Wydawca: WAB Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2009

Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie ebook

Maria Janion

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 439 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie - Maria Janion

 

 

Maria Janion rekonstruuje fakty, przybliża literackich bohaterów, wreszcie przygląda się stereotypom. Szkicuje barwne losy Berka Joselewicza i przedstawia wysiłki Mickiewicza na rzecz utworzenia Legionu Żydowskiego, a także silną wiarę poety w „tajemniczą więź, łączącą naród polski z narodem Izraela”. Mickiewiczowski Jankiel, który „Ojczyznę jako Polak kochał!” (jego pierwowzorem był prawdopodobnie Joselewicz), znalazł swoje miejsce w uniwersum polskiej wyobraźni zbiorowej, ale na kształtowanie się stereotypu Żyda znacznie silniejszy wpływ miała wizja Zygmunta Krasińskiego. Jego Nie-Boska Komedia została zainspirowana poglądami księdza Ludwika Alojzego Chiariniego, domowego nauczyciela Krasińskiego, który w swym dziele Teoria judaizmu (1830) pisał, że Talmud reprezentuje „najbardziej uciskający despotyzm religijny, najbardziej wyrafinowane oszustwo, najbardziej bezczelną nietolerancję” oraz przywoływał oskarżenia Żydów o mord rytualny.

Za usprawiedliwienie przemocy służył i do dziś służy wyposażony w wyraziste cechy Żyd mityczny. I to właśnie Żyd mityczny popełniał mord rytualny, za który płacili Żydzi rzeczywiści. Wystarczy wspomnieć, że pogrom w Kielcach w roku 1946 zaczął się od posądzenia o mord rytualny.

fragment książki

Pisma podobnych do Chiariniego obłudników, głoszących chęć „polepszenia losu starozakonnych”, zawierają wiele pomysłów na rozwiązanie „żydowskiego problemu”. Calek Perechodnik i Imre Kertész, o których pisze autorka w ostatnich rozdziałach, dożyli realizacji owych pomysłów. W ich tragicznych życiorysach Bohater, spisek, śmierć ów „problem” zyskał najprawdziwszą i ostateczną realność.

Opinie o ebooku Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie - Maria Janion

Fragment ebooka Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie - Maria Janion

Ma­ria Ja­nion

BO­HA­TER, SPI­SEK, ŚMIERĆ.

Wy­kła­dy ży­dow­skie

Co­py­ri­ght © by Ma­ria Ja­nion, 2009

Wy­da­nie I

War­sza­wa 2009

Puł­kow­nik ży­dow­ski

Zo­fii Ste­fa­now­skiej

Ży­cio­rys ro­man­tycz­ny i nie­ro­man­tycz­ny

Er­nest Łu­niń­ski pierw­szy w książ­ce z roku 1909 Be­rek Jo­se­le­wicz i jego syn stwo­rzył spój­ną, barw­ną i po­ry­wa­ją­cą bio­gra­fię no­wo­żyt­ne­go ży­dow­sko-pol­skie­go bo­ha­te­ra wo­jen­ne­go i ża­łob­nego. Eru­dy­cja łą­czy­ła się tu ze wznio­słą re­to­ry­ką za­ma­szy­stej pol­sz­czy­zny, z umie­jęt­no­ścią pro­wa­dze­nia nar­ra­cji o wa­lo­rach li­te­rac­kich, opo­wie­ści punk­to­wa­nej ob­ra­za­mi kul­mi­na­cyj­nych chwil ży­wo­ta bo­ha­te­ra. Pod pió­rem Łu­niń­skie­go po­wstał ży­cio­rys ro­man­tycz­ny, któ­re­go nie­do­ści­gły wzór po­zo­sta­wił Szy­mon Aske­na­zy w Księ­ciu Jó­ze­fie Po­nia­tow­skim (1905), książ­ce cie­szą­cej się nie­gdyś wy­jąt­ko­wym wprost po­wo­dze­niem czy­tel­ni­czym, na­pi­sa­nej z nie­by­wa­łą pa­sją po­znaw­czą i ar­ty­stycz­ną. Epo­ka na­po­le­oń­ska – od­ży­wa­ją­ca w pra­cach hi­sto­ry­ków i w dzie­łach li­te­rac­kich (ta­kich zwłasz­cza, jak Po­pio­ły Że­rom­skie­go) na po­cząt­ku XX wie­ku, w do­bie re­wo­lu­cji 1905 roku i woj­ny, w wy­ni­ku któ­rej Pol­ska od­zy­ska­ła nie­pod­le­głość – szcze­gól­nie sprzy­ja­ła pod­trzy­my­wa­niu wzo­ru oso­bo­we­go bo­ha­te­ra ro­man­tycz­ne­go, wal­czą­ce­go o wol­ność i skła­da­ją­ce­go swe ży­cie w ofie­rze na oł­ta­rzu oj­czy­zny i ludz­ko­ści. Wal­ka, bo­jo­wa­nie, służ­ba woj­sko­wa to ko­niecz­ne ele­men­ty bio­gra­fii bo­ha­ter­skiej. Aske­na­zy, Łu­niń­ski, Że­rom­ski upra­wia­li ty­po­we nar­ra­cje he­ro­icz­ne, prak­ty­ko­wa­ne za­rów­no w dzie­łach hi­sto­rycz­nych, pa­ra­li­te­rac­kich, jak li­te­rac­kich.

Dwa por­tre­ty kon­ne (Be­rek Jo­se­le­wicz i Be­rek Jo­se­le­wicz pod Koc­kiem) pędz­la Ju­liu­sza Kos­sa­ka1 wpro­wa­dza­ły „ży­dow­skie­go puł­kow­ni­ka” do ga­le­rii pol­skich bo­ha­te­rów na­ro­do­wych. Ma­low­ni­czo wy­glą­dał Be­rek „wciem­no­zie­lo­nej kurt­ce su­kien­nej, lśnią­cej epo­le­ta­mi na wierz­chach ra­mion, po­kry­tej de­ko­ra­cja­mi chwa­ły, a że na­le­żał do «kom­pa­nii wy­bo­ro­wej», no­sił okrą­głą czap­kę niedź­wie­dzią, ber­my­cę, roz­sze­rzo­ną u wierz­chu, osła­nia­ją­cą gło­wę my­ślą­cą [...] zdob­ną w su­mia­sty, roz­strzę­pio­ny od ucha do ucha wąs”2. Be­rek ucho­dził za świet­ne­go ka­wa­le­rzy­stę. Na por­tre­cie Kos­sa­ka, jak to u nie­go za­zwy­czaj by­wa­ło, gala ofi­cer­skie­go mun­du­ru na­po­le­oń­skie­go łą­czy­ła się z pięk­nem i za­dba­niem do­sia­da­ne­go ko­nia. Na­wet nie­chęt­ny le­gen­dzie Ber­ka Jo­se­le­wi­cza Adam Skał­kow­ski mu­siał za­kwe­stio­no­wać dow­ci­pek księ­cia de Li­gne, że za­cią­ga­ni do lek­kiej jaz­dy Ży­dzi „bali się swo­ich koni, za­nim mo­gli bać się nie­przy­ja­ciół”. „Han­dlu­ją­cy koń­mi Ży­dzi umie­li jeź­dzić, cho­ciaż za­pew­ne na swych ru­ma­kach nie przed­sta­wia­li się im­po­nu­ją­co”3 – stwier­dza Skał­kow­ski. Ale kto wie... Przy­pusz­cza się, że od wcze­snej mło­do­ści – za­nim sam za­czął po­śred­ni­czyć w han­dlu koń­mi – Be­rek pra­co­wał jako ujeż­dżacz u ku­zy­na „ko­nia­rza”, znał się na ko­niach wy­śmie­ni­cie i umiał się z nimi ob­cho­dzić.

W ro­man­tycz­nie, per­so­na­li­stycz­nie po­my­śla­nych ży­cio­ry­sach naj­czę­ściej mu­sia­ła tkwić ja­kaś za­gad­ka psy­cho­lo­gicz­na. Do­ty­czy­ła ona trans­for­ma­cji bo­ha­te­ra: w jaki spo­sób ksią­żę Jó­zef Po­nia­tow­ski z sa­lo­no­we­go ba­wi­dam­ka prze­dzierz­gnął się w ry­ce­rza bez ska­zy? Jak to się sta­ło, że ży­dow­ski fak­tor bi­sku­pa Mas­sal­skie­go prze­kształ­cił się w bo­ha­ter­skie­go puł­kow­ni­ka po­wsta­nia ko­ściusz­kow­skie­go? Pa­da­ły róż­ne od­po­wie­dzi, jesz­cze do nich po­wró­cę. W oby­dwu wy­pad­kach uwi­docz­nia­ły się po­waż­ne trud­no­ści, sta­ją­ce na prze­szko­dzie he­ro­icz­nej me­ta­mor­fo­zie: ksią­żę Jó­zef był bra­tan­kiem Sta­ni­sła­wa Au­gu­sta Po­nia­tow­skie­go, był ary­sto­kra­tą, więc z uro­dze­nia i prze­zna­cze­nia w oczach re­wo­lu­cyj­nych pa­trio­tów wi­nien stać się „zdraj­cą na­ro­du”. Be­rek Jo­se­le­wicz był zwy­kłym ma­ło­mia­stecz­ko­wym Ży­dem, któ­ry w dzie­ciń­stwie uczył się w che­de­rze, póź­niej pa­rał się in­te­re­sa­mi swe­go pol­skie­go pana; nie wy­rzekł się wła­snej re­li­gii i oby­cza­ju, więc znów – z uro­dze­nia i prze­zna­cze­nia – w oczach żoł­nie­rzy i szlach­ci­ców zu­peł­nie nie mógł się nada­wać do woj­ska, i to jesz­cze do ka­wa­le­rii. A z cza­sem na­wet zo­stał szta­bow­cem.

Ży­cio­ry­sy „ro­man­tycz­nych” bo­ha­te­rów wo­jen­nych mia­ły też swe zna­mien­ne mo­men­ty kul­mi­na­cyj­ne, mi­to­twór­cze: udział w ja­kiejś de­cy­du­ją­cej bi­twie lub kam­pa­nii oraz he­ro­icz­ny zgon. Ksią­żę Jó­zef od­zna­czył się szcze­gól­nie jako wódz w zwy­cię­skiej kam­pa­nii 1809 roku, a śmierć – pod­czas bi­twy pod Lip­skiem w roku 1813 – zna­lazł w nur­tach El­ste­ry. Be­rek Jo­se­le­wicz jako puł­kow­nik ko­ściusz­kow­ski wziął udział w obro­nie ob­lę­żo­nej War­sza­wy w li­sto­pa­dzie 1794 roku, a śmierć po­niósł – jako ofi­cer ar­mii Księ­stwa War­szaw­skie­go – 5 maja 1809 roku pod Koc­kiem w po­tycz­ce z Au­stria­ka­mi. Wszyst­kie te wy­da­rze­nia na­zna­czo­ne były szcze­gól­ną aurą bo­ha­ter­skich ży­cio­ry­sów: za­pa­mię­ta­nia się w wal­ce o wol­ność – aż do śmier­ci.

Licz­ne wzmian­ki o bo­ha­ter­skim Ber­ku Jo­se­le­wi­czu po­ja­wia­ją się w dzie­więt­na­sto­wiecz­nych pu­bli­ka­cjach roz­ma­ite­go ro­dza­ju. Utrzy­mał się i w XX wie­ku w pan­te­onie pol­skich he­ro­sów. Aż wresz­cie ad­mi­ra­cja dla nie­go w okre­sie dwu­dzie­sto­le­cia mię­dzy­wo­jen­ne­go zo­sta­ła włą­czo­na w ro­man­tycz­ny kult Le­gio­nów Pił­sud­skie­go. Sym­bo­licz­nym wy­ra­zem tego związ­ku sta­ły się uro­czy­sto­ści to­wa­rzy­szą­ce po­bra­niu zie­mi z gro­bu Ber­ka Jo­se­le­wi­cza w Koc­ku w roku 1935 ce­lem prze­wie­zie­nia jej na ko­piec Mar­szał­ka Pił­sud­skie­go do Kra­ko­wa4. Bo­ha­ter ża­łob­ny puł­kow­nik Be­rek Jo­se­le­wicz sta­wał się cząst­ką nie­śmier­tel­nej sła­wy ar­mii pol­skiej. Łą­czo­no Jo­se­le­wi­cza z naj­więk­szą jej le­gen­dą – Jó­ze­fem Pił­sud­skim, zwa­nym zresz­tą ską­di­nąd „przy­ja­cie­lem Ży­dów”.

I tak wy­da­na w Koc­ku w 1928 roku książ­ka Łu­niń­skie­go za­ty­tu­ło­wa­na Be­rek Jo­se­le­wicz – po­zba­wio­ny przy­pi­sów skrót jego pod­sta­wo­wej mo­no­gra­fii – uka­za­ła się „na­kła­dem Ko­mi­te­tu Oby­wa­tel­skie­go bu­do­wy po­mni­ka-szko­ły za­wo­do­wej i po­wszech­nej im. pułk. Ber­ka Jo­se­le­wi­cza w Koc­ku” pod wy­so­kim pro­tek­to­ra­tem Mar­szał­ka Pol­ski Jó­ze­fa Pił­sud­skie­go. Wśród człon­ków Ko­mi­te­tu Oby­wa­tel­skie­go obok księ­dza pra­ła­ta Mar­ce­le­go Glin­ki, pro­bosz­cza pa­ra­fii Kock, i Jó­ze­fa hra­bie­go Żół­tow­skie­go zna­leź­li się: Jo­sef Mor­gen­stern, ra­bin; Mo­szek Gold­band, ław­nik ma­gi­stra­tu mia­sta Koc­ka; Moj­żesz Da­wid Wajn­berg, pre­zes gmi­ny ży­dow­skiej w Koc­ku; Joj­na Zy­giel­man, rad­ny mia­sta Koc­ka.

Ale roz­po­rzą­dza­my też por­tre­tem Ber­ka Jo­se­le­wi­cza na­szki­co­wa­nym z dru­giej – nie­ro­man­tycz­nej stro­ny. To esej Puł­kow­nik Be­rek Jo­se­le­wicz Ic­cha­ka Ba­sze­wi­sa Sin­ge­ra z 1939 roku. Ten twór­ca ob­ra­zu „swo­jej Pol­ski” miał nie­co po­błaż­li­wy sto­su­nek do pol­skich po­ry­wów ro­man­tycz­nych. Lu­bił prze­ciw­sta­wiać so­bie pol­skich szlach­ci­ców i Ży­dów, cho­ciaż za­uwa­żał łą­czą­ce ich skom­pli­ko­wa­ne związ­ki. W ese­ju o Ber­ku stwier­dzał, że „pol­scy pa­no­wie za­wsze byli ro­man­ty­ka­mi i ma­rzy­cie­la­mi. Tak jak po­boż­ni Ży­dzi upa­try­wa­li w każ­dym zda­rze­niu zna­ku zwia­stu­ją­ce­go na­dej­ście Me­sja­sza, tak Po­la­cy wi­dzie­li w każ­dej za­wie­ru­sze, woj­nie czy re­wo­lu­cji za­po­wiedź oswo­bo­dze­nia oj­czy­zny”. Był to wspól­ny rys me­sja­ni­stycz­ny, ale za­zna­czy­ła się też za­sad­ni­cza róż­ni­ca: „Ży­dzi za­do­wa­la­li się po­ku­tą, od­ma­wia­niem psal­mów, na­uką Tory – bo co in­ne­go mo­gli ro­bić? Po­la­cy prze­ciw­nie, pró­bo­wa­li dzia­łać, choć w spo­sób mało prak­tycz­ny. Męż­czyź­ni szli na ochot­ni­ka do woj­ska i prze­le­wa­li krew na fron­tach od­da­lo­nych cza­sa­mi set­ki ki­lo­me­trów od ich ro­dzin­nej zie­mi”. Bar­dziej re­ali­stycz­nie na­sta­wie­ni Po­la­cy kry­ty­ko­wa­li taką po­sta­wę. „Ale – stwier­dza Sin­ger – ry­cer­ska i ro­man­tycz­na pol­ska du­sza nie do­pusz­cza­ła my­śli, że Pol­ska już zgi­nę­ła”5. Sin­ger pod­kre­ślał, że prze­by­wa­jąc we Fran­cji po upad­ku po­wsta­nia ko­ściusz­kow­skie­go, Be­rek Jo­se­le­wicz – „jako były puł­kow­nik, do­wód­ca od­dzia­łu ar­mii pol­skiej” – utrzy­my­wał bli­skie kon­tak­ty wła­śnie z tymi ro­man­tycz­ny­mi Po­la­ka­mi6. Jak do tego do­szło? Dro­ga była dłu­ga i na­je­żo­na prze­szko­da­mi.

