Bóg rzeczywisty - Rob Slane - ebook
Opis

W ostatnich latach chrześcijaństwo jest nieustannie atakowane przez wrogo nastawionych fundamentalistycznych ateistów. Szczególną popularnością cieszyła się przez długi czas książka Richarda Dawkinsa Bóg urojony. Znajdowała się ona na listach bestsellerów i zyskała rozmaite wyróżnienia. Tymczasem książka ta od początku do końca jest obłudnym atakiem nie tylko na religię sensu stricto, lecz w szczególności na biblijne chrześcijaństwo. Zostało ono tam przedstawione w sposób fałszywy, jako zespół irracjonalnych przekonań, które są przesiąknięte na wskroś złem. W książce tej staram się pokazać, że argumenty, na których opierają się twierdzenia Dawkinsa, są nie tylko pozbawione elementarnej logiki, ale w znakomitej większości z gruntu nieprawdziwe.
Cel niniejszej książki jest dwojaki. Po pierwsze: w czasach, gdy chrześcijaństwo jest lekceważone i wyśmiewane, chciałbym zdopingować chrześcijan do stanięcia w obronie swoich przekonań w obliczu coraz bardziej sceptycznego i wrogiego im świata. Po drugie: obecnie, gdy ateizm (a w zasadzie religia zwana Nowym Ateizmem) gwałtownie się rozwija, mam nadzieję skłonić ateistów i agnostyków – zwłaszcza tych, którzy przeczytali książkę Dawkinsa i mu uwierzyli (sic!) – do zastanowienia się nad tym, czy założenia, na których opierają swą obecną wiarę, są tak logiczne, jak im się to wydaje. Wiem, o czym mówię, gdyż sam byłem ateistą wychowanym przez ateistów. To moje osobiste doświadczenie daje mi głębokie przekonanie, że potrafię odkryć przed Czytelnikami, czym tak naprawdę jest publikacja Richarda Dawkinsa Bóg urojony oraz jakie są w niej zastosowane sztuczki i pułapki. Mam głęboką nadzieję, że niezależnie od tego, w co kto wierzy, naczelne miejsce w życiu każdego Czytelnika zajmie Prawda.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 133

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału:

THE GOD REALITY, A critique of Richard Dawkins’ „The God Delusion”

Przekład:

Sara Wacławikdziękuje Barbarze Wacławik i Adamowi Wojtasowi, którzy swoją zachętą przyczynili się do przekładu oryginalnej książki i powstania tego Dzieła.

Korekta przekładu i poprawki: Barbara Wacławik, Adam Wojtas

Redakcja techniczna:

Anna Szeląg

Redakcja:

Elżbieta Mamczarz i Zespół VOCATIO

Korekta:

Anna Beluch

Projekt okładki:

Radosław Krawczyk

Jeśli nie zaznaczono inaczej, cytaty biblijne pochodzą z Biblii Tysiąclecia, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 2003.

Cytaty biblijne oznaczone skrótem NPD pochodzą z przygotowywanego Nowego Przekładu Dynamicznego Pisma świętego.

Copyright © 2008 by Day One Publications Leominster, England HR6 8NZ

Copyright for the Polish edition © 2015 by Oficyna Wydawnicza VOCATIO.

All rights to the Polish edition reserved

Wszelkie prawa do wydania zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

W sprawie zezwoleń należy zwracać się do:

Oficyna Wydawnicza VOCATIO

02-798 Warszawa, ul. Polnej Róży 1

e-mail:[email protected]

Redakcja: tel. (22) 648 54 50

Dział handlowy: fax (22) 648 03 79, tel. (22) 648 03 78

e-mail:[email protected]

Księgarnia Wysyłkowa

02-798 Warszawa 78, skr. poczt. 54

tel. (603) 861 952, e-mail:[email protected]

www.vocatio.com.pl

ISBN 978-83-7829-216-6

Skład wersji elektronicznej:Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

[…] nabywaj mądrości, nabywaj rozwagi,

nie zapominaj słów moich ust!

Nie gardź nią, bo ciebie ocali,

ukochaj ją, będzie cię strzegła.

Podstawą mądrości: zdobywaj mądrość,

za wszystko, co masz, mądrości nabywaj!

Księga Przysłów 4,5-7

Dla Alice, mojej drogiej żony, wspaniałej przyjaciółki i tej, która dziedziczy ze mną łaskę ŻYCIA.

