Boga-Rodzica - Cyprian Kamil Norwid - ebook

Boga-Rodzica ebook

Cyprian Kamil Norwid

0,0
8,49 zł

lub
Opis

Boga-Rodzica” to utwór Cypriana Kamila Norwida, polskiego poety, prozaika i dramatopisarza. Często jest on uznawany za ostatniego z czterech najważniejszych polskich poetów romantycznych.

“Pierwszej przeto części pierwszego wiersza słowa pierwsze dają nazwę rapsodu sposobem bull papieskich i początkują inwokację przez tę patetyczną formę deklinacji, która zamiast piątego przypadku używa pierwszego. Zamiast odrazu «O Marjo...» jest jeszcze trzykroć pierwej imię w przypadku pierwszym, lub przymioty, toż imię zastępujące, co daje tym sposobem wyraźną litanję wstępną:

Boga Rodzica dziewica!

Bogiem sławiona Maryja!

(u Twego Syna hospodyna)

Matko Zwolona —

Maryja!...

Ziści nam — spuści nam:

Kyrie Elejson...

Twego Syna, Chrzciciela, zbożny czas.”

Fragment

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 42

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Cyprian Kamil Norwid

BOGA-RODZICA

Wydawnictwo Avia Artis

2021

ISBN: 978-83-8226-468-5
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (https://writeapp.io).

BOGA-RODZICA

«Szlachetne pragnienie musi się w nas

zapalić do przyczynienia się także datkiem z własnych zasobów, aby powiększonym był owy bogaty spadek prawdy, obyczajności i wolności, który odziedziczyliśmy...» Schiller.

