Na słowo „narzeczona” Shelby poczuła ucisk w żołądku. Dex Hunter na szczęście nie wiedział o tym.

– Mnie się to nie podobało. – Nie podobały jej się uczucia, jakie to w niej wzbudziło. Poczuła się bezbronna i zażenowana. – Proszę zadzwonić do agencji opiekunek. I niech pan zetrze z policzka szminkę.

– Po południu sprawdziłem pani referencje – odrzekł. – Rozmawiałem z paroma osobami przez telefon.

Spojrzała na niego, szeroko otwierając oczy.

– W kawiarni – podjął, wycierając chusteczką policzek – wspomniała pani dwa miejsca, w których pani pracowała. Ludzie wypowiadali się na pani temat w superlatywach. Zwłaszcza pani Fallon z przedszkola. Powiedziała, że z chłopcami ma pani świetny kontakt.

– W dzieciństwie wolałam rzucać lassem niż bawić się lalkami – przyznała, mając w głowie gonitwę myśli. Nie była zła, że ją sprawdzał, ale zastanawiała się, z kim jeszcze rozmawiał i co usłyszał.

– Od pół roku nie widziałem brata – dodał – ale założę się, że jest pełnym energii dzieciakiem. Polubi go pani. – W jego oczach pokazał się uśmiech. – Wszyscy go lubią.

Okej, była ciekawa. Czy chłopiec siedział już w siodle? Czy lubi warcaby czy bejsbol? A może woli klocki?

Nic jednak nie mogło wymazać sceny, której była świadkiem. Ładna mi koleżanka!

– Znajdzie pan kogoś.

– Chcę panią.

– Proszę, niech pan już wraca do swojej…

W połowie zdania obejrzała się i zamarła. Bernice właśnie rzuciła się na szyję innemu mężczyźnie. Kiedy ten ją odsunął, zachwiała się i rozpłakała. Podbiegły do niej dwie kobiety i odprowadziły ją na bok.

– W zeszłym tygodniu zerwał z nią narzeczony – odezwał się Dex. – Znam go od lat. Nie należy do tych, którzy się żenią. Zdaje się, że dzisiaj Bernice chciała coś światu udowodnić. I sobie. Chociaż nie musiała. Zawsze była za dobra dla Maca.

Shelby współczuła tej kobiecie. Ból i rozpacz mogą człowieka doprowadzić do czynów, które z perspektywy czasu wydają się bez sensu, a cofnąć ich się nie da.

– Niezależnie od tego, jaką decyzję pani podejmie w sprawie pracy – ciągnął Dex – zapraszam na kolację. Cały dzień obsługiwała pani innych. Na pewno jest pani głodna tak jak ja, a ja konia z kopytami bym zjadł.

Shelby uśmiechnęła się niechętnie.

– Pewnie pani Fallon wspomniała o moim apetycie.

Dex zaśmiał się ciepło, a ona poczuła się tak miło jak w ogrzewanym basenie. A może tak niepewnie, jakby pod nogami miała ruchome piaski?

– Tate też ma niezły apetyt – oznajmił. – Zwłaszcza na cheeseburgery.

Dex Hunter był czarujący i przekonujący. Niebezpieczna kombinacja, mimo to…

– Chyba mogę zjeść z panem kolację – oświadczyła. – Ale każdy płaci za siebie.

– Nie ma potrzeby.

– Nalegam.

Dex zrozumiał przekaz zawarty w słowach i spojrzeniu Shelby. Zje z nim kolację, może nawet odpowie na kilka pytań. On z kolei, skoro wyjaśnił nieporozumienie z Bernice, nie widział powodu, by nie wrócili do negocjacji. Choć nie był przekonany, że Shelby tak samo to postrzega. W jednym miała rację: większość osób zadzwoniłaby do najlepszej agencji niań w mieście, by zaoszczędzić sobie kłopotu. Ale instynkt mu podpowiadał, że ona jest właściwą osobą do opieki nad chłopcem, który znaczył dla Dexa więcej niż ktokolwiek inny.