W ży­cio­ry­sie nie­he­ro­icz­nym Sin­ger sil­nie uwy­dat­niał fakt, że Be­rek Jo­se­le­wicz po­cho­dził ze szte­tlu Kre­tyn­ga koło Po­łą­gi na Li­twie. „Po­boż­ny ży­dow­ski chło­pak z ma­łe­go mia­stecz­ka zro­bił wiel­ką ka­rie­rę wła­śnie w ar­mii” (s.  64), co było za­dzi­wia­ją­ce wo­bec fak­tu, że Ży­dzi mie­li wów­czas z po­wo­dów re­li­gij­nych nie­chęt­ne na­sta­wie­nie do służ­by woj­sko­wej. Kre­śląc ob­raz le­gen­dar­ne­go dzie­ciń­stwa przy­szłe­go wo­ja­ka, Sin­ger – jak i inni bio­gra­fo­wie – kładł na­cisk na wcze­sny po­ciąg do wo­jacz­ki: „Wcza­sie wol­nym od za­jęć w che­de­rze naj­chęt­niej ba­wił się z ko­le­ga­mi w woj­nę. Pod­czas bi­tew na kije z chłop­ca­mi z in­nych che­de­rów Be­rek za każ­dym ra­zem zo­sta­wał na­czel­nym wo­dzem” (s.  65). W ten spo­sób wy­ku­wał swo­je prze­zna­cze­nie, ra­czej wła­ści­we dziec­ku pol­skie­mu, nie ży­dow­skie­mu.

Trze­ba jed­nak pa­mię­tać, że bo­ha­ter­ska tra­dy­cja opo­wie­ści o Ber­ku prze­trwa­ła w roz­ma­itych śro­do­wi­skach. W jed­nej z naj­wcze­śniej­szych wzmia­nek o nim z roku 1817 czy­ta­my: „wla­tach dzie­cin­nych, zo­sta­jąc w szko­łach izra­el­skich, oka­zy­wał wiel­ką ocho­tę do woj­sko­wo­ści, ro­biąc z drze­wa sza­bel­ki i pi­sto­le­ty, i czę­sto współ­ucz­niom tym orę­żem na­przy­krzał się, o czym są do­tąd pa­mię­ta­ją­cy”7. Rów­nież w roku 1861, w cza­sach wspól­nych war­szaw­skich pol­sko-ży­dow­skich ma­ni­fe­sta­cji pa­trio­tycz­nych, uwy­dat­nia­no wznio­słe po­wo­ła­nie Jo­se­le­wi­cza już w la­tach dzie­cin­nych. Au­to­ra nie­wąt­pli­wie po­nio­sła fan­ta­zja, ale cie­ka­we, w ja­kim kie­run­ku: „Gdy inne dzie­ci w bez­myśl­nych za­ba­wach tra­ci­ły czas wol­ny od nauk, on z drew­nia­ną w ręku sza­blą de­spo­tycz­nie zmu­szał je do po­słu­szeń­stwa i for­mo­wał woj­sko­we za­stę­py”. Już bo­wiem od wcze­sne­go wie­ku „bo­ha­ter­ska jego du­sza rwa­ła się z sze­re­giem zbroj­nych na da­le­kie bi­twy”. Wi­dzi­my, jaki wi­ze­ru­nek kształ­tu­je, musi kształ­to­wać ro­man­tycz­na re­to­ry­ka wo­jen­na. Po­ja­wia się w niej prze­cież ton ży­dow­ski, ale bo­ha­ter­ski, obcy spe­cy­ficz­ne­mu re­ali­zmo­wi Sin­ge­ra. Jo­se­le­wicz re­pre­zen­to­wał „ro­dzaj bi­blij­ne­go bo­ha­te­ra, ma­ją­ce­go stwo­rzyć nową erę w by­cie to­wa­rzy­skim swe­go na­ro­du”8.

Wróć­my do ese­ju Sin­ge­ra. Pod­kre­ślał on, że u schył­ku XVIII wie­ku ka­rie­ra woj­sko­wa była wśród Ży­dów czymś wy­jąt­ko­wym; spra­wy mi­li­tar­ne trak­to­wa­li jako so­bie obce. De­cy­do­wał o tym styl ży­cia: po­boż­ność ka­za­ła skru­pu­lat­nie wy­peł­niać re­li­gij­ne obo­wiąz­ki i pro­wa­dzić ży­wot bo­go­boj­ny w oto­cze­niu licz­ne­go po­tom­stwa. Wzo­rzec kul­tu­ro­wy mło­dzień­ca ży­dow­skie­go ry­su­je się jako bar­dzo da­le­ki od wzo­ru mło­dzień­ca pol­skie­go. Mło­dzie­niec ży­dow­ski „wwie­ku dwu­dzie­stu paru lat był zwy­kle po­waż­nym oj­cem ro­dzi­ny i nic nie było mu bar­dziej obce od my­śli, że miał­by przy­pa­sać sza­blę i udać się na wo­jen­ną tu­łacz­kę” (s.  64). Oj­ciec Ber­ka, jak wszy­scy ży­dow­scy ro­dzi­ce – tak utrzy­mu­je Sin­ger – ma­rzył, że zo­sta­nie on ra­bi­nem. Kie­dy zo­ba­czył, że nic z tego nie wyj­dzie, przy­spo­so­bił go do han­dlu. Z cza­sem Be­rek prze­niósł się do War­sza­wy i tam pro­wa­dził swo­je ku­piec­kie in­te­re­sy. Żył, jak przy­sta­ło na Żyda, za­cho­wu­jąc oby­cza­je re­li­gij­ne. Pod­czas po­wsta­nia 1794 roku na­stą­pi­ła w jego ży­ciu wiel­ka prze­mia­na. Sin­ger nie po­świę­ca zbyt wie­le miej­sca pro­gra­mo­wi Ko­ściusz­ki. „Bili się wszy­scy – było prze­to na­tu­ral­ne, że i Ży­dzi sta­nę­li w szran­ki. Ale jak mie­li wal­czyć? Kto miał zro­bić z nich woj­sko? Wte­dy wła­śnie świat usły­szał o Ber­ku Jo­se­le­wi­czu z Pra­gi” (s.  67). Z lek­kim dy­stan­sem Sin­ger stwier­dza, iż „pa­trio­tycz­ne uczu­cia ży­dow­skiej spo­łecz­no­ści roz­go­rza­ły tak sil­nie, że do od­dzia­łu zgła­sza­li się na­wet sę­dzi­wi mę­żo­wie, sza­now­ni go­spo­da­rze i mę­dr­cy Tory” (s.  68). Wszy­scy po­nie­śli klę­skę.

Be­rek się ura­to­wał, prze­szedł przez na­po­le­oń­skie kam­pa­nie wo­jen­ne, a w Księ­stwie War­szaw­skim na­sta­ły dla nie­go „do­bre cza­sy”, jak pi­sze Sin­ger. „Obec­ny Be­rek Jo­se­le­wicz nie wy­glą­dał na Żyda: zgo­lił bro­dę i za­pu­ścił su­mia­ste, pod­krę­ca­ne pol­skie wąsy” (s.  73). Punkt wi­dze­nia Sin­ge­ra po­zwa­la mu do­strzec i sko­men­to­wać wy­pad­ki z ży­cia Ber­ka, któ­re nie od­gry­wa­ły więk­szej roli w jego ży­cio­ry­sie skon­stru­owa­nym we­dle re­guł ro­man­tycz­nych. Oto np. Sin­ger wczu­wa się w sy­tu­ację żony Ber­ka, Re­be­ki: „Ta ży­dow­ska ko­bie­ta no­si­ła pe­ru­kę, prze­strze­ga­ła za­sad re­li­gii i nie mo­gła żyć z puł­kow­ni­kiem, któ­ry lu­bił uży­wać ży­cia i ba­wił się po woj­sko­we­mu”. Wo­bec tego wy­je­cha­ła z War­sza­wy i za­miesz­ka­ła u cór­ki za­męż­nej za aren­da­rzem w oko­li­cach Kre­tyn­gi. Po­boż­ny zięć Jo­se­le­wi­czów „pro­wa­dził ko­szer­ny, ży­dow­ski dom i nie­wie­le przej­mo­wał się tym, że jego teść jest puł­kow­ni­kiem w pol­skim woj­sku” (s.  73).

W swej pa­sji od­szu­ki­wa­nia re­ali­stycz­nych szcze­gó­łów Sin­ger nie omiesz­ka rów­nież nie­co iro­nicz­nie za­zna­czyć, jak się Be­rek ubie­rał (słyn­ne zło­te epo­le­ty na ciem­no­zie­lo­nej kurt­ce i czap­ka ob­szy­ta niedź­wie­dzim fu­trem) i ile do­kład­nie za­ra­biał: „Do­sta­wał co ty­dzień po­nad sto trzy­dzie­ści zło­tych pol­skich żoł­du, co na owe cza­sy było po­kaź­ną sumą. W Pol­sce utrzy­ma­nie kosz­to­wa­ło nie­dro­go – za jed­ne­go gro­sza ku­po­wa­ło się kwar­tę mle­ka lub kil­ka ja­jek, a za czte­ry, pięć gro­szy – funt wo­ło­wi­ny. Be­rek Jo­se­le­wicz mógł pro­wa­dzić wy­staw­ne ży­cie” (s.  74).

Zmie­ni­ła się z pew­no­ścią jego po­zy­cja spo­łecz­na, a z nią spo­sób by­cia. Sin­ger pod­kre­śla, że Be­rek otrzy­mał wie­le od­zna­czeń, wśród nich Vir­tu­ti Mi­li­ta­ri i zo­stał przy­ję­ty do ma­so­ne­rii (do pol­skie­go odła­mu fran­cu­skiej or­ga­ni­za­cji ma­soń­skiej Wiel­ki Wschód, w któ­rej zresz­tą zna­la­zło się wie­lu Ży­dów). Ale za­ra­zem Sin­ger przy­pi­su­je wiel­kie zna­cze­nie fak­to­wi, że Be­rek Jo­se­le­wicz po­zo­stał przy swo­jej wie­rze. Nie ochrzcił się, jak to uczy­ni­ło wie­lu ro­bią­cych ka­rie­rę Ży­dów, aby „unik­nąć przy­kro­ści i prze­szkód”, nie krył też po­cho­dze­nia, uży­wa­jąc za­wsze „swe­go ży­dow­skie­go, lu­do­we­go imie­nia”, nie wy­pie­ra­jąc się ani żony, ani cór­ki – or­to­dok­syj­nych Ży­dó­wek. Dla­te­go Sin­ger chwa­li jego „od­waż­ną po­sta­wę” i na­zy­wa go „pierw­szym no­wo­cze­snym Ży­dem w Pol­sce” (s.  76, pod­kre­śle­nie au­to­ra).

Nie po­wio­dło się tak do­brze jego sy­no­wi, Jó­ze­fo­wi Ber­ko­wi­czo­wi: do­znał, jako Żyd, wie­lu przy­kro­ści, któ­re prze­cież nie omi­nę­ły i Ber­ka. Po­szedł śla­da­mi ojca i słu­żył w ar­mii, z któ­rej jed­nak – z po­wo­du od­nie­sio­nych w bi­twach ran – mu­siał się wy­co­fać. Wszak­że „kie­dy w 1830 wy­bu­chło po­wsta­nie, Jó­zef, choć wy­cier­piał tak wie­le od pol­skich pa­nów, przy­łą­czył się do ko­lej­ne­go zry­wu i po­dob­nie jak oj­ciec pró­bo­wał za­ło­żyć le­gion ży­dow­ski” (s.  82; idea le­gio­nu ży­dow­skie­go bę­dzie cią­gle prze­wi­ja­ła się przez dzie­je XIX wie­ku, aż do pró­by Mic­kie­wi­cza w roku 1855). Na emi­gra­cji we Fran­cji umarł „opusz­czo­ny przez Ży­dów i Po­la­ków”. „Wal­czył za Pol­skę – koń­czy Sin­ger – jak bo­ha­ter, a po­trak­to­wa­ny zo­stał tak źle i nie­spra­wie­dli­wie” (s.  83). Moż­na się po­cie­szać je­dy­nie tym, że wie­lu pol­skich bo­ha­te­rów po­trak­to­wa­no po­dob­nie.

Pi­sząc swój esej już po klę­sce wrze­śnio­wej 1939 roku, Sin­ger zwra­cał uwa­gę na po­do­bień­stwo ów­cze­sne­go po­ło­że­nia Pol­ski do mi­nio­nych wy­da­rzeń hi­sto­rycz­nych, gdy za­wsze w ta­kich opa­łach po­dej­mo­wa­no wal­kę o wy­zwo­le­nie kra­ju, któ­ra wresz­cie po wie­lo­let­nich tru­dach koń­czy­ła się suk­ce­sem. Sin­ger mu­siał jed­nak za­dać py­ta­nie: czy przy­szła Pol­ska zmie­ni swój cha­rak­ter? To, co na­pi­sał w za­koń­cze­niu ese­ju o synu Ber­ka Jo­se­le­wi­cza, rzu­to­wa­ło na jego wi­zję Pol­ski. Było w niej wie­le go­ry­czy i roz­cza­ro­wa­nia. Po­twier­dził to w roku 1944 ar­ty­ku­łem Ży­dzi i Po­la­cy – żyli ra­zem 800 lat, ale się nie zży­li, w któ­rym uwy­dat­niał ob­cość od­dzie­la­ją­cą oby­dwa na­ro­dy, brak wspól­nej hi­sto­rii.

Ber­ka Jo­se­le­wi­cza wi­dział jako ab­so­lut­ny wy­ją­tek – i nie pod­da­wał się ro­man­tycz­nym unie­sie­niom, jak inni. Nie ro­bił z nie­go księ­cia Jó­ze­fa Po­nia­tow­skie­go. Stąd od­ręb­ność skre­ślo­ne­go prze­zeń re­ali­stycz­ne­go, jak by sam to na­zwał, por­tre­tu Ber­ka Jo­se­le­wi­cza9. Aledo­pusz­cze­nie do dys­kur­su bo­ha­ter­skie­go, któ­ry nie ob­cho­dził Sin­ge­ra, było wa­run­kiem zna­le­zie­nia się w pol­skiej hi­sto­rii. I tak wła­śnie sta­ło się z Ber­kiem Jo­se­le­wi­czem.

Wy­śmie­wa­ni i po­ni­ża­ni

Woj­sko­we ce­chy po­sta­wy i po­stę­po­wa­nia uwa­ża­no za cał­ko­wi­cie obce Izra­eli­tom, ich „na­tu­rze” ostroż­nej i tchórz­li­wej, bo­jaź­li­wej i lę­kli­wej, ich „skłon­no­ści” do rzu­ca­nia się do uciecz­ki i do ukry­wa­nia się w ja­kich­kol­wiek trud­niej­szych sy­tu­acjach, ich „wro­dzo­nej” nie­chę­ci do żoł­nier­skie­go rze­mio­sła, ich ko­smo­po­li­ty­zmo­wi i ego­izmo­wi, ob­ja­wia­ją­cym się w bra­ku przy­wią­za­nia do ja­kiej­kol­wiek oj­czy­zny i nie­moż­no­ści po­świę­ce­nia się „za spra­wę”. Żyd z isto­ty swej nie­ja­ko pre­de­sty­no­wa­ny był na szpie­ga i zdraj­cę. Wy­star­czy rzu­cić okiem na cy­ta­ty wy­bra­ne przez Ar­tu­ra Eisen­ba­cha spo­śród wy­po­wie­dzi z cza­sów po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go, gdy to­czy­ła się dys­ku­sja o służ­bie woj­sko­wej Ży­dów. „Lud izra­el­ski nie po­sia­da po­trzeb­nych sił fi­zycz­nych i mo­ral­nych do za­szczyt­ne­go po­wo­ła­nia obroń­ców oj­czy­zny [...] nie wzniósł się jesz­cze do tej wy­so­ko­ści, aby go moż­na po­li­czyć w sze­re­gach obroń­ców na­ro­do­wych”. Ży­dów ce­chu­ją „próż­niac­two, brak mo­ral­no­ści i szla­chet­nych ce­lów”. Są prze­kup­ni, chci­wi, hoł­du­ją róż­nym prze­są­dom. To nie­wol­ni­cy „bał­wa­na zło­ta”. Po­wo­ła­nie ich do służ­by woj­sko­wej na­ra­ża­ło­by na­wet na szwank bez­pie­czeń­stwo kra­ju. Ży­dzi uosa­bia­ją wro­ga we­wnętrz­ne­go, przy­zna­nie im praw oby­wa­tel­skich, zwią­za­nych ze służ­bą woj­sko­wą, mo­gło­by tyl­ko do­pro­wa­dzić do tego, że z jesz­cze więk­szym po­wo­dze­niem szko­dzi­li­by kra­jo­wi10. Ka­ta­log tych za­rzu­tów nie zmie­niał się przez dwie­ście lat. „Żyd w woj­sku” albo „ży­dow­skie woj­sko” – to nie­śmier­tel­ne te­ma­ty dow­ci­pów i ka­ry­ka­tur roz­ma­ite­go ro­dza­ju11.

Ste­reo­ty­po­we ce­chy, po­gar­dli­wie przy­pi­sy­wa­ne Ży­dom, słu­ży­ły nie­raz jako uza­sad­nie­nie nie­do­pusz­cze­nia ich do czyn­nej służ­by woj­sko­wej. Eli­ty ży­dow­skie i pol­skie, zwłasz­cza w Kró­le­stwie Kon­gre­so­wym, do­ma­ga­jąc się po­wo­ły­wa­nia Ży­dów do ar­mii, zma­ga­ły się o rów­ny sta­tus oby­wa­tel­ski, o zrów­na­nie „wprzy­wi­le­jach i swo­bo­dach z in­ny­mi wy­zna­nia­mi”12, o nada­nie praw ta­kich, jak w in­nych kra­jach eu­ro­pej­skich. Uwal­nia­jąc od obo­wiąz­ku służ­by woj­sko­wej, na­kła­da­no na Ży­dów spe­cjal­ne po­dat­ki. Ży­dzi tra­dy­cjo­na­li­ści zresz­tą go­dzi­li się na to, od­no­sząc się ze wzglę­dów re­li­gij­nych nie­chęt­nie do służ­by woj­sko­wej, mo­gą­cej za­gra­żać ze­świec­cze­niem.

