Bóg to kobieta. Jak zepsuć udaną randkę - Ian Coburn - ebook
Opis

Książkę Bóg to kobieta. Jak zepsuć udaną randkę, trudno nazwać autobiografią, mimo iż wszystkie przytoczone w niej historie są „z życia wzięte” i to z życia Iana Coburna właśnie. Trudno nazwać ją też zbiorem opowiadań erotycznych, mimo iż wszystkie rozdziały poświęcone są relacjom damsko męskim i opowieści te zabarwione są niemałą szczyptą pikanterii. Trudno też nazwać ją poradnikiem, choć każdy z rozdziałów kończy się „ABC info” czyli lekcją, jaką autor wyniósł z danej znajomości i dobrymi radami sprawdzonymi na „własnej skórze”. Bóg to kobieta. Jak zepsuć udaną randkę, to podróż przez życie Iana Coburna, w którą zabiera on czytelników dając każdemu z nich bilet do innej stacji. Jedni, wysiądą na stacji „życie amerykańskiego komika od kulis”, inni na stacji „jak zdobyć dziewczynę ucząc się na cudzych błędach”, inni z kolei dojadą do „życiowych męskich prawd”, „nieba, w którym rządzi Bóg-kobieta”, „miejsca, w którym żeńska płeć Boga determinuje męski los pełen niepowodzeń w kontaktach z płcią przeciwną” … Jak na komika przystało, aż do zakończenia gigu, nie wiadomo, który bilet nam się trafił … a jak już nam się wydaje, że świat Iana Coburna nie ma dla nas tajemnic, zaczynają się bisy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 419

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Ian Coburn

Bóg to kobieta

jak zepsuć udaną randkę

Autor: Ian Coburn

Copyright © Leszek Jastrzębiec-Pełczyński 2013

Wszelkie prawa do reprodukcji zastrzeżone

Projekt okładki: Copyright © Leszek Jastrzębiec-Pełczyński

Tłumaczenie: Leszek Jastrzębiec-Pełczyński

Współredakcja: Anna Foszer

Korekty: Anna Foszer, Katarzyna Kusojć

ISBN 978-83-937049-1-0

Wydanie I

Wydawca

Angielski Dla Ambitnych.pl

www.angielskidlaambitnych.pl

Konwersja do formatów pdf, epub i mobi: e-bookowo

Warszawa 2013

Pamięci Dana Flatly’ego, jedynego komika, który znalazł czas, by służyć mi radą, kiedy po raz pierwszy próbowałem swoich sił w „Mikrofonie dla każdego”. Jego przedwczesne odejście sprawiło, że świat stał się trochę mniej zabawny i o jeden prawdziwy talent uboższy.

Szczególne podziękowania składam Paulowi, Heather, Gregowi i Margaret Shake za redakcję i opinie, Steve’owi za administrowanie mojej strony www oraz Denise za jej nieustającą, żarliwą zachętę do napisania tej książki.

Ian Coburn

Wstęp

Kiedy po raz pierwszy zacząłem spotykać się z dziewczyną, byłem jak wszyscy inni na starcie – zagubiony i przerażony. Podobnie też jak większość facetów szukałem instrukcji w periodykach, filmach – wszystko na nic. Czasopisma twierdziły, że wystarczy mieć ekstra ciuchy, wypasioną brykę i właściwe perfumy... no i kilka milionów, żeby zapłacić za te gówna. Artykuły, niestety, pisane były przez facetów z przerośniętym męskim ego, przechwalających się swoimi sekspodbojami. Niczego się z nich nie nauczyłem. Filmy zaś pomijały najważniejsze sceny. W pierwszym ujęciu facet dopiero poznawał dziewczynę, w drugim lądowali już razem w łóżku i uprawiali seks. Do dupy z taką pomocą. A jakby tego było mało, mama dała mi książkę o kurach znoszących jajka i jagniętach ssących cyc. Wierzcie lub nie, ale chciałem wtedy, żeby ktoś przyszedł i mnie zastrzelił.

Potrzebowałem książki, która szczerze i w dojrzały sposób mi doradzi. Książki, która nie obawiałaby się grafik, gdyby były potrzebne; która uczyłaby, co powiedzieć, jak zareagować w danym momencie i najważniejsze – uczyłaby, jak zrozumieć kobiety. Moje siostry zdawały się potrzebować podobnych informacji o chłopakach. Gdyby dodatkowo treści podano w zabawny sposób, nie czułbym się jedynym z takimi problemami ani nie czułbym się nimi onieśmielony. A jeszcze lepiej, gdyby niektóre opowieści dotyczyły celebrytów – zaciekawiłyby mnie jeszcze bardziej, a myśl, że znani borykają się z takimi samymi problemami i dylematami jak ja, bardzo by mnie wyluzowała. (Po prostu o wiele łatwiej by mi się żyło z moimi rozterkami, gdybym wiedział, że i gwiazdy nie zawsze radzą sobie z seksem i randkami).

Oczywiście, nigdy takiej książki nie wydano. Tymczasem ja – ku własnemu zaskoczeniu – odkryłem, że jako dorosły facet potrzebuję jej jeszcze bardziej niż wówczas, gdy byłem młody. I tak pewnego dnia obudziłem się i nagle zrozumiałem, że przecież to ja mogę napisać tę jakże potrzebną książkę. Byłem celebrytą, który miał to i owo do opowiedzenia, z trudem zdobywałem wiedzę o seksie i randkach, mogłem więc podsunąć facetom kilka pomysłów na zdobywanie kobiet. A kobietom mogłem zdradzić, co myślą faceci i jak odróżnić tych dobrych od wazeliniarzy. No i jeszcze wszystko to mogłem przekazać na przykładzie moich zabawnych porażek.

Bóg

Bóg to kobieta.

Bezdyskusyjnie, bezapelacyjnie i bezsprzecznie. On jest kobietą. Wszelkie wątpliwości co do tego są śmieszne. Dowodów wokół nas nie brakuje. Gdyby Bóg był facetem, to byłby jedynym facetem na świecie. Nie byłoby żadnego innego faceta oprócz Niego, a całą planetę zamieszkiwałyby tylko piękne kobiety. Blondynki, brunetki; zielonookie, z brązowymi oczami; z dużymi biustami, ze średnimi biustami (bez małych biustów); pełne, sferyczne tyłki i małe, zgrabne dupeczki. Czegoż jeszcze potrzebowałby do spełnienia swych kaprysów?! I żadna z tych kobiet nie miałaby imienia, więc nie musiałby się przejmować ich zapominaniem. Gdyby Bóg był facetem, nie istniałyby choroby weneryczne i kobiety nie zachodziłyby w ciążę.

Inny facet mógłby pojawić się tylko po to, by Bóg mógł go zaprowadzić na szczyt góry i zacząć się przechwalać. Pokazałby mu te wszystkie piękne kobiety i powiedziałby:

– Widzisz je? Ja z nimi wszystkimi śpię, kiedy chcę.

– Ściemniasz!

– Ta blondyna, tam dalej, jechała na mnie całą noc. Ta ruda, o tam, zrobiła mi loda na dzień dobry, kiedy blondyna jeszcze spała obok. I wiesz co? Nigdy nie muszę zakładać gumki... Co, opadła szczena?!

Potem Bóg zabiłby tego faceta, a sam zjechałby z góry i puknąłby brunetkę. No właśnie... Bóg jest kobietą, nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

Wiele kobiet nie ukrywałoby radości, słysząc, że Bóg jest płci żeńskiej. Czemu? Nie mam pojęcia. Pomyśl o tym wszystkim, przez co kobiety przechodzą: zmarszczki, rozdwojone końcówki włosów, miesiączki, spuchnięte stopy, skurcze... Czemu Bóg-kobieta miałby zgotować innym kobietom taki los?