Podziękowania

Chciałbym podziękować następującym osobom za ich pomoc i wkład w przygotowanie tej książki do druku: Jimowi Holmsowi z wydawnictwa Day One za podjęcie wyzwania, jakim było przygotowanie tej książki do publikacji; Caroline McCausland za trud nie do pozazdroszczenia poprawiania mojej zatrważającej gramatyki i interpunkcji; Malcolmowi Wattsowi, mojemu pastorowi, za danie mi szansy pisania i edytowania dla „The Messenger”, magazynu, w którym Bóg rzeczywisty pojawił się po raz pierwszy jako seria artykułów; oraz Alice, mojej żonie, bez której miłości, wsparcia i wyrozumiałości nie udałoby mi się tego napisać.

Uwagi wstępne

W ostatnich latach chrześcijaństwo jest nieustannie atakowane przez wrogo nastawionych fundamentalistycznych ateistów. Trzy konkretne książki: Letter to a Christian Nation („List do narodu chrześcijańskiego”) Sama Harrisa, Bóg nie jest wielki1 Christophera Hitchensa i Bóg urojony2 Richarda Dawkinsa cieszyły się szczególną popularnością. Spośród tych trzech autorów Dawkins jest prawdopodobnie najszerzej znany, a jego książka znajdowała się na listach bestsellerów przez długi czas, zyskując rozmaite wyróżnienia. Dawkins, profesor katedry Public Understanding of Science (dosłownie: Potocznego Rozumienia Nauk Ścisłych) Uniwersytetu Oksfordzkiego, ostatnimi czasy mniej zajmował się „pomaganiem” zwykłym ludziom w pojmowaniu istoty nauk ścisłych, a tak naprawdę promował zwykły ateizm. Efektem jego działalności jest książka Bóg urojony, która od początku do końca jest bezczelnym atakiem nie tylko na religię jako taką, lecz także na biblijne chrześcijaństwo w szczególności. Zostało ono tam przedstawione fałszywie, jako irracjonalne i pełne zła. W tej książeczce mam nadzieję jednak dowieść, iż argumenty, na których opierają się twierdzenia Dawkinsa, są wielokrotnie nielogiczne, a czasem nawet z gruntu nieprawdziwe. Prostym tego przykładem jest fakt, iż niesłusznie uogólnia on, twierdząc, że krytykowane przez niego wierzenia w transsubstancjację, wniebowstąpienie Marii i koncepcję czyśćca są wspólne dla wszystkich, którzy deklarują się jako chrześcijanie. Musimy więc założyć, że albo rozmyślnie ignoruje on historyczny okres nazywany reformacją, w czasie którego odbyła się wielka debata nad biblijnością wielu wcześniejszych przekonań, albo z rozmysłem ignoruje wykrystalizowanie się ewangelicznego nurtu chrześcijaństwa, które odcięło się od wielu niebiblijnych nauk. W efekcie sprowadził on swoje wywody do dyskutowania tylko takich poglądów, które żywo wspierają jego cele. Tak czy inaczej książka Bóg urojony pokazuje, że jej autor używa zwodniczych argumentów, by tylko odwrócić uwagę swoich czytelników od właściwego celu książki, jakim jest zaatakowanie Biblii i biblijnego uczniostwa Chrystusowego, jakie rozwija się we współczesnym świecie.

Cel książki Bóg urojony ujawniony został we wstępie, gdzie Dawkins pisze, że książka przeznaczona jest dla ludzi, którzy „nierzadko uświadamiają sobie własne pragnienie odejścia od wiary rodziców”, ale nie zdają sobie sprawy, że mają taką możliwość, przyczyną czego jest „ta czy inna forma indoktrynacji, jakiej nieodmiennie poddawane są dzieci”[1]. Słowo „indoktrynacja” w tym kontekście oznacza taki sposób nauczania osoby (bądź grupy osób), by przyjmowały pewne doktryny bezkrytycznie, nie potrafiąc jednocześnie podać przyczyn, dla których uważają je za prawdziwe. Do pewnego stopnia Dawkins ma rację: w naszym otoczeniu odbywa się ciągła indoktrynacja. Jednak we współczesnym świecie zachodnim nie dotyczy ona chrześcijaństwa, a zupełnie innego poglądu na świat. Mówię to w imieniu milionów dzieci, które nauczano, że ewolucja jest faktem, i które szczerze w to wierzą, a jednak są całkowicie niezdolne do podania choćby jednego dowodu na poparcie tej „prawdy”. By podać przykład – poprosiłem pewnego znajomego nastolatka, który był zagorzałym ateistą i ewolucjonistą, by przedstawił choć jeden dowód przekonujący go o słuszności teorii ewolucji. Po dłuższym wahaniu zaprezentował mi ów „cenny dowód”, na którym opierał wszystkie swoje przekonania – książkę: O powstawaniu gatunków Darwina3. Na pewno nie taki przykład indoktrynacji miał na myśli Dawkins, niemniej wpisuje się on doskonale w jego poglądy, kwestionując jednocześnie jego tezę, jakoby ateizm był synonimem wolnego umysłu i „oznaczał właściwą niezależność myślenia”.