Ktoś chciał skrzywdzić ich ojca, magnata medialnego Guthriego Huntera. Próbowano zepchnąć z drogi jego samochód, oddano do niego strzały. Podczas ostatniej napaści Tate towarzyszył ojcu i omal nie został porwany. Dopóki winny nie zostanie znaleziony i ukarany, Tate potrzebował schronienia.

Kiedy Dex zastanawiał się nad idealnym miejscem na kolację, zadzwoniła jego komórka. Gdy ją zignorował, Shelby powiedziała:

– Może to coś ważnego.

– Idziemy na kolację.

– Tam, skąd pochodzę, nieuprzejmie jest ignorować dzwonek telefonu czy stukanie do drzwi.

Dex spojrzał w jej szczere zielone oczy. To nie pora, by mówić, że w Los Angeles ludzie stale ignorują dzwonek telefonu. Nacisnął przycisk Odbierz.

– To nie działa – zaczął bez wstępów scenarzysta Rance Loggins. – Chcesz, żeby Jada skonfrontowała się z Pete’em na ślubie, a moim zdaniem nie powinna. To zbyt oczywiste.

– Prześpij się z tym. Wymyśl coś innego.

– Myślałem, że mam to skończyć

Dex zerknął na Shelby w różowej sukience – połączenie anioła i kusicielki.

– Dex? – Rance wyrwał go z myśli. – Jesteś tam?

– Wpadnij do biura…

– Jutro na tydzień wyjeżdżam. To kluczowa scena. – Rance usłyszał westchnienie Dexa. – Powtarzam twoje słowa. Tylko to nas wstrzymuje.

Najnowszą produkcję Hunter Productions, „Łatwą ofiarę”, obejrzała w pierwszy weekend rekordowa liczba widzów. Był to film akcji z udziałem jednej z najbardziej kasowych gwiazd. Dex szykował kolejne filmy, ale z tym, o którym właśnie rozmawiali, wiązał największe nadzieje. Czuł, że to będzie przebój. Spodziewał się nagród.

Znów zerknął na Shelby, a potem na zegarek. Wybiła siódma. Dwa steki, deser, butelka wina, może też coś od niej wyciągnie…

– Będę po dziesiątej – rzekł do Rance’a.

– Zbywasz mnie przez jakąś laskę – stwierdził Rance.

– Nieprawda.

– Myślałem, że zaangażowałeś się w odbudowę firmy. Że zależy ci na tym, żebyśmy odzyskali formę.

Dex znał Rance’a szmat czasu. Uważał go za przyjaciela. Zacisnął zęby i zniżył głos.

– Zapominasz, kto za wszystko płaci.

– Żeby wydać pieniądze, musisz je zarobić.

Dex się rozłączył. Shelby robiła telefonem zdjęcia wystaw słynnych butików na Rodeo Drive.

– Musi pan odwołać kolację, tak? – Stała z telefonem przy twarzy, wciąż robiąc zdjęcia. – Prawdę mówiąc, tak będzie lepiej.

Dex wsunął kciuki za pasek od spodni. Za nic nie pozwoli jej się wywinąć. Jeśli z jakiegoś powodu Shelby rzuci pracę w kawiarni, on już jej nie znajdzie. Ale Rance ma rację. Aż do ostatniego hitu finanse Hunter Productions wyglądały kiepsko. Kiedy Dex przyjechał tu z Australii jako dwudziestopięcioletni chłopak, ówczesny przyjaciel pomógł mu manipulować budżetem. Wiele się nauczył od Joela Chase’a. Spędził przy biurku tyle godzin, że rodzina z trudem by w to uwierzyła.

– Niech pani ze mną pojedzie – zasugerował. – Potem coś zjemy.

– Nie podoba mi się to.

– Czemu?

– Na tyle dobrze pana nie znam.

– Nie mam maczugi, Shelby. Nie uderzę pani w głowę i nie zaciągnę nieprzytomnej do jaskini.

Patrzyła mu w oczy z wahaniem. W takim mieście jak LA ostrożność jest uzasadniona. Wahanie świadczyło o jej rozsądku. Dex wyznał szczerze:

– Mój scenarzysta ma problem ze scenariuszem komedii romantycznej. Pracujemy nad sceną kulminacyjną i wszystko nam się wali. Mężczyzna, którego główna bohaterka kiedyś kochała, i który ją oszukał, ma się ożenić z jej przyjaciółką, a ona jest zaproszona na ślub. Jej towarzysz musi się wycofać, więc idzie sama.