Nie zna­czy to, że Ży­dzi w Pol­sce nie pa­ra­li się rze­mio­słem wo­jen­nym. Ja­kub Gold­berg do­wo­dzi, że np. w XVI i XVII wie­ku „Ży­dzi osie­dli na te­re­nach na­ra­żo­nych na na­pa­dy Ta­ta­rów i Ko­za­ków oraz wy­pra­wy mo­skiew­skie­go żoł­nie­rza – czy­li we Wschod­niej Ma­ło­pol­sce, na Rusi Czer­wo­nej, no i oczy­wi­ście na wschod­nich ru­bie­żach kra­ju – gdzie wy­zna­cza­no leże dla woj­ska ko­ron­ne­go i li­tew­skie­go, byli za­pra­wie­ni we wła­da­niu bro­nią i w ra­zie po­trze­by zo­bo­wią­za­ni do jej uży­cia. Tryb ży­cia co­raz licz­niej­szych od dru­giej po­ło­wy XVI wie­ku ży­dow­skich osad­ni­ków w wo­je­wódz­twach ukra­in­nych i bia­ło­ru­skich wy­ma­gał spraw­no­ści bo­jo­wej i przy­go­to­wa­nia do udzia­łu w obro­nie kre­so­wych sta­nic. [...] W XVII wie­ku po­ja­wia­ją się pierw­si ko­men­dan­ci ży­dow­scy, któ­rzy do­wo­dzi­li gru­pa­mi swo­ich współ­wy­znaw­ców bio­rą­cych udział w miej­skiej obro­nie”. Z nada­ne­go spo­łecz­ne­go sta­tu­su – jak do­wo­dzi Gold­berg – wy­ni­ka­ły obo­wiąz­ki uczest­ni­cze­nia Ży­dów w pra­cach for­ty­fi­ka­cyj­nych i w obro­nie miast. Czym in­nym zaś było za­cią­ga­nie się Ży­dów do sze­re­gów woj­ska pol­skie­go, co wy­ma­ga­ło zła­ma­nia za­rów­no „ba­rie­ry spo­łecz­no-praw­nej, jak i kul­tu­ro­wej”13.

Ste­reo­ty­py nie mu­szą się li­czyć z fak­ta­mi. Do­brze ilu­stru­je je za­pi­sa­na przez Kol­ber­ga pio­sen­ka lu­do­wa z Kra­kow­skie­go Moś­ka wzio­ni po­mjen­dze szoln­je­rze. Uka­zu­je ona hu­mo­ry­stycz­ne i chy­tre kom­bi­na­cje Moś­ka, któ­ry nie chce na­ra­żać się na na­ukę strze­la­nia i my­śli wy­łącz­nie o han­del­ku. W ostat­niej strof­ce na­stę­pu­je pod­su­mo­wa­nie ży­dow­skiej fi­lo­zo­fii na woj­nie, wy­po­wie­dzia­ne już nie­co in­nym ję­zy­kiem niż resz­ta pio­sen­ki, bar­dziej iro­nicz­no-in­te­li­genc­kim:

A ten ho­nur, te ja­kiś bra­wu­ra,

co sie­dzi, co wy­la­zi z dziu­ra,

co pod­la­zi pod same har­ma­ta,

po­trzeb­ne-z to dla judz­kie­go świa­ta!14

„Żyd” i „żoł­nierz” to w kul­tu­rze pol­skiej, prze­nik­nię­tej kul­tem woj­ska, naj­bar­dziej prze­ciw­staw­ne so­bie po­ję­cia. N.M. Gel­ber cy­tu­je pro­jekt re­for­my do­ty­czą­cy Ży­dów, spo­rzą­dzo­ny w do­bie Sej­mu Czte­ro­let­nie­go przez Sa­lo­mo­na Po­lo­nu­sa, któ­ry za­strze­gał: „Na­le­ży w ar­mii wpro­wa­dzić za­kaz wy­szy­dza­nia Ży­dów z po­wo­du ich przy­na­leż­no­ści re­li­gij­nej, gdyż nie ma żad­nej róż­ni­cy, czy Żyd, czy też chrze­ści­ja­nin po­świę­ca ży­cie swo­je dla oj­czy­zny”15. Zja­wi­sko wy­śmie­wa­nia mu­sia­ło być za­tem nad­to do­kucz­li­we. Wia­do­mo zresz­tą, ja­kie trud­no­ści prze­ży­wa­li w woj­sku Ży­dzi, któ­rych pra­gnie­niem było „ści­słe ob­ser­wo­wa­nie ży­dow­skich prze­pi­sów re­li­gij­nych” (zwłasz­cza ko­szer­ne­go je­dze­nia i świę­ta sza­ba­tu)16. Jed­nak wy­mie­nio­ny pro­jekt po­zo­stał na pa­pie­rze i na­wet nie był dru­ko­wa­ny. Hi­sto­ria się po­wta­rza­ła. Gdy pod­czas po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go utwo­rzo­no z Ży­dów war­szaw­ską Gwar­dię Miej­ską, to – jak pi­sał hi­sto­ryk – „gwar­dzi­ści miej­scy nie cie­szy­li się po­wa­gą w spo­łe­czeń­stwie pol­skim. Czu­li na każ­dym kro­ku swą niż­szość. Byli na­ra­że­ni na cią­głe szy­der­stwa i śmiech. Słu­ży­li jed­nak wier­nie. [...] Pod­czas sztur­mu na War­sza­wę (7-go wrze­śnia 1831) «zpraw­dzi­wym mę­stwem» – jak brzmi współ­cze­sna re­la­cja – wal­czy­li w oko­pach sto­li­cy”17. Fak­ty jed­nak nie mo­gły prze­móc po­ni­ża­ją­cych i wy­szy­dza­ją­cych ste­reo­ty­pów, jak się nie­raz jesz­cze o tym prze­ko­na­my.

Chwa­ła wo­jen­na Izra­ela i Ko­ściusz­ko

A prze­cież Be­rek Jo­se­le­wicz po raz pierw­szy po­ja­wia się przed nami wła­śnie w chwa­le wo­jen­nej. Jest to glo­ria mi­li­tar­na daw­ne­go Izra­ela. Przy­po­mi­na ją Ta­de­usz Ko­ściusz­ko w za­miesz­czo­nym w „Ga­ze­cie Rzą­do­wej” Uwia­do­mie­niu o for­mu­ją­cym się puł­ku sta­ro­za­kon­nych, sy­gno­wa­nym: „Dnia 17 wrze­śnia 1794 roku”18. W tym urzę­do­wym ogło­sze­niu Ko­ściusz­ko, przed­sta­wia­jąc skrót hi­sto­rii ludz­ko­ści w ogó­le i Ży­dów w szcze­gól­no­ści, od­wo­łu­je się do ar­gu­men­tów hi­sto­rio­zo­ficz­nych i po­li­tycz­nych.

Anna Grześ­ko­wiak-Krwa­wicz w świet­nej roz­pra­wie po­świę­co­nej po­ję­ciu wol­no­ści w pro­pa­gan­dzie po­wsta­nia ko­ściusz­kow­skie­go prze­ko­ny­wa­ją­co uka­za­ła zbiór uży­wa­nych wów­czas po­wszech­nie do­wo­dów i przy­kła­dów. Wska­za­ła też na kształ­tu­ją­ce się już tu­taj wy­obra­że­nia o wol­no­ści, któ­re wpły­ną de­cy­du­ją­co na dzie­więt­na­sto­wiecz­ną, ro­man­tycz­ną wal­kę o nie­pod­le­głość, ale też na zma­ga­nia o oby­wa­tel­skie rów­no­upraw­nie­nie chło­pów i Ży­dów.

Wol­ność wy­su­wa­ła się tu na plan pierw­szy przed in­ny­mi war­to­ścia­mi. Trak­to­wa­no ją jako do­bro „naj­droż­sze”, „świę­te”, „nie­osza­co­wa­ne” – bez niej nie­moż­li­we było na­wet szczę­ście ro­dzin­ne19. Wal­ka o wol­ność ozna­cza­ła uwol­nie­nie kra­ju od ob­cych na­jeźdź­ców i za­ra­zem jego oby­wa­te­li od ty­ra­nii (s.  32). Mię­dzy wol­no­ścią a nie­pod­le­gło­ścią za­tem ist­niał naj­ści­ślej­szy zwią­zek. „Od­waż­cie się być wol­ny­mi” – gło­si­ła ode­zwa Ko­ściusz­ki z 24 mar­ca 1794 roku. Przy­świe­ca­ła temu wia­ra, że „chcą­ce­go być wol­nym nikt nie po­ko­na” (s.  41). Był to oczy­wi­ście wo­lun­ta­ryzm da­le­ko po­su­nię­ty. „Ry­ce­rze wol­no­ści” mają się zma­gać z „pod­ły­mi nie­wol­ni­ka­mi”, „nędz­ny­mi de­spo­tów trzo­da­mi” (s.  43). Wol­ny żoł­nierz-oby­wa­tel musi zwy­cię­żyć w star­ciu z żoł­nie­rzem nie­wol­ni­kiem. „Wol­ność nie może być obro­nio­na, tyl­ko ręką lu­dzi wol­nych” – to sło­wa Ko­ściusz­ki wy­po­wie­dzia­ne na rzecz wol­no­ści chło­pów (s.  45). Woj­ska re­pu­bli­kań­skie przed­sta­wia­no jako nie­skoń­cze­nie wyż­sze nad „kupy str­wo­żo­nych nie­wol­ni­ków” (s.  43)20. Ha­sło „wol­ność lub śmierć”, zna­ne też z re­wo­lu­cji fran­cu­skiej, było w po­wszech­nym uży­ciu. Le­piej niż żyć w nie­wo­li jest umrzeć w obro­nie wol­no­ści, „prze­no­sząc szla­chet­ny zgon nad jarz­mo obe­lży­we­go ży­cia” (s.  49). Przy tym wal­ka Po­la­ków z ob­cym na­jaz­dem była nie tyl­ko ich par­ty­ku­lar­ną spra­wą – sta­wa­ła się czę­ścią po­wszech­nej wal­ki z de­spo­ty­zmem. Opie­wa­no więc woj­nę „cno­ty ze zbrod­nią, spra­wie­dli­wo­ści z prze­mo­cą, wol­no­ści z ty­ra­nią”. Mó­wio­no, że de­spo­tyzm usi­łu­je zwal­czyć „pra­wa czło­wie­ka” (s.  59) i dla­te­go trze­ba go oba­lić.

Idea wol­no­ści jed­no­czy­ła wszyst­kich, wszyst­kich czy­ni­ła rów­ny­mi. Już po przy­się­dze, na ra­tu­szu kra­kow­skim Ko­ściusz­ko mó­wił: „Mo­ści pa­no­wie, w obro­nie oj­czy­zny rów­ność u mnie po­pła­ca i dla­te­go tak Żyd, chłop, szlach­cic, ksiądz i miesz­cza­nin rów­ne­go u mnie są sza­cun­ku...”21 Ob­ra­zo­wo przed­sta­wia­no to w na­stę­pu­ją­cym wy­li­cze­niu: dzię­ki in­su­rek­cji ko­ściusz­kow­skiej „do pan­te­onu na­ro­do­we­go – obok bo­ha­te­rów her­bo­wych – we­szli: chłop Woj­tek Bar­tos z Rzę­do­wic, szewc Jan Ki­liń­ski, rzeź­nik Jó­zef Sie­ra­kow­ski, ku­piec Krie­ger, Żyd Be­rek Jo­se­le­wicz”22. Za­iste, miał ra­cję Ju­les Mi­che­let, na­zy­wa­jąc Ko­ściusz­kę ostat­nim ry­ce­rzem i pierw­szym oby­wa­te­lem na wscho­dzie Eu­ro­py23.

W Uwia­do­mie­niu o for­mu­ją­cym się puł­ku sta­ro­za­kon­nych wy­stą­pi­ły wszyst­kie wy­mie­nio­ne mo­ty­wy ide­owe. Hi­sto­ria ludz­ko­ści to hi­sto­ria wal­ki o wol­ność z ty­ra­nią. Obec­ne po­wsta­nie pol­skie sta­no­wi je­den z prze­ja­wów od­wiecz­nych zma­gań z de­spo­ty­zmem. Ko­ściusz­ko, po­słu­gu­jąc się Bi­blią, wy­so­ko oce­nia „wa­lecz­ne czy­ny przod­ków” na­ro­du ży­dow­skie­go, któ­ry nie chciał słu­żyć de­spo­tom. Nie mo­gąc ścier­pieć nad sobą ty­ra­nów, Ży­dzi po­su­wa­li się na­wet do ty­ra­no­bój­stwa, któ­re Ko­ściusz­ko po­chwa­la. Wy­sła­wia też „czy­ny bo­ha­tyr­skie żoł­nie­rzy ży­dow­skich” oraz mę­stwo i od­wa­gę „nie­wiast he­braj­skich”. Na szcze­gól­ną jego uwa­gę za­słu­gu­je fakt, że „mała garst­ka” męż­nych Ży­dów umia­ła się prze­ciw­sta­wić „naj­licz­niej­szym woj­skom wschod­nich mo­carstw”. Nie­ste­ty, Ży­dzi prze­gra­li swo­ją wal­kę o wol­ność, jak utrzy­mu­je Ko­ściusz­ko – wsku­tek we­wnętrz­nych wa­śni.

W wy­wo­dzie Na­czel­ni­ka roz­po­ście­ra się te­raz czar­na prze­strzeń – pa­no­wa­nia ty­ra­nów. Zmie­nia się to w jed­nej chwi­li. „Do­pie­ro (pod­kre­śle­nie moje – M.J.) w roku te­raź­niej­szym w dniach 17 i 18 kwiet­nia 1794, gdy War­sza­wa krwa­wą bi­twę z na­jezd­ni­ka­mi Mo­ska­la­mi sto­czy­ła, Ży­dzi miesz­ka­ją­cy w tym mie­ście rzu­ci­li się do orę­ża, zwar­li się męż­nie z nie­przy­ja­cie­lem i do­wie­dli świa­tu, iż tam, gdzie ludz­kość zy­skać może, ży­cia swe­go ochra­niać nie umie­ją”. Ko­ściusz­ko od­wo­łu­je się do męż­nej po­sta­wy Ży­dów pod­czas ob­lę­że­nia War­sza­wy, któ­rzy – we­dług współ­cze­snej re­la­cji – wszę­dzie „zna­ko­mi­cie się od­zna­cza­li”, za­rów­no pod­czas sy­pa­nia szań­ców obron­nych, jak po­tem z bro­nią w ręku od­pie­ra­jąc atak wro­ga. W swej słyn­nej Roz­pra­wie o Ży­dach Ta­de­usz Czac­ki uwy­dat­niał rów­nież bo­ha­ter­stwo wal­czą­cych Ży­dów: „Kie­dy w 1794 roku roz­pacz uzbro­iła sto­li­cę, Ży­dzi nie lę­ka­li się śmier­ci, zmie­sza­ni z woj­skiem i lu­dem do­wie­dli, że nie­bez­pie­czeń­stwo nie jest im strasz­ne, a spra­wa oj­czy­zny jest miłą”24. Je­den z ob­ser­wa­to­rów współ­cze­snych po­da­wał, że od cza­su wy­bu­chu po­wsta­nia Ży­dzi two­rzą kor­pus „ubra­ny na spo­sób ży­dow­ski, uzbro­jo­ny w sza­ble i pi­sto­le­ty”25. Mowa tu, jak są­dzą nie­któ­rzy hi­sto­ry­cy, o for­ma­cji mi­li­cji ży­dow­skiej czy o utwo­rzo­nym przez Ber­ka Jo­se­le­wi­cza od­dzia­le ży­dow­skim, któ­ry wal­czył wio­sną 1794 roku w obro­nie War­sza­wy.