Dawkins nie marnuje czasu i od razu przechodzi do potępiania religii. Chociaż zaprzecza, jakoby religia była źródłem  w s z e l k i e g o  zła, zapewnia, że jest ona powodem  w i ę k s z o ś c i.  Na użytek dowodu swojej „naukowej” tezy nawiązuje on do piosenki „Imagine” Johna Lennona4 i pisze:

„Wyobraź sobie świat bez religii, bez zamachowców-samobójców, 11 września, 7 lipca, krucjat, polowania na czarownice, spisku prochowego5, podziału Indii, konfliktu izraelsko-palestyńskiego, bez masakr i czystek etnicznych w byłej Jugosławii, prześladowania Żydów jako tych, którzy »zabili Pana naszego«, bez konfliktów w Irlandii Północnej, honorowych zabójstw i bez różnych teleewangelistów z natapirowanymi włosami i w lśniących garniturach, oskubujących łatwowiernych ludzi z ostatnich groszy”.

Oczywiście na tej liście znajduje się wiele zła, z powodu którego każdy przytomny człowiek będzie ubolewać, ale do listy tej należałoby dodać jeszcze kilka innych rzeczy. Wyobraź sobie świat bez ateizmu. Bez sowieckich gułagów, nazistowskiego holocaustu i obozów koncentracyjnych, gdzie przeprowadzano „naukowe” doświadczenia na „podludziach”, pól śmierci w Kambodży; wyobraź sobie Chiny bez Mao Tse-tunga i jego obozów korekcyjnych, Kubę bez Fidela Castro i jego obozów śmierci; świat bez masowych mordów na nienarodzonych dzieciach, bez nihilistycznej młodzieży egzystującej bez jakiegokolwiek sensu i celu, która – w przeciwieństwie do Dawkinsa – rozumie praktyczne następstwa faktu, iż żyją w świecie pozbawionym celów.

Co prawda, w dalszych fragmentach swojej książki Dawkins próbuje wyjaśnić, że rzeczywiście ateiści dopuścili się wielu złych uczynków, lecz broni swojej tezy, twierdząc, że nie ma przecież dowodu na to, by dopuścili się ich  d l a t e g o,  że są ateistami, czy na to, że „ateizm w sposób systemowy zmusza ludzi do czynienia zła”.

Cóż, nikt nie sugeruje, że ateiści są seryjnymi mordercami czy despotycznymi tyranami! Ale w przypadku wszystkich oprawców wymienionych wcześniej to ni mniej, ni więcej, tylko ich ateistyczne przekonania kreujące ich osobowość były odpowiedzialne za to, co zrobili! Na przykład Lenin6, architekt Związku Sowieckiego, powiedział: „Musimy wytępić religię. To jest podstawowe założenie marksizmu”[2].

W liście zaś, który napisał do Maksyma Gorkiego7 w 1913 roku, ujawnia swoje przeświadczenie, iż aby osiągnąć cel, jakim jest całkowite zlikwidowanie religii, absolutnie uzasadnione jest użycie siły:

„Każda idea religii, każda idea Boga, nawet niewinny flirt z ideą Boga jest niewysłowionym złem […]. Złem najgorszego rodzaju, zarazą najbardziej wstrętnego typu. Miliony grzechów, ohydnych uczynków, aktów przemocy i fizyczne zakażenia […] są o wiele mniej niebezpieczne od subtelnej, duchowej idei Boga, przystrojonej w najmądrzejsze nawet ideologiczne kostiumy. Każda próba obrony czy uzasadnienia idei Boga, nawet najbardziej wyrafinowana, z najlepszymi intencjami, jest  w   z a s a d z i e   u s p r a w i e d l i w i a n i e m   z a s t o s o w a n i a   f i z y c z n e j   r e a k c j i” [3] (wyróżnienie autora).