Zmarszczka między brwiami Shelby świadczyła o tym, że ją zainteresował.

– Niezdarny kelner wylewa zupę na suknię naszej bohaterki. Ona w poplamionej sukni idzie do toalety, zadając sobie pytanie, po co tam w ogóle przyszła, i wpada na pana młodego.

– I co? – spytała Shelby, gdy zamilkł.

– No właśnie.

Wrzuciła telefon do torebki. Wiatr zawirował wokół ich stóp, a potem porwał z torebki Shelby kartkę, która zatoczyła półkole, po czym opadła na chodnik. Kiedy Shelby się po nią schyliła, podmuch poniósł kartkę dalej. Niewiele myśląc, Shelby zeszła z krawężnika w chwili, gdy jezdnią przemknął lśniący sedan.

ROZDZIAŁ DRUGI

Dex rzucił się naprzód. W tym samym momencie poryw wiatru, a może strach, pchnął Shelby z powrotem na chodnik. Straciła równowagę i wpadła na Dexa, który podtrzymał ją w ostatniej chwili. Gdy była w jego ramionach, przyjrzał się jej twarzy. Oczy, okrągłe i przerażone, miały odcień miętowej zieleni z niebieskimi plamkami. Na jednej brwi dojrzał niewielką szramę.

– Chyba jeszcze się nie przyzwyczaiłam do tego ruchu – wykrztusiła.

Chwila nieuwagi i mogłaby skończyć w szpitalu albo gorzej. W głowie jej wirowało i była potwornie spięta. Czuła się jak bohaterka filmu, która znalazła się z dala od domu i na skutek rozkojarzenia mogła stracić życie. Uratował ją wysoki mężczyzna o jasnobrązowych oczach, który teraz trzymał ją w tej dziwnej pozycji.

Dex ostrożnie podniósł Shelby, aż się wyprostowała. Poprawiła sukienkę i siłą woli próbowała uspokoić serce.

– Nic się pani nie stało? – spytał Dex.

– Nie ucierpiało nic poza moją dumą. Czuję się jak idiotka.

Sądząc z zaciekawionych spojrzeń przechodniów, jej wypadek okazał się bardziej interesujący niż przedstawienie Bernice.

– Ta kartka, która wypadła z torby – zauważył Dex – musiała być ważna.

Shelby sobie o niej przypomniała i serce jej się ścisnęło.

– Ma wartość sentymentalną – odparła.

Dex podszedł do najbliższej podświetlonej od dołu palmy i pochylił się. Kiedy wrócił, trzymał w ręce kartkę, a właściwie zdjęcie. Shelby wstrzymała oddech, wzięła zdjęcie, przycisnęła je do piersi, po czym schowała do torebki, do zapiętej na suwak kieszonki.

– Osoba, którą bardzo szanuję – podjął Dex – mawiała, że sentymenty są niedoceniane.

Choć Shelby miała wrażenie, że to nie pora, by pytać, czyje to słowa, chciałaby to wiedzieć…

– Czy zaproszenie do odwiedzenia pana scenarzysty jest wciąż aktualne?

Twarz Dexa przeciął szeroki uśmiech.

– Będziemy z Rance’em zaszczyceni.

Kilka minut później otworzył jej drzwi czarnego sportowego włoskiego auta. Gdy Shelby wśliznęła się na skórzane siedzenie i zapięła pas, silnik obudził się do życia i samochód włączył się do ruchu.

– Często zdarzają się takie problemy ze scenariuszem?

Starała się nie wnikać w motywy swojej decyzji i powściągnąć entuzjazm. Tego dnia tyle się wydarzyło. Nie byłaby zdziwiona, gdyby się obudziła i stwierdziła, że to tylko sen.

– Kiedy człowiek decyduje się zrobić film – Dex zmienił bieg – napotyka na różne wyzwania.

– Wyobrażam sobie wypełniony papierosowym dymem pokój – powiedziała – i mężczyznę, który siedzi u szczytu długiego stołu i jak szalony stuka w klawisze maszyny, podczas gdy drugi krąży wokół z pochyloną głową.