Ży­dzi oka­za­li się god­ny­mi wol­no­ści. Nie jest ona dana, trze­ba na nią za­słu­żyć, trze­ba ją zdo­by­wać, trze­ba być „lu­dem sa­mo­wład­nym”. Re­dak­tor „Ga­ze­ty Rzą­do­wej” w trzy dni po Uwia­do­mie­niu Ko­ściusz­ki ko­men­to­wał fakt, że Ży­dzi „spra­wy wol­no­ści bro­nić przed­się­wzię­li”. Sta­ło się to jak­by nie­ocze­ki­wa­nie, po wie­lu wie­kach bier­no­ści. Pi­sze Grześ­ko­wiak-Krwa­wicz, że re­dak­tor po­sta­wił so­bie py­ta­nie, „cze­mu na­ród izra­el­ski, tak wa­lecz­ny w cza­sach bi­blij­nych, póź­niej uni­kał sta­ran­nie udzia­łu we wszel­kich woj­nach, wal­kach, a na­wet służ­by woj­sko­wej. Otóż Ży­dzi wal­czy­li do­pó­ty, do­pó­ki mie­li swo­je pań­stwo i bro­ni­li swo­jej wol­no­ści. Jed­nak «od tego cza­su z ca­łej pra­wie zie­mi zni­kła wol­ność, a na­ród ten zu­peł­nie się usu­nął od krwa­wych igrzysk ty­ra­nów», nie chcąc wy­słu­gi­wać się de­spo­ty­zmo­wi. Sy­tu­ację zmie­ni­ła do­pie­ro in­su­rek­cja kwiet­nio­wa w War­sza­wie, w któ­rej wzię­li ak­tyw­ny udział”. Krwią wła­sną, pi­sał re­dak­tor „Ga­ze­ty Rzą­do­wej”, do­wie­dli, że „nie­sko­rzy do boju na roz­kaz ty­ra­nów”, umie­ją ży­cia nie szczę­dzić w obro­nie ludz­ko­ści26. Na­le­żą za­tem do ludu szla­chet­ne­go, god­ne­go naj­wyż­sze­go sza­cun­ku.

Na tle owe­go ży­dow­skie­go „przy­kła­da­nia się do wol­no­ści” w peł­ni zro­zu­mia­ła sta­je się ini­cja­ty­wa Ber­ka Jo­se­le­wi­cza i Jó­ze­fa Aro­no­wi­cza, któ­rzy, jak po­da­je Ko­ściusz­ko we wspo­mnia­nym Uwia­do­mie­niu: „prze­ło­ży­li mi żą­da­nia i ocho­tę swą for­mo­wa­nia puł­ku sta­ro­za­kon­ne­go lek­kiej jaz­dy”. Po­bud­ki ich dzia­ła­nia zo­sta­ły okre­ślo­ne przez Ko­ściusz­kę jako pa­mięć o „zie­mi, w któ­rej się uro­dzi­li”, oraz prze­ko­na­nie, że „zoswo­bo­dze­nia jej, wraz z dru­gi­mi, wszyst­kie ko­rzy­ści czer­pać z niej będą”. Wo­bec tego, „po­chwa­liw­szy ich gor­li­wość”, Ko­ściusz­ko po­wia­da­mia, że dał „onym po­zwo­le­nie wer­bo­wa­nia rze­czo­ne­go kor­pu­su” i udzie­lił pa­ten­tu puł­kow­ni­kow­skie­go Ber­ko­wi Jo­se­le­wi­czo­wi.

Ko­ściusz­ko do­sko­na­le zda­wał so­bie spra­wę z tego (pi­sze o tym na po­cząt­ku Uwia­do­mie­nia), że Ży­dzi od­dzie­le­ni są od Po­la­ków „re­li­gią i zwy­cza­ja­mi”. Nie mam za­mia­ru ich na­wra­cać ani zmie­niać – pi­sze da­lej. Oni sami chcą do­bro­wol­nie po­przeć na­sze po­wsta­nie, za­cią­gnąć się w sze­re­gi, pra­gną wal­czyć i zło­żyć – je­śli zaj­dzie taka po­trze­ba – ofia­rę z ży­cia. Dla Ko­ściusz­ki ta po­sta­wa Ży­dów wo­bec pol­skich zma­gań o wol­ność sta­no­wi do­wód na to, że na­sza spra­wa jest świę­ta, a re­wo­lu­cja spra­wie­dli­wa. Świę­tość i spra­wie­dli­wość to były naj­istot­niej­sze kry­te­ria słusz­no­ści boju o nie­pod­le­głość Pol­ski. Ma­jer Ba­ła­ban pi­sał, że w in­su­rek­cji ko­ściusz­kow­skiej Ży­dzi „po raz pierw­szy wzię­li czyn­ny, a dość tłum­ny udział z bro­nią w ręku i sta­nę­li do ape­lu, jak na praw­dzi­wych oby­wa­te­li przy­sta­ło”. Zro­bi­li tak, mimo róż­nych „szy­kan śre­dnio­wiecz­nych”, ja­kie na nich cią­ży­ły (m.in. obo­wią­zek pła­ce­nia za pra­wo po­by­tu w War­sza­wie tzw. bi­le­to­we­go – po­dat­ku za pięć dni po­by­tu). Czyn­ny udział Ży­dów w po­wsta­niu – pod­kre­ślał Ba­ła­ban – za­da­je kłam „tłu­ką­cej się po na­szej daw­niej­szej li­te­ra­tu­rze hi­sto­rycz­nej wie­ści o obo­jęt­no­ści, czy też na­wet i zdra­dzie ży­dow­skiej”27.

Ba­ła­ban po­wta­rzał ar­gu­men­ta­cję wy­stę­pu­ją­cą na przy­kład pod­czas po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go, kie­dy to Ży­dzi pod­kre­śla­li, że pa­ła­ją chę­cią po­świę­ce­nia krwi i ma­jąt­ków dla do­bra tego kra­ju, że chcą być do­pusz­cze­ni „do chlub­ne­go uczest­nic­twa w wy­wal­cze­niu wraz z na­szy­mi brać­mi chrze­ści­jań­ski­mi wspól­ne­go bytu po­li­tycz­ne­go, tu­dzież swo­bód i przy­wi­le­jów wol­nych lu­dzi”28. Jed­nak do tego nie do­cho­dzi­ło29.

Par­ty­cy­pa­cja Ży­dów w na­ro­do­wym czy­nie zbroj­nym to nie­wąt­pli­wy triumf no­wo­żyt­ne­go de­mo­kra­tycz­ne­go re­pu­bli­ka­ni­zmu Ko­ściusz­ki. Wy­bit­ny hi­sto­ryk, Ja­kub Szac­ki, uwy­dat­niał uczu­cio­we po­wo­dy po­sta­wy Ko­ściusz­ki wo­bec Ży­dów w Pol­sce. Są­dził, że wpły­nął na nią po­byt w Ame­ry­ce – nie­wo­la Mu­rzy­nów wzbu­dzi­ła „nig­dy w nim nie­słab­ną­ce współ­czu­cie dla krzyw­dzo­nych i upo­śle­dzo­nych ple­mion i na­ro­dów”. Dla­te­go spra­wa „uoby­wa­tel­nie­nia Ży­dów le­ża­ła mu na ser­cu”30. Jak pod­kre­śla w swej zna­ko­mi­tej pra­cy An­drzej Wa­lic­ki, „Ko­ściusz­ko wy­raź­nie od­dzie­lał wol­ność od wia­ry [w prze­ci­wień­stwie do kon­fe­de­ra­tów bar­skich]. Pro­kla­mo­wał rów­no­upraw­nie­nie wy­znaw­ców wszyst­kich wiar – nie tyl­ko kon­fe­sji chrze­ści­jań­skich, lecz rów­nież mu­zuł­ma­nów i Ży­dów. W cza­sie in­su­rek­cji wcie­lał te idee w ży­cie. Na jego roz­kaz Rada Naj­wyż­sza Na­ro­do­wa mu­sia­ła w cią­gu ty­go­dnia za­ło­żyć w War­sza­wie ka­pli­cę pra­wo­sław­ną oraz zor­ga­ni­zo­wać na­bo­żeń­stwa dla jeń­ców wo­jen­nych wy­zna­nia ewan­ge­lic­kie­go”. Jego po­ję­cie na­ro­du obej­mo­wa­ło „wszyst­kich miesz­kań­ców po­dzie­lo­nej Rze­czy­po­spo­li­tej, nie­za­leż­nie od sta­nu, sta­tu­su ma­jąt­ko­we­go, wy­zna­nia i przy­na­leż­no­ści et­nicz­nej”. „Przy­na­leż­ność na­ro­do­wą uwa­żał bo­wiem za spra­wę lo­jal­no­ści po­li­tycz­nej, a nie ję­zy­ka, po­cho­dze­nia et­nicz­ne­go i re­li­gii”31. Ko­rzon cy­tu­je wspa­nia­łe sło­wa Ko­ściusz­ki: „Nie trwóż­cie się, aby róż­ni­ca opi­nii i ob­rząd­ku prze­szka­dza­ła nam ko­chać was jak bra­ci i współ­ro­da­ków”. Zda­nia te „przy­wra­ca­ły za­sa­dę unii Ja­giel­lo­nów”. Ko­rzon uwa­ża, że in­su­rek­cja ko­ściusz­kow­ska za­koń­czy­ła się nie ka­ta­stro­fą, nie „Fi­nis Po­lo­niae”, lecz „Re­sur­ge, o Po­lo­nia!” Zmar­twych­wsta­nie Pol­ski zo­sta­ło ufun­do­wa­ne na wol­no­ści i rów­no­ści jej oby­wa­te­li. „Tu cu­dow­ne sło­wo ży­cia wy­dzie­ra­ło się z ide­ału no­we­go spo­łe­czeń­stwa, któ­re on [Ko­ściusz­ko] za­ło­żył na miej­scu roz­wa­lo­nej szla­chec­kiej re­pu­bli­ki...”32 W Rze­czy­po­spo­li­tej Ko­ściusz­kow­skiej było miej­sce dla wszyst­kich, rów­no­upraw­nio­nych, wiar i na­ro­do­wo­ści. Po­dob­nie i kon­se­kwent­nie są­dził Jo­achim Le­le­wel, po­wo­łu­jąc się na przy­kład wal­ki Ży­dów w po­wsta­niu ko­ściusz­kow­skim (por. przy­pis 24).

Sta­no­wi­sko prze­ciw­staw­ne za­jął pod­czas po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go (w maju 1831 roku) ów­cze­sny mi­ni­ster woj­ny, Fran­ci­szek Mo­raw­ski. Wspo­mi­nał wpraw­dzie imię wa­lecz­ne­go Ber­ka, ale po­trak­to­wał go jako ab­so­lut­ny wy­ją­tek wśród ludu izra­el­skie­go, od­wy­kłe­go przez tyle po­ko­leń od tru­dów wo­jen­nych, nie­za­in­te­re­so­wa­ne­go wal­ką o nie­pod­le­głość, tchórz­li­we­go i skłon­ne­go do zdra­dy i rej­te­ra­dy. Mó­wił: „Woj­sko na­ro­do­we po­win­no być oży­wio­ne jed­nym czu­ciem, jed­nym za­pa­łem, a gdy­by moż­na, jed­ną wy­zna­wać wia­rę. [...] Te­raz się to­czy wal­ka, gdzie idzie o śmierć lub ży­cie; trze­ba krwi jed­no­rod­nej, jed­nor­dzen­ne­go ludu”33. Trud­no tej po­sta­wy nie uznać za re­gres w sto­sun­ku do po­glą­dów i czy­nów Ko­ściusz­ki. Słyn­ny w li­te­ra­tu­rze wy­znaw­ca kla­sy­cy­zmu, Fran­ci­szek Mo­raw­ski, prze­cho­dził na po­zy­cje na­ro­do­we­go kon­ser­wa­tyw­ne­go ro­man­ty­zmu. Od­da­le­nie Ży­dów od służ­by woj­sko­wej uza­sad­niał za po­mo­cą ko­niecz­no­ści stwo­rze­nia ar­mii na­ro­do­wej zło­żo­nej z sa­mych Po­la­ków-ka­to­li­ków34.

Sta­ro­za­kon­ny pułk lek­ko­kon­ny

Unie­sio­ny ko­ściusz­kow­ski­mi ide­ami Be­rek Jo­se­le­wicz, „puł­kow­nik puł­ku lek­ko­kon­ne­go sta­ro­za­kon­ne­go”, wy­sto­so­wał w dniu 1 paź­dzier­ni­ka 1794 roku ode­zwę do współ­bra­ci. An­to­ni Wie­niar­ski w „Bi­blio­te­ce War­szaw­skiej” na­pi­sał o niej, że „pod wzglę­dem mocy wy­sło­wie­nia nie ustę­pu­je naj­lep­szym ów­cze­snym ode­zwom”35. Zo­sta­ła ona po raz pierw­szy opu­bli­ko­wa­na w „Ga­ze­cie Rzą­do­wej”, po­tem zaś, jak po­da­je Łu­niń­ski, była kil­ka­na­ście razy po­wta­rza­na w roz­ma­itych wy­daw­nic­twach oraz ręcz­nie prze­pi­sy­wa­na. Zna­cze­nie ape­lu okre­śla au­tor bar­dzo uro­czy­ście: „Po raz pierw­szy na­zwał Żyd gło­śno i szcze­rze Pol­skę swo­ją oj­czy­zną”36.

Ode­zwa zwró­co­na zo­sta­ła wprost do „dzie­ci ple­mie­nia Izra­eli­tów”, wzy­wa­ła je do wal­ki o Pol­skę. Po­rę­czy­cie­le słusz­no­ści spra­wy to „Wiecz­ny Wszech­moc­ny” oraz jego po­sła­niec – Ta­de­usz Ko­ściusz­ko. Apo­lo­gia Na­czel­ni­ka i jego przed­się­wzięć jest bar­dzo zna­mien­na: „On mąż tak wiel­ki i tyle in­nych mę­żów wiel­kich, po­sia­da­ją­cych za­iste już dużo wol­no­ści, pra­gną prze­cie jesz­cze wol­no­ści i od­zy­ska­nia oj­czy­zny”. Cóż do­pie­ro mó­wić o Ży­dach, „gdy­śmy wię­cej ucie­mię­że­ni nad wszyst­kich lu­dzi na tym świe­cie”. Tkwi w tym ro­zu­mo­wa­niu zręcz­na per­swa­zja – wiel­cy lu­dzie mają już tyle wol­no­ści, a chcą jesz­cze wię­cej. Po­rwa­nie wol­no­ścią i wal­ka o nią mogą być naj­lep­szym le­kar­stwem na krzyw­dy Izra­ela. Inne frag­men­ty ode­zwy no­szą po­dob­ne ce­chy; Be­rek Jo­se­le­wicz np. pyta re­to­rycz­nie: czyż on, Żyd, chciał­by wy­sta­wiać swój na­ród na zgu­bę? Od­wo­łu­je się też do wła­snej od­wa­gi przy­wód­czej, któ­ra za­pew­ni ochro­nę współ­ple­mień­com: „Gdzie bę­dzie naj­nie­bez­piecz­niej, tam ja pój­dę, a wy do­pie­ro za mną”. Kil­ka­krot­nie po­wta­rza się zwrot: „Po­wstań­cież!”, „Obudź­cież się, po­móż­cież od­zy­skać ucie­mię­żo­ną do­tąd Pol­skę”. I wresz­cie pada bi­blij­ne po­rów­na­nie: „Obudź­cie się, jak lwy i lam­par­ty”. Ode­zwa, jak wie­my, mia­ła wiel­ką siłę prze­ko­ny­wa­nia i umia­ła prze­mó­wić za­rów­no do zdro­we­go roz­sąd­ku, jak i do wy­obraź­ni ukształ­to­wa­nej przez Sta­ry Te­sta­ment.

Da­wid Kan­del pró­bo­wał wy­ja­śnić we­wnątrz­ży­dow­ską ge­ne­zę tej zdu­mie­wa­ją­cej ode­zwy. Są­dził, że Be­rek Jo­se­le­wicz zna­lazł w niej nową dro­gę ra­tun­ku dla za­gro­żo­ne­go ży­do­stwa. Stra­ci­ło ono, jego zda­niem, po rze­zi spra­wio­nej przez Chmiel­nic­kie­go swo­ją sym­bo­licz­ną sy­na­go­gę. Nie spraw­dzi­ły się też pró­by re­for­my re­li­gii ży­dow­skiej, pod­ję­te przez Sa­ba­ta­ja Cwi i Ja­ku­ba Fran­ka (fran­kizm Kan­del trak­tu­je jako dro­gę asy­mi­la­cji z Po­la­ka­mi przez przy­ję­cie ka­to­li­cy­zmu). Be­rek Jo­se­le­wicz spon­ta­nicz­nie wy­my­ślił coś in­ne­go. Chciał, by Ży­dzi po­zo­sta­li przy swej wie­rze. „Sam póź­niej, jak po­da­ją źró­dła, w so­bo­ty lub inne świę­ta ży­dow­skie wy­ry­wał się z puł­ku i cho­dził mo­dlić się z żoną swą do sy­na­go­gi. We­dług nie­go, od­ręb­ność re­li­gij­na nie prze­szka­dza­ła, aby być rów­nie do­brym, jak inni, oby­wa­te­lem kra­ju. Aże­by nim być, trze­ba za­słu­żyć na to spo­so­bem spo­łecz­nym i po­li­tycz­nym. Oka­zja była do­bra. Pol­ska znaj­do­wa­ła się w po­ło­że­niu kry­tycz­nym. Ży­dzi, chcąc się za­bez­pie­czyć na przy­szłość, nie­chaj wal­czą za ten kraj, któ­ry ich jak sy­nów przy­gar­nął. To bę­dzie naj­lep­sza gwa­ran­cja ich bytu”37. Do­po­wiedz­my, że Kan­del w swych wy­wo­dach nie bie­rze pod uwa­gę aniKo­ściusz­kow­skiej nie-et­nicz­nej idei na­ro­du, któ­ra umoż­li­wia­ła wy­stą­pie­nie Ber­ka Jo­se­le­wi­cza i któ­rej prze­ciw­sta­wia­ła się idea na­ro­du „Po­la­ków-ka­to­li­ków”, ani też w per­spek­ty­wie we­wnątrz­ży­dow­skiej nie do­ce­nia ukształ­to­wa­nia się cze­goś cał­kiem ory­gi­nal­ne­go – no­we­go typu po­boż­no­ści lu­do­wej cha­sydz­kiej oraz „wschod­nie­go ju­da­izmu”, typu „wschod­nie­go Żyda” jako „za­mknię­tej w so­bie oso­bo­wo­ści kul­tu­ro­wej”38, po­grą­żo­nej w ży­ciu re­li­gij­nym i w niej znaj­du­ją­cej po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa39.