Zwróćmy uwagę na ostatnie przerażające słowa. Są to słowa człowieka, który nie cofnął się przed wprowadzeniem ich w życie, gdy objął władzę, i trzeba być głupcem, by zaprzeczać istnieniu powiązania pomiędzy nimi a ateistycznymi przekonaniami wypowiadającej je osoby.

Dawkinsowe potępianie wszystkich religii jest jednakże dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że on także jest człowiekiem religijnym. Niewierzący lubią twierdzić, że są niereligijni, bo daje im to pewne poczucie „wyższości” – jak gdyby religia była jakąś wstrętną chorobą, a oni są wystarczająco mądrzy i oświeceni, by nie zapaść na tę „wstrętną chorobę”. Ale postawmy sprawę jasno: ateizm jest religią. Słowo „religia” pochodzi od łacińskiego religio, które oznacza „łączyć”, „wiązać [ze sobą]”. Można to rozumieć na dwa sposoby: osobisty i zbiorowy. Na poziomie osobistym oznacza to zestaw wierzeń i przekonań, które w umyśle wyznającej je osoby są ściśle ze sobą związane, tworząc jej światopogląd. A skoro ateiści mają pewien zestaw przekonań, jasne jest, że na poziomie osobistym ateizm mieści się w kategorii religii, tak jak na przykład buddyzm czy islam. Na poziomie zbiorowym religia jest zestawem przekonań, które łączą ze sobą wielu ludzi, tworzących później odróżniającą się, zorganizowaną grupę. O ile ateiści mogą niechętnie przyznać, że są religijni w osobistym tego słowa znaczeniu, o tyle prawdopodobnie zaprzeczą temu, że dotyczy to także poziomu zbiorowego. Będą twierdzić, że nie odrzucają religii jako takiej, ale organizacje religijne (w domyśle oczywiście – kościoły). A jednak oczywiste jest, że ateiści mają taką samą potrzebę łączenia się ze sobą, jak wyznawcy każdej innej religii. Dawkins sam to przyznaje, kiedy napomyka, że wszelkie próby zorganizowania ateistów były trudne i jak dotąd daremne, a także, iż ma nadzieję, że jego książka zachęci ich do „ujawnienia się [coming out]”, aby mogli „głośno powiedzieć: Tak, jestem ateistą!”, aby „trudno było ich nie usłyszeć”.

Czy to nie brzmi jak nawoływanie ateistów do połączenia sił? Oczywiście, że tak! A zatem czy nie jest to zaczątek budowy organizacji religijnej? Jak najbardziej!

Dwie wielkie deklaracje wiary ateistycznej (Manifest komunistyczny oraz Manifest humanistyczny I, II i III8) wraz z wielkimi ateistycznymi eksperymentami XX wieku (Związek Sowiecki, Nazistowska Rzesza, Chińska Republika Ludowa, Albania, Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna [tzw. Korea Północna] itd.) są wymiernym dowodem na to, do czego skłonni i jak zdeterminowani są ateiści, jeśli chodzi o połączenie sił i zebranie się wokół poglądów, które podzielają.

Można się spierać z badaczami języka co do tego, czy znaczenie słowa religio [re-ligio] „łączyć”, „wiązać” można rozciągnąć na oznaczenie „ponownego pojednania [z Bogiem]”, co wskazywałoby na to, że „religia” jest systemem przekonań zorientowanym na ostateczne zbawienie9. Ale nawet przy tym założeniu ateizm nadal może być klasyfikowany jako religia, ponieważ aspekt „zbawczy” jest wyraźnie widoczny w dwóch głównych światopoglądach, które on przyjmuje: w humanizmie i komunizmie. Manifest humanistyczny II mówi na przykład, że „nie ocali nas żadne bóstwo,  s a m i   m u s i m y   s i e b i e   o c a l i ć  [„ocalić”, czyli „zbawić” – od gr. słowa sodzo, które oznacza zarówno „ocalenie”, jak i „zbawienie” (dopisek wydawcy)]”[4]. Karol Marks10 napisał zaś, że proletariat utknął w takiej strefie rozwoju, że „sam się nie uwolni, dopóki nie uwoli również innych klas, a to oznacza, że w obecnej sytuacji, gdy ludzkość wykazuje całkowitą utratę zdolności do odkupienia samej siebie, proces ten może się dokonać tylko przez  c a ł k o w i t e   z b a w i e n i e   l u d z k o ś c i   p r z e z   p r o l e t a r i a t” [5] (wyróżnienie autora). Tak więc według ateistycznych humanistów zbawienie leży w rękach całej ludzkości; według ateistycznych komunistów – w rękach proletariatu. Niezależnie od tego, czym ponadto ateizm jeszcze jest, jest on, i to z całą pewnością, systemem religijnym, zarówno w sensie „łączenia” i „wiązania”, jak i powszechnego „zbawienia”.