Właśnie dlatego, że sam jest kobietą. Bo wszystkie narzekania kobiet na złe traktowanie przez facetów to nic w porównaniu z tym, jak kobiety traktują siebie nawzajem. Pożyczają i rujnują sobie ciuchy, a potem to racjonalizują. Podprowadzają sobie chłopaków. Jeśli akurat z nikim nie chodzą, to najlepszej przyjaciółce celowo źle doradzą, żeby i ta straciła faceta. Kobiety są złośliwe, a Bóg nie jest wyjątkiem.

Weźmy na przykład czterech kolesiów, którzy wciągają michę w knajpie. Kelner przynosi rachunek. Jeden z nich bierze go do ręki, patrzy i myśli: Do diabła z rozliczaniem! Albo mówi:

– Dzielimy na cztery?

– Jasne.

– Może być.

– No.

Dokładają napiwek, zaokrąglają w górę do najbliższej podzielnej przez cztery i gotowe. Albo ten, który wziął rachunek, mówi:

– Ja zapłacę, a wy następnym razem, co?

Kumple zgadzają się, wiedząc, że prędzej czy później to się wyrówna.

Tymczasem cztery kobiety płacące rachunek to po prostu mistrzostwo świata. Kiedy przynoszą rachunek, jedna przesuwa go na środek stołu. Wszystkie cztery lewitują nad nim jak anioły nad Dzieciątkiem Jezus i myślą coś w rodzaju: No tak... Tracy zjadła trzy łyżeczki mojej sałatki. Było łącznie około dwudziestu czterech łyżeczek. Sałatka jest po osiem dolarów, więc Tracy wisi mi dolca. Odliczę go sobie od mojego rachunku. W zeszłym tygodniu wzięłam taksówkę z Jen i wyszło siedem dolarów. Ja płaciłam cztery, a ona trzy. Jest mi winna 50 centów, odejmuję to. W jednej chwili wszystkie cztery wyciągają swoje komórki i walą w klawiatury jak nawiedzone (to jedyna okazja, kiedy używają kalkulatora w telefonie). Rzucają kasę na kupę, jedna ją zlicza i wtedy informuje pozostałe:

– Za mało.

Każda dorzuca jeszcze trochę, a licząca powtarza, że jeszcze brakuje.

I tak kilka razy. Dziwią się, jakim to cudem wciąż jest za mało, aż w końcu któraś dokłada zauważalnie więcej pieniędzy niż pozostałe. Jej koleżanki niewinnie mrugają oczami.

– Na pewno?

– Tak, to za dużo. Nie powinnaś aż tyle dokładać.

Ona udaje, że nie dba o to, chociaż w środku cała kipi.

– Oj, dajcie spokój. Dobrze jest.

Gdyby ona była Bogiem, to pomyślałaby tak: Dobrze, zapłacę więcej. Ale poczekajcie do jutra rana, to wszystko pójdzie wam w biodra.

Oto dlaczego kobiety mają tak wiele problemów; bo Bóg to kobieta.

Ale i tak, choć Bóg lubi karać swe córy, to nic w porównaniu z przyjemnością, jaką odczuwa, używając ich do frustrowania swych synów... zwłaszcza mnie. A w ciągu ostatnich lat – dziesięciu, które przepracowałem jako komik w trasie, i sześciu spędzonych w mojej rezydencji w okolicy pełnego pięknych kobiet Chicago Lincoln Park – Bóg miała mnóstwo okazji, by pokazać, na co Ją stać. Dzięki temu mogę teraz opowiadać o kobietach, którymi mnie frustrowała, dając nadzieję na sukces w postaci randki lub seksu.

Zaraz, zaraz... Po co miałbym ośmieszać się mówieniem o zaprzepaszczonych szansach z kobietami? Czemu nie dzielić się opowiadaniami o odniesionych sukcesach?! Jasne, mógłbym to zrobić. Mógłbym powspominać czasy, gdy pracowałem z Brianem Reganem z Atlanty. Po występie poznałem bardzo gorące dwudziestodwuletnie identyczne bliźniaczki, laski z klasą z Południa, z tamtejszym akcentem i wijącymi się, długimi blond włosami. Ubrane były w takie same żółte letnie sukienki, które przylegały do ich kształtnych ciał, i uśmiechały się do mnie swoimi pasującymi do sukienek niebieskimi oczami. W końcu wylądowaliśmy u nich – ja wciśnięty między nie pod prysznicem.

Jasne, mógłbym opowiedzieć taką historię. Tylko problem w tym, że choć przez chwilę będę jawił się jako bożyszcze dla facetów i dupek dla kobiet, takie opowiadanie niczego nie wniesie. Nie wyciągnąłem z tej historii żadnych wniosków. Przeżyłem wspaniałe chwile, które zachowam w pamięci jako cudowne wspomnienia. Ale to niedoszłe sukcesy nauczyły mnie o wiele więcej niż którykolwiek z faktycznych. No i – niestety – mam ich na koncie o wiele więcej i są one znacznie bardziej zabawne.

Po każdej historii powiem, czego się nauczyłem. Pokażę też, jak zastosowałem nowo zdobytą wiedzę na kolejnej randce. A między rozdziałami dorzucam ABC Info – krótkie porady dla mężczyzn lub kobiet. Mam nadzieję, że moje opowiadania dla obu płci okażą się zabawne i pouczające. I że dzięki nim zaczniecie się naprawdę cieszyć swoim towarzystwem, zarówno w długotrwałym związku, jak i podczas szybkiego numerku na sianie. Życie jest zbyt krótkie na cokolwiek innego. Dobrej zabawy!

Imiona kobiet

W opowiadaniach pozmieniałem imiona kobiet, by chronić ich prywatność. Nie było to zresztą specjalnie trudne, bo i tak większości ich imion nie pamiętam. Ale – znając moje szczęście – możliwe, że niechcący którejś z pań nadałem jej prawdziwe imię. Jeśli tak się stało, to przez przypadek, i z góry proszę o wybaczenie.

Przypuszczam, że uniknąłbym ryzyka trafienia w prawdziwe imiona, gdybym wybierał te nieatrakcyjne, jak na przykład Elvira czy Trudy. Tylko że one są śmieszne i nikt by nie uwierzył, że atrakcyjne kobiety mogą się tak nazywać. Pewne imiona – na przykład Heather albo Veronica – zawsze „zapewniają” atrakcyjność. Inne – jak Gwendomeire – jakoś nigdy nie trafiają na atrakcyjne właścicielki. Dlatego też jeśli kiedykolwiek doświadczę przyjemności bycia ojcem, moim córkom nadam imiona w rodzaju Bertha i Gertrude... lub jeszcze lepiej – Bubba. To zapewni im żywot w celibacie, a mnie o wiele spokojniejszy sen. A dla pewności sprawię im także ciuchy z worków po kartoflach i zapewnię strzyżenie pod garnek co dwa tygodnie.

Chcę zaznaczyć, że choć dzięki zabawnym historiom można się wiele o randkach nauczyć, to jednak sukcesu one nie gwarantują. Ponadto w tej książce nie udzielam porad prawnych, bo nie jestem prawnikiem. Lekarzem też nie jestem. Istnieje de facto wiele zawodów, których nie wykonuję – jak kierowca wyścigowy czy senator – ale tamte dwa są jedynymi, za które nie biorę odpowiedzialności.