Dex spojrzał na Shelby.

– Maszyny?

– To chyba trochę staroświeckie.

– Tam, skąd pani pochodzi, wiedzą już, co to jest internet? – zażartował.

– Och, oczywiście. Przywiązujemy krowę do młyńskiego koła, żeby wygenerować dodatkową energię.

Dex zaśmiał się, a jego ciepły głos miło ją otulił.

– Ja też nie jestem stąd. Wychowałem się w Australii.

– Teraz wiem, skąd ten akcent. Myślałam, że jest pan Brytyjczykiem.

– Australijczycy nie są tacy bladzi.

Shelby omiotła wzrokiem jego szyję i dłonie. Był naturalnie opalony.

– Australia jest na drugim końcu świata. – Siłą woli oderwała wzrok od jego profilu z orlim nosem. – Co pana tu sprowadziło? Chęć zdobycia sławy i pieniędzy?

Czy od czegoś uciekał? To się zdarza.

– Moja rodzina jest właścicielem Hunter Enterprises.

– Do której należy Hunter Productions, jak rozumiem.

Samochód skręcił.

– Moja matka urodziła się blisko pani rodzinnych stron.

– W Oklahomie?

– W Georgii.

– Z przykrością muszę pana poinformować, że Georgia nie leży w pobliżu Oklahomy.

– O rety. Wciąż jestem tu nowy, co?

Z uśmiechem na ustach Shelby usiadła wygodniej.

– Wracając do pana historii…

– Moi rodzice poznali się na imprezie Fox Theater. Tatę ujęła południowa uroda mamy. Miesiąc później się oświadczył.

– Pana ojciec jest romantykiem.

– Kochał mamę. – Uśmiech Dexa zblakł. – Po jej śmierci przed paru laty ożenił się powtórnie.

– Z miłą kobietą?

– On tak uważa.

Znaleźli się na mniej uczęszczanej części drogi, więc Dex dodał gazu. Shelby czekała na jakieś wyjaśnienia na temat macochy, ale milczał. To jednak wiele mówiło.

Wkrótce zajechali na szeroki podjazd w ekskluzywnej okolicy. Ciemnowłosy mężczyzna mniej więcej wzrostu Shelby otworzył im drzwi. Gdy ją zobaczył, spojrzenie zza modnych okularów mówiło, że nie jest zadowolony.

Po wymianie grzeczności i prezentacji Rance Loggins zaprosił ich do środka. Mężczyźni zamienili kilka słów, idąc korytarzem o szklanych ścianach, za którymi pysznił się tropikalny ogród. W pokoju urządzonym meblami z twardego drewna, lśniącej stali i szarej skóry Shelby usiadła na miękkiej kanapie, a Dex zdjął marynarkę i powiesił ją na oparciu krzesła.

Kiedy zaczął omawiać z Rance’em problematyczną scenę, usiadł obok Shelby, blisko, a jednak dość daleko. Czy to dlatego, że uratował ją przed upadkiem, czy dlatego, że Rance nie był zachwycony jej obecnością, czuła się bezpieczniej, wiedząc, że Dex jest blisko. Była także nadzwyczajnie świadoma tej bliskości – jego zapachu i ciepła. Jego udo znajdowało się na wyciągnięcie ręki. Przeniosła wzrok na błyszczące czarne buty. Te stopy dobrze by wyglądały w kowbojskich butach.

– I co pani na to?

Shelby wróciła do teraźniejszości.

– Na co?

Rance przypomniał scenariusz – Shelby była pewna, że zrobił to bardziej dla siebie i Dexa niż ze względu na nią.

– Główna bohaterka była dziewczyną pana młodego do chwili, gdy ją oszukał i zdradził. Później oświadczył się jej przyjaciółce. Nasza bohaterka jest na ślubie przyjaciółki i wpada na swojego eks.

Dex splótł palce za głową i wyciągnął nogi.

– Powinna wymierzyć mu policzek. Chlusnąć mu w twarz drinkiem. Brakuje nam dialogu.