Jako sygnatariusz Manifestu humanistycznego III Dawkins powinien być świadom tego, że podpisał dokument, który jest w pełni religijny. Poprzednie manifesty – Manifest humanistyczny I i II – jednoznacznie podkreślają fakt, że humanizm jest i religią, i wiarą. Powinien być także świadom tego, że najwięksi humaniści ostatniego stulecia, w których ślady pragnie pójść, zgodnie zaklasyfikowali humanizm jako religię (uczyniły to również sztandarowe postaci tego humanizmu, jak John Dewey11 i Julian Huxley12). Z całą pewnością jest on świadomy tego, że humanizm, w obliczu prawa, jest w USA traktowany jako religia, odkąd w 1961 roku Sąd Najwyższy uznał, że liczne stowarzyszenia humanistyczne – jako organizacje religijne (sic!) – są wolne od płacenia podatku dochodowego.

Wygląda jednak na to, że Dawkins, odchodząc od metody naukowej, przyjmuje domyślnie, że pod pojęciem „religia” zawiera się jedynie jego potoczne rozumienie jako oddawanie czci bóstwu lub bóstwom. W porządku, ale również i to nie zgadza się z jego twierdzeniem, według którego świat bez religii byłby światem bez zła. Gdyby tak było, gdyby w takim twierdzeniu było choć ziarno prawdy, to każde miejsce na świecie, gdzie by nie oddawano czci jakiemuś bóstwu, powinno być źródłem niezwykłej inspiracji, miejscem godnym podziwu i naśladownictwa. Czy jest takie miejsce? Jakoś nikt nie może go znaleźć! Zostawmy ateistom próby wyjaśnienia, dlaczego brak „religii” nigdy nie dorósł do manifestu Johna Lennona, a wręcz odwrotnie: zawsze kreował wielki chaos i spustoszenie w każdym narodzie, który kiedykolwiek próbował zrezygnować z jakiejś wiary.

Jest jeszcze jedno stwierdzenie zawarte we wstępie do książki, które warto by skomentować. Dawkins przedstawia ateistów jako szykanowaną mniejszość; twierdzi, że ludzie ci jakoby obawiali się przyznać do ateizmu z powodu uprzedzeń tkwiących w społeczeństwie. Chociaż na poparcie swojej tezy przytacza kilka przykładów, ogólny obraz ateistów, ukazywanych jako strapionej i uciszanej grupy jest śmiechu wart. Absurdalność tych słów zauważymy, czytając choćby peany uznania dla jego książki, cytowane z prasy brytyjskiej, która zwykle jest mocno ze sobą skłócona. A tu nagle zaczyna brzmieć jednym głosem pełnym zachwytu. Zdaje się więc, że Dawkins znalazł sposób na wyciszenie ich wewnętrznych sporów. Recenzje w najbardziej znanych dziennikach i czasopismach były następujące:

• „The Daily Express” stwierdził, że książka była „rozpaczliwie potrzebna”.

• „The Guardian” opisał ją jako „pełną charakteru i orzeźwiającą”.

• „The Sunday Times” uznał, że jest to książka, która pomoże nam odrzucić „te nonsensowne przesądy, które nękały nas od pierwszej wizyty w szkółce niedzielnej”.

• „The Daily Mail” orzekł, że książka Dawkinsa jest „głosem tych, którzy jego piórem „wołają”, że chcą się ujawnić jako niewierzący, ale nie wiedzą, czy się odważą”.

• „The Sunday Telegraph” napisał: „Jeśli szukasz zrozumienia ewolucji albo argumentów popierających ateizm, nie znajdziesz lepszych przewodników niż Richard Dawkins”.

• „The Mail on Sunday” zapewnił: „Dawkins nie mógłby wyrazić się jaśniej. Nie ma Boga. Wszystkie religie są w błędzie”.