Co za dużo, to niezdrowo

Uwielbiam kobiety. Jednak to nie to samo co uwielbiać seks. Wszyscy faceci, którzy uwielbiają kobiety, uwielbiają też seks, ale faceci, którzy uwielbiają seks, nie uwielbiają kobiet. Niektórzy faceci, którzy uwielbiają seks, de facto nie cierpią kobiet. Seks to dla nich coś w rodzaju współzawodnictwa, a nie wspólnie przeżywane chwile. Szczycą się tym, że podstępem zawiedli kobietę do łóżka. Pracowałem z wieloma komikami, którzy pasują do tego modelu. (Często klub komediowy wynajmuje pokój dla komików na czas ich występów. Wtedy wiele dowiadujemy się o sobie nawzajem).

Utkwił mi w pamięci pewien komik, który właśnie uwielbiał seks, lecz nie kobiety. Kiedyś uprawiał seks z trzema kobietami, z których jedna miała męża. Z każdą o innej porze dnia. I dalej był napalony!

Nauczyłem się, że faceci niekiedy uzależniają się od seksu. Muszą mieć go coraz więcej, żeby doznać tego ekscytującego uczucia spełnienia. Ja już bardzo wcześnie zdecydowałem, że nie stanę się jednym z nich. Nigdy nie chciałem, by seks stał się czymś takim jak jedzenie pączków lub sączenie piwa. Tak oto mogę chyba stwierdzić, że pierwszą lekcję seksu dostałem nie od kobiety, a od napalonych komików. Zbyt dużo pustego seksu (zwykłego zaliczania aktów seksualnych) nie prowadzi do niczego innego, jak tylko do fizycznego zaspokojenia, a nie o to przecież chodzi.

Drifting1 narzeczonej

Albuquerque to – pomijając pisownię – w porzo miasto; lepsze niż wiele innych amerykańskich miast. Występowałem tam kilka razy i wszystkie wizyty zlały się w moich wspomnieniach w jedno. Poza pierwszym razem – tego wyjazdu nigdy nie zapomnę.

Byłem głównym wykonawcą wieczoru w Laffs Comedy Corner. Gwiazdą całego show była Sonia White, utalentowana komiczka, z którą pracowałem już w Wisconsin. (Gwiazda wieczoru prezentuje swój program jako ostatnia w czasie czterdziestu pięciu minut lub dłuższym. Komik przed gwiazdą ma do dyspozycji trzydzieści pięć minut. A całość otwiera konferansjer, który ponadto przedstawia wszystkich wykonawców).

Tak więc miałem przyjemność pracować z Sonią – osobą bardzo zabawną i świetnie zorientowaną w tym biznesie. Ja dopiero co skończyłem college i odbywałem właśnie jedną z pierwszych dużych tras. Sonia miała dziesięć czy dwanaście lat więcej ode mnie i pochodziła z Karoliny Południowej. Była bardzo przyjacielska i pracując z nią, czułem się jak w towarzystwie kapitalnej starszej siostry.

Pierwszy występ tygodnia poszedł jak z płatka. Po prostu nie mógłbym wymarzyć sobie lepszego miejsca, widowni i atmosfery. Po programie miałem zwyczaj stawać sobie przy wyjściu, wmieszany w wychodzący tłum. Zawsze czułem się wyróżniony, gdy proszono mnie o autograf. Stałem więc tuż obok drzwi i żegnałem widzów.

– Ekstra występ; naprawdę zabawny.

– Bardzo, bardzo zabawny.

Nagle z klubu wyszła pewna apetyczna blondynka i razem ze swoją przyjaciółką, której nie potrafię opisać, bo tak bardzo wpatrywałem się w blondynkę, podeszły do mnie.

– Cześć, jestem Lori. – Wskazała na drugą stronę ulicy, mówiąc: – Idziemy pośpiewać trochę karaoke, dołącz do nas.

Odeszły, a ja i pozostali faceci oglądaliśmy kształtny dziewiętnastoletni tyłeczek Lori próbujący wykręcić się z obcisłych dżinsów. Miała około 170 centymetrów wzrostu, długie nogi, długie włosy i zielone oczy.

Jakieś dziesięć minut później z klubu wyszła Sonia.

– Ian, póki pamiętam, ta słodziutka blondyna prosiła, żeby ci powiedzieć, że idzie na drugą stronę pośpiewać trochę karaoke i jest napalona.

Jeśli kobieta mówi innej kobiecie, że jest napalona... to jest napalona. Lori zachowywała się w sposób niebudzący wątpliwości. Zadbała o to, bym wiedział, gdzie się wybiera, i dawała do zrozumienia, że jeśli pójdę za nią, to nagrodę mam jak w banku. A skoro jeszcze się upewniła, że Sonia przekaże mi jej wiadomość, to już nie mogłem mieć wątpliwości co do jej zamiarów. Było jasne, że bardzo chciała, bym poszedł za nią na karaoke. Wraz z Sonią skierowaliśmy się do baru karaoke, zobaczyć, jak sprawy się rozwiną.

Najpierw musiałem zlokalizować Lori. Czy uda mi się ją wypatrzyć w zatłoczonym barze? A kiedy ją wreszcie znajdę, to czy będzie jeszcze pamiętać, kim jestem? Najprawdopodobniej ma wokół siebie tłum facetów. Pomyślałem, że właśnie tłum facetów to najpewniejszy punkt, od którego powinienem rozpocząć poszukiwania.

Niepotrzebnie się martwiłem. Choć bar karaoke okazał się ogromny, to zastaliśmy w nim tylko kilka osób. Nikt nie śpiewał. De facto nie było nawet muzyki - ciekawa strategia jak na bar karaoke.

Lori siedziała w pobliżu wejścia ze swoją przyjaciółką, wpatrywała się w drzwi. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, podniosła rękę.

– Hej, panie komiku, tutaj proszę!

Dobrze, że mnie zawołała, bo w przeciwnym razie nigdy bym jej nie znalazł. Jeśli kobieta ma 170 centymetrów wzrostu i długie nogi oraz złocistoblond włosy, które przykrywają jej ramiona, i zgrabny owal dupki oraz jędrne, powodujące ślinotok piersi, to nie potrzebuje mówić facetom, gdzie siedzi; my już wiemy. Sonia i ja dołączyliśmy do nich.

– Czekajcie, nie siadajmy tutaj. Tam jest lepszy stolik.

Lori i jej przyjaciółka wstały, a my poszliśmy za nimi do stolika w samym środku baru, z dala od wszystkich.

Nieźle, sprawy wyglądały coraz lepiej. Siedziała przy drzwiach, by mieć pewność, że ją znajdę; no nieźle. Wszyscy usiedliśmy.

– Jestem Lori. Mówiłeś, że jak masz na imię?

– Ian.

– Ian, no właśnie. Uwielbiam to imię.

– Dzięki. Idąc tu, byłem przekonany, że będziesz coś śpiewać. Czuję się trochę zawiedziony.

Uśmiechnęła się.

– Śpiewam tylko pod prysznicem.

– To trochę dziwne miejsce na koncert, ale jeśli dasz mi trochę biletów, to mogę je sprzedać podczas jutrzejszego show.

Roześmiała się i położyła rękę na moim ramieniu.

– Zabawny jesteś.

Przeciągnęła palcami od ramienia wzdłuż mojej ręki. Oj, czuję tu mnóstwo pozytywnych wibracji. Zaśmiała się nieco, a następnie przez kilka sekund dotykała mnie z premedytacją. Dotykanie? Wróć; było to raczej trwające kilka sekund głaskanie. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy i nagle zorientowałem się, że nie mam pojęcia, co powiedzieć. Za to Sonia zorientowała się, że coś jest na rzeczy, i rzuciła:

– Uwielbiam śpiewać. Zaśpiewam coś, ale pod warunkiem, że wy zatańczycie.