– W tym nie ma żadnego zaskoczenia – zaczął Rance – a widz tego oczekuje.

Shelby zwilżyła wargi.

– Ona powinna mówić głośno, żeby wszyscy ją usłyszeli.

Dex opuścił ręce i przyjrzał się jej bacznie.

– Miałaby się z nim skonfrontować przed wszystkimi gośćmi i głośno powiedzieć, że ją oszukał?

– Nie, to kobieta z klasą – odparła Shelby. – Pozbiera się, choć nigdy nie czuła się bardziej samotna, i w zaplamionej zupą sukni, ze świadomością, że wszyscy się nad nią litują, poprosi o mikrofon i powie, jaką wspaniałą parą są nowożeńcy. Że z całego serca życzy im szczęścia. Kiedy ze łzami w oczach odda mikrofon, na sali zapadnie cisza. Gdy ona ruszy do wyjścia między stolikami i zniknie w słońcu za drzwiami, goście będą siedzieli w milczeniu. Wszyscy słyszeli plotki, domyślali się prawdy. Związek Reese i Kurta nie przetrwa.

– Chciała pani powiedzieć: związek Jady i Pete’a.

Shelby zamrugała, patrząc na Rance’a, i lekko się uśmiechnęła.

– Oczywiście – rzekła. – Właśnie to chciałam powiedzieć.

Dex siedział jak urzeczony. Shelby nie miała żadnego doświadczenia w pisaniu scenariuszy, o ile wiedział, a jednak swoją wersją sceny kulminacyjnej ich oczarowała. Tylko… kim są Kurt i Reese? I, co ważniejsze, kim tak naprawdę jest Shelby Scott?

Rance przeczesał włosy palcami i podniósł się.

– Zapiszmy to. – Usiadł przed komputerem. – Potrzebujemy więcej tła tej sytuacji.

Shelby usiadła obok Rance’a. Zamówili chińszczyznę i w ciągu trzech godzin dokończyli scenę. Przy piątej filiżance kawy Rance oparł łokieć na oparciu krzesła.

– Pisze pani, Shelby?

– Nie. – Potrząsnęła głową z burzą mahoniowych włosów. – Oglądam dużo filmów.

Dex odsunął puste pudełko po jedzeniu.

– Ma pani ulubiony film?

– Będzie się pan śmiał.

– Na pewno nie.

– Lubię nieme kino – przyznała. – Na przykład filmy z Rudolfem Valentino.

– Tak jak wiele kobiet w Los Angeles. – Rance wstał i przeciągnął się. – Tych zafascynowanych haute couture.

Shelby się zaśmiała. Dex zauważył, że twarz Rance’a pojaśniała w nieznany mu dotąd sposób. Po dość paskudnym zerwaniu Rance od ponad roku nie spotykał się z kobietami. Dex domyślał się, że tego wieczoru przyjaciel dojdzie do wniosku, że pora zakończyć celibat.

– Niezbyt interesuję się modą – przyznała Shelby.

– A powinna pani. Jestem pewien, że moda by panią pokochała. Ekran także. Jestem zaskoczony, że Dex jeszcze nie zaproponował pani przesłuchania.

– Do roli w filmie? – Odłożyła pałeczki. – Nie lubię publicznych wystąpień. Dobrze czuję się głównie w towarzystwie dzieci.

Kiedy wyjaśniła, jak poznała Dexa, zastanowił się nad jej słowami. Był przekonany, że co najmniej raz w życiu wystąpiła przed licznym zgromadzeniem, a tajemniczy Reese i Kurt dostarczyli jej tematu. Shelby, jakby czytała w jego myślach, spojrzała mu w oczy, a potem przeniosła wzrok na swój tani zegarek i oznajmiła:

– Muszę już iść.

– Musi się pani wyspać? – spytał Rance, a jego oczy mówiły: I tak jest pani piękna.

– O siódmej zaczynam zmianę. – Wstała. Już wyjaśniła, że pracuje jako kelnerka.

– W barze Shelby podają najlepsze cheeseburgery w mieście – oznajmił Dex. – I najlepszą kawę, o ile zdołasz ją wypić, zanim się wyleje.

Wymienili z Shelby znaczące uśmiechy, po czym ona zebrała puste opakowania po jedzeniu.