Czy to brzmi jak coś, czego społeczeństwo nie będzie tolerowało? Czy możesz podać, Czytelniku, tytuł choćby jednej książki napisanej przez kreacjonistę, która we współczesnych mediach zebrałaby takie pochwały, jak Bóg urojony, i byłaby wystawiona w centralnym oknie wystawowym wszystkich liczących się księgarni i bibliotek? Ta niepokojąca zgodność opinii prasy brytyjskiej (a pewnie nie tylko tej) obnaża pewien fakt, że ateiści wcale nie są zaledwie tolerowaną częścią społeczeństwa (jak afirmuje ich Dawkins), ale należą do najbardziej wpływowych grup, które kształtują myślenie innych, i wcale nie wydaje się, by mieli być zagrożeni prześladowaniami za swoje poglądy.

Argumenty zawarte w książce Bóg urojony można podzielić na sześć głównych tematów:

1) nieprawdopodobieństwo istnienia Boga,

2) selekcja naturalna jako wyjaśnienie istnienia życia,

3) selekcja naturalna jako wyjaśnienie korzeni moralności,

4) niemoralność Biblii,

5) zło wiary,

6) religijne wychowanie dziecka jako jego molestowanie.

W poszczególnych rozdziałach zmierzę się z tymi tematami, wykazując wiele wad założeń i twierdzeń Dawkinsa oraz pokazując zawarte w nich fałszerstwa.

Cel tej książki jest więc dwojaki. Po pierwsze, w czasach, gdy chrześcijaństwo jest lekceważone i wyśmiewane, chciałbym zdopingować chrześcijan do stanięcia w obronie swoich przekonań w obliczu coraz bardziej sceptycznego i wrogiego im świata. Po drugie, w czasach, gdy ateizm (a w zasadzie religia zwana Nowym Ateizmem) gwałtownie się rozwija, mam nadzieję skłonić ateistów i agnostyków, zwłaszcza tych, którzy przeczytali książkę Dawkinsa i mu uwierzyli, do zastanowienia się nad tym, czy założenia, na których opierają swoją wiarę, są tak logiczne, jak im się to wydaje. Mam nadzieję, że odkryję przed Czytelnikami tej broszury, czym tak naprawdę jest publikacja Richarda Dawkinsa Bóg urojony, niezależnie od tego, w co kto wierzy, i że naczelne miejsce w życiu każdego zajmie Prawda (por. J 14,6).

Rozdział 1Prawdopodobieństwo istnienia Boga

Cała konstrukcja książki Bóg urojony opiera się na domniemanym nieprawdopodobieństwie istnienia Boga (w kategoriach matematycznych chodzi o zerowe prawdopodobieństwo). Ale mimo że przez czytelników magazynu „Prospect” Dawkins został uznany za jednego z trzech największych światowych intelektualistów, jego główny argument na poparcie wspomnianej wcześniej tezy nie jest bardziej zaawansowany logicznie od dziecinnego pytania: „Jeśli Bóg stworzył mnie, kto stworzył Boga?”. Pod koniec rozdziału trzeciego czytamy:

„W pewnym sensie dowód ów sprowadza się do prostego pytania, na które każdy myślący człowiek sam w pewnym momencie wpada: »Kto stworzył Boga?«. Bóg-projektant nie może nam posłużyć do wyjaśnienia fenomenu uporządkowanej złożoności, jakikolwiek bowiem Bóg zdolny do zaprojektowania czegokolwiek musiałby sam być wystarczająco złożonym bytem, by Jego istnienie wymagało analogicznego wyjaśnienia. Mielibyśmy więc klasyczny nieskończony regres, od którego nie ma ucieczki. Ten argument wskazuje, że Bóg, jakkolwiek Jego nieistnienia z czysto formalnych względów nie da się udowodnić, jest bardzo, ale to bardzo nieprawdopodobny”.