Ubóstwiałem Sonię; jaka szkoda, że nie mogłem pracować z nią co tydzień. Sonia wstała i zaśpiewała jakiś wolny kawałek. Jej głos naprawdę robił wrażenie. Przez mniej więcej minutę tańczyłem z Lori przy stoliku. Potem pomyślałem, że rano będę musiał namierzyć miejscowego dentystę, żeby mi powstawiał wszystkie wypełnienia, które ona wyssała. Całowała super i doskonale wiedziała, jak przytulać się do faceta i kiedy odsuwać się od niego, by go nakręcać i żeby wciąż był napalony. Całkiem nieźle szło jej też szeptanie do ucha:

– O kochanie, tak bardzo cię pragnę. Lubisz, jak moje piersi opierają się o twoje ciało? Czy są fajne, jędrne?

Zdołałem tylko kiwnąć przytakująco. Zachichotała i znów zaczęła wpychać język w moje usta. Całowaliśmy się jeszcze długo po tym, jak Sonia skończyła śpiewać. Nagle Lori odepchnęła mnie i wykrzyknęła:

– Chodźmy potańczyć!

– Przecież tańczymy.

Próbowałem ją jeszcze pocałować. Roześmiała się.

– To nie taniec.

Zrobiła krok w tył i odwróciła się w stronę swojej przyjaciółki, ale tej już dawno nie było. Rozejrzała się po barze.

– O! Wygląda na to, że moja przyjaciółka nas opuściła.

Ja w międzyczasie zlokalizowałem Sonię. Dostrzegłem ją przy barze z ludźmi z Laffs, którzy przyszli posiedzieć i pogadać. Lori złapała swoją portmonetkę i wzięła mnie za rękę.

– Chodź, idziemy potańczyć.

Dziwna prośba. Jest nam ekstra i nagle ona chce iść tańczyć?! Widywałem to już wcześniej u kobiet – gdy sprawy zaczynają się rozwijać zbyt szybko z kimś, kogo dopiero poznały, to nagle wycofują się z obawy przed utratą reputacji. I nie czułem się zaskoczony, rozumiałem jej obawy, choć w tym przypadku były one zupełnie niepotrzebne. Przyjechałem tam tylko na tydzień i nie poznałem nikogo z jej znajomych. Co, u diabła, mogłem zrobić? Rozpowiadać plotki o niej!?

Poszedłem do Soni i powiedziałem jej, że Lori i ja wychodzimy potańczyć. Sonia postanowiła wrócić do siebie, za to do nas dołączyło kilka osób. Ruszyliśmy w kierunku najpopularniejszego klubu tanecznego w mieście. Gdy wyszliśmy z baru, Lori poprowadziła mnie do swojej wielkiej terenówki. Wyjęła z torebki klucze, otworzyła samochód. Torebkę wrzuciła do środka, a mnie podała klucze.

– Weź je i pilnuj.

Nie mogłem uwierzyć. Sytuacja stawała się coraz lepsza! Miałem jej klucze, więc nigdzie się beze mnie nie wybierała, a w dodatku nie musiałem się już martwić o jej torebkę. Panowie, zawsze pamiętajcie, gdzie kobieta położyła torebkę, bo ona sama czasem zapomina. Przeżyłem przez to niejedną koszmarną noc. Wracam z dziewczyną do hotelu; całujemy się, otwieram drzwi i w tym momencie ona zaczyna wrzeszczeć:

– O Boże! Moja torebka! Gdzie moja torebka?

Nagle, zamiast spędzać nago noc we dwoje, wożę ją po całym mieście w poszukiwaniu torebki.

– Chyba miałam ją, gdy byliśmy w drugim barze. Nie pamiętasz? A może została w tym pierwszym?

Gdy torebkę udaje się w końcu zlokalizować lub – co gorsza – zostaje spisana na straty, nastrój należy już do przeszłości, a jej nastawienie w niczym nie przypomina wcześniejszego. Co więcej, wiele kobiet zaczyna nawet obwiniać faceta, że nie przypomniał o zabraniu torebki przed wyjściem.

– Po prostu nie wierzę. Jak mogłeś mi pozwolić zostawić torebkę!

Pozwoliłem jej. Jasne, bo wierzcie mi, uprawianie seksu numerek po numerku do białego rana nie umywa się do ganiania przez całą noc po mieście w poszukiwaniu torebki. To co robimy jutro w nocy? Proponuję zgubienie torebki, żebyśmy mogli przerobić to jeszcze raz; taki odjazd! Nigdy nie bawiłem się lepiej! Ale tamtej nocy w Albuquerque miałem fart i nie musiałem martwić się o torebkę.

Przez jakieś dziesięć minut jeździłem dookoła zapchanego parkingu przy klubie, zanim w końcu zwolniło się jakieś miejsce. Przed wejściem stała długa kolejka.

– Cholera, nienawidzę kolejek. W życiu nie dostaniemy się do środka.

Uśmiechnąłem się.

– Tym się nie martw.

Staliśmy w pobliżu głównego wejścia i czekaliśmy. Kiedy pokazali się ludzie z Laffs, podszedłem do bramkarza. Mój los był w jego rękach. Gdybyśmy musieli czekać w kolejce, sprawa by się rozmyła i Lori zaczęłaby tracić ochotę. Chciała tańczyć, i to – kurde – tańczyć teraz, a nie stać w kolejce, żeby potańczyć! Ale nie martwiło mnie to. Nawet się nad tym nie zastanawiałem.

– Sie ma, stary, jak leci? Sporo roboty, co?

– Nie więcej niż zwykle; jest w porzo.

– Mam dla ciebie dobry układ. Słuchaj, stary, mam swój program jako komik w klubie Laffs w tym tygodniu. Tamci ludzie też tam pracują.

Odhaczył welwetową linę, nawet nie musiałem prosić. Obyło się bez kolejki i bez czekania, a ja dodatkowo objawiłem się jako szycha. Lori, która już wcześniej miała na mnie ochotę, teraz nabrała jej podwójnie.

– Dzięki, stary. Jak masz na imię? Wejściówki dla ciebie zostawię w klubie.

W klubie aż się roiło. Lori zaprowadziła nas do miejsca, gdzie było trochę luźniej i gdzie oczywiście natknęliśmy się na kilku jej znajomych, z których każdy chciał ją zapiąć. Ludzie z Laffs poszli w swoją stronę, pozostawiając mnie i Lori z tą zgrają chartów.

Byłem dla nich zagrożeniem, samotnym wilkiem wędrującym po ich terenie, i nawet im się nie śniło iść ze mną na jakieś układy. Używali wszystkich możliwych numerów, żeby mnie od niej wyautować. Dwóch wchodziło pomiędzy nas i wypytywało o komedię, podczas gdy inny odciągał ją na drinka. Kolejny pokazywał mi laski w klubie.

– Kurde, tamta to ma chcicę. Powinieneś do niej zagadać. Chcesz drinka? W tym barze mają odjazdowe rzeczy. Chodźmy do baru wypróbować ich miksturki.

Ziewnąłem. Złapałem wolny stołek i usiadłem. Pod żadnym pozorem nie mogłem stracić Lori z pola widzenia. Musiałem po prostu wiedzieć, gdzie ona jest.

- Chodź, postawię ci drinka.

Oczywiście po jakimś czasie charty przejechały się na stawianiu mi.