 Pierwszymi historykami są poeci, a pod ich nieobecność starcy, dalej kronikarze, i dopiero właściwi historycy; ci, którzy za dni naszych, użaliwszy się, że dotychmiast «historja przez poetów pisaną bywała», zapowiadają jej rzeczywistą prawdę odkryć. Słowa te ich są bardzo obiecujące i oczekiwać na owoce pozwalają.  Atoli w obecnym stanie rzeczy historja jest poniekąd umiejętnością, najmniej mającą podobieństwa do nauki ustalonej. Dowodów ku temu za wiele przyszłoby okazywać z łatwością potoczną. Same określniki zasadnicze, bez których żadna nie istnieje umiejętność, są u historyków tegoczesnych tak dalece niejasne, iż policzać onychże w szereg umiejętniczych środków niepodobna. Wyraz np. «autochtony» jest urojeniem, albowiem nigdy nie było autochtonów i dopiero skutkiem zachwiania tradycyj biblijnych na miejsce «jedynego autochtona» stało się koniecznością dydaktyczną spłodzić autochtonów miljon. Jest to więc nie rozwoju wiedzy, ale systemu wynikiem. Nieprawdą jest podobnież jakoby wędrówki ludów jednorasowemi pokładami człowieczeństwa tam i sam odpieranemi, zaludniły obszary krajów... Tak niekoniecznie było, gdziekolwiekbądź albowiem lud jaki przybywał i osiedlał się, zastawał zawsze słabe, rzadkie, ale odeń na miejscu starsze osady. Dalej, ktokolwiek nie ze samych dzisiejszych pism, lecz i z życia pouczał się historji, ten wie, iż tak zwanych ludzi dzikich nigdy i nigdzie żaden głębszy nie spotkał badacz. Byli to i są raczej ludzie zdziczeli, a nie pierwotnie dzicy. Przemyślni w oszukaństwie i w podstępstwie, wyrafinowani w zadawaniu okrucieństw, biegli w imponowaniu zewnętrzną ciała postawą i tonem. Żadnego podziwu nie mający dla cywilizacyjnych płodów naszych, lecz, i owszem, spokojną tylko pychę, iż wytworniejsze znają użytki... Tacy są przecież rudoskórzy amerykańscy, zarówno nadzy, jak przesadni we wymyślaniu ozdób i strojeniu się, a zewszechmiar ukazujący jakoby ostatnią jakąś modę spotworzonej pod koniec swego bytu, ale kiedyś byłej cywilizacji. Ani, mówię, autochtonów, ani dzikich ludzi, ani jednolitych całości ras, rzeczywiście i prawdziwie te rozejrzawszy pojęcia i nazwy, wcale niema. Lud sam żaden ze stworzenia następstw na swojem miejscu nie wysnuł się — wszystkie przychodnie są i wszystkie spotykają się... Ludzkość idzie... zawsze.  Dlategoto śród tak zasadniczych błędów zarówno czytelnik chce się dziwić, czemu żaden historyk nie wie odkąd rozpocząć swą historję, i zarówno dziwić się temu nie może, albowiem, kto chaosu nie zamknął, nie zna poczęcia. Kronikarze w tym względzie głębszymi są i bliższymi prawdy, ale ci pojęci są płytko, a kroniki Źle odczytane. Wyrażenia, na których częstotliwie oparło się wszystko, bywają zaledwo że w zbliżeniu dotykane z właściwej ich strony. Całe przeto karty pierwsze, np. polskiej historji, są nieodwarte, całe nie z tej samej przyczyny bezwyraźne i obowiązującej siły nie mające. Nareszcie i samo pojęcie człowieka historyczne jest zniżone i obłąkane. Na źródeł brak do pierwotnych kart dziejów użalanie się jest filozoficznym absurdem. Jeżeli albowiem historja tak jest pojętą, iż same jej braki, wyszczerby i przemilczenia nie oświecają i nie mówią, tedy to nie jest wcale umiejętność pełna, ale zbiorowisko inwentarzów mniej lub więcej kompletnych, i których nigdy dość nie będzie. Umiejętności pełność dopiero tam zaczyna się, gdzie i samo jej przemilczenie coś wyraża. Nareszcie regułą jest powszechną, iż, skoro gdzie badania historyczne do tego koniecznego kresu dojdą, w którym ciągle i ciągle też same cytaty tych samych kilku pisarzy starożytnych wkółko powtarzają się, wybija naówczas godzina zamknięcia ksiąg, a otworzenia archiwów kopalnej ziemi i językowych pokładów. Wszelako ruina żadna w Slowiańszczyźnie nie jest historycznie odkopaną.... Odkopanie historyczne a odkopanie ogrodowe są dwie rzeczy. Dla pierwszego niekoniecznie trzeba i samych nawet kształtów gmachu, częstotliwie natura pokładów piasku i atomy onegoż wystarczają. Jest to już dziś umiejętnością, nie dowolną igraszką, a której aby się nauczyć, trzeba i przy wykopaliskach różnych krajów czynnym bywać. Mnogie zaś historyczne europejskie towarzystwa są ku temuż, aby o właściwej godzinie i epoce umiejętności ostrzec czytający ogół — tak, jak zbiorowe ciała ku temu są, aby obowiązującą siłę wyrobić i utrzymać — jak wydawców i księgarzy oświeconych baczność ku temu jest, aby nie dać się przeczerpywać chorobliwym smakom literatury, które, same sobie zostawione, do zupełnej muszą doprowadzać obojętności i do koniecznego bankructwa — tak, jak nareszcie godność osobista oświeconego i religijnego człowieka ten ma publiczny obowiązek, ażeby, nie płaszcząc krańców prawdy, wyznawać ją. To zaś, razem wzięte, zwie się pracą sumienną...

 Szczęśliwymi, zaiste, są ci pisarze, którzy mogą trzymać się ściśle przedmiotu głównego i nie ociemniać stylu przez uboczne albo długie wycieczki poza krańce ram właściwych rzeczy. Ta wszelako wielka przyjemność należy jedynie do właści pisarzy szczęśliwych, to jest, w ogóle żywym literatury znajdujących się, czyli przeto w takowym, który nieustanną pracą dopełnia swojego spółpracownika i nie wyniszcza onegoż ani zatraca. Słowem jednem i prostem, jest to tam tylko, gdzie jest miłość i bezosobista potrzeba ciągłego uwielbienia praw postępu, niby ogromna i udatniająca się nieustannie modlitwa wzdychającego za prawdą i wolnością ducha ludzkiego — tam, mówię, gdzie przeto niema potrzeby jednocześnie zajmować miejsce swoje i toż miejsce robić, albo jeszcze pierwej onegoż miejsca przestrzeń uzasadniać.

 Żyjemy zaś (jeżeli się nie