Używanie tego argumentu do zasugerowania nieprawdopodobieństwa istnienia Boga jest wysoce mylące. Opiera się on na przekonaniu, jakoby ludzie byli w stanie zrozumieć atrybuty i przymioty Boga, takie jak Jego odwieczność i nieskończoność. Dawkins najwyraźniej uważa, że tak właśnie jest, pisze bowiem: „Istnienie – lub nie – sprawczej superinteligencji to bezdyskusyjnie problem o charakterze naukowym, nawet jeśli, przynajmniej jak dotąd, nie został rozstrzygnięty”. Ale powinno być dla nas oczywiste, że bynajmniej tak nie jest, ponieważ wszystkie atrybuty przypisywane Bogu są, z definicji, poza naszą wiedzą i możliwością poznawczą, a tym samym poza dziedziną naukowych dociekań i odkryć. Dlaczego? Cóż, żyjemy przecież w świecie, który składa się praktycznie z trzech kategorii: czasu, przestrzeni i materii. Dlatego właśnie Biblia zaczyna się wzniosłym stwierdzeniem: „Na początku [czas] Bóg stworzył Niebiosa [przestrzeń] oraz ziemię [materia]” (Rdz 1,1 NPD13). Zgodnie więc z przekazem biblijnym jedynymi kategoriami, do których możemy się odnieść w naszym fizycznym świecie, są: czas, przestrzeń i materia, a więc – posługując się naturalnym ludzkim rozumowaniem –  j e s t e ś m y   c a ł k o w i c i e   n i e z d o l n i   i   n i e p r z y g o t o w a n i   d o   t e g o,  b y   p o j ą ć   k a t e g o r i ę   i s t n i e n i a,  k t ó r e   m i e ś c i   s i ę   p o z a   k a t e g o r i a m i   s t w o r z e n i a.  O n o   j e s t   p o n a d c z a s o w e,  w s z e c h o b e c n e   i   d u c h o w e.  Poprzez samo rozumowanie i doświadczenie jesteśmy (jak to ostatecznie Dawkins taktownie przyznaje) niezdolni do potwierdzenia z jakąkolwiek pewnością istnienia bądź nieistnienia Boga. W zamian stajemy przed dwoma możliwościami.

1. Pierwsza z nich brzmi: nie ma nic poza czasem, przestrzenią i materią.

2. Druga zaś brzmi: poza czasem, przestrzenią i materią istnieje coś, czego nie znamy i czego z natury nie jesteśmy w stanie ani pojąć, ani zrozumieć.

A więc wobec totalnego braku znajomości czegokolwiek, co istnieje poza czasem, przestrzenią i materią, na podstawie naszej zdolności analizy, jedyny wniosek, do jakiego możemy dojść logicznie w oparciu o prawa matematyczne, jest taki, że prawdopodobieństwo istnienia Boga wynosi dokładnie 0,5 (50 proc.).

Używanie argumentu typu: „Kto stworzył Boga?” po to, by twierdzić, że Jego istnienie jest „wysoce nieprawdopodobne”, to próba zdefiniowania tego, co jest dla nas niedefiniowalne, dostrzeżenia tego, co jest niedostrzegalne, określenia istoty czegoś, czego nie pojmujemy (w tym wypadku chodzi oczywiście o Boga), poprzez próbę zrozumienia cech i atrybutów tego nierozumianego przez nas istnienia. To z punktu widzenia logiki jest zupełnie niemożliwe. Aby lepiej to zilustrować, wyobraźmy sobie, że dziecko w łonie matki, na kilka dni przed normalnym porodem, ma już umysł zdolny do myślenia i rozumowania w taki sposób, jak to czyni dojrzały intelektualnie dorosły człowiek. Przy takim założeniu musimy zrozumieć, że dziecko to jest świadome jedynie otaczających je wód płodowych, ale niczego poza nimi. Cała jego strefa fizycznego i intelektualnego poznania ogranicza się do wód płodowych, a wszystko, co jest poza nimi, jest nieznane, z matką włącznie! Czy to dziecko, mając umysł dorosłego człowieka, byłoby w stanie wysuwać dające się naukowo zweryfikować stwierdzenia o prawdopodobieństwie istnienia matki na podstawie jej atrybutów? Oczywiście że nie! Dlaczego? Dla dziecka w łonie matki, znającego jedynie życie w wodach płodowych, a tym samym niemającego możliwości poznawania i pojmowania życia poza nimi, idea istnienia poza wodami płodowymi wydaje się zupełnie niewytłumaczalna. W takiej sytuacji dziecko to najpewniej określiłoby ideę istnienia matki jako „wysoce nieprawdopodobną”. Ale przecież to wcale nie oznacza, iż dziecko to nie ma matki. Można z tego jedynie wywnioskować, że dziecko w fazie życia płodowego nie jest w stanie pojąć, kim jest jego matka. Podobnie jest z człowiekiem. Próby ustalania prawdopodobieństwa istnienia Boga poprzez zrozumienie, czym jest byt, który nie został stworzony, są zaledwie bezowocną próbą nałożenia naszej znajomości kategorii czasu, przestrzeni i materii na istotę, której te atrybuty po prostu nie dotyczą i nie definiują. Pytanie „Kto stworzył Boga?” jest więc z gruntu źle postawione, jest jakby poza „dziedziną funkcji poznawczej”. Ono nigdy nie będzie mogło zostać słusznie użyte do zademonstrowania nieprawdopodobieństwa istnienia Boga, a posługiwanie się nim jest zwykłym logicznym fałszerstwem. Odwoływanie się do niego demonstruje naszą niezdolność zrozumienia tego, że Bóg nie musiał zostać stworzony.