Przez następną godzinę po prostu tam siedziałem. Kolesie sądzili, że mają mnie z głowy, a ja tylko siedziałem i uśmiechałem się. I to było super. Muza mi nie leżała, więc nie chciało mi się tańczyć. Zresztą nie musiałem, oni odwalali za mnie tańczenie z Lori. Nie wydałem ani centa na alkohol; oni stawiali drinki mnie i jej przez cały wieczór. A ja tylko siedziałem na stołku i uśmiechałem się, gdy oni puszczali do siebie oko na konto zwycięstwa. Tylko że to ja nadal miałem klucze Lori. Jak to mówią: „Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”.

Jednak w pewnym momencie pojawił się problem. Musiałem odcedzić kartofelki natentychmiast, ale wiedziałem, że jeśli opuszczę mój posterunek, kolesie na pewno spróbują ją zaholować w inną część klubu. A gdyby im się udało, może w ogóle wyciągnęliby ją z lokalu. Nie zamierzałem dać się wyautować. Nawet gdyby Lori nie miała już na nic ze mną ochoty, to nie chciałem zostawić jej bez kluczy. Co tu zrobić? Myśl, do cholery! Rozejrzałem się dokoła. No, dobra. Podszedłem do dwóch chłopaków, których poznałem w klubie komediowym. Przyszli uścisnąć mi dłoń po programie.

– Hej, to ten komik. Co słychać, stary?

– Cześć, jak leci?

– Jest nieźle, podziwiamy widoczki, no wiesz...

– No właśnie. Skoro o widoczkach mowa... Widzicie tamtą kobietę?

Wyjaśniłem moje kłopotliwe położenie.

– Nie ma sprawy, stary. Kumam.

Podprowadziłem „moich chłopców” z Comedy do paczki chartów i przedstawiłem ich sobie. Potem wziąłem kurs na toaletę. Kiedy wróciłem, wszystko było tak, jak przewidywałem. Charty przemieściły się, a z nimi część chłopców z Comedy. Tylko jeden został przy barze. Skinął, żebym za nim poszedł.

Ale nie wystarczyło po prostu ruszyć za nimi. Wyszedłbym na maminsynka. Podszedłem do Lori i powiedziałem:

– A, tutaj jesteś. Nie można cię ani na chwilę spuścić z oczu. Idę do łazienki, wracam i już cię nie ma.

Uśmiechnęła się i mnie pocałowała. Zaprowadziłem ją na nasze poprzednie miejsce. Za nami pospieszyła paczka chartów i chłopcy z Comedy. Usiadłem z powrotem na moim stołku. Lori znowu poszła potańczyć, ściągając na siebie uwagę. Uwielbiała to. Jeden z chłopaków z Comedy przysunął się do mnie.

– Stary, nie martwi cię, że ona tam znowu z nimi? Czemu im na to pozwalasz? Powinieneś to uciąć.

Wzruszyłem ramionami.

– Mam jej klucze.

Oblał się cały piwem, gdy ryknął śmiechem. Potem powtórzył to swoim kumplom, a ci o mało nie polali się z uciechy.

Godziny mijały, w klubie zaczęło się przeludniać. Chłopaki z Comedy poszli w końcu do domu, ale paczka chartów nadal nieźle się trzymała. Zdecydowałem, że już czas wychodzić. Wstałem i podszedłem do Lori, przepychając się pomiędzy tymi, którzy próbowali mnie zablokować.

– Hej, idziemy? Jesteś gotowa?

Kusząco odpowiedziała:

– Aha.

Wziąłem ją za rękę i pociągnąłem w kierunku wyjścia, gdy paczka zwarła szyki.

– Lori, gdzie idziesz? Myślałem, że wrócimy na nasze miejsce. Robimy imprezkę po godzinach.

– O, właśnie. Ian, oni robią imprezkę po godzinach. Chcesz iść?

Jasne, że chcę. Zamiast iść gdzieś, gdzie moglibyśmy być tylko we dwoje, to ja chcę łazić z kupą nawalonych kolesiów. Uuuu!

– Nie, on nie jest zaproszony; tylko ty, Lori.

To wymykało się spod kontroli. Lori zaczynała się wahać; jeszcze chwila i z pewnością poprosiłaby mnie o oddanie kluczy. Zrobiłem jedyną rzecz, jaką w tej sytuacji mógł zrobić facet ważący 54 kilogramy przy wzroście 179 centymetrów – pochyliłem się, podniosłem Lori i przerzuciłem ją przez ramię. Odwróciłem się od paczki i ruszyłem do wyjścia.

Lori patrzyła w ich kierunku i machała:

– Chyba wychodzimy! Cześć!

Rzuciłem okiem na oszołomione twarze chartów. Mój pewny siebie ruch sprawił, że naprawdę ich zatkało; nie wiedzieli, co zrobić.

W aucie Lori lepiła się do mnie. Chciałem wracać do mojego pokoju albo pójść do niej, ale uparła się, żebyśmy zostali w samochodzie. Kiedy się obściskiwaliśmy, wzięło ją na pytanie.

– Czy jestem najładniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek całowałeś? Czy jestem najseksowniejszą, jaką poznałeś we wszystkich miastach, w których byłeś?

Nie mam pojęcia, dlaczego niektóre kobiety zadają takie pytania. Podejrzewam, że to kwestia samooceny. Ja nigdy nie zapytałbym kobiety, czy byłem największym albo najbardziej napalonym, jakiego zaliczyła. Te pytania są po prostu nieadekwatne do sytuacji. Zresztą który idiota odpowiedziałby „nie”, nawet gdyby taka była prawda? Wymruczane od czasu do czasu „tak” i „aha” zadowoliły ją. Tylko na jedno z jej pytań dałem pełną odpowiedź.

– Co ci się najbardziej podoba w naszej znajomości?

To było łatwe.

– To, że poznałem cię już pierwszego wieczora. Możemy spędzić razem cały tydzień. Możemy wciągnąć razem kolację w fajnej restauracji albo zaliczyć jakieś muzeum.

Kiedy komikowi zdarzy się poznać dziewczynę, to zwykle w ostatni wieczór pobytu w mieście nie ma już czasu, by pobyć razem. A to... to mogłoby być jak chodzenie ze sobą przez cały tydzień; coś, co nie przytrafia się komikom w trasie. Podobała jej się ta odpowiedź.

Nadal próbowałem namówić Lori, żebyśmy poszli do mojego pokoju, ale ona upierała się, by zostać w samochodzie. Czułem się okropnie nakręcony i nie mogłem już wyrobić. Ludzie wychodzili z klubu, który właśnie zamykał swe podwoje, a ja zdjąłem jej bluzkę i biustonosz.

Miała drugą najlepszą parę piersi, jaką kiedykolwiek miałem przyjemność zobaczyć. (Choć w tamtej chwili dałem jej pierwsze miejsce). Były ekstra! Duże i w dodatku jędrne. Nie opadły ani na milimetr, kiedy zdjąłem jej stanik. Idealne proporcje piersi do sutek. Strasznie mi się to podobało. Zwykle duże piersi mają zaskakująco małe sutki, podczas gdy mały biust może nieoczekiwanie okazać się prawie w całości sutkami. Dla facetów właśnie to jest najlepsze w dobieraniu się do piersi kobiety po raz pierwszy – ta erotyczna satysfakcja, jaką daje porównanie wyobrażeń z rzeczywistością.

– Podobają ci się moje piersi?

Z opadniętą szczęką mogłem zaledwie skinąć potakująco. Uśmiechnęła się.

– Pokaż, jak bardzo ci się podobają.

Zacząłem po nie sięgać, gdy nagle stadka wychodzących z klubu zaczęły gwizdać. Szybko wrzuciła na siebie bluzkę.