Ger­shon Da­vid Hun­dert przed­sta­wia cha­sy­dyzm wschod­nio­eu­ro­pej­ski jako ruch en­tu­zja­zmu re­li­gij­ne­go, wspie­ra­ją­cy „in­dy­wi­du­al­ne dą­że­nie do osią­gnię­cia du­cho­we­go speł­nie­nia” i sy­tu­ują­cy się poza kon­tro­lą gmi­ny ży­dow­skiej. W ob­li­czu głę­bo­kiej trans­for­ma­cji kul­tu­ry eu­ro­pej­skiej pod ko­niec XVIII wie­ku, któ­ra do­ty­ka­ła rów­nież ży­dow­skich in­te­lek­tu­ali­stów, ko­niecz­ne sta­ło się prze­my­śle­nie moż­li­wo­ści „za­tar­cia róż­nic oby­cza­ju i spo­so­bu ży­cia Ży­dów i go­jów” na te­re­nach Rze­czy­po­spo­li­tej Oboj­ga Na­ro­dów. Ewen­tu­al­ność in­te­gra­cji Ży­dów z resz­tą lud­no­ści pań­stwa stwa­rza­ła wiel­kie za­gro­że­nie dla tra­dy­cyj­nych wie­rzeń i sys­te­mu war­to­ści. „Nie­wy­klu­czo­ne, że oba­wy te były jed­ną z przy­czyn nie­by­wa­łe­go i trwa­łe­go suk­ce­su cha­sy­dy­zmu w spo­łecz­no­ści Ży­dów wschod­nio­eu­ro­pej­skich”40. Cha­sy­dyzm więc stwa­rzał jesz­cze inną moż­li­wość dla lud­no­ści ży­dow­skiej.

Współ­wy­znaw­cy Ber­ka Jo­se­le­wi­cza po­śpie­szy­li na apel. W czte­ry ty­go­dnie sfor­mo­wał on pułk skła­da­ją­cy się z pię­ciu­set Ży­dów. Sin­ger pi­sał, że „do puł­ku we­szli prze­waż­nie fur­ma­ni i rzeź­ni­cy – zdro­wi, sil­ni męż­czyź­ni, któ­rzy umie­li ob­cho­dzić się z koń­mi i nie oba­wia­li się tru­dów ani bólu. Do nich do­łą­czy­li peł­ni ide­ali­zmu mło­dzień­cy, nie­któ­rzy świe­żo po ślu­bie, jesz­cze pod ku­ra­te­lą ro­dzi­ców albo te­ściów”41 Re­gi­ment ży­dow­ski pod ko­men­dą Ber­ka świe­cił przy­kła­dem. Pil­nie strzegł oko­pów i od­pra­wiał war­ty, rów­nież w sza­bas. Po­da­je Łu­niń­ski: „Za­mil­kły w na­wa­le za­jęć ry­tu­al­ne cho­ra­ły, w piąt­ki nie pa­li­ły się nocą pło­my­ki świec, przy­ci­chły so­bot­nie mo­dły...”42 Ale oczy­wi­ście nie zre­zy­gno­wa­no z oby­cza­jów re­li­gij­nych. Sin­ger ob­ra­zo­wo przed­sta­wia ich prze­strze­ga­nie: „Do tam­tej­szej [na Pra­dze] sy­na­go­gi Be­rek wiódł dwa razy dzien­nie żoł­nie­rzy na mo­dły i pra­ska boż­ni­ca za­peł­nia­ła się wte­dy wo­ja­ka­mi, któ­rzy odło­żyw­szy na bok strzel­by, piki i sza­ble, wdzie­wa­li ta­łe­sy i fi­lak­te­rie. Po­grą­że­ni w głę­bo­kiej mo­dli­twie ki­wa­li się nad świę­ty­mi tek­sta­mi. Po­tem żoł­nie­rze na po­wrót przy­pi­na­li sza­ble, pod­no­si­li strzel­by i piki i wy­ru­sza­li w dro­gę po­wrot­ną, do ko­szar. Sza­bas tym się róż­nił od in­nych dni, że nie przy­pa­sy­wa­li wte­dy bro­ni”43. Zdzi­sław Li­be­ra zgro­ma­dził in­for­ma­cje o licz­nych świa­dec­twach z epo­ki, od­no­to­wu­ją­cych „oso­bli­we zja­wi­sko”, ja­kim był „re­gi­ment ży­dow­ski przez sa­mych­że Ży­dów do­wo­dzo­ny” (Fran­ci­szek Kar­piń­ski). Jan Du­klan Ochoc­ki za­uwa­żył, że wśród pro­ta­go­ni­stów wy­da­rzeń war­szaw­skich 1794 roku „rej wo­dzi­li miesz­cza­nin Ki­liń­ski szewc [...] i Żyd Ber­ko, któ­ry był puł­kow­ni­kiem izra­el­skie­go re­gi­men­tu”. Inni pod­kre­śla­li, że Ży­dzi „szcze­re usi­ło­wa­nia Po­la­ków wspie­ra­li, co znio­sło zu­peł­nie wro­dzo­ną nie­na­wiść”44.

Po klę­sce pod Ma­cie­jo­wi­ca­mi i poj­ma­niu Ko­ściusz­ki do nie­wo­li War­sza­wa okry­ła się po­sęp­ną ża­ło­bą. Hen­ryk Mo­ścic­ki przy­ta­cza opi­nie na­ocz­nych świad­ków: „Wi­dzieć było na­ów­czas zbli­ża­ją­cych się jed­nych ku dru­gim; każ­dy jak­by chciał coś prze­mó­wić i o coś się za­py­tać, ale mó­wić o tak okrop­nym zda­rze­niu i sły­szeć jego po­twier­dze­nie wzdry­gał się. Wi­dzieć było lud, snu­ją­cy się po uli­cach i ja­ko­by obłą­ka­ny, nie­wie­dzą­cy, gdzie szedł lub gdzie by się miał udać. Wszę­dzie po­nu­re mil­cze­nie, wszę­dzie twa­rze za­la­ne łza­mi, wszę­dzie po­stać lu­dzi zdu­mia­łych nad wiel­ko­ścią stra­ty po­wszech­nej”45. Zwąt­pie­nie i prze­czu­cie ka­ta­stro­fy ogar­nę­ło wszyst­kich. Na próż­no Rada Naj­wyż­sza Na­ro­do­wa po­wo­ły­wa­ła się na „świę­te ha­sło wol­no­ści i nie­pod­le­gło­ści”. Nie wie­rzo­no już w moż­li­wość zwy­cię­stwa, a uczu­cie roz­pa­czy gó­ro­wa­ło nad wszyst­ki­mi in­ny­mi.

4 li­sto­pa­da 1794 roku za­czął się szturm ro­syj­ski na Pra­gę. Był on sta­ran­nie przy­go­to­wa­ny przez Su­wo­ro­wa, dys­po­nu­ją­ce­go do­brym roz­po­zna­niem te­re­nu oraz li­czeb­ną prze­wa­gą w po­sta­ci spraw­nych od­dzia­łów bo­jo­wych46. Bar­tło­miej Szyn­dler opi­su­je obro­nę in­te­re­su­ją­ce­go nas od­cin­ka: „Bro­ni­li go męż­nie Li­twi­ni pod do­wódz­twem Ja­siń­skie­go. Oto­cze­ni ze­wsząd przez nie­przy­ja­cie­la zgi­nę­li śmier­cią bo­ha­ter­ską ge­ne­ra­ło­wie Pa­weł Gra­bow­ski i Ta­de­usz Kor­sak, puł­kow­ni­cy Jó­zef Gór­ski i Wa­len­ty Kwa­śniew­ski, a tak­że ppłk Fe­liks Gra­bow­ski i mjr Su­cho­do­lec. Wy­bi­ty zo­stał pra­wie w ca­ło­ści sta­wia­ją­cy opór pułk ży­dow­ski Ber­ka Jo­se­le­wi­cza. [...] Ja­siń­ski, nie ma­jąc zni­kąd ra­tun­ku, opę­dzał się sza­blą od na­cie­ra­ją­cych na nie­go ze­wsząd pie­chu­rów ro­syj­skich, póki nie padł na wznak prze­szy­ty nie­przy­ja­ciel­skim ba­gne­tem”47. W tym opi­sie, jak i w in­nych po­dob­nych48, ude­rza­ją dwie rze­czy: brak na­zwisk tych, któ­rzy zgi­nę­li wraz z puł­kiem Jo­se­le­wi­cza (a było wśród nich kil­ku ofi­ce­rów) oraz umiesz­cze­nie fak­tu za­gła­dy puł­ku obok bo­ha­ter­skiej śmier­ci Ja­ku­ba Ja­siń­skie­go. Wy­ni­ka­ło to oczy­wi­ście z se­kwen­cji hi­sto­rycz­nych wy­pad­ków, ale moż­na by było prze­cież do­ko­nać ich prze­ta­so­wa­nia. Trze­ba przy tym pod­kre­ślić, że Pra­gę w tym cza­sie za­miesz­ki­wa­ło co naj­mniej pięć ty­się­cy Ży­dów na oko­ło sied­miu ty­się­cy miesz­kań­ców. Pułk Ber­ka był więc ema­na­cją ży­dow­skie­go oto­cze­nia, któ­re, jak wia­do­mo, wspo­ma­ga­ło go pod każ­dym wzglę­dem. I zgi­nę­ło, po­dob­nie jak pułk, pod cio­sa­mi zwy­cię­skie­go ro­syj­skie­go żoł­dac­twa. Wszy­scy pa­mięt­ni­ka­rze od­no­to­wu­ją sto­sy cy­wil­nych ży­dow­skich tru­pów na uli­cach Pra­gi po wdar­ciu się żoł­nie­rzy ro­syj­skich na przed­mie­ścia War­sza­wy49.

Śmierć puł­ku oto­czy­ła bo­ha­ter­ska le­gen­da. Sin­ger pod­kre­ślał, że „ży­dow­scy mło­dzień­cy o wy­glą­dzie ra­bi­nów wal­czy­li jak lwy i wy­róż­nia­li się na­wet wśród do­bo­ro­we­go woj­ska”50. Wszak do lwiej od­wa­gi za­chę­cał ich wła­sny do­wód­ca. Le­gen­dar­ny „duch Ma­cha­be­uszów”, pi­sał Kan­del, obu­dził się w mło­dych Ży­dach, któ­rzy zgło­si­li się pod do­wódz­two Ber­ka Jo­se­le­wi­cza do „le­gio­nu ży­dow­skie­go”. „Jak Ma­cha­be­usze, nie lu­bi­li oni rów­nież co­fać się z pola wal­ki. Ha­słem ich było: zwy­cię­żyć lub zgi­nąć. Nie­ste­ty, sta­ło się to dru­gie; wszy­scy do ostat­nie­go zna­leź­li męż­ną i pięk­ną śmierć na pla­cu boju”51. Po po­nad dwóch stu­le­ciach w oko­licz­no­ścio­wym ar­ty­ku­le po­świę­co­nym Jo­se­le­wi­czo­wi, za­miesz­czo­nym w „pi­śmie ży­dow­skim” „Mi­drasz”, pa­nu­je to­na­cja zbli­żo­na: „Spo­ży­wa­no wy­łącz­nie ko­szer­ną żyw­ność do­star­cza­ną przez ży­dow­skich miesz­kań­ców Pra­gi. Gdy ar­ty­le­ria Su­wo­ro­wa roz­po­czę­ła atak w dzień sza­ba­tu, Be­rek Jo­se­le­wicz zwró­cił się do ra­bi­na Pra­gi o udzie­le­nie ze­zwo­le­nia na wal­kę i uzy­skał jego zgo­dę. Przez cały czas trwa­nia bi­twy lud­ność nie mo­gła już przy­no­sić ko­szer­nej żyw­no­ści, żoł­nie­rze za­tem wal­czy­li głod­ni. Puł­kow­nik Jo­se­le­wicz wal­czył wraz ze swy­mi żoł­nie­rza­mi, a wy­dał roz­kaz do od­wro­tu do­pie­ro wte­dy, gdy po­zo­sta­ło ich przy ży­ciu za­le­d­wie dwu­dzie­stu”52. W roku 1830 de­pu­to­wa­ny fran­cu­ski A.-J.-E. Sa­lver­te (o któ­rym Gra­etz w Hi­sto­rii Ży­dów są­dzi, że był na­ocz­nym świad­kiem obro­ny Pra­gi) przy­po­mniał, od­pie­ra­jąc an­ty­se­mic­kie zło­śli­wo­ści: „Przed­mie­ście War­sza­wy, Pra­ga, osła­nia­ne przez sta­ro­za­kon­ny re­gi­ment, zdo­by­to sztur­mem; wszyst­ko zgi­nę­ło pod cię­ciem mie­cza. Na­za­jutrz zna­le­zio­no na for­ty­fi­ka­cjach cały pułk w śnie wiecz­nym; ani je­den żoł­nierz nie zbiegł przed ape­lem śmier­ci. Ci lu­dzie za­słu­gi­wa­li być Fran­cu­za­mi!”53 Do­po­wiedz­my – w re­pu­bli­kań­skim sen­sie oby­wa­tel­stwa.

Ma­ria Ko­nop­nic­ka opie­wa­ła pa­trio­tycz­ny czyn w pro­stej i na­iw­nej na­ro­do­wej śpiew­ce prze­zna­czo­nej dla ludu:

Po­sły­sze­li Ży­dzi,

Na­bra­li od­wa­gi.

Idą za kraj wal­czyć

U oko­pów Pra­gi.

Czte­ry­stu ich było,

Czte­ry­stu wal­czy­ło,

Kil­ku le­d­wie w ra­nach

Do domu wró­ci­ło.

U oko­pów Pra­gi

Po­mnik tam stać bę­dzie

Z na­pi­sem: Oj­czy­zna –

Ber­ko­wej ko­men­dzie!54

Jak już o tym była mowa, Jo­se­le­wi­cza i jego pułk lek­ko­kon­nych po­rów­ny­wa­no nie­raz do nie­ugię­tych bo­jow­ni­ków – Ma­cha­be­uszy. Ale w tam­tym cza­sie nie tyl­ko ich. Bi­blij­ne wer­se­ty z Ksiąg Ma­cha­bej­skich słu­ży­ły rów­nież pro­pa­go­wa­niu po­sta­ci Ko­ściusz­ki. I tak np. w War­sza­wie w roku 1794 tło­czo­no po­do­bi­zny Ko­ściusz­ki z na­pi­sem: „Le­piej nam jest w bi­twie umrzeć; ni­że­li pa­trzeć / na nę­dzę Na­ro­du Na­sze­go, i na zbu­rze­nie Praw / Ma­chab. 1.3.”55 Aura po­wsta­nia 1794 roku sprzy­ja­ła sko­ja­rze­niu z ma­cha­bej­ską nie­ustę­pli­wo­ścią. Grześ­ko­wiak-Krwa­wicz przy­ta­cza przy­kła­dy za­czerp­nię­te z ów­cze­snych ka­zań, ma­ją­ce prze­ko­nać, że wola wol­no­ści prze­są­dza o zwy­cię­stwie. „Naj­star­szym do­wo­dem było tu sta­ro­te­sta­men­to­we po­wsta­nie Ma­cha­be­uszy, któ­re uwol­ni­ło Izra­el­czy­ków spod wła­dzy An­tio­cha”56.

Pod­czas po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go syn Ber­ka Jo­se­le­wi­cza, Jó­zef Ber­ko­wicz, usi­ło­wał po­wo­łać do ży­cia ży­dow­ski od­dział ka­wa­le­rii. W Ode­zwie do Izra­eli­tów pol­skich (z 21 XII 1830) le­gi­ty­mo­wał się ta­ki­mi tra­dy­cja­mi: „Po­ciesz­cie cie­nie nie­śmier­tel­nych bo­ha­te­rów Ma­cha­be­uszów rów­nym ich po­świę­ce­niem się dla oj­czy­zny. Niech was ogrze­wa przy­kład mo­je­go ojca Ber­ko, wal­czą­ce­go jako pod­puł­kow­nik w r. 1794 za ca­łość oj­czy­zny”57.