Jeśli więc nie możemy wnioskować prawdopodobieństwa istnienia Boga z Jego atrybutów (czyli z Jego ponadczasowego  i s t n i e n i a),  gdyż są one poza nasza dziedziną poznawczą, to pojawia się pytanie, czy możemy to zrobić, korzystając z cech kategorii, które są nam znane: czasu, przestrzeni i materii. Odpowiedź brzmi: Tak, możemy! Na tę okoliczność wojujący humaniści stworzyli alternatywną wersję powstania świata i nazwali ją „teorią Wielkiego Wybuchu”.

W mediach rozgłasza się pewną uproszczoną wersję owej teorii i w taką wierzy większość naszego społeczeństwa. Brzmi ona mniej więcej tak: miliardy lat temu nastąpiła eksplozja atomu lub kosmicznej kuli zawierającej astronomiczne ilości skoncentrowanej materii, co uwolniło ową materię do istniejącej uprzednio przestrzeni. Trzeba jednak uświadomić sobie, że właściwa teoria Wielkiego Wybuchu wcale tak nie brzmi. Popularna wersja medialna przedstawia tę teorię w takiej wersji, że w domyśle zakłada się, iż czas, przestrzeń i materia istniały już wcześniej. Ale ta właściwa teoria mówi, że nie było żadnej z tych rzeczy. One zostały dopiero powołane do istnienia przez Wielki Wybuch, a więc są raczej jego  p r o d u k t a m i  niż „substancją” i środowiskiem Wielkiego Wybuchu. Tak więc teoria Wielkiego Wybuchu wcale nie próbuje konfrontować z Bogiem energii jakiegoś „skoncentrowanej” materii, która rzekomo eksplodowała kiedyś w odmętach czasu. W gruncie rzeczy teoria ta konfrontuje z Bogiem nicość (brak czasu, brak przestrzeni i brak materii).

Choć nie możemy wywodzić prawdopodobieństwa istnienia Boga w oparciu o badanie Jego atrybutów, możemy jednak zastosować zasadę obliczania prawdopodobieństwa w ramach istniejącego świata i starać się ustalić, czy bardziej prawdopodobne jest to, że do istnienia powołał go Bóg czy też Wielki Wybuch. Ponieważ prawdopodobieństwo wystąpienia jakiegokolwiek wydarzenia zależy od siły oddziaływania jednostki je kreującej, to im większa lub bardziej potężna jest ta jednostka, tym większe jest prawdopodobieństwo wystąpienia następstw jej działania. Zastanówmy się więc, jaki wynik uzyskamy, gdy wstawimy do tego wzoru Boga i zapytamy: jakie jest prawdopodobieństwo tego, iż siła  a b s o l u t n a  (nieskończona i wszechpotężna) była w stanie stworzyć świat? Cóż, skoro siła jednostki – Boga – jest nieskończona, prawdopodobieństwo tego, że jest w stanie stworzyć świat, jest również  a b s o l u t n i e   p e w n e  (a więc w kategoriach matematycznych równe jeden). Lecz co uzyskamy z podstawienia do wzoru warunków, jakie towarzyszyły tak zwanemu Wielkiemu Wybuchowi, pytając: jakie jest prawdopodobieństwo tego, iż  n i c o ś ć  jest w stanie stworzyć coś? Jako że siła jednostki oddziałującej w tym wzorze jest zerowa, prawdopodobieństwo tego, iż nicość stworzyła coś (tu: świat) jest także zerowa, a nie – jak chcieliby nas przekonać Nowi Ateiści – zaledwie mała (czy, jak twierdzą, mało prawdopodobna). To, że nicość tworzy coś jest po prostu  a b s o l u t n i e   n i e p r a w d o p o d o b n e  (a więc w kategoriach matematycznych równe 0).