– Jest pani moim gościem – oświadczył Rance.

– Nie pozwoliliście mi zapłacić, więc to mój wkład.

– Dość nam pani pomogła ze scenariuszem – zauważył Dex.

– Więcej niż dość – dodał Rance.

Ale Shelby już sprzątnęła ze stołu. Kiedy wyszła do kuchni, Rance poprawił okulary na nosie.

– To nie twój typ. Z początku myślałem, że to kolejna gwiazdka, która ma nadzieję, że dostanie główną rolę.

– A teraz?

Rance położył rękę na sercu.

– Zakochałem się.

Dex powinien się roześmiać, jednak tego nie zrobił. Wstał i ostrzegł przyjaciela:

– Ona nie jest dla ciebie. Nie chcę, żebyś przeszkadzał jej w pracy.

– Ma się opiekować twoim bratem, tak? Kilka dni budowania zamków z piasku. Dwa dni w Disneylandzie. Nie zawarłeś z nią kontraktu na pięć lat. – Stukał palcami po dyskietce. – Może zechce spróbować czegoś innego.

– Pomagać ci w pisaniu scenariuszy?

– Czemu nie?

– To młoda miła dziewczyna z prowincji. Ma swój cel i nie trzeba jej mieszać w głowie.

– Ty oczywiście nie zamierzasz komplikować jej życia.

Dex już miał przywołać Rance’a do porządku. Shelby była pięknością w każdym sensie tego słowa, ale nie chciał zastawiać na nią pułapki. Nie planował jej uwieść, choć miałby na to ochotę.

– To jak, możemy już iść? – zapytała Shelby.

– Na razie. – Rance uśmiechnął się lekko.

Pożegnali się i po chwili siedzieli w samochodzie. Dex wpisał do GPS-u adres, który podała mu Shelby, powtarzając sobie w myśli słowa Rance’a. Shelby dopiero przyjechała do LA, a już zwróciła na siebie uwagę urodą i inteligencją. Dex uznał, że musi podpisać z nią umowę, nim ktoś inny zatrudni ją jako opiekunkę do dziecka, modelkę, aktorkę czy scenarzystkę. A może żonę. W tym mieście wszystko działo się bardzo szybko.

– Rance uważa, że ma pani wrodzony talent.

– Głupim szczęście sprzyja!

– A może ma pani talent.

– Nie musi mi pan kadzić, panie Hunter.

– Na imię mam Dex.

– Tak czy owak, nie zmieniłam zdania i nie będę dla pana pracować.

Zerknął na nią, ściągając brwi.

– Uwierzyła pani w to, co mówiłem o Bernice, prawda?

Patrząc przed siebie, Shelby skinęła głową.

– Więc o co chodzi? Nie lubi pani chińskiego jedzenia? Mam gosposię, a zatem nie będzie pani miała innych obowiązków. Zatrudnię też kucharza.

Shelby milczała.

– Czy wspomniałem, że będzie pani miała osobne mieszkanie z widokiem na ocean?

Gdy odwróciła głowę, Dex starał się ukryć rozdrażnienie.

– Nie chce pani dać mi szansy. Ani Tate’owi.

Shelby nadal patrzyła na mijane ulice. Dex mocniej ścisnął kierownicę. Boże, co za uparta kobieta. Gdyby tylko nie była taka atrakcyjna…

Zajechali przed skromny budynek w dość ładnej okolicy. Dex zgasił silnik i otworzył drzwi. Shelby pierwsza stanęła na chodniku.

– Nie musi mnie pan odprowadzać.

– To nie podlega negocjacjom.

– Ma pan rację.

Kiedy ruszyła, Dex za nią poszedł. Matka wpoiła mu, że należy odprowadzać kobiety do domu.

Gdy tylko Shelby dotarła do drzwi, powiedziała:

– Dziękuję za wieczór. Był… oryginalny.

– Dziękuję za pomoc.

Dex był pewien, że kiedy Rance wróci z tygodniowej podróży, zajrzy do wszystkich barów na Bulwarze Zachodzącego Słońca, by znaleźć Shelby i osobiście jej podziękować.