– Zwijamy się stąd.

Teraz to ja nie miałem ochoty nigdzie się ruszać. Dopiero co objawiły mi się najlepsze piersi w moim życiu i już zniknęły. Jakoś odpaliłem silnik i ruszyłem.

– Rozumiem, że do mojego hotelu?

Potrząsnęła przecząco głową.

– Nie. Znam jedno miejsce.

Słuchając uważnie jej wskazówek, jechałem raz za szybko, nie mogąc się doczekać, a raz za wolno z obawy, żeby jakiś glina nas nie złapał i nie położył kresu całemu przedsięwzięciu. Po prostu musiałem jeszcze raz zobaczyć te piersi! Cholera! Nawet nie zdążyłem ich dotknąć.

– Daleko jeszcze?

– Nie.

Czułem się jak dzieciak. Dojechaliśmy już? Dojechaliśmy już? Dojechaliśmy już? Co jakiś czas się śmiała; wiedziała dokładnie, co ze mną robi (i po co), i to nakręcało ją jeszcze bardziej. Cała podróż trwała jakieś cztery minuty, ale mnie się wydawało, że minęła wieczność, zanim dotarliśmy do jakiegoś pustego magazynu.

– Wjedź tutaj.

Zaparkowałem w ustronnym miejscu, na tyłach. Uwielbiam sam nakręcać kobietę, więc pomału zacząłem wszystko od nowa, zamiast zabierać się od razu do piersi. Przez chwilę obściskiwaliśmy się. Chwilami podkręcałem ją, zaczynając zdejmować jej bluzkę, a potem nagle przestawałem. W końcu żadne z nas nie mogło już tego znieść. Zdjąłem jej bluzkę.

Samochód stał pod samą latarnią. Dzięki Bogu, bo te piękne piersi doprowadzały mnie do szaleństwa, a w blasku latarni, który na nie spływał, mogłem podziwiać je w całej okazałości. To było coś jak światło z nieba oświetlające jej półnagie ciało, podczas gdy ja siedziałem tuż obok w ciemności.

– Na czym to skończyliśmy? – zapytała.

– Na tym właśnie... chyba.

Zacząłem pieścić jej piersi, a potem wziąłem się za nie porządnie ustami i językiem. Wspominam o tym tylko dlatego, że do trzeciego czy czwartego razu, gdy zdejmowałem dziewczynie bluzkę, nie wiedziałem, że jest to akceptowalne zachowanie. (Tylko pomyśl! Raczej nie mówią o tym na wychowaniu seksualnym, więc skąd chłopak czy dziewczyna mają to wiedzieć?) Starałem się poświęcać równą ilość czasu na każdą pierś. Faceci zazwyczaj faworyzują jedną z piersi, ale ja miałem już za sobą wystarczająco dużo szczerych rozmów z kelnerkami, by wiedzieć, że kobiety to zauważają. Niektóre z nich wprawia to w konsternację, więc starajcie się tego unikać.

Szalała z podniecenia.

– O Boże, Ian, kochanie, Jezu! O Boże, uwielbiam, jak ssiesz mi cycki. Jezu Chryste! Ooo! Mmm. Boże, gdyby mój narzeczony wiedział, co ja właśnie robię, to na bank by się wściekł.

Co?!

– Masz narzeczonego?

– Mmm, tak.

Przyciągnęła moją głowę do swych piersi.

No cóż, sprawy przybrały dość nieoczekiwany obrót, jednak mój motor już od dawna chodził na wysokich obrotach i tak naprawdę nie dotarło do mnie, co powiedziała. No, może przez chwilę poczułem się zbity z tropu. Czułem jednak, że muszę coś powiedzieć. Chyba wykrztusiłem:

– To w porzo.

I wróciłem do piersi.

– Chce mi się siku.

W końcu! Teraz musiała już pójść do mojego pokoju w hotelu. Nawet Taco Bell był zamknięty o tej porze. Założyła stanik i bluzkę, gdy jechałem do mojego hotelu.

– Chodzi ci tylko o seks?

– Nie. Bez tego też będzie OK. Właściwie to wolałbym wspólne kolacje i spędzanie czasu... jeśli twój narzeczony nie ma nic przeciwko.

– On jest ogromny. Ma około 188 centymetrów i jest nieźle napakowany. Przyszedłby do klubu Comedy i zabiłby cię, gdyby kiedykolwiek się dowiedział.

– To miłe.

Na miejscu, w chacie – o dziwo – zastałem Sonię nadal na chodzie. Gawędziła w pokoju gościnnym z innym komikiem, który zawitał do nas przejazdem. Miał u nas przewaletować noc.

Lori rzuciła uprzejmie „Cześć” i poszła za potrzebą. Nasz gość podbiegł do mnie i zaczął niedwuznacznie gestykulować tuż przy drzwiach łazienki.

– O w mor... ale jest napalona. Zapiąłeś ją już? Boże... Masz coś przeciwko, żebym i ja wskoczył?

– Właściwie to mam fart, że poznałem ją w pierwszy wieczór. Przed nami cały tydzień.

Wyprowadziłem go, gdy nadal wykrzykiwał, jaką to Lori ma chcicę. Kazałem mu się przymknąć, ale na nic się to zdało. Oczywiście Bóg przyprowadziła go tutaj w jednym celu – żeby mnie wycyckać.

Lori wyszła z łazienki. Nie wyglądała na zadowoloną. Niestety, drzwi nie były zrobione z siedmiocentymetrowej stali, a sama łazienka nie była dźwiękoszczelna. Hm, kto by przypuszczał... Wszystko słyszała.

– Wychodzę. Daj mi klucze.

Widziałem, że już nie ma co dyskutować, więc po prostu wróciliśmy do mojego samochodu. Wyciągnąłem klucze i podałem jej. Po drodze do jej terenówki, która nadal stała na parkingu przy klubie komediowym, ugłaskałem ją. Przez ostatnich kilka przecznic masowała mi rodowe klejnoty. Ledwo zdołałem wjechać w zatoczkę i wrzucić „P”. Chwilę później znów zdjąłem jej górę.

– O Boże. Ciężko będzie się z tobą spotykać. Myślę, że to po prostu się nie uda. Jak sądzisz?

Umawiać się ze mną?! O czym ona pieprzy? Wkrótce skończyliśmy pieszczoty, bo ona zaczęła gadkę o spotykaniu się.

Nie okłamuję kobiet. To bez sensu i świadczy o braku szacunku dla nich. Nigdy nie rozumiałem, jak można spotykać się z kimś, kogo się nie szanuje.

– Słuchaj, my nie będziemy się spotykać. Ty mieszkasz w New Mexico, a ja w Chicago. Stale jestem w trasie. Ty jesteś zaręczona. Ale ten tydzień należy do nas i możemy tak go spędzić, by zapamiętać ten czas na długo.

Z pewnością miała świadomość, że zachowuje się nierozsądnie, podczas gdy mogłaby być równie szczęśliwa jak ja, ciesząc się tym spędzanym wspólnie tygodniem. Ale nie była.

– Nie chcesz się spotykać? Na pewno masz dziewczynę w każdym mieście.

Założyła stanik i górę. Powiedziałem, że nie mam dziewczyny w każdym mieście i że rzadko wiązałem się z kimkolwiek na dłużej, co zresztą było zgodne z prawdą. Ale ona upierała się przy swoim. Im bardziej udowadniałem, że nikogo innego nie mam, tym bardziej ona twierdziła, że w każdym mieście czeka na mnie nagrana laska.

– Słuchaj, bardzo mi pochlebia, że widzisz we mnie takiego ogiera, ale nie mam laski w każdym mieście. Mamy szansę spędzić tu ekstra tydzień. Nie chcesz tego?