Le­gen­dar­ny ży­dow­ski wzór bo­ha­ter­skiej wal­ki do koń­ca bę­dzie nie­raz jesz­cze oży­wał, np. pod­czas ma­ni­fe­sta­cji pa­trio­tycz­nych po­prze­dza­ją­cych po­wsta­nie stycz­nio­we. Nie­zwy­kle zna­mien­ne jest od­wo­ła­nie się do bo­ha­ter­stwa Ży­dów w 1794 roku przez świad­ka po­wsta­nia w get­cie war­szaw­skim 1943 roku. To gorz­kie zda­nia z nie­zwy­kłe­go do­ku­men­tu, opu­bli­ko­wa­ne­go w sześć­dzie­siąt lat po wy­mor­do­wa­niu war­szaw­skich Ży­dów. Ste­fan Er­nest, au­tor, o któ­rym dziś nic nie wie­my, pi­szą­cy w ukry­ciu poza mu­ra­mi get­ta, wy­ra­ża się o po­wstań­cach 1943 roku w na­stę­pu­ją­cy spo­sób: „Przy­po­mnie­li swym czy­nem dzie­je na­ro­du, któ­ry kie­dyś, wła­snej pań­stwo­wo­ści po­zba­wio­ny, zrzu­cił rę­ko­ma Ma­cha­be­uszy jarz­mo sy­ryj­skie, po­tra­fił w Obro­nie tej­że pań­stwo­wo­ści po­tę­dze Im­pe­rium Ro­ma­num We­spa­zja­na i Ty­tu­sa opie­rać się lat czte­ry, za­nim uległ, nie za­wa­hał się pod­jąć wal­ki po­wstań­czej prze­ciw le­gio­nom rzym­skim lat kil­ka­dzie­siąt póź­niej”. I tu na­stę­pu­je se­kwen­cja zna­mien­nych ana­lo­gii hi­sto­rycz­nych: „Za­grze­ba­li się w ru­inach get­ta War­sza­wy lat 1940–1943, jak on­giś w 70 r. w gru­zach Je­ro­zo­li­my, jak ów bi­blij­ny Sam­son pod gru­za­mi fi­li­styń­skiej świą­ty­ni. Jak w wie­le stu­le­ci póź­niej, na tej sa­mej zie­mi, na pra­skim przed­mie­ściu War­sza­wy zgi­nę­li w rze­zi Su­wo­ro­wa. Jak krwią swą zna­czy­li pola Ko­stiuch­nów­ki, Nad­wór­nej, Ko­na­rów [pola walk Le­gio­nów pol­skich pod­czas I woj­ny świa­to­wej], aby dla ogó­łu zdo­być pra­wo rze­czy­wi­ste­go oby­wa­tel­stwa. Zgi­nę­li wszy­scy, jak zgi­nę­li obroń­cy Ter­mo­pi­lów”. W in­nym miej­scu swe­go wy­wo­du au­tor pi­sze o „bez­na­dziej­nym, ale ho­no­ro­wym opo­rze wę­zła wspól­nej ofia­ry dla ra­to­wa­nia tego ho­no­ru”58. Wal­ka Ży­dów po­ja­wia się tu­taj w cią­gu ob­ra­zów naj­wyż­sze­go bo­ha­ter­stwa, któ­re­go po­czą­tek wy­zna­cza po­wsta­nie Ma­cha­be­uszy. Po­dob­nie zresz­tą w kon­spi­ra­cyj­nym cza­so­pi­śmie „Wol­ność”, or­ga­nie PPS, wi­dzia­no w po­wsta­niu w get­cie oży­wie­nie tra­dy­cji Ma­cha­be­uszy, po­łą­czo­nej z pol­ski­mi cno­ta­mi. Tra­dy­cja ta „nie wy­ga­sła zu­peł­nie, lecz tli­ła. Tak, tli­ła lat set­ki, a na­wet ty­sią­ce – ale po wie­kach za­sy­cza­ła, syp­nę­ła iskra­mi i wy­bu­chła pło­mie­niem wśród Ży­dów pol­skich, któ­rzy tym sa­mym spła­ci­li nam nie­ja­ko dług ofia­ro­wy­wa­ne­go im przez wie­ki jed­ne­go z naj­istot­niej­szych ele­men­tów na­szej kul­tu­ry – do­brze po­ję­te­go uczu­cia ry­cer­sko­ści i bo­ha­ter­stwa w wal­ce o słusz­ną spra­wę”59. Na­to­miast kon­spi­ra­cyj­ne Stron­nic­two Na­ro­do­we wy­ra­ża­ło oba­wę, że „pro­pa­gan­da wy­ku­wa le­gen­dę o no­wych Ber­kach Jo­se­le­wi­czach”60...

Po­wsta­nie w get­cie, trak­to­wa­ne na rów­ni z udzia­łem Ży­dów w po­wsta­niu ko­ściusz­kow­skim, przed­sta­wio­ne zo­sta­ło przez Er­ne­sta – tak jak w cza­so­pi­śmie „Wol­ność” – z na­ci­skiem jako czyn ży­dow­ski. Po­wstań­cy get­ta ura­to­wa­li ho­nor, mę­stwo, god­ność „za tych, co wcze­śniejbez wal­ki zgi­nę­li, i za tych, co wcze­śniejbez wal­ki oca­le­li po dru­giej stro­nie muru” (pod­kre­śle­nie moje – M.J.). Mo­tyw oca­lo­nych wsku­tek ukry­cia po­wtó­rzy się wkrót­ce jesz­cze raz – w ze­sta­wie­niu z jaw­no­ścią ży­dow­skie­go po­wsta­nia. Obroń­cy ży­dow­skich Ter­mo­pi­lów zgi­nę­li „dla tych, co oca­le­li, poza mu­ra­mi pro­wa­dząc eg­zy­sten­cję szczu­te­go zwie­rza, w ukry­ciu cze­ka­jąc koń­ca woj­ny, lub, w try­bie no­wo­cze­sne­go mar­ra­ni­zmu, uda­jąc «Aryj­czy­ków»...”61 Au­tor ukry­wa się w kry­jów­ce „po aryj­skiej stro­nie”, ale też w świe­cie fan­ta­zma­tycz­nym. Pi­sze „ku po­krze­pie­niu serc” – i swe­go ser­ca.

Er­nest wy­róż­nia dwie ka­te­go­rie oca­lo­nych (moż­na się do­my­ślić, że przez nie­go bo­le­śnie, ha­nieb­nie i nie­spra­wie­dli­wie osą­dzo­nych – w ob­li­czu ofia­ry ho­no­ru Ży­dów, któ­rzy nie za­ta­ja­li swej toż­sa­mo­ści): albo ukry­wa­li się w ja­kichś nędz­nych schow­kach, albo uda­wa­li, że nie są Ży­da­mi. Oca­le­li „dzię­ki przy­bra­niu toż­sa­mo­ści nie-Żyda”, dzię­ki „ukry­ciu praw­dzi­wej toż­sa­mo­ści w ob­li­czu za­gro­że­nia ży­cia”, dzię­ki za­ta­je­niu wła­snej toż­sa­mo­ści „na aryj­skich pa­pie­rach”62. Oskar­że­nia Er­ne­sta mają cha­rak­ter au­to­kry­tycz­ny. Zresz­tą roz­po­rzą­dza­my wie­lo­ma świa­dec­twa­mi pa­mięt­ni­kar­ski­mi, któ­rych au­to­rzy, prze­ży­wa­ją­cy po­wsta­nie w get­cie „poza mu­ra­mi”, mu­szą opa­no­wy­wać prze­moż­ny po­ryw przy­łą­cze­nia się do po­wstań­ców. Jed­na z naj­waż­niej­szych scen Wiel­kie­go Ty­go­dnia, fil­mu An­drze­ja Waj­dy we­dług po­wie­ści Je­rze­go An­drze­jew­skie­go, przed­sta­wia odej­ście ukry­wa­ją­cej się bo­ha­ter­ki Ży­dów­ki w stro­nę wal­czą­ce­go get­ta.

Jaw­na ży­dow­ska ofia­ra bo­ha­ter­ska włą­czo­na zo­sta­ła przez Ste­fa­na Er­ne­sta w ciąg wy­da­rzeń sta­ro­żyt­nych i tych no­wo­żyt­nych, za­czy­na­ją­cych się w roku 1794 na war­szaw­skiej Pra­dze. „Dro­ga ho­no­ru”, o któ­rej tyle pi­sa­no, przed­sta­wia­jąc bo­ha­ter­stwo wo­jen­ne Jo­se­le­wi­cza, dro­ga jaw­nej wal­ki z bro­nią w ręku ze śmier­tel­nym wro­giem, zo­sta­ła uzna­na – w ja­kimś po­ry­wie uczu­cio­wym i za­gro­że­niu wła­sne­go ist­nie­nia – za je­dy­ną god­ną dro­gę ży­cia i śmier­ci Ży­dów. Re­la­cja Er­ne­sta bu­du­je od­ręb­ny ży­dow­ski dys­kurs bo­ha­ter­ski. Wy­no­si bo­jow­ni­ków, żoł­nie­rzy, ale upodrzęd­nia śmierć cy­wil­ną, śmierć ma­so­wą, śmierć ano­ni­mo­wą.

Jed­nak Ma­rek Edel­man, je­den z przy­wód­ców po­wsta­nia w get­cie war­szaw­skim w 1943 roku, świa­do­mie opie­ra się włą­cze­niu go w dys­kurs bo­ha­ter­ski, w spo­sób rów­no­upraw­nio­ny sta­ra­jąc się stwo­rzyć inną nar­ra­cję. Wy­ra­ża się w tym jego nie­uf­ność wo­bec ję­zy­ka, któ­ry ma two­rzyć hi­sto­rię. Gdy mówi o po­wsta­niu w get­cie (w słyn­nych roz­mo­wach z Anką Gru­piń­ską63), pod­kre­śla, że szu­ka in­nych spo­so­bów ko­mu­ni­ka­cji64. Edel­man wzbra­nia się przed dys­kur­sem bo­ha­ter­skim, ale też przed sy­jo­ni­zmem; w jego to imie­niu bo­jow­ni­cy spra­wy na­ro­do­wej w get­cie war­szaw­skim mie­li chwy­cić za broń. Sy­jo­ni­ści w pań­stwie Izra­el wy­łą­cza­li po­wsta­nie w get­cie war­szaw­skim z Za­gła­dy, two­rzy­li swo­ją ro­man­tycz­ną nar­ra­cję ho­no­ro­wej „pięk­nej śmier­ci”. Nie od rze­czy bę­dzie tu wspo­mnieć o związ­kach sy­jo­ni­zmu z ide­ami pol­skie­go ro­man­ty­zmu. We­dług tych prze­ko­nań nie pod­pa­da­li pod kry­te­rium tak ro­zu­mia­ne­go bo­ha­ter­stwa ani ci, któ­rzy zo­sta­li za­mor­do­wa­ni w ko­mo­rach ga­zo­wych, ani ci, któ­rzy prze­ży­li Ho­lo­kaust65. Ma­rek Edel­man – ten bo­ha­ter-an­ty­bo­ha­ter – nadał inne rysy po­sta­wie ra­czej po­wstań­ców niż żoł­nie­rzy, wy­strze­ga­jąc się jed­no­cze­śnie „bo­ha­ter­skie­go” mó­wie­nia, cho­ciaż w Zdą­żyć przed Pa­nem Bo­giem Han­ny Krall mu­siał sto­czyć wal­kę o rów­no­rzęd­ność swo­je­go dys­kur­su66.

Wróć­my do Ber­ka. Nie­któ­rzy są­dzi­li, że Jo­se­le­wicz zgi­nął pod­czas walk o Pra­gę. Ale jed­nak – dziw­nym zrzą­dze­niem losu – on po­zo­stał przy ży­ciu, by móc da­lej bić się o wol­ność.

Czy w ogó­le ist­niał?

W dwu­dzie­sto­le­ciu mię­dzy­wo­jen­nym wśród spo­rów o mi­li­tar­ne zdol­no­ści Ży­dów i za­sad­ność wpro­wa­dze­nia ich do pol­skie­go ka­no­nu bo­ha­ter­skie­go trze­ba wy­mie­nić spór o ist­nie­nie ży­dow­skie­go puł­ku Jo­se­le­wi­cza. Jego eg­zy­sten­cję po­da­wa­no w wąt­pli­wość. Ta­de­usz Ko­rzon w Ko­ściusz­ce. Bio­gra­fii z do­ku­men­tów wy­snu­tej (1894) i w pierw­szym to­mie We­wnętrz­nych dzie­jów Pol­ski za Sta­ni­sła­wa Au­gu­sta (1897) są­dził, ale tyl­ko mi­mo­cho­dem, że wo­bec krót­ko­ści cza­su do zor­ga­ni­zo­wa­nia się – mię­dzy „uwia­do­mie­niem” Ko­ściusz­ki a sztur­mem na Pra­gę – pułk nie zdą­żył się sfor­mo­wać. Po­dob­nie mnie­mał Adam Skał­kow­ski w książ­ce z 1926 roku. Roz­gro­miw­szy opo­wie­ści „odo­nio­sło­ści bro­ni lu­do­wej w in­su­rek­cji ko­ściusz­kow­skiej”, pod­wa­żył rów­nież „le­gen­dę o znacz­nym udzia­le Ży­dów w wal­kach roku 1794”. Jako zna­ny de­mi­sty­fi­ka­tor pi­sał: „Nie­licz­ne wzmian­ki kro­ni­kar­skie to ską­pe ga­łę­zie. Na­to­miast peł­no prze­róż­nych ozdób i świe­ci­de­łek, za­wie­szo­nych póź­niej niby na cho­in­ce ręką mi­łu­ją­cą. Boć sa­dzo­no to drzew­ko w pierw­sze świę­to bra­ta­nia się na­ro­du pol­skie­go z izra­el­skim. W każ­de na­stęp­ne świę­to w nowe przy­wdzie­wa­no je cac­ka. Za­wsze jed­nak brak mu ko­rze­ni i lada po­dmuch sil­niej­szy strzą­sa ze­schłe igli­wie”67. Skał­kow­ski po­sta­no­wił po­rząd­nie po­trzą­snąć tym ozda­bia­nym dla ce­lów ide­olo­gicz­nych ra­chi­tycz­nym drzew­kiem.

Pod­kre­ślał, że in­su­rek­cja trak­to­wa­ła Ży­dów jako bier­ną masę; w wal­kach sto­łecz­nych nie byli waż­niej­szym czyn­ni­kiem. A na­wet „wła­dze in­su­rek­cyj­ne po­wścią­ga­ły wy­stą­pie­nia an­ty­se­mic­kie”. To Niem­ce­wicz „za­pew­ne” na­pi­sał ob­szer­ny wstęp do roz­po­rzą­dze­nia Ko­ściusz­ki z dnia 17 wrze­śnia, ma­jąc na oku swo­je cele po­li­tycz­ne i swo­bod­nie po­słu­gu­jąc się li­te­rac­ką re­to­ry­ką68. Be­rek Jo­se­le­wicz dą­żył do awan­su: „gar­nął się do za­wo­du żoł­nier­skie­go, a wyż­szy w nim sto­pień mógł uzy­skać oczy­wi­ście naj­ła­twiej i naj­prę­dzej, or­ga­ni­zu­jąc swo­ich spół­wy­znaw­ców”. Ale nie bar­dzo mu się to uda­wa­ło. „Ochot­ni­ków pew­nie miał nie­wie­lu, a i ci roz­bie­gli się na od­głos ma­cie­jo­wic­kie­go gro­mu”69. Przy­po­mnij­my, że po­dob­nie pi­sa­no w XIX wie­ku o le­gio­nie ży­dow­skim Mic­kie­wi­cza z roku 1855: „Ato­li for­ma­cja nie sfor­mo­wa­ła się, le­gio­ni­ści ulot­ni­li się, chuch­nął, dmuch­nął i nic nie zo­sta­ło”70. Był to oczy­wi­sty fałsz.

Nie­chęt­nych do­my­słów Skał­kow­skie­go nie mógł po­mi­nąć mil­cze­niem Er­nest Łu­niń­ski. Na ła­mach „Wia­do­mo­ści Li­te­rac­kich” za­kwe­stio­no­wał „za­sad­ni­cze za­prze­cze­nie” po­czy­nio­ne przez au­to­ra pra­cy o in­su­rek­cji ko­ściusz­kow­skiej. Przy­to­czył źró­dła pa­mięt­ni­kar­skie z epo­ki oraz list Jana Hen­ry­ka Dą­brow­skie­go do Ber­ka Jo­se­le­wi­cza z 1798 roku, utrzy­mu­jąc, że twór­ca le­gio­nów nie mógł­by do nich za­pra­szać bra­ter­sko czło­wie­ka, któ­ry by „chrztu krwa­we­go nie otrzy­mał z swo­ją for­ma­cją”. Skał­kow­ski – zda­niem Łu­niń­skie­go – prze­świad­czeń o mier­nej licz­bie Ży­dów za­in­te­re­so­wa­nych wal­ką o nie­pod­le­głość Pol­ski oraz o ich de­zer­cji po klę­sce nie po­pie­ra żad­ny­mi do­wo­da­mi hi­sto­rycz­ny­mi. Chcąc za­peł­nić lukę – w po­sta­ci bra­ku do­ku­men­tu dla uza­sad­nie­nia hi­po­te­zy – „ra­dzi so­bie uczo­ny w spo­sób pro­sty, do­da­jąc skrom­nie «pew­nie» lub «pew­no», i z lek­kim ser­cem bu­du­je gmach z pia­sku, po­tyn­ko­wa­ny w po­zo­ry stwier­dzeń”71.