Shelby już miała otworzyć drzwi, gdy opuściła rękę.

– Przepraszam, że nie mogę panu pomóc. Po prostu… lepiej będzie, jak zatrudni pan kogoś, kto zna pańskie środowisko.

– Nie chciałbym pani przyjąć, gdyby pochodziła pani z tego środowiska. Potrzebuję odpowiedzialnej opiekunki, a nie hostessy.

Kiedy zobaczył w jej oczach cień wahania, wyjął telefon i odszukał pewne nagranie.

– Zrobiłem to podczas ostatniego pobytu w Australii.

– To Tate? – Shelby odgarnęła włosy i nachyliła się.

– Wygłupia się na plaży w Sydney.

Tate stał w wodzie po kolana i kołysał się wraz z przypływem i odpływem fal. Ostatnia fala przewróciła go i usiadł na pupie. Jak szalony chichotał do obiektywu.

Shelby także się zaśmiała, a gdy nagranie się skończyło, podniosła wzrok, objęła się ramionami i spojrzała na Dexa.

– Fajny dzieciak.

– I mądry. Kochany. Jak na takiego malca, potrafi zgnieść człowieka w uścisku.

Shelby się uśmiechnęła, a potem zamyśliła.

– To jest miasto, gdzie rodzą się legendy i opowieści, ale ja nie chcę zostać gwiazdą czy choćby otrzeć się o sławnych i bogatych. Zwyczajni ludzie żyją swoim życiem. Nigdy nie myślałam, żeby pracować dla kogoś innego niż przeciętna rodzina z dwójką dzieci. Pan nie jest zwyczajnym człowiekiem. Kiedy jestem z panem, nie wiem, czego się spodziewać. Nie lubię niespodzianek.

– Czasami są miłe.

Nie wyglądała na przekonaną.

– Zamierza pan przyprowadzać kogoś do domu, jak będzie pan gościł brata?

– Jeśli pyta pani o kobiety, z nikim się nie spotykam. A gdybym się spotykał, ten czas jest tylko dla Tate’a.

Podał wysokość wynagrodzenia, jakie dla niej przewidział, a ona szeroko otworzyła oczy.

– Nawet nie wiem, czy Tate mnie polubi.

– Nie sądzę, żeby było inaczej.

– Jak długo będzie mnie pan potrzebował?

– Co pani powie na pół roku?

Shelby zmarszczyła czoło.

– Jego rodzice nie będą mieli nic przeciwko temu, że zostanie tu tak długo?

Dex zawahał się. Nie było sensu zdradzać Shelby prawdziwego powodu wizyty Tate’a. Choć to Guthrie Hunter był celem zamachowca, a nie Tate, Guthrie pragnął, by syn do czasu rozwiązania sprawy znalazł się w bezpiecznym miejscu. Nikt nie wiedział, kiedy sprawca zostanie odnaleziony, czemu więc nie miałby podpisać z Shelby półrocznej umowy?

– Nie chciałbym, żeby to był dla pani zmarnowany czas. – Shelby rozdarta przygryzła wargę. – Niech pani się zgodzi. Przez wzgląd na Tate’a.

– Chciałabym zatrzymać to mieszkanie na wypadek, gdyby coś nie zagrało, no i na wolne dni.

– Oczywiście.

Minęła chyba wieczność, nim skinęła głową.

– Proszę mi dać znać, kiedy mam zacząć.

Dex miał ochotę ją uściskać, ale to nie był dobry pomysł. Musi się zadowolić tymi kilkoma sekundami bliskości, kiedy ją uratował przed upadkiem.

– Powiedzmy w piątek – odrzekł.

– Tak szybko?

– Tate przyjedzie za tydzień. Musimy się przygotować, zrobić zakupy i tym podobne.

– Aha, no tak. Oczywiście.

– Czyli jesteśmy umówieni?

Ścisnęła jego rękę, a on znów doświadczył tego niesamowitego doznania co wtedy, gdy uchronił ją przed upadkiem. To było miłe, przyspieszało bicie serca. Dostał, czego chciał, a teraz powinien odejść. A jednak ten krótki dotyk sprawił, że Dex zapragnął z nią zostać. Musiałaby go jednak do siebie zaprosić, a to nie wchodziło w grę. Słabo ją znał, ale nie należała do kobiet, które zapraszają na drinka znanego niespełna dzień mężczyznę.