Sprzeczaliśmy się jeszcze przez chwilę. Nagle się uspokoiła. Zaczęła mnie znowu całować.

– Przepraszam, Ian. Nie wiem, co mnie naszło.

Całowaliśmy się przez kilka minut, a potem postanowiliśmy się rozstać.

– Odprowadzisz mnie do auta?

– Zawiozę cię tam.

– Nie, chcę, żebyś mnie odprowadził. To bardziej romantyczne.

Uśmiechnąłem się. Aha, wracamy do planu. Wyszliśmy z mojego auta i poszliśmy spacerem w kierunku jej terenówki. Po kilku krokach wzięła mnie za rękę. To było miłe, bardzo miłe. Kiedy doszliśmy do jej terenówki, dała mi jednego długieeego całusa na dobranoc.

– Napiszę ci mój numer. W torebce mam pióro.

Otworzyła samochód i wsiadła do środka. Odpaliła silnik. Spuściła szybę i spojrzała mi prosto w oczy.

– Zachowaj swoje kłamstwa dla tych panienek w innych miastach!

Wrzuciła bieg, wgniotła gaz w podłogę i ruszyła z miejsca. Krzyknąłem za nią:

– Lori! Lori! Daj spokój, Lori! Co robisz?

Stałem przez chwilę, próbując zrozumieć, co tu się, u diabła, właściwie dzieje, ale nie miałem zbyt dużo czasu na rozmyślanie. Terenówka Lori ruszyła w moim kierunku. Nie jechała szybko, ale kierowała się prosto na mnie. W tym momencie pomyślałem: Stary, całkiem możliwe, że ta kobieta jest nie do końca zrównoważona.

Odskoczyłem, a ona zawróciła na ręcznym. Jechała we mnie po raz drugi. Spojrzałem w stronę mojego auta. Cholera, nadal stało na drugim końcu parkingu. Gdzie jest KITT z Knight Rider, kiedy go potrzebuję? Nie wiedziałem, co robić. Nie miałem szans dobiec do mojego auta. Przejechałaby mnie, gdybym spróbował? Nagle uświadomiłem sobie, jak niewiele o niej wiedziałem. Może była psychopatką? Albo przestępczynią? A może po prostu nagle rozwścieczył ją fakt, że oszukuje narzeczonego, i teraz wyżywa się na mnie? Postanowiłem jak gdyby nigdy nic iść do mojego samochodu. Przynajmniej zginę z godnością.

Jeszcze kilka razy ruszała na mnie i w ostatniej chwili zmieniała kierunek. Potem krążyła dookoła, gdy krok za krokiem zbliżałem się do mojego auta. To zabawne, ale nawet gdy panikowałem i czułem serce w gardle, nadal byłem komikiem. Wrzasnąłem do niej:

– To tak uprawiacie grę wstępną w New Mexico!?

Nigdy wcześniej nie miałem tyle radochy z wsiadania do mojego samochodu. Odpaliłem i wrzuciłem bieg. Jeszcze kilka razy kierowała się na moje auto. Poruszałem się powoli, manewrując tak, bym mógł wydostać się na ulicę. Ostatni raz zaczęła jechać na mnie, po czym zawróciła na ręcznym i wyjeżdżając z parkingu, pokazała mi palec.

Zatrzymałem samochód i patrzyłem za nią, aż tylne światła jej samochodu stały się zaledwie punktami. Co to wszystko do cholery miało znaczyć? Ręce wciąż mi się trzęsły. Rozluźniłem się dopiero po kilku minutach.

Zrozumiałem, że oto właśnie przez jedną noc przeżyłem cały związek z dziewczyną. Poznaliśmy się, zaiskrzyło, byliśmy na randce przez krótki czas, possałem trochę cyca, kłóciliśmy się, pobiliśmy się, próbowała mnie przejechać – kompletny związek z kobietą w jedną noc w stylu Jerry Springer.

Pojechałem do hotelu i leżąc na łóżku, przewijałem w głowie film z tego wieczora, by załapać, gdzie popełniłem błąd.

Dzięki Lori nauczyłem się pięciu rzeczy:

• Kobiety zawsze chcą mieć rację.

• Kobiety zakładają, że facet, którego właśnie poznały, kłamie, więc analizują „ewidencję” (jego komentarze), by zidentyfikować to kłamstwo.

• Kobiety tworzą iluzje, które pozwalają im zrobić coś wbrew sobie samym.

• Nie należy wyprowadzać kobiety z błędu, gdy ta jest w błędzie.

• Żeby nie wiem co, NIE NALEŻY RUSZAĆ SIĘ Z SAMOCHODU.

Słyszałem:

– Na pewno masz laskę w każdym mieście.

Albo wariację tej wypowiedzi od prawie każdej kobiety, którą poznałem po Lori:

– Masz dziewczynę w każdym stanie.

– Pewnie przeleciałeś co najmniej setkę dziewczyn.

– Co noc uprawiasz seks z inną dziewczyną, no nie?!

Niektóre z nich mnie kręciły; większość jednak mnie nie interesowała. Nauczyłem się od Lori, że nie ma sensu zaprzeczać. Wszystkie te kobiety chciały po prostu mieć rację. Myliły się, ale gdybym im to wytknął, stałyby się defensywne i nerwowe. To one miały rację; jak w ogóle mogłem to podważać!

Postanowiłem więc postępować przeciwnie. Nie będę udowadniał, że ich stwierdzenia są nieprawdziwe; będę schodził z linii strzału, reagując przesadną uległością.

– Ty to na pewno masz laskę w każdym mieście.

– Nie.

Ona już marszczy brwi.

– Mam po trzy sztuki w każdym mieście. Będziesz musiała poznać mnie z dwoma twoimi przyjaciółkami.

Albo:

– Ty to pewnie zaliczyłeś co najmniej setkę dziewczyn.

– Nie.

I znowu brwi się marszczą.

– Przeleciałem dziesięć tysięcy... i trzy, czekaj, cztery... nie, trzy... tak, dziesięć tysięcy i trzy. Przespałem się z dziesięcioma tysiącami i trzema kobietami. Czekaj, czy „francuza” też liczyć?

Takie przejaskrawianie dosłownie w każdym przypadku wywoływało śmiech i sprawiało, że wątek odchodził do lamusa. Pokazywałem im bezsens ich podejrzeń, odsłaniając całą ich śmieszność. Jednak nie robiłem tego otwarcie, ale tak, by nadal czuły, że mają rację; nie podważałem ich stwierdzeń. Z przymrużeniem oka opowiadałem, z iloma to kobietami byłem w łóżku czy też z iloma nie spałem, bez znaczenia. A dla sprawdzenia słuszności takiego postępowania próbowałem od czasu do czasu, broniąc się przed oskarżeniami, udowodnić którejś, że nie czekają na mnie laski w każdym mieście. I na stówę miałem przesrane.

Używałem tego podejścia również w przypadku kobiet, które zaczynały się zastanawiać, co by było gdyby. Takich jak ta, którą poznałem w Boise.

– Wydaje mi się, że trudno byłoby nam ze sobą chodzić. Dzwoniłabyś do mnie? Myślisz, że mogłoby się nam udać?

– Czy mogłoby się udać? Jaja sobie ze mnie robisz? Kiedy teraz mówiłeś, to wiesz, co robiłam? Wybierałam imiona dla naszych dzieciaków. Powinniśmy mieć troje. Aha, no i psa! Podoba ci się imię Reks dla psa czy jest zbyt wyświechtane?

Roześmiała się i klepnęła mnie.