Skał­kow­ski nie po­zo­stał dłuż­ny Łu­niń­skie­mu. Na ła­mach tych sa­mych „Wia­do­mo­ści Li­te­rac­kich” na­zwał jego uję­cie „uczu­cio­wym, a po dzien­ni­kar­sku nie­ści­słym”. Nadal utrzy­my­wał, że jego do­my­sły są „prost­sze i praw­do­po­dob­niej­sze” od hi­po­tez Łu­niń­skie­go i „in­nych wiel­bi­cie­li bo­ha­ter­skich czy­nów Ber­ka i jego współ­wy­znaw­ców w wal­kach 1794 r.” Pod­kre­ślał, że wszyst­ko, co na­pi­sał Łu­niń­ski, jest „wy­łącz­nie przy­czyn­kiem do po­wsta­nia le­gen­dy o udzia­le Ży­dów pol­skich w in­su­rek­cji 1794 roku”72. Le­gen­da więc mia­ła się zde­rzyć z su­ro­wą praw­dą hi­sto­rycz­ną. Ob­wie­szo­ne złud­ny­mi bły­skot­ka­mi drzew­ko jak­by prze­wró­ci­ło się pod na­po­rem wi­chru dzie­jo­wych prawd.

Do za­strze­żeń Ko­rzo­na i Skał­kow­skie­go po­wró­cił jed­nak w 1934 roku Ma­rian Ku­kiel w ar­ty­ku­le pod zna­mien­nym ty­tu­łem: Czy ist­niał pułk Ber­ka Jo­se­le­wi­cza?73 Przy­po­mniał, że ge­ne­rał Knia­zie­wicz pi­sał 16 czerw­ca 1800 roku do Wy­bic­kie­go o Ber­ku, „co w Pol­sz­cze był puł­kow­ni­kiem”. „Nie pi­sał­by tak Knia­zie­wicz, gdy­by szło o ini­cja­ty­wę nie­urze­czy­wist­nio­ną i ty­tuł fik­cyj­ny”. Ale naj­istot­niej­sza oka­za­ła się ana­li­za zna­ne­go de­kre­tu ko­ściusz­kow­skie­go w świe­tle no­wych do­ku­men­tów ar­chi­wal­nych. Otóż na ich pod­sta­wie Ku­kiel stwier­dził, że koszt wy­sta­wie­nia lek­ko­kon­ne­go puł­ku i jego utrzy­my­wa­nia aż do za­koń­cze­nia for­ma­cji miał spo­czy­wać na ka­ha­łach i sy­na­go­gach, że „po Ma­cie­jo­wi­cach nie tyl­ko pułk się nie roz­biegł, ale my­śla­no o jego znacz­nym roz­wi­nię­ciu” (Skot­nic­ki pro­po­no­wał no­we­mu na­czel­ni­ko­wi po­wsta­nia, Waw­rzec­kie­mu, zor­ga­ni­zo­wa­nie puł­ku ży­dow­skie­go do 1800 lu­dzi) i że – by zmniej­szyć kosz­ty umun­du­ro­wa­nia – za­pla­no­wa­no czar­ny ko­lor ubio­rów, tak by cha­ła­ty moż­na było prze­ra­biać na mun­du­ry... Co zaś do li­czeb­no­ści puł­ku, miesz­cza­nin, któ­ry opu­ścił War­sza­wę, in­da­go­wa­ny pod ko­niec wrze­śnia 1794 roku przez ko­za­ków Su­wo­ro­wa, mó­wił o 50 ty­sią­cach uzbro­jo­nych miesz­czan i do­dał, że „wich licz­bie utwo­rzył się ży­dow­ski pułk kon­ny z 500 lu­dzi, któ­rych do­wód­cą jest tak­że Żyd”74. „Świa­dec­two to – stwier­dza Ku­kiel – cofa ist­nie­nie puł­ku na wrze­sień i wią­że go z mi­li­cją”, w któ­rej skład wcho­dzi­ły od­dzia­ły ży­dow­skie. „Zta­kie­go od­dzia­łu ży­dow­skie­go mi­li­cji war­szaw­skiej mu­siał wy­róść pułk Ber­ka”, a jego nie­obec­ność w ra­por­tach woj­sko­wych „zda­je się wska­zy­wać, że do koń­ca trak­to­wa­no ten od­dział jako część miej­skiej mi­li­cji”75. Ist­niał więc jed­nak ży­dow­ski pułk Ber­ka!

Ry­cer­ska sła­wa po­śmiert­na

Po klę­sce po­wsta­nia 1794 roku Jo­se­le­wicz szu­kał miej­sca i spo­so­bu dla re­ali­za­cji swo­ich ide­ałów. Gdy w roku 1798 za­mel­do­wał się li­stow­nie u ge­ne­ra­ła Jana Hen­ry­ka Dą­brow­skie­go, ten od­po­wie­dział mu na­stę­pu­ją­cy­mi sło­wa­mi: „Zpraw­dzi­wym ukon­ten­to­wa­niem do­szedł mnie list Twój – oby­wa­te­lu puł­kow­ni­ku – spo­dzie­wa­łem się za­wsze, że Ty, co pierw­szy by­łeś do za­chę­ca­nia ziom­ków swych pod­czas ostat­niej re­wo­lu­cji, aby się jęli orę­ża w obro­nie kra­ju, nie opu­ścisz i tej dro­gi słu­że­nia oj­czyź­nie przez przy­by­cie do le­gio­nów”76. Gdy już zna­lazł się w Le­gio­nach Dą­brow­skie­go jako „puł­kow­nik, Rot­mistrz Ka­wa­le­rii Pol­skiej”, pro­si m.in. o po­zwo­le­nie na wzmo­żo­ny do­zór nad całą ka­wa­le­rią – „ma­jąc na za­wsze [ko­nie] pod okiem, le­piej do­zie­rać sam ich po­tra­fię”77. „Przy re­or­ga­ni­za­cji znisz­czo­nych le­gij wło­skich w roku 1800 prze­rzu­co­ny zo­stał z reszt­ka­mi puł­ku do nowo two­rzą­cej się le­gii Knia­zie­wi­cza nad Ren”78. Do­szły do nas wia­do­mo­ści o przy­kro­ściach, ja­kie go tu spo­ty­ka­ły z po­wo­du po­cho­dze­nia. Wódz le­gii nad­du­naj­skiej, ge­ne­rał Knia­zie­wicz, pi­sał roz­go­ry­czo­ny w li­ście do Wy­bic­kie­go z 16 czerw­ca 1800 roku o „za­zdro­ści rang, prze­są­dach sta­nu i uro­dze­nia”, któ­re za­tru­wa­ły ży­cie w le­gio­nach i te­raz nadal nur­tu­ją le­gię. Osob­ny pas­sus li­stu zo­stał po­świę­co­ny Jo­se­le­wi­czo­wi: „Be­rek, co w Pol­sz­cze był puł­kow­ni­kiem, co dwie kam­pa­nie we Wło­szech od­pra­wił, tu przy­byw­szy, tym do­bro­wol­nie star­szeń­stwa od­stą­pił, któ­rzy tu żad­nej kam­pa­nii nie od­pra­wi­li; dla­te­go jed­nak jego prze­śla­do­wać nie prze­sta­ją, któ­re­mu jed­nak ni­cze­go wię­cej za­rzu­cić nie moż­na jak to, że się nie szlach­ci­cem uro­dził”79.

Pi­sze hi­sto­ryk, że Be­rek „brał udział w bi­twach pod Ho­hen­lin­den i Sal­zbur­giem; póź­niej prze­pro­wa­dził znacz­ną część ka­wa­le­rii pol­skiej za Alpy. Na wieść o two­rze­niu się w Po­znań­skiem wojsk na­ro­do­wych po­śpie­szył Be­rek do oj­czy­zny; bije się pod Tcze­wem, Gdań­skiem i Frie­dlan­dem; po bi­twach do daw­niej uzy­ska­nej Le­gii Ho­no­ro­wej przy­łą­cza krzyż Vir­tu­ti Mi­li­ta­ri”80. Po utwo­rze­niu Księ­stwa War­szaw­skie­go w 1807 roku prze­szedł do ar­mii re­gu­lar­nej i zo­stał sze­fem szwa­dro­nu w pią­tym puł­ku strzel­ców kon­nych81. Ano­ni­mo­wa pio­sen­ka sty­li­zo­wa­na na lu­do­wą nutę tak opie­wa­ła czy­ny „tę­gie­go wo­jow­ni­ka” od Ko­ściusz­ki:

Gdy nie sta­ło Na­czel­ni­ka,

Nie dał się pan Ber­ko zdu­rzyć.

Gdy nie sta­ło Na­czel­ni­ka,

W rękę pika, na ko­ni­ka,

Z Fran­cu­za­mi wnet się zbra­tał.

Bo­na­part zro­bił go sze­fem,

Więc Mo­ska­la zno­wu łoił,

A któ­re­go tyl­ko spła­tał,

Ten się pew­no nie wy­go­ił.

Po­tem pod księ­ciem Jó­ze­fem,

Gdy przy­szło na Au­stry­ja­ka,

Bił się w dwój­na­sób, bo wet za wet,

Za Żyda i za Po­la­ka!82

Zgi­nął w po­tycz­ce pod Koc­kiem 5 maja 1809 roku, „za­rą­ba­ny przez hu­za­rów au­striac­kich”, jak pi­sał ge­ne­rał Hen­ryk Dem­biń­ski83. Inni opo­wia­da­li o „roz­sie­ka­niu”. Jego śmierć po­szła w przy­sło­wie: „Zgi­nął jak Be­rek pod Koc­kiem” (to zna­czy: zgi­nął ze szczę­tem, z kre­te­sem), za­wę­dro­wa­ła do po­rze­ka­dła lu­do­we­go: „Wtem to zaj­ściu hun­cwoc­kiem / Zgi­nął Be­rek pod Koc­kiem”84. Lud – jak opo­wia­da­no – usy­pał mu na­tych­miast ko­piec gro­bo­wy pod Koc­kiem, czcząc bo­ha­te­ra ża­łob­ne­go.

W pra­sie ów­cze­snej i we wspo­mnie­niach po­śmiert­nych wy­ra­zy urzę­do­we­go żalu mie­sza­ły się z głę­bo­kim uzna­niem dla wiel­kiej oso­bo­wo­ści Jo­se­le­wi­cza, włą­czo­ne­go w pol­ski dys­kurs bo­ha­ter­ski. Na­zy­wa­no go naj­czę­ściej „ry­ce­rzem” i pi­sa­no o „dro­dze ho­no­ru”, na któ­rą wstą­pił, da­jąc przy­kład swe­mu na­ro­do­wi. W „Mo­ni­to­rze” z 19 VI 1809 tak go cha­rak­te­ry­zo­wa­no: „Oto pierw­szy Żyd pol­ski, któ­ry po­ka­zał swym współ­wy­znaw­com – dro­gę ho­no­ru i dał przy­kład bo­ha­ter­skie­go od­da­nia w służ­bie dla Oj­czy­zny”85. „Ga­ze­ta War­szaw­ska” za­mie­ści­ła ne­kro­log tej tre­ści: „Ze­szedł z tego świa­ta śmier­cią praw­dzi­we­go ry­ce­rza, od­byw­szy przez lat pięt­na­ście wszyst­kie kam­pa­nie we Wło­szech, Niem­czech i Pol­sce. Pierw­szy on z Ży­dów pol­skich otwo­rzył dro­gę ho­no­ru swo­im jed­no­wier­com i dał pięk­ny z sie­bie przy­kład wa­lecz­no­ści”. W Po­chwa­le wa­lecz­nych Po­la­ków w woj­nie 1809 r. po­le­głych, przed­sta­wio­nej pod­czas pu­blicz­ne­go po­sie­dze­nia To­wa­rzy­stwa Przy­ja­ciół Nauk w War­sza­wie w dniu 22 XII 1809 roku, Sta­ni­sław Kost­ka Po­toc­ki opie­wał rów­nież przo­dow­nic­two „wa­lecz­ne­go Ber­ka”: „...Tyś pierw­szy dał u nas przy­kład od­ży­wio­nej wa­lecz­no­ści na­ro­do­wi Twe­mu i wskrze­sił wi­ze­ru­nek ry­ce­rzów, któ­rych śmier­ci nie­gdyś Sy­jo­nu opła­ki­wa­ły córy!”

Pi­sa­łam już o uży­wa­niu po­rów­nań do Ma­cha­be­uszy w po­wsta­niu ko­ściusz­kow­skim. Po śmier­ci Ber­ka bi­blij­ne po­rów­na­nia na­si­li­ły się i czę­sto po­ja­wia­ły w ob­ra­zie ży­dow­skie­go bo­ha­te­ra – Ju­liusz Fal­kow­ski na­zy­wał go na­wet „pierw­szym, jaki się na zie­mi na­szej zro­dził – bo­daj czy nie pierw­szym od Ma­cha­be­uszów”86. O „wa­lecz­nym Ma­cha­be­uszu” pi­sał dużo póź­niej tak­że Sa­mu­el Hir­szhorn we wznio­słym wier­szu, pró­bu­jąc już dać od­pór „ży­do­żer­ców zgrai”87.

W uję­ciu dzia­ła­ją­ce­go na Wiel­kiej Emi­gra­cji de­mo­kra­ty, Le­ona Hol­la­en­der­skie­go, któ­ry na­pi­sał hi­sto­rię Ży­dów w Pol­sce, Be­rek Jo­se­le­wicz wy­bi­jał się na pierw­szy plan. „Chwa­leb­na śmierć tego Izra­eli­ty i po­świę­ce­nie puł­ku, któ­rym do­wo­dził”, mia­ły da­wać wie­ko­pom­ny przy­kład mło­dzie­ży izra­el­skiej i pol­skiej88. W 1861 roku, w do­bie ma­ni­fe­sta­cji pa­trio­tycz­nych, opie­wa­no Ber­ka jako ro­man­tycz­ne­go bo­ha­te­ra „epo­su na­po­le­oń­skich cza­sów”, kie­dy jesz­cze nie do­ko­na­ło się przej­ście do po­zy­ty­wi­stycz­nej przy­ziem­no­ści: „od mie­cza do ma­chi­ny pa­ro­wej i od ho­no­ru do mi­łe­go gro­sza”89. Be­rek dzier­żył oczy­wi­ście za­rów­no miecz, jak ho­nor. Ko­nop­nic­kiej imię „Jo­se­le­wicz” zry­mo­wa­ło się z „kró­le­wi­czem”90.

Przez pół­to­ra stu­le­cia ro­man­tycz­na le­gen­da Ber­ka Jo­se­le­wi­cza wi­kła­ła się w roz­ma­ite dys­kur­sy po­li­tycz­ne i spo­łecz­ne, do­ty­czą­ce miej­sca Ży­dów w pol­skiej wspól­no­cie. De­ba­ty i po­le­mi­ki, oskar­że­nia i mowy obroń­cze przy­bra­ły na sile zwłasz­cza wów­czas, gdy kon­cep­cje Ko­ściusz­kow­skie i Le­le­we­low­skie za­czę­ły ustę­po­wać pod na­po­rem co­raz wy­raź­niej bio­rą­cych górę idei na­cjo­na­li­stycz­nych i an­ty­se­mic­kich. Po­stać Ber­ka Jo­se­le­wi­cza roz­trzą­sa­no w roz­ma­itych kon­tek­stach, za­leż­nie od po­trzeb emo­cjo­nal­nych i po­li­tycz­nych śro­do­wi­ska, w ob­rę­bie więc czy to pro­ble­mów asy­mi­la­cji Ży­dów, czy to po­stu­la­tów au­to­no­mii na­ro­do­wo-kul­tu­ral­nej mniej­szo­ści ży­dow­skiej, czy też ogól­nie obec­no­ści po­sta­wy okre­śla­nej po­tocz­nie mia­nem „Żyda – pol­skie­go pa­trio­ty”. Jak za­cho­wać toż­sa­mość ży­dow­ską i pol­ską jed­no­cze­śnie – ta­kie py­ta­nie kie­ro­wa­no do cie­niów Ber­ka Jo­se­le­wi­cza. Jego mit po­ja­wiał się na po­gra­ni­czu ży­dow­sko-pol­skich roz­my­ślań i de­bat o przy­na­leż­no­ści do dwóch wspól­not. Pro­mie­niu­ją­ce od jego po­sta­ci im­pul­sy po­zwa­la­ły się do­my­ślać w nim pa­tro­na róż­nych dą­żeń ide­owych oraz in­spi­ra­to­ra roz­ma­itych kre­acji li­te­rac­kich.

Li­te­rac­kie me­ta­mor­fo­zy i mo­ty­wa­cje. Pro­to­typ Jan­kie­la?