Po ciele Shelby rozeszło się cudowne ciepło, nim się otrząsnęła i znalazła siłę na to, by zabrać rękę. Lekko otarła palce o sukienkę i powiedziała:

– Będę w kontakcie.

– Czekam niecierpliwie.

Z sąsiedniej ulicy dobiegł ich szum samochodów. W mieszkaniu obok grzmiał telewizor. Na tym tle głos Dexa brzmiał dziwnie nisko i głęboko. Czy on także poczuł to ciepło tak kuszące… że przez moment się zastanowiła, czy nie zaprosić go na kieliszek przed snem. Albo pożałowała, że go w ogóle spotkała.

Nie chciała teraz interesować się mężczyznami, zwłaszcza takimi jak Dex Hunter. Z nikim nie chciała się wiązać. Bolesne doświadczenia wciąż były zbyt świeże.

Kiedy patrzył na nią spod lekko opuszczonych powiek, jakby czekał na zaproszenie, poczuła się dziwnie skrępowana. W końcu uniosła głowę i weszła do budynku. Dex spojrzał na nią, po czym zawrócił do samochodu.

Kiedy znalazła się w swoim nie do końca umeblowanym mieszkaniu, usiadła na łóżku i wracając myślami do przeszłości, wyciągnęła podartą w chwili złości starą fotografię. Przed wyjazdem z Mountain Ridge pedantycznie posklejała ją taśmą.

Teraz widniejące na zdjęciu dziewczynki wyglądały jak duchy. Jedna z nich miała kasztanowe włosy, kręcone włosy drugiej były jasne jak kwiat magnolii. Przyjaźniły się od szkoły podstawowej i kochały się bezwarunkowo. Ale nawet najlepszym przyjaciółkom nie wszystko wolno.

ROZDZIAŁ TRZECI

W drodze powrotnej do domu Dex nie mógł zapomnieć o niepokojącym uroku Shelby. Z zamyślenia wyrwał go telefon. Z głośnika popłynął głos młodszego brata Wynna. Dex zmarszczył czoło i spojrzał na zegar.

– W Nowym Jorku jest druga w nocy. Postanowiłeś pobiegać jako pierwszy?

– Nie jestem aż tak dobrze zorganizowany.

Wynn po ojcu odziedziczył wytrwałość, a po matce serce. W przeciwieństwie do starszych braci wcześnie postanowił, że chce się ustatkować. Pragnął doświadczyć takiego małżeńskiego i rodzinnego szczęścia, jakie było udziałem rodziców przed śmiercią ich matki.

Może dowiedziawszy się o zaręczynach Cole’a, Wynn chciał go powiadomić, że nie jest gorszy i też się zaręczył? Zważywszy, że od dwóch lat stanowili parę z fotografką Heather Matthews, to było prawdopodobne.

– Dostałeś wiadomość od Cole’a? – zapytał Dex. – Nie do wiary, że znalazł kobietę marzeń. Musi być wyjątkowa, skoro była w stanie odciągnąć go od sali posiedzeń.

– Tak, świetne wieści.

– Nie chciałbyś do nich dołączyć? Mielibyśmy podwójne wesele.

– Heather i ja… zrobiliśmy sobie przerwę. – Dex mało nie zjechał na pobocze. Ilekroć widział tych dwoje podczas rodzinnych spotkań w Sydney, wydawało mu się, że są zakochani. – Właściwie to koniec, ale nadal się przyjaźnimy.

– Boże, Wynn… Tak mi przykro.

– W Australii jest późne popołudnie, a Cole nie odbiera. Masz jakieś wiadomości na temat taty?

– Wiesz, że po tym, jak ktoś zepchnął jego samochód z drogi, była druga próba zamachu. Kula minęła tatę dosłownie o centymetry. Dzięki Bogu, kiedy ten szaleniec objawił się po raz trzeci, tato był z ochroniarzem.

– Odwiedzał wuja Talbota.

– Pewnie po latach chciał się z nim pogodzić.