– Jesteś głuptas. Nie będziemy mieć dzieci ani psa. Prawdopodobnie nawet nigdy więcej nie będziemy o tym rozmawiać.

I – jak poprzednio – wątek odchodził do lamusa. Nie wiem czemu, ale z jakiegoś powodu pokazywanie w całej jaskrawości bezsensu gdybania kobiet działa na nie rozluźniająco. To jakbym mówił coś w rodzaju:

– Aha, też tak czuję. Też chciałbym się z tobą spotykać, ale oboje wiemy, że nic z tego nie będzie.

Im potrzebna była perspektywa związku, by mogły pozwolić sobie na pewien poziom intymności ze mną; w przeciwnym razie czułyby się jak zdziry. Dawałem im do zrozumienia, że wiedziałem o tym, i dlatego nadal nadawaliśmy na tej samej fali. Nie mogłem powiedzieć wprost:

– Taa, ja też chciałbym z tobą chodzić, ale oboje wiemy, że to się nie uda.

Dlaczego? Pamiętajcie! Kobiety zakładają, że facet, którego właśnie poznały, kłamie. Założyłyby zatem, że kłamałem, i poczułyby się dotknięte, że nabijam się z nich, mówiąc to, co – jak sądzę – chcą usłyszeć.

Przejaskrawianie sprawdzało się znakomicie, ponieważ nie pozostawiało im miejsca na kolejny ruch. Nie musiały dzielić włosa na czworo: Zaraz, on na pewno kłamie. Ale tak miło się tego słucha. On kłamie, ale gdzie właściwie jest to kłamstwo? Kłamie, a może jednak nie? Kreśliłem tak niedorzeczne wizje, że nie było tam co analizować. Nie pozostawiałem żadnych wątpliwości co do szczerości moich wypowiedzi. Jednak kłamstwo było w takich przypadkach tak oczywiste, że zamieniało się w niekłamstwo.

Przesada, z jaką odpowiadałem na pytania, zmuszała je także do martwienia się w głębi duszy: O Boże; czy on naprawdę sądzi, że będziemy ze sobą chodzić? Lepiej wyprowadzę go z błędu. Nagle czuły, że muszą coś zrobić, żebym zaczął patrzeć na całą sytuację, stojąc twardo na ziemi, zanim to ja je sprowadzę na ziemię. Skomplikowane, panowie? To spójrzcie na to tak: zmieniałem ich defensywę w ofensywę.

Myślę też, że pochlebiała im w tym przesadzaniu moja dbałość o szczegóły. Najważniejsze jednak, że pozostawałem w zgodzie ze sobą i zachowywałem dla tych kobiet szacunek, żadnej nie skłamałem. To bardzo ważne, by pozostać fair wobec siebie.

Naturalnie, nigdy więcej, ani razu, nie odprowadziłem kobiety z mojego do jej auta. Zawsze już ją podwoziłem... za każdym razem.

ABC info

Wielu facetów za najtrudniejsze w relacji z kobietą uważa przełamywanie lodów. I dlatego wielu pomaga sobie „tekstami”. Ja nie należę do ich zwolenników. Brzmią nieszczerze, większość jest stara i wyświechtana. Jeśli kobieta daje się na nie wyrwać, to zwykle tracę dla niej szacunek, a co za tym idzie, zainteresowanie nią. Zamiast tego lepiej znaleźć wspólny temat. Zawsze jakiś jest; trzeba go tylko poszukać.

Weźmy przykład. Pewnego wieczora wybraliśmy się z kumplem do klubu bilardowego. W oczekiwaniu na wolne miejsca stanęliśmy obok stołu, przy którym grały trzy kobiety. Jedna od razu wpadła mi w oko. Czekałem. Oddając kolejny strzał, poprowadziła białą rozgrywającą bilę wzdłuż krawędzi stołu. Bila o mało nie stoczyła się ze stołu, ale jednak nie spadła; trafiła do kieszeni. Bingo. Podszedłem do niej, kiedy razem ze znajomymi śmiała się z tego strzału. Wzniosłem piwo w geście toastu.

– Grałem sporo w bilard, ale to był najbardziej oryginalny strzał, jaki widziałem.

Odwzajemniła toast i roześmiała się. Wkrótce potem jedna z pań poszła, a mój kolega i ja dołączyliśmy do dwóch pozostałych, żeby zagrać we czwórkę. Ta, która mi się podobała, wzięła mój numer i zadzwoniła następnego dnia.

Szukajcie wspólnego tematu; jakiś na pewno się znajdzie i rozmowa potoczy się o wiele bardziej naturalnie. Przy okazji dodam, że ta zasada działa też w drugą stronę, czyli wtedy, gdy to kobieta próbuje przełamać lody z mężczyzną.

Od czasu do czasu, gdy nic nowego nie przychodzi do głowy, możecie ponownie użyć tych samych tematów. Mój „dyżurny” temat okazał się bardzo efektywny przy rozpoczynaniu rozmowy w piątkowe wieczory (ale przypominam, że używam go tylko wtedy, kiedy nie przychodzi mi na myśl nic o świeżym brzmieniu): „Świętujesz dobry tydzień czy próbujesz zapomnieć o tym kiepskim?”. To pytanie odstartuje rozmowę za każdym razem, tak jak odstartowało ją tamtego wieczoru, kiedy je wymyśliłem. (Ej, ty, przygotuj sobie swój; ten jest mój!)


Jedną z tych prywatnych lig sportowych jest Chicago Sport and Social Club. Skupia się raczej na towarzyskich aspektach sportu i poświęca wiele czasu organizowaniu takich imprez jak wyjazdy na narty i europejskie wakacje grupowe. Inna liga to Players. Zwykle mają tam najwyższy poziom współzawodnictwa, ale nie do wszystkich dyscyplin zapewniają sędziów, co często skutkuje gorączkowymi kłótniami w czasie gry. Za kolejną dobrą ligę uchodzi Sports Monster, która organizuje rozgrywki w różnych miastach na całym terenie USA. W Sports Monster można liczyć na obecność sędziów do każdej dyscypliny, dzięki czemu do tej ligi lgną najlepsi zawodnicy, a to zapewnia najwyższy poziom współzawodnictwa. W ligach poznałem wiele kobiet o podobnych zainteresowaniach; z niektórymi z nich się umawiałem.

Kluby sportowe są jednymi z najlepszych miejsc do poznawania ludzi. Spotkałem w nich nie tylko kilka kobiet, z którymi później chodziłem, ale też większość moich obecnych przyjaciół. Jedna wskazówka: kluby sportowe mają sponsorowane bary, które oferują zniżki na napoje i jedzenie. Jeśli gracie, korzystajcie z takich barów jak najczęściej. To najlepsze miejsce, żeby poudzielać się towarzysko. Nie najlepiej wam idzie w sporcie? Nie szkodzi. W klubach możecie sobie pograć towarzysko – są specjalne sekcje, do których ludzie zapisują się głównie po to, by kogoś poznać. Właściwie część oferowanych dyscyplin to sporty czysto towarzyskie, jak na przykład kickball czy dwa ognie. Z kolei w klubach, które bardziej stawiają na współzawodnictwo, można spotkać zawodników na wyższym poziomie. Cóż może być bardziej sexy niż ładna, a w dodatku wybijająca się w sporcie kobieta?! Nie masz swojej drużyny, z którą mógłbyś się zapisać do klubu sportowego? Żadne zmartwienie. Kluby są otwarte również na pojedynczych zawodników, z których tworzą później drużyny. Sam przed laty tak zaczynałem, by następnie z pierwszej swojej drużyny rekrutować własną.