Jo­se­le­wicz po upad­ku po­wsta­nia ko­ściusz­kow­skie­go nie za­nie­chał sta­rań o moż­li­wość za­cią­gnię­cia się w służ­bę dla wol­no­ści. Co go do tego po­py­cha­ło? Łu­niń­ski przy­pi­sy­wał istot­ne zna­cze­nie re­wo­lu­cyj­nym ide­om fran­cu­skim, z któ­ry­mi Be­rek miał oka­zję za­po­znać się pod­czas swych po­dró­ży z Li­twy do Bruk­se­li i Pa­ry­ża, wy­sy­ła­ny tam w in­te­re­sach przez bi­sku­pa Mas­sal­skie­go. Prze­nió­sł­szy się do War­sza­wy na Pra­gę, w dziel­ni­cy Go­lę­dzi­nów, gdzie Ży­dom wol­no było miesz­kać, mógł śle­dzić ruch re­for­ma­tor­ski, rów­nież w kwe­stii ży­dow­skiej, wo­kół Sej­mu Wiel­kie­go. To­czy­ły się wów­czas oży­wio­ne de­ba­ty, wy­da­wa­no bro­szu­ry, pi­sa­no pe­ty­cje – roz­wa­ża­no w nich spo­so­by oświe­ce­nio­we­go uoby­wa­tel­nie­nia Ży­dów w Pol­sce. „Prze­dzie­ra­ły się wol­no­myśl­ne gło­sy do get­ta – do za­tę­chłe­go za­mknię­te­go koła – nowe ob­ja­wie­nie ży­cio­we”91. Łu­niń­ski two­rzył wy­mow­ny ob­raz – me­ta­fo­rycz­ny skrót: po po­wie­sze­niu bi­sku­pa Mas­sal­skie­go za zdra­dę na­ro­do­wą (28 VI 1794) mia­ły się osta­tecz­nie skry­sta­li­zo­wać w Ber­ku Jo­se­le­wi­czu dą­że­nia nie­pod­le­gło­ścio­we: „Ex-ofi­cja­li­sta Żyd po­szedł roz­pa­lać znicz na­ro­do­wych uczuć na gro­bie prze­nie­wier­cy-bi­sku­pa...”92

Po­dob­nie Ka­rol Koź­miń­ski w po­wie­ści Puł­kow­nik Be­rek. Opo­wieść o Ber­ku Jo­se­le­wi­czu (1959) każe ty­tu­ło­we­mu bo­ha­te­ro­wi de­ba­to­wać w mło­do­ści w Wil­nie z przed­sta­wi­cie­lem ży­dow­skie­go Oświe­ce­nia, a w War­sza­wie sty­kać się z po­słem re­for­ma­to­rem, Ma­te­uszem Bu­try­mo­wi­czem93. Jó­zef Opa­to­szu we frag­men­cie pro­zy Be­rek Jo­se­le­wicz w Pa­ry­żu przed­sta­wił Ber­ka w roz­mo­wie z dzia­ła­czem re­wo­lu­cyj­nym i ka­pi­ta­nem fran­cu­skiej gwar­dii na­ro­do­wej (uro­dzo­nym w Lu­bli­nie) Za­łkin­dem Hur­wi­cem94, któ­ry w po­wie­ści gło­si za­sa­dę: „Sko­ro się pra­gnie uzy­skać pra­wa w kra­ju i chce się zo­stać oby­wa­te­lem, na­le­ży umieć wła­sną krwią oku­pić oby­wa­tel­stwo”95. Dla Wa­le­re­go Przy­bo­row­skie­go, au­to­ra po­pu­lar­nych po­wie­ści hi­sto­rycz­nych dla mło­dzie­ży, któ­ry w swym cy­klu na­po­le­oń­skim opu­bli­ko­wał rów­nież Ber­ka pod Koc­kiem (1911), naj­waż­niej­szym mo­ty­wem po­stę­po­wa­nia Jo­se­le­wi­cza było wy­eman­cy­po­wa­nie się z za­co­fa­ne­go śro­do­wi­ska ży­dow­skie­go i prze­ję­cie pol­ski­mi ide­ała­mi nie­pod­le­gło­ścio­wy­mi. W ta­kim też du­chu przed­sta­wił go w roku 1904 Ze­non Pa­rvi w dra­ma­cie hi­sto­rycz­nym Rok 1794 (Be­rek Jo­se­lo­wicz), ko­rzy­sta­jąc ob­fi­cie z ro­man­tycz­nej in­spi­ra­cji Księ­dza Mar­ka Sło­wac­kie­go (zwłasz­cza po­bu­dzi­ły ima­gi­na­cję po­sta­ci Ju­dy­ty i Kos­sa­kow­skie­go) orazWar­sza­wian­ki Wy­spiań­skie­go.

Za­sta­na­wia­ją­ce są dro­gi wy­obraź­ni li­te­rac­kiej pro­wa­dzą­cej od hi­sto­rycz­ne­go Ber­ka Jo­se­le­wi­cza do opro­mie­nio­ne­go wznio­słą po­ezją Jan­kie­la z Pana Ta­de­usza. Do­wo­dzić to może, że Be­rek był po­sta­cią wy­bit­ną, nie­za­po­mnia­ną, nie­zwy­czaj­ną, że tkwi­ły w nim ce­chy ja­kiejś nie­da­ją­cej się za­ćmić ory­gi­nal­no­ści. Usi­ło­wa­ła do nich do­trzeć He­le­na Ro­mer w pro­zie Dla­cze­go wal­czył?96 „Dziw­ne są dzie­je tego ży­dow­skie­go puł­kow­ni­ka – za­czy­na swój tekst – w któ­rym żyły nie­zwy­kłym ob­ja­wem dzie­dzicz­no­ści po­ry­wy wo­jen­nych za­pa­łów i mę­stwo god­ne Da­wi­da, Ab­ne­ra, Jo­aba i Awi­za­ja. Tym dziw­niej­sze, że jego me­ce­nas, in­fu­łat wi­leń­ski, był wszak jur­gielt­ni­kiem mo­skiew­skim, no­to­rycz­nym zdraj­cą i, jak wia­do­mo, uka­ra­ny zo­stał przez lud wi­leń­ski szu­bie­ni­cą w czerw­cu 1794 roku w Wil­nie”. Zna­jo­mość świa­ta, jaką Be­rek za­wdzię­czał swym po­dró­żom w cha­rak­te­rze ofi­cja­li­sty bi­sku­pa Mas­sal­skie­go, po­łą­czy­ła się w nim z drze­mią­cy­mi za­dat­ka­mi bo­ha­ter­stwa, czer­pią­ce­go z przy­kła­du he­ro­sów Sta­re­go Te­sta­men­tu. W te­raź­niej­szo­ści po­cią­ga­ła go naj­bar­dziej oso­ba Ko­ściusz­ki, w któ­rym doj­rzał „wo­dza kra­ju z wszyst­ki­mi za­miesz­ku­ją­cy­mi go na­ro­da­mi” i jemu za­ufał bez resz­ty. Żą­dza wal­ki oręż­nej obu­dzi­ła się w Ber­ku jako naj­wła­ściw­sza for­ma wy­po­wie­dze­nia przy­wią­za­nia do pol­skiej oj­czy­zny. Ro­mer pod­kre­śla – po­dob­nie jak Sin­ger – że Be­rek Jo­se­le­wicz „nie za­parł się wia­ry przod­ków, nie od­rzu­cił ży­dow­skie­go od sie­bie pięt­na, mimo iż w sto­sun­kach woj­sko­wych mo­gło mu to ta­mo­wać dro­gę do ka­rie­ry. Być może, że wła­śnie dla­te­go sza­no­wa­no go i ko­cha­no szcze­rze”.

In­nym spra­wa me­ta­mor­fo­zy Ber­ka przed­sta­wia­ła się jed­nak w spo­sób bar­dziej ta­jem­ni­czy i zło­żo­ny. Leo Bel­mont, za­in­te­re­so­wa­ny ży­dow­ski­mi aspek­ta­mi pol­skie­go ro­man­ty­zmu, w ese­ju z 1918 roku Mo­nu­men­tal­na po­stać Ber­ka Jo­se­le­wi­cza97, trak­to­wał go „jako wy­pa­dek szcze­gól­ne­go roz­kwi­tu du­szy cu­dow­nej”. On tak­że uży­wa sło­wa „prze­dziw­ny”. Za­rów­no Ko­ściusz­ko, jak Jo­se­le­wicz – na tle mas pol­skich, jak i mas ży­dow­skich – wy­kwi­ta­ją niby „dwa zna­ki wiesz­cze, cu­dow­ne”. Trak­to­wa­ny jako „cu­dow­ny Żyd” Be­rek Jo­se­le­wicz sta­je się, zda­niem Bel­mon­ta, kimś, kto przy­no­si „cu­dow­ne kwia­ty po­ezji pol­skiej”, daje „krew żywą prze­dziw­nej po­sta­ci Jan­kie­la-pa­trio­ty”. Dla Bel­mon­ta było oczy­wi­ste, że hi­sto­rycz­na po­stać Ber­ka Jo­se­le­wi­cza sta­ła się in­spi­ra­cją dla li­te­rac­kiej kre­acji z Pana Ta­de­usza. W ar­ty­ku­le po­rów­naw­czym Wiel­ka po­ezja ro­syj­ska i pol­ska w sto­sun­ku do Ży­dów w epo­ce naj­bliż­szej po czy­nie Ber­ka Jo­se­le­wi­cza Bel­mont twier­dził: „...tam, gdzie nogą stą­pił Be­rek Jo­se­le­wicz, try­snąć mu­sia­ło źró­dło ka­stal­skiej po­ezji, wy­no­sząc na fa­lach po­stać Jan­kie­la jako wzór nie­śmier­tel­ny dla przy­szłych po­ko­leń z krwi ży­dow­skiej – wzór po­świę­ce­nia za mat­kę oj­czy­znę”98. Po­stać Ber­ka Jo­se­le­wi­cza, zda­niem Bel­mon­ta, nie mo­gła wy­ro­snąć w Ro­sji, pro­wa­dzą­cej woj­ny za­bor­cze; i nie mo­gła też wo­bec tego wy­wo­łać kon­se­kwen­cji po­etyc­kich ta­kich jak w Pol­sce – w Mic­kie­wi­czow­skiej fi­gu­rze Jan­kie­la.

Nie był to po­gląd od­osob­nio­ny na zwią­zek mię­dzy po­sta­cią li­te­rac­ką a rze­czy­wi­stą. Wil­helm Feld­man pod­kre­ślał, że w Panu Ta­de­uszu „jest pierw­szy i naj­wspa­nia­lej skre­ślo­ny typ Żyda w po­ezji pol­skiej; naj­wznio­ślej­szy typ Po­la­ka-pa­trio­ty mię­dzy Ży­da­mi. Mimo ca­łe­go ide­ali­zmu, ja­kim po­stać ta owia­na, nie jest ona wy­two­rem fan­ta­zji. Ry­so­wa­na – li­nia­mi sil­ne­go re­ali­zmu o fo­to­gra­ficz­nej nie­raz wier­no­ści [...] – jest ob­ra­zem tego, czym Żyd przed ro­kiem 1813 nie­jed­no­krot­nie był”. Mic­kie­wicz, któ­ry znał do­brze ruch ko­ściusz­kow­ski i szturm Pra­gi, wie­dział o Ży­dach „nie­raz w zbroi, z mie­czem w ręku” na szań­cach Pra­gi i u boku Ko­ściusz­ki, wie­dział o lek­ko­kon­nym puł­ku izra­el­skim Ber­ka Jo­se­le­wi­cza99. Miał to być hi­sto­rycz­ny za­czyn po­sta­ci Jan­kie­la. Cha­im Löw, opi­su­jąc ge­ne­alo­gię li­te­rac­ką Jan­kie­la, zwra­ca uwa­gę na ko­me­dio­ope­rę na­pi­sa­ną przez Aloj­ze­go Żół­kow­skie­go i wy­sta­wio­ną w lip­cu 1812 roku w Te­atrze Na­ro­do­wym w War­sza­wie. Po­jed­na­nie szlach­ci­ca i hra­bie­go z Moj­że­szem-Ży­dem-pol­skim pa­trio­tą na­stę­pu­je po przy­po­mnie­niu „za­cnych cie­niów” Ber­ka Jo­se­le­wi­cza, któ­ry „zy­ska­ną nad Ty­brem sła­wę od­niósł w po­dar­ku do oj­czy­zny na­szej i zgi­nął, bro­niąc jej ca­ło­ści”100.

Nie mó­wi­my tu o po­do­bień­stwach rze­czo­wych, lecz o ana­lo­giach struk­tu­ry po­staci. Po­sta­wa Żyda-pol­skie­go pa­trio­ty to wspól­ny mia­now­nik bo­ha­te­ra hi­sto­rycz­ne­go oraz li­te­rac­kie­go. Czy­ta­my w Panu Ta­de­uszu zda­nia, któ­re we­szły w mowę po­tocz­ną: „Miał tak­że sła­wę do­bre­go Po­la­ka” albo „Żyd po­czci­wy Oj­czy­znę jako Po­lak ko­chał!”

Pa­tro­nem sty­lu my­śle­nia Mic­kie­wi­cza był Her­der. Za­in­te­re­so­wa­nie Mic­kie­wi­cza tym, co od­mien­ne, nosi zna­mio­na ro­man­tycz­ne, her­de­row­skie. Isa­iah Ber­lin pod­kre­ślał, że przez całe ży­cie fa­scy­no­wa­ła Her­de­ra róż­no­rod­ność ście­żek roz­wo­ju cy­wi­li­za­cji, daw­nych i obec­nych, eu­ro­pej­skich i azja­tyc­kich. Dla­te­go na­zy­wa go „orę­dow­ni­kiem róż­no­rod­no­ści”. Zna­ko­mi­ty hi­sto­ryk idei zwra­cał uwa­gę na do­nio­słość no­we­go prze­ko­na­nia, „iż to, co po­je­dyn­cze i nie­po­wta­rzal­ne, róż­no­rod­ność jako taka mają war­tość i zna­cze­nie, oraz to­wa­rzy­szą­ce­go mu po­czu­cia, że w uni­for­mi­za­cji jest coś re­pre­syj­ne­go i głę­bo­ko od­py­cha­ją­ce­go. Róż­no­rod­ność jest ob­ja­wem ży­wot­no­ści, jej prze­ci­wień­stwo na­to­miast to po­sęp­na i mar­twa mo­no­to­nia”. Glo­ry­fi­ka­cje róż­no­rod­no­ści uzna­je Ber­lin za sed­no ro­man­ty­zmu, za­rów­no w sztu­ce, jak i w fi­lo­zo­fii101. Her­der mógł da­wać pod­sta­wy do ro­zu­mie­nia In­ne­go.

Mic­kie­wicz nie bał się od­mien­no­ści ży­dow­skiej, nie bał się rze­ko­mo „nie­szcze­rych” fran­ki­stów, któ­rzy – jako Ży­dzi w prze­bra­niu – mie­li­by dą­żyć do pod­stęp­ne­go znisz­cze­nia Po­la­ków. Jan­kiel – stwier­dzał Alek­san­der Hertz – od­gry­wa w Panu Ta­de­uszu rolę klu­czo­wą, mo­ral­ną, po­li­tycz­ną i na­wet woj­sko­wą. Jan­kiel go­dzi zwa­śnio­nych. Jest ce­nio­ny przez wszyst­kie stro­ny. Jest to czło­wiek za­ufa­nia księ­dza Ro­ba­ka. Sza­nu­ją go i zwo­len­ni­cy So­pli­cy, i zwo­len­ni­cy hra­bie­go; jed­no­cze­śnie nie prze­sta­je być Ży­dem, za­cho­wu­jąc wia­rę i oby­cza­je ży­dow­skie102. W prze­strze­ni Mic­kie­wi­czow­skiej moż­li­we jest zbra­ta­nie we wspól­nych bo­jach o wol­ność, nie­wy­ma­ga­ją­ce od Ży­dów „wy­rze­cze­nia się swe­go ja na­ro­do­wo-re­li­gij­ne­go”103. Jan­kiel jest Ob­cym ro­zu­mia­nym jako Róż­ny, by­najm­niej nie Ob­cym, któ­re­go trze­ba albo „przy­wieść do opa­mię­ta­nia” (od­bie­ra­jąc mu siłą jego „ciem­ne za­bo­bo­ny”, tzn. przede wszyst­kim Tal­mud) albo uznać za wro­ga. Jan­kiel to Żyd-pol­ski pa­trio­ta, któ­ry za­cho­wu­je swo­ją ży­dow­ską od­ręb­ność.

Ale też trze­ba zwró­cić uwa­gę na fakt, że Jan­kiel wy­stę­pu­je w utwo­rze Mic­kie­wi­cza osob­no. Tłem dla nie­go są od­wie­dza­ne dwo­ry oraz karcz­ma.

Osiadł­szy z dzieć­mi w karcz­mie, za­trud­niał się szyn­kiem

Przy­tem w po­bli­skim mie­ście był też pod­ra­bin­kiem.

I to wszyst­ko, cze­go się do­wia­du­je­my o ro­dzi­nie Jan­kie­la czy jego ro­dzi­mym śro­do­wi­sku. Trak­to­wa­ny jako „Żyd em­ble­ma­tycz­ny” Jan­kiel za­pew­ne nie może ob­ra­stać w zbyt wie­le re­ali­stycz­no-oby­cza­jo­wych szcze­gó­łów, do­ty­czą­cych jego ży­dow­skie­go oto­cze­nia.

Ber­told Mer­win w pra­cy wy­da­nej w pięć­dzie­sią­tą rocz­ni­cę po­wsta­nia stycz­nio­we­go utrzy­my­wał, że ist­nia­ły w Eu­ro­pie pod ko­niec XVIII i na po­cząt­ku XIX wie­ku dwie asy­mi­la­cje: „nie­miec­ka i pol­ska”. „Asy­mi­la­cja nie­miec­ka, Men­dels­soh­now­ska, była asy­mi­la­cją to­wa­rzyską, kul­tu­ral­ną